Ptaszki podług Arystofanesa - Johann Wolfgang von Goethe - ebook

Ptaszki podług Arystofanesa ebook

Johann Wolfgang von Goethe

0,0
14,90 zł

lub
Opis

Niemiecki polityk, uczony i poeta przełomu XVIII i XIX wieku Johann Wolfgang von Goethe jest uznawany za najwybitniejszego przedstawiciela literatury niemieckiej, mistrza klasycyzmu weimarskiego oraz prekursora romantyzmu. Do jego najwybitniejszych dzieł należą „Cierpienia młodego Wertera”, „Król Elfów” oraz „Faust”. „Ptaszki podług Arystofanesa” należą do nielicznych napisanych przez niego komedii.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 29




Johann Wolfgang von Goethe

Ptaszki podług Arystofanesa

Warszawa 2020

OSOBY

Burzycki

Dudas

Puchacz

Papuga

Chór ptaków

TREŚĆ

Dolina otoczona lasem i skałami, na których szczycie ruiny.

DUDAS

z jednej strony na wierzchu skały

Och! niebezpieczna ścieżka –! o! nieszczęsna droga!

BURZYCKI

z drugiej strony skały – ukryty

Pst! znów go słyszę! Hop!

DUDAS

odpowiada

Houp!

BURZYCKI

Na jakążeś zbłąkał się skałę?

DUDAS

Oj! biedaż mi, bieda!

BURZYCKI

Cierpliwości! mój przyjacielu!

DUDAS

Utkwiłem w cierniach i głogu!

BURZYCKI

Tylko powoli!

DUDAS

O jakiż śliski, zwodniczy ten mech! zawraca mi się głowa; spadnę w przepaść!

BURZYCKI

Tylko spokojnie! spuść się na dół! Tu widzę łączkę!

DUDAS

Spadam – lecę!

BURZYCKI

Tylko cicho! Zaraz idę!

DUDAS

Ojej! spadłem!

BURZYCKI

Poczekaj! ja cię podźwignę!

DUDAS

leżąc na ziemi

O zwodzicielu! Włóczęgo-Szyjołomie, oby cię bogowie zaprzepaścili!

BURZYCKI

Czemu wrzeszczysz?

DUDAS

Przeklinam cię!

BURZYCKI

raczkuje na szczycie skały

Otóż tu jest Muscus cyperoides politrichocarpomanidoides.

DUDAS

Dobije mnie!

BURZYCKI

A ta Lichen canescens figerrimus, co za nędzna figura!

DUDAS

Potrzaskałem wszystkie kości!

BURZYCKI

Widzisz, jaką pociechą i podporą jest umiejętność! I w nadpowietrznych sferach i na najszorstszej skale człowiek umiejętny znajdzie zabawę.

DUDAS

Obyś na dnie morskiem układał zbiór muszli, a ja tam był, skąd przyszedłem.

BURZYCKI

Słabyżeś! a przecież tak czyste, tak lekkie jest to górskie powietrze.

DUDAS

Ani je pierśmi zachwycić.

BURZYCKI

Zauważałeś, jaki przecudny widok?

DUDAS

Cóż mi on pomoże?

BURZYCKI

Zimnyś jak głaz.

DUDAS

Gdy mnie dreszcz przejmie: teraz całym w potach.

BURZYCKI

To zdrowo. schodząc Ręczę ci, żeśmy w właściwem miejscu.

DUDAS

Wolałbym, żebyśmy byli na dole.

BURZYCKI

Wszakżeśmy szli najbliższą drogą.

DUDAS

Najprostsza, ale o kilka godzin dłuższa. Z utrudzenia i bólu ani się ruszyć mogę! Ach! ojojoj!

BURZYCKI

Przecież nie rozpadłeś się w kawałki. podnosi go

BURZYCKI

Oby każdy szukający szczęścia w zmianach, takie jak ja zrobił doświadczenie!

BURZYCKI

Upamiętaj się! Upamiętaj się!

DUDAS

Przynajmniej mieliśmy co jeść i pić.

BURZYCKI

Umhu! Z cudzej kieszeni lub z cudzego stołu!

DUDAS

W zimie nie zaznaliśmy chłodu.

BURZYCKI

Dopókiśmy w łóżkach leżeli.

DUDAS

Ani trudów; a pewnym ludziom gorzej było jak nam, co jak szaleni uganiamy po świecie, by jakieś urojone dziwadła w najdziwaczniejszy sposób pochwycić.

BURZYCKI

ku widzom

Nasze dzieje w tych krótkich zawarte słowach: nie było sposobu dłużej osiedzieć się w mieście. Bo chociaż wcale skromnemi były nasze żądania, to i tych nawet nie zaspokajano; – prace nasze płacono sowicie, lecz my tem potrzeb naszych pokryć nie mogli. Żyliśmy właściwym nam trybem, a rzadko znaleźć mogliśmy odpowiednie nam towarzystwo. Słowem wzdychaliśmy do jakiej nowej krainy, kędy by była inna postać rzeczy.

DUDAS

A idąc tą drogą przedziwnieśmy sobie byt polepszyli!

BURZYCKI

Skutek uwieńcza zabiegi. Wielkie zasługi w nowszych czasach rzadko już zostają w utajeniu; – są dzienniki, które bezzwłocznie każdy czyn wzniosły unieśmiertelniają. – Słyszeliśmy, że na szczycie tej niebotycznej góry puszczyk mieszka, którego wszystko nie zadawalnia; dlatego mu też ogromne przyczytujem umiejętności. – W całym kraju słynie pod imieniem: „Krytyka”. Całe dnie przesiaduje w domu, badając to, co wczoraj inni zdziałali, a zawsze nierównie rzutniejszy jak każdy wracający z sali obrad publicznych. – Domniemywamy się, że wszystkie miasta, chociaż w nocy tylko, jak ów diabeł kulawy – zapewne zwiedził, a więc będzie nam mógł wskazać miejsce, kędy by się przyjemnie żyć dało. – Patrz! patrz no tam, jakie to prześliczne mury! Istotnie! jakby je rusałki wyczarowały!

DUDAS

Już znowu się unosisz nad kupą starych kamieni?

BURZYCKI

Nieochybnie on tam mieszka. – He! he! puszczyku! he! he! panie puszczyku! Nie masz nikogo w domu?

PAPUGA

występuje i gada chrapliwie

Panowie! Moi panowie! Jak mam zaszczyt? skąd przybywacie? Jakaż miła niespodzianka?

BURZYCKI

Przychodzim poznać pana Puszczyka.

DUDAS

Prawieśmy karki poskręcali, by pozyskać zaszczyt służenia mu.

PAPUGA

Czegóż się nie czyni dla poznania tak wielkiego męża? Miłem będzie panu mojemu, przybycie wasze. – Jakkolwiek tego nie okazuje, bardzo lubi, by go odwiedzano.

BURZYCKI

Czy waćpan u niego w obowiązku?

PAPUGA