Opis

Każda kobieta w Sydney chciałaby zdobyć serce Ramsaya Walkera, ale ten przystojny i uwodzicielski dyrektor międzynarodowej firmy nie ma zamiaru rezygnować z wolności. Trafia jednak swój na swego. Szkotka Nola Manson, specjalistka od cyberbezpieczeństwa, niezależna i lubiąca ryzyko, jest dla niego prawdziwym wyzwaniem. Intryguje go tak bardzo, że Ramsey zadaje sobie wiele trudu, by się do niej zbliżyć. Nie przewidział tylko, jak ta gra się dla niego skończy…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 150

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Louise Fuller

Przygoda w Sydney

Tłumaczenie:Izabela Siwek

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Przepraszam, panno Mason, ale proszę się nie martwić. Dowiozę tam panią na czas, jak zawsze.

Samochód przyhamował. Nola Mason uniosła wzrok znad laptopa i ściągnęła brwi. Jej niebieskie jak dżins oczy wydawały się niemal czarne w ciemnym wnętrzu wytwornej limuzyny. Wyjrzała przez okno. Ciężarówka z płaską platformą, pełną drogowych pachołków, sunęła powoli ulicą. W Sydney podczas weekendu odbywała się jakaś parada i policja oraz służby porządkowe wciąż starały się przywrócić w mieście ład. Na szczęście, w poniedziałek o piątej rano nie było dużego ruchu. Nola zamknęła laptop i wychyliła się w stronę kierowcy.

– Wiem, że ci się uda, John. Nie przejmuj się. Dobrze, że jesteś.

Była wdzięczna i zadowolona nie tylko z punktualności i uprzejmości szofera, ale i jego doskonałej znajomości zawiłej siatki miejskich ulic.

Gdy samochód znowu ruszył, oparła się w fotelu. Po dwóch miesiącach pracy dla światowego giganta w branży technicznej – RWI – wciąż czuła się dziwnie, jakby nie na miejscu, mając do dyspozycji limuzynę z szoferem. Była przecież programistką, a nie celebrytką! Jednak Ramsay Walker, wymagający i irytująco apodyktyczny dyrektor naczelny firmy, nalegał, by z niej korzystała.

Wykrzywiła usta. Wtedy po raz pierwszy, choć nie ostatni, mu się przeciwstawiła, ale natychmiast odrzucił jej sprzeciw. Jego dyktatorskie zapędy i jej determinacja do upierania się przy własnym zdaniu sprawiały, że spierali się ze sobą zawzięcie prawie na każdym zebraniu.

To jednak zbliżało się ku końcowi. Następny dzień miał być jej ostatnim dniem w Sydney i chociaż razem z Anną, wspólniczką, wciąż miała podpisany kontrakt z RWI, obejmujący usuwanie problemów związanych z cyberbezpieczeństwem firmy, to jednak mogły to robić we własnym biurze w Edynburgu.

Odetchnęła. Co za ulga uwolnić się wreszcie od przenikliwego spojrzenia szarych oczu szefa! Tylko dlaczego odczuwa jednocześnie jakiś dziwny żal?

Zerknęła na imponujący gmach RWI, wywołujący w niej zagadkowy niepokój. Nie miała jednak teraz czasu na amatorską psychologię. Przyjechała tu pracować i jeśli dopisze jej szczęście, to o tak wczesnej porze powinna mieć ze dwie lub trzy godziny nieprzerwanego dostępu do systemu bezpieczeństwa.

Kiedy przechodziła przez niemal pusty parking dla klientów, jej optymizm nieco osłabł na widok znajomego bentleya, stojącego przed głównym wejściem do budynku. A niech to! Nie była w nastroju do rozmów o pogodzie, zwłaszcza z właścicielem tego auta, tak więc, pochylając głowę, przyspieszyła kroku. Nie okazała się jednak wystarczająco szybka. Gdy tylko znalazła się niedaleko samochodu, drzwi się otwarły i wysiadł mężczyzna, a z wnętrza auta doleciał kobiecy głos:

– Ależ kochanie, czemu to nie może zaczekać? Możemy wrócić do mnie. Nie będziesz żałował…

Nie mogąc się zatrzymać, Nola zerknęła na przybysza. Nie widziała dokładnie jego twarzy, ale rozpoznawała profil, władcze gesty. To był jej szef, Ramsay Walker. Tym samochodem o tej porze ranka mógł przyjechać tylko on. Jedynie kobieta w aucie za każdym razem była inna.

Nola weszła do holu. Czuła się zagubiona i niespokojna, pełna obaw i tęsknoty. Ale za czym? Pracując po czternaście godzin na dobę i w większość weekendów, nie miała czasu na romanse. Poza tym nie znała nikogo w Sydney poza ludźmi z tego budynku, a po historii z Connorem nie miała najmniejszej ochoty na randki z kolegami z pracy.

Przypominając sobie potępiające spojrzenia i osoby przerywające rozmowę na jej widok, skuliła się w sobie. Już samo to, że wszyscy uwierzyli w plotkę, wydawało się straszne. A najbardziej bolesne było to, że to Connor ją zdradził, o czym nie powiedziała nawet najlepszej przyjaciółce i wspólniczce, Annie. Zawiódł jej zaufanie, a potem porzucił, jak kiedyś ojciec.

Czuła się wtedy poniżona i załamana, ale w końcu zrozumiała, że miłość i zaufanie nie zawsze idą w parze. Dostała nauczkę i nie zamierzała o niej zapomnieć.

Obejrzała się za siebie jeszcze raz, zerkając na kobietę wciąż usiłującą namówić na coś Ramsaya. Widok jego szerokich ramion pod zmiętą koszulą i rozwichrzone włosy pobudzały jej wyobraźnię. Przelotne romanse w miejscu pracy były jednak ryzykowne, zwłaszcza z człowiekiem takim jak on.

Poza tym jej życie w tym momencie wydawało się zbyt skomplikowane na zawieranie jakichkolwiek związków. Obecna praca okazała się najlepszą ofertą, jaką firmie Cyber Angels udało się dotąd zdobyć, a skoro Anna wyjechała w podróż poślubną, Nola musiała chwilowo radzić sobie ze wszystkim sama. Poza tym wciąż jeszcze zmagała się ze zmęczeniem po trzech długich podróżach samolotem, jakie odbyła w ostatnich tygodniach.

Tłumiąc narastający niepokój, uśmiechnęła się odruchowo do portiera, sprawdzającego jej kartę dostępu. Sięgnęła do torebki po przepustkę do windy i zamarła, gdy plakietka wysunęła jej się z dłoni i wylądowała na podłodze między dwoma skórzanymi, szytymi na miarę włoskimi mokasynami.

– Ja podniosę – usłyszała głęboki męski głos i zmusiła się do uśmiechu, odbierając kartę z wyciągniętej ku niej ręki.

– Dziękuję.

– Nie ma za co.

Odwróciła się, ruszając szybko w stronę windy, lecz Ramsay Walker zaraz ją dogonił. Gdy drzwi się rozsunęły, już miała mu powiedzieć, że pójdzie schodami. Jej biuro znajdowało się jednak na dwudziestym pierwszym piętrze i wydałaby się po prostu niegrzeczna albo – co gorsza – dała w ten sposób do zrozumienia, że boi się jechać z nim windą.

– Wcześnie pani zaczyna! – zagadnął.

Wzdrygnęła się lekko, słysząc jego akcent ze Wschodniego Wybrzeża, i spojrzała mu w twarz, czego natychmiast pożałowała. Ciemne szare oczy patrzyły na nią beztrosko i po chwili jego kształtne usta wygięły się w zniewalającym uśmiechu. Usta, które całowały ją co noc, odkąd poznała Ramsaya, ale tylko w snach.

– Jestem rannym ptaszkiem – odparła sztywno, modląc się, by nie odgadł jej myśli.

– A ja raczej nocnym markiem.

Na wspomnienie nocy jej ciało zareagowało natychmiast dziwnym pobudzeniem.

– Naprawdę? A mimo to przyszedł pan tu teraz.

– Wracam akurat z przyjęcia.

Przypominając sobie rudowłosą kobietę w samochodzie, poczuła nagłe ukłucie zazdrości.

– Pomyślałem, że prościej będzie przyjść do pracy od razu – dodał. – Pani chyba nie wraca z imprezy.

– Niezbyt mnie interesują. Lubię się wyspać – odparła krótko.

Wiedziała, że sprawia wrażenie świętoszkowatej. Ale już lepsze to, niż dać temu człowiekowi choć odrobinę zachęty. Chyba jednak tego nie potrzebował – najwyraźniej uważał, że nie można mu się oprzeć. Pewnie miał rację, sądząc po liczbie kobiet, z którymi się spotykał.

Zaśmiał się lekko.

– Trzeba się czasem trochę rozerwać. Clio urządza przyjęcia niemal w każdy weekend. Powinna pani przyjść następnym razem.

– To zależałoby od niej – odparła skromnie.

– Z pewnością nie będzie miała nic przeciwko. Jest zadowolona, kiedy ja się czuję szczęśliwy.

Zacisnęła usta. Powątpiewała w to, przypominając sobie zdjęcia zapłakanych supermodelek wychodzących z jego apartamentu. Ale przecież nie powinno jej to obchodzić. Winda się zatrzymała i drzwi rozsunęły się z sykiem.

– Dziękuję za zaproszenie, ale nie skorzystam. Nie utrzymuję kontaktów towarzyskich z ludźmi z pracy. To ma więcej wad niż zalet.

Spojrzał na nią rozleniwionym wzrokiem.

– Mógłbym skłonić panią do zmiany zdania. Potrafię być bardzo przekonujący.

– Nie wątpię. Niestety, wolę się trzymać swoich zasad.

Wyszła z windy, zanim zdążył odpowiedzieć, i drzwi się zamknęły. Kolana jej drżały. Każdą inną kobietę skusiłoby takie zaproszenie. Niemniej powiedziała Ramsayowi prawdę.

Po fatalnym związku z Connorem podjęła pewną decyzję i się jej trzymała. Nigdy już nie łączyła pracy z życiem prywatnym i nie zamierzała umawiać się na randki z nikim z firmy ani chodzić na przyjęcia ze współpracownikami. A zwłaszcza nie miała ochoty przyjmować zaproszeń od szefa takiego jak Ramsay Walker. W biznesie uznawano go za geniusza, był też z pewnością niezwykle przystojny i atrakcyjny, co na pewno zwiastowało kłopoty.

Seks z nim byłby niezwykły – nie miała co do tego wątpliwości. Ramsay wydawał się uosobieniem sił natury; przypominał huragan lub potęgę tsunami. Właśnie dlatego zdawał się taki niebezpieczny i mógł nieść za sobą chaos i zniszczenie.

Nawet jeśli nie wierzyła we wszystkie historie wypisywane o nim w gazetach, to na własne oczy przekonała się, że jest kobieciarzem. Najwyraźniej ponad wszystko cenił sobie to, co nowe, i lubił urozmaicenia. Poza tym wiele razy oświadczył publicznie, że nie ma zamiaru się żenić ani mieć dzieci.

Nola i tak nie planowała w najbliższej przyszłości niczego podobnego. Razem z matką radziły sobie same całkiem nieźle, ale wiązanie się w jakikolwiek sposób z człowiekiem, który wydawał się tak stanowczo zaprzeczać podstawowym ludzkim potrzebom, w ogóle nie wchodziło w grę. Zbyt dużo czasu zabrało jej odzyskiwanie utraconej dumy i dobrej opinii, by teraz skusił ją czyjś zniewalający uśmiech.

Trzy godziny później znalazła się jednak w sytuacji, w której musiała walczyć w obronie ich obu.

W sali posiedzeń firmy RWI zapadła cisza, kiedy człowiek siedzący u szczytu stołu rozparł się na krześle i spojrzał na Nolę z przenikliwością dziwnie niepasującą do jego niedbałej pozy.

– A więc jeśli dobrze zrozumiałem – powiedział spokojnie – uważa mnie pani za naiwnego i nazbyt zadowolonego z siebie.

Czuł narastającą złość. Czy naprawdę jej się wydaje, że może go obrażać w jego własnym biurze? Dostrzegł w niebieskich oczach zmieszanie i frustrację, gdy wyczuła jego irytację. Oczach, które w każdym mężczyźnie wzbudziłyby pragnienie, lecz nie napicia się wody. Kiedy zobaczył je po raz pierwszy, powinien mieć się na baczności i zignorować jej CV oraz wspaniałe referencje, po czym dalej stawiać raczej na mężczyzn w szarych garniturach, rozprawiających o algorytmach i oprogramowaniu kryptograficznym. Nola Mason była jednak taką kobietą, której nie dało się łatwo zignorować.

Nie zgodziła się spotkać z nim w biurze i nalegała, by umówili się w jakiejś obskurnej kafejce w centrum Sydney. Tam, w otoczeniu pyskatych nastolatków w kapturach i brodatych maniaków komputerowych, pokazała mu, jak łatwo złamać system bezpieczeństwa RWI. Był to niezwykły pokaz – nieszablonowy, lecz wiarygodny. W dodatku prowokacyjny, choć nie tak bardzo jak jej długie szczupłe nogi i kształtne pośladki w czarnych obcisłych dżinsach oraz skrawek nagiego brzucha pod bluzką, który się odsłonił, gdy sięgnęła do sąsiedniego stolika po serwetkę.

Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Ramsay nie wierzył bowiem w miłość. Przyglądając się jednak Noli podczas rozmowy, poczuł wielkie pożądanie, podsycane ciekawością, jaką w nim wzbudzała, i wyzywającym spojrzeniem jej błękitnych oczu. Miał ochotę przyciągnąć ją do siebie za długie ciemne włosy, opadające na ramiona podniszczonej skórzanej kurtki, i ledwo się przed tym powstrzymywał.

Jednak tym, co pobudziło najbardziej jego zmysły, była ciemnoniebieska aksamitka, którą Nola miała na szyi. Jej oczy i ta ozdoba skłoniły go do podjęcia decyzji. Innymi słowy, zatrudnił ją pod wpływem swojego libido.

Pierwszy raz w życiu pozwolił swojej żądzy dyktować mu, co ma robić w pracy. I zapewne ostatni, pomyślał posępnie, spoglądając po raz kolejny na krótką wiadomość, jaką przysłała mu tego ranka. Zacisnął zęby. Jeśli panna Nola Mason oczekuje, że Ram zapłaci za ten projekt więcej, niż wcześniej ustalono, będzie się musiała mocno o to postarać.

Poruszyła się na krześle. Starała się zachować spokój, czując, jak się jej przygląda. Większość dyrektorów naczelnych była wymagająca i despotyczna, ale bezpieczeństwo teleinformatyczne stanowiło zazwyczaj dziedzinę, w której szef firmy niemal zawsze wolał się kierować opinią eksperta. Tyle że Ram nie był typowym szefem.

Od pierwszej rozmowy kwalifikacyjnej było jasne, że krążąca o nim opinia, uznająca go za enfant terrible branży technicznej, jest w pełni uzasadniona, ale też wykazał się ponadprzeciętną wiedzą na temat nowoczesnych technologii.

Jednakże nie tylko jego inteligencja sprawiała, że tak trudno było stawić mu czoło. Przystojny wygląd, wrodzona pewność siebie i świadomość, że teraz na nią patrzy, wprawiały ją w zakłopotanie.

Podążyła wzrokiem do miejsca, gdzie siedział po drugiej stronie stołu. Z szarymi oczami, które zdawały się rozjaśniać lub przyciemniać w zależności od nastroju Ramsaya, zmierzwionymi czarnymi włosami i ciemnym zarostem, równie dobrze mógł być poetą lub rewolucjonistą, jak i szefem wielkiej korporacji. Wyraźnie zarysowane mięśnie pod białą koszulą jeszcze bardziej podkreślały tę tkwiącą w nim sprzeczność.

Widząc napięcie na jego twarzy, czuła, że musi obchodzić się z nim jak z jajkiem. Skup się, nakazała sobie w myślach. Z pewnością nie sugerowała, że Ram jest naiwny lub zbyt zadowolony z siebie.

– Nie o to mi chodziło – odparła, biorąc głęboki wdech. – Raczej o to, że jest pan nierozsądnym arogantem.

Ktoś z zebranych przy stole cicho jęknął. Nie bardzo wiedziała kto.

Przez ułamek sekundy Ramowi wydawało się, że się przesłyszał. Dotąd nikt go tak nie nazwał. Kiedy jednak spojrzał na Nolę, wiedział, że nie było to przywidzenie. Policzki miała zaczerwienione, ale patrzyła wprost na niego i wyczuł w jej spojrzeniu gniew połączony z czymś w rodzaju podziwu. Wykazała się odwagą – trzeba to przyznać – i determinacją. Wiedział, jaką sam cieszy się renomą, i w pełni na nią zasłużył. O jego umiejętnościach negocjacji krążyły legendy, a dzięki wytrwałej bezwzględności dobrze wykorzystał pożyczkę uzyskaną od dziadka, tworząc międzynarodową firmę.

Wyczuł pulsowanie w pachwinie. W normalnej sytuacji ktoś taki jak Nola zostałby w jednej chwili zwolniony. Tyle że coś zmąciło mu umysł i poczuł się zdezorientowany, słysząc jej zarzuty. Ale dlaczego? Co takiego było w tej kobiecie, co nie pozwalało mu się skupić?

Nie wiedział, ale cokolwiek to było, pojawiło się nagle i nie potrafił temu zaprzeczyć. Kiedy spotkali się po raz pierwszy w kawiarni i Nola wstała, by się z nim przywitać, jego ciało zareagowało odruchowo. Gdy podała mu rękę, krew zaczęła mu szybciej krążyć w żyłach.

Przypisał to wtedy temu, że była zupełnie inna od kobiet, które dotąd znał. Gotowych za wszelką cenę dopasować się do otoczenia, przedkładających komfort nad ryzyko. Natomiast Nola to ryzyko podejmowała. Widać to było w jej stroju i sposobie zachowania podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Podobało mu się, że łamie zasady. Za każdym razem, kiedy ją spotykał, podobało mu się to coraz bardziej – po prostu ją lubił. A ona jego.

W każdej takiej sytuacji udawała, że jest jej obojętny, ale zdradzał ją wyraz oczu. Teraz, jakby odczytując jego myśli, uniosła wzrok, po czym zaraz spojrzała w bok, unosząc rękę w obronnym geście i dotykając szyi.

Nigdy wcześniej nie musiał się starać o żadną kobietę, nie mówiąc już o zaciąganiu jej do łóżka. Wydawało mu się to jednocześnie irytujące i pełne erotyzmu. Wyobrażając sobie Nolę nagą w łóżku, z aksamitną opaską na szyi, poczuł się tak boleśnie sfrustrowany seksualnie, że niemal jęknął.

– To dość krytyczna ocena, panno Mason – odparł spokojnie. – Oczywiście, gdybym wziął to na serio, nasza rozmowa przybrałaby zupełnie inny obrót. Tak więc zakładam, że chce pani mną wstrząsnąć i przekonać w ten sposób do zmiany zdania.

Odetchnęła głęboko. Czy wszyscy obecni w pokoju wyczuwali to napięcie między nią a Ramem, czy też tylko je sobie wymyśliła? Głupie pytanie. Wiedziała, że to się dzieje naprawdę i jest ryzykowne. Czymkolwiek to było, wyraźnie zagrażało nie tylko jej rozumowi, ale też instynktowi samozachowawczemu. Po co właściwie zdecydowała się na walkę z szefem w obecności innych?

Pochyliła się nagle do przodu i spojrzeli sobie w oczy. Miała wrażenie, jakby zostali sami: dwóch uzbrojonych bandytów z westernu, stojących naprzeciw siebie w gospodzie.

– Niezłe przypuszczenie! Ale nie jestem aż taka wrażliwa.

Jego twarz jakby nagle zobojętniała. Nola rozejrzała się szybko po sali. Wiedziała, że jej gniew musiał się wydać innym nie na miejscu, a nawet nieznośny. Niewątpliwie właśnie o to Ramowi chodziło: by uznano ją za osobę ulegającą emocjom i zachowującą się nieprofesjonalnie. Przybrała niedbałą pozę, jakby naśladując Rama, i zacisnęła dłoń na długopisie.

– Nie wiem, czy mam odczuwać zawód, czy też podziw w stosunku do pani, panno Mason – powiedział. – Ludzie zwykle potrzebują dużo mniej czasu niż dwa miesiące, żeby zdać sobie sprawę z tego, że jestem nierozsądnym arogantem. Przeważnie jednak nie mówią mi tego wprost. Tak czy owak, nie zamierzam zmieniać zdania. Mam tylko tysiąc czterysta czterdzieści minut w ciągu dnia i nie będę ich tracić na takie nieprzemyślane dyskusje jak ta. – Z satysfakcją dostrzegł, że Nola oblewa się rumieńcem. Zalazła mu za skórę, a teraz sam jej dopiekł. – Przekazałem pani do dyspozycji określoną sumę z budżetu, całkiem sporą, i nie widzę potrzeby jej zwiększać z powodu jakiegoś kaprysu.

Spiorunowała go wzrokiem.

– To nie kaprys, panie Walker, tylko reakcja na pana mejl informujący mnie o tym, że datę wprowadzenia nowego oprogramowania przesunięto na o sześć tygodni wcześniejszy termin.

Gdyby się trzymał pierwszego terminu, nowy system można by wypróbować na parę miesięcy przez wprowadzeniem, co dałoby jej mnóstwo czasu na usunięcie wszelkich niedoskonałości. Teraz zespół, który zatrudniła i wyszkoliła dla RWI, musiałby pracować bardziej intensywnie, żeby przeprowadzić wszystkie potrzebne testy, a za pracę po godzinach trzeba było zapłacić więcej.

Ram pochylił się do przodu.

– Kieruję z dużym powodzeniem firmą, która zapewnia wam wszystkim pensje, a jej sukces zależy w dużej mierze od tego, że znam rynek od podszewki. To oprogramowanie musi się znaleźć w sprzedaży tak szybko, jak to możliwe. A to oznacza teraz.

– Rozumiem. Ale to zmienia postać rzeczy. Przygotowanie go na teraz jest kosztowne. Tyle że te koszty nie będą tak duże jak te, które mogą się pojawić, kiedy włamią się do niego hakerzy.

– To zabrzmiało jak groźba, panno Mason.

– Bo to jest zagrożenie. Ale lepiej, żeby pochodziło ode mnie niż od nich. Hakerzy łamią zasady, co oznacza, że ja też muszę je łamać. Różnica polega na tym, że nie zamierzam wykraść, zniszczyć czy też opublikować waszych danych ani też pozbawić was pieniędzy.

– To akurat nieprawda. – Uśmiechnął się lekko, jakby powiedziała coś zabawnego, ale wzrok miał poważny. – Owszem, nie wkrada się pani tylnymi drzwiami, tylko z uśmiechem kładzie mi fakturę na biurku!

– Usiłuję chronić waszą firmę, panie Walker, ale nie mogę tego robić, mając związane ręce.

– Oczywiście. Chociaż osobiście nie pozwalam też nikomu mnie krępować, chyba że zostanie to wcześniej uzgodnione. Może powinna pani to zrobić.

Przy stole rozległ się nerwowy chichot. Zanim Nola zdążyła odpowiedzieć, Ram poruszył się na krześle, wskazując na drzwi.

– Muszę porozmawiać z panną Mason na osobności.

Patrzyła, jak uczestnicy zebrania w milczeniu wychodzą z pokoju. Drzwi wreszcie się zamknęły i czekała niespokojnie, aż Ram zacznie mówić.

Nie odezwał się jednak od razu, tylko spokojnie patrzył przez okno na błękitne niebo. Do diabła z nim! Wiedziała, że każe jej czekać, by udowodnić, jaką ma nad nią władzę. Miała ochotę mu powiedzieć, co o tym myśli, ale ten kontrakt nie tylko zapewniał jej i Annie dochody: RWI była powszechnie znaną firmą i uzyskanie od niej dobrych referencji mogłoby pomóc Cyber Angels wypłynąć na szerokie wody. Postanowiła więc ochłonąć i siedziała w milczeniu. Ram odsunął w końcu krzesło i wstał. Obszedł powoli stół i zatrzymał się tuż przed nią.

– Wydałem już na ten projekt mnóstwo pieniędzy. A teraz domagasz się więcej. – Spojrzał na nią chłodno. – Czy jesteś pewna, Nolo, że nie będziesz chciała ode mnie czegoś jeszcze? Może chcesz dostać ten stół? Samochód albo koszulę z mojego grzbietu?

Czekał na odpowiedź. Powinna raczej milczeć i nie wstawać, ale po raz pierwszy zwrócił się do niej po imieniu i to zbiło ją z tropu. Podniosła się odruchowo. Od razu wiedziała, że popełniła błąd. Stał tak blisko, że mogłaby wyciągnąć rękę i dotknąć jego kształtnych ust. Odsuń się, nakazywała sobie w myślach. Albo jeszcze lepiej: ucieknij! Z jakiegoś powodu jednak nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Spojrzała na niego oczami pociemniałymi ze złości.

– Tak jest, panie Walker. Właśnie tego chcę: koszuli z pana grzbietu.

W rzeczywistości miała ochotę wywrócić stół do góry nogami. Sprawić, by Ram stracił kontrolę nad sobą. Poczuł takie same pełne sprzeczności emocje jak ona: lęk i frustrację połączone z pragnieniem.

– Jesteś pewna? – spytał cicho, podnosząc dłoń do górnego guzika koszuli i patrząc Noli prosto w oczy.

Pokręciła bezradnie głową.

– Myślałem, że lubisz łamać zasady. – Prowokował ją nadal, ale się nie poddawała. – Czy chcesz jeszcze o czymś porozmawiać? – spytał z przesadną uprzejmością, jakby sprawdzał jej samoopanowanie.

Znowu zaprzeczyła ruchem głowy, a wtedy odwrócił się i podszedł do drzwi.

– Porozmawiam dziś z księgowymi – powiedział.

Odetchnęła z ulgą, patrząc, jak Ram wychodzi z pokoju.

Gdy znalazła się z powrotem w swoim gabinecie, ręce wciąż jej drżały. Była rozgrzana i oszołomiona. Oparła się na krześle, biorąc notes i długopis. Wiedziała, że dla takich maniaków komputerowych jak ona posługiwanie się papierem i długopisem wydawało się anachroniczne, ale jej matka zawsze robiła odręczne zapiski. Poza tym to pozwalało jej się uspokoić i odzyskać jasność myśli.

Ledwo otwarła notatnik, gdy zadzwonił telefon. Sięgnęła po niego z wahaniem. Nie zamierzała odbierać, gdyby to dzwonił Ram. Była to jednak Anna.

– Nie spodziewałam się telefonu od ciebie. Po co dzwonisz? Przecież to twój miesiąc miodowy. Czy nie powinnaś teraz spoglądać głęboko w oczy mężowi lub wylegiwać się z nim na jakiejś rajskiej plaży?

Anna parsknęła śmiechem i Nola uświadomiła sobie, jak bardzo tęskni za sympatyczną przyjaciółką i wspólniczką.

– Seks na plaży jest przereklamowany! Piasek wchodzi wszędzie. Mówię ci, wszędzie!

– Dzięki za informację, pani Harris. – Nola zaczęła gryzmolić długopisem po skrawku papieru.

– Och, Noles, nie masz pojęcia, jak dziwnie jest nosić czyjeś nazwisko.

– Rzeczywiście nie mam pojęcia i wolę, żeby tak zostało.

Nigdy nie chciała wychodzić za mąż. Oczywiście, cieszyła się, że Anna jest szczęśliwa. Rozwód jej rodziców sprawił, że ostrożnie podchodziła do składania przyrzeczeń. Katastrofalny związek z Connorem jeszcze bardziej pogłębił jej nieufność wobec bliskości, jaka wiązała się z małżeństwem.

– Za każdym razem, kiedy ktoś do mnie dzwoni, myślę, że to moja teściowa – zaśmiała się Anna. – To straszne.

Obie wybuchły śmiechem.

– No więc po co do mnie dzwonisz? – powtórzyła Nola, gdy w końcu spoważniała.

– Byliśmy na basenie i Robbie zaczął rozmawiać z jednym facetem. Okazało się, że jest neurochirurgiem. A więc możesz sobie wyobrazić, co było potem.

Nola pokiwała głową. Mąż Anny został ostatnio konsultantem w jednym z najlepszych szpitali akademickich w Edynburgu. Uwielbiał swoją pracą, podobnie jak nowo poślubioną żonę.

– Zostawiłam ich, żeby sobie pogadali o działaniu rdzenia kręgowego i jakiegoś nowego urządzenia do tomografii – dodała Anna. – Pomyślałam, że zadzwonię do ciebie i dowiem się, co słychać.

Nola przewróciła oczami.

– Wszystko w porządku. Rano pojawił się mały problem, ale nic takiego, z czym nie mogłabym sobie poradzić.

Zapadła krótka cisza, po czym Anna spytała:

– A więc dogadujesz się jakoś z Ramsayem?

– Tak… A właściwie nie. Nie bardzo. To dosyć skomplikowane, ale wszystko w porządku – dodała Nola szybko, gdy przyjaciółka wydała z siebie coś w rodzaju jęku lub westchnienia.

– Chyba powinnam odłożyć tę podróż poślubną na później. Mam nadzieję, że nie zrobiłaś nic głupiego.

Owszem, zrobiłam, pomyślała Nola, ale na szczęście w bezpiecznej sferze własnej fantazji.

– Dyskutowaliśmy trochę o budżecie, ale sobie jakoś poradziłam i wszystko gra. Zapewniam cię.

– To dobrze. – Anna odetchnęła z ulgą. – Posłuchaj, Noles, wiem, że uważasz go za wymagającego aroganta, ale…

– To nie kwestia mojej opinii, Anno, ale fakt. On jest arogancki i wymagający.

Poza tym rozpieszczony. Jak mógłby taki nie być? Jedyny syn i spadkobierca wielkiej fortuny. Pewnie zaspokajano wszystkie jego kaprysy od chwili, kiedy się urodził. Mógłby się przechwalać, że potrafi sprzeciwić się wszystkim, ale założyłaby się o całą swoją roczną pensję, że nikt dotąd nie ośmielił się jemu przeciwstawić.

– Wiem, ale przez następną dobę wciąż jest naszym szefem. Jeśli dostaniemy od niego dobre referencje, mamy szansę rozkręcić nasz biznes na dobre. Może nawet uda nam się spłacić pożyczkę. Poza tym musisz przyznać, że z pracą u niego wiążą się pewne dodatkowe korzyści.

– Anno Harris, jesteś teraz mężatką! Nie powinnaś tak myśleć.

– Czemu nie? Kocham Robbiego, ale Ram Walker prezentuje się doskonale.

Nola zaśmiała się mimo woli.

– Nie jest w twoim typie, Anno.

– Jeśli tak uważasz, to chyba zaszkodziło mi australijskie słońce. On jest w typie każdej kobiety, która ma oczy w głowie!

Nola już miała zaprzeczyć, kiedy spojrzała na postać Rama naszkicowaną przez siebie w notesie. Kogo chciała oszukać?

– No dobrze, masz rację. Jest wspaniały.

Obróciła się na krześle i zamarła z tymi słowami na ustach, a odpowiedź Anny już do niej nie dotarła. W otwartych drzwiach gabinetu stał Ram Walker. Opierając się o framugę, przyglądał jej się z rozbawieniem, świadczącym najwyraźniej o tym, że usłyszał jej ostatnie zdanie. Musiała jakoś z tego wybrnąć. Dając mu do zrozumienia uśmiechem, że go zauważyła, zamknęła notatnik tak starannie i spokojnie, jak tylko potrafiła.

– W porządku. W takim razie prześlij mi te dane tak szybko, jak się da, i się im przyjrzę – powiedziała do telefonu zdziwionej Annie i szybko się rozłączyła, nie czekając na odpowiedź.

– W czym mogę panu pomóc, panie Walker?

Przyglądał jej się spokojnie szarymi oczami.

– Na razie się tym nie przejmujmy – odparł swobodnie. – Porozmawiajmy raczej o tym, jak mogę pomóc pani.

Znowu zwracał się do niej bardziej oficjalnie. Spojrzała na niego w milczeniu, zastanawiając się, dokąd zmierza ta rozmowa.

– Nie rozumiem. Chce pan mi pomóc?

– Oczywiście. Będzie pani z nami jeszcze tylko jeden dzień i chciałbym, żeby okazał się tak produktywny, jak tylko się da. Dlatego chcę zaprosić panią wieczorem na kolację.

– Dziś wieczorem?

– Nie mamy do wyboru żadnego innego dnia. Jutro wylatuje pani do domu, prawda?

Oblizała nerwowo wargi. Randka z bogatym szefem mogłaby się wydać szczytem marzeń, ale stanowiła ryzyko, na które Nola nie była przygotowana.

– Chętnie przyjęłabym zaproszenie – skłamała – ale mam kilka spotkań, a to z zespołem planowania o piątej pewnie się przedłuży.

– Proszę się tym nie przejmować. Odwołałem je – odparł, wciąż patrząc jej prosto w oczy.

Spojrzała na niego z niedowierzaniem, zirytowana.

– Odwołał je pan?

– Tak. To wydawało się prostsze. A więc o siódmej trzydzieści, dobrze?

– Niedobrze. Nie może pan po prostu odwoływać moich spotkań po to, żeby umówić się ze mną na randkę.

– Na randkę? – Uniósł brwi, cofając się o krok. – To dlatego jest pani taka zdenerwowana? Przykro mi, że muszę panią rozczarować, panno Mason, ale obawiam się, że nie będziemy sami.

Zrobiło jej się gorąco z zażenowania. Ogarnął ją taki gniew, że miała ochotę krzyczeć.

– Wcale nie chcę być z panem sama – warknęła. – Niby dlaczego miałoby mi na tym zależeć?

Uśmiechnął się drwiąco.

– Pewnie z tego samego powodu, co każdej innej kobiecie na pani miejscu. Niestety, zaprosiłem też parę innych osób, które powinna pani poznać. Przyda się to pani w pracy.

Patrzyła na niego bez słowa, niezdolna wymyślić nic innego, co mogłaby odpowiedzieć, poza tym, co zapewniłoby jej natychmiastowe zwolnienie z pracy.

– Nie chce pani powiedzieć nic więcej? Zawiodłem się, panno Mason! Oczekiwałem przynajmniej jednej ciętej riposty. No dobrze, przyjadę po panią do hotelu. Niech pani będzie gotowa i proszę mi teraz nie dziękować. Można to będzie zrobić później.

– Ale muszę się spakować! – zawołała zduszonym głosem.

Było już jednak za późno. Walker wyszedł.

Patrząc na miejsce, w którym przed chwilą stał, poczuła wściekłość. Każda inna kobieta na pani miejscu! Jak śmiał wrzucać ją do jednego worka ze swoimi zdobyczami. Był zupełnie niemożliwy, apodyktyczny i zarozumiały.

Przeszył ją dziwny dreszcz. Jeśli to prawda, to dlaczego Walker wciąż tak na nią działa? To się musi wreszcie skończyć. Wstała i wyszła stanowczym krokiem z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.

Oddychała ciężko, patrząc na drżące ręce. Dobrze dać upust złości i frustracji. Trzaśnięcie drzwiami było łatwe. Miała jednak wrażenie, że pozbycie się myśli o Ramie Walkerze, nawet po powrocie do Szkocji, okaże się o wiele trudniejsze.

Tytuł oryginału: Kidnapped for the Tycoon’s Baby

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Louise Fuller

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie. Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe. Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji. HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela. Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327644763