Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Jeśli zabijesz karalucha, jesteś bohaterem.
Jeśli zabijesz motyla, jesteś zły.
Moralność ma kryteria estetyczne.
Fryderyk Nietzsche
„Stawanie-się-zwierzęciem nie ma w sobie nic metaforycznego, żadnego symbolizmu, żadnej alegorii. Nie jest to tym bardziej rezultat jakiegoś grzechu albo przekleństwa, skutek winy. Jak powiada Melville o stawaniu-się-wielorybem kapitana Ahaba, jest to „panorama”, a nie „ewangelia”. To mapa intensywności, zbiór różnorodnych stanów, przeszczepionych człowiekowi szukającemu wyjścia. To twórcza linia ujścia, która nie ma wyrażać niczego poza sobą samą. W odróżnieniu od listów stawanie-się-zwierzęciem nie zachowuje nic z dualizmu podmiotu wypowiedzenia i podmiotu wypowiedzi, lecz stanowi pojedynczy proces, który zastępuje podmiotowość. Jeśli jednak stawanie-się-zwierzęciem jest właściwym przedmiotem opowiadań, należy zastanowić się z kolei nad ich niewystarczalnością. Trzeba stwierdzić, że są one zakładnikami alternatywy, która skazuje je – z punktu widzenia projektu Kafki – na porażkę, i to niezależnie od ich literackiej nadzwyczajności. Albo opowiadanie będzie doskonałe i ukończone, ale wówczas będzie zamknięte w sobie, albo otworzy się, ale na coś innego, co będzie mogło rozwinąć się dopiero w powieści, która sama również pozostanie nieukończona”.
Maszyna Deleuzo-Guattari
***
Franz Kafka (1883-1924)
Urodzony w Pradze na terenie monarchii austro-węgierskiej niemieckojęzyczny pisarz pochodzenia żydowskiego. W swoich opowiadaniach i powieściach stworzył figurę egzystencjalną związaną z sytuacją zmagania się jednostki z bezduszną machinerią Prawa, anonimową instytucją władzy, która w sposób absolutny panuje nad jednostką. Termin „kafkowski” (ang. „kafkaesque”, niem. „kafkaesk”, fr. „kafkaïen”) wszedł do języka uniwersalnego i określa właśnie przedstawianą przez autora Procesu sytuację bez wyjścia, w której jednostka zmuszona zostaje do zmagań z wyższą instancją, mimo że ma świadomość, że walka to daremna i pozbawiona możliwości ucieczki. Autor wielu opowiadań, z których najbardziej znane to: Wyrok (Das Urteil, 1913 r.), Kolonia karna (In der Strafkolonie, 1914 r.), Przemiana (Die Verwandlung, 1915 r.), Dociekania psa (Forschungen eines Hundes, 1922 r.), Głodomór (Ein Hungerkünstler, 1922 r.) oraz wydanych pośmiertnie, trzech nieukończonych powieści: Ameryki (Der Verschollene, 1927 r.), Procesu (Der Prozess, 1925 r.) i Zamku (Das Schloss, 1926 r.). Mieszkający niemal przez całe życie w Pradze Kafka, wraz z bliskimi mu pisarzami, M. Brodem, F. Weltschem i O. Baumem współtworzył tzw. Krąg Praski, prowadzący dysputy na tematy literackie. Chorujący na gruźlicę, zdominowany przez ojca, niedoceniony za życia Kafka całą swą literacką spuściznę kazał przed śmiercią spalić swemu najlepszemu przyjacielowi, wykonawcy testamentu Maxowi Brodowi, czego ten nie uczynił, publikując na przestrzeni kolejnych kilkudziesięciu lat wszystkie jego zachowane utwory i zapiski. Rozmaite możliwości interpretacyjne, enigmatyczny, zobrazowany w utworach świat oraz intrygujące parabole, które autor niejednokrotnie wykorzystywał w swoich tekstach, a przede wszystkim zupełnie nowy rodzaj reprezentacji, który stał się rozpoznawalnym, Kafkowskim idiomem, sposobem przedstawiania świata dzięki właściwym tylko autorowi Procesu rozwiązaniom formalnym sprawiły, że Kafka jest jednym z najsłynniejszych pisarzy przełomu XIX i XX w.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 93
Rok wydania: 2025
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Przemiana
Franz Kafka
Przemiana
Tłumaczenie
Kajetan Maria Jaksender
Ilustracje w książce i na okładce
Ignacy Kotkowski
WYDAWNICTWO OSTROGI
Kraków 2025
BIBLIOTEKA KLASYKI
Jeśli zabijesz karalucha, jesteś bohaterem.
Jeśli zabijesz motyla, jesteś zły.
Moralność ma kryteria estetyczne.
Fryderyk Nietzsche
Dzikim zwierzętom brakuje odwagi, żeby przyłączyć się do uczty, i uciekają na oślep, pełne drżenia. Po kilku godzinach psy, strudzone bieganiem bez celu, półżywe, z wywieszonymi językami, rzucają się na siebie nie wiedząc, co czynią, i rozdzierają na strzępy z niebywałą szybkością. Przyczyną tego nie jest okrucieństwo. Pewnego dnia moja matka, spoglądając szklistymi oczami, rzekła mi: ,,Kiedy leżąc już w łóżku usłyszysz szczekanie psów na polach, schowaj się pod kołdrę i nie szydź z tego, co robią – są trawione nienasyconym głodem nieskończoności, jak ty, jak ja, jak wszyscy ludzie o twarzy bladej i wydłużonej. Pozwalam ci nawet stawać przy oknie i patrzeć na to widowisko, które jest nader wzniosłe”.
Uszanowałem wolę zmarłej. Podobnie jak psy, chcę nieskończoności... I nie mogę, nie mogę zaspokoić tej potrzeby ! Jestem synem mężczyzny i kobiety, jak słyszę.
Comte de Lautrémont Pieśmi Maldorora, przeł. Maciej Żurowski, Kraków 2004.
Przemiana [niem. Die Verwandlung, fr. La metamorphose, ang. The Metamorphosis] jest odwrotnością metafory. Traci bowiem zarówno sens dosłowny, jak i figuratywny, pozostaje jej tylko rozmieszczenie stanów na wachlarzu słowa. Rzecz i rzeczy w ogóle stają się już wyłącznie intensywnościami, które przebiegają przez dźwięki i słowa, zdeterytorializowane wzdłuż ich linii ujścia. Nie chodzi tu o podobieństwo pomiędzy zachowaniem zwierzęcia i człowieka, ani nawet o prostą grę słów. Nie ma ani człowieka, ani zwierzęcia, skoro każde z nich deterytorializuje to drugie w koniunkcji przepływów, w kontinuum przechodzących intensywności. Chodzi zatem o stawanie się, które zawiera w sobie maksimum różnic jako różnic intensywności, przekraczania progów, zwyżkowania lub upadku, opadania bądź erekcji, akcentowania słowa. Zwierzę nie mówi „jak” człowiek, lecz wysupłuje z języka tonacje pozbawione znaczenia; słowa same w sobie nie są „jak” zwierzęta, lecz rosną jakby na ich rachunek, szczekają i rozmnażają się, będąc psami czysto lingwistycznymi, insektami lub myszami. Powodować wibrowanie sekwencji, otworzyć słowo na niesłychane, wewnętrzne intensywności, krótko mówiąc, nieznaczące, intensywne użycie języka. W podobny sposób, nie istnieje już ani podmiot wypowiedzenia, ani podmiot wypowiedzi: to już nie podmiot wypowiedzi, który byłby psem, czy podmiot wypowiedzenia będący „jak” człowiek; już nie podmiot wypowiedzenia, który byłby „jak” żuk a podmiot wypowiedzi pozostawałby jak człowiek. To obieg stanów, który w sposób konieczny kształtuje wzajemne stawanie się we wnętrzu różnorodnego i kolektywnego układu.
Opowiadania: są ze swej istoty zwierzęce, mimo iż nie we wszystkich występują zwierzęta. Według Kafki zwierzę odpowiada właściwemu przedmiotowi opowiadania: jest nim próba znalezienia wyjścia, zakreślenia linii ujścia. Listy są tutaj niewystarczające, ponieważ diabeł, pakt z diabłem, nie oferuje owej linii, tworzy natomiast ryzyko, że wpadnie się w pułapkę. Opowiadania takie jak Wyrok czy Przemiana Kafka napisał w tym samym czasie, w którym zaczął wymianę listów z Felicją, żeby wyobrazić sobie zagrożenie albo je usunąć: od nieskończonego przepływu listów woli bardziej domknięte i śmiertelne opowiadania. Listy stanowią być może siłę napędową, która oliwi maszynę krwią. Chodzi jednak o pisanie czegoś innego niż listów, chodzi o tworzenie. To coś innego daje się wyczuć w listach (zwierzęca natura ofiary, czyli Felicji; wampiryczne użycie samych listów), ale może się ono urzeczywistnić dopiero w osobnym żywiole, choćby w formie wiecznie niekompletnej. W swoim pokoju Kafka staje się zwierzęciem i to samo jest głównym tematem opowiadań. Wszelkie tworzenie rozpoczyna się od przemiany. Nie zobaczy tego ani oko narzeczonej, ani ojca czy matki. Dla Kafki istotą zwierzęcości jest wyjście, linia ujścia, nawet w miejscu lub w klatce. Wyjście, a nie wolność. Witalna linia ujścia, a nie atak. W Szakalach i Arabach szakale mówią: „My ich przecież nie zabijemy. […] Przecież my już na sam widok ich żywego ciała uciekamy tam, gdzie świeższe powietrze, na pustynię, która dlatego jest naszą ojczyzną”. Jeśli Bachelard jest niesprawiedliwy w swym ataku na Kafkę, porównując go przy tym z Lautréamont’em, to dlatego, że za dynamiczną istotę zwierzęcia uznaje wolność i agresję: stawanie-się-zwierzęciem Maldorora jest zawsze atakiem, tym bardziej okrutnym, im bardziej wolnym i bezinteresownym. Z Kafką jest inaczej, a nawet całkiem odwrotnie, można też uznać, że jego pomysł jest bardziej sprawiedliwy z punktu widzenia samej natury. Postulat Bachelarda sprowadza się do przeciwstawienia sobie szybkości Lautreamonta i powolności Kafki. Przypomnijmy jednak kilka elementów opowiadań zwierzęcych: 1) nie ma sensu odróżniać przypadku, gdy zwierzę rozpatrywane jest jako takie od przypadku, w którym chodzi o przemianę; wszystko w zwierzęciu jest przemianą, polega ona w takim samym stopniu na stawaniu-się-człowiekiem zwierzęcia, jak i stawaniu-się-zwierzęciem człowieka; 2) przemiana jest połączeniem dwóch form deterytorializacji, tej, którą człowiek narzuca zwierzęciu, zmuszając je do ucieczki lub podporządkowując je sobie oraz tej, którą zwierzę proponuje człowiekowi, wskazując mu wyjście lub środki ucieczki, o których człowiek sam nigdy by nie pomyślał (ucieczka schizoidalna); każda deterytorializacja jest immanentna względem następnej, wzmaga ją i pozwala jej przekroczyć próg; 3) stosunkowa powolność stawania-się-zwierzęciem w ogóle nie ma znaczenia; jakkolwiek byłaby powolna i robiła się jeszcze wolniejsza, nie zmienia to faktu, że jest absolutną deterytorializacją człowieka, w przeciwieństwie do względnych deterytorializacji, których człowiek dokonuje, przemieszczając się i podróżując; stawanie-się-zwierzęciem to nieruchoma podróż w miejscu, którą można zrozumieć lub przeżyć tylko w jej intensywności (przekraczać progi intensywności).
Stawanie-się-zwierzęciem nie ma w sobie nic metaforycznego, żadnego symbolizmu, żadnej alegorii. Nie jest to tym bardziej rezultat jakiegoś grzechu albo przekleństwa, skutek winy. Jak powiada Melville o stawaniu-się-wielorybem kapitana Ahaba, jest to „panorama”, a nie „ewangelia”. To mapa intensywności, zbiór różnorodnych stanów, przeszczepionych człowiekowi szukającemu wyjścia. To twórcza linia ujścia, która nie ma wyrażać niczego poza sobą samą. W odróżnieniu od listów stawanie-się-zwierzęciem nie zachowuje nic z dualizmu podmiotu wypowiedzenia i podmiotu wypowiedzi, lecz stanowi pojedynczy proces, który zastępuje podmiotowość. Jeśli jednak stawanie-się-zwierzęciem jest właściwym przedmiotem opowiadań, należy zastanowić się z kolei nad ich niewystarczalnością. Trzeba stwierdzić, że są one zakładnikami alternatywy, która skazuje je – z punktu widzenia projektu Kafki – na porażkę, i to niezależnie od ich literackiej nadzwyczajności. Albo opowiadanie będzie doskonałe i ukończone, ale wówczas będzie zamknięte w sobie, albo otworzy się, ale na coś innego, co będzie mogło rozwinąć się dopiero w powieści, która sama również pozostanie nieukończona. W pierwszym przypadku, opowiadanie mierzy się z innym niż listy, choć w pewnym sensie analogicznym, zagrożeniem. W listach tkwiła obawa przed odpływem skierowanym przeciwko podmiotowi wypowiedzenia; opowiadania zmagają się natomiast z sytuacją, w której wyjście zwierzęce okazuje się bez wyjścia, staje się impasem linii ujścia (dlatego też kończą się, kiedy osiągają ten stan). Z pewnością, stawanie-się-zwierzęciem nie ma nic wspólnego z wyłącznie pozornym ruchem listów: jakkolwiek byłoby ono powolne, deterytorializacja jest w nim absolutna; linia ujścia jest dobrze zaprogramowana, wyjście natomiast dobrze oznaczone. Chodzi więc tylko o biegun. Tak jak jajo posiada dwa równie realne bieguny, tak też posiada je stawanie-się-zwierzęciem: biegun zwierzęcy i biegun rodzinny. Jak już zdołaliśmy zauważyć, zwierzę oscyluje faktycznie między swym własnym nieludzkim stawaniem się a arcyludzką familiaryzacją: pies z Dociekań psa poddaje się na początku deterytorializacji ze strony psów muzykantów, ale na końcu zostaje zreterytorializowany, zreedypalizowany przez psa śpiewaka. Błąka się zatem pomiędzy dwoma rodzajami „nauki”, domagając się nastania trzeciego rodzaju – który by go wyzwolił (ta trzecia nauka nie mogłaby już jednak stać się przedmiotem prostego opowiadania, lecz wymagałaby całej powieści…). Inny przykład: przemiana Gregora Samsy jest historią jego wtórnej edypalizacji prowadzącej do śmierci, która zmienia jego stawanie-się-zwierzęciem w stawanie-się-martwym. Nie tylko pies, ale wszystkie inne zwierzęta oscylują między schizoidalnym Erosem a edypalnym Tanatosem. Dopiero z tego punktu widzenia ryzykujemy powrót metafory z całym jej antropocentrycznym bagażem. Mówiąc w skrócie, opowiadania zwierzęce stanowią odrębną część maszyny ekspresji, ponieważ nie działają już w obrębie ruchu pozornego ani w ramach rozróżnienia między dwoma podmiotami. Jednak dosięgając rzeczywistości, wpisując się w rzeczywistość nie uwalniają się od napięcia między dwoma biegunami albo dwiema przeciwstawnymi rzeczywistościami. Stawanie-się-zwierzęciem istotnie wskazuje wyjście, zakreśla linię ujścia, ale samo nie potrafi ich wykorzystać (przede wszystkim dlatego Wyrok pozostaje historią edypalną – i właśnie jako taką przedstawia ją Kafka – syn idzie w niej bowiem na śmierć, nie stając się wcześniej zwierzęciem i nie mogąc rozwinąć swej skłonności ku Rosji). Należy więc rozważyć drugą hipotezę: opowiadania zwierzęce nie tylko pokazują wyjście, którego same nie potrafią wykorzystać, ale także sama ich zdolność wskazywania wyjścia pochodzi od czegoś innego. To coś może jednak zostać naprawdę wypowiedziane dopiero w powieściach, próbach ich pisania, które stanowią trzeci składnik maszyny ekspresji. Kafka zaczyna pisać powieści (albo stara się rozwinąć opowiadanie w powieść), chcąc porzucić stawanie-się-zwierzęciem i zastąpić je bardziej skomplikowanymi układami. Opowiadania są więc jakby natchnione przez ten podskórny układ, a jednocześnie nie potrafią wprost go uruchomić, a nawet wyciągnąć na światło dzienne. Tak jakby zwierzę było nadal zbyt bliskie, dostrzegalne, widzialne, zindywidualizowane, terytorialne; stawanie-się-zwierzęciem zmierza ku stawaniu-się-molekularnym: mysz Józefinę pochłania jej naród i „nieprzejrzany tłum bohaterów jej narodu”; pies zamiera w obliczu siedmiu muzykujących psów; zwierzę z Jamy jest niepewne wobec tysiąca zwierzęcych odgłosów dochodzących do niego zewsząd; bohater Wspomnienia kolei kałdańskiej wyszedł polować na niedźwiedzie i wilki, a ma do czynienia jedynie ze zgrają szczurów, które zabija nożem, patrząc, jak poruszają małymi łapkami (Jazda na kuble: „Po grubym, zwartym śniegu chodzę śladami małych psów północnych, moja podróż straciła jakikolwiek sens”). Kafka jest zafascynowany wszystkim, co małe. Jeśli nie lubi dzieci, to dlatego, że nieodwracalnie stają się duże; królestwo zwierząt przeciwnie, osiąga rejestry drobne i niedostrzegalne. U Kafki molekularna wielość sama zmierza do integracji z maszyną albo raczej z układem maszynowym, którego poszczególne części są od siebie niezależne, choć nie przestaje on przez to działać. Już grupa muzykujących psów zostaje opisana jako taki maleńki układ. Nawet jeśli zwierzę występuje samo, jego jama jest wielością i układem. Opowiadanie Stary kawaler Blumfeld pokazuje kawalera, który zastanawia się, czy nie kupić sobie małego pieska, ale zamiast psa zjawia się dziwny system molekularny albo maszynowy, „dwie niewielkie, białe, niebiesko prążkowane piłki celuloidowe, które skaczą sobie w górę i w dół po parkiecie”; Blumfeld jest na końcu prześladowany przez dwóch praktykantów działających jako części maszyny biurokratycznej. Wyjątkową pozycję u Kafki zajmuje koń, być może dlatego, że znajduje się między zwierzęciem a układem. W każdym razie zwierzęta, które są lub stają się bohaterami opowiadań, zawsze stoją w obliczu alternatywy: albo zostają doprowadzone do impasu i opowiadanie się kończy, albo pozostają otwarte i mnożą się, wszędzie tworząc wyjścia. Wówczas jednak robią miejsce molekularnym wielościom i układom maszynowym, które nie są już zwierzętami i jako takie mogą stanowić temat wyłącznie dla powieści.
Gilles Deleuze & Félix Guattari Kafka. Ku literaturze mniejszej, przeł. A.Z. Jaksender, K.M. Jaksender, Wydawnictwo Ostrogi, Kraków 2024.
Gdy Gregor Samsa obudził się pewnego ranka z niespokojnych snów stwierdził, że zmienił się w łóżku w potwornego robaka. Leżał na grzbiecie twardym niby pancerz, a kiedy uniósł nieco głowę, widział swój zaokrąglony, brązowy, podzielony łukowatymi pierścieniami brzuch, na którym ledwo mogła się utrzymać całkiem już ześlizgująca się kołdra. Liczne, w porównaniu z dawnymi rozmiarami, żałośnie cienkie nogi migały mu bezradnie przed oczami.
