Poprzez wrota śmierci - Dion Fortune - ebook

Poprzez wrota śmierci ebook

Dion Fortune

0,0

Opis

Poprzez wrota śmierci to przewodnik po tajemnicy umierania i dalszej wędrówki duszy w ujęciu zachodniej tradycji ezoterycznej. Dion Fortune, autorka Mistycznej kabały i Samoobrony psychicznej, przedstawia śmierć jako przejście do kolejnego etapu istnienia, wpisane w cykl duchowego rozwoju i ponownych wcieleń.

W piętnastu rozdziałach autorka omawia oddzielanie się duszy od ciała, stany pośmiertne, znaczenie czyśćca i świata niebiańskiego oraz przygotowanie do kolejnego życia. Odwołując się do nauk Misteriów, ukazuje rolę świadomości, medytacji i duchowej praktyki w oswajaniu lęku przed nieznanym. Rozważa również znaczenie obrzędów pogrzebowych oraz możliwości i zagrożenia związane z próbami nawiązania kontaktu ze zmarłymi.

Ważne miejsce zajmują tu doświadczenia tych, którzy pozostają: żal, samotność i potrzeba zachowania więzi z ukochaną osobą. Fortune zastanawia się, jak towarzyszyć odchodzącym, jak przeżywać rozłąkę i jak wyrażać miłość w sposób, który — zgodnie z jej duchową wizją — wspiera dalszą drogę duszy.

Łącząc rozważania o zaświatach z refleksją nad odpowiedzialnością, miłością i sensem ludzkiego życia, Poprzez wrota śmierci zaprasza do spojrzenia na przemijanie z większym spokojem i nadzieją. To lektura dla osób zainteresowanych ezoteryką, reinkarnacją i duchowym wymiarem śmierci, a także dla tych, którzy poszukują języka pozwalającego lepiej zrozumieć doświadczenie straty.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 77

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dion Fortune

Through the Gates of Death

Copyright © Fosforos Ltd, 2026

Tłumaczenie: Patrycja Orkowska

Redakcja: Marta Zielińska

Korekta: Marzena Dziedzińska

Skład i oprawa graficzna: Damian Velkan Mełgieś

Wydanie I

ISBN 978-1-995773-00-1

Wydawnictwo Fosforos

www.fosforos.pl

Lydney 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Spis treści

I. Wielki Anestezjolog

II. Przekraczając Próg

III. Pomagając lub powstrzymując zmarłych

IV. Przezwyciężając żal

V. Wyznaczony czas

VI. Tradycyjny zwyczaj a fakty psychiczne

VII. Śmierć ciała

VIII. Wychodząc naprzeciw śmierci

IX. Ukryta strona śmierci

X. Czyściec

XI. Świat Niebios

XII. Komunikacja ze zmarłymi

XIII. Patologie śmierci (I)

XIV. Patologie śmierci (II)

XV. Jak adept stawia czoła śmierci

I. Wielki Anestezjolog

Śmierć jest uniwersalnym doświadczeniem. Nikt nie jest w stanie jej uniknąć. To tylko kwestia czasu, kiedy przyjdzie do każdego z nas i do każdego, kogo kochamy. A jednak Śmierć nazywana jest Królem Strachu i stanowi najwyższą groźbę prawa wobec grzeszników. Co sprawia, że tak naturalny proces wydaje się tak przerażający? Czy to ból towarzyszący umieraniu? Nie, ponieważ środki przeciwbólowe mogą go załagodzić. Większość osób na łożu śmierci jest spokojna, kiedy nadejdzie czas. Niewiele dusz odchodzi w walce. Czego zatem boimy się w doświadczeniu śmierci, że staje się ona dla nas powodem smutku i lęku?

Po pierwsze, boimy się Nieznanego.

Może śnić? — w tym sęk cały; jakie bowiemW tym śnie śmiertelnym marzenia przyjść mogą,Kiedy zrzucimy z siebie więzy ciała...1

Po drugie, obawiamy się rozłąki z tymi, których kochamy. To właśnie te kwestie sprawiają, że śmierć wydaje się przerażająca. Jak zmieniłoby się nasze podejście do przekroczenia tego Progu, gdybyśmy osiągnęli spokój ducha w obu tych aspektach?

Zapisano, że wielkim darem Greckich Misteriów dla wtajemniczonych było uwolnienie się od lęku przed śmiercią. Mówi się, że żaden wtajemniczony nie obawia się śmierci. Czego zatem uczono w tych tajemnych obrzędach, że odbierało to śmierci jej grozę?

W centrum Wielkiej Piramidy w Gizie znajduje się pusty kamienny sarkofag. Egiptolodzy mówią, że został przygotowany dla samego Faraona, który nigdy w nim nie spoczął. Twierdzono również, że służył jako miara na zboże. Nie był on jednak ani jednym, ani drugim, lecz ołtarzem Komnaty Inicjacji. Spoczywał w nim kandydat, podczas gdy jego dusza była wysyłana w podróż śmierci i przywoływana z powrotem. Stanowiło to najwyższy stopień Misteriów. Po tym doświadczeniu nigdy więcej nie obawiał się śmierci. Wiedział, czym ona tak naprawdę jest.

To właśnie wiedza strzeżona w Misteriach, którą zamierzam odsłonić w niniejszym tekście.

Dla człowieka, który posiada tę wiedzę, śmierć jest jak wejście bogatego podróżnika na pokład liniowca. Jest wykształcony, wie, dokąd zmierza, godzi się na podróż, rozumiejąc jej konieczność i korzyści. Jego wiedza i zasoby pozwalają mu podróżować w komforcie i bezpieczeństwie. Może wedle woli utrzymywać kontakt z przyjaciółmi i powracać do nich, kiedy tego zapragnie. Nie ma dla niego ostatecznego i całkowitego odcięcia od ojczystej krainy.

Zupełnie inaczej jest w przypadku biednego chłopskiego emigranta. Niewykształcony i bezradny, dla niego podróż to niebezpieczne i ryzykowne przedsięwzięcie, a świat, do którego zmierza, może być pełen dzikich zwierząt lub zniszczony przez ogniste wulkany. Jego niewiedza podsuwa mu wszystkie możliwe wyobrażenia grozy, które utożsamia z Nieznanym.

Starożytni Egipcjanie umieszczali w każdej trumnie tzw. Księgę Umarłych, rytuał Ozyrysa w Zaświatach, która instruowała duszę o jej wędrówce poprzez krainy cieni. Trafniej byłoby nazwać ją Księgą Wiecznie Żywych, gdyż dusza była postrzegana jako przechodząca przez poszczególne etapy w cyklu życia, które odbywały się w Świecie Niewidzialnym.

Warto byłoby, gdyby uczono nas od najwcześniejszych lat myśleć o naszym życiu jako o łodzi unoszącej się i opadającej na grzbiecie fal, nieustannie powracającej i wycofującej się w rytmicznym, cyklicznym nurcie rozwijającego się życia. Raz zstępujemy w materię przez bramy narodzin, a potem wznosimy się ku światu niewidzialnemu przez wrota śmierci.

Pozbawione przewodnictwa Misteriów nasze życie jest ograniczone przez horror narodzin i grozę śmierci. Jak wielki jest dar strzeżonej mądrości, która ujawnia drogę życia w procesie jego ewolucji, rozciągającą się przed naszymi stopami i odbierającą Niewidzialnemu jego cienie.

Przestańmy myśleć o Śmierci jako o Furii z odrażającymi ostrzami i pojmijmy ją jako Wielkiego Anestezjologa, który z Bożego miłosierdzia zsyła na nas głęboki sen, podczas gdy srebrny sznur zostaje rozwiązany, a dusza uwolniona.

Z tego snu budzimy się wypoczęci, pozostawiając ziemskie problemy daleko za nami, jak wspomnienia małego dziecka z dnia poprzedniego. Rozpoczynamy nowy etap naszej egzystencji. Dobrze dla nas, jeśli nasi przyjaciele uwalniają nas i pozwalają duszy odejść tam, gdzie jej przeznaczenie. Źle się dzieje, jeśli cień żalu tych, których zostawiliśmy, przysłania jasność porannego przebudzenia. Jak mamy prawo oczekiwać troski w chorobie od tych, którzy są nam bliscy, tak też mamy prawo oczekiwać od nich męstwa w żałobie.

Ponieważ jest to ich żałoba, a nie nasza. Kogo opłakujemy podczas pogrzebu? Wiecznie Żywych zmarłych, w ich świetlistym przebudzeniu? Czy nas samych w naszej samotności? Z pewnością nie opłakujemy nikogo poza sobą, ponieważ zmarłym jest dobrze: odeszli do swojego miejsca i spoczywają w pokoju.

To ci, którzy zostali za nami w tyle, cierpią, nie zaś ci, którzy udali się do Galilei przed nami.

Co więc powinniśmy powiedzieć o ich cierpieniu? Że trzeba je dzielnie znieść, jak każdy ból, a szczególnie w tym przypadku, ponieważ jego echo może wpływać zarówno na innych, jak i na nas samych, i być jak kamień młyński u szyi duszy, która pragnie wznieść się na silnych skrzydłach aspiracji. Niech myśli pełne miłości, a nie żalu, podążają za duszą w jej podróży, tak jak mewy podążają za statkiem. Pożegnajmy ją z Bożym błogosławieństwem, bądźmy dobrej myśli i z nadzieją oczekujmy ponownego spotkania.

Jest wiele rzeczy, które możemy zrobić dla zmarłych. Nasza praca nie kończy się, gdy trumna zostanie wyniesiona z domu, a my uprzątniemy ślady choroby. Jeśli są w posiadaniu większej niż my wiedzy o starożytnej, strzeżonej i tajemnej Mądrości, być może powrócą, by nas wesprzeć i udzielić nam dobrych wskazówek. Lecz jeśli wiemy więcej niż oni, jeśli dusza odeszła w dezorientacji i strachu lub jeśli jest to dusza małego dziecka, to naszym obowiązkiem jest podążać za nią w Niewidzialne tak daleko, jak tylko jesteśmy w stanie, aż poczujemy nadejście Aniołów (o których więcej powiem później) i będziemy wiedzieć, że nasza ukochana osoba weszła pod ich opiekę i że wszystko jest tak, jak należy.

I może przyjść do nas, jeśli poprosimy, Anioł, który daje upragniony, głęboki sen, o którym dobrze wiadomo, że spada na strażników zmarłych i który nie jest podobny do żadnego innego snu. Z tego snu my również powinniśmy obudzić się w porannym spokoju, gdyż pozwolono nam spojrzeć przez uchyloną bramę i zobaczyć, że za progiem nie ma ani terroru, ani zapomnienia, lecz inny świat, inny etap życia.

Ze snu tego, który Anioł Śmierci podarowuje ukochanym, nadchodzi schronienie i obietnica, bo widzieliśmy, nawet jeśli nie pamiętamy. Dlatego więc, gdy nadejdzie ta chwila, poprośmy Wielkiego Anestezjologa o tę jedną łaskę, abyśmy mogli przejść przez pierwszy ból rozłąki i być lepiej przygotowani na przejście przez ciężar życia i wypełnianie naszych obowiązków wobec bliskich, którzy nam pozostali, potrzebują nas i liczą na nas.

A przede wszystkim nie zapominajmy nigdy, że w odpowiednim czasie zmarli powrócą, i nie wiemy, kiedy zobaczymy patrzącą na nas duszę małego dziecka, którą kiedyś znaliśmy. Dlatego, szukając wyrazu miłości, która nie ma już ziemskiego powołania, pozwólmy jej wyrazić się w staraniach, by uczynić ten świat lepszym miejscem na powrót tych, których kochamy. Przynajmniej taką przysługę możemy im wyświadczyć, aby żaden nasz żal nie uprzykrzył im drogi, a świat, na ile potrafimy, był choć odrobinę łagodniejszy na ich powrót.

II. Przekraczając Próg

Kiedy medycyna wyczerpała już wszystkie swoje możliwości, tych, którzy stoją przy łożu śmierci i oczekują końca, ogarnia przytłaczające poczucie bezsilności; pragną pomóc, lecz całkowicie brak im sposobu, by nadać temu pragnieniu jakikolwiek praktyczny wyraz. Religia może nieść pocieszenie tym, dla których życie duchowe jest rzeczywistością, ale dla wielu to jedynie mglista nadzieja, a dla niektórych zwykłe zaprzeczenie. Czy mamy im zatem coś do ofiarowania?

Owszem, mamy. Możemy zaoferować im wiedzę. Wiedzę pochodzącą z doświadczeń wielu dusz, które przekroczyły tę wielką przepaść i powróciły, aby opowiedzieć nam o swojej podróży, a także z doświadczeń tych osób, być może mniej licznych, lecz dla nas bardziej przekonujących, którzy mogą pamiętać swoją przeszłość. W Europie rzadko spotyka się ich wśród dorosłych, ale wiele dzieci, zanim przytłoczy je cień więzienia rzeczy doczesnych, potrafi przekazać wspomnienia z wcześniejszych wcieleń, jeśli zapytamy w odpowiedni sposób. Na Wschodzie takie wspomnienia są powszechne i stanowią raczej regułę niż wyjątek.

Wiedza dotycząca ukrytego życia duszy może nie tylko dodać odwagi i otuchy tym, którzy wątpią, ale także być środkiem aktywnej pomocy tym, którzy odchodzą. Nie musimy już stać z pustymi rękoma przy łożu umierającego. Chociaż nasze ręce mogą nie mieć nic więcej do zrobienia, nasze umysły powinny pozostać aktywne. Należy przygotowywać się do towarzyszenia naszym przyjaciołom w pierwszym etapie ich podróży. Możemy dosłownie wyprawić ich w drogę, tak jak zrobilibyśmy to w przypadku wychodzącego gościa.

Zanim jednak rozważymy, co dokładnie możemy uczynić dla odchodzących, musimy najpierw zrozumieć proces odłączania się od ciała.

Istnieją dwa rodzaje śmierci: śmierć naturalna i śmierć gwałtowna. Istnieją również dwa rodzaje odchodzenia — spokojne odejście, które jest normalne, i niespokojne odejście, które jest patologiczne. Umieranie jest nie mniej naturalnym procesem niż narodziny i ma swoje normy i patologie.

Śmierć naturalna to taka, która następuje stopniowo, a dusza odłącza się od ciała przed swoim odejściem, tak jak mleczne zęby dziecka rozluźniają się w dziąsłach i wypadają bezboleśnie. Gwałtowna śmierć jest natomiast niczym wyrwanie zęba przez dentystę. Następuje szarpnięcie, szok, krwawienie i ból. Zwykle Wielki Anestezjolog szybko zabiera się do pracy, a wraz z pierwszym otwarciem linii rozszczepienia między duszą a ciałem Wielki Sen zstępuje na nas i nie wiemy nic więcej. Tam jednak, gdzie jest dużo strachu przed śmiercią lub desperackie trzymanie się życia, praca Wielkiego Anestezjologa jest udaremniana, a wtedy widzimy te straszne sceny z łoża śmierci, kiedy dusza odchodzi, walcząc.