Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
„Płytko zanurzone. Paragordius varius” to książka o śladach, które okazują się głębsze niż rana. O relacjach działających jak układ nerwowy, zwarcie, tresura albo pasożytnicze sterowanie. O języku, który nie tylko mówi, ale też nacina, wiąże, rozdziela i przeprogramowuje. Między miejską infrastrukturą, intymnym rozpadem i cieniem kulturowych ikon buntu powstaje tu krajobraz poetycki surowy, gęsty i niepokojąco żywy.
W tych wierszach pulsują ciemne legendy nowoczesnej wyobraźni: punk, rock, sceniczny mit, maski, które nie chronią już przed pęknięciem. Ale „Płytko zanurzone. Paragordius varius” nie składa hołdu ruinom. Rozbiera je na części, sprawdza przewody, zagląda pod skórę pamięci, języka i ciała. To świat, w którym nic nie znika bez śladu, a nawet najpłytsze dotknięcie może zmienić cały tor życia – albo przejąć nad nim sterowanie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 27
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktor prowadzący
Monika Bronowicz-Hossain
Redakcja i korekta
Agata CzaplarskaSłowa na warsztatMonika Bronowicz-Hossain
Opracowanie graficzne i skład
Marzena Jeziak
Projekt okładki
Aleksandra Sobieraj
Zdjęcie na okładce
Agnieszka Łuczak
© Copyright by Szymon Pucher© Copyright for this edition by Borgis 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone
Wydanie I
Warszawa 2026
ISBN 978-83-68768-45-9ISBN (e-book) 978-83-68768-46-6
Wydawca
Borgis Sp. z o.o.ul. Ekologiczna 8 lok. 10302-798 [email protected]/borgis.wydawnictwowww.instagram.com/wydawnictwoborgis
Wydrukowano w Polsce
Druk: Sowa Sp. z o.o.
Drut światła
Źrenica
Raport inwentaryzacyjny
Przedział dla milczących
Długie światła
Table of Contents
Cover
Drut światła
Wracamy przez osiedle H.
Księżyc – ćma w sieci trolejbusowej.
Latarnia sodowa przecieka pomarańczą.
Nie zasypiamy razem; zszywają nas sny.
Dzieli nas jezdnia – pas izolacji.
Teraz – para oddechów, milimetry kary.
W rękawie puściło oczko; ulica zaczyna się pruć.
Miasto napina ścieg; zaciska przesmyk.
Dotyk pręży łuk; szuka przejścia.
Nadciąga burza; trakcja iskrzy.
Asfalt pamięta tarcie; nie puszczasz.
Iskra wybiera drogę po naszym wstydzie.
Pod miastem: zapasowy obieg.
W splocie milczy drut światła.
Gwiazdy zamykają obwód podziemia.
Mimo zwartej sieci
kruszeje esse: jestem.
Źrenica
to tutaj jest zakręt:
wygięta stalowa bariera –
łuk brwiowy drogi
nad skarpą.
czarny punkt na asfalcie
zdradza, że na dnie stygną blachy;
lampy – ślepe źrenice,
pas oleju w świetle, znicz przy słupku.
patrzymy w przepaść – osobno.
nad grzbietami wzgórz
powietrze faluje.
o zachodzie
słońce
wymierza
skazujący promień.
Raport inwentaryzacyjny
Ja wybierając los mój, wybrałem szaleństwo.
Tadeusz Miciński
pierwsza myśl:
Ty.
ciekawe,
czy policzyłaś się sumiennie,
czy o północy zgodził się rachunek; gdzieś
minęło dwanaście miesięcy
i znów trzeba kalkulować.
ktoś ukradł, zapodział
kawał czasu.
sumując:
dodawałaś igłę do igły
czy kompletowałaś igły ze strzykawkami,
plus dawka sedacji – dla świętego spokoju;
przeliczałaś dwa razy, szacując,
czy opłaca się utrzymywać rejestr
niepotrzebnych zobowiązań:
opatrunków, leków,
dla bezdusznych istot; dla siebie – instrumenty.
w tym jest perwersja zawodu:
usunięcie gruczołu łzowego, enukleacja
oka – jak kastrowanie wrażliwości.
jestem pewien,
że licząc, nie kłamałaś; oszukując
urzędy i narządy,
oszukujesz siebie. po co
mają przyjść kontrolerzy,
policzyć ci palce – jak stan magazynu.
zostaje czynny żal; ważniak w urzędzie
albo inny lekarz uchyli postanowienie o karze,
sugerując inną skalę życia, więcej pokory.
pozycja: Ty – stan nie do zamknięcia.
w rubryce „uwagi” rośnie mój język.
objaw: nierozliczony.
niestety:
istnieją powikłania pooperacyjne,
rekordy przedkontrolne,
których po zatwierdzeniu
w systemach ERP usunąć już nie sposób.
ale nie ma co się rozwodzić:
że coś pominięto, przeoczono
czyjeś zadłużenie. w tym biznesie
można przecież funkcjonować
na permanentnej stracie.
Przedział dla milczących
Postawiłem stopę na krawędzi peronu.
Pociąg podniósł głos; hamulce przeciągnęły pazurem po metalu.
Zwalniał. Przyspieszał. Jęk obręczy o szynę.
W przedziale dla milczących – nad drzwiami piktogram przekreślonych ust;
słowo uwiera w gardle – jak ciało obce.
Most. Tunel. Stacja. Szczekociny.
Reflektory rwą ciemność na paski światła.
W szybie ścieramy się do widma – grafit biletu na palcach.
Między torami – martwy pas.
Powtarzamy komunikaty,
aż robią z nas rozpad.
W krtani przeskakuje cisza – suchy trzask.
Całujemy się aż do końca;
w ustach otwiera się smak ozonu
i czarnego smaru z szyny.
Długie światła
Czekam; numery domów nie zwalniają.
Tom na kolanach; zagięty róg – znak.
Między Świetlickim a Podsiadłą. Czekam:
ciemnieją marginesy, gęstnieje druk.
Nad wejściem klika czujka, mruczy agregat.
Długie światła przeczesują asfalt,
wybierają z drogi drobne litery.
Sprawdzam, czy wyjdziesz z przerwy –
z jasnej szczeliny po przerzutni.
