Playboy. Tom 5 - Katy Evans - ebook

Playboy. Tom 5 ebook

Katy Evans

4,5

42 osoby interesują się tą książką

Opis

Nigdy nie zaczynaj gry, jeśli nie jesteś gotowa na zwycięstwo.

Wygląda na to, że Wynn zostanie ostatnią panną w gronie przyjaciółek. Trudno, w takim razie chrzanić miłość, niech żyje przyjemność! A w tym specjalistą jest Cullen, zawodowy hazardzista, nieuznający przegranej pokerzysta i znany playboy. Pod wpływem spontanicznej decyzji, Wynn wyrusza z nim do Las Vegas, by doświadczyć szalonego życia w mieście, gdzie wszystko jest grą, nawet uczucia. Problem w tym, że przeciwnik wciąż podbija stawkę, a zwycięstwo przestaje być nagrodą, której Wynn pragnie najbardziej.

Nowa powieść Katy Evans rozgrywająca się w świecie znanym z bestsellerowej serii Manwhore.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 332

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Sortuj według:
Katarzynakatarzyna12

Dobrze spędzony czas

Czyta się szybko, choć początek nie powala na kolana. Z każdą kolejną stroną ,historia zyskuje na jakości i robi się ciekawie. Polecam
00
sylwusia280290

Dobrze spędzony czas

Gdybym miała podsumować w trzech słowach tę historię, określiłabym ją tak: lekka, przyjemna i romantyczna. Zresztą jak każda książka Katy Evans, której jestem fanką. Wiem, że sięgając po jej twórczość, mogę liczyć zawsze na przyjemny wieczór. Póki co jeszcze nie trafiłam na historie, która by mnie zawiodła. Tym razem głównymi bohaterami są Wynn i zawodowy hazardzista Cullen. "Ten facet jest bardziej nielegalny niż to całe pokerowe zagłębie." Ona już dawno postawiła na sobie krzyżyk, że kiedykolwiek spotka ją szczęście i miłość, nie licząc tego, że wyjdzie za mąż, a on jest znany jako kobieciarz i Playboy Las Vegas. Ich znajomość zaczyna się od prostego zakładu, który ma udowodnić Wynn, że życie mężczyzny jest zdecydowanie bardziej atrakcyjne, z dreszczykiem emocji i bardziej spontaniczne niż jej życie, miłośniczki dzieł sztuki i właścicielki własnej galerii. Świetnie czytało mi się tę pozycję, nazywam takie książki niezobowiązujące i niewymagające. Polecam gorąco (𝒩𝒾ℯ)𝒸𝓏𝓎𝓉...
00

Popularność




Dla kochanków i ryzykantów…

I’m Gonna Getcha Good • Shania Twain

Who Knew • Pink

The Good Parts • Andy Grammer

Always • Andy Grammer

Poker Face • Lady Gaga

Next to Me • Emeli Sandé

Bad Romance • Lady Gaga

3 AM • Matchbox Twenty

Never Gonna Leave This Bed • Maroon 5

Be Here Now • Robert Shirey Kelly

Feelings • Maroon 5

100 Years • Five for Fighting

A Thousand Years • Christina Perri

TA DZIEWCZYNA

Wynn

– Jesteś pewny, że to bezpieczne? – pytam, kiedy mój towarzysz parkuje auto na niemal pustym parkingu pośród kilkunastu innych samochodów.

Wszystkie są zdecydowanie zbyt eleganckie jak na tę okolicę.

Trzęsącymi się palcami otwieram drzwi i wysiadam, po czym patrzę, jak Carson wyskakuje z auta i robi sobie selfie na tle szafirowego sportowego wozu. Z konsternacją ściągam brwi. Co on wyprawia?

Boże, nie jestem na randce z tym facetem, prawda? Jestem?

– Wyluzuj, będzie fajnie.

Pokazuje mi wielki magazyn. Z lekko ściśniętym żołądkiem podążam w jego kierunku.

Kiedy dzisiaj po mnie przyjechał, oświadczył, że zabiera mnie na potajemną partię pokera w chicagowskim podziemiu. Zastanawiam się teraz, czy dobrze zrobiłam i czy to coś w rodzaju utraty dziewictwa. Kiedy raz się je odda, nie ma mowy o odzyskaniu.

Znajdujemy się w najgorszej części miasta. Widoczne w oddali wieżowce przypominają betonowych ochroniarzy, co jednocześnie onieśmiela i krzepi. Nie jestem jednak aż tak naiwna, aby sądzić, że jestem tu bezpieczna. To terytorium gangów. Osoba, która prowadzi ten przybytek, płaci słony haracz za utrzymanie się w biznesie.

Kiedy rozglądam się po pustym terenie, chcąc się upewnić, czy nikt nie ma nas na muszce, nerwowo wygładzam sukienkę. Ten wieczór miał być fajny.

Miał dla mnie stanowić miłą odmianę.

Miał odwrócić moją uwagę.

Miałam spędzić kilka godzin poza domem.

Ale w menu nie spodziewałam się więzienia. Już samo wejście przez te wyglądające na brudne, krzywe drzwi wielkiego magazynu jest niezgodne z prawem.

A ja nigdy nie łamię prawa.

Jestem porządną, odpowiedzialną trzydziestolatką. Ba, już dawno przekroczyłam wiek, w którym sądziłam, że będę mężatką z dziećmi. Moje przyjaciółki powychodziły za mąż. Rachel ma chłopca i dziewczynkę, Gina dziewczynkę, a Livvy w najbliższy weekend bierze ślub. A ja? Długa lista rozstań. Łącznie ze związkiem, który trwał cztery czy pięć lat i zakończył się wielkim niczym.

Spotykałam się ze związkofobem. Wtedy oczywiście tego nie wiedziałam, zresztą on także. Nie był w stanie uczynić tego wielkiego kroku i się oświadczyć – nie mówiąc o tuzinie kroków, które trzeba by wykonać, aby dojść do ołtarza i tam na mnie poczekać. Prosił o czas, czas, czas, a ja mu go dawałam. Dałam mu wszystko. Sądziłam, że to Ten Jedyny.

– Wcale nie. Mówię ci, to nie jest Ten Jedyny. Gdyby był, ty byłabyś…

– Mężatką rodzącą kolejne dzieci. – Rachel dokończyła za Ginę tydzień temu, kiedy roztrząsałyśmy moje rozstanie.

Siedziałam nadąsana i wpatrywałam się w stojące przede mną pudełko chusteczek. Nie mogłam uwierzyć, że tak mnie odrzucił. Nawet teraz miałam problem z poskładaniem swojego życia do kupy.

– Jeśli wygram z tym gościem, to uda mi się już wszystko. Wszystko. Nawet wygranie turnieju Texas Hold’em.

W głosie mojego towarzysza słychać było dreszczyk ekscytacji.

Gdyby Rachel albo Gina mogły mnie teraz zobaczyć, doznałyby szoku. Zawsze postrzegały mnie jako tę słodką. Niewinną. Nigdy nie dostałam nawet mandatu za niewłaściwe parkowanie.

A teraz z dopiero co poznanym facetem wybieram się na potajemnego pokera?

Oczywiście Carson jest sympatyczny i w miarę przystojny. Średni wzrost, brązowe włosy, brązowe oczy, w których kącikach widać małe zmarszczki. Poznaliśmy się w galerii, kiedy kupił obraz z mojej ostatniej wystawy, a ja podziwiam ludzi, którzy tak jak ja kochają sztukę. Sama nawet nie wiem, czemu zgodziłam się na tę randkę, jednak wizja samotnego wieczoru w mieszkaniu była mniej kusząca od perspektywy wyjścia na miasto. Choć nie interesuje mnie kolejna historia ze złamanym sercem ani właściwie nic z żadnym facetem, wiem także, że muszę przeboleć swojego byłego i że stanie się tak dopiero wtedy, gdy wprowadzę do swojego życia trochę nowości. Planuję skupić się na galerii, a od mężczyzn trzymać się z daleka – a przynajmniej trzymać się z daleka od poważnych relacji.

Emmett, przyszła legenda wśród szefów kuchni, nie zabrałby mnie nawet na hot doga, chyba że byłby to hot dog przygotowany przez niego w jego restauracji. A nawet wtedy musiałabym się najpierw umówić.

Może dlatego jestem tu dzisiaj.

Kiedy jednak moje spojrzenie zatrzymuje się na zwichrowanych drzwiach magazynu, przez które zaraz mamy wejść, przypominają mi się wszystkie kiepskie wybory, których dokonałam w swoim życiu. Wybory dotyczące mężczyzn, z którymi zdecydowałam się umawiać.

Kiedy wchodzimy do środka, postanawiam być mniej wymagająca (Emmett twierdził, że mam z tym problem) i cieszyć się nielegalną zabawą.

Nad rzędem okrągłych stolików, przy których rozgrywane są partie, unosi się chmura dymu.

Ciemne drewno. Niski sufit. To miejsce wygląda jak żywcem wyjęte z jakiegoś starego filmu. Do tego dzielące podłogę dywany Bokhara i czarno-białe fotografie na ścianach. Rozpoznaję kilku legendarnych chicagowskich kryminalistów.

– Cholera, on tu jest.

Carson robi wydech, następnie szczypie się w nos i próbuje zaczerpnąć powietrza.

– Ale kto?

– Cholerny car pokera. Aktualny mistrz świata. Żywa legenda. Lodowato zimne oczy, nigdy nie wiadomo, o czym myśli. Najlepsza twarz pokerzysty. Mówię ci, jeśli go pobiję, nic mnie nie powstrzyma. Moje nazwisko będzie wszędzie. – Mój towarzysz rozgląda się.

Nie jestem fanką pokera, ale zważywszy na to, jak zachowuje się Carson, może powinnam poprosić tego gościa o autograf.

– Cholera, to naprawdę on. Przepraszam, spociły mi się dłonie.

Gestem wskazuje, abym poszła dalej, a ja cieszę się, że nie bierze mnie za rękę, bo ostatnio nie przepadam za męskim dotykiem. Udaję się za nim do stojącego na końcu pomieszczenia stołu, gdzie czuję na sobie spojrzenie jednej z siedzących przy nim osób.

Przełykam ślinę. Nie wygląda wcale wytwornie, ani trochę, a mimo to odnosi się wrażenie, że wszystko tutaj grawituje ku niemu. Na oko trzydzieści kilka lat. Gorący jak ogień.

Wzdłuż moich pleców przebiega dreszcz.

Srebrne oczy niczym diamenty osadzone w platynie, zimne jak lód. Szczęka kwadratowa i wyraźnie zarysowana, usta nieruchome, ale zmysłowe. Czarny sweter otula szerokie, umięśnione ramiona. Z jakiegoś powodu zwracam uwagę na fakt, że ma długie, silne palce i opalone dłonie.

Znowu przełykam ślinę. Jego spojrzenie jest wręcz namacalne. Czuję je na sobie, a moja skóra zachowuje się co najmniej dziwnie. Nieznajomy prześlizguje się wzrokiem po mojej czarnej, dopasowanej sukience, zsuwa spojrzenie na uda. I jeszcze niżej. Aż do sięgających kostek botków na obcasie. Oddychaj, Wynn. Robię nerwowy wydech, wciąż podążam za Carsonem. A Gorący Gracz ze Srebrnymi Oczami to obserwuje.

W ustach mi zasycha i nagle czuję się skrępowana tym, jak krótka i obcisła jest moja sięgająca kolan czarna sukienka z długim rękawem.

– Patrzy prosto na nas, ja pierdolę – mówi Carson.

Właśnie. Ja pierdolę.

Mój towarzysz odsuwa krzesło naprzeciwko tamtego faceta, a ja osuwam się na nie. Jestem świadoma tego, że obserwują mnie siedzący przy stole mężczyźni. Zwłaszcza on.

– Spóźniłeś się. – Jego głos jest głęboki, dźwięczny i potwornie, ale to potwornie seksowny.

– Przepraszam, przepraszam. Mojej towarzyszce trochę dłużej zeszło…

Nie znoszę tego rumieńca, który wykwita mi na policzkach, kiedy Carson obwinia mnie o to, że nie byłam gotowa na czas. Mam rude włosy, więc nie cierpię się rumienić. Czyż nie oczekuje się od dziewczyny, że spóźni się co najmniej pięć minut na pierwszą randkę? Nie można sprawiać wrażenia zbyt zdesperowanej. No ale z drugiej strony, mam trzydzieści lat i jestem singielką. Może będę musiała przemyśleć jeszcze tę strategię.

Srebrnooki patrzy wyłącznie na Carsona, a ja wyczuwam, że jego wymówkę uznaje za niesmaczną.

Przelotnie mierzy mnie wzrokiem, ja zaś czuję lekkie mrowienie między nogami. Odwracam wzrok i widzę, że mój towarzysz wyjmuje kilka banknotów, a w zamian otrzymuje tackę z żetonami.

– A tak w ogóle to jestem Carson – mówi poniewczasie. Wstaje i prowadzi mnie za łokieć w stronę tamtego faceta. – Jestem Carson – powtarza. – A to jest… moja osoba towarzysząca.

– Hej. Ja, eee… – Czy Carson zapomniał mojego imienia? Już-już chcę je wypowiedzieć, ale kiedy spojrzenie srebrnych oczu tego mężczyzny wbija się we mnie z tak bliskiej odległości, tracę zdolność mowy.

Boże, czy taki kolor oczu naprawdę istnieje?

Owszem. Jego oczy są bystre i hipnotyzujące. Wyciągam rękę. Ujmuje ją. Jego uścisk jest ciepły i zdecydowany.

– Co powiedziałaś? – W jego głosie słychać śmiech. W jego głębokim, niesamowicie męskim głosie.

Zabieram rękę i wycieram to dziwne łaskotanie, które pozostawił jego dotyk, w materiał sukienki. Śledzeni tysiącem oczu wracamy na nasze miejsca. Więc to jest ten facet, o którym tyle nawijał Carson?

Oczywiście, teraz to rozumiem.

Zaczynam się denerwować. Rozejrzawszy się, dostrzegam, że jest tu dużo kobiet – a wiele zerka w stronę tego, który – jestem tego pewna – jest Najlepszym Pokerzystą w Mieście.

Nie sądzę, abym kiedykolwiek reagowała na mężczyznę tak, jak na niego. Serce wali mi tak mocno, że mam wrażenie, jakby podłączono je do głośników.

Podczas przygotowania stołu do kolejnej gry próbuję miarowo oddychać i powtarzam sobie, że to ma być fajna zabawa.

Srebrnooki nie spuszcza ze mnie wzroku.

Kiedy posyła mi ten swój leniwy, krzywy uśmiech, dolne partie mojego ciała zaczynają zbyt mocno reagować. Kuuuurwa, jak ja mam tu siedzieć i udawać?

Zamykam oczy i biorę głęboki oddech.

– Pierwszynka? – pyta, jakby przy tym stole nie siedział nikt oprócz nas.

Nie mogę. Czy on ma kryształową kulę?

– Chętnie bym się najpierw dowiedziała, co oznacza ta „pierwszynka” – odpowiadam, grając na zwłokę.

Unosi rękę i natychmiast u jego boku zjawia się kelner.

– Whiskey z lodem dla pani. I dla mnie też.

Cóż. Niezły, prawda?

– Pierwsza gra? – doprecyzowuje.

– Tak. Pokerowa dziewica. – Celowo zachowuję się frywolnie.

– Świetnie. Lubię takie.

Z jego twarzy nie da się niczego wyczytać. Przez chwilę odnoszę wrażenie, że zaraz zaciągnie mnie w najbliższy ciemny kąt, ale zaskakuje mnie to, jak bardzo mi się podoba ta myśl.

– Wobec tego zaczynajmy. – Kąciki jego ust wyginają się w lekkim uśmiechu.

Obserwuje mnie, jakby znał moje myśli.

O rany. Ten facet jest bardziej nielegalny niż to całe pokerowe zagłębie.

Następuje rozdanie kart. Każdy gracz otrzymuje dwie karty i chwilę później zaczyna się obstawianie. Robi się to w jakiejś ściśle określonej kolejności, ale nie mam pojęcia jak. Pewnie ma to związek z leżącym na stole białym, plastikowym guzikiem. W końcu to rozgryzę, zakładając oczywiście, że Carson dostatecznie długo pozostanie w grze.

Obserwuję, jak Srebrnooki sprawdza swoje karty. Odkłada je płynnym ruchem na filc, po czym opiera się i krzyżuje ręce na piersi. Z nieodgadnionym wyrazem twarzy przygląda się swoim przeciwnikom, aż w końcu… jego spojrzenie zatrzymuje się na mnie.

Tym razem się nie uśmiecha.

Z tego powodu robię się zdenerwowana.

Nie odrywa ode mnie wzroku. Wyczuwam, że wie, iż mnie to krępuje, ale w ogóle się tym nie przejmuje. Kiedy odpowiadam mu spojrzeniem, w moim podbrzuszu zaczyna się dziać coś gorącego. Siedzę w bezruchu, starając się nie dać po sobie znać, jak ten mężczyzna na mnie działa. No ale jak mogłoby być inaczej? On działa nawet na Carsona, który wyraźnie się denerwuje.

Srebrnooki w końcu sięga do swojego stosiku żetonów, połowę z nich dorzuca do puli.

Niektórzy gracze od razu się wycofują. Jeden czy dwóch mówi: „fold”. Mój towarzysz niechętnie dodaje połowę swoich żetonów i oświadcza:

– Sprawdzam.

Odsłaniają swoje karty. Carson przegrywa, a Srebrnooki wygrywa dzięki tym samym figurom. Dzięki damom.

Wychwytuję ironię tej sytuacji.

Ponowne rozdanie kart.

Staram się nie patrzeć na tego faceta, tyle że po raz kolejny nie spuszcza ze mnie wzroku. Jest onieśmielający, jego spojrzenie ostre jak laser i bezpośrednie, no i bardzo, ale to bardzo namacalne. Czuję je na swojej twarzy. Jego męskość sprawia, że do życia budzi się moja kobiecość.

Dzięki Bogu za to, że siedzę, bo gdybym stała, drżałyby mi kolana i możliwe, że zrobiłabym z siebie idiotkę.

Rachel wiedziałaby, jak sobie poradzić z takim gorącym ogierem jak ten tutaj. Zalecał się do niej najbardziej legendarny kobieciarz w mieście, Malcolm Saint, i udało jej się utrzymać jego uwagę bez uginania się przynajmniej przez jakiś czas. A ja? Trzy minuty i już mam mokro w majtkach.

Ten facet… Widać, że może mieć każdą kobietę, której zapragnie. Obchodzące magazyn kelnerki co rusz zerkają na niego z zainteresowaniem. On jednak je ignoruje. Widać także, że bardzo, ale to bardzo interesuje go gra z moim towarzyszem – w tej chwili jego uwaga skupia się na Carsonie, co jego z kolei zdaje się stresować – a panujące tutaj napięcie wyraźnie wzrosło.

Niektórzy gracze postanawiają to przeczekać, jakby wyczuwali, że w tej partii chodzi o coś więcej niż wygrane żetony. Srebrnooki przygląda się bacznie Carsonowi, a następnie w zamyśleniu dotyka swoich żetonów i układa jeden stosik na drugim. Będący kłębkiem nerwów Carson przewraca niechcący swój stosik.

Jestem zażenowana w jego imieniu i szybko skupiam się na czymś innym.

– Jest pani graczem? – pyta starszy pan, obracając na filcu trzy żetony.

– Nie. – Brzmi to zbyt wymijająco. – To znaczy mogłabym zagrać. – Każdy może tu przegrać pieniądze, no nie?

– Chcesz obstawić zakład? – Nie reaguję, a on dodaje: – Twój chłopak wkrótce przegra swoje fundusze.

– On nie jest moim…

– Podnoszę stawkę – oświadcza w końcu Srebrnooki.

W samą porę. Wszyscy gracze prostują się i kierują na niego swoją uwagę.

Carson się jąka:

– Nie… nie mogę cię sprawdzić… kończą mi się żetony.

Srebrnooki powoli przenosi spojrzenie z powrotem na mnie, a z jego twarzy nie da się niczego wyczytać.

– Dziewczyna.

Otwieram szeroko oczy.

Mój towarzysz także patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami.

Serce mi zamiera.

Wstaję z krzesła, ale Carson chwyta mnie za łokieć.

– On chce, żebyś tu została – syczy. – Zmusza mnie do gry o wszystko.

– Ja natomiast odnoszę wrażenie, że to mnie zmusza. – Zniżam głos. – Słuchaj, mam w nosie, kim on…

– Mam świetne rozdanie. Proszę? – Dyskretnie pokazuje mi swoje karty. Rzeczywiście, ma fulla. W jego głosie pobrzmiewa desperacja i robi mi się go żal. Jednocześnie jestem wkurzona. Ten facet to nie jego liga. – Proszę cię, Wynn.

No proszę, teraz ten palant pamięta moje imię.

Więc siadam. Pomiędzy Tajemniczym Graczem a starszym panem dochodzi do milczącej wymiany zdań. Starszy pan kręci z dezaprobatą głową, po czym odkłada karty.

– Skoro tak twierdzisz.

Przez tego faceta po drugiej stronie stołu cała jestem spięta. W tej akurat chwili nie patrzy na mnie, lecz na Carsona, ale ja nie potrafię się oprzeć i przyglądam mu się ukradkiem. Srebrnooki. Ma takie usta, na których widok człowiek się zastanawia, jakie są w dotyku, zdecydowanie zarysowaną szczękę i… przestań, Wynn! Skończyłaś z mężczyznami, zapomniałaś? To znaczy nie licząc seksu, a od tego casanovy masz się trzymać z daleka!

Przygryzam dolną wargę, zachowując się tak, jakby Srebrnooki wcale nie stresował mnie tak, jak zdaje się stresować mojego towarzysza.

Kiedy wszyscy gracze odkładają karty, Carson pokazuje swoje, a Srebrnooki odwraca swoje karty i krzyżuje ręce na piersi. Ma pokera. Aż do asa.

Mrugam.

Co się, u licha, właśnie stało?

Carson przegrał, sprzedając mnie tym samym temu facetowi?

W jego oczach błyszczy zwycięstwo.

– Chcesz przejść z krzesłem obok mnie? – pyta.

Naprawdę nie wiem, jak się w to wplątałam, ale uznaję, że najlepszym wyjściem jest opuszczenie tego przybytku. Wstaję więc i odwróciwszy się, rzucam do Carsona:

– Naprawdę nie zamierzam…

Srebrnooki także wstaje, okrąża stół i nagle jego klatka piersiowa staje się murem, z którym się zderzę, jeśli będę chciała stąd wyjść.

– Zostań – mówi cicho, zaś na moim nadgarstku zaciska się jego ciepła dłoń.

Ten dotyk odczuwa każdy fragment mnie.

Wyrywam mu dłoń, jestem zaniepokojona tym, jak wielki ma na mnie wpływ.

Jest taki wysoki, że muszę unieść głowę, aby spojrzeć mu w twarz.

– Posłuchaj, mój towarzysz może i mnie zaoferował, ale ja się na to nie zgodziłam.

– Podaj swoją cenę.

Boże, ależ on pachnie: mydłem, wodą kolońską i zapachem zwycięzcy.

– Cenę za co?

– Za usadowienie twojego ekstratyłeczka na tamtym krześle, obok mnie, i grę.

Wypuszczam wstrzymywane powietrze.

– Tylko tyle?

– Na razie. – Kąciki jego ust ponownie lekko drgają, a w moim ciele budzi się pragnienie. Do diaska!

Oglądałam Niemoralną propozycję. Jeśli mam być szczera, to przez jakiś czas nawet śliniłam się na widok Roberta Redforda. Obwiniam Hollywood i swoją podświadomość o to, że coś mi mówi, iż propozycja Srebrnookiego to może wcale nie jest taki głupi pomysł. Zgadzam się wyłącznie na usadowienie mojego ekstratyłeczka na tamtym krześle i grę. Czyżby rzeczywiście podobała mu się moja pupa?

– Niech ci będzie – mówię.

Przywołuje kelnera i każe mu ustawić moje krzesło tuż przy nim, po czym odprowadza mnie do niego. Kiedy już siedzę, on zajmuje miejsce obok mnie i prosi o rozdanie. A potem podaje mi karty.

– Zagraj nimi.

– Co takiego?

Patrzy na mnie tymi swoimi srebrnymi oczami.

– Słyszałaś.

– Oszalałeś.

Odchyla się i splata dłonie za głową.

– Słyszałem już gorsze obelgi.

– Przykro mi, Wynn – odzywa się Carson i wstaje, aby wyjść.

– Wynn – powtarza ten głęboki, wibrujący głos.

Zarumieniona odwracam się w jego stronę.

– Nie zwracaj się tak do mnie.

– A to dlaczego?

– Bo to moje imię, a ja twojego nie znam. Masz nade mną przewagę.

– Playboy.

– Co?

– Mówią na niego Playboy – wyjaśnia Carson, po czym zostaje odprowadzony do wyjścia.

Playboy się uśmiecha.

Kręcę z niedowierzaniem głową.

– Wow, mój pech do facetów osiągnął nowy poziom.

– Nie stresuj się. Nie płacę za seks. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale właśnie zwolniłem cię z najsłabszej randki w twoim życiu.

– Wcale nie była słaba, bo pojawiłeś się na niej ty.

– Taki jestem ekscytujący?

– Nie. To był raczej krwawy horror.

– Ona gra moimi kartami – oświadcza pozostałym graczom. – Nie macie nic przeciwko temu, że poinstruuję ją, jak ma to zrobić?

– Spoko, Playboy – odpowiadają jednym głosem.

Stuka palcem w pokryty zielonym filcem stół i wskazuje głową na karty w mojej dłoni.

– Obejrzyjmy nasze karty.

– Moje karty – poprawiam go.

– Co twoje, to i moje – szepcze i nachyla się ku mnie, kiedy pokazuję mu karty.

Mówi mi, którą mam oddać i o ile poprosić. Robię, co mi każe, a i tak ostatecznie zostaje mi tylko para.

– Dlaczego to ja gram? – pytam go, kiedy przegrywamy i następuje nowe rozdanie.

– Bo przegrywałem do czasu, aż się zjawiłaś.

– Teraz też przegrywamy.

Przygląda się w zamyśleniu najpierw mnie, a potem nowym kartom w mojej dłoni.

– To oczywiste, że potrzebujesz wskazówek. – Zabiera mi karty i sam zaczyna grać. – Zostań tu i mnie nie rozpraszaj. Rozpraszaj pozostałych.

Wyczuwając ton nieznoszący sprzeciwu, bawię się włosami; nawijam luźne, rude pasma na palec wskazujący i patrzę na nich po kolei tak intensywnie, że w końcu podnoszą głowy.

– Wiesz co, może jednak zapomnij o tym.

– Co? Kto cię zrozumie? – Patrzę na niego, a on na mnie.

– W tej akurat chwili mam problem ze zrozumieniem samego siebie. Po prostu przestań kręcić te swoje cholerne włosy.

Wygrywa tę partię i osiem kolejnych. Ma tak dużo żetonów, że kierownik tego przybytku co rusz donosi wyższe nominały, aby zwolnić nieco miejsca na stole. Po wszystkim pozostali gracze zaczynają znikać, aż w końcu przy stole pozostajemy tylko my. Przy nowych drinkach, z krzesłami niemal naprzeciwko siebie, pyta mnie o… mnie.

Wzruszam ramionami.

– Moje imię znasz. Wynn. Trzydzieści lat. Właścicielka galerii. Od niedawna singielka, wyleczona z miłości.

– Mmm. Coś mi się wydaje, że najlepsze przemilczałaś. Na przykład to, co tutaj robisz.

Powoli biorę łyk whiskey.

– Muszę przyznać, że sama się nad tym cały czas zastanawiam.

– Mam uwierzyć, że nie spodziewałaś się mnie tutaj?

– Słucham?

– Mam uwierzyć, że nie masz na mnie ochoty i nie szukałaś sposobu na zwrócenie na siebie mojej uwagi? Muszę przyznać, że wykazałaś się pomysłowością. Zaciekawiłaś mnie.

– Wow, cóż za pewność siebie. Ale nie. Zbyt wielki z ciebie skandalista, aby cię zabrać do domu i przedstawić mamie. Jestem jednak pełna determinacji, aby zdobyć nowe doświadczenia. – Przysięgam, że nie wiem, kto mi podsuwa te kwestie. – Zwłaszcza że dopiero co zakończyłam czteroletni związek. I mam zamiar wykorzystywać was, facetów, tak jak wy wykorzystujecie nas.

– Czyżby?

– Oczywiście. Zastanawiałeś się kiedyś, czemu masz tyle kobiet u stóp? – Wskazuję na przybitą kelnerkę, która z daleka piorunuje mnie wzrokiem.

– Nie sypiam w nocy, tak bardzo mi to nie daje spokoju.

Jest rozbawiony. Ja także, ale kontynuuję:

– No cóż, dlatego że wiesz, jak się gra. Chcę zobaczyć, jak to rozgrywasz. Wtedy będę wiedziała, że w to zagrałam – rzucam.

– Czyżby?

Nie kupuje tego.

Cholera, śmieje się w duchu.

– Tak. Nie wierzysz mi?

Uśmiecha się, nadal rozbawiony.

– Nie wierzę, że takie słowa wychodzą z tych twoich ładnych ust.

Kiedy jego spojrzenie ląduje na moich ustach, zaczyna się we mnie zbierać coś gorącego i bolesnego.

– Wow, ależ jesteś zblazowany. Jak ci się wydaje, czego ja chcę? – odparowuję.

Drapie się po brodzie.

– Bez względu na to czego, zamierzam ci to zapewnić.

– Wobec tego, dobrze. – Wiem, że nie mam nic do ukrycia. – Dowiedz się, co to będzie, i pomóż mi się dowiedzieć tego, czego potrzebuję: jak to rozgrywasz z kobietami.

– Nie wydaje mi się, Ruda.

– Nawet po tym, jak ubrałam się jak zdzira, żeby się tu dostać? – pytam, żeby się z nim podrażnić.

– Rozejrzyj się, Ruda. Jesteś jak mniszka w klubie ze striptizem. Nie widziałem jeszcze tak konserwatywnej zdziry.

– Okej. Więc powinnam była nieco podciągnąć tę kieckę. Pozwól mi patrzeć, jak zalecasz się do kobiety. Jakiejkolwiek. Przywołaj tu jedną z nich.

– Chcesz patrzeć, jak zalecam się do kobiety? – pyta z niedowierzaniem.

– Owszem. – Przeczesuję spojrzeniem tłum i dostrzegam zmysłową kelnerkę, która kręci się wokół niego jak szalona i która – jestem pewna – umrze zaraz ze szczęścia. – Do tej.

– Nie chcę się do niej zalecać.

– W porządku, w takim razie do której?

Patrzy na mnie.

– Ja się nie zalecam, Ruda.

– Ale grasz ostro po to, aby zaciągnąć kobietę do łóżka. Zrób to dzisiaj.

– Dzisiaj nie.

– Dlaczego?

Wzrusza ramionami.

A potem wstaje, pomaga mi wstać i trzymając dłoń na dolnej części moich pleców, prowadzi mnie w stronę wyjścia. Moje zmysły szaleją. Nie rozumiem tego.

– A dlaczego nie dzisiaj? – ni to szepczę, ni to dyszę.

– Jesteś Wynn Watson, prawda? Właścicielka galerii i seryjna randkowiczka?

– W żadnym razie nie jestem… – Skąd zna moje nazwisko? I w tym momencie dociera do mnie prawda.

Jestem tak zszokowana, że mój mózg potrzebuje chwili, aby dojść do siebie.

– Jesteś Cullen Carmichael. Hazardzista. Seryjny bzykacz, antymonogamista i brat narzeczonego mojej przyjaciółki Livvy.

– Życie bywa zaskakujące. – Patrzy na mnie, otwiera moją dłoń, po czym kładzie na niej żeton wart dziesięć tysięcy dolarów. – Proszę, skarbie. Nie wydaj tego od razu. Zachowaj na naszą następną grę.

– Nigdy, dziękuję. I może to zainwestuję. Pewnie tak zrobię. Poproszę twojego brata o poradę inwestycyjną.

– Śmiało – mówi.

– Nie, to ty jesteś śmiały.

Z zaskakująco łagodnym śmiechem przechyla głowę i mi się przygląda.

– Dziękuję ci – mówi poważnie i nagle całuje mnie w usta. – Bądź grzeczną dziewczynką i jedź teraz do domu. – Po tych słowach klepie mnie w pupę.

– Czy to był… Zalecałeś się do mnie?

– Ja się nie zalecam.

– Czy próbowałeś…

– Dam ci znać, kiedy rozpocznie się zabawa. A teraz jedź do domu.

Otwiera drzwi Ubera, który mam wrażenie, że pojawił się nie wiadomo skąd. A ponieważ dochodzi trzecia w nocy, bez protestów wsiadam i jadę do domu.

Cholerny Cullen Carmichael. To oczywiste, że przyjechał do domu na ślub, a ja głupio nie dodałam dwóch do dwóch. Ba, w jego obecności nie byłam nawet w stanie zacisnąć ud.

Nie mogę uwierzyć w to, jak mnie kupił. Jak… samochód. Jakby zasługiwał na mnie i jakby zdobywał wszystko, na co ma ochotę. A żetony na stół rzucał tak, jakby były niczym, a to przecież równowartość całych moich oszczędności.

Obracam żeton w dłoni i oświetlam go telefonem.

Dziesięć. Tysięcy. Dolarów!

Zastanawiam się, co by się stało, gdyby nauczył mnie grać. W końcu, po latach renegocjacji wydłużenia terminu spłaty udałoby mi się pozbyć kredytu zaciągniętego na założenie firmy.

Jasne. Wszystko bym przegrała, a potem co? Nie lubię hazardu, jest czymś okropnie powierzchownym. Wierzę w pracę, nie w łut szczęścia.

Nie wierzę już także w miłość… tak sobie przynajmniej wmawiam.

Nawet teraz kusi mnie fantazjowanie o tym, jak by to było kochać się z Cullenem Carmichaelem i nagle brakuje mi tchu. Przestań, Wynn. Przestań idealizować wszystkich poznawanych mężczyzn. Oni nie są tego warci. Żaden, a już na pewno nie taki o ksywce Playboy.

Mój uśmiech blednie w chwili, gdy wchodzę do swojego mieszkania – mieszkania, które wynajęłam po wyprowadzce od Emmetta. Czasami dopada mnie tak obezwładniający ból, że leżąc w łóżku, zginam się wpół. Najgorsze są noce. Czuję wtedy wszechobecne samotność i próżnię: w pustej, leżącej obok mnie poduszce, w zimnej pościeli, ogrzewanej tylko po mojej stronie, w tej cholernej ciszy panującej w mieszkaniu.

Ale poranki nie są wcale dużo lepsze. Dzieje się tak, że nocą tracę czujność. Rozluźniam się. (Czasami). Budzę się, bezpieczna w swoim łóżku, i wpatruję się w znajomy biały wentylator nad głową. I przez chwilę czuję się dobrze. Dopóki sobie nie przypomnę. On już mnie nie chce. I od nowa zaczynają się męczarnie. Zmuszam się do tego, aby wstać z łóżka, żyć, ale co to jest za życie? Zmuszam się do jedzenia; nie czuję jednak smaku potraw. Zmuszam się do tego, aby wziąć prysznic, a potem się wytrzeć. Ubrać się, udawać, że jest normalnie. Zmuszam się, aby jakoś funkcjonować, podczas gdy część mnie nadal tkwi w tej skorupie, w której zamknęłam się wtedy, gdy mi powiedział, że się odkochał. Miłość. Prawdziwa miłość. Szczęście. Przyszłość, taka, która miała w sobie spełnienie. Teraz nie mam żadnej z tych rzeczy.

Najgorsze są weekendy. Nie chodzę wtedy do pracy, nic nie odciąga moich myśli od tego wszystkiego. Rozpatruję to w głowie wielokrotnie, znajdując co rusz jakąś nową wskazówkę, kolejny znak przemawiający za tym, że mogłam się spodziewać, iż wydarzy się coś złego.

Reszta nocy upływa mi na niespokojnym przewracaniu się z boku na bok, w południe zaś w towarzystwie kawy przeglądam na laptopie wiadomości, obawiając się wieczornego ślubu. Nie chodzi mi nawet o samo wydarzenie. Nie do końca. To kwestia przypomnienia o tym, co mam, tu i teraz. I czego nie mam. Potwornie przygnębiająca jest świadomość, że nie czeka na ciebie żadna przyszłość, a przynajmniej nie w sensie romantycznym.

Nie jestem sama. Na tym samym wózku jedzie bez wątpienia milion innych kobiet. Obudziły się dzisiaj rano po to, aby uświadomić sobie, że reszta ich życia nie będzie wyglądać tak, jak miały nadzieję. Dzisiaj jest inaczej, bo ich szczęśliwe zakończenie spowiła czerń.

Ten dzień to minus jeden.

Czuję się rozdrażniona, jakby nie chodziło już wcale o niedotrzymane obietnice i zawiedzione oczekiwania. Chodzi zarówno o zdeptane marzenia, jak i stracony czas.

Ja przynajmniej mam swoją galerię, Galerię Piąta Ulica.

Podoba mi się ta nazwa. Wymyśliła ją Pepper, znana także jako najbardziej wyjątkowa asystentka ever.

Pociągam łyk kawy i w tym momencie słyszę odgłos przekręcanego w zamku klucza. Sekundę później do mieszkania wpadają dwie z moich najlepszych przyjaciółek, Gina i Rachel.

– Okej. Wiedziałyśmy! Wiedziałyśmy, że się nie szykujesz.

Rachel i Gina, jedna blondynka, druga brunetka, obie szczęśliwe mężatki, zatrzaskują za sobą drzwi i wkraczają do salonu.

– Mówiłam, że zadzwonię, jeśli będzie mi potrzebna pomoc – protestuję, kiedy zamykają mój laptop i ściągają mnie z krzesła.

– Nie zadzwoniłabyś.

– Skąd wiesz? – pytam Ginę.

– Bo nigdy tego nie robisz. Zajmiemy się twoimi włosami.

Rachel podchodzi do szafy, wyciąga z niej bluzę i dresowe spodnie, po czym mi je przynosi.

– Daj spokój, poczujesz się piękna, a kiedy zobaczysz dzisiaj Emmetta, będzie się mógł przekonać, co stracił.

– Późno wróciłam i mało spałam! Możemy to zrobić później? Nie jestem przygnębiona, przysięgam!

– Jeszcze się przekonamy – mówi z powątpiewaniem Rachel, wciskając mi w ręce ciuchy.

– Wrr. Nienawidzę was.

– Kochasz nas.

Z jękiem zaczynam się przebierać.

– Masz rację – przyznaję. – Ale żeby była jasność, jestem olśniewającą singielką i sprawuję kontrolę nad swoim życiem. Wczoraj sprzedałam dwa obrazy, a wieczorem byłam na randce, więc naprawdę świetnie sobie radzę – oświadczam.

– Serio? Och, Wynn, to super! – Rachel praktycznie skacze z podekscytowania. W tym samym czasie Gina przynosi mi trampki i torbę.

– Będzie coś z tego? – pyta sceptycznie.

– Nie. Boże, nie. On mnie sprzedał. – Podchodzę z pustym kubkiem do zlewu i myję go przed wyjściem.

– Co zrobił?!

– Sprzedał mnie. To była gra. I skończyło się to tak, że poznałam innego faceta. To było nieoczekiwane, ale… cóż, okazał się strasznie hot. Więc przynajmniej moje hormony odbyły trening.

– Jaki się okazał? Wynn!

Słysząc ich podekscytowanie, uśmiecham się i postanawiam, że nie powiem nic więcej. Po pierwsze, dlatego że będą się pewnie martwić, a przecież zupełnie nie ma czym. Naprawdę! Nie zakocham się w takim facecie – nie zakocham się w żadnym facecie, koniec, kropka. A po drugie, dlatego że Cullen Carmichael wygląda jak czyjś nieprzyzwoity sekret, który chyba w dziwny sposób stał się teraz moim.

CZTERY DAMY

Spotykamy się z Livvy pod Accents, jednym z najbardziej ekskluzywnych salonów w mieście. Alessandra, właścicielka, zaprasza nas do środka.

– Chodźcie, zaraz się wami zajmiemy. – Wskazuje na kilka innych stylistek.

To miejsce zazwyczaj pełne jest klientek, a kiedy dostrzegamy, że jesteśmy tu tylko my, cała nasza czwórka jednocześnie uświadamia sobie, że Callan, narzeczony Livvy, zamierza rozpieszczać swoją przyszłą żonę i jej przyjaciółki tak, jakbyśmy były najważniejszymi kobietami na świecie.

– Wiedziałaś o tym? – Gina pyta Livvy, rozglądając się z oszołomieniem.

Cały salon skąpany jest w białych różach poprzeplatanych lawendą.

– Nie! – Śmiejąc się z zachwytem, Livvy wyjmuje z jednego z bukietów piękną różę. Wdycha z rozmarzeniem jej zapach, ja zaś częstuję się dekadencką truflą.

– Komuś się dziś wieczorem poszczęści – przekomarza się Gina.

– Martwiłybyśmy się tym małżeństwem, gdyby miało być inaczej – chichoczę.

– Miałam na myśli Callana. – Gina uśmiecha się znacząco, a ja śmieję się jeszcze głośniej.

Nagle jednak czuję ukłucie w żołądku, jakby otworzyła się we mnie czarna otchłań.

Nie chcę zazdrościć przyjaciółkom. Są fantastyczne i zawsze mogą liczyć na moje wsparcie. Owszem, czasami żałuję, że ja jeszcze nie znalazłam Tego Jedynego, ale to nie oznacza, że to się nigdy nie stanie… prawda? Malcolm czci ziemię, po której stąpa Rachel. Gina owinęła sobie wokół palca Tahoe, który dosłownie stracił dla niej głowę. A Callan uwielbia Livvy i zaskakuje ją ciągle niesamowitymi niespodziankami, takimi jak romantyczny miesiąc miodowy w nieznanym miejscu.

Niewątpliwie wygrały los na loterii, ale ja także, bo te trzy dziewczyny mogę uważać za swoje najlepsze i najbliższe przyjaciółki.

– To co, zaczynamy? – Gina siada i obraca się na fotelu.

Zjawia się kelner z szampanem. Częstuję się pierwsza i wypijam do dna. Alkohol bardzo mi się dzisiaj przyda.

Rachel wznosi toast:

– Za miłość i seksownych facetów!

Stukamy się kieliszkami, a mnie przeszywa dreszcz.

Ja nie myślę o seksownych facetach, dla których głowę straciły moje przyjaciółki. Moje myśli są o wiele głębsze, gorętsze i bardziej szalone.

Srebrne oczy. Olśniewająca linia żuchwy. Niedająca spokoju osobowość.

Seksowny hazardzista jest ekscytujący. Kompletnie magnetyczny.

Jestem tak pochłonięta wspomnieniami z zeszłej nocy, że dopiero teraz orientuję się, że siedzę już przed stylistką.

Zbiera mi włosy i przytrzymuje na karku.

– Idziemy w delikatność i seksowność czy elegancję i pikanterię? – Gdy zastanawiam się nad jej pytaniem, wyjaśnia: – Naturalna sprzeczność to subtelny sposób na to, aby mężczyzna nie przestawał zgadywać.

– No i widzisz – mówię do Giny ze znaczącym uśmiechem. – Już wiem, dlaczego idę na ten ślub sama.

Gina odwraca się i patrzy na swoją stylistkę.

– Poprosimy o to samo, co Wynn. Tylko panna młoda będzie dzisiaj przewidywalna.

– Akurat. – Przyglądam się ze śmiechem Livvy, której olśniewającymi włosami zajmują się już wprawne ręce stylistki. To najbardziej gadatliwa i najsympatyczniejsza dziewczyna z naszej czwórki, która opowiada właśnie stylistce o tym, jak jej przyszły mąż jej się oświadczył.

Ta opowieść sprawia, że myślę o Callanie, a to z kolei podsuwa mi myśli o jego bracie.

Srebrnookiemu spodobałoby się, że o nim myślę.

Zeszłej nocy ten irytujący, a jednocześnie seksowny mężczyzna sprawił, że zapomniałam dosłownie o wszystkim. Okazał mi zainteresowanie, zaprosił do swojej gry, dzięki niemu poczułam, że tam pasuję. Kiedy Emmett sprawił, że czułam się, jakbym pasowała do jakiegoś miejsca? Ba, on nawet nie chciał mnie w swojej kuchni! Dlatego właśnie niepotrzebnie zgodziłam się na wczorajszą randkę. Naprawdę muszę zapomnieć o facetach i skupić się na swojej galerii, Galerii Piąta Aleja, mojej jedynej prawdziwej miłości.

– Za dużo myślisz – szepcze dyskretnie Gina i zakłada za ucho czarny lok. Mówi coś do swojej fryzjerki, po czym wstaje, aby obejrzeć moją nową fryzurę. – Wszystkie się szykujemy na imprezę naszego życia. I tak właśnie będzie, Wynn, ty gorąca lasko.

– Oczywiście, że jestem gorącą laską. Teraz już tylko ja jestem w naszej grupie singielką.

– Będziesz wyglądać jak milion dolców, a my chcemy, żeby Emmett zjadł dzisiaj własne serce.

– Zapomnij o tym dupku. Bez urazy, Wynn, ale jego żarcie było koszmarne. Jadłam je tylko ze względu na ciebie – wtrąca przebiegle Rachel, podchodząc do nas. Jak zawsze wygląda oszałamiająco. – Lepiej ci bez niego. Uwierz mi. Kiedy pojawi się odpowiedni mężczyzna, nie będziesz miała żadnych wątpliwości, że to właśnie on.

– Prawie już mi na tym nie zależy. Po wczorajszej randce zdecydowałam, że powinnam się skupić na pracy i kompletnie zapomnieć o facetach.

Kiedy zaczynam się zastanawiać, czy Srebrnooki przyjdzie z osobą towarzyszącą, wyrzucam z głowy te myśli i skupiam się na Livvy, która wstaje z fotela. Fryzurę ma idealną, gotową do upięcia welonu.

– Wyglądasz jak anioł – mówię i ujmuję jej dłoń. – Kiedy Callan cię zobaczy, jego świat zatrzyma się w miejscu.

– Przez ciebie się rumienię – mówi i wachluje sobie dłońmi twarz.

– Przez nią płaczesz! – Rachel przytula ją.

– Uwaga na włosy! – woła Alessandra.

– Będziesz taka szczęśliwa – zapewniam przyjaciółkę.

Podczas gdy zachwycamy się panną młodą, ja myślę o Callanie i jego miłości do Livvy. Jestem przekonana, że wynajęcie salonu Alessandry nie było tanie, ale nie zrobił tego, by komuś zaimponować. On chce, aby dzień ich ślubu był dla Livvy niezapomniany.

– Jesteś szczęśliwa? – pyta ją Gina.

– Jak nie wiem co! – Czekając na manikiurzystkę, przedstawia listę planów Callana na ich wspólną przyszłość. – On chce domu na wsi, żebyśmy często wyjeżdżali poza miasto… No i mówi o dzieciach. Na okrągło. – Milknie i posyła mi niespokojne spojrzenie.

Mrugam, bo nagle do mnie dociera, że Livvy hamuje się z mojego powodu. Bo wie, że zawsze pragnęłam… cóż, właśnie tego. Bywa, że czuję ból, kiedy słucham o tym wszystkim, bo to coś, co się wydaje zupełnie poza moim zasięgiem. Z drugiej jednak strony, jeśli nie będą mi o tym mówić, ominą mnie najwspanialsze chwile z życia przyjaciółek, a nie mogę do tego dopuścić. Jaka byłaby ze mnie przyjaciółka, gdybym nie przyglądała się, jak Livvy oddala się w stronę zachodzącego słońca? Chcę wiedzieć, jak skończy się ich historia. Muszę być świadkiem tego podekscytowania, bo wtedy może odzyskam swoją wiarę.

– Śmiało – mówię z uśmiechem. Ujmuję jej dłoń i ściskam, mówiąc tym samym: „Cieszę się twoim szczęściem i w życiu bym nie pozwoliła, aby ominął mnie twój wielki dzień”.

I to prawda. Przeżyję jakoś ten ślub. Pod ręką będzie dużo szampana, a jeśli pojawi się Emmett, to będę pić, ile tylko dam radę.

ŚWIĘTOWANIE

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
TA DZIEWCZYNA
CZTERY DAMY
ŚWIĘTOWANIE
WYZWANIE
HAZARDZISTA
RUDA
PRACA
KOLOR
WIECZÓR
WYSTAWA
KRÓL KIER
CRAPS
KONCERT
CO SIĘ DZIEJE W VEGAS…
INFORMACJA
ZWIERZENIA
WYGRANA I WYNN
ZAMIESZANIE
PODWYŻSZENIE STAWKI
PEŁNA CHATA
POKER KRÓLEWSKI
BLEF
VEGAS, MAŁA
HAZARDZISTA
POKER

Tytuł oryginału:

Playboy

Redaktor prowadząca: Marta Budnik

Wydawczynie: Milena Buszkiewicz, Joanna Pawłowska

Redakcja: Aleksandra Zok-Smoła

Korekta: Beata Wójcik

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Projekt okładki: Sara Hansen / Okay Creations

Copyright © 2018 by Katy Evans

Copyright © 2021 for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for the Polish translation by Monika Wiśniewska, 2021

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2021

ISBN 978-83-66815-25-4

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek