Piękno seria TABOO - Monika Liga - ebook
NOWOŚĆ

Piękno seria TABOO ebook

Monika Liga

3,9

267 osób interesuje się tą książką

Opis

Jak wysoka jest cena przetrwania, gdy jedyną walutą staje się Twoje własne ciało?

Julia prowadzi podwójne życie. Jest pilną studentką polonistyki, a nocą pracuje w ekskluzywnym klubie. Gdy zakłada gorset, staje się luksusowym obiektem pożądania.

Wszystko komplikuje się w dniu, w którym na uniwersytecie pojawia się Krystian Wrotecki, którego pewnej nocy poznała w klubie. Wybitny, bezwzględny pisarz i nowy profesor, który od swoich studentów wymaga jednego: pisania bolesnej prawdy.

Lrystian szybko dostrzega, że pod maską zamkniętej w sobie dziewczyny kryje się klejnot, który pragnie posiąść.

Czy Julia pozwoli się usidlić człowiekowi, który chce rozebrać jej duszę na czynniki pierwsze?

Wejdź do świata, w którym piękno bywa najgroźniejszą bronią. Książka przeznaczona dla czytelników dorosłych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 97

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (24 oceny)
12
6
1
1
4
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
AnetaMatysek

Dobrze spędzony czas

Spodziewałam się czegoś innego.
00
Malgorzataklimek1978

Nie oderwiesz się od lektury

krótka treściwa odskocznia
00
fakirek13

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna ale krótka
00
Dagmara73

Nie oderwiesz się od lektury

ok
00



Copyright © Monika Liga 2026

Tytuł: Piękno

Wydanie I

Katowice 2026

ISBN

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Redakcja:

Angelika Kuszła | poradniaredakcyjna.pl

Więcej moich książek i e-booków znajdziesz na

stronie www.poprostupisz.pl/ksiazki_ebooki oraz na Legimi i innych popularnych serwisach.

Rozdział 1

Julia

– Zaciśnij mocniej paluszki – mruczał, z ekscytacji opluwając przy tym moje czoło drobinami śliny. – A teraz poruszaj w górę i w dół. Dobrze.

To, co działo się w tej chwili, przyprawiało mnie o mdłości. Nie robiłam tego jednak dla siebie, ale dla Zosi i dla mamy, bo tylko ja mogłam coś poradzić na sytuację, w której się znalazłyśmy.

– Szybciej, mała kurewko – syknął, dociskając mnie sobą do obdrapanej ściany klatki schodowej. – Tak!

Poczułam lepką wydzielinę spływającą mi po palcach. Starałam się przy tym nie oddychać przez nos, by nie czuć smrodu strawionego alkoholu wydychanego przez tego człowieka.

– Masz premię. – Odsunął się, wciskając do spodni flaczejącego fiuta. – Po południu przyjdź po zapłatę.

Co za, kurwa, banał – pomyślałam, patrząc na nachlaną gębę właściciela pizzerii, w której pracowałam od kilku miesięcy.

Uciekłyśmy od ojca zachlajmordy, który przepijał wszystko, co znajdowało się w mieszkaniu. Pewnie byśmy to wytrzymały, gdyby nie zaczął sprowadzać kolegów do domu, a ci nie zaczęli się do mnie dobierać. Dałabym sobie i z tym radę, lecz jednemu spodobała się moja ośmioletnia siostra… Tego samego dnia spakowałam rzeczy Zośki i matki do jednej walizki. Nie zastanawiając się długo, wyszłyśmy wieczorem z domu, zostawiając starego z kompanami do kieliszka w trakcie libacji. Nic nie zauważył. Później pewnie też nie cierpiał z tego powodu. Przynajmniej do momentu, w którym za niepłacenie rachunków wyłączyli mu prąd. Wtedy może o nas pomyślał.

Nie miałyśmy odłożonych pieniędzy, ja kończyłam liceum i dorabiałam jako kelnerka, a na pomoc dalszej rodziny nie mogłyśmy liczyć. O tym ostatnim przekonałyśmy się boleśnie.

Skierowałyśmy się do Domu Samotnej Matki i tu spotkało nas rozczarowanie. Mama z Zosią mogły zostać, ale ja, jako pełnoletnia osoba, już nie. Przekierowano nas do Ośrodka Interwencji Kryzysowej, gdzie dano nam pokój i zapewniono schronienie. Nie na długo, bo miałyśmy maksymalnie trzy miesiące, po których mama z Zosią miały się przeprowadzić do Domu Samotnej Matki, a ja na okres nauki mogłam mieszkać w internacie.

Miałam zdać maturę i choć uczyłam się świetnie, miałam wysokie oceny oraz otrzymywałam stypendium, to nie było ono na tyle wysokie, bym była w stanie wynająć dla nas trzech jakiekolwiek lokum. Udało mi się przedłużyć wspólne mieszkanie w OIK-u, ale czas się w końcu skończy i mama zostanie sama z Zosią, a tego bardzo nie chciałam.

Kochałam moją mamę, ale niestety nie nadawała się do wychowywania dzieci, bo była na to zbyt słaba. Jej konstrukcja psychiczna była niczym papier, który rozmaka się pod wpływem łez, bo nie było dnia, by nie płakała nad swoim losem. Nie chciałam, by Zosia wyrosła na równie słabą kobietę, a tak by się stało, gdybym ją zostawiła z mamą. Musiałam znaleźć sposób na to, byśmy mieszkały razem. Teraz dorobiłam kilkaset złotych do wypłaty, ale to wciąż było za mało. Potrzebowałam innej, lepiej płatnej pracy, a ta przyszła do mnie sama.

Krystian

– Mówiłeś, że potrzebujesz odskoczni. – Marek wyrwał mnie z bezmyślnego wpatrywania się w klawiaturę, dzwoniąc na numer znany tylko kilku osobom.

– Tak – potwierdziłem, wzdychając, bo faktycznie trzeba mi było odmiany od codzienności.

Pisałem thrillery psychologiczne. Miałem na koncie zarówno hity, jak i książki, które nie rozniosły się aż tak szerokim echem, ale to było normalne w zawodzie pisarza. Nie to jednak stanowiło problem, a fakt, że od dawna nie przychodziła do mnie żadna nowa powieść. Pustka w umyśle trwała od kilku miesięcy, więc się męczyłem i nic nie wskazywało na to, by ten opór miał odpuścić, bym znalazł wątek, który mógłbym należycie rozwinąć. Może gdybym to robił czysto zarobkowo, byłoby łatwiej, bo nie miałbym takich blokad? Myślałbym o pisaniu i związanych z nim pieniądzach na życie. Sęk w tym, że nie musiałem pracować, bo od dawna pieniądze same pracowały dla mnie, czy raczej z pomocą doradcy finansowego, lokat i kilkunastu nieruchomości. Pisarstwo więc stało się moją pasją. Z sukcesem przyszła presja na kolejny świetny pomysł, a zaraz potem blokady.

– Mówiłeś, że chcesz pracować z młodymi ludźmi? – dopytywał i czekał na potwierdzenie.

– Dokładnie.

– No to możesz wykładać na uczelni – oznajmił z zadowoleniem. – Tam spotkasz głównie młodych. Co ty na to?

– Mów dalej – poprosiłem z ostrożną radością.

– Szczegóły prześlę ci mailem – rzucił, po czym szybko się pożegnał, gdy w słuchawce usłyszałem głos osoby mówiącej coś do niego. – Widzimy się w piątek – dodał.

– Cześć i dzięki – zdążyłem powiedzieć, po czym połączenie zostało przerwane.

Wyłączyłem komputer i wstałem od biurka. Znów nie napisałem ani jednego zdania, choć późnym wieczorem czułem, jak słowa wypełniają mi głowę, i miałem nadzieję, że następnego dnia rano wyleją się ze mnie na wirtualną kartkę. Niestety, zaliczyłem kolejny poranek i powielony scenariusz picia kawy i wpatrywania się w pusty dokument na monitorze.

Potrzebowałem zmiany, bo powtarzalność codzienności przytłoczyła mnie doszczętnie. Nie było w tym niczego ekscytującego, a jedynie mdły schemat, który odłączał jakiekolwiek odczuwanie.

Chwyciłem torbę z kosmetykami i zjechałem windą do podziemi budynku, w którym mieszkałem od roku. Uwielbiałem to miejsce za wszelkie wygody, jakich może potrzebować człowiek.

– Dzień dobry, panie Krystianie – przywitała mnie uśmiechnięta recepcjonistka i podała mi dwa ręczniki. – Czy życzy pan sobie dzisiaj jakichś zabiegów?

– Dzień dobry. – Odebrałem miękką, przyjemnie pachnącą frotę z jej rąk. – Dzisiaj wystarczy pływanie.

Miałem nadzieję, że o tej porze nie będzie zbyt wielu osób. Nie miałem ochoty na rozmowę, nawet na wymianę spojrzeń. Wsłuchałem się w płynące z niewidocznych głośników dźwięki muzyki i odgłosy natury, wchodząc w tryb skupienia na pracy z ciałem.

W basenie włączyłem funkcję treningu w zegarku, nałożyłem okulary do pływania i zacząłem od spokojnej żabki. Po kilometrze zamierzałem przejść do kraula i tak przepłynę kolejne dwa. Może później przyjdzie do mnie powieść. Byłoby miło, bo zwyczajnie nudziła mnie moja codzienność.

Rozdział 2

Julia

– Ja nie wiem, jak ty znosisz tego oblecha! – Baśka, jedyna normalna osoba w pizzerii, skomentowała kolejną szybką robótkę ręczną, po której jak zwykle szorowałam ręce aż do łokci.

– Nie znoszę go, ale potrzebuję więcej kasy – odparłam, wycierając przedramiona, choć najchętniej zdezynfekowałabym się po kolejnym szybkim trzepaniu właścicielowi pizzerii. – Masz pomysł na lepiej płatne zajęcie?

– Tak, bo ja pracuję tutaj ostatni tydzień – odpowiedziała, ściszając głos. – I nie mam nic przeciwko zwaleniu komuś konia za kasę, ale nie za tak marną stawkę.

– Ostatni tydzień? – podniosłam głos, w efekcie Baśka syknęła, dając mi tym znak, że mam zamilknąć.

– Chcesz, żeby przez ciebie ten palant nie wypłacił mi tygodniówki? – szeptała, pochylając się do mnie. – Nie mamy umowy, więc jak myślisz, co zrobi, gdy się dowie, że już na mnie nie zarobi?

– Okej, sorry – mruknęłam cicho. – Jakbyś słyszała, że jest tam miejsce pracy i dla mnie, to daj mi koniecznie znać – dodałam smętnie. – Kurwa, zgłupieję tu bez ciebie.

– Wiem, że jest miejsce, tylko nie jestem pewna, czy praca ci się spodoba.

– Tobie się podoba, to i mnie przypasuje – odparłam bez cienia wątpliwości.

– To przyjdź jutro po południu pod ten adres. – Podała mi wyciągnięty z kieszonki niewielkiego plecaczka czarny bilecik z nazwą „HZ” i adresem.

– Dzięki. – Schowałam kartonik do stanika i sięgnęłam po zapaskę kelnerską oraz plakietkę z imieniem, którą przypięłam do kieszonki na koszuli.

Znów klienci będą udawali, że czytają imię, a tak naprawdę będą wlepiali wzrok w moje cycki. Ech, marne to bycie kobietą. Jedyna granica, jakiej nie przekroczę, to seks za kasę. Szybką robótkę ręczną wytrzymam, ale nic ponadto. Mężczyźni mnie brzydzili od zawsze i nie spodziewałam się, by miało się to w najbliższym czasie zmienić. Cóż, same marne egzemplarze stawiało mi życie na drodze, więc co się dziwić?

– Dzień dobry, jestem Julia i będę państwa obsługiwać – przywitałam czwórkę klientów, którzy zajęli stół w moim rewirze sali konsumpcyjnej. – Tutaj proszę karty. Dam państwu kilka minut na zastanowienie, ale oczywiście chętnie podpowiem, co dobrego dziś serwujemy. – Tryb obsługi włączony i tak przez kolejne osiem do dziesięciu godzin.

***

Późnym wieczorem spocona i śmierdząca jedzeniem wróciłam do niewielkiego pokoju w OIK-u. Zosia jak zwykle na mnie czekała i wiedziałam, że nie uśnie tak długo, jak jej nie ucałuję na dobranoc.

Mama uśmiechnęła się słabo na powitanie i nawet jej nie pytałam, czy znalazła pracę, czy w ogóle jej szukała. Ona po prostu nie chciała pracować i miałam wrażenie, że bycie życiową ofiarą jest jej stanem naturalnym i to w nim czuje się najlepiej. Wkurwiało mnie to, bo nie tak powinna zachowywać się matka. Co z tego, skoro tylko tak potrafiła funkcjonować? Pozostało mi ułożenie swojego życia w taki sposób, bym mogła się zaopiekować Zosią. Zbyt często zdarzało się mamie odpływać w inne stany świadomości i tkwić w nich godzinami. Objawiało się to zapatrzeniem w ścianę, co niepokoiło mnie najbardziej. Podejrzewałam, że to rodzaj ucieczki od rzeczywistości lub, co gorsza, choroba psychiczna. Tak czy siak, musiałam zapewnić byt sobie i Zośce oraz nauczyć ją sztuki przetrwania. Przypilnować, by się dobrze uczyła w szkole. Nie zniosłabym, gdyby wpadła w złe towarzystwo. Wiedziałam jednak, że większość uczniów nie lubi kujonów, więc postawiłam właśnie na dobre oceny. Nie widziałam lepszej drogi dla nas dwóch niż dobre wyniki Zosi w szkole i moje wysokie zarobki. Chciałam wynająć dla nas mieszkanie, żeby mała zaznała wreszcie spokoju i poczuła, czym jest bezpieczeństwo w życiu.

Krystian

– Wybieramy się w weekend do klubu. – Usłyszałem w słuchawce miękki i słodki głos Tamary. – Idziesz?

– Jasne! – Ucieszyłem się na wspólne wyjście, bo w kolejnym tygodniu zaplanowałem wyjazd do letniego domu we Włoszech. Tam pisało mi się najlepiej i miałem nadzieję, że słońce, morze i ciepły letni klimat odblokują mnie skutecznie.

– To widzimy się na miejscu – zakończyła i rozłączyła się bez pożegnania, jak to miała w zwyczaju.

Pozostało mi jeszcze dopięcie formalności związanych ze stanowiskiem wykładowcy na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cieszyłem się na tę pracę, bo była przy okazji kolejnym szczeblem w moim rozwoju literackim. Wiedziałem, byłem wręcz pewny, że środowisko akademickie będzie źródłem inspiracji dla przyszłych postaci. Nie zamierzałem się przepracowywać, bo jakby nie było, głównym zajęciem miało być pisanie kolejnych powieści.

Lubiłem swoje życie i było ono dokładnie takie, jakim powinno być i niczego w nim nie brakowało. Może jedynie idealnej postaci bohatera, który byłby na tyle ciekawy, by rozhulać pisaną historię, a najlepiej poczytną serię.

***

W piątek wieczorem wezwałem taksówkę z BlackCars. Uwielbiam tę firmę za fakt, że bez problemu dostawała się wszędzie, toteż nie musiałem spacerować ulicami Krakowa, by dojść jak wszyscy na Rynek. I tym razem czarny Mercedes z nienagannie ubranym kierowcą dojechał do metalowych słupków, które blokowały przejazd do strefy A. Przez dźwięki jazzu przebiło się ciche skrzypienie jego skórzanych rękawiczek, które zacisnął na skórze kierownicy. Światło zmieniło się z czerwonego zmieniło się na zielone, a słupki zaczęły opadać. Chwilę później auto powoli toczyło się zaludnionymi uliczkami prowadzącymi między kamienicami. Ludzie odsuwali się, robiąc miejsce samochodowi, który w ten sposób co rusz blokował ruch pieszy. Dojechałem pod same drzwi klubu nocnego.

– Dziękuję – pożegnałem się krótko, nie czekając, aż kierowca otworzy mi drzwi.

Byłem trzeźwy i podekscytowany, bo dawno nie miałem okazji do spotkania z ludźmi, których mogłem nazwać przyjaciółmi. Wszedłem w jasno oświetloną bramę starej kamienicy, a następnie zszedłem po trzech schodach w dół do klubu HZ. Odgarnąłem ciężką butelkowozieloną zasłonę, za którą dosięgła mnie pierwsza fala basu przedostająca się przez czarne metalowe drzwi, przed którymi stał potężnie zbudowany selekcjoner. Patrząc na niego, zastanawiałem się, jakim cudem ten człowiek zdołał wcisnąć się w białą koszulę. Czy to naturalne włókno, czy też coś bardziej elastycznego, co miało szansę poddać się rozpierającym rękawy mięśniom?

– Dobry wieczór – przywitałem się.

Odpowiedział skinieniem głowy, by następnie otworzyć przede mną stare, stalowe drzwi. Nie sprawdzał mojej tożsamości na tablecie, bo mnie znał, co mile połechtało moją próżność.

Owionął mnie znajomy zapach perfum, skóry i tytoniu, jednym słowem: luksusu. Tak, to zdecydowanie było moje miejsce.