Nie po drodze - Jolanta Sztejka - ebook + książka
NOWOŚĆ

Nie po drodze ebook

Jolanta Sztejka

0,0

Opis

Nie po drodze Jolanty Sztejki to poruszający tom poetycki o życiu, które nie zawsze prowadzi tam, dokąd planowaliśmy dojść. To zbiór wierszy o miłości i jej utracie, o tęsknocie, ciele, przemijaniu, samotności, rozczarowaniach, ale też o sile, która rodzi się po cichu — wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zostało już wypalone do popiołu.

Autorka pisze odważnie, bez upiększeń i bez zbędnego patosu. Jej poezja jest bliska codzienności: kubkom niedopitej kawy, zimnym dłoniom, szpitalnym poczekalniom, rodzinnym pęknięciom, górskim szlakom, zapachowi bzu i ciszy, która czasem mówi więcej niż słowa. W tych wierszach jest kobiecość czuła i gniewna, krucha i nieustępliwa, zraniona, ale wciąż szukająca drogi do siebie.

Nie po drodze to książka dla tych, którzy wiedzą, że życie nie zawsze układa się według prostych map. Dla tych, którzy kochali za mocno, milczeli za długo, wracali do wspomnień i próbowali zrozumieć, kim są po wszystkich stratach, rozstaniach i zmianach.

Po dwunastu latach od poprzedniego tomu Jolanta Sztejka wraca z poezją dojrzałą, osobistą i mocną. To także szczególne podsumowanie jej twórczej drogi — wydane w roku, w którym mija 30 lat od jej debiutu prasowego.

To tom, który nie prowadzi najłatwiejszą trasą. Ale właśnie dlatego zostaje z czytelnikiem na dłużej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 18

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



w lustrze

dawno cię takiej nie widziałam

jesteś jak ogień

przyciągasz i parzysz

a wzrok masz niebezpiecznie

pewny siebie

poprawiasz włosy

mrugasz do mnie okiem

i patrzysz

jak zapadam się pod ziemię

krótkie spotkanie

rzadko dopijamy kawę

nim wystygną kubki

w tęsknie splecionych

palcach

patrzymy na siebie

dłuższą chwilę

kalkulując czy wystarczy czasu

na jeszcze

zachowujemy pozory

choć język parzy

naprędce pitą kawą

oczekiwaniem

przedwiośnie

zbyt szybko

zniknął twój szept

z mojego karku

zapach wody kolońskiej

też wyparował

nim ucichło echo

zamykanych drzwi

kocham

jeszcze bez motyli w brzuchu

przejściowo

kiedyś

wszędzie już byłam

na dnie na kacu

na krańcu świata

i nawet na szczycie

na starcie i mecie

i nad przepaścią też

dłużej niż chciałam

byłam wszystkim

i do niczego

matką przez chwilę

i kochanką na wieki

tylko sobą

jeszcze

nie byłam

linia życia

rodzi się dobroć w najprostszej postaci

krzyżuje plany zmienia priorytety

wstrzymuje awanse

młodość w kratkę

studia, praca, imprezy, przekleństwa

pierwsza miłość

butna lecz krótka

rytm zatokowy jest mi obcy

nieustanny bieg

nawet e-zegar postarza

o kilka minut na tydzień

moja niewydolność

tętno i rytm

niespokojne

jak w tangu

rwę się na strzępy

aż wreszcie

cichnę i znikam

nie taka jesień

kolorowa

utkana z mokrych liści

podkłada twarde kasztany

pod wytarte podeszwy

obejmuje wilgocią

zimnem wykręca palce

w parku dziś tylko czarny kot

wnuki nie dzwonią od tygodni

- nie wiem co gorsze

zmieniają się daty

pory roku

odcinki seriali

wyznaczają rytm dnia

zagubiona w świecie AI

spędzam milion dni

w kolejce po endoprotezę

nie na taką jesień

czekałam

niekochany

prosisz mnie o rękę

a ja nie wiem jak mam ci powiedzieć

że nie chcę

że nie kocham

że kogoś innego

zaczynam płakać

a ty mi dziękujesz

myślisz że te łzy

to na zgodę

czterdzieści lat później

ja znowu we łzach

dokładnie w rocznicę

gdy twoją trumnę

boleśnie wolno pochłania wieczność

patrzę jak dzieci tulą nasze wnuki

i tylko dlatego

nie mówię na głos

że zmarnowałam przy tobie życie

przy tobie nagim świat

onieśmielasz

ogień w twoich oczach

jest zaproszeniem

na tafli jeziora setki kolorowych ziół

krzywo gonią w nieznane

za dobrobytem i szczęściem

nie chcę tracić dnia

słuchać rozsądku

czas przechadza się z godziny na godzinę

nieusłuchanie błagalnie szeptem

soczyste źdźbła

sypią się z mojego wianka

choć ty i ja wciąż

(tylko) tańczymy

noc taka krótka

o jeszcze cię proszę

w wyniku podporządkowania