Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Nie po drodze Jolanty Sztejki to poruszający tom poetycki o życiu, które nie zawsze prowadzi tam, dokąd planowaliśmy dojść. To zbiór wierszy o miłości i jej utracie, o tęsknocie, ciele, przemijaniu, samotności, rozczarowaniach, ale też o sile, która rodzi się po cichu — wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zostało już wypalone do popiołu.
Autorka pisze odważnie, bez upiększeń i bez zbędnego patosu. Jej poezja jest bliska codzienności: kubkom niedopitej kawy, zimnym dłoniom, szpitalnym poczekalniom, rodzinnym pęknięciom, górskim szlakom, zapachowi bzu i ciszy, która czasem mówi więcej niż słowa. W tych wierszach jest kobiecość czuła i gniewna, krucha i nieustępliwa, zraniona, ale wciąż szukająca drogi do siebie.
Nie po drodze to książka dla tych, którzy wiedzą, że życie nie zawsze układa się według prostych map. Dla tych, którzy kochali za mocno, milczeli za długo, wracali do wspomnień i próbowali zrozumieć, kim są po wszystkich stratach, rozstaniach i zmianach.
Po dwunastu latach od poprzedniego tomu Jolanta Sztejka wraca z poezją dojrzałą, osobistą i mocną. To także szczególne podsumowanie jej twórczej drogi — wydane w roku, w którym mija 30 lat od jej debiutu prasowego.
To tom, który nie prowadzi najłatwiejszą trasą. Ale właśnie dlatego zostaje z czytelnikiem na dłużej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 18
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
w lustrze
dawno cię takiej nie widziałam
jesteś jak ogień
przyciągasz i parzysz
a wzrok masz niebezpiecznie
pewny siebie
poprawiasz włosy
mrugasz do mnie okiem
i patrzysz
jak zapadam się pod ziemię
krótkie spotkanie
rzadko dopijamy kawę
nim wystygną kubki
w tęsknie splecionych
palcach
patrzymy na siebie
dłuższą chwilę
kalkulując czy wystarczy czasu
na jeszcze
zachowujemy pozory
choć język parzy
naprędce pitą kawą
oczekiwaniem
przedwiośnie
zbyt szybko
zniknął twój szept
z mojego karku
zapach wody kolońskiej
też wyparował
nim ucichło echo
zamykanych drzwi
kocham
jeszcze bez motyli w brzuchu
przejściowo
kiedyś
wszędzie już byłam
na dnie na kacu
na krańcu świata
i nawet na szczycie
na starcie i mecie
i nad przepaścią też
dłużej niż chciałam
byłam wszystkim
i do niczego
matką przez chwilę
i kochanką na wieki
tylko sobą
jeszcze
nie byłam
linia życia
rodzi się dobroć w najprostszej postaci
krzyżuje plany zmienia priorytety
wstrzymuje awanse
młodość w kratkę
studia, praca, imprezy, przekleństwa
pierwsza miłość
butna lecz krótka
rytm zatokowy jest mi obcy
nieustanny bieg
nawet e-zegar postarza
o kilka minut na tydzień
moja niewydolność
tętno i rytm
niespokojne
jak w tangu
rwę się na strzępy
aż wreszcie
cichnę i znikam
nie taka jesień
kolorowa
utkana z mokrych liści
podkłada twarde kasztany
pod wytarte podeszwy
obejmuje wilgocią
zimnem wykręca palce
w parku dziś tylko czarny kot
wnuki nie dzwonią od tygodni
- nie wiem co gorsze
zmieniają się daty
pory roku
odcinki seriali
wyznaczają rytm dnia
zagubiona w świecie AI
spędzam milion dni
w kolejce po endoprotezę
nie na taką jesień
czekałam
niekochany
prosisz mnie o rękę
a ja nie wiem jak mam ci powiedzieć
że nie chcę
że nie kocham
że kogoś innego
zaczynam płakać
a ty mi dziękujesz
myślisz że te łzy
to na zgodę
czterdzieści lat później
ja znowu we łzach
dokładnie w rocznicę
gdy twoją trumnę
boleśnie wolno pochłania wieczność
patrzę jak dzieci tulą nasze wnuki
i tylko dlatego
nie mówię na głos
że zmarnowałam przy tobie życie
przy tobie nagim świat
onieśmielasz
ogień w twoich oczach
jest zaproszeniem
na tafli jeziora setki kolorowych ziół
krzywo gonią w nieznane
za dobrobytem i szczęściem
nie chcę tracić dnia
słuchać rozsądku
czas przechadza się z godziny na godzinę
nieusłuchanie błagalnie szeptem
soczyste źdźbła
sypią się z mojego wianka
choć ty i ja wciąż
(tylko) tańczymy
noc taka krótka
o jeszcze cię proszę
w wyniku podporządkowania
