Najgorętsza para w mieście - Joss Wood - ebook
Opis

Sage Ballantyne, bogata projektantka biżuterii, prowadzi życie, którego niejedna kobieta mogłaby jej pozazdrościć. Ale to tylko pozory, bo jej życiem rządzi lęk przed stratą kogoś, kogo kocha. Właśnie dlatego rozstała się z Tyceem, jedynym mężczyzną, na którym naprawdę jej zależało. Gdy spotyka go po trzech latach, znowu nie może mu się oprzeć. Tyce, ceniony artysta malarz, podobnie jak Sage unika stałych związków. Nie potrafią z sobą rozmawiać, ale w łóżku dogadują się znakomicie...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 160

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Joss Wood

Najgorętsza para w mieście

Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Czemu, patrząc na tę rzeźbę, myślę o fantastycznym seksie?

Sage Ballantyne spojrzała na kobietę, którą chętnie widziałaby w roli swojej szwagierki, ale jej nie odpowiedziała. Prace Tyce’a Latimore’a, czy był to obraz olejny czy rzeźba z drewna i stali, zawsze wywoływały silne emocje. Był jednym z najlepszych artystów swojego pokolenia. A w zasadzie kilku pokoleń.

Dzięki Bogu, był też jedynym artystą swojego pokolenia, który nie brał udziału w swoich wernisażach. Gdyby istniał choć cień szansy, że się tu pojawi, noga Sage by tu nie postała. Zerknęła na dużą abstrakcyjną rzeźbę. Była niepodobna do dotychczasowych opływowych prac Tyce’a.

– Trudno się tu dopatrzeć jakiegokolwiek seksownego zaokrąglenia, a mimo to aż kipi pożądaniem – stwierdziła Piper.

Sage uniosła brwi.

– Ja tego nie widzę.

– Popatrz z tej strony – zasugerowała Piper.

Sage zaśmiała się na widok jej rumieńców i przeniosła znów wzrok na rzeźbę. Z tej perspektywy wyglądało to na dwoje ludzi pochylonych nad biurkiem.

Piper ma rację, jest w tym namiętność. Ta rzeźba z pewnością stanie się przyczynkiem do dyskusji. Krytycy sztuki dadzą popis elokwencji, pisząc o tym, jak Tyce postrzega ludzką seksualność.

Sage wiedziała, co Tyce myśli o seksie. Lubił seks. Często i w każdy możliwy sposób.

– Ale skąd tu ta żaba? – spytała Piper.

Sage zesztywniała. Och nie, nie zrobił tego. Nawet Tyce Latimore nie miałby dość tupetu…

Na biurku stała maleńka, pięknie wyrzeźbiona ze stali zielonkawa żaba. Sage cofnęła się pamięcią do pewnego wieczoru przed trzema laty.

Przyjechali na tę imprezę osobno, żeby świat nie dowiedział się o ich związku. Dziedziczka wielkiej fortuny i modny artysta to dopiero byłaby rewelacja! Napięcie było bardzo erotyczne, a kiedy Tyce szepnął jej do ucha, by spotkali się w bibliotece, z drżeniem czekała na tę chwilę. Ledwie zamknęli drzwi, Tyce uniósł jej spódnicę. Rozpiął spodnie, pochylił ją nad biurkiem i wziął ją szybko i ostro od tyłu. Żaba z jadeitu na biurku ich gospodarzy patrzyła na nich z niezadowoleniem.

Sage bała się, że serce jej stanie. Jak on śmiał? To tylko kolejne potwierdzenie słuszności jej decyzji. Trzy lata temu postanowiła od niego odejść.

– Ta rzeźba była trudna – głos Tyce’a zabrzmiał za plecami Sage. – Rozpraszały mnie wspomnienia.

Te słowa były przeznaczone tylko dla jej uszu. Nie odwróciła się, choć czuła jego ciepło i zapach. Pożądanie było o krok. Jak zwykle Sage zdawało się, jakby ktoś ją podłączył do najbliższego gniazdka elektrycznego. Serce jej waliło, skóra piekła, w głowie się kręciło.

Minęły trzy lata, a on wciąż doprowadzał ją do takiego stanu. Trzy lata, a chciała go błagać, żeby się z nią kochał. Zamiast być na niego zła, pragnęła go pocałować.

Albo spoliczkować.

Bez problemu odchodziła od mężczyzn. Nie byli warci cierpienia, które jest nieuchronnym skutkiem uwikłania się w czyjeś życie.

Zdeterminowana, by chronić się przed bólem, rzadko decydowała się na romans trwający dłużej niż tydzień czy dwa. W przypadku Tyce’a potrzebowała aż sześciu tygodni, by przekonać samą siebie do rozstania. Tyce był wyjątkowo niebezpieczny.

A zatem całowanie go nie wchodzi w rachubę.

Zakręciła się na niebotycznych obcasach i jej dłoń wylądowała na jego policzku. Zaraz potem zawstydzona i pełna żalu patrzyła, jak jego ciemne oczy ciemnieją jeszcze bardziej. Chciał coś powiedzieć, lecz zamiast tego chwycił ją za biodra i przycisnął wargi do jej ust. Sage była zgubiona, porwał ją tam, gdzie tylko on mógł ją zabrać.

Przerwał pocałunek.

– Chodź ze mną.

Poszukała wzrokiem Piper, która dała jej znak, żeby się nią nie przejmowała. Nie powinna tego robić, to nie był dobry pomysł. A jednak zamiast odmówić, zamiast go odprawić lub odejść, Sage wsunęła dłoń w rękę Tyce’a i pozwoliła mu wyprowadzić się z galerii.

Tyce wygrzebał się z ogromnego łóżka w cudzym apartamencie, z którego czasem korzystał, i ruszył do luksusowej łazienki sąsiadującej z sypialnią. Minęły trzy lata, a seks z Sage wciąż był niesamowity. Z nikim nie było mu lepiej, pomyślał, wyrzucając prezerwatywę. Seks z Sage nigdy nie był problemem. Wszystko inne przeciwnie.

Położył palce na prawym policzku, jakby sprawdzał, czy zostały tam ślady uderzenia Sage. Tylko oni potrafili przejść od policzka do dzikiego seksu, i w to w ciągu godziny. Tworzyli łatwopalną mieszankę. Nie bez powodu unikali się trzy lata. Wystarczyło umieścić ich w jednym pomieszczeniu, a pożar był gwarantowany.

Tyce ścisnął krawędź umywalki. Sądząc ze spojrzenia Sage, która wyglądała jak łania oślepiona światłami samochodu w nocy, nie spodziewała się go zobaczyć na jego wystawie. Nie miał jej za złe.

Jego obecność minionego wieczoru była odstępstwem od zasad. Nie znosił rozmów na temat swojej pracy ani ludzi, którzy mu schlebiali. Jeżeli komuś podoba się jego rzeźba, myślał, niech ją kupi. Nie czuł potrzeby nieskończonych dywagacji na temat inspiracji swoich prac.

Na szczęście miłośnicy sztuki wydawali się usatysfakcjonowani jego dziełami. Małomówność Tyce’a, niechęć do reklamy i natura samotnika dodawały mu tajemniczości, jak twierdził jego agent Tom.

Przyszedł na tę wystawę wyłącznie dlatego, że Tom nalegał, by spotkał się z bogatym prezesem, który chciał mieć rzeźbę w holu nowej siedziby swojej firmy. To zamówienie wspomogłoby uszczuplony budżet Tyce’a, więc nie mógł go zlekceważyć.

Wszystkie myśli o agencie i wystawie wyparowały, gdy ujrzał Sage. Po raz pierwszy po trzech latach. Wciąż była równie ponętna.

Zostawił prezesa, który okazał się kobietą, i to bardzo nim zainteresowaną, i ruszył przez tłum do byłej kochanki.

Jej włosy nie były czarne, to był najgłębszy, najciemniejszy odcień brązu, jak widział. Oczy miała niebieskie jak marokańskie płytki, a jej ciało wyrzeźbił balet. Była pełna wdzięku i seksapilu.

Była jedyną kobietą, która sprawiała, że jego serce biło szybciej, a on w duchu powtarzał: moja, moja, moja. Kiedy się do niej zbliżył, myślał o pościeli i ogromnym łóżku, i wydawało mu się naturalne zacząć rozmowę żartem z erotycznym podtekstem. Ona, rzecz jasna, uważała inaczej i zareagowała na to wściekłym policzkiem. Ale ponieważ w jej oczach dojrzał pożądanie i słyszał jej przyspieszony oddech, kiedy przycisnął wargi do jej ust, zignorował piekący ból policzka.

Godzinę później nadzy z trudem łapali oddech i tak mniej więcej pozostało przez resztę nocy. Tyce potarł twarz. Minionej nocy pozwolili mówić swoim ciałom, ale słońce już wzeszło i rzeczywistość pukała do drzwi.

Dosłownie. Otworzył drzwi łazienki i spojrzał w oczy Sage. Oczy Ballantyne’ów. Piękna, pomyślał. Przez większą część nocy się kochali, a on wciąż chciał więcej.

Czekał, aż Sage spyta, kiedy się znów zobaczą albo czy później do niej zadzwoni.

Jedno i drugie było wykluczone, łączyło ich zbyt wiele spraw, które to uniemożliwiały.

– Powinnam ci zrobić awanturę z powodu tej rzeźby – powiedziała – ale nie mam siły na nic poza kawą. Szkoda tylko, że nie masz kawy. Już sprawdziłam. Mieszkasz tu?

Jak by zareagowała, gdyby jej wyjawił, że od czasu do czasu korzysta z apartamentu w Chelsea należącego do jego najważniejszego klienta? Łatwiej było spotkać się z Sage na Manhattanie niż tłumaczyć jej i wszystkim innym, że choć jego rzeźby i obrazy osiągają ceny kilku milionów dolarów, pieniędzy wystarcza mu na zakup materiałów do pracy, opłaty i spłatę kredytu.

Sage czekała na odpowiedź, a ponieważ Tyce wciąż milczał, wzruszyła ramionami.

– Skoro nie masz eliksiru życia, wychodzę.

Chciał zaprotestować, ale wiedział, że tak będzie lepiej, więc tylko skinął głową.

Sage wciągnęła dżinsy i zapięła haftki biustonosza w kolorze lila. Tyce, który nago czuł się całkiem swobodnie, oparł się ramieniem o framugę. Wiedział, co myśli Sage. Jak to możliwe, że tak idealnie zgadzają się w łóżku, a poza sypialnią nie potrafią z sobą rozmawiać?

Już to przerabiali. W łóżku tworzyli zgrany duet, poza sypialnią przeciwnie. Przywykły do samotności Tyce nie potrafił poświęcić takiej samej uwagi Sage i swojej sztuce. Trzeba dodać, że sztuka zawsze wygrywała ten pojedynek. Musiał sprzedać możliwie najwięcej prac. Poza tym pragnął zachować emocjonalny dystans.

Związek z Sage czy kimkolwiek innym wymagał więcej niż Tyce miał do zaoferowania. Kochanki sprzeciwiały się jego potrzebie samotności, godzinom spędzanym w pracowni, którą opuszczał tylko po to, by coś zjeść, wziąć prysznic i, tak, dla seksu. Domagały się uwagi i uczucia, a jemu wystarczało komunikowanie się z ludźmi za pośrednictwem obrazów i rzeźb. Całą swoją energię emocjonalną zużył, opiekując się depresyjną matką i wychowując młodszą siostrę, i nie miał ochoty nigdy więcej czuć się jak na chybotliwej tratwie na wzburzonym morzu.

Wiedział, że Sage potrzebowała więcej i zasługiwała na więcej. Choć trudno było się z nią rozstać, wykorzystał śmierć wuja Sage, Connora, by się od niej odsunąć, a ona, o dziwo, nie oponowała.

Gdyby pomógł jej poradzić sobie ze śmiercią Connora, zamiast pływać po powierzchni, zanurkowaliby w głąb, a on był zbyt przerażony perspektywą utonięcia, by podjąć ryzyko.

Sytuacja była skomplikowana. Tyce i jego siostra Lachlyn byli jedynymi osobami, które wiedziały, że Lachlyn to nieślubna córka Connora Ballantyne’a. Co nie pomagało jego relacji z Sage. Obrazy i rzeźby były jedynymi rzeczami w życiu Tyce’a, które miały dla niego sens. Jeśli chodzi o sztukę, dokładnie wiedział, co robi.

Zdjął z wieszaka ręcznik i owinął się nim wokół bioder, patrząc na Sage, która wsuwała stopy w wysokie szpilki. Potem zarzuciła na ramię skórzaną torebkę.

– No to idę.

Była bliska łez. Serce go zakłuło. Nie chciał jej skrzywdzić ani teraz, ani przed trzema laty.

– Sage, ja… – Nie dokończył, nie wiedział, co powiedzieć. Nie idź? Dzięki za wspaniałą noc? Spróbujmy jeszcze raz?

To drugie było banalne, zaś trzecie niemożliwe, więc zrobił krok naprzód, a kiedy był już dość blisko, pocałował ją w skroń.

– Uważaj na siebie.

Sage wbiła ostry paznokieć w jego brzuch.

– Jeśli w którejś z twoich prac zobaczę coś, co będzie nawiązaniem do tej nocy, osobiście cię wypatroszę.

Nie patrząc na niego więcej, opuściła pokój. Doskonałe połączenie klasy i impertynencji.

Tyce wrócił do łazienki i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Mężczyzna, który na niego patrzył, nie zrobił na nim wrażenia. Jego siostra zasługiwała na to, aby być współwłaścicielką firmy, którą stworzył Connor, jej ojciec. Odkupując w tajemnicy udziały Ballantyne International, Tyce uważał, że postępuje słusznie. Seks z Sage nigdy nie stanowił części jego planu. Na początku chciał tylko ją poznać, by dowiedzieć się jak najwięcej o słynnej rodzinie z Manhattanu, ponieważ zamierzał wykorzystać tę wiedzę.

Sądził, że łatwo będzie od niej odejść, a jednak się mylił. Miniona noc to potwierdziła.

Pięść Tyce’a trafiła w lustro, szkło wypadło z ramy i wylądowało w umywalce i na podłodze. Tyce patrzył na swoje zniekształcone odbicie we fragmentach lustra, kiwając głową z satysfakcją.

Teraz bardziej przypominał siebie.

Tytuł oryginału: Unexpectedly Pregnant

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2018

Redaktor serii: Ewa Godycka

© 2018 by Joss Wood

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o. o.,Warszawa 2019

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieł w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych lub umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin (nazwa serii) są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327642493

Konwersja do formatu EPUB: Legimi S.A.