Najbogatszy człowiek w Babilonie - George S. Clason - ebook + audiobook

Najbogatszy człowiek w Babilonie ebook

George S. Clason

0,0
17,90 zł

lub
Opis

„Najbogatszy człowiek w Babilonie” George’a S. Clasona to jeden z największych bestsellerów wszech czasów na temat budowania zabezpieczenia finansowego. Publikacja wciąż przyciąga swoją treścią, a ilość sprzedanych egzemplarzy można liczyć w milionach.

Jego siłę stanowią nie tylko ponadczasowe rady dotyczące pokonywania kolejnych przeszkód na drodze do osiągnięcia niezależności finansowej, ale także niebanalna forma. Osadzenie akcji w starożytnym Babilonie, obrazowe przedstawienie problemów bohaterów w zarządzaniu finansami osobistymi, a także specyficzna prostota przekazu sprawiają, że odbiorca ma szansę łatwiejszego przyswojenia każdej z prezentowanych porad.

Zdecydowanie nie jest to zwyczajny zbiór wskazówek na temat sposobów bogacenia się. Autor zabiera nas w podróż do barwnego świata Babilonu i na przykładach z życia uczy fundamentalnych zasad mądrego zarządzania pieniędzmi.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 163

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Dom Wydawniczy Kontinuum przedstawia:

Najbogatszy człowiek w Babilonie 

Autor: George S. Clason
Tłumaczenie: Anna Płotkowska
Redakcja: Przemysław Andrzejewski

Przedmowa 

W jednej z naszych poprzednich publikacji z serii Klasyka rozwoju osobistego, przybliżyliśmy Państwu postać Johna D. Rockefellera. Audiobook pod tytułem „Droga na szczyt. Historia, która inspiruje” w barwnym skrócie opisuje karierę amerykańskiego przedsiębiorcy i filantropa. Uwypuklono w niej jego starania podjęte w celu osiągnięcia statusu najbogatszego człowieka w historii.

W tym samym cyklu ukazały się także teksty autorstwa Benjamina Franklina, takie jak „Droga do majątku i inne pisma” oraz „Jak się doskonalić, czyli 13 cnót wg Benjamina Franklina”. Amerykański polityk uchylił w nich całkiem sporego rąbka tajemnicy na temat zdobycia finansowej niezależności. Dzielił się też swoim bogatym doświadczeniem i refleksjami o praktycznym życiowym wymiarze. Wskazywał m.in. jak zapracować na szacunek otoczenia czy też w jaki sposób zarządzać domowym budżetem i oszczędzać pieniądze.

Tym razem prezentujemy jeden z największych bestsellerów wszech czasów na temat budowania zabezpieczenia finansowego. Książka, której za moment będziecie mogli posłuchać, została wydana po raz pierwszy w 1926 roku, a ilość sprzedanych egzemplarzy znacznie przekracza 2 miliony. Mimo upływu prawie 100 lat, dzieło amerykańskiego autora cały czas stanowi jeden z filarów literatury traktującej o zarządzaniu majątkiem.

Siłą i cechą charakterystyczną książki Clasona są nie tylko celne uwagi i ponadczasowe rady w kwestii pokonywania kolejnych przeszkód na drodze do osiągnięcia niezależności finansowej. Tym, co ją wyróżnia na tle innych poradników jest niebanalny chwyt literacki zastosowany przez autora. Otóż niniejsza publikacja nie jest zwyczajnym zbiorem praktycznych wskazówek na temat sposobów bogacenia się. Autor osadził akcję swojej opowieści w starożytnym Babilonie, w czasach jego wielkiej świetności. Dzięki temu zabiegowi, a także obrazowemu przedstawieniu problemów bohaterów w zarządzaniu finansami osobistymi, odbiorca ma szansę łatwiejszego przyswojenia każdej z prezentowanych porad.

Jedną z nich jest niezwykle popularna reguła “Najpierw zapłać sobie”. Jeśli sądzicie, że odkrył ją Robert Kiyosaki, który wiele o niej pisał w swoich publikacjach, to spieszymy poinformować, że już blisko 70 lat wcześniej w swojej książce przedstawił tę koncepcję George S. Clason. 

Trafnie, z właściwą sobie genialną prostotą wyraził ją też Warren Buffet, który mawiał: “Nie oszczędzaj tego, co zostało po wszystkich wydatkach, lecz wydawaj to, co zostaje po odłożeniu oszczędności.”

Clason, Kiyosaki i właśnie Buffett podkreślają, że wielu z nas w kwestii umiejętnego gromadzenia oszczędności zmaga się z problemem. Niejednokrotnie zdarza się, że nasze potrzeby pochłaniają cały przychód i nawet mimo wzrostu wynagrodzenia nie jesteśmy w stanie odłożyć pieniędzy. Zarabiając więcej pod koniec miesiąca i tak ze zdumieniem odkrywamy, że cała pensja się rozeszła i nie ma już czego zaoszczędzić. Z uwagi na tzw. “inflację potrzeb” im więcej zarabiamy, tym więcej wydajemy. Lista pragnień stale się rozrasta, a zatem nasze pieniądze trafiają do coraz większej liczby osób – sprzedawców, usługodawców itd. Stajemy się jedynie przekaźnikiem pieniędzy. Da się temu jednak z łatwością zaradzić. 

Zasada „najpierw zapłać sobie” spełnia rolę osobistego strażnika oszczędności. Aby zadziałała, musimy spełnić tylko 3 warunki: po pierwsze zdecydować, jaką część przychodu chcemy zaoszczędzić; następnie, zaraz po otrzymaniu wynagrodzenia, przelać ustalony wcześniej procent na osobne konto oszczędnościowe. Dalej pozostaje już tylko zachować konsekwencję i zbierać owoce swojego działania. “Najpierw zapłać sobie” to jedna z najważniejszych, a zarazem najbardziej skutecznych metod oszczędzania pieniędzy. Przy założeniu, że zamiast 100% naszego przychodu, do dyspozycji mamy 90%, prawie nie odczujemy braku pozostałych 10%. Co więcej, będziemy mogli cieszyć się wewnętrznym spokojem i satysfakcją płynącą z faktu, że zaczynamy budować poduszkę finansową na przyszłość. 

Książkę, którą mamy zaszczyt zaprezentować, można uznać za wciąż aktualną poprzedniczkę, może nawet starszą siostrę słynnej publikacji Kiyosakiego “Bogaty ojciec, biedny ojciec”. My proponujemy, abyście poznawali fundamentalne zasady mądrego zarządzania pieniędzmi, przenosząc się z nami w zaczarowany świat starożytnego Babilonu…

WSTĘP

Dobrobyt narodu jest pochodną powodzenia finansowego każdego z nas.

Ta książka traktuje o osobistym sukcesie każdego człowieka, rozumianym jako efekt własnych wysiłków i zdolności. Kluczem do sukcesu jest przygotowanie. Nasze czyny nie mogą być mądrzejsze niż nasze myśli. A nasze myśli nie mogą być mądrzejsze niż nasze zrozumienie.

To książka dla ludzi z pustymi portfelami, sklasyfikowana jako przewodnik do zrozumienia finansów. Jej celem jest przekazanie osobom dążącym do finansowego sukcesu wiedzy, która pomoże im zdobyć pieniądze, zaoszczędzić je, a nadwyżki skutecznie pomnożyć.

W tym celu przeniesiemy się do starożytnego Babilonu, kolebki podstawowych zasad finansowych, znanych i wykorzystywanych po dziś dzień na całym świecie.

Autor jest szczęśliwy i pełen nadziei, że nowi czytelnicy znajdą w tej publikacji podobną inspirację do zwiększenia stanu kont bankowych, osiągania sukcesów finansowych czy rozwiązywania trudnych problemów ekonomicznych, jak jej wcześniejsi, entuzjastyczni amerykańscy czytelnicy. 

Autor korzysta z okazji, by wyrazić swoją wdzięczność dyrektorom przedsiębiorstw, którzy chętnie rozpowszechniali jego historię wśród znajomych, członków rodziny, pracowników i wspólników. Nie ma lepszej rekomendacji niż opinia praktyków, ponieważ oni sami odnieśli wielkie sukcesy stosując przedstawiane zasady.

Babilon stał się najzamożniejszym z miast na świecie, ponieważ jego mieszkańcy byli najbogatszymi ludźmi tamtych czasów. Doceniali wartość pieniędzy. Stosowali rozsądne zasady, aby je zdobyć, zaoszczędzić i sprawić, by generowały one kolejne zyski. Zapewnili sobie to, czego wszyscy pragniemy... dochody na przyszłość. 

 George S. Clason

Przed Tobą rozciąga się przyszłość jak ścieżka, która prowadzi w dal. Wzdłuż tej ścieżki są ambicje, które chciałbyś spełnić… pragnienia, które chcesz zaspokoić. 

Aby móc zrealizować ambicje i pragnienia, musisz mieć pieniądze. Zastosuj przedstawione tutaj finansowe zasady. Niech wyprowadzą Cię one ze stanu ubóstwa do pełniejszego życia i pozwolą Ci się wzbogacić.

Niczym prawo grawitacji, są one uniwersalne i stałe.

Oby okazały się kluczem do pełnego portfela, większych sald na kontach bankowych i satysfakcjonującego postępu finansowego także dla Ciebie.

Pieniądze są środkiem, za pomocą którego mierzy się ziemski sukces.

Pieniądze umożliwiają korzystanie z tego, co ziemia wytwarza najlepszego. 

Pieniądze zdobywają ci, którzy rozumieją proste prawa rządzące ich pozyskiwaniem.

Pieniądze rządzą się dzisiaj tymi samymi prawami, co sześć tysięcy lat temu, gdy na ulicach Babilonu gromadzili się zamożni ludzie…

Człowiek, który pożądał złota

Bansir, budowniczy powozów z Babilonu był przygnębiony. Siedząc na swoim stołku pod niskim murem, który otaczał jego majątek, rozmyślał o skromnym domu. W warsztacie pod gołym niebem stał częściowo ukończony powóz. 

W otwartych drzwiach często pojawiała się jego żona. Ukradkowe spojrzenia kobiety przypominały mu, że torba na żywność jest prawie pusta i że powinien być w pracy przy wykańczaniu powozu, piłując, wbijając gwoździe, malując, polerując i napinając skóry na obręczach kół. Dzięki temu powóz byłby przygotowany do odbioru przez bogatego klienta i Bansir mógłby dostać za niego zapłatę. 

Jednak ten, niewzruszony oparł się swoim korpulentnym ciałem o mur. Jego otępiały umysł cierpliwie zmagał się z problemem, na który nie mógł znaleźć odpowiedzi. Palące, tropikalne słońce doliny Eufratu biło w niego niemiłosiernie. Krople potu tworzyły się na jego brwiach i ściekały w dół na gęsto zarośniętą klatkę piersiową.

Daleko za jego domem, nad którym górowały wysokie tarasowe mury otaczające pałac królewski, przebijała się przez błękit nieba barwna wieża świątyni Bela. W cieniu tej wspaniałości stał jego skromny dom i wiele innych, mniej czystych i zadbanych. Babilon był właśnie taki: mieszanina wielkości i ubóstwa, olśniewającego bogactwa i przeraźliwej nędzy.

Bansir odwracał się i widział za sobą hałaśliwe powozy bogaczy, stłoczonych i popychających się kupców w sandałach oraz bosych żebraków. Nawet bogaci byli zmuszeni wejść na chodniki, aby ustąpić miejsca długim rzędom niosących wodę niewolników pracujących dla króla. Każdy niósł ciężki bukłak z koziej skóry wypełniony wodą, którą nawadniano wiszące ogrody. 

Bansir był zbyt pochłonięty swoim problemem, by zwracać uwagę na chaotyczny gwar tętniącego życiem miasta. Z zamyślenia wyrwało go niespodziewane szarpnięcie strun znajomej liry. Odwrócił się i spojrzał w znajomą, uśmiechniętą twarz swojego najlepszego przyjaciela, muzyka Kobbiego.

– Niech bogowie błogosławią Twoją wielką wspaniałomyślność, mój przyjacielu – zaczął Kobbi wyszukanym pozdrowieniem. – Wydaje się, że już byli hojni dla Ciebie, bo nie musisz pracować. Cieszę się Twoim szczęściem i będę je podzielał jeszcze bardziej. Błagam, abyś z twej sakiewki, która musi być przepełniona pieniędzmi (inaczej byłbyś zajęty pracą w warsztacie) wydobył dwa skromne szekle i pożyczył mi je, aż do uczty zamożnych, która odbędzie się dzisiejszej nocy. Nie stracisz ich, zostaną Ci zwrócone.

– Gdybym ja miał dwa szekle – odpowiedział smutno Bansir – nawet jednego z nich nie mógłbym Ci pożyczyć, nawet Tobie, najlepszemu z przyjaciół, bo byłyby one moim całym majątkiem. I nikt nie pożycza całego majątku, nawet najlepszemu przyjacielowi.

– Co?! – wykrzyknął z prawdziwym zdziwieniem Kobbi. – Nie masz ani jednego szekla w kieszeni, a siedzisz jak posąg przymocowany do ściany! Dlaczego nie skończyłeś tego powozu? Za co kupisz jedzenie? Nie wyglądasz jak mój przyjaciel! Gdzie Twoja niespożyta energia? Czy coś Cię trapi? Czy bogowie sprowadzili na Ciebie kłopoty?

– To musi być cierpienie zesłane przez bogów – odparł Bansir. – Zaczęło się od głupiego snu. Śniło mi się, że jestem bogatym człowiekiem. Z mojego pasa zwisała ciężka sakwa wypełniona po brzegi monetami. Były tam szekle, które rzucałem beztrosko żebrakom; były srebrniki, za które kupowałem stroje dla żony i co tylko chciałem dla siebie; były złote monety, które sprawiały, że czułem się spokojny o przyszłość i bez lęku je wydawałem. Przepełniało mnie błogie uczucie zadowolenia. Nie poznałbyś swojego niestrudzonego przyjaciela. Nawet nie poznałbyś mojej żony, jej twarz była pozbawiona zmarszczek i rozpromieniona szczęściem. Znów była uśmiechniętą niewiastą z pierwszych dni małżeństwa.

– Niewątpliwie, przyjemny sen – rzekł Kobbi – tylko dlaczego tak przyjemne uczucie naszło Cię w cieniu ściany, gdy siedzisz niczym przykuty do niej posąg?

– Bo kiedy się obudziłem i przypomniałem sobie, jak pusta jest moja sakwa, ogarnęło mnie uczucie buntu. Przedyskutujmy to razem, bo jak mówią żeglarze, obaj płyniemy na tej samej łodzi. Jako dzieci razem chodziliśmy do kapłanów, aby zdobywać wiedzę. Jako młodzi kawalerowie dzieliliśmy przyjemności dojrzałych mężczyzn. Zawsze byliśmy bliskimi przyjaciółmi, szczęśliwymi istotami, zadowolonymi ze swojej pomyślności. Spełniamy się, gdy możemy pracować długie godziny i wydawać swobodnie nasze zarobki. W ciągu ostatnich kilku lat zarobiliśmy dużo pieniędzy, a jednak, aby poznać szczęście, które wiąże się z bogactwem musimy o nim marzyć. Ba! Nie jesteśmy wcale lepsi niż zwykłe owce! Mieszkamy w najbogatszym mieście na świecie. Podróżnicy twierdzą, że żadne inne nie dorównuje mu bogactwem. Wokół jest tyle przejawów dobrobytu, ale my nic z tego nie mamy. Za nami już połowa naszego życia, obaj ciężko pracujemy, a Ty, najlepszy z moich przyjaciół, masz pustą sakwę i pytasz czy pożyczę Ci, bagatela, dwa szekle, do czasu wieczornej uczty dla zamożnych. Więc co mam Ci odpowiedzieć? Mówię: "Oto moja sakwa i jej zawartością z chęcią się podzielę?”. Nie. Przyznaję, że moja sakwa jest równie pusta jak Twoja. Co się stało? Dlaczego nie możemy zdobyć więcej złota i srebra, niż tylko tyle, ile wystarcza na jedzenie i ubrania? Spójrzmy także na nasze dzieci – kontynuował Bansir. – Czy nie podążają one śladami swoich ojców? Czy one, ich rodziny i ich dzieci muszą spędzić całe życie pośród takich skarbów, a mimo to, tak jak my zadowalać się ucztą z cierpkiego koziego mleka i potrawki z jarzyn?

– Nigdy wcześniej, przez te wszystkie lata naszej przyjaźni o tym nie mówiłeś, Bansir  –  zadumał się Kobbi.

– Bo dotąd o tym nie myślałem. Od wczesnego świtu aż do zmroku, który mnie paraliżuje, pracuję budując najlepsze powozy, jakich żaden człowiek nie jest w stanie stworzyć. Pragnę z całego serca, by pewnego dnia bogowie dostrzegli mój niedostatek i obdarzyli mnie wielkim dobrobytem. Nigdy tego nie zrobili. W końcu zdaję sobie sprawę, że pewnie nigdy tego nie zrobią. Dlatego moje serce jest smutne. Pragnę być bogatym człowiekiem. Chciałbym posiadać własną ziemię i bydło, mieć wytworne ubrania i pieniądze w kieszeni. Jestem gotów pracować dla tych rzeczy całą siłą moich pleców, całą sprawnością moich rąk, całą bystrością mojego umysłu. Chcę, by moja praca została sprawiedliwie wynagrodzona. Co jest z nami nie tak? Pytam ponownie! Dlaczego nie mamy naszego sprawiedliwego udziału w dobrobycie? Posiadając złoto moglibyśmy opływać w kolejne bogactwa.

– Chcesz znać odpowiedź? – zapytał Kobbi. – Nie jestem bardziej zadowolony niż Ty. To, co zarobię dzięki mojej lirze szybko się rozchodzi. Często muszę planować, aby moja rodzina nie chodziła głodna. Również w mojej piersi jest głębokie pragnienie posiadania lepszej liry, która pozwoliłaby mi na wydobywanie dźwięków powstających w moim umyśle. Z takim instrumentem mógłbym tworzyć szlachetniejszą muzykę od tej, którą kiedykolwiek słyszał król.

– Powinieneś mieć taką lirę. Żaden człowiek w całym Babilonie oprócz Ciebie nie potrafiłby zagrać tak słodko, że nie tylko król, ale i sami bogowie odczuwaliby głęboki zachwyt. Możesz być pewny, że jesteśmy tak biedni jak niewolnicy króla! Posłuchaj bicia dzwonu! Nadchodzą! 

Bansir wskazał na długą kolumnę spoconych, półnagich tragarzy wody, którzy mozolnie szli od strony wąskich uliczek nad rzekę niosąc po pięć bukłaków w każdej ręce, każdy ugięty pod ich ciężarem.

– Spójrz! Wysocy blondyni z północy, uśmiechnięci czarnoskórzy z południa, niscy, ciemni mężczyźni z pobliskich krajów, wszyscy razem maszerują od rzeki do ogrodów, w górę i w dół, dzień po dniu, rok po roku. Nie czeka ich żadne szczęście. Łóżko ze słomy, na którym śpią, do jedzenia zupa z twardego zboża. Żal mi tych biednych istot, Kobbi.

– Ja też im współczuję. Chociaż dzięki Tobie widzę, jak niewiele lepiej nam się wiedzie, wolnym ludziom, jak sami siebie nazywamy.

– To prawda, Kobbi, cóż za nieprzyjemna prawda! Przecież nie chcemy rok za rokiem żyć jak niewolnicy. Pracując, pracując, pracując i nie osiągając niczego!

– A może moglibyśmy dowiedzieć się jak inni zdobywają złoto i robią to, co robią? – zapytał Kobbi.

– Być może jest jakiś sekret, który możemy poznać, jeśli zapytamy tych, co wiedzą – odrzekł zamyślony Bansir.

– Właśnie dzisiaj – powiedział Kobbi – nasz stary przyjaciel Arkad przejeżdżał w swoim pozłacanym powozie. Powiem Ci jedno: nie patrzył ponad moją skromną głową, co wielu z jego stanu mogłoby uważać za swoje prawo. On jednak pomachał ręką, aby wszyscy świadkowie widzieli, jak pozdrawia i obdarza przyjacielskim uśmiechem Kobbiego – muzyka. 

– Mówi się, że jest najbogatszym człowiekiem w całym Babilonie – wymamrotał Bansir.

– Tak bogaty, że ponoć król zasięga jego rady w sprawach swojego skarbca – odparł Kobbi.

– Tak bogaty – przerwał Bansir – że gdybym go spotkał w ciemnościach nocy, pewnie położyłbym ręce na jego pełnej sakwie!

– Co za nonsens! Bogactwo człowieka nie tkwi w sakwie, którą nosi. Pełna sakwa łatwo się opróżnia, jeśli nie ma strumienia, który ją ponownie napełnia. Arkad ma dochody, które stale wypełniają jego sakwę, bez względu na to, jak swobodnie je wydaje. 

– Dochód, o to chodzi! – krzyknął Bansir. – Chciałbym mieć dochód, który by stale napływał do mojej sakwy, niezależnie od tego, czy będę siedzieć na murku, czy podróżować po odległych krainach. Arkad musi wiedzieć jak człowiek może osiągać dochody dla siebie samego. Przypuszczasz, że jest coś, co mógłby wyjaśnić umysłowi tak powolnemu jak mój?

– Myślę, że przekazał wiedzę swojemu synowi Nomasirowi – odparł Kobbi. – On nie poszedł z synem do Niniwy. W gospodzie się mówi, że jego syn stał się bez pomocy ojca jednym z najbogatszych ludzi w tym mieście.

– Kobbi, podsunąłeś mi wspaniałą myśl – w oczach Bansira zabłysło nowe światło. – Nic nie kosztuje poproszenie o mądrą radę dobrego przyjaciela, a Arkad zawsze nim był. Nieważne, że nasze sakwy są tak puste jak zeszłoroczne gniazdo sokoła. Niech to nas nie powstrzyma. Jesteśmy zmęczeni brakiem złota pośród obfitości. Pragniemy zmienić się w bogaczy. Chodź, pójdźmy do Arkada i zapytajmy go jak my też moglibyśmy się wzbogacić.

– Mówisz z prawdziwym natchnieniem, Bansir. Przywodzisz mi na myśl nowe idee. Uświadomiłeś mi teraz dlaczego nigdy nie znaleźliśmy bogactwa. Bo nigdy go nie szukaliśmy. Ty pracowałeś cierpliwie, aby zbudować najbezpieczniejsze powozy Babilonu. Poświęcałeś temu wiele wysiłku. Dlatego właśnie odniosłeś sukces. Ja chciałem sprawnie grać na lirze i to mi się udało. W tych rzeczach, ku którym dokładamy wszelakich starań, odnosimy sukcesy. Bogowie są zadowoleni, więc pozwalają nam tak dalej postępować. Teraz w końcu widzimy światło, które świeci jak słońce o świcie. Proponuje, abyśmy uczyli się więcej, abyśmy mogli bardziej się rozwijać. Z nowymi ideami znajdziemy odpowiednie środki, aby zaspokoić pragnienia.

– Jedźmy dziś do Arkada – nalegał Bansir. – Poprośmy również naszych przyjaciół z dzieciństwa, którym nie powiodło się lepiej niż nam, aby do nas dołączyli. Oni też mogą podzielić się swoją wiedzą.

– Zawsze myślisz o swoich przyjaciołach, Bansir. Dlatego masz ich tak wielu. Będzie tak, jak mówisz. Pojedziemy dzisiaj i zabierzemy ich ze sobą.

Najbogatszy człowiek Babilonu

W starym Babilonie żył pewien bardzo bogaty człowiek imieniem Arkad. Wzdłuż i wszerz słynął z wielkiego bogactwa. Był też znany ze szczodrości. Był hojny, wielkoduszny dla rodziny i pobłażliwy we własnych wydatkach. A jednak każdego roku jego majątek rósł szybciej niż to, co wydawał.

I byli przyjaciele z jego młodości, którzy przyszli do niego i powiedzieli:

– Ty, Arkad, masz więcej szczęścia niż my. Stałeś się najbogatszym człowiekiem w całym Babilonie, kiedy my walczymy o przetrwanie. Możesz nosić wytworne ubrania i cieszyć się wykwintnymi daniami. My musimy być wdzięczni, jeśli możemy odziać nasze rodziny przyzwoicie i wyżywić je jak najlepiej tylko potrafimy. A jednak kiedyś byliśmy sobie równi. Uczyliśmy się u tego samego nauczyciela, graliśmy w te same gry. I ani w nauce, ani w grach nie byłeś lepszy od nas. Od tamtych lat nie byłeś bardziej honorowym mieszkańcem niż my. Z tego, co widzieliśmy nie pracowałeś ani ciężej, ani bardziej wytrwale. Dlaczego więc kapryśne szczęście Tobie sprzyja, a nas ignoruje, choć również na nie zasługujemy?

Natychmiast Arkad sprzeciwił się im, mówiąc:

– Jeśli w ciągu lat, które upłynęły od naszej młodości nie osiągnęliście nic więcej, niż tylko skromną egzystencję, to dlatego, że albo nie udało wam się poznać praw dotyczących wzbogacania się, albo ich nie przestrzegacie. Kapryśne szczęście jest złośliwą boginią, która nie przynosi nikomu trwałego dobra. Wprost przeciwnie, doprowadza do ruiny prawie każdego człowieka, któremu złoto zawróciło w głowie. Zmienia ich w bezczelnych rozrzutników, którzy szybko roztrwaniają wszystko, co otrzymują i rzuca ich na pastwę przemożnych żądz i pragnień, których nie są w stanie zaspokoić. Są jeszcze inni, którym ona sprzyja, jednak później stają się nędznikami, bo gromadzą swoje bogactwa, bojąc się wydawać i wiedząc, że nie posiadają zdolności do ich zastąpienia. Poza tym, nęka ich strach przed złodziejami, są skazani na życie w pustce i skrytej nędzy. Zapewne są i tacy, którzy pomnażają otrzymane złoto, są zadowolonymi i szczęśliwymi obywatelami. Jest ich jednak bardzo niewielu... Znam ich tylko ze słyszenia. Pomyślcie o ludziach, którzy niespodziewanie odziedziczyli bogactwo i zobaczcie, czy tak faktycznie nie jest.

Jego przyjaciele przyznali, że w odniesieniu do osób im znanych, które odziedziczyły bogactwa, te słowa były prawdziwe. Usilnie go prosili, aby wyjaśnił jak doszedł do tak wielkiego majątku. Rzekł im:

– W mojej młodości rozglądałem się wokół siebie i widziałem wszystkie dobre rzeczy, które przynoszą szczęście i zadowolenie. Zrozumiałem, że bogactwo je potęguje. Bogactwo to władza. Dzięki niemu wiele rzeczy jest możliwych. Można ozdobić dom najdroższymi meblami. Można żeglować po dalekich morzach. Można jeść smakołyki z odległych krain. Można kupić ornament u złotnika i rzeźbiarza. Można budować imponujące świątynie bogom. Można robić te wszystkie rzeczy i wiele innych, w których jest rozkosz dla zmysłów i zadowolenie dla duszy.

Kiedy to wszystko sobie uświadomiłem, postanowiłem, że będę domagał się udziału w dobrach dostępnych w życiu. Nie chciałem być jednym z tych, którzy stoją z boku i z zazdrością patrzą, jak inni się bawią. Nie zadowoliłoby mnie noszenie najtańszych ubrań, które wyglądałyby przyzwoicie. Nie byłbym szczęśliwy jak wielu biednych ludzi. Wręcz przeciwnie, zdecydowałem uczynić siebie gościem na uczcie dostatku.

Będąc synem