Wydawca: Studio Emka Kategoria: Specjalistyczne Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 393 Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Odtwórz fragment audiobooka:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 1 godz. 10 min Lektor: Krzysztof Ibisz

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Audiobooka posłuchasz na:

tablecie MP3
smartfonie MP3
komputerze MP3
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Posłuchaj fragmentu audiobooka Czas: 1 godz. 10 min Lektor: Krzysztof Ibisz

Opis ebooka Myśl i bogać się - Napoleon Hill

Książka N. Hilla tłumaczona na wiele języków i wydana w milionowych nakładach w wielu krajach świata, stała się nie kwestionowanym, klasycznym dziełem literatury motywującej działania ludzkie. Napisana z inspiracji Andrew Carnegiego, przez swych niezliczonych czytelników uważana jest za "kartę powołania", która - na przekór trudnościom ocenianym przez inne systemy motywacyjne jako niepokonalne - skierowała ich na droge wiodącą do sławy i bogactwa. Książka Myśl i bogać się wraz z PODRĘCZNYM PORADNIKIEM odmieniła życie milionów meżczyzn i kobiet, zarówno dorosłych, jak i wkraczających w dojrzałe życie i stworzyła wspaniałe dziedzictwo osiągnieć dokonanych przez dzisiejszych i wczorajszych czołowych działaczy w dziedzinie biznesu, administracji rządowej i życia publicznego. Czytając tę książke pamiętaj, że przedstawia ona fakty, a nie zmyślenia, a jej celem jest przekazanie prawdy uniwersalnej, z której wszyscy przygotowani na jej przyjęcie dowiedzą się, co robić ze swym życiem i jak osiągnąć życiowy cel. Znajdą też w niej bodziec potrzebny do rozpoczecia nowego życia.

Opinie o ebooku Myśl i bogać się - Napoleon Hill

Cytaty z ebooka Myśl i bogać się - Napoleon Hill

Każda istota ludzka osiągająca wiek, w którym pojmuje się przydatność pieniędzy, zaczyna ich pragnąć. Pragnienie nie przynosi bogactwa. Ale żądza bogactw rodząca stan umysłu bliski obsesji, a następnie zaplanowanie określonych dróg i sposobów dochodzenia do bogactwa, wsparte wytrwałością, która nie uznaje klęski , bogactwo przyniesie.
Wyobrażając sobie pieniądze, które zamierzasz zdobyć (trzymając oczy zamknięte) ujrzyj siebie wykonującego jakąś czynność lub dokonującego jakiejś transakcji, w której wyniku pragniesz te pieniądze uzyskać. To bardzo ważne! Teraz zaczyna
Jeśli się zastanawiasz nad uzupełnianiem wykształcenia, najpierw określ sobie wyraźnie cel, do którego zdobywania wiedza będzie ci potrzebna, następnie ustal, gdzie ten szczególny rodzaj wiedzy najprościej będzie ci zdobyć.
Im wytrwałej podążasz właściwą drogą, tym bardziej się zbliżasz do sukcesu. Bardzo wielu ludzi rezygnuje w chwili, kiedy ów sukces mają już w zasięgu ręki. Pozostawiają go do wzięcia innym. Wytknięty cel jest podstawą wszelkich osiągnięć, zarówno mniejszych, jak i większych. Nawet silny mężczyzna może zostać pokonany przez dziecko, które zdąża do celu. Podporządkuj swe nawyki myślowe wadze twego życiowego zadania, a zdołasz osiągnąć nawet to, co się wydaje niemożliwe.
Kiedy sprawa, której pragniesz dokonać, jest słuszna i wierzysz w nią , dąż do jej osiągnięcia! Wypełnij nią swe marzenia i nie zwracaj uwagi na przejściowe porażki, ponieważ „one same” zapewne nie wiedzą, że każda porażka mieści w sobie zalążek równoważącego ją powodzenia.
Sześć kroków wiodących od żądzy bogactwa do zdobycia pieniędzy Ustal sobie dokładną sumę pieniędzy, której pożądasz. Nie wystarczy powiedzieć sobie tylko „Chcę mieć dużo pieniędzy”. Bądź dokładny w określeniu tej sumy. (Jest pewien powód psychologiczny tej dokładności, który omówię w następnym rozdziale). Określ sobie dokładnie, co zamierzasz dać z siebie w zamian za pieniądze, których pożądasz. (Nie ma tak w życiu, aby zyskać „coś za nic”). Wyznacz dokładną datę, w której będziesz posiadał pieniądze, których łakniesz. Opracuj dokładny plan realizacji swej żądzy i przystąp od razu do jego realizacji niezależnie od tego, czy już jesteś, czy nie jesteś gotów do działania. Napisz sobie jasne, zwięzłe oświadczenie określające sumę pieniędzy, którą zamierzasz zdobyć, termin, w którym musisz tego dokonać, zobowiązania dotyczące tego, co zamierzasz dać z siebie w zamian za te pieniądze i przedstaw w nim jasno plan prowadzący do zdobycia tych pieniędzy. Odczytuj sobie to oświadczenie na głos dwa razy dziennie, raz przed snem, drugi raz – rano po przebudzeniu. W trakcie czytania czuj się i zachowuj, jakbyś wierzył, że już te pieniądze zdobyłeś. Jest rzeczą bardzo ważną, abyś dokładnie wypełniał wszystkie zalecenia
Sukces bierze się z woli człowieka – Cały tkwi w jego nastawieniu umysłowym. Jeśli myślisz , że się zdeklasujesz, jużeś zdeklasowany, Masz myśleć śmiało, by się podnieść, Masz być pewny siebie , zanim Kiedykolwiek zdobędziesz nagrodę. Zwycięstwa w życiu nie zawsze należą Do ludzi silniejszych i szybszych, Prędzej czy później zwycięża ten, Kto MYŚLI, ŻE CHCE ZWYCIĘŻYĆ.
Puste, wyprane z emocji, słowa nie znajdują drogi do podświadomego myślenia. Nie osiągniecie godnych uznania wyników, dopóki nie nauczycie się wpajać w wasze myślenie podświadome myśli lub wypowiadanych na głos wyrazów, którym nadacie wartość uczuciową poprzez wiarę.
Ustal sobie jako cel określoną sumę i niech to będzie suma znaczna. Ustal również datę uzyskania tych pieniędzy. Kiedy podświadomość podsunie ci plan, natychmiast przystępuj do jego realizacji. Inspiracja przychodzi wcześnie i musi być natychmiast podchwycona. „Czekanie na właściwy moment” może cię zgubić.
Kiedy ją już przeczytasz całą, wróć do niniejszego rozdziału i wypełnij myślą i czynem to oto zalecenie: Odczytuj cały ten rozdział na głos każdego wieczora aż do czasu, kiedy nabierzesz pewności, że zasada autosugestii jest czymś zdrowym, czymś co ci zapewni wszystko o co za jej pomocą zabiegasz.
Wszystkie „przełomowe chwile”, których potrzebę odczuwasz, dyktowane są wymaganiami twej wyobraźni. Wyobraźnia jest warsztatem twego mózgu, w którym energię myślową przetwarza się w dokonania i w życiowe powodzenie.
„Pewnego sobotniego popołudnia siedziałem sobie w pokoju rozmyślając o sposobach i środkach zdobycia pieniędzy potrzebnych na realizację mego zamierzenia. Zastanawiałem się nad tą kwestią przez całe dwa lata, ale ciągle nie wykraczałem poza rozmyślania! Nagle przejęła mnie myśl, że zdobędę ów potrzebny mi milion w ciągu tygodnia. Jak? Nie przejmowałem się tym. Najważniejszą sprawą była decyzja zdobycia tych pieniędzy w określonym czasie; i chcę wam powiedzieć, że w chwili, kiedy tę decyzję podjąłem, owładnęło mną dziwne uczucie pewności, uczucie, jakiego nigdy przedtem nie zaznałem. Coś w mym wnętrzu zdawało się mi mówić: «Dlaczegoś tak zwlekał z tą decyzją? Przez cały ten czas pieniądze na ciebie czekały!»
Wyobraźnia syntetyzująca : za jej pomocą człowiek może włączać dawne pomysły, koncepcje, idee i plany w nowe układy. Sam zmysł syntezy nic nie wytwarza . Zajmuje się po prostu doświadczeniem, wykształceniem i obserwacją, którą się żywi. Zmysł ten wykorzystywany jest przede wszystkim przez wynalazców, z wyjątkiem geniuszów, którzy włączają natychmiast wyobraźnię twórczą, ilekroć nie mogą się zadowolić wyobraźnią syntetyzującą.
Wyobraźnia, twórcza : za pomocą siły wyobraźni ograniczony umysł ludzki kontaktuje się z Nieograniczonym Rozumem. To poprzez te zdolności umysłowe doznaje się „olśnień” i „natchnień”. I za ich pośrednictwem wszystkie podstawowe i nowe idee trafiają do człowieczeństwa. Za ich pośrednictwem wreszcie człowiek może „dostroić się” do podświadomego odczuwania innych ludzi i wejść z nimi w kontakt.
Wybierz sobie zalecenia najbardziej ci odpowiadające i zacznij od spisania swego planu na papierze, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś. W chwili, w której ten plan przelałeś na papier, nadałeś już konkretną formę nieokreślonemu przedtem pożądaniu. Przeczytaj poprzednie zdanie ponownie. Przeczytaj je na głos, wolno, a potem zapamiętaj, że od chwili, w której spisałeś na papierze swą żądzę lub plan jej zaspokojenia, dokonałeś już pierwszego kroku wiodącego ku umiejętności przetwarzania myśli w jej fizyczny ekwiwalent.
Większość z nas przegrywa walkę z życiem, ponieważ czeka „na właściwy moment” rozpoczęcia jakiejś działalności. Nie czekaj na coś takiego, nigdy nie nadejdzie „najwłaściwszy moment”. Startuj z punktu, w którym się znajdujesz, z tymi środkami, które masz w ręku, lepsze znajdziesz w toku działania!
Cztery kroki do wytrwałości Określony cel wsparty gorącą żądzą jego osiągnięcia. Określony plan przewidujący stałą działalność. Umysł odporny na wszystkie negatywne i zniechęcające wpływy, włącznie z deprymującymi przestrogami krewnych, znajomych, przyjaciół i współpracowników. Przyjacielski związek z jedną lub kilkoma osobami, które będą umacniały cię w trwaniu przy wytkniętym planie działań i ich celu.
ustanowiłem sobie jako zwyczaj naśladowanie dziewięciu ludzi, których dokonania życiowe wywarły na mnie najsilniejsze wrażenie. Są to: Emerson, Paine, Edison, Darwin, Lincoln, Burbank, Napoleon, Ford i Carnegie. Przez długie lata, każdego wieczoru zwoływałem w mej wyobraźni posiedzenie zespołu doradczego złożonego z tych osób, które nazywałem „niewidzialnymi doradcami”.
Dokonaj wewnętrznego bilansu, sprawdź, czy jakieś resztki lęku nie stają ci jeszcze na drodze do powodzenia. Myśl odważnie i dąż naprzód – ponieważ nic, absolutnie nic, nie jest w stanie powstrzymać cię na obranej drodze życiowej.
Przysposobienie to nie jest trudne. Rozpoczyna się od zbadania i zrozumienia natury trzech przeciwników, od których musisz się uwolnić – niezdecydowania, zwątpienia i lęku. Szósty zmysł nigdy nie zacznie działać, dopóki w twym umyśle pozostaną jakiekolwiek pozostałości po którymś z tych przeciwników. Członkowie tego niechlubnego trio są nierozłączni; kiedy pojawia się jeden, dwaj inni czają się tuż obok.

Fragment ebooka Myśl i bogać się - Napoleon Hill

Pu­bli­shed by the Pen­gu­in Gro­up

Pen­gu­in Bo­oks USA Inc 375 Hud­son Stre­et

New York, New York 10014 USA

Ty­tuł ory­gi­na­łu

Think and Grow Rich Ac­tion Pack

Prze­kład

Wa­cław Sad­kow­ski

Re­dak­cja i ko­rek­ta

Ze­spół

Pro­jekt okład­ki

Ma­rek Za­dwor­ny

Co­py­ri­ght © 1972 by Haw­thorn Bo­oks Inc.

Think and Grow Rich New and Re­vi­sed Edi­tion

Co­py­ri­ght © 1937, 1960, 1966, 1967 by Na­po­le­on Hill Fo­un­da­tion

Co­py­ri­ght © 1968 by Haw­thorn Bo­oks Inc.

© Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion Wy­daw­nic­two Stu­dio EMKA

Wszel­kie in­for­ma­cje, włącz­nie z pra­wem do re­pro­duk­cji tek­stu w ca­ło­ści lub w ja­kiej­kol­wiek for­mie, za­strze­żo­ne.

Wszel­kich in­for­ma­cji udzie­la:

Wy­daw­nic­two Stu­dio EMKA

ul. Kró­lo­wej Al­do­ny 6, 03-928 War­sza­wa

tel./faks 22 628 08 38,616 00 67

wy­daw­nic­two@stu­dio­em­ka.com.pl

www.stu­dio­em­ka.com.pl

ISBN 978-83-62304-66-0

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

… Każ­de do­ko­na­nie, wszyst­kie zdo­by­te przez lu­dzi bo­gac­twa mają swe źró­dła w ich my­ślach…

An­drew Car­ne­gie

Oto tra­fia Wam do rąk jed­na z tych ksią­żek, któ­re wy­war­ły naj­więk­szy wpływ na czy­tel­ni­ków. Przed­sta­wia ona spraw­dzo­ny plan pro­wa­dzą­cy do zdo­by­cia bo­gac­twa. Wy­ja­śnia, w jaki spo­sób za­sto­so­wać ten plan w prak­ty­ce, po­czy­na­jąc od tej chwi­li, od dziś.

Co spra­wia, że nie­któ­rzy lu­dzie idą przez ży­cie prze­bo­jem, od suk­ce­su do suk­ce­su, po­mna­ża­jąc swe do­cho­dy i ży­cio­we szczę­ście – a inni na­wet nie pró­bu­ją o nie za­bie­gać?

Co spra­wia, że ktoś uzy­sku­je po­waż­ne wpły­wy oso­bi­ste, a ktoś inny po­zo­sta­je jed­nost­ką bez zna­cze­nia? Co jest przy­czy­ną po­wo­du­ją­cą, iż je­den czło­wiek znaj­du­je wyj­ście z każ­dej sy­tu­acji, to­ru­je so­bie dro­gę przez prze­ciw­no­ści ży­cia, uzy­sku­jąc speł­nie­nie swych naj­droż­szych ma­rzeń – a dru­gi za­ła­mu­je się, prze­gry­wa, nie do­cho­dzi do ni­cze­go?

Przed laty au­tor tej książ­ki, Na­po­le­on Hill, za­siadł do roz­mo­wy z jed­nym spo­śród naj­bo­gat­szych wów­czas lu­dzi na świe­cie, An­drew Car­ne­giem, i uzy­skał odeń pierw­szą za­po­wiedź wy­ja­wie­nia tej wiel­kiej Ta­jem­ni­cy. Car­ne­gie za­chę­cił wte­dy Hil­la do ba­da­nia, w jaki spo­sób inni lu­dzie z tej Ta­jem­ni­cy ko­rzy­sta­li, do stu­dio­wa­nia ich me­tod po­słu­gi­wa­nia się nią – i do opra­co­wa­nia pro­ste­go pla­nu wio­dą­ce­go do zdo­by­cia bo­gac­twa, któ­ry moż­na by przed­sta­wić świa­tu jako Plan Mi­strzow­ski.

MYŚL I BO­GAĆ SIĘ ujaw­nia tę Ta­jem­ni­cę i przed­sta­wia ów Plan. Od pierw­sze­go wy­da­nia tej książ­ki w roku 1937 uka­za­ły się 42 jej ko­lej­ne edy­cje, dru­ko­wa­ne w mak­sy­mal­nym po­śpie­chu, ja­kie­go wy­ma­ga­ło za­po­trze­bo­wa­nie na nią. Wy­da­nie ni­niej­sze do­sto­so­wa­ne jest do wy­mo­gów chwi­li obec­nej, wy­po­sa­żo­no je w spe­cjal­ne udo­god­nie­nia w ko­rzy­sta­niu z tek­stu książ­ki, w tym tak­że w krót­kie wnio­ski za­my­ka­ją­ce każ­dy z jej roz­dzia­łów, słu­żą­ce od­świe­że­niu tre­ści da­ne­go roz­dzia­łu w pa­mię­ci.

Tak więc mamy na­resz­cie pro­stą, pew­ną dro­gę do po­ko­na­nia wszel­kich prze­ciw­no­ści, speł­nie­nia wszel­kich dą­żeń, zdo­by­cia ży­cio­we­go suk­ce­su. Książ­ka ta wstrzą­śnie Tobą dzię­ki swej mocy do­ko­na­nia w Twym ży­ciu głę­bo­kiej prze­mia­ny. Zro­zu­miesz dzię­ki niej, dla­cze­go nie­któ­rzy lu­dzie do­cho­dzą do wiel­kich pie­nię­dzy i suk­ce­sów ży­cio­wych – bo sam sta­niesz się jed­nym z nich.

W każ­dym roz­dzia­le tej książ­ki oma­wiam jed­ną z przy­no­szą­cych pie­nią­dze ta­jem­nic, któ­re umoż­li­wi­ły zdo­by­cie for­tu­ny set­kom naj­bo­gat­szych lu­dzi na świe­cie – lu­dziom, któ­rych do­ko­na­nia ży­cio­we ana­li­zo­wa­łem przez dłu­gie lata.

Na ta­jem­ni­cę ich suk­ce­su zwró­cił mi uwa­gę przed po­nad pól wie­kiem An­drew Car­ne­gie. Ten ob­rot­ny, miły w obej­ściu sta­ry Szkot, cier­pli­wie wbi­jał mi ją do gło­wy, kie­dy by­łem jesz­cze ma­łym chłop­cem. A po­tem osu­wał się w głąb swe­go fo­te­la i z bły­skiem roz­ba­wie­nia w oku spraw­dzał, czy mam dość ole­ju w gło­wie, aby w peł­ni do­ce­nić to, co mi wy­ja­wił.

A kie­dy się już upew­nił, że po­ją­łem jego myśl, za­py­tał, czy był­bym go­tów po­świę­cić ja­kieś dwa­dzie­ścia lat, albo i wię­cej, by się przy­go­to­wać do przed­sta­wie­nia tej my­śli świa­tu, ko­bie­tom i męż­czy­znom, któ­rzy bez po­zna­nia tej my­śli mo­gli­by za­znać ży­cio­wej klę­ski. Od­rze­kłem, że się tego po­dej­mę i oto, przy współ­pra­cy pana Car­ne­gie­go, do­trzy­mu­ję tego zo­bo­wią­za­nia.

Książ­ka ni­niej­sza wy­ja­wia tę ta­jem­ni­cę, do­wie­dzio­ną do­świad­cze­niem ży­cio­wym ty­się­cy lu­dzi z róż­nych dzie­dzin ży­cia. To wła­śnie od pana Car­ne­gie­go po­cho­dzi po­mysł, by ową ma­gicz­ną for­mu­łę, któ­ra jemu sa­me­mu przy­nio­sła wspa­nia­ły ży­cio­wy suk­ces, od­nieść do do­ko­nań lu­dzi, któ­rzy nie mie­li cza­su za­sta­na­wiać się nad spo­so­bem, w jaki do­cho­dzi się do bo­gac­twa; miał on też na­dzie­ję, że będę mógł do­wieść słusz­no­ści tej for­mu­ły, po­twier­dzo­nej do­świad­cze­niem każ­de­go z tych męż­czyzn i każ­dej z tych ko­biet. Pan Car­ne­gie są­dził, że jego teo­rię bę­dzie się wy­kła­da­ło we wszyst­kich szko­łach i wy­ra­żał prze­ko­na­nie, iż gdy­by uczo­no jej w na­le­ży­ty spo­sób, zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wa­ła­by cały sys­tem oświa­to­wy w tak znacz­nym stop­niu, że czas prze­zna­czo­ny na kształ­ce­nie mło­dzie­ży moż­na by zre­du­ko­wać do po­ło­wy.

Au­ten­tycz­ne ży­cio­ry­sy do­wo­dzą za­dzi­wia­ją­cej siły Ta­jem­ni­cy Suk­ce­su

W roz­dzia­le IIIpo­świę­co­nym Wie­rze w sie­bie znaj­dzie­cie za­dzi­wia­ją­cą hi­sto­rię two­rze­nia gi­gan­tycz­ne­go kon­cer­nu Uni­ted Sta­tes Ste­el Cor­po­ra­tion, po­wo­ła­ne­go do ży­cia i kie­ro­wa­ne­go przez mło­de­go czło­wie­ka, na któ­re­go przy­kła­dzie pan Car­ne­gie do­wo­dzi, iż jego teo­ria spraw­dza się na każ­dym czło­wie­ku, któ­ry ją przyj­mie. Wier­ne za­sto­so­wa­nie tej ta­jem­ni­cy przy­nio­sło Char­le­so­wi M. Schwa­bo­wi ogrom­ne pie­nią­dze i wpły­wy. Mó­wiąc otwar­cie, za­sto­so­wa­nie tej for­mu­ły przy­spo­rzy­ło panu Schwa­bo­wi sześć­set ty­się­cy do­la­rów.

Fak­ty ta­kie – do­brze zna­ne nie­mal wszyst­kim, któ­rzy zna­li pana Car­ne­gie­go – dają czy­tel­ni­ko­wi ja­sne wy­obra­że­nie o tym, co może mu za­ofe­ro­wać lek­tu­ra tej książ­ki, w ja­kim stop­niu może mu ona uświa­do­mić, cze­go na­praw­dę pra­gnie.

Ta­jem­ni­cę suk­ce­su prze­ka­za­no ty­siąc­om męż­czyzn i ko­biet, któ­rzy zgod­nie z ży­cze­niem pana Car­ne­gie­go wy­ko­rzy­sta­li ją dla wła­sne­go po­żyt­ku. Nie­któ­rzy z nich zdo­by­li dzię­ki niej for­tu­nę. Inni wy­ko­rzy­sta­li ją osią­ga­jąc har­mo­nię w ro­dzi­nie. Pe­wien urzęd­nik sto­so­wał ją tak sku­tecz­nie, że za­pew­nia­ła mu ona do­chód prze­kra­cza­ją­cy 75 ty­się­cy do­la­rów rocz­nie1.

Kra­wiec z Cin­cin­na­ti, Ar­thur Nash, po­sta­no­wił wy­ko­rzy­stać swe ban­kru­tu­ją­ce przed­się­bior­stwo jako „kró­li­ka do­świad­czal­ne­go”, na któ­rym chciał spraw­dzić dzia­ła­nie for­mu­ły. Przed­się­bior­stwo roz­kwi­tło i przy­nio­sło wła­ści­cie­lom znacz­ne do­cho­dy. I nadal zna­ko­mi­cie pro­spe­ru­je, mimo iż pan Nash już zmarł. Eks­pe­ry­ment prze­zeń do­ko­na­ny uzna­no za wy­jąt­ko­wy, a ga­ze­ty i cza­so­pi­sma po­świę­ci­ły mu tyle miej­sca, iż za jego wy­ko­rzy­sta­nie na re­kla­my mu­sia­no by wy­dać ok. mi­lio­na do­la­rów.

Ta­jem­ni­cę tę po­znał rów­nież Stu­art Au­stin Wier, miesz­ka­niec mia­sta Dal­las w Tek­sa­sie. Przy­jął ją z ta­kim za­pa­łem, że po­rzu­cił uprzed­ni za­wód i pod­jął stu­dia praw­ni­cze. Czy mu się po­wio­dło? I o tym zda­rze­niu opo­wiem.

Kie­dy pra­co­wa­łem jako akwi­zy­tor ogło­sze­nio­wy w La­Sal­le Exten­sion Uni­ver­si­ty, mia­łem moż­ność przy­glą­dać się, jak rek­tor tego uni­wer­sy­te­tu, J. G. Cha­pli­ne, sto­su­jąc tę for­mu­łę prze­kształ­cił go w jed­ną z naj­znacz­niej­szych w ska­li kra­ju uczel­ni dla stu­den­tów za­ocz­nych.

Ta­jem­ni­cę, o któ­rej tu mó­wię, cha­rak­te­ry­zu­ję w książ­ce przy­najm­niej sto razy. Nie na­zy­wam jej wprost, po­nie­waż wy­da­je się, iż jest sku­tecz­niej­sza, kie­dy po­zo­sta­je czę­ścio­wo uta­jo­na, choć znaj­du­je się w za­się­gu wzro­ku i kie­dy ci, któ­rzy doj­rze­li do jej przy­ję­cia, mogą do niej do­trzeć wła­snym wy­sił­kiem.

Wła­śnie dla­te­go pan Car­ne­gie za­wie­rzał mi ją tak cier­pli­wie, nie na­zy­wa­jąc jej po imie­niu.

Ta­jem­ni­ca prze­ma­wia do tych, któ­rzy chcą słu­chać

Je­śli je­steś go­tów ją przy­jąć, od­naj­dziesz ją przy­najm­niej w jed­nym frag­men­cie każ­de­go roz­dzia­łu. Mógł­bym sko­rzy­stać z przy­wi­le­ju uświa­do­mie­nia ci, w jaki spo­sób mo­żesz stwier­dzić, że już je­steś przy­go­to­wa­ny na jej przy­ję­cie, ale po­zba­wi­ło­by cię to więk­szo­ści ko­rzy­ści, ja­kie pły­ną z do­ko­na­nia tego od­kry­cia na wła­sną rękę.

Je­śli pod­da­łeś się znie­chę­ce­niu, je­śli przy­pa­dło ci w udzia­le zma­gać się z prze­ciw­no­ścia­mi ży­cia, któ­re przy­ga­si­ły w to­bie du­cha, je­śli pró­by spro­sta­nia wy­zwa­niom ży­cia, ja­kie po­dej­mo­wa­łeś, za­koń­czy­ły się klę­ską, albo też je­śli do­zna­łeś upo­śle­dzeń w wy­ni­ku cho­ro­by lub fi­zycz­nych oka­le­czeń, niech przy­kład mo­je­go syna i jego spo­sób za­sto­so­wa­nia teo­rii Car­ne­gie­go wyda ci się oazą na „pu­sty­ni stra­co­nych na­dziei”.

Ta­jem­ni­cę tę wy­ko­rzy­sty­wał w sze­ro­kim za­kre­sie pre­zy­dent Wo­odrow Wil­son w cza­sie I woj­ny świa­to­wej. Prze­ka­zy­wa­no ją żoł­nie­rzom w cza­sie szko­le­nia, ja­kie od­by­wa­li przed wy­ru­sze­niem na front. Pre­zy­dent Wil­son zwie­rzył mi się, że w znacz­nym stop­niu do­po­mo­gła ona w zbie­ra­niu fun­du­szów na cele wo­jen­ne.

Szcze­gól­ną wła­ści­wo­ścią tej ta­jem­ni­cy jest to, że ci, któ­rzy ją po­zna­li i za­sto­so­wa­li się do niej, zo­sta­li wcią­gnię­ci na dro­gę do ży­cio­we­go suk­ce­su. Je­śli w to wąt­pisz, przy­patrz się na­zwi­skom lu­dzi, ja­kich tu wspo­mi­nam; weź z nich przy­kład, a prze­ko­nasz się, że to praw­da.

Na świe­cie ni­cze­go nie do­sta­je się za dar­mo!

Ta­jem­ni­cy, o któ­rej mó­wię, nie moż­na uzy­skać za dar­mo, ale cena, jaką trze­ba za nią za­pła­cić, jest nie­współ­mier­na do jej war­to­ści. I za żad­ną cenę nie moż­na tej ta­jem­ni­cy udo­stęp­nić tym, któ­rzy jej z wła­snej woli nie po­szu­ku­ją. Nie może też być ona ni­ko­mu od­stą­pio­na ani sprze­da­na, po­nie­waż w isto­cie skła­da się z dwóch czę­ści. Jed­na z tych czę­ści znaj­du­je się już w po­sia­da­niu tych, któ­rzy są we­wnętrz­nie przy­go­to­wa­ni na przy­ję­cie ca­łej ta­jem­ni­cy.

Ta­jem­ni­ca ta od­po­wia­da po­trze­bom i moż­li­wo­ściom wszyst­kich, któ­rzy przy­go­to­wa­ni są na jej przy­ję­cie. Po­ziom wy­kształ­ce­nia nie ma tu nic do rze­czy. Na dłu­go przed mym przyj­ściem na świat, ta­jem­ni­cę tę po­siadł T.A. Edi­son i po­słu­żył się nią tak mą­drze, że stał się czo­ło­wym w ska­li świa­to­wej wy­na­laz­cą, choć tyl­ko przez trzy mie­sią­ce cho­dził do szko­ły.

Ta­jem­ni­cę tę przy­jął rów­nież Edwin C. Bar­nes, przed­się­bior­ca po­wią­za­ny z Edi­so­nem. Za­sto­so­wał ją tak sku­tecz­nie, że cho­ciaż pier­wot­nie nie za­ra­biał wię­cej niż 12 ty­się­cy do­la­rów rocz­nie, prze­szedł na wcze­śniej­szą eme­ry­tu­rę jako po­sia­dacz ol­brzy­miej for­tu­ny. Hi­sto­rię jego ży­cia przed­sta­wiam w po­cząt­ko­wej czę­ści roz­dzia­łu I. Prze­ko­na cię ona, że bo­gac­two nie jest dla cie­bie nie­osią­gal­ne, że mo­żesz stać się tym kim chcesz, że pie­nią­dze, sła­wa, uzna­nie i szczę­ście mogą się stać udzia­łem tych, któ­rzy są na­praw­dę zde­cy­do­wa­ni je zdo­być.

Skąd o tym wiem? Od­po­wiedź na to py­ta­nie znaj­dziesz za­nim do­czy­tasz tę książ­kę do koń­ca. Mo­żesz ją zna­leźć rów­nie do­brze w pierw­szym roz­dzia­le, jak i na ostat­niej stro­nie.

W trak­cie pro­wa­dzo­nych, na ży­cze­nie Car­ne­gie­go, przez dwa­dzie­ścia je­den lat ba­dań prze­ana­li­zo­wa­łem do­ko­na­nia ży­cio­we se­tek zna­nych lu­dzi, z któ­rych wie­lu wy­zna­ło, iż zbi­ło ma­ją­tek dzię­ki ta­jem­ni­cy Car­ne­gie­go; wy­mie­nię tu przy­kła­do­wo kil­ka­dzie­siąt na­zwisk:

Hen­ry Ford

Wil­liam Wri­gley ju­nior

John Wa­na­ma­ker

Ja­mes J. Hill

Geo­r­ge S. Par­ker

E. M. Sta­tler

Hen­ry L. Do­her­ty

Cy­rus H. K. Cur­tis

Geo­r­ge East­man

Char­les M. Schwab

Har­ris F. Wil­liams

King Gil­let­te

Da­niel Wil­lard

dr Frank Gun­sau­lus

Ralph A. We­eks

Ar­thur Nash

John D. Roc­ke­fel­ler

Tho­mas A. Edi­son

Frank A. Van­der­lip

The­odo­re Ro­ose­velt

John W. Da­vis

El­bert Hub­bard

Wil­bur Wri­ght

J. G. Glia­pli­ne

dr Frank Cra­ne

J. Od­gen Ar­mo­ur

Ar­thur Bris­ba­ne

Wo­odrow Wil­son

Wil­liam Ho­ward Taft

Lu­ther Bur­bank

Edward W. Bok

Frank A. Mun­say

Ebert H. Gary

Geo­r­ge M. Ale­xan­der

Cla­ren­ce Dar­row

John H. Pat­ter­son

Ju­lius Ro­sen­wald

Stu­art Ar­thur Wier

F. W. Wo­ol­worth

płk Ro­bert A. Dol­lar

Edward A. Fi­le­ne

Edwin C. Bar­nes

Wil­liam Jen­nigs Bry­an

dr Da­vid Starr Jor­dan

sę­dzia Da­niel T.Wri­tht

se­na­tor Jen­nings Ran­dolph

dr Ale­xan­der Gra­ham Bell

Na­zwi­ska te sta­no­wią tyl­ko małą część owych se­tek wy­bit­nych Ame­ry­ka­nów, któ­rych do­ko­na­nia fi­nan­so­we oraz inne do­wo­dzą, iż ci, co po­ję­li i za­sto­so­wa­li w swym dzia­ła­niu ta­jem­ni­cę Car­ne­gie­go, osią­ga­ją wy­so­ki po­ziom ży­cia. Nie zda­rzy­ło mi się usły­szeć o ni­kim ta­kim, kto przyj­mu­jąc tę ta­jem­ni­cę nie osią­gnął­by suk­ce­su w ja­kiejś wy­bra­nej przez sie­bie dzie­dzi­nie. I nie znam też ni­ko­go, kto by się wy­bił lub do­szedł do bo­gac­twa nie w wy­ni­ku za­sto­so­wa­nia tej ta­jem­ni­cy. Wy­cią­gną­łem z tych dwóch fak­tów wnio­sek, iż owa ta­jem­ni­ca jest – jako część wie­dzy nie­zbęd­nej dla ufor­mo­wa­nia zde­cy­do­wa­nej po­sta­wy ży­cio­wej – waż­niej­sza od wszyst­kie­go, co moż­na uzy­skać po­przez to, co się po­pu­lar­nie na­zy­wa „wy­kształ­ce­niem”.

Cóż to bo­wiem jest wy­kształ­ce­nie? Py­ta­nie to wy­ma­ga­ło­by szcze­gó­ło­wej od­po­wie­dzi.

Zwrot­ny mo­ment w two­im ży­ciu

Tak więc ta­jem­ni­ca, o któ­rej mó­wię, w ten czy w inny spo­sób wy­ło­ni się z kart tej książ­ki i sta­nie do twej dys­po­zy­cji, je­śli tyl­ko je­steś przy­go­to­wa­ny na jej przy­ję­cie. Roz­po­znasz ją, kie­dy tyl­ko ci się ob­ja­wi. A kie­dy się to zda­rzy, czy sta­nie się to za spra­wą roz­dzia­łu pierw­sze­go czy ostat­nie­go, za­trzy­maj się na chwi­lę, prze­stań czy­tać, po­zwól, aby ci się przed­sta­wi­ła – i wy­pij z tej oka­zji kie­li­sze­czek cze­goś, co lu­bisz, dla uczcze­nia naj­waż­niej­szej chwi­li twe­go ży­cia, jego zwrot­ne­go mo­men­tu.

Czy­ta­jąc tę książ­kę pa­mię­taj też, że przed­sta­wia ona fak­ty a nie zmy­śle­nia, a jej ce­lem jest prze­ka­za­nie praw­dy uni­wer­sal­nej, z któ­rej wszy­scy przy­go­to­wa­ni na jej przy­ję­cie do­wie­dzą się, co ro­bić ze swym ży­ciem i jak osią­gnąć ży­cio­wy cel. Znaj­dą też w niej bo­dziec po­trzeb­ny do roz­po­czę­cia no­we­go ży­cia.

Czy mogę ci, Czy­tel­ni­ku, ty­tu­łem ostat­nie­go sło­wa tej przed­mo­wy za­pro­po­no­wać spo­sób, w jaki bę­dziesz mógł roz­po­znać ta­jem­ni­cę Car­ne­gie­go? Otóż każ­de do­ko­na­nie, wszyst­kie zdo­by­te przez lu­dzi bo­gac­twa mają swe źró­dła w ich my­ślach! Je­śli je­steś przy­go­to­wa­ny na przy­ję­cie tej ta­jem­ni­cy, już po­sia­dłeś ją w po­ło­wie, dru­gą po­ło­wę roz­po­znasz z pew­no­ścią w chwi­li, gdy do­trze do twe­go umy­słu.

Na­po­le­on Hill

I MYŚL JEST REALNĄ SIŁĄ

Siłą, któ­ra przy­no­si suk­ces, jest po­tę­ga twe­go umy­słu. Jak spra­wić, by ży­cie od­po­wia­da­ło TAK na two­je za­mie­rze­nia i am­bi­cje.

„Myśl jest re­al­ną siłą” i na­praw­dę sta­je się po­tę­gą, kie­dy słu­ży ści­słe­mu wy­zna­cza­niu celu, dys­cy­pli­ny po­stę­po­wa­nia i go­rą­cej żą­dzy prze­two­rze­nia po­my­słów w bo­gac­two lub inne do­bra ma­te­rial­ne.

Edwin C. Bar­nes prze­ko­nał się przed pa­ro­ma laty, jak głę­bo­ką praw­dą jest to, że lu­dzie są w sta­nie sku­pić myśl na doj­ściu do bo­gac­twa i zdo­być je. To prze­świad­cze­nie wy­ro­bił w so­bie nie w wy­ni­ku prze­sia­dy­wa­nia w fo­te­lu i du­ma­nia. Doj­rze­wa­ło ono w nim stop­nio­wo, krok po kro­ku, od chwi­li, kie­dy go­rą­co za­pra­gnął zwią­zać się in­te­re­sa­mi z wiel­kim Edi­so­nem.

Głów­ną ce­chą tego pra­gnie­nia ży­wio­ne­go przez Bar­ne­sa było to, iż mia­ło ono okre­ślo­ny cha­rak­ter. Chciał on współ­pra­co­wać z Edi­so­nem, a nie pra­co­wać dla Edi­so­na. Pro­szę się uważ­nie przy­pa­trzyć, w jaki spo­sób za­brał się on do prze­two­rze­nia swych za­my­słów w rze­czy­wi­stość; po­zwo­li to le­piej zro­zu­mieć za­sa­dy, któ­rych sto­so­wa­nie do­pro­wa­dza do bo­gac­twa.

Kie­dy zro­dzi­ło się w nim owo pra­gnie­nie, czy też im­puls my­ślo­wy, nie miał moż­no­ści zre­ali­zo­wa­nia go. Sta­ły mu na prze­szko­dzie dwie po­waż­ne trud­no­ści. Nie znał Edi­so­na i nie miał pie­nię­dzy na bi­let do East Oran­ge w sta­nie New Jer­sey.

Więk­szość lu­dzi, któ­rzy mo­gli­by od­czuć po­dob­ne pra­gnie­nie, po­czu­ła­by się w ob­li­czu tych trud­no­ści nie­zdol­na do jego zre­ali­zo­wa­nia. Ale to co zro­dzi­ło się w my­śli Bar­ne­sa nie było zwy­kłą za­chcian­ką!

Edi­son spoj­rzał mu w oczy…

Zja­wił się w la­bo­ra­to­rium Edi­so­na i przed­sta­wił jako czło­wiek, któ­ry chce ro­bić z wy­na­laz­cą wspól­ne in­te­re­sy. Po la­tach pan Edi­son tak wspo­mi­nał ich pierw­szą roz­mo­wę:

„Wy­glą­dał jak zwy­kły włó­czę­ga, miał coś w wy­ra­zie twa­rzy, co spra­wia­ło wra­że­nie, że jest czło­wie­kiem zde­cy­do­wa­nym osią­gnąć cel, dla któ­re­go do mnie przy­był. Po la­tach do­świad­czeń z róż­ny­mi ludź­mi prze­ko­na­łem się, że je­śli ktoś po­żą­da cze­goś tak moc­no, że dla osią­gnię­cia tego celu go­tów jest po­sta­wić na sza­li całą swą przy­szłość, to z pew­no­ścią osią­gnie to, cze­go pra­gnął. Da­łem mu moż­li­wość przed­sta­wie­nia jego za­mia­rów, po­nie­waż po­ją­łem, że całą swą ener­gię we­wnętrz­ną pod­po­rząd­ko­wał ce­lo­wi, od któ­re­go nie od­stą­pi, aż go osią­gnie. Póź­niej­sze wy­da­rze­nia do­wio­dły, że się nie my­li­łem”.

Prze­cież nie wy­gląd ze­wnętrz­ny tego mło­de­go czło­wie­ka do­po­mógł mu w po­zy­ska­niu zgo­dy Edi­so­na – prze­ciw­nie, wy­gląd ten prze­ma­wiał prze­ciw nie­mu. Zde­cy­do­wa­ła o tym siła jego my­śli.

Bar­nes nie stał się wspól­ni­kiem Edi­so­na w wy­ni­ku pierw­szej z nim roz­mo­wy. Naj­pierw do­stał pra­cę w biu­rze u Edi­so­na z pen­sją ra­czej skrom­ną.

Mi­ja­ły mie­sią­ce. Nic nie zda­wa­ło się przy­bli­żać Bar­ne­sa do re­ali­za­cji za­mia­ru, któ­ry uzna­wał za głów­ny cel ży­cio­wy. Coś się jed­nak zmie­nia­ło w umy­śle Bar­ne­sa. Upo­rczy­wie po­głę­biał w so­bie wolę sta­nia się wspól­ni­kiem Edi­so­na.

Psy­cho­lo­go­wie słusz­nie twier­dzą, iż „kie­dy ktoś jest na­praw­dę we­wnętrz­nie przy­go­to­wa­ny do cze­goś, ob­ja­wia tę go­to­wość swym za­cho­wa­niem”. Bar­nes był we­wnętrz­nie przy­go­to­wa­ny do za­wią­za­nia spół­ki z Edi­so­nem, co wię­cej, był zde­cy­do­wa­ny trwać w tej go­to­wo­ści aż do chwi­li, w któ­rej bę­dzie mógł speł­nić swój za­miar.

Nig­dy so­bie nie wma­wiał: A po cóż mi wła­ści­wie to wszyst­ko? Zmie­nię pla­ny i po­szu­kam so­bie po­sa­dy sprze­daw­cy. Po­wta­rzał na­to­miast: Przy­je­cha­łem tu, aby ro­bić in­te­re­sy z Edi­so­nem i osią­gnę ten cel, choć­bym miał na to po­świę­cić całe ży­cie. Tak wła­śnie my­ślał! Ja­kież wspa­nia­łe hi­sto­rie mie­li­by o so­bie do opo­wie­dze­nia róż­ni lu­dzie, gdy­by umie­li wy­tknąć so­bie wy­raź­ny cel i trwać przy nim aż do cza­su, kie­dy wy­peł­ni on cał­ko­wi­cie ich świat we­wnętrz­ny!

Być może mło­dy wów­czas Bar­nes nie zda­wał so­bie jesz­cze z tego spra­wy, ale jego upór i wy­trwa­ła wier­ność wy­raź­nie okre­ślo­ne­mu pra­gnie­niu, do­pro­wa­dzi­ły do usu­nię­cia wszel­kich trud­no­ści i zre­ali­zo­wa­nia jego za­mia­rów.

Szczę­ście puka do ku­chen­nych drzwi

Moż­li­wość tej re­ali­za­cji po­ja­wi­ła się pod inną po­sta­cią niż Bar­nes ocze­ki­wał i na­de­szła z nie­spo­dzie­wa­nej stro­ny. Ta­kie to by­wa­ją ka­pry­sy szczę­ścia. Po­tra­fi ono za­pu­kać do ku­chen­nych drzwi albo po­ja­wić się pod po­sta­cią nie­szczę­ścia czy też przej­ścio­we­go nie­po­wo­dze­nia. Być może dla­te­go wła­śnie tak wie­lu lu­dzi nie umie roz­po­znać szczę­śli­wej szan­sy.

Edi­son koń­czył wła­śnie pra­ce nad udo­sko­na­le­niem no­we­go urzą­dze­nia biu­ro­we­go, któ­re na­zy­wa­no wów­czas dyk­ta­fo­nem Edi­so­na. Dys­try­bu­to­rzy jego wy­ro­bów nie byli tym urzą­dze­niem za­chwy­ce­ni. Nie wie­rzy­li w moż­li­wość sprze­da­wa­nia go z po­waż­niej­szym zy­skiem.

Bar­nes był prze­ko­na­ny, że po­tra­fi sku­tecz­nie sprze­da­wać dyk­ta­fon Edi­so­na. Za­pro­po­no­wał wy­na­laz­cy swe usłu­gi i uzy­skał jego zgo­dę. Pod­jął się sprze­da­ży tego urzą­dze­nia i sprze­da­wał je tak sku­tecz­nie, że Edi­son pod­pi­sał z nim kon­trakt na roz­pro­wa­dza­nie dyk­ta­fo­nu na cały kraj. W wy­ni­ku tego kon­trak­tu Bar­nes stał się czło­wie­kiem bo­ga­tym, ale do­ko­nał rze­czy znacz­nie więk­szej. Do­wiódł, że czło­wiek może sam dojść do bo­gac­twa.

Nie wiem do­kład­nie, ile Bar­nes za­ro­bił na tym kontr­ak­cie i nie ma spo­so­bu, żeby się tego do­wie­dzieć. Może były to dwa, a może trzy mi­lio­ny do­la­rów, ale nie­za­leż­nie od tego, jak znacz­na była ta suma, nie da się ona po­rów­nać do znacz­nie więk­sze­go do­ko­na­nia, ja­kim było uzy­ska­nie do­kład­nej wie­dzy o tym, że nie­uchwyt­ny im­puls my­ślo­wy może być prze­two­rzo­ny w wa­lo­ry ma­te­rial­ne po­przez za­sto­so­wa­nie pew­nych zna­nych za­sad.

Bar­nes po pro­stu wy­my­ślił sie­bie jako part­ne­ra wiel­kie­go Edi­so­na! Wy­my­ślił so­bie wiel­ką for­tu­nę. U po­cząt­ków swej ka­rie­ry nie roz­po­rzą­dzał ni­czym oprócz świa­do­mo­ści tego, cze­go pra­gnie i zde­cy­do­wa­nia w dą­że­niu do tego celu, aż do jego osią­gnię­cia.

O czło­wie­ku, któ­ry przed­wcze­śnie zre­zy­gno­wał

Jed­ną z naj­pow­szech­niej­szych przy­czyn klę­ski ży­cio­wej jest zwy­czaj od­stę­po­wa­nia od za­mie­rzeń pod wpły­wem przej­ścio­wych po­ra­żek. Każ­dy z nas ma na su­mie­niu przy­najm­niej je­den taki grzech.

Wuj R.U. Dar­by’ego ogar­nię­ty zo­stał „go­rącz­ką zło­ta” w okre­sie jej wy­bu­chu i wy­ru­szył na Za­chód, aby je wy­do­by­wać i wzbo­ga­cić się w ten spo­sób. Nikt mu nig­dy nie wy­tłu­ma­czył, że wię­cej zło­ta od­kry­to w umy­słach lu­dzi niż wy­do­by­to kie­dy­kol­wiek z zie­mi. Wy­ty­czył so­bie dział­kę i roz­po­czął ko­pa­nie.

Po ty­go­dniu po­ra­zi­ło go od­kry­cie lśnią­cej rudy. Po­trzeb­na była mu ma­szy­na do wy­do­by­wa­nia jej na po­wierzch­nię. Za­ma­sko­wał więc szyb i wy­ru­szył do swe­go ro­dzin­ne­go Wil­liams­bur­ga w sta­nie Ma­ry­land, aby po­wia­do­mić o swym od­kry­ciu krew­nych i są­sia­dów. Zło­ży­li się wspól­nie na za­kup od­po­wied­nich urzą­dzeń i wy­sła­li je na Za­chód. Wuj wraz z Dar­bym przy­stą­pi­li do pra­cy w ko­pal­ni.

Kie­dy pierw­szy wóz wy­peł­nio­ny wy­ko­pa­ną rudą do­tarł do wy­ta­pia­cza, oka­za­ło się, że jest to naj­bo­gat­sza ruda w ca­łym Co­lo­ra­do! Kil­ka dal­szych wo­zów z rudą po­twier­dzi­ło tę opi­nię. Spo­dzie­wa­no się nie­praw­do­po­dob­nych wręcz zy­sków.

Po­głę­bio­no wy­ko­py, a na­dzie­je Dar­by’ego i wuja pię­ły się co­raz bar­dziej w górę. Aż sta­ło się coś nie­ocze­ki­wa­ne­go. Żył­ki zło­tej rudy za­ni­kły! Do­tar­li do koń­ca zło­ża i nie od­na­leź­li już wię­cej zło­tej rudy. Ryli w zie­mi co­raz roz­pacz­li­wiej po­szu­ku­jąc żyły – bez skut­ku.

W koń­cu zde­cy­do­wa­li się zre­zy­gno­wać z dal­szych po­szu­ki­wań.

Za kil­ka­set do­la­rów sprze­da­li po­śred­ni­ko­wi wszyst­kie urzą­dze­nia wy­do­byw­cze i wy­ru­szy­li po­cią­giem w dro­gę po­wrot­ną. Po­śred­nik zle­cił in­ży­nie­ro­wi gór­nic­twa obej­rze­nie ko­pal­ni i prze­pro­wa­dze­nie pew­nych ob­li­czeń. In­ży­nier ów uznał, że po­szu­ki­wa­nia pro­wa­dzo­ne przez po­przed­nich wła­ści­cie­li nie przy­nio­sły re­zul­ta­tu, po­nie­waż nie wie­dzie­li oni o tzw. zwod­ni­czych li­niach. Jego wy­li­cze­nia wska­zy­wa­ły, że żyła po­win­na się znaj­do­wać o nie­ca­ły metr pod miej­scem, w któ­rym wuj Dar­by’ego za­nie­chał dal­sze­go drą­że­nia. I tam wła­śnie ją od­na­le­zio­no!

Po­śred­nik za­ro­bił na tej żyle mi­lio­ny do­la­rów, po­nie­waż wie­dział przy­najm­niej tyle, że trze­ba za­się­gnąć rady u fa­chow­ca, za­nim się zre­zy­gnu­je.

Suk­ces są­sia­du­je o mie­dzę z po­raż­ką

Pan Dar­by wie­lo­krot­nie roz­my­ślał nad swą stra­tą, za­nim do­ko­nał od­kry­cia, że pra­gnie­nie cze­goś może być za­mie­nio­ne na zło­to. Od­kry­cia tego do­ko­nał, kie­dy za­jął się sprze­da­żą ubez­pie­czeń na ży­cie.

Dar­by miał w pa­mię­ci utra­tę wiel­kiej for­tu­ny wsku­tek przed­wcze­snej re­zy­gna­cji z po­szu­ki­wań i wspo­ma­gał się te­raz wy­nie­sio­ną z tych do­świad­czeń me­to­dą, po­le­ga­ją­cą na po­wta­rza­niu so­bie: Zre­zy­gno­wa­łem wte­dy znaj­du­jąc się o metr od zło­tej żyły, ale nig­dy nie zre­zy­gnu­ję z prze­ko­na­nia ko­goś do za­ku­pu ubez­pie­cze­nia, kto mi na po­cząt­ku mówi – nie.

Dar­by stał się jed­nym z tych nie­wie­lu agen­tów ubez­pie­cze­nio­wych, któ­rzy po­tra­fią sprze­dać po­li­sy za sumę po­nad mi­lio­na do­la­rów rocz­nie. Za­wdzię­czał to swe­mu przy­wią­za­niu do „lek­cji”, jaką wy­cią­gnął z przed­wcze­snej re­zy­gna­cji w prze­my­śle wy­do­byw­czym.

Jest rze­czą do­wie­dzio­ną, że za­nim się od­nie­sie ży­cio­wy suk­ces, na­tknąć się wy­pad­nie na przej­ścio­we po­raż­ki, a może na­wet i na bo­le­sną klę­skę. Kie­dy czło­wie­ka przy­gnia­ta­ją nie­po­wo­dze­nia, naj­prost­szą i naj­lo­gicz­niej­szą re­ak­cją wy­da­je się re­zy­gna­cja. I tak wła­śnie za­cho­wu­je się więk­szość lu­dzi.

Po­nad pię­ciu­set naj­szczę­śliw­szych w in­te­re­sach lu­dzi w Ame­ry­ce wy­zna­ło au­to­ro­wi, że naj­po­myśl­niej­sze suk­ce­sy osią­ga­li znaj­du­jąc się o krok od po­ra­żek, któ­re by ich po­wa­li­ły. Klę­ska jest prze­bie­głym ka­wa­la­rzem o wy­ro­bio­nym zmy­śle iro­nii; znaj­du­je ona szcze­gól­ne upodo­ba­nie w do­pa­da­niu lu­dzi w chwi­li, gdy wy­da­ją się mieć suk­ces w za­się­gu ręki.

O dziec­ku, któ­re zdo­by­ło prze­wa­gę nad do­ro­słym

W nie­dłu­gi czas po tym, jak pan Dar­by zdo­był ów dy­plom w „In­sty­tu­cie Moc­nych Kop­nia­ków Losu” i zde­cy­do­wał się wy­ko­rzy­stać swe do­świad­cze­nie z prze­my­słu wy­do­byw­cze­go, zda­rzy­ło mu się być świad­kiem pew­nej sy­tu­acji, któ­ra go prze­ko­na­ła, że „NIE” nie­ko­niecz­nie musi ozna­czać od­mo­wę.

Pew­ne­go po­po­łu­dnia do­po­ma­gał swe­mu stry­jo­wi przy mie­le­niu zbo­ża w dość sta­ro­świec­kim mły­nie. Stryj za­rzą­dzał dużą far­mą, na któ­rej pra­co­wa­ła też pew­na licz­ba ko­lo­ro­wych dzier­żaw­ców, W ja­kiejś chwi­li drzwi otwo­rzy­ły się i we­szło mu­rzyń­skie dziec­ko, có­recz­ka jed­ne­go z dzier­żaw­ców.

Stryj spo­strzegł dziec­ko i za­py­tał szorst­kim to­nem:

– Cze­go chcesz?

Dziec­ko od­po­wie­dzia­ło nie­pew­nie:

– Ma­mu­sia mnie przy­sła­ła, żeby pan dał mi dla niej pięć­dzie­siąt cen­tów.

– Nie ma mowy. Zmy­kaj do domu.

– Do­brze, psze pana – od­po­wie­dzia­ło dziec­ko. Ale nie ru­szy­ło się z miej­sca.

Stryj pana Dar­by’ego tak był po­chło­nię­ty pra­cą, że nie zwró­cił uwa­gi na to, iż dziec­ko nie wy­szło z mły­na. Kie­dy je wresz­cie spo­strzegł, ofuk­nął dziew­czyn­kę:

– Mó­wi­łem ci, że­byś wra­ca­ła do domu. Zmy­kaj stąd, bo ci przy­ło­żę.

Dziew­czyn­ka od­po­wie­dzia­ła – Do­brze, psze pana – ale na­wet nie drgnę­ła.

Stryj od­sta­wił na bok wo­rek zbo­ża, któ­ry za­mie­rzał wła­śnie wsy­pać do bęb­na młyń­skie­go, zła­pał ja­kiś kij le­żą­cy pod ręką i z groź­ną miną ru­szył w stro­nę dziec­ka.

Dar­by wstrzy­mał od­dech. Był pe­wien, że za chwi­lę sta­nie się świad­kiem mor­der­stwa. Znał gwał­tow­ne uspo­so­bie­nie stry­ja.

Kie­dy ten zna­lazł się przy wej­ściu, gdzie sta­ło dziec­ko, dziew­czyn­ka po­stą­pi­ła o krok na­przód i za­wo­ła­ła roz­pacz­li­wie:

– Ma­mu­sia musi do­stać te pięć­dzie­siąt cen­tów!

Stryj za­trzy­mał się na­prze­ciw dziec­ka, przez do­brą mi­nu­tę mu się przy­glą­dał, a po­tem odło­żył kij, się­gnął do kie­sze­ni, wy­jął z niej pół­do­la­rów­kę i po­dał dziew­czyn­ce.

Dziec­ko wzię­ło mo­ne­tę do ręki, od­wró­ci­ło się po­wo­li w stro­nę drzwi nie spo­glą­da­jąc ani razu na męż­czy­znę, nad któ­rym wła­śnie zdo­by­ło prze­wa­gę. Kie­dy dziew­czyn­ka wy­szła, stryj pana Dar­by’ego przy­siadł na jed­nej ze skrzyń sto­ją­cych na pod­ło­dze i przez ja­kieś dzie­sięć mi­nut ga­pił się przez okno. Roz­my­ślał z na­boż­ną czcią o na­ucz­ce, ja­kiej mu udzie­lo­no.

Pan Dar­by rów­nież roz­my­ślał o tym zda­rze­niu. Po raz pierw­szy w ży­ciu ze­tknął się oto z sy­tu­acją, w któ­rej mu­rzyń­skie dziec­ko po­kie­ro­wa­ło po­stę­po­wa­niem do­ro­słe­go bia­łe­go czło­wie­ka. W jaki spo­sób ta dziew­czyn­ka tego do­ko­na­ła? Co się ta­kie­go zda­rzy­ło w umy­śle stry­ja, co spra­wi­ło, że za­pa­no­wał nad swą gwał­tow­no­ścią i stał się ła­god­ny jak ba­ra­nek? Ja­kiej to ta­jem­nej mocy uży­ło dziec­ko, aby za­pa­no­wać nad sy­tu­acją? Ta­kie oto py­ta­nia drą­ży­ły myśl Dar­by’ego, ale od­po­wiedź na nie zna­lazł do­pie­ro po la­tach, kie­dy mi opo­wia­dał o ca­łym zda­rze­niu.

Dziw­nym tra­fem opo­wieść o tym nie­zwy­kłym zda­rze­niu przed­sta­wił au­to­ro­wi tej książ­ki w sta­rym mły­nie, w tej sa­mej sie­ni, w któ­rej jego stryj ode­brał swą na­ucz­kę.

„TAK” ukry­te za „NIE”

Kie­dy­śmy tak so­bie roz­ma­wia­li w owym sta­rym mły­nie, pan Dar­by za­koń­czył swą opo­wieść o nie­zwy­kłym zwy­cię­stwie dziec­ka: „Jaki pan z tego wy­cią­gnie wnio­sek? Ja­kiej ta­jem­nej siły uży­ło to dziec­ko, aby tak cał­ko­wi­cie po­ko­nać mo­je­go stry­ja?”

Od­po­wiedź na to py­ta­nie za­wie­ra się w za­sa­dach przed­sta­wio­nych w tej książ­ce. Jest to od­po­wiedź peł­na i wy­czer­pu­ją­ca. Mie­ści w so­bie szcze­gó­ło­we za­le­ce­nia, wy­star­cza­ją­ce na tyle, by każ­de­go uczy­nić zdol­nym do uzy­ska­nia i za­sto­so­wa­nia tej siły, któ­rą owo dziec­ko za­wład­nę­ło przez przy­pa­dek.

Skup my­śli, a do­strze­żesz wy­raź­nie, jaka to siła po­śpie­szy­ła dziec­ku z po­mo­cą. W na­stęp­nym roz­dzia­le znaj­dziesz ko­lej­ny prze­błysk tej siły. Jesz­cze w in­nym miej­scu tej książ­ki na­tkniesz się na myśl, któ­ra po­bu­dzi twe moż­li­wo­ści po­znaw­cze i po­sta­wi ci do dys­po­zy­cji, dla twe­go wła­sne­go po­żyt­ku, tę nie­po­ko­nal­ną siłę. Świa­do­mość tej siły może się w to­bie zro­dzić już po prze­czy­ta­niu pierw­sze­go roz­dzia­łu tej książ­ki, ale może owład­nąć twym umy­słem po lek­tu­rze któ­re­goś z roz­dzia­łów na­stęp­nych. Może cię na­wie­dzić pod po­sta­cią od­ręb­ne­go po­my­słu. Ale może też przy­brać for­mę ja­kie­goś pla­nu dzia­ła­nia albo za­my­słu. Iznów skło­nić cię może do po­wro­tu my­ślą do daw­nych twych do­świad­czeń, mi­nio­nych klęsk i za­ła­mań, byś wy­cią­gnął z nich na­uki, dzię­ki któ­rym od­zy­skasz to wszyst­ko, coś utra­cił w wy­ni­ku owych prze­gra­nych.

Po okre­śle­niu prze­ze mnie na­tu­ry tej siły, któ­rą nie­ja­ko mimo woli po­słu­ży­ła się mu­rzyń­ska dziew­czyn­ka, pan Dar­by do­ko­nał w my­ślach szyb­kie­go prze­glą­du swych do­świad­czeń ze­bra­nych w cią­gu trzy­dzie­stu lat pra­cy w cha­rak­te­rze agen­ta ubez­pie­cze­nio­we­go i otwar­cie przy­znał, że swe suk­ce­sy na tym polu za­wdzię­cza w pew­nym stop­niu lek­cji, jaką po­brał od tego dziec­ka.

Przy­po­mniał też so­bie swą ży­cio­wą po­mył­kę, wy­ni­kłą z za­nie­cha­nia po­szu­ki­wań o metr od zło­tej żyły. Oświad­czył jed­nak: „To do­świad­cze­nie oka­za­ło się bło­go­sła­wio­ne w swych tra­gicz­nych skut­kach. Na­uczy­ło mnie dą­żyć wy­trwa­le, nie ba­cząc na żad­ne tru­dy i ta lek­cja była nie­zbęd­na dla osią­gnię­cia cze­go­kol­wiek w ży­ciu”.

Do­świad­cze­nia pana Dar­by’ego są do­sta­tecz­nie po­wszech­ne i ja­sne, by nadać kie­ru­nek ca­łe­mu jego ży­ciu; sta­ły się więc dla nie­go rów­nie waż­ne, jak samo ży­cie. Wy­cią­gnął ko­rzyść z obu tych do­świad­czeń, po­nie­waż oba prze­ana­li­zo­wał i wy­cią­gnął z nich na­uki, ja­kie w so­bie kry­ły. Ale co po­cząć z ludź­mi, któ­rzy albo nie mają cza­su, albo skłon­no­ści do tego, by prze­my­śleć po­nie­sio­ną klę­skę w celu wy­cią­gnię­cia z niej na­uki, któ­ra może im przy­nieść ży­cio­wy suk­ces? Gdzie i w jaki spo­sób na­uczył się on sztu­ki prze­ku­wa­nia klę­ski w szcze­ble wio­dą­ce do po­wo­dze­nia?

Książ­ka ni­niej­sza po­wsta­ła wła­śnie po to, by udzie­lić od­po­wie­dzi na te py­ta­nia.

Dzię­ki cen­ne­mu po­my­sło­wi osią­gniesz suk­ces

Od­po­wiedź ta wy­ma­ga okre­śle­nia trzy­na­stu za­sad, ale czy­ta­jąc tę książ­kę pa­mię­taj, że od­po­wiedź na py­ta­nia, ja­kie ka­za­ły ci się za­sta­na­wiać nad oso­bli­wo­ścia­mi ży­cia, od­na­leźć mo­żesz w swym wła­snym umy­śle, w ja­kimś po­my­śle, pla­nie dzia­łań lub za­mie­rze­niu, któ­re zro­dzi się w my­ślach pod­czas czy­ta­nia tej książ­ki.

Roz­sąd­ny po­mysł jest tym, cze­go po­trze­ba do osią­gnię­cia po­wo­dze­nia. Za­sa­dy przed­sta­wio­ne w tej książ­ce do­ty­czą spo­so­bów i środ­ków for­mu­ło­wa­nia uży­tecz­nych po­my­słów.

Za­nim przy­stą­pi­my do cha­rak­te­ry­zo­wa­nia tych za­sad, mu­si­my się upew­nić, że je­steś go­tów na przy­ję­cie na­stę­pu­ją­ce­go waż­ne­go twier­dze­nia:

Kie­dy bo­gac­twa za­czy­na­ją spły­wać, gro­ma­dzą się tak szyb­ko i w ta­kiej ob­fi­to­ści, że czło­wiek za­czy­na za­cho­dzić w gło­wę, gdzie też się ukry­wa­ły przez wszyst­kie po­przed­nie chu­de lata.

Jest to stwier­dze­nie za­dzi­wia­ją­ce, tym bar­dziej, im bli­żej przy­pa­tru­je­my się przy­ję­te­mu ogól­nie prze­ko­na­niu, że bo­gac­twa przy­pa­da­ją w udzia­le tyl­ko tym, któ­rzy pra­co­wa­li na nie dłu­go i cięż­ko.

Kie­dy za­czy­nasz my­śleć o bo­gac­twie i zdo­by­wać je, stwier­dzasz, że bo­gac­two bie­rze po­czą­tek z pew­ne­go sta­nu umy­słu, ze ści­śle okre­ślo­ne­go za­mie­rze­nia, przy nie­wiel­kim lub wręcz żad­nym na­kła­dzie pra­cy. Za­rów­no ty, jak każ­dy inny czło­wiek na two­im miej­scu, bę­dzie się chciał do­wie­dzieć, w jaki spo­sób osią­gnąć ten stan umy­słu, któ­ry przy­spa­rza bo­gactw. Sam po­świę­ci­łem dwa­dzie­ścia pięć lat na od­po­wied­nie ba­da­nia, po­nie­waż chcia­łem się do­wie­dzieć, w jaki spo­sób „osią­gnę­li ów stan ci, któ­rym się po­wio­dło”.

Przy­pa­truj się bar­dzo uważ­nie, jak w mia­rę tego, jak bę­dziesz opa­no­wy­wał za­sa­dy tej fi­lo­zo­fii i roz­po­czy­nał wy­peł­niać za­le­ce­nia co do spo­so­bu sto­so­wa­nia tych za­sad, za­cznie się po­pra­wiać two­ja sy­tu­acja fi­nan­so­wa, a wszyst­ko, cze­go się tkniesz, za­cznie ci przy­no­sić ko­rzy­ści. My­ślisz, że to nie­moż­li­we? Otóż nie, to jest moż­li­we!

Jed­ną z głów­nych sła­bo­ści my­śle­nia ludz­kie­go jest ty­po­we dla prze­cięt­nych jed­no­stek zży­cie z po­ję­ciem „nie­moż­li­we”. Każ­dy prze­cięt­niak zna wszyst­kie re­gu­ły, któ­re się nie spraw­dza­ją w ży­ciu. I wszyst­kie spra­wy, któ­rych nie moż­na do­ko­nać. Książ­kę ni­niej­szą na­pi­sa­łem dla tych, któ­rzy po­szu­ku­ją re­guł, ja­kie in­nym lu­dziom przy­nio­sły ży­cio­wy suk­ces i któ­rzy pra­gną oprzeć całe swo­je ży­cie na tych re­gu­łach.

Suk­ces ży­cio­wy przy­pa­da tym, któ­rzy wy­twa­rza­ją w so­bie świa­do­mość suk­ce­su.

Klę­ska ży­cio­wa spa­da na tych, któ­rzy bier­nie pod­da­ją się świa­do­mo­ści klę­ski. Za­ło­że­niem tej książ­ki jest do­po­mo­że­nie tym wszyst­kim, któ­rzy pra­gną na­uczyć się sztu­ki prze­twa­rza­nia swych umy­słów z ule­głych świa­do­mo­ści klę­ski w prze­po­jo­ne świa­do­mo­ścią suk­ce­su.

Inną sła­bo­ścią wy­stę­pu­ją­cą u zbyt wie­lu lu­dzi, jest na­wyk mie­rze­nia wszyst­kich i wszyst­kie­go miar­ką ich wła­snych wra­żeń i wie­rzeń. Nie­któ­rzy czy­tel­ni­cy tej książ­ki będą są­dzi­li, że nie mogą my­śleć o bo­gac­twie i dą­żyć do nie­go, po­nie­waż na­wy­ki my­ślo­we przy­ku­ły ich do bie­dy, nie­do­stat­ku, klę­ski i za­ła­ma­nia.

Ci nie­szczę­śli­wi lu­dzie przy­po­mi­na­ją mi pew­ne­go Chiń­czy­ka, któ­ry przy­był do Ame­ry­ki, aby uzy­skać ame­ry­kań­skie wy­kształ­ce­nie. Za­pi­sał się na uni­wer­sy­tet w Chi­ca­go. Któ­re­goś dnia rek­tor Har­per na­tknął się w cam­pu­sie na owe­go mło­de­go czło­wie­ka ze Wscho­du, za­trzy­mał się, by z nim przez chwi­lę po­ga­wę­dzić i za­py­tał, któ­ra z cech Ame­ry­ka­nów, ja­kie zdo­łał już za­ob­ser­wo­wać, wy­war­ła na nim naj­sil­niej­sze wra­że­nie. „Dziw­ny układ wa­szych oczu – od­po­wie­dział stu­dent – wa­sze oczy w ogó­le nie są sko­śne”.

No i co po­wie­cie o tym Chiń­czy­ku?

Wzdra­ga­my się uwie­rzyć w to, cze­go nie ro­zu­mie­my. Przyj­mu­je­my głu­pie za­ło­że­nie, że na­sze wła­sne ogra­ni­cze­nia są wła­ści­wym za­kre­sem ogra­ni­czeń. Pew­nie, że oczy in­nych lu­dzi „wca­le nie są sko­śne”, sko­ro nie są ta­kie same, jak na­sze oczy.

„Chcę tego i będę to miał”

Kie­dy Hen­ry Ford po­sta­no­wił zbu­do­wać swój słyn­ny sil­nik V-8, przy­jął jako wstęp­ny pro­jekt sil­nik z ośmio­ma cy­lin­dra­mi w jed­nym rzę­dzie i po­le­cił in­ży­nie­rom za­pro­jek­to­wać ta­kie urzą­dze­nie. Pro­jekt wy­kre­ślo­no na pa­pie­rze, ale wszy­scy in­ży­nie­ro­wie, jak je­den mąż, uzna­li za po pro­stu nie­moż­li­we zbu­do­wa­nie ośmio­cy­lin­dro­we­go sil­ni­ka rzę­do­we­go jako jed­nost­ki.

Ford po­le­cił:

– Skon­stru­uj­cie go za wszel­ką cenę.

– Ależ to nie­moż­li­we – od­po­wie­dzie­li.

– Bierz­cie się do ro­bo­ty -– roz­ka­zał Ford – i nie prze­ry­waj­cie jej, aż do chwi­li, kie­dy go zbu­du­je­cie, nie­waż­ne ile to wam za­bie­rze cza­su.

In­ży­nie­ro­wie przy­stą­pi­li do dzie­ła. Nie mie­li in­ne­go wyj­ścia, je­śli chcie­li po­zo­stać pra­cow­ni­ka­mi For­da. Przez sześć mie­się­cy nie do­ko­na­no ni­cze­go. Po dal­szych sze­ściu mie­sią­cach nadal nie było żad­ne­go po­stę­pu. In­ży­nie­ro­wie sta­ra­li się wy­peł­nić po­le­ce­nie sze­fa na wszel­kie moż­li­we spo­so­by, ale spra­wa wy­da­wa­ła się nie­wy­ko­nal­na – „nie­moż­li­wa”.

Pod ko­niec roku Ford spraw­dził z in­ży­nie­ra­mi stan ro­bót i znów po­in­for­mo­wa­li go, że nie zna­leź­li spo­so­bu, aby speł­nić jego po­le­ce­nie.

– Pra­cuj­cie da­lej – po­wie­dział Ford – chcę tego i będę to miał.

Pod­ję­li pra­cę i na­gle, jak­by za do­tknię­ciem cza­ro­dziej­skiej różdż­ki, od­kry­to cały se­kret.

Zde­cy­do­wa­nie For­da znów zwy­cię­ży­ło.

Może ta hi­sto­ria nie jest ści­sła w szcze­gó­łach, ale jej sens i isto­ta zo­sta­ły tu przed­sta­wio­ne do­kład­nie. Wy, któ­rzy chce­cie my­śleć o bo­gac­twie i dą­żyć do nie­go, wy­snuj­cie z niej, je­śli po­tra­fi­cie, wnio­ski do­ty­czą­ce mi­lio­nów Hen­ry’ego For­da. Nie bę­dzie­cie mu­sie­li się­gać my­ślą zbyt da­le­ko.

Hen­ry Ford od­niósł ży­cio­wy suk­ces, po­nie­waż po­jął i za­sto­so­wał za­sa­dy osią­ga­nia po­wo­dze­nia. Jed­ną z tych za­sad jest pra­gnie­nie, świa­do­mość tego, ku cze­mu się dąży. Przy­po­mnij­cie so­bie tę opo­wieść, któ­rą prze­czy­ta­li­ście i pod­kre­śl­cie zda­nia, w któ­rych przed­sta­wio­na jest ta­jem­ni­ca jego zdu­mie­wa­ją­ce­go osią­gnię­cia. Je­śli po­tra­fi­cie tego do­ko­nać, je­śli wasz pa­lec wska­zu­ją­cy zdo­ła od­na­leźć ten szcze­gól­ny ze­spół za­sad, któ­re uczy­ni­ły Hen­ry’ego For­da bo­ga­tym, je­ste­ście zdol­ni do do­ko­na­nia osią­gnięć rów­nych jego osią­gnię­ciom w każ­dej do­wol­nej dzie­dzi­nie, któ­ra wam od­po­wia­da.

Po­eta wy­po­wie­dział praw­dę

W sło­wach: „Je­stem ko­wa­lem swe­go losu, ka­pi­ta­nem mej du­szy” Hen­ley wy­ja­śnił nam, że je­ste­śmy twór­ca­mi wła­sne­go losu i do­wód­ca­mi na­szych dusz, po­nie­waż je­ste­śmy wład­ni kon­tro­lo­wać na­sze my­śli.

Pra­gnął nam za­ko­mu­ni­ko­wać, iż na­sze umy­sły na­ma­gne­so­wa­ne są tymi prze­wod­ni­mi my­śla­mi, któ­re pia­stu­je­my w du­chu i że – za po­mo­cą środ­ków, z któ­ry­mi nikt z nas nie jest do­sta­tecz­nie oswo­jo­ny – ten „ma­gne­tyzm” przy­cią­ga do nas siły, lu­dzi oraz oko­licz­no­ści ży­cio­we, któ­re od­po­wia­da­ją na­tu­rze tych na­szych prze­wod­nich my­śli.

Pra­gnął nas prze­ko­nać, że za­nim za­cznie­my gro­ma­dzić bo­gac­twa w wiel­kiej ob­fi­to­ści, mu­si­my na­ma­gne­ty­zo­wać na­sze my­śli sil­nym po­żą­da­niem bo­gactw, wy­ro­bić w so­bie „świa­do­mość pie­nią­dza”, po­nie­waż po­żą­da­nie pie­nię­dzy zro­dzi w nas okre­ślo­ny plan ich uzy­ska­nia.

Ale jako po­eta, a nie fi­lo­zof, Hen­ley ogra­ni­czył się do wy­ra­że­nia wiel­kiej praw­dy w po­etyc­kiej for­mie, po­zo­sta­wia­jąc fi­lo­zo­ficz­ną in­ter­pre­ta­cję swych słów tym, któ­rzy za nimi po­dą­żą.

Tak oto krok po kro­ku praw­da sama uchy­la przed nami rąb­ka swej ta­jem­ni­cy, za­nim ob­ja­wi się, pew­na tego, iż za­sa­dy przed­sta­wio­ne w tej książ­ce za­wie­ra­ją w so­bie ta­jem­ni­cę za­pa­no­wa­nia nad na­szym lo­sem ma­te­rial­nym.

Mło­dy czło­wiek ja­sno wi­dzi swój ży­cio­wy cel

Je­ste­śmy już przy­go­to­wa­ni do roz­pa­trze­nia pierw­szej z tych za­sad. Utrzy­muj umysł w trak­cie czy­ta­nia zdań do­ty­czą­cych praw­dy w peł­nej go­to­wo­ści i pa­mię­taj, że za­sa­dy owe nie są wy­na­laz­kiem żad­nej kon­kret­nej oso­by. Dzia­ła­ły one na rzecz wie­lu lu­dzi. Mo­żesz je za­sto­so­wać i ty dla wła­sne­go po­żyt­ku.

Stwier­dzisz, że da się tego do­ko­nać ła­two, bez wy­sił­ku.

Przed kil­ku laty wy­gła­sza­łem wy­kład in­au­gu­ra­cyj­ny w Sa­lem Col­le­ge, w Sa­lem w Za­chod­niej Wir­gi­nii. Za­sa­dę przed­sta­wio­ną w na­stęp­nym roz­dzia­le cha­rak­te­ry­zo­wa­łem z ta­kim unie­sie­niem, że pe­wien stu­dent przed­dy­plo­mo­we­go rocz­ni­ka przy­jął ją za swo­ją i włą­czył do swej fi­lo­zo­fii ży­cio­wej. Zo­stał po­tem człon­kiem Kon­gre­su i jed­ną z waż­nych oso­bi­sto­ści w rzą­dzie Fran­kli­na D. Ro­ose­vel­ta. I wte­dy na­pi­sał do mnie list, w któ­rym w tak ja­sny spo­sób wy­ra­ził swe zda­nie o za­sa­dzie przed­sta­wio­nej w na­stęp­nym roz­dzia­le, że zde­cy­do­wa­łem się przy­to­czyć jego list jako wstęp do tego roz­dzia­łu. Daje on bo­wiem wy­obra­że­nie o na­gro­dzie, jaka przy­pad­nie w udzia­le tym, któ­rzy się do tej za­sa­dy za­sto­su­ją:

„Dro­gi Mój Na­po­le­onie, moja dzia­łal­ność w Kon­gre­sie, da­ją­ca mi wgląd w pro­ble­my, ja­ki­mi żyje wie­lu męż­czyzn i ko­biet, upo­waż­nia mnie do sfor­mu­ło­wa­nia pew­nej rady, któ­ra może oka­zać się przy­dat­na ty­siąc­om za­słu­gu­ją­cych na nią lu­dzi.

W roku 1922, kie­dy od­by­wa­łem ostat­ni rok stu­diów w Sa­lem Col­le­ge, wy­gło­si­łeś tam wy­kład in­au­gu­ra­cyj­ny. Wy­kła­dem tym za­sia­łeś w mym umy­śle pew­ną ideę, któ­rej za­wdzię­czam to, iż słu­żę obec­nie mo­je­mu kra­jo­wi i któ­rej w znacz­nym stop­niu za­wdzię­czać będę wszyst­kie me przy­szłe suk­ce­sy ży­cio­we.

Pa­mię­tam tak do­kład­nie, jak­bym to usły­szał wczo­raj, Two­ją świet­ną cha­rak­te­ry­sty­kę me­to­dy, dzię­ki któ­rej Hen­ry Ford, ma­ją­cy na­der ubo­gie wy­kształ­ce­nie i nie ma­ją­cy ani do­la­ra w kie­sze­ni, po­zba­wio­ny wpły­wo­wych przy­ja­ciół, wspiął się na szczy­ty. Do­sze­dłem wów­czas do prze­ko­na­nia, za­nim jesz­cze za­koń­czy­łeś wy­kład, że i ja zdo­bę­dę tam dla sie­bie miej­sce, na­wet gdy­by mi przy­szło po­ko­nać nie wiem ja­kie prze­ciw­no­ści.

Tego roku ty­sią­ce mło­dych lu­dzi ukoń­czą stu­dia, po­dob­nie bę­dzie w na­stęp­nych la­tach. Każ­dy z nich roz­glą­dać się bę­dzie za sło­wa­mi kon­kret­nej za­chę­ty, ta­ki­mi jak te, któ­re To­bie za­wdzię­czam. Będą chcie­li wie­dzieć, w któ­rą się zwró­cić stro­nę, jaką obrać ży­cio­wą dro­gę. Mo­żesz im ta­kiej po­ra­dy udzie­lić, po­nie­waż ob­da­rzy­łeś nią już tak wie­lu lu­dzi.

Są dziś w Ame­ry­ce ty­sią­ce lu­dzi, któ­rzy chcie­li­by wie­dzieć, jak prze­two­rzyć po­my­sły w żywe pie­nią­dze, lu­dzi, któ­rzy za­czy­na­ją od zera, bez fi­nan­so­wych środ­ków i chcą wy­rów­nać po­nie­sio­ne w wy­ni­ku ban­kruc­twa stra­ty. Je­śli kto­kol­wiek może im w tym po­móc, to tym kimś je­steś ty.

Kie­dy wy­dasz swą książ­kę, chciał­bym otrzy­mać jej pierw­szy eg­zem­plarz, jaki wyj­dzie z dru­ku, i to opa­trzo­ny Two­im au­to­gra­fem…

Z naj­lep­szy­mi – jak do­brze wiesz – ży­cze­nia­mi ser­decz­nie Ci od­da­ny – JEN­NINGS RAN­DOLPH”

Po trzy­dzie­stu pię­ciu la­tach, ja­kie upły­nę­ły od mego in­au­gu­ra­cyj­ne­go wy­kła­du, mia­łem przy­jem­ność zna­leźć się znów w Sa­lem Col­le­ge, w roku 1957 i wy­gło­sić wy­kład pod­czas uro­czy­sto­ści wrę­cza­nia dy­plo­mów koń­czą­cym stu­dia ab­sol­wen­tom. Sam otrzy­ma­łem ty­tuł dok­to­ra ho­no­ris cau­sa w dzie­dzi­nie li­te­ra­tu­ry.

Od roku 1922 śle­dzi­łem prze­bieg ka­rie­ry za­wo­do­wej Jen­ning­sa Ran­dol­pha, któ­ry stał się jed­nym z naj­wy­bit­niej­szych w kra­ju za­rząd­ców li­nii lot­ni­czych, a tak­że wspa­nia­łym mów­cą i se­na­to­rem ze sta­nu Za­chod­nia Wir­gi­nia.

WNIO­SKI POD ROZ­WA­GĘ:

Mo­żesz być bied­nie ubra­ny i bez gro­sza, jak Edwin Bar­nes, ale go­rą­ca żą­dza suk­ce­su może ci stwo­rzyć ży­cio­wą szan­sę.

Im wy­trwa­łej po­dą­żasz wła­ści­wą dro­gą, tym bar­dziej się zbli­żasz do suk­ce­su. Bar­dzo wie­lu lu­dzi re­zy­gnu­je w chwi­li, kie­dy ów suk­ces mają już w za­się­gu ręki. Po­zo­sta­wia­ją go do wzię­cia in­nym.

Wy­tknię­ty cel jest pod­sta­wą wszel­kich osią­gnięć, za­rów­no mniej­szych, jak i więk­szych. Na­wet sil­ny męż­czy­zna może zo­stać po­ko­na­ny przez dziec­ko, któ­re zdą­ża do celu. Pod­po­rząd­kuj swe na­wy­ki my­ślo­we wa­dze twe­go ży­cio­we­go za­da­nia, a zdo­łasz osią­gnąć na­wet to, co się wy­da­je nie­moż­li­we.

Za przy­kła­dem Hen­ry’ego For­da za­szczep swą wia­rę i wy­trwa­łość in­nym, a „nie­moż­li­we” zo­sta­nie speł­nio­ne.

Mo­żesz osią­gnąć wszyst­ko,

co umysł ludz­ki zdo­ła, wy­my­ślić i w co zdo­ła uwie­rzyć.

II Pierwszy krok do bogactwa:ŻĄDZA BOGACTWA

Ma­rze­nia sta­ją się rze­czy­wi­sto­ścią, gdy żą­dza bo­gac­twa prze­kształ­ca się w kon­kret­ne dzia­ła­nie. Żą­daj od ży­cia wiel­kich da­rów, a ośmie­lisz je do tego, by ci je przy­nio­sło.

Kie­dy przed po­nad pięć­dzie­się­ciu laty Edwin C. Bar­nes wy­siadł z po­cią­gu to­wa­ro­we­go na sta­cji w East Oran­ge w sta­nie New Jer­sey, przy­po­mi­nał wy­glą­dem włó­czę­gę, ale jego gło­wę wy­peł­nia­ły my­śli god­ne mo­nar­chy!

Umysł jego pra­co­wał in­ten­syw­nie, pod­czas gdy on ma­sze­ro­wał ze sta­cji ko­le­jo­wej do biu­ra Tho­ma­sa A. Edi­so­na. Wy­obra­żał so­bie, jak sta­nie twa­rzą w twarz z Edi­so­nem. W my­ślach prze­po­wia­dał so­bie proś­bę, z jaką się do nie­go zwró­ci, aby Edi­son dał mu szan­sę speł­nie­nia ob­se­syj­nie wręcz żar­li­we­go pra­gnie­nia: aby mógł stać się part­ne­rem wiel­kie­go wy­na­laz­cy w in­te­re­sach.

Pra­gnie­nie to nie było na­dzie­ją! Nie było też ży­cze­niem! Była to żą­dza, któ­ra za­wład­nę­ła ca­łym jego je­ste­stwem. Była to żą­dza doj­rza­le ukształ­to­wa­na.

W kil­ka lat póź­niej Edwin C. Bar­nes zno­wu sta­nął twa­rzą w twarz z Edi­so­nem, w tym sa­mym ga­bi­ne­cie, w któ­rym spo­tkał wy­na­laz­cę po raz pierw­szy. Ale wte­dy jego żą­dza sta­ła się już rze­czy­wi­sto­ścią. Pro­wa­dził z Edi­so­nem wspól­ne in­te­re­sy. Naj­go­ręt­sze ma­rze­nie jego ży­cia sta­ło się rze­czy­wi­sto­ścią.

Bar­nes osią­gnął ży­cio­wy suk­ces, po­nie­waż wy­zna­czył so­bie wy­raź­ny cel i po­świę­cił całą swą ener­gię ży­cio­wą, skon­cen­tro­wał wszyst­kie swe siły na re­ali­za­cji tego celu.

Nie wol­no się wy­co­fać

Pięć lat mu­sia­ło mi­nąć, za­nim za­ry­so­wa­ła się przed nim szan­sa speł­nie­nia ży­czeń. In­nym lu­dziom wy­da­wał się w tym cza­sie je­dy­nie drob­nym try­bi­kiem w ogrom­nej ma­szy­ne­rii Edi­so­now­skich przed­się­wzięć, ale we wła­snych my­ślach przez cały ten czas, od pierw­sze­go dnia po przy­by­ciu do East Oran­ge, był już wspól­ni­kiem wy­na­laz­cy.

Jest to wspa­nia­ły przy­kład zde­cy­do­wa­ne­go po­żą­da­nia suk­ce­su ży­cio­we­go. Bar­nes osią­gnął swój cel, po­nie­waż tego, by stać się part­ne­rem Edi­so­na w in­te­re­sach po­żą­dał go­rę­cej niż cze­go­kol­wiek in­ne­go na świe­cie. Opra­co­wał też plan po­stę­po­wa­nia dla osią­gnię­cia tego celu. I spa­lił za sobą mo­sty. Trwał przy swej żą­dzy, któ­ra sta­ła się do­mi­nu­ją­cą nad całą oso­bo­wo­ścią ob­se­sją jego ży­cia, aż – w koń­cu – sta­ła się ona fak­tem.

Kie­dy wy­ru­szał do East Oran­ge, nie wma­wiał w sie­bie: „Spró­bu­ję wy­jed­nać so­bie ja­kąś po­sa­dę u Edi­so­na”. Po­wta­rzał so­bie: „Spo­tkam się z Edi­so­nem i po­wia­do­mię go, że przy­by­wam, żeby z nim wspól­nie ro­bić in­te­re­sy”.

Nie zwo­dził się też wy­mów­ka­mi w ro­dza­ju: „Będę miał oczy sze­ro­ko otwar­te, żeby do­strzec ja­kieś inne moż­li­wo­ści, gdy­by mi się nie uda­ło do­łą­czyć do przed­się­bior­stwa Edi­so­na”. Utwier­dzał się na­to­miast w swym po­sta­no­wie­niu: „Jest tyl­ko jed­na, waż­na spra­wa na świe­cie i je­stem zde­cy­do­wa­ny ją osią­gnąć, a jest nią part­ner­stwo w in­te­re­sach z Tho­ma­sem A. Edi­so­nem. Spa­lę za sobą wszyst­kie mo­sty i po­sta­wię na sza­li całą swą przy­szłość, aby osią­gnąć to, cze­go pra­gnę”.

Za­mknął za sobą wszel­ką dro­gę od­wro­tu. Po­zo­sta­ło mu tyl­ko zwy­cię­żyć lub ulec cał­ko­wi­tej za­tra­cie!

Oto cała ta­jem­ni­ca suk­ce­su ży­cio­we­go Bar­ne­sa!

Spal za sobą mo­sty

Pe­wien wiel­ki wódz, ży­ją­cy daw­no temu, sta­nął w ob­li­czu sy­tu­acji, któ­ra zmu­si­ła go do pod­ję­cia de­cy­zji roz­strzy­ga­ją­cej o zwy­cię­stwie na polu bi­twy. Mu­siał wy­słać swe woj­ska prze­ciw po­tęż­ne­mu wro­go­wi, któ­re­go siły znacz­nie prze­wyż­sza­ły jego wła­sne. Roz­ka­zał żoł­nie­rzom wsiąść na okrę­ty, po­że­glo­wać do nie­przy­ja­ciel­skiej kra­iny, wy­lą­do­wać tam wraz z ca­łym ekwi­pun­kiem, a na­stęp­nie po­le­cił okrę­ty spa­lić. Prze­ma­wia­jąc do żoł­nie­rzy przed pierw­szą bi­twą, po­wie­dział: „Wi­dzie­li­ście oto na­sze okrę­ty sto­ją­ce w pło­mie­niach. Ozna­cza to, że nie mo­że­my tych wro­gich wy­brze­ży opu­ścić żywi, aż zwy­cię­ży­my! Nie mamy wy­bo­ru – zwy­cię­ży­my – albo po­le­gnie­my!”

I zwy­cię­ży­li.

Każ­dy czło­wiek od­no­szą­cy suk­ces w ja­kimś przed­się­wzię­ciu musi być go­tów spa­lić swo­je okrę­ty i od­ciąć wszel­ką moż­li­wość od­wro­tu. Tyl­ko w ten spo­sób osią­gnąć może stan umy­słu zwa­ny żą­dzą zwy­cię­stwa, któ­ry ma klu­czo­we zna­cze­nie dla uzy­ska­nia suk­ce­su.

Na­za­jutrz po wiel­kim po­ża­rze Chi­ca­go, gro­mad­ka kup­ców sta­ła na Sta­te Stre­et po­pa­tru­jąc na dy­mią­ce zglisz­cza, któ­re wczo­raj jesz­cze były ich skle­pa­mi. Od­by­li na­stęp­nie na­ra­dę ma­ją­cą zde­cy­do­wać o tym, czy będą pró­bo­wa­li od­bu­do­wać Chi­ca­go, czy też mają je opu­ścić i za­cząć od nowa w ja­kichś bar­dziej obie­cu­ją­cych miej­sco­wo­ściach w kra­ju. Wszy­scy – z wy­jąt­kiem jed­ne­go – po­sta­no­wi­li z Chi­ca­go wy­je­chać.

Ku­piec, któ­ry zde­cy­do­wał się zo­stać, wska­zał pal­cem zglisz­cza po swo­im skle­pie i po­wie­dział: „Pa­no­wie, do­kład­nie w tym miej­scu zbu­du­ję naj­więk­szy sklep na świe­cie, choć­by jesz­cze nie wiem ile razy miał go­rzeć”.

Dzia­ło się to przed stu nie­mal laty. Zbu­do­wał sklep. Stoi on do dziś, bę­dąc wy­nio­słym po­mni­kiem owe­go sta­nu umy­słu, któ­ry na­zy­wa­my żą­dzą zwy­cię­stwa. A prze­cież ła­twiej by­ło­by Mar­shal­lo­wi Fiel­do­wi po­stą­pić tak, jak jego ko­le­dzy. Kup­cy owi ugię­li się przed trud­no­ścia­mi, ulę­kli nie­pew­nej przy­szło­ści, spa­ko­wa­li ma­nat­ki i wy­je­cha­li tam, gdzie ży­cie wy­da­wa­ło się ła­twiej­sze.

Pod­kre­śl­cie so­bie róż­ni­cę po­sta­wy Mar­shal­la Fiel­da i po­sta­wy owych kup­ców, po­nie­waż jest to ta sama róż­ni­ca, któ­ra w prak­ty­ce dzie­li tych co zwy­cię­ża­ją od tych co prze­gry­wa­ją w ży­ciu.

Każ­da isto­ta ludz­ka osią­ga­ją­ca wiek, w któ­rym poj­mu­je się przy­dat­ność pie­nię­dzy, za­czy­na ich pra­gnąć. Pra­gnie­nie nie przy­no­si bo­gac­twa. Ale żą­dza bo­gactw ro­dzą­ca stan umy­słu bli­ski ob­se­sji, a na­stęp­nie za­pla­no­wa­nie okre­ślo­nych dróg i spo­so­bów do­cho­dze­nia do bo­gac­twa, wspar­te wy­trwa­ło­ścią, któ­ra nie uzna­je klę­ski, bo­gac­two przy­nie­sie.

Sześć kro­ków wio­dą­cych od żą­dzy bo­gac­twa do zdo­by­cia pie­nię­dzy

Ustal so­bie

do­kład­ną

sumę pie­nię­dzy, któ­rej po­żą­dasz. Nie wy­star­czy po­wie­dzieć so­bie tyl­ko „Chcę mieć dużo pie­nię­dzy”. Bądź do­kład­ny w okre­śle­niu tej sumy. (Jest pe­wien po­wód psy­cho­lo­gicz­ny tej do­kład­no­ści, któ­ry omó­wię w na­stęp­nym roz­dzia­le).

Określ so­bie do­kład­nie, co za­mie­rzasz dać z sie­bie w za­mian za pie­nią­dze, któ­rych po­żą­dasz. (Nie ma tak w ży­ciu, aby zy­skać „coś za nic”).

Wy­znacz do­kład­ną datę, w któ­rej bę­dziesz

po­sia­dał

pie­nią­dze, któ­rych łak­niesz.

Opra­cuj do­kład­ny plan re­ali­za­cji swej żą­dzy i przy­stąp

od razu

do jego

re­ali­za­cji

nie­za­leż­nie od tego, czy już je­steś, czy nie je­steś go­tów do dzia­ła­nia.

Na­pisz so­bie ja­sne, zwię­złe oświad­cze­nie okre­śla­ją­ce sumę pie­nię­dzy, któ­rą za­mie­rzasz zdo­być, ter­min, w któ­rym mu­sisz tego do­ko­nać, zo­bo­wią­za­nia do­ty­czą­ce tego, co za­mie­rzasz dać z sie­bie w za­mian za te pie­nią­dze i przed­staw w nim ja­sno plan pro­wa­dzą­cy do zdo­by­cia tych pie­nię­dzy.

Od­czy­tuj so­bie to oświad­cze­nie na głos dwa razy dzien­nie, raz przed snem, dru­gi raz – rano po prze­bu­dze­niu. W trak­cie czy­ta­nia czuj się i za­cho­wuj, jak­byś wie­rzył, że już te pie­nią­dze zdo­by­łeś.

Jest rze­czą bar­dzo waż­ną, abyś do­kład­nie wy­peł­niał wszyst­kie za­le­ce­nia za­war­te w po­wyż­szych punk­tach. Szcze­gól­nie waż­ne jest wy­peł­nia­nie po­le­ceń za­war­tych w punk­cie szó­stym. Pew­nie w pierw­szej chwi­li wyda ci się nie­moż­li­we, by się „po­czuć po­sia­da­czem pie­nię­dzy”, za­nim je na­praw­dę zdo­bę­dziesz. Ale w tym wzglę­dzie żą­dza bo­gactw po­śpie­szy ci z po­mo­cą. Je­śli na­praw­dę po­żą­dasz pie­nię­dzy, nie spra­wi ci trud­no­ści prze­ko­na­nie się, że je­steś w sta­nie je zdo­być. Kwe­stią de­cy­du­ją­cą jest pra­gnie­nie pie­nię­dzy i zde­cy­do­wa­ne po­sta­no­wie­nie ich zdo­by­cia, a wte­dy zdo­łasz wy­two­rzyć w so­bie prze­ko­na­nie, że je zdo­bę­dziesz.

Za­sa­dy po­stę­po­wa­nia war­te 100 000 000 do­la­rów

Tym oso­bom, któ­re nie prze­cho­dzi­ły kształ­ce­nia z za­kre­su sku­tecz­nych za­sad funk­cjo­no­wa­nia umy­słu ludz­kie­go, za­le­ce­nia po­wy­żej przed­sta­wio­ne mogą się wy­dać nie­prak­tycz­ne. Może więc tym, któ­rzy po­wąt­pie­wa­ją w słusz­ność tych sze­ściu za­sad, po­moc­ne oka­że się przy­po­mnie­nie, że po­cho­dzą one od An­drew Car­ne­gie­go, któ­ry roz­po­czy­nał ka­rie­rę ży­cio­wą jako zwy­kły ro­bot­nik w sta­low­ni, ale za­sto­so­wał je z taką sku­tecz­no­ścią, iż za­sa­dy owe po­zwo­li­ły mu dojść od owe­go skrom­ne­go punk­tu star­tu, do for­tu­ny prze­wyż­sza­ją­cej sto mi­lio­nów do­la­rów.

Dal­szą po­mo­cą oka­zać się może in­for­ma­cja, że kwin­te­sen­cję owych sze­ściu za­sad z peł­nym prze­ko­na­niem po­twier­dził Tho­mas A. Edi­son, któ­ry uznał je nie tyl­ko za naj­sku­tecz­niej­sze kro­ki wio­dą­ce do zdo­by­cia pie­nię­dzy, ale w ogó­le do osią­gnię­cia każ­de­go waż­ne­go celu ży­cio­we­go.

Kro­ki te nie wy­ma­ga­ją wca­le żad­nej „cięż­kiej pra­cy”. Nie wzy­wa­ją też do żad­nych po­świę­ceń. Nie trze­ba sta­wać się w ich kon­se­kwen­cji ani śmiesz­nym, ani na­iw­nym. Ale sku­tecz­ne za­sto­so­wa­nie tych sze­ściu za­sad wy­ma­ga wy­obraź­ni nie­zbęd­nej po to, by czło­wiek był w sta­nie po­jąć, iż zdo­by­cia pie­nię­dzy nie moż­na po­zo­sta­wić sa­me­mu lo­so­wi, szczę­ściu ani przy­pad­ko­wi. Trze­ba so­bie uzmy­sło­wić, że lu­dzie, któ­rzy do­szli do wiel­kich for­tun, naj­pierw o nich ma­rzy­li, ży­czy­li ich so­bie, po­żą­da­li i pla­no­wa­li ich zdo­by­cie, a do­pie­ro po­tem po­sie­dli owe for­tu­ny.

Po­wi­nie­neś już te­raz uświa­do­mić so­bie, że nig­dy nie doj­dziesz do wiel­kich bo­gactw je­śli nie po­sie­jesz i nie wy­ho­du­jesz w so­bie ziar­na żą­dzy bo­gac­twa i praw­dzi­wej wia­ry w to, że je zdo­bę­dziesz.

Śmia­łe ma­rze­nia mogą się prze­kształ­cić w rze­czy­wi­stość

My, któ­rzy dą­ży­my do bo­gac­twa, po­win­ni­śmy po­czuć się wspar­ci na du­chu świa­do­mo­ścią, że świat, w któ­rym ży­je­my, wy­ma­ga no­wych idei, no­wych me­tod na­ucza­nia, no­wych spo­so­bów mar­ke­tin­gu, no­wych ksią­żek, no­wej li­te­ra­tu­ry, no­wych fil­mów te­le­wi­zyj­nych, no­wych po­my­słów fil­mo­wych. Za tą po­trze­bą rze­czy no­wych i lep­szych kry­je się pew­na war­tość, któ­rą trze­ba uznać za swo­ją, jest nią mia­no­wi­cie okre­ślo­ny cel, świa­do­mość tego, co się chce osią­gnąć i żą­dza osią­gnię­cia tego celu.

Ten, kto dąży do bo­gac­twa, po­wi­nien pa­mię­tać, że wszy­scy wiel­cy przy­wód­cy tego świa­ta byli ludź­mi, któ­rzy od­kry­li i za­sto­so­wa­li w prak­ty­ce nie­uchwyt­ne, nie­wi­dzial­ne moce nie wy­ko­rzy­sta­nych moż­li­wo­ści i prze­ku­li te moce (lub też im­pul­sy albo idee) w dra­pa­cze chmur, osie­dla miej­skie, fa­bry­ki, sa­mo­lo­ty, sa­mo­cho­dy i wszel­kie inne udo­god­nie­nia czy­nią­ce ży­cie przy­jem­niej­szym.

Kie­dy bę­dziesz so­bie pla­no­wał zdo­by­cie wła­sne­go udzia­łu w ogól­nym bo­gac­twie, nie po­zwól ni­ko­mu po­gar­dzać twy­mi ma­rze­nia­mi. Aby zdo­być po­waż­ną po­zy­cję w zmie­nia­ją­cym się świe­cie, mu­sisz wzbu­dzić w so­bie du­cha daw­nych wiel­kich pio­nie­rów, któ­rych ma­rze­nia nada­ły cy­wi­li­za­cji wszel­kie war­to­ści, ja­ki­mi się od­zna­cza, któ­rych duch stał się od­żyw­czą krwią po­bu­dza­ją­cą roz­wój na­sze­go kra­ju – i stwo­rzył to­bie i mnie szan­sę na wy­ko­rzy­sta­nie na­szych ta­len­tów.

Kie­dy spra­wa, któ­rej pra­gniesz do­ko­nać, jest słusz­na i wie­rzysz w nią, dąż do jej osią­gnię­cia! Wy­peł­nij nią swe ma­rze­nia i nie zwra­caj uwa­gi na przej­ścio­we po­raż­ki, po­nie­waż „one same” za­pew­ne nie wie­dzą, że każ­da po­raż­ka mie­ści w so­bie za­lą­żek rów­no­wa­żą­ce­go ją po­wo­dze­nia.

Tho­mas Edi­son ma­rzył o lam­pie elek­trycz­nej, za­czął to ma­rze­nie wcie­lać w ży­cie, kie­dy sta­ło się to moż­li­we i trwał przy nim na prze­kór ty­sięcz­nym nie­po­wo­dze­niom, aż swe ma­rze­nia speł­nił. Ma­rzy­cie­le prak­tycz­ni nig­dy się nie za­ła­mu­ją!

Whe­la­no­wi ma­rzy­ła się sieć skle­pów z cy­ga­ra­mi, prze­kształ­cił to ma­rze­nie w rze­czy­wi­stość i dziś łań­cuch Uni­ted Ci­gar Sto­res opla­ta całą Ame­ry­kę.

Bra­cia Wri­ght ma­rzy­li o ma­szy­nie, któ­ra wzbi­je się w po­wie­trze. Cały świat prze­ko­nał się już daw­no, że było to ma­rze­nie twór­cze.

Mar­co­ni snuł ma­rze­nia o spo­so­bie wy­ko­rzy­sta­nia nie­uchwyt­nych sił za­war­tych w ete­rze. Do­wo­dem na to, że nie było to ma­rze­nie ja­ło­we, jest każ­dy z nie­zli­czo­nych od­bior­ni­ków ra­dio­wych i te­le­wi­zyj­nych. Może cię za­cie­ka­wić in­for­ma­cja o tym, że „przy­ja­cie­le” Mar­co­nie­go, kie­dy ten ogło­sił pu­blicz­nie, iż od­krył spo­sób prze­ka­zy­wa­nia na od­le­głość ko­mu­ni­ka­tów bez uży­cia ka­bli ani żad­nych in­nych fi­zycz­nych środ­ków ko­mu­ni­ko­wa­nia się, osa­dzi­li go w od­osob­nie­niu i pod­da­li ba­da­niom psy­chia­trycz­nym. Dzi­siej­si ma­rzy­cie­le znaj­du­ją się w lep­szej sy­tu­acji.

Świat dzi­siej­szy wy­peł­nio­ny jest bo­gac­twem moż­li­wo­ści, któ­rych ist­nie­nia daw­ni ma­rzy­cie­le na­wet nie po­dej­rze­wa­li.

Żą­dza suk­ce­su ośmie­la ma­rze­nia

Żą­dza za­ist­nie­nia i do­ko­na­nia jest punk­tem wyj­ścia dla ma­rzy­cie­la. Ma­rze­nia nie ro­dzą się bo­wiem z obo­jęt­no­ści, le­ni­stwa ani bra­ku am­bi­cji.

Miej w pa­mię­ci tych, któ­rzy od­nie­śli ży­cio­wy suk­ces za­czy­na­jąc od trud­nych po­cząt­ków, sta­cza­jąc z prze­ciw­no­ścia­mi ży­cia licz­ne wy­czer­pu­ją­ce po­tycz­ki, aż „osią­gnę­li” cel. Mo­men­tem zwrot­nym w ży­ciu tych lu­dzi była za­zwy­czaj ja­kaś sy­tu­acja kry­zy­so­wa, w wy­ni­ku któ­rej od­kry­wa­li w so­bie „nową oso­bo­wość”.

Ja­mes Bu­ny­an na­pi­sał „Wę­drów­kę piel­grzy­ma”, któ­ra jest jed­nym z naj­wspa­nial­szych dzieł li­te­ra­tu­ry an­giel­skiej, po wtrą­ce­niu do wię­zie­nia z su­ro­wym wy­ro­kiem za jego prze­ko­na­nia re­li­gij­ne.

O. Hen­ry od­krył ge­niusz li­te­rac­ki tkwią­cy w jego umy­śle, kie­dy spo­tka­ło go wiel­kie nie­szczę­ście i osa­dzo­ny zo­stał w wię­zie­niu w mie­ście Co­lum­bus w sta­nie Ohio. Zmu­szo­ny oko­licz­no­ścia­mi do wy­pra­co­wa­nia so­bie „no­wej oso­bo­wo­ści” i do wy­tę­że­nia wy­obraź­ni, stwier­dził, iż jest wiel­kim pro­za­ikiem, a nie więź­niem i wy­rzut­kiem spo­łe­czeń­stwa.

Char­les Dic­kens roz­po­czy­nał ży­cio­wą ka­rie­rę od przy­kle­ja­nia na­le­pek na pu­deł­kach z czer­ni­dłem do bu­tów. Tra­ge­dia mi­ło­sna prze­ora­ła mu głę­bo­ko du­szę i uczy­ni­ła go jed­nym z naj­więk­szych pi­sa­rzy świa­ta. Wy­da­ła ona na świat naj­pierw „Da­wi­da Cop­per­fiel­da”, a na­stęp­nie wie­le utwo­rów, któ­re tym, co je czy­ta­li, uczy­ni­ły świat bo­gat­szym i lep­szym.

Hel­len Kel­ler nie­dłu­go po przyj­ściu na świat stra­ci­ła słuch, mowę i wzrok. Mimo tego naj­okrut­niej­sze­go nie­szczę­ścia wpi­sa­ła swe imię w kro­ni­kę świa­to­wych wiel­ko­ści. Całe jej ży­cie sta­no­wi do­wód, iż ni­ko­go nie spo­sób po­ko­nać, je­śli sam nie uzna się za po­ko­na­ne­go.

Ro­bert Burns był nie­okrze­sa­nym, nie­pi­śmien­nym wiej­skim chło­pa­kiem. Tra­pio­ny bie­dą wy­ra­stał na kar­czem­ne­go pi­ja­czy­nę. Ale świat wzbo­ga­cił się dzię­ki jego my­ślom odzia­nym w po­etyc­kie pięk­no, któ­re usu­wa­ło z serc ludz­kich cier­nie i po­zwa­la­ło roz­kwit­nąć w ich miej­sce ró­żom.

Beetho­ven był głu­chy, Mil­ton ociem­nia­ły, ale na­zwi­ska ich żyć będą aż po kres wszech cza­sów, po­nie­waż ma­rzy­li i umie­li ująć te ma­rze­nia w zor­ga­ni­zo­wa­ną myśl.

Za­cho­dzi istot­na róż­ni­ca po­mię­dzy pra­gnie­niem ja­kiejś rze­czy i go­to­wo­ścią na jej przy­ję­cie. Nikt nie jest go­tów na przy­ję­cie żad­nej rze­czy, do­pó­ki nie uwie­rzy, że może ją osią­gnąć. Sta­nem jego umy­słu musi być wia­ra, nie po­wierz­chow­na na­dzie­ją czy pra­gnie­nie. Peł­na otwar­tość umy­słu ma dla osią­gnię­cia wia­ry zna­cze­nie klu­czo­we. Umy­sły za­mknię­te, za­lęk­nio­ne nie ro­dzą ani wia­ry, ani od­wa­gi.

Pa­mię­taj, że w grun­cie rze­czy do osią­gnię­cia am­bit­nych ce­lów ży­cio­wych po­trze­ba mniej wy­sił­ku niż do zno­sze­nia ubó­stwa i bie­dy.

Żą­dza prze­kra­cza gra­ni­ce „nie­moż­li­we­go”

Jako kon­klu­zję tego roz­dzia­łu chcę przed­sta­wić jed­ną z naj­nie­zwy­klej­szych po­sta­ci, z ja­ki­mi się ze­tkną­łem w ży­ciu. Po raz pierw­szy zo­ba­czy­łem tego czło­wie­ka w kil­ka mi­nut po jego przyj­ściu na świat. Jako no­wo­ro­dek nie miał ani śla­du uszu i dok­tor za­gad­nię­ty o opi­nię o tym fe­no­me­nie uznał, że dziec­ko po­zo­sta­nie na całe ży­cie głu­cho­nie­me.

Od­rzu­ci­łem tę le­kar­ską opi­nię. Mia­łem do tego pra­wo; by­łem oj­cem tego dziec­ka. Ja też pod­ją­łem pew­ną de­cy­zję i wy­ro­bi­łem so­bie w tej spra­wie opi­nię, ale wy­ra­ża­łem ją tyl­ko w naj­więk­szej ta­jem­ni­cy w głę­bi wła­sne­go ser­ca.