Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus - John Gray - ebook + audiobook + książka

Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus ebook

John Gray

0,0
33,90 zł

lub
Opis

Książka, która zapoczątkowała wielką popularność J. Graya.

J. Gray w swoim bestsellerowym poradniku wyjaśnia, dlaczego kobietom i mężczyznom tak trudno stworzyć szczęśliwy związek. Radzi też, jak mogą oni wykorzystać świadomość dzielących ich różnic, by zbudować harmonijną relację.

Książka ta zapoczątkowała ogromną popularność autora i na stałe weszła do kanonu najbardziej poczytnych poradników podejmujących tematy związków, a jej tytuł w potocznym języku stał się synonimem różnic między kobietami i mężczyznami.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 333

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Książkę tę z naj­głęb­szą miło­ścią i wzru­sze­niem dedy­kuję mojej żonie, Bon­nie Gray.Jej miłość, wraż­li­wość, mądrość i siła spra­wiły, że mogłem naj­le­piej, jak tylko umiem, przed­sta­wić to, czego się wspól­nie nauczy­li­śmy.

PODZIĘ­KO­WA­NIA

Dzię­kuję mojej żonie Bon­nie za to, że odbyła ze mną całą drogę, która dopro­wa­dziła do powsta­nia tej książki. Jestem jej wdzięczny, że zgo­dziła się, bym uchy­lił rąbka naszej pry­wat­no­ści, oraz że pomo­gła mi zro­zu­mieć i doce­nić kobiecy spo­sób widze­nia świata.

Dzię­kuję naszym trzem cór­kom – Shan­non, Julie i Lau­ren – za ich nie­za­chwianą miłość i zachętę. Wyzwa­nie, jakim była dla mnie rola ojca, pozwo­liło mi pojąć, jakie trud­no­ści musieli poko­nać moi rodzice. Dzięki temu, że sam mam dzieci, jesz­cze bar­dziej kocham swo­ich rodzi­ców. Będąc ojcem, lepiej zro­zu­mia­łem wła­snego ojca.

Dzię­kuję moim rodzi­com za to, że z wielką miło­ścią wycho­wali całą naszą sió­demkę.

Jestem wdzięczny naj­star­szemu bratu Davi­dowi za to, że rozu­mie moje uczu­cia i pochwala spo­sób, w jaki je wypo­wia­dam. Dzię­kuję mojemu bratu Wil­lia­mowi za usta­wiczne zachę­ca­nie mnie do więk­szego wysiłku. Dzię­kuję mojemu bratu Rober­towi za pewną roz­mowę, która trwała aż po świt i tak wiele wnio­sła do mojej pracy. Dzię­kuję mojemu bratu Tomowi za doda­wa­nie mi otu­chy i jego wspa­niały opty­mizm. Dzię­kuję mojej sio­strze Vir­gi­nii za to, że zawsze we mnie wie­rzyła i że wysoko oce­nia moje semi­na­ria. Zawsze pozo­stanę wdzięczny mojemu zmar­łemu młod­szemu bratu Jimmy’emu za jego miłość i podziw, które wciąż poma­gają mi w trud­nych chwi­lach.

Dzię­kuję mojej agentce, Patti Bre­it­man, któ­rej twór­cza pomoc i entu­zjazm towa­rzy­szyły tej książce od pierw­szych stron aż po finał. Dzię­kuję Carole Bid­nick za wspar­cie, któ­rego udzie­liła mi w trud­nych chwi­lach roz­po­czy­na­nia pracy. Dzię­kuję Susan Mol­dow i Nancy Peske za popar­cie i rady, któ­rych mi udzie­liły. Dzię­kuję zespo­łowi Har­per­Col­lins za to, że zawsze mogłem liczyć na jego pomoc w swo­ich poszu­ki­wa­niach.

Pra­gnę też wyra­zić wdzięcz­ność tysiącom ano­ni­mo­wych uczest­ni­ków moich semi­na­riów, któ­rzy dzie­lili się ze mną swo­imi doświad­cze­niami i zachę­cali do napi­sa­nia książki. Przy­go­to­wu­jąc moż­li­wie pełną pre­zen­ta­cję roz­le­głego tematu, jakim są pro­blemy w poro­zu­mie­wa­niu się, czu­łem ich nie­słab­nące wspar­cie.

Jestem wdzięczny moim pacjen­tom za to, że zaufali mi i opo­wie­dzieli o swo­ich domo­wych zma­ga­niach.

Dzię­kuję Steve’owi Mar­ti­neau za jego mądre wska­zówki, które wpły­nęły na kształt tej książki. Dzię­kuję tym wszyst­kim, któ­rych ser­decz­ność i wspa­nia­ło­myśl­ność pozwo­liły powo­łać do życia John Gray Rela­tion­ship Semi­nars (wła­śnie semi­na­ria były polem, na któ­rym dosko­na­li­łem i roz­wi­ja­łem swoją pracę). Byli to: Elley i Ian Core­no­wie z Santa Cruz, Debra Mudd, Gary i Helen Fran­cel­lo­wie z Hono­lulu, Bill i Judy Elbrin­go­wie z San Fran­ci­sco, David Obst­feld i Fred Kli­ner z Waszyng­tonu, Eli­za­beth Kling z Bal­ti­more, Clark i Dot­tie Bar­te­lo­wie z Seat­tle, Michael Naja­rian z Pho­enix, Glo­ria Man­che­ster z Los Ange­les, San­dee Mac z Houston, Ear­lene Car­rillo z Las Vegas, David Far­low z San Diego, Bart i Mer­ril Jacob­so­wie z Dal­las oraz Ove Johans­son i Ewa Mar­tens­son ze Sztok­holmu.

Dzię­kuję Richar­dowi Cohe­nowi i Cindy Black z Bey­ond Words Publi­shing za ich auten­tyczny i ser­deczny wkład w powsta­nie mojej poprzed­niej książki Mar­sja­nie i Wenu­sjanki: tajem­nica uda­nego związku, w któ­rej tkwił zalą­żek wszyst­kiego, co potem roz­wi­ną­łem, pisząc obecną książkę.

Dzię­kuję Joh­nowi Vest­ma­nowi z Tria­non Stu­dios za zna­ko­mite nagra­nie całego mojego semi­na­rium oraz Dave’owi Mor­to­nowi i zespo­łowi Cas­sette Express za pro­fe­sjo­na­lizm, z jakim potrak­to­wali dostar­czony im mate­riał.

Spo­śród męż­czyzn, któ­rych opo­wia­da­nia szcze­gól­nie mnie wzbo­ga­ciły, osobne podzię­ko­wa­nia skła­dam Len­ney­owi Eige­rowi, Char­le­sowi Woodowi, Jacqu­esowi Early’emu, Davi­dowi Pla­ce­kowi i Chri­sowi John­sowi, który wspo­mógł wyda­nie mojego ręko­pisu.

Dzię­kuję mojej sekre­tarce Aria­nie za to, że na cały czas mojej pracy nad książką wzięła na sie­bie odpo­wie­dzial­ność za pro­wa­dze­nie biura.

Dzię­kuję mojemu adwo­ka­towi Jerry’emu Rie­fol­dowi, który jest także przy­bra­nym dziad­kiem moich dzieci, za to, że zawsze mogłem na niego liczyć.

Dzię­kuję Clif­for­dowi McGu­ire’owi za naszą dwu­dzie­sto­let­nią przy­jaźń. Nie mógł­bym sobie życzyć lep­szego przy­ja­ciela i doradcy.

WSTĘP

W tydzień po naro­dzi­nach naszej córki Lau­ren moja żona Bon­nie i ja byli­śmy zupeł­nie wyczer­pani. Lau­ren nie dawała nam zasnąć. Bon­nie po poro­dzie pra­wie nie mogła cho­dzić i musiała brać środki prze­ciw­bó­lowe. Przez pięć dni pozo­sta­wa­łem w domu, żeby jej pomóc, a potem wró­ci­łem do pracy. Wyda­wało mi się, że Bon­nie czuje się już lepiej.

Kiedy mnie nie było, skoń­czyły się jej środki prze­ciw­bó­lowe. Zamiast zadzwo­nić do mnie do pracy, popro­siła jed­nego z moich braci, który wpadł z wizytą, by poszedł do apteki. On jed­nak z jakie­goś powodu nie przy­niósł jej table­tek. Bon­nie przez cały dzień opie­ko­wała się nowo­rod­kiem, cier­piąc okrop­nie.

Ja tym­cza­sem nie mia­łem o niczym poję­cia. Kiedy wró­ci­łem do domu, Bon­nie była zupeł­nie wytrą­cona z rów­no­wagi.

Nie rozu­mia­łem, o co cho­dzi. Mia­łem wra­że­nie, że mnie oskarża, gdy mówiła: „Cały dzień mnie boli. Skoń­czyły się tabletki. Leżę zwi­nięta w łóżku i nikogo to nie obcho­dzi”.

Zaczą­łem się bro­nić: „Dla­czego do mnie nie zadzwo­ni­łaś?” A ona odpo­wie­działa: „Pro­si­łam two­jego brata, ale zapo­mniał! Cze­ka­łam cały dzień, aż wróci. Co mia­łam zro­bić? Ledwo cho­dzę. Czuję się taka opusz­czona!”

Wtedy wybu­chłem. Ja także byłem tego dnia poiry­to­wany. Byłem zły, że do mnie nie zadzwo­niła. Czu­łem wście­kłość, myśląc o tym, że mnie oskarża, cho­ciaż nawet nie wie­dzia­łem, że cierpi. Powie­dzie­li­śmy sobie kilka nie­mi­łych słów i ruszy­łem w stronę drzwi. Byłem zmę­czony, zde­ner­wo­wany i dość już usły­sza­łem. Oboje doszli­śmy do kresu wytrzy­ma­ło­ści. I wtedy stało się coś, co odmie­niło moje życie.

Bon­nie powie­działa: „Pocze­kaj! Nie odchodź, pro­szę. Teraz naj­bar­dziej cię potrze­buję. Jestem cała obo­lała. W ogóle nie sypiam. Pro­szę, wysłu­chaj mnie”. Zatrzy­ma­łem się. Bon­nie mówiła dalej: „John, póki jestem słodka i kocha­jąca, jesteś przy mnie, ale kiedy tylko zaczy­nam być roz­ża­lona, po pro­stu wycho­dzisz”. Potem prze­rwała i z oczami peł­nymi łez dodała: „Teraz bar­dzo mnie boli. Nie mam ci nic do ofia­ro­wa­nia. Wła­śnie teraz naj­bar­dziej cię potrze­buję. Pro­szę, chodź tutaj i przy­tul mnie. Nic nie musisz mówić. Wystar­czy, że poczuję, jak mnie obej­mu­jesz. Pro­szę, nie odchodź”.

Zbli­ży­łem się i w mil­cze­niu wzią­łem ją w obję­cia. Pła­kała, przy­tu­lona do mnie. Po kilku minu­tach podzię­ko­wała mi, że nie wysze­dłem i że mogła popła­kać na moim ramie­niu. Tego dnia po raz pierw­szy nie zosta­wi­łem jej samej. Zosta­łem i czu­łem się z tym świet­nie. W końcu dałem jej to, czego rze­czy­wi­ście potrze­bo­wała. To chyba naprawdę była miłość: tro­ska o drogą osobę, wiara w nasze uczu­cie, obec­ność dru­giego czło­wieka. Byłem zasko­czony, jak łatwo udało mi się pomóc Bon­nie, kiedy tylko wska­zała mi wła­ściwą drogę. Inna kobieta w tej sytu­acji instynk­tow­nie wie­dzia­łaby, czego Bon­nie potrzeba, lecz ja jako męż­czy­zna nie mia­łem poję­cia, że doty­ka­nie, przy­tu­la­nie i wysłu­chi­wa­nie żalów jest dla niej takie ważne.

Ni­gdy bym nie uwie­rzył, że tak łatwo roz­wią­żemy nasz kon­flikt.

W moich wcze­śniej­szych związ­kach sta­wa­łem się w takich chwi­lach nie­chętny albo obo­jętny, po pro­stu dla­tego, że nie wie­dzia­łem, co wła­ści­wie mógł­bym zro­bić. Pew­nie z tego powodu moje pierw­sze mał­żeń­stwo było bar­dzo trudne i bole­sne.

Incy­dent z Bon­nie uświa­do­mił mi, jak mógł­bym zmie­nić swoje zacho­wa­nie. Zain­spi­ro­wał mnie także do pod­ję­cia sied­mio­let­nich badań, które w końcu dopro­wa­dziły do powsta­nia tej książki.

Uświa­do­mi­łem sobie, jak bar­dzo kobiety róż­nią się od męż­czyzn, i zda­łem sobie sprawę, że mał­żeń­stwo nie musi być cią­głą walką. Pamię­ta­jąc o dzie­lą­cych nas róż­ni­cach, mogli­śmy z Bon­nie sku­tecz­nie popra­wić nasze spo­soby poro­zu­mie­wa­nia się. Zro­biło nam się z sobą po pro­stu przy­jem­niej. Pozna­jąc i zgłę­bia­jąc te róż­nice, zyska­li­śmy świa­do­mość rze­czy, o któ­rych ni­gdy nie mówili nam rodzice, choćby dla­tego, że podob­nie jak my, nie zda­wali sobie dotąd sprawy z ich ist­nie­nia. Kiedy zaczą­łem się dzie­lić wła­snymi odkry­ciami z oso­bami przy­cho­dzą­cymi ze swo­imi pro­ble­mami do mojego gabi­netu, zauwa­ży­łem, że moje rady przy­nio­sły rów­nież w ich związ­kach zna­czącą poprawę. Od tego czasu dosłow­nie tysiące par, które spo­tka­łem na swo­ich semi­na­riach, uznały, że w ich związ­kach nastą­piła cudowna odmiana.

Minęło sie­dem lat, a ja wciąż dostaję listy, zdję­cia uśmiech­nię­tych mał­żon­ków z dziećmi, kartki z podzię­ko­wa­niami za ura­to­wa­nie czy­je­goś związku. Co prawda to nie ja ratuję mał­żeń­stwa, lecz miłość, ale wielu tych ludzi z pew­no­ścią roz­wio­dłoby się, gdyby nie nauczono ich w porę lep­szego rozu­mie­nia płci prze­ciw­nej.

Susan i Jim byli mał­żeń­stwem od dzie­się­ciu lat. Jak więk­szość par, oni także zaczy­nali wspólne życie, bar­dzo się kocha­jąc. Nade­szły jed­nak lata nara­sta­ją­cej fru­stra­cji i roz­cza­ro­wań, a wtedy, myśląc, że ich uczu­cie wyga­sło, zde­cy­do­wali się na roz­sta­nie. Przed prze­pro­wa­dze­niem roz­wodu posta­no­wili jesz­cze przyjść na moje week­en­dowe semi­na­rium. Susan powie­działa mi: „Pró­bo­wa­li­śmy wszyst­kiego, by oca­lić ten zwią­zek, ale nic nie pomaga. Za bar­dzo się róż­nimy”. W cza­sie semi­na­rium ze zdu­mie­niem się dowie­dzieli, że te liczne róż­nice są zupeł­nie natu­ralne. Ucie­szyło ich odkry­cie, że inne pary prze­szły dokład­nie tę samą drogę.

W ciągu zale­d­wie dwóch dni Susan i Jim nauczyli się zupeł­nie nowego spoj­rze­nia na naturę męż­czyzn i kobiet.

Znowu się w sobie zako­chali. Ich zwią­zek cudow­nie się prze­obra­ził. Nie myśleli już o roz­wo­dzie. Marzyli, by razem spę­dzić resztę życia. Jim powie­dział potem, że to wła­śnie dzięki zro­zu­mie­niu dzie­lą­cych ich róż­nic mogli się wza­jem­nie odzy­skać.

Sześć lat póź­niej zapro­sili mnie, bym zoba­czył ich nowy dom i poznał całą rodzinę. Wciąż się kochali i dzię­ko­wali za to, że pozwo­li­łem im lepiej się zro­zu­mieć i że się nie roz­stali.

Cho­ciaż więk­szość ludzi wie, że męż­czyźni i kobiety bar­dzo się róż­nią, pozo­staje dla nich nie­ja­sne, na czym ta róż­nica polega. Wielu spe­cja­li­stów poru­szało ten temat w swo­ich książ­kach, lecz prace te były zwy­kle jed­no­stronne i pogłę­biały tylko wza­jemną nie­chęć i brak zaufa­nia. Jedna z płci była zazwy­czaj przed­sta­wiana jako ofiara dru­giej. Potrzebny był pro­sty pod­ręcz­nik mówiący o tym, jak natu­ralne są róż­nice mię­dzy kobie­tami a męż­czy­znami.

Aby wzbo­ga­cić i ule­czyć kon­takty mię­dzy przed­sta­wi­cie­lami obu płci, należy im pomóc w zro­zu­mie­niu dzie­lą­cych ich róż­nic. Pozwoli to męż­czy­znom i kobie­tom na nowo się zaak­cep­to­wać oraz umoc­nić poczu­cie wła­snej war­to­ści, a jed­no­cze­śnie obda­rzyć part­nera miło­ścią, z całą jej nie­zmie­rzoną ufno­ścią, chę­cią współ­dzia­ła­nia i przyj­mo­wa­niem odpo­wie­dzial­no­ści.

W wyniku ankiety, jaką prze­pro­wa­dzi­łem wśród 25 000 uczest­ni­ków moich semi­na­riów, udało mi się zde­fi­nio­wać zasad­ni­cze róż­nice mię­dzy kobie­tami a męż­czy­znami. Kiedy będzie­cie czy­tać o tych róż­ni­cach, poczu­je­cie, jak wyro­słe mię­dzy wami mury nie­uf­no­ści i urazy walą się w gruzy. Wszyst­kie zasady opi­sane w tej książce zostały wypró­bo­wane w prak­tyce. 90 pro­cent ankie­to­wa­nych osób cał­ko­wi­cie utoż­sa­miało się z uczu­cio­wymi mode­lami męż­czy­zny i kobiety, jakie przed­sta­wi­łem.

Męż­czyźni są z Marsa, kobiety z Wenus to pod­ręcz­nik o szczę­śli­wym związku z lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku. Mówi głów­nie o tym, że męż­czyźni i kobiety ina­czej myślą, czują, postrze­gają, reagują i kochają, innych rze­czy pra­gną i inne cenią. Zdaje się cza­sem, jakby pocho­dzili z róż­nych pla­net, któ­rych miesz­kańcy mają odmienne potrzeby i mówią wła­snymi języ­kami.

Ta książka pomoże wam unik­nąć nie­zro­zu­mie­nia i nie­wła­ści­wych ocze­ki­wań. Jeśli będzie­cie pamię­tali, że part­ner pocho­dzi z innej pla­nety, to posta­ra­cie się, zamiast go zmie­niać – jak bywało dotąd – roz­po­cząć współ­dzia­ła­nie oparte na zro­zu­mie­niu faktu, że musi­cie się róż­nić. Co waż­niej­sze, nauczy­cie się prak­tycz­nych tech­nik roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów pły­ną­cych z waszej odmien­no­ści.

Stwo­rze­nie szczę­śli­wego związku jest cza­sami bar­dzo trudne. Oczy­wi­ście, że poja­wią się pro­blemy. Tylko że mogą one albo stać się źró­dłem urazy i odrzu­ce­nia part­nera, albo posłu­żyć do zbu­do­wa­nia głęb­szego wza­jem­nego zro­zu­mie­nia, bli­sko­ści, zaufa­nia i miło­ści. Wska­zówki, które znaj­dzie­cie w tej książce, pomogą wam roz­wią­zy­wać pro­blemy, jakie napo­tka­cie w waszym wspól­nym życiu. W ten spo­sób uzy­ska­cie narzę­dzie, które pozwoli wam zdo­być miłość, jakiej pra­gnie­cie, i oka­zać part­ne­rowi swoją czu­łość i pomoc, na które zasłu­guje.

Natu­ral­nie, książka ta zawiera wiele uogól­nień i cza­sem nie­które stwier­dze­nia wyda­dzą się wam bar­dziej trafne, a inne mniej. Każdy z nas ma prze­cież wła­sną oso­bo­wość. Cza­sami na moich semi­na­riach spo­ty­ka­łem i takie pary, w któ­rych związ­kach zacho­dziło swo­iste odwró­ce­nie ról – męż­czy­zna iden­ty­fi­ko­wał się z tym, co mówi­łem o kobie­tach, i odwrot­nie. Jeżeli zauwa­ży­cie, że coś podob­nego doty­czy także waszego związku, pra­gnę was uspo­koić, że nie ma w tym żad­nej „nie­nor­mal­no­ści”.

Radzę ser­decz­nie, byście, jeśli natra­fi­cie na coś, co zupeł­nie do was nie pasuje, albo to zigno­ro­wali, albo wej­rzeli głę­biej w sie­bie.

Cza­sem męż­czyźni, któ­rzy pra­gną być bar­dziej kocha­jący i lepiej roz­po­zna­wać ocze­ki­wa­nia part­nerki, zaprze­czają do pew­nego stop­nia swej męskiej natu­rze. Podob­nie nie­które kobiety wyrze­kają się swo­ich kobie­cych cech, aby osią­gnąć suk­ces w zawo­dzie wyma­ga­ją­cym „męskiego” cha­rak­teru. Jeśli ten przy­pa­dek zaist­niał w waszym związku, to być może lek­tura tej książki pozwoli wam przy­wró­cić rów­no­wagę mię­dzy waszą męską i kobiecą naturą.

Nie sta­ram się nato­miast odpo­wie­dzieć w mej książce na pyta­nie, dla­czego męż­czyźni i kobiety tak bar­dzo się róż­nią. To zagad­nie­nie doty­czy bar­dzo wielu kwe­stii: róż­nic bio­lo­gicz­nych i wpływu rodzi­ców, edu­ka­cji, uwa­run­ko­wań kul­tu­ral­nych, spo­łecz­nych, histo­rycz­nych czy wresz­cie oddzia­ły­wa­nia mediów. (Sprawy te oma­wiam sze­rzej w publi­ka­cji Men, Women, and Rela­tion­ships: Making Peace with the Oppo­site Sex.)

Cho­ciaż korzy­ści pły­nące z lek­tury tej książki są natych­mia­stowe, nie może ona zastą­pić pra­wi­dłowo prze­pro­wa­dzo­nej tera­pii ani porady spe­cja­li­sty zaj­mu­ją­cego się pro­ble­mami rodzin­nymi.

Książka ta poka­zuje jedy­nie obraz szczę­śli­wego związku i pozwala poznać metody wza­jem­nego poro­zu­mie­wa­nia się.

Jestem prze­ko­nany, że każdy czy­tel­nik może z niej czer­pać wiele korzy­ści. Jedyna nega­tywna uwaga, jaką sły­sza­łem na swo­ich semi­na­riach, brzmiała: „Szkoda, że nikt mi wcze­śniej tego nie powie­dział”.

Ni­gdy nie jest za późno, by wpro­wa­dzać do swo­jego życia miłość. Musi­cie się tylko nauczyć nowego spo­sobu postę­po­wa­nia.

Jeśli pra­gnie­cie, by wasz zwią­zek był peł­niej­szy i bar­dziej satys­fak­cjo­nu­jący, prze­czy­taj­cie tę książkę.

Przed­sta­wiam ją czy­tel­ni­kom z wielką rado­ścią. Niech rośnie w was miłość i mądrość. Życzę wam wszyst­kim, by liczba roz­wo­dów spa­dła, a szczę­śli­wych związ­ków wzro­sła. Nasze dzieci zasłu­gują na życie w lep­szym świe­cie.

John Gray

15 listo­pada 1991

Mill Val­ley, Kali­for­nia

Roz­dział 1

MĘŻ­CZYŹNI SĄ Z MARSA, KOBIETY Z WENUS

Wyobraź­cie sobie, że męż­czyźni pocho­dzą z Marsa, a kobiety z Wenus. Pew­nego dnia, dawno temu, Mar­sja­nie, patrząc przez tele­skopy, odkryli Wenu­sjanki. Jeden rzut oka wystar­czył, by obu­dziły się w nich nie­znane wcze­śniej uczu­cia. Mar­sja­nie zako­chali się, szybko wymy­ślili podróż kosmiczną i pole­cieli na Wenus.

Wenu­sjanki przy­wi­tały Mar­sjan z otwar­tymi ramio­nami. Intu­icyj­nie prze­czu­wały, że ten dzień kie­dyś nadej­dzie. Ich serca otwo­rzyły się na miłość, któ­rej ni­gdy wcze­śniej nie zaznały.

Miłość Wenu­sja­nek i Mar­sjan była cza­rowna. Zachwy­cali się tym, że są razem, robią wspól­nie różne rze­czy, miesz­kają ze sobą. Cho­ciaż pocho­dzili z innych świa­tów, umieli się roz­ko­szo­wać swoją odmien­no­ścią. Spę­dzali całe mie­siące, ucząc się sie­bie nawza­jem, bada­jąc i uzna­jąc swoje odrębne potrzeby, upodo­ba­nia i spo­soby zacho­wa­nia. Przez całe lata żyli w miło­ści i har­mo­nii.

Potem zde­cy­do­wali się pole­cieć na Zie­mię. Począt­kowo wszystko szło dobrze, ale oddzia­ły­wa­nie atmos­fery ziem­skiej spo­wo­do­wało, że pew­nego ranka wszy­scy obu­dzili się z oso­bli­wym rodza­jem amne­zji – amne­zją wybiór­czą.

Zarówno Mar­sja­nie, jak i Wenu­sjanki zapo­mnieli, że muszą się róż­nić, bo pocho­dzą z innych pla­net. Tego ranka wszystko, czego dotych­czas się dowie­dzieli o swo­jej odręb­no­ści, zatarło się w ich pamięci. I od tego dnia męż­czyźni i kobiety pozo­stają w kon­flik­cie.

Pamięć o odręb­no­ści

Nie­świa­domi, że męż­czyźni i kobiety muszą się róż­nić, żyjemy w nie­zgo­dzie. Czę­sto wpa­damy w złość lub fru­stra­cję w zetknię­ciu z płcią prze­ciwną, ponie­waż zapo­mnie­li­śmy o tej waż­nej praw­dzie. Spo­dzie­wamy się, że przed­sta­wi­ciele odmien­nej płci będą bar­dziej do nas podobni. Żądamy, aby „chcieli, czego my chcemy” i „czuli to, co my czu­jemy”.

Myl­nie sądzimy, że jeśli nasi part­ne­rzy nas kochają, to będą reago­wać i zacho­wy­wać się w okre­ślony spo­sób. Taki sam, w jaki my reagu­jemy i zacho­wu­jemy się, gdy kogoś kochamy. Takie nasta­wie­nie pro­wa­dzi do kolej­nych roz­cza­ro­wań. Tra­cimy czas, który mogli­by­śmy poświę­cić na wymie­nia­nie się infor­ma­cjami na temat swo­jej odręb­no­ści.

Myl­nie sądzimy, że jeśli nasi part­ne­rzy nas kochają, to będą reago­wać i zacho­wy­wać się w okre­ślony spo­sób. Taki sam, w jaki my reagu­jemy i zacho­wu­jemy się, gdy kogoś kochamy.

Męż­czyźni nie­słusz­nie ocze­kują, że kobiety będą myślały, wypo­wia­dały się, reago­wały tak, jak to robią męż­czyźni; kobiety zaś błęd­nie spo­dzie­wają się po męż­czy­znach uczuć, spo­so­bów komu­ni­ko­wa­nia i reak­cji wła­ści­wych kobie­tom. Nasze związki są pełne nie­po­trzeb­nych utar­czek i kon­flik­tów, bo zapo­mnie­li­śmy, że męż­czyźni i kobiety się róż­nią.

Jasne posta­wie­nie sprawy i respek­to­wa­nie tych odmien­no­ści dia­me­tral­nie zmniej­sza nie­po­ro­zu­mie­nia w kon­tak­tach mię­dzy płciami. Jeśli się pamięta, że męż­czyźni pocho­dzą z Marsa, a kobiety z Wenus, wszystko daje się wyja­śnić.

Prze­gląd dzie­lą­cych nas róż­nic

W poszcze­gól­nych roz­dzia­łach książki będę szcze­gó­łowo oma­wiał dzie­lące nas róż­nice. Kolejno uzy­skamy wgląd w nowe i roz­strzy­ga­jące sprawy. Oto główne odmien­no­ści, jakie zgłę­bimy:

W roz­dziale dru­gim prze­ana­li­zu­jemy, czym różni się męska skala war­to­ści od kobie­cej. Spró­bu­jemy też zro­zu­mieć dwa naj­więk­sze błędy, jakie popeł­niamy w kon­tak­tach z płcią prze­ciwną: męż­czyźni błęd­nie ofe­rują roz­wią­za­nia i deza­wu­ują uczu­cia, a kobiety dają rady i instru­ują. Dla tych, któ­rzy zro­zu­mieją nasze mar­sjań­sko-wenu­sjań­skie pocho­dze­nie, sta­nie się jasne, dla­czego męż­czyźni i kobiety nie­świa­do­mie popeł­niają pewne błędy. Pamięć o dzie­lą­cych nas róż­ni­cach umoż­liwi nam ich unik­nię­cie i reago­wa­nie w spo­sób bar­dziej efek­tywny.

W roz­dziale trze­cim odkry­jemy, w jak różny spo­sób męż­czyźni i kobiety reagują na stres. Pod­czas gdy Mar­sja­nie zwy­kle zamy­kają się i mil­cząc, roz­my­ślają o tym, co ich gnębi, Wenu­sjanki czują instynk­towną potrzebę mówie­nia o tra­wią­cych je nie­po­ko­jach. Poznamy nową stra­te­gię zdo­by­wa­nia tego, na czym nam w tym peł­nym kon­flik­tów cza­sie zależy.

Jak postę­po­wać z płcią prze­ciwną, dowiemy się w roz­dziale czwar­tym. Męż­czyzn sty­mu­luje wra­że­nie, że są potrzebni, a kobiety – że są trak­to­wane z czu­ło­ścią. Omó­wimy trzy etapy ulep­sza­nia naszych związ­ków i nauczymy się podej­mo­wać naj­więk­sze wyzwa­nia: męż­czyźni muszą prze­ła­mać swój opór wobec dawa­nia miło­ści, pod­czas gdy kobiety muszą prze­zwy­cię­żyć opór przed jej przyj­mo­wa­niem.

W roz­dziale pią­tym dowie­cie się, że męż­czyźni i kobiety zwy­kle nie mogą się poro­zu­mieć, ponie­waż mówią róż­nymi języ­kami. Słow­nik wyra­żeń mar­sjań­sko-wenu­sjań­skich zawiera tłu­ma­cze­nia wypo­wie­dzi, które naj­czę­ściej bywają błęd­nie rozu­miane. Dowie­cie się, że męż­czyźni i kobiety mówią, a nie­kiedy prze­stają to robić z cał­ko­wi­cie róż­nych powo­dów. Kobiety mogą nauczyć się, jak postę­po­wać, kiedy męż­czy­zna milk­nie, a męż­czyźni – jak można lepiej słu­chać, nie pod­da­jąc się fru­stra­cji.

W roz­dziale szó­stym odkry­je­cie, jak odmienna jest potrzeba intym­no­ści męż­czyzn i kobiet. Męż­czy­zna dąży do zbli­że­nia, lecz potem nie­uchron­nie pra­gnie się odsu­nąć. Kobiety nauczą się, jak prze­brnąć przez tę fazę zacho­wa­nia dystansu, tak by part­ner jed­nym sko­kiem wra­cał do poprzed­niego etapu. Dowie­dzą się także, jakie chwile są naj­lep­sze, by pro­wa­dzić z męż­czyzną intymne roz­mowy.

W roz­dziale siód­mym zba­damy, jak natę­że­nie uczuć kobiety wobec obiektu miło­ści ryt­micz­nie wznosi się i opada na podo­bień­stwo fali. Męż­czyźni zaś nauczą się, w jaki spo­sób odpo­wied­nio inter­pre­to­wać te cza­sem nagłe waha­nia emo­cji. Dowie­dzą się też, jak się zorien­to­wać, kiedy są naj­bar­dziej potrzebni, i w takich przy­pad­kach umie­jęt­nie słu­żyć pomocą, bez koniecz­no­ści poświę­ca­nia się.

W roz­dziale ósmym odkry­jemy, że męż­czyźni i kobiety ofia­ro­wują ten rodzaj miło­ści, jakiego sami potrze­bują, nie zaś ten, któ­rego ocze­kuje płeć prze­ciwna. Męż­czyźni pra­gną w miło­ści przede wszyst­kim zaufa­nia, akcep­ta­cji i doce­nie­nia. Kobiety szu­kają miło­ści nio­są­cej zro­zu­mie­nie, uwagę i sza­cu­nek. Pozna­cie sześć powszech­nie, choć nie­świa­do­mie przez nas sto­so­wa­nych spo­so­bów odpy­cha­nia part­nera.

W roz­dziale dzie­wią­tym zba­damy, jakie są spo­soby uni­ka­nia bole­snych kłótni. Męż­czyźni nauczą się, że zacho­wu­jąc się tak, jakby mieli zawsze rację, deza­wu­ują uczu­cia kobiet. Kobiety dowie­dzą się, że zda­rza im się nie­chcący wysy­łać sygnały dez­apro­baty zamiast sygna­łów braku zgody i w ten spo­sób pro­wo­ko­wać męskie mecha­ni­zmy obronne. Prze­pro­wa­dzimy szcze­gó­łową ana­lizę kłótni. Sfor­mu­łu­jemy prak­tyczne rady doty­czące spo­so­bów komu­ni­ko­wa­nia się, pomoc­nych w podob­nych sytu­acjach.

Roz­dział dzie­siąty pokaże, że męż­czyźni i kobiety pro­wa­dzą odmienne „zapisy zdo­by­tych punk­tów”. Męż­czyźni dowie­dzą się, że dla Wenu­sja­nek każdy – nie­za­leż­nie od wiel­ko­ści – poda­ru­nek miło­ści liczy się tak samo (jest rów­nie ważny). Prze­ko­nają się, że nie muszą się sku­piać na jed­nym dużym pre­zen­cie, skoro maleń­kie dowody uczu­cia mają tę samą war­tość. Przed­sta­wimy listę 101 spo­so­bów „zdo­by­wa­nia punk­tów” u kobiet. Kobiety tym­cza­sem nauczą się poświę­cać ener­gię tym spra­wom, które „liczą się” u męż­czyzn: dawać im to, czego oni ocze­kują.

W roz­dziale jede­na­stym pozna­cie spo­soby poro­zu­mie­wa­nia się w trud­nych chwi­lach. Omó­wimy odmienne u męż­czyzn i kobiet spo­soby ukry­wa­nia uczuć, a także zna­cze­nie dzie­le­nia się swymi emo­cjami. „Tech­nika listu miło­snego” będzie naszym spo­so­bem wyra­ża­nia nega­tyw­nych uczuć, jakie czu­jemy wobec part­nera, metodą odna­le­zie­nia więk­szej miło­ści, drogą do wyba­cze­nia.

W roz­dziale dwu­na­stym dowie­cie się, dla­czego Wenu­sjan­kom trud­niej przy­cho­dzi pro­sić o pomoc, a także dla­czego Mar­sja­nie zwy­kle odma­wiają tej proś­bie. Nauczy­cie się, dla­czego wyra­że­nia „czy mógł­byś” i „czy możesz” znie­chę­cają męż­czyzn i co należy powie­dzieć w zamian. Pozna­cie sekret, jak zachę­cić męż­czyzn, by dawali z sie­bie wię­cej. Odkry­je­cie moc drze­miącą w odpo­wied­nio dobra­nych sło­wach, wypo­wia­da­nych zwięźle i wprost.

W roz­dziale trzy­na­stym odkry­je­cie cztery etapy miło­ści. Reali­styczne spoj­rze­nie na to, jak miłość zmie­nia się i wzra­sta, pomoże wam prze­zwy­cię­żyć nie­unik­nione w każ­dym związku kło­poty. Dowie­cie się, jak prze­szłość wasza i waszego part­nera wpływa na teraź­niej­szość waszego związku. Nauczy­cie się pod­trzy­my­wać miłość.

W każ­dym z tych roz­dzia­łów znaj­dzie­cie sekrety budo­wa­nia trwa­łych związ­ków miło­snych. Dzięki tym odkry­ciom potra­fi­cie spra­wić, by związki te dawały wam satys­fak­cję.

Dobre chęci nie wystar­czą

Zako­cha­nie zawsze jest cudowne. Wydaje się, że będzie trwało wiecz­nie, a miłość pozo­sta­nie w nas na zawsze. Naiw­nie wie­rzymy, że jakimś cudem wła­śnie nas nie doty­czą pro­blemy, jakie mieli nasi rodzice. Tylko innym się zda­rza, że miłość umiera – nam jest prze­zna­czone, że będziemy żyli razem długo i szczę­śli­wie.

Lecz gdy ocza­ro­wa­nie prze­mija, a codzien­ność bie­rze górę, wycho­dzi na jaw, że męż­czyźni ocze­kują od kobiet reak­cji męskich, a kobiety spo­dzie­wają się, że męż­czyźni będą się zacho­wy­wać jak kobiety. Nie uświa­da­mia­jąc sobie dzie­lą­cych nas róż­nic, nie zabie­gamy o wza­jemne zro­zu­mie­nie. Nie sza­nu­jemy swo­jej odręb­no­ści. Jeste­śmy ura­żeni. Doma­gamy się, osą­dzamy, sta­jemy się nie­to­le­ran­cyjni.

Mimo naj­lep­szych, z uczu­cia pły­ną­cych inten­cji – miłość z wolna umiera. Poja­wiają się pro­blemy. Rośnie uraza. Zała­muje się poro­zu­mie­nie. Wzra­sta nie­uf­ność. W rezul­ta­cie zaczy­namy się zamy­kać i odrzu­cać part­nera. Czar miło­ści pry­ska.

Zada­jemy sobie pyta­nia:

Jak to się dzieje?

Dla­czego tak się dzieje?

Dla­czego zda­rza się to nam?

Aby odpo­wie­dzieć na te pyta­nia, naj­mą­drzejsi z nas wypra­co­wali roz­bu­do­wane wzorce filo­zo­ficzne i psy­cho­lo­giczne. A jed­nak dawne przy­zwy­cza­je­nia odży­wają. Miłość umiera. Przy­da­rza się to pra­wie każ­demu.

Codzien­nie miliony samot­nych osób szu­kają part­nera, z któ­rym będą mogły prze­żyć to szcze­gólne uczu­cie. Każ­dego roku miliony par łączą się w miło­ści, by potem bole­śnie się roz­sta­wać, bo part­ne­rzy zaprze­pa­ścili swą szansę.

Z tych, któ­rzy są zdolni pod­trzy­mać miłość wystar­cza­jąco długo, by się pobrać – tylko 50 pro­cent pozo­staje w mał­żeń­stwie. Spo­śród tych, któ­rzy zostają razem, praw­do­po­dob­nie kolejne 50 pro­cent to ludzie nie­speł­nieni. Trwają razem przez lojal­ność, z poczu­cia obo­wiązku lub ze stra­chu przed roz­po­czy­na­niem wszyst­kiego od nowa.

Bar­dzo nie­wielu ludzi potrafi roz­wi­jać uczu­cie miło­ści. A jed­nak to się zda­rza. Kiedy męż­czyźni i kobiety są zdolni do sza­no­wa­nia i akcep­to­wa­nia swo­jej odmien­no­ści, wtedy miłość ma szansę roz­woju.

Kiedy męż­czyźni i kobiety są zdolni do sza­no­wa­nia i akcep­to­wa­nia swo­jej odmien­no­ści, wtedy miłość ma szansę roz­woju.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Tytuł ory­gi­nału: Men Are from Mars, Women Are from Venus

Copy­ri­ght © 1992 by Galaxy Over­seas Inter­na­tio­nal Limi­ted

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e-book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2018

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Pro­jekt i opra­co­wa­nie gra­ficzne okładki oraz ilu­stra­cja na okładce: Zbi­gniew Miel­nik

Wyda­nie I e-book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Męż­czyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, wyd. III popra­wione, dodruk, Poznań 2021)

ISBN 978-83-8188-856-1

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61 867 81 40, 61 867 47 08

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer