Mężczyzna w masce - Maisey Yates - ebook
Opis

Włoska arystokratka Allegra Valenti podczas balu maskowego w Wenecji chce zaszaleć, zanim poślubi wybranego jej przez rodzinę księcia. Ulega urokowi mężczyzny, który przetańczył z nią całą noc. Wkrótce okazuje się, że ta chwila zapomnienia odmieni jej życie. Allegra jest w ciąży, a mężczyzna, który ją zauroczył, to hiszpański markiz Cristian Acosta, którego od lat nie cierpi…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 154

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Maisey Yates

Mężczyzna w masce

Tłumaczenie: Izabela Siwek

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Był Śmiercią, która przyszła ją zabrać. W każdym razie tak wyglądał, schodząc z wielkich schodów do sali balowej w czarnej falującej pelerynie, sunąc czubkami palców po eleganckiej marmurowej poręczy. Allegra poczuła, jakby dotykał nimi jej skóry, a wspomnienie tego urzekającego wrażenia miało pozostać w jej pamięci na zawsze.

Twarz miał zakrytą maską, podobnie jak wszyscy obecni, ale na tym kończyło się podobieństwo między nim a pozostałymi gośćmi, a może i nawet wszystkimi innymi śmiertelnikami.

Nie przywdział jedwabnego stroju w jasnych kolorach jak wielu mężczyzn na sali, lecz był ubrany zupełnie na czarno. Maska zakrywająca twarz, wykonana z połyskującego materiału, nadawała jego obliczu kształt trupiej czaszki. Skóra pod nią została pokryta jakimś ciemnym barwnikiem, ponieważ nie można było dostrzec mężczyzny, schowanego za maską, ani nawet śladu człowieczeństwa w niewielkich otworach misternie ukształtowanego metalu.

Nie tylko Allegrę zatkało na jego widok – szum przebiegł po całej sali. Olśniewające istoty w szykownych sukniach zadrżały w oczekiwaniu, rzucając zaciekawione spojrzenia. Allegra nie należała do wyjątków. Niewidoczna za pięknie udekorowaną maską, napawała się do woli widokiem niezwykłego przybysza.

Bal maskowy, odbywający się w jednym z najwspanialszych starodawnych hoteli w Wenecji, urządzał jeden ze wspólników jej brata. Wszyscy z wyższych sfer chcieli dostać zaproszenie na to przyjęcie, a zgromadzeni goście należeli do elity. Pochodzili z najstarszych i najbardziej zamożnych włoskich rodów. A wśród nich znajdowały się dziedziczki wielkich fortun, przykuwające uwagę. Allegra najwyraźniej była jedną z nich. Jej ojciec odziedziczył majątek po arystokratycznej rodzinie, której korzenie sięgały epoki renesansu. Jednak w odróżnieniu od własnego ojca nie spoczął na laurach, tylko rozkręcił własny interes. Przejął rozpadające się nieruchomości, otrzymane w spadku, i odnowił je, wchodząc dzięki temu na najwyższy poziom zarówno pod względem finansowym, jak i towarzyskim. Brat Allegry, Renzo, jeszcze bardziej rozwinął firmę rodziny Valentich, przenosząc ją na arenę międzynarodową i znacznie zwiększając zyski.

Allegrze wydawało się jednak, że nie ma nic wspólnego z kobietami zgromadzonymi na sali balowej. Nie czuła się ani ponętna, ani podekscytowana. Miała wrażenie, jakby żyła w klatce. A ten bal miał być dla niej szansą. Na to, żeby stracić dziewictwo z mężczyzną, którego sama wybierze, a nie z księciem, któremu obiecano ją za żonę, nieczyniącym nic, by rozgrzać jej krew i pobudzić wyobraźnię.

Taki grzech mógłby zawieść ją prosto do piekła. A któż lepiej ją tam zaprowadzi niż sam diabeł? Właśnie się tu zjawił. Swoim wejściem na salę zrobił na niej o wiele większe wrażenie niż wybrany przez rodziców narzeczony.

Ruszyła w stronę schodów, ale zaraz się zatrzymała. Nie w jej stylu było podchodzić do obcych mężczyzn na przyjęciu. Odwróciła się. Nie zamierzała umizgiwać się do Śmierci na tym balu, w żadnym znaczeniu tego słowa. Owszem, wyobrażała sobie, że spotka kogoś tego wieczoru, kto jej się spodoba, ale gdy przyszło co do czego, po prostu nie miała odwagi.

Tak czy inaczej, brat zabrał ją na to przyjęcie niechętnie i jeśli przysporzy mu kłopotów, Renzo pewnie się wścieknie. Nie miał łagodnego charakteru. Jednak Allegra musiała się nauczyć powściągać emocje.

W dzieciństwie sprawiała problemy, ale rodzice cierpliwie wpajali jej dobre maniery i uczyli stosownego zachowania, by uczynić z niej prawdziwą damę, która coś w życiu osiągnie.

I to się opłaciło. Przynajmniej z ich punktu widzenia. Dzięki bliskiej, sięgającej czasów szkolnych przyjaźni Renza z Cristianem Acostą, hiszpańskim markizem, ojciec poznał księcia Raphaela De Santis z Santa Firenze.

Z tej znajomości, pod wpływem nalegań kochanego Cristiana – którego Allegra miała ochotę utopić w morzu – narodził się pomysł zaaranżowania małżeństwa i tak oto Allegra została obiecana księciu na żonę, co jej rodzice uznali za sukces.

Wmawiano jej, że powinna się cieszyć. Przyrzeczono ją księciu, gdy miała szesnaście lat, a teraz, kiedy skończyła dwadzieścia dwa, wcale nie pociągał jej bardziej niż na początku. Dziwne. Był niewątpliwe przystojny, ale mimo to wcale jej się nie podobał.

W przeciwieństwie do jej starszego brata, starał się nie przyciągać uwagi reporterów z plotkarskich gazet. Wydawał się obrazem przyzwoitości i męskiego wdzięku w garniturach, jakie nosił, lub bardziej nieformalnych strojach, w których lubił się pojawiać, gdy jej rodzina odwiedzała go podczas wakacji w którejś z jego rezydencji w różnych rejonach świata.

Zmienny charakter Allegry sprawił, że nigdy jej nie kusiło, by posunąć się dalej poza zdawkowe pocałunki w policzek. Książę nie pociągał jej pewnie dlatego, że chciała się zbuntować przeciwko temu, co jej narzucano. Albo też wina leżała po jego stronie. Może był po prostu… oziębły.

A może pragnęła kogoś z większym temperamentem, takim jak jej własny?

Chociaż jej zamiłowanie zarówno do mężczyzn, jak i do życia wydawało się czysto teoretyczne. Sprawiało jednak, że chciała się uwolnić, uciec od tego, co ją czekało.

Cristian z pewnością uznałby ją za samolubną. Zawsze zachowywał się tak, jakby osobiście zależało mu na jej zaręczynach. Pewnie dlatego do nich doprowadził.

Zastanawiała się, co jeszcze zyska z jej małżeństwa. Może liczne przysługi ze strony samego księcia Raphaela. Prawdopodobnie dlatego Cristian tak często pojawiał się na obiedzie w domu jej rodziców. Był jedynym człowiekiem, przy którym puszczały jej nerwy. Jedynym, który sprawiał, że przestawała się kontrolować i wpadała w furię, kiedy ją rozzłościł.

Przy rodzicach, gdy przychodziło co do czego, stawała się potulna. Jej życie było stateczne. I wciąż się przeciw temu buntowała lub przynajmniej miała taki zamiar. Wyrazić w jakiś sposób to, że czuje się nieszczęśliwa.

Otrząsnęła się z rozmyślań i rozejrzała się wokoło, starając się nie spoglądać w kierunku człowieka przebranego za Śmierć. Przeszła na drugą stronę sali balowej, wzięła talerz i nałożyła sobie trochę różnych smakołyków. Skoro nie mogła pofolgować sobie z mężczyznami, postanowiła delektować się czekoladą. Gdyby matka była tutaj, przypomniałaby jej pewnie, że za niespełna kilka miesięcy Allegra musi zmieścić się w suknię ślubną, a objadanie się słodyczami z pewnością jej w tym nie pomoże.

Matce zawsze zależało na tym, żeby wszystko było jak trzeba. Dzieci powinny słuchać rodziców i przynosić zaszczyt rodzinie i mnóstwo innych tego rodzaju rzeczy, do których Allegra nabierała coraz większej odrazy.

Pod wpływem buntowniczego nastroju wzięła jeszcze jednego ptysia z kremem. Matki tutaj nie było, a krawcowa zawsze może przecież poszerzyć suknię.

Renzo by jej nie powstrzymał. Ale nie sprzeciwiał się rodzicom nakłaniającym ją do małżeństwa z księciem, tylko czasem śmiał się z jej napadów buntu. Swoje obowiązki przyjmował bez problemu. To dziwne. Był mężczyzną i musiał prowadzić interesy. Przejął firmę ojca zajmującą się nieruchomościami, a poza tym nikt mu nie dyktował, co ma w życiu robić.

A Allegra… wyobrażała sobie, że mogłaby mieć taką pracę, jaką chce, gdyby nie musiała poświęcać życia dla męża wybranego przez rodziców. Może dlatego Renzo był dla niej o wiele bardziej wyrozumiały. Widział rozbieżność w wymaganiach, jakie mieli wobec nich rodzice.

Dla Allegry nie byli pobłażliwi. Podobnie jak Cristian, wspierający ich w staraniach wydania jej za mąż. Poza tym był zawsze pod ręką, gotów wciąż się z nią spierać. Wiedziała jednak, że miał za sobą ciężkie przeżycia i niemal wpadała w poczucie winy, znajdując w nim tyle wad. Jednak jego osobiste tragedie życiowe i udział w zaaranżowaniu jej zbliżającego się ślubu nie dawały mu prawa do znęcania się nad nią.

Zamrugała, przyglądając się smakołykom na talerzu. Nie miała pojęcia, dlaczego rozmyśla o nim teraz. Może dlatego, że gdyby był w pobliżu, uniósłby z ironią brew, patrząc, jak siostra przyjaciela pochłania słodycze. I pewnie utwierdziłoby go to jeszcze bardziej w przekonaniu, że Allegra jest tylko rozpieszczonym dzieckiem. Z kolei ona uważała go za osła, a więc w pewnym sensie byli kwita.

Zabrzmiała muzyka. Porywające dźwięki walca otoczyły ją łagodną zmysłowością. Odwróciła się i spojrzała na pary wirujące na parkiecie, obejmujące się i poruszające z naturalnym wdziękiem.

A gdyby tak i ją jakiś mężczyzna prowadził w tańcu? Trzymał w objęciach blisko siebie? Jej przyszły mąż z pewnością potrafił tańczyć – ostatecznie był księciem, a tacy ludzie biorą lekcje tańca od chwili, gdy nauczą się chodzić.

Nagle w polu widzenia pojawiła się dłoń w czarnej rękawiczce. Allegra uniosła wzrok i przestała na moment oddychać. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale człowiek, który do niej podszedł, przyłożył palec wskazujący do zimnych, nieruchomych ust swojej maski.

A więc on także ją zauważył. Nie tylko ona zwróciła na niego uwagę. Fala gorąca i podekscytowanie, jakie poczuła, gdy schodził ze schodów, jakby dotykał jej skóry, a nie poręczy, pojawiły się nie bez powodu. Naprawdę coś ich do siebie przyciągało.

Wstała z krzesła i pozwoliła się prowadzić. Dłoń odziana w skórzaną rękawiczkę nie dotykała bezpośrednio jej skóry, ale Allegra poczuła dziwne podniecenie.

To śmieszne. Przecież to mógł być ktokolwiek, w dowolnym wieku, o szpetnej twarzy zakrytej maską. To mogłaby być nawet sama Śmierć. Wrażenie, jakiego doznała, wydawało się jednak zbyt wyraźne i przejmujące, by mogła je zignorować.

Kiedy ją objął i przyciągnął do siebie, wiedziała już instynktownie, że jest tym, którego pragnie bez względu na to, kim się okaże.

Porwał ją na parkiet, jakby nic nie ważyła, i wirowali między innymi parami, nie zwracając uwagi na nic poza sobą. Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Uniosła wzrok i uchwyciła spojrzenie jego ciemnych oczu. Każde otarcie się o jego ciało wprawiało ją w drżenie. Każdy dotyk dłoni w rękawiczce na jej plecach wywoływał falę tęsknoty. To nie był zwykły taniec, lecz wstęp do czegoś o wiele bardziej zmysłowego.

Nigdy wcześniej nie zareagowała tak na żadnego mężczyznę. I nigdy w taki sposób z nikim nie tańczyła. To było takie zniewalające. I nie miało nic wspólnego z muzyką ani tańcem, tylko z nim, od pierwszej chwili, kiedy wszedł do sali.

Przesunęła dłoń, którą obejmowała go za szyję, i położyła mu na piersi, by przyciągnąć jego wzrok. Wyraz ciemnych oczy wydawał się pod maską nieodgadniony. Może żałował, że zaprosił ją do tańca? Nie przypuszczał, że Allegra potraktuje to jako zapowiedź czegoś więcej.

Chwycił jej rękę i odciągnął. Zamarła, myśląc, że popełniła straszny błąd. Ale w tym momencie pogładził powoli kciukiem wrażliwą skórę po wewnętrznej stronie nadgarstka. Przeszedł ją dreszcz, a ciało zareagowało na jego dotyk tak, jakby wyrażało przyzwolenie.

Rozejrzała się po sali, szukając wzrokiem brata. Nigdzie go nie było, co oznaczało, że prawdopodobnie oddalił się już z kobietą, która mu się spodobała. To dobrze… przynajmniej nie będzie jej pilnował.

Nie wiedziała, jak to wszystko się potoczy. Zwłaszcza bez rozmowy. A wydawało się, że tajemniczy nieznajomy wyraźnie chce zachować milczenie. Nie miała nic przeciwko temu. To nawet jeszcze bardziej ją podniecało.

Nie wiedziała, kim jest ten człowiek, a on również nie znał jej prawdziwej tożsamości. Całe szczęście. O jej zaręczynach z księciem z Santa Firenze było głośno. Może nie na całym świecie, ale z pewnością w Wenecji ją rozpoznawano.

Nie było już jednak czasu na podejmowanie decyzji, ponieważ nieznajomy nagle wyprowadził ją z sali tanecznej na pusty korytarz, z dala od tłumu. Wystraszyła się przez chwilę, że chce ją porwać. Nie sądziła, że może mieć to tak wiele wspólnego z uwodzeniem.

Wciągnął ją do zacienionej wnęki, gdzie prawie nie docierały już dźwięki muzyki. Nie było słychać nikogo. W chwili, gdy przesłonił jej całe pole widzenia, miała wrażenie, że są jedynymi istotami na ziemi.

Przyłożył kciuk do jej ust i przesunął po ich krawędzi, a potem powędrował palcami w dół szyi w stronę dekoltu. Dotknął delikatnie pełnych piersi, lecz to podziałało na nią bardzo mocno, całkowicie pochłaniając jej uwagę.

Wtedy zdała sobie sprawę, że wcale nie oceniła mylnie sytuacji. Nie miała wątpliwości, że chce ją uwieść. Ale czy mu na to pozwoli?

Choć to pytanie przyszło jej do głowy, uświadomiła sobie, jak bardzo jest niedorzeczne. Przecież już na to przyzwoliła. W chwili, gdy ujęła podaną jej rękę, wyraziła swoje „tak”.

Przesunął rękę na jej biodro i zaczął podciągać do góry ciemnofioletowy materiał sukni, odsłaniając uda. Musnął czubkami palców rozpalające się miejsce między jej nogami i powędrował dłonią wyżej, do dekoltu. Odgarnął na bok suknię, obnażając jedną pierś, a potem drugą. Jęknęła, z trudem uzmysławiając sobie, że to się dzieje naprawdę. Pozwalała mu na wszystko. Czuła się zupełnie zniewolona i nie miała nie przeciwko temu. Zupełnie nic.

Pogładził kciukiem wrażliwy czubek piersi, aż westchnęła, po czym ucisnął go dwoma palcami. Wyprężyła się jeszcze bardziej, domagając się, by jej dotykał, a wtedy objął ją w pasie i jeszcze bardziej podciągnął suknię do góry, odsłaniając jej ciało. I zaczął ją pieścić przez bieliznę, a potem pod nią, dotykając w taki sposób, jakiego dotąd nie znała.

Zupełnie się w tym zatraciła. Nigdy wcześniej nie doznała takiej rozkoszy. Czuła się jak w środku zmysłowej burzy. Dotkał jej wszędzie, podniecał, prowadząc na szczyty ekstazy.

Uniosła ręce i rozpięła mu guziki koszuli, po raz pierwszy dotykając palcami jego nagiej skóry i twardych mięśni, tak zniewalających, że omal nie osunęła się na podłogę. Nie mogła jednak tego zrobić, bo wtedy zorientowałby się, jaka jest niedoświadczona, i pewnie zostawiłby ją tam, niezaspokojoną.

Ciało miał doskonałe, pociągające, tak że nie była w stanie się od niego oderwać. Pochyliła się i pocałowała go w szyję, bo usta miał zakryte maską. Wkrótce podjął to, co ona zaczęła, i sięgnął do rozporka spodni, przyciskając ją jeszcze mocniej do ściany. Wyczuła jego gorącą i twardą erekcję dokładnie w tym miejscu swojego ciała, które na niego czekało.

Naparł na nią biodrami, a wtedy odchyliła głowę do tylu, wydając z siebie cichy jęk. Podciągnął jej nogę i owinął sobie wokół bioder, a potem stanął pewniej i wniknął w nią głębiej. Tym razem krzyknęła z bólu. Wiedziała, że utrata dziewictwa będzie bolesna, ale nie przypuszczała, że aż tak.

Jej partner zdawał się nie zauważać zmiany w brzmieniu jej głosu, ponieważ powoli się wycofał i znowu nią wszedł. Tym razem już tak mocno nie zabolało. I z każdym następnym pchnięciem bolało coraz mniej, aż w końcu przyjemne uczucie powróciło, zamieniając się po chwili w dziką rozkosz. Zaczęła się kołysać wraz z nim, obejmując go za ramiona, gdy naraz całe jej ciało ogarnęła ekstaza. Niekończący się szturm pozbawiający ją tchu.

Wtedy on wydał z siebie zduszony jęk, gdy wraz z ostatnim pchnięciem odnalazł własne uwolnienie, opierając się dłońmi o ścianę.

Przez chwilę zdawało się, jakby świat wokół nich wirował. Allegra była oszołomiona z rozkoszy i pożądania. I czuła… że ma jakiś związek z tym mężczyzną, którego nie zna.

Wysunął się z niej i zrobił krok do tyłu. Zaczął zapinać z powrotem koszulę i spodnie, wciąż z maską na twarzy. Wydawał się taki sam mroczny i tajemniczy jak w chwili, gdy ujrzała go po raz pierwszy. Gdyby nie czerwone i białe ślady na jego szyi od szminki i barwnika maski, nie wiedziałaby, że go dotykała.

Ale miała dowód na to, gdyby te ślady nie wystarczyły: ból pulsujący w głębi jej brzucha. Przypominał o tym, co się wydarzyło.

Mężczyzna spojrzał na nią przez moment, po czym naciągnął mocniej rękawiczki, odwrócił się i odszedł z powrotem w stronę sali balowej, zostawiając ją samą.

Opuszczając Allegrę Valenti, która dotąd jedynie po cichu narzekała na swoją życiową sytuację i nigdy nie potrafiła się naprawdę zbuntować. Stała teraz tutaj, utraciwszy dziewictwo z obcym człowiekiem. Bez żadnego zabezpieczenia, nie myśląc o konsekwencjach ani… o niczym innym.

Podekscytowanie zamieniło się w strach.

Patrząc, jak nieznajomy znika z widoku, nie wiedziała, czy się załamać, czy też z ulgą pogodzić się z tym, że już nigdy go nie zobaczy.

ROZDZIAŁ DRUGI

Allegra była przekonana, że nie może być już gorzej, niż jest. Choć w ostatnich tygodniach wiele razy wyrażała życzenie, żeby w końcu dostać miesiączkę, ta jednak nie nadchodziła. Modliła się gorączkowo, by na pasku pojawiła się tylko jedna różowa kreska, gdy tego ranka przeprowadzała w domu test ciążowy, ale były dwie.

Nie miało znaczenia, że jest zaręczona i ma wyjść za księcia, a potem urodzić mu potomków dziedziczących jego tytuł. A to dlatego, że nie był tym, z którym się kochała. Uprawiała seks tylko z jednym mężczyzną i nie miała pojęcia, kim jest.

Rozważyła wiele możliwości od chwili dokonania niepokojącego odkrycia tego ranka. Najpierw przyszło jej do głowy, żeby udać się szybko tam, gdzie przebywa akurat jej narzeczony, i go uwieść.

Kilka powodów przemawiało jednak za tym, że to niedobry pomysł i nie mogłaby przez całe życie ukrywać przed mężem, kto jest prawdziwym ojcem jej dziecka. Poza tym Raphael miał swój rozum. Był księciem i potrzebował prawdziwego dziedzica. To oznaczało, że bez wątpienia zrobiłby badanie potwierdzające ojcostwo. Jednak to nie on był ojcem, więc nie miało sensu rozważać takiego podstępu. Niemniej przez chwilę o tym myślała. Tylko dlatego, że każdy inny wybór oznaczał całkowity chaos w jej życiu.

W końcu zdecydowała się na opcję chaosu, ponieważ tak naprawdę żadna inna nie wchodziła w grę. I dlatego przyjechała do biura brata w Rzymie, gotowa wszystko wyznać, jedynej osoby, która nie zakatrupiłaby jej za to na miejscu.

‒ Podobało ci się przyjęcie? – spytała na wstępie.

‒ Jakie? – Renzo uniósł ciemną brew.

‒ Och, zapomniałam, że często chodzisz na przyjęcia. To, na które mnie zabrałeś.

‒ Bardzo udane. Nie zabawiłem tam długo. Czemu pytasz? Czy znowu jakieś niepochlebne zdjęcia lub artykuły pojawiły się gazetach?

‒ A dałeś ku temu powód?

‒ Znasz mnie, Allegro. Zawsze istnieje taka możliwość.

‒ Pewnie tak. – Przyszło jej do głowy, że sama mogłaby się stać bohaterką skandalu.

‒ Chciałaś mnie o coś zapytać. A potem możesz sobie iść na zakupy. Bo rozumiem, że po to przyjechałaś do Rzymu.

‒ Znasz niemal wszystkie ważne osobistości. Zastanawiam się, kim był pewien człowiek na balu.

‒ Nie powinnaś się interesować mężczyznami, Allegro. Przecież jesteś już zaręczona.

‒ Teoretycznie tak. Ale po prostu jestem ciekawa tego jednego.

‒ Jeśli ci powiem, ojciec skróci mnie o głowę.

‒ Przecież nie dbasz o to. Przestań udawać, że zależy ci na zadowalaniu rodziców.

Westchnął znużony.

‒ No dobrze, pytaj.

‒ Przyszedł później i miał na sobie czarny strój i maskę przypominającą trupią czaszkę.

Renzo najpierw uniósł kącik ust, a potem roześmiał się w głos.

‒ Czemu tak cię to rozbawiło? – zaniepokoiła się.

‒ Muszę cię rozczarować, ale wygląda na to, że twoją uwagę przyciągnął Cristian. Pewnie ci się to nie spodoba. Wiem, że go nie znosisz.

Poczuła, że robi jej się niedobrze.

‒ Niemożliwe, żeby to był Cristian Acosta.

‒ Ale był. Może i dobrze, że rodzice sami znaleźli ci kandydata na męża. Co by było, gdybyś samodzielnie podejmowała decyzje?

‒ Niemożliwie, że to on – zawołała, coraz bardziej wytrącona z równowagi. – Gdyby tak było, zamieniłabym się w kamień.

‒ Przez samo patrzenie na niego? – Spojrzał na nią podejrzliwie.

‒ Tak.

W końcu i tak się dowie. Wszyscy się dowiedzą. Chyba że… Przecież można nie mówić Cristianowi. Raphael z pewnością będzie musiał się dowiedzieć i ślub zostanie odwołany. Jedynie wyjdzie jej to na dobre. Ale jeśli człowiek, z którym się kochała, to naprawdę Cristian, nie będzie mógł w to wszystko uwierzyć tak samo jak ona.

Uważał ją za rozpieszczone, samolubne dziecko. Nie przyszłoby mu do głowy, że kobieta, którą posiadł w korytarzu przy ścianie, ma cokolwiek wspólnego z Allegrą.

I wtedy postanowiła, że mu nie powie. Co dobrego by to przyniosło? Nie chciałby mieć nic wspólnego ani z nią, ani z dzieckiem. A może chciałby? Prawdę mówiąc, wolała to pierwsze i obawiała się drugiego.

‒ Nieważne. – Machnęła ręką. – Najwyraźniej coś mi się pokręciło.

‒ Chyba tak – odparł Renzo, wracając do swoich zajęć.

Podjęła decyzję: zerwie zaręczyny, pogodzi się z tym, że popadnie w niełaskę, i wychowa dziecko sama. Nie będzie prosić o nic Cristiana.

‒ O zerwaniu zaręczyn przez twoją siostrę pewnie będzie głośno w gazetach. – Cristian nalał sobie drinka i odwrócił się w stronę przyjaciela.

Kipiał ze złości. Naraził własną reputację, zapoznając Raphaela z rodziną Valentich. Ręcząc, że Allegra nadaje się na żonę. Zrobił to z szacunku i wdzięczności dla nich, za przychylność, jaką zawsze mu okazywali. Powinien był wiedzieć, że ta dziewczyna wszystko zepsuje. To było tylko kwestią czasu. Zawsze wydawała się niespokojna jak migoczący płomień, gdy siedziała przy stole podczas posiłków i na przyjęciach, udając niewiniątko. Dostrzegał to w niej od dawna. To zniecierpliwienie i brak satysfakcji. Ale miał nadzieję, że bez problemu wyjdzie za księcia… a tu naraz takie wieści.

Kobieta z jej temperamentem zawsze mogła przyciągnąć uwagę dziennikarzy brukowych gazet. Próbował ją przed tym ostrzec, ale nie chciała go słuchać. Miał nadzieję, że perspektywa ożenku z Raphaelem utrzyma ją w ryzach, zapewni ochronę. Najwyraźniej tak się nie stało.

‒ Odwołanie ślubu kogoś z rodziny królewskiej zawsze wzbudza zainteresowanie – odparł Renzo. – Dzięki Bogu wiadomość o przyczynie jeszcze się nie rozeszła. Ale wkrótce pewnie wszyscy się dowiedzą.

‒ A jaka jest przyczyna? – spytał Cristian.

‒ Allegra jest w ciąży.

Poczuł się jak uderzony piorunem.

‒ Rozumiem, że nie z księciem?

‒ Nie chce powiedzieć rodzicom ani mnie, kto jest ojcem. Nie widziałem, żeby się z kimś spotykała. W odróżnieniu ode mnie nigdy nie była specjalnie rozpasana. Może ktoś ją wykorzystał.

Dziwna wydała się ta opinia Renza o siostrze. Cristian zawsze dostrzegał w Allegrze gorący temperament. Nie zdziwiłby się nawet, gdyby się okazało, że prowadziła podwójne życie.

‒ Czy to możliwe?

‒ Wątpię. Z tego, co wiem, nie zadawała się z mężczyznami. Ale ostatnio pytała mnie o człowieka, którego zobaczyła na balu maskowym ponad miesiąc temu.

Cristiana ogarnął dziwny niepokój. Przypomniał sobie tę piękną postać… Namiętność, jakiej nie przeżył od lat.

‒ Tak?

‒ Była bardzo rozczarowana, kiedy się dowiedziała, że tym człowiekiem w masce, który wpadł jej w oko, okazałeś się ty.

Cristian odstawił kieliszek, czując, jak pulsują mu skronie. Czy to możliwe?

‒ Jak była ubrana?

‒ Miała taką samą maskę jak inne kobiety na balu. Poza tym fioletowe ozdoby we włosach i suknię w tym samym kolorze. W stylu, którego rodzice absolutnie by nie zaakceptowali.

O cholera!

To niewiarygodne. Pierwsza kobieta, którą dotknął w ostatnich latach… I okazało się, że to Allegra Valenti. W dodatku była w ciąży.

Chociaż tytuły szlacheckie nieco już wyszły z mody, to jego linia rodowa wciąż miała się dobrze. Z całą masą należących do niej majątków ziemskich i nieruchomości oraz licznych rodzin, których byt zależał od tego, czy Cristian zadba o zapewnienie sobie dziedzica. Był ostatnim z rodu i wiedział, że nie może tego tak pozostawić. A teraz pojawiła się szansa rozwiązania problemu.

Poza tym Allegra Valenti często nawiedzała go w snach, tak nasyconych erotyzmem, że często budził się na granicy spełnienia.

‒ Gdzie ona teraz jest? – spytał.

Renzo ściągnął brwi, zdając sobie powoli sprawę, co może oznaczać wyraz twarzy przyjaciela.

‒ W jednym z moich apartamentów w Rzymie.

‒ Muszę z nią porozmawiać. I to zaraz. – Cristian nie miał czasu na subtelności. Jeśli jego podejrzenia się sprawdzą, i tak nie zdoła zachować tego w tajemnicy.

Twarz Renza stężała.

‒ Rozumiem, że potem porozmawiasz też ze mną.

‒ Lepiej, żeby nie było takiej konieczności.

Cristian wstał i wyszedł z biura. Musiał się zobaczyć z Allegrą i jak najszybciej dowiedzieć się, czy to ona była jego tajemniczą kochanką na balu maskowym. To niemożliwe, żeby ta mała smarkula okazała się tą kobietą, która go tak podnieciła.

Nie mógł w to uwierzyć.

Allegra starała się nie oglądać wiadomości, ale czasem coś do niej docierało. Włączając telewizor lub komputer, natykała się na coraz więcej informacji przedstawiających ją jako osobę, która nie miała z nią nic wspólnego. Na tyle śmiałą, by w ostatniej chwili zerwać zaręczyny z księciem, nie bacząc na jego uczucia ani przyszłość rodu.

Wcale jednak nie była odważna i naprawdę przejmowała się tym, że wszystko zepsuła. Raphael wprawdzie nigdy nie okazywał uczuć, jeśli w ogóle coś czuł, ale to nie powinno być dla niej wymówką.

Kiedy dała się ponieść fantazjom i uległa temu człowiekowi na balu, wcale nie myślała o odwołaniu zbliżającego się ślubu. Chciała jedynie zrobić coś z własnego wyboru. Mieć sekret znany tylko jej. A teraz dowiedzą się o tym wszyscy.

Wieść o zerwaniu zaręczyn już się rozeszła, a rodzina wiedziała już o ciąży Allegry. Lada moment pojawią się w prasie spekulacje na temat przyczyny odwołania ślubu. O dziwo, im więcej informacji na jej temat przenikało na zewnątrz, tym bardziej czuła, że życie należy do niej. Stanowczo więc postanowiła nie wyjawiać nikomu, kto jest ojcem dziecka.

To była jej broń. Owszem, zawiodła wszystkich i kto wie, czy rodzice jej nie wydziedziczą, ale w jej życiu pojawiło się nagle wiele możliwości, których dotąd nie było.

Zawsze wiedziała, że kiedyś zostanie matką, ale jako żona księcia. I nigdy nie będzie sobą. A teraz po raz pierwszy w życiu wydawało się to możliwe. Przynajmniej miała wybór i mogła decydować sama, uczyć się na własnych błędach.

Słysząc pukanie do drzwi mieszkania, wstała z kanapy. Jak dobrze, że Renzo pozwolił jej się tu schronić. Złościł się na nią, ale przynajmniej okazywał trochę zrozumienia. Ostatecznie sam nie był niewiniątkiem.

Podeszła do drzwi i otworzyła, a wtedy serce skoczyło jej do gardła.

‒ Nie ma tutaj Renza, jeśli jego szukasz – powiedziała, spoglądając w ciemne oczy Cristiana Acosty.

‒ Nie szukam – odparł twardym głosem.

‒ No cóż, jeśli przyszedłeś pogratulować mi z powodu zbliżającego się ślubu, to…

‒ Daruj sobie – odparł ostro, wkraczając do środka. – Nie przyszedłem tutaj, żeby się z tobą przekomarzać. Zamierzałaś powiedzieć mi o dziecku?

‒ Ja… nie…

‒ Wiem, że to byłaś ty. I dowiedziałaś się już, że to ja, więc nie patrz na mnie jak zranione niewiniątko.

‒ Nie jestem niewiniątkiem, jak pewnie sam się zorientowałeś.

‒ Idąc tutaj, nie widziałem żadnej gwiazdy na wschodzie, więc niewątpliwie masz rację.

‒ To miło, że szukałeś znaków na niebie, zanim tu przyszedłeś – odparła, krzyżując ręce na piersiach.

‒ A więc przyznajesz, że jestem ojcem twojego dziecka?

‒ Niczego nie przyznaję.

‒ Sama powiedziałaś, że powinienem się zorientować, że nie jesteś niewiniątkiem. A skąd miałbym to wiedzieć, gdybym to nie ja się z tobą kochał?

‒ Nie mam pojęcia. Przecież to mógł być ktokolwiek. Jestem znaną dziwką.

‒ Przestań. Po co ta cała fikcja, Allegro?

‒ Po to, żebym nie musiała mieć z tobą nic wspólnego. Nigdy bym cię nie dotknęła, gdybym wiedziała, że to ty.

‒ Ale to byłem ja.

‒ Nie chcę cię – rzuciła zdesperowana. – Nie miałam pojęcia, że to ty.

‒ Nie pochlebiaj sobie, Allegro, wierząc choć przez chwilę, że cię rozpoznałem. Jesteś wciąż tylko rozpieszczonym dzieckiem, które nie zgadza się na to, jaką przyszłość chcą zapewnić mu rodzice. Nigdy nie zrozumiesz, co dla ciebie zrobili.

‒ Jeśli ja nie rozumiem, to Renzo też nie, a z nim się przyjaźnisz i wcale go co chwilę nie upominasz.

‒ Renzo przejął od ojca prowadzenie firmy. Nie uchyla się od swoich obowiązków.

‒ Nie jesteś zbyt sprawiedliwy w swoich ocenach.

‒ Jeśli tak, to nie różnię się w tym od innych ludzi.

‒ W takim razie gratulacje. Jesteś tak straszny jak cała reszta.

Zapadła cisza, pełna gniewu i czegoś jeszcze, czego Allegra nie potrafiła określić.

‒ Jedno jest pewne, Allegro: nie da się pominąć konsekwencji. Bez względu na to, kto jest ojcem i ile masz pieniędzy. Wszystkich nas to dotknie.

‒ Skoro nie używasz prezerwatyw – odburknęła.

Może i ona nie była bez winy, nie stosując antykoncepcji, ale Cristian również ponosił odpowiedzialność za sytuację, jaka się wydarzyła. Poza tym Allegra była dziewicą.

‒ Nic nie powiedziałaś.

‒ Dałeś mi do zrozumienia, żebym się nie odzywała!

‒ Ale nie protestowałaś.

‒ Nie musisz się w to wtrącać – warknęła. – Poradzę sobie sama.

‒ Co masz na myśli, mówiąc „poradzę sobie”?

‒ Urodzę to dziecko i sama je wychowam. Mam taką możliwość. Rodzice są niezadowoleni, ale mnie nie wydziedziczą. – Blefowała: byli wściekli i nie miała pojęcia, co zrobią.

‒ Tak myślisz?

‒ A nawet jeśli oni się ode mnie odwrócą, to Renzo tego nie zrobi. – Rzeczywiście nie była pewna rodziców. Nie odzywali się do niej od czasu, gdy wyjawiła im nowinę.

‒ Nie obchodzi mnie, czy rodzice chcą się ciebie wyrzec albo czy twój brat będzie wspierał ciebie i dziecko. Nie jesteś z tym sama.

‒ Nikt nie uwierzy, że przespaliśmy się ze sobą. Nikt.

Zaśmiał się.

‒ Wcale ze sobą nie spaliśmy – odparł z ponurym rozbawieniem. – Uprawialiśmy seks przy ścianie.

Zaczerwieniła się.

‒ W to też nikt nie uwierzy.

‒ Dlaczego? Z powodu nieskazitelnej opinii, jaka o mnie panuje?

‒ Chociażby.

‒ Ale nikt nie musi wiedzieć, co się wydarzyło. Obwieszczając to światu, z pewnością przedstawimy to w innym świetle. Powiesz rodzicom, że się we mnie zakochałaś i dlatego postanowiłaś zerwać zaręczyny.

‒ Już prędzej uwierzą, że zapłodniłeś mnie w przejściu publicznym, nie znając mojej tożsamości.

‒ Czyżby?

‒ Nikt nie uwierzy, że cię kocham. Wszyscy wiedzą, jak bardzo się nie znosimy.

‒ No dobrze. To nie moja opinia na tym ucierpi. To ty byłaś zaręczona i jesteś kobietą. Ciebie będą osądzać.

‒ Już to robią – parsknęła. – Zajrzyj do gazet.

‒ Może cię to zdziwi, ale moje życie nie obraca się wokół historii o twoich wyczynach. Po co miałbym czytać brukowce? Zamiast tego poszedłem do Renza, a on wiedział więcej, niż podają w wiadomościach.

‒ Czy to znaczy, że… Renzo wie?

‒ Nie jest głupi. Przypuszczam, że kiedy zacząłem go pytać, jak byłaś ubrana na balu, a potem wypadłem z jego biura jak wariat, kiedy się dowiedziałem, że jesteś w ciąży, a ty wcześniej wypytywałaś go o mnie… Po prostu połączył te wszystkie fakty.

‒ Ale nic ci nie zrobił.

‒ Oczywiście. Przecież nie miałem pojęcia, że to byłaś ty. Wie, że w normalnych okolicznościach nigdy bym cię nie dotknął.

Wściekłość i zraniona kobieca duma zalały Allegrę jak trucizna.

‒ Przykro mi, że się tak rozczarowałeś, odkrywając, że to ja. Ale oboje wiemy, że całkiem ci się podobało to, co się wydarzyło. I to tak bardzo, że trwało wyjątkowo krótko.

Zagryzł usta.

‒ A tobie sprawiło nie mniejszą przyjemność, mimo że trwało tak krótko.

‒ Taki jesteś pewien?

‒ Dokładnie pamiętam. Tego się nie da zafałszować.

‒ Kobiety potrafią udawać.

‒ Tylko wtedy, gdy mają durnego lub niedoświadczonego partnera. Ja nie jestem ani jednym, ani drugim. – Zrobił krok w jej kierunku. – Czułem twoją rozkosz tak wyraźnie jak własną. Nie udawaj teraz, że nie sprawiło ci to zadowolenia, kiedy już wiesz, że to byłem ja.

‒ Tak bardzo dbasz o swoją męską dumę, a ledwie możesz na mnie patrzeć. To trochę dziwne, Cristianie.

‒ Nie twierdzę, że jest inaczej.

‒ Wcale cię nie pociągam. I wątpię, czy chcesz mieć dziecko.

‒ Tutaj akurat się mylisz. Potrzebuję dziecka.

‒ Jeśli potrzebne ci do jakichś krwawych rytuałów ofiarnych, to z pewnością nie masz szczęścia.

‒ Nie, w moim życiu było już wystarczająco dużo śmierci. To był kiepski żart.

Odwróciła głowę.

‒ Przepraszam.

‒ Nie przepraszaj. Wcale nie jest ci przykro.

‒ Po co ci dziecko?

‒ Mam tytuł szlachecki i potrzebuję dziedzica. Prawowitego. Nie może być dzieckiem nieślubnym. Byłbym głupcem, nie wykorzystując tej okazji. To szansa dla mojej linii rodowej. Jestem wdowcem i nie postarałem się dotąd o potomka, a mam już trzydzieści parę lat. Mój ojciec spłodził mnie przez przypadek. Matka była tylko modelką, ale zrobił, co trzeba dla niej, dziecka i całego rodu. I ja też powinienem tak postąpić. Zgadzasz się z tym?

‒ A co dokładnie proponujesz?

‒ Po prostu ci się oświadczam.

‒ Co? – Poczuła się nagle tak, jakby znalazła się pod wodą.

‒ Allegro Valenti, urodzisz mi dziecko. I zostaniesz moją żoną.

Tytuł oryginału: The Spaniard’s Pregnant Bride

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2016

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2016 by Maisey Yates

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2018

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami

należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-3546-4

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.