Opis

Rok 1998. Ameryka doprowadzona na skraj erotycznego szaleństwa przez odchodzącego prezydenta Clintona. Tymczasem w niewielkim mieście w Nowej Anglii starzejący się profesor filologii klasycznej, Coleman Silk, zostaje zmuszony do przejścia na emeryturę po tym, jak koledzy uznają go za rasistę. Oskarżenie jest kłamliwe. Niemniej prawda o Silku zdumiałaby jego najbardziej zacietrzewionych krytyków.

Coleman Silk skrywa tajemnicę, której przez pięćdziesiąt lat nie poznała żona, czwórka dzieci, koledzy ani przyjaciele, w tym pisarz Nathan Zuckerman. To Zuckerman wpada na ślad tajemnicy Silka i podejmuje się odtworzyć nieznaną stronę biografii tego szanowanego, pryncypialnego człowieka i poważanego dydaktyka, który na uczeniu spędził niemal całe życie. Próbuje zrozumieć, jak rozwinęło się obłudne życie przyjaciela. Wkrótce dojrzy też, jak ta osobista historia profesora Silka jest – by użyć słów z „The Wall Street Journal” – „wspaniale spleciona z szerszym obrazem wspólnej historii współczesnej Ameryki”.

Ludzka skaza to trzecia, po Amerykańskiej sielance i Wyszłam za komunistę, część nagrodzonej Pulitzerem tzw. amerykańskiej trylogii i kolejna wznowiona przez Wydawnictwo Literackie powieść Philipa Rotha.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 606

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: THE HUMAN STAIN
Opieka redakcyjna: PAWEŁ CIEMNIEWSKI
Korekta: ANNA RUDNICKA, MAŁGORZATA WÓJCIK
Projekt okładki: ROBERT KLEEMANN
Redakcja techniczna: BOŻENA KORBUT
Skład i łamanie: Infomarket
Copyright © 2000, Philip Roth All rights reserved Copyright © for the Polish translation by Jolanta Kozak © Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Literackie 2015
ISBN 978-83-08-05799-5
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków tel. (+48 12) 619 27 70 fax. (+48 12) 430 00 96 bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 e-mail: [email protected] Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl
Konwersja: eLitera s.c.

EDYP

Jakiż rytuał

oczyszczenia? Jak się to dokona?

KREON

Przez banicję człowieka albo odkupienie

krwi krwią...

SOFOKLES, Król Edyp

1

Wszyscy wiedzą

To właśnie latem dziewięćdziesiątego ósmego roku mój sąsiad, Coleman Silk – który zanim dwa lata wcześniej przeszedł na emeryturę, był przez dwadzieścia parę lat profesorem filologii klasycznej w pobliskim Kolegium Atena, a przez szesnaście kolejnych lat pełnił tam dodatkowo funkcję dziekana – zwierzył mi się, że jako sie­dem­dzie­się­cio­jedno­latek romansuje z trzy­dzies­to­czte­ro­letnią sprzątaczką, zatrudnioną w jego macierzystej uczelni. Dwa razy w tygodniu kobieta Colemana sprzątała również lokalny urząd pocztowy, niepozorny, szary, drewniany baraczek, który wyglądał tak, jakby w latach trzydziestych chronił przed plagą trąb powietrznych rodzinkę gastarbeiterów z Oklahomy. Teraz przycupnął samotnie na odludziu, naprzeciwko stacji benzynowej i sklepu wielobranżowego, z powiewającą amerykańską flagą na styku dwóch dróg, wyznaczając centrum handlowe naszego górskiego miasteczka.

Coleman ujrzał swoją kobietę po raz pierwszy, kiedy zmywała mopem podłogę na poczcie, a on akurat zaszedł tam późno, parę minut przed zamknięciem, żeby odebrać swoje przesyłki – chuda, wysoka, kanciasta sylwetka, siwiejące blond włosy, ściągnięte w kucyk, i ta swoista, ostra rzeźba rysów, potocznie kojarzona z pobożnymi, pracowitymi niewiastami, które dzielnie znosiły trudne początki Nowej Anglii; z surowymi kolonistkami, zaskorupiałymi w obowiązującej moralności i bezwzględnie jej posłusznymi. Nazywała się Faunia Farley, a cokolwiek w życiu przecierpiała, skrywała to za pozbawioną wyrazu, kościstą twarzą – twarzą, która niczego nie sugeruje i wyraża bezbrzeżną samotność. Faunia wynajmowała pokój na nieodległej farmie mleczarskiej, gdzie pomagała przy dojeniu krów i w ten sposób spłacała czynsz. Jej edukacja zakończyła się na drugiej klasie szkoły średniej.

Tego samego lata, kiedy Coleman Silk dopuścił mnie do konfidencji w sprawie Faunii Farley i łączącego ich sekretu, wyszedł też na jaw, jakże à propos, sekret Billa Clintona, i to z wszystkimi kompromitującymi detalami – z wszystkimi ż y w o t n y m i detalami, których żywotność, jak i ogólną kompromitację, pogłębiała pikanteria niektórych szczegółów. Taki sezon nie trafił nam się od czasu, gdy ktoś przypadkiem natknął się na zdjęcia aktualnej Miss Ameryki w starym numerze „Penthouse’a”, ukazujące ją na golasa, upozowaną elegancko na kolanach i na wznak – zdjęcia, które zmusiły zawstydzoną młodą kobietę do zrzeczenia się korony miss i pozostania słynną gwiazdą popkultury. Lato roku dziewięćdziesiątego ósmego zasłynęło w Nowej Anglii z niezwykłego ciepła i słońca; w baseballu – z mitycznego pojedynku białoskórego boga biegów do bazy z ciemnoskórym bogiem biegów do bazy, a w całej Ameryce – z masowej eksplozji pobożności i rygoryzmu moralnego, kiedy to terroryzm – który zastąpił komunizm w roli głównego zagrożenia bezpieczeństwa kraju – ustąpił pola stosunkowi oralnemu, a jurny, młodzieniaszkowaty prezydent w średnim wieku i zadziorna, zalotna, dwudziestojednoletnia pracownica Białego Domu, zabawiający się w Gabinecie Owalnym jak dwoje nastolatków w aucie na parkingu, ożywili najstarszą zbiorową emocję Ameryki, jej najzdradliwszą i najbardziej destruktywną rozkosz: ekstazę świętoszkowatości. W Kongresie, w prasie i w mediach zaroiło się od prawomyślnych, pryncypialnych lizusów, żądnych potępienia, jeremiady i kary, prześcigających się w umoralniających kazaniach; wszyscy w starannie kontrolowanej gorączce, którą Hawthorne (mieszkający w latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku parę zaledwie mil od moich drzwi) zdiagnozował przed laty w rodzącym się dopiero państwie jako „ducha prześladowczego”; wszyscy skorzy do odprawiania srogich rytuałów oczyszczenia, które raz na zawsze wyrugowałyby erekcję z branży administracyjnej, gwarantując tym samym atmosferę spokoju i bezpieczeństwa, w której dziesięcioletnia córka senatora Liebermana będzie mogła znów oglądać telewizję w towarzystwie swojego, dziś zbulwersowanego, tatusia. Nie, kto nie przeżył roku dziewięćdziesiątego ósmego, ten nie wie, co to znaczy świętoszkowatość. Stały felietonista konserwatywnej gazety, William F. Buckley, pisał: „Kiedy to samo uczynił Abelard, znaleziono sposób, aby zapobiec powtórzeniu się incydentu...” – insynuując, iż najlepszym lekarstwem na wykroczenie, zwane przezeń w innym felietonie „nieokiełznaną chutliwością” Clintona, byłaby nie anemiczna procedura w rodzaju impeachmentu, lecz raczej kara stosowana w dwunastym wieku i wymierzona kanonikowi Abelardowi przez zbrojnych w nóż sojuszników jego zakonnego towarzysza, kanonika Fulberta, w odwecie za potajemne uwiedzenie i poślubienie siostrzenicy rzeczonego Fulberta, dziewicy Heloizy. W odróżnieniu od fatwy Chomeiniego, skazującej na karę śmierci Salmana Rushdiego, żarliwy apel Buckleya o słuszną karę kastracji nie wiązał się z gratyfikacją finansową dla potencjalnego wykonawcy. Wyrósł jednakże z ducha nie mniej rygorystycznego niż duch ajatollaha, w obronie nie mniej wzniosłych ideałów.

Było to dla Ameryki lato nawracających mdłości, gdy żarty, domysły, teorie i aluzje mnożyły się bez końca; gdy uchylono moralny obowiązek uświadamiania dzieci – na rzecz podtrzymywania wśród nich niedorzecznych iluzji o dorosłym życiu; gdy małość ludzka okazała się wprost porażająca; gdy jakiś demon wstąpił w naród i ludzie po obu stronach sporu zadawali sobie pytanie: „Czemu my się tak wygłupiamy?”; gdy mężczyźni i kobiety budzili się rano ze świadomością, że nocą, kiedy sen pozwala człowiekowi wznieść się ponad zawiść i nienawiść, oni śnili o niegodziwości Billa Clintona. Mnie osobiście przyśnił się gigantyczny transparent, udrapowany dadaistycznie, jak pakunki Christo, wzdłuż całego Białego Domu, z wielkim napisem: TU MIESZKA ISTOTA LUDZKA. Tego lata – po raz miliardowy – pomieszanie, pandemonium i chaos okazały się subtelniejsze niż niejedna osobista ideologia, niejedna osobista moralność. Tego lata wszyscy mieli w głowie penis prezydenta; tego lata życie, w całej swojej bezwstydnej nieczystości, raz jeszcze zbiło Amerykę z pantałyku.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki