Lokatorzy – opowiadanie erotyczne - Ewa Maciejczuk - ebook + audiobook

Lokatorzy – opowiadanie erotyczne ebook

Ewa Maciejczuk

4,1
3,99 zł

lub
Opis

„Usłyszałam ciche pukanie, a moje serce zabiło szybciej. Powiedziałam zwykłe: „proszę", a do środka wszedł mój współlokator, zamykając za sobą drzwi.

– Co robisz? – zapytał od niechcenia, rzucając się z impetem na łóżko. Zapiszczałam wystraszona. – Musiałem sprawdzić, czy znów nie śnią ci się koszmary. – Wyszczerzył zęby.

– A śniły mi się? – Udałam niewiniątko, podpierając się na łokciu, by go lepiej widzieć. Z tej pozycji mogłam bez problemu przyjrzeć się jego przystojnej twarzy.

– Czyli podstępem mnie ściągnęłaś. – Uszczypnął mnie w nos. – Jesteś niegrzeczną dziewczynką. – Pogroził mi palcem.

– Czy ja wiem... – Nie dokończyłam, przygryzając wargę, na co oczy mu pociemniały. Atmosfera między nami zrobiła się pełna napięcia. – Ale pamiętam, że coś mnie uwierało".

Julita – Pracownica kawiarni. Chcąc ułatwić sobie życie, wynajmuje pokój. W najśmielszych snach nie wyobrażała sobie, kogo będzie miała za współlokatora i jak odmieni się jej życie.

Piotrek – Przystojny i tajemniczy współlokator. Zdystansowany, ale do czasu, gdy bliżej poznaje Julitę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 28

Oceny
4,1 (10 ocen)
5
2
2
1
0

Popularność




Ewa Maciejczuk

Lokatorzy – opowiadanie erotyczne

Lust

Lokatorzy – opowiadanie erotyczne

Zdjęcie na okładce: Shutterstock

Copyright © 2021 Ewa Maciejczuk i LUST

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788728023891

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

Uwielbiałam swoją pracę w kawiarni na warszawskim Mokotowie. Jednak dojazdy do niej to istna katorga, tak samo powroty. Warszawa to miasto, które nigdy nie śpi, a korki się nie kończą. Pracowałam w kawiarni Caffè Time na ulicy Puławskiej. Było to klimatyczne miejsce, w którym można zjeść pyszne ciacho i napić się kawy sprowadzanej z samych Włoch. Moje szefostwo to najlepsi ludzie, jakich poznałam. Nadawali klimat tej kawiarni i ja sama zazdrościłam im takiej miłości, jaką się darzyli. Traktowali swoich pracowników jak rodzinę i zamiast szukać jakieś pracy bliżej mojego rodzinnego domu, właśnie pakowałam ostatnią torbę do bagażnika i wyprowadzałam się do wynajętego pokoju.

Przebiłam się przez wszystkie korki na mieście i w końcu dotarłam na miejsce. Przekręciłam klucz w zamku, po czym weszłam do środka. Mieszkanie widziałam tylko raz, nim zdecydowałam się wynająć w nim pokój. Urządzone było schludnie, lecz bez szału. Niecałe siedemdziesiąt metrów z trzema pokojami i wspólną łazienką oraz kuchnią. Pokój tutaj wynajmowała także moja współpracownica Lilka, a trzecie pomieszczenie – podobno jakiś chłopak, który pracował na pobliskim torze wyścigów konnych na Służewcu. Nie interesowałam się nigdy końmi, więc nie miałam okazji tam być. Słyszałam jedynie, że to największy polski tor i kiedyś to miejsce cieszyło się dużą popularnością wśród warszawiaków.

Czułam się nieswojo, gdy powitała mnie błoga cisza. Lilka dziś miała zmianę w kawiarni, a ja wzięłam wolne, by móc w spokoju się urządzić w nowym miejscu. Wypakowałam do lodówki kupione po drodze produkty spożywcze. Przebrałam się w krótkie spodenki i top kończący się pod biustem. Zazwyczaj używałam go do biegania, bo idealnie podtrzymywał moje piersi na miejscu i był megawygodny. Nic nie krępowało moich ruchów, gdy rozpakowywałam kolejną torbę. Cała zlana potem odgarnęłam kosmyki ciemnych włosów z twarzy, które wymsknęły się spod koka. Chwyciłam za najmniejszą walizkę i ruszyłam w stronę łazienki. Nie wyróżniało jej nic specjalnego – zwykłe, błękitne płytki, mała wanna, ubikacja i umywalka. W kącie zaś stała pralka, nad którą zawieszono półki. Niestety w przydziale miałam tylko jedną, więc większość musiałam trzymać u siebie w pokoju. Z zainteresowaniem patrzyłam na męską półkę i ciekawość wzięła górę, by powąchać perfumy znanej marki. Nie lubiłam duszących perfum, a te były bardzo delikatne i miło łechtały mój zmysł węchu. Wystraszyłam się, gdy usłyszałam przekręcanie klucza w zamku w obcym miejscu. Upuściłam flakon, a ten stłukł się z głośnym brzdękiem o kant pralki.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.