Listy. Marina Cwietajewa, Rainer Maria Rilke, Boris Pasternak - Marina Cwietajewa, Rainer Maria Rilke, Borys Pasternak - ebook
Opis

Niezwykła korespondencja trójki wielkich europejskich poetów jest zapisem ich pasji życia i poezji, ale też opowieścią o samotności, smutku, wreszcie śmierci. To również obraz „ciekawych czasów”, w których przyszło żyć bohaterom książki i które zdeterminowały ich losy – Europa w pół kroku między jedną a drugą wojną, terror stalinowski. Odkupieniem mogła być jedynie poezja. „Rilke nie jest ani zamówieniem naszych czasów, ani ich reprezentantem, – jest ich przeciwwagą. Wojny, rzezie, porozrzucane mięso niezgody – i Rilke. Dzięki Rilkemu nasze czasy zostaną ziemi – odpuszczone.” pisała młoda Cwietajewa.

Książka, obok listów, zawiera komentarze pokazujące biograficzne i historyczne okoliczności ich powstania, wprowadzające czytelnika w epokę oraz wiersze w oryginale i tłumaczeniach.

 

***

„W ogóle Cię nie rozumiem: rzucić wiersze. A potem co? Z mostu do rzeki Moskwy? Z wierszami, mój miły przyjacielu, jest jak z miłością: dopóki ona cię nie rzuci...”

Cwietajewa do Pasternaka

 

„Zawdzięczam Panu podstawowe cechy mojego charakteru, całokształt mojego duchowego życia. Stworzone zostały przez Pana.”

Pasternak do Rilkego

 

„Mieszkam samotnie, równie samotnie, jak samotne było moje życie, a nawet bardziej: w częstym osobliwym wzmożeniu tego, co nosi nazwę samotności, w odosobnieniu osiągającym najdalszy i najwyższy stopień...”

Rilke do Cwietajewej

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 534

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Niniejszy przekład opiera się na rosyjskim wydaniu z 1990 roku, zawierającym, poza listami różnych autorów, wstęp i komentarze autorstwa Konstantina Markowicza Azadowskiego, Jewgienija Borisowicza Pasternaka i Jeleny Władimirowny Pasternak. Zachowany został dokonany przez nich wybór i układ tekstów.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Serdeczne podziękowania dla Pani Ireny Księżopolskiej za nieocenioną pomoc w rozwiązywaniu poetyckich (i nie tylko) łamigłówek języka rosyjskiego składa tłumacz.
Projekt okładki: Janusz Barecki
Fotografia na okładce: Laura Makabresku
Redakcja: Piotr Nowak
Korekta: Piotr Herbich
Indeks osób: Emilia Lipiec
Skład: Studio Artix, Jacek Malik, [email protected]
Tytuł oryginału „Письма 1926 года”
Boris Pasternak’s Russian text copyright © by the heirs 2018 Polish publishing rights are acquired via FTM Agency, Ltd., Russia, 2018 Copyright © for the Polish translation & this edition by Fundacja „Evviva L’arte”
ISBN 978-83-944747-4-4
Fundacja „Evviva L’arte” ul. Racławicka 23/20, 02-601 Warszawa e-mail: [email protected] www.evvivalarte.org
Wydanie pierwsze, Warszawa 2018
Konwersja:eLitera s.c.

Wstęp

Podczas prac nad tą książką mieliśmy okazję zetknąć się ze zjawiskiem o rzadkim lirycznym natężeniu i rzadkiej lirycznej mocy. Zdumiewające i pod wieloma względami tragiczne okoliczności połączyły na początku 1926 roku trzech wielkich europejskich poetów. Najstarszy z nich, Rainer Maria Rilke, ukończył właśnie pięćdziesiąt lat[1]. Rilke, największy niemieckojęzyczny poeta XX wieku, mieszkał wówczas w Szwajcarii w ustronnym, maleńkim zamku Muzot; bolesna choroba zmusiła go do wieloletniego leczenia w uzdrowiskach i sanatoriach. I właśnie wówczas, w maju 1926 roku, w miasteczku Val-Mont, mają swój początek kontakty z młodymi poetami rosyjskimi – Borisem Pasternakiem i Mariną Cwietajewą, których już wcześniej połączyła przyjaźń i długotrwała korespondencja.

Był to czas, kiedy poezję światową dotknął bardzo poważny kryzys. Duchowy porządek Europy został zburzony przez wojnę 1914 roku, wszelkie próby słownego wyrażenia samego siebie wydawały się nienaturalnym anachronizmem. Albowiem, wedle określenia Michaiła Bachtina, „wszelka liryka żyje wyłącznie wiarą w potencjalne wsparcie chóru”, istnieje ona „tylko w atmosferze ufności, miłości oraz potencjalnego poparcia chóru”[2]. Doświadczane po swojemu, wspólne dla wielu trudności okresu naznaczonego schyłkiem żywiołu lirycznego zbliżyły rozrzuconych po różnych krajach Cwietajewą, Pasternaka i Rilkego. W wymienianych między nimi listach wyczuwa się duchową samotność, jakiej doznawali poeci, ich pragnienie odnalezienia wspólnie – „ponad barierami”[3] – nowych możliwości sztuki.

Historia wzajemnych stosunków, składających się na treść korespondencji, jest bardzo długa, sięga korzeniami ostatnich lat XIX wieku, kiedy młody Rilke, dopiero rozpoczynający swoją przygodę ze sztuką, poważnie pasjonuje się Rosją i kulturą rosyjską. Ulegając silnym rusofilskim nastrojom, szeroko rozprzestrzenionym w owym czasie na Zachodzie, Rilke upatrywał w Rosji specjalny, „wybrany przez Boga” naród, który dopiero wstępuje na drogę wszechstronnego historycznego rozwoju. Patriarchalną Rosję postrzegał jako całkowite przeciwieństwo cywilizacji zachodniej, pogrążonej w racjonalizmie i „bezbożnictwie” i chylącej się ku upadkowi. Z tego punktu widzenia Rosja wydawała się krajem „młodym”, który czeka jeszcze nadzwyczajny duchowy rozkwit.

Pełen ponętnych oczekiwań, w kwietniu 1899 roku Rilke po raz pierwszy przyjeżdża do Rosji. A wraz z nim – jego niemieccy przyjaciele: pisarka Lou Andreas-Salomé (jej wpływ na młodego poetę był w owych latach bardzo znaczący) i jej mąż, orientalista Carl Andreas. Po dwudziestu pięciu latach w rozmowie z polskim literatem Witoldem Hulewiczem Rilke w taki sposób opowiadał o swoich pierwszych godzinach w Rosji: „Po krótkim odpoczynku w hotelu natychmiast, mimo zmęczenia, udałem się do miasta. I oto na co się natknąłem: w ciemnościach zmroku wznosiły się zarysy świątyni, po bokach, we mgle, stali pielgrzymi czekający na otwarcie drzwi. Ten niezwykły widok wstrząsnął mną do głębi. Po raz pierwszy w życiu opanowało mnie niewymowne uczucie, coś w rodzaju odczucia ojczyzn...”[4].

Pierwszego dnia swojego pobytu w Moskwie Rilke udaje się do malarza Leonida Pasternaka, profesora Szkoły Malarstwa, Rzeźby i Architektury. „Pewnego pięknego wiosennego dnia – wspominał później Leonid Pasternak – [...] w mojej pracowni stał młody człowiek, bardzo jeszcze młody, jasnowłosy, wątły, w ciemnozielonym tyrolskim płaszczu. W rękach trzymał listy polecające od moich niemieckich przyjaciół z prośbą, by oddawcy okazać słowem i czynem pomoc w zaznajomieniu się z krajem i jego mieszkańcami. Prosili mnie także, o ile pamiętam, by przedstawić go, jeśli to możliwe, Tołstojowi”[5].

Spełnić tę ostatnią prośbę nie było dla Leonida Pasternaka niczym trudnym: akurat w tym czasie pracował nad ilustracjami do powieści Zmartwychwstanie, często widywał się z pisarzem i spędzał z nim długie godziny. Drugiego dnia wieczorem Rilke i jego towarzysze odwiedzili Tołstoja w jego domu w Chamownikach[6].

Już pierwsze moskiewskie wrażenia Rilkego znacznie wyostrzyły jego kształtujące się dużo wcześniej postrzeganie Rosji. „W jego wyobraźni poety Rosja jawiła się jako kraj wieszczych snów i patriarchalnych fundamentów, w przeciwieństwie do przemysłowego Zachodu” – opowiada pisarka Sofja Szyl, rosyjska znajoma Rilkego[7]. Poecie wydawało się, że zyskał w Rosji to wszystko, czego z takim napięciem i z takim bólem szukał w ubiegłych latach na Zachodzie. Śnił mu się baśniowy kraj, zamieszkany przez ludzi-„braci”, ludzi-„artystów”. „Trudno wypowiedzieć, ile nowości w tym kraju i ile w nim przyszłości” – pisał Rilke z Petersburga 19 maja 1899 roku do niemieckiego poety Hugo Salusa[8]. To właśnie w Rosji Rilke naprawdę poczuł, że jest artystą, ostatecznie uwierzył w swoje powołanie. „Moja sztuka stała się silniejsza i bogatsza o cały bezkresny obszar, i wracam do ojczyzny na czele długiej karawany, mętnie pobłyskującej zdobyczą” – w taki sposób sam Rilke w jednym z listów kreślił bilans swojego pierwszego spotkania z Rosją[9].

Zaznajomiwszy się z Moskwą i Petersburgiem, Rilke wrócił do Niemiec i z oddaniem poświęcił się studiom nad językiem rosyjskim i rosyjską kulturą. Czyta w oryginale klasyków rosyjskich, przekłada na niemiecki Mewę Czechowa, wiersze poszczególnych poetów rosyjskich (Konstantina Fofanowa, Spiridona Drożżyna). „Pragnę powiadomić Pana – pisze Rilke do Leonida Pasternaka 5 lutego 1900 roku – że Rosja, tak jak już Panu przepowiadałem, okazała się dla mnie czymś niezwykle istotnym, wykraczającym daleko ponad przypadkowe wydarzenie. Od sierpnia zeszłego roku zajęty jestem nieomal wyłącznie studiowaniem sztuki rosyjskiej, rosyjskiej historii i kultury, i – boję się, że pominę – waszego wspaniałego, niezrównanego języka; i chociaż nie mogę jeszcze rozmawiać po rosyjsku, to już bez wysiłku czytam waszych wielkich (i to jak wielkich!) poetów. Rozumiem także dużą część tego, co mówią. A cóż to za przyjemność recytować w oryginale wiersze Lermontowa lub prozę Tołstoja!”[10].

9 maja 1900 roku Rilke i Lou Andreas-Salomé znowu przyjeżdżają do Moskwy i od razu zanurzają się w jej pstrokatym i różnorodnym życiu: nowe znajomości i spotkania, wizyty w teatrach, muzeach, galeriach i monastyrach... 30 maja (nowego stylu) udają się w długą podróż po Rosji; ich najbliższym celem jest Jasna Polana. Przypadek sprawia, że spotykają na dworcu Leonida Pasternaka, który jedzie tym samym pociągiem z rodziną do Odessy. Razem z malarzem – jego syn Boris. Po trzydziestu latach w autobiograficznej opowieści List żelazny, dedykowanej pamięci Rilkego, Boris Pasternak opisał owo doniosłe spotkanie.

Upalnym letnim rankiem 1900 roku z Dworca Kurskiego odchodzi pociąg kurierski. Przed samym odjazdem do okna od zewnątrz podchodzi ktoś w czarnej tyrolskiej pelerynie. Wraz z nim wysoka kobieta. [...] Oboje rozmawiają z ojcem o czymś, w co wszyscy są wtajemniczeni, mówią z jednakim ciepłem, ale kobieta przerzuca się z mamą urywanymi słowami po rosyjsku, a nieznajomy mówi tylko po niemiecku. Pomimo że znam ten język doskonale, takiego jednak nigdy nie słyszałem. [...] Po drodze, już bliżej Tuły, para ta znów zjawia się w naszym przedziale. [...] Potem żegnają się i idą do swego wagonu. [...] Twarz i wydarzenie zostają zapomniane, i to – zdawałoby się – na zawsze[11].

Wydarzenie nie zostało zapomniane. Przeciwnie, na zawsze pozostało w pamięci Borisa Pasternaka jako jedno z najdonioślejszych wydarzeń jego życia: przecież widział on wówczas, pierwszy i ostatni raz, niemieckiego poetę, który po wielu latach stanie się jego bożyszczem!

Podróż Rilkego i Lou Andreas-Salomé po Rosji trwała dwa i pół miesiąca i zakończyła się w Petersburgu[12]. Poeta wraca do ojczyzny z gorącym pragnieniem poświęcenia swojego życia poznawaniu Rosji i kultury rosyjskiej. I rzeczywiście, przez najbliższe dwa lata Rilke z nadzwyczajnym entuzjazmem kontynuuje naukę języka, czyta książki o rosyjskiej historii, przekłada Dostojewskiego, pisze artykuły o sztuce rosyjskiej i wszelkimi sposobami rozpropagowuje ją w Niemczech (szczególnie „miriskussników”[13]). Rosyjskie wrażenia Rilkego znalazły głębokie odbicie także w jego oryginalnej twórczości (Modlitewnik, Historie o Panu Bogu, poszczególne dramaty i wiersze).

Na początku 1902 roku Rilke znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji. Małżeństwo z rzeźbiarką Klarą Westhoff (1901), przyjście na świat córki, budowa własnego domu – wszystko to wymagało stałych dochodów. Właśnie wówczas dojrzewa w Rilkem myśl o przeniesieniu się na stałe do Rosji. Chcąc zatrudnić się jako korespondent jakiegoś pisma, Rilke zwraca się do właściciela gazety „Новое время” Aleksieja Suworina, znanego ze swojej roli mecenasa. W liście do niego z 5 marca 1902 roku Rilke pisał między innymi:

Moja żona nie zna Rosji; ale dużo opowiadałem jej o Pańskim kraju i jest ona gotowa opuścić swoją ojczyznę, która także stała się jej obca, i przenieść się wraz ze mną do Pańskiego kraju – do mojej duchowej ojczyzny. O, gdyby udało się nam zorganizować tam życie! Myślę, że jest to możliwe, możliwe dlatego, że kocham Pański kraj, kocham jego mieszkańców, jego cierpienia i jego wielkość, a miłość – to moc i sojuszniczka Boża[14].

Suworin nie odpowiedział na list nieznanego mu niemieckiego literata. Zresztą także sam Rilke zrezygnował wkrótce z planów przeniesienia się do Rosji. Pod koniec sierpnia 1902 roku, pragnąc napisać książkę o Rodinie, Rilke na długi czas przenosi się do Paryża, i na tym kończy się nagle „rosyjski” okres jego życia. Jednak wewnętrzną więź z Rosją poeta zachowuje do końca swoich dni. W jego listach i rozmowach z przyjaciółmi stale pojawia się, zabarwiony nostalgią, temat Rosji. Uczęszcza na rosyjskie przedstawienia, rosyjskie wystawy, ogląda gościnne występy rosyjskich zespołów. Podczas swoich tułaczek po Europie Zachodniej stale spotyka się z Rosjanami – malarzami, pisarzami, artystami (wśród nich – z Gorkim, Buninem, Aleksandrem Benois i innymi).

W tych latach Rilke widzi się także dwukrotnie z Leonidem Pasternakiem; czas między spotkaniami wypełniają listy, przesyłane książki. (Zachowało się dziesięć listów Rilkego pisanych w latach 1899–1906 i jeden z 1926 roku[15]). Tematyka ich korespondencji pozostaje niezmienna: Rosja – „kraj-bajka”, jej język, literatura, sztuka. Wspominając swoje spotkanie z Rilkem i Klarą Westhoff w Rzymie w 1904 roku, malarz pisał: „Niezapomniane pozostaną godziny spędzone z nim na ożywionej rozmowie. Także tym razem najważniejszym tematem, oprócz sztuki, była ubóstwiana przez niego Rosja i literatura rosyjska, którą przestudiował nader gruntownie. Poraziło mnie, z jakim znawstwem i zapałem mówił o właściwościach i pięknie starorosyjskiej poezji, głównie o Słowie o pułku Igora[16], które przeczytał w oryginale”[17].

Od stycznia do sierpnia 1925 roku Rilke znowu mieszka w Paryżu. Z tym samym zamiłowaniem co dwadzieścia pięć lat temu interesuje się wszystkim, co rosyjskie[18], nawiązuje nowe znajomości, odnawia stare. Najprawdopodobniej, spoglądając na przebytą drogę, Rilke szczególnie głęboko odczuł, jak silny jest jego duchowy związek z Rosją, „krajem-bajką”. Wspomnienia poety o Rosji były w tych miesiącach na tyle silne, że „marzył [on nawet] o napisaniu o swoich rosyjskich podróżach”[19].

W grudniu 1925 roku w Europie Zachodniej głośnym echem odbił się jubileusz pięćdziesiątych urodzin Rilkego. Imię niemieckiego poety już wówczas było dla wielu ludzi symboliczne: ucieleśniający w widzialny sposób romantyczny ideał artysty-pustelnika, ukrywający się w średniowiecznej wieży przed światowymi wydarzeniami (rewolucjami i wojnami, nędzą i chaosem), Rilke postrzegany był jako żywe uosobienie samej poezji, kultury, prawdziwej twórczości. (Już w swoich pierwszych listach do niego wspominają o tym Boris Pasternak i Marina Cwietajewa). Upatrując w Rilkem, w jego osobowości i dziełach, kogoś, kogo można przeciwstawić „pozbawionej ducha” współczesności, ciągną do niego ludzie różnego wieku i różnych zawodów, bardzo niezadowoleni z moralnej sytuacji w świecie współczesnym.

Rilke nie jest ani zamówieniem naszych czasów, ani ich reprezentantem – jest ich przeciwwagą.

Wojny, rzezie, porozrzucane mięso niezgody – i Rilke.

Dzięki Rilkemu nasze czasy zostaną ziemi – odpuszczone.

Jako odwrotność naszych czasów, tzn. jako ich konieczność, tzn. jako odtrutka na nie, Rilke mógł się urodzić tylko w nich.

Na tym polega jego współczesność

– podkreślała Marina Cwietajewa[20]. O tym samym była także mowa w pierwszych linijkach jej pierwszego listu do Rilkego („Pańskie imię nie rymuje się ze współczesnością...”).

Wśród licznych gratulacji, które otrzymał Rilke w grudniu 1925 roku, był także pełen przejęcia list od Leonida Pasternaka z Berlina. Na pozdrowienia od swojego starego przyjaciela poeta odpowiedział listem z 14 marca 1926 roku, który stał się pośrednią przyczyną zawiązanej wkrótce korespondencji Rilkego z Borisem Pasternakiem i Mariną Cwietajewą.

* * *

Marina Cwietajewa i Boris Pasternak byli moskwiczanami, rówieśnikami, oboje wywodzili się z profesorskich rodzin. Ich ojcowie przyjechali do Moskwy z prowincji i polegając tylko na sobie, odnieśli sukces i osiągnęli wysoką pozycję społeczną. Matki obojga były utalentowanymi pianistkami należącymi do plejady uczniów Antona Rubinsteina. W młodzieńczych wrażeniach Pasternaka i Cwietajewej także można odnaleźć pewne podobieństwo. I tak, częste podróże rodziny Cwietajewów do Niemiec (1904–1906) są porównywalne z podróżą Pasternaka do Berlina (1906), a szczególnie z letnim semestrem młodego Borisa Pasternaka na uniwersytecie w Marburgu (1912) – niezatartym wspomnieniem jego burzącej się młodości.

Pod koniec pokojowych czasów talent Cwietajewej został zauważony przez takie autorytety jak Briusow, Wołoszyn, Gumilow; rosła jej sława w kręgach artystycznych Moskwy. Już wówczas Cwietajewa odnosiła się do swojego poetyckiego powołania jak do losu i misji. Pasternak zaś, przez nieomal dziesięć lat oddany zaniechanym później zajęciom z kompozycji i poważnym studiom filozoficznym, dopiero latem 1913 roku zaczął pisać wiersze do swojego pierwszego, młodzieńczego zbioru, którego niedojrzałość i przedwczesne wydanie przez długi czas poczytywał sobie za winę.

W swoich poszukiwaniach wolności i samodzielności młody Pasternak znajdował oparcie i usprawiedliwienie w życiowym i twórczym doświadczeniu Rilkego. Natrafiwszy wkrótce po powrocie z Niemiec (1907) na pierwsze zbiory Rilkego (Sobie samemu na świętowanie, Księga obrazów i Modlitewnik), przysłane i podpisane przez autora jego ojcu, został porażony powagą i stanowczością ich treści. W jego uniwersyteckich zeszytach – między notatkami z wykładów – znajdujemy pierwsze próby przekładów z Rilkego[21]. Wiele lat później Pasternak czyni ważne wyznanie: „Zawsze myślałem, że w swoich własnych próbach, w całej swojej twórczości nie robiłem niczego innego, jak tylko przekładałem i modyfikowałem jego [tzn. Rilkego] motywy, niczego nie dodając do jego świata i zawsze pływając w jego wodach”[22].

Pasternak nie przesadzał, twierdząc, że całe swoje duchowe oblicze zawdzięcza Rilkemu (pisał o tym wprost do Rilkego). Dążenie do efektywnego artystycznego doskonalenia jako życiotwórczej zasady już w młodości skłoniło Pasternaka do odrzucenia skrajności romantyzmu. Wśród jego ulubionych autorów w 1910 roku wymieniony zostaje Jens Peter Jacobsen, który tak wiele znaczył dla Rilkego. Muzyczną i harmoniczną podstawą Pasternakowskiej poezji staje się proza. Przez całe życie Pasternak dążył do przekazywania s e d n a, do panowania nad treścią w takim stopniu, ażeby forma rodziła się w sposób naturalny, jak u żywej istoty. Pracę artysty postrzegał jako szkołę ascetyzmu i podporządkowywał ją podstawowemu zadaniu – przedstawieniu w słowie „obrazu świata” przenikniętego szczęściem istnienia i pokrewieństwa ze wszystkim. Właśnie tego Pasternak uczył się od Rilkego.

Za pierwsze zwycięstwo na tej drodze Pasternak uważał napisaną przez siebie w 1917 roku książkę Życie – moja siostra.

W latach wojny i rewolucji Cwietajewa i Pasternak znali się jedynie z widzenia. Wedle słów Cwietajewej: „trzy albo cztery przelotne spotkania. – I to prawie milczące, bo nigdy niczego nowego nie pragnę. – Słyszałam go raz, wespół z innymi poetami – w Muzeum Politechnicznym. Mówił głuchym głosem i nie pamiętał prawie żadnego wiersza. Swoim osamotnieniem na estradzie wyraźnie przypominał Błoka. Odnosiło się wrażenie bolesnego skupienia i miałam ochotę popchnąć go – jak wagon, który nie idzie... »No, dalej...«, a ponieważ ani jedno słowo i tak do mnie nie dotarło (jakieś mamrotanie, jakby budził się niedźwiedź), pojawiła się niecierpliwa myśl: »Boże, po co tak męczyć siebie i innych!«”[23]. Pasternak ze swojej strony tak samo wspomina przypadkowość ich pierwszych spotkań: „Jako jeden z uczestników jakiegoś zbiorowego wieczoru w początkach rewolucji słyszałem, jak recytowała swoje utwory. Którejś zimy w okresie wojennego komunizmu wstąpiłem do niej w jakiejś sprawie, mówiłem coś nieważnego, wysłuchiwałem nieistotnych rzeczy w odpowiedzi. Cwietajewa do mnie nie docierała”[24].

W maju 1922 roku Cwietajewa, po wieloletniej rozłące, udała się do swojego męża do Berlina. Wkrótce Pasternak przeczytał wydane w 1921 roku Версты i napisał do Cwietajewej długi, entuzjastyczny list. Trzydzieści pięć lat później Pasternak opowiada o tym w swojej autobiografii:

Trzeba było się w nią wczytać. Gdy to zrobiłem, oszołomiła mnie otchłań jej czystości i siły wyrazu. Nigdzie dokoła nie istniało nic podobnego. Postaram się być zwięzłym. Nie popełnię pomyłki, jeśli powiem, że z wyjątkiem Annienskiego i Błoka oraz – z pewnymi zastrzeżeniami – Andrieja Biełego wczesna twórczość Cwietajewej była właśnie tym, co chcieli osiągnąć, a nie potrafili, wszyscy pozostali symboliści razem wzięci. Tam gdzie ich pisanie bezsilnie telepało się w świecie wymyślonych schematów i wyzbytych życia archaizmów, Cwietajewa lekko unosiła się ponad trudnościami prawdziwej twórczości, z łatwością, a zarazem z nieporównanym technicznym kunsztem radząc sobie z jej zadaniami.

Wiosną 1922 roku, gdy Cwietajewa była już za granicą, kupiłem w Moskwie mały jej tomik pt. Wiorsty. Od razu uległem lirycznej potędze jej formy, przeżytej do głębi, mocno zwartej i skondensowanej, nie wyzbytej oddechu, nie zadyszanej w pojedynczych wierszach, bez załamania rytmu ogarniającej swymi rozwiniętymi okresami całe następstwa strof.

Poza tymi właściwościami wyczuwałem jakąś bliskość, prawdopodobnie jakieś wspólne wpływy, jakim ulegaliśmy, a może jednakie stymulatory kształtujące charakter, podobne rozumienie roli rodziny i muzyki, jednorodne punkty wyjścia, cele i zamiłowania.

Napisałem do Cwietajewej do Pragi list pełen zachwytów i zdziwienia, że tak długo jej nie dostrzegałem i tak późno poznałem. Odpowiedziała mi. Nawiązaliśmy korespondencję, szczególnie ożywioną w połowie lat trzydziestych, gdy ukazało się jej Rzemiosło, a w Moskwie zaczęły krążyć w odpisach wybitne zarówno dzięki rozmachowi, jak i głębi myśli, ostre, niezwykłe w swej świeżości Poemat Kresu, Poemat Góry i Szczurołap. Staliśmy się przyjaciółmi[25].

O tej przyjaźni, braterstwie i prawdziwej miłości, zawartej w ich dedykowanych sobie wierszach, prozie, krytycznych uwagach i przede wszystkim niezwykłych listach, wspaniale napisała córka Cwietajewej Ariadna Efron[26]. Według jej słów korespondencja Cwietajewej i Pasternaka trwała od roku 1922 po 1935, osiągając apogeum w połowie lat dwudziestych, a następnie stopniowo wygasając.

„W notatkach i brulionach mamy jest wiele o Tobie” – pisała Ariadna Efron do Borisa Pasternaka 20 sierpnia 1955 roku. „Wypiszę Ci; wielu z tych rzeczy z pewnością nie znasz. Jak ona cię kochała i jak d ł u g o – całe życie! Kochała tylko tatę i Ciebie, nigdy się nie odkochując”[27].

Zgodnie z wolą Ariadny Efron znaczna część korespondencji Cwietajewej i Pasternaka nie może zostać opublikowana wcześniej niż na początku przyszłego, to jest XXI wieku. Zresztą już dzisiaj mamy prawo – bez żadnych wątpliwości – uznać owe listy za jedno z najdonioślejszych wydarzeń w historii literatury rosyjskiej naszego czasu.

Na początku lat dwudziestych Pasternak biedował; nie wystarczało mu środków, by wyżywić rodzinę. W połowie sierpnia 1922 roku wraz z żoną wyjeżdża do Berlina, w którym mieszkali wówczas jego rodzice. Tuż przed wyjazdem Pasternaka, w czerwcu 1922 roku, ukazuje się trzeci tom jego wierszy Życie – moja siostra, wydany przez moskiewski oddział wydawnictwa Zinowija Grżebina. (W 1923 roku książka zostaje wznowiona w Berlinie w tym samym wydawnictwie). Na początku 1923 roku w berlińskim wydawnictwie Helikon ukazuje się czwarty tom poezji Pasternaka – Tematy i wariacje. Tymczasem uczucia władające Pasternakiem w Berlinie bynajmniej nie były radosne.

Spotkanie z Niemcami po dziesięcioletniej przerwie okazało się dla niego głębokim rozczarowaniem. Romantyczne uniesienia czasów młodości rozwiały się niczym dym na tle współczesnej rzeczywistości. „Widziałem Niemcy przed wojną i oto ujrzałem je po wojnie – wspominał Pasternak. – To, co się stało na świecie, stanęło przede mną w straszliwym skrócie perspektywicznym. Był to okres okupacji Ruhry. Niemcy żyły o głodzie i chłodzie, niczym się nie łudząc, nikogo nie łudząc, z ręką wyciągniętą ku przyszłości jak po jałmużnę (gest im obcy), i całe, co do jednego, o kulach”[28].

Pasternak przebywał w Niemczech do marca 1923 roku. W lutym odwiedził na krótko miasto swojej młodości – Marburg. Literat Aleksandr Bachrach, który spotkał się z Pasternakiem w Berlinie przed jego powrotem do Rosji, wspomina:

Podczas odwiedzin w Fasanen-Ekka[29] uderzyła mnie pewna zmiana nastrojów u Pasternaka. Przez długi czas szczerze i głęboko kochał te wyobrażone Niemcy, które na zawsze pokochała także Cwietajewa, „gdzie ciągle jeszcze po Königsbergu przechadza się Kant o pociągłej twarzy”[30], te, na temat których korespondował z jednym ze swoich najukochańszych współczesnych, z Rilkem. W dalszym ciągu skłonny był je idealizować i nie zauważał tego, co dzieje się w ich podglebiu. Szczególnie drogi był mu Marburg, w którym podczas swojej fatalnej podróży z Londynu do ojczyzny wykładał Giordano Bruno i po jezdniach którego przez pięć lat „dreptał Łomonosow”[31]. To uniwersyteckie miasteczko było mu drogie z powodu wspomnień nie tylko studenckich, ale też sentymentalnych. I oto – krótka podróż „w przeszłość” wywarła na nim niezatarte wrażenie, w Marburgu zobaczył to, czego nie chciał zauważać w Berlinie. Spojrzał na cały kraj z innego punktu widzenia. Pełnym przejęcia głosem zaczął mówić to, co później zapisał w Liście żelaznym: „Pejzaż, który niegdyś za wiele myślał o wojnie trzydziestoletniej, skończył tym, że sam ją sobie wyprorokował”[32].

Pierwsza połowa lat dwudziestych była dla Pasternaka kryzysowa również w odniesieniu do jego twórczości. Na początku stycznia 1923 roku Pasternak pisze z Berlina do Wiaczesława Połonskiego o „duchowym ciężarze”, który przeszkadza mu w pracy[33]. Tragicznie kumuluje się w nim świadomość nieważności wszystkiego, co napisał po cyklach Życie – moja siostra i Tematy i wariacje (1917–1918). Zaczyna go prześladować myśl, że poezja liryczna nie znajduje usprawiedliwienia w czasach, w których przyszło mu żyć. Epoka wojen i rewolucji potrzebuje historyka lub twórcy eposu. Swoimi wątpliwościami Pasternak dzieli się z Cwietajewą, i Cwietajewa otwartym sercem odpowiada na jego szczerość.

„Borisie, to pierwszy ludzki list od Ciebie (wszystkie pozostałe to Geisterbriefe[34]) i jest mi niezmiernie miło, czuję się obdarowana, wyróżniona. Po prostu dałeś mi wgląd w swój brudnopis” – pisze do Pasternaka 19 lipca 1925 roku. Daje ona pełen oburzenia odpór niewierze Pasternaka w siebie i jego wahaniom: „W ogóle Cię nie rozumiem: rzucić wiersze. A potem co? Z mostu do rzeki Moskwy? Z wierszami, mój miły przyjacielu, jest jak z miłością: dopóki o n a cię nie rzuci... Jesteś chłopką pańszczyźnianą na usługach Liry”[35]. Od tej pory współczucie i pomoc Cwietajewej stają się dla Pasternaka pierwszorzędną potrzebą. Za jej zachętą i aprobatą latem 1925 roku Pasternak bierze się za poemat Rok 1905.

Na początku sierpnia 1925 roku Cwietajewa przekazała Pasternakowi pogłoskę o rzekomej śmierci Rilkego. W odpowiedzi z 16 sierpnia Pasternak prosi ją о sprawdzenie tej wiadomości i uściślenie okoliczności. To właśnie wówczas pogrążony w smutku Pasternak pisze do swojej siostry Józefiny, że dręczy go przeczucie własnej bliskiej śmierci.

Rozstanie z rodzicami i siostrami, które od 1921 roku mieszkały w Niemczech, a także silne pragnienie, by wreszcie spotkać się z Cwietajewą, zmuszają Pasternaka do starań o pozwolenie na wyjazd za granicę wraz z rodziną. Jednocześnie narasta w nim rozumienie wagi podjętej przez niego pracy nad poematami Rok 1905 i Lejtnant Szmidt, które pisze, pozostając w stałym kontakcie z Cwietajewą – jego pierwszym czytelnikiem i krytykiem. Pasternakowi wydawało się wówczas, że wyłącznie Cwietajewa może w pełni zrozumieć owe zadania, które stawia przed sobą, dostrzec, w jaki sposób je rozwiązuje i na ile mu się to udaje.

Rzeczywiście, Cwietajewa umiała oceniać twórczość Pasternaka, pod wieloma względami współbrzmiącą z jej odczuwaniem świata, w sposób o wiele głębszy aniżeli inni jego współcześni. Oto w jakich słowach pisze ona o Pasternaku do jego ojca, Leonida, 5 lutego 1928 roku: „A Boris jest zupełnie nadzwyczajny, i jak mało go rozumieją – nawet ci, którzy go kochają! »Praca nad słowem«... »Słowo jako cel sam w sobie«... »Samodzielne życie słowa«... – podczas gdy cała jego twórczość, każdy wers – jest walką o i s t o t ę, gdy poza i s t o t ą (naturalnie, dla poety uwalniającą się poprzez słowo!) nic go nie interesuje. »Trudna forma«... Nie trudna forma, lecz trudna istota. Jego listy, pisane w biegu, bynajmniej nie są »lżejsze« od jego wierszy. – Czy zgadza się Pan? Z jego ostatnich listów widzę, że jest on bardzo samotny w swojej pracy. Pochwały większości odnoszą się przecież do t e m a t u 1905 roku, to coś w rodzaju listów pochwalnych za obyczajność”.

Wiosną 1926 roku, pokonując gorzkie uczucie bezwyjściowości, Pasternak kończy pracę nad poematem Rok 1905. Głównymi wydarzeniami decydującymi o możliwości nowych życiowych i twórczych planów były lektura Poematu Kresu Cwietajewej oraz wiadomość, którą otrzymał od ojca, że Rilke żyje i wie o nim i jego wierszach.

* * *

Podobnie jak Borisowi Pasternakowi, Cwietajewej od dziecka bliska była kultura niemiecka; znała i żarliwie kochała język niemiecki, niemiecką romantyczną poezję i muzykę. „Moja namiętność, moja ojczyzna, kołyska mojej duszy!” – pisała o Niemczech w 1919 roku[36]. Tę miłość do Niemiec zaszczepiła Marinie i jej siostrze Asi we wczesnym dzieciństwie ich matka Maria Meyn. Anastazja Cwietajewa opowiada w swoich wspomnieniach: „Pełna żarliwej miłości do swojego ojca, opowiadała o zagranicznych podróżach, jakie z nim odbywała, o przejażdżkach po Renie, rzece legend, płynącej między górzystymi brzegami, o starych zamkach na skałach, o miejscach, w których śpiewała Lorelei. Znałyśmy już wówczas pieśń Heinego o niej. I zielony, pienisty Ren stawał się bliski”[37].

Mając dwanaście lat, Marina mogła zobaczyć Niemcy na własne oczy. Jesienią 1904 roku siostry Cwietajewe zostały przeniesione przez rodziców z Lozanny, gdzie kształciły się w katolickiej szkole z internatem Lacaze, do Fryburga. Tutaj, w prywatnej szkole z internatem Brinck, spędziły zimę z roku 1904 na 1905 (Maria Meyn chorowała na suchoty i rekomendowano jej górskie powietrze Schwarzwaldu). Pobyt w Niemczech odcisnął piętno na pacholęcych wierszach Mariny, które znalazły się później w pierwszym tomie poezji Вечерний альбом[38]. Najprawdopodobniej w tym właśnie czasie po raz pierwszy na poważnie zetknęła się z literaturą niemiecką. Anastazja Cwietajewa wspomina, że właśnie we Fryburgu Marina „pogrążyła się w lekturze niemieckich książek z żarliwą i pochłaniającą rozkoszą”[39].

O tym, że język niemiecki, zaraz za rosyjskim, nie przestawał być jej ukochanym językiem, o stałych lekturach autorów niemieckich, przede wszystkim Goethego, Cwietajewa wspomina wielokrotnie. Co się tyczy poezji Rilkego, to Cwietajewa poznała ją dopiero w dojrzałym wieku. Jedna z pierwszych wzmianek o niemieckim poecie znajduje się we fragmentach dziennika Cwietajewej O Niemczech (datowany na 1919 rok, drukiem ukazał się dopiero w 1925 i być może został poprawiony w związku z publikacją). Ciekawe, że już w tych zapiskach Rilke postrzegany jest przez nią jako „lepsze Niemcy”. Cwietajewa pisze:

A z wojną jest – tak: nie Aleksander Błok – z Rainerem Marią Rilkem, lecz karabin maszynowy z karabinem maszynowym. Nie Aleksander Skriabin z Richardem Wagnerem, lecz pancernik liniowy z pancernikiem liniowym. Zabity zostałby Błok – opłakiwałabym Błoka (lepszą Rosję), zabity zostałby Rilke – opłakiwałabym Rilkego (lepsze Niemcy), i żadne zwycięstwo, czy nasze, czy ich, nie stanowiłoby pocieszenia[40].

Przypuszczalnie imię Rilkego pojawia się (być może nie raz) w nieznanej nam części korespondencji Cwietajewej z Pasternakiem z lat 1922–1925. Jednak ze szczególną gwałtownością uczucie Cwietajewej dla Rilkego wybucha wiosną 1926 roku, kiedy otrzymuje ona od niego w prezencie jego późne zbiory poetyckie – Elegie duinejskie i Sonety do Orfeusza.

Lektura owych książek Rilkego, które, nawiasem mówiąc, nie miały jeszcze wówczas zbyt wielu wielbicieli w krajach niemieckojęzycznych, wstrząsnęła Cwietajewą. Od teraz i do końca swoich dni będzie ona postrzegać Rilkego jako uosobienie najwyższej duchowości, jako symbol samej poezji. „Jest Pan – ucieleśnioną poezją” – właśnie tymi słowami Cwietajewa rozpoczyna swoją rozmowę z nim. Rilke jest dla niej – Poetą pisanym dużą literą, artystą tworzącym Wieczność. O Rilkem jako „ucieleśnionej poezji” Cwietajewa pisze na przykład do swojej czeskiej przyjaciółki Anny Teskovej 15 stycznia 1927 roku: „Niemiecki Orfeusz, to znaczy Orfeusz, który t y m   r a z e m objawił się w Niemczech. NieDichter[41] (Rilke) – Geist der Dichtung[42]”[43]. I kilka lat później w liście do Charles’a Vildraca: „wiążą mnie z Panem więzy pokrewieństwa: przecież kocha Pan Rosję i Pasternaka; i przede wszystkim Rilkego, który nie jest poetą, lecz samą p o e z j ą”[44].

Wzmianka o „niemieckim Orfeuszu” zawiera, rzecz jasna, aluzję do tej samej książki Rilkego, którą Cwietajewa otrzymała w prezencie od autora. Nigdy nie opuszczająca Rilkego wiara w twórcę-artystę i wielką moc sztuki, przekształcającą świat, przesądziła o obrazie boga-śpiewaka, do którego zwrócone są wszystkie (jest ich pięćdziesiąt pięć) sonety zbioru. Nie przypadkiem Cwietajewa podkreśliła (w liście do Teskovej) słowa „tym razem”. Poezja jako najwyższa i wieczna zasada duchowa, ujawniająca się w czasie poprzez jej „nosicieli” – poetów, staje się jednym z głównych „spajających” tematów w epistolarnym dialogu Rilkego, Cwietajewej i Pasternaka. Nie umawiając się, wszyscy troje piszą o tym, co nieumierające i pierwotne, i co zdolne jest „przez wieki” odradzać się w poetach. Właśnie w tym znaczeniu Pasternak wspomina w liście do Rilkego o poecie, „który wiecznie tworzy treść poezji i w różnych czasach przybiera różne imiona”. Podchwytując te słowa Pasternaka, głęboko współbrzmiące z jego własnymi myślami, Rilke pisze dla Cwietajewej czterowiersz (na wyklejce Elegii duinejskich):

Wir rühren uns. Womit? Mit Flügelschlägen,

mit Fernen seler rühren wir uns an.

E i n Dichter einzig lebt, und dann und wann

kommt, der ihn trägt, d e m, der ihn trug, entgegen.

Dotykamy się. Czym? Uderzeniami skrzydeł,

oddaleniem stykamy się.

J e d e n tylko jest poeta, i czasem się zdarza,

że ten, kto go teraz wciela, spotyka tego, kto był nim przedtem[45].

W tych wierszach Rilkego kryje się obraz jeźdźca, już wcześniej „wykorzystany” przez niego w jedenastym sonecie części pierwszej Sonetów do Orfeusza („Spójrz na gwiazdy: Jeźdźca tam figury / nie ma aby?”[46]) i symbolizujący niejako dwoistość poezji i „niosącej” go przyrody. Cwietajewa żywo reaguje na owe wersy, i już w swoim pierwszym liście dokonuje podziału na człowieka-Rilkego i ducha-Rilkego, „który jest czymś jeszcze większym od poety”. „Pan – jest zjawiskiem przyrody – zwraca się do Rilkego – [...] ucieleśnionym piątym żywiołem: samą poezją, albo (jeszcze nie wszystko) Pan – jest tym, z czego rodzi się poezja i co jest większe od niej samej – od Pana”. Widać wyraźnie, że Cwietajewa, ze swojej strony, kontynuuje tutaj rozmowę na temat owej zasady, która „niesie” poetę. Temat Jeźdźca (tzn. „człowieka-poety”) pojawia się także w liście z 13 maja: przeczytawszy Sonety do Orfeusza, Cwietajewa bezbłędnie wskazuje jedenasty sonet i próbuje z ową osobliwą figurą stworzoną przez Rilkego zestawić świętego Jerzego z własnych, wcześniej napisanych wierszy[47].

W przywołanych wyżej słowach Cwietajewej zwraca także uwagę jej stwierdzenie, że Rilke – jest „zjawiskiem przyrody”. Te same słowa napisała Cwietajewa także w jednym z pierwszych listów do Borisa Pasternaka (11 lutego 1923 roku). Pojęciem przyrody posługiwała się bardzo często.

Ukształtowawszy się duchowo na przełomie wieków, Cwietajewa w głęboki i swoisty sposób przyswoiła sobie nastroje owej neoromantycznej epoki: patos obrazoburstwa, bunt przeciwko rozsądkowi, romantyczny kult „duszy”. Dokładnie tak samo, w duchu owych czasów, Cwietajewa skłonna była obdarzać „przyrodę” szczególnymi właściwościami, ubóstwiać ją, spirytualizować[48]. Najważniejszym elementem w tym systemie poglądów była „dusza” – najbardziej naturalny przejaw „żywej” przyrody. W rozważaniach Cwietajewej „przyroda” i „dusza” niekiedy stają się tym samym. „Poza przyrodą, tzn. duszą, i duszą, tzn. przyrodą – nic mnie nie wzrusza” – pisze Cwietajewa 12 grudnia 1927 roku do Anny Teskovej[49]. „Żywa” przyroda jest dla Cwietajewej – źródłem twórczości i poezji. „Poeta – to PRZYRODA, nie światopogląd” – w jasny sposób formułuje Cwietajewa swoje credo w jednym z listów do Wiery Bunin, żony pisarza[50].

Lubiąca powtarzać słowa Wasilija Żukowskiego o tym, że „romantyzm – to dusza”, Cwietajewa uważała za swój obowiązek czcić i wywyższać duszę. Wydawało się jej, że w otaczającej rzeczywistości dusza jest ograniczana, deprecjonowana, bezbronna. Światu mieszczańskiego zacofania, pospolitości, codzienności – „światu ciał”, jak nazywała go Cwietajewa – przeciwstawiony zostaje poetycki, wzniosły „świat dusz”. Miłość lub to, co w „świecie ciał” przyjęto uważać za miłość, Cwietajewa zdecydowanie odrzucała. Nadmiernie, chociaż umyślnie, absolutyzując rozdarcie między duszą a ciałem, niejednokrotnie uwydatniała antagonizm „duszy” i „miłości”, swoją „niechęć do miłości”. „Miłości nie kocham i nie czczę” – pisała do Rilkego (3 czerwca). W liście do Pasternaka (10 lipca) Cwietajewa mówi o „nienasyconej odwiecznej nienawiści Psyche do Ewy, z której [tzn. z Ewy] nie ma we mnie niczego. Za to z Psyche – wszystko”. Psyche Cwietajewa opiewała w swoich wierszach, a niekiedy nawet nazywała siebie „duszą” (list do Rilkego z 2 sierpnia). Godne szczególnej uwagi są jej słowa zapisane w maju 1938 roku, kiedy hitlerowskie Niemcy przygotowywały się do wtargnięcia do Czechosłowacji: „Postrzegam Czechy jako wolnego ducha, nad którym nie mają władzy – ciała”[51].

Światem prawdziwej miłości jest dla Cwietajewej – świat, w którym łączą się ze sobą dusze, nie ciała. Ten uszlachetniony duchowy świat tworzyła w swoich dziełach, niekiedy także w swoich listach. Dlatego rozmowę z Rilkem Cwietajewa próbuje skierować na „miłosne” tory. Ale jest to miłość – szczególna. W swojej poezji, tak jak i w życiu, Cwietajewa stawiała swoich bohaterów (albo samą siebie) w sytuacjach, w których zakochani są rozłączeni i nie mogą się spotkać[52]. Idealny (to znaczy daleki, nieosiągalny!) obraz ukochanego człowieka ceniła sobie Cwietajewa bardziej aniżeli bliski, realny i namacalny. „Kiedy pani kogoś kocha, chce pani, żeby on sobie poszedł, żeby o nim pomarzyć” – mówił Cwietajewej Wołoszyn w 1911 roku[53]. Nie odrzucając ogólnie przyjętych przejawów miłości, Cwietajewa dąży jak gdyby do zdjęcia z nich cielesnej powłoki, uwolnienia z „ziemskich więzów” – z kajdan skostniałej materii i niskiej zmysłowości. Cwietajewa, jeśli można się tak wyrazić, jest za uściskiem dłoni bez dłoni, za pocałunkiem bez ust. W jednym z jej wierszy z 1922 roku znajdujemy słowa:

В мире, где реки вспять,

На берегу – реки,

В мнимую руку взять

Мнимость другой руки...[54]

„Nie żyję na swoich ustach, i ten, kto mnie całuje, omija mnie” – pisze Cwietajewa do Rilkego 22 sierpnia. „Nie pragnąć” – to jeden z lejtmotywów jej listów do niego. W listach tych, jak i generalnie w prozie epistolarnej Cwietajewej, dochodzi do owego dotykania nieistniejących pozornych rąk – stykania się „w słowie”, spotkania „w duchu”. Jednak dla Cwietajewej „spotkanie” takie nie jest grą wyobraźni, lecz niezaprzeczalną rzeczywistością, czynem, nie mniej rzeczywistym aniżeli żywy pocałunek. „Miłość żyje w słowach” – zapewnia ona Rilkego (list z 22 sierpnia). W tym samym liście tłumaczy mu, że oczekuje od niego tylko słowa – i niczego więcej. Oznacza to, że mówiąc do swojego adresata: „kocham cię”, Cwietajewa zamyka w tych słowach całe doświadczenie miłości, tworzy nową realność – realność „duszy”. Im gorętsza i bardziej zmysłowa staje się mowa Cwietajewej ze zwykłego, ogólnie przyjętego punktu widzenia, tym staje się idealniejsza z punktu widzenia poetyckiego.

Oto przed nami najczystszej wody wzniosły romantyzm z charakterystycznym dla niego rozumieniem miłości – do tego, co niedostępne, nierealne. Tego rodzaju dualizm zakłada niezmiennie, że to, co nie jest możliwe t u t a j, możliwe jestt a m. W jednym z listów Cwietajewej do poety rosyjskiego Anatolija Sztiejgiera czytamy (1936): „Niech Pan nie zapomina, że to, co wydaje się nam niemożliwością rzeczy – jest pierwszą oznaką jej naturalności, w innym – rozumie się samo przez się – świecie”[55]. Taki sam romantyczny rodowód posiada także Cwietajewowska idea „snu”.

„Sen” dla Cwietajewej – jest jednym ze sposobów ucieczki od rzeczywistości. (Nie przypadkiem dramat Calderona Życie snem cieszył się tak szczególnym uznaniem u niemieckich i rosyjskich symbolistów). „Sen” jest archetypem świata nadprzyrodzonego, w którym żyją i spotykają się „dusze”. Dlatego obcowanie „we śnie” było dla Cwietajewej pełniejsze i wyraźniejsze niż obcowanie na jawie. „Mój ulubiony rodzaj obcowania – pozaświatowy: sen: widzieć we śnie” – pisze do Pasternaka 19 listopada 1922 roku[56]. „Pragnę z Panem wyłącznie tego, wyłącznie takiego, w żaden sposób nie nazwanego, nie: snu na jawie, lecz snu – we śnie, wejść razem z Panem w sen – i tam żyć” – mówi w liście do Anatolija Sztiejgiera z 8 sierpnia 1936 roku[57].

Temat „snu”, zarysowany w liście Cwietajewej do Rilkego z 14 czerwca, zostaje następnie rozwinięty i osiąga swój punkt kulminacyjny w liście z 2 sierpnia. „Jeśli przyśnimy się komuś razem, to się spotkamy” – zapewnia Cwietajewa. „Mój kochany, zrób tak, żebym często widziała Cię we śnie – nie, źle: żyj w moim śnie” – prosi Rilkego w swoim „pośmiertnym” liście do niego (1 stycznia 1927 roku). Cwietajewa szczegółowo i wymownie opisywała swoje sny: za charakterystyczny przykład może posłużyć jej sen o Rilkem z listu do Pasternaka z 9 lutego 1927 roku.

Wszystko to świadczy, że listy Cwietajewej są zjawiskiem szczególnego rodzaju; nie należą one do tradycyjnej prozy epistolarnej. Obcowanie z ludźmi duchowo jej bliskimi wprawiało Cwietajewą w twórczy, nieomal ekstatyczny stan. Na łeb, na szyję rzucała się w nową przyjaźń, oddawała się jej bez reszty, wkładając w swoje listy całą charakterystyczną dla siebie namiętność, porywczość, całe swoje szaleństwo. W swojej korespondencji z Rilkem, Pasternakiem, Sztiejgierem i innymi Cwietajewa była przede wszystkim artystką i – tworzyła. Do ostatnich granic, niekiedy destrukcyjnie, poetyzowała swoje relacje z ludźmi, których na ogół nigdy nie widziała na oczy albo widziała jedynie parę razy. Każdemu listowi Cwietajewa nadawała artystyczny kształt, czyniła go dziełem, w którym otwierała „duszę”. Takie są wszystkie jej listy do Rilkego – specjalny, wykraczający poza tradycję gatunek, który można nazwać epistolarną liryką. (Zresztą listy Rilkego, tak jak i listy Borisa Pasternaka, także należą do najwyższej sztuki słowa).

Cwietajewa wielokrotnie podkreślała, że interesuje ją – życie, nie literatura[58]. Do literatury, pod którą nie wyczuwało się życia, „przyrody”, Cwietajewa odnosiła się z pogardą, uważała ją za estetyzm, ironicznie nazywała belles-lettres (zob. jej list do Rilkego z 12 maja). Od poezji jako takiej i od każdej poetyckiej linijki Cwietajewa wymagała „prawdy każdej danej chwili” (list do Rilkego z 22 sierpnia). Nie przypadkiem cała twórczość Cwietajewej ma biograficzne i „życiowe” podłoże: związana jest z rzeczywistymi faktami, wydarzeniami, przeżyciami. Bohaterami jej licznych wierszy, poematów – są realni ludzie. W innych przypadkach Cwietajewa wolała odwoływać się do mitologii, do legend i podań, to znaczy – do odwiecznych tematów. Także znaczna część prozy Cwietajewej odnosi się do ludzi, których pisarka znała osobiście (Briusow, Balmont, Andriej Bieły, Wołoszyn, Kuzmin, Sonieczka Gołlidej i inni), jednak jej wspomnienia w ogóle nie przypominają tradycyjnego pamiętnikarstwa. Biorąc za punkt wyjścia dwie–trzy charakterystyczne cechy, które zachowała w pamięci, Cwietajewa znowu powoływała do życia artystyczny obraz, za każdym razem tworząc od nowa osobowość swojego bohatera. Przekonana o tym, że „wyobraźnia rządzi światem”[59], z rzeczywistością obchodziła się dość swobodnie. „Nie liczyła się z prawdą, tworząc własną” – wspomina Anastazja Cwietajewa, wypominając Marinie samowolę, zniekształcanie prawdy o ich wspólnych znajomych[60]. W liście do Władimira Sosinskiego Cwietajewa sama przyznawała się do tego, że pamięć jest u niej „tożsama z wyobraźnią”[61].

Inspirując się obrazem stworzonym w wyobraźni, Cwietajewa zdawała się niekiedy zapominać o żywym człowieku, z którym korespondowała albo o którym pisała, tracąc z oczu jego powszednie, „ziemskie” cechy. Wydaje się, że służyli jej oni wyłącznie jako pretekst do tego, by przenieść rozmowę na ważniejszy dla niej „liryczny” poziom. Wiąże się to z najwyższymi wzlotami i tragicznymi upadkami „życiotwórczości” Cwietajewej. Jej listy do Rilkego są jaskrawym tego przykładem. Bez reszty pogrążona w stworzonej przez siebie atmosferze duchowego obcowania, Cwietajewa „przeoczyła” rzeczywistego człowieka, który był już wówczas śmiertelnie chory. Próby Rilkego zwrócenia jej uwagi na to, co się z nim dzieje, raniły Cwietajewą i odbierane były przez nią jako pragnienie poety, by odgrodzić się od jej wzniosłych porywów w imię komfortu duchowego.

Początkowo Rilke, o czym świadczą jego listy, odniósł się do Cwietajewej z najgłębszym zaufaniem i zaangażowaniem. Uczucie duchowej bliskości, wyznaczone już, niczym kamertonem, listem Borisa Pasternaka, z miejsca rodzi się pomiędzy poetami, określając intonację, charakter i styl dialogu. Jest to rozmowa ludzi rozumiejących się w pół słowa i jak gdyby wtajemniczonych w jeden i ten sam sekret. Postronny czytelnik musi z całą uwagą wczytywać się zarówno w ich listy, jak i w ich poetyckie słowo. Najlepszym przykładem owego ezoterycznego stylu jest wspaniała Elegia Rilkego skierowana do rosyjskiej poetki i stanowiąca nieodłączną część korespondencji. Jednak nie sama tylko Elegia – cała rozmowa Cwietajewej z Rilkem sprawia wrażenie, jak gdyby jej uczestnicy byli spiskowcami, wspólnikami, wiedzącymi to, czego nie domyśla się nikt z otaczających ich ludzi. Każdy z rozmówców widzi w drugim poetę najbliższego duchem i równego siłą. Toczy się dialog i ma miejsce współzawodnictwo równych (o czym zawsze marzyła Cwietajewa). „Z równych mi siłą spotkałam tylko Rilkego i Pasternaka” – oznajmia Cwietajewa dziewięć lat później[62].

Przez trzy i pół miesiąca – od początku maja do połowy sierpnia – stosunek Rilkego do Cwietajewej nieco się jednak zmienił. Przełomowym momentem w ich korespondencji stał się list Cwietajewej z 2 sierpnia. Jej niepohamowanie i kategoryczność, niechęć do liczenia się z jakimikolwiek okolicznościami i konwenansami, jej dążenie do bycia dla Rilkego „jedyną Rosją”, odepchnięcie Borisa Pasternaka – wszystko to wydawało się Rilkemu w nieuzasadniony sposób przesadne, a nawet okrutne. Na obszerny list Cwietajewej z 22 sierpnia najprawdopodobniej nie odpowiedział, tak jak nie zareagował na jej kartkę pocztową z Bellevue pod Paryżem, chociaż zarówno w Sierre, gdzie mieszkał do końca listopada, jak i w sanatorium Val-Mont, w którym ponownie znalazł się w grudniu, ciągle jeszcze pisał listy.

Śmierć Rilkego do głębi wstrząsnęła Cwietajewą. Był to dla niej cios, z którego nie zdołała się już otrząsnąć. Wszystko, co Cwietajewa namiętnie kochała (poezja, Niemcy, język niemiecki) – wszystko to, ucieleśnione dla niej w postaci Rilkego, nagle przestało istnieć. „Rilke – moja ostatnia niemieckość. Mój ukochany język, mój ukochany kraj (n a w e t w czasie wojny!), jak dla niego Rosja (wołżański świat). Od czasu, kiedy go zabrakło, ani nie mam przyjaciela, ani nie ma we mnie radości” – wyznawała w 1930 roku Nanny Wunderly-Volkart, bliskiej przyjaciółce Rilkego w ostatnich latach jego życia[63]. Można powiedzieć, że to tragiczne wydarzenie po części zadecydowało o dalszym losie Cwietajewej i jej twórczej biografii. Pod wieloma względami skorygowało ono także wzajemne stosunki Pasternaka z Cwietajewą. Korespondencja, przerwana w lipcu i powoli odradzająca się w lutym 1927 roku, nieubłaganie zamierała, tracąc swoją temperaturę. „Jesteś moją ostatnią nadzieją na całą mnie, na tę mnie, która j e s t i której bez Сiebie nie będzie” – pisze do niego Cwietajewa 31 grudnia 1929 roku[64]. Oboje w różnych okolicznościach i wielokrotnie wracają do ówczesnych przeżyć, przeżyć 1926 roku, odzwierciedlonych w dokumentach, które obecnie po raz pierwszy w całości przedkładamy rosyjskiemu czytelnikowi[65].

* * *

Bezpośrednim zdarzeniem, które skłoniło nas do przygotowania niniejszej książki do druku, było odkrycie w styczniu 1977 roku listów Cwietajewej do Rilkego, po upływie wydanego przez Cwietajewą pięćdziesięcioletniego zakazu ujawniania ich treści[66]. Cwietajewa sądziła, że korespondencja ta może i powinna zostać opublikowana w całości nie wcześniej niż w ustalonym przez nią terminie:

Po pięćdziesięciu latach, kiedy wszystko to minie, z u p e ł n i e minie, kiedy ciała spróchnieją, kiedy atrament wyblaknie, kiedy adresat dawno już odejdzie do nadawcy (ja – oto pierwszy list, który dojdzie!), kiedy listy Rilkego staną się po prostu listami Rilkego – nie do mnie – do wszystkich, kiedy ja sama rozpuszczę się we wszystkim i – o, to najważniejsze! – kiedy nie będą mi już potrzebne listy Rilkego, skoro mam – całego Rilkego.

Nie należy publikować bez potrzeby. Bez potrzeby, to znaczy – przed terminem. Dopóki adresat znajduje się tutaj, a nadawca tam, odpowiedzi być nie może. Jego odpowiedź na moje pytanie i [to] będzie [odpowiedni] czas. – Można? – Proszę bardzo. A będzie to nie wcześniej niż – Bóg raczy wiedzieć.

I dalej w tym samym szkicu:

Te siedem listów[67] leżących u mnie w skrzynce (czyniących to samo, co czyni on, nie on, lecz jego ciało, tak samo jak i listy – nie są myślą, lecz ciałem myśli) – te siedem listów leżących u mnie w skrzynce, z jego kartkami i ostatnią elegią, oddaję przyszłym pokoleniom – nie oddam, teraz oddaję. Kiedy się urodzą – otrzymają. A kiedy się urodzą – ja już przeminę.

To będzie dzień zmartwychwstania jego myśli we własnej osobie. Niech śpią do czasu, nie – do Ostatecznego, lecz – do Świetlistego sądu.

I tak, wierna i obowiązkowi, i zazdrości, nie wydam i nie zataję[68].

Zamiary Cwietajewej znajdują potwierdzenie w jej działaniach. Wyjeżdżając na początku wojny z Moskwy na spotkanie swojej tragicznej śmierci, wyodrębniła ona ze swojego archiwum paczkę z listami Rilkego, jego fotografiami i książkami z jego dedykacjami. W tej samej paczce znalazło się także jedenaście listów Borisa Pasternaka.

Przed samym wyjazdem z Moskwy w sierpniu 1941 roku Cwietajewa odwiedziła Goslitizdat[69], gdzie w redakcji literatury narodów ZSRR otrzymywała zlecenia na przekłady (niekiedy jej jedyne źródło dochodów), i oddała paczkę kierowniczce redakcji Aleksandrze Riabininej[70]. Wydaje się, że w tym przypadku powodowało Cwietajewą poczucie ogromnej odpowiedzialności za los owych dokumentów. Kopie listów Rilkego, starannie przez nią przepisane, pozostały w jej podstawowym archiwum, rękopisy zaś wymagały, jej zdaniem, wyjątkowo niezawodnego miejsca przechowywania. Aleksandra Riabinina była w oczach Cwietajewej tym człowiekiem, który zdolny jest z nabożnością spełnić jej wolę. I Cwietajewa nie pomyliła się w swoich oczekiwaniach. Riabinina troskliwie strzegła powierzonych jej dokumentów i po wielu latach przekazała je spadkobiercom Pasternaka, twierdząc, iż robi to po to, by owe wspaniałe listy ujrzały światło dzienne. Paczka podpisana została ręką Cwietajewej: „R.M. Rilke i Boris Pasternak (Gilles, 1926)”.

Listy Cwietajewej do Pasternaka (było ich ponad sto) zaginęły podczas wojny w okolicznościach opisanych przez niego w znanym autobiograficznym szkicu[71]. Jednak jeszcze przed ową stratą osiemnaście z nich zostało skopiowanych[72]. Trzy listy zachowały się w oryginale. Poza tym Marina Cwietajewa bardzo wiele rzeczy zapisywała na brudno w swoich zeszytach, i to stworzyło możliwość uściślenia tekstu poszczególnych listów wysłanych przez nią do Pasternaka latem 1926 roku.

W ten sposób wraz z wygaśnięciem Cwietajewowskiego zakazu ogłaszania drukiem jej listów do Rilkego dysponowaliśmy nieomal wszystkim, co wedle Mariny Iwanowny nie powinno ulec zapomnieniu, co nie powinno zostać ukryte, lecz jedynie zachowane do upływu wyznaczonego przez nią terminu.

Składamy szczere podziękowania wszystkim, którzy wspierali nas w naszej pracy, w szczególności: Josephie i Clausowi Bayerom, Helli i Christophowi Sieber-Rilke, J.B. Korkinie, Michelowi Nickë, L.L. Pasternak-Slater, A.A. Saakianc, A.I. Cwietajewej i Joachimowi W. Storckowi.

Konstantin Markowicz Azadowski,Jewgienij Borisowicz Pasternak,Jelena Władimirowna Pasternak

Rozdział I

Zebrane w tym rozdziale listy z końca 1925 i początku 1926 roku tworzą rodzaj prologu poprzedzającego akcję i określają wzajemne relacje głównych postaci.

Pretekstem do podjęcia korespondencji między Rilkem, Cwietajewą i Pasternakiem okazał się list gratulacyjny, który Leonid Pasternak napisał po dwudziestoletniej przerwie do swojego dawnego znajomego, Rainera Marii Rilkego.

Leonid Pasternak do Rainera Marii Rilkego

[Berlin, 8 XII [19]25

Wielce szanowny i drogi Panie Rainerze Mario Rilke!

Zaiste nie jest to sen, i oto ja, którego imię (Leonida Pasternaka z Moskwy), mam nadzieję, Pan pamięta, mogę z największą radością złożyć mojemu dawnemu ukochanemu korespondentowi, a obecnie europejskiej znakomitości, życzenia z okazji jubileuszu pięćdziesięciolecia, mogę Pana objąć i serdecznie Panu powinszować][1].

A czy pamięta Pan jeszcze, drogi mój poeto, język rosyjski, w którym pisał Pan do mnie? Jeżeli tak – to będę kontynuować po rosyjsku.

Czy pamięta Pan jeszcze starą, czarującą Moskwę – Moskwę, która stała się legendą, która stała się bajką?... Tołstoja, jego dom, Jasną Polanę? Czy pamięta Pan jeszcze tę cudowną, ciepłą, ciemną noc w Rzymie w willi sąsiadującej z Borghese, i naszą rozmowę – między innymi o Słowie o pułku Igora?... Czy pamięta Pan nasze przypadkowe ostatnie spotkanie w korytarzu szwajcarskiego wagonu, kiedy jakiś gwałtowny górski potok toczył pod nami swoje pieniste fale? To – było nasze ostatnie spotkanie...

Wiele odtąd „wody upłynęło” i nadzwyczajne historyczne wydarzenia rozprzestrzeniły się na cały świat, na wszystkich – ale szczególnie na nas...

W latach naszej rewolucji, oderwani od Europy i kulturalnego świata, w koszmarnych warunkach naszego rosyjskiego życia, ja i moja rodzina szczerze opłakiwaliśmy Pańską śmierć, o której doszły nas słuchy!...

Oznacza to – wedle rosyjskiego ludowego porzekadła – że będzie Pan, mój drogi jubilacie, żył długo, bardzo długo. I dlatego zrozumie Pan całą radość mojej duszy, że będąc tutaj – tak blisko Pana (chociaż nie wiem dokładnie, gdzie Pan przebywa, i nie znam adresu) – mogę przesłać Panu serdeczne pozdrowienia i powiedzieć Panu: „sto lat, sto lat” sławnemu poecie!

Gdyby Pan wiedział, jak moje dzieci kochają każdą Pana strofę, każdą Pana linijkę! Zwłaszcza mój starszy syn Boris – który, jako młody poeta, zyskał sławę i uznanie w Rosji – jest najgorętszym Pana wielbicielem. Najpoważniejszym i najszczerszym Pana entuzjastą, Pana, jeśli można się tak wyrazić, uczniem i jednym z pierwszych propagujących Pańskie dzieła, kiedy w Rosji nie był Pan jeszcze znany.

Jakżeż się uradowaliśmy, kiedy, przyjechawszy za granicę, dowiedzieliśmy się, że, chwała Bogu, żyje Pan, że jest Pan zdrów i w pełni swoich twórczych sił. Gdzie Pan teraz mieszka, jak Pańska małżonka? W 1921 roku, kiedy możliwe stały się legalne wyjazdy za granicę, wraz z żoną i córkami przyjechałem do Berlina, w którym córki kończą swoją uniwersytecką edukację, a ja pracuję, głównie malując portrety[2]. Moi dwaj synowie zostali w Moskwie. Jeżeli bywa Pan w Berlinie – proszę dać znać, na miły Bóg – bardzo bym chciał, dopóki jeszcze żyję – namalować Pański portret.

Jeszcze raz – sto lat, niech Panu Bóg ześle sławę! Moje szczere pozdrowienia dla Pańskiej miłej małżonki, i także dla niej – moje najserdeczniejsze życzenia. Wszystkiego, wszystkiego najlepszego!

Kochający Pana L. Pasternak.

Berlin, Bayreutherstrasse 17

Ponieważ nie znam Pańskiego adresu – wysyłam do Insel Verlag[3] z prośbą o przesłanie Panu listu.

List Leonida Pasternaka zastał Rilkego w sanatorium Val-Mont, w którym często leczył się on w owych latach. W odpowiedzi Rilkego słyszalne są już nuty tragicznej beznadziei: rozwijająca się wówczas choroba krwi przysparzała poecie fizycznych i moralnych cierpień. Przyzwyczajony do obywania się bez lekarza, Rilke naiwnie sądził, że jedną z przyczyn jego dolegliwości jest zwyczajny dla niego ascetyczny, samotny tryb życia. To właśnie o tym będzie później pisać do Cwietajewej (zob. list z 17 maja 1926 roku).

Rainer Maria Rilke do Leonida Pasternaka

Val-Mont w pobliżu Glion sur Territet (Vaud), Szwajcaria

14 marca 1926

Mój drogi Leonidzie Osipowiczu!

Nie, nie mogę do Pana pisać po rosyjsku, ale czytałem Pański list...[4] i gdybym nawet całkowicie zapomniał języka rosyjskiego (a pamiętam go jeszcze dość dobrze, tylko, niestety, powracam do niego bardzo rzadko...), gdybym nawet nie władał nim więcej, to wielka i niespodziewana radość czytania Pana, mój miły, czcigodny przyjacielu, wróciłaby mi na chwilę wszystko, co umiałem przedtem: w każdych okolicznościach i w każdym języku zrozumiałbym ów wspaniały list. I z góry chcę Pana zapewnić, że Pan i Pana bliscy, wszystko, co dotyczy starej Rosji (niezapomniana tajemnicza skazka[5]), wszystko, o czym przypomniał mi Pan swoim listem – wszystko to pozostało mi bliskie, drogie, święte i już na zawsze stało się podstawą mojego życia! Tak, udziałem nas wszystkich stały się liczne zmiany, i dotyczy to nade wszystko Pańskiego kraju. Ale jeśli nawet nie jest nam sądzone dożyć jego odrodzenia, to wyłącznie dlatego, że głębinowa, rdzenna, wiecznie ulegająca Rosja powróciła właśnie do swoich ukrytych korzeni; doświadczała już kiedyś czegoś podobnego pod tatarszczyną[6]; czy jednak ktokolwiek mógłby mieć wątpliwości co do tego, że ż y j e ona i że pogrążona w ciemności, niewidzialnie i nieśpiesznie, w swojej świętej powolności, zbiera siły dla jakiejś, być może dalekiej jeszcze, przyszłości? Pańskie wygnanie, wygnanie wielu bezgranicznie oddanych jej ludzi żywi się owymi przygotowaniami, które w znacznej mierze przebiegają w sposób ukryty; i tak jak odwieczna Rosja uciekła pod ziemię, ukryła się w ziemi, tak i Wy wszyscy porzuciliście ją wyłącznie po to, by dochować jej wierności teraz, kiedy zmuszona była się ukryć. Z jakąż siłą i jakim wzburzeniem, kochany Leonidzie Osipowiczu, odczułem to w zeszłym roku w Paryżu: spotkałem tam swoich starych rosyjskich przyjaciół i znalazłem nowych, i z różnych stron dotarła do mnie wieść o wczesnej sławie Pańskiego syna Borisa. Ostatnimi rzeczami, jakie próbowałem czytać, przebywając w Paryżu, były jego bardzo dobre wiersze (w małej antologii wydanej przez Ilję Erenburga[7] – niestety, podarowałem ją później rosyjskiej tancerce Mili Sirul; mówię „niestety”, albowiem wielokrotnie miałem później ochotę przeczytać je jeszcze raz). I jestem teraz poruszony wiadomością, że nie tylko sam Boris, uznany już poeta nowego pokolenia, w dalszym ciągu interesuje się mną i moimi pracami, ale że cała Pańska rodzina nie przestała serdecznie i przyjaźnie interesować się moim życiem, i że Pan, mój drogi przyjacielu, podtrzymywał u swoich bliskich pamięć o mnie i pobudzał ich sympatię do mojej osoby, pomnażając w ten sposób nieskończenie drogie mojemu sercu bogactwo.

Z przyjemnością i radością przyjąłem wiadomość, że żyje Pan i pracuje w stosunkowo normalnych warunkach i że część Pańskiej rodziny jest z Panem! I chociaż nie potrafię wyzbyć się uprzedzeń względem portretowania mojej osoby, to jeśli zdarzy się któregoś razu, że zbliżymy się do siebie w przestrzeni i dojdzie do naszego spotkania, będę dumny z możliwości zajęcia skromnego miejsca wśród Pańskich modeli. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że spotka Pan Klarę Rilke, która na stałe mieszka w Niemczech (niedaleko Bremy). Bywa ona także u naszej córki, która wyszła za mąż i mieszka w majątku w Saksonii; ponad dwa i pół roku temu urodziła mi wnuczkę, i jestem teraz – dziadkiem!

Wie Pan, że przed wojną Paryż stał się stopniowo stałym miejscem mojego pobytu; a w 1914 roku, kiedy rozszalało się nieszczęście nowej wojny, przypadkowo znalazłem się w Monachium u swoich znajomych. Tam przeczekałem długie, straszne i nieomal zabójcze lata. W 1919 roku przeniosłem się do Szwajcarii, gdzie mieszkam także obecnie w zachwycającym kantonie Valais (Wallis), przypominającym swoimi pejzażami Hiszpanię albo Prowansję, w małym starym zamku z XIII wieku, w całkowitej samotności, zajmując się wyłącznie pracą, a także różami w moim ogródku. Od czasu do czasu, kiedy grozi mi, że nadmierna samotność mojego klasztoru, której tak wiele zawdzięczam, przewyższy moje życiowe siły i stanie się niebezpieczna, jadę do Paryża albo do Włoch. W obecnej chwili nie ma mnie w domu, od grudnia jestem w sanatorium Val-Mont: coś jest nie tak z moim zdrowiem, które zazwyczaj specjalnie nie szwankowało. Właśnie dlatego spóźniłem się z odpowiedzią (prawie nie piszę stąd listów). Mam jednak nadzieję, że przeczytawszy te stronice, wybaczy mi Pan zwłokę i zapomni o niej. Z całego serca kłaniam się wszystkim Pana bliskim i ściskam Pana, szczerze i z wdzięcznością!

Pański Rilke

PS Akurat w zimowym numerze obszernego i bardzo dobrego paryskiego pisma „Commerce”, które wydaje wielki poeta Paul Valéry, zamieszczone zostały niezwykle wyraziste wiersze Borisa Pasternaka, przetłumaczone na francuski przez Jelenę Izwolską[8] (z nią także widziałem się w Paryżu).

Wspominaliśmy już, że w 1921 roku Leonid Pasternak z córkami z powodu choroby żony przyjechał do Niemiec, przy czym w Berlinie razem z rodzicami mieszkała młodsza córka Lidia, starsza zaś Józefina (Żonia) razem z mężem Fiodorem przebywała w Monachium. Rodzice utrzymywali regularny korespondencyjny kontakt z pozostałymi w Moskwie synami. Kolejny, wielostronicowy list Leonida Pasternaka zawierał dopisek, który pojawił się w dniu otrzymania listu od Rilkego.

Leonid Pasternak do Borisa Pasternaka

[Berlin], 17 III [1926]

[...] A teraz – sprawię Wam radość – otrzymałem od Rilkego bardzo miły i drogocenny list – szczególnie dla Ciebie, Boria. Rzecz w tym, że mieliśmy przecież generalnie wątpliwości co do jego istnienia, i oto pół roku temu, a może mniej – z gazet dowiedzieliśmy się, że literacki świat świętuje pięćdziesięciolecie jego urodzin, drukowano pozdrowienia itd. Przekonawszy się w ten sposób o jego szczęśliwym „istnieniu” i ciesząc się z tego powodu, także ja postanowiłem złożyć mu życzenia i przypomnieć dawne czasy, tzn. napisać do niego kilka szczerych, ciepłych słów, i nawet część po rosyjsku. Przypominając między innymi nasze dawne spotkania, przekazałem mu, że Wy – moje dzieci – a zwłaszcza mój starszy syn – „uchodzący już za wybitnego rosyjskiego poetę” – jesteście najbardziej zażartymi i najszczerszymi jego wielbicielami. Nie znając jego adresu, wysłałem list przez Insel Verlag – dotarł do niego dopiero niedawno (przebywa w Szwajcarii), i otrzymałem oto w odpowiedzi obszerny, bogaty w treść i radosny list, radosny dlatego, że o Tobie, Boria, pisze on z entuzjazmem (a początek listu jest „po rosyjsku”... lecz zapomniał już nieco – zamiast ъ – ь...[9]) i niedawno czytał w paryskim piśmie przekład Valéry’ego[10]. Przyślemy następnym razem przepisane przez Lidoczkę fragmenty – boję się wysyłać oryginał – żeby nie zaginął. Zaraz wyślę go Żoni – będzie zachwycona.

Wasz tata

Słowa te poraziły Borisa Pasternaka niczym piorun. W okresie głębokiego twórczego niespełnienia i smutku, moskiewskiego braku stabilizacji życiowej, wiadomość o tym, że Rilke żyje i wie o jego istnieniu, zabrzmiała dla niego niczym głos samego losu, przypominający, że także po klęsce przedwojennej Europy życie duchowe przetrwało w swoich najwyższych przejawach i w podzielonym świecie istnieje europejska wspólnota, która zdolna jest tworzyć poezję jako coś żywego i naturalnego. I owa oszałamiająca wiadomość dotarła do niego w tak prosty sposób, prywatnie, za pomocą listu napisanego zwykłym ojcowskim charakterem pisma. Zapragnął natychmiast zobaczyć i przeczytać słowa samego Rilkego, bezpośrednio, nie w ojcowskim przekazie. Niecierpliwość wzmagała w nim obietnica przesłania mu kopii fragmentów po ich długim „rodzinnym przetrzymywaniu”.

List ojca dotarł do niego akurat w dniu lektury Poematu Kresu Cwietajewej, który trafił do niego przypadkiem – jednego z jej najwybitniejszych i najpiękniejszych dzieł. Zbieżność ta była dla Borisa Pasternaka wstrząsającym doświadczeniem. Wspominał o nim w posłowiu do Listu żelaznego, napisanym w formie listu pośmiertnego do Rilkego:

Jakże pamiętam ten dzień. Mojej żony nie było w domu. Poszła aż do wieczora na wyższe kursy malarstwa. W pierwszym pokoju stał od rana nie uprzątnięty stół, siedziałem przy nim i w zamyśleniu podjadałem z patelni smażone kartofle, a za oknem, opóźniając swój upadek i jakby w coś wątpiąc, rzadkimi, nielicznymi śnieżynkami niezdecydowanie padał śnieg. Ale już widomie dłuższy dzień, niby wiosna w zimie, stał jak wstawiony w błąkającą się, szarostrzępiastą ramę.

W tej właśnie chwili ktoś zadzwonił, otworzyłem, ktoś podał mi list z zagranicy. List był od ojca, pogrążyłem się w czytaniu. Tego dnia z rana po raz pierwszy przeczytałem Poemat Kresu. Przypadkiem ktoś mi go przekazał w jednym z odręcznych moskiewskich odpisów, nie podejrzewając, jak wiele znaczy dla mnie autorka, ile wieści przekazaliśmy sobie wzajem i jak wiele jest w drodze. Ale poematu, podobnie jak później otrzymanego Szczurołapa, dotąd nie znałem. Tak więc przeczytawszy go z rana, byłem jeszcze odurzony jego porywającą, dramatyczną siłą. Teraz, ze wzruszeniem czytając wieść od ojca o Pańskim pięćdziesięcioleciu i o radości, z jaką Pan przyjął jego życzenia i odpowiedział na nie, nagle natknąłem się na niejasny jeszcze dla mnie wtedy przypisek, że jestem Panu w jakiś sposób znany. Było to drugim wstrząsem tego dnia. Podszedłem do okna i zapłakałem.

Nie zdziwiłbym się bardziej, gdyby ktoś mi powiedział, że czytają mnie w niebie. Przez przeszło dwadzieścia lat mojego uwielbienia dla Pana nie tylko nie wyobrażałem sobie takiej możliwości, ale była ona z góry wykluczona, a teraz naruszała moje wyobrażenia o życiu i o jego biegu. Łuk, którego końce z każdym rokiem rozchodziły się coraz bardziej i nigdy nie powinny były się spotkać, nagle w moich oczach zwarł się na mgnienie. I to kiedy! W najbardziej niestosownej chwili najbardziej niestosownego dnia!

Na dworze zbierał się nieciemny, gadatliwy zmrok końca lutego. Po raz pierwszy w życiu przyszło mi na myśl, że jest Pan człowiekiem i że mogę Panu napisać, jak nieludzką, ogromną rolę odegrał Pan w moim istnieniu. Przedtem taka myśl nie przychodziła mi do głowy ani razu. Teraz nagle powstała w mojej świadomości. Wkrótce potem napisałem do Pana[11].

Pasternak nie przesadza, mówiąc o wrażeniu, jakie zrobił na nim Poemat Kresu. Już wcześniej zawojowany przez liryczne wiersze Cwietajewej, poddawszy się urokowi jej poematu, poczuł, że w świecie istnieje coś współmiernego z jego własnymi twórczymi dążeniami, dostrzegł możliwość twórczego istnienia, uwierzył w swoje siły. Znacznie później wyraził owo uczucie w liście do Ariadny Efron, córki Cwietajewej: „Przez kilka lat utrzymywało mnie w stałym szczęśliwym uniesieniu wszystko, co pisała wówczas Twoja mama, dźwięczny, zachwycający rezonans jej rwącego się do przodu, nieskończonego uduchowienia. Dla Pani pisałem Rok 1905, a dla mamy – Lejtnanta Szmidta”[12].

W ostatnich dniach marca – w oczekiwaniu na dosłowny tekst listu Rilkego – Pasternak zalewa Cwietajewą potokiem entuzjastycznych listów, następujących jeden po drugim. W szczęśliwym zbiegu okoliczności dopatruje się podarunku tego samego losu, którego głos dosłyszał w ojcowskim liście. I od wzmianki o tym właśnie losie rozpoczyna swoją rozmowę z Cwietajewą.

Boris Pasternak do Mariny Cwietajewej

[Moskwa], 25 III [19]26

No i wreszcie jestem z Tobą. Ponieważ wszystko jest dla mnie jasne i do tego wierzę w los, to można by milczeć, pozostawiwszy wszystko losowi, tak oszałamiająco-niezasłużonemu, tak wiernemu. Ale właśnie w tej myśli jest tyle uczucia dla Ciebie, jeśli nie wręcz całe to uczucie, że trudno sobie z nią poradzić. Kocham Cię tak bardzo, tak całkowicie, że staję się rzeczą w tym uczuciu, niczym kąpiący się w burzy, i potrzebuję, żeby podmywało mnie ono, kładło na bok, wieszało za nogi głową w dół[13] – spowija mnie ono w pieluszki, staję się dzieckiem, pierwszym i jedynym w świecie, świecie objawionym przeze mnie i przez Ciebie. Nie podobają mi się ostatnie trzy słowa. O świecie później. Nie da się powiedzieć wszystkiego naraz. Jakby co, przekreślisz i podstawisz.

A co robię? Gdzie możesz mnie zobaczyć wiszącego w powietrzu do góry nogami?

Czwarty wieczór z rzędu wkładam w kieszeń mojego płaszcza kawałek mglisto-słotnej, dymno-mglistej nocnej Pragi, to z mostem w oddali, to nagle z Tobą, przed samymi oczami, pędzę do kogoś, kto nawinął się w kolejce spraw albo w pamięci, i rwącym się głosem wtajemniczam ich w ową przepaść raniącej liryki, rozłożystości Michała Anioła, głuchoty Tołstoja, liryki, która nazywa się Poematem Kresu. Dotarła do mnie przypadkiem, w maszynopisie; bez znaków przestankowych.

Ale o czym mowa? Czy mam jeszcze opisywać stół, na którym leżała?

Przypomniałaś mi o naszym bogu, o mnie samym, o dzieciństwie, o tej mojej strunie, która skłaniała mnie zawsze do tego, by patrzeć na powieść jak na p o d r ę c z n i k (rozumiesz, do czego) i na lirykę jak na e t y m o l o g i ę uczucia (jeśli nie zrozumiałaś z podręcznikiem).

Słusznie, słusznie. Właśnie tak, właśnie t a nić, która jest skręcona przez rzeczywistość; właśnie to, że człowiek zawsze d z i a ł a i nigdy nie w i d z i.  T a k powinny się poruszać u s t a ludzkiego g e n i u s z a, owego stworzenia, które wyszło z siebie. Tak, właśnie tak, tak jak w pierwszych częściach tego poematu. Z jakim wzruszeniem się je czyta! Jakby się grało w tragedii. Każde westchnienie jest określone, określony jest każdy niuans. „Преувеличенно – преувеличенно то есть”, „Но в час когда поезд подан – вручающий”, „Коммерческими тайнами и бальным порошком”, „Значит – не надо, значит не надо”, „Любовь это плоть и кровь”, „Ведь шахматные же пешки, и кто-то играет в нас”, „Расставание, расставаться?” – (Zrozum, wyrażenia te zastępują mi całe stronice, tak że „Я не более, чем животное, кем-то раненное в живот”, „Уже упомянуто шахматами”)[14]