Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Reputacja sir Paytona Murraya jako doskonałego kochanka równa się jedynie sławie, którą zdobył mieczem i właśnie na jego męstwo liczy Kirstie MacIye. Po ucieczce męża mordercy Kirstie przysięga, że ukaże światu prawdziwe oblicze męża. Modli się tylko, aby sir Payton podjął wyzwanie.
Cykl: Wzgórza Szkocji, t. 7
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
ISBN 83-601779-0-2
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Brusach
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Słupcy
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 411
Rok wydania: 2006
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
_____
(9g-zv^J ^?znnt uÄ/
Labirynt uczuć
Hannah Howell
Przełożyła
Xenia Wiśniewska
LUCKY
Warszawa 2006
Tytuł oryginału Highland Angel
Miejska Biblioteka Publiczna w Brusach 82-3
001-032531-00-0
Copyright © 2003
Redakcja:
Monika Kisielews!
Skład i łamanie: Andytex, Warszawa
For the Polish edition
Copyright © 2006 by LUCKY
For the Polish translation
Copyright © 2006 by LUCKY
LUCKY ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom
Dystrybucja: tel. 0-693-46-51-77
e-mail: [email protected]
Wydanie I
Warszawa 2006
Druk i oprawa: Drukarnia Colonel w Krakowie
ISBN 83-60177-90-2
Sir Payton Murray?
Głos dochodzący zza jego pleców należał do kobiety i to uspokoiło Paytona, obawiającego się, że został nakryty przez męża, któremu właśnie zamierzał przyprawić rogi. Ale po chwili doszedł do wniosku, że każdy, kto przyłapie go pod oknem sypialni lady Fraser, może napytać mu biedy. No cóż, rozmyślał, próbując stłumić pożądanie, które przepełniało go na myśl o spędzeniu kilku godzin w pulchnych ramionach lady Fraser, miał duży talent do unikania kłopotów i teraz należało go wykorzystać.
Odwrócił się, by stanąć twarzą w twarz z Nemezis i już otworzył usta, gotowy do złożenia wyjaśnień, ale nie udało mu się dobyć głosu. Stał z otwartymi ustami i wpatrywał się w zjawę przed sobą. Była nią drobna kobieta, której włosy opadały długimi, mokrymi strąkami na przemoczoną suknię. Payton przypuszczał, że nie tylko za sprawą światła księżyca jej delikatna twarz w kształcie serca wydawała się taka blada. Ciemna suknia oblepiała szczupłe, ale nie pozbawione kobiecych krąg-łości ciało. Zastanawiał się, czy kobieta wie, że stopy ma kompletnie oblepione błotem, a z rękawa wystają wodorosty.
- A zatem? Czy stoi przede mną urodziwy sir Payton Murray?
- Tak - odparł, niepewny, czy dobrze uczynił.
- Szarmancki, odważny sir Payton?
- Tak, ja... - zaczął, pragnąc w duchu by opuściła te określenia, które zawsze wprawiały go w zakłopotanie.
- Sir Payton „Postrach Wszystkich Mężów”, „Szybki jak błyskawica”, „o śmiercionośnym mieczu”? Sir Payton, do któ-
rego wzdychają damy i o którego czynach minstrele wyśpiewują ballady? - W jej głosie słychać było kpiącą nutę.
- Czego chcesz, pani?
- A czy jesteś sir Paytonem Murrayem, panie?
- Tak, urodziwym sir Paytonem - potwierdził ironicznie.
- Tak naprawdę nic mnie nie obchodzi twoja uroda. Potrzebuję prawego, walecznego sir Paytona, mężczyzny, który „zawsze jest gotowy pośpieszyć z pomocą potrzebującym wsparcia”.
- Minstrele przesadzają - burknął, i poczuł ukłucie winy, gdy dostrzegł, jak obwisły jej szczupłe ramiona.
- Rozumiem. Zapewne zauważyłeś, panie, że jestem trochę przemoczona - powiedziała, wyżymając spódnicę.
- A tak, zauważyłem - odpowiedział, powstrzymując uśmiech.
- Nie zastanawiasz się dlaczego? Przecież nie pada.
- Przyznaję, że jestem nieco zaintrygowany. Dlaczego jesteś mokra, pani?
- Mój mąż próbował mnie utopić. Idiota nie wiedział, że potrafię pływać.
Mimo że Payton był zaszokowany, nakazał sobie zachowanie ostrożności. Zbyt wiele kobiet próbowało uwikłać go w sytuację, która zmusiłaby go do zawarcia małżeństwa. Jednak żadna jeszcze nie próbowała nurzania się w błotnistej rzece ani nie wylała na niego takiego wiadra sarkastycznych uwag. Jeżeli usiłowała zwabić go w pułapkę, to stosowała wyjątkowo dziwaczną przynętę.
- Dlaczego twój mąż próbował cię utopić, pani? - zapytał.
- Payton, mój słodki giermku, czy to ty? - zawołała cicho lady Fraser, wychylając się przez okno.
Klnąc w duchu, Payton podniósł wzrok i ujrzał ładną buzię lady Fraser. Jej jasne, długie włosy zwieszały się poza krawędź okna. Zerknął w stronę drugiej kobiety, ale ta zniknęła. Odeszła tak bezszelestnie, jak się pojawiła.
- Tak, to ja, mój gołąbku - odrzekł, zastanawiając się, dlaczego czuje się tak rozczarowany zniknięciem nieznajomej.
- Chodź do mnie, mój cudny książę. Moja ciepła sypialnia już na ciebie czeka.
- To słodka pokusa, moja piękna.
Gdy Payton ruszył w stronę beczek ustawionych pod ścianą, usłyszał cichy, stłumiony dźwięk. Rozejrzał się w oczekiwaniu, że zobaczy przemoczoną dziewczynę, ale nikogo nie dostrzegł. Zaniepokojony ruszył dalej, zdając sobie sprawę, że najwyraźniej lady Fraser nie obce były tajniki pozamałżeńskiej miłości. Przed nim widniały sprytnie ukryte schody, zbudowane z beczek i kilku grubych desek.
- Czy zamierzasz tak mnie tu zostawić, panie?
Stłumiony szept tak go zaskoczył, że aż się potknął, znowu rozglądając się za nieznajomą.
- Mam spotkanie - wyszeptał w nadziei, że jej odpowiedź pomoże mu zlokalizować niedoszłą topielicę.
Z bluszczu po lewej stronie dobiegło ciężkie westchnienie. Przyjrzał się uważnie i wreszcie dostrzegł jej sylwetkę. Stała przyciśnięta do ściany domu, zupełnie bez ruchu, ukryta wśród cieni i liści. Zaniepokoiło go to, jak szybko i sprawnie potrafiła się ukryć, ale Payton wołał się nie zastanawiać, co mogło zmusić kobietę do przyswojenia sobie takich umiejętności.
- To proszę iść - wyszeptała stłumionym głosem - a ja tu poczekam. Mam nadzieję, że nie dostanę gorączki.
- Nie sądzę, żeby ci to groziło, pani.
- Oczywiście - ciągnęła, jakby on wcale się nie odezwał -mój głęboki, rozdzierający kaszel zagłuszy okrzyki twej zakazanej namiętności, więc będziesz, panie, bezpieczny. Zawsze lubię być pomocna. Jeśli jej mąż wróci, mam rzucić swe drżące, słabe ciało pod jego stopy, by dać ci czas na ucieczkę?
- Zaczynam rozumieć, dlaczego twój mąż, pani, chciał cię utopić - mruknął Payton pod nosem.
- O nie, nigdy byś, panie, nie zgadł.
- Payton, mój piękny kawalerze, nadchodzisz? - zawołała lady Fraser.
- Ciężko się nad tym napracowałem. - Payton podniósł wzrok na okno i zrozumiał, że dzisiaj nie będzie z niego korzystał.
- Och, bardzo w to wątpię. Ona tylko udaje skromną - powiedziała nieznajoma. - Ale proszę iść; chociaż nie sądzę, żebyś mógł mi pomóc, panie, gdy już się stamtąd wyczołgasz. Mówią, że ona jest nienasycona i wyciska z mężczyzn ostatnie soki.
Pay ton nic o tym nie słyszał. Nie łudził się, że jest pierwszym, który skłonił lady Fraser do złamania małżeńskich przysiąg, ale nie wiedział, że dama słynęła z niewierności. „Nienasycona” - to brzmiało intrygująco, pomyślał, a potem westchnął. Miał ogromną nadzieję, że lady Fraser nie poczuje się zbytnio urażona, jeżeli Payton odejdzie, nie skorzystawszy z jej względów.
- Czy z kimś rozmawiasz, mój dzielny rycerzu? - zapytała lady Fraser, bardziej wychylając się z okna.
- Tylko z moim giermkiem, kochana - odpowiedział Payton. - Obawiam się, że muszę odejść.
- Odejść? - Głos lady Fraser stał się lekko piskliwy. - Niech chłopak powie, że nigdzie nie mógł cię znaleźć.
- Obawiam się, że ten młokos jest beznadziejnym kłamcą. Wkrótce wszyscy poznają prawdę, a przecież nie chciałabyś, żeby twój mąż dowiedział się, gdzie giermek mnie znalazł, prawda?
- Nie. Nie sądzę, byś zamierzał później wrócić, prawda?
- To naprawdę łamie mi serce, mój gołąbku, ale nie. Rozwiązanie tego problemu może mi zająć godziny, a nawet dni.
- Rozumiem. No cóż, może kiedyś dam ci drugą szansę. Może. Żegnam.
Payton skrzywił się, gdy okiennice zatrzasnęły się z hukiem, po czym zwrócił się do kryjącej się w mroku postaci.
- Chodźmy, musisz się, pani, wysuszyć i ogrzać. Proszę zrobić mi przysługę i, dopóki będziemy w zasięgu jej wzroku, trzymać się w cieniu, dobrze?
To nie było proste, Payton czuł się wyjątkowo nieswojo, wiedząc, że kobieta mu towarzyszy, chociaż nie mógł jej ani zobaczyć, ani usłyszeć. Gdzieś w głębi umysłu zaczął rozważać istnienie duchów i innych nocnych zjaw, ale zdusił tę myśl w zarodku. Nieznajoma po prostu opanowała do perfekcji sztukę kamuflażu, przekonywał sam siebie.
Gdy dotarli do wąskiej uliczki, prowadzącej do domu Murray ów, zatrzymał się w miejscu, gdzie mógł przyjrzeć się kobiecie w padającym z okien świetle i poszukał jej wzrokiem.
- Możesz już wyjść, pani.
Zauważył, że nieznajoma jest blada i drży z zimna. Payton szybko zdjął płaszcz i zarzucił go jej na ramiona. Poczuł ulgę, kobieta była prawdziwa. Mógł jej dotknąć. Objął ją ramieniem i ruszył w stronę domu. Doszedł do wniosku, że będzie miał jeszcze mnóstwo czasu, żeby jej się przyjrzeć, gdy nieznajoma rozgrzeje się i wysuszy. Z rozbawieniem zauważył, że musiała trzymać dół płaszcza w dłoniach, by się o niego nie potknąć - nie sięgała mu nawet do ramienia.
Pay ton zignorował osłupienie, malujące się na pokrytej bliznami twarzy jego przyjaciela i sługi, Jana. Już sam stan nowo przybyłej był intrygujący, ale Payton przypuszczał, że służącego bardziej zaskoczył fakt, iż jego pan w ogóle przyprowadził kobietę do domu. Żadnej z jego przyjaciółek nie wolno było przekroczyć progu tej ani żadnej innej siedziby Pay tona. To była stara zasada, której zawsze pozostawał wiemy. Pytamy o to przez rodzinę lub przyjaciół, odpowiadał gładko, że nie zamierza kalać własnego gniazda.
- Ale ja muszę z tobą pomówić, panie - zaprotestowała kobieta, gdy Payton polecił Janowi i jego żonie, Alice, żeby rozpalili ogień i przygotowali gorącą kąpiel oraz suche ubranie dla gościa.
- Gdy już się rozgrzejesz i ubierzesz w suche rzeczy, pani, zapraszam cię na kolację do głównej jadalni - uspokoił ją gospodarz. - Jak masz na imię, pani?
- Kirstie. Ale bracia nazywają mnie Zjawą.
Pamiętając, jak cicho się poruszała i z jaką łatwością potrafiła się ukryć, Payton nie był zaskoczony tym przezwiskiem. Popchnął ją lekko w stronę Alice i poszedł na poszukiwanie jakiegoś jedzenia i piwa. Był bardzo ciekawy jej historii i zastanawiał się, jak będzie wyglądała, gdy umyje się i wysuszy. Miał nadzieję, że okaże się warta tego, co porzucił dziś wieczorem, bo lady Fraser z radością pomogłaby mu zakończyć przydługi okres celibatu.
Kirstie skrzywiła się, gdy Alice próbowała rozczesać jej wciąż wilgotne włosy. Czysta, prawie sucha i rozgrzana dzięki gorącej kąpieli i ogniu, płonącemu na kominku, czuła się dużo lepiej. Łatwiej było jej ignorować zadrapania i siniaki, których nabawiła się, walcząc o życie. Zresztą, po gorącej kąpieli rany nie były już tak bolesne, zwłaszcza że troskliwa Alice dodała do wody słodko pachnącego balsamu. Kirstie była ciekawa, skąd pochodziła czysta, sucha suknia, którą dostała, ale postanowiła powściągnąć ciekawość. Teraz nie czuła się już nawet zdenerwowana oczekującą ją konfrontacją z sir Pay tonem.
- No, dziewczyno - mruczała Alice, a jej surową twarz rozświetlił ślad uśmiechu. - Teraz jesteś gotowa do rozmowy z sir Paytonem. Zadbam tylko, żeby na stole znalazło się mnóstwo jedzenia.
Nietrudno było odczytać ukrytą w tych słowach aluzję, że Kirstie należało trochę utuczyć. Wiedziała, że jest wychudzona, bo jej mąż gorąco wierzył w długie posty jako środki utrzymujące dyscyplinę w domu, ale tak otwarte ujawnienie jej kondycji uraziło resztki dumy, które jeszcze kobiecie pozostały. Nie sądziła, żeby jej stan miał się teraz poprawić, skoro stała w obliczu walki o własne życie. Regularne, pożywne posiłki mogą
być teraz niezwykle rzadkie i na pewno nie staną się priorytetem w życiu jej i niewinnych osób, które chciała chronić.
Kirstie zbroiła się w myślach przed rozmową z sir Paytonem, a Alice wprowadziła ją do wielkiej komnaty, prosto przed oblicze gospodarza. Payton wstał, ukłonił się lekko i wskazał gościowi miejsce u swojego boku. Alice postawiła przed dziewczyną dużą porcję jedzenia i wyszła. Kirsite ostrożnie łyknęła trochę piwa i uważnie przyjrzała się sir Paytonowi. Wiele mówiono o tym mężczyźnie, ale poza jednym lub dwoma przelotnymi spotkaniami, nigdy nie miała okazji dobrze mu się przyjrzeć. Nie było po temu okazji także w czasie drogi powrotnej po ciemnych ulicach. Teraz, gdy patrzyła, jak siedzi w wielkim fotelu z rzeźbionego dębu, zaczynała rozumieć, dlaczego tak wiele kobiet do niego wzdychało.
Był uosobieniem czaru i elegancji, od koniuszków długich palców u smukłych dłoni aż po kosztowne, wysokie buty. Miał na sobie dworski strój, francuski albo angielski, ale beż żadnych, tak często widywanych, przesadnych ozdób. Kubrak nie był zbyt krótki, noski butów nie zanadto wywinięte, a odcienie głębokiej zieleni i czerni doskonale stonowane. Strój ten okrywał kształty, które niejedną pannę mogły przyprawić o trzepotanie serca, pomyślała Kirstie, z niewiadomych powodów zirytowana tym odkryciem. Nie był zbyt wysoki, ale odznaczał się smukłą, pełną gracji sylwetką. Twarz miał piękną, choć niewątpliwie bardzo męską, narysowaną czystymi, idealnymi liniami. Pożądanie mogły wzbudzać zwłaszcza jego pełne usta, pomyślała Kirstie, zmuszając się do odwrócenia wzroku od tych zmysłowych warg. Oczy, o intrygującym złotobrązowym kolorze, ożywionym cieniem szmaragdowej zieleni, pod delikatnie wygiętymi, brązowymi brwiami i otoczone gęstymi rzęsami musiały stanowić nieocenioną pomoc przy uwodzeniu. Gęste, rudawozłote włosy, starannie związane z tyłu, wyglądały na tak miękkie, że Kisrtie aż swędziały palce, by ich dotknąć. Musiała ponuro przyznać, że jego słynna rozwiązłość mogła być w rze-
czywistości korzystaniem z tego, co mu ofiarowywano, i wcale nie musiała być efektem wyrachowanych podbojów.
- A zatem, moja pani - odezwał się Pay ton - możesz mi teraz powiedzieć, dlaczego czułaś się zmuszona do szukania mojej pomocy.
Poczekał, aż Kirstie przełknie chleb, który przed chwilą wzięła do ust. Patrząc na nią, zaczął się zastanawiać, czy jej przezwisko - Zjawa - pochodzi tylko od wyjątkowej umiejętności ukrywania się w ciemności. Gęste, kruczoczarne włosy, wciąż wilgotne po niedawnej kąpieli, zwieszały się splecione w gruby, warkocz aż do jej szczupłych bioder. Oczy miały odcień szarości, który zdawał się ciemnieć lub rozświetlać przy każdym spojrzeniu. To były piękne oczy, lekko skośne, otoczone długimi, czarnymi rzęsami pod idealnymi łukami ciemnych brwi. Jej mlecznobiała skóra wydawała się nie mieć skazy, a rysy delikatnej twarzy w kształcie serca były prawie nieziemskie, od łuku brwi, poprzez śliczny nosek aż do delikatnie wysuniętego podbródka. „Niewinna” i „podobna do elfa” - te słowa najlepiej opisywały jej wygląd, dopóki wzrok patrzącego nie padł na pełne zmysłowości wargi...
Zmuszając się do oderwania wzroku od ust, które aż się prosiły, by je całować, Payton dyskretnie ocenił wzrokiem figurę gościa. Miała długą szyję, tak smukłą, że zastanawiał się, jak może utrzymać taką koronę włosów i się nie złamać. Dziewczyna była stanowczo za chuda, ale zarys jej drobnych piersi i szczupłej talii wydał się Paytonowi niezwykle kuszący. Miała nienaganne maniery, ale widać było, że od bardzo dawna nic nie jadła i usiłuje zaspokoić wielki głód. Payton nie sądził, by kiedykolwiek mogła stać się pulchna, ale na pewno powinna nabrać trochę ciała.
Zapragnął jej natychmiast i gorąco. Podejrzewał, że jego przyjaciele byliby zaskoczeni pożądaniem, które rozpaliła w nim ta drobna, delikatna kobieta. W przeszłości zawsze wybierał damy o pełniejszych kształtach. Nie sądził, żeby po-
trafił im wyjaśnić, co sprawiło, że tak bardzo zapragnął wziąć ją w ramiona, ale nie mógł wyprzeć się tego uczucia.
- Mówiłaś, pani, że mąż usiłował cię utopić? - zapytał w nadziei, że rozmowa ostudzi jego krew.
-Tak. Zostałam wydana za sir Roderyka Maclye gdy miałam zaledwie piętnaście lat, niecałe pięć lat temu. Próbowałam wpłynąć na ojca, by zmienił decyzję, bo mimo że sir Roderyk ma miłą aparycję, w jego towarzystwie czułam się nieswojo. A ponieważ nie potrafiłam przedstawić żadnego racjonalnego argumentu przeciw temu małżeństwu, ojciec nie zważał na moje protesty. W końcu zaprzestałam walki, zdając sobie sprawę, że moja rodzina bardzo potrzebuje pieniędzy, które oferował jej sir Roderyk. Marne żniwa i inne nieszczęścia sprawiły, że z początkiem zimy stanęlibyśmy w obliczu głodu. Więc przekonałam siebie, że tego potrzebuje mój klan, i wyszłam za Roderyka.
- Ale małżeństwo nie okazało się szczęśliwe?
- Nie. Nigdy nie było na to szans. - Kirstie dołożyła sobie jeszcze placka z mięsem, wciąż zbyt głodna, by przejmować się, że jej gospodarz czeka niecierpliwie na dalszy ciąg historii.
- Przez niego czy przez ciebie? A może jesteś, pani, bezpłodna?
Kirstie pociągnęła długi łyk piwa, a potem powiedziała:
- Przez niego. I nigdy nie było żadnych widoków na dzieci. -Westchnęła i potrząsnęła głową. - Urodzenie dzieci było moją jedyną nadzieją, z którą przystępowałam do tego małżeństwa. Ale mój mąż nie był uczciwy ani wobec mnie, ani wobec mojej rodziny. Wiedział, że szanse na to, by mógł lub zechciał obdarzyć mnie potomstwem, są znikome. Między innymi dlatego próbował mnie zabić.
- Jest impotentem? Nie mogę sobie wyobrazić, żeby jakikolwiek mężczyzna chciał kogoś zabić tylko po to, by ta ułomność, choć wstydliwa, pozostała tajemnicą.
- Och, Roderyk wcale nie jest impotentem. W każdym razie
nie z każdym. Myślałam, że chodziło o mnie. - Skrzywiła się i zaczęła kroić jabłko. - Jestem drobną osobą, a w wieku piętnastu lat byłam jeszcze mniejsza. Jakiś czas upłynął, zanim zdałam sobie sprawę, że mój wygląd nie ma tu żadnego znaczenia. Wtedy zaczęłam przyglądać się uważnie temu, co działo się wokół mnie. Ogarnia mnie wstyd, gdy pomyślę, że byłam ślepa i głucha przez prawie trzy lata, rozpaczając nad moim smutnym losem jak zepsuty bachor.
- Byłaś, pani, bardzo młoda - powiedział Payton, ale ona tylko wzruszyła ramionami na tę próbę pocieszenia. - Dlaczego nie wróciłaś do rodziny i nie próbowałaś anulować małżeństwa?
- Miałam obwieścić całemu światu, że mój mąż nie może zmusić się, żeby choćby położyć się ze mną do jednego łoża? To było głupie, ale powstrzymywała mnie duma. Jednak po trzech latach zaczęłam, rozważać takie rozwiązanie, nie chcąc przez całe życie być przykuta do człowieka, który wydawał się jedynie zainteresowany karaniem mnie za każde najmniejsze, prawdziwe lub wyimaginowane przewinienie. I gdy zaczęłam przygotowywać się do tego kroku, odkryłam prawdę.
Patrzył, jak skończyła jeść jabłko i sięgnęła po następną kromkę chleba.
- A jaka jest prawda? Lubi mężczyzn?
- Nie. Dzieci.
Pay ton wyprostował się jak struna i poczuł, jak zimny dreszcz przebiega mu po krzyżu. Nie chciał tego słuchać. Jej słowa wywołały smutne, brzydkie wspomnienia. Był ładnym dzieckiem i uroczym młodzieńcem. Pomimo że udało mu się uniknąć prawdziwego napastowania, w zbyt młodym wieku dane mu było poznać ciemną stronę ludzkiego umysłu. Jakaś jego część pragnęła, by Kirstie wyszła i nie wciągała go w tę sprawę, ale dużo większa część była gotowa walczyć z takim złem na śmierć i życie.
- Małych chłopców? - zapytał.
- I małe dziewczynki - dodała. - Ale głównie chłopców.
Często jestem brana za dziecko, mam niewiele kobiecych krąg-łości i teraz uważam, że sądził, iż uda mu się spłodzić ze mną jedno lub dwoje dzieci. Gdy odkryłam prawdę, godzinami modliłam się w kaplicy, by sir Roderyk nie przyszedł do mojej sypialni, tak bardzo się bałam, że przekaże swoje zboczenie naszym dzieciom. Tak naprawdę, gdyby mój mąż wołał mężczyzn, zaakceptowałabym to. Kościół i prawo potępiają takie związki, ale jeżeli taka jest decyzja dwóch dorosłych mężczyzn, to nic mi do tego. Próbowałam dojść z Roderykiem do jakiegoś porozumienia, tak, by jego tajemnica nie wyszła na jaw, ä ja odzyskałabym wolność i mogła poszukać prawdziwego małżeństwa.
- Czy jesteś pani pewna, że on wykorzystuje dzieci? Naprawdę pewna?
- Tak, mam co do tego absolutną pewność. - Kirstie napiła się orzeźwiającego napoju. - Zaczęłam pojmować, skąd biorą się plotki na jego temat, i postanowiłam odkryć prawdę. Myś-lałam, że milczenie, a nawet smutek dzieci w gospodarstwie miały związek z powszechnie stosowaną w domu przemocą. Ale zauważyłam, że Roderyk zawsze trzyma dzieci przy sobie i że prawie wszystkie maluchy są wyjątkowo ładne. Czasami jakieś dziecko było w domu przez krótką chwilę, a potem znikało. Bardzo szybko zorientowałam się, że te wszystkie pocałunki i uściski, którymi obdarza dzieci, nie mają w sobie nic ojcowskiego. Próbowałam przyłapać go, kiedy myślał, że nikt go nie widzi. Nauczyłam się szpiegować męża w jego gabinecie i sypialni. - Szybko łyknęła jeszcze piwa. - Chyba nie umiem opowiedzieć o tym, co widziałam. Te obrazy prześladują mnie W koszmarach. Nie mam pojęcia, skąd wzięłam siłę, żeby zostać na miejscu, by od razu nie wbiec do środka i zabić tego drania, ale nie zrobiłam tego. Gdyby mi się nie udało, szybko zostałabym uciszona. Wtedy nie mogłabym pomóc już ani jednemu dziecku.
- Dobrze zrobiłaś, pani. Nie mogłaś mieć pewności, czy uda
ci się go zabić, a ty i dziecko będziecie bezpieczne. Czy masz pani dowód tego występku?
- Moje słowo i zeznania kilkorga dzieci. Niektórzy ludzie wiedzą o wszystkim, inni tylko się domyślają, ale wszyscy są pod władzą Roderyka i zbyt boją się o własne życie, by coś zrobić. W domu jest dwoje służących, którzy zaoferowali mi swą pomoc, ale tylko w wypadku gdyby życie dziecka znalazło się w niebezpieczeństwie. Próbowałam zdobyć poparcie wśród wieśniaków, bo on kupuje lub kradnie ich dzieci, ale nigdy nie miałam wystarczającej swobody, by cokolwiek zdziałać. Nieliczni, którym los dzieci leżał na sercu, niewiele mogli pomóc. Próbowałam szerzyć na jego temat ponure plotki, by jak najmniej rodziców przysyłało do niego dzieci na naukę. Taka taktyka wydawała się przynosić rezultaty, ale w wyniku tego mój mąż zaczął częściej szukać dzieci u biedaków zamieszkujących jego ziemie lub w miastach, w których gościł dwór królewski. Najbardziej cierpią dzieci biedaków. Roderyk nie obawia się żadnych kar za to, jak je traktuje, a do tego, gdy już raz wpadną w jego ręce, nikt ich nie szuka, więc może wykorzystywać dzieci do swego drugiego zboczenia.
- Jak można być jeszcze bardziej zboczonym?
- On czerpie przyjemność z zadawania bólu i śmierci. Dlatego nieraz nie potrafi się opanować i musi zabić.
Payton wypił duszkiem swoje piwo i szybko napełnił ponownie cynowy kufel. Nie było mu trudno uwierzyć, że sir Roderyk czerpał przyjemność z obcowania z małymi chłopcami, Payton dowiedział się już dawno o istnieniu takiego zboczenia. Ale to, o czym powiedziała mu Kirstie, przekraczało granice pojmowania każdego człowieka przy zdrowych zmysłach. Wydawało się niemożliwe, żeby ktoś mógł ustawicznie wykorzystywać i mordować dzieci i pozostawać bezkarnym.
- Nie wierzysz w moją opowieść, panie - powiedziała Kirstie, przyglądając się przez chwilę, jak zmienia się wyraz jego twarzy.
- Trudno w to uwierzyć - przyznał Payton. - Wiem bardzo dobrze, że niektórych mężczyzn niezdrowo podnieca uroda malców. Naturalne poczucie wstydu u dzieci na pewno pomogło zachować mroczne sprawki sir Roderyka w tajemnicy. Ale na jak długo? I to w tajemnicy tak głębokiej, że mógł nawet mordować swe ofiary? Mam uwierzyć, że żaden z jego ludzi nie powiedział słowa, by ratować życie dzieci? - Westchnął i potrząsnął głową. - Prosisz, pani, bym uwierzył w to, cö niewiarygodne i nie przedstawiasz mi żadnych dowodów.
- Dlaczego miałabym opowiadać takie kłamstwa?
- Żeby pozbyć się niechcianego męża?
- W takim razie proszę pójść ze mną. Być może musisz, panie, usłyszeć jeszcze czyjś głos w tej sprawie.
Payton skinął głową i za parę chwil przemykali bocznymi uliczkami miasta. Znowu nie mógł się nadziwić, jak szybko i bezszelestnie dziewczyna się porusza. Musiał bardzo się starać, by za nią nadążyć, i nie potrafił pozbyć się wrażenia, że przez wzgląd na jego niezgrabność nie pokazywała wszystkich swoich umiejętności.
W końcu zatrzymali się przed małym, nędznym budynkiem, ukrytym w śmierdzącym mrowiu domów, gdzie zmuszona była mieszkać biedota. Kirstie nagle zniknęła i Payton już sięgał po swój sztylet, gdy nagle poczuł, że coś ciągnie go za kostkę. Spojrzał na dół i zobaczył, że dziewczyna wygląda z dziury w kruszącej się podmurówce domu. Ostrożnie poszedł w jej ślady, chociaż otwór był niewielki. Gdy znaleźli się w środku, dziewczyna przykryła dziurę deską, a potem zapaliła pochodnię, oświetlając wilgotny i dawno zapomniany składzik. Płomień wydobył z mroku także pięć przestraszonych dziecięcych twarzy.
- Wszystko w porządku, moje kochane - powiedziała Kirstie, wyciągając spod pożyczonego od Paytona płaszcza niewielki woreczek. - Przyniosłam trochę jedzenia.
<jR|j^foi^tiomyślił się, że Kirstie zabrała jedzenie ze stołu, gdy
on poszedł poszukać płaszczy dla nich obojga i broni dla siebie. Mimo, że ktoś zbudował niewielki podwyższenie, by dzieci nie leżały na podłodze i przyniósł kilka derek, było to smutne i niezdrowe miejsce. Fakt, że Kirstie tak bardzo troszczyła się o dzieci, a one najwyraźniej nie miały ochoty opuścić tego posępnego miejsca, sprawił, że Pay ton coraz bardziej wierzył w jej ponurą opowieść.
Przyjrzał się dzieciom - czterem chłopcom i jednej dziewczynce. Wszystkie były piękne w sposób właściwy jedynie dzieciom. Mimo zainteresowania jedzeniem, które dała im Kirstie, maluchy nie spuszczały z Paytona wzroku. Ostrożność i lęk, malujące się na małych twarzyczkach, raniły mu serce. Payton postąpił krok w ich stronę i natychmiast największy z chłopców wstał i stanął między nim a pozostałymi dziećmi, a jego twarz przybrała nieomal dziki wyraz. Mała dziewczynka zaczęła cicho płakać.
- Nie, moje kochane - uspokajała je Kirstie. - To nie jest wróg.
- Jest mężczyzną - powiedział najstarszy chłopiec.
- To jest sir Payton Murray i nie stanowi dla was żadnego zagrożenia, Callumie. Nie mógł uwierzyć w to, co mu opowiedziałam. Przyprowadziłam go tutaj, żeby nam pomógł.
- Czy on chce zabić tego potwora? - zapytała dziewczynka. - Zabije złego pana, który mnie skrzywdził, i będę mogła stąd wyjść? Przyprowadzi mojego brata z powrotem?
- Och, nie, Moira. Twój brat jest wśród aniołków.
- Ten złoczyńca pociął... - wysyczał Callum.
- Mały Robbie jest z aniołkami - przerwała Kirstie cicho, lecz stanowczo.
Callum spojrzał na Paytona.
- Chcesz, panie, żebym opowiedział o wszystkim, co ten potwór zrobił?
W głosie chłopca było tyle gniewu i nienawiści, że Payton nieomal spodziewał się, iż emocje rozsadzą Calluma na strzępy.
- Nie. Muszę wam powiedzieć, że ja też byłem bardzo ładnym dzieckiem.
- A zatem wiesz, panie, co bym ci opowiedział.
- Czy pan nas ocali, sir? - zapytała Moira.
- Czy zabijesz tego łotra, panie? - chciał wiedzieć Callum.
- Callumie - powiedziała Kirstie. - Sir Roderyk ma duże wpływy i pokaźny majątek. Mówiłam ci, nie możemy go po prostu zabić, bez względu na to, jak bardzo na to zasługuje. Musimy mieć dowód jego występków, a do zdobycia tego dowodu potrzeba nam czasu i umiejętności.
Callum nie spuszczał wzroku z Paytona.
- A zatem, sir?
Payton skrzyżował z chłopcem spojrzenie, niemal czując mękę i gniew, które tamten odczuwał.
- Tak, zabiję go.
- Sir Paytonie - zaprotestowała Kirstie łagodnie.
- To może potrwać dni - ciągnął dalej, ignorując jej słowa -tygodnie, a nawet lata, ale wydobędę na światło dzienne każdy mroczny sekret tego potwora. Pozbawię go wszystkich sprzy-mierżeńców, zniszczę każdą kryjówkę. Ukażę jego niegodzi-Wości światu. Złamię go, osaczę, będę prześladował na każdym kroku.
- A potem? - zapytał Callum.
- Zabiję go. Od tej chwili sir Roderyk Maclye jest chodzącym trupem.
Mały Alan drżał w jej ramionach, gdy Kirstie prowadziła całą gromadkę przez ciemne, cuchnące ulice z powrotem do domu Paytona. Żałowała, że może tylko tulić malca i głaskać jego chude plecki, ale musieli zachować absolutną ciszę. Wołałaby najpierw przedyskutować przeprowadzkę dzieci z Paytonem, ale ciemna kryjówka i obecność piątki wystraszonych maluchów nie stanowiły najlepszych okoliczności do takich rozmów. Próbowała uśmierzyć niepokój, powtarzając w duchu, że zawsze mogą znaleźć inną kryjówkę, jeśli okaże się to konieczne.
Kirstie zdała sobie sprawę, że musieli dotrzeć do miejsca, które Payton rozpoznał, bo bez słowa przejął dowodzenie. Była zaskoczona, z jaką łatwością Moira go zaakceptowała, pozwoliła nawet, żeby ją niósł. Jednak chłopcy, nieufni wobec wszystkich mężczyzn, trzymali się blisko Kirstie. Callum obserwował Paytona gotowy w każdej chwili wyrwać Moirę z jego ramion. Kiedy weszli tylnym wejściem do domu, wprawiając w osłupienie siedzących przy kolacji Jana i Alice, Callum nadal był spięty i trzymał się blisko drzwi. Kirstie wiedziała, że postępowanie z nim będzie wymagało wiele cierpliwości i taktu.
- Sir? - zapytała Alice, wstając od stołu z nieheblowanych desek i wieszając kociołki z wodą nad ogniem.
- Te dzieci potrzebują bezpiecznej kryjówki - wyjaśnił Payton. - Ta śliczna mała dama to Moira, chłopak warujący przy drzwiach nazywa się Callum, pani trzyma na rękach Alana, po jej prawej stronie stoi David, a William po lewej. Kąpiel, czyste ubrania, jedzenie i do łóżka. W takiej kolejności.
- Tak jest - odrzekł Jan, wstając. Wyglądał na urażonego, gdy wszystkie dzieci cofnęły się na jego widok. - Poszukam ubrań, a potem przygotuję łóżka. Wszyscy w jednym pokoju?
- Tak - odpowiedziały dzieci chórem.
- Jasne - wymamrotał i wyszedł.
- Domyślam się, że Callum chciałby wziąć kąpiel w jakimś ustronnym miejscu. - Payton spojrzał na spiętego chłopca, który kiwnął szybko głową, a potem przeniósł wzrok na pozostałe dzieci. - Reszta może albo poprosić o pomoc Calluma, albo pozwolić, żebyśmy my wam pomogli.
Po długiej dyskusji postanowiono, że dzieci wykąpią się w kuchni z pomocą kobiet i z wielkim sztyletem w zasięgu ręki. Gdy Jan przyniósł czyste ubrania, Pay ton zaprowadził go do jadalni i nalał im obu po kuflu piwa. Powoli, starając się panować nad gniewem, opowiedział przyjacielowi, co Wydarzyło się od chwili, gdy Kirstie zawołała jego imię.
- I ty wierzysz w to wszystko? - zapytał Jan po długiej chwili ciężkiej ciszy.
- Uwierzyłem, że dzieci mogą wzbudzać w mężczyźnie pożądanie - odpowiedział Pay ton - ale w miarę, jak jej historia stawała się coraz bardziej ponura, moje wątpliwości rosły. Teraz nie mam już żadnych. W oczach tych dzieci dostrzegłem, mroczną prawdę.
- Więc zabijesz tego człowieka.
- Taki mam plan. Niestety, bez względu na to, jak bardzo bym chciał, nie mogę po prostu pójść do niego i zakończyć jego Nędznego żywota długą, bolesną śmiercią.
- Byłby z tym kłopot lub dwa.
- Raczej dwa. Potrzebuję dowodu, lepszego niż słowo zawiedzionej żony i pięciorga dzieci.
- A służący? A jego ludzie?
- Jedni za bardzo się boją, inni też są zamieszani w tę zbrodnię, a jeszcze inni podzielają jego gusta. Można się spo-
dziewać, że pomogą tylko nieliczni i to dopiero wtedy, gdy będą pewni, że nadchodzi koniec Roderyka, który stanie się zbyt słaby, by stanowić dla nich zagrożenie.
Jan potarł palcem poszarpaną bliznę na lewym policzku.
- Zamierzasz szukać pomocy u swojej rodziny?
Payton westchnął i usadowił się wygodniej na krześle.
- Na razie nie. Najpierw muszę wiedzieć dokładnie, jakie przeszkody czyhają na nas przy planowaniu działań. Kilku członków klanu Maclye zajmuje bardzo wysokie stanowiska i ma rozległe wpływy. Są też spokrewnieni po mieczu lub kądzieli z innymi niezwykle wpływowymi ludźmi. My, Murrayowie i nasi sprzymierzeńcy też posiadamy pewne wpływy, ale nie widzę sensu, by z nich korzystać, dopóki nie zdobędziemy jakiegoś dowodu. Roderyk już popełnił jeden błąd.
- Nie upewnił się, czy jego żona rzeczywiście nie żyje.
- To prawda - zgodził się Payton i uśmiechnął przelotnie - ale miałem na myśli fakt, że wykorzystał do swych niecnych celów synów szlachetnych rodzin. Skoro nikt nic nie powiedział i on wciąż żyje, należy przypuszczać, że wstyd albo strach zamyka tym chłopcom usta. Musimy znaleźć jednego lub dwóch, w których poczucie sprawiedliwości lub pragnienie zemsty jest silniejsze niż te uczucia. Niewykluczone, że będziemy musieli uciec się do kłamstw i podstępów, bo strach przed nagłośnieniem całej sprawy może nadal sznurować usta szlachetniej urodzonych ofiar.
- Może prawda pobudzi do działania ich krewnych, ale też matki tych chłopców i reszta świata mogą pomyśleć, że szlachcice działają poruszeni krzywdą nie swoją, lecz tą, jaką Roderyk wyrządza biednym.
- Aha, i w ten sposób pod pozorem walki o sprawiedliwość i moralnego oburzenia mogą skrywać żądzę zemsty. Słuszna myśl. Och, witamy, pani - powiedział Payton na widok Kirstie, która ostrożnie weszła do jadalni, i wstał, by pomóc jej usiąść
przy stole. - Dzieci już w łóżkach? - spytał, gdy wszyscy usiedli.
- Tak. Ponieważ dopiero co zjadły posiłek, który przyniosłam im do kryjówki, kolacja nie trwała długo - odpowiedziała. - Poza tym po kąpieli zrobiły się senne. No i nareszcie jest im ciepło. Alice zaniosła im do pokoju jedzenie i picie na wypadek, gdyby któreś obudziło się w nocy i poczuło głód. Uparła się, że przygotuje sobie posłanie koło drzwi, co najwyraźniej bardzo dodało dzieciom otuchy. A Callum śpi przy oknie z wielkim nożem w dłoni. - Poczęstowała się Chlebem i serem, a Payton nalał jej trochę wina.
- Ile lat ma Callum?
- Jedenaście. Miał zostać zabity, bo wyrósł z kręgu zainteresowań Roderyka. Poza tym, stawał się coraz sprytniejszy i jego gniew mógł stanowić poważne zagrożenie. Gdy tylko usłyszałam, jakie plany ma mój mąż wobec chłopca, pomogłam Cal-lumowi znaleźć kryjówkę. Myślę, że właśnie wtedy Roderyk nabrał co do mnie podejrzeń. Przypieczętowałam swój los, gdy wykradłam i ukryłam Moirę.
- Od jak dawna to robisz, pani?
- Od około dwóch lat.
- I udało ci się ocalić tylko pięcioro dzieci? - Payton zobaczył, że Kirstie się skrzywiła, i szybko dodał: - Nie potępiam cię, pani. Byłoby dla ciebie wielką zasługą, nawet gdybyś ocaliła tylko jedno. Usiłuję po prostu sobie wyobrazić, jak trudno będzie to zakończyć.
- Bardzo trudno. Przez prawie dwa lata udało mi się uratować tylko dziesięcioro dzieci. Dwoje wróciło do swoich rodzin, które były przekonane, że posyłając dzieci do Roderyka, dają im szansę na lepsze życie. Pomogłam im uciec na ziemie mojego ojca, a mój brat Edward zatroszczył się, by te rodziny Wmieszały się w wiejską społeczność. Pozostałe dzieci także zostały ukryte na naszych włościach, a mieszkańcy wsi wie-
dzieli, że mają się zachowywać tak, jakby nowi przybysze wcale nie byli obcy.
- A zatem pomaga ci, pani, rodzina?
- Tylko Edward. Doszliśmy do wniosku że na razie musi-my zachować to w tajemnicy przed resztą rodziny. - Uśmiechnęła się słabo. - Cóż, oni są porywczy i podeszliby do sprawy, wrzeszcząc i machając mieczami. Mój klan zostałby szybko zdziesiątkowany, gdyby ściągnął na siebie gniew ludzi Roderyka. Edward i moja ciotka Gryzelda pomogli mi ukryć pozostałą trójkę dzieci. Mieli przyjechać z wizytą i zabrać także te maluchy, ale Edward złamał nogę. Kiedy zdałam sobie sprawę, że Roderyk zyskał pewność, iż wiem za dużo, posłałam małego Michaela Campbella, żeby powiedział Edwardowi, by trzymał się z daleka, a ja odezwę się, gdy będę mogła. Poleciłam też Michaelowi, by został u mojej rodziny lub znalazł sobie jakąś kryjówkę. Chłopiec był ze mną blisko, często służył mi za posłańca, więc także będzie w niebezpieczeństwie.
- Ależ on pochodzi ze szlacheckiego rodu - powiedział Payton. - Czy Roderyk nie obawiałby się, że rodzina chłopca zacznie zadawać zbyt wiele pytań?
- Wciąż umierają jacyś chłopcy - odrzekła Kirstie ze smutkiem. - Może Michael, gdy zda sobie sprawę, że jego życie znajduje się w niebezpieczeństwie, zwróci się w końcu o pomoc do swej rodziny. Spędziłam długie miesiące, usiłując przekonać go, by opowiedział o wszystkim, ale strach przed zemstą Roderyka, obawa, czy w ogóle zostanie wysłuchany, i lęk, że rodzina odwróci się od niego, uzna go za zbrukanego, zamknęły mu usta. Wierzę, że prawie mi się udało wyperswadować mu poczucie winy, przekonanie, że w jakimś stopniu jest współwinny temu, co się stało. Edward nadal będzie próbował go przekonać, by o wszystkim opowiedział. To niesprawiedliwe, ale słowo Michaela będzie miało większą wagę niż Calluma czy pozostałych.
Pyton skinął głową i pociągnął długi łyk wina. Musiał odwrócić od Kirstie wzrok, odzyskać samokontrolę i otrząsnąć się z wrażenia, jakie wywierały na nim mieniące się odcienie jej szarych jak dym oczu. Widok jej zmysłowych ust także nie pomagał mu w koncentracji.
- Czy którekolwiek z tych dzieci może szukać schronienia u swojej rodziny? - spytał w końcu.
- Nie - odpowiedziała Kirstie. - Alan, David i William są sierotami. Roderyk jest uważany za dobrego i hojnego dobroczyńcę przez tych, którzy roztaczają opiekę nad takimi dziećmi. Jeżeli którykolwiek z ludzi, którzy dają mu sieroty pod opiekę, dowiadywał się o jego postępkach, ciężka kiesa włożona w odpowiednie dłonie uciszała wszelkie wątpliwości. Moira i jej brat, Robert, zostali sprzedani przez własną matkę. Mężczyzna, z którym mieszkała, był podobnych upodobań co Roderyk i myślała, że w ten sposób ocali dzieci. Szukałam jej, ale zmarła, pobita na śmierć przez swego kochanka, który dowiedział się, co zrobiła. Callum jest na półdzikim dzieckiem rynsztoka. Jeżeli nawet miał jakiś krewnych, to opuścili go tak dawno, że chłopiec wcale ich nie pamięta.
- Czy Callum widział, jak umierał mały Robbie?
- Nie. On wie tyle co ja: że niektóre dzieci zostają... cóż... skrzywdzone, a potem znikają. Wiemy też, gdzie mogą być Pochowane niektóre ciała. Mały Robbie próbował trzymać Ro-deryka z dala od Moiry, za co został dotkliwie pobity. Znalazłam go w maleńkiej, ciemnej komórce, ale musiałam zostawić go na chwilę, by przygotować drogę ucieczki. Kiedy wróciłam, chłopca już nie było.
- Czy mógł uciec? - zapytał Jan.
- Być może - odrzekła Kirstie i potrząsnęła głową. - Nie ^am odwagi żywić takiej nadziei ani wzbudzać nadziei Moiry. Bobbie był małym, niedożywionym chłopcem, liczył sobie nie Więcej niż siedem lat i był ciężko ranny. Jedyna droga wyjścia Prowadziła przez tunel, którym do niego przyszłam, ale nie
wiem, skąd chłopiec miałby o tym wiedzieć. Poza tym minęły już prawie dwa tygodnie od jego zniknięcia. - Bez powodzenia spróbowała ukryć kolejne ziewnięcie.
- Ty nieomal śpisz na stojąco, pani - powiedział Pay ton cicho. - Proszę iść do łóżka. Musisz odpocząć.
- Ale czyż nie powinniśmy układać jakichś planów?
- Zrobimy to. Rano.
Kirstie skinęła głową i wstała.
- Tak, teraz i tak niewiele będę w stanie sobie przypomnieć. Gdzie mam spać? Z dziećmi?
- Nie, w pokoju po drugiej stronie korytarza. Domyślam się, że Alice już wszystko przygotowała.
- Skąd u ciebie, panie, te wszystkie ubrania? Rozumiem - damskie, chociaż wspominając słuszne kształty lady Fraser, dziwię się, skąd masz suknię tak małą, by na mnie pasowała, ale skąd tyle ubrań dla dzieci?
Payton nieomal się uśmiechnął, słysząc gniewną nutę w jej głosie, gdy mówiła o damskich sukniach.
- Moja rodzina także używa tego domu. Zostawili tu wszystkie te ubrania. Miałem oddać je ubogim, ale w takiej sytuacji cieszę się, że tego nie zrobiłem.
- Och! Jeszcze jedna sprawa. - Ta prośba wydała się Kirstie trochę niegrzeczna, ale doszła do wniosku, że jest zbyt zmęczona, by czuć się zakłopotaną. - Przypuszczam, że nie muszę ci tego mówić, panie, ale z dziećmi musisz postępować delikatnie. Obawiam się, że potrzebują trochę czasu, zanim będą mogły zaufać jakiemukolwiek mężczyźnie. Zwłaszcza Callum.
- O tak - zgodził się Jan - ten mały jest jak zwierzę w potrzasku, a teraz ma jeszcze nóż.
- To prawda - mruknęła Kirstie. - Przepraszam. Myślałam że nie sprawi aż tylu kłopotów.
- Uspokoi się. Dobrze, że ma ten nóż, może kiedyś pozwoli mi, bym nauczył go, jak używać takiej broni.
- Myślisz, panie, że to rozsądne?
-Tak. Nie znam żadnego chłopca, który bardziej potrzebowałby wiedzy o tym, jak się bronić.
Kirstie wciąż nad tym dumała, gdy kładła się do łóżka parę chwil później. Z rozkoszą wsunęła się pod ciepłe koce i pogładziła dłonią miękką, płócienną koszulę nocną, którą dostała. Świadomość, że dzieci spały w takim samym luksusie, podwajała jeszcze przyjemność, którą odczuwała.
Gdy wreszcie się rozluźniła i pozwoliła, by zaczął morzyć ją sen, po raz ostatni pomyślała o tym, co powiedział Jan. Miał rację. Istniały niewielkie szanse, że chłopiec w wieku Calluma mógłby pokonać dorosłego mężczyznę i Callum miał dosyć rozsądku, by zdawać sobie z tego sprawę. Ale gdyby nauczył się sztuki walki, mógłby myśleć o ucieczce. Być może nie czułby się taki bezbronny, a to mogłoby mu Wyjść na dobre. Poddając się w końcu wyczerpaniu, Kirstie zapragnęła przez chwilę, żeby znalazł się jakiś sposób, aby ona także mogła pozbyć się tego przejmującego poczucia bezradności.
- To bardzo smutna historia - powiedział Jan, gdy Kirstie Wyszła.
- Tak, a droga do sprawiedliwości nie będzie ani prosta, ani szybka - odrzekł Payton. - Mógłbym go zabić na wiele sposobów, ale mój udział w jego śmierci zostałby błyskawicznie Wykryty. A to, bez dowodu jego zbrodni, ściągnęłoby na moją r°dzinę okrutną wendetę. Nie mogę podjąć takiego ryzyka. Poza tym taki postępek mógłby postawić lady Kirstie w bardzo niebezpiecznej sytuacji.
- Dzielna dziewczyna.
" To prawda i bardzo troszczy się o dzieci. Odnosi się do nich czule i z miłością.
- Co oznacza, że kocha dzieci w ogóle. Odkrycie takiego zła niusiało być dla niej ogromnym wstrząsem.
Payton skinął głową, a potem lekko się skrzywił.
- To prawda. Myślisz, że trzeba jej pilnować, że może próbować działać na własną rękę?
Jan wzruszył ramionami.
- To możliwe. Trochę potrwa, zanim zagrozimy sir Rodery-kowi na tyle, by musiał zaprzestać swych niecnych praktyk. Wydaje się, że dziewczyna postępuje rozsądnie i kieruje się raczej rozumem niż sercem. Ale zawsze może zdarzyć się coś, co sprawi, że emocje wezmą górę nad rozsądkiem.
- Doskonale rozumiem jej uczucia - wymamrotał Payton. - A zatem trzeba ją stale obserwować. Przynajmniej teraz jest bezpieczna, bo jej mąż myśli, że nie żyje. Nie można jej pozwolić, by poddała się emocjom i ujawniła się przed mężem.
- Na pewno kiedyś okaże się to konieczne, ułatwi wymierzenie sprawiedliwości temu sukinsynowi.
- To prawda, ale musimy być absolutnie pewni skuteczności takiego działania. W chwili, w której sir Roderyk dowie się, że jego żona żyje, będzie mógł zabrać ją z powrotem do siebie i nikt mu w tym nie przeszkodzi. Bardzo łatwo będzie mu przekonać wszystkich, że Kirstie jest po prostu nieszczęśliwą żoną i wtedy nikt nie uwierzy ani jednemu jej słowu. Niestety, fakt, że przyszła do mnie z prośbą o pomoc, jeszcze pogorszy sytuację. Nietrudno będzie Roderykowi przyjąć rolę zranionego mężczyzny, zdradzonego przez niewierną żonę czy też wymyś-leć jakąś podobną historyjkę.
- No tak, oczywiście. - Jan potarł dłonią czoło, a potem ziewnął. - To była długa noc. Powiedz mi tylko, jaki będzie twój pierwszy ruch, i ruszam do łóżka.
- Zacznę od ostrożnego oczerniania imienia tego człowieka tak, jak Kirstie próbowała to robić. Szept tu, ostrzeżenie tam’ Oczywiście bezzwłocznie rozpocznę poszukiwania dowodu bez którego nie mogę go zniszczyć, ale dzięki plotkom i szerzą^ cym się podejrzeniom zwrócę oczy innych w jego stronę. Mogę
sprawić, by miał coraz mniej ofiar i poczuł ciężar tych podejrzeń, być może nawet potępienia.
Jan kiwnął głową i wstał.
- A nawet wrogowie wiedzą, ile znaczy twoje słowo. Jeżeli szepniesz ostrzeżenie, zostaniesz wysłuchany. To będzie dobry początek.
Gdy tylko Jan wyszedł, Payton westchnął i opadł na krzesło. Trzeba pilnować Kirstie, by jej uczucia nie wzięły góry nad rozsądkiem. On sam będzie toczył taką samą wewnętrzną bitwę aż do dnia, w którym sir Roderyk zginie. Dotychczas nie miał do czynienia z takim wyzwaniem. Będzie musiał zmobilizować wszystkie swoje siły, by od razu nie zdemaskować tego zbrodniarza, i dołożyć jeszcze większych starań, by natychmiast nie skrócić go o głowę. Miał nadzieję, że wysiłek, jaki włoży w studzenie emocji Kirstie, pomoże mu trzymać swoje własne na wodzy.
Payton wiedział, że spędzi wiele godzin na łagodzeniu gniewu i urażonych uczuć, gdy członkowie jego klanu dowiedzą się, że nie zostali dopuszczeni do tej sprawy. Ale tak musi być aż do chwili, gdy nie będzie miał innego wyjścia, albo zniknie ryzyko ściągnięcia na całą rodzinę gniewu potężnego klanu Maclye. Jego krewni i sprzymierzeńcy zapewne nie zdołaliby ich zdziesiątkować, ale na pewno polałoby się dużo krwi Murray ów.
Payton znieruchomiał, gdy otworzyły się drzwi do jadalni, ale zaraz się rozluźnił, bo nieśmiało stanęła w nich Moira. Była czarującym małym stworzonkiem o gęstych, ciemnych lokach 1 wielkich, czarnych oczach. Uśmiechnął się do niej, a dziewczynka przebiegła przez jadalnię i wdrapała się na krzesło po Jego prawej stronie. Payton przysunął małej talerz z chlebem 1 serem. Serce o mało mu nie pękło, gdy dziewczynka obdarzyła 8° uśmiechem. Wciąż była gotowa zaufać.
- Powinnaś być w łóżku, malutka - powiedział, nalewając Jej pełny puchar krystalicznie czystej wody.
- Zrobiłam się trochę głodna - odrzekła.
- Pani Alice zaniosła jedzenie do waszego pokoju.
- Ona śpi. - Napiła się wody, a potem spytąła: - Gdzie jest Kirstie?
- Ona też śpi. Dałem jej sypialnię naprzeciw waszej.
Payton nie był zaskoczony, gdy Callum gwałtownie wpadł do jadalni i podbiegł do Moiry. W koszuli nocnej wyglądał na młodszego, chude łydki wystawały spod materiału. Jednak żarzące się w jego zielonych oczach podejrzenie i nóż ściskany w dłoni rozwiewały złudne wrażenie chłopięcej niewinności.
- Nie musiałeś przynosić swojego noża, Callumie - powiedziała Moira. - Oni już mają jeden do krojenia chleba.
- Nie przyszedłem tu kroić chleba - burknął Callum. - Nie powinnaś tu siedzieć z tym mężczyzną.
- On nie jest zły.
- No pewnie, a skąd ty możesz to wiedzieć?
Moira przyglądała się przez chwilę Paytonowi, a potem zwróciła wzrok na Calluma i wzruszyła ramionami.
- Jego oczy. Nie są takie, jak oczy tego pana, który mieszkał z mamą, ani jak sir Roderyka. - Znowu spojrzała na Paytona. - Moja mama jest z aniołkami, tak jak mój brat. Mnie też zabiorą aniołki, prawda?
- Nie, malutka - odrzekł Payton. - Nie pozwolę na to. Poza tym - kiwnął głową w kierunku Calluma, który wgryzał się w grubą pajdę chleba - masz doskonałego obrońcę w Callumie.
- Tak. - Moira uśmiechnęła się do chłopca. - A teraz ma duży nóż.
- To prawda - przyznał Payton. - Może zechce się nauczyć, jak go używać - dodał, wpatrując się w chłopca.
- Potrafię go używać wystarczająco dobrze - warknął Callum.
- Och, zatem nie potrzebujesz żadnych lekcji u Jana. - Payton łyknął wina, by ukryć uśmiech, gdy dostrzegł, że chłopiec nie potrafi ukryć zainteresowania.
- No cóż, pewnie mógłby mi pokazać jedną lub dwie sztuczki.
- Pewnie tak.
- Pomyślę o tym.
- Bardzo rozsądnie.
- Rozumiesz, panie, muszę chronić dzieci i w ogóle.
- Właśnie tak robisz, ale żeby dobrze wywiązywać się ze swoich obowiązków, potrzebujesz snu. - Payton wstał i nie spuszczając oczu ze spiętego Calluma, pomógł Moirze wydostać się z głębokiego krzesła. - Sam właśnie wybierałem się do łóżka. - Był zaskoczony, jak wielkie poczuł wzruszenie, gdy Moira wsunęła swą małą rączkę w jego dłoń. ~ Zanim wrócicie do łóżek, pokażę wam, gdzie śpi lady Kirstie.
Payton nie omal czuł na plecach uważny wzrok Calluma, gdy chłopiec ruszył za nim i Moirą po schodach w stronę dziecięcej sypialni. Najwyraźniej fakt, że Kirstie akceptowała Paytona, wystarczył, by wzbudzić w Callumie iskierkę zaufania. Wiedział, że aby utrzymać jego zaufanie, musiał zaakceptować rolę obrońcy pozostałych dzieci, jaką chłopiec wziął na siebie. Fakt, że miał jakiś cel, potrzebę stania się ważnym członkiem tej małej grupy ocalonych, może pomóc mu otrząsnąć się z tego, co sam przeżył. Blizny pozostaną na zawsze, ale Payton był przekonany, że najbardziej chłopcu pomoże poczucie siły i odzyskana wiara w siebie. Callum nie poddawał się tak łatwo, walczył 0 życie, a Payton wiedział, jak dobrze wykorzystać takie cechy.
Zatrzymał się przed sypialnią Kirstie i uchylił drzwi, żeby dzieci mogły zobaczyć, że ich opiekunka wciąż jest blisko nich, ^żała na brzuchu, jej drobne ciało było ledwo widoczne pod grubymi kocami, którymi była okryta. Twarz miała zwróconą w ich stronę, jedną małą pięść trzymała blisko ust. Payton Pomyślał, że sama wygląda jak mała dziewczynka, i zastanowił SlS, co takiego w niej było, że sir Roderyk nie mógł przekonać Samego siebie, że ma do czynienia z dzieckiem. W wieku lat
piętnastu musiała być jeszcze drobniejsza. Wszyscy mężczyźni o podobnych upodobaniach, których Payton miał nieszczęście poznać, mieli żony i dzieci, potrafili więc spełniać męskie powinności bez względu na demona, którego nosili w sobie. Być może, rozważał, demon sir Roderyka przejął nad nim władzę. Potrząsając głową nad tą zagadką, Payton zaniknął cicho drzwi i odprowadził dzieci do ich sypialni.
- Czy będziesz jutro walczył z sir Roderykiem, panie? - zapytał Callum prawie szeptem, zatrzymując się w drzwiach obok.
- Tak, jutro rozpocznę walkę - odrzekł Payton równie cicho. - Myślę, że to będzie długa wojna. Musimy atakować powoli i rozważnie.
- Dlaczego?
- Ponieważ tylko my jesteśmy gotowi przemówić przeciw niemu, a to nie wystarczy. Jego rodzina jest potężna.
- Zabiją nas.
Zadowolony z faktu, że chłopiec jest świadom czyhających na nich niebezpieczeństw, Payton skinął głową.
- Zarówno moja rodzina, jak i wasza opiekunka mogą znaleźć się w poważnym niebezpieczeństwie. Sir Roderyk musi umrzeć, a my musimy być pewni, że nikt niewinny nie zginie razem z nim. Chcemy, żeby umarł w samotności, a jego imię stało się mniej warte niż plugawe przekleństwo.
Callum skinął głową.
- A na to potrzeba czasu.
- Właśnie, chłopcze, zwłaszcza że wy i wasza opiekunka musicie pozostać w ukryciu. Ten człowiek poczuje karzącą rękę sprawiedliwości, ale musimy uzbroić się w cierpliwość.
- Będę cierpliwy. Będę rósł i stawał się coraz silniejszy. - Callum spojrzał na nóż, który trzymał w dłoni. -1 nauczę się, jak walczyć. - Przeniósł wzrok na Pay tona. - A gdy ten potwór już zginie, ja nadal będę rósł w siłę, aż stanę się człowiekiem wielkiej zręczności i sprytu.
- Nie wątpię w to.
- I wtedy będę mógł chronić dzieci przed wszystkimi podłymi ludźmi. Będę prześladował takie zło i kładł mu kres. Przysięgam. - Skinął szybko głową i ruszył w głąb sypialni.
Payton także udał się do łóżka, myśląc o tym, co powiedział Callum. Chłopiec w sercu złożył już przysięgę, że będzie chronił dzieci, a on i jego rodzina zrobią, co w ich mocy, by pomóc chłopcu wypełnić tę misję. Zanim Callum osiągnie wiek męski, posiądzie wszelkie umiejętności, niezbędne do tego, by stać się obrońcą niewinnych.
Gdzie są dzieci? - spytał Payton Jana, gdy spotkał go pod drzwiami pustego pokoju, w którym spali mali goście.
- Wstały już ponad godzinę temu - odpowiedział Jan.
- Jezu, musiałem być naprawdę zmęczony, żeby przespać hałas, jaki robi piątka budzących się dzieci.
- Nie, były naprawdę cicho. Jak smutne, małe duszki. - Jan potrząsnął głową, ruszając w dół wąskich schodów. - Moja Alice też by to przespała, gdyby mała Moira jej nie obudziła. Biedna dziewuszka nie umiała się sama ubrać.
- Moira wydaje się gotowa nam zaufać - powiedział Payton, idąc za służącym.
- Moja Alice uważa, że inne maluchy też nas wkrótce zaakceptują. Wygląda na to, że matka kochała tę małą, i dlatego dziewczynka wie, że dorośli bywają dobrzy. Pewnie nie była u tego łotra na tyle długo, by utracić całą wiarę i niewinność. Ale Callum utracił je, jeszcze zanim sir Roderyk obdarzył go swymi przeklętymi względami. Jako dziecko ulicy musiał wieść ponure życie, nie lepsze niż porzucone kocię.
Payton westchnął i skinął głową.
- Przetrwa. To silny chłopak. Chce zostać obrońcą niewinnych.
- I zapewne byłby w tym dobry, gdyby ktoś go nauczył, że podcinanie gardeł złoczyńcom nie jest jedyną metodą walki ze złem.
- Tak, to może stanowić problem - przyznał Pay ton i roześmiał się. - Właściwie, tak nędzne pochodzenie może Cal-lumowi wyjść na dobre. Zahartował się, obył z brutalnością i złem, jeszcze zanim Maclye położył na nim swoje brudne
łapska. Tak, w chłopcu pewnie nie było ani słodyczy, ani niewinności, które ten zboczeniec mógłby zniszczyć. - Payton zmarszczył brwi. - Jest w nim coś dziwnie znajomego. - Wzruszył ramionami. - Nieważne. Teraz musimy skoncentrować się wyłącznie na tym, jak pozbyć się Roderyka.
- Czy zamierzasz posłać wiadomość do swojej rodziny?
- Nie, jeszcze nie. Najpierw chciałbym być pewien, że mam dowód, który wystarczy przynajmniej do uniknięcia wendety. Albo, że niebezpieczeństwo zagrażające Kirstie i dzieciom stało się zbyt wielkie i nie potrafimy sami sobie z nim poradzić.
- Zgoda - powiedział Jan, wchodząc do jadalni. - Na razie sami możemy uporać się z tym bydlakiem.
Payton kiwnął głową i skierował się do swego krzesła. Kirstie Podała dzieciom jedzenie i właśnie sama nakładała sobie porcję, gdy Payton usiadł obok niej. Callum, nie przerywając jedzenia, Przyjrzał się uważnie gospodarzowi, a pozostałe dzieci pozdro-w
