Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Nowa księga przygód autorstwa George’a McDonalda to fascynująca opowieść o odwadze, uczciwości i sile prawdziwego dobra.
Gdy młody górnik Curdie spotyka tajemniczą prababkę królewny Ireny, nie przeczuwa, że ten moment odmieni jego życie. Wysłany na niebezpieczną misję, Curdie otrzymuje od kobiety pomoc: niezwykłą towarzyszkę i cudowny dar, dzięki któremu będzie miał możliwość dokonywania właściwych wyborów.
W Burzogrodzie, stolicy państwa, Curdie staje wobec pałacowych intryg, zdrady i choroby, która toczy całe królestwo. W świecie pełnym przeciwności, kiedy nawet przyjaciele okazują się wrogami, Curdie i królewna Irenka muszą znaleźć sposób na uratowanie króla i ocalenie królestwa.
Jest to opowieść o dojrzewaniu do prawdziwego bohaterstwa, które nie polega na fizycznej sile, lecz na wytrwałości i gotowości do walki po stronie dobra, nawet gdy zło wydaje się silniejsze. To historia, która długo zostaje w pamięci – pełna refleksji nad tym, co czyni nas ludźmi i jak łatwo zatracić człowieczeństwo.
Książka stanowi kontynuację baśni Królewna i goblin.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 249
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: The Princess and Curdie
Copyright © for this edition by Fundacja Prodoteo, Warszawa 2025
Przekład – Magda Sobolewska
Redaktor prowadzący – Jacek Fronczak
Korekta – Barbara Manińska
Projekt okładki i skład – Wojciech Sobolewski
Ilustracje – Katarzyna Sobolewska
Wydanie 1
ISBN 978-83-67634-78-6
Fundacja Prodoteo ul. Wybrzeże Gdyńskie 27 01-531 Warszawawww.prodoteo.pl ebook dostępny na: contragentiles.pl/ksiegarnia
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
CURDIE BYŁ SYNEM PIOTRA GÓRNIKA. MIESZKAŁ z ojcem i matką w chacie zbudowanej na zboczu góry i pracował razem z ojcem we wnętrzu góry.
Góra to dziwne i przerażające zjawisko. W dawnych czasach ludzie nie wiedzieli jeszcze, jak bardzo dziwne i przerażające są góry, a mimo to bali się ich znacznie bardziej niż my. Z drugiej strony jednak nie dostrzegali, że są one nie tylko przerażające, ale i piękne, przez co ich nienawidzili – a czego ludzie nienawidzą, tego zwykle się boją. My natomiast, odkąd nauczyliśmy się patrzeć na góry z podziwem, być może nie lękamy się ich wystarczająco. Dla mnie góry to urzekająca groza.
Spróbuję wam wyjaśnić, czym są góry. Otóż są to fragmenty serca ziemi, które uciekły z podziemnych lochów i wyrwały się w górę, na świat. Bowiem w sercu ziemi przelewa się morze – nie krwi co prawda, jak w sercach ludzi i zwierząt, ale rozpalonych do białości płynnych metali i skał. I jak bicie serca podtrzymuje nasze życie, tak gorąco tej wielkiej, rozgrzanej masy podtrzymuje życie na ziemi: jest to ni mniej, ni więcej, tylko energia zakopanego pod ziemią słońca.
A teraz pomyślcie: wprost z tego wrzącego kotła – w którym bąble powietrza, gdyby miały dość miejsca, byłyby wielkości Alp – niektóre bąble „wybąblowały” na zewnątrz i wyrwały się daleko wzwyż i oto stoją pod zimnym, dalekim niebem; to właśnie są góry. Pomyślcie o tej przemianie, a przestaniecie się dziwić, że jest coś przerażającego w samym wyglądzie gór. Z ciemności – bo tam, gdzie światło nie oświetla niczego, nic go nie różni od ciemności – z gorąca, z bezustannie wrzącej kipieli – wzwyż, w nagłym zrywie ku niebu, na powierzchnię ziemi – na wiatr, zimno i światło gwiazd, gdzie śnieg okrywa je niczym gronostajowy płaszcz ponad błękitno-zieloną zbroją lodowca; gdzie wielkie słońce, ich dziadek, świeci wysoko na niebie, a mała, oziębła ciotka księżyc kręci się po domu nocą; gdzie panuje wieczna cisza i tylko wiatr zmienia skały i groty w grzmiące organy dla młodych archaniołów, uczących się wyśpiewywać utajoną w sercu chwałę, a wokół szemrze płynna muzyka strumieni, które stale wypływają nowo narodzone z wnętrza lodowca.
Pomyślcie także o zmianie ich materii – już nie płynnej i miękkiej, bulgoczącej i rozżarzonej, tylko twardej, lśniącej i zimnej. Pomyślcie o stworzeniach skaczących po ich powierzchni i kopiących w nich nory, o ptakach budujących na nich swe gniazda, o drzewach porastających ich boki niczym okrycie z sierści, o ślicznej trawie w dolinach, o wdzięcznych kwiatach rozwijających się nawet na skraju ich lodowej zbroi niczym bogaty haft zdobiący ubranie pod spodem i o rzekach galopujących w dół dolinami, w zamęcie bieli i zieleni! A oprócz tego pomyślcie o groźnych przepaściach, w które podróżny może spaść i zginąć, o przerażających szczelinach błękitnego powietrza w lodowcach i o ciemnych, głębokich jeziorach pokrytych jak miniaturowe arktyczne oceany pływającymi kawałkami lodu.
A wszystko to na powierzchni góry! Zaś wewnątrz – kto zgadnie, co się tam kryje? Groty przerażająco samotne, o ścianach wielokilometrowej grubości, mieniących się rudami złota czy srebra, miedzi czy żelaza, rtęci czy cyny, wysadzanych pewnie drogimi kamieniami – może płynie tam strumyk pełen bezokich ryb, szemrzący, szemrzący nieustannie, zimny, pluskający wśród brzegów wysadzanych czerwonymi i złotymi topazami albo po dnie z kamyków, wśród których trafiają się rubiny i szmaragdy, może diamenty i szafiry – kto wie? – a kto nie wie, ma prawo się domyślać – i wszystkie one czekają, by rozbłysnąć, czekają od milionów lat, odkąd ziemia oderwała się od słońca jak wielka bryła ognia i zaczęła stygnąć.
Są też groty pełne wody, odrętwiająco zimnej albo przeraźliwie gorącej – gorętszej niż wrzątek. Z niektórych woda nie ma ujścia, a z innych wydostaje się kanałami jak krew krążąca w ciele: małe żyłki wodne przenikają z lodowca na górze do wielkich grot w sercu góry, skąd większe arterie odprowadzają wodę znów dalej, przez kominy, szczeliny i kanały wszelkiego rodzaju i kształtu, na wskroś skalnej masy, aż wytryska nowo narodzona na światło i pędzi w dół po zboczach potokami, a przez doliny rzekami – z radością wciąż niżej i niżej, do potężnych płuc świata, czyli mórz, gdzie miotają nią burze i cyklony, gdzie wznosi się i opada z falami, wiruje w trąbach wodnych, rozbryzguje na skałach, uderzana milionami ogonów, wydychana milionami skrzeli, aż wreszcie zmieniona w parę wodną przez słońce, unosi się czysta w powietrze, gdzie usłużne wiatry niosą ją z powrotem ku szczytom gór, ku śniegom, okowom lodu i topniejącym strumieniom.
Otóż wystarczyło, że serce ziemi wyrwało się wzwyż, ku jej dzieciom, przynosząc im w podarunku ze wszystkich jej skarbów po trosze, a już dzieci te, nie zwlekając, zaglądają do środka, żeby zobaczyć, co można tam znaleźć. Kilofem, szpadlem i łomem, świdrem i prochem otwierają sobie drogę z powrotem: czyżby szukały zabawek zostawionych w opuszczonym dziecinnym pokoju? Oto dlaczego góry, unoszące swe głowy wysoko w czystym powietrzu i upstrzone z wierzchu ludzkimi siedzibami, pełne są w środku tuneli i ciemnych korytarzy wykutych przez mieszkańców domostw, które one same dźwigają ku słońcu.
Do ludzi tych zaliczali się Curdie i jego ojciec: ich pracą było wydobywanie tego, co ukryte, na światło; szukali w skałach srebra i znajdowali je, a potem wynosili spod ziemi. O innych skarbach ukrytych we wnętrzu góry wiedzieli mało albo zgoła nic. Posłano ich, by szukali rudy srebra, więc znajdowali ją wśród ciemności i niebezpieczeństw. Ale jakże słodki był wietrzyk na stoku góry, gdy wychodzili o zachodzie słońca, aby wrócić do domu, do matki i żony! Wtedy dopiero oddychali pełną piersią!
Kopalnie należały do króla, a górnicy byli jego sługami, pracującymi pod kontrolą nadzorców i urzędników. Był to prawdziwy król – to znaczy taki, który sprawował władzę dla dobra swoich poddanych, a nie po to, by sobie dogadzać, i nie potrzebował srebra na zakup drogocennych przedmiotów dla siebie, ale do sprawowania rządów – na wynagrodzenie armii, która broniła kraju przed pewnymi dokuczliwymi sąsiadami, i sędziów, których ustanowił, by wymierzali sprawiedliwość poddanym, tak aby wszyscy ostatecznie sami jej się nauczyli i umieli radzić sobie bez ich pomocy. Nic, co da się wykopać z serca ziemi, nie mogłoby być lepiej wykorzystane niż srebro, które wydobywali dla króla jego górnicy. Byli co prawda w kraju ludzie, którzy dostawszy srebro w swoje ręce, zamykali je w skrzyniach, a wtedy srebro traciło wartość, psuło się i zaczynano je nazywać mamoną; powodowało też rozmaite kłótnie. Na początku jednak, kiedy król puszczał je w obieg, nie rodziło nic poza przyjaźnią, a na świeżym powietrzu zachowywało czystość.
Mniej więcej rok przed początkiem naszej opowieści zakończył się ciąg niezwykłych wydarzeń. Opowiem o nich tyle, żeby przynajmniej trochę odsłonić korzenie tej historii.
Na jednej z wielu ostróg góry stał wspaniały stary dom – na wpół zamek, na wpół gospodarstwo – należący do Jego Wysokości. W tym domu jego jedyne dziecko, królewna Irena, wychowywała się prawie do dziewiątych urodzin, a mieszkałaby tam zapewne o wiele dłużej, gdyby nie dziwne wydarzenia, o których wspomniałem.
Puste przestrzenie we wnętrzu góry były wówczas zamieszkiwane przez stworzenia nazywane goblinami, które z różnych przyczyn i na różne sposoby dokuczały wszystkim dookoła, a dla małej królewny były wręcz niebezpieczne. Ich złowrogie plany, głównie dzięki czujności, oddaniu i przedsiębiorczości Curdiego zostały jednak całkowicie zniweczone i zemściły się na nich, przynosząc zgubę im samym, tak że obecnie bardzo niewiele z nich pozostało przy życiu. Górnicy nie wierzyli, by w całym wnętrzu góry błąkał się choćby jeden goblin.
Królowi tak spodobał się mały górnik – mający wówczas prawie trzynaście lat – że odjeżdżając z córką poprosił go, by im towarzyszył. Jeszcze bardziej spodobało mu się jednak, gdy usłyszał, że Curdie woli zostać z ojcem i matką. Jako naprawdę dobry król wiedział, że miłość chłopca, który nie chce w pogoni za wielkością opuścić rodziców, jest warta dziesięć tysięcy razy więcej niż przysięga oddania życia za władcę, i że we właściwym czasie jej wartość zostanie udowodniona. Co do ojca i matki chłopca, to gotowi byli oddać go bez szemrania, bo byli tak samo dobrzy jak król i rozumieli się z nim bez słowa, Curdie jednak uważał, że skoro nie może zrobić dla króla nic, czego nie mógłby równie dobrze zrobić jeden z jego licznych sług, ma prawo sam podjąć decyzję. Król zatem pożegnał się z nimi uprzejmie i odjechał, posadziwszy córkę przed sobą na koniu.
Przygnębienie zapanowało na górze i w sercach górników po jej odjeździe, a Curdie przestał gwizdać na cały tydzień. Co do rymowanek, to nie miał teraz okazji, by je układać. Ich jedynym celem było przecież odstraszenie goblinów, które teraz zniknęły – dzięki Bogu! – tylko że królewna zniknęła także. Gdyby nie dobro królewny, wolałby już, żeby wszystko zostało jak dawniej. Ale kto gorliwie pracuje, ten szybko odzyskuje humor i chociaż górnikom brakowało mieszkańców wielkiego domu, musieli się nauczyć żyć dalej bez nich.
Piotr i jego żona martwili się jednak, bo mieli wrażenie, że stanęli synowi na drodze do szczęścia. Myśleli, że byłoby czymś wspaniałym dla niego i dla nich również, gdyby Curdie odjechał w orszaku dobrego króla. Jak pięknie wyglądał – mówili sobie – gdy na królewskim rumaku pokonywał rzekę, która za sprawą goblinów spłynęła ze wzgórza! Kto wie, może wkrótce zostałby kapitanem? Dobrzy, kochani rodzice nie brali pod uwagę, że jedyna prosta droga wiedzie do najbliższego obowiązku i że nigdy nie powinniśmy życzyć naszym dzieciom albo przyjaciołom – dla ich domniemanego dobra – zrobienia czegoś, czego my sami na ich miejscu nigdy byśmy nie zrobili. Słuszne ofiary trzeba umieć nie tylko ponosić, ale i przyjmować.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
