35,90 zł
W połowie XIX wieku grupy Amerykanów zaangażowały się w serię wypraw do Meksyku, na Kubę i do krajów Ameryki Środkowej w nadziei na ich przejęcie, zdobycie władzy i bogactw. Nierzadko stali za nimi politycy i bogaci sponsorzy, przedsiębiorcy liczący na krociowe zyski. Nazwano to filibusteringiem ‒ politycznym piractwem, poszukiwaniem przygód lub awanturnictwem.
„Królem flibustierów”, czyli takich awanturników, stał się William Walker z Nashville w stanie Tennessee. Ten z wykształcenia lekarz, a z zawodu prawnik i redaktor gazety w maju 1855 roku trafił z garstką „uciekinierów z San Francisco, szczurów portowych z Nowego Orleanu i złoczyńców z połowy krajów świata” do środkowoamerykańskiej Nikaragui. Kraj był targany zbrojnym konfliktem wewnętrznym, do tego doszła epidemia cholery. Przybysz dzięki sile zbrojnej opanował strategiczne punkty, pokonał lub zmusił do ucieczki konkurentów i dzięki sfałszowanym wyborom objął urząd prezydenta. Choć długo nie utrzymał się u władzy, życie Walkera to fascynująca opowieść o chciwych marzeniach i ambicjach, losach narodów i osobistych fortun. Barwnie opisuje je Jarosław Wojtczak, znawca dziejów obu Ameryk w XIX wieku.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Redaktor prowadzący: Bogusław Kubisz Redakcja i korekta: Marzena Kłos Projekt okładki: Tomasz Andziak Redaktor techniczny: Agnieszka Matusiak
Copyright © by Dressler Dublin Sp. z o.o., Ożarów Mazowiecki 2026 Copyright © Jarosław Wojtczak, 2026
Wydawnictwo Bellona ul. Hankiewicza 2, 02-103 Warszawa tel. +48 22 457 04 02 www.bellona.pl www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona
Księgarnie internetowe: www.swiatksiazki.pl www.ksiazki.pl
Dystrybucja Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-11-18836-5
Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
Wstęp
W dekadzie przed wybuchem wojny secesyjnej (1861–1865) grupy Amerykanów zaangażowały się w serię dalekich i nielegalnych wypraw do Meksyku, Kuby i innych krajów Ameryki Środkowej w nadziei na ich przejęcie. Wysiłki te stały się znane jako flibustering – rodzaj bezprawnego, politycznego piractwa, poszukiwania przygód lub awanturnictwa, a ich celem było zbrojne przejęcie cudzego terytorium w celu stworzenia nowych niezależnych lenn, które ostatecznie zostałyby zaanektowane przez wciąż rosnące w siłę Stany Zjednoczone. Większość tych prób poniosła sromotną porażkę.
Wyjątkiem był William Walker z Nashville w stanie Tennessee. Niski, szczupły i łagodnie mówiący mężczyzna o blond włosach i szarych oczach bez wyrazu, niemający wykształcenia wojskowego, który zanim został prawnikiem, a potem redaktorem lokalnej gazety, wyszkolił się na lekarza. Walker był niezbyt fortunnym przywódcą grubo ciosanych mężczyzn i poszukiwaczy przygód, który już wcześniej podjął awanturniczą próbę założenia amerykańskiej kolonii w Meksyku. Jego wysiłki skończyły się niepowodzeniem, ale w 1856 roku zdołał objąć urząd prezydenta Nikaragui.
W Nikaragui od maja 1854 roku szalał zbrojny konflikt wewnętrzny pomiędzy dwiema frakcjami politycznymi tego kraju: arystokratycznymi konserwatystami lub legitymistami (legitimistas) z miasta Granada i postępowymi liberałami lub demokratami (democráticos) z León. Usłyszawszy o Walkerze, słabsi liberałowie sprowadzili go do pomocy w walce z wrogimi konserwatystami. Walker przyciągnął małą grupę ochotników nazywanych przez jego zwolenników „Nieśmiertelnymi” i popłynął do Nikaragui z 57 ludźmi. Sam Walker opisał ich jako „mężczyzn o silnym charakterze, zmęczonych szarą codziennością”. Amerykański historyk Laurence Greene scharakteryzował ich jako „uciekinierów z San Francisco, szczury portowe z Nowego Orleanu i złoczyńców z połowy krajów świata”.
Przez krótki czas między 1855 a 1857 rokiem William Walker z powodzeniem przedstawiał się amerykańskiej opinii publicznej jako „Opatrznościowy Odnowiciel” regionu i twórca nowoczesnej Nikaragui. Chociaż przybył do tego kraju w maju 1855 roku, mając zaledwie garstkę ludzi, jego wizerunek odnowiciela i człowieka niosącego sztandar postępu przyciągnął kilka tysięcy mężczyzn i kobiet, którzy przyłączyli się do niego w jego misji stabilizacji regionu. Walker oparł się w swoich działaniach zarówno na studiach medycznych, jak i doświadczeniu dziennikarskim, aby stworzyć przesłanie o dążeniu do odrodzenia państw Ameryki Środkowej, które uspokoiło obawy wielu Amerykanów dotyczące niestabilności w regionie Morza Karaibskiego.
W tym samym czasie, kiedy Walker i jego ludzie przybyli do Nikaragui, w obozach wojskowych pojawiła się cholera. Jej wynikiem była epidemia, która trwała przez cały czas ich obecności w tym kraju i ostatecznie spowodowała śmierć tysięcy żołnierzy i cywilów w całej Ameryce Środkowej. Wojna i choroba, która się z nią wiązała, zaniepokoiły Amerykanów, a Walker odpowiedział na te obawy takimi metodami, które miały podkreślić jego świadomość tych problemów. Doskonale rozumiał, że amerykańska opinia publiczna ceniła zarówno polityczną, jak i zdrowotną stabilność regionu, ponieważ zapewniała Amerykanom najbezpieczniejszą drogę ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych do złotonośnych pól Kalifornii przez wąski pas nikaraguańskiego terytorium1.
W czerwcu 1855 roku Walker wraz ze swoimi najemnikami najechał rozdartą wojną domową Nikaraguę, spacyfikował kraj, pokonał najeźdźców z Kostaryki i rok później został wybrany na prezydenta Nikaragui. Zdobywca miał nadzieję, że dzięki nowemu rządowi skolonizuje Nikaraguę z amerykańskimi przywódcami zdolnymi do utrzymania porządku, który gwarantowałby odrodzenie i stabilność regionu. Inne państwa Ameryki Środkowej postrzegały Walkera jako zagrożenie i odmówiły uznania „Jankieskiego najemnika” (Yankee mercenary). Rządy tych państw współdziałały razem, aby go wypędzić i w końcu najechały Nikaraguę ze wszystkich stron.
Przedłużająca się wojna przeciwko wciąż rosnącej w siłę międzynarodowej koalicji państw Ameryki Środkowej zmniejszyła zdolność Walkera do utrzymania zarówno terytorium, jak i zasobów niezbędnych do zapewnienia bezpiecznego stanu zdrowotnego i stabilności Nikaragui. Do lutego 1857 roku większość Amerykanów porzuciła wszelkie uczucia poparcia, jakimi kiedyś darzyli Walkera. Bez ich wsparcia Walker dał za wygraną i wycofał się na amerykańskie wybrzeże Zatoki Meksykańskiej jako pokonany uzurpator. To nie przerwało dyskursu publicznego dotyczącego Walkera, jako człowieka zdolnego uzdrowić sytuację w regionie. Takie debaty pozwoliły Walkerowi zgromadzić wystarczającą liczbę zwolenników, aby rozpocząć trzy kolejne ekspedycje do Nikaragui, zanim ostatecznie został schwytany i stracony w Hondurasie we wrześniu 1860 roku.
Całe życie Williama Walkera to opowieść o chciwych marzeniach i ambicjach, losie narodów i osobistych fortun oraz o ciemnej stronie osławionej amerykańskiej doktryny Objawionego Przeznaczenia, ponieważ jednym z wielu celów Walkera było zbudowanie własnego imperium opartego na niewolnictwie. To mało pamiętane wydarzenie z historii Stanów Zjednoczonych i Ameryki Środkowej jest przestrogą dla wszystkich, którym marzą się imperialne plany.
Rozdział I.
Trujillo 21 sierpnia – 5 września 1860 roku
On sam jest poślubiony Nikaragui
James Gordon Bennett, 1859 rok
Dwudziestego pierwszego sierpnia 1860 roku wewnątrz kamiennych murów starej, trzystuletniej hiszpańskiej fortecy Santa Bárbara (La Fortaleza de Santa Bárbara) w nadmorskim honduraskim mieście Trujillo, grupa białych mężczyzn, z których niejeden nosił ślady niedawno odniesionych ran, pracowała cicho przy wątłym świetle świec. Ciała niektórych z nich pokrywały zakrwawione bandaże, a ze zmęczonych twarzy spływał słony pot spowodowany stresem, wilgocią i trawiącą ich gorączką. Ludzie ci z wielkim wysiłkiem wyginali lufy muszkietów, zagważdżali żelaznymi kolcami otwory zapałowe armat i polewali wodą pozostawiane zapasy prochu. Jednym słowem, robili wszystko, aby broń i amunicja, którą mieli zostawić, nie przydała się żadnemu wrogowi, ani honduraskim żołnierzom, którzy podchodzili już pod mury twierdzy, ani brytyjskim marines z przybyłego poprzedniego dnia z Belize nowego, parowego slupa HMS „Icarus” (11 dział, wyporność 861 ton) pod dowództwem komandora porucznika Newella Salmona, kotwiczącego nieopodal brzegu w ciepłych wodach Morza Karaibskiego.
Nie wszyscy z pracujących mężczyzn byli zdolni do zaplanowanej ucieczki. Rany od kul wyeliminowały trzech z nich. Trzej inni byli poważnie chorzy. Wśród nich był korespondent gazety „New York Herald”, który przybył specjalnie po to, aby relacjonować przebieg ich działań. Do opieki nad nimi mieli pozostać lekarz i jego pomocnik, którzy umieścili pacjentów w hamakach rozwieszonych w zaimprowizowanym lazarecie zlokalizowanym w obszernej fortecznej celi. Każdy z pozostających mężczyzn został zaopatrzony w muszkiet z niewielką ilością amunicji i prochu, na wypadek, gdyby musieli się bronić przed nadchodzącym wrogiem, chociaż bardziej prawdopodobne było, że będą prosić o łaskę tego, kto pierwszy się pojawi w murach starej twierdzy.
Kiedy niszczenie broni zostało zakończone, William Walker, przywódca całej grupy, wszedł do pomieszczenia lazaretu i chodząc między wiszącymi hamakami, dziękował rannym i chorym, próbując podtrzymać ich na duchu na pożegnanie. Chociaż wszyscy byli jego podkomendnymi, właściwie niewiele o nich wiedział. Jedynym, którego dobrze znał, był pułkownik Thomas Henry, jego bliski znajomy i doradca wojskowy ekspedycji2. Zatrzymując się na dłużej przy hamaku Henry’ego, Walker wypytywał swego doradcę o informacje, które pozwoliłyby odszukać José Trinidada Cabañasa, byłego prezydenta Hondurasu, który przewodził niedawnemu powstaniu przeciwko obecnym władzom tego kraju. Wzmocniony dawką morfiny Henry z trudem naskrobał na kartce papieru: „Cabañas może się znajdować gdzieś nad rzeką Rio Negro, około 40 mil na wschód od Trujillo”. Biorąc niezgrabnie zapisaną kartkę, Walker szepnął do ucha ciężko rannego towarzysza kilka słów pożegnania i ruszył do wyjścia.
Wychodząc na zewnątrz, Walker polecił reszcie swoich ludzi, w liczbie około 70, stawić się na dziedzińcu fortecy. Wykazując niezwykłą dyscyplinę, której trudno było oczekiwać po tak egzotycznej zbieraninie, krótko po północy ludzie Walkera zebrali się na placu i cicho wyszli za swoim przywódcą przez główną bramę fortu, aż w końcu zniknęli w pobliskiej dżungli.
Szukanie schronienia w ciemnej, honduraskiej dżungli wcale nie było pierwotnym zamiarem Walkera. Opuszczając Nowy Orlean trzy miesiące wcześniej, miał zamiar opanować Roatán, największą z Wysp Zatokowych u karaibskiego wybrzeża Hondurasu (Honduran Bay Islands), leżącą niecałe 80 kilometrów od Trujillo. Brytyjscy mieszkańcy Roatán obawiali się jej przejęcia przez Honduras po tym, jak Wielka Brytania zgodziła się opuścić swoją flagę powiewającą nad główną osadą wyspy Coxen Hole i wydać ją władzom Hondurasu. Niespodziewane przybycie Walkera zaskoczyło Brytyjczyków i opóźniło przekazanie Roatán rządowi Hondurasu. Na wieść o brytyjskich przygotowaniach do odbicia wyspy z rąk amerykańskich flibustierów, Walker porzucił myśl o walce z Brytyjczykami i zamiast tego postanowił opanować niedalekie Trujillo, skąd planował dokonać kolejnej inwazji swego niezmiennie wymarzonego celu – Nikaragui. Ale i ten plan zaczął się walić wraz z przybyciem do portu w Trujillo brytyjskiego okrętu wojennego „Icarus” i żądaniem jego kapitana, aby ludzie Walkera złożyli broń i się poddali. Zamiast tego flibustierzy zniszczyli posiadane zapasy uzbrojenia i cichaczem uciekli.
Po cichym opuszczeniu Trujillo grupa Walkera wędrowała bez obciążenia. Każdy z ludzi dźwigał tylko muszkiet i 120 sztuk amunicji, nie licząc drobnych racji żywności. Niektórzy mieli u pasa pistolety i noże. Wędrując ciemnym lasem wzdłuż wybrzeża na wschód przez całą noc, następnego dnia minęli kilka niewielkich osad, których mieszkańcy ukryli się przed grupą obcych, uzbrojonych ludzi. Kolejnej nocy zatrzymali się na biwak nad jakimś strumieniem, a rankiem przeszli na drugi brzeg i, męcząc się w tropikalnym sierpniowym upale, ruszyli dalej. Po drodze naszli kilka małych farm, ale nie znaleźli tam zbyt wiele do jedzenia poza chudą wołowiną. Na noc zatrzymali się znowu, a kiedy tylko wzeszło słońce, podjęli dalszą ucieczkę. Po dotarciu do rzeki Aguán, nie mogąc znaleźć brodu, aby ją przekroczyć, Walker poprowadził grupę wzdłuż lewego brzegu rzeki, oddalając się około 50 kilometrów od oceanu. Krótko po południu 24 sierpnia uznał, że znaleźli się wystarczająco daleko od Trujillo, więc pozwolił swoim ludziom na dłuższy wypoczynek.
Gdy tak wypoczywali w miejscu zwanym Cotton Tree (Bawełniane Drzewo), czyszcząc broń i czekając, aż minie upał, nagle z pobliskich zarośli posypał się grad kul, tnąc liście i rozrzucając ziemię pośrodku obozowiska. Zaskoczeni flibustierzy rzucili się w bok, szukając schronienia. Niektórzy odpowiedzieli ogniem atakującym żołnierzom honduraskim, pozwalając reszcie towarzyszy przygotować się do walki. Opanowując chaos, Walker podzielił swoich ludzi na dwie mniejsze grupy i rzucił ich z dzikim wrzaskiem do samobójczego kontrataku, który zmusił przestraszonego wroga do panicznej ucieczki. Walka, chociaż zwycięska, okazała się bardzo kosztowna. Amerykanie zużyli większość amunicji i ponieśli straty: jednego zabitego oraz siedmiu lub ośmiu rannych. Samemu Walkerowi ołowiana kula rozorała policzek, zalewając twarz krwią. Jego podkomendni, major Thomas Dolan i kapitan Charles Henry West, tak opisali potem przebieg bitwy w gazecie „New Orleans Daily Delta”:
„On [Walker] szybko zebrał swoją małą bandę i uformował ją w dwie grupy, każąc im atakować w różnych kierunkach, jedna w górę, a druga w dół rzeki. Major Dolan ze swoją kompanią zaatakował główny oddział z wielką porywczością, ale generał Walker, który nieco wyprzedził swoją grupę, został ostrzelany z odległości dwóch kroków przez Honduranina, który zranił go w twarz. Generał jednak szybko powalił napastnika za pomocą swojego dziesięciostrzałowca (sic!) i reszta Honduran uciekła w wielkim zamieszaniu, pozostawiając zabitych i rannych. Z całej grupy stu czterdziestu ludzi, tylko trzydziestu wróciło do Trujillo. Jeśli się weźmie pod uwagę, że wszyscy ludzie Walkera byli weteranami i byli uzbrojeni w [gwintowane] muszkiety Minié, takie straty nie wydają się całkiem nieprawdopodobne”.
Przywracając porządek, ludzie Walkera spakowali dobytek i w nocy 24 sierpnia ruszyli dalej na wschód, dźwigając najciężej rannych i pomagając iść chorym. Po drodze minęli kilka indiańskich wiosek, gdzie oddział Walkera został życzliwie przyjęty przez rdzennych Karaibów. W czasie marszu wróg nie dawał im spokoju i od czasu do czasu strzelał do maszerujących, powodując dalsze straty. Jedna z kul trafiła wojskowego doradcę majora Williama Huffa, pozostawiając Walkera bez najbardziej doświadczonych oficerów. W końcu zmęczeni Amerykanie dotarli do nadbrzeżnej osady drwali Lomón (Limas), którą, ku zdumieniu wszystkich, zastali całkiem opuszczoną. Stamtąd Walker wysłał dwóch ludzi łodzią na Roatán po prowiant. Wkrótce ruszyli dalej i 27 sierpnia dotarli do rzeki Negro (Rio Tinto). Sforsowali rzekę za pomocą znalezionej na brzegu łodzi i zatrzymali się w pobliskiej faktorii należącej do brytyjskiego kupca nazwiskiem Dickens. Niedaleko niej odnaleźli resztki dawnego obozowiska Cabañasa: wygaszone ogniska i puste rowy strzeleckie. „Teraz było już po nas” – napisał potem jeden z żołnierzy Walkera.
W tym czasie ścigające ich wojsko honduraskie stanęło po drugiej stronie Rio Negro. Wyczerpani kilkudniową ucieczką, ranami i chorobami Amerykanie całkiem stracili ducha i nie widząc sensu dalszego marszu, obsadzili opuszczone okopy Cabañasa, które chociaż częściowo chroniły ich przed kulami wystrzeliwanymi z drugiego brzegu rzeki. „Co jakiś czas – wspominał ten sam żołnierz – ich kula trafiała któregoś z nas, a my nie mieliśmy nic do stracenia”. Sam Walker, ranny i osłabiony gorączką, stanął kwaterą w domu Dickensa w odległości 4 kilometrów od brzegu morza. Kiedy wieczorem tego dnia zrobił przegląd oddziału, stwierdził, że zostało mu tylko 32 zdrowych i bez żadnych ran ludzi.
Tymczasem komandor Salmon, dowódca brytyjskiego slupa „Icarus”, zrozumiał, że został przez Walkera przechytrzony. Jeszcze wieczorem 21 sierpnia on i jego załoga dobrze widzieli z pokładu swojego okrętu mury fortecy w Trujillo i krzątających się wokół nich ludzi Walkera. Kiedy jednak zapadły ciemności, nie byli w stanie dostrzec, jak ci zagwoździli działa i po zniszczeniu znacznej części broni, korzystając z bezksiężycowej nocy wyślizgnęli się cichaczem do dżungli. O świcie następnego dnia twierdza wydawała się cicha i opuszczona, podobnie jak otaczające ją miasteczko. Zaniepokojony panującym bezruchem Salmon wysłał na brzeg łódź zwiadowczą, której załoga zameldowała, że w forcie znaleziono tylko amerykańskiego chirurga, jego pomocnika, pięciu rannych i chorych ludzi oraz ciało niedawno zmarłego pułkownika Henry’ego. Reszta Amerykanów przed północą wymaszerowała za Walkerem na wschód lądem do Nikaragui. „Muszę uczciwie przyznać, że sprytnie mi się wyślizgnął” – napisał później brytyjski dowódca. „Postawiłem wartowników na straży magazynu z bronią i amunicją, posłałem po [generała] Martineza, aby przybył ze swymi ludźmi i przejął w posiadanie fort. Po jego przybyciu przekazałem mu całą zdobycz, a on natychmiast wysłał oddział w pościg za Walkerem. Wśród pozostawionych na miejscu zapasów wojennych znalazły się 72 gwintowane muszkiety, z których 60 nie nadaje się do użytku z powodu powyginanych luf”.
Salmon dał znać żołnierzom honduraskim stacjonującym w pobliżu Trujillo, aby zajęli opuszczoną twierdzę, ale postawił swoich marines na straży pozostawionych ludzi Walkera, których uznał za jeńców wojennych. Generał Norberto Martinez, były dowódca honduraskiego garnizonu w Trujillo, natychmiast obsadził puste miasto i posłał szwadron 80 kawalerzystów w pościg za uchodzącą grupą Walkera.
Komandor Salmon wysłał zwiadowców, którzy mieli śledzić ruchy Walkera i jego prześladowców, podejrzewając, że uciekinierzy zechcą znaleźć jakąś zdatną do żeglugi łajbę, która przewiozłaby ich do Nikaragui. Dla pewności poradził jednak honduraskiemu generałowi Mariano Álvarezowi, który 26 sierpnia przybył do Trujillo z dwiema setkami żołnierzy z Olanchito w głębi lądu, aby wzmocnił posterunki wokół miasta na wypadek, gdyby Walker zmylił pościg i zechciał wrócić. Dwudziestego siódmego sierpnia podniósł kotwicę i wyruszył w trzydniowy rejs, odwożąc siedmiu wziętych do niewoli Amerykanów na wyspę Roatán. Kiedy wrócił do Trujillo, dowiedział się, że ludzie Walkera nie znaleźli na wybrzeżu żadnego statku i ruszyli dalej w głąb lądu. Trzydziestego pierwszego sierpnia generał Álvarez zaokrętował swoich żołnierzy na honduraski szkuner „Correo” i wyruszył w towarzystwie „Icarusa” do ujścia Rio Negro.
Niesiony lekkim wiatrem „Icarus” dotarł do ujścia Rio Negro 2 września, znacznie wyprzedzając wolno płynący szkuner Álvareza. Brytyjczycy zjawili się tam w samą porę, aby przejąć mały statek wyładowany bananami z Roatán przeznaczonymi dla Walkera i wziąć jako jeńców wszystkich ludzi znajdujących się na jego pokładzie. Po dwóch dniach poszukiwań w dżungli, brytyjscy marines z „Icarusa” odnaleźli grupę Walkera nad Rio Negro. W wyniku rozpoznania komandor Salmon dowiedział się, że Walker stanął w domu Dickensa na wąskim skrawku ziemi w widłach rzeki. Poinformowano go również, że przywódca flibustierów ma wysoką temperaturę i że wielu jego ludzi jest rannych, a większość pozostałych cierpi z powodu gorączki i braków w zaopatrzeniu. Korzystając z okazji, Salmon ponowił swoje żądanie, aby się poddali. Tym razem jego żądanie poparło 250 żołnierzy generała Álvareza, którzy od kilku dni deptali po piętach uciekinierom. Otrzymawszy zapewnienie Salmona, że jego kapitulację przyjmą Brytyjczycy, nie Honduranie, niefortunny wódz flibustierów zgodził się zakończyć swoją nieudaną ekspedycję i poddać kapitanowi „Icarusa”.
Trzeciego września o godzinie 15.00 komandor Salmon udał się kilkoma łodziami z „Icarusa” z pełną i uzbrojoną obsadą w górę rzeki w towarzystwie generała Álvareza. Jak napisał potem w swoim oficjalnym raporcie:
„Po wylądowaniu wszedłem do domu pana Dickensa, który pan Walker zajął na swoją kwaterę i zażądałem, aby natychmiast złożył broń i poddał się bezwarunkowo, co też uczynił. Od razu zabrałem jego broń i po włożeniu do łodzi, wróciłem na pokład [„Icarusa”], pozostawiając porucznika Coxa ze wszystkimi marines na straży jeńców. Odkryłem, że informacje, które otrzymałem na temat ich nędznego stanu, wcale nie były przesadzone. Z całej ich liczby (73), dziesięciu zostało rannych, 21 leżało chorych w szpitalu, a z pozostałych nie więcej niż 20 mogło mieć siłę, aby przejść chociaż milę. Mimo że zawsze byli w stanie zdobyć wołowinę, wędrowali przez wiele dni bez chleba i warzyw jakiegokolwiek rodzaju”.
Obawiając się próby ucieczki ze strony Walkera i jego szefa sztabu, pułkownika Anthony’ego Francisa Rudlera, jeszcze tego samego wieczora porucznik Cox wysłał ich w kajdanach na pokład „Icarusa”, a generał Álvarez pospieszył z powrotem do Trujillo na pokładzie „Correi”, aby przygotować się na ich przyjęcie. Nazajutrz rano, 4 września, na pokład „Icarusa” przewieziono pozostałych flibustierów i okręt odpłynął pełną parą do Trujillo, gdzie dotarł około północy. Walker i Rudler nie pozostali długo w rękach Brytyjczyków, ponieważ komandor Salmon, jakby chcąc się zemścić za lata irytacji i siania niezgody w Ameryce Środkowej, postanowił wydać obu więźniów generałowi Álvarezowi.
Piątego września Salmon podpisał w Trujillo formalne porozumienie z Álvarezem, w którym zadeklarował:
„[…] bezwarunkowe przekazanie Señorowi Don Mariano Álvarezowi, generałowi dowodzącemu siłami Hondurasu, osoby pana Williama Walkera i pana A.F. Rudlera, przywódców flibustierów, którzy poddali mi się 3 tego miesiąca nad rzeką Black, aby postąpić z nimi zgodnie z literą prawa. Wydanie również jako jeńców ich zwolenników (w liczbie 70), oficerów i żołnierzy, pod warunkiem uzyskania zezwolenia na powrót do Stanów Zjednoczonych, po złożeniu przysięgi, że nie będą więcej służyć w jakiejkolwiek przyszłej wyprawie przeciwko któremukolwiek z państw Ameryki Środkowej. Ich przejazdy zapewni agent konsularny Stanów Zjednoczonych. Zgadzam się również dostarczyć generałowi Álvarezowi całą broń i sprzęt wojenny zabrane wspomnianym flibustierom”.
Świadkami umowy byli: William Melhado, pochodzący z mieszanej brytyjsko-portugalskiej rodziny kupiec, pełniący obowiązki brytyjskiego agenta konsularnego, oraz amerykański agent konsularny w Trujillo, Edward Prudot. Z tą chwilą los jeńców został ostatecznie przypieczętowany, a życie Walkera znalazło się całkowicie na łasce Honduran.
Gdy tylko wiadomość o porozumieniu została upubliczniona, towarzyszący ekspedycji Walkera korespondent gazety „New York Herald” Charles Allen odwiedził pojmanych flibustierów na pokładzie „Icarusa” w porcie Trujillo. Znalazł ich wszystkich w złym stanie zdrowia i potwornie brudnych. Przy tej okazji przeprowadził wywiad z Walkerem, który wręczył mu oryginalną korespondencję, jaką wymienił 21 sierpnia z komandorem Salmonem, z prośbą o jej opublikowanie. Poprosił również reportera o napisanie pod jego dyktando krótkiego protestu do brytyjskiego dowódcy przeciwko decyzji o wydaniu go w ręce władz honduraskich. Sposób, w jaki Walker podyktował tekst protestu, był spokojny i rzeczowy, dając dziennikarzowi pełną możliwość dokładnego spisania każdego słowa:
PROTEST GENERAŁA WALKERA
Niniejszym protestuję przed cywilizowanym światem, że kiedy poddałem się kapitanowi parowca Jej Królewskiej Mości Icarus, ten oficer wyraźnie otrzymał również mój miecz i pistolet, jak również broń pułkownika Rudlera, a kapitulacja była wyraźnie i w tylu słowach skierowana do niego, jako przedstawiciela Jej Królewskiej Mości.
WILLIAM WALKER. Na pokładzie parowca Icarus, 5 września 1860 roku.
Reakcja na protest Walkera była przewidywalna. Z jednej strony wydawca „New York Herald” James Gordon Bennett skomentował na łamach swojego pisma, że Walker „poddał się komandorowi Salmonowi, jako przedstawicielowi Jej Królewskiej Mości, i ten oficer wydając go słabym i krwiożerczym władzom lokalnym na egzekucję, rzucił plamę na brytyjski honor i brytyjską flagę, której nigdy nie zmyje żadna skrucha ze strony komandora Salmona”. Z drugiej strony przełożony Salmona na Jamajce, komandor Samuel Morrish, donosił Admiralicji w Londynie: „Moim zdaniem komandor Salmon działał dostatecznie szybko i rozsądnie, aby zmiażdżyć to gniazdo żmij, a tym samym uniknąć kłopotów, które powstałyby, gdyby Walker i jego ludzie mogli odejść dalej”. Jakiś czas potem w aktach brytyjskiej Admiralicji znalazła się notatka o następującej treści:
„Tuż po przybyciu do Trujillo, 20 sierpnia, komandor Salmon zastał pana Walkera, flibustiera, w posiadaniu Trujillo. Dwa dni później, 22 sierpnia, stwierdził, że Walker i jego ludzie zniknęli. Próbując ustalić, co się z nimi stało, 3 września po południu wysłał na brzeg kilka łodzi z uzbrojonymi marynarzami i żołnierzami piechoty morskiej, którzy odnaleźli ludzi Walkera niedaleko ujścia rzeki Negro (Rio Negro). Trzy godziny później łodzie wróciły, przywożąc Walkera i 72 jego towarzyszy. Po powrocie do Trujillo, w środę 5 września o godzinie 5 po południu, Salmon wysadził ludzi Walkera na brzeg i przekazał ich lokalnym władzom honduraskim”3.
Rozdział II.
Epoka flibustierów
Lata między zakończeniem wojny meksykańskiej a wybuchem wojny secesyjnej można śmiało nazwać czasem flibustierów.
Amerykański historyk James Mitchell Clarke, 1933 rok
Jak na człowieka, który gromadził prywatne armie, najeżdżał obce ziemie, a nawet tworzył własne rządy i kraje, William Walker nie był kimś, na kogo warto było patrzeć. Miał niecałe 170 centymetrów wzrostu i 55 kilogramów wagi, smukłą sylwetkę i przerzedzone włosy. Posiadał chłopięcą urodę i wydawał się wątły, a jego ciemny strój i łagodne maniery sprawiały, że łatwo go było pomylić z osobą duchowną. Ostatnim, za kogo można było wziąć Walkera, był wojownik. A jednak, jak zauważył jeden ze współczesnych: „Każdy, kto oceniał pana Walkera na podstawie jego wyglądu, popełniał wielki błąd. Przykuwał twoją uwagę pierwszym słowem, jakie wypowiedział, a idąc dalej, czułeś się w pełni przekonany, że nie jest zwykłym człowiekiem”. Charyzmatyczny mimo swego nieciekawego wyglądu, William Walker w dramatyczny sposób ucieleśniał ducha przygody i filozofię Ameryki lat 50. XIX wieku.
Urodzony 8 maja 1824 roku Walker uchodził za cudowne dziecko. Jego ojciec kupiec James Walker przybył do Ameryki ze Szkocji około 1820 roku i osiadł w Nashville w stanie Tennessee. Matka Mary Norvell była córką zasłużonego oficera armii kontynentalnej Jerzego Waszyngtona w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych z Wirginii. William dyplom lekarza uzyskał na Uniwersytecie Pensylwanii w wieku 19 lat, a potem studiował na uniwersytetach w Paryżu, Heidelbergu i Edynburgu. Po powrocie z Europy przez krótki czas praktykował medycynę w Filadelfii, ale nie miał do tego wystarczająco dużo siły i przeniósł się do Nowego Orleanu, aby studiować i praktykować prawo. Znudzony nauką, został wspólnikiem i założycielem liberalnej gazety „New Orleans Crescent”, w której wspólnie ze swoim partnerem Edmundem Randolphem zatrudniał m.in. ambitnego młodego poetę i prozaika Walta Whitmana (1819–1892), uważanego za jednego z prekursorów współczesnej literatury amerykańskiej.
Młody Walker był niespokojnym duchem, nie potrafiącym długo usiedzieć w jednym miejscu. Kiedy jego narzeczona Ellen Martin Gait zmarła podczas śmiertelnej epidemii cholery w 1849 roku, umartwiony opuścił Nowy Orlean i w następnym roku przeniósł się do San Francisco, gdzie był już jego dawny partner, Edmund Randolph4. Był to okres, gdy gorączka złota (gold rush) w Kalifornii trwała w najlepsze, przyciągając obieżyświatów ze wszystkich stron globu. Kalifornię zalali amatorzy przygód, poszukiwacze cennych minerałów, hazardziści i różnej maści łotrzykowie, wśród których niepotrafiący znaleźć sobie dotąd miejsca w życiu Walker wreszcie poczuł się jak w domu. Na krótko wznowił karierę dziennikarską, wydając wraz z „młodym i ognistym” Irlandczykiem Johnem Nugentem gazetę „San Francisco Herald”.
San Francisco, które w 1847 roku liczyło tylko 800 mieszkańców, w ciągu trzech lat wyrosło na tętniącą życiem 50-tysięczną metropolię, którą szybko okrzyknięto gniazdem szerszeni (hornet’s nest) i która z trudem radziła sobie z falą nieprawości i występku. Wkrótce grupa samozwańczych strażników porządku (vigilantes) wzięła prawo w swoje ręce, linczując dwóch mężczyzn na jednej z głównych ulic miasta, aby cały świat mógł zobaczyć, jak karze się zło. Walker i Nugent ostro skrytykowali miejscowych urzędników i sędziów za tolerowanie „fali przemocy” na łamach swojej gazety, w wyniku czego Walker został wyzwany na pojedynek. Zwrócił na siebie uwagę całego kraju, pojedynkując się na rewolwery ze znanym prawnikiem Williamem Hicksem Grahamem w dniu 12 stycznia 1851 roku. Graham był uznanym strzelcem, brał udział w wielu pojedynkach i strzelaninach na Dzikim Zachodzie, nic więc dziwnego, że pierwszy trafił Walkera w udo i poważnie go zranił, sam wychodząc z pojedynku bez szwanku. Trzy miesiące później ledwo wyleczony z ran Walker trafił do więzienia za odmowę zapłacenia grzywny 500 dolarów za obrazę sędziego Eli Parsona i tylko popularność, jaką zyskał po pojedynku z Grahamem, sprawiła, że wielki tłum jego wielbicieli wydostał go zza krat „ze względów konstytucyjnych chroniących wolność prasy”.
Po wyjściu z więzienia Walker zrezygnował z pracy dziennikarskiej i wrócił do praktyki prawniczej w kalifornijskim mieście Marysville, gdzie zaczął się aktywnie interesować lokalną polityką. Jego uwagę przykuła zwłaszcza niestabilna sytuacja w sąsiednich meksykańskich stanach Dolna Kalifornia (Baja California) i Sonora. Śledząc wydarzenia za południową granicą, Walker doszedł do wniosku, że zarówno rządy Meksyku, jak i Stanów Zjednoczonych nie są w stanie chronić cywilnej ludności tych regionów przed najazdami Indian z plemienia Apaczów. Wiosną 1852 roku Walker, przekonany o tym, że mógłby znaleźć rozwiązanie tego problemu, wspólnie z nowym partnerem Henrym P. Watkinsem i dwoma innymi prawnikami, nawiązał kontakt z grupą podobnie myślących przedsiębiorców z górniczego okręgu Placer (Placer County), niedaleko Sacramento. Wspólnie uradzili wysłać swego przedstawiciela Fredericka Emory’ego do portowego miasta Guaymas w Sonorze w celu złożenia petycji do rządu meksykańskiego o przyznanie im dotacji umożliwiającej utworzenie w pobliżu miasteczka Arizpe amerykańskiej kolonii górniczej. W zamian mieli zapewnić ochronę północnej granicy Sonory przed napadami Apaczów z Arizony i Nowego Meksyku.
Zanim jednak Emory wybrał się do Meksyku, francuski awanturnik i przedsiębiorca z Avignonu hrabia Gaston de Raousset-Boulbon (1817–1854), który po utracie swojego majątku w wyniku rewolucji 1848 roku we Francji przybył do Kalifornii latem 1850 roku, sam wylądował w Guaymas i rozpoczął zasiedlanie własnej kolonii. Raousset-Boulbon przywiózł ze sobą do Sonory kilkuset Francuzów, którzy w przekonaniu Meksykanów mieli podjąć pracę w starej kopalni srebra. W tym czasie rząd meksykański prezydenta Mariano Aristy wprowadził w życie szereg udogodnień, które zezwalały osobom spoza Stanów Zjednoczonych (z powodu strachu przed utratą dalszych terytoriów na rzecz Amerykanów w wyniku niedawnej wojny amerykańsko-meksykańskiej) zaludniać niezamieszkane obszary północnego pogranicza Meksyku i chronić nielicznych „cywilizowanych” mieszkańców tych ziem przed atakami Indian przybywających z drugiej strony granicy.
Raousset-Boulbon odbył swoją pierwszą podróż do Meksyku w lutym 1852 roku. W Mieście Meksyk spotkał francuskiego konsula André Levasseura, który przedstawił go inwestorom górniczej firmy La Compania Restauradora, eksploatującej kopalnie srebra w północnym Meksyku. Siódmego kwietnia Francuz podpisał umowę z przedstawicielami kompanii, na mocy której został wyznaczony (wspólnie z przydzielonym do pomocy „agentem” z San Francisco) do zbadania obszarów w północnej Sonorze, podjęcia wydobycia cennych minerałów i odkrycia innych dóbr tej krainy oraz wzięcia ich w posiadanie.
Hrabia wrócił do Kalifornii i gdy tylko uzyskał pozwolenie, zwerbował oddział liczący około 270 ludzi z dużym zapasem broni i żywności. Dziewiętnastego maja wypłynął z San Francisco na statku „Archival Gracie” i dwa tygodnie później przybył do Guaymas, gdzie został uroczyście powitany przez mieszkańców miasta i władze Sonory. Do nadzoru nad francuską ekspedycją Meksykanie wyznaczyli generała Miguela Blanco, ale Raousset-Boulbon często ignorował meksykańskiego dowódcę, mówiąc, że próbował wypełnić warunki umowy, ale nie otrzymał pomocy ze strony generała, który „zwyczajnie pozostawał bierny”. Wyprawa przeniosła się do stolicy Sonory Hermosillo, potem do miasta Ures i jeszcze dalej na północ, aż trafiła do Arizpe. W sierpniu 1852 roku władze meksykańskie zdały sobie wreszcie sprawę z buntowniczej postawy francuskiej ekspedycji i wydały rozkaz zorganizowania spotkania z jej przywódcą w Ures. Raousset nigdy się tam nie stawił, w związku z czym uznano go za buntownika.
We wrześniu Francuz i jego kompania stanęli w pustynnym miasteczku Páric w środkowej Sonorze, gdzie odparli atak wojsk meksykańskich. Po zwycięstwie dowódca podarował swoim ludziom flagę z francuskimi kolorami i napisem „Indepéndance de Sonora”. W październiku generałowie Cayetano Navarro i Blanco zmierzyli się z siłami buntowników w nierozstrzygniętej bitwie koło Hermosillo. Czwartego listopada podpisano traktat o rozwiązaniu francuskiej ekspedycji, który gwarantował jej uczestnikom bezpieczny wyjazd z kraju. Ostatecznie pokonany hrabia wrócił do San Francisco w marcu 1853 roku.
Po kapitulacji Francuzów i ich ewakuacji z Guaymas, w Kalifornii nasiliły się pogłoski o planach kolejnych wypraw do Sonory. Kiedy hrabia Raousset-Boulbon powrócił do San Francisco, został potraktowany jak bohater. Miesiąc później zaczęto mówić, że ma zostać dowódcą nowej, dużej międzynarodowej ekspedycji do Sonory liczącej 1500 ludzi: Amerykanów, Francuzów oraz Niemców, która miła być gotowa do wypłynięcia w bardzo krótkim czasie. Ostatecznie do wyprawy nie doszło, prawdopodobnie w wyniku sprzeciwu francuskiego konsula w San Francisco Guillaume Patrice Dillona i jego odpowiednika w Guaymas, Josepha Calvo.
W maju Walker miał odbyć w San Francisco „poufną” rozmowę z hrabią Raousset-Boulbonem. Zaproponował mu współpracę, ale Francuz odmówił, ponieważ – jak powiedział później – działał na rzecz realizacji własnych celów, a poza tym „obecność Amerykanów w jego szeregach mogła zantagonizować mieszkańców Sonory”. W rzeczywistości jego projekt wkrótce upadł, ponieważ przedsiębiorcy, którzy przedtem zgodzili się go sfinansować, wycofali się z niepewnej umowy.
Niezrażony odmową Raousset-Boulbona, Walker przekonał swego druha Watkinsa, aby wspólnie zrealizować niedokończoną misję Emory’ego. Piętnastego czerwca obaj wspólnicy wypłynęli z San Francisco do Sonory na pokładzie małego wyczarterowanego brytyjskiego brygu „Arrow”. Przybyli do Guaymas wieczorem 30 czerwca, ale prefekt miasta generał Cayetano Navarro i kapitan portu Antonio Campuzano od razu nabrali podejrzeń wobec amerykańskich przybyszów, którzy nie posiadali dokumentów wymaganych przez władze meksykańskie. Jak wspominał później inny partner prawny Walkera James L. Springer, który mu towarzyszył w rejsie do Sonory: „Na nieszczęście dla pana Walkera, konsul Meksyku w San Francisco płynący poprzednim statkiem, poinformował władze w Guaymas, aby nie zezwalały na to, by pan Walker pod jakimkolwiek pretekstem udał się do wnętrza kraju, ponieważ zamierzał to zrobić w zdradliwym celu”.
Zaniepokojony Walker zwrócił się z prośbą o pomoc i interwencję u władz meksykańskich do amerykańskiego konsula w Guaymas, Juana A. Robinsona, ale niczego nie wskórał. Obecny przy rozmowie siostrzeniec konsula Tobin Robinson Warren, opisał w swoich wspomnieniach, jakie wrażenie wywarł na nim Walker:
„Podczas krótkiej wizyty tego późniejszego złoczyńcy, piszący te słowa miał okazję dobrze mu się przyjrzeć i znalazł się wielce pod wrażeniem jego przebiegłości i zdecydowanego charakteru. Bo chociaż optymistyczny w temperamencie i szalenie pewny sukcesu, wykazywał taki ekstremalny poziom ostrożności, że prawie udało mu się rozbroić podejrzenia samych Meksykanów przed wyjazdem od nich. Chcąc spojrzeć na Williama Walkera, można by go prawie uznać za twórcę i głównego inicjatora tego zdesperowanego przedsięwzięcia, jakim była inwazja stanu Sonora. Jego wygląd przypominał wszystko inne, tylko nie dowódcę wojskowego. Mniej niż średniego wzrostu i bardzo szczupły, nie wyobrażam sobie, żeby ważył sto funtów. Jego włosy są jasne i kręcone, podczas gdy jego prawie białe brwi i rzęsy kryły pozornie pozbawione źrenic, szare, zimne oczy, a jego twarz pokrywała masa żółtych piegów. Cały wyraz jego twarzy był bardzo ciężki. Ubranie, jakie nosił, było nie mniej niezwykłe niż jego osoba. Na głowie miał białą futrzaną czapę, której długi ogon falował na wietrze, i która razem z bardzo źle wykonanym, krótkim w stanie niebieskim płaszczem ze złoconymi guzikami i parą szarych pantalonów bez ramiączek, składały się na osobę tak niewłaściwie wyglądającą, jak ktoś, kogo można spotkać podczas codziennego spaceru.
Wyobraźcie sobie, że tak ubrana postać zjawiła się w Guaymas przy temperaturze 100° [Farenheita – przyp. J.W.], podczas gdy każdy inny człowiek był ubrany w lekki strój na biało. Rzeczywiście, strach Meksykanów przed najeźdźcami zniknął w połowie, kiedy zobaczyli w ich Wielkim Wodzu taki niepozornie wyglądający okaz. Ale każdy, kto oceniał pana Walkera na podstawie jego wyglądu, popełniał wielki błąd. Niezwykle milczący, siedział przez godzinę w towarzystwie, nie otwierając ust. Ale kiedy był czymś zainteresowany, przykuwał twoją uwagę pierwszym słowem, jakie wypowiedział, a gdy kontynuował, czułeś się przekonany, że nie był zwykłym człowiekiem. Dla kilku zaufanych przyjaciół był najbardziej entuzjastycznie nastawiony do swojego najdroższego projektu, ale poza rozmową z tymi bezpośrednio zainteresowanymi, nigdy nie poruszał tego tematu”.
Zakłopotani okolicznościami meksykańscy oficjele oświadczyli, że muszą najpierw otrzymać instrukcje od swojego zwierzchnika, komendanta generalnego i wielokrotnego gubernatora Sonory Manuela Marií Gándary, mającego siedzibę w odległym o 240 kilometrów na północ Hermosillo, po czym odmówili Amerykanom zgody na podróż w głąb kraju. Nauczony smutnym doświadczeniem z hrabią Raousset-Boulbonem, kapitan Campuzano w liście do komendanta Gándary nie tylko wskazał na naruszenie przez obcych przybyszów prawa wjazdu do Meksyku, ale wyraził swoje dalsze podejrzenia, pisząc: „Wasza Ekscelencja z pewnością zauważy, że ich intencją jest bez wątpienia zagarnięcie części terytorium Meksyku”. Jednocześnie nazwał Walkera „głównym promotorem tej przerażającej amerykańskiej inwazji”. Wszyscy wiedzieli, że Sonora jest bogata w złoża srebra i Meksykanie podejrzewali, że Walker zamierzał tam założyć własne państwo. Rzeczywiście, zaledwie kilka tygodni przed wyjazdem z San Francisco do Guaymas wydrukował i rozpoczął sprzedaż obligacji ze znaczkiem opatrzonym inskrypcją „Republika Sonory” (Republic of Sonora).
Ostrzeżony przez kapitana Campuzano komendant Gándara nakazał zatrzymać Walkera i Watkinsa, ale konsul Robinson, który był wtajemniczony w plany założenia kolonii, użył swoich wpływów wśród lokalnych urzędników i uchronił ich przed aresztowaniem. W międzyczasie Gándara zmienił zdanie i zaprosił obu gości do złożenia wizyty w Hermosillo. Jednak wieści o napadach Apaczów grasujących w pobliżu Guaymas wystraszyły Walkera i Watkinsa, którzy wsiedli na statek i po sześciu tygodniach nieobecności wrócili do San Francisco 16 lipca. Pomimo fiaska swojej misji Walker doszedł do przekonania, że „relatywnie mała grupa Amerykanów może zająć pozycję na granicy Sonory […] za zgodą lub bez gody rządu meksykańskiego”.
Wkrótce po powrocie z Guaymas Walker postanowił założyć własną republikę w Meksyku. Nie mógł wybrać bardziej korzystnego czasu, aby spróbować swoich sił w procesie budowy nowego państwa. Amerykańska niepodległość miała zaledwie 60 lat, a zuchwały młody amerykański orzeł szeroko rozwijał skrzydła do lotu. Wcześniej naród amerykański stoczył dwie wojny z Wielką Brytanią i – jak zauważył jeden z wczesnych kronikarzy: „Sukces w walce o byt wytworzył nieograniczony egotyzm i pewność siebie”. Wielu Amerykanów uważało, że ekspansja terytorialna jest nie tylko prawem, ale i obowiązkiem. Waszyngtoński dziennikarz i demokratyczny podżegacz motłochu John L. O’Sullivan nadał tej wierze w słuszność nieokiełznanego posłannictwa narodowego nazwę „Objawione Przeznaczenie” (Manifest Destiny)5.
Stany Zjednoczone w wyniku wojny z Meksykiem (1846–1848) odebrały już swemu południowemu sąsiadowi ogromne połacie ziemi, dołączając do Unii Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę i Kalifornię, a jeszcze wcześniej odkupiły od Francji rozległe Terytorium Luizjany (1803). Teraz ich apetyt przyciągała Ameryka Środkowa, podobnie jak hiszpańskie Hawaje, Portoryko, Filipiny i Kuba. I chociaż Stany Zjednoczone podpisały w 1850 roku traktat z Wielką Brytanią, zapewniający pokojowe zharmonizowanie rywalizujących interesów brytyjskich i amerykańskich w Ameryce Środkowej, amerykańscy poszukiwacze przygód uznali ten układ za niewielką przeszkodę do realizacji swoich awanturniczych planów6. Ludzie ci stali się znani jako „flibustierzy” (filibusters).
Dla większości współczesnych Amerykanów termin „filbustering” kojarzy się z obstrukcją parlamentarną w wykonaniu ważnych polityków, „którzy chcą utopić projekty ustawodawcze przeciwników w morzu słów”. W latach 40. i 50. XIX wieku określenie „flibustier” miało jednak inne, ciemniejsze i bardziej egzotyczne znaczenie. Termin pochodzi od holenderskiego słowa vrijbuiter, które tłumaczy się jako freebooter („rozbójnik” albo „morski rozbójnik”). Hiszpanie zniekształcili tę nazwę, a od ich terminu filibustero wywodzi się wersja angielska, która oznaczała rabusia lub pirata. Krótko mówiąc, dotyczyło to „awanturników, którzy w ciągu dekady poprzedzającej wojnę secesyjną zajmowali się wyposażaniem i prowadzeniem z prywatnej inicjatywy wypraw zbrojnych z terenu Stanów Zjednoczonych przeciwko innym narodom, z którymi kraj ten pozostawał w zgodzie”. Niektórzy z tych poszukiwaczy przygód zamierzali przyłączyć swoje nowe kolonie do Stanów Zjednoczonych, a ponieważ stany południowe szczególnie wspierały i zachęcały flibustierów, nowo nabyte ziemie miały się przyłączyć do Unii jako stany niewolnicze. Inni po prostu szukali sposobności, aby siłą wykroić z cudzego terytorium prywatne lenna i zbić przy tym majątek.
Po powrocie do San Francisco Walker zaczął gromadzić ludzi i broń do planowanej inwazji, aby „uwolnić Sonorę od niedbalstwa i tyranii rządu generała Santa Anny”. Otworzył biuro rekrutacyjne i sprzedawał działki ziemi w przyszłej „Republice Sonory”, przyciągając ochotników i gromadząc wystarczająco dużo pieniędzy na sfinansowanie wyprawy. Większość jego rekrutów stanowili mieszkańcy amerykańskiego Południa: weterani wojny meksykańskiej, pechowi poszukiwacze złota oraz zwykli awanturnicy poszukujący przygód i okazji do grabieży. Flibustering był jednak niezgodny z prawem, a w październiku 1853 roku, kiedy amerykański dowódca w Kalifornii pułkownik Ethan Allen Hitchcock usłyszał o planach Walkera, skonfiskował jego bryg „Arrow” (przychylny sąd federalny wkrótce nakazał zwolnienie statku). Jednocześnie ogłoszono, że dowódca armii w regionie będzie przestrzegać poleceń wydanych przez gabinet ustępującego prezydenta Millarda Fillmore’a i że „wyprawa nigdy nie otrzyma pozwolenia na przekroczenie linii posterunków wojskowych zlokalizowanych na południu kraju”.
Nie mogąc przekroczyć granicy lądem, Walker zmienił swoje plany i postanowił zaatakować Sonorę od strony morza. Piętnastego października w nocy on i jego rekruci zebrali się w porcie w San Francisco i rankiem następnego dnia popłynęli do Meksyku na pokładzie brygu „Caroline”, dowodzonego przez kapitana Howarda Snowa. Dwudziestego ósmego października wylądowali w porcie Cabo San Lucas w południowej części Półwyspu Kalifornijskiego, gdzie zamierzali poczekać na zapasy i dodatkowych ludzi. Chociaż ostatecznym celem była zanarchizowana i częściowo niezależna od rządu centralnego Sonora, przed udaniem się do celu Walker postanowił założyć przyczółek w stanie Dolna Kalifornia. Trzeciego listopada ze swoją grupą liczącą 45 uzbrojonych flibustierów pod komendą kapitana Charlesa Gilmana, nazywających się Pierwszym Niezależnym Batalionem (First Independent Battalion), przypłynął pod meksykańską flagą do stolicy Dolnej Kalifornii La Paz. Następnie w ciągu pół godziny zajął miasto, pojmał ustępującego gubernatora pułkownika Rafaela Espinosę i triumfalnie wzniósł opatrzony dwiema gwiazdami sztandar nowej Republiki Dolnej Kalifornii (Twin-Star Republic albo Republic of Baja California). Piątego listopada schwytał jeszcze przybyłego statkiem „Neptune” z miasta Mazatlán, nieświadomego najazdu flibustierów nowego gubernatora Dolnej Kalifornii, pułkownika Juana Climaco Rebolledo.
Walker ogłosił cały półwysep „wolnym, suwerennym i niezależnym” krajem, mianował się prezydentem i na zawsze wyrzekł się wszelkiej lojalności wobec Meksyku, mówiąc: „Republika Dolnej Kalifornii jest odtąd wolną, suwerenną i niezależną, rezygnując ze swoich więzi z Meksykiem”. Zastrzegł ponadto, że jego nowa domena będzie stosowała ten sam system prawny, który obowiązywał w Luizjanie, w tym prawnie usankcjonowane niewolnictwo. „Celem tych ludzi po opuszczeniu Kalifornii – powiedział później sam Walker o swoich towarzyszach – było dotrzeć do Sonory i nawet ich niewielka liczba nie przeszkodziła im wylądować w La Paz. W ten sposób, zmuszeni do uczynienia z Dolnej Kalifornii pola operacji przed nabraniem sił do inwazji Sonory, znaleźli na półwyspie wymaganą organizację polityczną”.
W takich okolicznościach narodziła się samozwańcza Republika Dolnej Kalifornii, a 45 flibustierów Walkera zdobyło wątpliwą sławę, wchodząc w listopadzie 1853 roku na karty historii jako jej ojcowie założyciele. Szóstego listopada Walker wrócił do Cabo San Lucas, ponieważ dotarła do niego wiadomość, że meksykańskie wojsko zmierza do La Paz, aby go schwytać. Dwa dni później opuścił na pokładzie „Caroline” Cabo San Lucas i przeniósł się na północ do leżącego bliżej granicy amerykańskiej miasta Ensenada de Todos Santos.
Po przybyciu 29 listopada do Ensenady Walker nie marnował czasu. Natychmiast podniósł nową flagę na brzegu i przeniósł siedzibę swojej republiki do samotnego domu z gliny stojącego w porcie, któremu potem nadał nazwę Fort McKibbin7. Zaraz po przyjeździe zebrał wszelkie możliwe informacje na temat spraw lokalnych, aby móc zaplanować swoje następne ruchy. Samozwańczy prezydent zorganizował rząd tymczasowy i ogłosił, że jego nowy mały kraj jest otwarty na handel światowy. Mianował Fredericka Emory’ego swoim „sekretarzem stanu” i ostatniego dnia listopada wysłał go wraz z dwoma innymi ludźmi do San Diego w Kalifornii, aby pozyskali żywność i ludzi do wsparcia jego sprawy. W San Diego Emory otworzył nowe biuro rekrutacyjne pod flagą „Republiki Dolnej Kalifornii”, a 3 grudnia opublikował w gazecie „San Diego Herald” przesłanie Walkera skierowane do narodu amerykańskiego, w którym jego autor, wyjaśniając motywy swojego działania, stwierdził, że „aby rozwijać zasoby Dolnej Kalifornii i wprowadzić tam odpowiednią organizację społeczną, konieczne było jej usamodzielnienie”. Dwa dni później Emory wsiadł na parowiec „Goliath” i 7 grudnia przybył do San Francisco, gdzie natychmiast zaczął rozpowszechniać wieści o powstaniu „nowej republiki” w nadziei zdobycia pieniędzy i nowych rekrutów dla Walkera.
Kiedy wiadomość o zdobyciu przez Walkera La Paz rozeszła się po San Francisco, pobór do jego oddziałów nabrał tempa. Na ulicach miasta pojawiły się flagi samozwańczej republiki, a lokalne gazety triumfalnie odtrąbiły „wielkie zwycięstwo” Walkera. „Na ulicach i w barach o każdej porze dnia i nocy można było widzieć grupy ludzi, dyskutujących o perspektywach wyprawy i różnych osobach z nią związanych” – pisał tamtejszy dziennik „Daily Alta California”. Pięć dni po przyjeździe Emory’ego, były partner prawny Walkera Henry Watkins wsiadł na statek „Anita” i popłynął do Meksyku z kolejnymi 230 rekrutami oraz dwoma mosiężnymi działami.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. W sierpniu 1849 r. rząd Nikaragui podpisał umowę z amerykańskim przedsiębiorcą Corneliusem Vanderbiltem, dającą mu wyłączne prawo do budowy lądowo-wodnej trasy tranzytowej przez Nikaraguę, która była częścią większego projektu przewozu pasażerów ze wschodu Stanów Zjednoczonych do Kalifornii. [wróć]
2. Henry swoją karierę wojskową rozpoczął w szeregach amerykańskiego wojska podczas wojny meksykańskiej, odznaczając się niezwykłą odwagą. 13 września 1847 r. w bitwie pod zamkiem Chapultepec, który bronił wejścia do Miasta Meksyk, „był jednym z pierwszych szturmujących, którzy wspięli się na mury zamku, i choć poważnie ranny, nie zatrzymał się, dopóki nie znalazł się w obrębie murów fortu”. [wróć]
3. W uznaniu swojego osiągnięcia, w grudniu 1860 r., komandor Newell Salmon (1835–1912) otrzymał oficjalne podziękowania od kierownictwa brytyjskiego Ministerstwa do Spraw Kolonii (Colonial Office) i Ministerstwa Spraw Zagranicznych (Foreign Office), które „wyraziły swoją wdzięczność za jego gorliwe i humanitarne postępowanie” w czasie, gdy część podległej mu załogi „została zaatakowana przez febrę”. Później Salmon otrzymał także złoty medal od połączonych rządów państw środkowoamerykańskich. [wróć]
4. Walker wypłynął z Nowego Orleanu do Panamy 15 czerwca 1850 r. na pokładzie parowca SS „Ohio” i po przedostaniu się lądem na wybrzeże Oceanu Spokojnego udał się stamtąd innym parowcem do San Francisco. [wróć]
5. John O’Sullivan (1813–1895) był redaktorem i wydawcą magazynu „The United States Magazine and Democratic Review”, organu prasowego Partii Demokratycznej i gazety jej zwolenników. Po raz pierwszy napisał o „Objawionym Przeznaczeniu” w 1845 r. podczas dyskusji na temat konieczności aneksji Teksasu i nieuchronności amerykańskiej ekspansji na kontynencie. [wróć]
6. Artykuł wprowadzający traktat amerykańsko-brytyjski z 1850 r. obiecywał zneutralizowanie Ameryki Środkowej, której żaden z sygnatariuszy nie będzie „okupować, nie umocni, nie skolonizuje, nie przejmie, ani nie będzie sprawować żadnej dominacji”. [wróć]
7. Fort nazwano tak na cześć por. Johna P. McKibbina z Illinois, pierwszego oficera z oddziału Walkera poległego w walce z Meksykanami w Ensenadzie 5 grudnia 1853 r. [wróć]
