Krew Imperium - Brian McClellan - ebook + książka

Krew Imperium ebook

Brian McClellan

4,6

Opis

Fani Prochowych Magów McClellana będą zachwyceni mogąc wrócić do tego fascynującego świata, gdzie magia i technologia splatają się na tle skomplikowanych relacji i niepewnych sojuszy… lektura pochłaniająca czytelnika bez reszty”. - RT Book

Gdy nadchodzi czas ostatecznej bitwy najemnik, szpieg i generał muszą zawiązać niebezpieczne i nieprawdopodobne sojusze by przechylić szalę zwycięstwa.

Dynizyjczycy złamali zaklęcia pętające magię Kamienia Bogów. Michel Bravis uczyni co w jego mocy, by przeszkodzić najeźdźcom w użyciu artefaktu – nieważne, czy będzie to sianie zamętu w szeregach wroga, czy wzniecenie buntu Palo.

Na drodze inwazji Bena Styke’a na Imperium Dynizyjskie staje potężny sztorm. Gdy Ben staje na brzegu z dwudziestoma zaledwie Lasjerami, musi polegać na sprycie, a nie swej sile. Musi zdobyć sojuszników w obcym kraju, nie bacząc na to, że płonie w nim chęć walki.

Pozbawiona magii, fizycznie i emocjonalnie złamana, Lady Vlora Krzemień maszeruje na Landfall na czele adrańskiej armii. Pragnie zemsty na tych, którzy stanęli przeciwko niej i dopuścili się zdrady. Podczas gdy politycy knują by zniszczyć ja od wewnątrz, Vlora szykuje się do bitwy, której nie można wygrać

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 828

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (149 ocen)
101
37
10
1
0

Popularność




Tom 1 • Obietnica krwi

Tom 2 • Krwawa kampania

Tom 3 • Jesienna republika

Sługa korony

Tom 1 • Grzechy Imperium

Tom 2 • Gniew Imperium

Tom 3 • Krew Imperium

Brandonowi Sandersonowi, który jako pierwszy profesjonalista uwierzył w moje pisanie i nauczył mnie, jak utrzymać się z tej dziwnej pracy

Prolog

Ka-Sedial medytował, siedząc w plamie światła na najwyższym piętrze budynku, który niegdyś stanowił miejską siedzibę lady kanclerz w Górnym Landfall. Pokój był naprawdę wspaniały, wypełniony dziełami sztuki, instrumentami astronomicznymi, rzadkimi księgami i przestrzennymi łamigłówkami – pokój zabaw kogoś, kto na edukację spogląda z pasją. Ka-Sedial nie zmienił tu prawie niczego od dnia, w którym zajął miasto, i doszedł do wniosku, że polubiłby poprzednią właścicielkę. On i Lindet mogliby wieść interesujące dyskusje, zanim ściąłby pani kanclerz głowę.

Siedział na wyściełanym stołku, zwrócony twarzą ku wschodowi, a zarazem ku przepięknemu witrażowi w oknie, z zamkniętymi oczyma, i cieszył się chwilą ciszy. Cisza i spokój były w jego przypadku rzadkim luksusem. Sedial zastanawiał się, czy w nadchodzących dniach zdoła zaznać ich nieco więcej. Rządzenie było obowiązkiem, straszną odpowiedzialnością, z którą niewielu umiało sobie poradzić z powodzeniem.

Pukanie do drzwi przerwało te rozmyślania i Sedial potarł oko, próbując pozbyć się uciążliwego bólu, pulsującego gdzieś na dnie oczodołu, po czym złożył dłonie na kolanach.

– Wejść.

Za uchylającymi się drzwiami ukazała się twarz mężczyzny w średnim wieku, o kwadratowej szczęce, a rysach ostrych i zdecydowanych, przywodzących na myśl wojskowego. Przybysz był średniego wzrostu, jednakże ramiona miał potężne i naznaczone czarnymi tatuażami ludzi-smoków. Ji-Noren pełnił, oficjalnie przynajmniej, rolę strażnika Sediala. W rzeczywistości był szpiegiem, mistrzem sztuk wojennych i jednym z kilkunastu ludzi-smoków, którzy woleli lojalności dochować Sedialowi, nie imperatorowi.

– Tak? – zapytał go Ka-Sedial.

– Znaleźliśmy dziewczynę.

– Dziewczynę?

– Tę, którą dałeś Ichtracii.

Sedial prychnął na wspomnienie swej zdradzieckiej wnuczki.

– Przyprowadź.

Minęło trochę czasu, zanim Ji-Noren wprowadził drobniutką Palo, mniej więcej dziewiętnastoletnią, niewątpliwie bardzo atrakcyjną – oczywiście gdyby Sedial był na tyle młody, by znajdować przyjemność w towarzystwie takich dziewcząt. Zadygotała, gdy Ji-Noren położył jej dłoń na ramieniu. Pochodziła z jednej z tych biednych rodzin, żyjących w straszliwych slumsach zwanych Ognistą Jamą. Miała być czymś w rodzaju pokojowego daru dla Ichtracii, niewolnicą, z którą Uprzywilejowana mogłaby uczynić, co tylko zechce. A Ichtracia po prostu uwolniła dziewczynę, ignorując rozkazy dziadka.

Sedial spoglądał na Palo przez chwilę i sięgnąwszy ku niej swą magią, starał się odszukać jakikolwiek ślad wnuczki. Gdyby spędziły razem choć trochę czasu, znalazłby coś, najlżejsze echo.

Nic.

Z rękawa dobył skórzane etui, które rozwinął, odsłaniając kilka fiolek i igieł. Wyciągnął jedną z metalowych drzazg.

– Daj mi rękę.

Dziewczyna gwałtownie wciągnęła powietrze. Oczy uciekły jej w głąb czaszki, jak u ogarniętego paniką konia, i niewiele brakowało, a Sedial poleciłby Norenowi wbić jej nieco rozumu do głowy siłą. Zamiast tego jednak sam pochwycił niedoszłą niewolnicę za nadgarstek. Przekłuł żyłę na grzbiecie drobnej dłoni i rozmazał kroplę krwi opuszką kciuka, po czym zwolnił chwyt.

Zignorował przerażone skomlenie dziewczyny i spojrzeniem przywarł do plamki szkarłatu. Odetchnął płytko kilka razy i dotknął krwi swą magią, czuł, jak tworzy się most między jego ciałem a ciałem dziewczyny, między jego umysłem a jej.

– Kiedy widziałaś Ichtracię po raz ostatni? – zapytał.

Dolna warga dziewczyny zadrżała. Sedial delikatnie zwiększył nacisk magii i z ust małej Palo polały się słowa.

– Ani razu od dnia, gdy zostawiłeś mnie z nią. Odesłała mnie w kilka minut po twoim odejściu!

– I nie miałaś z nią później żadnego kontaktu?

– Nie!

– Wiesz, gdzie może się ukrywać?

– Nie wiem, Wielki Ka! Wybacz mi!

Sedial westchnął, starł krew z kciuka, używając czystej szmatki ze stołu za plecami. Wsunął igłę do etui i ponownie je zawinął, po czym machnął dłonią, odprawiając dziewczynę.

– Ona nic nie wie. Niech wraca do Jamy.

Ji-Noren pochwycił młodą Palo za ramię, ale ona ani drgnęła, tylko, szczękając zębami, utkwiła wzrok w Sedialu.

– Czy ty...

– Co, moja droga? – spytał zniecierpliwiony. – Czy nie zamierzam cię torturować? – Posłał jej swój najlepszy dziadkowy uśmiech. – Wierz mi, gdybym tylko sądził, że to by coś dało, byłabyś już w drodze do mych Kościanych Oczu. Ale jesteś przypadkową osobą, pozbawioną silnej woli, a bez względu na to, co o mnie słyszałaś, nie rozgniatam robaków jedynie z czystej złośliwości. Tylko z konieczności. – Raz jeszcze machnął dłonią i chwilę później po dziewczynie nie było śladu.

Ji-Noren powrócił po kilku minutach. Stał przy drzwiach pogrążony w milczeniu, podczas gdy Sedial próbował ponownie zanurzyć się w błogostan medytacji, jaki ogarnął go wcześniej. Bezskutecznie. Chwila spokoju przeminęła. Głowa go bolała. Miejsce za okiem pulsowało dotkliwie za każdym razem, gdy Sedial używał magii. Westchnął nieznacznie i dźwignął się na nogi. Podszedł do biurka po przeciwnej stronie pomieszczenia, usiadł i zaczął podpisywać rozkazy przeniesienia robotników Palo z budowania domów w północnej części do nowej fortecy wznoszonej na południu.

– Czy możemy odnaleźć Ichtracię w inny sposób? – zapytał cicho Ji-Noren.

– Nie – odparł Sedial. Prześledził spojrzeniem treść rozkazu i opatrzył dokument podpisem u dołu. – Nie możemy. Zwykłe sposoby zawiodły, przesłuchaliśmy każdego, kto miał z nią jakikolwiek związek.

– A sposoby magiczne?

– Uprzywilejowani z Dynizu nauczyli się chować przed Kościanymi Oczami już dawno temu. Nawet krew naszej rodziny nie wystarczy, bym przełamał jej obronę.

– A ten szpieg? Bravis?

Sedial spojrzał na posiniały nadgarstek. Siniec był sprawką jednej z wnuczek, Ichtracii, i jej czarów, ból za okiem – drugiej.

– Ka-poel go ochrania – powiedział cicho i podniósł wzrok ku pudełku na półce. Pudełko zawierało palec szpiega i kilka fiolek z jego krwią. Okazały się bezużyteczne, mimo to Sedial je zatrzymał.

– Poszerzyłem zakres poszukiwań do trzystu mil – oznajmił Ji-Noren. – Złapiemy ich.

To zapewnienie rozpaliło w piersi Sediala iskrę furii. Zdusił ją, podpisując się na kolejnym dokumencie i przykładając oficjalną pieczęć. Nie powinien w ogóle potrzebować żołnierzy przeszukujących piwnice i strychy w poszukiwaniu wnuczki i tego plugawego szpiega. Był przecież najpotężniejszym Kościanym Okiem na świecie. Znalezienie zbiegów powinno być dlań kwestią jednej myśli.

Miejsce za okiem znów zapulsowało. Tak czy inaczej, drugim najpotężniejszym Kościanym Okiem. I mimo bólu czuł odrobinę dumy z Ka-poel. Byłaby niesamowitą uczennicą albo potężną ofiarą. Tą drugą jeszcze mogła zostać.

– Ichtracia i szpieg albo są po drugiej stronie kontynentu, albo ukrywają się pod naszymi nosami. Skoncentruj poszukiwania w mieście. – Znów wstał i rozprostowując grzbiet, posłał Ji-Norenowi szeroki uśmiech. – Ka-poel rozmieniła swoje siły na drobne. Chroni swą magią dziesiątki ludzi, zamiast użyć jej jako broni. Gdyby nie była tak rozproszona, toby mnie zabiła.

Ji-Noren zmarszczył brwi, jakby nie do końca rozumiał, dlaczego to dobra wiadomość. Sedial poklepał go po ramieniu.

– Będzie nadal robić ten sam błąd. W końcu osłabnie na skutek moich ataków i wtedy ją złamię.

– Aha. A wiemy, gdzie ona jest?

– Na zachodzie. Nie jestem pewien, gdzie dokładnie, ale zakładam, że szuka pozostałych kamieni bogów.

– Nie wie, że już je mamy.

– Owszem, podejrzewam, że tego nie wie. – Sedial odwrócił się do człowieka-smoka. – Nadal się krzywisz.

– Wielu mamy tu wrogów – stwierdził Ji-Noren.

– Jak się spodziewaliśmy.

– Więcej, niż się spodziewaliśmy. I o wiele potężniejszych. Czytałeś, panie, raporty o tym, co tych dwoje magów prochowych zrobiło z siłami wysłanymi śladem lady Krzemień?

Sedial zignorował pytanie. Po jednym kłopocie naraz.

– Nie obawiaj się, przyjacielu. – Przeszedł przez pokój, kierując się ku drzwiom. Zbliżała się pora herbaty i może Sedial będzie mógł się nią delektować, zanim kolejny posłaniec przybędzie z jakimś niedorzecznym problemem, który wymaga rozwiązania. – Wygraliśmy niemal wszystkie bitwy stoczone na tym przeklętym kontynencie. Mamy dwa kamienie bogów. Kiedy przełamiemy zaklęcia Ka-poel nałożone na ten z Landfall, będziemy mogli działać.

– A lady Krzemień z tą nową adrańską armią na północy? – nie ustępował Ji-Noren. – Oni mają trzeci kamień.

– Ale nie wiedzą, jak go użyć. – Sedial zamilkł na moment, po czym podjął pokrzepiającym tonem: – Mają, ile tam? Trzydzieści tysięcy żołnierzy? Tylko w tamtym regionie mamy nad nimi przewagę jeden do czterech.

– Teraz mają Uprzywilejowanych i magów prochowych.

– To ich podkupimy – oświadczył Sedial. – Delegacja adrańska będzie bardziej spolegliwa niż uparta lady Krzemień. Może i zyskała armię, ale razem z armią dostała całą politykę Dziewięciu. Spodziewam się, że ta druga okaże się trudniejsza do opanowania niż pierwsza. – Położył dłoń na klamce i w tym samym momencie po drugiej stronie drzwi rozbrzmiały czyjeś pospieszne kroki. Sedial wywrócił oczami i otworzył. Za progiem zobaczył pokrytego potem i kurzem posłańca, który zatrzymał się, dysząc ciężko. – O co chodzi? – spytał ostro Sedial.

– Udało nam się, panie.

Sedial spojrzał na przybysza ze zdumieniem.

– Co niby?

– Kamień bogów, panie. Uprzywilejowani i Kościane Oczy mówią, że rozwiązali problem.

Trzeba było chwili, by do Sediala dotarło, co usłyszał.

– Są pewni? Przełamali zaklęcia mojej wnuczki?

– Tak, Wielki Ka. Absolutnie pewni.

Sedial uśmiechnął się szeroko. Odetchnął z ulgą i skinął głową posłańcowi, po czym zamknął drzwi i pospiesznie wrócił do biurka.

– Udało nam się, Norenie – szepnął.

– Gratuluję, Wielki Ka – odpowiedział ciepło człowiek-smok.

Sedial sięgnął pod blat i wyjął niewielkie pudełko na cygara, oznaczone herbem jego Domu. Pod wpływem dotyku zapulsowało magią i zaczęło robić się coraz cieplejsze i cieplejsze, aż wreszcie Sedialowi udało się przekłuć palec i wcisnąć odrobinę krwi w specjalny węzeł na spodzie. Wieczko pudełka odskoczyło, ukazując kilkadziesiąt kopert zabezpieczonych specjalnymi zaklęciami. Sedial wyjął je niemalże z czcią i podał Ji-Norenowi.

– Bezzwłocznie wyślij rozkazy do Dynizu.

– Na pewno jesteśmy na to gotowi? – spytał Ji-Noren zaskoczony.

– Czas uderzyć. Rozpocznij czystkę.

– A co z cesarzem?

– Cesarz to zaledwie kolejna marionetka. Będzie przekonany, że czystki dokonuje się w jego imieniu.

Ji-Noren spojrzał na rozkazy i Sedial dostrzegł mgnienie wahania w oczach człowieka-smoka. Zrozumiałego wahania. Po długiej i krwawej wojnie domowej większość Dynizyjczyków ze wstrętem odnosiła się do przelewania braterskiej krwi. A jednak nie można było tego uniknąć. Wrogowie muszą zostać zniszczeni zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.

– Czy mogę ufać, że pozostaniesz u mego boku? – zapytał Sedial.

Rysy Ji-Norena stwardniały.

– Aż po grób.

– Dobrze.

– Zatem tak to się zacznie.

– O nie – poprawił go łagodnie Kościane Oko. – Zaczęło się przed dziesiątkami lat. Tak to się zakończy.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Podziękowania

Podziękowania dla mojej redaktorki, Brit Hvide, że pomogła mi zakończyć tę serię z hukiem.

Dzięki mojej fantastycznej agentce, Caitlin Blasdell, oraz jej kolegom w Liza Dawson Associates, bez których uniwersum Prochowych Magów nie byłoby tym, czym jest dzisiaj.

Podziękowania również dla wspaniałego zespołu wydawnictwa Orbit, który ciężko pracował, aby mieć pewność, że moje książki są redagowane, reklamowane, drukowane, dostają okładki oraz wiele więcej.

Dziękuję mojej ukochanej żonie Michele za całą pracę, którą włożyła w redakcję tej książki oraz każdej poprzedniej, za to, że podsuwała mi świetne pomysły oraz wytykała błędy, za to, że nie skąpiła mi pochwał, kiedy praca szła dobrze.

I oczywiście podziękowania dla czytelników wersji beta Marka Lindberga i Petera Keepa, że przeczytali wczesny manuskrypt i podzielili się swoimi spostrzeżeniami. Ich pomoc oszczędziła mi wiele bólu głowy.

Na koniec dziękuję raz jeszcze mojej poprzedniej redaktorce, Devi Pillai. Zmiana pracy może i uniemożliwiła jej skończenie tej serii ze mną, ale to dzięki niej przeżyłem mój pierwszy przełom oraz jako pierwsza kupiła zarówno trylogię „Magów prochowych”, jak i „Bogów krwi i prochu”. Bez niej prawdopodobnie nigdy nie zaszedłbym tak daleko.

Copyright © by Brian McClellan Copyright © by Fabryka Słów sp. z o.o., Lublin 2020

Tytuł oryginału Gods of Blood and Powder. Wrath of Empire

Wydanie I

ISBN 978-83-7964-603-6

Wszelkie prawa zastrzeżone All rights reserved

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Projekt i adiustacja autorska wydaniaEryk Górski, Robert Łakuta

Ilustracja na okładce Mariusz Kozik

Projekt okładki, ilustracje oraz mapyblack gear Paweł Zaręba

TłumaczenieDominika Repeczko

Redakcja Karolina Kacprzak

KorektaAgnieszka Pawlikowska

Skład wersji elektronicznej [email protected]

Sprzedaż internetowa

Wyłączny dystrybutor Dressler Dublin sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: [email protected] www.dressler.com.pl

WydawnictwoFabryka Słów sp. z o.o. 20-834 Lublin, ul. Irysowa 25a tel.: 81 524 08 88, faks: 81 524 08 91www.fabrykaslow.com.pl e-mail: [email protected]/fabrykainstagram.com/fabrykaslow/