Koneserzy sztuki - Maya Blake - ebook
Opis

Francuski arystokrata Damion Fortier chce odnaleźć sprzedane niegdyś obrazy jego dziadka. Wie, że może mu pomóc dawna kochanka, zajmująca się handlem dziełami sztuki, Japonka Reiko Kagawa. Gdy spotykają się ponownie w Paryżu, jego uczucia odżywają. Jednak po trudnym rozstaniu Reiko nie potrafi mu zaufać. Mimo to zgadza się na współpracę. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 159

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Maya Blake

Koneserzy sztuki

Tłumaczenie

ROZDZIAŁ PIERWSZY

„Po trzystu jardach skręć w prawo”.

Damion Fortier zignorował głos samochodowej nawigacji. Nacisnął pedał gazu i jego bugatti veyron pomknęło wysadzaną drzewami aleją do Ashton Manor.

„Zawróć przy najbliższej sposobności”.

Jakieś ćwierć mili dalej Damion zwolnił. Dostrzegł przed sobą wspaniałą, choć nieco zaniedbaną rezydencję. Niecierpliwym gestem wyłączył nawigację i rozejrzał się wokół siebie. Był u celu. Wysiadł z samochodu i zaczął obchodzić rezydencję dookoła. Choć była już ciemna noc, dostrzegł, że dom jest praktycznie w rozsypce. Z wnętrza dobiegł go kobiecy śmiech. Tak się w niego zasłuchał, że nie zauważył krzaku róży, o który zaczepiła mu się nogawka spodni. Pochylił się, żeby ją uwolnić i syknął, kiedy jeden z kolców wbił mu się w palec. Odruchowo zaczął go ssać, żeby powstrzymać krwawienie. Podszedł do wysokich francuskich okien i zobaczył kilka par stojących na zewnątrz. Goście najwyraźniej zbierali się do wyjścia. Sądząc po zachowaniu niektórych mężczyzn, mógł przypuszczać, że bawili się już jakiś czas i co nieco wypili.

Postanowił obejść dom dookoła i pójść do głównych drzwi, kiedy nagle jego wzrok przykuła kobieca postać. Poruszała się niespiesznie, z gracją, jakby nie chciała zwracać na siebie uwagi. Mimo to, kiedy podeszła do grupki ludzi, ich głowy automatycznie zwróciły się w jej stronę. Wyglądała elegancko, ale zarazem skromnie. Seksownie, choć nie wyzywająco. Jeśli pamięć go nie myliła, nosiła pod jedwabnym kimonem jedynie cienkie stringi albo wręcz żadnej bielizny. Przypomniał sobie, jak je z niej zdejmował, i na to wspomnienie poczuł, że oblewa go żar. Spojrzał na jej twarz. Czesała się inaczej niż kiedyś. Ciężkie włosy przełożyła na jedną stronę, tak że zasłaniały jej część twarzy. Reszta swobodnie spływała na plecy. Miała mocny makijaż, ale i tak od razu rozpoznał jej rysy.

Reiko Kagawa. Kobieta, której szukał od miesięcy. Kobieta, która tak doskonale opanowała sztukę kamuflażu, że pozostawała nieuchwytna. Jemu także omal się nie wymknęła, na szczęście jednak ją odnalazł. Wciąż była bardzo piękna. Jeśli ktoś gustował w takich filigranowych, kształtnych kobietach, była doskonała.

Dobrze wiedział, że ludzie się zmieniają. Nigdy jednak nie sądził, że ona skończy w ten sposób… Stała się uosobieniem tego, czym pogardzał.

Zacisnął pięści, przypominając sobie, po co się tu znalazł. Był tu z powodu dziadka, swojego ostatniego krewnego. Tylko dla niego był w stanie zmusić się do tego, aby przez to przejść… Nie chciał myśleć o tym, co go czekało. Zrobi, co powinien, ponieważ jest to winien dziadkowi, nie bacząc na koszt, jaki będzie musiał ponieść. Minęło pięć lat, odkąd ostatni raz widział Reiko. Pięć lat, odkąd dowiedział się, że kobieta, o której sądził, że ją zna, jest kimś zupełnie innym. Tym razem będzie miał oczy szeroko otwarte. A kiedy dostanie to, na czym mu zależy, zapomni o niej na zawsze.

Jeszcze zanim usłyszała pukanie do drzwi, Reiko poczuła dreszcz przebiegający jej po plecach. Odwróciła wzrok od okna, do którego przyciągnęła ją jakaś niewidzialna siła. Przez kilka sekund w jej głowie zapanowała kompletna pustka. Ponownie skierowała wzrok na okno, za którym przecież nie było nic oprócz przerośniętych krzaków. A mimo to…

Pukanie rozległo się ponownie, a zaraz za nim usłyszała dźwięk starożytnego dzwonka, którego nikt już nie używał. Przypomniała sobie, że odesłała Simpsona do domu. Odstawiła tacę z pustymi kieliszkami na stół i ruszyła do drzwi. To przyjęcie okazało się złym pomysłem i to nie tylko ze względu na koszty. Trevor jednak się upierał, więc nie miała wyjścia. Chodziło o zachowanie pozorów. Och, w tym była niezastąpiona. Potrafiła się uśmiechać, kokietować, prowadzić błyskotliwą rozmowę, podczas gdy demony tylko czekały, by ją dopaść. Obecnie nawet prosty uśmiech był dla niej niewyobrażalnym wysiłkiem. A wszystko zaczęło się, kiedy doszły ją słuchy, że on jej szuka…

Ciężkie dębowe drzwi otworzyły się z rozmachem i ujrzała stojącą w nich wysoką postać.

– Tutaj jesteś – dobiegł ją głęboki męski głos, w którym dało się słyszeć nutę satysfakcji, ale także złości.

– Zawsze wpadasz do czyjegoś domu niczym jakiś bohater filmu akcji? – odparła niezrażona.

Obawiała się tej chwili od momentu, w którym dowiedziała się, że Damion Fortier jej szuka. Dlatego właśnie tak często zmieniała miejsce pobytu.

Popatrzyła na niego z niepokojem. Jego akcent pozostał niezmieniony, podobnie jak aura pewności siebie, jaką roztaczał wokół swojej osoby. Jeśli cokolwiek się zmieniło, to fakt, że teraz sprawiał wrażenie bardziej dojrzałego i jeszcze bardziej seksownego, niż zapamiętała. Nic dziwnego, że francuskie wydanie „Vogue” ogłosiło go najbardziej pożądanym kawalerem na zachodniej półkuli. Potomek francuskiej arystokracji, szósty baron St Valoire był mężczyzną nieprawdopodobnie wprost przystojnym. Nawet kiedy był wściekły, prezentował się wspaniale. Ciemne, sięgające ramion włosy wiły się miękkimi falami, szerokie ramiona, wyćwiczone przez lata gry w rugby, przyciągały uwagę. Jednak najbardziej rzucała się w oczy jego twarz. Reiko, która od najmłodszych lat obcowała ze sztuką, potrafiła na odległość wyczuć prawdziwe dzieło sztuki. To dlatego właśnie wybrała taką profesję, a nie inną. Damion Fortier był uosobieniem „Dawida” Michała Anioła. Jego twarz była piękna, a przy tym tajemnicza i przyciągająca uwagę. A jego oczy… Zawsze przypominały jej zachmurzone niebo tuż przed burzą.

– Nie zamierzasz się ze mną przywitać, Reiko?

Zrobiła głęboki wdech, żeby uspokoić nerwy. Zmusiła się, żeby do niego podejść i wyciągnąć rękę na powitanie.

– Witaj… Czekaj, wolisz, żebym zwracała się do ciebie monsieur Fortier czy panie baronie?

Nie czekając na odpowiedź, ujęła jego dłoń w swoją. Staw czoło swoim demonom. Czyż nie tego właśnie uczył ją terapeuta? Kiedy poczuła palce Damiona splatające się z jej palcami, zrobiło jej się gorąco. Wspomnienia ogarnęły ją z wielką siłą, zaskakując swoją intensywnością. Starając się je zignorować, nakryła ich dłonie wolną ręką. W jego oczach dostrzegła zdziwienie. Nauczyła się tego triku niedawno i zawsze wywoływała nim konsternację. Dawało jej to czas, żeby ocenić zamiary przeciwnika, dostrzec jego prawdziwe oblicze, które skrywał pod fasadą uprzejmości i grzecznego zachowania.

– Chciałabym wiedzieć, jak się do ciebie zwracać, ponieważ, jak się domyślam, Daniel Fortman nie wchodzi w grę.

Reiko nie była przygotowana na ból, który odczuła. Sądziła, że pięć lat to wystarczająco dużo czasu, żeby zapomnieć o tym, co było. Zapomnieć o zdradzie Daniela… a raczej Damiona. Jak jednak mogła zapomnieć? Cały czas miała przed oczami swojego dziadka, który nigdy nie pozbierał się po tym, co zrobił Damion Fortier.

Chciała uwolnić palce z jego uścisku, ale je przytrzymał.

– Czego ode mnie chcesz? – spytała.

Popchnął ją lekko do środka i zamknął drzwi.

– Nigdy nie dałaś mi szansy wytłumaczyć.

– Kiedy miałam ci dać szansę? Czy wtedy, jak twoi ochroniarze niemal zrównali z ziemią domek mojego dziadka, sądząc, że jesteś w nim uwięziony? A może po tym jak szef twojej ochrony łaskawie mnie oświecił, że wcale nie jesteś jakimś tam biznesmenem, tylko Damionem Fortierem, członkiem francuskiej rodziny królewskiej, który stara się zniszczyć mojego dziadka, sypiając ze mną? – Na wspomnienie tamtych wydarzeń odczuła piekący ból.

– Nie powiedziałbym, że ze sobą sypialiśmy, ponieważ w ciągu tych sześciu tygodni zdarzyło nam się to zaledwie kilka razy – stwierdził z lekkim uśmiechem. – A co do twojego dziadka, to były tylko interesy.

– Nie waż się tak mówić! Zabrałeś mu wszystko, na co całe życie pracował. Wszystko, co miało dla niego jakiekolwiek znaczenie. Tylko po to, żeby na twoim koncie w banku była suma o jedno zero większa!

Wzruszył ramionami.

– Zawarł ze mną umowę, Reiko. Potem podejmował błędne decyzje, starając się to ukryć. Ze względu na przyjaźń z moim dziadkiem kilka razy dałem mu szansę, żeby wszystko naprawił, ale z niej nie skorzystał. Nie ujawniałem swojego nazwiska, ponieważ nie chciałem, żeby względy sentymentalne o czymkolwiek decydowały.

– Oczywiście. Tak było ci znacznie wygodniej, prawda? Wiesz, że mój dziadek zmarł zaledwie miesiąc po tym, jak uczyniłeś z niego bankruta? – Do dziś dnia nie potrafiła sobie darować, że nie dostrzegła tego, co działo się pod jej nosem. Była zbyt ufna i zapłaciła za to wysoką cenę.

Oczy Damiona pociemniały.

– Reiko…

– Możesz przejść do rzeczy? Jestem pewna, że nie zadałeś sobie tyle trudu, żeby mnie odnaleźć tylko po to, by porozmawiać o przeszłości.

Przeszłości, która mimo upływu lat wciąż nawiedzała ją w nocnych koszmarach.

– Wiedziałaś o tym, że cię szukam?

Reiko uśmiechnęła się pobłażliwie.

– Oczywiście. Obserwowanie poczynań twoich ludzi było bardzo zabawne. Kilka razy byli już naprawdę bardzo blisko. Zwłaszcza w Hondurasie.

– Wydaje ci się, że to jakaś gra?

– Nie mam pojęcia, co to jest. Im wcześniej mnie w tej kwestii oświecisz, tym szybciej będę mogła o tobie zapomnieć.

Damion przyglądał jej się w milczeniu. W końcu przemówił przez zaciśnięte usta.

– Potrzebuję twojej pomocy.

Reiko nie potrafiła ukryć zaskoczenia.

– Słucham?

Miał czelność mówić jej coś takiego po tym, jak potraktował ją, jakby była jakimś śmieciem? Spojrzała na ich splecione dłonie i poczuła, jak w środku coś ją ściska. Nie tylko nie udało jej się zademonstrować swojej wyższości, to jeszcze przez niego znalazła się w kłopotliwej sytuacji.

– Pozwól, że to powtórzę. Potrzebna mi twoja ekspertyza.

– Uważaj, baronie, na to, co do mnie mówisz. Znalezienie mnie zajęło ci całkiem sporo czasu. Radziłabym, żebyś zachowywał się grzecznie. Następnym razem może nie pójść ci tak łatwo.

– Możesz być spokojna, tym razem nie spuszczę cię z oczu. A jeśli chodzi o moje zachowanie, to przyznam, że w obecnej chwili to mój najmniejszy problem.

– Możesz spokojnie wyjść albo wezwę policję i oskarżę cię o włamanie.

– To byłby z twojej strony błąd.

– Niech oni o tym zadecydują.

Damion sięgnął po swój telefon i podał go jej.

– Bien sûr, dzwoń.

Nie przestając się uśmiechać, wzruszyła ramionami. Tak naprawdę wcale nie miała ochoty na spotkanie z policją.

– Wcale tego nie chcesz.

– Jestem w stanie stawić czoło oskarżeniu o włamanie. A ty? Co powiesz na to, że zdradzę im kilka interesujących faktów dotyczących twojej osoby?

Reiko zacisnęła palce. Żeby zamaskować tę wiele mówiącą reakcję, przycisnęła dłoń do jego ręki. Oczy Damiona rozszerzyły się ze zdumienia. Choć instynkt podpowiadał jej, żeby uciekać, podjęła wyzwanie. Chwyciła go za łokieć. Damion podniósł głowę i spojrzał na nią badawczo. W tej chwili byli zdecydowanie zbyt blisko siebie. Tak blisko, że Reiko poczuła delikatne nuty zapachowe jego wody i ciepło bijące z jego ciała. Zbyt dobrze pamiętała, jak uwielbiała zakładać jego koszule, żeby poczuć jego zapach. Dopiero z bliska zobaczyła, jak perfekcyjnie była zarysowana jego szczęka, jak seksownie wyglądał, kiedy tak patrzył na nią spod ocienionych gęstymi rzęsami powiek. Jej ciało zareagowało natychmiast. Poczuła, że ogarnia ją fala gorąca.

Dźwięk tłuczonego szkła sprawił, że podskoczyła jak oparzona. Damion uniósł brew.

– Muszę rozliczyć się z ludźmi z kateringu. Daj mi pięć minut i będziesz mógł dalej mnie straszyć.

Puścił jej rękę, choć w jego oczach dostrzegła niedowierzanie. Reiko ruszyła do kuchni, wcale niezdziwiona tym, że poszedł za nią. Kiedy upewniła się, że nie stłukli nic z jej cennej zastawy, wypisała czek i odprawiła ich. Czuła się zmęczona. Od kilku godzin chodziła w butach na niebotycznie wysokim obcasie i czuła ból w krzyżu i w biodrach. Marzyła jedynie o tym, żeby pójść na górę, wykonać serię bolesnych ćwiczeń i położyć się do łóżka. Nie mogła się jednak poddać. Musiała stawić czoło byłemu kochankowi. Wyprostowała się i zaprosiła go do salonu.

– Chciałbym wrócić dziś do Londynu, dlatego od razu przejdę do rzeczy. Cztery lata temu, zaraz po śmierci babci, mój dziadek pozbył się trzech obrazów. Zapewne o tym słyszałaś?

Poczuła, jak coś ściska ją w piersi.

– Być może.

Damion mocno zacisnął szczęki. Odezwał się dopiero po dłuższej chwili. W jego głosie dało się słyszeć zmęczenie.

– Reiko, nie pogrywaj ze mną w ten sposób. Wiem, że byłaś brokerką, która pośredniczyła w tej transakcji.

– Udawanie to nasza specjalność, czyż nie, Danielu? To ty jesteś mistrzem w uchodzeniu za kogoś innego.

– Posłuchaj, byłem naprawdę zdziwiony, że twój dziadek mnie nie rozpoznał.

– Miał na głowie co innego. Na przykład próbowanie ocalenia przed tobą chociaż części majątku.

Damion skinął głową.

– Kiedy zdałem sobie z tego sprawę, uznałem, że będzie lepiej, jeśli się nie dowie.

– A co ze mną? Byliśmy razem sześć tygodni. Mogłeś przyjść i wszystko mi wyznać, ale nie zrobiłeś tego. – Najwyraźniej nie była dla niego dostatecznie ważna. Skoro już trafiła do jego łóżka, nie była warta tego, żeby być wobec niej uczciwym.

– Nie dramatyzuj. Z tego co pamiętam, rozstałaś się ze mną bez większej rozpaczy. Ale miałaś do tego motywację, czyż nie?

– Jeśli mówisz o pieniądzach…

– O pieniądzach i nowym kochanku, który zastąpił mnie w jeszcze ciepłym łóżku!

Reiko oblał zimny pot. Wiedziała, że wmawianie sobie, że nie ma powodu do wstydu, jest bez sensu. Zawiodła samą siebie i nie była w stanie o tym zapomnieć. Pomimo dzielącej ich odległości odczuwała jego złość i pogardę.

– A teraz, skoro omówiliśmy już to, co działo się w przeszłości, czy możemy się zająć przyszłością? – spytał. – Odnalazłem „Femme de la Voile”, ale nie zdołałem wyśledzić „Femme en Mer” ani „Femme sur Plage”. Zależy mi na odnalezieniu obu tych obrazów, z tym że „Sur Plage” chciałbym znaleźć w pierwszej kolejności.

– Na „Femme en Mer” też ci zależy? Myślałam, że…

– Że co?

Wsunął ręce w kieszenie spodni i spojrzał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

– Nie powinno cię to interesować.

Nie miał pojęcia, jak bardzo się myli.

– Wręcz przeciwnie. Chcesz mieć te obrazy na wystawę dla VIP-ów w paryskiej Gallerie Fortier na przyszły tydzień. To dlatego tak intensywnie ich poszukujesz.

Damion znieruchomiał.

– Tylko sześć osób wie o tej wystawie. Zaproszeń jeszcze nie wysyłałem. Jak się o niej dowiedziałaś?

– Mogłabym ci powiedzieć, ale potem musiałabym cię zabić. Nie mam zamiaru pobrudzić sobie kimona krwią. Nie pytaj.

Podszedł do niej tak szybko, że nawet nie zorientowała się co do jego zamiarów. Chwycił ją mocno za ramiona.

– Pytam, kto powiedział ci o wystawie?

– Nie martw się, nikomu o tym nie wspomnę. Nie mam zwyczaju ujawniać swoich informatorów. W moim biznesie to byłoby samobójstwo.

– Jeśli mi nie powiesz, to ty doprowadzisz do morderstwa.

Reiko nie poruszała się. Wiedziała, że jeśli Damion opuści rękę dwa centymetry niżej, wyczuje bliznę na jej ramieniu.

– Takie morderstwo zdecydowanie pogorszyłoby wasz wizerunek. Wiesz, że istnieje blog poświęcony waszej rodzinie, na którym spisywane są wszystkie chwalebne osiągnięcia na przestrzeni pięciuset lat? Jeśli można wierzyć temu, co tam piszą, żaden z Fortierów nie zhańbił się kradzieżą choćby łyka wody. A ty chcesz zostać mordercą? Twoi przodkowie straszyliby cię do końca twoich dni.

Jego uścisk zacieśnił się.

– Jestem gotowy podjąć to ryzyko.

Ton jego głosu jasno wskazywał, że nie żartuje.

– Pamiętaj, że jak mnie uśmiercisz, nie zobaczysz więcej swoich obrazów.

Jego oczy pociemniały.

– Nie przypominam sobie, żebyś kiedyś była taka ostra. Co się z tobą stało?

Ogarnęła ją panika. Co się z nią stało? Tylko Trevor i jej matka wiedzieli, co się wydarzyło. Trevor nigdy jej nie zdradzi, a matka była zbyt zajęta sobą, żeby dłużej skupiać się na emocjonalnych problemach swojej córki. Uwolniła się z uścisku Damiona i zebrała wszystkie siły. Nie był to czas na rozpamiętywanie własnych krzywd. Zrobiła kilka głębokich wdechów i spojrzała mu w oczy.

– Nie jestem już tą beztroską, łatwowierną dziewczyną, którą znałeś. Jeśli przyjechałeś tu z myślą, że na twój widok padnę ci do stóp, to grubo się mylisz.

Damion patrzył na jej starannie umalowaną twarz. Odczuwał w tej chwili zdziwienie i coś na kształt poczucia całkowitego oderwania od rzeczywistości. Spojrzał na jej usta, a potem przeniósł wzrok na malutki pieprzyk widniejący nad górną wargą. Przez chwilę zastanawiał się, czy ma większą ochotę nią potrząsnąć, czy też ją pocałować. Reiko, którą znał przed laty, byłaby świadoma wrażenia, jakie na nim wywarła. Uśmiechnęłaby się bezwstydnie i zaczęłaby go kusić, pewna tego, do czego to prowadzi. Ta Reiko patrzyła na niego kamiennym wzrokiem, jakby nie mogła doczekać się chwili, w której uwolni ją od swojej obecności. Damion nie był na to przygotowany.

– Nigdy nie uważałem, że jesteś łatwowierna. Określiłbym cię raczej mianem sprytnej i tajemniczej. Z tego co wiem o twoich zawodowych sukcesach, te cechy okazały się bardzo przydatne w twojej profesji.

– W tym co robię, nie ma nic tajemniczego.

– A co powiesz na swoją skłonność do sprzedawania kradzionych dzieł sztuki? Dzieł, które znikają szybciej, niż władze zdążą namierzyć ich miejsce pobytu?

– Nie powinieneś wierzyć we wszystko, co przeczytasz w gazetach.

– Moje źródła są całkowicie wiarygodne.

– Gdyby tak było, nie traciłbyś czasu, przychodząc tu dzisiaj. Wiedziałbyś, że nie zajmuję się już wyszukiwaniem dzieł sztuki. Minęło półtora roku, odkąd robiłam to ostatni raz.

Ton jej głosu, sposób, w jaki na niego patrzyła i w jaki obejmowała się za łokcie, powiedział mu, że chodzi tu o coś więcej. Nie wiedział jednak, o co. Przez krótką chwilę miał ochotę wyjść i znaleźć inny sposób uczynienia zadość dziadkowi. Szybko jednak porzucił ten zamiar. Był mu to winien, nawet jeśli będzie musiał mieć do czynienia z kobietą, która mierzyła go teraz pełnym niechęci spojrzeniem. Kobietą, która okazała się równie niewierna jak jego matka i babka.

– Znajdziesz dla mnie te obrazy.

Miodowe oczy popatrzyły na niego z ogniem.

– Skąd ta pewność? Mówisz to, jakbym była twoją własnością.

Uśmiechnął się lekko, zaczynając rozumieć, skąd wzięła się jej reputacja. Najwyraźniej nauczyła się ignorować swój instynkt samozachowawczy.

– Mam wrażenie, że się nie rozumiemy, ma belle – powiedział miękko. – Wydaje ci sie, że możesz się ze mną targować. Musisz jednak być świadoma jednej rzeczy. Jeśli nie zrobisz tego, o co cię proszę, twoje dossier trafi na biurko funkcjonariuszy Interpolu. Oni zadecydują, co z tobą zrobić. A jeśli chodzi o twoje powiązania z człowiekiem, który jest właścicielem tego domu…

Jej policzki zaróżowiły się.

– Czego chcesz od Trevora?

– Kiedy rozmawiałem z nim w zeszłym tygodniu, okłamał mnie. Powiedział, że nie wie, gdzie się znajdujesz. Jeśli będziesz ze mną współpracować, jestem gotów o tym zapomnieć.

– A jeśli nie?

– Znam kilka sposobów, żeby skutecznie uprzykrzyć mu życie. Zważywszy na stan jego finansów… – Wzruszył ramionami.

– Trevor będzie z tobą walczył. Oboje będziemy.

– W jaki sposób? On jest na skraju bankructwa. A ty ostatnio zlikwidowałaś dziewięćdziesiąt procent swojego majątku. Nie wiem jeszcze, dlaczego to zrobiłaś, ale wkrótce się dowiem.

– Jak…?

Reiko przerwała, zdając sobie sprawę, że zadawanie mu tych pytań nie ma sensu. Damion i tak niczego jej nie powie. Wiedziała, że ten człowiek nie przyjmuje do wiadomości odmowy. A jeśli dowie się, dlaczego zlikwidowała swoje konta… Ogarnęła ją panika. Próbując odzyskać nad sobą panowanie, odsunęła się od niego, jednak wzrok Damiona Fortiera osadził ją w miejscu.

– Nigdy nie sądziłam, że posuniesz się do szantażu, żeby osiągnąć cel, Damion.

– A ja nigdy nie sądziłem, że weźmiesz sobie kochanka trzy tygodnie po rozstaniu ze mną. Uznajmy, że oboje jesteśmy głęboko sobą rozczarowani i idźmy dalej, chérie.

Ton jego głosu był lodowaty.

– Żeby osłodzić ci gorycz porażki, sowicie ci zapłacę. Dwa miliony dolarów za odnalezienie obu obrazów.

Ze zdumienia otworzyła usta. Damion uśmiechnął się drwiąco.

– Tak myślałem, że ta suma przykuje twoją uwagę. Zaufaj instynktowi i przyjmij moją ofertę.

Mogła walczyć albo przyjąć oferowane pieniądze. I to pieniądze, które mogły zmienić jej życie.

– Zrobię to za tę sumę, ale chcę jeszcze jednej rzeczy.

– Nie wątpię. Czego mianowicie?

– Zaprosisz mnie na wystawę.

– Non – odparł natychmiast.

– Jestem dostatecznie dobra, żeby odnaleźć twoje obrazy, ale nie wystarczająco dobra, żeby pokazać mnie twoim kumplom?

– Dokładnie – odparł bez wahania.

Jego obelga niespecjalnie ją obeszła. Nie był pierwszym, który kwestionował czystość jej charakteru, i nie ostatnim. Reiko zupełnie się tym nie przejmowała. Ludzie, którzy ją oceniali, zupełnie jej nie znali. Nie mieli pojęcia, jaka naprawdę jest i co kryje jej wnętrze. Nie widzieli jej blizn, pustki i bólu, jakie kryły się pod pełną powabu powłoką. Potrzebowała kamuflażu, żeby ludzie tacy jak Damion Fortier nie dowiedzieli się, jak bardzo jest poraniona.

– Jak już wspomniałam, od jakiegoś czasu jestem poza obiegiem. Jeśli zależy ci na tym, żebym je szybko odnalazła, musisz się zgodzić na moje warunki.

Przy okazji będzie miała szansę odnalezienia japońskiej nefrytowej figurki, którą od dłuższego czasu próbowała namierzyć. Jej klient był zdesperowany. Dochodzenie, jakie przeprowadziła w tej sprawie, prowadziło do znanego francuskiego polityka, który miał być na wystawie Damiona. Kiedy zobaczyła, że wyraz twarzy Damiona był nieprzejednany, postanowiła zmienić taktykę.

– Na liście twoich gości jest wielu takich, którzy są związani nie tylko ze sztuką. Nigdy nie będę miała podobnej okazji poznania tylu znamienitych osobistości ani obejrzenia kolekcji „Ingénue” St Valoire.

– Twoja obecność pośród nich nie byłaby pożądana. Dla mnie byłby to prawdziwy koszmar.

– Nie jestem złodziejką, baronie – oznajmiła, choć wiedziała, że jej nie uwierzy.

– Fakty wskazują, że jest inaczej.

– Podobnie jak ty, jestem koneserem sztuki. Fakt, że obraliśmy inną drogę obcowania z nią, nie czyni nas znowu tak bardzo od siebie różnymi.

– Osobiście nie widzę między nami żadnych podobieństw. Masz do czynienia z ludźmi, których metody działania są całkowicie nielegalne…

– Odnajduję dzieła sztuki i zwracam je tym, do kogo należą. Czyż nie po to właśnie tu przyszedłeś?

– Uważasz się za Robin Hooda sztuki?

Uśmiechnęła się.

– Zielone pończochy nie są w moim guście. Ponadto nie lubię żadnych naklejek. Zaproś mnie na swoją wystawę. Kto wie? Może twoi mecenasi o nieposzlakowanej opinii nawrócą mnie na dobrą drogę i stanę się wzorowym obywatelem?

Jego oczy zwęziły się. Reiko wstrzymała oddech, czekając na jego słowa.

– Najpierw musisz mi obiecać, że użyjesz wszelkich dostępnych sobie środków, żeby odnaleźć te obrazy.

W jego twarzy dostrzegła coś, czego nie potrafiła nazwać. W tej chwili prawie była w stanie wierzyć, że te obrazy naprawdę znaczą dla niego bardzo wiele. Prawie… Powstrzymywała ją przed tym jedynie świadomość faktu, że Damion Fortier był draniem bez serca. Sam jej kiedyś wyznał, że wszystko, co nie prowadzi do zarobienia żywej gotówki, jest sentymentalną bzdurą. Może jego przodkowie byli bez skazy, ale nie da się tego powiedzieć o nim. W ciągu minionych pięciu lat zostawił w całej Europie tyle złamanych serc, że powszechnie uznano go za osobę bez serca, która wyraźnie różni się od swoich świętoszkowatych krewnych. A jeśli chodzi o jego roczny związek z Isadorą Baptiste…

– Dlaczego tak bardzo zależy ci na odzyskaniu tych obrazów?

Początkowo myślała, że jej nie odpowie. W jego oczach dostrzegła coś jakby ból. Poznała to spojrzenie, bo sama często cierpiała. Nagle poczuła, że musi znać odpowiedź na to pytanie. Z bijącym sercem czekała na jego słowa.

– Dlaczego, Damion?

– Chcę… Muszę je odzyskać. Mój dziadek umiera. Lekarze dają mu mniej niż miesiąc. Muszę znaleźć te obrazy dla niego.

ROZDZIAŁ DRUGI

Pomimo tego, czego doświadczyła od Sylvaina Fortiera, te słowa sprawiły, że odczuła głęboki żal. Chciała go jakoś pocieszyć, ale nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów.

– Tak mi przykro… – zdołała jedynie z siebie wydusić.

Doskonale wiedziała, jakie znaczenie miały dla dziadka Damiona te obrazy. Jej dziadek opowiedział jej związaną z nimi historię. Początkowo chciała odmówić przyjęcia zlecenia, które jej zaproponowano. Zdołała jednak przekonać samą siebie, że to nie ma nic wspólnego ze zdradą Damiona i że jest to po prostu kolejny interes do zrobienia.

– Damion, muszę…

Usłyszała na schodach kroki i po chwili do salonu wszedł Trevor.

– Skarbie, co się dzieje? Myślałem, że goście już wyszli… – Dostrzegł Damiona i przerwał w pół słowa. – Co ty tu robisz, Fortier? – spytał, odruchowo zaciskając ręce w pięści.

– Przyjechałem porozmawiać z Reiko, nie z tobą, Ashton. Na twoim miejscu następnym razem dobrze bym się zastanowił, zanim ponownie mnie okłamiesz.

– Powinnaś mnie zawołać, jak tylko się tu pojawił, Reiko. Po tym, co zrobił…

– Nie chciałam cię martwić – przerwała mu, zanim dokończył. Wiedziała, że mówi to z troski o nią. Dla niego nie miało znaczenia, że jest dorosła i potrafi sama doskonale o siebie zadbać. Wiedział, przez co przeszła, i dlatego nie potrafił przestać się o nią martwić.

Uspakajającym gestem położyła mu rękę na ramieniu.

– Mam do Reiko prywatną sprawę. Przeszkadzasz nam.

Dwóch mężczyzn zmierzyło się wzrokiem.

– W porządku, Trevor. Za chwilę do ciebie przyjdę.

Bała się, żeby nie powiedział nic Damionowi. Odprowadziła Trevora na korytarz. Kiedy wychodzili, dostrzegła, że Damion sięga po telefon.

– Jest sens, żebym pytała cię, do kogo dzwonisz? Do strażnika swoich lochów? Chcesz go poprosić, żeby przywiózł tu twoją prywatną gilotynę, żeby nas stracić?

– Chciałem prosić, żeby przygotowano dla ciebie listę gości. Jednakże jeśli wolisz w ten sposób prowadzić ze mną interesy, mogę zorganizować i gilotynę.

Nie sposób było nie dostrzec wyrazu ulgi, jaki odmalował się na twarzy Reiko. Był zdziwiony, jak szybko się opanowała. Reiko, którą znał, nie potrafiła ukrywać swoich uczuć. Była otwarta, beztroska i niewiarygodnie seksowna… Błąd. Reiko, o której myślał, że ją zna. Popatrzył na tych dwoje i domyślił się po sposobie, w jaki się do siebie odnosili, że są ze sobą blisko związani. Powiedziała coś cicho do niego i Ashton przysunął się do niej bliżej. Kiedy na nią patrzył, nie potrafił opanować wspomnień. Pamiętał, co z nią robił, pamiętał, co czuł. Miała tak szczupłą talię, że bez trudu był w stanie objąć ją dłońmi. Kiedy to robił, miękła w jego objęciach jak wosk.

– Co teraz? – spytała.

– Zejdź na dół – rzucił chrapliwie.

Wcisnął dłonie do kieszeni spodni. Kiedy schodziła po schodach, zauważył, że jest na bosaka. Drobne stopy z pomalowanymi na jasnoróżowo paznokciami kontrastowały z mocnym makijażem i karminowymi ustami.

– Ashton jest twoim kochankiem? – spytał, zanim zdążył pomyśleć, co mówi.

W jej oczach pojawił się wyraz zdziwienia. Zapanowało między nimi napięcie i żadne z nich nie mogło nic na to poradzić.

– Nie wydaje mi się, żeby to była twoja sprawa.

– Nie chciałbym, żeby sprawiał jakieś kłopoty.

– Możesz być spokojny, nie będzie.

– Bien. Daj mi swój numer telefonu.

– Po co?

– Żebym mógł przesłać ci listę gości. Kiedy przyjadę rano, masz być gotowa do drogi. Lecimy do Paryża.

– Boisz się, że przez noc zniknę?

– Nie. Mam na ciebie sposób.

Jej oczy, bardziej brązowe niż zielone, pozostały nieruchome, a ich spojrzenie nic mu nie mówiło.

– Doprawdy?

– Tak. Właśnie pokazałaś, że zależy ci na Ashtonie. Jestem przekonany, że zrobisz wszystko, żeby uchronić go przed pójściem do więzienia. A bez wątpienia miałby za co tam trafić.

Reiko nie potrafiła ukryć wściekłości.

– Uważaj, Damion. Nie zapominaj o tym, jak łatwo rzucić cień na to wasze świątobliwe nazwisko.

Damion roześmiał się. Ta rozmowa coraz bardziej mu się podobała.

– Ty nie grasz czysto, ale ja też nie. Numer telefonu?

Podała mu go niechętnie.

– Dostaniesz zaproszenie na wystawę, ale jeśli wykręcisz jakiś numer, będziesz skończona.

– Słowo harcerza. – Uniosła do góry dwa złożone palce.

Rękaw kimona nieco się zsunął i Damion zdołał dostrzec na jej skórze jakąś nierówność. Reiko szybko opuściła ramię i pospiesznie przeszła do zacienionego holu. Zdziwiony podążył za nią.

– Reiko…

– Nie zdążyłam ci powiedzieć, ponieważ przyszedł Trevor.

– Czego mianowicie?

– Będę musiała odnaleźć jedynie „Femme sur Plage”.

– Dlaczego?

– Ponieważ doskonale wiem, gdzie jest „Femme en Mer”.

– Gdzie?

– W dobrze strzeżonym magazynie w Londynie.

– Kto jest jego właścicielem?

– Ja.

ROZDZIAŁ TRZECI

Sen powrócił znowu… Ze śmiechem ciągnie ojca za rękę i mówi mu, żeby się nie martwił. Na pewno znajdą w zatłoczonym pociągu jakieś miejsce. Nie, nie chce poczekać na następny. Jego troska… znajomy uścisk… silne ramiona wokół niej. A potem nic. Pustka. Przerażająca ciemność. I krzyki. Rozdzierające, budzące przerażenie krzyki wokół niej. Ręka ojca powoli staje się coraz bardziej zimna. Jednak tym razem jej sen różnił się od poprzednich. Śniło jej się, że tańczy z baronem de St Valoire. I nie jest to zwykły taniec, ale argentyńskie tango.

Kiedy się obudziła, wciąż miała przed oczami silne nogi Damiona, precyzyjnie wciskające się między jej, kiedy prowadził ją pewnie w tańcu. Śniła jej się seksowna niewyobrażalnie krótka spódniczka i długie czerwone buty na wysokim obcasie. We śnie różnica wzrostu nie miała znaczenia. Pasowali do siebie jak ulał. A kiedy jakiś ruch był niemożliwy do wykonania, Damion po prostu unosił ją, nie przerywając tańca. Jego ruchy były coraz szybsze, gwałtowniejsze, coraz bardziej namiętne…

– Co się dzieje, Reiko?

Odrzuciła prześcieradło i poszła do łazienki wziąć prysznic. Miała godzinę czasu do powrotu Damiona. Przypomniała sobie jego minę, kiedy dowiedział się, że jest w posiadaniu jednego z obrazów, których szukał. Ku jej zdumieniu zachował absolutny spokój, nie pokazując po sobie żadnych uczuć. Powiedział jedynie, żeby odnalazła „Femme sur Plage” i wyszedł.

Po kąpieli wybrała starannie ubranie. Kremowa, jedwabna bluzka, czarne spodnie i marynarka wyglądały elegancko, a przy tym skromnie i jednocześnie zasłaniały jej ciało od stóp do głów. Bardzo chciałaby móc związać włosy w kok, ale nie pozawalały jej na to blizny na karku. Dokładnie zamalowała korektorem te miejsca, które mogłyby przyciągnąć jego wzrok, założyła małe diamentowe kolczyki i buty na wysokim obcasie. Choć po wczorajszym przyjęciu wolałaby założyć wygodne buty na płaskim obcasie, nie zrobiła tego. Za nic nie pozwoliłaby sobie na to, żeby w takowych pojawić się w obecności Damiona Fortiera. Okupi to godzinami wyczerpujących ćwiczeń i hydroterapii, ale uważała, że warto cierpieć po to, by móc dotrzymać kroku baronowi.

Pół godziny później Reiko była gotowa. Poddała się krytycznym oględzinom Trevora.