Klub Opiekunek. Mary Anne na ratunek! - Ann M. Martin - ebook

Klub Opiekunek. Mary Anne na ratunek! ebook

Ann M. Martin

0,0
26,90 zł

lub
Opis

Mary Anne nigdy nie była liderką Klubu Opiekunek. Do tej pory zostawiała to zadanie Kristy… albo Claudii… albo Stacey. Ale teraz między czterema przyjaciółkami wybuchła wielka kłótnia i Mary Anne nie może już na nich polegać. Jest wystarczająco źle, gdy podczas przerwy obiadowej musi siedzieć sama przy stole. Ale kiedy opiekuje się chorym dzieckiem bez pomocy przyjaciółek, Mary Anne uświadamia sobie, że nadszedł czas, aby wziąć sprawy w swoje ręce. Klub Opiekunek rozpadnie się, chyba że ktoś coś szybko zrobi. Może to dobra pora, aby Mary Anne przybyła na ratunek!

Poznajcie serię książek opowiadającą o przygodach przyjaciółek, które wspólnie zakładają Klub Opiekunek. Bestsellerowa seria autorstwa Ann M. Martin sprzedała się w 176 milionach egzemplarzy i wciąż inspiruje kolejne pokolenia czytelniczek na całym świecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 148

Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Ann M. Martin

Klub Opiekunek. Mary Anne na ratunek!

Tytuł oryginału: The Baby-Sitters Club. Mary Anne Saves the Day

Przekład: Małgorzata Masełko-Swędrak

Copyright © 1987 by Ann M. Martin.

All rights reserved. Published by Scholastic Inc.

Scholastic, Apple Paperbacks, The Baby-Sitters

Club, and associated logos are trademarks and/or registered trademarks of Scholastic Inc.

Cover design by Maeve Norton

Cover art © 2020 by Sumiti Collina

Copyright for the Polish edition and translation © 2020 by Mamania, an imprint of Grupa Wydawnicza Relacja sp. z o.o.

Redakcja: Edyta Masełko-Łaciok

Korekta: Julia Ostrowska

Skład: Sylwia Budzyńska

Adaptacja okładki: Ewelina Malinowska

ISBN 978-83-66750-64-7

Wydawnictwo Mamania

Grupa Wydawnicza Relacja

ul. Łowicka 25 lok. P-3

02-502 Warszawa

www.mamania.pl

Dedykuję tę książkę prawdziwym ClaireiMargo,

czyli Claire DuBois GordoniMargo Méndez-Peñate,

absolwentkom roku 2006

– Kristy! Hej, Kristy! – zawołałam.

Było poniedziałkowe popołudnie, a do tego już prawie wpół do szóstej, co oznaczało, że zebranie Klubu Opiekunek wkrótce się rozpocznie. Właśnie wychodziłam z domu. Zerknęłam w stronę posiadłości sąsiadów i dostrzegłam Kristy, która też akurat schodziła po schodach.

Kristy to przewodnicząca naszego Klubu Opiekunek. Jest też moją najlepszą przyjaciółką, nie ma takiej drugiej na całym świecie. Znamy się od urodzenia, a odkąd umarła moja mama (byłam wtedy naprawdę malutka) i zostaliśmy z tatą sami, Kristy jest dla mnie jak siostra, a pani Thomas jak druga mama. Rodzice Kristy rozwiedli się parę lat temu i jej ojciec wyprowadził się z domu, ale mój tata nigdy nie stał się dla Kristy drugim tatą. On nie jest ani trochę tak ciepły i otwarty jak pani Thomas.

– Cześć, Mary Anne – odparła Kristy.

Obie puściłyśmy się pędem, biegnąc ku sobie przez trawnik, na którym leżały jeszcze resztki styczniowego śniegu. Potem przeszłyśmy na drugą stronę ulicy, gdzie znajdował się dom Claudii Kishi. Claudia jest naszą wiceprzewodniczącą. Spotkania klubowe odbywają się u niej, ponieważ tylko ona ma w swoim pokoju telefon.

Klub Opiekunek to tak naprawdę bardziej pomysł na biznes niż tradycyjny klub. Już wam tłumaczę, jak to działa: spotykamy się w każdy poniedziałek, środę i piątek po południu, między siedemnastą trzydzieści a osiemnastą. Nasi klienci dzwonią na numer Claudii, żeby zgłosić, że potrzebują opiekunki na konkretny termin. Następnie jedna z nas bierze zlecenie. Genialne w swojej prostocie, prawda? (Kristy to wymyśliła). Kiedy ma się do dyspozycji cztery opiekunki po wykonaniu tylko jednego telefonu, jest praktycznie pewne, że którąś z nich uda się połączyć z rodzicem szukającym kogoś, kto zajmie się dzieckiem.

Oczywiście miewamy też swoje problemy. Choćby taki, że wszystkie, to znaczy Kristy, Claudia, ja (klubowa sekretarka) i Stacey McGill, która jest naszą skarbniczką, mamy tylko po dwanaście lat. W związku z tym możemy zajmować się dziećmi najdłużej do dwudziestej drugiej. W sumie to tylko Stacey może przebywać tak długo poza domem, ale Claudii ostatnio też się to zdarzyło. Ja i Kristy musimy być w domu o dwudziestej pierwszej trzydzieści w weekendy, a w tygodniu o dwudziestej pierwszej. Niewiele brakowało, a właśnie przez to straciłybyśmy klub. Grupka dziewczyn skopiowała nasz pomysł i założyła własną Agencję Opiekunek. Były od nas starsze, więc mogły zostawać z dziećmi tak długo, jak to było potrzebne. Sporo naszych klientów zaczęło korzystać z ich usług, jednak ostatecznie Agencja musiała zwinąć żagle, bo dziewczyny, które dla niej pracowały, okazały się kiepskimi opiekunkami. Na szczęście ostatecznie wszystko wróciło do normalności, a nowy rok zaczął się spokojnie, co mnie osobiście bardzo cieszy.

Kristy zadzwoniła do domu państwa Kishi i po chwili drzwi otworzyła nam Mimi. Mimi to babcia Claudii. Mieszka z rodziną Kishi i opiekuje się Claudią oraz jej siostrą, Janine, w czasie, kiedy ich rodzice pracują.

– Witajcie, dziewczynki – przywitała nas Mimi łagodnym głosem.

Rodzina Kishi pochodzi z Japonii, ale Claudia i Janine urodziły się już w Stanach. Ich rodzice przyjechali do Ameryki, kiedy byli małymi dziećmi. Wydaje mi się, że Mimi miała koło trzydziestki, kiedy opuszczała Japonię, pewnie dlatego pozostał jej ten specyficzny akcent. Bardzo go lubię. Jest taki delikatny i przyjemny dla ucha.

– Dzień dobry, Mimi – odpowiedziałyśmy chórem.

– Jak ci idzie z twoim szalikiem, Mary Anne? – zapytała babcia Claudii (to ona nauczyła mnie robić na drutach, a teraz pomaga mi w wydzierganiu niespodzianki dla mojego taty).

– Całkiem nieźle – odparłam. – Jest już prawie gotowy, ale będę potrzebowała twojej pomocy przy zakończeniu robótki.

– Oczywiście, kiedy tylko zechcesz, Mary Anne.

Szybko cmoknęłam Mimi w policzek. Chwilę później przygotowywałyśmy się już z Kristy do tego, aby jak najszybciej pokonać schody i zniknąć w pokoju Claudii. Musiałyśmy się pośpieszyć. Kiedy Janine jest w domu, każdej z nas zależy, żeby dostać się do pokoju Claudii bez konieczności zamienienia choćby jednego zdania z jej siostrą.

Janine jest geniuszką. Najprawdziwszą. Ma dopiero piętnaście lat, a już chodzi na wykłady na Uniwersytecie Stoneybrook. Co więcej, ma w zwyczaju poprawiać każde zdanie, jakie usłyszy. Nic dziwnego, że ja i Kristy unikamy jej jak ognia.

Tego dnia miałyśmy wybitne szczęście. Janine w ogóle nie było w domu. Kiedy mijałyśmy jej pokój, był pogrążony w ciemności.

– Cześć! – przywitałyśmy się z Claudią.

– Cześć. – Głos Claudii był dziwnie przytłumiony.

Pewnie dlatego, że głowę miała częściowo schowaną w worku na piżamę, w którym usilnie czegoś szukała. Po chwili wyprostowała się, dumnie dzierżąc w dłoni trzy batoniki Ring Ding.

Claudia jest prawdziwą maniaczką śmieciowego jedzenia. Kupuje te wszystkie słodycze i inne przekąski, a potem upycha je w różnych zakamarkach swojego pokoju. Objada się nimi pomiędzy posiłkami, a czasem nawet zamiast nich. I co ciekawe – wcale od nich nie tyje!

Teraz rozdała nam po batoniku, ale ja pokręciłam głową i podziękowałam. Mój tata denerwuje się, kiedy nie udaje mi się zjeść całego obiadu (podobnie jak śniadania czy kolacji), a ja ogólnie nie mam zbyt dobrego apetytu. Ring Ding powędrował zatem z powrotem do worka na piżamę. Niestety, Claudia nie poczęstuje nim Stacey, kiedy do nas dołączy, bo Stacey z kolei ma cukrzycę i nie może jeść większości słodyczy.

– Były już jakieś telefony? – zapytałam.

Wprawdzie dochodziła dopiero siedemnasta trzydzieści, ale czasami nasi klienci dzwonili przed czasem.

– Jeden – odpowiedziała Claudia. – Dzwoniła mama Kristy. Potrzebuje kogoś do Davida Michaela na czwartek.

Kristy potwierdziła skinieniem głowy.

– Nasza dotychczasowa opiekunka, która przychodziła przez dwa dni w tygodniu, w końcu zrezygnowała. Przez jakiś czas mama będzie częściej do nas dzwonić.

Kristy ma dwóch starszych braci, którzy chodzą do szkoły średniej – Sama i Charliego, a także młodszego brata, Davida Michaela, który ma dopiero sześć lat. Sam, Charlie i Kristy opiekują się najmłodszym bratem, każde przez jedno popołudnie w tygodniu. W pozostałe dwa dni szkoły Davidem Michaelem zajmowała się wynajęta przez panią Thomas opiekunka, ale ostatnimi czasy bardzo często odwoływała swoje dyżury.

– Cześć wszystkim! – dobiegł nas głos z korytarza i po chwili do pokoju weszła Stacey, która wyglądała olśniewająco, jak zawsze zresztą.

Gdybyście zapytali Stacey o jej opinię na własny temat, powiedziałaby wam, że jest taką sobie, zwyczajną dziewczyną, ale to kompletna bzdura. Stacey jest po prostu nieziemska. Zeszłego lata przeprowadziła się do Stoneybrook w Connecticut prosto z Nowego Jorku. Jest w niej coś naprawdę światowego, w dodatku rodzice pozwalają jej na chodzenie do fryzjera, dzięki czemu zawsze ma tę cudownie wyglądającą, lekko falującą blond grzywkę. Do tego nosi świetne ciuchy – duże, luźne koszule i dopasowane spodnie, no i niesamowitą biżuterię – na przykład w kształcie papug albo palm. Ma nawet taką parę kolczyków, gdzie z jednego zwisa piesek, a z drugiego kość.

Oddałabym wszystko, żeby być taka jak Stacey. Oczywiście nie chciałabym mieć cukrzycy, ale gdybym tak mogła mieszkać w Nowym Jorku i codziennie chodzić ubrana jak modelka… Mój tata pozwala mi ubierać się jak modelka, ale zdecydowanie ma na myśli modelową sześciolatkę. Zawsze muszę mieć włosy zaplecione w warkocze (ZAWSZE), nie mogę wyjść z domu, dopóki tata nie zaakceptuje mojego wyglądu, co w sumie jest trochę bez sensu, bo przecież to on kupuje mi wszystkie ubrania. A dokładnie to sztruksowe spódnice, sweterki bez wzorków, gładkie bluzki i mokasyny.

Ach, gdybym tak chociaż raz w życiu mogła pójść do szkoły ubrana w turkusowe rurki, hawajską koszulę we flamingi i tukany (tak bardzo w stylu Stacey), a do tego czerwone trampki na koturnie… Z pewnością wzbudziłabym niezłą sensację. (No dobra, jakaś część mnie chciałaby, żeby coś takiego się wydarzyło, ale inna jest zbyt nieśmiała, żeby w ogóle myśleć o takim zwróceniu na siebie uwagi).

Stacey często zwraca na siebie uwagę wszystkich.

Podobnie jak Claudia. Ona wprawdzie nie jest aż tak wyrafinowana jak Stacey (trudno przebić fakt mieszkania w Nowym Jorku), ale i tak potrafi zadać szyku. Ma długie, jedwabiste włosy – prawie codziennie robi sobie inną fryzurę. Czasami jest to cała masa drobnych warkoczyków, kiedy indziej koczek na czubku głowy. Dzisiaj ma rozpuszczone włosy, ale spięła je po bokach spinkami w kształcie kwiatów.

Na szczęście Kristy ubiera się bardziej jak ja niż jak Stacey czy Claudia. Dobrze mieć obok siebie kogoś, kto nosi równie dziecięce ciuchy. Pani Thomas nie zabrania swojej córce ubierać się w żaden szczególny sposób – po prostu Kristy niespecjalnie przywiązuje wagę do stroju. Włosy ma zwykle w nieładzie, a ubrania nosi chyba tylko dlatego, że przychodzenie do szkoły nago jest niezgodne z prawem.

– Co tam ciekawego? – zapytała Stacey.

– Na razie był jeden telefon – odpowiedziała Kristy. – Moja mama potrzebuje kogoś do Davida Michaela na czwartkowe popołudnie.

Otworzyłam naszą księgę zleceń. Prowadzimy jako Klub Opiekunek dwa zeszyty: księgę zleceń i zeszyt klubowy. Księga zleceń jest ni mniej, ni więcej tylko opasłym tomem, w którym odnotowujemy wszystkie rzeczy związane z przyjętymi przez nas zleceniami. Nie zapisujemy w niej tylko kto, kiedy i dla kogo pracował albo będzie pracować w przyszłości – znajdują się tam także adresy, numery telefonów naszych klientów, stawki za zlecenia, informacje o tym, ile dokładnie u kogo zarobiłyśmy i jak stoimy z klubowymi składkami. Samymi pieniędzmi i cyferkami w ogóle zajmuje się Stacey.

Zeszyt klubowy to tak naprawdę bardziej nasz klubowy pamiętnik. Kristy poprosiła nas, żebyśmy zapisywały, co się wydarzyło w trakcie każdego zlecenia. To bardzo ważne, bo dzięki temu reszta z nas może się dowiedzieć o problemach klientów, ich zwyczajach oraz szczególnych potrzebach. Na przykład po tym, jak Claudia po raz pierwszy zajmowała się Eleanor i Niną Marshall, odnotowała w zeszycie, że Nina jest uczulona na truskawki. Dzięki temu, że wszystkie jesteśmy zobowiązane do czytania kolejnych wpisów, w porę dowiedziałyśmy się o tym, żeby nigdy nie częstować Niny tymi owocami.

Jak zatem widzicie, nasz klub jest świetnie prowadzony i bardzo dobrze zarządzany. Podziękowania za to wszystko należą się Kristy, nawet jeśli czasami trochę za bardzo się rządzi (w sumie to nawet bardzo często).

Szybko odnalazłam w księdze część dotyczącą umówionych spotkań.

– Czwartek… – wymruczałam. – Claudio, tylko ty jesteś wtedy wolna. Chcesz się zająć Davidem Michaelem?

– Jasne – odpowiedziała.

Odnotowałam nasze ustalenia, a w międzyczasie Claudia zadzwoniła do pani Thomas, żeby przekazać jej, która opiekunka będzie u niej w czwartkowe popołudnie. Kiedy tylko się rozłączyła, telefon zadzwonił ponownie. Odebrała Claudia, która dopiero przed sekundą odłożyła słuchawkę.

– Dzień dobry, tu Klub Opiekunek… Tak? O, cześć… W sobotę po południu? Sprawdzę i oddzwonię… Dobrze. Pa.

Zdążyłam już przewrócić strony w księdze na sobotę.

– Kristy, dzwonił Watson. Potrzebuje kogoś na sobotę, mniej więcej na dwie godziny, od czternastej do szesnastej.

Watson to narzeczony mamy Kristy. Zamierzają się pobrać na jesieni. Watson jest po rozwodzie, zresztą tak jak i pani Thomas, do tego ma dwoje dzieci: pięcioletnią Karen i trzyletniego Andrew. Watson spędza ze swoimi dziećmi co drugi weekend. Kiedy zostanie ojczymem Kristy, jego dzieci będą jej przyrodnim rodzeństwem.

Mimo że Kristy uwielbia Andrew i Karen i chętnie wzięłaby sobotnie zlecenie, żelazną zasadą klubu jest to, że każda praca jest oferowana najpierw wszystkim członkiniom.

– Dobra, na ten moment wygląda na to, że w sobotę wszystkie mamy pusty grafik – powiedziałam.

– Ja odpadam – rzuciła Stacey. – Mam wizytę u lekarza.

– A ja idę z Mimi na zakupy – dodała Claudia.

– W takim razie zostajemy tylko my dwie – zwróciłam się do Kristy. – Jak dla mnie, możesz wziąć tę robotę. Wiem, jak bardzo chciałabyś się spotkać z Andrew i Karen.

– Dzięki! – odpowiedziała uradowana Kristy.

Z jednej strony chciałam jej sprawić przyjemność, ale z drugiej – trochę miałam stracha. Obok Watsona mieszka dziwna sąsiadka, staruszka – pani Porter. Zdaniem Karen to czarownica, która tak naprawdę nazywa się Morbidda Destiny. Dziewczynka strasznie się jej boi, co w końcu i mnie się udzieliło. W związku z tym bardzo chętnie zrezygnowałam z tego zlecenia.

Claudia oddzwoniła do Watsona. Potem telefon zadzwonił jeszcze dwukrotnie, dzięki czemu wpadły nam kolejne dwa zlecenia. Kiedy dzwonek rozległ się po raz kolejny, słuchawkę podniosła Kristy.

– Klub Opiekunek, słucham… O, dzień dobry, pani Newton!

Pani Newton to nasza ulubiona klientka. Jest mamą cudownego chłopca o imieniu Jamie i… malutkiej córeczki! Lucy nie ma jeszcze nawet dwóch miesięcy. Pani Newton na razie niezbyt często pozwala nam się nią opiekować, więc telefon od niej od razu nas ożywił.

Razem z Claudią i Stacey z niecierpliwością czekałyśmy, kiedy Kristy zakończy rozmowę, zastanawiając się głośno, czy pani Newton potrzebuje opiekunki tylko dla Jamiego, czy może również dla Lucy. Każda z nas po cichu liczyła na to, że będzie mogła wreszcie zająć się takim maluszkiem.

– Tak… – mówiła Kristy. – Dokładnie… Och, chodzi o Jamiego ILUCY (w tym momencie Claudia i Stacey aż zapiszczały z podniecenia). – Piątek… Od osiemnastej do dwudziestej… Oczywiście. Będę punktualnie. Do zobaczenia! – Odłożyła słuchawkę.

KRISTY będzie punktualnie?? A co z klubową zasadą równego dostępu do każdego zlecenia dla wszystkich? Ja, Claudia i Stacey patrzyłyśmy na siebie, próbując zrozumieć to, co wydarzyło się przed chwilą. Nie mam pojęcia, jaką miałam w tamtej chwili minę, ale na twarzach pozostałych dziewczyn przerażenie mieszało się ze złością.

Kristy za to dosłownie promieniała. Była tak podekscytowana możliwością zajęcia się Lucy, że na początku w ogóle nie zorientowała się, co właśnie zrobiła.

– Newtonowie wydają w piątek małe przyjęcie i potrzebują kogoś, kto zaopiekuje dziećmi, kiedy oni będą zajęci gośćmi – wyjaśniła. – Jestem taka podekscytowana! Od osiemnastej do dwudziestej… Wychodzi na to, że sama będę musiała dać Lucy butelkę… – Kristy przerwała, bo w końcu zdała sobie sprawę, że żadna z nas nie wygląda nawet w połowie na taką zadowoloną jak ona. – Och – jęknęła – przepraszam…

– KRISTY! – krzyknęła Claudia. – Zlecenie pani Newton powinno było jak zawsze trafić na naszą giełdę! Bardzo dobrze o tym wiesz. W końcu sama wymyśliłaś tę zasadę. Ja też chciałabym zająć się Lucy.

– I ja – dodała Stacey.

– Ja też. – Sprawdziłam naszą księgę zleceń. – Do tego wygląda na to, że wszystkie jesteśmy wtedy wolne.

– No to ekstra – powiedziała Claudia z obrażoną miną.

Następnie wyjęła spod leżącej na łóżku kołdry duży kawałek gumy do żucia, rozpakowała go, wsunęła do ust i zaczęła żuć.

– Ktoś tutaj zachował się trochę po chamsku – rzuciła.

– Przecież przeprosiłam! – wrzasnęła Kristy. – Zresztą… I kto to mówi!

„Ups”, pomyślałam. Nie brzmiało to dobrze.

– O co ci chodziło z tym tekstem „i kto to mówi”? – zapytała Claudia.

– Jak by to powiedzieć… – zaczęła Stacey.

Widziałam, że próbuje właściwie dobrać słowa.

– TOBIE też zdarzały się podobne wpadki. Pamiętasz, jak opiekowałaś się Charlotte Johanssen?? Albo sprawę z córkami państwa Marshallów?

– Żeby nie wspomnieć o dzieciach Pike’ów – dodałam ostrożnie.

Wszystkie te sytuacje potwierdzały niezaprzeczalny fakt – Claudia już kilka razy zapomniała podzielić się zleceniem z resztą dziewczyn.

– Hej, co z wami? – obruszyła się Claudia. – Nie przesadzacie trochę? Wy nigdy o niczym nie zapomniałyście?

– Claudio, jako jedyna z nas wielokrotnie miałaś poważny problem z pamiętaniem o tej zasadzie – powiedziała Kristy.

– Normalnie nie wierzę! – wykrzyknęła Claudia. – To TY (wskazała oskarżycielsko na Kristy) złamałaś jedną z naszych najważniejszych reguł, a wszyscy naskakują na mnie! Nie zrobiłam nic złego. Jestem niewinna.

– TYM razem – mruknęła pod nosem Stacey.

– Hej, ty – powiedziała Claudia – która jesteś taka zdesperowana, żeby znaleźć nowych przyjaciół w Stoneybrook, może na początku lepiej nie kłóć się z tymi, których już masz?

– Czy to była groźba?! – wrzasnęła Stacey. – Bo jeśli tak, to wiecie co… nie jesteście mi do niczego potrzebne. Nie zapominajcie, skąd tutaj do was przyjechałam.

– Wiemy, wiemy. ZNOWEGO JORKU. W końcu cały czas o tym gadasz.

– Zanim mi przerwano – kontynuowała Stacey wyniośle – zamierzałam powiedzieć, że mam twardy charakter. A do tego jestem wojowniczką i nikogo do szczęścia nie potrzebuję. A już na pewno nie takich, co podwędzają innym zlecenia (spojrzała na Claudię), rządzą się i uważają za wszystkowiedzące (rzuciła okiem na Kristy) albo zachowują się jak dzieci i zawsze siedzą cichutko w kącie.

To na sto procent było o mnie.

– Wcale taka nie jestem – wydusiłam z siebie, ale w tej samej chwili zaczęła trząść mi się broda, a oczy wypełniły się łzami.

– Och, lepiej się przymknij – rzekła ze złością Kristy.

Ona czasem w ogóle nie ma do mnie cierpliwości.

Tyle że tym razem dla mnie to już było zbyt wiele. Zerwałam się na równe nogi.

– Nie, to TY się przymknij! – krzyknęłam w kierunku Kristy. – I ty też! – To było do Stacey. – Mam gdzieś, że jesteś twarda i że uważasz się za wyjątkową z powodu swojej głupiej cukrzycy. Nie masz prawa…

– Nie nazywaj choroby Stacey „głupią”! – wtrąciła się Claudia.

– Nie musisz zadawać sobie trudu i mnie bronić – odcięła się Stacey. – Nie potrzebuję, żebyś dawała mi fory.

– Nie ma sprawy – odpowiedziała lodowato Claudia.

– Hej – powiedziała nagle Kristy – kogo niby miałaś na myśli, mówiąc o rządzących się i uważających za wszystkowiedzące?

– A jak sądzisz? – odparła Claudia.

– MNIE?! – Kristy spojrzała w moim kierunku.

Wyglądała w tym momencie tak, jakby ktoś właśnie poinformował ją, że naukowcy odkryli, iż księżyc jest w gruncie rzeczy zrobiony z zielonego sera.

– Może i jestem nieśmiała – rzekłam głośno, przesuwając się nieco w kierunku drzwi. – I na co dzień zachowuję się jak dzieciak, ale nie macie prawa traktować mnie przez to jak piąte koło u wozu. Chcecie wiedzieć, co myślę? Moim zdaniem ty, Stacey, jesteś zarozumiałą snobką; ty, Claudio, bezczelnie podbierasz innym zlecenia, mając w głębokim poważaniu resztę z nas, i w końcu ty, Kristy Amando Thomas, jesteś najbardziej rządzącą się i przemądrzałą osobą we wszechświecie. Mam gdzieś to, czy was wszystkie jeszcze kiedykolwiek zobaczę!

Po tych słowach wyszłam z pokoju Claudii, trzaskając drzwiami tak mocno, że aż zatrzęsły się ściany, a następnie zbiegłam ze schodów. Nadal słyszałam dobiegające z góry odgłosy kłótni. Kiedy byłam już w korytarzu, drzwi do sypialni Claudii po raz kolejny zamknęły się z hukiem. Do moich uszu dobiegł tupot dwóch par stóp zbiegających po schodach.

Puściłam się biegiem w kierunku domu, w duchu licząc na to, że Kristy albo Stacey zawołają mnie i poproszą, abym się zatrzymała. Jednak nic takiego się nie wydarzyło.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.