3,99 zł
Młody nauczyciel z galicyjskiej szkółki po pracy oddawał się pracy w ogródku. W krótkim czasie zaczął sadzić drzewka, aż stworzył lasek, który przez wiele lat codziennie pielęgnował. Teraz mija czterdziesta rocznica jego powstania. W szkole wnuczka bohatera trwają przygotowania do majówki. Nauczyciel w trakcie rozmowy ze staruszkiem wspomina o uczczeniu jubileuszu lasku podczas uroczystości. Przed dotychczas skromnym mężczyzną rodzą się nadzieje na docenienie jego pracy. Ubiera odświętne odzienie i wraz z żoną szykuje się do świętowania. Impreza zaczyna się na dobre, lecz nikt nie składa mężczyźnie gratulacji. Czyżby o nim zapomnieli?
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi. W niniejszej publikacji zachowano oryginalną pisownię.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 22
Michał Bałucki
Saga
JubileuszJęzyk, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi. W niniejszej publikacji zachowano również oryginalną pisownię. Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1883, 2020 Michał Bałucki i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726444230
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 2.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont
Na ratuszowej wieży miasteczka wybiła dwunasta. Z budynku szkolnego wysypała się chmara dzieci – sam drobiazg z czarnymi tabliczkami w drewnianych ramkach, z torbeczkami, tekami, tornistrami, i naraz cicha i ludna ulica ożywiła się gwarem hałaśliwej dziatwy, której ubrania stanowiły najrozmaitszą mieszaninę kolorów i krojów. Były tam i eleganckie surduciki, i granatowe marynarki ze złotymi galonkami, i bluzy kamlotowe; ale większa część dzieci odziana była tak, jak się dało, jak można było posztukować i wyłatać. Ten miał wypłowiały surdut przerobiony z ojca, tamten ze starszego brata ze stanem, który mu prawie do kolan dochodził, inny w krótkim spencerku lub kamizelce, a byli i tacy, co się i bez tego obywać musieli i na bosaka, w spodenkach zawieszanych na krajce maszerowali, wywijając z fantazją książkami związanymi rzemykiem lub kawałkiem sznurka.
Ruchliwy i różnobarwny ten tłum chłopców śmiejących się, hałasujących, popychających się swywolnie, powoli rozrzedzał się, rozpływał i ginął w ulicach i zaułkach miasta. Jeden chłopczyna całkiem biało ubrany, że wyglądał jak figurka z cukru, wyszedłszy prawie ostatni ze szkoły, pobiegł prędko na drugą stronę ulicy do staruszka, który w cieniu parkanu czekał na niego.
– Dziaduniu! jutro majówka – zawołał już z daleka, nim jeszcze dobiegł do niego.
– Taak? – odezwał się staruszek, a w wypłowiałych oczach jego odzwierciedliła się radość chłopca, jak słoneczny promień w strumieniu.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
