Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Wybitny fizyk teoretyczny J. Robert Oppenheimer obecnie znany jest głównie z prac nad budową bomby atomowej, które prowadził w Los Alamos w latach 1942–1945. Autor tej niezwykłej biografii z precyzją i wrażliwością ukazuje drogę Oppenheimera – od młodzieńczych lat spędzonych na elitarnych uczelniach, przez błyskotliwą karierę naukową, aż po dramatyczne chwile w Los Alamos i etap moralnego upadku, gdy Oppenheimer zaczął kwestionować skutki własnych odkryć.
To opowieść o człowieku z krwi i kości, rozdartym między nauką a sumieniem, pełnym sprzeczności, pasji i wątpliwości. Biografia ukazuje również jego drogę do współpracy, a następnie do konfliktu z rządem amerykańskim i wojskiem.
Książka nie tylko dokumentuje życie Oppenheimera, lecz także zadaje pytania o odpowiedzialność uczonych, cenę postępu i moralne granice nauki. To obowiązkowa lektura dla wszystkich, których fascynuje historia, nauka i dylematy etyczne epoki atomowej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 219
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Był rok 1965. J. Robert Oppenheimer, człowiek, który przeszedł do historii jako „ojciec bomby atomowej”, miał wówczas 61 lat. Chociaż absolutnie nie można byłoby nazwać go starcem, nieubłagany upływ czasu zaczął już odciskać swe piętno. W młodości wykazywał się ogromną pewnością siebie, teraz zaś był nieco wycofany, o łagodniejszym charakterze, jakby wygładzonym przez minione lata. Jego ciało również nie było już tak sprawne jak kiedyś. Ostry kaszel, efekt nałogowego palenia papierosów przez całe dekady, stanowił zapowiedź diagnozy nieuleczalnej postaci raka, którą Oppenheimer usłyszał jeszcze w tym samym roku.
W młodości Oppenheimer wyróżniał się zarówno pod względem intelektualnym, jak i fizycznym.
Na razie jednak siedział przed kamerami CBS News, jednego z najbardziej szanowanych amerykańskich kanałów informacyjnych. W latach sześćdziesiątych Oppenheimer był swoistym ulubieńcem mediów, figurą mędrca i naukowca uwielbianego przez prasę, radio, telewizję i uczelnie, które chętnie zapraszały go na wykłady. Jego rola w projekcie Manhattan, poglądy na stosunki amerykańsko-radzieckie, błyskotliwość naukowego i filozoficznego umysłu, dramaturgia przesłuchań przed komisją do spraw bezpieczeństwa w 1954 roku – wszystko to nadawało Oppenheimerowi swoisty nimb najwybitniejszego żyjącego naukowca na świecie (wielki Albert Einstein zmarł w 1955 roku). Prasa i opinia publiczna miały wręcz bezgraniczny apetyt na szczegóły z życia i pracy Oppenheimera.
Szczególnie jedno pytanie – formułowane na dziesiątki różnych sposobów, ale zasadniczo niezmienne w swej treści – wracało wielokrotnie. Zakończyło i tamten wywiad: „Patrząc z perspektywy czasu, czy sądzi pan, że użycie bomby przez nasz kraj było konieczne?”. Oppenheimer milczał przez chwilę, jakby starannie analizował tę kwestię, a następnie z równą precyzją udzielił odpowiedzi:
Sądzę, że pogląd, który przedstawiło mi wiele osób, ale przede wszystkim generał Marshall i pułkownik Stimson, sekretarz wojny, był taki, że będziemy musieli walką zdobyć główne wyspy i że będzie się to wiązało z rzezią Amerykanów i Japończyków na masową skalę. Doszli do niego w dobrej wierze, z żalem i na podstawie najlepszych dowodów, jakimi wówczas dysponowali. Myślę, że wobec tej alternatywy bomba była ogromną ulgą. Wojna rozpoczęła się w 1939 roku. Zginęły w niej dziesiątki milionów ludzi. Przyniosła brutalność i zniszczenia, na które nie powinno być miejsca w połowie XX wieku. A decyzja o zakończeniu wojny w ten sposób, z pewnością okrutny, nie została podjęta lekkomyślnie. Ale dziś nie jestem przekonany, że otworzyła ona lepszą drogę. Nie mam zbyt dobrej odpowiedzi na to pytanie. […] Kiedy odgrywasz znaczącą rolę w zdarzeniu, które wywołało śmierć ponad stu tysięcy ludzi i obrażenia u porównywalnej ich liczby, to naturalnie myślenie o tym nie przychodzi z łatwością[1].
Oppenheimer przedstawia więc całkowicie logiczne uzasadnienie, prezentując cały łańcuch wydarzeń i sposób myślenia, które doprowadziły do zrzucenia bomb na Hiroszimę i Nagasaki w sierpniu 1945 roku. Ale jakże wymowne jest w tym miejscu zdanie, które kończy całą wypowiedź: „Nie mam zbyt dobrej odpowiedzi na to pytanie”. Sugeruje ono, że ostateczny wpływ projektu Manhattan na świat był tak poważny, tak ohydny dla ludzkości – niezależnie od strategicznego uzasadnienia – że Oppenheimer próbował w jakiś sposób pogodzić się z rolą, którą w nim odegrał. Fakt, że jego służba na rzecz Stanów Zjednoczonych została później tak dokładnie i głęboko prześwietlona (pomimo zastrzeżeń, że jego lojalność jako taka nigdy nie była kwestionowana), mógł tylko potęgować jego niepewność. Można przyjąć, że szorstkie traktowanie przez amerykańską administrację doprowadziło go przynajmniej do wątpliwości na temat rozsądku i przewidywalności politycznych liderów jego kraju – ludzi, którzy dysponowali teraz tą niezwykle silną bronią, którą Oppenheimer pomógł stworzyć.
Można by więc metaforycznie powiedzieć, że zarówno pod względem psychologicznym, jak i biograficznym chmura grzybowa po eksplozji bomby nuklearnej nigdy całkowicie nie zniknęła z nieba Oppenheimera. Pełnił on jedną z najbardziej znaczących funkcji we współczesnej historii – dyrektora laboratorium Los Alamos, ośrodka naukowego odpowiedzialnego za projekt Manhattan, którego celem było opracowanie i stworzenie bomby atomowej. Pierwsze dwa „produkty końcowe” tego projektu zdmuchnęły z powierzchni świata dwa japońskie miasta w ciągu milisekund, uśmiercając łącznie (bezpośrednio lub w wyniku późniejszych następstw i choroby popromiennej) około 200 tysięcy osób. To rola, której ludzie nigdy nie zapomną i wobec której zawsze będą stawiać pytania.
Niniejsza biografia ma na celu przedstawienie lat w Los Alamos w ich pełniejszym kontekście. Ostatecznie 65 lat życia Oppenheimera nie powinno się oceniać wyłącznie przez pryzmat trzech z nich, które poświęcił opracowaniu bomby atomowej w odległej bazie na pustyni, ani też dwóch miesięcy przesłuchań w 1954 roku. Zacząć można od tego, że Oppenheimer był jedną z tysięcy osób zaangażowanych w rozwój broni atomowej. Projekt Manhattan rozrósł się z czasem do tego stopnia, że pracowało przy nim co najmniej 130 tysięcy ludzi, w tym niektórzy z najwybitniejszych naukowców XX wieku, tacy jak Leo Szilard, Ernest O. Lawrence, Hans Bethe, Edward Teller, James Chadwick, Robert Serber czy Enrico Fermi. Bomba atomowa nie była dziełem jednego człowieka. Oppenheimer, jako dyrektor laboratorium – znów sięgając po metaforę – dbał raczej o naukowy grunt, na którym wyrósł projekt. Niemniej to on stał się twarzą przedsięwzięcia i został uznany za człowieka, który osadził świat w nowej rzeczywistości – ciągłego zagrożenia zniszczeniem atomowym. To jego słynny kapelusz pork pie okazał się czymś w rodzaju metonimii projektu Manhattan. Problem, którego doświadczył Oppenheimer, to rzadkość wśród fizyków teoretycznych. Teoria naukowa często pozostaje jedynie w sferze idei, nie wykraczając poza słowa, równania, wykresy i ożywione dyskusje. Jednak dla Oppenheimera podstawy teoretyczne, które rozwijał w Los Alamos, miały najdotkliwsze konsekwencje w świecie rzeczywistym, jakie tylko można sobie wyobrazić – matematyka tablicowa przeobraziła się w poskręcane podkłady kolejowe, stopione szkło i śmiertelny pył.
Nie należy jednak zapominać, że Oppenheimer był przede wszystkim naukowcem – i to najwyższej klasy. Jego dokonania nie ograniczają się do pracy nad bronią atomową. Jak się przekonamy, Oppenheimer wniósł znaczący wkład także w inne obszary fizyki, zgłębiając teoretyczne podstawy promieniowania kosmicznego i gwiazd neutronowych oraz przewidując istnienie tego, co obecnie znamy jako czarne dziury. Był człowiekiem o ogromnym potencjale intelektualnym, a jego umysłowy wszechświat wykraczał daleko poza nauki ścisłe, obejmując także literaturę, religię, filozofię i sztukę. Oppenheimer świetnie żeglował i jeździł konno. Jeśli chodzi o charakter, jego znacząca niestabilność przejawiała się w tym, że potrafił być czasem niemiły i ogólnikowy, kiedy indziej zaś elegancki i precyzyjny.
Pisanie o Oppenheimerze musi uwzględniać gwałtowny wzrost publicznego zainteresowania jego osobą po premierze filmu biograficznego Christophera Nolana Oppenheimer z 2023 roku, w którym tytułową rolę błyskotliwie zagrał irlandzki aktor Cillian Murphy. Dzieło w kreatywny sposób skupia się na trzech wielkich moralnych zmaganiach Oppenheimera: na jego związku z Jean Tatlock, z którą miał romans, na moralnych rozterkach związanych z rozwojem i użyciem bomby atomowej, a także na walkach z Komisją Energii Atomowej (AEC – Atomic Energy Commission) w latach pięćdziesiątych. Jest kwestią dyskusyjną, czy film w pełni oddaje złożoność postaci Oppenheimera. Nie był on ani bohaterem, ani złoczyńcą, ale raczej człowiekiem o magnetycznej lotności umysłu, nawet jeśli w późniejszych latach życia próbował strzepnąć z rękawów marynarki wszelkie ślady radioaktywnego pyłu.
[1] CBS News (19 lipca 2023 roku), From the archives: Robert Oppenheimer in 1965 on if the bomb was necessary, https://www.youtube.com/watch?v=AdtLxlttrHg&t=45s (dostęp: 05.09.2025).
Rozdział 1
Pełne nazwisko Oppenheimera brzmiało: J. Robert Oppenheimer. Wszelkie badania biograficzne wskazują, że pierwsza litera w rzeczywistości nie była skrótem od konkretnego imienia. Sam Oppenheimer stwierdził, że nie oznacza absolutnie niczego. Jego brat Frank potwierdził, iż litera ta nie miała żadnego rozwinięcia, dodając jednak, iż stanowiła swoisty ukłon w stronę ich ojca, Juliusa. Niezależnie od faktycznych źródeł, owo „J” przydało nazwisku Oppenheimera stylowy wydźwięk i – jak się później przekonamy – było istotne dla rodziny Oppenheimerów.
Pochodzenia nazwiska „Oppenheimer” należy upatrywać w nazwie niewielkiego miasteczka Oppenheim, położonego w regionie Hesji Nadreńskiej w południowo-zachodnich Niemczech, między Moguncją a Wormacją. W jaki sposób nazwa miejscowości przekształciła się w nazwisko? Otóż 20 lipca 1808 roku Napoleon Bonaparte wydał dekret, który zmusił Żydów z okupowanych przez niego terytoriów do przyjęcia nazwisk, jeśli dotychczas takowych nie nosili. Wielu niemieckich Żydów z Oppenheim przyjęło jako nazwisko nazwę swojego miasta. Chociaż korzenie Roberta Oppenheimera były zdecydowanie żydowskie, on sam nie czuł się komfortowo z tą tożsamością kulturową. Możliwe, że owo tajemnicze „J” było odniesieniem do imienia ojca, ale jednoliterowa postać skrótu wskazuje na chęć ukrycia jednoznacznych skojarzeń imienia „Julius” ze społecznością żydowską.
OPPENHEIMEROWIE W NOWYM JORKU
Julius Oppenheimer urodził się w niemieckim mieście Hanau w 1871 roku. Niektórzy członkowie rodziny pozostali w Niemczech, inni dołączyli do trwającego pod koniec XIX wieku masowego exodusu z Europy do Stanów Zjednoczonych. W tej drugiej grupie znalazł się również Julius, który dotarł do nowego, pełnego obietnic kraju w 1888 roku, mając wówczas 17 lat. Początki życia na emigracji znacząco ułatwiał mu fakt, że dwóch jego wujów – Solomon i Sigmund Rothfeldowie – mieszkało w Stanach już od 1869 roku, a także prowadziło dobrze prosperujący zakład krawiecki w Nowym Jorku. Tak oto od pierwszego dnia Julius miał zapewnione zatrudnienie w rodzinnej firmie. Związki Oppenheimerów z Nowym Jorkiem zacieśniły się jeszcze bardziej, kiedy w 1895 roku dołączył do nich brat Juliusa – Emil.
Pomimo trudnej sytuacji w handlu suknem w Ameryce pod koniec XIX wieku Julius radził sobie świetnie, wykazując się prawdziwą żyłką do przedsiębiorczości. W 1903 roku został pełnoprawnym wspólnikiem firmy. Rok ten był dla niego udany również pod względem osobistym – 23 marca się ożenił. Jego wybranką była Ella Friedman, która również pochodziła z niemieckich Żydów, ale – urodzona w Stanach Zjednoczonych – w pełni żyła już „amerykańskim snem”.
Julius i Ella tworzyli dwa bieguny, pomiędzy którymi ukształtowała się osobowość J. Roberta Oppenheimera. Według wszystkich relacji Julius był człowiekiem towarzyskim i otwartym na innych, choć w tej postawie można dopatrywać się niepewności imigranta starającego się dopasować do społeczeństwa, w którym się nie urodził. Przyjaciel Roberta Oppenheimera, Robert Horgan, wspominał Juliusa jako „człowieka niezwykle wręcz sympatycznego, pragnącego być miłym i najwyraźniej bardzo życzliwego”[1]. Robert Oppenheimer również dostrzegał tę zasadniczą dobroć charakteru swojego ojca: „Myślę, że mój ojciec był jednym z najbardziej tolerancyjnych i zwyczajnie ludzkich osób. Gdy chciał zrobić coś dla innych, pozwalał im samodzielnie odkrywać, czego tak naprawdę chcą”[2]. Nawet jednak tak pozytywna opinia o ojcu nie przeszkodziła Robertowi oddalić się od rodziców w późniejszym okresie.
Społeczne klasy wyższe mają swoje niepisane zasady i rytuały. Drobne subtelności sprawiają, że wejście do tego świata zawsze było czymś więcej niż tylko kwestią zamożności. Julius z pewnością starał się unikać wszelkiej ostentacji i snobizmu. Pomostem między sukcesem finansowym a nowojorską elitą była sztuka, której Julius stał się poważnym i szanowanym kolekcjonerem. Bardzo możliwe, że Ellę poznał właśnie podczas jednej ze swoich wizyt w nowojorskich galeriach – kobieta studiowała bowiem sztukę w Europie i była uzdolnioną malarką. W dodatku zapewniała mu idealną równowagę społeczną. Cechowała się wyrafinowaniem, elegancją i tą przydającą dostojeństwa rezerwą. Była piękna, ale miała od urodzenia zdeformowaną prawą dłoń – brakowało jej kciuka i palca wskazującego. Początek XX wieku nie był okresem szczególnej tolerancji dla odmienności fizycznych, dlatego Ella w towarzystwie skrzętnie ukrywała swoją dłoń, nosząc rękawiczki. Prawa ręka Elli była najwyraźniej drażliwą kwestią rodzinną, o której nigdy nie wspominano ani nie rozmawiano. Wiadomo, iż Robert na każde pytanie w tej sprawie – bez znaczenia, czy zadane przez osobę postronną, czy bliskiego przyjaciela – reagował lodowatym milczeniem.
Zaraz po ślubie Julius i Ella zabrali się do powiększania rodziny. 22 kwietnia 1904 roku na świat przyszło ich pierwsze dziecko – J. Robert. Cztery lata później, w marcu 1908 roku, Ella urodziła kolejnego syna, Lewisa Franka Oppenheimera. Niestety niemowlę przeżyło jedynie 45 dni. Ta tragedia, co zrozumiałe, rzuciła cień na Oppenheimerów, i to nie tylko na członków rodziny, ale i na fizyczną przestrzeń, którą zamieszkiwali. Goście odwiedzający ich dom czasami zwracali uwagę na aurę melancholii, której nawet żywa osobowość Juliusa nie była w stanie całkowicie rozgonić.
Być może to właśnie ze względu na utratę dziecka Ella była szczególnie wrażliwa na wszelkie kwestie związane ze zdrowiem Roberta. Nic dziwnego, że we wczesnych latach życia chłopiec był raczej izolowany od rówieśników – matka starała się chronić syna przed ryzykiem zarażenia od innych dzieci. To swoiste odosobnienie od czasu do czasu łagodziły wycieczki z szoferem na wieś. Niewykluczone, że właśnie takie doświadczenia ukształtowały w Robercie późniejsze upodobanie do otwartych przestrzeni.
Ella i Julius zostali obdarzeni trzecim synem, Frankiem, 14 sierpnia 1912 roku. Przyjaźń z bratem stała się jedną z najważniejszych relacji w życiu Roberta Oppenheimera. Frank był tą osobą, która wydobywała z Roberta najbardziej zrelaksowaną i naturalną stronę jego osobowości. Lecz relacja ta, podobnie jak relacja z ojcem, w przyszłości miała zostać poddana próbie.
Na razie jednak Oppenheimerowie mieli się dobrze. Mieszkali w luksusowym apartamencie na 11. piętrze budynku nr 155 przy Riverside Drive w Nowym Jorku. Była to bardzo prestiżowa nieruchomość w modnej dzielnicy. Apartament zajmował całe piętro budynku, a z okien roztaczał się wspaniały widok na rzekę Hudson. Sukcesy finansowe Juliusa pozwalały rodzinie na zatrudnienie personelu domowego, w tym szoferów i pokojówek, ale nie było w tym wiele snobizmu – łagodziły go dobre maniery, powściągliwość i wysmakowane gusta. Gusta, które w pewnej mierze zostały ukształtowane przez szersze zmiany społeczne zachodzące wśród amerykańskich Żydów od końca XIX wieku.
Dla wielu żydowskich rodzin w USA w tym czasie – zwłaszcza tych, które wyemigrowały z Niemiec – kultura i tożsamość judaistyczna pozostawały ważne. Jednak w miarę jak rodziny te starały się budować nowe życie w Ameryce, ich tradycje i obrzędy w coraz większym stopniu zaczęły współistnieć z ruchami świeckimi i integracyjnymi. Odcięcie się od społeczności, z której się wyrosło, nie zawsze było dobrym rozwiązaniem, szczególnie w przypadku tych, którzy chcieli osiągnąć sukces komercyjny i szacunek społeczny. Co więcej, wysiłek wkładany w próby wtopienia się w tłum nie otwierał automatycznie drzwi do amerykańskiego społeczeństwa. Wybuch gwałtownego antysemityzmu nazistowskich Niemiec w pierwszej połowie XX wieku może przysłaniać wrogość wobec Żydów, która kwitła w innych miejscach, w tym także w Stanach Zjednoczonych. Żydzi byli jawnie lub potajemnie wykluczani z „elitarnych” przestrzeni – klubów sportowych i towarzyskich, uniwersytetów, wysokiej klasy hoteli, stanowisk w instytucjach państwowych. Amerykański antysemityzm był głęboko zakorzeniony, mimo że niektóre żydowskie rodziny stały się lokomotywami amerykańskiego biznesu i mecenatu kulturalnego, a dostojne rody, takie jak Rooseveltowie, Astorowie, Vanderbiltowie i Morganowie, odegrały kluczową rolę w budowie współczesnych Stanów Zjednoczonych. Wywodzący się z Europy Zachodniej amerykańscy Żydzi tak bardzo pragnęli promować swoją nową amerykańską tożsamość, że wielu z nich wypowiadało się nawet przeciwko kolejnym falom żydowskiej imigracji z Europy Wschodniej, obawiając się, że bardziej religijni i praktykujący nowi przybysze doprowadzą do intensyfikacji antysemityzmu.
Jedną z najbardziej znaczących instytucji działających na rzecz sekularyzacji amerykańskich Żydów było Ethical Culture Society (Towarzystwo Kultury Etycznej). Organizacja ta została założona w 1876 roku przez innego niemieckiego imigranta, Felixa Adlera, syna rabina. Filozoficznym celem Adlera było oddzielenie etycznego zachowania od przestrzegania kodeksów i praw wielkich religii monoteistycznych, w tym judaizmu, w którym sam się wychował. Adler zachęcał swoich zwolenników do skupienia wysiłków moralnych na doskonaleniu własnych charakterów i (poprzez edukację) intelektu, jednocześnie promując świadomy klasowo altruizm i reformatorskiego ducha. Nacisk na aktywizm społeczny oznaczał, że prowadzone przez Towarzystwo prywatne szkoły postrzegano jako inkubatory przyszłych amerykańskich liderów. Ruch pozostawał w kontakcie ze swoim żydowskim dziedzictwem, ale edukacja i ideologia cechowały się otwartością – do szkoły przyjmowano także osoby pochodzenia innego niż żydowskie. W 1911 roku świat Roberta znacznie się poszerzył, gdy Oppenheimer zaczął uczęszczać do drugiej klasy lokalnej szkoły prowadzonej przez Towarzystwo – Ethical Culture School w Nowym Jorku. W środowisku tym obracał się aż do ukończenia szkoły średniej.
EDUKACJA
Jeśli chodzi o intelekt, predyspozycje genetyczne stały niewątpliwie po stronie Roberta. Jego zdolność do zapamiętywania niemal wszystkiego, co przeczytał tylko jeden raz, była rzadkim talentem – umiejętności tej nie można nabyć przez pracowitość i ćwiczenia. Co warto podkreślić, środowisko, w którym Robert dorastał, dokładało wszelkich starań, aby pomóc mu osiągnąć sukces – począwszy od szczerego pragnienia rodziców, aby zapewnić mu rozwój intelektualny i społeczny. Ethical Culture School, która promowała samodzielne wybory ścieżek nauki, była idealnym miejscem dla pełnego pasji i zainteresowań młodego człowieka.
Każdy przejaw ciekawości spotykał się z zachętą. Wydaje się, że wczesne zainteresowania Roberta zostały ukształtowane przez dwie wizyty w Niemczech – kiedy miał pięć i siedem lat – które rodzina Oppenheimerów odbyła, by Robert mógł poznać swojego dziadka ze strony ojca, Benjamina Oppenheimera. Wiele lat później Robert udzielił wywiadu amerykańskiemu filozofowi i historykowi Thomasowi Kuhnowi. Podczas tej rozmowy opisał swojego dziadka jako „przedsiębiorcę bez sukcesów, urodzonego w ruderze, w niemal średniowiecznej niemieckiej wiosce [prawdopodobnie Hanau], z zamiłowaniem do nauki”[3]. W tych słowach pobrzmiewa nuta politowania i wyższości, ale Oppenheimer był szczerze wdzięczny dziadkowi Benjaminowi za dwa prezenty, które od niego otrzymał: encyklopedię architektury i niewielką kolekcję minerałów. Obie te rzeczy wyraźnie pochłonęły młodego Roberta, wykładniczo zwiększając jego apetyt na czytanie i wiedzę. Znaczący fragment wywiadu Kuhna pokazuje, jak Oppenheimer opisywał podstawy własnego rozwoju intelektualnego:
Od tego momentu stałem się, w całkowicie dziecinny sposób, zagorzałym kolekcjonerem minerałów i zanim z tym skończyłem, miałem już całkiem niezły zbiór […]. Z pewnością na początku było to zainteresowanie czysto kolekcjonerskie, ale z czasem przerodziło się również w ciekawość naukową. Nie dotyczyła ona historii powstawania skał i minerałów, ale była fascynacją kryształami, ich strukturą, zjawiskiem dwójłomności, tym, co można zobaczyć w świetle spolaryzowanym, i wszystkimi tymi podstawowymi kwestiami […]. Kiedy miałem 10 czy 12 lat, minerały, pisanie wierszy i czytanie oraz budowanie z klocków – architektura – były trzema dziedzinami, którymi się zajmowałem – nie po to, by mieć jakieś towarzystwo, ani dlatego, że miało to jakikolwiek związek ze szkołą, ale dla nich samych. Porzuciłem klocki gdzieś w wieku 10 lat, ale minerały stały się uroczym zajęciem na dłużej. Próbowałem je zrozumieć. Miałem z tym bardzo duże problemy, ponieważ nie zawsze znałem odpowiednią terminologię. Myślę, że minął miesiąc, zanim zdałem sobie sprawę, że słowo „intercept” [ang. punkt przecięcia] może być używane zarówno jako rzeczownik, jak i czasownik, i to była moja zmora[4].
W wywiadzie tym Oppenheimer wspominał o pierwszych oznakach cechy wspólnej dla wielu naukowców – owej palącej, niemal bolesnej potrzeby, by wiedzieć, by rozumieć ukryte struktury rzeczywistości, by poznawać jej prawa, właściwości i tajemnice. Robert pragnął również zyskać werbalne narzędzia opisu naukowego – przez całe życie dążył do mistrzostwa ekspresji w wielu obszarach języka, od sztuki i literatury po języki obce i fizykę teoretyczną.
Tak oto zwykłe pudełko z próbkami skał szybko przeistoczyło się z obiektu pobudzającego ciekawość w nowy wszechświat idei i pomysłów. W przypadku Roberta mineralogia stała się czymś więcej niż tylko hobby. Jego wiedza w tej dziedzinie osiągnęła taki poziom, że zaproszono go do prestiżowego New York Mineralogical Club (Nowojorskiego Klubu Mineralogicznego), założonego w 1886 roku. Został najmłodszym członkiem tej organizacji, a w wieku zaledwie 12 lat wygłosił nawet referat.
Nauczyciele Ethical Culture School nie potrzebowali dużo czasu, aby zrozumieć, że mają do czynienia z naprawdę wyjątkowym uczniem. Oppenheimer wyraźnie wyróżniał się na tle swoich kolegów. Ucząc się w przyspieszonym trybie, nawiązał również pewne ważne dla swojego późniejszego rozwoju kontakty z kilkoma nauczycielami. Na szczególną uwagę zasługują tu dwie postacie. Pierwszą z nich był nauczyciel angielskiego Herbert Winslow Smith, który nie tylko dostarczał młodemu Robertowi bodźców intelektualnych, ale także otaczał go życzliwą troską duszpasterską, tworząc więź, która trwała znacznie dłużej niż lata szkolne Oppenheimera. W 1974 roku, po śmierci Oppenheimera, Smith udzielił Charlesowi Weinerowi długiego wywiadu, w którym przedstawił swoje spostrzeżenia i wspomnienia na temat Oppenheimera jako dorosłego mężczyzny i dojrzewającego chłopca. (Pełna transkrypcja tego wywiadu jest udostępniona w internecie przez Center for History of Physics of the American Institute of Physics [Ośrodek Historii Fizyki Amerykańskiego Instytutu Fizyki] – szczegółowe informacje znajdują się w Bibliografii).
Jeśli chodzi o lata szkolne Oppenheimera, Smith wspominał, że według Oppenheimera pewna „niezręczność” jego rodziców – w szczególności ojca – była dla chłopca źródłem upokorzenia. Smith posłużył się nawet przykładem. Któregoś lata Robert wziął udział w szkolnym obozie w Camp Koenig, ośrodku położonym na malowniczej jedenastoakrowej wyspie Grindstone na jeziorze Ontario. Właśnie tam Robert stał się obiektem zaczepek innych chłopców. Zyskał przydomek „Cutie” [„Piękniś”] ze względu na swoją delikatną, niemal zniewieściałą urodę, na którą składały się gęste, bujne włosy, szczupła sylwetka i wyraźne, lecz miłe i gładkie rysy twarzy. I choć nękanie zawsze zasługuje na potępienie, wydaje się, że młody Oppenheimer robił wszystko, aby ściągnąć na siebie uwagę i stać się celem przemocy rówieśniczej. Według Freda Koeniga, syna organizatora obozu, doktora Ottona Koeniga, i jedynego prawdziwego przyjaciela Oppenheimera podczas obozu, Robert przez cały zachowywał się z wyższością, świadomy swej intelektualnej przewagi nad pozostałymi uczestnikami. To oczywiście mogło tylko podjudzić kolegów. (Jak się później przekonamy, ewidentny snobizm Oppenheimera był niewątpliwie efektem nawarstwienia się kolejnych doświadczeń w późniejszym życiu. Niestety ta postawa zwykle obracała się przeciwko niemu samemu, niemal zawsze pogarszając jego sytuację).
W trakcie obozu Oppenheimer był, co oczywiste, narażony na rubaszne docinki młodych, dojrzewających chłopców. Popełnił wówczas naiwny młodzieńczy błąd. Zupełnie nie przewidując naturalnej reakcji rodziców, napisał do nich list, w którym przechwalał się, że wiele się nauczył o seksie. Sprowokowało to natychmiastową wizytację Juliusa i Elli na obozie, a następnie śledztwo i potępienie wszystkich. Zemsta nadeszła szybko. Grupa chłopców pochwyciła Roberta i zaciągnęła go do stojącej na uboczu lodowni. Tam koledzy go rozebrali i związali, pomalowali mu pośladki i genitalia na zielono i zostawili go samego w zimnie, upokorzeniu i strachu.
Możemy się domyślać, że dla Oppenheimera było to doświadczenie traumatyczne, skoro opowiedział o nim dopiero w wieku 20 lat swojemu ówczesnemu powiernikowi Herbertowi Smithowi. Jak wyjaśnił Smith, sposób, w jaki Julius i Ella rozprawili się z tym incydentem, ilustruje wspomnianą wcześniej niezręczność w relacjach między synem a rodzicami. To swoiste połączenie miłości Oppenheimera do rodziców i zażenowania ich zachowaniem stało się czymś w rodzaju powracającego motywu, zwłaszcza gdy rozpoczął studia. Szczególnie ojca postrzegał jako nieco prymitywnego i nieoszlifowanego, przypisując mu cechę, którą wyższe klasy zawsze wyczuwają podświadomie – silne pragnienie dopasowania się i dołączenia do „lepszych”.
Kolejną osobą, która wywarła istotny wpływ na Oppenheimera w Ethical Culture School, był Augustus Klock, nauczyciel przedmiotów ścisłych. Opinia Franka Oppenheimera o Klocku była raczej krytyczna – uważał on, że Klock uczył fizyki „z pewną ekscytacją”, natomiast zajęcia z chemii były, ogólnie rzecz biorąc, mało inspirujące. Z kolei Robert Oppenheimer tak chwalił „Gusa” Klocka podczas konsolacji po śmierci nauczyciela w 1963 roku:
Minęło prawie 45 lat, odkąd Augustus Klock uczył mnie fizyki i chemii […]. Kochał te nauki zarówno jako rzemiosło, jak i jako wiedzę. Uwielbiał urządzenia laboratoryjne i wielkie odkrycia, których do tamtej pory dokonano, a także miał to spojrzenie na naturę łączące porządek z zagadką, które jest warunkiem nauki. Ale nade wszystko kochał młodych ludzi, którym miał nadzieję przekazać jakieś dotknięcie, jakiś smak, jakąś miłość do życia i w których przebudzeniu dostrzegał swój życiowy cel[5].
Interesujące jest to, że Oppenheimer wskazuje tu na połączenie teorii i praktyki jako inspirujący dar Klocka. W swoim późniejszym życiu akademickim i zawodowym Oppenheimer skłaniał się zdecydowanie ku fizyce teoretycznej, zmagając się z praktycznymi wymogami technicznymi, które wiążą się z fizyką eksperymentalną. Ale najwyraźniej entuzjazm Klocka dla aparatury, pomysłów i poszukiwań naukowych odcisnął swoje piętno na młodym Robercie. Nie próbując w żaden sposób umniejszyć znaczenia pracy Oppenheimera w Los Alamos, nie powinniśmy także lekceważyć tego dreszczyku emocji, który nieodmiennie rodzi się, gdy liczne wielkie umysły, przy wsparciu nieograniczonego budżetu, gromadzą się w jednym miejscu, aby dążyć do ostatecznego urzeczywistnienia fizyki praktycznej.
Klock inspirował Roberta, a ten z kolei uosabiał dokładnie taki typ zaangażowanego ucznia, pełnego potencjału, jaki Klock uwielbiał. 8 listopada 1948 roku na łamach magazynu „Time” ukazał się artykuł zatytułowany The Eternal Apprentice [Wieczny uczeń], stanowiący obszerną refleksję na temat intelektualnej i zawodowej podróży Oppenheimera. (O sławie, jaką Oppenheimer osiągnął na tym etapie życia, najlepiej świadczy fakt, że okładkę tego wydania ozdobił jego kolorowy portret). W artykule wspomniano o wyjątkowej naturze początków edukacji Oppenheimera, zauważając, że zanim ukończył on Ethical Culture School, „potrafił czytać dzieła Cezara, Wergiliusza i Horacego bez słownika łacińskiego, czytał Platona i Homera po grecku, komponował sonety po francusku i interesował się traktatami o świetle spolaryzowanym”[6]. Ta rozległość zainteresowań przypomina nam, że chociaż Oppenheimer jest czczony przede wszystkim jako naukowiec, był kimś, kogo dziś określilibyśmy mianem człowieka renesansu, obdarzonym ponadto wyjątkową pamięcią. (Muzyka stanowiła chyba jedyną dziedzinę, w której nie wykazywał zdolności ani którą się – przynajmniej w dzieciństwie – nie interesował). W artykule zacytowano również samego Klocka, który postrzegał intelektualny rozwój Oppenheimera jako niepohamowany: „Był tak bystry, że żaden nauczyciel nie byłby w stanie uniemożliwić mu zdobycie wykształcenia”[7].
Wspominając swoje dzieciństwo, Oppenheimer przyznał, że był chłopcem raczej rozpieszczonym i osłanianym przed światem zewnętrznym – potrzebował doświadczeń hartujących do życia: „Moje dzieciństwo nie przygotowało mnie na to, że świat jest pełen rzeczy okrutnych i gorzkich”. Ze względu na dostatek i nadmierną troskliwość rodziców (tu widać, że Oppenheimer miał dar do sformułowań zapadających w pamięć) „nie znalazł normalnego, zdrowego sposobu na bycie draniem”[8]. Mimo wszystko udało mu się zgromadzić wokół siebie starannie dobraną grupę przyjaciół – i to obu płci. Do tego grona należała koleżanka z klasy, Jane Didisheim. Byli ze sobą na tyle blisko, że odwiedzała Roberta w domu – sama Ella zachęcała ich do tych spotkań, widząc w Jane potencjalną przyszłą partnerkę dla swojego wrażliwego syna… a przynajmniej kogoś, kto mógłby pomóc wyciągnąć go z jego skorupy[9].
Wydaje się, że Robert rzeczywiście darzył Jane pewnym romantycznym uczuciem, które przetrwało aż do czasów studiów. Te pragnienia nie zostały jednak w żaden sposób odwzajemnione. W późniejszym życiu Jane (obecnie Jane Kayser) wspominała młodego Oppenheimera z dozą czułości, ale zwracała uwagę na głęboką nieporadność chłopca i jego niedostatki fizyczne.
Zauważyła na przykład, że był niski i „bardzo wątły”, a także miał jasnoróżowe policzki. Mówiąc krótko, Jane postrzegała Roberta jako „raczej nierozwiniętego” pod względem fizycznym, co przejawiało się niezręcznymi ruchami i dziwną postawą. Na te cechy nakładała się nieśmiałość. Jednocześnie zauważała, że jeśli chodzi o sferę intelektualną, Robert wyraźnie przewyższał swoje otoczenie, co jego grupa rówieśnicza szybko dostrzegła. Nie chodziło tylko o to, że w mig zdobywał i przetwarzał wiedzę, ale także o to, że był biegły we wszystkich tematach, od artystycznych po naukowe[10].
Delikatną budowę ciała Oppenheimera potwierdza wiele innych źródeł. W pewnym momencie jego niechęć do jakiegokolwiek wysiłku sprawiła, że zaczął unikać korzystania ze schodów. Postawiło to przed szkołą swoiste wyzwania – jej dyrektor skierował do Elli i Juliusa list z prośbą, by wpłynęli na syna i zachęcili go do wchodzenia po stopniach.
Portret Oppenheimera nakreślony przez Kayser jasno pokazuje, dlaczego młodzieńczy romans nie miał szans powodzenia. Z tego opisu dowiadujemy się, że Robert był na ogół chłopcem nieśmiałym, trzymającym się z tyłu, ale czasem jego wiedza sprawiała, że wychodził przed szereg i stawał przed klasą, „ponieważ był tak niezwykle utalentowany i bystry”[11].
W czasach szkolnych blisko Roberta był także młodszy od niego Fred Bernheim oraz siostry Inez i Kitty Pollak. Jednak jego największym przyjacielem, powiernikiem na całe życie, został Francis Fergusson. Wielu biografów Oppenheimera analizuje zakres wpływu Fergussona jako wzorca zachowania i wyrafinowania, do którego Robert aspirował. Francis Fergusson pochodził z Albuquerque w stanie Nowy Meksyk i był synem stanowego kongresmana. Do Ethical Culture School uczęszczał jedynie w roku 1920/1921, kiedy Oppenheimer był w ostatniej klasie.
Fergussona łączyły z Oppenheimerem zdolności intelektualne. W liceum jego powołaniem stało się pisanie i filozofia. (Kierunek ten utrzymał w dorosłym życiu – został nauczycielem, krytykiem literackim i znawcą teatru oraz mitologii). Intelekt był bez wątpienia tym, co zbliżyło Oppenheimera i Fergussona, choć pod wieloma innymi względami Fergusson różnił się zdecydowanie od swojego żydowskiego przyjaciela z Nowego Jorku. Fergusson był pewny siebie i bystry, ale także miał w sobie tę cechę, która dla Oppenheimera stanowiła ucieleśnienie ducha pogranicza amerykańskiego południowego zachodu – pewną ostrość i bezkompromisowość w myślach i czynach, będącą efektem obcowania z tyleż inspirującą, co nieokiełznaną dziczą. To zdecydowanie kontrastowało z wrażliwością wychowanego w cieplarnianych warunkach Oppenheimera, z jego miejską kruchością. Młodzi ludzie często ulegają pragnieniu dostosowania się do „normy”, ale też łatwo inspirują się każdym, kto ich zdaniem w jakiś sposób wybija się z tej przeciętności, łamiąc swoisty kod społeczny. Oppenheimer widział więc w Fergussonie kogoś, kto bez wysiłku wtapia się w elitę społeczeństwa, podczas gdy sam Robert czuł, że jego charakter i kultura, z której się wywodził, to rzeczy, które należy ukrywać. Herbert Smith doskonale pamięta tę widoczną skłonność u Oppenheimera: „No cóż, on naprawdę dorastał w przekonaniu, że przynależność do społeczności żydowskiej jest powodem do wstydu i czymś, z czym się rodzisz, ale z czego nigdy nie możesz się wyrwać”[12]. Z kwestią pochodzenia Oppenheimer borykał się przez wiele lat również już jako osoba dorosła.
WYPŁYNIĘCIE NA SZEROKIE WODY
Pod koniec ostatniej klasy Oppenheimer miał niewielką, ale zgraną grupę przyjaciół. Był to także okres, w którym zaczynał samodzielnie odkrywać świat. Przełom nastąpił w jego szesnaste urodziny, kiedy Julius – najwyraźniej chcąc pomóc synowi odnaleźć w sobie ducha przygody – sprezentował mu jednomasztowy jacht o długości 8,2 m (27 stóp). Rodzina Oppenheimerów miała letnią rezydencję w malowniczej nadmorskiej wiosce Bay Sound w hrabstwie Suffolk na Long Island. Nieruchomość posiadała własne kotwicowisko, które zapewniało łatwy dostęp do wód Long Island Sound i Great South Bay. Biorąc pod uwagę, że niechęć Roberta do aktywności fizycznej obejmowała również korzystanie ze schodów, mógł to być spektakularnie nietrafiony prezent. Tak się jednak nie stało – przeciwnie, dar rozpalił w nim pasję do żeglarstwa, która z czasem pomogła mu przejść przemianę zarówno psychiczną, jak i fizyczną.
Robert nadał jachtowi nazwę Trimethy, świadomie nawiązując do trimetyloaminy – związku chemicznego odpowiedzialnego za charakterystyczny zapach gnijących ryb, który każdy z nas zna znad morza. Frank i Robert spędzili niezliczone godziny na łodzi, cementując swoją braterską więź i nabierając biegłości w żeglarstwie. Robert odkrył w sobie również ukryty dotąd apetyt na ryzyko, chętnie wypuszczając się na wzburzone, nieprzyjazne morze, ku wielkiemu zaniepokojeniu rodziców. Przygody czasem szły za daleko – Julius musiał kilkakrotnie poszukiwać chłopców w odległych rejonach wybrzeża, a raz, gdy łódź osiadła na mieliźnie na błotnistym brzegu, konieczna była akcja ratunkowa Straży Przybrzeżnej. Fergusson wspominał, że z jednej strony naprawdę się bał, z drugiej zaś był pod wrażeniem sprawności, z jaką Robert kierował swym jachtem. Dostrzegał również niepokój Elli związany z nowo odkrytym przez jej syna pragnieniem życia na krawędzi.
Wiosną 1921 roku Oppenheimer ukończył Ethical Culture School. Wraz z Fergussonem planował podjąć studia na Uniwersytecie Harvarda – wówczas, tak samo jak teraz, jednej z najbardziej elitarnych instytucji edukacyjnych w USA. Robert zamierzał zgłębiać tajniki chemii. Najpierw jednak czekały go długie wakacje. Spędził te miesiące, pracując nad projektem naukowym z Augustusem Klockiem. Kiedy projekt dobiegł końca, rodzice zabrali Roberta w kolejną podróż do Europy. Julius i Ella zatrzymali się w Niemczech, a Robert oddał się swojej pasji mineralogicznej, odwiedzając kopalnie w pobliżu Joachimsthal w Czechach (dziś Jáchymov) przy granicy niemiecko-czeskiej. Tradycje górnicze w Joachimsthal sięgają XVI wieku – najpierw wydobywano tu srebro, ale z czasem zainteresowanie górników rozszerzyło się również na nikiel, bizmut, ołów, arsen, kobalt, cynę, uran i rad. Oppenheimer znalazł w kopalniach wiele interesujących rzeczy, a także skorzystał z okazji, aby powiększyć swoją rosnącą osobistą kolekcję minerałów. Niestety przy okazji zachorował na dyzenterię.
I nie była to łagodna postać choroby – Robertowi groziła nawet śmierć. Przetransportowano go do Stanów Zjednoczonych, gdzie powoli wracał do pełni zdrowia. Oprócz nieuniknionego w tej sytuacji opóźnienia rozpoczęcia studiów o cały rok choroba zostawiła ślad na całe życie w postaci zapalenia okrężnicy (przejawiającego się obrzękiem lub stanem zapalnym okrężnicy). To zaś sprawiło, że spożywanie pikantnych potraw (które uwielbiał) stało się problematyczne, i przyczyniło się niewątpliwie do sporadycznych ataków zrzędliwości i nadmiernej drażliwości.
Okres powolnej rekonwalescencji był dla Roberta trudny zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Młody mężczyzna popadł w melancholię i zamykał się w swoim pokoju, odmawiając wyjścia z niego nawet w obliczu gorących próśb zatroskanych rodziców. Jednak choroba w końcu minęła i dowiodła ludowej prawdy, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Próbując (skutecznie) wydobyć syna z depresji, Julius i Ella poprosili Herberta Smitha, aby zabrał Roberta w podróż po południowym zachodzie Ameryki, proponując oczywiście, że pokryją koszty takiej wyprawy i wypłacą zawieszoną na ten czas pensję nauczycielską Smitha. Taka niestandardowa i wychodząca poza mury szkoły troska Smitha o uczniów nie była niczym niezwykłym. Nauczyciel był znany z tego, że zapraszał obiecujących młodych ludzi na różnego rodzaju spotkania i wycieczki, hojnie poświęcając swój czas i energię na ich wszechstronny rozwój. Smith przystał na propozycję Oppenheimerów, a sam Robert również okazał się entuzjastycznie nastawiony do perspektywy takiej podróży.
Celem wyprawy był Nowy Meksyk, a istotną okolicznością – możliwość odwiedzenia Fergussona i poznania jego rodziny. Ogólnie rzecz biorąc, podróż miała transformacyjny wpływ na Oppenheimera, zmieniając jego wizję kraju i potencjalnego własnego miejsca w nim. Co również ważne, pozwoliła Smithowi na bliższą obserwację Oppenheimera, stojącego już u progu dorosłości. Nauczyciel ponownie zwrócił uwagę na nadwrażliwość Roberta w kwestii jego żydowskiego pochodzenia. Jeszcze podczas planowania podróży Oppenheimer zasugerował na przykład, by on i Smith udawali braci. Robert miał przedstawiać się jako Smith, zwłaszcza gdy będą poznawać kogoś lub meldować się w hotelach. Smith jednak odmówił. Oppenheimer okazał się również wrażliwy na to, co postrzegał jako żydowskie skojarzenia. Smith zapamiętał szczególnie jeden incydent:
Pamiętam, że zbieraliśmy się do wyjazdu, a ja nigdy nie byłem w stanie złożyć płaszcza tak, żeby po wyjęciu wyglądał jak płaszcz. On tę umiejętność miał opanowaną do perfekcji. Śpieszyliśmy się, więc spytałem: „Czy mógłbyś pomóc mi złożyć ten płaszcz tak, żeby jakoś wyglądał?”. Spojrzał na mnie ostro i powiedział: „O, tak – syn krawca na pewno musi wiedzieć, jak to zrobić, prawda?”[13].
W tamtym okresie historii Żydzi (a zwłaszcza niemieccy Żydzi) byli często utożsamiani z amerykańskim przemysłem krawieckim; związki zawodowe takie jak International Ladies’ Garment Workers’ Union i Amalgamated Clothing Workers of America (ACW) miały silną reprezentację Żydów wśród swoich przywódców. Tak więc Oppenheimer prawdopodobnie widział metonimiczny związek między krawiectwem a swoim żydowskim pochodzeniem. Ewidentne było, że Oppenheimer wykazuje niezmierną wrażliwość na skojarzenia swojej osoby ze światem rzemiosła i handlu.
Pomijając jednak takie momenty, podróż Oppenheimera do Nowego Meksyku była niezwykle udana i przyniosła znacznie więcej miłych momentów niż tarć. Wizyta w domu Francisa była niczym objawienie. Oppenheimer poznał rodzinę przepojoną wyraźnie amerykańską formą dumy, pewności siebie i pewności miejsca – a on właśnie tego wszystkiego pragnął. Fergussonowie byli ludźmi wykształconymi, towarzyskimi i otwartymi na dyskusję, a przy tym dzielnymi i altruistycznymi, ich dom stanowił natomiast enigmatyczne połączenie wpływów hiszpańskich i amerykańskich, swobodnego bogactwa i prostej tradycji. Atmosfera była ożywcza i młodzieńcza, a Oppenheimer poznawał nowe osoby. Jedną z nich był Paul Horgan, przyjaciel Francisa; pochodził z Buffalo w stanie Nowy Jork, ale jego rodzina przeniosła się do Albuquerque. Horgan, podobnie jak wielu przyjaciół Oppenheimera, był człowiekiem „skazanym na wielkość”. Został znanym pisarzem i historykiem, opublikował ponad 40 książek, otrzymał 19 tytułów honorowych i zdobył Nagrodę Pulitzera. Ale w 1922 roku był studentem wojskowej szkoły New Mexico Military Institute.
Pomimo rozbieżnych zainteresowań akademickich Oppenheimera, Fergussona i Horgana łączył wyrafinowany intelekt i wszechstronne zainteresowania. Oppenheimer miał odcisnąć swoje piętno na nauce, ale jego pasje były szerokie, więc trzej młodzi mężczyźni mieli naprawdę sporo możliwości wymiany idei. Wspólnie spędzone lato 1922 roku scementowało ich przyjaźń. Horgan mówił o nich później jako o „wielkiej troice” lub „triumwiracie pigmejów”.
Biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia w życiu Oppenheimera, interesujące jest to, że Horgan nazwał tę grupę, używając rosyjskiego słowa troika, najczęściej stosowanego w odniesieniu do sojuszu trzech przywódców bolszewickich. W maju 1922 roku Włodzimierz Lenin, przywódca partii bolszewickiej w pochłoniętej rewolucyjną pożogą Rosji, doznał udaru mózgu. Aby utrzymać przywództwo, utworzono tymczasową „troikę”, w skład której weszli Lew Kamieniew, Grigorij Zinowjew i nie kto inny jak Józef Stalin. W czasie, gdy trójka młodych Amerykanów gromadziła swe letnie wspomnienia w Nowym Meksyku, Związek Radziecki nie został nawet jeszcze formalnie utworzony (miało to nastąpić 30 grudnia 1922 roku), ale bolszewicy wyraźnie już umocnili kontrolę nad krajem. Jako dobrze wykształceni młodzi ludzie Oppenheimer i jego przyjaciele prawdopodobnie zdawali sobie z tego sprawę – na pewno zaś wiedzieli o komunistycznych ideach, które już od XIX wieku znajdowały żyzną glebę w znacznej części amerykańskiego handlu i kultury. Komunistyczna Partia Stanów Zjednoczonych Ameryki (CPUSA – Communist Party of the United States of America) powstała w 1919 roku, a w 1922 roku liczyła nieco ponad 12 tysięcy członków w całym kraju. Absolutnie nie szukam tu zgrabnej opowieści, która w jakikolwiek sposób rzucałaby światło na późniejsze problemy Oppenheimera wynikające z jego rzeczywistych i fikcyjnych związków z komunizmem. Jednak użycie przez Horgana słowa troika może sugerować, że chłopcy postrzegali ten ruch społeczno-polityczny i filozofię przez pryzmat pewnego romantyzmu, jak to czyniło wielu na półkuli zachodniej we wczesnych dekadach Związku Radzieckiego.
Wszelkie przebudzenia ideologiczne prawdopodobnie bledły jednak na tle rosnącego zainteresowania Oppenheimera płcią przeciwną. W trakcie podróży Robert zatrzymał się na ranczu Los Pinos, położonym w dolinie Upper Pecos w górach Sangre de Cristo, w pobliżu wioski Cowles. Ranczo prowadziła dwójka przyjaciół Fergussonów – małżeństwo Winthrop i Katherine Chaves Page. Dzieliła ich spora różnica wieku. Winthrop był po pięćdziesiątce, Katherine natomiast miała zaledwie 28 lat i była atrakcyjną kobietą zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru. Pochodziła z hiszpańskiej arystokracji, a historia jej rodziny była prawdziwą epopeją łączącą elementy wojny, eksploracji, odwagi, polityki i przywództwa – i rozgrywającą się na tle zmiennych losów narodu. Sama Katherine była opanowana i twarda; doskonale identyfikowała się zarówno ze swoją historią, jak i z życiem na pylistym pustkowiu Nowego Meksyku.
Nic dziwnego, że kobieta zauroczyła młodego Oppenheimera. O żadnym związku, co zrozumiałe, nie mogło być mowy, ale młodzieniec zaczął przynosić jej kwiaty z nieco obsesyjną regularnością. Prawdopodobnie nawet najwyżej położone jezioro w Nowym Meksyku, Lake Katherine (3580 m n.p.m.), niedaleko szczytu Sante Fe Baldy, zostało nazwane na cześć tej Katherine, a nie, jak czasami sugerowano, na cześć jego żony. Chociaż romantyczne zabiegi nie zostały oczywiście odwzajemnione, nie wydaje się, by Katherine szczególnie odrzucała szczere porywy serca dorosłego już Oppenheimera.
Związek między Katherine i Robertem mógł być jednostronną i niespełnioną tęsknotą, ale miał ważny praktyczny skutek dla Oppenheimera – w Los Pinos nauczył się jeździć konno. Podobnie jak w przypadku żeglarstwa, nabył tę umiejętność z instynktowną inteligencją i szybko zaczął wykazywać prawdziwe zdolności. Tak więc Oppenheimer i jego grupa przyjaciół często eksplorowali pustkowia Nowego Meksyku na koniach, co mogło tylko dodać romantyzmu Staremu Światu.
Trudno przecenić psychologiczny wpływ, jaki Nowy Meksyk wywarł na Oppenheimera. Porośnięte krzakami góry, przetarte kopytami szlaki, smagane wiatrem płaskowyże, dzika i okrutna przyroda – wszystko to mówiło o przygranicznej wolności, szlachetności i twardym charakterze, wolnym od błahych trosk miasta. Miejsce to zachęcało Roberta do myślenia tak szerokiego jak horyzont, który widział przed sobą. Stał się prawdziwym miłośnikiem spędzania czasu na świeżym powietrzu – i to w różnych formach: wędrówek, żeglarstwa czy jazdy konnej. Przyjaciele zauważyli zmianę w jego charakterze. Jane Didisheim stwierdziła, że Robert stał się „mniej nieśmiały”, a jego pewność siebie wzrosła dzięki poczuciu przynależności do grupy przyjaciół, z którymi dzielił doświadczenia. Herbert Smith także to widział: „Po raz pierwszy w swoim życiu Robert czuł się kochany, podziwiany i potrzebny”[14].
Odtąd Nowy Meksyk przyciągał Oppenheimera niczym magnes. Zaledwie kilka lat później powiedział: „Moje dwie wielkie miłości to fizyka i Nowy Meksyk. Szkoda, że nie można ich połączyć”[15]. Wówczas nie wiedział, jak bardzo w tym drugim stwierdzeniu się mylił.
[1] Cyt. za: A. Kimball Smith i C. Weiner (red.), Robert Oppenheimer: Letters and Recollections, Stanford University Press, Stanford (CA) 1980, s. 2.
[2] Tamże, s. 5.
[3] Wywiad przeprowadzony z J. Robertem Oppenheimerem przez Thomasa S. Kuhna, 18 listopada 1963 roku.
[4] Tamże.
[5] Cyt. za: D. Royal, The Story of J. Robert Oppenheimer, St Martin’s Press, New York 1969, s. 23.
[6]The Eternal Apprentice, „Time”, 4 listopada 1948 roku, s. 70.
[7] Tamże, s. 71.
[8] Cyt. za: D. Royal, dz. cyt., s. 16.
[9] R. Monk, Inside the Centre: The Life of J. Robert Oppenheimer, Vintage, London 2013, s. 40.
[10] Cyt. za: A. Smith i C. Weiner, dz. cyt., s. 6.
[11] Tamże, s. 7.
[12] H. Smith, Interview of Herbert Smith by Charles Weiner on 1974 August 1, Niels Bohr Library & Archives, American Institute of Physics, College Park, MD USA, https://doi.org/10.1063/nbla.isam.upcd (dostęp: 05.09.2025).
[13] Tamże.
[14] Tamże.
[15] Cyt. za: D. Royal, dz. cyt., s. 49.
Rozdział 2
Rozdział 3
ROZDZIAŁ 4
ROZDZIAŁ 5
Rozdział 6
Atomic Energy Commission, The GAC report of October 30, 1949, United States Atomic Energy Commission Washington, DC 20545 Historical Document Number 349, https://www.atomicarchive.com/resources/documents/hydrogen/gac-report.html (dostęp: 05.09.2025).
Jeremy Bernstein, Oppenheimer: Portrait of an Enigma, Ivan R. Dee, Chicago 2004.
Hans Bethe, J. Robert Oppenheimer, w: Biographical Memoirs: Volume 71, National Academy Press, Washington DC 1971, s. 175–220.
Kai Bird i Martin J. Sherwin, American Prometheus: The Triumph and the Tragedy of J. Robert Oppenheimer, Atlantic Books, London 2023; wyd. polskie: Oppenheimer. Triumf i tragedia ojca bomby atomowej, tłum. J. Błaszczyk, Replika, Poznań 2022.
Patrick M.S. Blackett, Award ceremony speech, 13 grudnia 1948 roku, https://www.nobelprize.org/prizes/physics/1948/ceremony-speech/ (dostęp: 05.09.2025).
CBS News, From the archives: Robert Oppenheimer in 1965 on if the bomb was necessary, 19 lipca 2023 roku, https://www.youtube.com/watch?v=AdtLxlttrHg (dostęp: 05.09.2025).
Committee on Atomic Energy, Report on the International Control of Atomic Energy, Committee on Atomic Energy, Washington DC 1946.
Albert Einstein, List do prezydenta Franklina Delano Roosevelta, 2 sierpnia 1939 roku. Zarchiwizowano na podstawie oryginału 17 kwietnia 2012 roku. Pobrano 9 października 2013 roku, https://en.wikipedia.org/wiki/Einstein%E2%80%93Szilard_letter#/media/File:Einstein-Roosevelt-letter.png (dostęp: 05.09.2025).
Walter M. Elsasser, Memoirs of a Physicist in the Atomic Age, Adam Hilger Ltd./Science History Publications, London 1978.
Peter J. Goodchild, J. Robert Oppenheimer: ‘Shatterer of Worlds’, BBC Books, London 1980.
Nancy Thorndike Greenspan, The End of the Certain World, Wiley, London 2005, s. 146.
Leslie R. Groves, Memorandum for the Secretary of War: The Test, War Department, Washington DC, 18 lipca 1945 roku.
Leslie R. Groves, Now It Can Be Told: The Story of the Manhattan Project, Harper & Row, New York and Evanston 1962.
Harvey Hall, i J. Robert Oppenheimer, Relativistic Theory of the Photoelectric Effect, „Physical Review”, 38, 57, 7 maja 1931 roku.
Gregg Herken, Brotherhood of the Bomb: The Tangled Lives and Loyalties of Robert Oppenheimer, Ernest Lawrence, Edward Teller, Henry Holt & Co., New York 2002.
Peter Hore (red.), Patrick Blackett: Sailor, Scientist, Socialist, Routledge, London 1999.
Lyndon B. Johnson, Wręczenie Nagrody Enrica Fermiego, 2 grudnia 1963 roku.
Joint Task Force One, Minutes of the meeting of the President’s Evaluation Commission for the atomic bomb tests and the staff of Commander Joint Task Force One, Washington DC, 30 marca 1946 roku.
Robert Jungk, Brighter than a Thousand Suns: A Personal History of the Atomic Scientists, Mariner, Boston (MA) 1970, https://ia801309.us.archive.org/0/items/BrighterThanAThousandSuns-PersonalHistoryOfAtomicScientists/brightsun.pdf (dostęp: 05.09.2025).
Thomas S. Kuhn, Wywiad z J. Robertem Oppenheimerem, 18 listopada 1963 roku.
Peter Michelmore, The Swift Years: The Robert Oppenheimer Story, Dodd, Mead, & Co., New York 1969.
Ray Monk, Inside the Centre: The Life of J. Robert Oppenheimer, Vintage, London 2013.
Gia Musselwhite, After “Oppenheimer,” a look back at Princeton’s complicated role in nuclear history, „The Daily Princetonian”, 26 lipca 2023 roku, https://www.dailyprincetonian.com/article/2023/07/oppenheimer-nuclear-history-princeton-retrospective (dostęp: 05.09.2025).
Kenneth D. Nichols, Letter Outlining Charges Against Robert Oppenheimer (December 23, 1953), https://famous-trials.com/oppenheimer/2691-charges-against-oppenheimer-dec-23-1953 (dostęp: 05.09.2025).
Kenneth D. Nichols, The Road to Trinity, William Morrow and Company, New York 1987.
Office of the Historian, The Acheson–Lilienthal & Baruch Plans, 1946, Department of State, Washington DC, https://history.state.gov/milestones/1945-1952/baruch-plans (dostęp: 05.09.2025).
J. Robert Oppenheimer, Crossing, „Hound & Horn”, czerwiec 1928 roku.
J. Robert Oppenheimer, On the Quantum Theory of the Problem of the Two Bodies, „Mathematical Proceedings of the Cambridge Philosophical Society”, 23, 4, październik 1926 roku, s. 422–431.
J. Robert Oppenheimer do Franka Oppenheimera, 14 października 1929 roku.
J. Robert Oppenheimer i H. Snyder, On Continued Gravitational Contraction, „Physical Review”, 56, 455, 1 września 1939 roku.
J. Robert Oppenheimer, Outline of Present Knowledge, 15–24 kwietnia 1943 roku.
J. Robert Oppenheimer do sekretarza wojny Stanów Zjednoczonych Henry’ego Stimsona, 17 sierpnia 1945 roku.
J. Robert Oppenheimer, Przemówienie do Stowarzyszenia Naukowców Los Alamos, Los Alamos (NM), 2 listopada 1945 roku.
J. Robert Oppenheimer, Przemówienie z okazji przyjęcia nagrody Excellence, przyznanej przez Armię i Marynarkę Wojenną, 16 listopada 1945 roku.
J. Robert Oppenheimer do prezydenta Harry’ego S. Trumana, 3 maja 1946 roku.
J. Robert Oppenheimer, Science and the Common Understanding – Lecture 6: The Sciences and Man’s Community, “Reith Lectures”, audycja radiowa BBC, 20 grudnia 1953 roku.
J. Robert Oppenheimer, I am become Death, the destroyer of worlds (1965), YouTube (2012), https://www.youtube.com/watch?v=lb13ynu3Iac&t=10s (dostęp: 05.09.2025).
Abraham Pais i Robert P. Crease, J. Robert Oppenheimer: A Life, Oxford University Press, Oxford 2006.
Richard Rhodes, The Making of the Atomic Bomb, Simon & Schuster, New York 1986.
Denise Royal, The Story of J. Robert Oppenheimer, St Martin’s Press, New York: 1969.
Robert Serber, i E. U. Condon, The Los Alamos Primer, Los Alamos: Manhattan Project, 1943.
Robert Serber, Peace and War: Reminiscences of a Life on the Frontiers of Science, Columbia University Press, New York 1998.
Alice Kimball Smith i Charles Weiner, Robert Oppenheimer: Letters and Recollections, Stanford University Press, Stanford 1980.
Herbert Smith, Interview of Herbert Smith by Charles Weiner on 1974 August 1, Niels Bohr Library & Archives, American Institute of Physics, College Park, MD USA, https://doi.org/10.1063/nbla.isam.upcd (dostęp: 05.09.2025).
Philip M. Stern, The Oppenheimer Case: Security on Trial, Rupert Hart-Davis, London 1971, s. 130.
The Eternal Apprentice, „Time”, 4 listopada 1948 roku, s. 70–81.
United States Atomic Energy Commission (AEC), In the Matter of J. Robert Oppenheimer: Transcript of Hearing before Personnel Security Board, US Government Printing Office, Washington DC 1954, https://www.osti.gov/opennet/hearing (dostęp: 05.09.2025).
US Department of Energy, Office of Scientific and Technical Information, transkrypty przesłuchań J. Roberta Oppenheimera, https://www.osti.gov/opennet/hearing (dostęp: 05.09.2025).
War Department Interim Committee, Notatki, 31 maja 1945 roku.
War Department Interim Committee, Recommendations on the Immediate Use of Nuclear Weapons, Notatki, 16 czerwca 1945 roku.
Victor F. Weisskopf, The Los Alamos Years, „Physics Today”, 20, 10, październik 1967 roku, s. 39–42.
Victor F. Weisskopf, Physics in the Twentieth Century: Selected Essays, The MIT Press, Cambridge and London 1972.
J. ROBERT OPPENHEIMER
CHRIS MCNAB
TŁUMACZENIE: Marcin Kowalczyk
ORIGINAL ENGLISH TITLE: J. Robert Oppenheimer. The man behind the atom bomb
Copyright © Arcturus Holdings Limited
COPYRIGHT © FOR THE POLISH EDITION: Wydawnictwo RM, 2025 All rights reserved.
Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected] WWW.RM.COM.PL
Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.
Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.
Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań , aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.
ISBN 978-83-8400-095-3 ISBN 978-83-7147-210-7 (Epub)
REDAKTORKA PROWADZĄCA: Magdalena Przybylska REDAKCJA: Iwona Kresak KOREKTA: Julia Diduch-Stachura PROJEKT OKŁADKI WEDŁUG ORYGINAŁU: Maciej Jędrzejec ZDJĘCIA NA OKŁADCE: Getty lmages EDYTOR WERSJI ELEKTRONICZNEJ: Edyta Gadaj OPRACOWANIE WERSJI ELEKTRONICZNEJ: Marcin Fabijański WERYFIKACJA WERSJI ELEKTRONICZNEJ: Justyna Mrowiec
