Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Bogowie byli tu wcześniej, niż myślisz. I mogą powrócić szybciej, niż się spodziewasz.
Czy Adam i Ewa widzieli na niebie niezwykłe obiekty? Czy biblijni olbrzymi to potomkowie „bogów z nieba”? Kim były mityczne hybrydy – sfinksy, centaury, uskrzydleni ludzie – i czy za ich powstaniem mogła stać zaawansowana ingerencja genetyczna?
W tej wyjątkowej książce Erich von Däniken łączy dynamiczną narrację z materiałem faktograficznym, tworząc najbardziej intrygującą opowieść w swoim dorobku. W centrum stawia postać Henocha – proroka, który miał poznać język istot pozaziemskich, zostać zabrany z Ziemi i którego powrót zapowiadają liczne tradycje religijne. Autor sięga także po przemilczane odkrycia archeologiczne, tajemnice piramid i motyw „powtórnego przyjścia” obecny niemal we wszystkich kulturach świata.
„Henoch i powrót bogów” to odważna propozycja dla czytelników gotowych spojrzeć na historię ludzkości z zupełnie innej perspektywy. Prowokuje do refleksji i podważenia wszystkiego, co myślimy, że wiemy.
Otwórz tę książkę i sam zdecyduj, czy przeszłość naprawdę należy już do przeszłości.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 259
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
TYTUŁ ORYGINAŁU:
Enoch and the Return of the Gods
Redaktorka prowadząca: Marta Budnik
Wydawczyni: Agnieszka Fiedorowicz
Redakcja: Jolanta Olejniczak-Kulan
Korekta: Katarzyna Kusojć
Zdjęcia w książce: Erich von Däniken
Projekt okładki: Sky Peck Design
Okładka: The Ancient of Days, William Blake, 1794
Grafika na stronach rozdziałowych: © Tomas, © Zahra / AdobeStock.com
Copyright © 2023 by Erich von Däniken
All rights reserved.
Copyright © 2026 for the Polish edition by ILLUMINATIO an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Copyright © for the Polish translation by Zbigniew Kościuk, 2026
Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie I
Białystok 2026
ISBN 978-83-8417-911-6
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Drogi czytelniku,
tomik, który trzymasz w rękach, ma dla mnie szczególne znaczenie. Moje poprzednie książki były raportami non-fiction. Opierały się na faktach, które dało się sprawdzić. W tej i następnych krótkie fikcyjne opowieści przeplatają się z materiałem o charakterze dokumentalnym. Wszystkie zawierają zmyślone historie z elementami opartymi na faktach. Czynią one zrozumiałymi pewne rzeczy, które trudno wyjaśnić w materiale non-fiction. Oprócz tego czyta się je z uśmiechem.
W rozdziałach non-fiction zajmuję się odkryciami, o których rzadko pisano. Dowiesz się, że Adam i Ewa już w raju zaobserwowali obiekty latające i aniołów znikających na firmamencie. Na ziemi żyli wówczas olbrzymi, których śladem podążam – przez tysiąclecia aż do czasów biblijnych. Mieli być potomkami pozaziemskich mężczyzn i kobiet. Ich istnienie potwierdzają znaleziska w pojedynczych grobach. Olbrzymką była królowa Saby – żona Salomona. Jej miejsce pochówku znajduje się w dawnym Tadmurze, czyli obecnej Palmyrze, w dzisiejszej Syrii.
W zamierzchłej przeszłości istniały niewyobrażalne stworzenia będące hybrydami. Kim były? Wszyscy słyszeli o egipskim Sfinksie – stworzeniu o ludzkiej głowie i ciele lwa. Istniały także hybrydy zupełnie innego rodzaju: ludzie ze skrzydłami, byki z ludzką głową, istoty powstałe z połączenia człowieka i konia. Centaury z greckiej mitologii. Czy to wszystko jest nonsensem? Donosi o nich kilku starożytnych historyków, a nawet Ojciec Kościoła Euzebiusz (zmarły około 339 po Chr.). Hybrydy nie mogły powstać w sposób naturalny. Chromosomy różnych zwierząt nie pasują do siebie. Jeśli te stworzenia faktycznie istniały, za ich powstaniem musiało się kryć projektowanie genetyczne. Jednak nasi przodkowie sprzed tysięcy lat nie znali genetyki. Możliwym rozwiązaniem są tylko istoty pozaziemskie.
W owych tajemniczych czasach żył chłopiec, który miał zostać prorokiem Henochem. Opisuje on w pierwszej osobie swoje niezwykłe przygody. Poznaje język istot pozaziemskich. Obcy uczą go pisać i wprowadzają w arkana wielu nauk. Henoch jest jedynym starożytnym historykiem, który wymienia imiona swoich nauczycieli. Nawiasem mówiąc, prorok nie umiera na Ziemi. Obcy, którzy są jego nauczycielami, zabierają go w podróż. Jest on według Biblii pierwszą osobą, która opuściła Ziemię w sposób cielesny. I pewnego dnia ma powrócić.
Powrót? Powtórne przyjście? Temat ten pojawia się we wszystkich kulturach i religiach. Wszędzie w jakimś momencie ma się ukazać zbawiciel, mesjasz, sprawiedliwy sędzia. Pisał o tym Ewangelista Marek, podobnie jak jego kolega Święty Łukasz. Nie inaczej jest w Koranie, świętej księdze muzułmanów. Na obszarze Indii motyw powrotu stanowi element codziennego życia. Oczywiście, powrócić ma Budda, mądry nauczyciel. Chrześcijanie oczekują Jezusa, muzułmanie wyglądają Mahdiego, a społeczność żydowska Mesjasza. Nawet najbardziej odległe kultury z rejonu Mórz Południowych lub peruwiańskich wyżyn znają temat powtórnego przyjścia. Kiedy pojawili się biali zdobywcy, miejscowi w pierwszej chwili uznali ich za oczekiwanych od tysięcy lat „bogów”. Jak rozumieć te wszystkie opowieści o powtórnym przyjściu? Zbadałem ten temat i zapewniam Cię – Drogi Czytelniku – że dowiesz się wielu zdumiewających rzeczy.
Znajdziesz również coś na odwieczny temat egipskich piramid. Nie interesują mnie liczne teorie o tym, jak starożytni Egipcjanie je zbudowali – interesują mnie kłamstwa. Rok w rok we wnętrzu i w okolicach piramidy Cheopsa odkrywane są nowe szyby, korytarze i komory. I rok w rok okłamuje się opinię publiczną – często robią to oficjalni rzecznicy poważnych instytucji. Dwudziestego drugiego marca 1993 roku robot zaprojektowany przez niemieckiego inżyniera Rudolfa Gantenbrinka odkrył sześćdziesięciometrowy szyb we wewnętrzu piramidy. Szyb kończył się przed małymi drzwiami z dwiema metalowymi klamrami. Kiedy dziennikarze zapytali o to w Niemieckim Instytucie Archeologicznym (Deutsches Archäologisches Institut, DAI), jego rzeczniczka, doktor Christel Egorov, oświadczyła: „To kompletny nonsens!”. Później zaczęła wyjaśniać, że robot został wykorzystany jedynie do zbadania wilgotności wewnątrz budowli. To także nie było prawdą. Robot nie był wyposażony w żadne urządzenie służące do pomiaru wilgotności.
I tak dalej. Często zdarza się, że naukowcy i dziennikarze, których darzę ogromnym szacunkiem, nie przekazują faktów. Oszukują, tuszują i kłamią. Opinia publiczna powinna pozostać w niewiedzy. Ludzie nie mają dość rozumu, żeby samodzielnie osądzić fakty. Wcześniej jednak trzeba je poznać.
Erich von Däniken
Kamień Świętego Berlitza
Zanim przejdę do głównego tematu książki, opowiem krótką zmyśloną opowieść, która ma pewne znaczenie – mam nadzieję, że stanie się to jasne – w mojej argumentacji.
Jej akcja rozgrywa się w przyszłości, po wielkiej katastrofie, w której przestał istnieć znany nam świat. Ci, którzy ocaleli, podejmują próbę zrozumienia minionych epok za pomocą ocalałych reliktów (na przykład prostego komputera językowego Berlitza) i w rezultacie tworzą z konieczności fałszywą mitologię i religię. Podobnie jak inne wierzenia opiera się ona na jądrze prawdy, ale jest tak przeładowana fałszywymi założeniami i interpolacjami opartymi na własnym doświadczeniu i ignorancji, że proste fakty zaczyna coraz bardziej spowijać tajemnica.
Opactwo Świętego Berlitza przyjmowało do nowicjatu dzieci w wieku piętnastu lat. Tamtego roku w uroczystości wstąpienia do zakonu wzięło udział ośmiu chłopców i dziesięć dziewczynek. Opat mówił z zatroskaniem o małej grupie powołań w „roku ich narodzin”. Większość nowicjuszy dorastała w cieniu opactwa: ich rodzice pracowali na jego terenie, służąc Świętemu Berlitzowi. Oprócz świeckich braci i sióstr żyli tu też zbieracze jagód, myśliwi i wszelkiego rodzaju rzemieślnicy oraz położne i uzdrowiciele – wszyscy zjednoczeni we wzniosłym dziele rodzenia jak największej liczby dzieci i dbania o to, żeby były one silne i zdrowe. Od czasu Wielkiej Zagłady ocalałe ludzkie społeczności w tym rejonie były nieliczne i znacznie od siebie oddalone. Opat podejrzewał, że ich przodkowie jako jedyni przeżyli.
Nikt – nawet opat erudyta i komisja do spraw nauki – nie wiedzieli, co zaszło w dniu Wielkiej Zagłady. Niektórzy uważali, że dawni ludzie posiadali straszną broń i pozabijali się wzajemnie. Nie mieli jednak wielu argumentów na uzasadnienie tej tezy. Trudno było sobie wyobrazić istnienie takiej przerażającej broni. Oprócz tego tradycja głosiła, że dawni ludzie byli szczęśliwi, cieszyli się wielką obfitością i pomyślnością. Dlaczego mieliby ze sobą walczyć? To nielogiczne. Bardziej prawdopodobną możliwość wskazała komisja do spraw nauki, a mianowicie że jakaś tajemnicza zaraza zdziesiątkowała ludzkość. Jednak i ta teoria nie wytrzymała próby, stała bowiem w sprzeczności z podaniem przekazywanym w pierwszych pokoleniach po Wielkiej Zagładzie.
Trzej praojcowie i cztery matki, którzy ocaleli z Wielkiej Zagłady, opowiadali swoim dzieciom, że katastrofa spadła na nich nagle, w spokojny wieczór. Nikt nie podawał w wątpliwość ich relacji. Została ona spisana przez synów prarodziców w świętej Księdze Patriarchów. Każde dziecko z opactwa Świętego Berlitza znało Pieśń Zagłady, którą opat intonował co roku w Noc Pamięci. Był to jedyny tekst zachowany z zamierzchłych czasów:
Ja, Gottfried Skaya, urodzony dwunastego lipca 1984 roku w Bazylei nad Renem, udałem się wraz z żoną i przyjaciółmi, Ulrichem Dopatką i Johanem Fiebagiem oraz ich żonami i naszą córką Silvią, na górską wycieczkę w góry Berneńskie.
Ponieważ minęła szósta wieczór, poszliśmy skrótem – zeszliśmy z góry Jungfrau tunelem linii kolejowej. Z powodu prac budowlanych o tej porze dnia w rejonie szczytu nie jeździły żadne pociągi do doliny.
Nagle ziemia zadrżała i na szyny posypały się fragmenty granitowego stropu. Byliśmy przerażeni. Johan, z zawodu geolog, wciągnął nas do skalnej wnęki. Kiedy sądziliśmy, że straszny epizod dobiegł końca, zaczęło się dudnienie. Mieliśmy wrażenie, jakby ziemia ponad nami zaczęła się topić. Usłyszeliśmy przerażający huk, głośniejszy od tego, jaki towarzyszy burzy. Trzydzieści metrów przed nami zawaliła się ściana dolnego wylotu tunelu. Później ponownie zapadła cisza.
Johan sądził, że to wybuch wulkanu – co było bardzo mało prawdopodobne w tym rejonie – lub trzęsienie ziemi. Musieliśmy pokonać ostre wzniesienie, żeby dotrzeć do górnego wyjścia z tunelu.
Kiedy od wyjścia dzieliło nas kilka metrów, ponownie rozległ się huk. Nie mam słów, żeby opisać niszczycielską siłę natury. Najpierw wiatr przysypał otwór tunelu śniegiem i kawałkami lodu. Później śnieg zaczął pokrywać drzewa, skały i dachy hoteli w dolinie pod nami. Docierało do nas skrzypienie i wybuchy, jakich ucho ludzkie dotąd nie słyszało. Ziemia zadrżała, żywioły zawyły. Ściany granitowych urwisk zaczęły pękać jak kartonowe pudełka. Przed burzą uratowało nas tylko to, że znajdowaliśmy się w szybie tunelu, którego dolny wylot wypełnił gruz. Chwała Bogu Wszechmogącemu!
Przerażająca wichura trwała trzydzieści siedem godzin. Całkiem opadliśmy z sił. Leżeliśmy apatycznie w naszym schronieniu, zbici w gromadkę, obejmując się ramionami. Pragnęliśmy, żeby góra na nas runęła. Nikt nie zdoła pojąć, co wycierpieliśmy.
Później pojawiła się woda. Przez szum i wycie wiatru dał się słyszeć głośny huk. Brzmiał jak potoki, jak kaskady wodospadów. Olbrzymie fontanny kipiały i gulgotały, syczały i uderzały w ścianę urwiska. Jak morze chłoszczące wybrzeże, tak nowe fale wysokie niczym góra unosiły swoje ogromne głowy i spadały jedna na drugą, spływając z łoskotem do doliny i tworząc potężne wiry wciągające każdą żywą istotę. Wydawało się, że wszystkie wody Ziemi połączyły się w jednym potężnym korycie. Chcieliśmy umrzeć i krzyczeliśmy z przerażenia tak, że omal nie pękły nam płuca.
Woda wzbierała przez osiem godzin. A później wiatr ustał, jęki natury ucichły i wszystko pogrążyło się w bezruchu. Poturbowani i niemi z bólu, patrzyliśmy sobie w oczy. W końcu Johan podszedł na czworakach do małego otworu, który pozostał wysoko, w miejscu wyjścia z tunelu. Usłyszałem jego straszny szloch i z trudem przyczołgałem się do niego. Widok, który ujrzałem, sprawił, że straciłem głos. Moje najgłębsze uczucia zostały podarte na strzępy. Wtedy i ja gorzko zapłakałem. Nasz świat przestał istnieć.
Szczyty gór uległy spłaszczeniu, jakby zostały wyrównane przez gigantyczny walec. Nie dostrzegłem nigdzie lodu ani śniegu, ani niczego zielonego. Wilgotne ściany urwiska mieniły się nagim brązowym światłem. Słońce stało się niewidoczne. Niżej w dolinie, tam, gdzie kiedyś znajdowała się miejscowość uzdrowiskowa Grindelwald, widać było jedynie fale ogromnego jeziora.
Opisane wydarzenia miały miejsce w 2016 roku chrześcijańskiego kalendarza. Nie wiemy, czy ktoś jeszcze przeżył dzień Wielkiej Zagłady. Nie wiemy też, co się właściwie stało. Niechaj Bóg Wszechmogący nas strzeże!
Ośmiu młodzieńców i dziewięcioro dziewcząt w nabożnym skupieniu wysłuchało Pieśni Zagłady. Opat Ulrich III odśpiewał ją swoim potężnym dźwięcznym głosem. Po krótkiej przerwie na rozmyślanie zwrócił się do nowicjuszy i rzekł: „Wejdziemy teraz do Sali Pamięci. Przyjrzyjcie się z szacunkiem reliktom naszych praojców. Zostaliście wybrani wraz z waszymi braćmi i siostrami, aby je zrozumieć i oddać im cześć”.
Pełni oczekiwania nowicjusze weszli do długiego, ciemnego budynku, który do tej pory znali tylko z zewnątrz. Świeckie siostry zapaliły woskowe świece i w mrugających płomykach ukazały się starożytne relikty przodków. Ujrzeli buty świętych: Gottfrieda Skayi, Ulricha Dopatki i Johana Fiebaga. Butów ich żon nie było. Zrobiono je z dziwnego materiału, który był miękki jak skóra, ale nią nie był. Nawet członkowie komisji do spraw nauki nie wiedzieli, co to takiego. Świecki brat cierpliwie wyjaśnił, że dawno temu mogły istnieć zwierzęta o takiej skórze, ale wyginęły podczas Wielkiej Zagłady.
Siedemnastoletni Christian, najstarszy z przyjętych do nowicjatu, powoli podniósł rękę.
– Drogi bracie – zaczął w pokorze. – Co znaczy napis na butach Świętego Johana?
Mężczyzna spojrzał na niego z dobrodusznym uśmiechem i odrzekł:
– Potrafimy odczytać jedynie litery „REE” na początku i „K” na końcu. Nie zdołaliśmy jeszcze ustalić ich znaczenia.
Christian ponownie podniósł rękę.
– Drogi bracie, czy w dawnych czasach żyły zwierzęta o skórze, na której wyrastało pismo?
– Jesteś bystrym młodzieńcem – odpowiedział świecki brat, tym razem lekko poirytowany. – U Boga Wszechmogącego wszystko jest możliwe.
W ciemnej sali przypominającej pieczarę leżały ocalałe sakwy praojców. Świecki brat cierpliwie tłumaczył, że w Księdze Patriarchów nazwano je „plecakami”. Człon „cak” oznaczał sakwę, ale początkowa sylaba „ple” była niezrozumiała. Niezrozumiałe było również połączenie obydwu członków.
Członkowie nowicjatu ponownie stanęli przed zagadką: ocalałe sakwy były wykonane z tkaniny o różnej barwie, która właściwie nie była tkaniną. Podobnie jak buty Świętego Johana, worki były miękkie w dotyku i elastyczne. Jednak się nie rozpadły pomimo upływu 236 lat Nowej Ery. Uradowani nowicjusze zaczęli wychwalać Wszechmogącego Boga za to, że żyją we wspaniałym świecie, pełnym tajemnic.
Wśród reliktów znajdował się lśniący sznur, który znaleziono w ocalałej sakwie Świętego Ulricha Dopatka. Nikt nie wiedział, z jakiego dziwnego materiału, elastycznego, a jednocześnie wytrzymałego, został wykonany. Jednak w Księdze Patriarchów napisano, że nazywano go „syntetycznym” – znaczenia tego słowa pochodzącego z dawnych czasów nie rozumieli nawet uczeni bracia z komisji do spraw nauki.
Nowicjuszy ogarnęło dziwne uczucie, gdy świecki brat pokazał im skrawek „papieru pakowego” – lśniący i matowy, jak kawałek, na którym Święty Gottfried Skaya spisał Pieśń Zagłady. Jak bardzo musieli cierpieć ci szlachetni święci praojcowie! Jaką wspaniałą wiedzę i materiały posiadali ludzie żyjący w pradawnych czasach!
Pierwszy pokaz dawnych reliktów trwał godzinę. Nowicjusze zobaczyli nieznane narzędzia, zagadkowe ołówki i przedmioty nazywane „zegarami” w świętej Księdze Patriarchów. Był wśród nich częściowo przezroczysty zegar z jednym ramieniem, które zawsze wskazywało zachód słońca. Świecki brat urządził im pokaz: niezależnie od tego, w którą stronę odwrócił zegar, wskazówka natychmiast odwracała się w kierunku miejsca, gdzie zachodziło słońce.
Ceremonia inicjacji osiągnęła punkt kulminacyjny. Nowicjusze z gorączkowym podnieceniem oczekiwali chwili, w której po raz pierwszy ujrzą Kamień Świętego Berlitza. Przy akompaniamencie chóralnych śpiewów świeckich braci i sióstr wkroczyli do miejsca najświętszego. We wszystkich pieczarach i wnękach płonęły lampy oliwne. W powietrzu unosiła się ciężka woń olejku sosnowego. Przed nimi, pod sufitem znajdował się okrągły otwór, przez który wpadał do wnętrza promień słońca, oświetlając ołtarz, gdzie na małym stołku spoczywał Kamień Świętego Berlitza, najcenniejszy skarb opactwa.
Opat Ulrich III odmówił dziękczynną modlitwę. Obecni wysłuchali jej z pochylonymi głowami, przepełnieni głębokim wzruszeniem. Oficjalna część obrzędu inicjacji kończyła się słowami: „Święty Berlitzu, dziękujemy ci za dar z nieba!”. Wszyscy nowicjusze skupili się wokół opata, który ostrożnie podniósł ze stołka Kamień Świętego Berlitza i z promiennym uśmiechem pokazał młodzieży.
Kamień był niewiększy od ludzkiej dłoni, czarny, z wieloma małymi przyciskami, na których, po uważniejszym przyjrzeniu się, można było odczytać litery. W jego górnej części znajdowała się szpara i szare tło lśniące przyćmionym światłem. Obok niego widniał wyraźny napis „BERLITZ”, a poniżej, mniejszy, „Tłumacz 2”.
Kiedy Opat Ulrich III naciskał palcem guziki z literami tworzącymi słowo „LOVE”, na szarym tle ukazywały się litery „L-O-V-E”. To niesamowite. Nowicjusze wstrzymali oddech. Później Ulrich nacisnął inny guzik i pod literami „L-O-V-E” pojawiły się litery „A-M-O-U-R” – jakby zapisane przez ducha.
– Alleluja! – zawołał Ulrich, unosząc głowę i spoglądając na promienie światła wpadające przez dach.
– Kamień zachował swą moc! Chwała Świętemu Berlitzowi i jego nieprzemijającej mocy!
Opat zaczął dotykać kolejnych przycisków. Tym razem pojawiło się słowo „H-O-L-Y”, a pod nim litery „S-A-C-R-É”.
– Alleluja! – zawołał ponownie, unosząc głowę w kierunku sufitu.
– Alleluja! – odkrzyknęli jak echo zgromadzeni.
Ulrich III zaczął dotykać przycisków coraz szybciej, a na Kamieniu Świętego Berlitza ukazywały się inne słowa. Za każdym razem pod nimi pojawiały się dziwne litery. Czegoś takiego ludzki umysł nie potrafił pojąć. Nowicjusze spojrzeli na siebie w zdumieniu. Wiedzieli, że są świadkami wielkiego cudu. Była to bardzo podniosła chwila.
W końcu Ulirch niechętnie odstawił Kamień Świętego Berlitza na stołek, po czym z czcią i powagą przemówił do nowicjuszy:
– Kamień Świętego Berlitza to kamień, który tłumaczy. Za jego pomocą można przekształcić język, którym posługiwali się święci praojcowie, w inne języki z dawnych czasów. Kamień jest święty, bowiem przechowuje wieczną moc słońca. Wystarczą trzy godziny światła słonecznego, by mówił przez dwanaście godzin. Nigdy nie zawiódł członków komisji do spraw nauki. Pomógł nam zrozumieć świętą Księgę Patriarchów. Pomoże nam także odczytać inne pisma z pradawnych czasów, których fragmenty odkrywamy do dziś.
W tym momencie Valentin, drugi z najstarszych nowicjuszy, zapytał ostrożnie:
– Czcigodny Ojcze Ulrichu, skąd pochodzi Kamień Świętego Berlitza?
– Widzę, że nie śpisz, młodzieńcze! – odrzekł żartobliwie opat. – Kamień Świętego Berlitza został odkryty przez świętego praojca, Ulricha Dopatkę. W Księdze Patriarchów opisano, jak Święty Ulrich Dopatka znalazł kamień. Wydarzyło się to dwa lata, jedenaście miesięcy i dziewięć dni po Wielkiej Zagładzie. Święty Ulrich Dopatka wspiął się na to, co pozostało z góry, którą nazywali Jungfrau. Kilkaset metrów poniżej wierzchołka, który został zniszczony w Noc Zagłady, znajdowały się ruiny. Wszystko to opisano w Księdze Patriarchów, rozdział szesnasty, werset trzydziesty ósmy. Czytamy, że były tam ruiny stacji badawczej, która znajdowała się niegdyś poniżej wierzchołka góry.
Opat zrobił pauzę, żeby wziąć oddech, a później podjął opowieść:
– Mój młody przyjacielu, Święty Ulrich Dopatka przypuszczalnie wspiął się na wierzchołek góry Jungfrau w nadziei, że w ruinach znajdzie coś użytecznego. Może pokierował nim duch Świętego Berlitza, żeby odnalazł Święty Kamień. Ścieżki Boże są liczne i niezbadane! Jutro wszyscy zaczniecie czytać świętą Księgę Patriarchów. W ciągu następnych lat dowiecie się wielu rzeczy. Bądźcie posłuszni i pokorni. Chwalcie Boga Wszechmogącego i praojców!
W Księdze Patriarchów każdy rozdział rozpoczynał się słowami: „Ojciec powiedział mi…”. Oryginalna księga została spisana przez synów pierwszych ojców – patriarchów – i liczyła łącznie 612 stron. Zachowała się tylko jedna czwarta tego tekstu. Pismo było bardzo trudne do odczytania – zamazane i pożółkłe ze starości. Na szczęście świeccy bracia i siostry zaczęli szybko sporządzać jego kopie.
Jednak z pierwszymi ośmioma stronami była inna sprawa, bo Święty Gottfried Skaya zapisał je na „papierze pakowym”, który pierwsi ojcowie mieli w swoich sakwach przetrwania. Kartki były z obydwu stron pokryte drobnym pismem, czarnym kolorem, którego składu nikt nie znał. Oprócz tego miały daty oparte na starym chrześcijańskim kalendarzu.
Później przez wiele lat nie napisano niczego, aż do czasu pojawienia się pierwszych pism na skórach zwierzęcych. Te zostały sporządzone przez patriarchów, synów i wnuków praojców. Wprowadzili oni nowy kalendarz, w którym lata liczy się od dnia Wielkiej Zagłady. Staranne czerwone litery dokumentów świecą na ciemnożółtym tle. Często wiązano razem kilka skór łodygami roślin. Dopiero 116 lat po Wielkiej Zagładzie potomkowie zaczęli używać papieru kredowego: jego podłoże było utkane z włókien roślinnych i pokryte cienką warstwą kredy. Dla uzyskania gładszej powierzchni kredę mieszano z olejkami owocowymi.
Nowicjusze z wielką przyjemnością oddawali się studiowaniu. Ich nauczycielami byli starsi członkowie opactwa. Na wszelkie pytania odpowiedzi udzielali członkowie komisji do spraw nauki.
– Czcigodny członku komisji, dlaczego mam na imię Birgit, a mój kolega Christian? Dlaczego są wśród nas Valentin i Marcus, Will i Gertruda? Skąd się wzięły te imiona?
– To imiona, które praojcowie nadali swoim synom i córkom. Było trzech ojców: Święty Gottfried Skaya, Święty Ulrich Dopatka i Święty Johan Fiebag. Mieli oni łącznie cztery żony. Znamy jedynie ich imiona: Silvia, Gertruda, Elisabeth i Jacqueline. Pierwsi ojcowie współżyli ze swoimi żonami i mieli z nimi dzieci. W okresie, który nastąpił bezpośrednio po Wielkiej Zagładzie, każda żona co roku rodziła jedno dziecko. Wszyscy potomkowie otrzymali imiona, które patriarchowie zapamiętali z dawnych czasów. Czy to zadowalająca odpowiedź na twoje pytanie?
Valentin podniósł rękę.
– Wczoraj czytaliśmy dziewiętnasty rozdział, ale nie mogliśmy dojść do zgody, co to znaczy „wielkie ptaki”. Czcigodny członku komisji, czy możesz nam to wyjaśnić?
Czcigodny członek komisji zawahał się, a później się uśmiechnął i podszedł w zamyśleniu do bocznej ściany, na której na drewnianych półkach stały kopie Księgi Patriarchów. Otworzył jedną na rozdziale dziewiętnastym i odłączył się od innych. Później położył karty przed Valentinem i poprosił, żeby przeczytał tekst, o który chodzi.
Rozdział 19, werset 1: Ojciec powiedział mi, że jego ojciec, Gottfried, opowiedział mu następującą przypowieść: Pewnego dnia w południe nad doliną przeleciał duży ptak.
Werset 2: Za moich czasów żyły ptaki 220 razy większe od tego.
Werset 3: W brzuchach owych ptaków siedzieli ludzie, jedli tam i pili.
Werset 4: Przez małe świetliki mogli oglądać ziemię pod sobą.
Werset 5: Ptaki te latały na sztywnych skrzydłach, szybciej niż wiatr, ponad wielką wodą.
Werset 6: Za wielką wodą znajdowały się domy tak wysokie, że niektóre dotykały chmur. Dlatego nazwano je „drapaczami chmur”.
Werset 7: W miastach z drapaczami chmur mieszkały miliony ludzi.
Werset 8: Nie wiemy, co się z nimi stało. Niech Bóg się zmiłuje nad ich duszami.
– Jak to rozumiesz, Valentinie?
Valentin wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Nie umiem sobie wyobrazić wielkich ptaków, w których siedzą ludzie… a nawet jedzą.
– Wątpisz w to, co napisano w Księdze Patriarchów?
Valentin zamilkł, ale czujna Birgit włączyła się do rozmowy.
– Tekst księgi pochodzi od patriarchów z trzeciego pokolenia po Wielkiej Zagładzie. Autor podaje, że dziadek podzielił się z nim opowieścią swojego ojca. Ta przypowieść musi być jakimś porównaniem.
Nowicjusz Christian, który siadywał obok Birgit i rzadko się z nią spierał, bo ją kochał, przerwał im w nietypowy dla siebie, gwałtowny sposób:
– A ja rozumiem święty tekst dosłownie! Nawet jeśli nie umiem sobie wyobrazić ogromnych ptaków, w których ludzie siedzą i jedzą! Święty Gottfried Skaya nie okłamał swojego syna! Był żywym świadkiem pradawnych czasów!
Po tych słowach rozgorzała gorąca dyskusja, którą przerwał czcigodny członek komisji:
– Dość tego, nowicjusze! Rada nauki omawiała dziewiętnasty rozdział przy licznych okazjach. Zapytaliśmy o to nawet Kamień Świętego Berlitza. Kamień nie zna innych słów na oznaczenie wielkich ptaków, dlatego te nie mogą istnieć. W odróżnieniu od nich drapacze chmur są rozpoznawane przez święty kamień. Musiały zatem istnieć, tak jak to opisano w Księdze Patriarchów. Dlatego wierzymy, że wielkie ptaki, w których siedzieli ludzie, to wizja przyszłości poświadczona przez Świętego Gottfrieda Skayę. Oczywiście, jak wiesz, istoty ludzkie nie potrafią latać, choć chciałyby być pod tym względem jak ptaki. Święty Gottfried Skaya, kierowany tym pragnieniem, musiał sobie wyobrazić odległą przyszłość, w której ludzie będą latać ponad wodą, jak wielkie ptaki, bez wysiłku i zmęczenia. Być może młody patriarcha popełnił błąd, spisując ten dokument. Nie powinien był sformułować wersetów od drugiego do piątego w czasie przeszłym, ale przyszłym. Inaczej mówiąc, nie powinno być „były ptaki dwieście razy większe od tego ptaka…”, ale „będą ptaki dwieście razy większe od tego ptaka”. Czy to rozumiecie, nowicjusze?
Wszyscy zamilkli. Marcus i Christian nie zgadzali się z komisją do spraw nauki w tej sprawie. Christian zaczął już obmyślać wielkie ptaki zrobione z mocnych drewnianych belek, w których siedzą ludzie i machają tym na dole.
Z miesiąca na miesiąc studiowanie tekstów stawało się coraz trudniejsze, bo duża część oryginalnego materiału była nieczytelna, dlatego nie zrobiono z nich dobrych kopii. W dodatku brakowało wielu kartek, co sprawiało, że zrozumienie całości sprawiało trudność. Najbardziej zagadkowe były niepełne teksty pochodzące z pierwszego pokolenia, na przykład rozdział trzeci, w którym przedstawiono przyczynę Wielkiej Zagłady.
Werset 1: Ojciec powiedział mi, że jego przyjaciel Johan, geolog, sądził, iż katastrofa została spowodowana przez ogromny meteoryt, który uderzył w Ziemię.
Werset 2: Uderzenia meteorytu lub komety można było oczekiwać statystycznie co 10 000 lat.
Werset 3: Siła uderzenia… [tekst nieczytelny]… 20 razy większa od bomby z Hiroszimy.
Werset 4: [W oryginale brakuje początku]… asteroidy Geographos, Adonis, Hermes, Apollo i Icarus przecięły orbitę Ziemi.
Werset 5: [W oryginale brakuje początku]… polarnego rowu tektonicznego, co doprowadziło do przesunięcia osi Ziemi.
Werset 6: Biegun Północny jest teraz zwrócony w kierunku zachodu słońca… [tekst nieczytelny].
Werset 7: To, co było kiedyś lądem, znalazło się pod wodą: jedynie góry i obszar wysokich dolin są na powierzchni.
Werset 8: Góry, które kiedyś znajdowały się pod powierzchnią morza, teraz się wynurzyły… [brakuje reszty tekstu].
Trudności nastręczał już pierwszy werset. Słowo „geolog” pojawiało się we wszystkich wzmiankach mających związek ze Świętym Johanem Fiebagiem. Nigdzie jednak nie wyjaśniono jego znaczenia. Święty Kamień Bertliza wyświetlał słowo „geologia”, ale co ono oznaczało? Podobnie było z niezrozumiałymi słowami „kometa” i „meteoryt”.
Czcigodni członkowie komisji do spraw nauki nie potrafili także zrozumieć pojęcia „bomba w Hiroszimie”. Zbadali je pod kątem wszystkich możliwych elementów składowych, ale nie umieli odgadnąć jego znaczenia. Człon „Hir” można było odczytać jako „here” [tutaj], zaś człon „Hiro”, otrzymany przez zastąpienie litery „e” literą „i”, przekształcić w „hero” [bohater]. Jeśli chodzi o „bombę”, to za pomocą Świętego Kamienia Bertliza ustalono, że była czymś, co „zrzucano” i co „wybuchało”.
Znaczenia drugiej części „bomby z Hiroszimy” nie można było ustalić, chociaż niektórzy członkowie komisji przypuszczali, że łączyła się z dalekim krajem, który w innym fragmencie pochodzącym z zamierzchłych czasów nazywano „Chinami”. „Chiny” i „Szima” miały podobne brzmienie. Jakie było więc znaczenie całego słowa? Najbardziej prawdopodobne wydawało się: „która została zrzucona przez bohatera w Chinach” albo „tutaj eksplodował bohater z Chin”. Jednak taką interpretację kwestionowali pozostali członkowie komisji, ponieważ było wiadomo, że dzień Wielkiej Zagłady przeżyli jedynie trzej pierwsi ojcowie oraz cztery pierwsze matki. Skąd miałby zatem pochodzić „bohater z Chin”?
Sens rozdziału czwartego był równie niezrozumiały i niejasny. Syn Ulricha Dopatki napisał w nim:
Werset 1: Ojciec powiedział mi, że byli wtedy bardzo głodni, dopóki nie odkryli wód pełnych ryb.
Werset 2: W pierwszych miesiącach mieli nadzieję, że nadleci jakiś aeroplan.
Werset 3: Żaden się jednak nie pojawił, tylko UFO.
Werset 4: Mogli obserwować ten obiekt przez dłuższy czas, mężczyźni i kobiety.
Werset 5: UFO przeleciało delikatnie ponad skałami na dolnym brzegu.
Werset 6: Kilka miesięcy później całe wybrzeże zaczęło wypuszczać pędy i się zazieleniło.
Werset 7: Wśród roślin znaleźli wiele dobrze znanych upraw: ziemniaki, kukurydzę, zboże – wszystko, czego potrzebowali do jedzenia.
Werset 8: Wszyscy byli niezwykle radzi i pełni wdzięczności. Istoty pozaziemskie nie pojawiały się przez wiele lat, aż do czasu, kiedy przybyły, aby odnaleźć Gottfrieda Skayę.
Czcigodni członkowie komisji do spraw nauki nadali temu rozdziałowi Księgi Patriarchów tytuł Pieśń nadziei. Werset pierwszy był całkiem zrozumiały, ale werset drugi zawierał tajemnicze słowo „aeroplan”. Święty Kamień wyświetlił tylko jedno słowo „avion”, które najwięksi erudyci łączyli z „ptakiem”. Porównując trzy inne fragmenty tekstu, ustalono, że „aero” znaczy „związany z powietrzem”. Jakie było jednak znaczenie członu „plan”? Święty Kamień Bertliza sugerował, że oznaczał coś płaskiego. Próbowali na wszystkie sposoby, ale nie potrafili nadać mu sensu: „płaski-ptak”, „powietrzny-ptak”, „płaskie-powietrze”, „płasko-powietrzny ptak”. W końcu zgodzili się ze starszym członkiem komisji, który twierdził, że musi on zawierać mały błąd: że syn Świętego Ulricha Dopatki omyłkowo wstawił „l” i „e” w niewłaściwym miejscu. Zamiast słowa „aeroplan” powinno być „aropanel” – oznaczający mur lub osłonę chroniącą przed powietrzem albo wiatrem. Bez wątpienia w pierwszych miesiącach po Wielkiej Zagładzie było wietrznie i zimno. Dlatego patriarchowie liczyli na coś, co osłoni ich przed zimnym wiatrem, jednak najwyraźniej obietnica ta nie została spełniona. Taka interpretacja wydawała się przekonująca i została przyjęta przez większość.
Jednak trudności związane z interpretacją pozostałej części rozdziału czwartego okazały się nie do pokonania. Co patriarchowie rozumieli przez „UFO”? Musiało to być coś, co mogli obserwować przez dłuższy czas. Miało coś wspólnego z uprawami, które zaczęły wyrastać na wybrzeżu. UFO oznaczało zapewne Boga Wszechmogącego, bo przecież wszystkie uprawy zostały zniszczone podczas Wielkiej Zagłady. A teraz, dzięki temu UFO, pojawiły się ponownie. Nieznane słowo musiało się więc odnosić do Bożej obfitości i odwiecznej dobroci, które ocaliły pierwszych ojców i matki przed śmiercią głodową. Dlatego wszyscy – co wspaniale opisuje werset ósmy – byli radzi i pełni wdzięczności.
Ale jak rozumieć słowo „pozaziemskie”? Czymkolwiek to było, przybyło w późniejszym czasie, aby odnaleźć Świętego Gottfrieda Skayę.
Członkowie komisji do spraw nauki znali słowo „ziemski”, które oznaczało „związany z Ziemią”. Dlatego słowo „pozaziemskie” musiało oznaczać coś, co przybyło spoza Ziemi i najwyraźniej nie było z nią związane. Z tego powodu musiało się odnosić do Boga Wszechmogącego lub Jego posłańców. Komisja do spraw nauki nie miała wątpliwości w tej sprawie. Bóg Wszechmogący musiał wybrać Gottfrieda Skayę, aby był jednym z tych, do których wyśle On jednego lub więcej posłańców. Zwrot użyty w wersecie ósmym nie dopuszczał innej interpretacji: „Istoty pozaziemskie nie pojawiały się przez wiele lat, aż do czasu, kiedy przybyły, żeby odnaleźć Gottfrieda Skayę”.
Niezwykle inteligentni i spostrzegawczy mnisi nie mogli uczynić niczego innego, jak tylko poszukiwać znaczenia tych rzeczy. Odpowiedzi pojawiały niczym olśnienia. Wszechmogący Bóg pozwolił na zniszczenie całego świata, dlatego Wielka Zagłada musiała być karą, którą Pan zesłał na ludzkość – oczyszczeniem Ziemi. Jednak Wszechmogący Bóg w swojej nieskończonej dobroci nie chciał całkowicie zniszczyć ludzkości, dlatego wybrał małą grupkę ludzi czystych, aby ocaleli. Oni mieli założyć nową rasę ludzi.
Interpretacja ta znalazła potwierdzenie, kiedy spostrzegawczy myśliciele z opactwa zdołali odczytać znaczenie nazwiska Gottfrieda Skayi. „Skay” odczytywano jako „niebo” lub „niebiosa”, a Kamień Świętego Berlitza odpowiedział słowem „Bóg” na „Gott”, i „pokój”, na „freid”. Było więc jasne, że „Gottfried Skaya” to nowy pokój, który Bóg zawarł z ludźmi po tym, jak oczyścił Ziemię w dniu Wielkiej Zagłady.
Brat Johan, potomek Świętego Johana Fiebaga, któremu zawdzięczają tę błyskotliwą interpretację, został za nią nagrodzony orderem myślicieli.
Po upływie czterech i pół roku tylko trzej z pierwotnej grupki nowicjuszy pozostali wierni studiowaniu Księgi. Inni podjęli pracę na terenie opactwa lub w polu, a wszystkie dziewczęta nowicjuszki urodziły swoje pierwsze dziecko.
Marcus i Valentin zgadzali się niemal całkowicie z panującymi poglądami oraz opiniami i wygłaszali inspirujące wykłady w opactwie. Z kolei Christian był sceptyczny i pełen wątpliwości. Wielokrotnie zabiegał o dostęp do Objawienia Świętego Gottfrieda Skayi, ale tylko opat mógł je zobaczyć. Inteligentna przenikliwość Christiana nie dała się zwieść tajemnicą i posłuszną akceptacją, więc postanowił, że sam zostanie opatem.
Ścieżka wiodąca na szczyt okazała się długa i mozolna, usiana wszelkiego rodzaju intrygami. Należało też umiejętnie poruszać się między komisją do spraw nauki i głównymi urzędnikami ziem opactwa. Zadanie stojące przed Christianem było tym trudniejsze, że nigdy nie mógł ujawnić swoich prawdziwych motywów ani najgłębszych myśli.
Mijały lata. Christian stał się jeszcze bardziej samotny. Izolował się od innych, poświęcając cały swój czas badaniom. Ludzie, którzy go otaczali, sądzili, że jego postępowanie wynika z wewnętrznego oddania. Mieli słuszność, ale nie wiedzieli, że źródłem jego żarliwości było zwątpienie w interpretację spuścizny praojców. Badania tekstu grzęzły w niemożliwej do rozwikłania plątaninie uczonych komentarzy. Każdy członek komisji uważał, że jego własne przemyślenia są najtrafniejsze, i starał się narzucić swoje zdanie innym. W nowszych kopiach Księgi Patriarchów pomijano coraz większe fragmenty tekstu, gdyż zdaniem uczonych członków komisji, „były one pozbawione znaczenia i jedynie komplikowały sprawę”.
W rozdziale czterdziestym piątym Księgi Patriarchów napisano, że zaledwie kilka dni po Wielkiej Zagładzie na wodzie zaczęły się unosić kawałki drewna i pojawiły się ponownie ptaki. Po kilku kolejnych tygodniach w szparach i szczelinach zaczęły się ukazywać zielone pędy i odrosty.
Komisja do spraw nauki uznała to za cud Boży. Christian był odmiennego zdania. Różne gatunki ptaków mogły uniknąć Zagłady, chroniąc się w skalnych szczelinach. Być może pyłki i nasiona zostały uniesione w powietrze, a później opadły na ziemię i zakiełkowały. Podobnie małe zwierzęta mogły się powoli odradzać, krok po kroku. Może wczołgały się do różnych kryjówek, żeby uniknąć zagłady.
Dyskusje trwały bez końca, co było bardzo nużące. Na przykład w tekście oryginalnym napisano: „Dzięki Bogu, zapalniczka Uliego działała, więc mogliśmy usmażyć rybę…” (rozdział 32, werset 6). W nowszej wersji zmieniono brzmienie tego zdania na: „Bóg kazał Ulrichowi Dopatce rozpalić ogień, aby pierwsi rodzice mogli podgrzać jedzenie”. Przecież taka zmiana to zafałszowanie tekstu! Jednak pomimo gwałtownego sprzeciwu oraz słabego wsparcia Valentina i Marcusa Christian został przegłosowany. Komisja do spraw nauki zaaprobowała nowszą wersję.
Równie absurdalne były debaty na temat rozdziału 44, który zatytułowano Okres Aniołów. Oryginał miał następujące brzmienie:
Werset 1: Ojciec powiedział mi, że ludzie w dawnych czasach odbywali podróże kosmiczne.
Werset 2: Na Księżyc wysłano kilka ekspedycji, które bezpiecznie wróciły na Ziemię.
Werset 3: Ponieważ technologia związana z podróżami była bardzo kosztowna, różne narody współdziałały ze sobą, wysyłając swoich doradców naukowych do pracy nad tymi projektami.
Werset 4: W roku 2017, rok po Wielkiej Zagładzie, zaplanowano drugą ekspedycję na Marsa.
Werset 5: Aby uniknąć sporów, wszystkie zaangażowane kraje były na bieżąco informowane o rozwoju technologii.
Werset 6: Wymiana informacji odbywała się poprzez doradców i wysłanników naukowych.
Z Almanachu astronomicznego (rozdziały 49–51) wiedzieli, że słowo „księżyc” oznacza mniejsze nocne światło, a Mars jest planetą sąsiadującą z Ziemią. Znali również nazwy wszystkich planet oraz budowę Układu Słonecznego.
Pomimo jasnych i przejrzystych informacji komisja do spraw nauki odmówiła przyjęcia koncepcji podróży kosmicznych. Jednym ze słów, które Kamień Świętego Berlitza wyświetlił w odpowiedzi na „posłaniec”, było słowo „ange”, z czego komisja wywnioskowała, że chodzi o „anioła”. To oczywiste, że ci posłańcy byli aniołami – nikt nie miał co do tego żadnych wątpliwości. W dodatku słowo „anioł” pasowało w dziewięciu innych fragmentach i miało sens.
Nowa wersja rozdziału 44, wzbogacona uwagami mądrych komentarzy, brzmiała:
Ojciec powiedział mi, że dawniej ludzie obserwowali niebo. Marzyli o bezpiecznej podróży na Księżyc i powrocie na Ziemię. W tamtych czasach aniołowie odwiedzali różne narody. Uprzedzali ludzi przed Wielką Zagładą i ostrzegli, że błędem jest oddawanie czci planecie Mars. W celu zapobieżenia napięciom i dyskusjom wszystkie narody zostały powiadomione o tych ostrzeżeniach. Aniołowie sami rozpowszechnili tę wiedzę.
Zdaniem Christiana wprowadzone zmiany przeinaczały sens oryginalnego tekstu. Mimo to zostały one zaakceptowane przez komisję do spraw nauki. Ludzie zaczęli mówić, że komisja „działa pod natchnieniem ducha”, dlatego jest upoważniona do zmiany niejasnych fragmentów tak, by nabrały sensu i stały się zrozumiałe.
Christian miał czterdzieści dziewięć lat, kiedy wybrano go na opata. Dla uczczenia Świętego Gottfrieda Skaya przyjął imię Gottfried II.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Wstęp do nowego wydania
Rozdział 1. Kamień Świętego Berlitza
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
