Gorący śnieg - tom pierwszy SERII ŻYWIOŁÓW - Liga Monika - ebook

Gorący śnieg - tom pierwszy SERII ŻYWIOŁÓW ebook

Liga Monika

4,2

Opis

Zośka to dojrzała, inteligentna kobieta. Od lat kieruje pracą ludzi w hotelach, jest w tym dobra. Od dawna marzy, by objąć stanowisko menadżerki hotelu w Tatrach. Kocha góry i chciałaby móc połączyć miłość do pracy z miłością do górSzczęście jej sprzyja i tuż przed świętami otrzymuje wspaniałą ofertę pracy. Bez wahania przyjmuje ją. Obejmuje nowe stanowisko, w pięknej miejscowości w Tatrach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że jej pracodawca to człowiek, na którego „natknęła” się w pewnych gorących okolicznościach. Konflikt interesów i namiętność walczą o pierwsze miejsce w sercach i głowach Zośki i Wojtka. Pełna humoru, zabawnych zwrotów akcji i gorących scen, a wszystko w przepięknej górskiej i świątecznej scenerii Tatr.

_______________________

Jest taka książka, która podnieca, ale i bawi. Wielokrotnie słyszałam, że przy czytaniu parskałyście ze śmiechu. I tak lubię! 

"Gorący śnieg" to jedna z takich historii, którą doceniło wiele osób i dzięki temu dzisiaj OTRZYMAŁA III NAGRODĘ w 2. edycji Nagrody BEST AUDIO Empik Go Audiobook w kategorii Namiętne historie!

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 215

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (541 ocen)
284
129
90
28
10
Sortuj według:
melchoria

Z braku laku…

To jest historia wymyślona na potrzeby wyeksponowania mało subtelnego seksu. Dla amatorów. Mnie znużyła.
10
Jygito

Nie oderwiesz się od lektury

Pełna humoru i ociekającą erotyzmem opowieść
10
kumon

Dobrze spędzony czas

fajny wątek bohaterów pobocznych, końcówka trochę za szybka i hmm odrealniona ale ogólnie polecam😁
10
neko-chan

Całkiem niezła

Chociaż obiecałam sobie, że nie tknę żadnej świątecznej książki do końca listopada 2021 roku, opis zasugerował mi, że całość będzie się bardziej kręcić wokół Tatr i ostrych scen niż samej gwiazdki. Dzięki autorce miałam możliwość wcześniejszego poznania pierwszych pięciu rozdziałów i zdecydowania czy to książka dla mnie. Początki mi się naprawdę podobały. Koncepcja i styl, które były dla mnie czymś innym. Namiętny romans w malowniczej górskiej krainie. Sceny rozpalające zmysły. Aczkolwiek im dalej w las, im bliżej końca tym w mojej ocenie co raz gorzej. Sceny poza łóżkowe przestały do mnie przemawiać. Rzeczy, które „przewidziała” wyobrażałam sobie inaczej i to może być problem, że zbyt wysoko postawiłam sobie poprzeczkę Po przeczytaniu całości doszłam do wniosku, że wprowadzenie trzech narratorów nie jest tutaj najlepszym pomysłem, zwłaszcza jeżeli nawet krótkie rozdziały były dzielone na te trzy osoby, a niekiedy ich wypowiedź zajmowała tylko akapit lub dwa. Przydałaby się też korek...
10
aniakulka23

Nie oderwiesz się od lektury

Fajna pozycja, ubawiłam się przy niej. Dużo scen seksu, pikatnie i gorąco. Polecam.
00

Popularność



Kolekcje



Ta książka to było idealne oderwanie się od rzeczywistości! Było zabawnie i było pikantnie – czyli tak jak uwielbiam! Do tego góry i zima– wszystko idealnie pasuje na lekką świąteczną lekturę :) I dla mnie taka właśnie była.

Całą historię poznajemy z paru perspektyw – oczywiście oprócz Zośki i Wojtka (pracodawcy), mamy też osobny wątek Krystyny i Joli, który wprowadza lekki zamęt do całej historii. Mała intryga stworzona przez autorkę dodatkowo dodaje całej przygodzie więcej smaku! Nie żeby było go tu mało, bo seksem to ta książka aż kipi. Mogę powiedzieć, że styl autorki jest naprawdę fajny i dojrzały, a poczucie humoru to chyba mamy podobne, bo momentami łapałam się na tym, że sama w niektórych momentach powiedziałabym to samo, co bohaterowie w książce :) Sprośne żarty są świetnie wyważone, więc nie czuję się ani zbytniego niedosytu, ani przesytu nimi. Oczywiście już czekam na kolejną część – Zimny ogień, bo jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy Jolki – bo to „czarny charakter” Gorącego śniegu.

justus_reads

Gorący śniegto historia jakich mało. Autorka ma taką lekkość pisania, a przede wszystkim umie przemycić odrobinę humoru. Nie oszukujmy się – my, czytelnicy lubimy sięgać po książki, które go mają, z bardzo prostej przyczyny, lubimy się śmiać. Jestem też przekonana, że taką pozycje zapamiętacie na długo. Gorący śniegto rewelacyjna komedia z dużą ilością gorących scen, a to wszystko w klimacie świąt w ośnieżonych polskich górach. Ubawiłam się, było mi gorąco, a momentami atmosfera oziębiała się do temperatury śniegu.

me.and.my.alter.ego

Śnieg. Góry. Tatry. Ale ja to uwielbiam! Uwielbiam książki, w których akcja rozgrywa się w górach. To pierwsza moja książka tej autorki i wiedziałam że to będzie coś! I było! Ogień przelany na papier. Fabuła świetna, dopracowana. Bohaterowie tacy normalni. Chociaż w jednej książce są oni starsi, a to rzadkość. Większości książek są to bohaterowie do 30. roku życia. Tutaj mamy Zosię – 38 lat i Wojtka – 40 lat. Ale oni są cudowni! I to było świetne połączenie. Mamy wiele scen erotycznych, napisane bardzo namiętnie, ale grzecznie. Tam ciągle się coś dzieje – jeśli nie w hotelu, to w ich pokojach hotelowych.

uwielbiam_czytac

To idealna lektura, by spędzić przyjemny wieczór. Zima, góry, do tego jest pikantnie i zabawnie. Przystojny właściciel i pewna siebie menadżer. A do tego mała intryga :) Historię poznajemy z kilku perspektyw – Zośki, Wojtka, czyli głównych bohaterów, a także Krystyny i Joli. W książce znajdziemy też sceny seksu i tu aż nim kipi. Ale wszystko ze smakiem. Jest hot! Zresztą, już sama okładka mówi sama za siebie, że jest to książka 18+. Czyta się lekko i przyjemnie. Wprost nie można się oderwać od tej książki. Jak już zaczniesz, to czytasz do ostatniej strony. Bardzo polecam.

zaczytana_martuska

Ta książka jest genialna, przepełniona humorem, gorącymi pikantnymi scenami. Do tego góry – czego chcieć więcej? Czyta się ją błyskawicznie. Podoba mi się lekki styl autorki. Wszystkie emocje odczuwa się współnie z bohaterami. Książka jest dopracowana pod każdym względem. Gorąco ją Wam polecam! To na pewno idealna lektura na długie zimowe wieczory. Gwarantuję Wam, że będzie baaaardzo gorąco :)

Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu :)

Gorący Śnieg dał mi wszystko to, na co w głębi duszy liczyłam. Kurde. W sumie nawet więcej, ponieważ okazał się dobrym przykładem na to, ze postanowienia – nawet te najlepsze – są niczym, gdy w grę wchodzi tu i teraz :)

Natomiast bicie się z myślami to bezsensowna walka, która do niczego nie prowadzi. No… może jedynie do tego, że druga strona pragnie dokładnie tego samego ;)

czytelnia_magdaleny

Autorka daje nam realną historię i dojrzałych bohaterów, którzy doskonale wiedzą, czego chcą od życia.I to w moim odczuciu ogromny plus, ze nie jest to kolejna „bajka” o dorastającej młodzieży.

38-letnia Zosia to inteligentna kobieta, która zna się na swojej pracy. Niestety, jak każda praca, tak i ta ma swoje plusy i minusy. Przez to Zośka ma też ochotę czasami od niej odpocząć… oderwać się i odizolować. Wyjeżdża się w tym celu w ukochane góry, gdzie „natyka” się na kusząco przystojnego mężczyznę, który wyzwala w niej zachowania, o które by się nawet nie posądzała.

Ta jednorazowa sytuacja a dla obojga staje się tematem do ciągłych rozmyślań.

Sytuacja się zmienia, gdy Zosia przyjmuje nową posadę i podczas rozmowy w nowym szefie rozpoznaje mężczyznę z sauny. Wtedy to sfera rozmyślań zaczyna zmieniać się w realne doznania…

aneriskowo

Gorący śnieg

Monika Liga

Gorący śnieg

www.monikaliga.pl

Katowice 2020

Copyright © Monika Liga

Wydanie I, Katowice 2020

Książka ISBN 978-83-958433-1-0

Ebook pdf ISBN 978-83-66680-21-0

Ebook epub ISBN 978-83-66680-22-7

Ebook mobi ISBN 978-83-66680-23-4

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

www.monikaliga.pl

Skład i łamanie

Wielogłoska Katarzyna Mróz-Jaskuła, www.wielogloska.pl

Książki i e-booki kupisz na stronie www.monikaliga.pl

[email protected]

Chciałabym Ci podziękować za zaufanie i to, że mogę dzielić się z Tobą tym, co siedzi mi w głowie. Dziękuję – Monika

Rozdział 1

Zośka

W sumie, to dlaczego nie? Facet przystojny, jak jasny gwint. Ewidentnie mu się podobam, chyba że udaje wzwód. Pewnie w życiu go już nie spotkam tym bardziej, żejutro wracam do domu. Same plusy. Idę na całość!

Nie uśmiechałam się, bo zdenerwowanie i radosne podekscytowanie zablokowały te mięśnie twarzy. W tym momencie liczyło się bolesne wręcz pulsowanie wpodbrzuszu i widok mężczyzny, który mnie pragnie i czeka namój ruch. Przysunęłam się do niego uważając, by pośladek nie dotknął rozgrzanej deski. Byliśmy w niewielkiej saunie, oświetlenie ledwo rozjaśniało mrok. W każdej chwili ktoś mógł wejść, ale było mi to w tym momencie obojętne. Jeśli tak się stanie, tokażę temu komuś wypierdalać. Chciałam tego mężczyzny. Raz, porządnie, dogłębnie.

Nic nie mówił, patrzył. Roztapiałam się pod jego świdrującym spojrzeniem. Z bliska mogłam podziwiać detale urody. Pełne usta, kilkudniowy zarost na brodzie i pod nosem, ciemne jak noc oczy. Nie widziałam tęczówek, więc nie mogłam stwierdzić czy źrenice ma rozszerzone. Moje musiały być ogromne. Nie wierzyłam w to, co robię. Pierwszy raz rozsądek przegrał z pragnieniem.

Uniosłam się, przerzuciłam udo nad jego nogami, usiadłam, przyciskając podbrzusze do sterczącego penisa. Ruch w górę, dłoń między naszymi ciałami i kolejny ruch wdół. Jęknęłam, czując powolne wypełnianie mnie od środka. Mężczyzna warknął, docisnął mnie do siebie, unieruchomił. Przylgnęłam do niego, włoski gęsto pokrywające jego klatkę piersiową łaskotały w sutki. Nie chciałam, by mnie utrzymywał w bezruchu. Potrzebowałam czuć go w sobie, pragnęłam tego. Poruszyłam biodrami, niekontrolowany jęk wyrwał mi się zgardła. To było jak ruszenie lawiny. Wpadłam w galop, myśli odpłynęły, został mokry, gorący, zdyszany szał.

Wcześniej

Miałam dosyć tej pracy. Może nie pracy, jako pracy, ale przełożonych.

Ukończyłam studia o kierunku „turystyka i hotelarstwo”. W międzyczasie nauczyłam się kilku języków, przychodziło mi to z łatwością. Wysoka średnia ocen i magisterka obroniona na piątkę otworzyły mi drzwi do poważnych agencji turystycznych, więc mogłam spełniać marzenia. Przez pierwsze trzy lata poznawałam świat, pełniąc funkcję rezydenta wycieczek w kilkunastu krajach. Wwieku dwudziestu paru lat taka praca jest niczym złapanie Pana Boga za nogi. Spędzasz miesiąc w egzotycznym kraju, masz wikt i opierunek, rozwiązujesz błahe zazwyczaj problemy turystów i jeszcze ci za to płacą. Pewnie, że zdarzały się i te mniej przyjemne momenty, ale nie było ich aż tak wiele, bym nie cieszyła się z wykonywanego zajęcia. Byłam szczęściarą.

W pewnym momencie przyszła do mnie potrzeba stabilizacji, uwicia gniazda, posiadania czegoś własnego. Jako człowiek wychowany w rodzinie wielodzietnej, uczony oszczędności odnajmłodszych lat, posiadałam oszczędności i stać mnie było na zakup mieszkania. Trochę wkładu własnego, reszta kredytu i miałam swoje dwupokojowe lokum z balkonem, widokiem na park i miejscem parkingowym wpodziemnym garażu.

Zaproponowano mi dobrze płatne zajęcie, tj. funkcję zastępcy menadżera hotelu. Miałam szczęście, główny menadżer również była kobietą. Zajętą kobietą. Powiedziała wprost, że chce na mnie „przerzucić” jak najwięcej obowiązków, by założyć rodzinę, bo wreszcie ma z kim. Mnie taki układ odpowiadał i cieszyłam się, że przełożony nie jest mężczyzną. Układ był zdrowy, nauki i pracy multum, było mi dobrze.

Okazało się, że jestem bardzo zdolnym człowiekiem izostało to dostrzeżone. Po dwóch latach, na które podpisano zemną kontrakt, zgłosiło się do mnie kilkanaście hoteli. Mogłam przebierać w ofertach pracy i wybrałam, moim zdaniem, najkorzystniejszą.

Mam trzydzieści sześć lat. Nie posiadam męża ani dzieci. Małżeństwo groziło mi raz, ale w porę się otrząsnęłam. Chciałam podpisać intercyzę przedmałżeńską, przyszły mąż nie chciał. Taka była sugestia moich rodziców, więc ich posłuchałam. Od lat prowadzili kancelarię prawną, znali wiele przypadków z życia wziętych. Mój przyszły mąż obraził się na mnie, że żądam czegoś podobnego, a w efekcie ochłódł i wycofał się z propozycji. To chyba nie była „taka miłość”.

Wtedy bolało mnie serce, czułam się wrakiem, nie kobietą. Kosztowna terapia u porządnej psycholożki pomogła i po trzymiesięcznym urlopie wróciłam do świata hotelarstwa. Niestety, niezbyt szczęśliwie. Musiał mi się popsuć wewnętrzny radar ludzkiego skurwysyństwa, bo zgodziłam się podpisać pięcioletni kontrakt i źle wybrałam.

Spory, nowoczesny hotel, którego właścicielami było małżeństwo. Mieli kasy jak lodu i brakowało im zajęć. Mężczyzna kurwił się na potęgę, próbował zaliczyć i mnie. Jego żona skupiła się na mnie, jakbym była przyczyną wszystkich problemów w jej związku. Z miesiąca na miesiąc stawała się coraz bardziej opryskliwa, upierdliwa, utrudniała mi życie, jak tylko potrafiła.

Chciałam rozwiązać kontrakt, ale mąż kurwiarz temu przeciwdziałał. Gdybym zgodziła się na wypad na weekend z nim, wtedy odprawiłby mnie i jeszcze zapłacił półroczną pensję. Nie dałam dupy, więc byłam na ich smyczy. Nie udźwignęłabym kary, którą przewidywała umowa – w przypadku zerwania kontraktu przeze mnie. Odliczałam miesiące, które pozostały mi do jego końca. Gdy od upragnionej daty dzieliło mnie już niespełna pół roku, pozwoliłam sobie na krótki wyjazd.

Był początek lata, ja od zawsze kochałam góry. Nieważne czy pokrywał je śnieg, mieniły się kolorami jesieni, czy rozkwitały zielenią wiosny bądź lata. Kochałam je zawsze, miłością namiętną i to w górach miałam zamiar osiedlić się na starość. Jeszcze nie teraz, kiedyś, na pewno w niewielkiej miejscowości.

Oferta nowopowstałego hotelu wpadła mi w ręce sama. Niewielki, na uboczu, ale w miarę blisko miałam termy, a na tym mi zależało. Nie zastanawiałam się długo. Pokój ze śniadaniem, widokiem na góry kosztował sporo, ale uważałam, że należy mi się wypoczynek w luksusie.

Nie miałam pojęcia, że ten dzień skończy się tak niesamowicie. Rano, przed śniadaniem odwiedziłam siłownię, skorzystałam z bieżni, na której „nabiłam” kilka kilometrów. Prysznic, lekki posiłek i byłam gotowa do wspinaczki szlakiem górskim.

Czułam się wspaniale, mogąc z sobą walczyć. Czułam każdy nadprogramowy kilogram, który mimo dobrej kondycji fizycznej, ciężko wnosiło się na sobie na Kasprowy Wierch. W drodze złapała mnie ulewa i gradobicie. Przemakałam do suchej nitki, kucając pod krzewem, który nie przynosił specjalnej ochrony, może co najwyżej dla psychiki. Patrzyłam na ludzi, którzy zawracali, schodzili z powrotem w dół, bojąc się warunków klimatycznych. Pół godziny później byłam sucha i spocona, bo znów świeciło słońce. Na górze kupiłam herbatę i w tym momencie byłam absolutnie pewna, że był to najwspanialszy napój pod słońcem.

– Cześć, dziewczyno. – Opalony i upalony mężczyzna zaczepił mnie, gdy schodziłam już na dół. – Co taka piękna kobieta robi samotnie na szlaku?

– Szukam kopalni pomarańczy – odparłam rozbawiona, on nie wyglądał na obrażonego odpowiedzią.

– Zapalisz? – Wyciągnął w moim kierunku skręta, od początku nie krył się z tym, co robi.

W pierwszym odruchu chciałam odmówić. Już nawet otworzyłam usta, by podziękować, ale zmieniłam zdanie. Czułam się wspaniale po tej górskiej wyprawie. Odrobina dodatkowego luzu wydała się kusząca, a i dawno nie paliłam trawki, więc przysiadłam się do człowieka i przyjęłam od niego skręta.

– To co tu porabiasz? – Źrenice miał rozszerzone, uśmiechał się z sympatią, szczerze.

– Krótki urlop, przed powrotem do pracy, która przypomina dom wariatów – odparłam zgodnie z prawdą. – A ty?

– A ja sobie lubię zajarać zielsko na szlaku górskim, czasem uda się spotkać urocze towarzystwo, jak dziś. – Wziął ode mnie bibułkę z żarzącym się tytoniem, zaciągnął się, wstrzymał powietrze i dym w płucach. – Później powrót do fabryki małp, czyli codzienności. Pal.

– Dzięki.

I tak sobie paliliśmy, minęło nas w międzyczasie kilkanaście osób, kilka rozpoznało charakterystyczny zapach marihuany, w efekcie oglądało się z zaciekawieniem za nami.

– Może wyskoczymy gdzieś na piwo. – Zaproponował, ja wiedziałam, że musi dojść do takiej propozycji.

– Może innym razem. – Nie miałam wyrzutów sumienia, że odmawiam. – Endorfin i używek miałam na dzisiaj dosyć.

– To może sam seks? – Rozbawił mnie prostolinijnością. Jestem dobry w te klocki, a po trawie mogę cię rżnąć przez całą noc. Wyglądasz na kobietę, która lubi seks.

– Dziękuję ci bardzo. – Wstałam, pochyliłam się, dałam mu buziaka w policzek. – Trawka była pyszna, propozycja mi schlebia, ale muszę podziękować i zmykać. Może kiedyś, a teraz pa.

Mrugnęłam, pomachałam mu ręką, a chwilę później szybkim krokiem schodziłam w dół.

Dobra, musiałam przed sobą przyznać, że mocne było to cholerstwo, dało mi w głowę. Prawie unosiłam się nad ziemią i czułam się naładowana.

W hotelu nie przebierałam się nawet. Do plecaka wrzuciłam czyste ubrania, strój kąpielowy, kosmetyki i pobiegłam do basenów termalnych, odprężyć mięśnie biczami wodnymi.

Zaczęłam od basenu, w którym na komendę głośnego brzęczyka należało się przesuwać zgodnie ze wskazówkami zegara. Trochę mechanicznie to wyglądało, ale dzięki temu silne strumienie wody stopniowo podwyższały się, rozluźniając kolejne partie ciała. Może poza jednym, który masował mnie między nogami.

Może przez to, co zrobiła ze mną trawa, a może przez długą abstynencję seksualną, ale podziałało to tak, że przy kolejnym biczu stanęłam na palcach, by woda uderzała we wrażliwe, pobudzone miejsce i trzymając się brzegu basenu, zafundowałam sobie samotny, cichy orgazm.

Zaliczyłam ten dzień do wyjątkowo udanych. Może jeszcze kupię sobie butelkę wina i rozsiądę się nabalkonie, z którego z kieliszkiem w ręku będę podziwiała nadciągającą noc w Tatrach.

Nie miałam pojęcia, że czeka mnie jeszcze jedna przygoda, a właściwie gwóźdź programu. Zachciało mi się odwiedzić saunę.

Rozdział 2

Zośka

„Strefa nagości”, tak brzmiał napis na drzwiach wejściowych do saun. Nie lubiłam tego, ale po pobycie w basenie, zrobiło mi się zwyczajnie zimno. Weszłam do części recepcyjnej, pobrałam ręcznik, skierowałam się do przebieralni. Owinięta białą frotą zaglądałam kolejno do pomieszczeń i wycofywałam się, widząc choćby jedną osobę. Nie miałam ochoty na rozmowę, chciałam się wygodnie rozłożyć. Nie było tłumów, nie musiałam długo szukać. Najmniejszy z pokoi był pusty. Ucieszona ułożyłam się na plecach, na najniższej ławie i nasiąkałam gorącem.

– Dzień dobry. – Niski, seksowny głos zmusił mnie do otwarcia oczu.

– Dzień dobry – odpowiedziałam pozdrowieniem, podnosząc się do siadu, robiąc miejsce dla nowoprzybyłego.

Nie patrzyłam w stronę mężczyzny, bo na tym między innymi polega korzystanie z sauny z przymusem nagości. Nie powinno być wstydu, ale będąc w moim wieku potrzeba odrobiny odwagi, by się przełamać, powstrzymać odruch zasłonięcia ciała. Opuściłam głowę, pozwalając, by włosy zasłoniły mi twarz. Już trochę przeschły, więc i grzecznie zasłoniły piersi, a także brzuszek.

No dobra, nie jestem supermodelką, lubię dobrze zjeść i napić się wina. Mimo że uprawiam sporty wszelakie, to odnoszę wrażenie, że czerpię kalorie z powietrza i mogłabym co tydzień brać udział maratonie, a nie schudnę. Kiedyś się tym przejmowałam, w końcu przestałam. Jestem jędrna, cycata i mam kawał tyłka, ale to mój kawał tyłka i go zwyczajnie lubię.

Facet wstał, podszedł do pieca w rogu pomieszczenia, nabrał chochlę wody, zawisł z nią nad rozgrzanymi kamieniami.

– Mogę? – zapytał i czekał na odpowiedź.

Nie od razu odpowiedziałam, bo specyfik wciągnięty przeze mnie w płuca, w towarzystwie nieznajomego na szlaku górskim, wciąż bawił się neuronami w moim mózgu, zakrzywiając i wypaczając rzeczywistość.

Podniosłam wzrok, musiałam jakoś zareagować.

– Jasne.

Tyle udało mi się powiedzieć. Po tym słowie spojrzeniem dotarłam do jego twarzy i pięknie wykrojonych ust, okolonych kilkudniowym zarostem. Zapatrzyłam się w nie, mężczyzna stał w bezruchu. Popatrzyłam mu w oczy i chyba jęknęłam z zachwytu. Miał długie rzęsy i całkowicie czarne oczy. Przynajmniej tak to wyglądało w panującym w pomieszczeniu półmroku. Spojrzałam niżej, na klatkę piersiową, idealnie kształtną i pokrytą włoskami. Dokładnie tak, jak lubię. Odruchem była jazda oczu wzdłuż zwężającego się, biegnącego w dół brzucha owłosienia i…

Dobrze, tutaj było WYJĄTKOWO DOBRZE, JAK JASNA CHOLERA.

Najpierw rozdziawiłam usta, po chwili przełknęłam głośno ślinę i trwałam tak wpatrzona w najdoskonalszy i najpiękniejszy instrument, jaki widziałam w życiu. Kilka ich widziałam, ale ten miałam blisko siebie, idealny kształtem i ewidentnie pobudzony. Może nie bardzo, ale jednak gruby. Chyba że facet tak po prostu ma i przed seksem tylko mu się usztywnia, a na co dzień ta konkretna parówa jest upchana w spodniach.

Zamknęłam usta, zmusiłam się do odwrócenia wzroku, choć było to trudne. Boleśnie trudne! Zrobiło mi się gorąco, miałam ochotę wyjść… a równocześnie chciałam być tu z tym człowiekiem. Wylał wodę na kamienie, para otoczyła nas, zaszczypała w oczy, ukłuła setkami igiełek skórę. Odruchowo wyprostowałam się, obnażając piersi. Mimo gorąca miałam twarde sutki, a wszystko na widok kawałka fiuta!

Ja, doświadczona życiowo, zaprawiona w potyczkach damsko-męskich podniecam się na widok seksownej klaty i twardniejącego kutasa?!

Nie wytrzymałam, musiałam na niego spojrzeć. W oczy, na usta, odważnie. Obróciłam głowę i wpadłam w sidła czarnych węgli ciemnych tęczówek bruneta.

– Widziałem cię w basenie.

Jego melodyjny głos czułam w brzuchu i niżej, drganiami rozpływał się w podbrzuszu. Widać wciąż musiałam być upalona, a to zielsko miało pewnie jakąś domieszkę, bo trzymało mnie tak długo.

– Aha. – Nie było słów w mojej głowie, wzrokiem znów zjechałam w dół i aż zagryzłam dolną wargę, widząc podniecenie mężczyzny.

– Miałaś orgazm. – Tymi dwoma słowami zastrzelił mnie. – Wyglądałaś pięknie, aż zapragnąłem zobaczyć to jeszcze raz.

Chciałam powiedzieć coś mądrego, ale słowa schowały się w głowie, zostało tylko pragnienie i człowiek, który mógł je ugasić. Może i normalnie miałabym zahamowania, pomyślałabym o prezerwatywie, ale ta część rozsądku spała otumaniona skrętem.

Widziałam, że czeka na mój ruch. Przysunęłam się do niego uważając, by pośladek nie dotknął rozgrzanej deski. W każdej chwili ktoś mógł wejść, ale było mi to w tym momencie obojętne. Jeśli tak się stanie, to każę temu komuś wypierdalać. Chciałam tego mężczyzny. Raz, porządnie, dogłębnie.

Nic już nie mówił, patrzył. Roztapiałam się pod jego świdrującym spojrzeniem. Z bliska mogłam podziwiać detale jego urody. Pełne usta, kilkudniowy zarost na brodzie i pod nosem, ciemne jak noc oczy. Nie widziałam tęczówek, więc nie mogłam stwierdzić czy źrenice ma rozszerzone. Moje musiały być ogromne. Nie wierzyłam w to, co robię. Pierwszy raz rozsądek przegrał z pragnieniem.

Uniosłam się, przerzuciłam udo nad jego nogami, usiadłam, przyciskając podbrzusze do sterczącego penisa. Ruch w górę, dłoń między naszymi ciałami i kolejny ruch w dół. Jęknęłam, czując powolne wypełnianie mnie od środka. Mężczyzna warknął, docisnął mnie do siebie, unieruchomił. Przylgnęłam do niego, włoski gęsto pokrywające jego klatkę piersiową łaskotały w sutki. Nie chciałam, by mnie utrzymywał w bezruchu. Potrzebowałam czuć go w sobie, pragnęłam tego. Poruszyłam biodrami, niekontrolowany jęk wyrwał mi się z gardła. To było, jak ruszenie lawiny. Wpadłam w galop, myśli odpłynęły, został mokry, gorący, zdyszany szał. Objęłam go ramionami, dodatkowo podpierał mi plecy, mogłam napierać na niego biodrami, piersiami ocierać się o szorstki tors, nabrzmiałą łechtaczką o owłosione podbrzusze.

– O matko – jęknęłam, czując, że zbliżam się do przepaści.

Przyspieszyłam drżąc, pozwalając opanować ciało dreszczom, umysł rozświetlić temu czemuś, co równocześnie wygina kręgosłup i każe wciągnąć maksymalną ilość powietrza w płuca. On też krzyknął, boleśnie wbijając mi palce w pośladki, ugniatając je.

Dyszałam, przylegając do człowieka, którego imienia nie znałam i zobaczyłam po raz pierwszy kilkanaście minut temu. Rozsądek pukał do bram mózgu, zaczął walić pięściami, w końcu dołączył i kopniaki. Odsunęłam się od mężczyzny, uniosłam ciało, zeszłam z niego, ciężko usiadłam obok. Sięgnęłam po ręcznik, okryłam się nim i wstałam. Zataczając się niczym pijana gęś, skierowałam się ku wyjściu i do swojej szafki. Wzięłam ciuchy, sprawnie ubrałam je i oddając ręcznik przy wyjściu, pośpiesznie opuściłam strefę saun.

Postanowienie pierwsze: Nie palić zielska. Jeśli już palić, to od razu odseparować się od ludzi, w szczególności od mężczyzn. Seksownych, owłosionych, z grubą pałą.

Nie zawracałam sobie głowy prysznicem, postanowiłam umyć się w pokoju. Zwróciłam bransoletkę i umknęłam wprost do hotelu, nie zaprzątając myśli zakupami w sklepie po drodze. Zamówię wino w hotelowej restauracji, do tego jakąś lekką kolację i po prostu przepłacę. Wolałam nie ryzykować spotkania z mężczyzną, choć nie przypuszczałam, by uwinął się z ewakuacją równie szybko, co ja. Wyglądało na to, że go znokautowałam, gwałcąc w miejscu publicznym.

Jutro opuszczę hotel i wracam docodziennej wojny w pracy. Zapomnę o posiadaczu najpiękniej wykrojonych ust i czarnych oczu. Dupa zaszalała, teraz trzeba ją wcisnąć wuniform codzienności, a tą przygodę wspominać ewentualnie podczas zabaw wibratorem.

Skubałam sałatkę, ale nie czułam jej smaku. Rozpamiętywałam to, co zrobiłam, rozkładając na części proste. Zaszalałam, jak nie ja, alenie żałowałam. Wiem, że dla wielu osób takie zachowanie nie jest niczym niezwykłym, dla mnie było. Zwariowane przeżycie. Przy okazji podniecające i utwierdzające mnie we własnej atrakcyjności.

Czy chciałabym się spotkać z tym facetem jeszcze raz? Pewnie tak. Może naseks. Nie wyobrażałam sobie jednak randki z nim po tym, co zrobiłam. Przeleciałam gościa bez pytania o pozwolenie. On co prawda nie protestował, ale też nie pozostawiłam mu zbytnio wyboru.

– Zdrowie pięknego bruneta z czarnymi oczami i cudownym fiutem. – Uniosłam kieliszek, upiłam łyk wina i aż zamruczałam, delektując się bukietem. – To był bardzo dobry dzień.

Powrót do codzienności rozwiał marzenia o ponownym spotkaniu z przystojniakiem z sauny. Znów podejmowałam decyzje, kierowałam ludźmi, planowałam wydatki, zakupy, grafiki. Kochałam tę pracę itylko odliczałam dni do momentu, gdy wreszcie uwolni mnie koniec umowy i będę mogła podpisać kolejną, ale już w innym obiekcie.

Nadchodził grudzień i koniec kajdan, którymi był kontrakt. Miałam już upatrzony kolejny hotel, ten znajdował się nad morzem. Wynagrodzenie było bardzo zadowalające, kwatera, w której miałam mieszkać komfortowa, awłaścicielem był starszy mężczyzna. Sprawdziłam jego dane bardzo dokładnie, by mieć pewność, że nie trafię ponownie na zdziwaczałego pracodawcę.

Myślałam, że epizod z wyjazdu w góry stanie się bladym wspomnieniem, ale nie potrafiłam przestać myśleć o przystojniaku z sauny. Jak mógł mieć na imię? Czy jest żonaty? Gdzie mieszka?

Te i setki innych pytań bombardowały mi czaszkę co wieczór, tuż przed zaśnięciem. Niestety, jego pięknie wykrojone usta, świdrujące spojrzenie itwardy fiut obudziły tęsknotę, którą dotychczas udawało mi się skutecznie przyduszać.

Może to właśnie te tęsknoty spowodowały zmianę decyzji, czy raczej jej spontaniczne podjęcie. Prawniczka z kancelarii rodziców zadzwoniła domnie pewnego popołudnia informując, że wpłynęła nowa oferta pracy.

– Góry, odnowiony hotel i trzyletni kontrakt menadżerski, ze świetną pensją – wyliczała.

– Góry? – jęknęłam tęsknie. – Które?

– Tatry, oczywiście – prychnęła Marzena. – Cała reszta to pagórki.

– Miejscowość? – Czułam, że na to czekałam od lat. Trzy lata w tatrzańskim miasteczku, może w wiosce.

– Białka Tatrzańska, hotel „Taternik”.

Krew uderzyła do mózgu, ale momentalnie też włączyłam rozsądek. Przecież niemożliwe jest, żebym spotkała tam tego faceta. Jeżeli nawet zdarzy się cud i wybierze ten hotel, to…

Postanowienie drugie: Nie wymyślać scenariuszy, które prawdopodobnie nie będą miały nigdy miejsca (przecież on pewnie nawet nie zapamiętał mojej twarzy inie poznałby mnie w świetle dziennym!). Wyjątkiem są fantazje erotycznei scenariusze obłędnego seksu.

– Prześlij mi ofertę na mail. Zastanowię się.

Tak naprawdę, to już podjęłam decyzję, nie posiadając jeszcze danych.

– Witamy panią serdecznie. – Elegancka recepcjonistka przywitała mnie z uśmiechem. – W czym mogę pomóc?

Już ją lubiłam i wystawiłam jej w duchu pozytywną ocenę. Odrobinę zestresowała się, gdy usłyszała moje nazwisko, ale szybko przywołała chłopaka, by ten ją zmienił i zaprowadziła mnie do apartamentu, który przez najbliższe trzy lata miał być moim mieszkaniem.

Jak na razie, wszystko wyglądało wspaniale. Modernistyczna bryła wystawała ze zbocza góry i zachwycała tak z zewnątrz, jak i wyposażeniem, i wystrojem. Szłam za dziewczyną, słuchając historii budynku. Opowiadała o nowym właścicielu, który postanowił odnowić go całkowicie i musiałam przyznać, że wyszło mu to genialnie.

– Pan Wojciech prosił, bym panią przyprowadziła, gdy tylko się pani rozgości. – Otworzyła przede mną drzwi, więc nie od razu dotarły do mnie jej słowa.

Wyglądało na to, że dane mi będzie zamieszkać w najpiękniejszym miejscu, do jakiego dotąd pojechałam za pracą.

– To może od razu proszę mnie zaprowadzić. – Wolałam mieć z głowy wszelkie formalności, by móc przyjść do apartamentu na najwyższym piętrze i nacieszyć się nim, pooglądać dokładnie.

– Świetnie. – Dała mi chwilę na odłożenie torebki i odstawienie walizki na kółkach. – Proszę za mną.

Przekazała mi kartę magnetyczną otwierającą drzwi, i ruszyła korytarzem na przeciwległy koniec. Przed ostatnimi drzwiami przystanęła i wskazała tabliczkę na nich.

– Proszę zapukać, pan Wojtek wie już, że pani przyjechała. – Znów firmowy uśmiech i wycofanie się rakiem.

Grzeczna, skromna, idealna recepcjonistka.

Zapukałam i usłyszałam „proszę”, a zamek zabrzęczał elektrycznie, odblokowując drzwi. Pchnęłam skrzydło i weszłam do środka. Przedpokój i drzwi prowadzące do łazienki były lustrzanym odbiciem mojego nowego apartamentu. Za nimi po prawej otwierał się salon z aneksem kuchennym.

– Dzień dobry – zawołałam. – Jestem Zofia, nowy menadżer…

I tu mnie zamurowało, głos uwiązł mi w gardle, nogi wrosły w wykładzinę na podłodze.

Patrzyłam oto w najczarniejsze oczy, w jakie kiedykolwiek zaglądałam.

Rozdział 3

Zośka

Postanowienie trzecie: Trzymać się reguły sprawdzania danych o pracodawcy i nie kierować impulsem, bo intuicja jest najwyraźniej spierdolona.

– Witam. – Uśmiech uniósł kąciki ust, oczy wbijał w moją twarz. – Czy my się przypadkiem nie poznaliśmy?

Patrzyłam na niego zdumiona, nie wiedząc, czy faktycznie mnie nie poznał, czy właśnie sprawdza moją odwagę. Tak jak chwilę wcześniej osłupiałam, tak teraz wkurwiłam się nie na żarty, no bo jak to tak? Nie poznaje mnie, czy chce ośmieszyć? Oba scenariusze były do kitu i podniosły mi w efekcie ciśnienie.

– Nie znamy się – odparłam spokojnie, ale byłam pewna, że moje oczy ciskają pioruny. – My się tylko pieprzyliśmy.

Po moich słowach zapadła cisza. Dotarło do mnie, że zachowuję się niegrzecznie, chamsko i gówniarsko. Nie mogłam już cofnąć słów, nie dało się odpowiedzieć powiedzianego. Pozostało mi oczekiwanie na reakcję.

– I co z tym zrobimy? – Nie wyglądał na urażonego, raczej go rozbawiłam.

– Widzę dwa wyjścia. – Zaplotłam ramiona pod piersiami, co momentalnie skoncentrowało jego wzrok na moim biuście. – Albo rozwiązujemy kontrakt i wyjadę stąd jeszcze dzisiaj, albo zachowujemy się jak dorośli ludzie i prowadzę ci hotel, a o tamtym zapominamy.

Czekałam na odpowiedź i denerwowałam się. Zdałam sobie sprawę z faktu, że chcę tutaj pracować, mieszkać w tym miejscu i… mieć pod nosem człowieka, na widok którego żołądek wywinął mi koziołka, a serce przemieściło się do gardła. Tęskniłam za nim, jego skręconymi włoskami na klacie i za solidnym kawałkiem mięsa, którym mnie spenetrował. Poprawka – sama się nim spenetrowałam. Różnica niewielka, efekt taki sam.

Oczywiście, nie przyznałabym tego na głos za żadne skarby świata i chyba wcześniej wyrwałabym sobie język, niż któraś z tych prawd zostałaby przeze mnie ubrana w słowa.

– Jestem dorosły, więc jakoś przeżyję obecność zgrabnego tyłka, który pieprzyłem. – Świetnie opanował emocje, jego spojrzenie nie wyrażało kompletnie nic. – Polecono mi ciebie jako jednego z najbardziej uzdolnionych menadżerów w kraju. W dodatku uczciwych i zdaje się właśnie dowiodłaś tej cechy.

Opuściłam dłonie, kamień spadł mi z serca. Gdyby kazał mi teraz wyjechać, poczułabym się parszywie i niekobieco.

– Chcę oprowadzić cię po hotelu, przedstawić załodze, ale może najpierw rozgość się w apartamencie. – Odwrócił się, sięgnął po coś do kieszeni marynarki, która wisiała na oparciu krzesła.

Oczywiście mój wzrok automatycznie zjechał w dół i spoczął na kształtnym tyłku, który bezczelnie obmacałam wzrokiem. Nie zdążyłam w porę odwrócić oczu, natomiast on zdążył się obrócić z powrotem.

O cholera. – Zamknęłam oczy, starając się zapanować nad rumieńcem wypływającym mi na twarz. – Czyli on ma po prostu takiego grubego cały czas. Nawet przez spodnie to widać.

– To moja wizytówka. – Aż podskoczyłam, słysząc go tuż obok.

Zamrugałam gwałtownie, musiałam podnieść głowę, by mu spojrzeć w oczy. Stał metr ode mnie i zaglądał tymi swoimi czarnymi ślepiami w moje. Oddychałam płytko, musiałam opanować chęć ucieczki z pokoju. Odetchnęłam głęboko, spowalniając oddech, starając się zapanować nad paniką. To był błąd, bo teraz miałam w nozdrzach jego zapach. To było pomieszanie woni wspaniale dobranych perfum, które weszły w magiczną reakcję z jego skórą. W ustach zebrała mi się ślina, przełknęłam jej nadmiar, zacisnęłam wargi.

– Proszę. – Przysunął prostokątny kartonik, który trzymał między palcem wskazującym i środkowym. – Zadzwoń, jak będziesz… gotowa.

Ostatnie słowo wymówił cicho, pieszczotliwie. Zabrzmiało ono tak zmysłowo, że podniecenie uderzyło mnie kopniakiem w brzuch. Wyciągnęłam drżącą dłoń, wzięłam od niego wizytówkę. Zrobiłam to nieostrożnie, opuszki dotknęły opuszków, poraził mnie prąd. Kretyńskie! Kartonik wysunął się spomiędzy palców, wylądował na dywanie. Odruchowo kucnęłam i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z idiotyzmu, jaki właśnie uczyniłam. Obniżając się, wylądowałam twarzą przed jego rozporkiem. Byłam tak skrępowana własną ułomnością, że chwilę trwało, nim udało mi się wymacać leżącą na wykładzinie wizytówkę i ująć ją w spocone palce. W międzyczasie nie odrywałam wzroku od jego rozporka, co musiało wyglądać, jakbym specjalnie zrobiła z siebie niezdarę, żeby móc sobie pooglądać jego krocze z bliska.

Zamknęłam oczy, zacisnęłam powieki, wymacałam wizytówkę. Podniosłam się z kucek i dopiero wtedy otworzyłam oczy.

– Zadzwonię, gdy tylko się odświeżę – wycedziłam przez zęby. – Miło mi poznać. Zofia. – Wyciągnęłam dłoń. – Dla znajomych Zośka.

– Wojtek.

I zamknął moją dłoń w swojej ciepłej, a dla mnie zatrzymała się kula ziemska, a co za tym idzie, przestała działać grawitacja. Unosiłam się nad dywanem, płuca wypełniły się próżnią i tylko sekundy dzieliły mnie przed implozją. Zassie mnie czarna dziura emocji, wessie w nicość i wypluje jako małą, kwadratową kostkę.

Idiotka!

Wojtek wypuścił moje palce, planeta znów ruszyła, grawitacja sprowadziła stopy na podłogę, mogłam oddychać.

Nic już nie powiedziałam, wolałam nie ryzykować. Obróciłam się ku drzwiom i na miękkich nogach opuściłam jego pokój. W przydzielonym mi apartamencie podeszłam do stołu, opadłam ciężko na krzesło i z twarzą zwróconą ku oknu i najpiękniejszemu widokowi za nim, wystękałam:

– Kurwa jego jebana mać. Co to było?

Nie jestem romantyczką, nie wierzę w te wszystkie porażenia strzałą Amora i przepływające przez ciało prądy. Wyznaję wiarę w rozsądek, zdrowe dopasowanie osobowości i porządny seks. Reszta jest kwestią pracy i wzajemnych kompromisów. To, czego doświadczyłam przed chwilą było zaprzeczeniem powyższego i zakrawało na jakieś bzdetowate romansidła, a nie na rozsądną kobietę, którą jestem.

– Dobra, kurwa! – Wstałam, przewracając krzesło. – Jestem w szoku, bo facet, którego wizerunek przywoływałam za każdym razem, gdy robiłam sobie ostatnimi miesiącami dobrze, jest tutaj. Nic poza tym! Byłam twarda, jestem twarda i taka pozostanę. On też był twardy i taki przyjemny w dotyku. – Przewróciłam oczami do tych mokrych myśli.

Postanowienie czwarte: Nie patrzeć Wojtkowi na tyłek, na krocze, nie dotykać go i nie wąchać.

Po szybkim prysznicu ubrałam białą bluzkę, prosty garnitur i upięłam włosy w kok. Niewielkie kolczyki i bransoletka były delikatne, nierzucające się w oczy i tylko makijaż pozwoliłam sobie zrobić mocniejszy. Taka moja zbroja czy raczej barwy wojenne. Do paska spodni przypięłam niewielki, elegancki notes z cienkim długopisem. Kartę magnetyczną wsunęłam do wewnętrznej kieszeni marynarki i odetchnąwszy głęboko, opuściłam mój nowy azyl.

Nie chciałam dzwonić do Wojtka, wysłałam mu sms o treści: „Jestem gotowa. A Ty?”.

No dobrze, nie było co zaprzeczać, podobał mi się jak jasny gwint i w głębi duszy miałam nadzieję na coś więcej. Miałam też nadzieję, że nie okaże się, że jest żonaty i zainteresuje się moją skromną osobą. Wiedziałam, że wiele wysiłku będzie mnie kosztowało, by go nie prowokować.

Telefon zadźwięczał i wypluł wiadomość: „Zawsze”.

Nie czekałam na niego, wolałam nie narażać się na wspólną jazdę windą.

Mimo wieloletniej praktyki w zarządzaniu wieloosobowym zespołem, denerwowałam się. Byłam w nowym miejscu i z praktyki wiedziałam, że od pierwszego wrażenia zależy bardzo wiele.

Rozdział 4

Wojtek

Wcześniej

Zaczął się sezon letni, a tym samym najazd turystów. Odpowiadał mi ten stan rzeczy, mogłem rzucić się w wir pracy. Byłem świeżo po rozwodzie, posmak goryczy wciąż zalegał w gardle, kłuł w żołądku.

Nie dobraliśmy się z Jolką, a jedynie zawarliśmy coś na kształt spółki, której nazwa brzmiała „małżeństwo”. Ja mogłem pokazać się z ładną, dużo ode mnie młodszą żoną, ona dzięki temu wygodnie żyła. Jak się okazało, to zbyt mało, by być razem. Można dobrze bawić się w łóżku, ale po udanym seksie trzeba mieć o czym porozmawiać, w przeciwnym razie nie różni się to zbytnio od układu klient – kurwa. Nasz związek w coś takiego się właśnie zmienił, więc postanowiliśmy to przerwać. Jolka negocjowała twardo i wydaje mi się, że na tych trzech latach małżeństwa wyszła naprawdę nieźle, chociaż oczywiście chciała dużo więcej. Nie kłóciliśmy się o pieniądze, rozmowy i negocjacje odbywały się właściwie tylko między naszymi adwokatami.

Było, minęło, niechęć do płci przeciwnej została. Niestety, jako facet mam swoje potrzeby. Lubię seks, uwielbiam kobiece ciało i tylko problemem jest zrozumienie kobiecego umysłu. Nie zamierzałem zbytnio zgłębiać jego tajników. Wystarczy mi seks, czysty układ, niczego więcej w kontaktach z płcią przeciwną nie szukałem. Może kiedyś, na starość, a może nigdy.

To był jeden z dni, kiedy musiałem rozładować gromadzące się we mnie napięcie, bo zaczynałem już kąsać każdego, kto ze mną rozmawiał. Byłem złośliwy, upierdliwy albo bezczelny, tak bardzo chciało mi się pieprzyć. Na brak chętnych mi kobiet nie narzekałem, zawsze się jakaś znalazła. Gorzej było z takimi, które poza dobrą zabawą nie chciałyby czegoś więcej. Większość widziała we mnie przystojniaka, z odpowiednim stanem posiadania. Ja już przerobiłem ten temat, wolałem zwalić sobie konia, niż tłumaczyć takiej kobiecie, że nie interesuje mnie nic poza drogą do orgazmu, a po nim pójście każdy w swoją stronę. Kobiety rzadko przystawały na podobny układ.

W takie dni dawałem sobie zazwyczaj w kość tak, że ledwie żyłem. Górska wspinaczka w Tatrach to jedno, kilkadziesiąt basenów kraulem, naprzemiennie z motylkiem – drugie. Po takim seansie szedłem na masujące bicze wodne w basenie termalnym, później sauna dokańczała rozprawę z napięciem w ciele. Ten rytuał miał miejsce przynajmniej raz w tygodniu.

Rozciągnąłem się na nierdzewnych rurach, wypluwających perełki bąbli powietrznych, napawając się rozluźniającym masażem, gdy coś kazało mi podnieść powieki i spojrzeć na schody prowadzące w dół do wody.

To była brunetka. Okrąglutka, ze sporym biustem, całkowite przeciwieństwo Jolki, która katowała ciało dietami i intensywnymi ćwiczeniami. Ta miała lekką nadwagę, ale cholera, jej pasowały te miękkie kilogramy. W ruchach ciała widać było pewność siebie i siłę. Nie rozglądała się na boki, po prostu weszła do okręgu, w którym bicze wodne masowały poszczególne partie ciała.

Obserwowałem ją, jak przesuwa się wzdłuż ściany, gdy brzęczyk oznajmiał zmianę miejsca na sąsiednie. Pewnie na oglądaniu poprzestałbym, gdyby nie fakt, że brunetka zrobiła sobie biczem wodnym dobrze. Pewnie wydawało jej się, że robi to niedostrzegalnie, ale zbyt dobrze znam kobiece ciało i reakcje na doznawaną przyjemność, żebym mógł pomylić zjawisko. Zaciśnięcie powiek, rozchylenie ust i ukrycie twarzy w ramionach opartych na obrzeżu basenu były pierwszymi dowodami. To, że kilkukrotnie drgnęły jej ramiona, utwierdziło mnie w odkryciu. Opieszałe przeniesienie się po sygnale na miejsce obok i rumieńce oraz spuchnięte usta dały mi pewność.

Podnieciłem się podejrzanym zjawiskiem, mimo że dałem sobie tego dnia w kość. Podglądanie jest podniecające. Obserwowanie czyjegoś seksu podnieca. Tu miałem dwa w jednym, więc udzieliło mi się. Gdy dziewczyna na chwiejnych nogach opuściła basen, wstałem z zajmowanej przez siebie wodnej leżanki i poszedłem za nią. Nie umknął mi zaciekawiony wzrok jednej z kobiet, która z uniesionymi brwiami obmacała wzrokiem moje spodenki. Spęczniałem, było to widać, ale olałem sprawę. Ważniejsze było dogonienie brunetki.

Skierowała się do saun, ja w myślach zatarłem dłonie. Nie mogło być lepiej tym bardziej, że panowała tu strefa nagości. Nie próbowałem już nawet opanować podniecenia. Miałem nadzieję, że poza dziewczyną nie będzie innych osób w saunie, którą wybierze.

Poczekałem, by się przebrała i owinięta dużym, białym ręcznikiem wyszła z przebieralni. Ja nie zawracałem sobie głowy korzystaniem z odosobnienia. Zdjąłem spodenki, rzuciłem je na półkę z numerem trzynaście i trzymając ręcznik przed sobą, poszedłem za brunetką. Wiedziałem, w której jest salce. Postanowiłem opłukać ciało zimną wodą.

Przed drzwiami sauny odetchnąłem głęboko i zaklinając ją, by była tam sama, wszedłem do pomieszczenia.

W środku panował półmrok, z sufitu sączyła się relaksacyjna muzyczka.

– Dzień dobry. – Wypadało coś powiedzieć, choć najchętniej stałbym nad nią, przyglądając się ciału.

– Dzień dobry – odparła, siadając, unikając patrzenia w moją stronę.

Mogłem jej się poprzyglądać i bardzo podobało mi się to, co widzę. Była okrąglutka, a te piersi… Czułem, że sztywnieję. Działała na mnie, jak jasny gwint, mimo że jej nie znałem. Szczególnie po tym, co widziałem w basenie.

Chciałem zwrócić na siebie jej uwagę, bo bezsensem było wspólne siedzenie, jeśli nie miało z tego nic wyniknąć. Postanowiłem zagadać do niej, może się umówić. Zapytałem o pozwolenie na polanie kamieni wodą, by zmusić ją do spojrzenia mi w oczy i wtedy mnie trzasnęło obuchem między oczy. Jasne spojrzenie, ciemne włosy i pełne, rozchylone usta. Włosy zakryły piersi, uwydatniając wypukłość. Przepadłem, zaniemówiłem.

Opuściła wzrok na moje wargi i mógłbym przysiąc, że pomyślała o pocałunku. Zagryzła dolną wargę i, cholera! Zaczęła mnie sobie oglądać! Gdy dotarła do fiuta i rozdziawiła usta, nie próbowałem nawet zapanować nad podnieceniem. Podobało jej się to, co widziała, a mi podobała się jej reakcja. Miałem ochotę wepchnąć jej kutasa do buzi i zobaczyć, jaką wtedy zrobi minę.

Musiałem coś zrobić, żeby nie stać tu za chwilę z pełnym wzwodem, gapiąc się na nią. Takie zachowania nie przystoją czterdziestolatkowi! Wylałem wodę na kamienie i aż musiałem usiąść, gdy gorąca para uderzyła w ciało, w oczy, wdarła się w nozdrza.

Przyglądałem się jej. Wyprostowała się, w końcu spojrzała na mnie. Przez dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie tylko w oczy i wtedy palnąłem:

– Widziałem cię w basenie.

I znowu cisza.

– Aha – odparła, co mogło oznaczać jedynie brak zainteresowania moją osobą i tylko stojące na sztorc sutki świadczyły o czymś zgoła odwrotnym i to, że mój fiut przyciągał jej wzrok.

– Miałaś orgazm – wymsknęło mi się spostrzeżenie. – Wyglądałaś pięknie, aż zapragnąłem zobaczyć to jeszcze raz.

Myślałem, że się zdenerwuje, wstanie i wyjdzie. Ona tymczasem trwała w bezruchu, a po kilku głębokich oddechach przysunęła się do mnie i zaglądając mi w oczy, usiadła na mnie okrakiem. Tak po prostu! Bez zbędnych wstępów, pytania o imię, zawód i temu podobne rzeczy, które w tym momencie nie miały absolutnie znaczenia. Ona po prostu wzięła mojego kutasa w dłoń i opadła na niego, z jękiem przyjmując w ciasne wnętrze.

To było szokująco przyjemne, walące rozkoszą niczym obuchem. Zaskoczenie i piękna nieznajoma, jej pełne piersi ocierające się o mój tors i cipka, w której byłem doprowadziły mnie na skraj rozkoszy. Zbyt szybko, musiałem ją powstrzymać, uspokoić emocje. Nie dała mi na to szansy. Zaczęła się poruszać, jęcząc. Widziałem, że i ona jest na skraju i na nią podziałała ta sytuacja. Objęła mnie ramionami i pieprzyła dziko, by po kilku ruchach zakwilić „O matko” i z drżeniem wygiąć się do tyłu. Nie wytrzymałem dłużej, ale i nie musiałem już. Zaciskając palce na jej cudownym tyłku, wytrysnąłem w nią, przeżywając najgwałtowniejszy orgazm w życiu. Coś niezaplanowanego, nawet nieprzewidzianego. Po prostu zwierzęcy seks z obcą kobietą, która uspokajała oddech w moich ramionach.

Trwało to jedynie chwilę, po upływie której brunetka zeszła ze mnie, następnie wstała, owinęła się ręcznikiem i wyszła bez słowa. Ja zostałem, trwałem w bezruchu jak baran, a ten idiota kutas sterczał, jakby niedowierzając, że to koniec, że w ogóle miała miejsce taka sytuacja. Gdyby nie sperma wyciekająca ze mnie pomyślałbym, że coś mi się przyśniło.

Zerwałem się w końcu z ławki, owinąłem ręcznikiem i pobiegłem za nią. Niestety, wyszła, ja nie wiedziałem dokąd. Mimo szybkiej akcji ubrania się i wyjścia poza linię kas, nie spotkałem jej już.

Użyłem swoich wpływów, by pozwolono mi przejrzeć nagrania ochrony, ale wszystkie ujęcia były marne i nie ukazywały jej twarzy porządnie. Co by mi to zresztą dało? Nie miała bransoletki gościa hotelowego, więc nie mogłem znaleźć jej danych w bazie osób z pełnym dostępem to term. Musiała mieszkać w niezrzeszonym hotelu, ja musiałem pogodzić się z porażką tuż po najbardziej szalonym i niespodziewanym numerku w moim życiu.

Życie wróciło do normy, praca na plan pierwszy. Szczyt sezonu wymuszał codzienną, wielogodzinną pracę i tylko co jakiś czas włączała się tęsknota za nieznajomą, której zapach wciąż czułem w ciele. Kim jest? Gdzie mieszka? Czy często bierze sobie facetów, używa i zostawia z flaczejącym penisem?

Nie miałem się tego dowiedzieć, pomarzyć mogłem i nic ponad to.

– Chłopie, ty się zajedziesz!

Po miesiącu umawiania się ze Sławkiem i przekładaniu spotkania, udało nam się wreszcie wyrwać na piwo. Sławek od wielu lat prowadził dom wczasowy dla seniorów, robił to razem z żoną i miał o wiele więcej czasu ode mnie.

– Jest sezon, to normalne. – Wzruszyłem ramionami, pociągając długi łyk zimnego piwa. – Ty masz Aśkę, ja prowadzę hotel samodzielnie.

– Tak, mam Aśkę, a ty wcale nie musisz się żenić, szczególnie, że nie wychodzi ci to na dobre. – Nie wyglądało na to, by mówił te słowa złośliwie, raczej z troską o kumpla. – Dlaczego nie zatrudnisz menadżera? Stać cię.

– Bo nie ufam obcym. – W duchu przyznałem, że z braku wolnej chwili nie pomyślałem nawet o takim rozwiązaniu.

– No weź przestań. – Zmarszczył brwi. – To nie kwestia zaufania, tylko porządnego kontraktu i zatrudnienia kogoś z polecenia. Chcesz, to popytam.

– Ok. – Nie robiłem sobie nadziei na odciążenie mnie w pracy. Zająłem się swoim piwem, później rozmowa zeszła na inne tematy.

– Panie Wojtku, mamy problem – mówiąc to Antoś, szef kuchni, prawie schował głowę w ramionach.

Od tygodnia codziennie działo się coś wytrącającego mnie z równowagi. Tu awaria maszyny, tam zatkana kanalizacja w vipowskim apartamencie. Hydraulika wcięło, musiałem sam się tym zająć.

Kurwa!

Dostawa świeżych ryb nie dojechała i trzeba było na szybko zmieniać menu. Pech chciał, że połowę hotelu wynajęła firma farmaceutyczna i wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik.

Kolejny dzień i uszkodzenie instalacji piwa z beczki. Wstyd, szybkie zorganizowanie pożyczki z innego hotelu i ulga, że klienci niczego nie zauważyli.

Właściwie to w ciągu dziesięciu dni uszkodzeniu, zdezorganizowaniu, czy niedopatrzeniu uległo tyle spraw, że zwyczajnie miałem ochotę jebnąć całym tym interesem, sprzedać go w pizdu i wyprowadzić się w głąb głuszy, zamieszkać w chatce bez prądu i bieżącej wody. Zwyczajnie zmęczyłem się psychicznie odpowiedzialnością za tak rozhulaną machinę, ludzi i klientów.

Gdy wieczorem zadzwonił telefon, warcząc wyciągnąłem go z kieszeni i z chęcią mordu spojrzałem na wyświetlacz.

– Cześć, Sławek. – Odebrałem połączenie czując ulgę, że toznajomy, a nie kolejny problem. – Co tam?

– Mam dla ciebie menadżerkę. – Ogłosił, nie kryjąc zadowolenia. – Jedna z najlepszych w kraju. Dodatkowy zmysł na złodziei i kłamców. Wywala nieprzydatnych pracowników bez mrugnięcia okiem. Jest niezamężna, niezainteresowana zamążpójściem i nieprzekupna. Właśnie kończy jej się kontrakt i ma całą listę chętnych na jej usługi, ale wiesz co?

– No, kurwa? – Że też się daję wciągnąć w takie gierki słowne.

– Znajoma pani adwokat ma inną znajomą panią adwokat, która zna panią Zofię i wie, żeta ma bzika na punkcie gór. – Ogłosił to i urwał, jakby oczekiwał oklasków.

– No i? – Nie popchnę, to nic nie powie.

– No i przyjmie twoją ofertę, jeśli tylko zaproponujesz dobrą stawkę.

Wspomniałem ciąg pechowych zbiegów okoliczności w ostatnich dniach ipomyślałem, że jeśli ktoś nie pomoże mi ogarnąć nadchodzącego sukcesu, to po lekkiej zwyżce spadnę na ryj, a wraz zemną opinia hotelu. Potrzebowałem pomocy, świeżego umysłu i drugiej pary oczu.

– Zofia? Co to za imię? – mruknąłem, wychylając resztę whiskey ze szklaneczki. – Masz jakieś zdjęcie? Pewnie jakaś stara panna.

– Sorry, stary, ale nie mam.

A może to i dobrze, bo nie będzie kłopotów.

Heh…

Rozdział 5

Wojtek

– Szefie. – Głos recepcjonisty brzmiał normalnie, więc może tym razem nie usłyszę o kolejnej awarii. – Pani Zofia, nowy menadżer właśnie przyjechała. Kaśka prowadzi ją do wyznaczonego apartamentu.

– Dziękuję. – I rozłączyłem się.

Poprosiłem recepcjonistkę, by zaprosiła do mnie panią Zofię, jak tylko ta się rozgości. Przydzieliłem jej najlepszy pokój. Poprawka, lepszy był tylko mój. Mieszkałem w hotelu, tak było najwygodniej. Jak na razie nie czułem potrzeby, by się wyprowadzić, choć oczywiście bardziej opłacalnym posunięciem byłoby udostępnienie apartamentu gościom. Przeważały plusy mieszkania w miejscu pracy. Zawsze byłem dostępny i mogłem interweniować w razie jakichkolwiek kłopotów.

Owszem, marzyłem o wyjeździe, zwiedzaniu innych krajów, ale zaangażowanie się w ten interes wykluczało praktycznie wszystkie wycieczki. Wiedziałem o tym, kupując hotel, planując remont, więc nie żałowałem siebie samego, czy podjętej decyzji. Tylko ciężka praca i konsekwencja gwarantuje powodzenie tego, co się robi. Ja wybrałem bycie hotelarzem, podobało mi się to. Już sam budynek zachwycił mnie, wręcz zauroczył w momencie, gdy zobaczyłem jego zdjęcia na stronie internetowej biura pośrednictwa sprzedaży. Pochodzę z Katowic, polskiej stolicy modernizmu, więc nie mogłem nie docenić starego, zaniedbanego budynku, który potrzebował inwestycji i serca. Gotówkę posiadałem, serce samo rwało się do projektu.

Pukanie do drzwi wyrwało mnie z zadumy nad własnym losem. Szybko uwinęła się z rozgoszczeniem się w apartamencie, czy po prostu chce odfajkować przywitanie i dopiero wtedy się rozpakuje?

– Proszę – zawołałem, wciskając przycisk odblokowujący drzwi.

Było ich kilka w tym apartamencie, bo tak sobie zażyczyłem. Poza moją, odblokowującą drzwi kartą, istniała jeszcze jedna, awaryjna, przechowywana w hotelowym sejfie. Sprzątaczki miały wyznaczone godziny wejścia do apartamentu, zawsze w południe. Tylko w tym czasie mogły wejść, poza nim wejściówka była nieaktywna. To wykluczało niezręczne sytuacje, gdyby któraś zastała mnie z kobietą w łóżku, czy pod prysznicem. Stała kochanka byłaby rozwiązaniem idealnym, ale wcześniej zbytnio pochłonęła mnie inwestycja, w międzyczasie rozwód, więc już na to nie starczało sił i czasu.

– Dzień dobry. – Głos należał do młodej kobiety. Może nie będzie niesympatyczna. Dobrze byłoby mieć z kim porozmawiać nie tylko na tematy związane z firmą. – Jestem Zofia, nowy menadżer.

Obróciłem się w kierunku wejścia, by się przywitać i wtedy nastąpił moment, który można nazwać zawiśnięciem w próżni. Wszystkie zmysły wyłączyły się, pozostał jedynie obraz. Oczy zarejestrowały twarz kobiety, której szukałem, o której marzyłem, pod którą waliłem konia. Wyglądało na to, że i ją zaskoczył mój widok.

– Witam. – Próbowałem się uśmiechnąć, zastanawiając równocześnie, co powiedzieć. – Czy my się przypadkiem nie poznaliśmy? – Oczywiście palnąłem najgłupszą z rzeczy, jaka przyszła mi do głowy. Poza tym, że w tym momencie w czaszce miałem pustkę.

Widziałem cały wachlarz uczuć, które przemknęły po jej twarzy. Od zaskoczenia, przez zdumienie pomieszane z niedowierzaniem i coś jeszcze, czego nie potrafiłem nazwać. W końcu pozostała jedynie złość, pociemniałe oczy i zmarszczka między brwiami.

– Nie znamy się – odparła spokojnie, choć widziałem, że najchętniej nakrzyczałaby na mnie. – My się tylko pieprzyliśmy.

No dobrze, należało mi się. Przywaliła aż miło. Gdybym się czerwienił, teraz pewnie spaliłbym buraka.

– I co z tym zrobimy? – Mimo to ciekaw byłem jej reakcji.

– Widzę dwa wyjścia. – Zaplotła ramiona pod piersiami, mi momentalnie przypomniał się ich dotyk na torsie. Sutki ocierające się o mnie i ich piękne łuki, gdy odchyliła się do tyłu tuż przed szczytowaniem. – Albo rozwiązujemy kontrakt i wyjadę stąd jeszcze dzisiaj, albo zachowujemy się jak dorośli ludzie i prowadzę ci hotel, a o tamtym zapominamy.

Odgoniłem obraz jej nagiego ciała nadzianego na mnie i rozkoszy rozchylającej pełne usta. Już na samo to wspomnienie sztywniałem i byłem o krok od skompromitowania się erekcją na dzień dobry.

– Jestem dorosły, więc jakoś przeżyję obecność zgrabnego tyłka, który pieprzyłem. – Starałem się ukryć radość, którą poczułem, widząc brunetkę. Podobała mi się jej bezpośredniość, chciałem poznać ją lepiej. – Polecono mi ciebie jako jednego z najbardziej uzdolnionych menadżerów w kraju. W dodatku uczciwych i zdaje się właśnie dowiodłaś tej cechy. Chcę oprowadzić cię po hotelu, przedstawić załodze, ale może najpierw rozgość się w apartamencie.

Odwróciłem się, byle przestać tak uważnie lustrować przód jasnej bluzki. Sięgnąłem po pudełeczko z wizytówkami, z których byłem dumny, bo sam je projektowałem. Minimalistyczna, czysta, z piękną czcionką. Gdy odwróciłem się z powrotem, by dać jej wizytówkę, złapałem spojrzenie, które spoczęło na moim… tyłku. Znaczyło to, że i ona myślała o spotkaniu w saunie. Czy działo się to tak często, jak u mnie? Marzyła jej się powtórka?

Nadal patrzyła na mnie, tyle że teraz na przód spodni, co wywołało jedyną możliwą reakcję – stawał mi, mimo że nie tknęła mnie nawet palcem. Jak wtedy, wystarczyło, że na mnie patrzy.

Widziałem, że i dla niej to spotkanie jest zaskakujące i nie wie, jak się zachować. Zamknęła oczy, rumieniec zabarwił policzki. Wyglądała ponętnie w ciemnych spodniach i jasnej bluzce. Ciekaw byłem, jak pachną jej włosy. Postanowiłem to sprawdzić, podszedłem bliżej, wizytówka usprawiedliwiała mój ruch.

– To moja wizytówka. – Otworzyła oczy, zamrugała, zapatrzyła się w moje oczy, ja w jej. – Proszę. – Podałem jej kartonik. – Zadzwoń, jak będziesz… gotowa.

Oczywiście musiałem przegiąć, ale stało się to automatycznie. Mocno na mnie działała.

Chciała wziąć wizytówkę i pewnie uniknąć patrzenia mi w oczy, dotknięcia palców. Nie udało jej się to, upuściła też samą wizytówkę. Kucnęła, by ją podnieść i zamarła… z twarzą o centymetry oddaloną od mojego fiuta. Ten idiota zareagował automatycznie, jakby przygotowywał się na penetrację jej ust. Tak, to byłby piękny scenariusz – dostać się pomiędzy jej wargi w tej pozycji. Ona klęcząca przede mną, ja z jej włosami w ręku, nadający rytm ruchom głowy, dopychający czubkiem do samego gardła.

– Zadzwonię, gdy tylko się odświeżę. – Chyba zauważyła, że mi stanął. – Miło mi poznać. Zofia. – Podała dłoń. – Dla znajomych Zośka.

– Wojtek.

I zamarliśmy ze splecionymi dłońmi i skrzyżowanymi spojrzeniami i mógłbym przysiąc, że czas przestał płynąć, a dla wszechświata liczyliśmy się tylko my. Dziwne to było, bo dotąd nie zdarzyło mi się tak zawisnąć w czyichś oczach i nie chcieć wyrwać się z tego otępienia.

W końcu cofnęła rękę, odwróciła się i wyszła. Ja zostałem w tym samym miejscu, wpatrzony w drzwi, zdumiony i zachwycony zarazem. Takie zbiegi okoliczności widziałem dotąd jedynie w filmach czy książkach. Teraz stało się to moim udziałem i tylko ciekaw byłem, w jakim kierunku pójdzie ta znajomość. Że nie będzie stać w miejscu, tego byłem pewien jak i tego, że jedynym co będzie stało przy Zośce, będzie mój fiut.

Rozdział 6

Krystyna

Nie podobało mi się, że przyjął jakąś babę jako naszą przełożoną.

Miałam plan, ona mogła utrudnić jego realizację. Miałam nadzieję, że zdołam ją przechytrzyć. Powinna być zajęta hotelem. W końcu okres świąteczny zbliżał się wielkimi krokami. Choinki, światełka i wszystkie te bzdety pochłaniały czas, więc prawdopodobnie i ona będzie zaabsorbowana tym bardziej, że zaczyna pracę w nowym miejscu. Za długo tu pracuję, żeby mi mogła zagrozić. Po pół roku poznałam hotel na wylot.

Dam radę. Jakaś Zośka nie pokrzyżuje mi planów.

Zośka

– To Antoni, szef kuchni. – Wojtek przedstawiał kolejnych członków załogi. – Jego specjalność to kuchnia molekularna. Gwarantuję ci, że jak skosztujesz bezy z buraków albo żelu szpinakowego z… – urwał, zmarszczył czoło. – Co ty tam dodajesz?

– Mleka kokosowego i czosnku. – Antoni pokraśniał, ja w duchu przyklasnęłam Wojtkowi dobrego podejścia. Żadna kasa nie zastąpi dobrego słowa iuznania w oczach szefa.

Kuchnia wyglądała rewelacyjnie i widać było, że to silna strona hotelu. W dodatku wszystko ustawiono tak, by klient mógł się przyglądać procesowi przygotowania posiłków, a tojuż nie lada wyzwanie – gotować, gdy patrzą ci na ręce. Salę jadalną od kuchni oddzielała jedynie szklana ściana i, jak zauważyłam, goście hotelowi bardzo chętnie siadali tak, by mieć dobry widok na uwijających się w kuchni kucharzy.

Załoga była zgrana i na pierwszy rzut oka wszyscy tworzyli mocną ekipę. Prawie wszyscy. Mój wewnętrzny radar zawył alarmując mnie, gdy przedstawiano mi Krystynę, jedną ze sprzątaczek. Ładna, młoda, zgrabna, ale uciekała wzrokiem, jakby miała coś do ukrycia.

To jedna z moich zalet, atutów w pracy – znam się na ludziach. Nie uczyłam się o tym, po prostu czytam z reakcji i zazwyczaj nieomylnie wiem, z kim mam do czynienia.

Krystynę postanowiłam mieć na oku, ale najpierw musiałam się wgryźć w towarzystwo i na to potrzebowałam maksymalnie dwóch tygodni. Większość załogi stanowili panowie, więc powinno pójść szybciej. Z mężczyznami dogadywałam się w mig.

Wojtek oprowadził mnie po hotelu, przekazał kody dostępu do monitoringu i umówiliśmy się na ciąg dalszy dnia następnego. Został niespełna tydzień do świąt, hotel miał pełne obłożenie od dnia przed Wigilią do końca lutego.

Polityka zakładała wiek gości powyżej szesnastego roku życia i to był duży atut. Dla mnie z kolei było to sporym udogodnieniem i dzięki temu też i goście hotelowi stanowili specyficzną grupę. Byli spokojniejsi, nastawieni na rozrywkę i co tu ukrywać, lżejszą ręką wydawali pieniądze.

– Czy pozwolisz zaprosić się dzisiaj na kolację? – Staliśmy przed drzwiami windy, ramię mrowiło mnie od bliskości Wojtka. – Oczywiście kolacja służbowa. Chciałbym poznać osobę, której powierzam mój interes.

Zabrzmiało dwuznacznie, więc rzuciłam okiem na jego profil, mając nadzieję, że dojrzę w wyrazie twarzy, czy ten przytyk był zamierzony. Wyglądało na to, że nie. Przyłapał mnie na patrzeniu na niego, teraz i on przyglądał się mojej twarzy. Czułam, że policzki mi kraśnieją, ale na szczęście drzwi windy otworzyły się, przestąpiłam próg. W niewielkiej przestrzeni nie było lepiej, bo gdy drzwi zamknęły się, wypełnił ją ciepły zapach Wojtka. Zacisnęłam dłonie, wyprostowałam się, postanowiłam przeczekać jazdę przez dwa piętra.

– Cholera.

To było jego warknięcie, a następnym co poczułam był on sam, gdy docisnął mnie sobą do ściany i wpił się w moje usta.

– A więc tak smakujesz – oderwał się na sekundę, po chwili pogłębił pocałunek.

Smakował jeszcze lepiej. Język, którym przejechał po dolnej wardze delikatnie badał mnie głębiej. I znów poczułam wystrzał przyjemności, zalewający umysł i ciało, wyłączający rozsądek.

– Wybacz, ale nie będę przepraszał. – Odsunął się ode mnie, gdy głos płynący z głośnika oznajmił właściwe piętro. – Tyle miesięcy zastanawiałem się, jak smakujesz. – Pociągnął mnie za rękę i całe szczęście, bo stałabym tam jak słup soli i pewnie wróciła windą na parter. – Kolacja za godzinę?

– Ok – odparłam słabo, zastanawiając się, czy robię dobrze.

– To do zobaczenia za pół godziny na parterze?

– Ok. – Znów moja bystra odpowiedź.

Rozeszliśmy się w dwie przeciwne strony, choć właściwszym byłoby określenie, że odfrunęłam, unoszona przez opary czegoś eterycznego, a może przez widmowe motyle?

Rozdział 7

Wojtek

– To opowiedz mi proszę, dlaczego wybrałaś koczowniczy tryb życia. – Mogłem wpaść na to, by umówić się z nią na kolację później, a w międzyczasie zwalić sobie konia. Byłbym teraz spokojniejszy, bardziej skupiony, nie to, co w tym momencie. Stary chłop ze mnie, a taki nadpobudliwy! Nie, to przez nią. W innym towarzystwie byłbym już pewnie śpiący. – Kobiety nieczęsto decydują się na życie na walizkach.

– Nie na walizkach. – Odłożyła łyżeczkę, przestała jeść deser. – Dwa, trzy lata w jednym miejscu, to sporo. W sam raz, żeby się nie znudzić, ale i nie zapuścić korzeni. Dzięki tej pracy poznałam kawał świata.

– I ludzi? – Lubiłem patrzeć na jej usta, jak układają się, gdy się uśmiecha.

– Pytasz, czy często rżnę się z kimś obcym? – Zaskoczyła mnie, poplułem się kawą.

– Szczerze, to nawet o tym nie pomyślałem. – Odstawiłem filiżankę, sięgnąłem po serwetkę. – Teraz za to owszem, zastanawiam się nad tym, bo zasugerowałaś to.

– Przepraszam. – Spuściła głowę, przyglądała się dłoniom. – Chyba chciałam ci się wytłumaczyć z tamtego szaleństwa. – Odważnie spojrzała mi w oczy. – Nigdy wcześniej ani później nie zrobiłam czegoś tak nieprzemyślanego. Przyciągnęło mnie do ciebie i podobało mi się tak bardzo, że aż się wystraszyłam.

– I uciekłaś. – To, co mówiła, było najpiękniej brzmiącym komplementem. – A ja wybiegłem za tobą jak wariat, ale już cię nie znalazłem.

Zośka

Zbłaźniłam się, wypalając tekstem o rżnięciu. Wszystko przez to, że miałam ochotę napowtórkę. Opowiadałam o sobie, a myślałam o nas i najzwyczajniej w świecie denerwowałam się. Wojtek uniósł do ust filiżankę, ja przypomniałam sobie jego usta na swoich. Podrapał się po przedramieniu, mi przypomniało się, jak władczo docisnął mnie do siebie tam w saunie. Przejechał wnętrzem dłoni po włosach, moje dłonie przypomniały sobie ich dotyk.

– Wiesz, że to był jednorazowy wyskok? – Musiałam ustalić granice, by ich łamanie nie przeszkadzało w pracy i w kontaktach z pracownikami Wojtka. – Było cudownie, ale zapomnijmy otym i zachowujmy się tak, jakby do niczego nie doszło.

Idiotka, kogo ja chciałam okłamać i jak niby zapomnieć oczymś takim? Wojtek milczał, nic na to nie odpowiadając. Pod jego przeszywającym wzrokiem czułam się niepewnie i pewnie dlatego rozwiązał mi się język.

– Zawsze marzyłam o prowadzeniu hotelu w Tatrach i twój jest po prostu spełnieniem marzeń. – Sięgnęłam po kieliszek z winem, upiłam łyk. Trochę po to, by dodać sobie kurażu. – Kocham góry, nade wszystko Tatry i kiedyś kupię sobie gdzieś tutaj dom i codziennie z okna będę podziwiała widoki tak piękne, jak z okien twojego hotelu. – Rozmarzyłam się, wyobrażając sobie tę chwilę. – Zazdroszczę ci, ale pewnie nie jestem jedyna. A ty? Jak to się stało, że zostałeś hotelarzem i to tak pokaźnego budynku? – Też chciałam się czegoś o nim dowiedzieć.

– Moi rodzice prowadzili i prowadzą swój hotel odlat, a mnie podobał się taki sposób na życie. – Odchylił się na oparcie krzesła, patrzył gdzieś w bok, zanurzając się we wspomnieniach. – Mojej byłej żonie niekoniecznie, więc małżeństwo mam zasobą. Poprzedni hotel sprzedałem, gdy tylko znalazłem obecny budynek. Większość oszczędności włożyłem w jego odnowienie i tak, jestem dumny zefektu. – Uśmiechnął się, patrząc mi wprost w oczy.

Musiałam zamrugać kilkakrotnie, by wyrwać się z więzienia jego spojrzenia. Zarejestrowałam słowa „była żona”, ale nie potrafiłam się skupić na ich sensie.

Oderwałam wzrok od ust, patrzyłam teraz na guzik przy kołnierzyku koszuli, widziałam pulsującą pod skórą żyłę. Nawet to kojarzyło mi się jednoznacznie. Cholera, bycie opanowaną będzie trudniejsze, niż mi się wydawało. Ten facet jest po prostu ziszczeniem moich pragnień, także tych czysto fizycznych. Po raz pierwszy w życiu nie potrafiłam zapanować nad pożądaniem i obawiałam się, że widać to jak na dłoni.

Moją uwagę zwróciło przedłużające się milczenie Wojtka, więc uniosłam wzrok i zatonęłam w czarnych, utkwionych we mnie oczach.

Wojtek

Zastanawiałem się, kim jest siedząca przede mną kobieta. Intrygowała mnie, pociągała i dodatkowo imponowała. Przez głowę przemknęła myśl, jakby to było, gdybym zamiast Jolki, spotkał na swojej drodze Zośkę. Czy życie potoczyłoby się inaczej? Lepiej?

Seks z Zosią był obłędny. Była jakby kompatybilna, reagowała intensywnie na mnie i mógłbym przysiąc, że teraz też myśli o seksie.

Mówiła o jednorazowości tego, do czego doszło, ale ja wcale nie czułem się na siłach, by potwierdzić, że to się nie powtórzy. Chciałem jej i od kilku godzin miałem w spodniach półwzwód. Może nie od razu, a za jakiś czas, alemusiałem ją mieć. Na moich zasadach, długo, mocno.

– Dziękuję zakolację – mówiła cicho. – I dziękuję za pracę w tak cudownym miejscu.

Wstała, więc pospieszyłem, by odsunąć krzesło. Ona ubierała płaszcz, ja w tym czasie płaciłem rachunek. Szkoda, chętnie podałbym jej okrycie. Śnieg dmuchnął mi w twarz, gdy opuszczałem restaurację. Zosia stała już przy samochodzie, mi przez głowę przemknęła myśl, żemusi jej być zimno w łydki, które okrywały jedynie rajstopy.

Otworzyłem drzwi pasażera, zamknąłem, gdy sadowiła się w środku. Widok kolan, odkrytych przez rozsuwające się poły płaszcza znów przypomniał mi dotyk jej nagiego, rozgrzanego ciała.

Cholera, jak nie przestanę się nakręcać, to wezmę ją tu i teraz w samochodzie.

Wsiadłem, przekręciłem kluczyk w stacyjce, po chwili przekręciłem go z powrotem, kontrolki zgasły. Obróciłem się do niej, chcąc podzielić się tym, jak trudno jest myśleć o czymś niezwiązanym z nią, alesłowa nie padły, gdy napotkałem jej wpatrzone we mnie oczy.

Delikatna i krucha kobieta, taka była. Bezbronna, bo choć zarzekała się, że do niczego między nami nie może dojść, to i ona myślała jedynie o pragnieniu, które przyzywało ją domnie.

Pochyliłem się, przyciągnąłem jej głowę, znów mogłem poczuć usta. Nie spodziewałem się jej reakcji i tego, że usiądzie na mnie okrakiem. Znowu było tak, jakby ktoś rzucił zapałkę na suche drewno, a to zajęło się ogniem od pierwszego kontaktu.

– Zośka – mruknąłem, obejmując nagie pośladki, dociskając ją do siebie. – Pończochy?

Chciałem jej zajrzeć w oczy, no bo jak to tak? Szła na kolację w zimę i założyła pończochy? Dla mnie, czy dla poczucia się bardziej seksowną. Planowała, że mnie zerżnie?

I znów myśli uciekły, gdy po chwili mocowania się z paskiem spodni rozpięła rozporek, uwalniając sztywnego kutasa. Zagryzła dolną wargę, uniosła się, a po chwili obniżyła ciało, nabijając się na mnie. Znów nie miałem nic do gadania, mogłem jedynie poddać się temu, ponownie zostać wziętym. Drżącymi palcami rozpinałem guziki płaszcza, następnie te od bluzki. Jeden z pośpiechu urwałem, ale chciałem dostać się do półkul piersi. Wyciągnąłem je ponad koronką stanika, chciałem pieścić, ale mi nie pozwoliła. Objęła mnie ramionami, pocałowała i tylko czułem, że jedynie kilka ruchów dzieli mnie od orgazmu. Chciałem ją spowolnić, ale nie zdążyłem. Z jękiem zamarła, by po chwili przyspieszyć. Powtarzając moje imię, szczytowała, a jej cipka zaciskała się na fiucie. Nie wytrzymałem, eksplodowałem i ja. Znów zbyt szybko, gwałtownie, ale i oszałamiająco.

Dochodziła do siebie, wtulona we mnie i było mi dobrze. Perfekcyjnie wręcz i chciałem więcej.

– Pewnie najchętniej uciekłabyś teraz, co? – Objąłem ją ciaśniej ramionami, nie pozwalając się odsunąć, a tym bardziej zejść ze mnie. – Następny raz będzie po mojemu.

– Nie będzie następnego razu – mruknęła, w głosie usłyszałem uśmiech.

– Oczywiście – potwierdziłem. – Tak jak nie było tego teraz, prawda?

W drodze do hotelu milczeliśmy. Ja, bo nie wiem, co mówi się w takich okolicznościach. Nie zostałem dotąd zerżnięty przez Amazonkę, w dodatku dwukrotnie. Ona sama chyba była w szoku i pewnie też zastanawiała się, co z