Fairy Tales. Baśnie Hansa Christiana Andersena w wersji do nauki angielskiego - Hans Christian Andersen, Marta Fihel, Dariusz Jemielniak - ebook
Opis

Język angielski

Poziom B1

Lubisz czytać dobre powieści a jednocześnie chcesz doskonalić swój angielski?

Mamy dla Ciebie idealne połączenie!

Klasyka literatury światowej w wersji do nauki języka angielskiego.

CZYTAJ – SŁUCHAJ - ĆWICZ

CZYTAJ – dzięki oryginalnym angielskim tekstom Fairy Tales przyswajasz nowe słówka, uczysz się ich zastosowania w zdaniach i poszerzasz słownictwo. Wciągająca fabuła książki sprawi, że nie będziesz mógł się oderwać od lektury, co zapewni regularność nauki.

Czytanie tekstów po angielsku to najlepsza metoda nauki angielskiego.

SŁUCHAJ – pobierz bezpłatne nagrania oryginalnego tekstu Fairy Tales dostępne na poltext.pl.  Czytaj jednocześnie słuchając nagrania i utrwalaj wymowę.

ĆWICZ – do każdego rozdziału powieści przygotowane zostały specjalne dodatki i ćwiczenia

  • na marginesach stron znajdziesz minisłownik i objaśnienia trudniejszych wyrazów;
  • w części O słowach poszerzysz słownictwo z danej dziedziny, a w części gramatycznej poznasz struktury i zagadnienia językowe;
  • dzięki zamieszczonym na końcu rozdziału testom i różnorodnym ćwiczeniom sprawdzisz rozumienie przeczytanego tekstu;
  • odpowiedzi do wszystkich zadań zamkniętych znajdziesz w kluczu na końcu książki.

Przekonaj się, że nauka języka obcego może być przyjemnością,

której nie sposób się oprzeć.

POSZERZAJ SŁOWNICTWO – UTRWALAJ – UCZ SIĘ WYMOWY

Poczuj świąteczny klimat dzięki opowieściom wybranym spośród wielu pięknych baśni znanych już od pokoleń na całym świecie.

Przypomnij sobie historię Choinki, która tak bardzo pragnęła jedynie urosnąć, że nie potrafiła cieszyć się chwilą obecną.

Wsiądź do sań Królowej śniegu razem z Gerdą i Kajem albo obejrzyj Nowe szaty cesarza.

Przypomnij sobie smutny wieczór wigilijny Dziewczynki z zapałkami i zabawną Księżniczkę na ziarnku grochu.

Mimo że oryginał baśni ukazał się po duńsku, uznaliśmy, że warto zaproponować je w wersji angielskiej: zarówno sposób narracji, jak i słownictwo oraz struktura zdań nadają się idealnie do nauczania.

Podobno Andersen powiedział, że baśnie są jak pudełka: dzieci oglądają opakowanie, a dorośli zaglądają do wnętrza.

***

Marta Fihel – anglistka, nauczycielka z wieloletnim stażem. Współautorka książek do nauki języka angielskiego i słowników.

Prof. dr hab. Dariusz Jemielniak – wykładowca w Akademii Leona Koźmińskiego, pracował jako tłumacz agencyjny i książkowy, współautor kilkunastu podręczników do nauki języka angielskiego, twórca największego polskiego darmowego słownika internetowego ling.pl.

Grzegorz Komerski – absolwent filozofii, tłumacz, współautor książek do nauki języka angielskiego. Prowadzi blog komerski.pl, poświęcony historii języków i etymologii

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 278

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Redakcja

Jadwiga Witecka

Projekt okładki

Amadeusz Targoński, targonski.pl

Skład i łamanie

Protext

Opracowanie e-wydania

Nagranie, dźwięk i opracowanie muzyczne: 

Grzegorz Dondziłło, maxx-audio.com

Lektor: 

Ewa Wodzicka-Dondziłło

Copyright © 2016 by Poltext sp. z o.o.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Wydanie w nowej szacie graficznej z mp3 

Warszawa 2017

Poltext Sp. z o.o.

www.poltext.pl

[email protected]

ISBN 978-83-7561-955-3 (format epub) 

ISBN 978-83-7561-956-0 (format mobi) 

W wersji do nauki angielskiego dotychczas ukazały się:

A Christmas Carol

Opowieść wigilijna

Alice’s Adventures in Wonderland

Alicja w Krainie Czarów

Anne of Green Gables

Ania z Zielonego Wzgórza

Christmas Stories

Opowiadania świąteczne

Fairy Tales by Hans Christian Andersen

Baśnie Hansa Christiana Andersena

Fanny Hill. Memoirs of a Woman of Pleasure

Wspomnienia kurtyzany

Frankenstein

Frankenstein

Peter and Wendy

Piotruś Pan

Pride and Prejudice

Duma i uprzedzenie

Short Stories by Edgar Allan Poe

Opowiadania Allana Edgara Poe

Short Stories of F. Scott Fitzgerald: A Collection

Opowiadania autora Wielkiego Gatsby’ego

The Adventures of Sherlock Holmes Part 1

Przygody Sherlocka Holmesa

The Adventures of Sherlock Holmes Part 2

Przygody Sherlocka Holmesa. Ciąg dalszy

The Blue Castle

Błękitny Zamek

The Great Gatsby

Wielki Gatsby

The Hound of the Baskervilles

Pies Baskerville’ów

The Picture of Dorian Gray

Portret Doriana Graya

The Secret Garden

Tajemniczy ogród

The Strange Case of Dr. Jekyll and Mr. Hyde

Doktor Jekyll i pan Hyde

The Time Machine

Wehikuł czasu

The War of the Worlds

Wojna światów

The Wonderful Wizard of Oz

Czarnoksiężnik z Krainy Oz

Three Men in a Boat (To Say Nothing of the Dog)

Trzech panów w łódce (nie licząc psa)

Wstęp

Hans Christian Andersen jest najbardziej znanym duńskim autorem. Obok braci Grimm jest jednym z najsłynniejszych, przynajmniej w kulturze Zachodu, twórców baśni. Napisał wiele powieści, wierszy, a nawet książek podróżniczych, ale światową sławę przyniosły mu właśnie one – trudno spotkać osobę, która nie poznała choćby jednej z nich. Przełożono je także na 125 języków. Jedna z baśni Andersena, „Mała syrenka”, stała się inspiracją dla rzeźby Edvarda Eriksena, która obecnie jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Danii i znajduje się na nadbrzeżu w Kopenhadze.

Fenomen baśni Andersena doczekał się oczywiście wielu naukowych opracowań, ale najłatwiej wyjaśnić go oryginalnym wykorzystaniem w literaturze tradycji ustnej narracji, obecnej w kulturze od tysięcy lat. Andersen po prostu zaczął pisać baśnie tak jak opowiadano je dzieciom z dawien dawna. Ba! Nawiązał także do tradycji opowiadania historii, poprzedzającej przekaz pisemny: wszak podstawową formą przekazywania wiedzy, także dorosłym, setki lat temu nie było pismo, a przekaz oralny. W Średniowieczu opowiadacze historii utrzymywali się wręcz z podróżowania od wioski do wioski i zabawiania, ale i edukowania słuchaczy.

Andersen umiejętnie wykorzystał tę tradycję. Czynił to, używając przystępnego słownictwa, dlatego jego dzieło jest szczególnie dobrym materiałem do nauki języka. Mimo że oryginał baśni ukazał się po duńsku, uznaliśmy, że warto czytelnikom i czytelniczkom naszej serii zaproponować je w wersji angielskiej: zarówno sposób narracji, jak i zasięg słownictwa oraz struktura zdań nadają się idealnie do nauczania. Zapewne również dorośli chętnie przeczytają znane już skądinąd opowieści, jeżeli dzięki temu przyswoją sobie dodatkowe kompetencje komunikacyjne.

Opowieści stworzone przez Andersena wywarły ogromny wpływ na kulturę masową, głównie na słownictwo i idiomy wielu języków – wystarczy wspomnieć „Brzydkie kaczątko”. Baśnie doczekały się też licznych ekranizacji. Nawet filmowy przebój Disneya „Frozen” początkowo miał być ekranizacją „Królowej Śniegu”, jednak w trakcie prac nad realizacją twórcy zdecydowali się znacząco odejść od oryginału. Co ciekawe, odstępstwa tego typu w zasadzie są zmorą spuścizny po Andersenie do dziś. Producenci filmowi nie zawsze po prostu są w stanie dostrzec piękno narracyjnej konstrukcji i nieraz topornie zmieniają scenariusz – jak stało się choćby z „Małą syrenką”. Film z 1989 roku kończy się kiczowatym szczęśliwym zakończeniem, podczas gdy oryginał zdecydowanie skłaniał do większej refleksji, choć mógł budzić także smutek.

Ciekawostką jest, że w Kalifornii (USA) w mieście Solvang, założonym kiedyś przez kolonistów z Danii, stworzono muzeum Andersena, z imponującą kolekcją rękopisów i memorabiliów związanych z tym autorem.

Andersen jest rzadkim przykładem tak wybitnego i oryginalnego artysty, wyprzedzającego swoje czasy, który jednocześnie błyskawicznie zyskał społeczną estymę, bo już w 1847 roku, dwa lata po publikacji pierwszych baśni, był podejmowany z honorami w Anglii, gdzie zresztą zaprzyjaźnił się serdecznie z Karolem Dickensem. Odszedł w 1875 roku w wieku siedemdziesięciu lat, na raka wątroby. W chwili śmierci był już szeroko znany na całym świecie.

Opracowany przez nas podręcznik oparty na oryginalnym tekście powieści został skonstruowany według przejrzystego schematu.

Na

marginesach tekstu podano

objaśnienia

trudniejszych

wyrazów.

Każdy rozdział

jest

zakończony krótkim

testem

sprawdzającym stopień

rozumienia

tekstu.

Zawarty

po każdym rozdziale dział

O słowach

jest

poświęcony poszerzeniu słownictwa z danej dziedziny, wyrazom i wyrażeniom kłopotliwym,

phrasal

verbs

oraz

wyrażeniom idiomatycznym.

W dziale

poświęconym

gramatyce

omówiono

wybrane

zagadnienie gramatyczne, ilustrowane fragmentem rozdziału.

Dla

dociekliwych został również opracowany komentarz do wybranych tematów związanych z 

kulturą i historią

.

Różnorodne ćwiczenia pozwolą Czytelnikowi powtórzyć i sprawdzić omówione w podręczniku zagadnienia leksykalne i gramatyczne. Alfabetyczny wykaz wyrazów objaśnianych na marginesie tekstu znajduje się w słowniczku. Odpowiedzi do wszystkich zadań zamkniętych są podane w kluczu na końcu książki.

1 The Fir Tree

SŁOWNICTWO

Far down in the forest, where the warm sun and the fresh air made a sweet resting-place, grew a pretty little fir-tree; and yet it was not happy, it wished so much to be tall like its companions—the pines and firs which grew around it. The sun shone, and the soft air fluttered its leaves, and the little peasant children passed by, prattlingmerrily, but the fir-tree heeded them not. Sometimes the children would bring a large basket of raspberries or strawberries, wreathed on a straw, and seat themselves near the fir-tree, and say, “Is it not a pretty little tree?” which made it feel more unhappy than before. And yet all this while the tree grew a notch or joint taller every year; for by the number of joints in the stem of a fir-tree we can discover its age. Still, as it grew, it complained, “Oh! how I wish I were as tall as the other trees, then I would spread out my branches on every side, and my top would over-look the wide world. I should have the birds building their nests on my boughs, and when the wind blew, I shouldbow withstatelydignity like my tall companions.” The tree was so discontented, that it took no pleasure in the warm sunshine, the birds, or the rosy clouds that floated over it morning and evening. Sometimes, in winter, when the snow lay white and glittering on the ground, a hare would come springing along, and jump right over the little tree; and then how mortified it would feel! Two winters passed, and when the third arrived, the tree had grown so tall that the hare was obliged to run round it. Yet it remained unsatisfied, and would exclaim, “Oh, if I could but keep on growing tall and old! There is nothing else worth caring for in the world!” In the autumn, as usual, the wood-cutters came and cut down several of the tallest trees, and the young fir-tree, which was now grown to its full height, shuddered as the noble trees fell to the earth with a crash. After the branches were lopped off, thetrunks looked so slender and bare, that they could scarcely be recognized. Then they were placed upon wagons, and drawn by horses out of the forest. “Where were they going? What would become of them?” The young fir-tree wished very much to know; so in the spring, when the swallows and the storks came, it asked, “Do you know where those trees were taken? Did you meet them?”

The swallows knew nothing, but the stork, after a little reflection, nodded his head, and said, “Yes, I think I do. I met several new ships when I flew from Egypt, and they had fine masts that smelt like fir. I think these must have been the trees; I assure you they were stately, very stately.”

“Oh, how I wish I were tall enough to go on the sea,” said the fir-tree. “What is the sea, and what does it look like?”

“It would take too much time to explain,” said the stork, flying quickly away.

“Rejoice inthyyouth,” said the sunbeam; “rejoice in thy fresh growth, and the young life that is in thee.”

And the wind kissed the tree, and the dew watered it with tears; but the fir-tree regarded them not.

Christmas-timedrew near, and many young trees were cut down, some even smaller and younger than the fir-tree who enjoyed neither restnor peace with longing to leave its forest home. These young trees, which were chosen for their beauty, kept their branches, and were also laid on wagons and drawn by horses out of the forest.

“Where are they going?” asked the fir-tree. “They are not taller than I am: indeed, one is much less; and why are the branches not cut off? Where are they going?”

“We know, we know,” sang the sparrows; “we have looked in at the windows of the houses in the town, and we know what is done with them. They are dressed up in the most splendid manner. We have seen them standing in the middle of a warm room, and adorned with all sorts of beautiful things,--honey cakes, gilded apples, playthings, and many hundreds of waxtapers.”

“And then,” asked the fir-tree, trembling through all its branches, “and then what happens?”

“We did not see any more,” said the sparrows; “but this was enough for us.”

“I wonderwhether anything so brilliant will ever happen to me,” thought the fir-tree. “It would be much better than crossing the sea. I long for it almost with pain. Oh! when will Christmas be here? I am now as tall and well grown as those which were taken away last year. Oh! that I were now laid on the wagon, or standing in the warm room, with all that brightness and splendor around me! Something better and more beautiful is to come after, or the trees would not be so decked out. Yes, what follows will be grander and more splendid. What can it be? I am weary with longing. I scarcely know how I feel.”

“Rejoice with us,” said the air and the sunlight. “Enjoy thine own bright life in the fresh air.”

But the tree would not rejoice, though it grew taller every day; and, winter and summer, its dark-green foliage might be seen in the forest, while passers by would say, “What a beautiful tree!”

A short time before Christmas, the discontented fir-tree was the first to fall. As the axe cut through the stem, and divided thepith, the tree fell with a groan to the earth, conscious of pain and faintness, and forgetting all its anticipations of happiness, in sorrow at leaving its home in the forest. It knew that it should never again see its dear old companions, the trees, nor the little bushes and many-colored flowers that had grown by its side; perhaps not even the birds. Neither was the journey at all pleasant. The tree first recovered itself while being unpacked in the courtyard of a house, with several other trees; and it heard a man say, “We only want one, and this is the prettiest.”

Then came two servants in grand livery, and carried the fir-tree into a large and beautiful apartment. On the walls hung pictures, and near the great stove stood great china vases, with lions on the lids. There were rocking chairs, silken sofas, large tables, covered with pictures, books, and playthings, worth a great deal of money,--at least, the children said so. Then the fir-tree was placed in a large tub, full of sand; but green baize hung all around it, so that no one could see it was a tub, and it stood on a very handsome carpet. How the fir-tree trembled! “What was going to happen to him now?” Some young ladies came, and the servants helped them to adorn the tree. On one branch they hung little bags cut out of colored paper, and each bag was filled with sweetmeats; from other branches hung gilded apples and walnuts, as if they had grown there; and above, and all round, were hundreds of red, blue, and white tapers, which were fastened on the branches. Dolls, exactly like real babies, were placed under the green leaves,--the tree had never seen such things before,--and at the very top was fastened a glittering star, made of tinsel. Oh, it was very beautiful!

“This evening,” they all exclaimed, “how bright it will be!” “Oh, that the evening were come,” thought the tree, “and the tapers lighted! then I shall know what else is going to happen. Will the trees of the forest come to see me? I wonder if the sparrows willpeep in at the windows as they fly? shall I grow faster here, and keep on all these ornaments summer and winter?” But guessing was of very little use; it made his bark ache, and this pain is as bad for a slender fir-tree, as headache is for us. At last the tapers were lighted, and then what a glisteningblaze of light the tree presented! It trembled so with joy in all its branches, that one of the candles fell among the green leaves and burnt some of them. “Help! help!” exclaimed the young ladies, but there was no danger, for they quickly extinguished the fire. After this, the tree tried not to tremble at all, though the fire frightened him; he was so anxious not to hurt any of the beautiful ornaments, even while their brilliancydazzled him. And now the folding doors were thrown open, and a troop of children rushed in as if they intended to upset the tree; they were followed more silently by their elders. For a moment the little ones stood silent with astonishment, and then they shouted for joy, till the room rang, and they danced merrily round the tree, while one present after another was taken from it.

“What are they doing? What will happen next?” thought the fir. At last the candles burnt down to the branches and were put out. Then the children receivedpermission to plunder the tree.

Oh, how they rushed upon it, till the branches cracked, and had it not been fastened with the glistening star to the ceiling, it must have been thrown down. The children then danced about with their pretty toys, and no one noticed the tree, except the children’s maid who came and peeped among the branches to see if an apple or a fig had been forgotten.

“A story, a story,” cried the children, pulling a little fat man towards the tree.

“Now we shall be in the green shade,” said the man, as he seated himself under it, “and the tree will have the pleasure of hearing also, but I shall only relate one story; what shall it be? Ivede-Avede, orHumpty Dumpty, who fell down stairs, but soon got up again, and at last married a princess.”

“Ivede-Avede,” cried some. “Humpty Dumpty,” cried others, and there was a fine shouting and crying out. But the fir-tree remained quite still, and thought to himself, “Shall I have anything to do with all this?” but he had already amused them as much as they wished. Then the old man told them the story of Humpty Dumpty, how he fell down stairs, and was raised up again, and married a princess. And the children clapped their hands and cried, “Tell another, tell another,” for they wanted to hear the story of “Ivede-Avede;” but they only had “Humpty Dumpty.” After this the fir-tree became quite silent and thoughtful; never had the birds in the forest told such tales as “Humpty Dumpty,” who fell down stairs, and yet married a princess.

“Ah! yes, so it happens in the world,” thought the fir-tree; he believed it all, because it was related by such a nice man. “Ah! well,” he thought, “who knows? perhaps I may fall down too, and marry a princess;” and he looked forward joyfully to the next evening, expecting to be again decked out with lights and playthings, gold and fruit. “To-morrow I will not tremble,” thought he; “I will enjoy all my splendor, and I shall hear the story of Humpty Dumpty again, and perhaps Ivede-Avede.” And the tree remained quiet and thoughtful all night. In the morning the servants and the housemaid came in. “Now,” thought the fir, “all my splendor is going to begin again.” But they dragged him out of the room and up stairs to the garret, and threw him on the floor, in a dark corner, where no daylight shone, and there they left him. “What does this mean?” thought the tree, “what am I to do here? I can hear nothing in a place like this,” and he had time enough to think, for days and nights passed and no one came near him, and when at last somebody did come, it was only to put away large boxes in a corner. So the tree was completely hidden from sight as if it had never existed. “It is winter now,” thought the tree, “the ground is hard and covered with snow, so that people cannot plant me. I shall be sheltered here, I dare say, until spring comes. How thoughtful and kind everybody is to me! Still I wish this place were not so dark, as well as lonely, with not even a little hare to look at. How pleasant it was out in the forest while the snow lay on the ground, when the hare would run by, yes, and jump over me too, although I did not like it then. Oh! it is terrible lonely here.”

“Squeak, squeak,” said a little mouse, creepingcautiously towards the tree; then came another; and they both sniffed at the fir-tree and crept between the branches.

“Oh, it is very cold,” said the little mouse, “or else we should be so comfortable here, shouldn’t we, you old fir-tree?”

“I am not old,” said the fir-tree, “there are many who are older than I am.”

“Where do you come from? and what do you know?” asked the mice, who were full of curiosity. “Have you seen the most beautiful places in the world, and can you tell us all about them? and have you been in the storeroom, where cheeses lie on the shelf, and hams hang from the ceiling? One can run about on tallow candles there, and go in thin and come out fat.”

“I know nothing of that place,” said the fir-tree, “but I know the wood where the sun shines and the birds sing.” And then the tree told the little mice all about its youth. They had never heard such an account in their lives; and after they had listened to it attentively, they said, “What a number of things you have seen? you must have been very happy.”

“Happy!” exclaimed the fir-tree, and then as he reflected upon what he had been telling them, he said, “Ah, yes! after all those were happy days.” But when he went on and related all about Christmas-eve, and how he had been dressed up with cakes and lights, the mice said, “How happy you must have been, you old fir-tree.”

“I am not old at all,” replied the tree, “I only came from the forest this winter, I am now checked in my growth.”

“What splendid stories you can relate,” said the little mice. And the next night four other mice came with them to hear what the tree had to tell. The more he talked the more he remembered, and then he thought to himself, “Those were happy days, but they may come again. Humpty Dumpty fell down stairs, and yet he married the princess; perhaps I may marry a princess too.” And the fir-tree thought of the pretty little birch-tree that grew in the forest, which was to him a real beautiful princess.

“Who is Humpty Dumpty?” asked the little mice. And then the tree related the whole story; he could remember every single word, and the little mice was so delighted with it, that they were ready to jump to the top of the tree. The next night a great many more mice made their appearance, and on Sunday two rats came with them; but they said, it was not a pretty story at all, and the little mice were very sorry, for it made them also think less of it.

“Do you know only one story?” asked the rats.

“Only one,” replied the fir-tree; “I heard it on the happiest evening of my life; but I did not know I was so happy at the time.”

“We think it is a very miserable story,” said the rats. “Don’t you know any story about bacon, or tallow in the storeroom.”

“No,” replied the tree.

“Many thanks to you then,” replied the rats, and they marched off.

The little mice also kept away after this, and the tree sighed, and said, “It was very pleasant when the merry little mice sat round me and listened while I talked. Now that is all passed too. However, I shall consider myself happy when some one comes to take me out of this place.” But would this ever happen? Yes; one morning people came to clear out the garret, the boxes were packed away, and the tree was pulled out of the corner, and thrown roughly on the garret floor; then the servantdragged it out upon the staircase where the daylight shone. “Now life is beginning again,” said the tree, rejoicing in the sunshine and fresh air. Then it was carried down stairs and taken into the courtyard so quickly, that it forgot to think of itself, and could only look about, there was so much to be seen. The court was close to a garden, where everything looked blooming. Fresh and fragrant roses hung over the little palings. Thelinden-trees were in blossom; while the swallows flew here and there, crying, “Twit, twit, twit, mymate is coming,”--but it was not the fir-tree they meant. “Now I shall live,” cried the tree, joyfully spreading out its branches; but alas! they were all withered and yellow, and it lay in a corner amongst weeds andnettles. The star of gold paper still stuck in the top of the tree and glittered in the sunshine. In the same courtyard two of the merry children were playing who had danced round the tree at Christmas, and had been so happy. The youngest saw the gilded star, and ran and pulled it off the tree. “Look what is sticking to the ugly old fir-tree,” said the child, treading on the branches till they crackled under his boots. And the tree saw all the fresh bright flowers in the garden, and then looked at itself, and wished it had remained in the dark corner of the garret. It thought of its fresh youth in the forest, of the merry Christmas evening, and of the little mice who had listened to the story of “Humpty Dumpty.” “Past! past!” said the old tree; “Oh, had I but enjoyed myself while I could have done so! but now it is too late.” Then a lad came and chopped the tree into small pieces, till a large bundle lay in a heap on the ground. The pieces were placed in a fire under the copper, and they quickly blazed up brightly, while the tree sighed so deeply that each sigh was like a pistol-shot. Then the children, who were at play, came and seated themselves in front of the fire, and looked at it and cried, “Pop, pop.” But at each “pop,” which was a deep sigh, the tree was thinking of a summer day in the forest; and of Christmas evening, and of “Humpty Dumpty,” the only story it had ever heard or knew how to relate, till at last it was consumed. The boys still played in the garden, and the youngest wore the golden star on his breast, with which the tree had been adorned during the happiest evening of its existence. Now all was past; the tree’s life was past, and the story also,--for all stories must come to an end at last.

Rozumienie tekstu

Klucz >>>

Zaznacz zdania prawdziwe literą T (true), a fałszywe – literą F (false).

1. The fir grew in a forest where only other fir-trees were growing.

2. The fir was dissatisfied with its life in the woods.

3. The stork told the fir-tree he’d seen people building masts from trees.

4. The children attacked the fir and it collapsed.

5. The fir regretted something when it was too late.

O słowach

SCARCELY

“I am weary with longing. I scarcely know how I feel.”

Scarcely i hardly to wyrazy oznaczające ledwo, zaledwie, z ledwością, z trudem, prawie nie, np.:

It was so sultry I could scarcely breathe.

Było tak duszno, że z trudem oddychałem.

Josie hardly knows anyone in her class.

Josie nie zna prawie nikogo z klasy.

Hardly ever i scarcely ever to prawie nigdy, bardzo rzadko, np.:

My teacher scarcely ever smiles.

Mój nauczyciel prawie nigdy się nie uśmiecha.

Gramatyka

PODWÓJNE PRZECZENIE

“The swallows knew nothing …”

Powyższy cytat można wyrazić nieco inaczej (The swallows didn’t know anything), ale nie: The swallows didn’t know nothing.

W standardowym języku angielskim nie stosujemy na ogół podwójnego przeczenia. Wyrazy o zabarwieniu negatywnym, jak nobody, nothing czy never łączą się z czasownikiem w formie twierdzącej, np.:

Nothing mattered to her more than career.

Nic nie miało dla niej większego znaczenia niż kariera.

I will never believe you again.

Nigdy więcej ci nie uwierzę.

W zdaniach przeczących wyrazy o negatywnym wydźwięku zastępują ich „neutralne” odpowiedniki – anybody, anything, ever itp., np.:

I haven’t met anyone form our class.

Nie spotkałem nikogo z naszej klasy.

Tak skonstruowane wypowiedzi mają bardziej delikatny wydźwięk, podczas gdy w zdaniach z never, nobody itp. główny nacisk pada właśnie na nie. Porównaj przykłady:

We can’t do anything.

Nic nie możemy zrobić.

We can do nothing.

Nic nie możemy zrobić.

Na początku zdania o przeczącym wydźwięku mogą pojawić się tylko wyrazy „negatywne”, np.:

Nobody told me about the meeting.

(nie: Not anybody told me about the meeting.)

Nikt nie powiedział mi o spotkaniu.

Podobne do nothing, never itp. negatywne zabarwienie nadają zdaniu omówione w sekcji O słowach hardly (ever) i scarcely (ever), np.:

I saved hardly anything.

Zaoszczędziłem ledwie cokolwiek (Prawie nic nie zaoszczędziłem).

We scarcely ever meet.

Spotykamy się bardzo rzadko (Prawie nigdy się nie spotykamy).

Jeżeli w wypowiedzi pojawia się podwójne (lub wielokrotne) przeczenie, czasami trudno ją od razu zrozumieć. Porównaj przykłady:

Stella left with nothing.

Stella wyszła z niczym.

Stella didn’t leave with nothing.

Stella nie odeszła z niczym.

She didn’t say anything.

Nic nie powiedziała.

She didn’t say nothing.

To, co powiedziała, to nie jest nic./Coś jednak powiedziała.

Podwójne przeczenie wykorzystywane tak jak w języku polskim, pojawia się w rozmaitych dialektach, np.:

My son didn’t talk to nobody!

Mój syn z nikim nie rozmawiał!

Kultura i historia

HUMPTY DUMPTY

Humpty Dumpty jest postacią z anglojęzycznej rymowanki, której pierwsza znana wersja została opublikowana w 1797 roku, w opracowanym przez kompozytora Samuela Arnolda zbiorku piosenek dla dzieci „Juvenile Amusements”. W obecnej, najbardziej popularnej wersji wierszyk brzmi tak:

Humpty Dumpty sat on a wall, Humpty Dumpty had a great fall. All the king’s horses and all the king’s men Couldn’t put Humpty together again.

Mimo że utwór ani słowem nie wspomina o wyglądzie Humpty Dumpty’ego, od dawna utarło się przedstawiać tę postać jako obdarzone rękoma i nogami jajo.

Sam zwrot „humpty dumpty” pojawił się w języku Szekspira jeszcze przed wierszykiem. W XVII stuleciu określano nim rodzaj napoju alkoholowego (brandy gotowane z piwem), a także osobę, która wyraźnie nadużyła wyskokowych trunków, człowieka „podciętego”. W jakiś czas potem mianem tym nazywano również ludzi niskich, krępych i niezdarnych.

Wierszyk naturalnie nie jest ani alkoholem, ani osobą. Zdaniem badaczy kultury najprawdopodobniej powstał jako zagadka, której rozwiązaniem było „jajo” – rzecz, która może się po upadku z muru stłuc w taki sposób, że nawet wielu ludzi (i koni) nie będzie jej w stanie poskładać. Dlatego też Humpty Dumpty przybrał w powszechnej wyobraźni postać człekokształtnego jaja. (Po raz pierwszy został bezsprzecznie ukazany jako mówiące jajo w wydanej w 1872 roku powieści Lewisa Carrolla „Po drugiej stronie lustra”).

Wraz z upływem czasu rozwiązanie zgadywanki stało się znane i było tak banalne, iż wielu ludzi uznało, że wierszyk stanowi w istocie część opowieści. A ponieważ historyjki tego typu nierzadko mają swoje źródła w wydarzeniach historycznych, zaczęto się ich doszukiwać.

Pierwsza z popularnych teorii wywodzi postać Humpty Dumpty’ego z czasów toczonej w XVII stuleciu angielskiej wojny domowej. Otóż podczas oblężenia miasta Colchester (1648) jedno z dział obrońców, szczególnie duże i ciężkie, przez co ochrzczone przez żołnierzy przezwiskiem Humpty Dumpty (pamiętamy o znaczeniu „nieporadny tłuścioch”), umieszczono z niemałym trudem na dachu kościoła św. Marii. Obsługujący ową wielką armatę kanonier Jack Thompson zdołał zadać poważne straty oblegającej Colchester armii. Widząc zagrożenie, napastnicy koncentrowali na kościele ogień własnej artylerii i zdołali strącić „Humpty Dumpty’ego” z dogodnego stanowiska. Aczkolwiek masywne działo nie zostało uszkodzone bezpowrotnie, upadło tak nieszczęśliwie, że nawet dziesiątki ludzi nie były go w stanie przenieść z powrotem na mury (o kościelnym dachu nie wspominając). Na związek wypadków z 1648 roku z naszą rymowanką nie ma jednak żadnych naukowo rzetelnych dowodów i trzeba tę historię traktować wyłącznie jako kulturową ciekawostkę.

Według drugiej często przywoływanej koncepcji Humpty Dumpty jest figurą uosabiającą angielskiego króla Ryszarda III. Władca ten nazywany jest pospolicie „królem garbusem” (the humpbacked king) – przyczynił się do tego w dużej mierze jego portret, przedstawiony przez Williama Szekspira w dramacie „Ryszard III”. Chociaż badania szkieletu monarchy wykazały, iż Ryszard rzeczywiście cierpiał na skoliozę, która sprawiała, że jego prawe ramię uniesione było wyżej niż lewe, to nic nie wskazuje, by kłopotliwe schorzenie przyprawiło go o prawdziwy „garb”.

W 1485 roku król – czyli zdaniem zwolenników omawianej teorii „Humpty Dumpty” – brał udział w bitwie pod Bosworth. Uwieczniony w wierszyku „mur” miał być metaforą bądź jego konia imieniem „Wall”, bądź też żołnierzy, którzy świadomi nadchodzącej klęski, zbiegli z pola walki i porzucili swego władcę. Ryszard III rzeczywiście stracił w ogniu walki wierzchowca i, osamotniony, poległ w starciu z liczną grupą przeciwników – ci mieli porąbać jego ciało na kawałki, czyli „rozbić na wiele części, których ani konie, ani ludzie nie zdołali na powrót złożyć”.

Ta koncepcja również nie wydaje się prawdopodobna. Określenie „humpback-ed” pojawia się w języku angielskim dopiero w końcu XVII stulecia, czyli po długim czasie po bitwie pod Bosworth, a znane naukowcom szczątki monarchy wcale nie noszą śladów „rąbania na kawałki” – Ryszard zginął wskutek silnego ciosu w głowę.

Jakkolwiek wygląda prawda, Humpty Dumpty jest w krajach anglosaskich postacią bardzo popularną. Mówiące jajo pojawia się m.in. w licznych utworach literackich, piosenkach, a nawet grach komputerowych.

Ćwiczenia

Klucz >>>

1. Połącz wyrazy (1–10) z ich synonimami i definicjami (A–J).

1) account

2) astonishment

3) companion

4) dazzle

5) intend

6) merry

7) mortified

8) receive

9) scarcely

10) shudder

A) somebody who’s with you

B) frightened

C) hardly

D) to tremble

E) to make you blind with light

F) to get

G) to plan

H) a feeling of surprise

I) happy, full of joy

J) a story

2. Przyporządkuj poniższe wyrazy do odpowiednich kategorii.

bark; birch; copper; crack; exclaim; fir; foliage; groan; linden; prattle; sigh; sparrow; squeak; stem; stork; stove; swallow; trunk; twit; walnut

 

Sounds and Talking

Trees

Birds

Cooking and Kitchen

 

 

 

 

3. Zaznacz właściwy wyraz lub formę.

a) Helen didn’t talk to anybody/nobody – she knows it’s all mum’s the word.

b) Helen didn’t talk to anybody/nobody – she met their boss himself!

c) I hardly/hardly ever watch the news. I listen to it on the radio.

d) They can hardly/hardly ever afford to pay the rent. Don’t expect them to throw great parties every Saturday.

e) Anyone/Noone in my class likes/doesn’t like the new teacher.

f) I didn’t know the answers to any/no of those stupid questions.

4. Wybierz jeden z tematów:

a) Napisz opowiadanie, którego narratorem będzie tytułowa jodła pt. The Merriest Moments of My Life (około 250 wyrazów);

b) Przygotuj prezentację multimedialną o najbardziej niezwykłych zwyczajach związanych z Bożym Narodzeniem w wybranym kraju/krajach (około 10 slajdów).

2 The Little Match-Seller

SŁOWNICTWO

It was terribly cold and nearly dark on the last evening of the old year, and the snow was falling fast. In the cold and the darkness, a poor little girl, with bare head and naked feet, roamed through the streets. It is true she had on a pair of slippers when she left home, but they were not of much use. They were very large, so large, indeed, that they had belonged to her mother, and the poor little creature had lost them in running across the street to avoid two carriages that were rolling along at a terrible rate. One of the slippers she could not find, and a boy seized upon the other and ran away with it, saying that he could use it as a cradle, when he had children of his own. So the little girl went on with her little naked feet, which were quite red and blue with the cold. In an old apron she carried a number of matches, and had a bundle of them in her hands. No one had bought anything of her the whole day, nor had any one given here even a penny. Shivering with cold and hunger, she crept along; poor little child, she looked the picture of misery. The snowflakes fell on her long, fair hair, which hung in curls on her shoulders, but she regarded them not.

Lights were shining from every window, and there was a savory smell of roast goose, for it was New-year’s eve--yes, she remembered that. In a corner, between two houses, one of which projected beyond the other, she sank down and huddled herself together. She had drawn her little feet under her, but she could not keep off the cold; and she dared not go home, for she had sold no matches, and could not take home even a penny of money. Her father would certainly beat her; besides, it was almost as cold at home as here, for they had only the roof to cover them, through which the wind howled, although the largest holes had been stopped up with straw and rags. Her little hands were almost frozen with the cold. Ah! perhaps a burning match might be some good, if she could draw it from the bundle and strike it against the wall, just to warm her fingers. She drew one out-”scratch!” how it sputtered as it burnt! It gave a warm, bright light, like a little candle, as she held her hand over it. It was really a wonderful light. It seemed to the little girl that she was sitting by a large ironstove, with polishedbrass feet and a brass ornament. How the fire burned! and seemed so beautifully warm that the child stretched out her feet as if to warm them, when, lo! the flame of the match went out, the stove vanished, and she had only the remains of the half-burnt match in her hand.

She rubbed another match on the wall. It burst into a flame, and where its light fell upon the wall it became as transparent as a veil, and she could see into the room. The table was covered with a snowy white table-cloth, on which stood a splendid dinner service, and a steaming roast goose, stuffed with apples and dried plums. And what was still more wonderful, the goose jumped down from the dish and waddled across the floor, with a knife and fork in its breast, to the little girl. Then the match went out, and there remained nothing but the thick, damp, cold wall before her.

She lighted another match, and then she found herself sitting under a beautiful Christmas-tree. It was larger and more beautifully decorated than the one which she had seen through the glass door at the rich merchant’s. Thousands of tapers were burning upon the green branches, and colored pictures, like those she had seen in the show-windows, looked down upon it all. The little one stretched out her hand towards them, and the match went out.

The Christmas lights rose higher and higher, till they looked to her like the stars in the sky. Then she saw a star fall, leaving behind it a bright streak of fire. “Some one is dying,” thought the little girl, for her old grandmother, the only one who had ever loved her, and who was now dead, had told her that when a star falls, a soul was going up to God.

She again rubbed a match on the wall, and the light shone round her; in the brightness stood her old grandmother, clear and shining, yet mild and loving in her appearance. “Grandmother,” cried the little one, “O take me with you; I know you will go away when the match burns out; you will vanish like the warm stove, the roast goose, and the large, glorious Christmas-tree.” And she made haste to light the whole bundle of matches, for she wished to keep her grandmother there. And the matches glowed with a light that was brighter than the noon-day, and her grandmother had never appeared so large or so beautiful. She took the little girl in her arms, and they both flew upwards in brightness and joy far above the earth, where there was neither cold nor hunger nor pain, for they were with God.

In the dawn of morning there lay the poor little one, with pale cheeks and smiling mouth, leaning against the wall; she had been frozen to death on the last evening of the year; and the New-year’s sun rose and shone upon a little corpse! The child still sat, in the stiffness of death, holding the matches in her hand, one bundle of which was burnt. “She tried to warm herself,” said some. No one imagined what beautiful things she had seen, nor into what glory she had entered with her grandmother, on New-year’s day.

Rozumienie tekstu

Klucz >>>

Zaznacz właściwą odpowiedź (A, B lub C).

1. The girl

A) had no shoes on.

B) had a pair of her grandma’s slippers.

C) had one slipper, because she’d lost the other.

2. The girl’s family

A) had a match shop.

B) consisted of parents and several children.

C) wasn’t well-off.

3. The girl lit a few matches

A) although she was scared of her father’s beating.

B) because nobody was buying them.

C) to see other people’s rooms.

4. The girl’s grandma

A) was waiting for her at home.

B) was an important person for the girl.

C) told the girl wonderful stories.

5. To the girl, a falling star

A) brought a memory of a relative.

B) was a sign of her grandma’s death.

C) was a sign of her own death.

O słowach

MATERIAŁY I TWORZYWA – PRZYMIOTNIKI

“It seemed to the little girl that she was sitting by a large iron stove, with polished brass feet and a brass ornament.”

Iron i brass to zarówno rzeczowniki oznaczające daną substancję (żelazo, mosiądz), jak i przymiotniki (żelazny, mosiężny). Przymiotniki tego typu są na ogół albo tożsame z rzeczownikiem (np. silver – srebro; srebrny), albo utworzone przez dodanie do tego rzeczownika końcówki -en, (np. wood – drewno; wooden – drewniany). Czasami możliwe są dwie różne formy przymiotnika, ale często wiąże się to z różnicą znaczeniową. Poniższa tabela zawiera najczęściej używane rzeczowniki odnoszące się do tworzyw i materiałów oraz odpowiadające im przymiotniki.

Rzeczownik

Przymiotniki

clay

glina

clay – gliniany, np. clay figure (gliniana figurka)

clayey – gliniasty, np. clayey soil (gliniasta gleba)

copper

miedź

copper – miedziany, z miedzi, np. copper coins (miedziane monety)

coppery – miedziany (o kolorze), np. coppery hair (miedziane włosy)

cotton

bawełna

cotton – bawełniany, z bawełny, np. cotton t-shirt (bawełniana koszulka)

cottony – puszysty, kosmaty, podobny do bawełny

gold

złoto

gold – złoty, ze złota, np. gold ring (złoty pierścionek)

golden – złoty (o kolorze lub metaforycznie), złocisty, wspaniały, cudowny, np. golden summer (piękne lato); golden rule (najważniejsza zasada); golden remedy (cudowny lek)

lead

ołów

lead – ołowiany, z ołowiu, np. lead bullet (ołowiany pocisk)

leaden – ołowiany (o kolorze), ciężki, np. leaden clouds (ołowiane chmury), leaden legs (ciężkie nogi), leaden joke (ciężki dowcip)

paper

papier

paper – papierowy, z papieru, np. paper bag (papierowa torba)

papery – pergaminowy, cienki i suchy, np. papery sheet (cienki arkusz)

silk

jedwab

silk – jedwabny, z jedwabiu, np. silk bathrobe (jedwabny szlafrok)

silken – jedwabny, jedwabisty, np. silken hair (jedwabiste włosy)

stone

kamień

stone – kamienny, z kamienia, np. stone building (budynek z kamienia)

stony – kamienisty, np. stony road (kamienista droga)

Gramatyka

PRESENT SIMPLE I PRESENT CONTINUOUS

“Some one is dying.”

Prawidłowe użycie dwóch czasów teraźniejszych często sprawia kłopoty. Oto kilka pytań, które pomogą nam wybrać właściwy czas:

1. „Zawsze” czy teraz?

Present Simple używamy do opisu prawd ogólnych, niezmiennych praw i sytuacji, np.:

The Moon goes round the Earth.

Księżyc krąży wokół Ziemi.

My best friend never lies.

Mój najlepszy przyjaciel nigdy nie kłamie.

Small children make too much noise.

Małe dzieci za bardzo hałasują. (w ogóle)

Present Continuous opisuje natomiast sytuacje odbywające się w momencie tworzenia wypowiedzi, a wypowiedzi odzwierciedlają bieżący stan rzeczy, np.:

You’re lying.

Kłamiesz (teraz).

Come and take a look. The moon is shining over the lake.

Chodź i popatrz. Księżyc świeci nad jeziorem.

The children are having a good time.

Dzieci dobrze się bawią. (teraz)

Pytanie pomocnicze: Czy relacjonujemy przebieg aktualnych zdarzeń?

Jeśli relacjonujemy bieżące wydarzenia (przebieg wydarzenia sportowego, etapy doświadczenia naukowego, komentarz na żywo), do opisu występującej sytuacji możemy zastosować Present Simple, np.:

He jumps up and catches the ball.

Skacze do góry i łapie piłkę.

2. Czy coś się zmienia?

Podczas gdy Present Simple wyraża działania stałe, niezmienne, Present Continuous sygnalizuje zmianę, zwłaszcza długofalową i stopniową, np.:

Congratulations! Your French is improving every day.

Gratulacje! Twój francuski z dnia na dzień się poprawia.

The prices are increasing.

Ceny rosną.

3. Na zawsze czy na chwilę?

Jeśli daną sytuację postrzegamy jako stałą, użyjemy Present Simple. Jeśli uważamy ją za tymczasową, właściwe będzie zastosowanie Present Continuous. Porównaj przykłady:

Kelly lives in London.

Kelly mieszka w Londynie.

I’m living at my parents’ while they’re on holiday.

Mieszkam u rodziców podczas ich urlopu.

David works as an architect.

David pracuje jako architect.

Joan’s working as a waitress this summer.

Tego lata Joan pracuje jako kelnerka.

4. Czy sytuacja się powtarza?

Kiedy mówimy o działaniach powtarzalnych, o codziennych czynnościach, zwyczajach, nawykach itp., na ogół użyjemy Present Simple, np.:

I usually fall asleep when I’m bored.

Kiedy się nudzę, zazwyczaj zasypiam.

I get in touch with her every month.

Kontaktuję się z nią co miesiąc.

On Saturdays I don’t get up too early.

Nie wstaję zbyt wcześnie w soboty.

 

Pytanie pomocnicze: A co się dzieje teraz?

Jeśli taka powtarzalna sytuacja odbywa się w trakcie tworzenia wypowiedzi, możemy użyć Present Continuous, np.:

I’m pretty sure Mike and Ann are seeing each other quite often.

Jestem całkiem pewien, że Mike i Ann widują się dość często (tak jak teraz lub ostatnio).

Why is Susan standing all alone?

Dlaczego Susan stoi zupełnie sama? (teraz i jakiś czas temu)

Pytanie pomocnicze: Czy bieżąca sytuacja cię złości?

Jeśli sytuacja dzieje się w tej chwili, a zdarza się nagminnie, czasami dajemy upust złości, mówiąc np: Ty zawsze się spóźniasz! (You’re always coming late!). Present Continuous użyjemy również wtedy, gdy chcemy wyrazić swoją irytację wywołaną powtarzającą się sytuacją bieżącą, np.:

My parents are always complaining about the so-called mess in my room.

Moi rodzice ciągle narzekają na mój tak zwany bałagan w pokoju.

Tim’s never acting fair.

Tim nigdy nie gra fair.

5. Czy wypowiedź mówi o uczuciach i upodobaniach?

Opisując nastawienie emocjonalne do osoby, przedmiotu czy czynności, używamy Present Simple. To samo dotyczy wyrażania uczuć, np.:

I really love you.

Naprawdę cię kocham.

My sister hates history, but I like it.

Moja siostra nie znosi historii, ale ja ją lubię.

6. Czy mówię o doznaniach fizycznych?

Również wrażenia zmysłowe opiszemy, używając Present Simple, np.:

I hear some music downstairs.

Słyszę muzykę na dole.

This fabric feels smooth.

Ta tkanina jest gładka w dotyku.

Inne czasowniki wyrażające doznania fizyczne, jak np. ból, w odniesieniu do teraźniejszości występują zarówno w Present Simple, jak i Present Continuous, np.:

I’m not feeling well.

I don’t feel well.

Nie czuję się dobrze.

My arm hurts.

My arm’s hurting.

Boli mnie ramię.

7. Czy mówię o myśleniu?

Niektóre czasowniki dotyczące procesów myślowych w odniesieniu do teraźniejszości występują głównie w Present Simple, np.:

Sheila knows exactly where you’re hiding.

Sheila dokładnie wie, gdzie się ukrywasz.

I firmly believe in peaceful methods.

Mocno wierzę w metody pokojowe.

She doesn’t remember your name.

Nie pamięta twojego nazwiska.

8. Czy mówię o posiadaniu?

Czasowniki sygnalizujące relacje posiadania występują w Present Simple, np.:

Who does this car belong to?

Do kogo należy ten samochód?

She has a nice little flat downtown.

Ma ładne mieszkanko w śródmieściu.

The company owns several factories.

Firma posiada kilka fabryk.

9. Czy sytuacja dopiero nastąpi?

Po polsku często słyszymy wypowiedzi typu: Jutro idę do kina. Pociąg odjeżdża za pół godziny. Dotyczą one zaplanowanych zdarzeń przyszłych. Żeby dokonać prawidłowego wyboru między Present Simple i Present Continuous, musimy odpowiedzieć na pytanie:

Pytanie pomocnicze: Kto zaplanował przyszłe zdarzenia?

Jeśli to, co dopiero ma nastąpić, zaplanowaliśmy sami, użyjemy Present Continuous:

I’m seeing a few friends in the afternoon.

Po południu spotykam się z kilkoma przyjaciółmi.

Plany osobiste bywają tymczasowe, zmienne – tak jak Present Continuous. Present Simple również odnosi się do planów, ale tylko tych wynikających z odgórnie narzuconych nam harmonogramów, rozkładów jazdy, repertuarów kin itp., np.:

The film starts at eight fifteen.

Film zaczyna się o ósmej piętnaście.

Również opisując plan przyszłej podróży, zastosujemy Present Simple, np.:

I arrive in Milan on Monday.

W poniedziałek przyjeżdżam do Mediolanu.

10. Czy sytuacja dotyczy przeszłości?

Obydwa omawiane czasy mogą służyć do relacjonowania wydarzeń z przeszłości. Present Simple zastosujemy do opowiadania bajek, dowcipów, zdawania relacji z minionych zdarzeń, np.:

A panda walks into a pub and says…

Panda wchodzi do pubu i mówi…

I open the door and see water flowing from the pipe.

Otwieram drzwi i widzę wodę płynącą z rury.

Dla wzmocnienia wydźwięku takiej relacji, nadania jej intensywnego zabarwienia emocjonalnego, możemy użyć Present Continuous, np.:

I’m opening the door and guess what! Water’s flowing from the pipe!

Otwieram drzwi i zgadnij, co! Woda leje się z rury!

Kultura i historia

ZAPAŁKI

W czasach Andersena (baśń o dziewczynce z zapałkami ukazała się w 1845 roku) zapałki wciąż pozostawały wynalazkiem świeżym i – jak za chwilę się przekonamy – nie zawsze bezpiecznym. Sama natomiast idea stworzenia narzędzia pozwalającego wygodnie i bezproblemowo rozniecić ogień sięga dziejów bardzo dawnych.

Pierwsze wzmianki o przodkach zapałek pojawiają się w chińskich kronikach historycznych. W VI wieku posługiwano się w Państwie Środka nasączonymi siarką sosnowymi patyczkami. Owe proste przybory – zwane „calowymi patyczkami ognia” bądź „niosącymi ogień niewolnikami” – nie pozwalały co prawda na rozpalenie ognia, lecz umożliwiały jego szybkie i łatwe przenoszenie. Wynalazek usprawniał np. rozpalenie kilku kolejnych lamp. Pierwszą zapalano metodami tradycyjnymi, a do następnych płomień niesiono już na „ognistym patyczku”.

Mimo pomysłowości Chińczyków najbardziej rozpowszechnione na świecie przez długie stulecia pozostawały takie sposoby rozniecania ognia jak krzesanie iskier za pomocą krzemienia czy skupianie promieni słonecznych soczewką (niemożliwe przy zachmurzonym niebie).

Ten niezbyt wygodny stan rzeczy zaczął się powoli zmieniać dopiero w drugiej połowie XVII wieku. Około 1669 roku niemiecki kupiec i alchemik Henning Brand (1630–1692 lub 1710) dokonał odkrycia fosforu i poznał jego łatwopalną naturę. Rezultaty prac Niemca zainteresowały m.in. angielskiego chemika i fizyka Roberta Boyle’a (1627–1697), który prowadził liczne eksperymenty z siarką i fosforem, lecz mimo wysiłków nie zdołał opracować taniej i skutecznej metody rozniecania ognia.

Pierwszą godną swego miana samozapalającą się „zapałkę” zaprezentował światu w 1805 roku francuski chemik Jean Chancel. Główkę owego wynalazku tworzyła substancja złożona z mieszaniny chloranu potasu, siarki, cukru i gumy. Zapałkę Chancela rozpalało się przez zanurzenie w niewielkiej azbestowej buteleczce z kwasem siarkowym. Nowatorski Francuz nie zdołał jednak zainteresować swoimi zapałkami szerokiej publiczności. Do ich stosowania zniechęcały niebezpieczne właściwości żrącego kwasu siarkowego, mała poręczność zestawu oraz cena, zdecydowanie przekraczająca możliwości przeciętnego zjadacza chleba.

Pomysł Chancela znalazł jednak twórczych naśladowców i pojawiały się kolejne typy zapałek chemicznych. W 1828 roku Anglik Samuel Jones opatentował tzw. zapałkę prometejską (Promethean match). Składała się ona z owiniętej papierem szklanej kapsułki z kwasem siarkowym, od zewnątrz pokrytej warstewką chloranu potasu. Zapalenie papierka następowało po zgnieceniu „zapałki” szczypcami, umożliwiającym reakcję obu związków. Wkrótce powstały działające na podobnej zasadzie zapałki z drewnianymi rączkami, nadal jednak wymagające stłuczenia zamocowanego przy główce pojemniczka z niebezpiecznym kwasem. Żaden z tych wynalazków nie wszedł do masowej produkcji. Pomijając kwestie zdrowotne, zapałki chemiczne pozostawały drogimi i niewygodnymi w obsłudze gadżetami.

Pierwsze zapałki działające w oparciu o tarcie zaprezentował światu w 1826 roku angielski chemik i aptekarz John Walker (1781–1859). Zapałki Walkera składały się z nasączonych siarką drewienek i główki ze specjalnej mieszanki. Całość rozpalało się pocierając o papier ścierny. W latach 1827–1828 udało się Anglikowi sprzedać 168 pudełek tego wynalazku (50 sztuk w pudełku, cena 1 szyling). Niestety, dzieło Walkera nie było pozbawione wad. Płonące główki często odrywały się od drewienek i spadały, grożąc uszkodzeniem ubrań i mebli użytkowników. Względy bezpieczeństwa sprawiły, iż stosowanie zapałek Walkera zostało we Francji i Niemczech zakazane.

Trop był jednak słuszny i kolejni chemicy rozpoczęli prace nad zapałkami działającymi dzięki pocieraniu. Swoje wersje wprowadzali na rynek m.in. szkocki wynalazca sir Isaac Holden (1807–1897) i znany nam już Brytyjczyk Samuel Jones. Żaden z nich jednak nie zdołał usunąć wszystkich wad wczesnych zapałek: zapłon następował zbyt gwałtownie, drewienka dosłownie strzelały iskrami, płomień był niestabilny, a całemu procesowi towarzyszyło wydzielanie się cuchnących oparów. Na pudełkach najpopularniejszego ich typu, tzw. lucyferów (lucifers), widniał napis: „Z zapałek tych nie powinny korzystać osoby o słabych płucach”.

Kolejnego milowego kroku na drodze do współczesnych zapałek dokonał w 1830 roku francuski chemik Charles Sauria (1812–1895). Substancja tworząca główkę jego zapałek została skomponowana na tzw. białej odmianie fosforu, co pozwoliło wyeliminować przykry zapach, ustabilizowało płomień i przedłużyło czas działania.

To właśnie zapałki z białym fosforem w składzie jako pierwsze weszły do masowej produkcji i stanowiły podstawowy typ zapałek aż do około 1890 roku. Wytwarzano je zarówno w dużych fabrykach, jak i w niewielkich manufakturach. Niestety, biała odmiana fosforu jest substancją wysoce toksyczną. Ilość uzyskana z jednego tylko pudełka zapałek z powodzeniem wystarczała do popełnienia samobójstwa bądź morderstwa (podobne sytuacje nierzadko miały miejsce). Co więcej, robotnicy pracujący przy produkcji zapałek często zapadali na tzw. fosforową szczękę, czyli wywołującą poważną deformację twarzy odmianę martwicy żuchwy.

Mimo że już w połowie XIX wieku opracowano zapałki zawierające nieszkodliwą, czerwoną odmianę fosforu, nie weszły one do natychmiastowej produkcji z powodu wyższych kosztów procesu. Ostatecznie jednak, m.in. dzięki strajkom w fabrykach zapałek, rządy wielu państw zaczęły stopniowo zakazywać stosowania fosforu białego. Pierwszym takim krajem była Finlandia (1872), jednym z ostatnich Chiny (1925).

Wynalazku znanej nam do dzisiaj tzw. bezpiecznej zapałki (safety match), opartej na fosforze czerwonym, a w dodatku pozbawionej ryzyka przypadkowego zapłonu dzięki zastosowaniu specjalnej draski (dotąd zapałki można było rozpalić, pocierając o dowolną twardą powierzchnię), dokonał w 1844 roku Szwed Gustaf Eric Pasch (1788–1862). Pierwszą ich fabrykę otworzyli około 1847 roku dwaj jego rodacy, bracia Johan i Carl Lundstromowie. Nowe, bezpieczne w użytkowaniu zapałki zaczęły szturmem podbijać rynki i już w 1858 roku zakłady Lundstromów wyprodukowały 12 milionów pudełek.

Ćwiczenia

Klucz >>>

1. Uzupełnij zdania wyrazami z ramki w odpowiedniej formie.