Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Książka o tym, co pozostaje po utracie. O relacjach, które kończą się tylko pozornie, i o pamięci nadal krążącej między ciałem, językiem i przedmiotami. Matki, córki, siostry, kochankowie oraz przyjaciele wciąż na nowo podejmują próby zachowania równowagi w świecie, w którym wszystko nieustannie zmienia położenie. Przeżywają rozstania, tęsknią, wyrażają czułość i niezgodę na ostateczne znikanie. Ukazywane przez autorkę przestrzenie – mieszkania, tramwaje, jeziora, zimowe morze, góry, puste pokoje – przechowują ślady dawnych obecności. Wiersze Grendy-Kurmanow poruszają się między skupieniem a rozpadem, lekkością i ciężarem, bliskością i oddzieleniem. Ciało, pamięć i język tworzą tu jeden organizm, reagujący na każde drgnienie relacji, każde przesunięcie emocjonalnego środka ciężkości. Dech żyroskopu to poezja uważna na najdrobniejsze ruchy doświadczenia. Tom o tym, jak mimo strat, pęknięć i niepewności wciąż próbujemy utrzymać kierunek, odnaleźć rytm i nie wypaść z własnego życia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 27
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
who knows the way out of a rose?
zgęstnienie
Ubierają przęsła w sztuczny bluszcz, ukradkiem pieszczą liście opuszkami palców, czego prawie nie sposób dostrzec z okna tramwaju.
Wyszedłszy z trudem z dziesiątki, baba nie schodzi za tłumem pod ziemię. Zamiast tego staje przy barierce, zadziera spódnicę, kuca. Po czym sika na
serce
witaj
mamy do czynienia z poetką
co jak śluzowiec w patoantologii znaków
wytycza ścieżki
pragną być deptane
mówi, że świat dąży ku zagładzie
Już groszek nie chce być z kapustą, jak w apokalipsie gasnącej A., lecz
nie zbutwienie, a
w mgnienie ominie mnie ubezdźwięcznienie i zamiast palta podadzą mi
bardo.
I nie odwrócę się na pięcie. Wykonam salto mezomortale. Z nadzieją na bezpowrotne trwanie w nim nogi w powietrzu zakleszczę trwale.
Czy wstyd, że nie lot w Ahmadabadzie i nie szachedy nad głowami, nawet nie tysiąc ofiar, a twego bycia atrofia działa jak antyopiat,
dym do mnie dotarł,
kurz opadł;
koniec nastąpi, jak zwykle, ot tak.
I: ona go prześpi, ty nie odeśpisz, gdy już kolejny mętny ład nastanie.
Ani jednego kamienia nie odrzucę. Pod warstwą gruzu poczekam na ciebie. Wiem, że nie przyjdziesz, że mnie nie odkopiesz, że myśl bezwiednie utrzymasz pod kluczem.
formy przetrwalnikowe
Ciepło ciasno zwinięte głos na wodzy struny na postronku w ciszy stygnącego zapału oziębłym kamieniem
w krtani.
Ruch oszczędny ekonomia posunięta do bezbolesnego trwania.
Głowa nigdzie głowa doskonale nigdzie nie tu nie obok tylko ponad
limfa w letargu
aż do paraliżu palców.
Tylko drgnienie ust ust tamtych drgnienie na chwilę niejasne to oczu zmrużenie kawałek strużka lawy ale jak niteczka cienka to jest ten punkt odniesienia to znaczy wszystko i nic to jak poręcz bałaganu niteczka która już wrosła wybrzmiała i nic nie przekreśli że była przez mgnienie chwili i to jest właśnie wiecznotrwałość zjawisk.
I choć do innych drgnień się odwołuje to jedno jest ważnym fenomenem odkryciem pośród pomniejszych że
napływają falami a w pamięci pozostają te najmniej oczekiwane najskromniejsze i bardzo bardzo ciche lecz wyraźne.
I choć do innych drgnień się odwołuje wie że odwołanie jest ryzykiem straty straty która ma imię za każdym razem inne bo pewne sprawy traci się tylko raz.
Dobrze zna te cienie maski rekwizytów naokoło pamięta doskonale że tęsknota tęsknota kładzie się cieniem na przedmiotach.
odbicie
jesteśmy zawieszone na lustrze
palcami wylepiasz twarz od wewnątrz
podobamy się sobie
zaczynam znowu od zera
pracuję techniką łączenia wałeczków jeden
na drugim
potem zacieram granice
w holograficznym skrócie
pytamy siebie czy grozi nam
wypalenie
niepowrót
I teraz właśnie jest ten moment. Tu jest tu jak miało być tylko
ale żadnych zastrzeżeń miało być to jest a że przywarło nie to
co trzeba cóż
o reklamacji nie ma mowy.
Tu jest tu a że
nic
naokoło cóż schronienie ku któremu tyle razy od niepamiętnych czasów błysk i sieć czasem życie muszki koty trochę zielonych roślin woda zimne brudne powietrze czasem
głos
w pudełku wiele wystygło i zgęstniało rozpęd przybrał znamiona luksusu.
I teraz właśnie jest ten moment. Odwołać się do drgnień najstarszych bo cóż inne przywieranie wtedy szyba była czysta i gładka a tu żywa martwica zgnilizna na krótkich nóżkach kołtun wieńczy naskórek to pancerz którego nikt obecnie właśnie skromny przywilej ignorancji to opium wreszcie można mieć wszystko
w
dupie.
Spowietrzaj mała w to pęknięcie to nie ta słodycz która mdli spłyń łagodnie gdzieś i tak jest zbędna bo teraz właśnie jest ten moment
teraz właśnie jest ten moment.
