Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ateny, 416 rok p.n.e. Miasto znajduje się u szczytu swojej potęgi, lecz nad jego złotym wiekiem zbierają się ciemne chmury. W trakcie jednego dnia poznasz dwudziestu czterech mieszkańców starożytnych Aten – niewolnicę, hoplitę, malarza waz, gospodynię domową, dowódcę floty czy filozofa. Każda godzina odsłania inną historię, a każda z nich przybliża codzienne życie miasta oczami tych, którzy je tworzyli. Zwykli Ateńczycy obserwują z bliska Sokratesa, Platona i inne wybitne postacie swojej epoki, a ich losy prowadzą czytelnika przez świat uczt, świątyń, targowisk, politycznych intryg i narastających konfliktów.
Philip Matyszak, ceniony historyk z University of Cambridge i autor światowych bestsellerów, zaprasza do fascynującej podróży po Atenach, jakiej nie znajdziesz w podręcznikach – pełnej życia, emocji i ludzi, którzy tworzyli historię.
Spędź jeden dzień z Ateńczykami i odkryj prawdziwe oblicze miasta, które stało się kolebką demokracji, filozofii i cywilizacji europejskiej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 247
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału
24 Hours in Ancient Athens. A Day in the Life of the People Who Lived There
Copyright © Philip Matyszak 2019
First published in Great Britain in 2019 by Michael O’Mara Books Limited
9 Lion Yard, Tremadoc Road, London SW4 7NQ
Copyright for the Polish language edition © Lira Sp. z o.o., Warszawa 2026
Redaktorka prowadząca: Ewa Kubiak
Redakcja: Monika Simińska
Korekta: Marek Kowalik, Monika Simińska
Skład i opracowanie graficzne na podstawie projektu layoutu i okładki: Igor Nowaczyk
Projekt składu i layoutu © Ed Pickford
Projekt okładki i ilustracja © Patrick Knowles
Zdjęcie Partenonu: S. Boriso/Shutterstock
Producenci wydawniczy: Magdalena Wójcik-Zienkiewicz, Wojciech Jannasz
Wydawca: Marek Jannasz
Lira Publishing Sp. z o.o.,
al. J.Ch. Szucha 11 lok. 30, 00-580 Warszawa
www.wydawnictwolira.pl
Wydanie pierwsze
Warszawa 2026
ISBN: 978-83-68817-88-1 (EPUB); 978-83-68817-89-8 (MOBI)
Wydawnictwa Lira szukaj też na:
Konwersja publikacji do wersji elektronicznej
Dla T.P. – Tańczącej Królowej z Crossgates
Witamy w Atenach w 416 r. p.n.e. Jest miesiąc elafebolion, tuż przed świętem teatralnym Wielkich Dionizji (początek kwietnia). W tym czasie ludność miejska Aten liczy około trzydziestu tysięcy ludzi, a koncentracja geniuszy na metr kwadratowy jest większa niż kiedykolwiek indziej w historii człowieka.
Na krawędzi zbliżającej się fatalnej wojny, która unicestwi złoty wiek miasta, spędzamy dwadzieścia cztery godziny ze zwykłymi Ateńczykami, którzy od czasu do czasu napotykają niektórych swoich wybitnych współmieszkańców – nie jako pomniki możliwości intelektualnych, lecz jako ludzi przeżywających bardzo ludzkie problemy. W końcu wybitni niewiele czasu spędzają na epatowaniu swoim geniuszem. Przeważnie są zwykłymi ludźmi, którzy chodzą do toalety, kłócą się ze współmałżonkami i lubią wypić z przyjaciółmi.
W większości starożytnych tekstów spotykamy zwykłych Ateńczyków tylko wtedy, gdy stykają się z wyjątkowymi postaciami miasta. Ta książka odwraca tę sytuację, zatem ateńskich geniuszy napotykamy tylko wtedy, gdy stykają się ze zwykłymi obywatelami pogrążonymi w swych codziennych sprawach.
Jeśli rozdział książki nie opiera się na rekonstrukcji archeologicznej, stanowi zwykle tekst z epoki, przeredagowany i przedstawiony z perspektywy zwykłego Ateńczyka. Jeśli jakiś rozdział został w ten sposób przepisany, wskazuję, gdzie można znaleźć oryginalny tekst.
Niektóre rekonstrukcje mają charakter spekulatywny, mimo iż opierają się na najdoskonalszych znanych obecnie wynikach badań. Każda godzina dnia z życia Ateńczyków ma na celu uchwycenie – najlepiej ich własnymi słowami – doświadczania życia w tym niezwykłym, dynamicznym, olśniewającym i amoralnym mieście u szczytu jego świetności.
Teraz, wiosną 416 r. p.n.e., Ateny cieszą się pokojem w chwilowej przerwie od wyniszczającej wojny peloponeskiej, która toczy się między 431 a 404 r. p.n.e. Pierwsza faza walk zakończyła się pięć lat wcześniej pokojem Nikiasa. Mimo powtarzających się ataków Spartan, które zrujnowały gospodarstwa i sady miasta, Ateny wyszły z tej wojny silniejsze niż kiedykolwiek. Faktycznie rzecz biorąc, miasto, podburzane przez Alkibiadesa, enfant terrible ateńskiej polityki, rozważa teraz zuchwałą inwazję i podbój Sycylii.
W tej gorączkowej atmosferze epokowych innowacji i intryg politycznych, kiedy za pomocą niewolnictwa i imperialnego ucisku powstają niektóre z największych dzieł cywilizacji zachodniej, zwykli Ateńczycy próbują wieść swoje codzienne życie w wyjątkowych okolicznościach.
Oto ich historia.
W Atenach jest niewielu ateistów. Ta mała grupka mogłaby zmienić zdanie, gdyby zamieniła się miejscami z Elejczykiem Pentarkesem. Pełni on nocą straż w samym sercu Akropolu, w Partenonie Ateny. Jest północ i Pentarkes doskonale zdaje sobie sprawę z obecności bogini. Stoi ona teraz tuż za nim.
Migoczące światełko lamp oliwnych rzuca przed niego cień bogini tak, że jej bogato zdobiony hełm lekko się porusza – jak gdyby Atena przechylała głowę, deliberując o śmiertelniku w swoim królestwie. Pentarkes jest pewien, że jej oczy, za dnia błękitne jak lapis lazuli, teraz mają swoją prawdziwą barwę – stalowoszary odcień ateńskiego nieba tuż przed świtem. Nazywana jest „szarooką boginią”: święta Atena, córka mądrości, bogini linii bojowych.
Pentarkes odwraca się powoli, aby najpierw ujrzeć boginię w odbiciu w opalizującej tafli oliwy u jej stóp. Bez podnoszenia wzroku wie, iż jest wysoka, dziewięć razy wyższa od człowieka, a jej skóra ma barwę kości słoniowej. Blade ramię wyciąga się, jakby oferując w nagrodę zwycięstwo. Wręcz dosłownie, ponieważ bogini oparła swą złotą włócznię o ramię, aby Nike, uosobienie Zwycięstwa, mogła przysiąść na jej dłoni.
Zwycięstwo to kapryśna rzecz, która może w każdej chwili odlecieć na pozłacanych skrzydłach, więc świadomość, że Atena zawsze trwa i chroni swoje miasto, jest pocieszająca. Jak każda szanująca się Atenka, bogini nosi peplos, szatę zwisającą z ramienia i przepasaną w talii, która opada elegancko do kostek. Peplos zwykłej mieszkanki jest wykonany z niebielonej wełny. Arystokratka mogłaby paradować w peplosie z purpurowego lnu. Tylko Atena, ulubienica Zeusa i towarzyszka herosów, nosi peplos z czystego złota.
Pentarkes cofa się o krok, żeby lepiej widzieć oblicze swojej bogini. Wygląda dziś wyjątkowo poważnie. Czy myśli o tamtym dniu sprzed lat, gdy została przywrócona do życia ręką geniusza? Boska Atena narodziła się z głowy Zeusa, ale ciało, które obecnie zamieszkuje – budzący podziw posąg w tej świątyni wzniesionej specjalnie na jej siedzibę – został wykonany przez Fidiasza, największego rzeźbiarza nie tylko tej, lecz także (według bardzo stronniczej opinii Pentarkesa) wszystkich innych epok.
Posągi Fidiasza są najdoskonalszymi posągami tego rodzaju, jakie kiedykolwiek widziano[1].
CYCERO DE ORATORE 2.9
Od tego czasu wiele się wydarzyło. Jednak Atena trwa – majestatyczna, ale mimo to w jakiś sposób przystępna, imponująca w świetle dziennym, a prawdziwie żywa jedynie w blasku lamp, kiedy stoi na straży obok Pentarkesa. Po raz pierwszy spotkał on Fidiasza prawie siedemnaście lat temu w Elidzie, niewielkim mieście na Peloponezie. Już jako chłopiec cieszył się pewnym uznaniem jako atleta i w konsekwencji został przyjęty do warsztatu mistrza rzeźby. Jak wyjaśniał Fidiasz, rzeźbienie podobizn wielkich bogów Grecji było przywilejem dostępnym jedynie dla nielicznych. W Elidzie u ateńskiego rzeźbiarza zamówiono wykonanie arcydzieła – posągu patrona igrzysk olimpijskich, samego potężnego Zeusa. (W tym czasie organizowaniem olimpiad zajmowało się to właśnie miasto).
Pentarkes pamięta Fidiasza, jak przemierza tam i z powrotem zakurzony warsztat, zasypany próbkami marmuru, kości słoniowej i rzadkiego drewna cedrowego. Zapominając o swoim młodym gościu, artysta mamrocze do siebie. – Chwila, kiedy wydaje wyrok w sprawie wielkiego znaczenia, tak właśnie należy go przedstawić. Poważny, surowy, przerażający w swoim majestacie. Tak! – i deklamuje cytat z Iliady:
To wyrzekł i brwi zmarszczył niebios pan odwieczny:
Podniosły się na głowie nieśmiertelnej włosy,
Wstrząsł się Olimp i całe zadrżały niebiosy![2]
– To jest to! Homer miał rację. Będzie zasiadał na tronie, a ja wykonam go, tak jak zrobiłem z Ateną, wspaniałego ze złota i kości słoniowej. Na głowie będzie miał koronę – nie, wieniec. Uczynię wieniec jakby z pędów oliwki – bo przecież Atena, Bogini Drzew Oliwnych, wyszła z tych samych brwi, na których spoczywa wieniec.
– Mistrzom olimpijskim przypada zwycięstwo, więc ukażę go także, jak trzyma Nike (Atenie nie będzie to przeszkadzać, mam nadzieję). W drugiej ręce Zeusa będzie berło. Będę naciskać komisję o fundusze, żeby berło było inkrustowane wszelkiego rodzaju klejnotami. Na końcu berła, tak, musi być orzeł. Złoty! Szata ma być złota, haftowana w wizerunki zwierząt i kwiatów. Lilie, jak sądzę. Lilie dobrze się rzeźbią.
Lilie faktycznie były dobrze wyrzeźbione. Po upływie dwunastu lat po pierwszej prezentacji dla zdumionej i zachwyconej ludności Olimpii posąg Zeusa Olimpijskiego jest obecnie uważany za jeden z cudów znanego świata, obok Wielkiej Piramidy w Gizie i wiszących ogrodów Babilonu. Mieszkańcy Elidy zawdzięczają jednak swoje arcydzieło Atenom. Nie wielkości Aten, lecz Atenom w najgorszym wydaniu – z ich małostkową zazdrością, zdradą i siejącymi zamęt politykami.
Lucjusz Emiliusz [...] tylko tyle powiedział, że jedynie Fidiasz mógł tak oddać Homerowego Zeusa; bo wielkie miał wyobrażenie o Olimpii, ale jeszcze większa jest od tego wyobrażenia rzeczywistość, jaką znalazł[3].
Fidiasz był wówczas jeszcze młodzieńcem, a wojny perskie wkrótce miały się skończyć. Znaczna część Aten wciąż leżała w ruinach, po tym gdy armia perska zajęła miasto w 480 r. p.n.e. i uczyniła wszystko, co mogła, żeby je zniszczyć. Wściekłość Persów skupiła się na Akropolu. Ci czciciele ognia niewiele mieli pożytku ze świątyni Ateny i ją zburzyli.
Perykles przewodził demokracji ateńskiej nie dzięki jakiejś szczególnej randze czy obieralnemu urzędowi, ale jedynie dzięki czystej sile swej osobowości. I postanowił, że Akropol, w tym zwłaszcza świątynia Ateny, zostanie odbudowana, i to odbudowana tak, aby przewyższała wszystkie inne budowle na świecie. Nowa świątynia miała zostać wzniesiona wyłącznie z najlepszych materiałów. Ściany miały być z marmuru pentelickiego, a dach z belek cedrowych i pozłacanych dachówek.
Złoty podział
Podziel linię na dwie części w taki sposób, aby dłuższa część, podzielona przez krótszą, miała takie same proporcje jak cała linia podzielona przez tę dłuższą część. Proporcja dłuższej linii do krótszej wynosi 1,618... (podobnie jak w przypadku liczby π (pi), liczba cyfr jest nieskończona).
Złoty podział stosowany jest tak w sztuce, jak i inżynierii, i dlatego również w architekturze, która łączy sztukę z inżynierią. Proporcje długości i szerokości Partenonu odpowiadają złotemu podziałowi, co nie może dziwić, ponieważ człowiekiem, który odkrył ten podział, był Fidiasz. W równaniach matematycznych symbolem tego współczynnika jest grecka litera ϕ (fi) – pierwsza litera imienia Fidiasza.
Mniejsze posągi miały być zrobione z marmuru z wyspy Paros, najpiękniejszego w całym znanym świecie. Centralnym punktem świątyni, która miała stanowić serce Akropolu, gdyż Akropol jest sercem Aten, miał być posąg Ateny. Marmur nie był wystarczająco dobrym materiałem na taki monument. Statua ta powinna być wykonana z polerowanej kości słoniowej i czystego złota, i w majestacie Ateny czciciele mieli ujrzeć majestat jej miasta, Aten, i jego ludu.
Budowę nadzorowała trzyosobowa komisja. Pierwszy z członków pozyskiwał robotników i materiały, drugi odpowiadał za kwestie architektoniczne i inżynierskie, trzeci zaś miał za zadanie łączyć wszystkie elementy w jedną, artystyczną całość. Tym trzecim był Fidiasz.
Nikt nie przeczy, że Fidiasz i jego koledzy wykonali doskonałą pracę. Jednak w chwili próżności rzeźbiarz pozwolił sobie dogodzić sobie samemu i swemu sponsorowi Peryklesowi. Na fryzie przedstawiającym Ateńczyków w walce z Amazonkami wyrzeźbił siebie jako wojownika rzucającego kamieniem we wroga oraz dodał świetną podobiznę Peryklesa walczącego z Amazonką. Co gorsza, krążyły pogłoski, że Fidiasz zapraszał dobrze urodzone kobiety rzekomo po to, aby oglądały powstające dzieła, podczas gdy faktycznie chodziło o umożliwianie w ten sposób kontaktu z nimi Peryklesowi, żeby je uwodził.
Wrogowie Peryklesa wymyślili, że mogą mu zaszkodzić, usuwając Fidiasza. Namówiono więc pracownika rzeźbiarza, aby zaświadczył, iż Fidiasz przywłaszczył sobie złoto przeznaczone na szaty Ateny.
Była to duża ilość złota, gdyż posąg Ateny Partenos miał nie tylko być chwałą Aten, lecz także stanowić miejski bank rezerw. Złoto z szat bogini w chwili zagrożenia mogło być zdjęte i użyte do opłacenia okrętów i ludzi – pod warunkiem oddania go później z powrotem. W rzeczy samej cella – pomieszczenie, w którym ustawiony był posąg – miał pewną wyjątkową cechę. W przeciwieństwie do jej odpowiedników w większości świątyń, ta cella podzielona była na dwie części. W drugim, dobrze zabezpieczonym pomieszczeniu za boginią znajdował się magazyn, w którym przechowywano złoto i srebro oraz daniny od zależnych miast wchodzących w skład imperium ateńskiego.
Perykles przewidział zarówno ryzyko defraudacji, jak i możliwość oskarżenia o nią z przyczyn politycznych. Polecił zatem, aby Fidiasz dopilnował, żeby w razie potrzeby złote szaty bogini można było zdjąć i zważyć. Uczyniono tak i udowodniono, iż całe złoto było na miejscu i uwzględnione. „Ach – oznajmił zdradliwy asystent Fidiasza. – Czy wspominałem o złocie? Miałem na myśli kość słoniową. Przywłaszczył sobie część kości słoniowej, z której wykonano posąg”. Kość słoniowa była integralną częścią posągu i nie można jej było zdjąć i zważyć. Nie mogąc dowieść niewinności, Fidiasz został natychmiast uznany za winnego i wtrącony do więzienia.
1. Fidiasz prezentuje komisji model swego monumentalnego posągu Ateny
Pentarkes nigdy się nie dowiedział, w jaki sposób Fidiasz wydostał się z ateńskiego więzienia, żeby dotrzeć do Elidy na Peloponezie, ani jak to się stało, że został później głównym projektantem posągu Zeusa. Niemal na pewno za tym manewrem kryła się ręka Peryklesa, być może dlatego, iż nawet po nagłym odejściu Fidiasza prace nad Partenonem musiały być kontynuowane.
Oznaczało to, że Fidiasz jest nadal potrzebny. Pozostawił w Atenach szkołę młodych artystów, którzy podjęli wyzwanie dokończenia dzieła swego mistrza. Pentarkes pamięta, że do pracowni w Elidzie co dnia, często w nieodpowiednich momentach, wpadali wysłannicy z Aten. Zadawali pytania o proporcje różnych posągów, sposób ich ustawienia, rodzaj kamienia stosowanego na frontony i o tysiące innych drobnych szczegółów. Z biegiem czasu, słuchając o postępach projektu, Pentarkes popadł w obsesyjną fascynację Partenonem niemal na równi z Fidiaszem. Musiał sam obejrzeć tę majestatyczną budowlę i ów spektakularny posąg Ateny, który niemal doprowadził jego mistrza do upadku. Opanowała go ciekawość, jakie w rzeczywistości okażą się te wszystkie detale, o których tak wiele słyszał.
Fidiasz zezwolił swemu uczniowi na odejście, choć uczynił to bardzo niechętnie. Z czasem on i Pentarkes zostali kochankami. Później Pentarkes odkrył, że Fidiasz powtórzył swoją sztuczkę z posągiem Ateny podczas pracy nad posągiem Zeusa. Młodzieńcem odbierającym nagrodę u podstawy posągu jest właśnie Pentarkes.
Abraham Zeus Lincoln
Ci, których ciekawi, jak mógł wyglądać posąg Zeusa, powinni odwiedzić jedną z wielu pseudogreckich świątyń w Waszyngtonie. (Dawniejsi Amerykanie dobrze znali swoją klasykę). Mauzoleum Lincolna (Lincoln Memorial), z jego fryzami i doryckimi kolumnami z marmuru, kryje w sobie posąg przedstawiający prezydenta USA zasiadającego w podobnym do tronu fotelu, który stanowi świadome naśladownictwo prawdopodobnego wyglądu Zeusa Olimpijskiego (aczkolwiek mając niecałe sześć metrów wysokości, jest o połowę niższy od posągu Zeusa dłuta Fidiasza). A sam budynek, w którym ustawiony jest posąg, cóż, ma proporcje zbliżone do złotego podziału Fidiasza: 57,8 na 36,1 m.
Niektórzy użytkownicy języka migowego sądzą, że tak samo jak Fidiasz, rzeźbiarz posągu Lincolna nie mógł się powstrzymać od dodania ukrytego przesłania. Palce siedzącego Lincolna zostały rzekomo ułożone w litery „A.L.” w języku migowym, być może z myślą o synu rzeźbiarza, który był głuchy.
Cóż powiedzieć o Atenach? Dla młodego człowieka z prowincjonalnego miasteczka miejsce to było obezwładniające. Przepychanie się przez tłumy na agorze i słuchanie akcentu z Syrakuz i Persji, zmieszanego z barbarzyńskim mamrotaniem niemal nagich trackich niewolników, było ekscytujące. W Elidzie ostatni obywatel kładł się spać wkrótce po zachodzie słońca; w Atenach imprezy ciągnęły się późno w noc przy świetle pochodni. Na ulicach występowali artyści i akrobaci, a filozofowie dyskutowali o sensie rzeczywistości w stoi odległej tylko o kilka metrów.
Pentarkes sądzi, że został Ateńczykiem z chwilą, gdy jego statek wpłynął do Pireusu. Port Aten był pełen statków, od niewielkich, przysadzistych, miejscowych łodzi rybackich, przez masywne okręty handlowe, aż po smukłe, przypominające rekina triremy, które zwinnie wpływały do wewnętrznego basenu portowego. Nie mógł oderwać wzroku od zgiełku i atmosfery zamierzonego chaosu.
Później zrozumiał, że jest to dominujący nastrój nie tylko w Pireusie, lecz nadto w całym mieście. Ateńczycy mogli nie wiedzieć, dokąd zmierza ich miasto ani jak oni mają się tam dostać, a jednak docierali – szybciej i z większym rozmachem niż ktokolwiek wcześniej. Były to czasy, gdy wszystko wydawało się możliwe.
Pentarkes wynajął pokój na piętrze w tawernie Fanagory i Demetriosa w pobliżu świątyni Zeusa, przy drodze z Pireusu do Aten. Za dnia kręcił się po Akropolu, wykorzystując znajomość z Fidiaszem, żeby dostać się do ekip rzeźbiarzy, malarzy i kamieniarzy rojących się na placu. W miarę postępów ich pracy najpiękniejszy budynek świata na jego oczach nabierał kształtów. Jak Pentarkes mógłby opuścić to miejsce?
Późnymi popołudniami i wieczorami Pentarkes zarabiał na utrzymanie, pomagając w tawernie na dole. Podczas pracy wszystkim, którzy zechcieli go posłuchać, opowiadał z zachwytem o widokach i widowiskach Partenonu. Aż nazbyt chętne audytorium odnalazł w osobie Kelandine, córki właścicieli tawerny. Słowo kelandine oznacza „glistnik jaskółcze ziele”, piękny żółty kwiat polny, i Pentarkes stwierdził, że imienniczka kwiatu także była piękna.
Z czasem Kelandine stała się bardziej formalnie znana jako „Kelandine, żona Pentarkesa Elejczyka”, a Pentarkes zaczął się uczyć od teściowej prowadzenia tawerny.
Pentarkes stał się Ateńczykiem. A ściśle rzecz biorąc, został metojkiem. Jedynym sposobem zostania pełnoprawnym obywatelem ateńskim jest urodzenie się w Atenach z ateńskich rodziców. „Nie możesz zostać Ateńczykiem, tak samo jak kot nie może zostać psem”, mówi przysłowie. Jednak bycie metojkiem jest wystarczająco zbliżone. Słowo „metojk” pochodzi od greckiego metoikos – dosłownie „zmieniający miejsce zamieszkania”. Ateny mogą zazdrośnie strzec swego obywatelstwa, ale nie mogą się obejść bez metojków. Są ich tam dziesiątki tysięcy – kupcy, kanceliści, kapłani, żeglarze i, tak, właściciele tawern.
Czystej krwi Ateńczycy udają, że szydzą z osiadłych u nich cudzoziemców, ale metojkowie znoszą te kpiny zupełnie spokojnie, albowiem często są znacznie bogatsi od szydzących z nich Ateńczyków. Wielu z nich jest rolnikami, podczas gdy cudzoziemcom nie wolno posiadać gruntów rolnych. Gdyby owi Ateńczycy wiedzieli, jak często metojkowie za ich plecami nazywają ich „wieśniakami”, może zrobiliby się nieco mniej wyniośli.
Metojkowie napędzają złożony mechanizm ateńskiej gospodarki, a ich podatki pomagają utrzymywać triremy ateńskiej floty, która panuje na morzu. (Metojkowie płacą dodatkowy podatek za przywilej mieszkania w Atenach). Ponieważ Pentarkes, pomocnik właścicieli tawerny, zarabia w Atenach znacznie więcej, niż zarabiałby jako drobny właściciel ziemski w Elidzie, akceptuje swój niższy status bez żalu. Ma teraz zdrowego syna i piękną, pulchną córkę, którzy oboje będą również metojkami, choć nigdy nie mieli żadnego innego domu niż Ateny.
Jako metojk Pentarkes nie może uczestniczyć w zgromadzeniu (wyłączenie to obejmuje również ateńskie kobiety i niewolników) i nie może pełnić funkcji sędziego. Z pewnością może wnosić sprawy do ateńskich sądów i właśnie ostatnio to uczynił, kiedy dostawca sprzedał mu kilka beczek octu, o których twierdził, że są winem. Pentarkes pamięta wyraz twarzy sędziów, gdy przekazywali sobie czarkę z tą substancją, zanim przyznali mu pełny zwrot pieniędzy – razem z odszkodowaniem.
Mimo iż Pentarkes nie może uczestniczyć w zgromadzeniu, odczuwa skutki jego rozporządzeń. Metojkowie służą w armii ateńskiej i ćwiczą równie rzetelnie jak każdy obywatel. Pentarkes jest na tyle zamożny, że może pozwolić sobie na panoplię – kompletną zbroję i broń, która czyni go pełnoprawnym hoplitą, wojownikiem ateńskim najwyższej rangi. Jeśli Ateny pójdą na wojnę, wtedy Pentarkes, chcąc nie chcąc, będzie walczył u boku ludzi, który ją przegłosowali.
Podczas niedawnej wojny ze Spartą Pentarkes brał udział w ekspedycji i dzięki temu uniknął niszczycielskiej zarazy w Atenach, która zabiła jego umiłowaną Kelandine. (Tawernę prowadziła pod jego nieobecność jego teściowa Fanagora, najwyraźniej niezniszczalna). Teraz metojk Pentarkes jest zaufanym sługą Aten. Nikt nie wątpi w jego lojalność ani zdatność do wypełniania obowiązków wobec miasta w służbie strażniczej na Akropolu, nawet w samym sercu świątyni Ateny.
Szuranie sandałów po kamieniach informuje Pentarkesa, że zbliża się już zmiennik. Jego warta niemal dobiegła końca. Wkrótce inni zajmą miejsce przy bogini, aczkolwiek Pentarkes nie potrafi tak naprawdę stwierdzić, kto kogo strzeże. Wejdzie do wartowni, wymieni z innymi strażnikami prymitywny żart czy dwa, po czym przełknie czarkę taniego wina i pójdzie spać na kilka godzin, do porannej warty.
Stanie na straży znowu, gdy świt pokoloruje stalowoszare niebo, a położona niżej agora zacznie się napełniać pierwszymi maleńkimi postaciami. Zanim zejdzie z warty, zatrzyma się w świątyni i pozdrowi jeszcze raz swoją Panią. Potem zejdzie długimi schodami, przechodząc przez różne posterunki po drodze do dolnego miasta, i wróci między Długimi Murami do domu, do tawerny.
Niekiedy zastanawia się, co się stało z Fidiaszem. W pewnym momencie wojny ze Spartą Fidiasz, jak się wydaje, wymknął się z wrogiej Elidy i nikt nie wie, co się z nim stało. Jego geniusz zniknął ze świata na zawsze. Co mistrz rzeźbiarstwa pomyślałby o Pentarkesie, gdyby mógł zobaczyć swego kochanka teraz, z cofającą się linią włosów i skórą na twarzy wygarbowaną w długich letnich kampaniach wojennych?
Nikt o tym nie wątpi w żadnym narodzie [...] że Fidiasz był najsławniejszy w tej sztuce; [...] aby go według zasług chwalić mogli.
PLINIUSZ STARSZY, HISTORIA NATURALNA, 36.4 (18).
Nikt, widząc zaprawionego w boju wojownika w zbroi albo jowialnego gospodarza tawerny wymieniającego żarty z klientami, nie skojarzyłby go ze smukłym złotowłosym chłopcem z Elidy. Ale na małym palcu Zeusa, zasiadającego w swoim majestacie w Olimpii, na samym palcu Króla Bogów Fidiasz wyrył imię. Pentarkes Kalos – głosi napis. „Pentarkes Piękny”.
Tak, myśli Pentarkes. Wciąga pod pancerzem uparte brzuszysko, które z roku na rok niepowstrzymanie rośnie. Wtedy byłem piękny.
Fidiasz
Fidiasz pojawia się na kartach historii około 450 r. p.n.e., kiedy Perykles powierza mu stronę artystyczną głównych projektów w Atenach. Przypisuje mu się stworzenie dojrzałego stylu klasycznego w rzeźbie. Przedstawia on mężczyzn i kobiety w kwiecie wieku, o doskonałym ciele, ze zdystansowanym, pogodnym wyrazem twarzy. Oczywiście styl ten najlepiej sprawdza się w przypadku wizerunków greckich bogów. (Kiedy mówimy, że ktoś „ma ciało greckiego boga”, to odwołujemy się do bogów Fidiasza).
Większość tego, co wiemy o Fidiaszu, pochodzi od Plutarcha, który pisał ponad pięćset lat później. Dokładne okoliczności wygnania Fidiasza są niesłychanie zagmatwane, ale zdaniem Platona, kiedy dotarł już do Elidy, jego umiejętności były ogromnie poszukiwane i dorobił się wielkiego bogactwa (Platon, Menon 91d). Powszechnie uważa się, że śmierć Fidiasza była nieprzyjemna, jednak niejasne jest, czy zadali mu ją Ateńczycy, Elejczycy, czy Spartanie.
Formalnie rzecz biorąc, Dareja znajduje się w andronie – części domu zastrzeżonej dla mężczyzn. Zwykle pan domu zabawia tutaj gości. Jest jednak jasne, że to pomieszczenie nie ma takiego przeznaczenia. Słabe światło jedynej lampy oliwnej oświetla niewiele więcej poza biurkiem do pisania, ale w mroku można dojrzeć, że pod ścianami stoją typowe sofy, podczas gdy siedzenia zajmują zwoje, odzież i na wpół zjedzony kawałek chleba z oliwkami.
Co więcej, jedyną inną osobą przebywającą w tym męskim królestwie jest również kobieta. Z włosami rozsypanymi na szyjach obie przeglądają zawartość biurka. Nagle towarzyszka Darei zaczyna mówić dramatycznym tonem.
– Witaj, Lampito, najmilsza Spartanko! Co za niezwykła uroda, kochanie! Skóra gładziutka, jakie jędrne ciało! Ty byka zdusisz!
W odpowiedzi Dareja energicznie próbuje odtworzyć szerokie samogłoski spartańskiego akcentu, przy czym jest nieprzyjemnie świadoma, że brzmi to raczej, jakby cierpiała na ból gardła. Spartanie są ludem samotniczym i nieliczni przybysze z Lakonii, jacy pojawiają się w Atenach, są nadzwyczaj, cóż, lakoniczni. Nie miała więc raczej sposobności, by usłyszeć materiał do naśladowania.
Wpatruje się w leżący przed nią zwój. Faktycznie skreślił to słowo i napisał jeszcze raz.
Jej towarzyszka Chryseis wzdycha niecierpliwie i wraca do swojej roli w sztuce. – A jakie piersi – to cały majątek!
Dareja cofa się przed obmacującymi ją dłońmi Chryseis, która stwierdza defensywnie:
– Tak mówi scenariusz. Patrz, co powinnaś odpowiedzieć: „Tak mnie macacie jak bydlę ofiarne”[4].
– Czy to ma być zabawne? – zastanawia się Dareja. Potem przypomina sobie, że na ateńskiej scenie kwestie oraz zachowania i tak będą odgrywane przez aktorów płci męskiej (w teatrze ateńskim role kobiet grają mężczyźni). Więc tak, widok dwóch mężczyzn w przebraniach, czule pieszczących na scenie sztuczne piersi, to dokładnie ten rodzaj sprośnego humoru, z którego znany jest ten dramaturg – jej właściciel, Arystofanes.
Dareja zdaje sobie sprawę, że ona i Chryseis są nietypowymi niewolnicami, ponieważ obie umieją czytać. Jest to osiągnięcie, jakim nie może się pochlubić wiele wolno urodzonych dziewcząt ateńskich, ale być może wcale nie jest ono zaskakujące u służących czołowego komediopisarza Aten. Dramaturg, Arystofanes, właśnie położył się do łóżka, porzuciwszy poplamiony atramentem szkic swojej najnowszej komedii do przedterminowego wystawienia przez rzutką parę.
Chryseis analizuje imię swojej postaci. – Lizystrata. To rzadkość. Niewiele osób nazywa swoje córki: „Wycofaj armię”. Czemu nie Neaira – „Nowo zaistniała”? Albo Eudokia – „Dobrze wyglądająca”?
– No cóż, takie imię czyni z ciebie igraszkę w rękach losu. Ta Ajkaterine – „Czystość” – dziewczyna z domu Eudoksosa, ta, która ma tuzin chłopaków. Spójrz na mnie. Moje imię znaczy „bogata w majętności”, a nawet tunika, którą na sobie noszę, nie jest moja. A ty jesteś Chryseis... – Dareja milknie zakłopotana.
Imię Chryseis jest drażliwym tematem. W Atenach można zostać niewolnikiem na wiele różnych sposobów. Chryseis opowiedziała Darei, że jej wędrówka zaczęła się dwadzieścia pięć lat temu, kiedy piraci likijscy pochwycili statek nieopodal Halikarnasu. Znajdowała się na nim matka Chryseis, córka niezbyt ważnego arystokraty. Ów arystokratyczny ojciec odmówił zapłacenia piratom okupu, więc jego córka została sprzedana w niewolę. (Ojciec miał dwie inne córki, z których każda spodziewała się kosztownego posagu, co mogło wpłynąć na jego decyzję). Chryseis urodziła się więc, kiedy jej matka była nałożnicą drobnego perskiego zarządcy w Anatolii.
Jej imię mogłoby znaczyć „złota”, ale Chryseis jest smagła jak jej perski ojciec. Schwytana podczas greckiego napadu na przybrzeżne miasto, w którym mieszkała, Chryseis w wieku osiemnastu lat została sprzedana w Atenach jako część łupów z tego napadu. Matka nauczyła ją czytać i pisać. Zainteresowało to dramaturga Arystofanesa, który potrzebował niewolnego sekretarza, sprzątaczki i ogólnie totumfackiego. Od tego czasu Chryseis przebywa w domu dramaturga.
Chryseis przynajmniej wie, kim był jej ojciec. Dareja nie. Otrzymała imię od swej ambitnej matki. Była ona niewolną prostytutką w jednym z wyższej klasy domów publicznych w Kidatenajonie (największym z pięciu miejskich okręgów administracyjnych Aten). Nie chcąc, aby córka kontynuowała rodzinną profesję, matka Darei w ten czy inny sposób zadbała, żeby jej dziecko nie tylko nauczyło się czytać, lecz także poznało podstawy rachunków. Następnie dziewczynka została sprzedana jednemu ze stałych klientów domu publicznego – Arystofanesowi. Gdy Dareja zamieszkała w jego domu, Chryseis, częściowo z nudów, dokończyła edukację dziewczyny.
Nie jest to złe miejsce. Obie dziewczyny były niewolnicami przez całe życie i uważają, że mają znacznie lepiej od niektórych wolno urodzonych biedaków, których regularnie widują, jak żebrzą w rynsztoku. Przynajmniej są najedzone i odziane, i mają ciepłe łóżko do spania w nocy.
2. Talia, muza komedii, trzymająca maskę komiczną
Ponadto bycie niewolnikiem postrzegane jest przez większość Greków raczej jako rodzaj poważnej niedogodności społecznej niż przyrodzona cecha genetyczna. (Pomiędzy swymi greckimi rodakami, oczywiście. Każdy wie, że barbarzyńcy urodzili się, żeby być niewolnikami). Wysoko wykształceni greccy niewolnicy uważają swój stan za tymczasowy, podobnie jak ich właściciele. Z pewnością ani Dareja, ani Chryseis nie zamierzają umierać w niewoli. Do Chryseis zaleca się pewien sługa fenickiego kupca, chłopak, który uważa jej miedzianą skórę i ciemne loki za niezwykle atrakcyjne. Jeśli Arystofanes ją sprzeda, Chryseis go poślubi i zażąda wolności jako posagu. A potem wszystko jest możliwe.
Dareja zagięła parol na samego Arystofanesa. Cóż, czemu by nie? Wiele nałożnic niepostrzeżenie przekształciło się w żony. Arystofanes ma niewiele ponad trzydzieści lat, więc jest w idealnym wieku do ożenku. Mężczyźni ateńscy zwykle biorą żony młodsze o dziesięć do piętnastu lat, więc on i siedemnastoletnia Dareja pasują do siebie. Po co miałby poślubiać jakąś gamoniowatą arystokratkę, którą ledwo zna? Arystofanes nie musi wżeniać się w pieniądze i niewiele się troszczy o polityczną elitę Aten, z której regularnie szydzi w swoich sztukach. Kilka lat temu populistyczny polityk Kleon tak się oburzył sposobem przedstawienia go w jednej z komedii Arystofanesa, że pozwał dramaturga do sądu. (Mimo to – a być może właśnie dlatego – sztuka zdobyła pierwszą nagrodę na święcie Lenajów w tamtym roku. Ateńczycy z pewnością nie okazują czci swoim przywódcom).
Oburzenie Kleona mogło wynikać z subtelnej sugestii Arystofanesa, iż polityk jest nieuczciwy. Dareja dokładnie pamięta słowa, które przeczytała:
Łotra, łotra, łotra, łotra – to powtarzać będę wciąż, bo też łotrem bywa przecież wiele razy w ciągu dnia. Więc go wal i bij, i ścigaj, w przerażenie, w lęk go wpraw [...].
Zeżarłeś całe dobro wspólne, nim ci dał los, a urzędników macasz niczym figi [...]. Po obywatelach patrzysz, który ma barani łeb, a bogaty jest [...] już wypadasz z Chersonezu, łapiesz i zadajesz cios, potem rękę mu wykręcasz i już leży, już ma dość![5]
Podczas gdy Kleon nie był największym wielbicielem Arystofanesa, Sokrates i Arystofanes, o dziwo, dogadywali się ze sobą po przyjacielsku. Mówi to wiele o Sokratesie, gdyż niewiele relacji przetrwałoby sposób, w jaki Arystofanes potraktował go w Chmurach. Nieczęsto zdarza się, żeby filozof miał całą komedię poświęconą tylko jemu, a sztuka ta była bezlitosną parodią Sokratesa, jego charakteru i poglądów (idei, które Arystofanes przedstawił jako produkowane w swego rodzaju warsztacie zwanym „Myśleniem”). Była to jedna z tych sztuk Arystofanesa, które osiągnęły mniejszy sukces.
Jak Dareja dowiedziała się później dzięki ateńskiej machinie plotkarskiej, odpowiedzialność za to ponosił sam Sokrates. Zamiast krzywić się lub oburzać za celnie wymierzone przytyki, filozof okazywał wszelkie oznaki prawdziwej uciechy z toku wypadków. Dionizje, święto teatralne, przyciągają do miasta tłumy cudzoziemców i kiedy niektórzy z tych zaintrygowanych widzów przedstawienia zapytali: „Kim jest ten koleś, Sokrates?”, rzeczony koleś wstał i radośnie pomachał do publiczności w ramach prezentacji.
Zamiast oklaskiwać upadek zarozumiałego egocentryka, publiczność uznała, że Arystofanes prześladuje ewidentnie zrównoważonego i dobrodusznego człowieka, który przypadkiem był także znany jako swego rodzaju bohater wojenny. (W przerwach od dyskusji o etyce lub naturze duszy Sokrates walczy w bitwach jak wściekły wilk). Sztuka Arystofanesa zajęła trzecie miejsce – spośród trzech.
Dareja zdecydowanie akceptuje Chmury. Jedna z czołowych postaci, Strepsiades, zmaga się z długami, ponieważ jego rozpuszczona, arystokratyczna żona pozwala ich równie rozpuszczonemu synowi wydawać fortunę, której Strepsiades nie posiada. Dareja w pełni się zgadza, że arystokratki jako żony to zły pomysł; kobiety, które zbytnio dogadzają sobie z końmi, jedwabiami i szybkim życiem. Arystofanes potrzebuje kogoś o atrakcyjnym wyglądzie, kto ma doświadczenie w prowadzeniu domu; kogoś rozsądnego, a zarazem eleganckiego. Żeby znaleźć taką osobę, Arystofanes nie musi szukać dalej niż na sąsiedniej poduszce na jego łóżku. Dareja uparcie trwa przy swoim projekcie matrymonialnym, choć jak na człowieka, który zbudował karierę na pracy ze słowami, Arystofanes wydaje się zdumiewająco ślepy na nawet najbardziej bezpośrednie aluzje.
Arystofanes
Arystofanes jest uważany za najwybitniejszego autora z ateńskiej szkoły „komedii staroattyckiej”; aczkolwiek ma tę znaczną przewagę, iż jest jedynym dramaturgiem z tej szkoły, którego sztuki przetrwały (posiadamy jedenaście z około czterdziestu jego spektakli).
Arystofanes nigdy nie był ubogim dramaturgiem umierającym z głodu na poddaszu. Pochodził z bogatej rodziny (która, jak się wydaje, posiadała majętność na wyspie Egina) i otrzymał świetne wykształcenie. Był kimś w rodzaju znawcy dzieł Homera i doskonale sobie radził, będąc jednocześnie jednym z czołowych filozofów swoich czasów.
Arystofanes był gorącym przeciwnikiem wojny i Lizystrata to tylko jedna ze sztuk, w których gorzko krytykuje bezsens wojny oraz głupotę ludzi, którzy wciągają w nią jego miasto.
Nie wiemy, kogo Arystofanes w końcu poślubił, ale kogoś poślubił, ponieważ jeden z jego trzech synów najwyraźniej ukończył i wystawił dwie sztuki, których nie zdołał dokończyć sam Arystofanes do swojej śmierci, która nastąpiła około 386 r. p.n.e.
Po chwili krótkiej i raczej napiętej ciszy niewolnice wracają do czytania tekstu Lizystraty. Na mocy milczącej ugody przestają na razie odgrywać swoje role. W końcu Chryseis zauważa: – Och, wygląda na to, że rezygnujemy z seksu.
Dareja milknie, będąc w znacznie wcześniejszym miejscu zwoju niż Chryseis.
– Dlaczego? Z przyczyn religijnych?
– W pewnym sensie. Wszystkie greckie kobiety składają przysięgę, że nie będą tego robić. Tutaj, w tych wersetach: „Perskich sandałków do góry nie wzniosę... i na czworakach nie stanę jak lwica”[6]. Totalna wstrzemięźliwość.
– To pozostawia pewne inne możliwości – zauważa Dareja z zawodowym zainteresowaniem. – Na przykład...
Przerywa, nagle poruszona wnioskami płynącymi z tekstu. Antywojennej sztuki nie pisze się bez powodu. A więc plotki krążące po targu są prawdziwe. Pokój się załamuje.
Chociaż Darei podoba się idea Lizystraty zwołującej zebranie, aby kobiety greckie trzymały kolana razem, dopóki mężczyźni nie przestaną walczyć, jest pewna, że i tak będą to robić. Zawsze są jakieś walki. Ostatnio Ateńczycy walczyli w Egipcie – szło im źle, a mimo to Ateny musiały wywołać inną wojnę w Azji Mniejszej, w wyniku której Chryseis trafiła do Aten. Potem Spartanie, a teraz wszyscy mówią o tym, jak łatwo Ateny mogą podbić Sycylię. Homer miał rację; mężczyźni prędzej znudzą się winem i tańcami niż wojną.
Dareja nienawidzi myśli o odnowieniu się wojny i przynoszonej przez nią niepewności. Ari znowu wyjedzie. Może zostać zabity. W rzeczy samej, jeśli wojna pójdzie bardzo źle, także Dareja i Chryseis mogą jej nie przeżyć.
– Wojna to męska sprawa – mówi Chryseis, odwrócona plecami do Darei w świetle lampy.
– Więc siedzimy cicho w domu, osamotnione i zapomniane – ciągnie Chryseis – a do tego oczekuje się od nas znoszenia ich napadów złości i dziecinnych wygłupów. Choć gryziemy się w język, łatwo się domyślamy, jaki jest przebieg wojny. Nawet w domu on nie mówi o niczym innym. Chyba że wróci ze zgromadzenia z jakąś nową opowieścią o decyzji jeszcze głupszej niż ostatnia, która jeszcze szybciej doprowadzi nas do zagłady. A jednak, gdybyśmy zapytały, co zostanie zapisane na tablicy z traktatem, otrzymamy tylko rozdrażnione spojrzenie i ostrzeżenie, byśmy się trzymały czółenka i krosna, albo pośladki będą nas bolały i piekły przez wiele godzin.
Lizystrata
Sztuka ta została ostatecznie wystawiona w 411 r. p.n.e., pięć lat po napisaniu, zgodnie z przedstawioną tutaj wizją, jej pierwszego szkicu. W tym czasie Spartanie toczyli już na powrót wojnę z Atenami, co stanowiło tło dla próby zamachu stanu Lizystraty. Historia Lizystraty jest taka, jak tu opisano – kobiety Hellady podejmują strajk seksualny, dopóki ich mężczyźni nie zgodzą się zaprzestać wzajemnego zabijania się.
Sztuka uważana jest za arcydzieło Arystofanesa i często jest przekładana i zamieszczana w antologiach. Z wieloma współczesnymi wersjami dzieła jest jednak ten kłopot, że reinterpretują one przesłanie autora w duchu jawnie feministycznym. Chociaż Arystofanes był znacznie bardziej przychylny kobietom niż wielu jego współczesnych, ideą dominacji kobiet posłużył się dla efektu komicznego.
Starożytny tekst grecki jest pełen zdumiewająco nieprzyzwoitych dowcipów, które wrażliwi tłumacze są skłonni pomijać. Wyobraźmy sobie Szekspira piszącego pornograficzne dzieło z politycznym zacięciem, żeby wyrobić sobie ideę o charakterze oryginału.
Dareja jest zdumiona tyradą towarzyszki. Nie wiedziała, że Chryseis potrafi być tak elokwentna. Wtedy zdaje sobie sprawę, że podczas gdy ona czytała zwój, Chryseis wzięła do ręki notatki dramaturga i odczytywała je. Spoglądając nad ramieniem Chryseis na dobrze osuszone zapiski, Dareja widzi, że Arystofanes nagryzmolił: „Idzie w jambach w tetrametrze”. Cokolwiek to oznacza.
Dareja chichocze. Zauważyła, dlaczego nie rozpoznała słów swojego pana. Nie umieścił tam jeszcze sprośnego żartu. A to właśnie Arystofanes umie najlepiej: wyraża coś obleśnego tak eleganckim wierszem, że publiczność nie wie, czy ma podziwiać, czy się oburzać.
Ocenia krytycznym okiem dzieło swego pana. Nie jest specjalistką od krytyki, ale życie w domu będzie znacznie lepsze, jeśli nowa sztuka Arystofanesa zostanie dobrze przyjęta. Dużo zależy od chóru. Chór może zdecydować o sukcesie lub porażce sztuki w zależności od tego, jak dobrze został przygotowany. A oto wersety chóru – ale chwila. Zaskoczona Dareja grzebie w stosie na biurku. Oto kolejny. Zauważa, że Arystofanes zamierza zrobić dwa chóry, jeden mężczyzn i drugi kobiet. Jest to podwójna liczba chórów, czyli dwukrotnie większe możliwości, że coś pójdzie źle. Jednak jest to nowatorstwo i Dareja sądzi, że widzowie docenią ten pomysł Arystofanesa.
Dareja pragnie, żeby Arystofanes ponownie wygrał Dionizje. To o wiele lepsze niż w przypadku Lenajów. Podczas Dionizji czołowi dramaturdzy Aten prezentują swoje dzieła. Lenaje są mniejszym świętem i obchodzone jest w miesiącu Gamelion (mniej więcej w styczniu), na dwa miesiące przed Dionizjami. Dramaturg często testuje swoją popularność na Lenajach, zanim pójdzie na całość na Dionizjach.
Rozważa możliwości, które może wybrać jej pan, oraz jego charakter. Mógłby się zdecydować na pokazanie tego na Lenajach. Obojętnie, czy sztuka będzie popularna, czy nie, wydaje się, że on potrzebuje się wygadać na ten temat. Ale jest to także ryzykowne. Jeśli pokój się utrzyma, cała sztuka nie będzie warta zajmowania się nią. Arystofanes zmarnuje tylko czas. Mówi o tym Chryseis, ale ona się nie zgadza.
