Co widać i czego nie widać - Frederic Bastiat - ebook
Wydawca: Prohibita Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 72 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Co widać i czego nie widać - Frederic Bastiat

[font=verdana, geneva]Najsłynniejszy esej genialnego francuskiego pisarza i ekonomisty nareszcie dostępny również w formie ebooka. [/font]

[font=verdana, geneva] Spis treści: [/font]

[font=verdana, geneva] 1. Rozbita szyba [/font]

[font=verdana, geneva] 2. Demobilizacja armii[/font]

[font=verdana, geneva] 3. Podatki[/font]

[font=verdana, geneva] 4. Teatr i sztuki współczesne[/font]

[font=verdana, geneva] 5. Roboty publiczne [/font]

[font=verdana, geneva] 6. Pośrednicy [/font]

[font=verdana, geneva] 7. Restrykcje [/font]

[font=verdana, geneva] 8. Maszyny [/font]

[font=verdana, geneva] 9. Kredyt [/font]

[font=verdana, geneva] 10. Algieria [/font]

[font=verdana, geneva] 11. Oszczędzanie i luksus [/font]

[font=verdana, geneva] 12. Prawo do pracy, prawo do zysku [/font]

[font=verdana, geneva] "Bastiat wniósł nieśmiertelny wkład w obronę ludzkiej wolności” - Ludwig von Mises[/font]

[font=verdana, geneva] "Każdy, kto przeczyta i zrozumie Bastiata, może uważać się za skutecznie i dożywotnio zaszczepionego na protekcjonistyczną chorobę umysłu czy mrzonki o państwie opiekuńczym. Bastiat zabił protekcjonizm i socjalizm po prostu wyśmiewając je” - Henry Hazlitt[/font]

[font=verdana, geneva] Frédéric Bastiat (1801-1850) – słynny francuski pisarz i polityk, jeden z największych demaskatorów prawdziwego oblicza socjalizmu, zasłynął jako autor pamfletów, w których za pomocą najprostszych przykładów ukazywał absurdalnoość mitów i teorii ekonomicznych przeciwników wolności gospodarczej. Autor szeregu dzieł, które stanowią podstawę wolnorynkowej myśli ekonomicznej, przez wielu uważany za prekursora Szkoły Austriackiej. Główną prawdą wynikającą z prac Bastiata jest stwierdzenie, iż wolny rynek jest naturalnym źródłem „harmonii ekonomicznej” jednostek tak długo, jak rząd jest ograniczony do ochrony życia, wolności i własności obywateli, a więc ochrony przed kradzieżą lub agresją. [/font]

Opinie o ebooku Co widać i czego nie widać - Frederic Bastiat

Fragment ebooka Co widać i czego nie widać - Frederic Bastiat




1. Rozbita szyba

Czy byliście kiedykolwiek świadkami gniewu mieszczanina Jakuba Poczciwca, kiedy to jego niesforny syn zbił szybę? Gdybyście byli świadkami takiej sceny, to z całą pewnością stwierdzilibyście, że wszyscy tam obecni, choćby było ich nawet trzydziestu, starają się pocieszyć nieszczęsnego właściciela takimi samymi słowami: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tego typu przypadki wspierają rozwój przemysłu. Wszak ludzie muszą z czegoś żyć. Co poczęliby szklarze, gdyby nigdy nie tłuczono szyb?”

Jednak w tych słowach pocieszenia zawarta jest pewna teoria, którą dobrze byłoby poznać bliżej. W tym przypadku jest to bardzo proste, dokładnie ta sama teoria rządzi bowiem, niestety, w większości instytucji ekonomicznych.

Zakładamy, że należy wydać sześć franków, by naprawić szkodę. Oznacza to, że wypadek przynosi przemysłowi szklanemu sześć franków, że owe sześć franków wspiera wspomnianą gałąź przemysłu. Zgadzam się, w żadnym razie nie zaprzeczam, to słuszne rozumowanie. Przyjdzie szklarz, zrobi, co do niego należy, otrzyma sześć franków, będzie zacierał ręce i w głębi serca błogosławił to niesforne dziecko. To widać.

Ale jeżeli, a często się tak dzieje, drogą dedukcji dojdziemy do wniosku, że dobrze jest tłuc szyby, że dzięki temu wprowadzamy w obieg pieniądze, że tym sposobem ogólnie wspieramy przemysł, jestem zmuszony zawołać: Stop! Wasza teoria uwzględnia tylko to, co widać, nie bierze zaś pod uwagę tego, czego nie widać.

Nie widać, że skoro nasz mieszczanin wydał sześć franków na jedną rzecz, to nie będzie już mógł ich wydać na coś innego. Nie widać, że gdyby nie musiał wymienić szyby, kupiłby sobie na przykład nowe buty albo wzbogacił swoją biblioteczkę o kolejną książkę. Krótko mówiąc, z owych sześciu franków zrobiłby jakikolwiek inny użytek, którego już nie zrobi.

Przyjrzyjmy się teraz przemysłowi jako całości.

Zbito szybę. Przemysł szklarski został wsparty kwotą sześciu franków – to widać. Gdyby szyba nie została zbita, kwota sześciu franków zasiliłaby przemysł szewski (bądź jakikolwiek inny) – tego nie widać.

A gdybyśmy tak wzięli pod uwagę to, czego nie widać, czyli fakt negatywny, jak i to, co widać, czyli fakt pozytywny, wówczas zrozumielibyśmy, że dla przemysłu jako całości, czy dla krajowego rynku pracy, nie ma znaczenia, czy zbija się szyby czy nie.

Przyjrzyjmy się teraz sytuacji Jakuba Poczciwca.

W pierwszej hipotezie, mówiącej o zbitej szybie, wydaje on sześć franków i może cieszyć się tylko i wyłącznie szybą. W drugiej hipotezie, która zakłada, że wypadek się nie wydarzył, wydaje on sześć franków na buty, zatem będzie miał i parę butów, i szybę.

Jakub Poczciwiec jest częścią społeczeństwa, dlatego patrząc na nie jako całość i na bilans wynikający z jego pracy i dóbr, należy wnioskować, że społeczeństwo straciło wartość szyby.

Uogólniając prezentowany tutaj przykład, dochodzimy do następującej, nieoczekiwanej konkluzji: „Społeczeństwo traci wartość niepotrzebnie niszczonych przedmiotów”, i do stwierdzenia, które sprawia, że zwolennikom protekcjonizmu włosy powinny się zjeżyć na głowie: „Tłuczenie, niszczenie i marnotrawienie nie wspiera krajowego rynku pracy”, albo krótko mówiąc: „Niszczenie nie przynosi zysku”.

Cóż powiecie, panowie z „Monitora Przemysłowego”, cóż powiecie, zwolennicy poczciwego pana de Saint-Chamansa, który z taką precyzją wyliczył, ile zarobiłby przemysł, gdyby doszło do pożaru w Paryżu, z racji konieczności odbudowy zniszczonych domów?

Przykro mi, że jestem zmuszony obalić te jego skrupulatnie sporządzone rachunki, tym bardziej że ich duch przeniknął do naszej władzy ustawodawczej. Proszę go jednak, by swoje obliczenia przeprowadził raz jeszcze, tym razem uwzględniając to, czego nie widać, obok tego, co widać.

Dobrze by było, gdyby czytelnik dostrzegł, że w tym krótkim dramacie, jaki przedstawiłem pod jego rozwagę, nie występuje dwóch, ale trzech bohaterów. Pierwszy – Jakub Poczciwiec, reprezentuje konsumenta, który w wyniku powstałego zniszczenia cieszy się tylko jedną rzeczą zamiast dwiema. Drugi – pod postacią szklarza, symbolizuje producenta, którego przemysł zostaje wsparty dzięki wypadkowi. Trzeci to szewc (lub przedstawiciel każdej innej gałęzi przemysłu), który z tej samej przyczyny ponosi stratę. Ten trzeci bohater, który pozostaje przez cały czas w cieniu, a który uosabia to, czego nie widać, jest niezbędnym elementem rozważanego tutaj problemu. To on niedługo nauczy nas, że absurdem jest doszukiwać się zysku w ograniczeniu, które koniec końców jest tylko częściową destrukcją. Przyjrzyjcie się dogłębnie wszystkim przedstawionym tu argumentom, a dostrzeżecie w nich jedynie parafrazę tej popularnej maksymy: „Co poczęliby szklarze, gdyby nigdy nie tłuczono szyb?”


2. Demobilizacja armii

Z narodem jest jak z człowiekiem. Kiedy chce sobie sprawić jakieś dobro, sam musi sprawdzić, czy jest ono warte swej ceny. W przypadku narodu największym dobrem jest bezpieczeństwo. Jeżeli dla jego zapewnienia trzeba zmobilizować sto tysięcy ludzi i wydać sto milionów franków, to nie mam nic przeciwko temu. To dobro warte jakiegoś poświęcenia.

Nie chcę więc, by moja teza została opacznie zrozumiana.

Pewien deputowany, chcąc ulżyć podatnikom, proponuje, by zwolnić owe sto tysięcy ludzi.

Gdybyśmy ograniczyli się tylko do takiej odpowiedzi: „Owe sto tysięcy osób, tak jak sto milionów, jest niezbędne dla zapewnienia bezpieczeństwa narodowego. Jest to poświęcenie, ale bez tego poświęcenia Francja byłaby rozdzierana przez różne frakcje lub atakowana przez inne kraje” – nie miałbym nic przeciwko takiemu argumentowi, który może być prawdziwy bądź fałszywy, ale teoretycznie nie zawiera w sobie żadnej ekonomicznej herezji. Herezja powstaje dopiero wtedy, kiedy chce się przedstawić samo poświęcenie jako korzyść, ponieważ przynosi ono komuś zysk.

Chyba się nie mylę, że autor takiej propozycji nie zdąży jeszcze zejść z trybuny, a inny mówca pośpieszy, by mu odpowiedzieć:

„Zwolnić sto tysięcy ludzi! Jak pan to sobie wyobraża? Co się z nimi stanie? Z czego będą żyli? Gdzie znajdą pracę? Czyż nie wie pan, że wszędzie panuje bezrobocie? Że brakuje wolnych posad? Pan chce ich wprowadzić na rynek pracy, by tym samym zwiększyć konkurencję i obniżyć płace? Czyż to nie wspaniałe, że w czasach, gdy tak trudno zarobić na życie, państwo daje chleb stu tysiącom osób? Co więcej, proszę zważyć na fakt, że armia to konsument wina, odzieży, broni, że dzięki niej zarabiają fabryki, miasta garnizonowe, że jest ona zrządzeniem Opatrzności dla niezliczonych dostawców. Czy nie wzdraga się pan na myśl o zniszczeniu tej ogromnej przemysłowej machiny?”

W wyniku tej dyskusji stutysięczna armia zostaje utrzymana. Nie bierze się tu pod uwagę jej przydatności, a jedynie względy ekonomiczne. I tylko te ostatnie motywy odrzucam.

Sto tysięcy ludzi, którzy kosztują podatników sto milionów franków, ma utrzymanie i daje utrzymanie swoim dostawcom, tym bardziej, że kwota stu milionów może się powiększać – to widać. Ale suma stu milionów franków, która pochodzi z kieszeni podatników, nie daje już utrzymania podatnikom i ich dostawcom, tym bardziej że ta suma może się powiększać – tego nie widać. Policzcie, oszacujcie i powiedzcie mi, jaka płynie stąd korzyść dla społeczeństwa?

Ja pokażę wam za to, gdzie pojawia się strata, a żeby uprościć sprawę, nie mówmy o stu tysiącach ludzi i stu milionach franków, lecz w naszym rozumowaniu weźmy pod uwagę jednego człowieka i jeden tysiąc franków.

Jesteśmy w miasteczku A, gdzie odbywa się pobór do wojska. Powołany zostaje jeden mężczyzna. Następnie przyjeżdżają poborcy podatkowi i zabierają tysiąc franków. Mężczyzna oraz zabrana suma trafiają do Metz. Owe pieniądze mają być przeznaczone na roczne utrzymanie poborowego, który nic nie będzie robił. Jeśli patrzycie tylko na Metz, macie po stokroć rację, to bardzo korzystna sytuacja. Ale jeżeli skierujecie swój wzrok na miasteczko A, wówczas osądzicie sprawę inaczej. Jeśli nie jesteście ślepi, dostrzeżecie, że to miasteczko straciło pracownika i tysiąc franków, które stanowiło wynagrodzenie za jego pracę. Miasteczko A pozbawione zostało także działań owego mężczyzny, jakie podejmował, mając do dyspozycji tysiąc franków.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko zostaje zrównoważone. Sytuacja, która miała miejsce w miasteczku A, teraz została przeniesiona do Metz, ot i cała sprawa.

Ale tutaj właśnie pojawia się strata. W miasteczku A ów mężczyzna żył i ciężko pracował – był robotnikiem. W Metz biega tam i z powrotem – jest żołnierzem. W obu przypadkach pieniądze i ich obieg są takie same, ale w pierwszym przypadku mieliśmy trzysta dni produktywnej pracy, w drugim natomiast mamy trzysta dni pracy bezproduktywnej, przy czym cały czas zakładamy, że armia jest niepotrzebna dla bezpieczeństwa publicznego.

Teraz następuje demobilizacja armii. Mówicie, że na rynku pracy pojawia się dodatkowo sto tysięcy pracowników, że wzrasta konkurencja i nacisk na obniżanie płac. To widzicie.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.