Żywienie dziecka w pierwszym roku życia - Magdalena Czyrynda-Koleda, Magdalena Jarzynka-Jendrzejewska - ebook
Opis

Droga Mamo, drogi Tato!

Z doświadczenia wiemy, jak wiele wątpliwości dotyczących żywienia niemowlęcia mają rodzice. Karmić naturalnie? Jeśli tak, to jak długo? Czy dziecko jest już gotowe na nowości i stały pokarm? Kiedy zacząć podawać mu produkty zawierające gluten? Czy tak małe dziecko może jeść orzechy i truskawki? A jeśli tak, to kiedy? Czy porcje są wystarczające i czy maleństwo się najada?   Nie dajcie się zwariować! Polegajcie na swojej intuicji, a przede wszystkim wsłuchajcie się w potrzeby Waszego dziecka. Przyda się Wam też porządna porcja wiedzy oraz inspiracje, co i jak gotować – to wszystko znajdziecie w tym poradniku napisanym przez doświadczone dietetyczki!

Książka zawiera:
·         Ponad 120 sprawdzonych przepisów i inspiracji na pyszne śniadania, obiady i kolacje oraz słodkie, ale zdrowe przekąski dla maluszka.
·         Najbardziej aktualny stan wiedzy o zasadach żywienia niemowląt i prawidłowym rozszerzaniu diety dziecka w 1. roku życia.
·         Najnowsze informacje o karmieniu piersią i karmieniu sztucznym.
·         Informacje o responsive feeding.
·         Rady, kiedy wprowadzać produkty o stałej konsystencji, produkty alergizujące, soki; jak często karmić dziecko; jaką porcję podawać; jak rozpoznać, czy dziecko się najadło.
·         Plus i minusy gotowych dań w słoiczkach oraz przygotowywanych samodzielnie.
·         Informacje na temat BLW i diety wegeteriańskiej u dziecka.

Autorki książki – Magdalena Czyrynda-Koleda, Magdalena Jarzynka-Jendrzejewska, Ewa Sypnik-Pogorzelska i Monika Stromkie-Złomaniec – są specjalistkami do spraw żywienia, pracującymi na co dzień w poradni dietetycznej Dietosfera

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 195

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Żywienie ‌dziecka ‌w pierwszym ‌roku ‌życia

Praca zbiorowa:Magdalena ‌Czyrynda-KoledaMagdalena ‌Jarzynka-JendrzejewskaMonika Stromkie-ZłomaniecEwa Sypnik-Pogorzelska

Copyright ‌© 2018 by ‌Wydawnictwo RMWydawnictwo RM, 03-808 ‌Warszawa, ‌ul. ‌Mińska 25, ‌rm@rm.com.pl, ‌www.rm.com.pl

Żadna ‌część tej pracy nie ‌może być powielana ‌i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek ‌formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, ‌mechaniczny) włącznie ‌z fotokopiowaniem, nagrywaniem na ‌taśmy ‌lub przy użyciu ‌innych systemów, ‌bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie ‌nazwy handlowe i towarów ‌występujące w niniejszej ‌publikacji są znakami ‌towarowymi ‌zastrzeżonymi lub nazwami ‌zastrzeżonymi odpowiednich ‌firm ‌odnośnych ‌właścicieli.

Wydawnictwo RM ‌dołożyło wszelkich ‌starań, ‌aby zapewnić ‌najwyższą jakość tej książce, ‌jednakże nikomu nie ‌udziela żadnej rękojmi ani ‌gwarancji. ‌Wydawnictwo RM nie ‌jest w żadnym przypadku ‌odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę ‌będącą następstwem korzystania ‌z informacji zawartych w niniejszej publikacji, ‌nawet jeśli ‌Wydawnictwo RM ‌zostało zawiadomione o możliwości ‌wystąpienia ‌szkód.

ISBN ‌978-83-7773-656-2ISBN ‌978-83-7773-940-2 ‌(ePub)ISBN 978-83-7773-941-9 (mobi)ISBN 978-83-7773-942-6 ‌(pdf)

Edytor:Justyna MrowiecRedaktor ‌prowadzący:Irmina Wala-PęgierskaRedakcja:Beata BakońKorekta:Mirosława SzymańskaNadzór ‌graficzny:Grażyna ‌JędrzejecProjekt okładki:Anna ‌JędrzejecZdjęcia:Shutterstock.incProjekt graficzny książki i wyposażenie ‌ilustracyjne:Agata ‌ChmielewskaOpracowanie ‌wersji ‌elektronicznej:Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elktronicznej:Justyna ‌Mrowiec

W razie ‌trudności z zakupem ‌tej książki ‌prosimy o kontakt z wydawnictwem: ‌rm@rm.com.pl

Spis treści

Zamiast wstępu, czyli ‌o naszych dzieciach i ich apetytach…

Zasady ‌żywienia dziecka

Karmienie piersią

Skład mleka ‌kobiecego

Dieta mamy karmiącej ‌piersią

Karmienie ‌sztuczne – rodzaje mleka ‌modyfikowanego

Rozszerzanie ‌diety – schemat ‌żywienia dzieci w pierwszym roku ‌życia

Zmiany w schemacie ‌żywienia ‌dzieci

Co to jest responsive feeding?

Naturalne karmienie do 6. miesiąca życia

Kolejność wprowadzania produktów

Jak i kiedy wprowadzać pokarmy stałe?

Posiłki o właściwej konsystencji

Czy moje dziecko się najadło?

Płyny w diecie dziecka

Dziecko a słodycze

Życie od kuchni, czyli kilka pożytecznych rad

Bezpieczeństwo mikrobiologiczne w kuchni

Robimy zakupy

Słoiczki – gotowe posiłki dla dzieci

Pierwsze warzywa

Pierwsze owoce

Zupki

Obiadki

Desery owocowe i owocowo-mleczne

Tadek niejadek

Co jedzą dzieci w Japonii i innych krajach?

Dzieci z dużym apetytem

Dzieci otyłe

Problemy żołądkowo-jelitowe, czyli kupka do obserwacji

Biegunka – kiedy zacząć się martwić?

BLW i inne metody rozszerzania diety dziecka

Wegetarianizm

Bibliografia

Przepisy

Zupy – pierwsza łyżeczka

Zupa marchewkowa

Zupa z cukinii

Zupa dyniowa z jabłkiem

Zupa dyniowa z marchewką

Zupa dyniowa z ziemniakiem

Zupa szpinakowa

Zupa buraczkowa

Zupa jarzynowa

Zupa cukiniowa z batatem

Zupa koperkowa z królikiem

Zupa brokułowa z łososiem

Zupa cukiniowo-pomidorowa z kurczakiem

Zupa dyniowa z kaszą jaglaną i jajkiem

Kaszki, płatki i owoce

Kasza jaglana z brzoskwinią i wanilią

Kasza manna z musem z truskawek

Kasza kukurydziana z suszonymi owocami

Owsianka z bananem i karobem

Płatki jaglane z musem z mango

Ryż z jabłkiem

Płatki ryżowe z musem jabłkowym i cynamonem

Owsianka z gruszką

Kasza manna z musem malinowym

Pierwszy jogurt z owocami

Płatki jaglane z suszonymi owocami

Budyń jaglany z jabłkiem

Zapiekanka z kaszy jaglanej i jabłka

Kokosowa gryczanka

Musy, koktajle, soki

Mus jabłkowy z cynamonem

Mus dyniowo-jabłkowy z goździkiem

Mus z suszonych śliwek na zaparcia

Mus z suszonych moreli

Mus z topinamburu i gruszki

Mus morelowo-jabłkowy

Kisiel z owoców

Kisiel truskawkowy z amarantusem

Karobowy pudding z tapioki

Sok z jabłek i marchewki

Sok z jabłek

Koktajl ananasowo-jarmużowy

Pasty

Pasta z buraków i twarogu

Pasta z zielonego groszku i jajka

Pasta z awokado i serka kanapkowego

Pasta z awokado i jajka

Pasta z łososia i twarogu

Pasta z bakłażana i fety

Pasta z brokułu i twarogu

Pasta z białej fasoli

Zupy – kolejne łyżeczki

Zupa z soczewicy i królika

Zupa szpinakowa z jajkiem

Zupa z ciecierzycą

Zupa z pieczonej papryki i marchewki

Zupa kalafiorowa z koperkiem i ziemniakiem

Zupa jarzynowa z komosą i indykiem

Zupa z soczewicy z dodatkiem cielęciny

Krem ze szpinaku z łososiem

Zupa buraczkowa z królikiem

Krem kukurydziany z kurczakiem

Krupnik jaglany

Zupa pomidorowa z lanymi kluskami

Zupa pomidorowa z soczewicą

Zupa rybna z brokułem i ryżem

Zupa z soczewicy

Jajecznice i omlety

Jajecznica na parze

Jajecznica na parze z awokado

Jajecznica na parze z pomidorem

Omlet z owocami

Omlet francuski z warzywami

Omlet biszkoptowy z cukinią i oliwkami

Dania z makaronem

Sos pomidorowy do makaronu

Spaghetti z sosem bolońskim

Makaron z brokułami i łososiem

Makaron ze szpinakiem

Makaron z pesto pietruszkowym i pomidorkami

Makaron z pesto bazyliowym i pestkami słonecznika

Makaron z łososiem i sosem pomidorowym

Makaron z wołowiną i warzywami

Chłodnik z makaronem, bananem i truskawkami

Risotto

Risotto z cukinią i indykiem

Risotto z buraczkami

Risotto z dynią i kurczakiem

Risotto z łososiem i szpinakiem

Kaszotto z warzywami

Dania wegetariańskie

Wegetariańskie leczo

Pieczone warzywa

Zapiekanka ziemniaczana

Mus dyniowy

Leczo z dynią i ciecierzycą

Placuszki z dynią i parmezanem

Placuszki jabłkowo-bananowe

Naleśniczki z musem jabłkowym

Pancakes bananowe

Kluski leniwe

Kluski kładzione z porem

Surówka z buraczka i jabłka

Kopytka szpinakowe

Kotleciki brokułowe z miętowym sosem jogurtowym

Kotleciki z kalafiora i kaszy jaglanej

Kasza gryczana z soczewicą i warzywami

Komosa ryżowa z dynią i ze szpinakiem

Dania z rybą

Pulpety z halibuta w sosie koperkowym

Ryba po grecku

Pulpety rybne w sosie koperkowym

Łosoś z ryżem i brokułem

Pieczone kotleciki rybne

Dorsz pieczony w papilotach

Pieczona ryba z purée z batatów

Dania z mięsem

Pulpety mięsne z ziemniakami na krupniczku

Indyk w marynacie jogurtowo-pomidorowej

Gulasz cielęcy

Kuskus z kurczakiem i pomidorami

Cielęcina z warzywami

Duszona wołowina z dynią

Potrawka z królika z selerem naciowym

Cukinia nadziewana mięsem z indyka i ryżem

Klopsiki wieprzowe w warzywach

Pulpeciki cielęce

Potrawka z kurczaka z zielonym groszkiem i fasolką szparagową

Krupnik z mięsnymi kulkami

Gołąbki dla malucha

Pieczony udziec z indyka

Pasztet drobiowy z warzywami

Klopsiki z wołowiny z sosem pomidorowym

Potrawka z kurczaka z dynią

Słodkie co nieco

Ciasteczka ryżowe

Ciasteczka maślane

Jogurt z ciasteczkiem ryżowym

Paluszki drożdżowe z sezamem

Domowe biszkopty

Szarlotka jaglana

Krakersy z kaszą manną

Zamiast wstępu, czyli o naszych dzieciach i ich apetytach…

Monika, dietetyk z 7-letnim doświadczeniem, mama 7-letniego Huberta

Wcią­żę za­szłam pod ko­niec stu­diów. Z jed­nej stro­ny mia­łam oba­wy, że so­bie nie po­ra­dzę, a z dru­giej – cie­szy­łam się, że będę mo­gła w prak­ty­ce wy­ko­rzy­stać wie­dzę na te­mat ży­wie­nia nie­mow­ląt, a po­tem ma­łych dzie­ci. Gdy wresz­cie Hu­bert po­ja­wił się na świe­cie, było dla mnie oczy­wi­ste, że będę go kar­mić pier­sią. Znam wszyst­kie ar­gu­men­ty prze­ma­wia­ją­ce za kar­mie­niem na­tu­ral­nym, wiem, ile do­bre­go może ten po­karm wnieść w bu­do­wa­nie od­por­no­ści dziec­ka na naj­bliż­sze lata. Tu jed­nak za­czę­ły się schod­ki.

Po­łoż­na ze sto­ic­kim spo­ko­jem, nic nie tłu­ma­cząc, po­wie­dzia­ła do mnie na od­dzia­le: „Pani Mo­ni­ko, pro­szę przy­sta­wić dziec­ko do pier­si”. Nic trud­ne­go, prze­cież znam ten ob­ra­zek z po­rad­ni­ków, pla­ka­tów za­chę­ca­ją­cych do kar­mie­nia na­tu­ral­ne­go... Tyl­ko że u nas coś nie za­sko­czy­ło. Uło­że­nie do­bre (tak przy­naj­mniej mi się wy­da­wa­ło), usta dziec­ka skie­ro­wa­ne do pier­si, ale ono nie chwy­ta­ło jej i nie ssa­ło. „Dla­cze­go? Coś ze mną jest nie tak?” – za­sta­na­wia­łam się. Fakt, nie dys­po­no­wa­łam du­żym „bu­fe­tem” jak ko­le­żan­ka z sali, ale czy aby na pew­no to było ta­kie istot­ne? Na szczę­ście oka­za­ło się, że nie w tym leży pro­blem. Ta sama po­łoż­na wy­tłu­ma­czy­ła mi, jak trzy­mać syna pod­czas kar­mie­nia, że na­le­ży co każ­de kar­mie­nie po­da­wać inną pierś, aby sty­mu­lo­wać pro­duk­cję mle­ka w obu, że trze­ba de­li­kat­nie draż­nić usta ma­lu­cha sut­kiem i wy­ci­skać na­wet kil­ka kro­pli mle­ka (na za­chę­tę), aby za­czął ssać, no i się uda­ło. Nie po­wiem, że już po­tem pro­ble­mu z przy­sta­wie­niem do pier­si nie było, bo w pierw­szym ty­go­dniu trud­no­ści się po­wta­rza­ły, ale bar­dzo mi po­mo­gła pie­lę­gniar­ka lak­ta­cyj­na, któ­ra by­wa­ła u nas w domu w pierw­szych ty­go­dniach po po­ro­dzie. Dla­te­go ra­dzę – za­wsze ko­rzy­staj z ta­kiej moż­li­wo­ści. Na­wet je­śli prze­czy­ta­łaś wszyst­kie do­stęp­ne po­rad­ni­ki, to ża­den z nich nie za­stą­pi do­świad­czo­nej oso­by, któ­ra w pro­sty spo­sób może ci po­ka­zać, jak kar­mić dziec­ko, aby uła­twić to i jemu, i to­bie.

Nie­ste­ty nad­szedł mo­ment, kie­dy wy­da­wa­ło mi się, że mój po­karm jest dla syna nie­wy­star­cza­ją­cy. Dziec­ko szyb­ko ro­bi­ło się głod­ne, de­ner­wo­wa­ło się, że mle­ka jest mało. Po­sta­no­wi­łam to spraw­dzić – od­cią­gnę­łam por­cję, któ­rą praw­do­po­dob­nie Hu­bert wy­pi­jał, a wte­dy oka­za­ło się, że jest tego nie­wie­le po­nad 30 mi­li­li­trów. Za mało. Skon­sul­to­wa­łam to z le­ka­rzem. Po zwa­że­niu syna oka­za­ło się, że nie przy­bie­ra on na wa­dze tyle, ile po­wi­nien. Le­karz za­pro­po­no­wał więc kar­mie­nie mle­kiem mo­dy­fi­ko­wa­nym. Na­wet wspo­mniał, ja­kie po­win­nam ku­pić, więc na­tych­miast to uczy­ni­łam. Pa­mię­taj jed­nak – w ta­kiej sy­tu­acji, w ja­kiej się zna­la­złam, kar­mie­nie może, a na­wet po­win­no być mie­sza­ne. Je­że­li tyl­ko masz swój po­karm (na­wet w nie­wiel­kiej ilo­ści), sta­raj się przy­sta­wiać dziec­ko do pier­si, bo mle­ka mamy nie za­stą­pi żad­ne mle­ko mo­dy­fi­ko­wa­ne.

Je­śli cho­dzi o smak, mle­ko mo­dy­fi­ko­wa­ne sma­ku­je ina­czej niż po­karm ko­bie­cy, dziec­ko nie za­wsze od razu je ak­cep­tu­je. Ja pró­bo­wa­łam da­wać sy­no­wi chy­ba trzy róż­ne ro­dza­je mle­ka, za­nim tra­fi­li­śmy na ta­kie, któ­re mu za­sma­ko­wa­ło. Był też inny pro­blem zwią­za­ny z mle­kiem mo­dy­fi­ko­wa­nym – przy­go­to­wy­wa­nie mle­ka nocą. Fakt, mu­sia­łam wsta­wać i się roz­bu­dzać, samo przy­sta­wie­nie dziec­ka do pier­si jest jed­nak dużo prost­sze. Zna­la­złam i na to spo­sób. W sy­pial­ni trzy­ma­łam cie­płą wodę w pod­grze­wa­czu do bu­te­lek, a do­dat­ko­wo prze­go­to­wa­ną wodę zim­ną, aby w ra­zie po­trze­by ochło­dzić tę z pod­grze­wa­cza, do tego wy­pa­rzo­ną bu­tel­kę, smo­czek i pusz­kę mle­ka. Po pew­nym cza­sie noc­ne szy­ko­wa­nie mle­ka szło eks­pre­so­wo.

Nie chcia­ła­bym przed­sta­wiać ci pierw­sze­go roku ży­cia dziec­ka jako chwil sie­lan­ki, ra­do­ści, spo­ko­ju i sa­mych po­zy­tyw­nych do­świad­czeń. Nie po­wiem, by­wa­ły chwi­le ra­do­sne, słod­kie uśmiesz­ki nie­mow­la­ka przez sen, gło­śne bek­nię­cie po na­kar­mie­niu pier­sią (wte­dy masz po­czu­cie, że ma­lu­szek po­rząd­nie się najadł i na naj­bliż­sze go­dzi­ny po­win­naś mieć spo­kój), ale był to jed­no­cze­śnie okres bar­dzo trud­ny. Wcze­śniej, za­nim na świe­cie po­ja­wił się Hu­bert, zda­rza­ło mi się cho­dzić z mę­żem w week­en­dy na noc­ne se­an­se fil­mo­we, wra­cać nad ra­nem, a póź­niej spać do po­łu­dnia. Gdy uro­dzi­łam dziec­ko, czu­łam się uwię­zio­na w czte­rech ścia­nach. Nie mogę po­wie­dzieć, że nikt mi nie po­ma­gał. Po­ma­ga­li – mąż, ro­dzi­ce, te­ścio­wie, ale ko­niec koń­ców przy­cho­dził po­nie­dzia­łek, każ­dy wra­cał do swo­ich obo­wiąz­ków. By­łam per­ma­nent­nie nie­wy­spa­na, zmę­czo­na i po­de­ner­wo­wa­na. Dość wcze­śnie uro­dzi­łam dziec­ko, więc nie mia­łam ko­le­ża­nek w po­dob­nej sy­tu­acji. Wia­do­mo, że jest dużo raź­niej, gdy moż­na się z kimś po­dzie­lić co­dzien­ny­mi pro­ble­ma­mi mło­dej mamy, za­dzwo­nić do ko­goś po po­ra­dę.

Na szczę­ście gdy po­go­da sprzy­ja spa­ce­rom (ja uro­dzi­łam w wy­jąt­ko­wo mroź­nym grud­niu, więc na pierw­szy spa­cer wy­bra­li­śmy się po mniej wię­cej 4 ty­go­dniach), wy­cho­dzisz na ze­wnątrz i po­zna­jesz co­raz wię­cej ko­biet bę­dą­cych w po­dob­nej sy­tu­acji. Mo­żesz się wy­mie­nić z nimi do­świad­cze­nia­mi, po­spa­ce­ro­wać po par­ku i po­roz­ma­wiać o wszyst­kim i o ni­czym. Mnie to po­mo­gło. Trze­ba jed­nak za­cho­wać czuj­ność... Uwa­żaj na mat­ki prze­wraż­li­wio­ne, po­ucza­ją­ce i chwa­lą­ce się, cze­go to jej dziec­ko nie po­tra­fi, jak pięk­nie je i jak cu­dow­nie przy­bie­ra na wa­dze. Niech nie bu­dzi to w to­bie po­czu­cia bez­na­dziej­no­ści i obaw, że ro­bisz coś nie tak, bo twój ma­luch nie jest taki wspa­nia­ły. Pa­mię­taj: każ­de dziec­ko jest inne, jed­no roz­wi­ja się szyb­ciej, inne wol­niej, jed­no ma więk­szy, inne mniej­szy ape­tyt, a ty na pew­no ro­bisz wszyst­ko (bo ro­bisz!), aby twój ma­luch był szczę­śli­wy.

Przejdź­my jed­nak do za­gad­nie­nia, któ­re nur­tu­je mło­de mamy, gdy dziec­ko już tro­chę pod­ro­śnie – do roz­sze­rza­nia die­ty nie­mow­lę­cia. Mam to daw­no za sobą, mu­szę przy­znać, że nie było ła­two, ale może ty bę­dziesz kie­dyś ten okres wspo­mi­nać zu­peł­nie ina­czej.

Kie­dy przy­szedł czas na pierw­szą mar­chew­kę w die­cie Hu­ber­ta, by­łam pod­eks­cy­to­wa­na, że w koń­cu za­cznie wię­cej jeść, ja będę go­to­wa­ła pysz­ne zup­ki, a on ze sma­kiem bę­dzie je pa­ła­szo­wał. Za­czę­łam jed­nak od mar­chew­ki ze sło­icz­ka, bo pierw­sze por­cje są bar­dzo małe, 2–3 ły­żecz­ki na dzień. Go­to­wa­nie nie ma wte­dy więk­sze­go sen­su. Syn skrzy­wił się po­twor­nie i wy­pluł wszyst­ko na śli­niak. Pomy­śla­łam: „Nie za­sma­ko­wa­ło mu, spró­bu­je­my jesz­cze raz”. Było po­dob­nie. Oczy­wi­ście się nie pod­da­łam, w su­mie nie ma się co dzi­wić, w po­przed­nich mie­sią­cach dziec­ko piło tyl­ko mle­ko, a na­gle do­sta­ło coś o zu­peł­nie in­nym sma­ku i nie­zna­nej kon­sy­sten­cji. Z ty­go­dnia na ty­dzień było co­raz le­piej. Nie mogę po­wie­dzieć, że zja­dał dużo, ale coś tam zbie­rał z ły­żecz­ki. Ty też się nie pod­da­waj w ta­kiej sy­tu­acji. W koń­cu ma­luch za­cznie jeść ze sma­kiem. Na dal­szych eta­pach roz­sze­rza­nia die­ty wpro­wa­dza­łam ko­lej­ne wa­rzy­wa, owo­ce, mię­so. Naj­bar­dziej za­sma­ko­wały Hu­ber­to­wi jo­gur­ty. Moż­na je po­dać w dru­gim pół­ro­czu ży­cia dziec­ka i nie trze­ba cze­kać do 10.–11. mie­sią­ca. Ja mie­sza­łam jo­gurt na­tu­ral­ny z mu­sem owo­co­wym ze świe­żych, mro­żo­nych czy sło­icz­ko­wych owo­ców. Sta­no­wi­ło to po­żyw­ny pod­wie­czo­rek. Do dziś Hu­bert bar­dzo lubi cały na­biał, chęt­nie wy­pi­ja ke­fir czy ma­ślan­kę.

Pod­su­mo­wu­jąc, chcia­ła­bym ci po­wie­dzieć, że moje do­świad­cze­nia mogą być je­dy­nie małą wska­zów­ką co do tego, jak bę­dziesz funk­cjo­no­wać i dzia­łać w pierw­szym roku ży­cia swo­jej po­cie­chy. Je­śli bę­dziesz ro­bić coś ina­czej, to nie zna­czy, że źle, bo na pew­no z ser­cem. Za­rów­no moja opo­wieść, jak i opo­wie­ści po­zo­sta­łych au­to­rek mają cię je­dy­nie wspie­rać i po­ma­gać w tych waż­nych pierw­szych 12 mie­sią­cach ży­cia two­je­go dziec­ka.

Magda, dietetyk z 9-letnim doświadczeniem, mama 3,5-letniego Jasia

Mam za sobą kil­ka lat do­świad­czeń ro­dzi­ciel­skich i z całą od­po­wie­dzial­no­ścią mogę stwier­dzić, że wy­cho­wa­nie dziec­ka to naj­trud­niej­sza rola w ży­ciu. W każ­dym zna­cze­niu tego sło­wa.

Jed­nak nie za­wsze tak my­śla­łam. Ileż to razy by­łam obu­rzo­na za­cho­wa­niem dzie­ci wo­kół mnie. Tym, że ska­czą nie tam, gdzie trze­ba, że same nie śpią, że nie je­dzą wszyst­kie­go, że wy­mu­sza­ją w skle­pie kup­no cia­stecz­ka… Pa­mię­tam jak dziś, że w du­chu po­wta­rza­łam so­bie: u mnie z pew­no­ścią tak nie bę­dzie. Bo prze­cież to tyl­ko kwe­stia za­sad i kie­ro­wa­nia się nimi. I co? Jest zu­peł­nie od­wrot­nie. Ja­siek za każ­dym ra­zem w skle­pie spo­żyw­czym się­ga po cze­ko­la­do­we cia­stecz­ko i kil­ka ład­nych mi­nut upły­wa, za­nim uda­je się nam osią­gnąć kom­pro­mis i sło­dycz wra­ca na pół­kę. Do tego do dziś śpi z nami w jed­nym łóż­ku. I szcze­rze przy­znam, że choć cza­sem wo­la­ła­bym, aby po prze­czy­ta­niu baj­ki prze­spał w swo­im łó­żecz­ku całą noc, to lu­bię to jego noc­ne przy­tu­la­nie i cie­pło. Może z wy­jąt­kiem cza­su, kie­dy jest prze­zię­bio­ny i noce nie na­le­żą do naj­przy­jem­niej­szych… Jesz­cze kil­ka lat i być może po­wie nam, że przy­tu­la­nie się to ob­ciach, ko­le­dzy się pa­trzą, nie chce mu się… Ko­rzy­sta­my więc z tego na ra­zie peł­ną parą.

Jak to się jed­nak wszyst­ko za­czę­ło? Mia­ło być tra­dy­cyj­nie: naj­pierw za­rę­czy­ny, póź­niej ślub i dziec­ko. O ile dwa pierw­sze punk­ty pro­gra­mu uda­ło się zre­ali­zo­wać cał­kiem spraw­nie, o tyle z trze­cim nie po­szło już tak gład­ko. Co praw­da wie­dzia­łam od daw­na, że moje pro­ble­my hor­mo­nal­ne mogą opóź­nić po­czę­cie dziec­ka, ale nie przy­pusz­cza­łam, że tak bar­dzo. Mi­ja­ły mie­sią­ce, póź­niej je­den rok, dru­gi i za­czę­ły się wę­drów­ki po le­ka­rzach, sto­sy ba­dań do wy­ko­na­nia. Nie­ustan­ne for­so­wa­nie teo­rii o wy­lu­zo­wa­niu do­pro­wa­dza­ło nas do szew­skiej pa­sji. W koń­cu tra­fi­li­śmy na le­ka­rza Fa­chow­ca, przez duże F. Pani Dok­tor była pierw­szą oso­bą, któ­ra nie wspo­mnia­ła o żad­nym nie­stre­so­wa­niu się, wy­lu­zo­wa­niu czy wy­je­cha­niu na urlop, gdzie na pew­no nam się w koń­cu uda. Spo­koj­nie opo­wie­dzia­ła nam o pla­nie dzia­ła­nia na naj­bliż­sze mie­sią­ce. Za­czę­ły się ba­da­nia, far­ma­ko­lo­gia, za­bie­gi i w koń­cu po kil­ku­na­stu mie­sią­cach sta­rań zo­ba­czy­li­śmy tę upra­gnio­ną, dru­gą kre­skę na te­ście – co praw­da bla­da, ale była. Oczy­wi­ście ogar­nę­ła nas ra­dość ogrom­na, ale ra­zem z nią po­ja­wił się rów­nie ol­brzy­mi strach przed ma­cie­rzyń­stwem. Głu­pie, praw­da? Prze­cież przez ostat­nie kil­ka­dzie­siąt mie­się­cy o ni­czym in­nym nie my­śla­łam, a gdy na­resz­cie usły­sza­łam, że je­stem w cią­ży, za­czę­łam się za­sta­na­wiać, czy to na pew­no do­bry mo­ment, czy damy radę, czy bę­dzie­my do­bry­mi ro­dzi­ca­mi. I mia­łam jesz­cze ty­sią­ce in­nych py­tań kłę­bią­cych się w gło­wie, co – jak się póź­niej oka­za­ło – jest czymś zu­peł­nie nor­mal­nym.

Pierw­sze mie­sią­ce cią­ży były na­praw­dę przy­jem­ne. Mu­szę przy­znać, że by­łam szczę­ścia­rą – lek­ko mę­czy­ły mnie mdło­ści i szyb­ko się skoń­czy­ły. Wte­dy też zro­zu­mia­łam, co to zna­czy, że w cią­ży ko­bie­ce zmy­sły są wy­ostrzo­ne… O tak, czysz­cze­nie lo­dów­ki ro­bi­ła­bym kil­ka razy w ty­go­dniu, a gdy je­cha­łam tram­wa­jem, mia­łam wra­że­nie, że pan sto­ją­cy obok mnie wy­lał tego dnia na sie­bie całą bu­te­lecz­kę per­fum. Po­nad­to ni­g­dy w ży­ciu nie sma­ko­wa­ło mi tak bar­dzo jaj­ko sa­dzo­ne z ziem­nia­ka­mi i su­rów­ką z ki­szo­nej ka­pu­sty, któ­re w pierw­szym try­me­strze było z pew­no­ścią obia­dem nu­me­rem je­den i nie mia­ło so­bie rów­nych. Po­zy­tyw­ne było też to, że mo­głam być ak­tyw­na za­wo­do­wo. Do cza­su jed­nak. Oko­ło 24. ty­go­dnia cią­ży po­ja­wi­ły się kom­pli­ka­cje – szyj­ka ma­ci­cy znacz­nie się skró­ciła i w try­bie na­tych­mia­sto­wym mu­sia­łam pójść na zwol­nie­nie, któ­re wią­za­ło się z pół­to­ra­mie­sięcz­nym bez­względ­nym le­że­niem w domu. Po­now­nie mo­głam się nie­co uak­tyw­nić i znów po­czuć uro­ki cią­ży po za­ło­że­niu pes­sa­ru. Był wte­dy czer­wiec, a ja nie ża­ło­wa­łam so­bie tru­ska­wek ani cze­re­śni, któ­re uwiel­biam. Wraz ze zbli­ża­niem się ter­mi­nu po­ro­du co­raz bar­dziej chcia­łam już uro­dzić, gdyż naj­zwy­czaj­niej w świe­cie mój „brzu­cho­wy współ­lo­ka­tor” da­wał mi wte­dy nie­źle w kość – do­słow­nie i w prze­no­śni.

Po­ród na­tu­ral­ny prze­biegł spraw­nie, bez żad­nych czar­nych sce­na­riu­szy, i mu­szę przy­znać, że na­praw­dę miło go wspo­mi­nam. Do­pie­ro póź­niej za­czę­ły się scho­dy, a mia­no­wi­cie wte­dy, kie­dy trze­ba było syn­ka na­kar­mić. Do tam­te­go mo­men­tu wy­da­wa­ło mi się, że po uro­dze­niu dziec­ka pier­si na­tu­ral­nie wy­peł­nia­ją się po brze­gi mle­kiem i try­ska ono samo, bez więk­szych pro­ble­mów. A tu nie­spo­dzian­ka. By­łam w tej gru­pie osób, któ­rą rze­czy­wi­stość nie­co przy­tło­czy­ła. Wie­dzia­łam, że na po­cząt­ku mogą się po­ja­wić trud­no­ści, ale my­śla­łam, że już dobę po po­ro­dzie pier­si wy­peł­nią się mle­kiem. Cze­ka­łam, cze­ka­łam i nic… Do tego do­szedł jesz­cze baby blu­es i pła­ka­łam, pa­trząc na inne, kar­mią­ce mamy. Na­tu­ra nie ob­da­rzy­ła mnie mi­secz­ką G, a skrom­ną 65D, ale uświa­do­mio­no mi, że nie w tym leży pro­blem. Od po­cząt­ku na­sta­wi­łam się, że będę syn­ka kar­mić na­tu­ral­nie. Wzię­łam się w garść i po­sta­no­wi­łam, że zro­bię wszyst­ko, by ten cel osią­gnąć. Nie uda­ło­by się to z pew­no­ścią bez od­po­wied­niej opie­ki oko­ło­po­ro­do­wej i me­gaw­spar­cia po­łoż­nych w szpi­ta­lu, w któ­rym ro­dzi­łam. Te­raz się nie dzi­wię, że jed­ną z częst­szych przy­czyn nie­kar­mie­nia pier­sią jest brak od­po­wied­nie­go wspar­cia lak­ta­cyj­ne­go. Ja też z pew­no­ścią w koń­cu bym się pod­da­ła, gdy­by nie te cu­dow­ne ko­bie­ty, na któ­re tra­fi­łam. W pew­nym stop­niu po­mo­gła też żół­tacz­ka Ja­sia, któ­ra wy­dłu­ży­ła nasz po­byt w szpi­ta­lu i tym sa­mym po­zwo­li­ła nam na do­tar­cie się pod ką­tem lak­ta­cji.

Póź­niej w domu też nie za­wsze było ła­two, zwłasz­cza gdy po­ja­wia­ły się tzw. kol­ki nie­mow­lę­ce, co ozna­cza­ło płacz, czę­ste bu­dze­nie się, „wi­sze­nie” przy pier­si. Choć mój zdro­wy roz­są­dek pod­po­wia­dał mi, że to nie wina die­ty, w koń­cu pod­da­łam się na­ci­skom i za­czę­łam sto­so­wać die­tę bez­mlecz­ną (gdyż to mle­ko i jego prze­two­ry uwa­ża­no za przy­czy­nę złe­go sa­mo­po­czu­cia Ja­sia). I co??? I nic, po dwóch ty­go­dniach jej sto­so­wa­nia (a w su­mie wiel­kich mę­czar­ni, gdyż na­biał uwiel­biam) nie za­uwa­ży­łam żad­nej, na­wet naj­mniej­szej po­pra­wy. Naj­lep­szym kol­ko­wym an­ti­do­tum oka­za­ły się cie­pły po­wiew i szum su­szar­ki, a nie zmia­na die­ty. Te­raz już nikt mnie nie prze­ko­na, że pod­czas kar­mie­nia po­win­nam zre­zy­gno­wać z po­ło­wy grup pro­duk­tów i ogra­ni­czyć się do ryżu z kur­cza­kiem i mar­chew­ką. Pierw­sze mie­sią­ce po po­ro­dzie to był tro­chę taki „dzień świ­ra” – kar­mie­nie, zmia­na pie­lu­chy, sen, kar­mie­nie, spa­cer, pie­lu­cha, sen (a ra­czej czu­wa­nie), ką­piel… W pew­nym mo­men­cie wy­nie­sie­nie ko­sza do śmiet­ni­ka wy­da­wa­ło mi się wspa­nia­łą for­mą roz­ryw­ki (choć mu­szę przy­znać, że wspar­cie męża mia­łam ogrom­ne). Zda­rza­ło mi się, że pierw­szy po­si­łek ja­da­łam w po­rze obia­du, a mój lunch wy­pa­dał o go­dzi­nie 20. Bar­dzo po­moc­ne oka­za­ły się jed­nak za­pa­sy za­mra­żar­ko­we zro­bio­ne tuż przed po­ro­dem, po­le­cam.

Pod­czas roz­sze­rza­nia die­ty dziec­ka rów­nież nie uda­ło się unik­nąć nie­spo­dzia­nek. Sta­ra­łam się go­to­wać sama, choć przy­znam szcze­rze, że ko­rzy­sta­łam też ze sło­icz­ków, któ­re cza­sem oka­zy­wa­ły się nie­za­stą­pio­ne. Było plu­cie, gry­ma­sze­nie, la­ta­nie ły­żecz­ką jak sa­mo­lo­tem. O ile mar­chew­ka, cu­ki­nia i jabł­ko były ak­cep­to­wal­ne, o tyle bro­kuł czy dy­nia już nie­ko­niecz­nie. Kie­dy za­czę­łam wpro­wa­dzać na­biał do die­ty syn­ka, to jo­gurt stał się da­niem nu­mer je­den, po­dob­nie jak póź­niej ma­ka­ron czy le­ni­we. Ale co się dzi­wić, prze­cież oj­ciec i mat­ka też klu­sko­wi i mlecz­ni. Do tego był pro­blem z pi­ciem, bo nasz syn NIE TO­LE­RO­WAŁ ŻAD­NEJ BU­TEL­KI!!! W koń­cu po wiel­kich bo­jach oraz przy za­cho­wa­niu że­la­znej kon­se­kwen­cji uda­ło się na­kło­nić syn­ka do pi­cia z kub­ka i uroz­ma­icić die­tę. Dziś Ja­siek wsu­wa prak­tycz­nie wszyst­ko, ze śle­dzia­mi włącz­nie.

Mimo że pierw­szy rok ży­cia dziec­ka nie za­wsze jest cza­sem sie­lan­ki, szyb­ko za­po­mi­na się o nie­przy­jem­nych mo­men­tach, a po­zo­sta­ją w pa­mię­ci te lep­sze. Gdy te­raz Ja­siek z ocza­mi jak kot ze „Shre­ka” pod­cho­dzi do mnie i mówi: „Ko­cham cię, ma­mu­siu”, cał­ko­wi­cie za­po­mi­nam o ja­kich­kol­wiek kol­kach, za­par­ciach czy nie­prze­spa­nych no­cach. Tego ży­czę rów­nież to­bie, dro­ga mamo.

Ta książ­ka po­wsta­ła nie po to, by przed­sta­wić ci je­dy­ny słusz­ny mo­del ży­wie­nia. To tyl­ko cen­ny dro­go­wskaz w pierw­szym roku ży­cia two­je­go dziec­ka.

Magda, dietetyk z 16-letnim doświadczeniem, mama 2,5-letniej Julki

Mamą zo­sta­łam dość póź­no, w peł­ni świa­do­mie i zgod­nie z pla­nem. Prze­ba­da­łam się do­kład­nie, gdyż z po­wo­du za­bu­rzeń hor­mo­nal­nych uprze­dza­no mnie od lat, że ła­two nie bę­dzie i mogę się dłu­go sta­rać. Po­nie­waż mam skoń­czo­ne stu­dia z za­kre­su ży­wie­nia i już na­ście lat do­świad­czeń w za­wo­dzie die­te­ty­ka, przy­go­to­wa­łam się też ży­wie­nio­wo, za­dba­łam o wcze­śniej­szą su­ple­men­ta­cję i wszyst­ko, co było re­ko­men­do­wa­ne dla „póź­nych pier­wo­ró­dek”. A że w ży­ciu nie da się wszyst­kie­go za­pla­no­wać, a już na pew­no nie tak de­li­kat­nych spraw jak cią­ża i by­cie mamą, to cze­ka­ło mnie kil­ka nie­spo­dzia­nek. W cią­żę za­szłam wcze­śniej, niż skoń­czy­ła się dia­gno­sty­ka, wbrew ro­ko­wa­niom le­ka­rzy. Mimo bra­ku cho­rób przed cią­żą, pra­wi­dło­wej masy cia­ła i dba­nia o zdro­wą die­tę (w koń­cu za­wód mnie do tego ob­li­gu­je) do­pa­dła mnie cu­krzy­ca cią­żo­wa, po pro­stu nie dało się oszu­kać ob­cią­żeń ge­ne­tycz­nych po pra­bab­ci, bab­ci i ma­mie. A jesz­cze jed­ną nie­spo­dzian­ką był o 2 mie­sią­ce wcze­śniej­szy po­ród, zu­peł­nie nie­spo­dzie­wa­ny, nie­pla­no­wa­ny, ze szczę­śli­wym dla mnie i cór­ki roz­wią­za­niem przez ce­sar­skie cię­cie. Wy­da­wa­ło mi się, że cze­ka­ją mnie już tyl­ko same osła­wio­ne uro­ki ma­cie­rzyń­stwa i bę­dzie z gór­ki, a oczy­wi­ście jak każ­da mama wie, i ty pew­nie też się prze­ko­na­łaś, do­pie­ro wte­dy się za­czę­ło…

Jako mama ma­leń­kiej, przed­wcze­śnie uro­dzo­nej có­recz­ki, któ­ra za­miesz­kała nie­ste­ty w in­ku­ba­to­rze, a nie przy moim boku, a do tego mama ce­sar­ko­wa, mu­sia­łam naj­pierw po­wal­czyć o lak­ta­cję. Nie­ste­ty w ta­kich sy­tu­acjach na­tu­ral­nie mle­ko z pier­si nie try­ska. Wiem z do­świad­cze­nia swo­je­go i in­nych mam wcze­śnia­ków, że aby od­nieść suk­ces, lak­ta­cję trze­ba sty­mu­lo­wać, a poza sa­mo­za­par­ciem i oso­bi­stą de­ter­mi­na­cją po­trzeb­ni są mą­drzy prze­wod­ni­cy – le­ka­rze, po­łoż­ne, do­rad­cy lak­ta­cyj­ni. W przy­pad­ku wcze­śnia­ków do wszyst­kich oczy­wi­stych plu­sów kar­mie­nia mle­kiem mat­ki na­le­ży do­dać i to, że jest ono trak­to­wa­ne jako do­dat­ko­we le­kar­stwo dla ma­leń­stwa, a że jako bez­rad­na mama có­recz­ki w in­ku­ba­to­rze nie mo­głam jej ina­czej po­móc, to zro­bi­łam wszyst­ko, co mo­głam, żeby lak­ta­cję wy­wo­łać, sty­mu­lo­wać i utrzy­mać. Za­czę­łam re­gu­lar­ną (co 3 go­dzi­ny) pra­cę z lak­ta­to­rem (me­to­dą 7-5-3), co po­wo­do­wa­ło, że nie spa­łam wię­cej niż 2 go­dzi­ny bez prze­rwy. Bar­dzo po­mo­gła przy tym sama có­recz­ka, bo jed­ną z me­tod po­bu­dze­nia lak­ta­cji, a tak­że ad­ap­ta­cji wcze­śnia­ków, jest tzw. kan­gu­ro­wa­nie, czy­li przy­tu­la­nie ma­leń­stwa do pier­si (naj­le­piej „skó­ra do skó­ry”, czy­li do na­giej pier­si). Oczy­wi­ście ja­dłam i pi­łam wszyst­ko, co tyl­ko mo­gło po­bu­dzać lak­ta­cję, m.in. słód jęcz­mien­ny, her­bat­ki lak­ta­cyj­ne, wodę ko­ko­so­wą, mle­ko mig­da­ło­we…, ge­ne­ral­nie wszyst­ko, co – jak wy­czy­ta­łam w róż­nych źró­dłach – może wspo­móc pro­duk­cję mle­ka mat­ki. Było na­praw­dę cięż­ko, ale uda­ło się i kar­mi­łam có­recz­kę przez 11 mie­się­cy. Je­śli też je­steś prze­ra­żo­ną mamą wcze­śnia­ka, to chcia­łam ci do­dać otu­chy szczę­śli­wym za­koń­cze­niem mo­jej hi­sto­rii.

Przez pierw­szy rok z ra­cji wcze­śniac­twa i ni­skiej masy uro­dze­nio­wej bar­dzo sku­pia­łam się na pra­wi­dło­wym przy­ro­ście wa­go­wym cór­ki, bo jed­nak mia­ła co nad­ra­biać. W związ­ku z tym mimo kar­mie­nia pier­sią do­kar­mia­łam ją mle­kiem mo­dy­fi­ko­wa­nym. Na szczę­ście nie mia­ły­śmy pro­ble­mu z żad­ny­mi aler­gia­mi. Do­pa­dły nas oczy­wi­ście kol­ki i pro­ble­my z kup­ką, ale z per­spek­ty­wy cza­su wy­da­je mi się, że nie więk­sze niż u prze­cięt­ne­go nie­mow­la­ka.

Nie było też pro­ble­mu z roz­sze­rza­niem die­ty. Je­dy­nie z po­wo­du bra­ku rze­tel­nej in­for­ma­cji w przy­pad­ku wcze­śniac­twa mia­łam wąt­pli­wo­ści co do tego, kie­dy do ja­dło­spi­su Jul­ki wpro­wa­dzać nowe pro­duk­ty. Kie­ru­jąc się więc bar­dziej swo­ją in­tu­icją i do tej pory tyl­ko teo­re­tycz­ną wie­dzą o kar­mie­niu nie­mow­ląt, po­sta­no­wi­łam roz­sze­rzać die­tę có­recz­ki we­dług tzw. wie­ku ko­ry­go­wa­ne­go (czy­li od rze­czy­wi­ste­go wie­ku cór­ki od­ję­łam okres, któ­re­go za­bra­kło do wy­zna­czo­ne­go ter­mi­nu po­ro­du). W związ­ku z tym wpro­wa­dza­łam po­szcze­gól­ne pro­duk­ty z mniej wię­cej 2-mie­sięcz­nym opóź­nie­niem w sto­sun­ku do tego, co dyk­to­wał ka­len­darz.

Moja Jul­ka wy­rów­na­ła wszel­kie za­le­gło­ści wcze­śnia­cze. Jak na cór­kę ży­wie­niow­ca przy­sta­ło, jej die­ta jest uroz­ma­ico­na, chęt­nie pró­bu­je wszel­kich no­wo­ści i je prak­tycz­nie wszyst­ko. Nie mam żad­ne­go pro­ble­mu z ja­ki­mi­kol­wiek wa­rzy­wa­mi, owo­ca­mi, ry­ba­mi, ka­sza­mi czy in­ny­mi da­nia­mi, któ­re chcia­ła­bym, aby ja­da­ła. Nie­jad­kiem na pew­no nie jest, na ra­zie nie mamy też pro­ble­mu z nad­mier­nym ape­ty­tem, chy­ba że coś jej bar­dzo sma­ku­je, ale za­cho­wu­ję czuj­ność.

Ewa, dietetyk z 16-letnim doświadczeniem, mama 6-letniego Michała i 2-letniego Filipa

By­cie mamą dwój­ki dzie­ci to za­szczyt, wiel­ka ra­dość i przy­jem­ność, ale nie ukry­wam, że rów­nież cięż­ka pra­ca. By­cie dziec­kiem die­te­ty­ka – to do­pie­ro nie lada wyz­wa­nie!

Je­stem mamą dwóch urwi­sów. Syn­ko­wie wy­peł­nia­ją całe moje ży­cie! Każ­dy z nich jest inny, wy­ma­ga in­ne­go po­dej­ścia i trak­to­wa­nia. Mało tego, ta ich in­ność do­ty­czy nie tyl­ko cha­rak­te­ru, ru­chli­wo­ści, lecz tak­że, o zgro­zo… ape­ty­tu!

Ale od po­cząt­ku. Za­wsze chcia­łam być ide­al­ną mat­ką (któ­ra by nie chcia­ła!). Cier­pli­wą, cie­płą, uśmiech­nię­tą, z po­czu­ciem hu­mo­ru oraz dy­stan­sem do sie­bie i świa­ta, dba­ją­cą o swo­je dzie­ci jak naj­le­piej… szcze­gól­nie je­śli cho­dzi o ży­wie­nie! W koń­cu je­stem die­te­ty­kiem, mam dużą wie­dzę na ten te­mat. By­łam prze­ko­na­na, że so­bie po­ra­dzę.