Życie prywatne Polaków w XIX w. „Portret kobiecy” Polki w realiach epoki. Tom 1 - Maria Korybut-Marciniak, Marta Zbrzeźniak - ebook

Życie prywatne Polaków w XIX w. „Portret kobiecy” Polki w realiach epoki. Tom 1 ebook

Maria Korybut-Marciniak, Marta Zbrzeźniak

0,0
24,00 zł

lub
Opis

Książka jest pierwszym tomem serii wydawniczej Życie prywatne Polaków w XIX wieku, będącej pokłosiem drugiej ogólnopolskiej konferencji naukowej z tego cyklu. Prezentowane w niej artykuły i rozprawy to efekt współpracy naukowo-badawczej Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Instytutu Historii Uniwersytetu Łódzkiego, które podjęły inicjatywę opracowania zagadnień dotyczących życia prywatnego kobiet w XIX stuleciu. Kolejne trzy tomy noszą podtytuł „Portret kobiecy” Polki w realiach epoki. Przedstawiają prywatność ówczesnych kobiet w kontekście rozszerzania ich roli w życiu społecznym, niezależności prawnej, zrównania w życiu publicznym z mężczyznami, dostępu do wyższej edukacji, aktywności społecznej, emancypacji, przeciwstawiania się sztywnym ramom obyczajowo-prawnym, dążenia do równości i wolności (ruch sufrażystek, feministek). Jednocześnie ilustrują chęć realizowania aspiracji, rozwijania zdolności i talentów, poszukiwania dróg samorealizacji. Polka w społeczeństwie XIX w. to również towarzyszka życia mężczyzny, z pokorą przyjmująca jego trudne wybory, troszcząca się o potomstwo, osoby starsze, dzieląca trudy zesłania, rozdarta bólem z powodu straty męża czy syna w walce, zabiegająca o dom, ubogich, przekazująca kolejnym pokoleniom tradycje narodowe, pielęgnująca pamięć o przodkach. To także kobieta dotrzymująca kroku najnowszym trendom w modzie, podążająca szlakiem popularnych polskich i zagranicznych kurortów, uczestniczka i organizatorka życia towarzyskiego.

Seria przybliża codzienność, mentalność, sposób widzenia rzeczywistości przez Polki zamieszkujące tereny wszystkich zaborów. Artykuły i rozprawy grupują się wokół kilku głównych wątków tematycznych. Są to: aktywność społeczna i zawodowa Polek, zagadnienia życia codziennego, spędzania czasu wolnego, postawy patriotyczne Polek w okresie powstań narodowych, problematyka kobieca na łamach dziewiętnastowiecznej prasy, portrety literackie kobiet, życie prywatne kobiet z wyższych warstw społecznych – arystokratek, ziemianek i inteligentek, zagadnienia egzystencji kobiet z warstwy robotniczej, chłopskiej i z marginesu społecznego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 453




Wstęp

Przedstawiamy Państwu kolejne trzy tomy serii wydawniczej Życie prywatne Polaków w XIX wieku, które są pokłosiem drugiej ogólnopolskiej konferencji naukowej z tego cyklu. Pierwszy tom ukazał się drukiem w 2012 r.1 Prezentowane obecnie artykuły i rozprawy to efekt współpracy naukowo-badawczej Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Instytutu Historii UniwersytetuŁódzkiego, które podjęły inicjatywę opracowania zagadnień dotyczących życia prywatnego kobiet w XIX stuleciu. Pomimo zamknięcia tematyki badawczej w stosunkowo wąskich ramach chronologicznych okazało się, że prywatność kobiet w realiach XIX stulecia jest przedmiotem licznych badań i wzbudziła zainteresowanie zwłaszcza młodszego pokolenia historyków i historyków literatury.

Podtytuł prezentowanych Czytelnikom kolejnych tomów serii wydawniczej Portretkobiecy. Polki w realiach epoki został wybrany nieprzypadkowo. Wiek XIX to stopniowe rozszerzanie roli kobiet w życiu społecznym, które prowadziło je ku niezależności prawnej, zrównania w życiu publicznym z mężczyznami, umożliwiło dostęp do wyższej edukacji. W przypadku tej epoki płeć determinowała rodzaj aktywności społecznej, a kanony obyczajowe i przepisy prawne ograniczały możliwości udziału kobiet w wielu obszarach życia publicznego. Zjawisko emancypacji, z którym kojarzy się 2. połowa wieku to jednak jeden z licznych wątków kobiecej obecności i aktywności w życiu społecznym. Wiek XIX, pod każdym względem rewolucyjny, stworzył warunki do przeciwstawienia się przez kobiety sztywnym ramom obyczajowo-prawnym, poddał kobiecie myśl o równości i wolności (ruch sufrażystek, feministek). Pozwolił na wyjście z ciasnego gorsetu (nie tylko w przenośni) – kobiety idealnej, co pozwoliło realizować im swoje aspiracje, rozwijać zdolności i talenty, poszukiwać dróg samorealizacji. Ale to tylko jedna strona historii kobiet. Polka w społeczeństwie XIX w. to towarzyszka życia mężczyzny, z pokorą przyjmująca jego trudne wybory, pozostająca w trosce o potomstwo, osoby starsze, dzieląca trudy zesłania, rozdarta bólem z powodu straty męża czy syna w powstańczej bądź wojennej zawierusze, zabiegająca o powszedni spokój, dom, ubogich, przekazująca kolejnym pokoleniom tradycje narodowe, pielęgnująca pamięć o przodkach. To wreszcie kobieta dotrzymująca kroku najnowszym trendom w modzie, podążająca szlakiem popularnych w epoce kurortów zagranicznych i krajowych, uczestniczka i organizatorka życia towarzyskiego. W społeczeństwie ziem polskich pozostaje w tym stuleciu postacią drugiego planu, podporządkowując się panującym wzorom i kanonom społeczno-obyczajowym.

Artykuły i rozprawy zamieszczone w trzech tomach mają nadzieję przybliżyć codzienność, mentalność, sposób widzenia rzeczywistości przez Polki zamieszkujące tereny wszystkich zaborów. Każda z przedstawionych bohaterek niosła swój własny bagaż doświadczeń, przekonań, zapatrywań, również bagaż własnego wychowania; każda odcisnęła swoje indywidualne piętno. Wiele z nich swoją aktywną postawą, zaangażowaniem w życie społeczne, spuścizną twórczą zaznaczyło na trwałe swoje miejsce w historii. Wiele wiodło zwyczajne życie, w zaciszu domowego ogniska, z dala od wielkich wydarzeń politycznych i kulturalnych, tworzyło indywidualny świat pełen radości i trosk codziennego życia.

Artykuły i rozprawy w prezentowanych tomach grupują się wokół kilku głównych wątków tematycznych. Ich autorami są zarówno doświadczeni i znani już badacze, jak również młodzi, rozpoczynający dopiero swoją drogę naukową. Reprezentują oni niemal wszystkie polskie ośrodki naukowe. W przewadze mamy do czynienia z tekstami podejmującymi problematykę aktywności społecznej i zawodowej Polek. Odrębną grupę stanowią artykuły dotyczące zagadnień życia codziennego, życia rodzinnego, a także spędzania czasu wolnego. Kolejna część tekstów poświęcona jest postawom patriotycznym Polek w okresie powstań narodowych. Kilka artykułów podejmuje problematykę kobiecą na łamach dziewiętnastowiecznej prasy. Odrębną grupę stanowią teksty dotyczące portretów literackich kobiet. Dominują artykuły i rozprawy odnoszące się tematycznie do życia prywatnego kobiet z wyższych warstw społecznych – arystokratek, ziemianek i inteligentek, w marginalnym stopniu zostały podjęte zagadnienia egzystencji kobiet z warstwy robotniczej, chłopskiej i z marginesu społecznego.

Komitet Redakcyjny serii

1Życie prywatne Polaków w XIX wieku, red. M. Korybut-Marciniak i M. Zbrzeźniak, Olsztyn 2013, ss. 462.

Tadeusz Stegner

(Uniwersytet Gdański, Instytut Historii)

Wypoczynek „u wód”.

Kobiety z ziem polskich w dziewiętnastowiecznych kurortach

Jak podaje Słownik języka polskiego z początków XX wieku, „kurort”, to „miejsce lecznicze”1. Takie cudowne miejsca, gdzie przywracano, m.in. za pomogą kąpieli, zdrowie znane już były w starożytności. Turystyka letniskowa i uzdrowiskowa na szeroką skalę rozwinęła się w starożytnym Rzymie. Najsłynniejsze były Baje nad Zatoką Neapolitańską, gdzie eleganckie wille dla gości otoczone były mirtowymi ogrodami lub platanowymi gajami. Na turystów czekały gondole, barki, wyszukane rozrywki. Bawiła się tam rzymska elita i jak mawiał poeta Marcjalis, niektóre panie przybywały tam jako Penelopy, a wracały jako Heleny2. Na stan moralności w tej miejscowości narzekał rzymski uczony Warron pisząc: „Niezamężne dziewczęta są wspólną własnością, starzy mężczyźni zachowują się jak młodzi chłopcy, a wielu młodych chłopców jak młode dziewczęta”3.

W czasach średniowiecza jedynie w sporadycznych przypadkach były wykorzystywane w celach leczniczych źródła mineralne czy termalne. Jeszcze w XVI, XVII wieku kontakty z wodą mieszkańców Europy nie należały do częstych, obawiano się przeziębień. Kąpiele w zbiornikach wodnych, rzekach, jeziorach czy morzu uważano za dobre dla gminu, ludzie z wyższych sfer ich unikali. Dopiero w końcu XVII i w XVIII wieku angielscy lekarze John Floyer, Alain Corbin, Robert Witty zwrócili uwagę na zdrowotne walory kąpieli w morzu czy w źródlanych wodach mineralnych np. w Scarborough. Rozwijała się talasoterapia (gr. Thalassa – morze) i wodolecznictwo. Za jej ojca uważa się angielskiego lekarza Richarda Russela. Zalecano ją głównie w leczeniu chorób nerwowych czy melancholii ludziom z wyższych sfer, szczególnie paniom, którzy nie mieli większych zmartwień i nie musieli zabiegać o zdobycie podstawowych środków do życia. Proponowano kąpiele w zimnej, słonej wodzie o temperaturze 12–14 stopni przy silnych falach. Najbardziej odpowiednie były wody Atlantyku, Morza Północnego czy Bałtyku; ciepłe Morze Śródziemne, zdaniem ówczesnych lekarzy, nie miało walorów zdrowotnych4. Kąpiele miały leczyć: zmęczenie po nadmiernej fizycznej lub umysłowej pracy, oraz tzw. kobiece dolegliwości: nerwice, choroby skurczowe, a także reumatyzm, nieżyty górnych dróg oddechowych, niedoczynność tarczycy, krzywicę. Lekarz sopocki Kleefeld szczególnie zalecał kąpiele morskie paniom. Po takiej kuracji „te z bladymi wargami i policzkami wracają różowe i kwitnące”5. Z kolei dr Kaczorowski uważał kąpiel w morzu za wskazaną dla kobiet „zajętych niemocą narzędzi płciowych na tle niedokrwienia”6. W uzdrowisku Bad Ziegenhals w Sudetach, chorym aplikowano polewanie zimną wodą, okłady lodem, wstrząsy elektryczne, kąpiele w wywarze z igliwia sosnowego. Tego typu zabiegi miały być przydatne dla osób z nadwagą, problemami psychicznymi, a zwłaszcza zalecane były dla kobiet w okresie przekwitania7. Pomocny w wodolecznictwie i w zachowaniu czystości stał się wynalazek natrysku dokonany przez poddanego Habsburgów, Wincenta Priessnitza, który zbudował własny zakład leczniczy8. Kąpiele w wielkich uzdrowiskowych wannach często odbywały się w turach, najpierw kąpały się panie z pierwszej klasy, a potem te z drugiej. Te z pierwszej oczywiście płaciły więcej9.

Lekarze prosili, by podczas przebywania w wodzie „przynajmniej do połowy piersi zostawać nad wodą”. I nie należało się kąpać dłużej niż 20 minut10. Jak radził, nie tylko paniom, kołobrzeski lekarz dr Buenau, należało przed zabiegami „wystrzegać się wszelkiego wzruszenia moralnego”, a podczas kuracji solankowej wstawać najpóźniej o godzinie 6.30, kłaść się spać o godzinie 10, nie „oddawać się tańcom”, wolno natomiast było „grać w karty dla przyjemności”11. W nadbałtyckiej Połądze panie korzystały z usług specjalnie przeszkolonych kąpielowych, wyróżniających się posturą, które przełamywały „opór kąpielniczek przed zimną wodą morską”12. Czasami kąpiele niekoniecznie służyły zdrowiu. W Karlsbadzie zmarła żona namiestnika Moraw Hermanna Lőbla. Jej pogrzeb odbył się w 1889 roku we Lwowie13. W wodach źródlanych należało się nie tylko kąpać, ale także je pić. Związany z tym był cały rytuał. Jak wspomina Joanna Olczak-Ronikier w Baden-Baden najpierw następowała „poranna wędrówka do jednego z leczniczych źródeł. Napełnianie kryształowych szklaneczek ożywczym napojem. Powolne sączenie wody przez rurkę podczas spaceru, który trwał tak długo, aż poczuło się pożądane skutki i trzeba było jak najszybciej biec do domu”14. Wiele wód źródlanych miało właściwości przeczyszczające.

W uzdrowiskach leczono nie tylko wodą, ale i produktami mlecznymi (tzw. galaktoterapia15) np. serwatką. Taką kurację przeszła w Salzbrunn (Szczawnie) pisarka Narcyza Żmichowska. Pisała o niej: „serwatka to specyfik na przemianę materii, wątrobę, pylicę, gruźlicę, a nawet na impotencję płciową”16. W Nałęczowie dla poratowania zdrowia serwowano kumys (sfermentowany napój z mleka klaczy lub oślicy), przygotowywany specjalnie przez Tatarów, a w Otwocku stosowano kurację żętycową (żętyca to serwatka z mleka owczego), podobno skuteczną przy leczeniu gruźlicy. Jak pisała Joanna Olczak-Ronikier: „Wierzono wtedy w »bady« i kurorty, zbawienny wpływ powietrza, mineralnych źródeł i kąpieli”17.

Nie opalano się, na plaży w XIX wieku poszukiwano świeżego powietrza i chłodu, nie słońca18, poza tym opalenizna była charakterystyczna dla ludzi z niższych sfer, pracujących na świeżym powietrzu. Jedna z ziemianek martwiła się faktem, że nie dopilnowała dzieci i jej nieletnie córki się opaliły. „Będzie mi wstyd – pisała – odwieźć je na pensję; opalone wyglądają niczym wieśniaczki czy Cyganki, a jak od słońca psuje się cera. […] każę Rózi i Zosi myć się w zsiadłym mleku i okładać choćby twarze i szyje plasterkami świeżych ogórków, a może uda mi się je trochę wybielić przed powrotem na pensje”19. Panie chroniły się przed słońcem pod parasolkami z koronkami, które towarzyszyły im nawet w morzu, gdy „rytmicznie przykucały na falach”20.

Troska o zdrowie stała się jednym z czynników rozwoju turystyki w XIX wieku. Modne wśród wyższych sfer stały też uzdrowiska śródlądowe, zasobne w źródła mineralne. Zaczęły powstawać najpierw w Anglii, potem na kontynencie liczne kurorty leczące kuracjuszy za pomocą kąpieli. Jednym z takich miejsc stało się w XVIII wieku Bath w zachodniej Anglii, mające tradycje lecznicze jeszcze z czasów rzymskich, gdzie latem przyjeżdżało do 12 tys. osób. Mieszkała tam słynna pisarka Jane Austen, autorka Rozważnej i romantycznej. Akcję dwóch swoich powieści umieściła w tym uzdrowisku. Z Bath rywalizował nadmorski Brighton, ulubiony kurort londyńczyków. Brighton stał się słynny za czasów króla Jerzego IV, który przybywał tu na sobotnio-niedzielny wypoczynek w towarzystwie swojej kochanki Marii Anny Fitzherbert, zapoczątkowując w ten sposób angielską tradycję tzw. sprośnych weekendów.

W XVIII i XIX wieku wypadało bywać w Spa w dzisiejszej Belgii, gdzie gorące źródła były znane od XIV wieku, Baden-Baden w Badenii, Evian, Ems czy Wiesbaden nad Renem21, gdzie dość męczącą kuracje przeżyła Eliza Orzeszkowa22. Niektóre z miejscowości uzdrowiskowych nie tylko pełniły funkcje lecznicze, ale stały się centrami życia towarzyskiego, kulturalnego, a nawet politycznego. Zjeżdżali do nich możni z całego świata, oczywiście w towarzystwie pięknych dam. Modne były miejscowości wypoczynkowe w Czechach np. Karlsbad (Karlowe Wary) czy Marienbad (Mariańskie Łaźnie) oraz w Sudetach Bad Warnmbrunn (Cieplice Śląskie), Landeck (Lądek Zdrój).

Sporo jednak polskich letników wolało przechodzić kurację bliżej domu, w uzdrowiskach położonych na terenie Królestwa Polskiego, Galicji czy na Ziemiach Zabranych. W Kongresówce najbardziej popularne było: Busko Zdrój, Ciechocinek zwany „Przedmieściem Warszawy”, Nałęczów – ulubiony kurort Bolesława Prusa czy Otwock.Na terenach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego często odwiedzane były Druskienniki w guberni grodzieńskiej. Natomiast mieszkańcom Galicji wypadało „pić w Szczawnicy”, oczywiście wody mineralne, oraz relaksować się w Krynicy, Rabce czy Truskawcu, zwanym „galicyjską Kolchidą”.

Pierwsze wzmianki o polskich kuracjuszkach pochodzą z XI wieku. Podobno już wtedy żona księcia Władysława Hermana Judyta korzystała z kąpieli siarczanych w Inowłodzu nad Pilicą23. Jednak według potwierdzonych źródeł, Polki pojawiły się w powstających uzdrowiskach w XVII wieku np. w sudeckim Bad Warmbrunn. W 1687 roku odwiedziła tę miejscowość królowa Marysieńka Sobieska. Jej przyjazd odnotował miejscowy kronikarz: „Szczególna świetność spadła na Cieplice. Latem 1687 roku królowa Polski, żona zwycięzcy Turków, Jana Sobieskiego, przyjechała tu dla kuracji ze stoma powozami i tysiąc pięćset osób liczącym dworem. Umieściła się w zamku hrabiny”24. Królowa leczyła się w Bad Warmbrunn kąpielami siarczanymi, a wszystkie pomieszczenia łaźni przystrojono wonnymi kwiatami.

Bad Warmbrunn najbardziej znany jest dzięki zachowanemu pamiętnikowi księżnej Izabeli Czartoryskiej, która przybyła tu na kurację w 1816 roku w wieku 70 lat. Początkowo zastanymi warunkami nie była zachwycona, o wspólnej kąpieli zdrowotnej z czterdziestoma innymi damami tak pisała:

Drzwi otwierają się ciągle i coraz to ukazuje się postać w długiej białej koszuli, zanurza się w wodę jak widmo, gubiąc się za chwilę w tłumie […] Siedziałam w swoim kącie i oczekiwałam z niecierpliwością rozstania się z tym towarzystwem. Przy wyjściu, całkowicie zmoczona, z trudnością zdołałam ściągnąć olbrzymią koszulę, w której się kąpałam. Zarzucono mi na ramiona nakrycie z flaneli, lecz mimo to drżałam z zimna25.

Ale po dwóch dniach księżna zmieniła zdanie i zanotowała: „Kąpiele mi służą, a przy tym bawią. Dzisiejsze popołudnie było szczególnie zabawne. Zaproponowałam damom, aby zatańczyły w wodzie walca. Ofiarowałam się śpiewać i udawać orkiestrę26.

Księżna wybrała się podróż w towarzystwie swojej wychowanicy Zofii Matuszewiczówny, kilku dam dworu, nadwornego lekarza, kucharza, kilkunastu osób ze służby oraz parą nieodłącznych ulubieńców: papugi Bazi i pieska Szczurka. Z Warmbrunn udała się na wycieczkę w asyście tragarzy górskich do pobliskich wodospadów w dzisiejszej Szklarskiej Porębie. Zachwyt jej wzbudziły: „Olbrzymie skały najrozmaitszych kształtów, porośnięte drzewami, krzewami i mchem, stawiają przed oczami wyobraźni okazałe zamki, wieże, czy mury gładkie, pochyłe i groźne”27.

Z innych sudeckich miejscowości należałoby wymienić Bad Landeck, czyli słynny z filmu Stanisława Bareji „Miś” Lądek Zdrój, gdzie z wód leczniczych ponoć korzystano już podczas najazdów mongolskich w XIII wieku. Początkowo w basenach, ubrani w długie koszule, wspólnie kąpali się mężczyźni i kobiety, ale w 1814 roku wydano reskrypt surowo takich zachowań zakazujący. Czytamy w nim: „wspólne to kąpanie obu płci z dniem dzisiejszym w Landecku ma ustać, gdyż zwyczaj ten nie tylko […] moralności się sprzeciwia, ale nadto stoi na przeszkodzie pożytkowi, jaki się ma z kąpieli”28. Na początku XIX wieku gościła tu królowa pruska Luiza. W Lądku był „Hotel de Pologne”, w którym zatrzymywali się goście z Polski, na przełomie XIX i XX wieku polscy kuracjusze stanowili 10% odwiedzających. Panie z Polski ufundowały w 1872 roku dla tutejszej kaplicy kobierzec. W 1786 roku zdrój Karola, jak niekiedy nazywano obecne Karlowe Wary, odwiedził młody książę Adam Jerzy Czartoryski, towarzysząc swojej ciotce hetmanowej Aleksandrze Ogińskiej, która do uzdrowiska przybyła z licznym dworem i własnym lekarzem29.

Na wywczasach w Szczawnicy pisała swoje książki kucharskie i robiła to w sposób ostentacyjny Lucyna Ćwieczakiewiczowa. „Kiedy przyjeżdża do jakiś wód – złośliwie zauważała Eliza Orzeszkowa – wyciąga stół na środek najbardziej uczęszczanej przechadzki, przynosi papier i atrament, siada i wobec tysiąca oczu pogrąża się w pisaniu – gospodarskich przepisów”30. Pani Lucyna pisała z kurortów korespondencje do gazet warszawskich, miała też w kurortach prelekcje na tematy kulinarne.

Początkowo Szczawnica nie prezentowała się zbyt okazale. Gdy w 1839 roku odwiedziła ten kurort Łucja Rautenstrauchowa były tam dwa drewniane dworki o wdzięcznych nazwach „Zamek” i „Pałac”, w których przyjmowano gości. Pani Łucja narzekała na „łóżka tak wązkie i krótkie, że ani obrócić się, ani nóg wyciągnąć niepodobna było”31.

Dużym powodzeniem wśród pań cieszyły się kurorty nadmorskie32. Na francuskiej Riwierze w Mentonie wypoczywała i tam zmarła hrabianka Izabela Działyńska, córka księcia Adama Jerzego Czartoryskiego. Cannes odwiedziła Krystyna Machlejd, żona pastora. W swoim pamiętniku zanotowała: „Ze znajomego mi wybrzeża obce mi było tylko Cannes, do którego wybraliśmy się na cały dzień. […] tematem rozmów miejscowego towarzystwa to tylko ruleta, porażki częstsze niż trofea. Dla większości to »Kasyno«, do którego pędzą po złote runo, to wyśniona Mekka, tak często zwodnicza”33. Miejscowością położoną nad Adriatykiem, którą Polacy, głównie z Galicji, chętnie odwiedzali była położona na austriackiej riwierze Abbazia (obecnie Opatija) w Chorwacji, wchodząca, tak jak i Galicja, w skład monarchii habsburskiej. Bywały tu polskie pisarki: Zofia Nałkowska i narzekająca na wysokie ceny Maria Konopnicka34. Odnajdujemy też polskie turystki w kurortach na Krymie, gdzie często wynajmowano konie od miejscowych Tatarów na konne wycieczki. Tatarzy chętnie służyli jako przewodnicy. Jeden z nich, przystojny młody Tatar imieniem Gafar cieszył się wielkim powodzeniem u pań. Gdy został powołany do wojska zrozpaczone niewiasty ułożyli pieśń: „Jak bez dźwięcznych strun gitara – Tak Ałuszta bez Gafara”35.

Nad morzem bałtyckim wypadało bywać w Sopocie. Do końca lat 60. nie zaliczał się jednak do znaczących kąpielisk, nie było tłoku, a atmosfera panująca w tym kurorcie była dość senna. „Jest cichość, swoboda, czas wolny”, pisała o Sopocie odpoczywająca tu w 1859 roku poetka i powieściopisarka Narcyza Żmichowska36. Jedną z pierwszych osób, które przybyły do tej miejscowości w latach 50. XIX wieku i pozostawiły nam jej opis, była kobieta, znana pisarka, autorka Panienki z okienka – jedynej w zasadzie polskiej dziewiętnastowiecznej powieści, której akcja toczy się na Pomorzu – Jadwiga Łuszczewska, słynna Deotyma. W charakterystycznym dla niej dość patetycznym tonie tak przedstawiała Sopot:

Dziś owa śliczna wieś rozkłada się w kształcie krzyża, którego ramiona oparte są o wzgórza, a głowa patrzy w morze. Wszystko składa się z trzech ulic, o równej alei, obstawionej domkami – główna ulica Morska, [obecnie Bohaterów Monte Casino – T. S.] miła pochylnością od góry do wody się spuszcza, dwie boczne Północna i Południowa biegnące wzdłuż morza tworzą niby ramiona krzyża37.

Jest też opis słynnego sopockiego mola pióra Deotymy: „Jest to pomost na palach rzucony w morze i ubrany ławkami. Tam podróżni najtłumniej się garną, są godziny, w których przecisnąć się nie można na nawodnym ganku. Oblany falami, nad falami zawieszony siedzisz jakby w nieruchomej łodzi”38.

Z biegiem lat, gdy Sopot stawał się europejskim kurortem, liczba rozrywek wzrastała, do tego bałtyckiego miasta przyjeżdżano już nie tylko po słońce i nad morze, ale i po to by zasmakować światowego życia. Próbowały tego i niektóre panie. Polski pisarz Adolf Nowaczyński tak wspominał Sopot z początku XX wieku: „Najładniejsze kostjumy kąpielowe, oczywiście warszawianki […] Warszawianki nie kładły się spać przed północą, a często w większych zawianych grupach oczekiwały i wspaniałego wschodu słońca nad oceanem czarnej kawy, koniaków, likierów bez liku”39. Te mniej zamożne, obarczone dziećmi mogły jedynie popatrzeć na te „światowe życie”. Warszawianki, zwłaszcza te „smakowite, „sweet seventeen”, zdaniem Nowaczyńskiego wyróżniały się wśród towarzystwa przebywającego w Sopocie. Nie budził natomiast entuzjazmu autora Fryderyka Wielkiego widok pań Niemek przybyłych z Prus: „Kobiety płaskie, płowe kaczonogie, z łapami nałogowych pomywaczek, o figurach rzeźbionych siekierą, z gracją i ruchami fok morskich, w ogóle materiał damski zdatny na kelnerki w trzeciorzędnych browarach. Starsze z nich cerują namiętnie a swobodnie skarpetki mężów, młodsze zjadają lubieżnie, a palcami szlagsahne z talerzyków i gapią się sentymentalnie na kąpiących się oficerów”40. Nowaczyński znany był z ciętego i złośliwego języka.

Z innych miejscowości nadbałtyckich należałoby wymienić Kolberg (Kołobrzeg), Swinemünde (Świnoujście), Połągę. Dla mieszkańców zaboru rosyjskiego letnie wyjazdy poza granice imperium Romanowych miały jeszcze jeden walor. Można było wówczas, jak pisała Anna Leo, „oddychać wolnym powietrzem Europy”41. W Świnoujściu odpoczywała i uczyła się pływać pisarka Magdalena Samozwaniec. Wspominała, jak w czasie nauki pływania stary rybak „trzymał ją w wodzie na długim kiju, z pomostu wydając rozkazy, jak ma się poruszać”42. Kołobrzeg z racji niewielkiej odległości był częstym miejscem letniego pobytu wielkopolskich ziemianek. Jedna z nich, odpoczywająca z gromadką swoich pociech, zabrała ze sobą na wczasy pokojówkę do opieki nad najmłodszą latoroślą oraz nauczycielkę, której zadaniem było: konwersacja po francusku z córkami Pani, dwa razy w tygodniu lekcje rysunku oraz nadzór nad robótkami ręcznymi dziewczynek. Zdaniem matki tych pociech było to niezbędne dla „kształcenia ich umysłów i charakterów”43.

Klientela w uzdrowiskach była różna, dominowały warstwy średnie i wyższe, arystokracja, ziemianie, ale też kupcy, w tej grupie szczególnie liczni Żydzi, urzędnicy, przemysłowcy, rejenci, adwokaci, lekarze, nauczyciele, inżynierowie, duchowni, niemal wszyscy oczywiście z rodzinami z żonami. Robotników czy chłopów tu nie można było spotkać, chyba że jako służbę. Coraz liczniej na przestrzeni XIX wieku przybywali polscy kuracjusze wywodzący się z kręgów mieszczańskich, tacy jak właścicielka kamienicy w Krakowie pani Dulska bohaterka dramatu Gabrieli Zapolskiej, która skarżyła się, że będzie musiała jechać leczyć nerwy do Karlsbadu44.

Znaczną część kuracjuszy stanowiły kobiety, w niektórych nawet dominowały liczbowo. Marja Warnka, odpoczywająca w Połądze w końcu XIX wieku, żaliła się, że „w rozrywki Połąga nie obfituje […] większej zabawy nie szukaj tu, piękna pani, ani flirtu, ani męskich serc podboju. Jak we wszystkich kuracyjnych miejscowościach, tak i tutaj, nadziesięć pań przypada jeden mężczyzna, ma więc ów ród brzydki i tu powodzenie”45. Nic też dziwnego, że na reunionach brakowało tancerzy. W dobrym tonie było wypoczywać „u wód” dla poratowania zdrowia. Jak wspomina Joanna Olczak-Ronikier: „Każda szanująca się dama, oczywiście jeśli mogła sobie pozwolić, spędzała co roku jakiś czas »u wód« lecząc tam wszystkie mniej lub bardziej określone cierpienia”. Wśród kurortów, gdzie paniom wypadało bywać autorka wymieniła Karlsbad, Mentonę, Abację, Ostendę, Meran i Wiesbaden46. Taka postawa była często spotykana u osób pragnących podkreślić swe aspiracje do zajmowania wyższej, niż wynikałoby to z osiąganych dochodów, pozycji w społeczeństwie. Pisarz żydowski Szolem Alejchem pisał o jednej z bohaterek swojej powieści, że wybierała się do Marienbadu, dlatego, że były tam jej znajome47. We wspomnianym kurorcie odpoczywała polska malarka, autorka pamiętników Natalia Kicka. Te panie, którym zasoby finansowe ich lub ich mężów na to pozwalały, w ciągu roku potrafiły „zaliczyć” kilka kurortów. I tak pastorowa Krystyna Machlejd z Warszawy w 1904 roku wiosną była w Wiesbaden, lato spędzała w Kołobrzegu, a jesienią odwiedziła Nałęczów. Z reguły wyjeżdżała z dziećmi, z matką, ze znajomymi, oczywiście ze służącą. Nieco starszy mąż, cierpiący na bóle artretyczne, nie zawsze towarzyszył jej w tych eskapadach48. Pamiątką z wypoczynku były liczne zdjęcia robione paniom przez kurortowych fotografów lub kogoś z rodziny. Swoistą atrakcją był papier listowy z fotografiami pań wychodzących z błotnej kąpieli, który można było nabyć w sklepach w uzdrowiskach49.

Pobyt na wywczasach różnił się w XIX wieku od współczesnych znanych nam obyczajów. Wówczas całe rodziny przyjeżdżały na odpoczynek nie na tydzień lub dwa, lecz z reguły na całe lato. Pan domu zwykle przywoził żonę z dziećmi, potem wracał do stolicy i pojawiał się na dwa-trzy tygodnie urlopu, o ile taki mu przysługiwał. Opieka nad dziećmi, codzienne zajęcia, niemal tak jak w domu, wypełniały dzień wielu wczasowiczkom w uzdrowiskach w połowie XIX wieku. Życie toczyło się prawie tak jak w Warszawie, tylko że często na świeżym powietrzu. „Na każdym ganku […] wystrojone podróżniczki siedzą z igłą, a przy nich mężczyźni z gazetami”50 – zauważała Deotyma. Podział na zajęcia męskie i kobiece był dość wyraźny, mężczyźni lubili spędzać czas w swoim gronie, „paląc cygara lub fajki”51 i tworząc swego rodzaju kółka dyskusyjne, kobiety rozmawiały we własnym towarzystwie52. Dostojne panie piły kawę czy herbatę, panowie piwo i wino53. Artysta malarz, ilustrator Pana Tadeusza – Michał Elwiro Andriolli tak wspominał pobyt w Sopocie: „W pierwszej izbie mężczyźni, w drugiej damy. Spędzaliśmy tam parę godzin, niezwykle ożywionych. Około północy wyszły panie. Zostaliśmy sami. Rozmawialiśmy gorąco”54. Jadwiga Waydel-Dmochowska podglądała zachowanie małżeństwa Głowackich w Nałęczowie: „Czasem było widać oboje państwa Głowackich przy herbacie, czasem panią zajętą jakąś robotą lub drylującą owoce na konfitury, pana często czytającego lub pogrążonego w myślach”55. Jak widać i w rodzinie Bolesława Prusa panowie odpoczywali, a panie, nawet na wczasach, wykonywały domowe roboty.

Dominacja mężczyzn widoczna była na każdym kroku, kobiety pozostawały zdecydowanie na drugim planie.

Mężczyźni czy to na spacerze – pisała Stanisława Łaska – czy to przy stole wszędzie pierwszeństwo dla siebie zachowują. Poważna osoba w nowej eleganckiej Miramare [willa w Sopocie – T. S.] siedziała u stołu na pierwszym miejscu, gdy mąż przyjechał ustąpiła mu, a sama siadła dalej. Na spacerze w dzień gorący widziałam w lesie pewnego pana, którego letnie palto niosła żona56.

Pani Łaska nie pochwalała tych zwyczajów. Kobiety wypoczywające z dziećmi bez mężów dbały o swoją reputację i starały się unikać kurortowych pokus, jedna z pań odpoczywająca w Kołobrzegu zanotowała w pamiętniku: „Wieczorami unikam schodzenia do wspólnego salonu, mimo że kwitnie tam życie towarzyskie i nawet są liczni księża. Mnie jednak jako mężatce bawiącej u wód, nie wypada prowadzić samodzielnego życia towarzyskiego”57. Piękna pani siedziała więc wieczorami sama na balkonie, pisała listy, układała pasjanse i haftowała. Także Krystyna Machlejd, wtedy jeszcze Urlich „jak na przyszła pastorową przystało” w Kołobrzegu była na wczasach z matką: „Po całych dniach, okopana w koszu siedziałam z książką lub robótką”58. Jeżeli z różnych przyczyn, najczęściej zawodowych, mąż nie mógł przyjechać do kurortu, to pięknej pani towarzyszyła matka, ciotka, jakaś szacowna dama i oczywiście dzieci.

Wiele pań jednak korzystało z uroków życia kurortowego. W prawie każdym większym uzdrowisku urządzano bale, wieczorki taneczne, tańczące reuniony. W Ciechocinku zbudowano specjalnie piękną salę balową, w Birsztanach na Litwie na bale w tamtejszym kurorcie zjeżdżała młodzież z okolicznych dworów. „U wód” nawiązywano nowe znajomości, romanse, a niektóre panie zachowywały się jak Rzymianki w Baje przed dwoma tysiącami lat. Stach Połaniecki, bohater powieści Henryka Sienkiewicza spotykał: „takie, które były jak nieprzystępne twierdze u siebie w domu i w mieście, a jak wolne miasta na letnich mieszkaniach, na wodach lub w kąpielach”59. W Landeck, gdzie często przebywali wielkopolscy Radziwiłłowie, córka Antoniego Radziwiłła Eliza nawiązała romans z księciem pruskim, późniejszym cesarzem Niemiec Wilhelmem, ale do ślubu nie doszło60. Matki przywoziły swoje dorastające córki, by wprowadzić je w życie towarzyskie, znaleźć odpowiedniego kandydata na męża. Te kurortowe zabiegi matrymonialne dobrze zostały pokazane w sztuce Klub kawalerów, napisanej w 1880 roku przez Michała Baluckiego. Tego typu zachowania odnotowane zostały też i w prasie. „Kurier Warszawski” donosił, że w Nałęczowie: „każdy osobnik rodzaju męskiego czuje się tu podniesionym w cenie […] Wzgląd ten pociągać do Nałęczowa powinien mężczyzn, zwłaszcza chorych na bezżeństwo”61. W eleganckich kurortach np. Baden-Baden na balach w kurhausie przestrzegano surowej etykiety. Gdy młody człowiek chciał poznać młodą damę i zaprosić ją do tańca, to najpierw za pośrednictwem aranżera zabawy był przedstawiony matce panny, a następnie za jej przyzwoleniem córce62.

W uzdrowiskach kwitło życie artystyczne. Słuchano koncertów muzycznych – w Ciechocinku dwa razy dziennie, w Nałęczowie była nawet własna orkiestra, założona przez administratorkę zakładu leczniczego panią Rotkiewiczową; koncertował tu Ignacy Jan Paderewski63. W Krynicy można było podziwiać występy grup teatralnych z Krakowa czy Lwowa, w Kołobrzegu dużym powodzeniem cieszył się teatr letni z widownią na 600 osób, w Sopocie od 1909 roku wczasowicze mogli rozkoszować się muzyką w słynnej Operze Leśnej. Do Kołobrzegu przyjeżdżała z występami berlińska operetka. Krystyna Machlejd wspominała, że była na Zemście nietoperza Johanna Straussa syna64. Korzystano z kręgielni, grano w tenisa, w specjalnych do tego celu strojach, pływano łódkami np. w Birsztanach po Niemnie65. Panie spotykały się w eleganckich sklepach, kawiarniach, herbaciarniach, pijalniach wód mineralnych czy czekolady. We wspomnianym Kołobrzegu atrakcją dla kobiet był ogród różany: „Pamiętam zasłonięty od wiatru szklaną halą »Rosengarten«, gdzie naprawdę tonęło wszystko w różach pnących, sztamowych, krzaczastych i wózkach z wygrzewającymi się niemowlętami, w dużej ilości żydowskimi”66 – pisała cytowana wyżej pastorowa Machlejdowa. Niekiedy panie uczestniczyły, choć nie w pierwszoplanowych rolach, w kurortowych uroczystościach o charakterze patriotycznym. Tak było w przypadku przyjazdu do Krynicy w 1883 roku 79-letniego poety, przyjaciela Mickiewicza, Antoniego Edwarda Odyńca. Z tej okazji wydano ucztę w sali hotelu „Pod Barankiem”, wygłaszano toasty, nastrój był wysoce podniosły, a damy wręczyły poecie ogromny bukiet kwiatów. Odyniec odwdzięczył się wierszem zaczynającym się od słów:

Jeszcze Polska nie zginęła,

Póki my żyjemy,

Póki duchem, których tchnęła,

I my być będziemy67.

Podobnie uczczono innego poetę Seweryna Goszczyńskiego, kiedy w wieku 71 lat w 1872 roku przyjechał do Szczawnicy zobaczyć Tatry po czterdziestoletnim pobycie na emigracji. Też były bankiety, kwiaty, patriotyczny nastrój i egzaltowane damy68.

W XIX wieku kobieta na wczasach w kurortach to przede wszystkim niewiasta zamężna, spełniająca funkcje żony i matki, szacowna małżonka lekarza, adwokata, urzędnika, właściciela fabryki, warsztatu czy kantoru, rzadziej ziemianka. Były też dorastające córki, ale te nie zawsze były zachwycone pobytem w Sopocie. Młoda Maria Skłodowska, która przebywała tu w 1889 roku jako guwernantka, tak wspominała swój pobyt nad morzem: „nie jest specjalnie zabawnie, na plaży w Kurhauzie spotyka się ciągle tych samych ludzi, którzy rozmawiają ciągle o tym samym […], gdy nadejdzie słota i trzeba siedzieć w domu – wszyscy w takim humorze, że gdybym mogła schowałabym się pod ziemię”69. Były też panny służące, ale te nie przyjeżdżały do kurortów na wypoczynek, a kąpać się morzu mogły dopiero, gdy plaże opustoszały70. Korzystać z kąpieli wolno było od świtu do zmierzchu. Wiele kobiet było zatrudnionych przy obsłudze gości, panie były też właścicielkami czy współwłaścicielkami kurortów, aktywnie nimi zarządzając. Należała do nich Helena Załuska, z rodu książąt Ogińskich-Ostrowskich, która pomagała w pracy swojemu mężowi Michałowi Załuskiemu w Iwoniczu Zdroju. Wniosła posagu dwa majątki, które stanowiły podstawę bytu materialnego uzdrowiska71.

W uzdrowiskach przebywały też starsze panie, zamożne wdowy, stare panny, spędzające tu niekiedy ostatnie lata swego życia. W Bad Ems w 1832 roku zmarła Stefania Radziwiłłówna, dziedziczka ogromnego majątku Radziwiłłów. W 1912 roku dokończyła swego żywota w znanym sanatorium Friedländera w Wiesbaden Julia Horwitzowa, prababka Joanny Olczak-Ronikier, osoba w podeszłym wieku. Dwa lata wcześniej wypoczywała jeszcze w Ostendzie w Belgii. Zdjęcie szanownej damy, siedzącej na plaży zamieszczone jest w opublikowanych wspomnieniach Joanny Olczak-Ronikier72.

Kobiety samotne, niezależne finansowo, których w XIX wieku zresztą było niewiele, rzadziej pojawiały się na wypoczynku i z reguły stawały się przedmiotem szczególnego zainteresowania i plotek. Były wśród nich młode wdowy, tzw. wesołe wdówki, szukające kandydatów na kolejnego męża, niekiedy przyjaciółki, utrzymanki zamożnych panów. Zmiany w tym względzie nastąpiły dopiero w XX wieku, ale jeszcze w okresie międzywojennym widok samotnej kobiety na plaży czy w kurorcie budził sensację i zgorszenie. „Czasami przez plażę przeszła jakaś »emancypantka« w bluzce z męskim krawatem i małym słomianym kanotierku na głowie, kopcąca ostentacyjnie papierosa i wówczas damy krzywiły się na jej widok i pogardliwie wydymały usta”73 – zanotowała Magdalena Samozwaniec.

Początkowo kurorty były miejscem wypoczynku środowisk arystokratycznych, przybywających tu z licznym, często kilkudziesięcioosobowym dworem, osobami do towarzystwa, służbą. Z biegiem lat, z biegiem dni wraz z rozwojem kurortowej infrastruktury liczba osób obsługi malała do kilku służących, a większość gości przyjeżdżała już nie powozami, a pociągami. Podróż koleją żelazną była znacznie szybsza, wygodniejsza i mniej niebezpieczna niż dyliżansem czy karetą, stąd stała się bardziej przystępna dla kobiet, traktowana była jako wyraz emancypacji. Coraz częściej zdarzali się tacy goście, w tym też i panie, którzy sami bądź tylko z dziećmi odwiedzali kurort. „Podróż i wypoczynek przełomu wieków – jak zauważa Marek Olkuśnik – sprzyjały przekraczaniu tradycyjnych form obyczajowych”74.

Na przestrzeni XIX wieku „wypoczynek u wód” stawał się powoli normą dla pań wywodzących się z wyższych i coraz częściej średnich warstw społecznych, zwłaszcza rozwijającego się mieszczaństwa. Był przejawem demokratyzacji społeczeństwa – to, co dostępne dotychczas było dla najbogatszych, znalazło się w zasięgu tych mniej zamożnych.Należy też podkreślić, że w turystycznych eskapadach brały udział osoby nie tylko majętne, ale i aktywne na polu percepcji kultury, wykształcone, ciekawe świata, a takich wśród kobiet polskich nie brakowało75. Na przełomie XIX i XX wieku już dziesiątki tysięcy polskich kobiet i mężczyzn wyjeżdżało do badów, zarówno polskich, jak i zagranicznych, głównie niemieckich. Według danych Hilarego Nussbauma w samych tylko uzdrowiskach czeskich i śląskich leczyło się w 1890 roku 5 tys. naszych rodaków, a większość wśród nich stanowiły panie76.

1Słownik języka polskiego, red. J. Karłowicz, A. Kryński, W. Niedźwiedzki, t. II, Warszawa 1902, s. 643.

2 M. V. Marcjalis, Epigramy: wybór, tłum. S. Kołodziejczyk, Warszawa 1985, Epigram 1,62,6.

3 M. T. Warron, Satyrymanippejskie, fragm. 44 (N. Marcellus, Kompendium wiedzy, 154,4).

4 M. Omilanowska, Początki kąpieli morskich w Europie, [w:], Morze nasze i nie nasze, red. P. Kurpiewski, T. Stegner, Gdańsk 2011, s. 47–50.

5 F. A. Brandstäter, Der See-Bade-Ort Zoppot bei Danzig, Danzig 1859, s. 70.

6 T. Kaczorowski, Przedmowa do przekładu polskiego, [w:] Dr Buenau, Przepisy przy używaniu kąpielisolankowych i morskich, ze szczególnym uwzględnieniem zakładu kąpieli solankowych i morskich Kołobrzegu, Poznań 1865, s. VI.

7 M. Migała, UzdrowiskoBad Ziegenhals (Głuchołazy) na tle pobliskich kurortów w XIX oraz połowie XX wiekui jego znaczenia dla rozwoju lecznictwa na Śląsku, Opole 2002, s. 60.

8 M. i R. Łazarowie, Uzdrowiska w Europie. Teraźniejszość i rys historyczny, Lublin 2007, s. 52.

9 M. Ursel, Z problemów życia kuracyjnego i kulturalno-towarzyskiego w uzdrowiskach śląskich w XIX wieku w świetle ówczesnych polskich wspomnień i relacji prasowych, [w:] Historia kultury uzdrowiskowej w Europie, red. B. Płonka Syroka, A. Kaźmierczak, Wrocław 2012, s. 102.

10 Dr Buenau, op. cit.,s. 14–15.

11 Ibidem, s. 4, 10, 25.

12 M. Omilanowska, Nadbałtyckie Zakopane. Połąga w czasach Tyszkiewiczów, Warszawa –Sopot 2011, s. 32.

13 K. Karolczak, Arystokracji galicyjskiej „podróże do wód”, [w:] Podróże po historii. Studia z dziejów kultury ipolityki europejskiej ofiarowane profesorowi Stanisławowi Grzybowskiego, red. F. Leśniak, Kraków 2000, s. 241.

14 J. Olczak-Ronikier, W ogrodzie pamięci, Kraków 2002, s. 56.

15 M. Urbanik, Galaktoterapia w polskich uzdrowiskach w XIX wieku, [w:] Kultura uzdrowiskowa na Dolnym Śląsku, kontekście europejskim, red. B. Płonka Syroka, A. Kaźmierczak, Wrocław 2013, s. 469–487.

16 H. Rostkowski, Słynni ludzie w polskich uzdrowiskach, Warszawa 1987, s. 99.

17 J. Olczak-Ronikier, op. cit.,s. 134.

18Historia życia prywatnego, red. M. Perrot, oprac. A. Corbin, tłum. A. Paderewska-Gryza, B. Panek, W. Gilewski, t. IV, Wrocław 1999, s. 485.

19 J. Fedorowicz, J. Konopińska, Marianna i róże, Warszawa 1977, s. 128–129.

20 J. M. Szancer, Curiculum vitae, Warszawa 1969, s. 31.

21 A. Kowalczyk, Geografia turyzmu, Warszawa 2000, s. 69.

22 M. Olkuśnik, Konieczność czy przyjemność? Wyjazdy do wód w świadomości społeczeństwa Warszawy 2 poł. XIX w. na tle obyczajów mieszkańców Londynu i Sankt Petersburga, [w:] Kultura uzdrowiskowa na Dolnym Śląsku…, s. 323.

23 M. Matysiak, Podróż kuracyjna jako jedna z form spędzania czasu wolnego w rodzinie ziemiańskiej w XIX wieku(1795–1863), [w:] Życie prywatne Polaków w XIX wieku, red. M. Korybut-Marciniak, M. Zbrzeźniak, Olsztyn 2013, s. 250.

24 Liczba osób towarzyszących królowej Marysieńce wydaje się przesadzona. Cyt za: M. Terlak, Cieplice Śląskie, Zdrój i okolice, Warszawa 1971, s. 19.

25 I. Czartoryska, Dyliżansem przez Śląsk. Dziennik podróży do Cieplic w roku 1816, przekł., wstęp i przyp. J. Bujańska, Wrocław 2006, s. 112–113.

26 Ibidem, s. 149–150.

27 Ibidem, s. 160.

28 A. Ostrowicz, Landeck w hrabstwie Kłockiem na Szląsku: podręcznik informacyjny dla gości kąpielowych, Poznań 1881, s. 16.

29 A. J. Czartoryski, Pamiętniki i memoriały historyczne 1786–1809, wyb. i oprac. J. Skowronek, Warszawa 1986, s. 95–96.

30 E. Orzeszkowa, Listy zebrane, oprac. E. Jankowski, t. IX, Wrocław 1981, s. 38, E. Orzeszkowa do J. Łukaszewskiego, 27 I 1881.

31 Ł. Rautenstrauchowa, Miasta, góry, doliny, t. I, Poznań 1844, s. 115.

32 Por. T. Stegner, Wypoczynek ponad zaborami. Polacy w nadbałtyckich uzdrowiskach w XIX i na początku XX wieku, [w:] D. Płaza-Opacka, T. Stegner, E. Sztykiel, Po słońce i wodę. Polscy letnicy nad Bałtykiem w XIX i w pierwszej połowie XX wieku, Gdańsk 2004, s. 7–32.

33 K. Machlejd, Saga urlichowsko-machlejdowska, Warszawa 2006, s. 253.

34 E. Koko, Polacy na austro-węgierskim pobrzeżu Adriatyku na przełomie XIX i XX wieku, [w:] Morze nasze inie nasze, s. 36.

35 Cz. Czarnowski, Strzępy wspomnień. Szkice autobiograficzne, Warszawa 1973, s. 114. Por. T. Stegner, Morze Czarne w XIX wieku. Czy nasze?, [w:] Morze nasze i nie nasze, s. 17–31.

36 K. Chruściński, Dwie prawdy o pobycie Narcyzy Żmichowskiej w Sopocie, „Rocznik Sopocki” 1980/1981, s. 60.

37 J. Łuszczewska, Przejażdżka po Prusach Królewskich, „Tygodnik Ilustrowany” 1861, nr 115.

38 Ibidem, nr 116.

39 A. Nowaczyński, Odkrycie Gdyni, „Wiadomości Literackie” 1934, nr 13.

40 Idem, Było nad Bałtykiem, „Rocznik Sopocki” 1998/1999, s. 12–13 (Didaskalia).

41 A. Leo, Wczoraj. Gawęda o niedawnej przeszłości, Warszawa 1929, s. 27.

42 M. Samozwaniec, Maria i Magdalena, cz. 1, Szczecin 1987, s. 77.

43 F. Fedorowicz, J. Konopińska, op. cit.,s. 122.

44 G. Zapolska, Moralność pani Dulskiej, Kraków 2005, s. 26.

45 Cyt za: M. Omilanowska, Nadbałtyckie Zakopane…, s. 201.

46 J. Olczak-Ronikier, op. cit.,s. 134.

47 Sz. Alejchem, Marienbad, przeł. J. Kligert, Warszawa 1967, s, 9. Cyt za: M. i R. Łazarowie, op. cit.,s. 51.

48 K. Machlejd, op. cit.,s. 209.

49 S. Pagaczewski, Spotkamy się u wód, Kraków 1972, s. 144.

50 J. Łuszczewska, op. cit.,nr 116.

51 J. Szancer, op. cit.,s. 31.

52 M. Samozwaniec wspominała, że wieczorami do willi w Świnoujściu, w której mieszkała z mamą, przychodziły kuzynki i przyjaciółki mamy i „plotkowały do późnej godziny”. Zob. M. Samozwaniec, op. cit.,cz. 1, s. 79.

53 J. Fedorowicz, J. Konopińska, op. cit.,s. 125.

54 M. E. Andriolli, Z wycieczki nad Morze Bałtyckie – Listy ilustrowane, „Kłosy” 1890, nr 1287.

55 J. Waydel-Dmochowska, Dawna Warszawa, Warszawa 1958, s. 76.

56 S. Łaska, Wspomnienia z lata, „Bluszcz” 1896, nr 40.

57 J. Fedorowicz, J. Konopińska, op. cit.,s. 127.

58 Była wtedy zaręczona z pastorem Juliuszem Machlejdem. Zob. K. Machlejd, op. cit.,s. 121.

59 H. Sienkiewicz, Rodzina Połanieckich, Warszawa 1992, s. 538.

60 W. Ciężkowski, Lądek Zdrój, Wrocław 2008, s. 41.

61Echa letnie. Nałęczów, „Kurier Warszawski” 1993, nr 217.

62 J. Olczak-Ronikier, op. cit.,s. 56.

63 Z. Przerembski, O rzeczach zwykłych „u wód”…, orkiestrach, koncertach, w Nałęczowie czasów Prusa, [w:] Kultura uzdrowiskowa na Dolnym Śląsku…, s. 414.

64 K. Machlejd, op. cit.,s. 179.

65 E. Mazur, Życie codzienne w uzdrowiskach w Królestwie Polskim i zachodnich guberniach Cesarstwa Rosyjskiego, „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 2008, nr 2, s. 181–183.

66 K. Machlejd, op. cit.,s. 207.

67 Cyt za: S. Pagaczewski, op. cit.,s. 142.

68 Ibidem, s. 207–208.

69 Cyt. za: F. Mamuszka, Bedeker Sopocki, Gdańsk 1981, s. 189.

70 M. Samozwaniec, op. cit.,cz. 1, s. 79.

71 J. Kuciel-Lewandowska, A. Kierzek, Historia uzdrowiska w Iwoniczu Zdrój od jego założenia do czasów współczesnych, [w:] Historia polskiej kultury uzdrowiskowej, red. B. Płonka Syroka, A. Syroka, Wrocław 2012, s. 41.

72 J. Olczak Roniker, op. cit.,s. 132.

73 M. Samozwaniec, op. cit.,cz. 1, s. 78–79.

74 M. Olkuśnik, Kobieta w podróży na przełomie XIX i XX wieku. Między próbą emancypacji a presją „podwójnej moralności”, [w:] Kobieta i małżeństwo, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, t. VIII, Warszawa 2004, s. 438. Por. D. Hüchtker, Kobieta w podróży. Czas emancypacji, czas wolności czy kontynuacja codzienności?, [w:] Kobieta i kultura czasu wolnego, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, t. VII, Warszawa 2001, s. 313–324.

75 M. Olkuśnik, W dalekiej podróży, na wilegiaturze, za rogatkami… O znaczeniu form wypoczynku poza miastem dla badań nad stratyfikacją społeczeństwa Warszawy przełomu XIX i XX wieku, [w:] Społeczeństwo w dobie przemian. Wiek XIX i XX. Księga jubileuszowa profesor Anny Żarnowskiej, red. M. Nietyksza, A. Szwarc, K. Sierakowska, A. Janiak-Jasińska, Warszawa 2003, s. 239.

76 E. Mazur, Stan uzdrowisk w Królestwie Polskim i zachodnich guberniach Cesarstwa Rosyjskiego na przełomie XIX i XX wieku, [w:] „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” 2008, nr 1, s. 34–35.

Marta Zbrzeźniak

(Olsztyn)

Polskie peregrynantki we Włoszech

w latach 1815-1848. Portret Italii,

jej kultury i mieszkańców

Bo czyż nie są także mistrzami w używaniu

i pojmowaniu radości i uciech natury,

z której jak pszczoły umieją tylko wyssać najsłodsze soki1.

Wiek XIX to stulecie przełamywania barier ludzkich możliwości w dziedzinie nauki, techniki, dotychczasowych społecznych i obyczajowych norm, kształtujących ramy międzyludzkich relacji, hierarchii, funkcjonujących dotychczas kulturowych ról i zadań. Podróżnictwo, a od 2. połowy XIX stulecia narodziny turystyki o charakterze masowym, stanowią jeden z symboli owych przemian. W przeciwieństwie do artystyczno-intelektualnych nurtów w sztuce, filozofii czy literaturze, podróż jako jeden z modeli życia, sposobu samorealizacji nie musiała dokonywać rewolucyjnego wyłomu w obyczajowości i mentalności. Nie miała miejsca żadna gwałtowna zmiana, choć zdobycze intelektualne i obyczajowe są nie do przecenienia.

Podróże do poszczególnych krajów stanowią swoisty minialbum ludzkich historii, społecznych, indywidualnych i narodowych wyobrażeń oraz stereotypów, dotyczących odwiedzanych zakątków i ich mieszkańców.

Kobiety na przestrzeni kolejnych stuleci nigdy nie stanowiły licznej reprezentacji wśród peregrynantów, choć ich barwne życiorysy, przygody i doświadczenia zdobyte w czasie szaleńczych, a nierzadko straceńczych wypraw fascynują, wzbudzając nierzadko podziw. Bez wątpienia, koniec XVIII wieku, a przede wszystkim XIX stulecie stanowi przełom – pomimo że kobieta podróżująca – o, zgrozo nierzadko samotnie! – po europejskich i pozaeuropejskich szlakach nadal w wielu kręgach uchodzić będzie za dziwactwo2, to bez wątpienia owych ekscentryczek będzie coraz więcej. Ich widok spowszednieje, pisarski dorobek zyska na popularności. Nadal jednak będą musiały walczyć z licznymi ograniczeniami, ocenami środowiska, ale również światopoglądem, w którym wyrosły, a od którego w dużej mierze nie zamierzały uciekać.

Należy jednak zaznaczyć, że polskie podróżniczki wywodziły się z zamożnych kręgów arystokratycznych i ziemiańskich, w których funkcjonowało przyzwolenie na realizowanie się kobiet, przede wszystkim w sferach związanych ze sztukami pięknymi, a zjawisko dam peregrynujących nie uchodziło za szczególną ekstrawagancję.

W 1. połowie XIX wieku, głównie dzięki spuściźnie Oświecenia, w świadomości części polskich kobiet z warstw uprzywilejowanych funkcjonowały wzorce osobowe niewiast, będące źródłem inspiracji. Kobiecym pierwowzorem na ziemiach polskich mogła być chociażby Izabella z Flemingów Czartoryska (1746–1835), kolekcjonerka, podróżniczka, mecenas sztuki3, która aktywności na polu społecznym, kulturalnym i politycznym nie traktowała li tylko z perspektywy powinności związanych z pochodzeniem społecznym. Jej pasje i zainteresowania stały się bowiem sposobem na życie. Nie da się jednak ukryć, że epoka Oświecenia nie była okresem dominacji kobiet w środowisku wojażerów4. W 1. połowie XIX wieku spotykamy na podróżniczych szlakach głównie Angielki i Niemki. Za przykład może posłużyć postać Charlotte Anne Waldie Eaton (1788–1859)5, zapalonej peregrynantki, autorki opublikowanych wspomnień z wojaży po kontynencie europejskim. Jeśli mowa o inspiracji, wydaje się jednak, że w przeważającej mierze wyobraźnię Polek pobudzały bardziej postaci Germaine de Staël (1766–1817) czy George Sand6 (1804–1876) i ich awanturniczy, uciekający przed konwenansami styl życia oraz swoboda obyczajowa, cechująca twórczość pisarek. Szczególnie spuścizna Madame de Staël7, a przede wszystkim jej sztandarowa powieść Korynna czyli Włochy8, stała się źródłem romantycznej inspiracji dla kilku pokoleń Polek, począwszy od końca XVIII stulecia9. Przywołane autorki mogły stanowić wzorce osobowe, reprezentujące charakterystyczny model podejścia do podróży po Italii, sposobu jej przeżywania. Pojawia się jednak pytanie o źródła wiedzy na temat Półwyspu Apenińskiego. Miało to bowiem decydujący wpływ na charakter stereotypów, kształtujących się w świadomości Polek i Polaków oraz oczekiwań stawianych podróży do Italii, a zarazem więc motywów peregrynacji. Pierwszym bezpośrednim źródłem były bez wątpienia spostrzeżenia znajomych, krewnych, członków rodziny, którzy na Półwyspie Apenińskim zdobyli już podróżnicze szlify, przyswoili ówczesną rzeczywistość ojczyzny Dantego. Wspólne rozmowy rozbudzały wyobraźnię, być może zniechęcały do pewnych aspektów krajów włoskich, wzbudzając zachwyt i ciekawość w stosunku do innych, potwierdzały lub wyprowadzały z błędu w kwestii utartych wyobrażeń i opinii. Stanowiły gotowy bagaż doświadczeń, z którym nieopierzeni podróżnicy mogli czuć się pewniej w trakcie stawiania pierwszych kroków na włoskiej ziemi.

Kolejne źródło reprezentowała szeroko rozumiana wiedza podręcznikowa. Wiadomości dotyczące historii starożytnej, klasyków literatury renesansowej, malarstwa, w środowiskach arystokratycznych i szlacheckich stanowiły obowiązkowy punkt kształcenia. Inna kwestia, w jakim stopniu i na jakich zasadach z wiedzą tą zaznajamiano kobiety. W przypadku bohaterek niniejszych rozważań, dziewiętnastowieczne podejście do edukacji dziewcząt10 nie utrudniało jednak zdobycia informacji na temat zabytków, literatury, sztuki, obyczajów ówczesnych krajów włoskich. Bieżących wiadomości dostarczała natomiast prasa codzienna. Rubryki z doniesieniami z zagranicy, relacje korespondentów, przedruki wspomnień podróżniczych oraz artykuły tematyczne, przewijające się zarówno w dziennikach, jak i periodykach, uaktualniały wiedzę Polaków na temat Półwyspu11. Przybliżały obyczajowość i mentalność włoską, ukazywały specyfikę życia politycznego, zróżnicowanie kulturowe poszczególnych regionów, ale również umacniały pewne stereotypowe spostrzeżenia, poprzez publikacje o określonym zabarwieniu i charakterze12. Niemniej ważną skarbnicę wiadomości stanowiły wydane drukiem relacje podróżnicze13, przewodniki, literatura przybliżająca geografię, faunę, florę, obyczaje, itp. zagadnienia14. Najpopularniejsze przewodniki to bez wątpienia wydania angielskie i niemieckie, jak również francuskie czy włoskie15. Słynne bedekery i publikacje londyńskiej firmy Johna Murray’a stanowią sztandarowe pozycje, z których korzystać będą turyści przez całe stulecie. Polacy starają się nie pozostawać w tyle za ogólnoeuropejskim trendem, proponując rodzime odpowiedniki popularnych wydawnictw16.

Ówczesna kondycja krajów włoskich oraz ich społeczeństw, ukazana nawet w najżyczliwszy i serdeczny sposób nie była bowiem w stanie sprostać porównaniom z minioną, choć wciąż nieprzebrzmiałą potęgą17. Z perspektywy polskich podróżniczek można pokusić się o tezę, iż rozważania o chwalebnej przeszłości Italii mogły służyć jako wątek przemyśleń dotyczących losu narodu polskiego, przeciwstawienia mitycznej sarmackiej Rzeczpospolitej Obojga Narodów rozczłonkowanej przez zaborców ojczyźnie.

Wszystkie peregrynantki przyznawały również zgodnie, że mieszkańcy Półwyspu Apenińskiego potrafią i lubią się bawić18. Mowa tu przede wszystkim o karnawałach weneckim lub rzymskim, które gromadziły przedstawicieli wszystkich warstw społecznych. Bez względu na ilość monet w sakiewce, strój, wykonywany zawód, bądź jego brak, w czasie wspólnych zabaw i biesiadowania nie było równych i równiejszych19. Oprócz kwestii masowego i demokratycznego charakteru wspomnianych wydarzeń, silne wrażenie wywoływała również ich zewnętrzna oprawa, która dawała upust skłonnej do przepychu i teatralności włoskiej wyobraźni20.

Obraz włoskiej arystokracji odmalowały polskie wojażerki w sposób stosunkowo jednorodny. Przede wszystkim w oczy rzucała się przepaść, jaka dzieliła współczesnych przedstawicieli warstw uprzywilejowanych od ich poprzedników. Dostojność, władza i charyzma weneckich dożów czy florenckich patrycjuszy została zastąpiona przez postawę bierności, niemocy, bezmyślnego skupienia się na utrzymaniu ostatnich atrybutów, pozorów prestiżu i pozycji21, cechujących ich następców, żyjących w realiach XIX-wiecznej Italii. Winę za obecną kondycję ponosiła bezpośrednio szlachta i arystokracja. Zachłyśnięte władzą, własną potęgą, wpływami i znaczeniem, przestały myśleć o przyszłości, zatopione w dobrobycie i beztrosce dnia codziennego. Rozwagę zastąpiła próżność, źle pojmowana ambicja, przymioty charakteru wyparła zbrodnia, zdrada czy też zwykła gnuśność. W efekcie elity społeczeństwa włoskiego stały się łatwym celem dla brnącej odważnie machiny dziejowej i jej skrupulatnych „rzemieślników”. Arystokracja została zmieciona przez epokę napoleońską, poddana rygorowi pokongresowego ładu, wreszcie wyparta przez dochodzące coraz śmielej do głosu idee demokratyczne i zjednoczeniowe. Najczęściej przewijające się zarzuty dotyczyły braku wiedzy, ignorancji wobec prób jej zdobycia, ulegania marazmowi. Raziła wyniosłość, lekceważenie, bierność, nadęcie, bufonada22. Nie wszyscy oczywiście zostali wciągnięci przez postawę ogółu. Świadczą o tym prezentowane przez Polki sylwetki mężów stanu, uczonych, mecenasów sztuki, pragnących aktywnie uczestniczyć w społecznych, kulturalnych i politycznych aspektach przeobrażającej się włoskiej rzeczywistości.

Prostemu ludowi zarzucano natomiast chciwość, pazerność, skłonność do naciągania i oszukiwania cudzoziemców23. Polki potępiały bierność, próżniaczy tryb życia24 i lenistwo25, które odciągało od uczciwej pracy. Z drugiej strony urzekała jego malowniczość26, egzystencja blisko natury, codzienność planowana zgodnie z jej rytmem. Za barwny rys obyczajowości uznawano również upodobanie do prowadzenia życia poza domem, na ulicy, w otoczeniu miejskiego gwaru, jego kolorów, zapachów, dźwięków27. Do kwestii poruszanych przez ogół peregrynantek z pewnością należał problem żebractwa. Stosunek do tego zjawiska cechowała niezwykle krytyczna postawa, czasem niewiele mająca wspólnego ze współczuciem28. Specyficzny rys, zresztą nie tylko włoskiego żebractwa, stanowił bowiem fakt, iż wiele osób, których bezpośrednio dotyczyło to zjawisko, liczyło na łatwy zarobek, nierzadko odrzucając propozycje pomocy innej niż finansowa29. Jednakże prawdziwa nędza, niedostatek czy kalectwo stanowiły realny problem, dostrzegalny wyraźnie chociażby w Neapolu. Ludzie dotknięci tym nieszczęściem nie mogli liczyć na inną pomoc niż jałmużna, najczęściej wręczana przez cudzoziemca. Skala żebractwa zaskakiwała podróżniczki, przygnębiała, pozostawiała wyraźną rysę w obrazie Półwyspu, postrzeganego – jak wspomniałam – często li tylko z perspektywy błękitnego nieba, malowniczej architektury, zabytków i dzieł klasyków malarstwa. Warto zauważyć, że Polki były świadome omawianego zjawiska i przybywając na Półwysep zazwyczaj prezentowały wyrobioną postawę, ukształtowaną przez podróżnicze poradniki, prasę, literaturę i opinie otoczenia.

Stereotypowym ocenom podlegały również zjawiska, wywołujące obawy, lęki, związane z zagrożeniem zdrowia, a nawet życia: rozbójnictwo30, kradzież, choroby (epidemie31), rozruchy społeczne32. Najbardziej koloryzowano niebezpieczeństwa związane z plagą napadów i grabieży. Rzeczywiście, trasa między Rzymem a Neapolem słynęła jako ulubiony teren działalności band zbójeckich i niewielkich grup rzezimieszków. Niemniej jednak, wyobrażenia niewiele miały wspólnego z realiami. Większość podróżników szczęśliwie docierała do Neapolu, cierpiąc jedynie z powodu ubytku jakiego doświadczyło ich zdrowie wskutek zszarganych nerwów, wyolbrzymionych lęków, nadal kiepskich dróg oraz przygnębiającego krajobrazu. Zainteresowanie wzbudzały również aspekty związane z podejściem Włochów do kwestii religii i wiary. Uwagę podróżniczek przykuwała dbałość o zewnętrzne atrybuty religijności33, łączenie przez społeczeństwo elementów wierzeń ludowych i miejscowej tradycji z dogmatyką kościelną. Ich odzwierciedlenie odnajdywano w uroczystych, widowiskowych, pompatycznych procesjach, poufałych relacjach ze świętymi, głęboko zakorzenionej wierze w cuda, a także zjawiska nadprzyrodzone.

W przypadku centrum kultu religijnego, jakim był Rzym, warto wspomnieć o podporządkowaniu samego miasta kalendarzowi liturgicznemu. To właśnie święta34, uroczystości ku czci patronów, okres postu, wyznaczały rytm życia mieszkańców. Skupienie się na zewnętrznych oznakach religijności wiązało się właśnie z chęcią bezpośredniego łączenia elementów dogmatyki kościelnej z codziennym życiem mieszkańców Półwyspu Apenińskiego, było niejako wymuszone przez wielowiekowe rządy namiestnika św. Piotra.

Bez względu na status materialny, społeczny, poglądy polityczne, owe aspekty kultury i tradycji łączyły wszystkich, przynajmniej w kwestii zewnętrznych atrybutów z nimi związanych. Blisko już do analogii z Polakami. W tym wypadku również religia stanowić miała element spajający społeczeństwo, a w okresie zaborów jednoznacznie utożsamiana była z polskością i postawą patriotyczną. Aspekty religijne nierozerwalnie wiązały się również z postacią papieża35, przede wszystkim zaś z pontyfikatem Piusa IX i nadziei z nim związanych36. Audiencja u następcy świętego Piotra stanowiła obowiązkowy element pobytu w Wiecznym Mieście37. W omawianym okresie trudno odnaleźć przykłady Polek i Polaków, dla których owo wydarzenie nie było uznawane za jeden z najważniejszych momentów włoskiego Grand Tour. Opisowi postaci papieża nieodzownie towarzyszyły przymioty szlachetności, miłosierdzia, godności, opanowania. Bez względu na stopień zaangażowania emocjonalnego w sprawę położenia ojczyzny, wszelkie gesty papieskie, utożsamiane z postawą propolską38 były skrupulatnie odnotowywane. Niektórzy traktowali je jedynie jako wyraz kurtuazji, pragnienia zamanifestowania solidarności, co nie mogło jednak pociągnąć za sobą konkretnych poczynań politycznych. Część Polek postawę głowy Kościoła w chwili wybuchu Wiosny Ludów odbierała jednoznacznie – jako poparcie m.in. sprawy niepodległości państw europejskich, w tym Polski oraz protest przeciw pokongresowym działaniom monarchii decydujących o realiach ówczesnej Europy. W tym przypadku, uczucie rozczarowania i zawiedzonych nadziei przebijało mimo prób ukrycia ich pod grubą warstwą tłumaczeń i wyjaśnień decyzji Ojca Świętego39, związanych z wycofaniem się z aktywnego uczestnictwa w wystąpieniu przeciw Austriakom. Na nic zdawały się wówczas podejmowane desperackie próby zagłuszenia uczucia zdrady, zaprzepaszczenia szansy. Bardziej lub mniej świadomie doświadczenia Polaków i Włochów przeplatały się ze sobą wzajemnie.

Doszukiwanie się podobieństw między narodami stanowi kolejną znamienną cechę twórczości peregrynackiej części wędrujących Polek. Wiosna Ludów bez wątpienia zdominowała pod względem tematyki politycznej relacje podróżniczek40. Skrupulatnie odnotowywano wieści dotyczące rewolucyjnych nastrojów w poszczególnych miastach i regionach41. Odczuwano doniosłość rozgrywających się walk o charakter polityczny, ustrojowy i społeczny Półwyspu Apenińskiego. Podróżniczki miały świadomość nieodwracalności pewnych poczynań i decyzji. W zasadzie możliwie były jedynie dwie drogi: poparcie demokratycznych i niepodległościowych haseł, bądź konsekwentne obstawanie po stronie skostniałego pokongresowego ładu i jego reprezentantów. Z jednej strony Polki całym sercem popierały lud włoski, z nadzieją witano kolejne konstytucje, inauguracyjne obrady parlamentów. Sytuacja na Półwyspie odzwierciedlała tęsknoty i pragnienia patriotów i patriotek polskich, stanowiła światełko w tunelu, iskrę, która w odpowiednich dłoniach mogłaby rozżarzyć cały kontynent, obudzić stłumionego ducha walki niepodległościowej. Jednak z drugiej strony, zryw narodowy, masowy ruch społeczny wywoływał lęk i obawy. Szczytne hasła szybko mogły przecież zostać wyparte przez krwawą rewolucję, pragnienie rozprawienia się ze strażnikami dawnego porządku – warstwami uprzywilejowanymi. Strach – nierzadko wyolbrzymiony – przed samosądem, wyniszczeniem, przebrzmiewał w relacjach podróżniczek42. Emocjom tym towarzyszyła również świadomość zbliżania się do naturalnego końca świata arystokratyczno-szlacheckiego, który, chcąc nie chcąc, przeobrazi się wraz z całą dotychczasową strukturą społeczną. Zresztą nie tylko ta perspektywa wywoływała niepokój: pojawiała się również obawa przed stłamszeniem jednostki, zatarciem moralnych i chrześcijańskich granic. Nasuwało się również pytanie o kondycję Włochów: czy ich entuzjazm i hart ducha wystarczy do stawienia czoła przeciwnikowi na polu bitwy, czy świadomość skali trudności, siły nieprzyjaciela nie przytłoczy walecznych serc.

Jednakże mobilizacja całego społeczeństwa w imię idei zjednoczenia, atmosfera nadziei, optymizmu i euforii, cechująca masowe wystąpienia czy manifestacje, a wreszcie szczera wiara i zaufanie pokładane w mężach stanu, nikogo nie pozostawiały obojętnym. Podzielony, pozostający w marazmie kulturalnym i politycznym Półwysep eksplodował młodzieńczą werwą. Trudno było nie poddać się ogólnej atmosferze i nastrojowi. Zaskakiwała zdolność do zjednoczenia całego społeczeństwa wokół wspólnej sprawy, umiejętność, chociażby chwilowego odstawienia na boczny tor wzajemnych uprzedzeń, zaszłości, poczucia wyobcowania kulturowego. Z drugiej jednak strony podział na Północ i Południe, różnice językowe, kulturowe i historyczne pomiędzy poszczególnymi regionami dzieliły Włochów. Po wzniosłych chwilach łączenia sił w imię wspólnych interesów, powracano do prozy życia, kształtowanej i kreowanej przez owe różnice i rozbieżności. Antypatią pałały wobec siebie regiony, miasta, a nawet wioski. Owo zróżnicowanie stanowiło z jednej strony zaletę, kształtującą niepowtarzalny charakter Italii, z drugiej natomiast uwydatniało skłonność do zapalczywości, uporu, nieustępliwości oraz pychy, kultywowania w imię źle rozumianej tradycji niechęci czy wręcz pogardy wobec tego co obce, nieznane.

Obraz Italii utrwalony przez Polki stanowił w znacznym stopniu nierozerwalny element wyobrażeń dotyczących krajów włoskich. Jego klasyczny rys utrwalał stosunkowo powszechny i dobrze zakorzeniony w polskich realiach wizerunek Włochów i włoskiej kultury. Spostrzeżenia podróżniczek nie odbiegały bowiem zasadniczo od uwag i refleksji czynionych przez polskich peregrynantów. Z perspektywy ówczesnych społeczno-obyczajowych realiów trudno jednak potraktować uwagi przedstawicieli obu płci w sposób homogeniczny, nie uwzględniając roli i znaczenia właśnie płci podróżnika. Peregrynacja zarówno mężczyznom, jak i kobietom pozwalała – przynajmniej częściowo – uwolnić się od rutyny statecznego życia i jego przewidywalności. Zmieniała perspektywę i przydzielała nowe role, nowe zadania. Dawała również nieformalne przyzwolenie na częściowo społecznie aprobowaną swobodę, poświęcenie uwagi swoim potrzebom, zainteresowaniom, aspiracjom. Kobieta podróżująca za sprawą prowadzonej korespondencji, dziennika, intymnych zapisków przyjmowała rolę twórcy, odbiorcy, a także osoby, przynajmniej w pewnym stopniu, kształtującej opinie i postawy najbliższego otoczenia. Codzienne obowiązki, narzucone przez społeczne normy na okres podróży zastępowane były przez aktywność intelektualną, artystyczną, kulturalną, Naturalnie w różnej skali, w przeróżnym natężeniu. Nie mówimy wszak o wszystkich Polkach.

Italia bez wątpienia stanowiła symbol, mityczną i niezłomną reprezentantkę cywilizowanego świata, dziedzictwa europejskiego. Jednocześnie dla Polek był to kraj odzwierciedlający burzliwe dzieje kontynentu oraz epoki, jedno z centrów przemian społeczno-narodowych, które w przyszłości wywrócą porządek wiedeński. W okresie Wiosny Ludów Italia była dowodem na nieodwracalność, niemożność powrotu do przeszłości, nawet najbardziej chlubnej. Natomiast Stolica Apostolska, jako opoka świata chrześcijańskiego, uosabiała tradycję i niezmienność. Przebrzmiewające głosy krytyki i rozczarowania współczesną Italią, kondycją Włochów spowodowane były w dużej mierze dysonansem, zachodzącym między wyobrażeniami, nieśmiertelnością mitu, legendy Półwyspu Apenińskiego, a codziennością, formowaną i kształtowaną niemalże na oczach społeczeństwa – żywą, pulsującą tkanką, niewiele mającą wspólnego z posągową wytwornością czasu przeszłego, jego niezmiennym obrazem utrwalonym w wyobraźni społeczeństw europejskich. Z perspektywy obyczajowości epoki, spuściznę kobiet należy wyróżniać przede wszystkim ze względu na specyfikę XIX stulecia, narzucającą liczne ograniczenia oraz sprecyzowany fizyczny i intelektualny kanon kobiecości. Wszelkie odstępstwa, dostrzegalne w relacjach płci pięknej ze światem stanowią nie tylko dowód na możliwości i pragnienie podkreślenia swojej indywidualności jako jednostki. Pozostawiają również ciekawy materiał badawczy, w którym pewne zagadnienia, z powodów wyżej wymienionych, stanowią nieocenione źródło, wzbogacające obraz krajów włoskich, nadając niejednolity charakter stereotypowemu wizerunkowi Italii.

1 W. Odrowąż [Aniela Walewska], Kilka chwil we Włoszech w latach 1847 i 1848, Poznań 1850, s. 8.

2 Jak słusznie zauważyła Michelle Perrot, przez wieki zadaniem najbliższego otoczenia kobiety była jej ochrona, „tuszowanie uwodzicielskości’’, utożsamianej z niezależnością, ucieczką od ograniczeń duchowej i fizycznej swobody: „Kobieta biorąca udział w życiu publicznym, kobieta zmieniająca miejsce pobytu – budzi obawy” – zob. M. Perrot, Moja historia kobiet, przeł. M. Szafrańska-Brandt, Warszawa 2009, s. 167.

3 G. Pauszer-Klonowska, Pani na Puławach, Warszawa 1978; D. Wójcik-Góralska, Władztwo księżnej Izabeli, Warszawa 1967; A. Aleksandrowicz, Izabela Czartoryska. Polskość i europejskość, Lublin 1998.

4 A. Mączak, Odkrywanie Europy, Gdańsk 1998, s. 33–36.

5Charlotte Anne Waldie Eaton, córka George’a Waldie, prominentnego obywatela Newcastle. W trakcie bitwy pod Waterloo przebywała w Belgii. Swoje wspomnienia z tego okresu opublikowała w pracy Narrativeof a Residence in Belgium by an Englishwoman (London 1817). Największą popularność zdobyły jednak podróżnicze wspomnienia autorki: Rome in the nineteenth century (Edinburgh 1820) oraz Continental Adventures (London 1826). Natomiast najbardziej znaną niemiecką podróżniczką była Ida Pfeiffer, której udało się zwiedzić m.in. Turcję, Egipt, Palestynę, Włochy, Półwysep Skandynawski, Islandię, Grecję, Thaiti, Chiny i Indie – zob. W. Kielich, Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy, przeł. M. Diederen-Woźniak, Warszawa 2013, s. 129–145.

6 W 1833 roku odbyła romantyczną podróż po Italii z Alfredem de Mussetem. Sześć lat później, kilka dni w Genui spędziła z Fryderykiem Chopinem. Zob. G. Sand, Dzieje mojego życia, przeł. M. Dramińska-Joczowa, Warszawa 1968; R. Bochenek-Franczakowa, George Sand, Wrocław 1981; P. Brunel, George Sand – Fryderyk Chopin: bieguny miłości, przeł. W. Dłuski, Warszawa 2002; M. Perrot, op. cit., s. 171–172.

7 I. Skarbek Kiełczewski, Wiadomość charakterystyczna o życiu i pismach pani baronowej Holstein de Stael, Warszawa 1819; Ł. z Giedroyciów Rautenstrauch, W Alpach i za Alpami, t. I, Warszawa 1847, s. 34–37.

8