Zwiąż się ze mną - Kristen Proby - ebook
Opis

On w życiu zawsze sięga po swoje fantazje. Czy ona zgodzi się ruszyć razem z nim w szał miłości?
Nicola Dalton zawsze sama kierowała swoim losem. Prowadzi świetnie prosperującą cukiernię i z satysfakcją patrzy, jak rośnie liczba jej klientów, wśród których jest coraz więcej celebrytów. Niespodziewany, szalony wieczór wywraca jej życie do góry nogami. Nicola poznaje mężczyznę, przy którym jej serce bije jak oszalałe. Ich wspólna noc jest pełna ognia, ale… nieznajomy nagle znika.
Matt Montgomery to mężczyzna, który żyje według własnych reguł. Najbardziej pożądany facet Seattle. Seksowny, opiekuńczy, oddany rodzinie i swojej pracy. Ale ma swoje tajemnice...
Noc z Nicolą to było spełnienie jego pragnienia kobiety idealnej, uległej i namiętnej. Niespodziewane wydarzenie przerywa to, czego pragnie…
Czy spotkają się znów? I co się stanie, gdy Nicola pozna sekret Matta?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 305

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Redakcja serii

Małgorzata Cebo-Foniok

Ewa Turczyńska

Korekta

Agnieszka Deja

Hanna Lachowska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© Zbigniew Foniok

Tytuł oryginału

Tied with Me

TIED WITH ME by Kristen Proby.

Copyright © 2014 by Kristen Proby.

Published by arrangement with the Author.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2016 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5847-8

Warszawa 2016. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-954 Warszawa, ul. Królowej Marysieńki 58

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

L.

Prolog

Co my tu robimy? – pytam Bailey już czterdziesty raz, odkąd przyszłyśmy do Centrum Sztuki w Seattle.

– Przyda ci się trochę rozrywki – odpowiada z chytrym uśmieszkiem. – Poza tym nie wpadł mi do głowy nikt inny, z kim mogłabym tutaj przyjść.

– I sądzisz, że potrzebuję akurat takiej rozrywki? – pytam z niedowierzaniem, rozglądając się dookoła.

Bailey, moja najlepsza przyjaciółka, namówiła mnie na coroczne targi fetyszy, jakie odbywają się w Seattle. Nie wiem, jak jej się to udało, nie ma chyba na tej planecie mniej wyuzdanej osoby ode mnie.

Jestem taka nudna, nawet pachnę zwyczajną wanilią, może dlatego, że przez cały dzień dodaję ją do ciastek, które piekę we własnej cukierni.

– Nie bądź taką cnotką – gani mnie Bailey, przewracając oczami. – Tu jest naprawdę super.

– To nie moja bajka – odpowiadam i odsuwam się od faceta ubranego tylko w skórzaną kamizelkę i łańcuchy, który właśnie się o mnie otarł.

Główną salę przerobiono na duży klub taneczny, na scenie szaleje DJ, z głośników płynie bardzo głośna muzyka, na parkiecie w migających światłach kotłują się ciała tańczących.

Są różne rodzaje strojów i różne stopnie ich braku. Nagość jest zabroniona, ale wielu gości zbliża się do tej granicy, zakrywając tylko najważniejsze części ciała. W mniejszej sali po prawej znajdują się parkiet i scena, na której mają wkrótce zaprezentować jakąś burleskę. Organizatorzy zadbali również o dobrze wyposażony bar.

Na lewo od głównego parkietu umieszczono kolejną salę podzieloną na sektory, w których prezentuje się publiczności różne perwersyjne numery.

– Tam pójdziemy później, jak się już napijesz – informuje mnie Bailey i ciągnie w kierunku baru. – Zaraz zacznie się występ.

Bailey ma proste ciemnoblond włosy sięgające pupy, ma też – niech ją – naturalne pasemka i duże piwne oczy. A kiedy się śmieje, robią się jej dołeczki w policzkach; to właśnie przez te dołeczki nie może się pozbyć etykietki „słodkiej dziewczynki”, której serdecznie nie znosi.

Podchodzimy do baru, zamawiamy 7&7 u barmana ubranego w obcisłe szorty na pomarańczowych szelkach, a potem wybieramy miejsca jak najbliżej sceny.

– No i co o tym sądzisz? – pyta Bailey z uśmiechem i pociąga łyk drinka.

– Przyszło więcej ludzi, niż myślałam.

Gości było rzeczywiście mnóstwo – w różnym wieku, różnego wzrostu i tuszy, różnych orientacji seksualnych. Najbardziej dziwi mnie ich otwartość, najwyraźniej czują się tu dobrze, komfortowo, są uśmiechnięci i cieszy ich fakt, że mogą paradować wśród innych niemal bez ubrania, demonstrując bez poczucia winy swoje perwersyjne upodobania seksualne.

– To znacznie liczniejsza społeczność niż mogłoby się wydawać – przytakuje Bailey i omiata wzrokiem salę. – A tak przy okazji, naprawdę świetnie wyglądasz. Miło cię wreszcie zobaczyć bez białej czapeczki i fartucha.

– Czapeczka i fartuch to mój strój roboczy – ucinam.

– Właśnie. Zawsze jesteś w pracy. Widuję cię albo w tym obrzydliwym białym mundurku, albo w piżamie.

Wzruszam ramionami i odwracam wzrok. Nie mam nic do powiedzenia. Bailey ma rację. Zerkam na spódniczkę mini i samonośne pończochy do pół uda, szpilki oraz czerwony top bez ramiączek, które kazała mi włożyć i muszę przyznać, że nieźle się czuję w tym stroju.

Dzięki niemu uświadamiam sobie, że jestem kobietą o potrzebach większych niż rozgrzany piekarnik i lukier czekoladowy.

Bailey pomogła mi zrobić makijaż i ułożyć fryzurę – mam ciemne kreski na powiekach, doklejone sztuczne rzęsy, jaskrawą szminkę. Włosy skręcone w pierścionki opadają mi na niewielkie piersi podniesione i ściśnięte tak, by je maksymalnie wyeksponować.

Dzięki losowi za Bailey i jej kobiece sztuczki.

– Masz wspaniałe ciało, Nicole, powinnaś je pokazywać.

– Komu? – pytam ze śmiechem. – Moi klienci chcą jeść babeczki, a nie oglądać moje cycki.

– Zależy, którzy klienci – żartuje Bailey, światła przygasają, rozlegają się pierwsze dźwięki swingującej muzyki z lat trzydziestych. Na scenie pojawia się młoda kobieta koło trzydziestki, ubrana w mundur marynarza i zaczyna żywiołowy taniec.

Już po trzydziestu sekundach zostaje w samej przepasce na biodrach.

Nie wiem nawet, co się stało z jej ubraniem, tak szybko je zdjęła.

Przechylam głowę i patrzę, jak tanecznym krokiem przemierza scenę, uśmiecha się, przygryza wargi, flirtuje z facetami i dziewczynami siedzącymi na widowni.

Ku ogólnej radości dołącza do niej jeszcze czwórka dziewczyn w równie skąpych strojach, wszystkie tańczą, aż w końcu następuje chwila przerwy, aby goście mogli pójść do baru i pooglądać występy w innych sekcjach.

– Dobra, kupujemy drinki i idziemy oglądać pokazy. – Bailey klaszcze w ręce i podrywa mnie z miejsca.

– Koniecznie?

– Tak! – Przewraca oczami. – Nie musisz nic robić, wystarczy, że sobie popatrzysz. To świetna zabawa, Nicole.

– Skoro tak twierdzisz – mruczę. Z drinkiem w ręku idę za Bailey oglądać pokazy fetyszy, z tamtej sali nie dochodzą już dźwięki muzyki, ale śmiechy i jęki rozkoszy.

– Nie uprzedziłaś mnie, że goście biorą udział w prezentacjach – mówię nieswoim głosem o trzy oktawy wyższym niż zwykle, ale zupełnie się tym nie przejmuję.

– Oczywiście, że chętni biorą w tym udział. Ale ty nie musisz niczego wypróbowywać.

Podczas pierwszego pokazu wypiłam chciwie pierwszego drinka, nie odrywając ust od słomki, a potem wyjęłam szklaneczkę z dłoni Bailey i wychyliłam błyskawicznie również i jej zawartość.

Na stole do masażu leży kobieta, jej piersi i brzuch przysłonięte są częściowo niebieską jedwabną szarfą. Wspaniale zbudowany mężczyzna bez koszuli stoi nad nią, trzymając w ręku metalową pałkę, podłączoną do jakiegoś urządzenia; każdy dotyk pałką przyprawia leżącą o silne skurcze ciała.

– Gra elektro – szepcze Bailey.

Nie mogę oderwać wzroku od kobiety, która jęczy głośno i wije się na stole. Mężczyzna pochyla się, szepcze jej coś do ucha, ale ona z uśmiechem kręci głową.

– Sprawdza, czy wszystko w porządku – wyjaśnia Bailey.

– To miło z jego strony – odpowiadam sarkastycznie.

Mężczyzna znów dotyka pałką piersi kobiety, jej sutki sterczą teraz jeszcze bardziej niż przedtem, co wydawało się niemal niemożliwe, koniec pałki wędruje w dół, gładzi jej brzuch i wsuwa się między nogi, wywołując potężny orgazm. Kobieta krzyczy z rozkoszy.

– Boże – szepczę zdumiona.

Bailey wybucha śmiechem i dopiero w tym momencie zdaję sobie sprawę, że w ogóle wydobyłam z siebie głos.

– Ty też robisz takie rzeczy? – pytam.

– Nie, to nie dla każdego, taka zabawa wymaga zaufania i doświadczonego partnera – odpowiada Bailey z uśmiechem, wpatrując się w parę na scenie.

Mężczyzna wyłącza urządzenie i przytula rozedrganą kobietę, która wciąż nie może złapać tchu. Całuje ją w policzek i szepcze coś czule do ucha. Na widok tych ludzi, tak sobie bliskich, tak zakochanych, czuję dziwne ukłucie w okolicach serca.

Coś wspaniałego…

– Oni są małżeństwem. Kobieta jest submisywna od trzech lat.

– Submisywna?

– Naprawdę jesteś taka naiwna? – pyta Bailey, kręcąc głową.

– Nie miałam pojęcia, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Myślałam, że tylko w książkach.

– A jednak się dzieją.

– Ty też jesteś submisywna?

Uśmiecha się i wzrusza ramionami.

– Niestety nie, próbowałam, ale za dużo gadam, komentuję i narobiłam sobie kłopotów. Nie mogłam potem siedzieć na pupie przez miesiąc.

Przełykam z trudem ślinę i idziemy na kolejny pokaz. Siadamy.

Słyszę trzaśnięcie bata i podskakuję nerwowo.

– A niech mnie!

Bailey wybucha śmiechem i bierze mnie pod rękę. Wysoki, szczupły mężczyzna bez koszuli trzyma w ręku bat, rudowłosa kobieta jest podczepiona za nadgarstki do łańcucha zwisającego z sufitu. Ma na sobie czarne majteczki i biustonosz.

Mężczyzna wywija batem wokół głowy i strzela z niego tak, że zostawia na łopatce kobiety tylko maleńki czerwony ślad. A ona jęczy z rozkoszy, jakby była to najbardziej seksowna pieszczota, jakiej zdarzyło się jej doświadczyć.

Mężczyzna okrąża ją i powtarza ten sam manewr, tym razem pozostawiając czerwony ślad na drugiej łopatce.

Podchodzi bliżej, chwyta kobietę za włosy, odciąga jej głowę do tyłu i szepcze coś do ucha.

– Tak, panie – odpowiada kobieta niemal bez tchu.

Mężczyzna uśmiecha się, całuje ją namiętnie, wypuszcza włosy z zaciśniętej dłoni, unosi bat nad głowę i znów pozostawia jeden, dwa, trzy czerwone ślady po obu stronach kręgosłupa.

– Jak to się dzieje, że nie uszkadza skóry? – pytam zdziwiona.

– Lata praktyki – odpowiada szeptem Bailey. – To mistrz Eryk.

– A ona jest submisywna? Jest jego poddaną? – pytam, dumna, że tak szybko nauczyłam się tego języka.

– Nie, ona chyba do nikogo nie należy. Ale jest masochistką i mistrz Eryk chętnie ją zaspokaja.

– Jezu – mamroczę, ale czuję dziwne ściskanie w żołądku, gdy Eryk unosi pośladki kobiety, wsuwa jej palce między nogi i wyjmuje je mokre, błyszczące wilgocią w przydymionym świetle.

– Widzisz? Jest szczęśliwa. Mistrz Eryk natychmiast by przestał, gdyby wypowiedziała hasło.

Matko – myślę. Hasła, baty i elektropałki. Kto by to pomyślał?

Idziemy dalej, kobieta wylewa na chętnych gorący wosk.

– Obejrzyjmy teraz coś subtelniejszego. No, może akurat gorący wosk nie zapewnia bardzo subtelnych odczuć, ale jednak jest z pewnością bardziej delikatny niż bat.

Uśmiecham się ironicznie i patrzę z zachwytem na uśmiechniętego błogo mężczyznę, któremu gorący wosk spływa właśnie po nagim torsie i dobrze umięśnionym brzuchu. Wyraźna wypukłość pod paskiem jego dżinsów dowodzi jasno, jak bardzo mu się to podoba.

– Chcesz spróbować? – pyta Bailey.

– Nie, dzięki. – Kręcę głową, ale nie mogę oderwać wzroku od dziewczyny, która zajmuje właśnie miejsce i unosi włosy do góry, by strumień gorącego wosku spływał bez przeszkód po jej piersiach i łopatkach. Wosk zastyga niemal błyskawicznie i zostaje natychmiast – niemal uwodzicielskim ruchem – zerwany ze skóry.

Zaczyna mi się wydawać, że ten cały rytuał jest naprawdę seksowny.

– O! A tu mamy strefę bondage – wykrzykuje podniecona Bailey i ciągnie mnie w stronę grupki kobiet, które czekają cierpliwie na to, by przystojny, wysoki mężczyzna zawiązał im sznury wokół torsu, rąk i nóg, pokrywając ciała skomplikowanym szlakiem małych węzełków.

No, no…

– Nie miałam pojęcia, że sznurki mogą wyglądać jak dzieło sztuki – mruczę.

– To z pewnością jest dzieło sztuki. – Kiwa głową Bailey i na znak mężczyzny ochoczo podchodzi bliżej.

Mężczyzna krzyżuje jej ręce na plecach tuż nad pośladkami i zaczyna oplatać jej ciało niebieskim sznurem. Kolor sznura pięknie kontrastuje z czarną suknią i podkreśla seksowne krągłości.

Moja przyjaciółka wygląda oszałamiająco.

Mężczyzna całuje ją w czoło i z uśmiechem przyjmuje podziękowanie Bailey, która odwraca się do mnie.

– Też powinnaś spróbować.

– Ale nie będę mogła ruszać rękami – protestuję.

– Nie musi wiązać ci rąk – odpowiada Bailey, a mistrz ceremonii robi zachęcający gest ręką. W tym momencie podchodzi do niego inny mężczyzna.

Cofam się o krok i widzę, że ten drugi szepcze coś pierwszemu do ucha. Obaj kiwają głowami, nowy uśmiecha się do mnie i nagle zostajemy sami.

Nowy jest dość krótko ostrzyżonym blondynem o jasnoniebieskich oczach, w których przepastnej głębi z łatwością można zatonąć. Ma gładką, świeżo ogoloną twarz i pełne, seksowne, uśmiechnięte usta.

– No to jak, mała?

Rozdział 1

Wesela to nie moja bajka. To znaczy, nie lubię piec weselnych tortów. Jestem właścicielką dobrze prosperującej, małej cukierni w centrum Seattle i największą przyjemność sprawia mi pieczenie ciasteczek.

Kiedy jednak Brynna Vincent, obecnie Brynna Montgomery, poprosiła mnie o tort na przyjęcie weselne, nie mogłam jej odmówić. Wpadła do mojego sklepu jakieś dwa tygodnie temu i – promieniejąc szczęściem – zapytała, czy nie mogłabym upiec tortu na jej wesele, bo najbardziej na świecie smakują jej moje babeczki.

Tak, przyznaję, skutecznie połechtała moje ego.

A kiedy zapewniła, że wystarczy jej zwykły, dwuwarstwowy tort, bo planuje tylko skromne, rodzinne przyjęcie, postanowiłam przyjąć jej zamówienie.

Co więcej, Brynna przyszła do cukierni ze swoimi uroczymi, sześcioletnimi bliźniaczkami i kupiła dla nich całe pudełko ciastek.

No ale teraz, kiedy znajduję się w ogniu walki: ustawiam tort i pilnuję, żeby się właściwie prezentował, podczas gdy młoda para wypowiada właśnie ostatnie słowa przysięgi małżeńskiej, a cała rodzina wiwatuje na ich cześć, rozumiem, dlaczego nigdy wcześniej nie przygotowywałam tortów weselnych: to stanowczo zbyt stresujące zajęcie.

Milszej panny młodej do współpracy niż Brynna nie można sobie wyobrazić. Można by nawet powiedzieć, że przez te dwa tygodnie, kiedy wspólnie projektowałyśmy tort, udało się nam nawet zaprzyjaźnić.

Jednak dzień wesela to dla mnie prawdziwa tortura. Muszę być pewna, że każda najmniejsza różyczka, każda najmniejsza figurka z lukru znalazły się na właściwym miejscu.

Gdybym to ja była panną młodą, tak właśnie bym sobie życzyła, wszystko musiałoby wyglądać idealnie.

Biegnę do samochodu, zabieram jeszcze parę drobiazgów i wracam szybko do stołu za domem, w którym Brynna wzięła właśnie ślub.

Dom nie jest przesadnie duży, przeciętny jak na standard w tej dzielnicy, mieści trzy czy cztery sypialnie. Ale za to działka wygląda jak ze zdjęcia w magazynie „Mój dom i ogród”.

Brynna wspominała, że jej nowy teść to zapalony ogrodnik i rzeczywiście miała rację. Klomby toną w różnokolorowych pachnących kwiatach, oczka wodne i wykamieniowane ścieżki nadają całemu terenowi za domem wygląd prawdziwego parku.

Dzieciaki w różnym wieku – od roku do równolatków bliźniaczek, czyli sześciu lat, biegają po ogrodzie, ciesząc się pięknym dniem. Wokół rozbrzmiewa przemyślnie gdzieś zainstalowana cicha muzyka.

– Kiedy będzie tort? – odzywa się za mną jakiś męski głos.

Odwracam się, by spojrzeć mówiącemu w twarz. Ma jasne niebieskie oczy, blond włosy i szeroki uśmiech, adresowany do mnie.

Jest jednym z najpotężniej zbudowanych mężczyzn, jakich widziałam w życiu i z jakiegoś powodu zaczyna mi się wydawać, że skądś go znam.

– To decyzja państwa młodych. Ja tylko kończę dekorację.

Odwzajemniam uśmiech i ostrożnie mocuję ostatnią różyczkę na polewie pięknego białego tortu.

– Doniesiesz na mnie, jeśli uszczknę kawałeczek? – pyta ze śmiechem wielkolud.

– Ja to zrobię – odpowiada piękna rudowłosa kobieta i odwraca do mnie głowę. – Proszę nie zwracać na niego uwagi. Jest zawsze głodny.

– Nakryłaś mnie – mruczy i muska czule wargami skroń rudowłosej. – Jestem Will, brat pana młodego.

Wyciąga do mnie ogromną dłoń.

– A to moja narzeczona, Meg.

– Bardzo mi miło was poznać. – I nagle doznaję olśnienia. – A niech mnie, czy to ty jesteś Will Montgomery, ten słynny piłkarz?

– Tak – odpowiada, niemal nieśmiało. – Ale dzisiaj występuję tutaj tylko jako brat pana młodego, nikt więcej.

– W porządku – odpowiadam z uśmiechem, dumna, że udało mi się zachować spokój. Nie miałam pojęcia, że Brynna wchodzi do rodziny tych słynnych Montgomerych, to dość popularne nazwisko.

Will i Meg odchodzą, kończę dekorować tort i rozglądam się za Brynną, żeby złożyć jej życzenia i wreszcie wrócić do domu, z ulgą, że moja misja dobiegła końca.

Dostrzegam ją w drugim końcu ogrodu, otoczoną gromadką gości. Wycieram ręce o żakiet, podchodzę do nich i staję na palcach, by mocno ją uściskać.

– Jeszcze raz gratuluję, moja droga – szepczę. – A gdzie pan młody?

– Tutaj – oznajmia Caleb z szerokim uśmiechem, gdy uwalniam z uścisku jego małżonkę. – Tort jest naprawdę wspaniały. Dziękujemy.

– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiadam, szczęśliwa, że państwo młodzi są naprawdę zadowoleni z końcowego efektu wielogodzinnego planowania i przygotowań.

– Pieczesz najlepsze torty na świecie – odzywa się blondynka stojąca obok Brynny, lecz kiedy odwracam do niej głowę, doznaję nieodpartego wrażenia, że uległam halucynacji.

Widocznie cegła spadła mi na głowę i cierpię teraz wskutek urazu.

Nie potrafię inaczej wytłumaczyć faktu, że stoję teraz obok właśnie tego jedynego mężczyzny na świecie, o którym tak bardzo pragnę, a nie potrafię zapomnieć.

Mrugam w nadziei, że to jakieś przewidzenie, ale on w dalszym ciągu stoi tam, gdzie stał, ma na sobie spodnie khaki, białą koszulę i w przeciwieństwie do poprzedniego razu, kiedy go widziałam, starannie ułożoną fryzurę.

Ale te oczy… te jasnoniebieskie oczy, przymrużone, wpatrzone w moją twarz, śledzące każdy ruch, są dokładnie takie, jak je zapamiętałam.

– A niech mnie – szepczę i próbuję się cofnąć.

– Wy się znacie? – pyta Caleb.

Budzi się we mnie profesjonalistka.

Kręcę głową i uśmiecham się promiennie do Brynny.

– Bardzo się cieszę, że podoba się wam tort. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.

Z tymi słowami odwracam się do wyjścia, ale zanim zdołam zrobić krok, słyszę:

– Zaczekaj!

I choć ogarnia mnie furia, jednak się zatrzymuję, zaciskam dłonie i patrzę na niego niespokojnie. Już na sam dźwięk głosu, jaki wydobywa się z seksownych ust tego dupka, czuję, jak twardnieją mi sutki.

Dzięki Bogu, nikt nie może tego zauważyć, bo mam na sobie cukierniczy fartuch.

Nie chcę robić sceny w obecności tylu ludzi, ale tak naprawdę mam ochotę mu powiedzieć, żeby pocałował mnie gdzieś i natychmiast się odwalił.

Przyszpila mnie spojrzeniem, chwyta za ramię i odciąga na bok.

– Miło cię widzieć, Nicole. Pięknie wyglądasz. Ładnie ci w krótkich włosach.

Czuję, jak przyciska nos do mojego ucha, a jego czysty męski zapach sprawia, że przewracają mi się wnętrzności. Nie mogę tego wytrzymać.

Nie mogę znieść tego faceta.

Ciężko oddycham, z pałającymi policzkami wyrywam mu ramię z uścisku, rzucam wściekłe spojrzenie i odchodzę szybkim krokiem.

Nie jestem pewna, ale odnoszę wrażenie, że słyszę, jak mruczy coś w rodzaju:

– „Dać jej klapsa”.

Przyspieszam więc kroku i zaczynam się modlić, żeby za mną nie poszedł.

I dokładnie w tej samej chwili wracają wspomnienia, z którymi tak dzielnie starałam się walczyć.

– No to jak, mała?

Bailey szturcha mnie łokciem, robię niepewny krok w stronę mężczyzny. Nie mogę oderwać wzroku od tych niesamowitych oczu.

– Więc chcesz spróbować? – pyta, świdrując mnie spojrzeniem.

Z trudem przełykam ślinę i przytakuję.

– Musisz to powiedzieć słowami – odpowiada z uśmiechem.

– Chcę.

– Nie martw się – szepcze, zbliżając usta do mojej twarzy. – Nic nie będzie bolało.

Uśmiecham się lekko, a on gładzi mnie delikatnie po policzku i dotyka kciukiem dolnej wargi, przyprawiając mnie o dreszcz.

Czuję, jak twardnieją mi sutki i – przysięgam na wszystkie świętości – powinnam zmienić majtki, które już są mokre.

A on przecież tak naprawdę jeszcze nic nie zrobił!

Przyciąga do siebie leżącą na podłodze dużą płócienną torbę i wygrzebuje z niej długi biały sznur.

– Biały będzie pięknie pasował do twojego ubrania – szepcze w zamyśleniu i pociera palcem wargi, patrząc raz na mnie, raz na torbę z rekwizytami.

Chichoczę, ale gdy wbija we mnie wzrok, natychmiast zasłaniam dłonią usta.

– Coś cię bawi?

Kręcę głową, ale on ujmuje mój podbródek w dwa palce i zmusza, bym spojrzała mu w oczy.

– Może jednak?

– Rozśmieszyło mnie to szperanie w torbie – mówię cicho. Dlaczego właściwie chcę zaspokoić jego ciekawość?

Z trudem powstrzymuje uśmiech i wypuszcza mnie z objęć. Budzi we mnie przerażenie fakt, że ta nagła utrata kontaktu z jego ciałem sprawia mi przykrość.

Weź się w garść. Po prostu najwyższa pora na jakiś dobry seks. Od ostatniego razu minęło tyle czasu, że aż wstyd się przyznać.

– Skrzyżuj ręce z tyłu i chwyć się za przedramiona.

– Nie chcę mieć związanych rąk – odpowiadam szybko.

Patrzy na mnie przez chwilę i podchodzi tak blisko, że niemal muska wargami moje ucho. Wspaniale pachnie jakimś egzotycznym płynem do kąpieli i namiętnym, prawdziwym mężczyzną.

– Mogę przeciąć więzy w ułamku sekundy. Nic nie będzie bolało. Zaufaj mi.

Cofa się i patrzy na mnie pytająco, kiwam głową i zakładam ręce z tyłu, tak jak chciał. Nie wiem, dlaczego mu ufam, ale tak jest. Wierzę, że mnie nie skrzywdzi.

Nagradza mnie czarującym uśmiechem i gdyby nie to, że majtki mam już i tak mokre, na ten widok na pewno by zwilgotniały. Niech to diabli, co za niesamowity facet. Odwraca się do mnie, by sięgnąć po sznur, a ja błądzę wzrokiem po jego ciele. Jest bardzo wysoki, mierzy ponad metr dziewięćdziesiąt. Szerokie bary skrywa koszula na guziki z podwiniętymi rękawami, spod których wyglądają żylaste przedramiona. Koszula jest niedbale wetknięta w czarne spodnie z paskiem, eleganckie buty również są czarne.

Ta czerń powinna onieśmielać, a jest po prostu seksowna. I bardzo do niego pasuje.

Mam ochotę zrobić mu loda.

Dziewczyno, przyszłaś tutaj po to, żeby zobaczyć, na czym polega bondage.

Tuż obok inny facet właśnie kończy wiązać inne dziewczyny, które stały w kolejce za mną. Rozglądam się za Bailey, ale nigdzie jej nie widzę.

– Daleko nie odeszła – mruczy mężczyzna, jakby czytał w moich myślach.

– Jak się nazywasz? – pytam cicho, gdy tymczasem on wiąże mi nadgarstki. Nosem niemal dotykam jego torsu i wdycham jego zapach.

Tak świetnie pachnie…

– Matt – odpowiada z uśmiechem, okręcając mi sznurem ramiona i tors. – A ty?

– Nicole – odpowiadam, patrząc, jak zapętla sznur, nadając więzom symetryczny wzór, który prezentuje się wyjątkowo pięknie na czerwono-czarnym tle. Ma długie, szczupłe ręce i zręczne palce.

– Dobrze ci to idzie – mówię cicho.

Uśmiecha się i patrzy na swoje ręce, które przesuwają się zwinnie po moich piersiach i brzuchu.

Oddycham coraz szybciej, serce wali jak szalone. Tułów mam już związany, próbuję poruszyć rękami, ale ani drgną.

– Boli? – pyta cicho.

– Nie – odpowiadam szczerze.

Kiwa głową i wsuwa mi sznur między nogi, wiąże go na plecach i znów przeciąga między udami. Przygryzam wargi, żeby stłumić jęk rozkoszy.

Boże! Jak to możliwe, że podnieciło mnie wiązanie sznurem?

W końcu zaplata ostatni węzeł, który miesza się z pozostałymi i trudno teraz powiedzieć, gdzie ten sznur się kończy, a gdzie zaczyna. Potem cofa się o krok, krzyżuje ramiona na piersiach i przesuwa placem po dolnej wardze, błądząc wzrokiem po moim ciele. Błyszczące, niebieskie oczy płoną pożądaniem. On też oddycha coraz szybciej i przysięgam na bogów bondage, że czuję do niego niezwykły pociąg.

Jeśli mnie nie dotknie… jeśli natychmiast mnie nie dotknie, spłonę na popiół.

Podchodzi bliżej, ujmuje moją twarz w dłonie i całuje mnie w czoło.

– Jesteś z kimś?

Powinnam się obruszyć i kazać mu się wypchać, ale ten facet działa na mnie tak odurzająco, że kręcę tylko głową.

– Nicole – szepcze i całuje kącik moich ust, a potem przesuwa wargi wyżej, tak by znalazły się tuż przy moim uchu. – Zwykle tak silnie nie reaguję, ale mam straszną ochotę wypieprzyć cię na wylot. – Zatyka mnie lekko i odchylam nieco głowę, żeby popatrzeć mu w oczy.

Odmów! Uciekaj! Jezu, co za zboczeniec mówi takie rzeczy?

Zamiast tego oblizuję tylko wargi.

– Mieszkam trzy przecznice stąd.

Odrywa ode mnie wzrok i kiwa do kolegi, chwyta mnie za ramię i ciągnie do drzwi.

– Zaczekaj, moja przyjaciółka…

– Jest tam – mówi spokojnie, wskazując tłum. Bailey patrzy na nas z porozumiewawczym uśmiechem, unosi w górę kciuk i mruga porozumiewawczo.

– Widzisz? Wszystko z nią w porządku.

– Zaczekaj. – Zapieram się obcasami i oboje przystajemy. – Przecież możesz być seryjnym mordercą, rzeźnikiem, narkomanem, gwałcicielem.

Uśmiecha się, wzdycha i odgarnia mi włosy.

– Grzeczna dziewczynka…

– W takim razie, do zobaczenia później…

– Stój – rozkazuje cicho, a ja bez wahania wykonuję polecenie, ignorując instynkt ucieczki.

Obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie. Pod wpływem tego dotyku moje ciało budzi się do życia i tulę się do niego mocniej.

Śmieje się cicho i pociera nosem o mój nos.

– Już od dawna nie czułem do nikogo takiego pociągu. Przysięgam, nie jestem mordercą. – Z tymi słowami zaczyna mnie całować, wsuwa mi głęboko język do ust i skrupulatnie bada ich wnętrze. A ja bezwolnie na wszystko pozwalam.

Nie mogę ruszyć rękami, a chciałabym zarzucić mu je na szyję, chwycić go za włosy i przyciągnąć jak najbliżej jego głowę. Zamiast tego przytulam się do niego mocniej i jęczę z rozkoszy. On tymczasem przylega biodrami do mojego brzucha, tak, żebym poczuła na ciele jego erekcję.

Cholera, ależ jest seksowny!

– To ty mnie zaprosiłaś…

– Chodźmy.

Nie trzeba mu tego dwa razy powtarzać, znajdujemy na parkingu jego bmw, usadza mnie na miejscu pasażera, ręce mam w dalszym ciągu związane z tyłu. Jest mi niewygodnie, nie mogę się oprzeć, ale nieprawdopodobne podniecenie sprawia, że zupełnie mi to nie przeszkadza.

Szczerzy zęby w wilczym uśmiechu i całuje mnie w policzek.

– Podobasz mi się w tych pętach.

Nie czeka na odpowiedź, wskakuje na siedzenie kierowcy i zatrzaskuje drzwi.

– Trzy przecznice stąd, po lewej – tłumaczę.

– Nad piekarnią? – pyta.

– Tak. Masz ładny samochód.

– To prezent – odpowiada krótko, parkując auto.

Kto, u diabła, kupuje w prezencie samochody?

Znajduje miejsce na parking i prowadzi mnie na górę.

– Będziesz musiał wyjąć mi kluczyki z torebki – mówię i odwracam się do niego tak, by mógł po nią sięgnąć.

– Strasznie nie lubię grzebać w damskich torbach – wyznaje z uśmiechem. – Mama obcięłaby nam ręce, gdybyśmy zrobili coś takiego.

– No cóż, moje są związane – odpowiadam żartobliwie.

– Fakt. – Znajduje klucze i otwiera drzwi. Kładzie torebkę oraz klucze na stole i prowadzi mnie w głąb mieszkania, do sypialni.

– Kilka wskazówek – mówi cicho. – Jeśli usłyszę „nie”, albo „dość” od razu przestanę. Nie jestem sadystą, nie chcę, żebyś cierpiała. Ale musisz być posłuszna, wykonywać moje polecenia bez żadnych dyskusji. – Wbija we mnie wzrok. – Czy to jasne?

– Nie mam nic do gadania?

– Już ci tłumaczyłem. Jeśli poczujesz ból czy po prostu dyskomfort, powiesz „nie”. Ale bardzo się postaram, żeby to nie było konieczne. – Uśmiecha się i przyciąga mnie do siebie, chwytając węzeł pomiędzy moimi piersiami.

– Potrzebuję jakiegoś hasła? Kodu bezpieczeństwa?

– Twoje hasło to po prostu zwykłe „nie”.

– Dobrze – szepczę, ale on już nakrywa wargami moje usta. Całuje mnie żarłocznie, łapczywie, namiętnie. Już czuję, że dalej też będzie szybko i mocno; nie mogę się tego doczekać.

Dochodzimy do sypialni, zapala lampkę na stoliku nocnym, spowijając sypialnię subtelnym światłem.

– Z tymi sznurami na rękach nie dam rady się rozebrać.

Staje przede mną, dotyka czołem mojego czoła i przesuwa dłońmi po moich rękach, bokach, udach, aż do miejsca, gdzie pończochy stykają się ze spódnicą.

– Nie musisz być naga, żebym mógł się z tobą pieprzyć. Oczywiście tak bym wolał, ale z drugiej strony teraz mogę patrzeć na ciebie oplątaną sznurami, a to też sprawia mi przyjemność.

– Dlaczego?

Kręci głową i zakrywa mi dłonią usta, odpina koszulę i rzuca ją na podłogę. Odsuwa się o krok, żeby zdjąć pasek i spodnie – ze zdumieniem odkrywam, że nie nosi bielizny.

Zresztą po tym wszystkim, co się dziś stało, właściwie nie rozumiem, że cokolwiek mnie jeszcze dziwi.

Omiata spojrzeniem moją twarz, szyję, piersi, ujmuje je w dłonie, pochyla się i zaczyna ssać przez bluzkę moje nabrzmiałe sutki.

Odchylam głowę, gdy czuję lekkie szarpnięcie między nogami, w miejscu, gdzie sznur dotyka moich kobiecych fałdek. Wystarczy odsunąć sznur i majtki, żeby się we mnie wśliznąć.

– Chcę cię dotknąć – szepczę. Desperacko pragnę ująć jego twardy członek w dłonie i doprowadzić go do takiego stanu szaleństwa, do jakiego on doprowadził mnie.

Kładzie mi rękę na ramieniu.

– Na kolana – rozkazuje, popychając mnie lekko w dół.

Biorę jego stwardniały członek w usta i zaczynam go delikatnie ssać i pieścić tak, jakby zależało od tego całe moje życie.

A gdy z jego gardła wydobywa się jęk, czuję, że jestem jeszcze bardziej mokra w środku.

Podnoszę na niego wzrok, ma zaciśniętą szczękę i przymrużone oczy.

– Dobra jesteś – jęczy, chwyta mnie za włosy, lekko je pociąga, nie sprawiając jednak bólu i zaczyna wsuwać i wysuwać członek z moich ust. Nie wchodzi jednak zbyt daleko, do gardła, sprawia mu przyjemność sam dotyk moich warg i języka. – Nie wyobrażam sobie niczego bardziej seksownego. Ty na kolanach, w moich sznurach, z tymi seksownym ustami, w których trzymasz mojego fiuta.

Podoba mi się wulgarny sposób, w jaki o tym mówi.

Odpowiadam jękiem na znak zgody i zaczynam pieścić językiem żyłkę pod jego penisem. Czuję z satysfakcją, że ręce zaplątane w moich włosach zaczynają mu drżeć.

Nagle stawia mnie na nogi i prowadzi do łóżka. Zadziera spódnicę, odsuwa sznur i majtki na bok. Ale zamiast we mnie wejść, klęka, zanurza twarz w moich fałdkach i zaczyna mnie ssać, doprowadzając do szaleństwa.

– Niech to diabli… – piszczę i próbuję się podnieść, ale on kładzie ciężką dłoń na mojej łopatce i przygniata mnie do materaca, kontynuując pieszczoty. Nigdy w życiu przedtem nie przeżyłam czegoś podobnego.

Wkłada mi dwa palce do środka, a kciukiem masuje łechtaczkę i jednocześnie zębami otwiera opakowanie prezerwatywy, po czym wprawnie ją zakłada.

Szybko zastępuje palce penisem, wsuwa się we mnie szybko, do końca, oboje jęczymy z rozkoszy. Chwyta mnie za związane ręce i zaczyna ujeżdżać, szybko i mocno.

– Jesteś taka wspaniała w środku – mówi urywanym głosem. – Taka wąska. Kiedy to ostatnio robiłaś?

Wzruszam ramionami. On naprawdę myśli, że będę to teraz liczyć?

– Odpowiedz – rozkazuje i daje mi klapsa. Piszczę z bólu.

Ten ból ustępuje jednak natychmiast miejsca gorącej fali namiętności i znów zaczynam się pod nim wić.

– Nie wiem. Rok temu?

– Pieprz mnie – szepcze i wbija się we mnie głębiej i głębiej, jakby uczestniczył w jakimś wyścigu i dążył do mety.

Wciąż trzyma moje związane dłonie, a drugą ręką odchyla mi głowę tak, że nie mogę wykonać żadnego ruchu i jestem na jego łasce i niełasce.

– Boli? – szepcze, przyciskając usta do mojego ucha.

– Nie. – Z trudem wydobywam z siebie głos. Kiedy wchodzi we mnie pod tym kątem, wydaje się jeszcze większy. Chciałabym poruszyć biodrami, ale jestem całkowicie unieruchomiona.

– Nie ciągnę cię za włosy zbyt mocno?

Tak, trochę za mocno, ale bardzo mi się to podoba.

– Nie – odpowiadam i jęczę, bo znowu wchodzi we mnie głębiej, dotykając biodrami moich pośladków. Czuję jak w lędźwiach rośnie mi napięcie.

– Zaczekaj, dopóki ci nie powiem – syczy, przez zaciśnięte zęby.

– Ale.. – zaczynam. Bez skutku, gdyż on chwyta mnie tylko mocniej za nadgarstki.

– Słyszałaś, co powiedziałem.

Przełykam ślinę i próbuję się skupić na czymś innym. Na zakupach. Na zamówieniach. Na prezencie urodzinowym dla babci, który muszę jej wysłać w przyszłym miesiącu.

Ale to na nic. Moje ciało płonie i nie ma już odwrotu.

W końcu, z gardłowym jękiem, zadaje mi ostatnie pchnięcie.

– Teraz, Nicole!

I dochodzę do najbardziej intensywnego orgazmu w moim życiu. Wypycham ku niemu biodra i czuję, jak i on kończy, nasze ciała poruszają się w pełnej harmonii, w idealnie uzgodnionym rytmie.

W końcu całuje mnie w plecy, gdzieś między łopatkami i wypuszcza włosy z dłoni, po czym zaczyna rozplątywać więzy.

– Mógłbyś je po prostu przeciąć – szepczę, ułożona już wygodniej na miękkiej kanapie.

– Wolę tak – odpowiada cicho.

Luzuje więzy i pieści delikatnie moje ciało, które zmienia się teraz w jedną wielką wrażliwą kulę doznań – od intensywnego seksu począwszy na tych słodkich pieszczotach skończywszy.

Gdy uwalnia moje ramiona, pomaga mi wstać, żeby było mu łatwiej odplątać więzy.

– Podobało mi się – szepczę, patrząc na jego ręce.

– Naprawdę? – pyta, uśmiechając się lekko.

Kiwam nieśmiało głową, czuję, jak palą mnie policzki.

– Nie musisz się teraz mnie wstydzić.

Chichoczę, gdy opada ostatni sznur.

– Dzięki.

Odnajduje mój wzrok, marszczy brwi.

– Za co?

Przekrzywiam głowę.

– Za całkiem nowe doświadczenie w moim życiu.

Wykrzywia ironicznie wargi, podnosi moją dłoń do ust, całuje moje kłykcie i przyciąga mnie do siebie. Jest w dalszym ciągu nagi, ja ubrana, ale wreszcie mogę go dotknąć. Przesuwam palcami po jego ciepłej gładkiej skórze, od pośladków aż do nasady włosów.

– Masz niebezpieczne ręce – szepcze.

– A ty niesamowite ciało.

Uśmiecha się, chwyta mnie za ręce, całuje w czubek nosa i odsuwa się ode mnie.

– Muszę zapisać twój numer telefonu.

W tej samej chwili dzwoni komórka w kieszeni jego spodni. Marszczy brwi i wyjmuje telefon.

– Tak?

Krzywi się i zaczyna kląć, wkładając jednocześnie ubranie.

– Już jadę. Dziewczynki w porządku? Będę za dziesięć minut.

Zamyka klapkę telefonu i patrzy na mnie z żalem.

– Musisz iść.

– Tak. – Całuje mnie szybko, myślami jest już wyraźnie gdzie indziej. – Zadzwonię.

Z tymi słowami wybiega z mojego mieszkania. Nawet nie mam czasu mu powiedzieć, że nie podałam mu w końcu numeru telefonu.

I tak jest pewnie lepiej. On tkwi po uszy w czymś, o czym ja nie ma pojęcia. Wystarczy ta jedna noc. Noc, o której nie zapomnę.