Zrozumieć osobowość - Grzegorz Noras - ebook + książka

Zrozumieć osobowość ebook

Grzegorz Noras

0,0
25,00 zł

lub
Opis

Osobowość to jedno z najważniejszych pojęć w życiu człowieka, a zarazem najtrudniejszych do określenia, choć już zdefiniowanych. Każdy się z nim zetknął i każdy się nim... rozczarował. Od naukowców oczekuje się zrozumiałych i jasnych definicji, by móc świadomie poruszać się w gąszczu wiedzy na jakiś temat – tak jak to robią choćby biolodzy. W kwestii osobowości praktycznie istnieje pustynia poznawcza. Jeśli pojawiają się pojęcia naukowe typu: Freud, teoria czynnikowa, techniki projekcyjne, psychosomatyka, astenik…, to nie zachęcają do zaspokajania ciekawości. A osobowość dotyczy każdego. Każdy chce wiedzieć, jak działa. I to jest cel tej książki, by móc zrozumieć, jak działa człowiek i dlaczego ludzie są tak różni, a zarazem tak podobni. Podział naukowy i klasyfikacja jest na drugim miejscu.
Grzegorz Noras – jest reżyserem, aktorem, pedagogiem, osobą zajmującą się teatrem. Aktor jak nikt inny może się zajmować tematem osobowości. Zawodowi aktorzy tego nie robią, bo nie mają zacięcia naukowego, łudząc się, że psychologowie zrobią to lepiej. Ale to właśnie aktorzy i reżyserzy są specjalistami od człowieka, bo tworzą postać sceniczną czy filmową, czyli człowieka o określonej osobowości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 552




Projekt okładki

Krzysztof Krawiec

Korekta

Małgorzata Stempowska

Copyright © by Grzegorz Noras, 2017

ISBN 978-83-946855-3-9

Napisałeś książkę i chcesz ją wydać? Zapraszamy do serwisu Rozpisani.pl.

Znajdziesz tu szeroki zakres usług wydawniczych, dzięki którym Twoja książka trafi do księgarń.

Pomożemy Ci dotrzeć do czytelników na całym świecie!

Kontakt

www.rozpisani.pl

[email protected]

Konwersja

Spis treści
WSTĘP
UKŁAD KSIĄŻKI
Rozdział 1 PODSTAWOWE ZAŁOŻENIA
Rozdział 2 TWORZENIE SIĘ CECHY
Rozdział 3 ROZKŁAD CECHY W BRYLE
Rozdział 4 WARTOŚĆ OBIEKTYWNA I SUBIEKTYWNA CECHY
Rozdział 5 OZNACZENIA NA OSI DZIEDZICZNOŚĆ – ANTYGENETYCZNOŚĆ
Rozdział 6 OZNACZENIA NA OSI DOŚWIADCZENIE – WYDUMANIE
Rozdział 7 OZNACZENIA NA OSI POZNANIE − DOPASOWANIE
Rozdział 8 CECHA
Rozdział 9 STABILIZATOR
Rozdział 10 RÓWNOWAŻENIE BRYŁY
Rozdział 11 KORELE OSOBOWOŚCI
Rozdział 12 POWODY TWORZENIA BRYŁ OSOBOWOŚCI
Rozdział 13 TYPY OSOBOWOŚCI
Rozdział 14 ETAPY BUDOWY BRYŁ OSOBOWOŚCI
Rozdział 15 BODŹCE
Rozdział 16 ZMYSŁY INTELIGENCJI
Rozdział 17 CHARAKTER,TEMPERAMENT, WIZERUNE
Rozdział 18 AKTORSTWO
Rozdział 19 KURS OSOBOWOŚCI
Rozdział 20 WNIOSKI
SŁOWNIK POJĘĆ UŻYWANYCH W TEORII

WSTĘP

Osobowość człowieka to jedno z pojęć najtrudniejszych do określenia w dzisiejszych czasach. Mimo ogromnego rozwoju cywilizacyjnego w tej akurat dziedzinie jesteśmy wciąż na początku drogi. Jedno z podstawowych pytań człowieka: Jacy jesteśmy?, wciąż nas kieruje w sferę filozofii, a nie nauki.

Pozornie sprawa wydaje się prosta. Mamy ogromną liczbę słów, które sugerują nam potoczne określenie osobowości człowieka: śmierdzący leń, dusza człowiek, urodzony bandyta, pełna wdzięku młoda osoba, głupek, sympatyczny pan, skwaszony pryk. Są też bardziej skomplikowane: ceniona lekarka z dużym biustem(co ma sugerować chyba to, że jest mądrą osobą, na tyle mądrą, że trzeba jej czymś dokuczyć) albo niezłe ziółko, któregonie da się nie kochać(chodzi pewnie o mężczyznę, z którym można się związać co najwyżej na miesiąc).

Nie ma też nic naturalniejszego dla człowieka niż skrótowa próba określenia innej osoby. Najczęściej robimy to podczas rozmowy. Podstawowe pytanie, jakie zadajemy koleżance po jej pierwszej randce, brzmi:

– Jaki on jest?

Próbujemy wtedy, po kilku godzinach znajomości, przenicować człowieka i w sposób w miarę obiektywny ocenić go:

– Wspaniały. Jakbym go znała całe życie.

Osoby, które rozwodzą się po 23 latach w miarę szczęśliwego małżeństwa, mają niezły ubaw, kiedy to słyszą. Wciąż się zastanawiają, jak to się stało, że dopiero po tym czasie wyszła z partnera/partnerki prawdziwa natura.

I tak oto nasz język próbuje ratować niedoskonałości nauki. Po takiej randce wypadałoby po prostu stwierdzić:

– Na tej randce był wspaniały. Gadaliśmy ze sobą, jakbyśmy się znali całe życie. Ale co w nim siedzi? Któż to może wiedzieć…

Może często tak myślimy, ale upraszczamy wypowiedź w sposób całkowicie irracjonalny. Jak łatwo się domyślić, o wiele łatwiej jest nam określić konkretne cechy charakteru człowieka, a nie zaraz całą jego osobowość: poważny, nieśmiały, zimny, zagubiony czy wesołkowaty. Tu z całą pewnością większość ocen jest bliższa prawdy, choć w końcu ktoś może być nieśmiały w stosunku do kobiet, a jednocześnie przebojowy jako przedsiębiorca.

Jak widać, im bardziej brniemy w istotę osobowości, tym więcej znaków zapytania. Spójrzmy w takim razie do słownika. Weźmy pierwszą lepszą definicję, z Wikipedii.

Osobowość – wewnętrzny system regulacji, pozwalający na adaptację i wewnętrzną integrację myśli, uczuć i zachowania w określonym środowisku, w wymiarze czasowym (poczucie stabilności). Jest to zespół względnie trwałych cech lub dyspozycji psychicznych jednostki, różniących ją od innych jednostek.

Gratuluję, jeśli po pierwszym czytaniu ktoś to zrozumie. Spróbujmy tę definicję rozłożyć na części pierwsze.

Wewnętrzny system regulacji. Jeśli regulacja, to czym jej dokonać? Jeden reguluje osobowość jedzeniem, inny grami komputerowymi, inny wiarą, jeszcze inny marzeniami, czyli tym, na co ma wpływ. A przecież nasz organizm wydziela niezależnie od świadomości wiele hormonów. Czy to też obejmuje tę regulację? Czy dotyczy ona sfery umysłowej, czy biologicznej?

Pozwalający na adaptację i wewnętrzną integrację myśli, uczuć i zachowań.To jest akurat mądre, bo zakłada, że osobowość to efekt jakiejś pracy myślowej, której wynikiem jest nasze zachowanie w konkretnych warunkach.

W określonym środowisku, w wymiarze czasowym. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nasza osobowość zmienia się w zależności od miejsca i czasu.

Dla lepszego zrozumienia słownik podaje definicję dodatkową.

Jest to zespół względnie trwałych cech lub dyspozycji psychicznych jednostki, różniących ją od innych jednostek.Problem w tym, że słowa „dyspozycja psychiczna” są mało konkretne, a określenie „względnie trwała cecha” jest zbyt ogólne. Czy moje lekceważenie pewnych ludzi, jak wędkarze siedzący godzinami nad wodą i marnotrawiący czas, przy założeniu, że nie mam z nimi wiele do czynienia, to cecha względnie trwała, czy element dla osobowości obojętny?

Nie znęcajmy się już nad naukowymi definicjami, chodzi o to, że zdecydowana większość ludzi nie rozumie tego typu określeń. Jeszcze jedna definicja wg W. Okonia:

Osobowość to stałe właściwości i procesy psychofizyczne, odróżniające daną jednostkę od innych, wpływające na organizację jej zachowania, a więc na stałość w nabywaniu i porządkowaniu doświadczeń, wiadomości i sprawności, w reagowaniu emocjonalnym, w stosunkach z innymi ludźmi oraz na stałość w wyborze celów i wartości. 

I znowu niby wszystko pasuje, ale wciąż nie jesteśmy w stanie ogarnąć pojęcia w sposób intuicyjny, a tak jest często odbierana osobowość. Choćby miłość. Jak trudno jest ją zdefiniować, a jak łatwo zrozumieć. Dlaczego z osobowością też tak nie jest?

Całe życie zadawałem sobie pytania, dlaczego o rzeczach tak oczywistych jak określenie człowieka nie można mówić w sposób prosty.

Dzięki zastosowaniu takiego toku myślenia moja definicja byłaby prostsza:

Osobowość to ukształtowany układ cech człowieka, równoważący napięcia w świadomości, aktywny w ciągu całego życia.

Można by tę definicję poszerzyć, ale potrzebne by były dodatkowe pojęcia, a to znowu nam ją skomplikuje. To trochę tak, jakby bez wprowadzenia pojęcia „grawitacja” mówić o teorii względności.

Wypada jeszcze wytłumaczyć, dlaczego akurat mnie tak intryguje problem osobowości. Powód jest prosty ‒ zajmuję się... aktorstwem. Celowo unikam słowa teatr, bo to efekt uboczny aktorstwa. Każdy, kto choć trochę zajmował się tym rodzajem sztuki, wie, że mam do tego pełne prawo. Dla mnie definicja aktorstwa jest prosta.

Aktorstwoto umiejętność pokazywania swej osobowości lub sztuka manipulowania swoją osobowością.

Dlatego zajmuję się praktyczną stroną osobowości i mam nadzieję, że będę w stanie ją przybliżyć. W końcu sztuka to nic innego jak nienaukowa psychologia człowieka. Dlatego warto podać kilka ujęć osobowości stworzonych przez ludzi sztuki i nauki.

Witold

Gombrowicz

Literatura

to sprawa osobowości, nie powiedziałbym, że tak bardzo talentu, ale osobowości, w wyniku czego tylko osobowości bardzo silne są zdolne do autentycznej twórczości, a cała reszta się nie liczy.

Albert

Einstein

Gwałt

nad

własną osobowością jest podstawowym warunkiem życia. W jakimś momencie musi to zrobić każda istota.

Oscar

Wilde

Lepiej

mieć stały dochód niż fascynującą osobowość.

Olga

Tokarczu

k

Każdy człowiek

nosi

w sobie zaczątki różnych osobowości, są to jakby niewykiełkowane zalążki zupełnie innych, potencjalnych ludzi. Ludzkie życie rozwija tylko tę, która staje się osobowością nadrzędną, właściwą.

Albert

Einstei

n

Szkoła

powinna

dążyć do tego, by młody człowiek opuszczał ją jako harmonijna osobowość, a nie jako specjalista.

Albert

Einstein

Za

największe zło kapitalizmu uważam okaleczenie osobowości. Złem tym dotknięty jest cały nasz system edukacyjny. Uczniom nazbyt silnie wpaja się idee współzawodnictwa, każąc im uznawać żądzę odnoszenia sukcesów za podstawę przyszłej kariery.

Witold

Gombrowic

z

Wkrótce

poczniemy

obawiać się naszych osób i osobowości, stanie się nam jasne bowiem, że one bynajmniej nie są w pełni nasze.

Marek

Edelma

n

Podejmowane

decyzje są manifestacją osobowości.

Albert

Einstei

n

Osobowość kształtuje się

nie

przez piękne słowa, lecz pracą i własnym wysiłkiem.

Sakaguchi

Ango

Nagła

zmiana

uczuć – miłość do innego mężczyzny, do innej kobiety – rozwija osobowość. Jest więc zjawiskiem z gruntu zdrowym

Bertrand

Russel

l

Wydaje

się, że naśladowanie bohatera lub bohaterki nie jest szczególnie satysfakcjonującym zajęciem. Może lepiej pogodzić się z naszą prawdziwą osobowością.

Natsume

Soseki

Cywilizacja

na wszelkie możliwe sposoby kształtuje osobowość. Po to tylko, by ją potem wszelkimi możliwymi sposobami zwalczać i pognębić.

Jonathan

Carrol

l

Osobowość

to

rzeczy, które trzyma się na nocnym stoliku.

Robert

Bly

Każdy mężczyzna

czy

kobieta ma taką część osobowości, która jest ukryta nawet przed nim czy przed nią.

Tabela 1. Osobowość w ujęciu znanych ludzi

UKŁAD KSIĄŻKI

Długo się zastanawiałem, jak napisać tę książkę. Nigdy nie lubiłem czytać książek zbyt naukowych ‒ po prostu od razu bolała mnie głowa.

Oto przykład. Książka Włodzisława Sanockiego pt. „Kwestionariusze osobowości w psychologii” (PWN, Warszawa 1986). Temat ciekawy. Sam chciałbym, choćby dla siebie, wypełnić jakiś kwestionariusz. Zaczynamy czytać, czekając ufnie na coś, co nas przybliży do tematu. Dochodzimy do strony 176, a tam: „Opracowane wg tych założeń skale EPI posiadały przedstawione w tabeli współczynniki korelacji powtórkowej, które obliczono dla dwóch grup badanych w odstępie roku (grupa X) i 9 miesięcy (grupa Y). Biorąc pod uwagę dość długi czas oddzielający obydwa badania, współczynniki te należy uznać za wyjątkowo wysokie. Współczynniki rzetelności połówkowej wahały się od 0,74 do 0,91”.

Większość normalnych ludzi nie dotrwa do strony 176, a nawet jak dotrwa, to nie jest w stanie ogarnąć całości opracowania. Cóż, gdyby taką pracę wziął jakiś tłumacz, byłoby to najlepsze rozwiązanie. Pisanie książek tylko dla grupki naukowców nie ma na celu upowszechnienia problemu i podjęcia dyskusji, ale przeintelektualizowaną rozmowę w niezrozumiałym języku. Zamiast burzy mózgów mamy pranie mózgów.

Musiałem się na coś zdecydować. Rozumowałem w ten sposób: poniższa książka jest o osobowości, dlatego powinna być skierowana do naukowców, jednak temat dotyczy każdego z nas, czyli musi być pisana w sposób zrozumiały dla każdego. Jaki więc język wybrać? Kto jest ważniejszym odbiorcą? Przeciętny czytelnik, który spróbuje zastanowić się nad sobą, czy psycholog, który dość szybko znajdzie dziury w teorii?

Doszedłem ostatecznie do wniosku, że należy pisać ją dla ludzi życzliwych lub poszukujących. Dlatego podział według wykształcenia nie ma sensu. Niech każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie. Największym sukcesem dla mnie będzie ponowne przeczytanie tej książki, by zrozumieć każdy jej element, czy to naukowy, czy psychologiczny, czy dziennikarski, czy pisarski. Dlatego spróbowałem pomieszać i połączyć cztery sposoby pisania. Dla większej przejrzystości każdy z tych typów został wyróżniony inną czcionką.

Oto one:

Wątek naukowy

Dygresje

Sztuka

Ja

Opis popularnonaukowy

Wątek naukowy będzie dotyczył tylko czysto naukowego opracowania teorii. Zapewne trudno będzie uciec od Freuda, Junga czy wielu innych naukowców próbujących tworzyć swoją teorię osobowości. Przecież nie ma co ukrywać, to oni ukształtowali w jakiś sposób naszą świadomość osobowości. Szkoda, że tak mało ludzi wie o psychologii humanistycznej Abrahama Maslowa. Niemniej traktowanie Freuda jako lekarza rozmawiającego z facetem leżącym na kanapie i pytającego go o libido jest dość niepoważne. Naśmiewanie się z naukowców, którzy czasem popełniali błędy, jest równie żałosne jak dowartościowywanie się poprzez kupienie sobie nowego ciucha kosztem rezygnacji z kupna dobrej książki. Naukowe opisy będą bardzo ogólnikowe, by nie zanudzić czytelnika.

Dygresje będą to niejako krótkie felietony dotyczące bieżącego tematu. Jako takie mogą one być świetnymi dziennikarskimi próbami zrozumienia działania człowieka. W oczywisty sposób opisują ludzką osobowość. Felieton, dla ludzi inteligentnych, to odnajdywanie tematów do dyskusji, a to może w sposób oczywisty nas zmieniać. W Polsce w czasach komunistycznych był on głównym źródłem pobudzenia intelektualnego. Naturalnie trzeba było posiąść umiejętność czytania między wierszami, ale z tym nie było zbytniego problemu. Człowiek, niezależnie od poziomu wykształcenia, łapie niuanse słowne. Zresztą nie tylko słowne. Prosta dziewczyna bez problemu odróżni lubieżne męskie spojrzenie od zakłopotania spowodowanego jej seksowną bluzką.

Sztuka to podejście do problemu od strony twórczej. Najbardziej charakterystyczną rzeczą, jaką zauważyłem podczas czytania opracowań psychologicznych, jest ciągłe odwoływanie się do słów pisarzy. Naukowcy wiedzą, że określenie artystyczne w postaci kilku słów poety ma wartość równą niejednej pracy doktorskiej albo i większą. Dotyczy to również przysłów narodów, czyli mądrości życiowej naszych przodków.

Być albo nie być, oto jest pytanie.

Łatwiej powiedzieć nie na początku niż na końcu.

Cygaro to śmierdzące ziele z ogniem na jednym końcu, 

a głupcem na drugim.

I po co traktaty o poszukiwaniu sensu życia, o kłamstwie czy szkodliwości palenia tytoniu? Nikt nie musi robić badań na temat substancji smolistych w cygarze. Stanowczo rola kultury i oddziaływanie jej na osobowość człowieka są za małe. Wystarczy pójść na dowolne przedstawienie teatralne, by zetknąć się z problemami, które dotyczą naszego życia. One dają ogromną szansę na zmianę osobowości. Inna sprawa, że tego nie wykorzystujemy.

Ja to moje własne przeżycia, które zdeterminowały i wciąż determinują moje życie. Wnioski, jakie z nich wysnułem, nie są potwierdzone żadnymi badaniami, ale z całą pewnością ukształtowały moją osobowość i w sposób oczywisty, choć nienaukowy, są osobistym badaniem. Do tego efekty tych działań są widoczne w mojej osobowości. Każdy z nas takie badania przeprowadza. Często są one źle robione, źle odczytywane i źle opracowane, jednak ich wyniki budują naszą osobowość. Najlepszym dowodem jest Anders Breivik, który je przeprowadził na własną rękę, z całą bezwzględnością.

Opis popularnonaukowy to próba podania w prosty sposób wiadomości naukowych. Ostatnio robi on furorę. Nie takie muzeum, w którym człowiek biernie porusza się po korytarzach, ze sztywnym podziałem na widza i przewodnika, ale muzeum, gdzie każdy wchodzący to uczestnik przygody, którą przeżywać będzie zgodnie z pomysłem przewodników.

Dygresja 1. Wkładka osobowościowa

Jako młody człowiek dziwiłem się, dlaczego dowody osobiste, które mieliśmy, nie zawierają wkładki osobowościowej. Głównie zdziwienie moje dotyczyło zdjęcia w dowodzie. Szczerze mówiąc, nie widziałem na tej fotografii podobieństwa do twarzy jego właściciela. Wystarczyło, że mężczyzna się nie ogolił, i wiarygodność fotografii spadała o 50%. W przypadku pań inny makijaż, zmiana koloru włosów czy ich długości i już mieliśmy inną osobę.

Jako osoba związana z aktorstwem wiem, że podczas robienia zdjęcia nie przybieramy naturalnej pozy. Albo się głupio uśmiechamy, albo sztucznie posępniejemy. Są ludzie naturalnie optymistyczni, a tu im zabraniają uśmiechu i każą odkryć lewe ucho, które naturalnie jest ukryte pod włosami. Skoro, tak zakładałem, zdjęcie jest tak mało wiarygodne, dlaczego nie da się do każdego dowodu osobistego doczepić wkładki osobowościowej?

Wystarczy wybrać kilka najważniejszych cech i je do niej wpisać. Leniwy czy pracowity, domatorski czy towarzyski, odpowiedzialny czy nie, kobiecy czy męski itd.

Jakież to by było praktyczne. Zamiast skomplikowanych pytań o charakter, na pierwszej randce wymieniamy się wkładkami i czytamy.

– A co to pan taki niekulturalny?

– Bo rybę jem widelcem i nożem. A pani taka niedouczona…

– Miałam złych nauczycieli.

Po co jeść wtedy całą kolację z potencjalną narzeczoną?

– Widzę, że pani jest nieśmiała. Lubię kobiety przebojowe. Do widzenia.

Ona może się dopytać:

– A ta pana nieśmiałość w jakiej sytuacji się przejawia?

– Głównie z kobietami.

– To kiedy by pan się zdecydował mnie pocałować?

– Jakbym dostał zezwolenie…

– To pocałuj mnie.

– Nie potrafię…Tak tu?

– Musi pan w takim razie wprowadzić określenie „dupowatość”, bo w nieśmiałości się pan nie mieści.

I tak kończy się pozytywna wizja wkładki, bo potem zaczynają się już schody. Czy cecha jest punktowa, czy zakresowa (nie lubię kobiet dotyczyłoby tylko teściowej czy wszystkich kobiet)? Kultura dotyczy wyłącznie kultury jedzenia czy też kultury zachowania? Ponadto charakter się zmienia. Co ile lat trzeba by wkładkę odnawiać? Nieodpowiedzialny chłopak nagle ma dziecko i… staje się inny. Pewne cechy są wstydliwe. Każdy mężczyzna we wkładce miałby napisane: świetny w łóżku, a kobieta: zawsze może.

Młody człowiek, a takim byłem, nie widzi jednak problemu, nawet gdy pojawiają się komplikacje. Pomysł wciąż wydawał mi się świetny, jednak człowiek ma działający system myślenia. A pojawiało się coraz więcej wątpliwości.

Jakie cechy określają osobowość? Jedni określają ją za pomocą dwudziestu cech, inni czterdziestu, jeszcze inni stu.

Jak określić wiarygodność oceniania?

Jak ekstremalność sytuacji wpływa na ocenę (czy odwaga jest oceniona poprzez skuteczną próbę zabicia myszy, czy obronę dziewczyny przed czterema bandziorami)?

Kto ma oceniać charakter? A jeśli w wydziale wkładek pracuje twoja teściowa?

Jak często dana cecha występuje w życiu?

Czy posiadasz świadomość konkretnej cechy?

W tym momencie odeszła mi już chęć, by kontynuować pomysł wprowadzenia wkładek. Chociaż, jak sobie przypominam, w młodości o wiele prościej oceniało się człowieka. Był ten pijak Aureliusz, ten zboczony Dariusz, ta głupia Danka i ten przystojniak Zbyszek. Wiadomo. Wtedy! Teraz to nie takie proste. Co to za określenia? W końcu pijaństwo to nie ocena osobowości. Dariusza nazywali zboczeńcem, bo raz po pijaku pokazał kolegom swoją męskość. Danka była głupia, bo nie lubiła sportu, a Zbyszek nic nie potrafił, bo był przystojny. Gdzie tu jakaś logika? Te epitety miały zaczątki określenia charakteru, ale nic nie mówiły o człowieku. Teraz, po wielu latach Aureliusz wciąż pije, zboczony Dariusz jest normalnym ojcem i mężem, Danka jest prawniczką, która dba o linię, a Zbyszek zginął w wypadku, bo lubił się popisywać przed dziewczynami.

Z takiej to przyczyny młodzież łatwo równoważy osobowość – bo nie stara się dociekać jej sedna. Stąd też jej oceny są często tak niesprawiedliwe.

Różne są powody, dla których zaczynamy się zastanawiać nad sobą. W moim przypadku atak na osobowość następował z różnych stron, dlatego postanowiłem nadać taką formę tej książce. Z jednej strony naukowe podejście do tematu, a z drugiej intuicyjne. Jak połączyć zachwyt nad człowiekiem przejawiający się w sztuce z religijnym określeniem człowieka jako dziecka grzechu? Poszukiwania osobowości odbywają się zatem różnymi ścieżkami. I niech tak będzie.

Ileż pomysłów ma każdy z nas na to, by się zmienić? W skali świata to miliony.

Od przyszłego roku już tyle nie piję.

Muszę schudnąć.

Zadbam o siebie.

Kurczę! Muszę się poprawić.

To wszystko dotyczy zmiany osobowości. Dlaczego nie udaje się zebrać tego materiału badawczego, by wysnuć jakieś wiążące wnioski? Jeśli co milionowy człowiek raz w roku znajdzie coś odkrywczego, to będziemy mieli na Ziemi cztery tysiące podpowiedzi, czyli około dziesięciu dziennie. To ogromny potencjał naukowy, a się marnuje.

Oto moje podpowiedzi (powinienem dać tylko jedną radę, ale będę zarozumiały): przeczytaj ciągu roku sześć książek, jedną na dwa miesiące, według zasady:

Powieść biograficzna.

Jakaś klasyka.

Powieść współczesnego autora.

Byle co, jak popadnie.

Książka już sfilmowana, by porównać odbiór.

Coś z gatunku popularnonaukowego.

Ja 1. Dziecięce ksywki

Nie przypominam sobie, by istniało charakterystyczne określenie mojej osoby. Niemniej coś tam by się znalazło. Spróbujmy poszperać.

Pierwsze było sugerowanie, że powinienem być dziewczynką. Wiązało się to z tym, że potrafiłem robić... jajecznicę (!) i z chęcią pomagałem mamie w kuchni. Wynikało to zapewne z tego, że lubię ogólnie coś robić, a prace kuchenne były niezwykle ciekawe, szczególnie dla dzieciaka.

Robienie ciast w końcu miało wiele plusów:

Można było podjadać.

Tworzyło się więź z rodzicem.

Efekt pracy był widoczny (niedzielny stół).

Dostawało się wiele pochwał za umiejętności pichcenia.

Wypełniał się dzień (w moim dzieciństwie możliwości były dość skromne w tym zakresie, w telewizji był tylko jeden kanał).

Drugie było przezwisko nadane przez kolegę – „Mały”. Kompletnie było bez sensu, bo świadczyło raczej o kompleksie właśnie tego kolegi ‒ był chyba 2 cm wyższy. Niemniej upowszechnienie go było dość dziwne.

Ostatnie to określenie z zakresu sportu. Nie miałem jakiejś ksywki Szybki czy Piłkarz, ale tak ogólnie. Świadomość, że jestem dobrym sportowcem (najlepszy bramkarz w dzielnicy), budowała moje ja. Że niby jestem taki męski i trendy. Nie była ona zapewne zła, ale niestety zamykała mnie na inne moje talenty.

Jak widać, dziecięce określenie mojej osoby powinno brzmieć: usportowiona, męska, mała dziewczynka. Było to raczej parodiowanie mojej osoby niż szukanie jakiejś prawdy o mnie. Do tego utarło się, że od przystojności w mojej rodzinie jest mój brat, i zostałem pozbawiony szansy bycia przystojniakiem.

Tak to wyglądało, przynajmniej u mnie, że określenia mojej osobowości były chybione. Niemniej istniały i trzeba było się z nimi zmierzyć. Pewnie było w nich ziarno prawdy (176 cm to nic efektownego, usportowiony jestem, zaś elementy kobiece ma w sobie każdy, a aktor musi je z obowiązku odnaleźć), ale podkreślały cechy osobowości trzecio − i czwartorzędne.

Można powiedzieć, że była to porażka psychologii podwórkowej albo psychologii potocznej. I tak powinienem się cieszyć, że nie miałem przezwiska Nochal, Brzuchal czy Wyprysk. Znalazłby się powód do takich określeń. To dopiero wbija człowieka w ziemię.

Młode osobowości muszą prowadzić dziwne bitwy, nie mając odpowiedniego oręża. Na froncie walki z ksywkami mogą polec dobrze zapowiadające się osobowości. Siłacz może wybrać drogę mocnego człowieka, która mu zamknie drogę rozwoju intelektualnego. Gruba wpadnie w depresję i znajdzie się w świecie odrzucenia i braku akceptacji.

Pozostaje mi tylko żyć nadzieją, że w świecie przyszłości przydzielane ksywki będą akceptowane przez Radę Ksywek. W jej skład będą wchodzić nauczyciele, rodzina i przedstawiciele środowiska młodego człowieka. Przezwiska będą się składać z dwóch słów, jak to było u Indian: Jednoroczny Kabareciarz, Śliczny Uśmiech, Walczący z Głupotą, Zdolny Leń czy Matematyczny Łeb. Jedno jest pewne: ksywki powinny pomagać nam w samookreśleniu, a nie zaciemniać obraz samego siebie.

Proponuję każdemu czytelnikowi, by spróbował ocenić wpływ dziecięcych określeń siebie na swoją osobowość. I oczywiście porozmawiać o tym z najbliższymi.

Rozdział 1PODSTAWOWE ZAŁOŻENIA

UKŁAD WSPÓŁRZĘDNYCH

Zakłada się, że osobowość zależy od trzech czynników:

1. Dziedziczności.

2. Doświadczenia.

3. Poznania.

Trudno tu pisać o wszystkich czynnikach wpływających na osobowość, niemniej te praktycznie pojawiają się zawsze. Mam na myśli większość naukowych opracowań. Postarajmy się je przybliżyć.

Dziedziczność to cechy, niezależnie od temperamentu, które zostają nam przekazane w genach.

Doświadczenia to efekt oddziaływania środowiska na człowieka (zarówno najbliższego – rodziny – jak i dalszego, czyli wszystkich ludzi wokół, łącznie z tymi znanymi z telewizji). Dotyczy to również prawa, które w danym państwie kreuje sposób życia i w konsekwencji tworzy doświadczenia.

Poznanie to świadome oddziaływanie człowieka na swoje życie. Pozwala nam ono równoważyć napięcia świadomości. Zależy to od chęci do poznania i możliwości każdego z nas.

Z matematycznego (geometrycznego) punktu widzenia, jeśli mamy trzy zmienne, możemy stworzyć układ przestrzenny. Wystarczy wyprowadzić z punktu zero trzy osie, które już mamy nazwane. Co prawda nie będzie na nich wartości liczbowych, co wprowadzi nas w świat subiektywizmu, niemniej możemy te wartości określić intuicyjnie. W końcu, jeśli kogoś określamy dość miły, to i tak nic nie znaczy.

Postarajmy się określić cechę – gadatliwość.

Zaznaczamy na osi dziedziczności wartość cechy, na osi doświadczenia częstość jej występowania i na osi poznania – świadomość tej cechy.

Rysunek 1. Obraz cechy „gadatliwość” – punkt C

Punkt C, umieszczony w rogu naszego sześcianu, jest właśnie tym obrazem. Znaleźliśmy naszą cechę. Z wykresu wynika, że dana osoba jest gadatliwa, ale ogranicza tę cechę, ponieważ jest jej świadoma.

***

Takie określenie osoby jest dość logiczne, co powinno nas wprowadzić w stan samozadowolenia, ale... wcale nie musi być prawdziwe. W końcu może istnieć i inna interpretacja. Jest to osoba genetycznie dość hojnie obdarzona tą cechą, ale niewykorzystująca jej, bo mieszkająca w środku lasu. Niemniej zdaje sobie ona sprawę ze swej cechy, bo często słyszała w czasie studiowania zdanie:

– Mogłabyś już tyle nie ględzić.

Oczywiście określenie to jest także naiwne. Opis punktu C może być w końcu tak twórczy, jak wyobraźnia opisującego. Oto dodatkowe trzy możliwe interpretacje.

DZIEDZICZNOŚĆ

DOŚWIADCZENIA

POZNANIE

Gaduła po matce

Osoba obrażona na ludzi za ich głupotę, dlatego nie przepada za rozmowami

Skłonności filozoficzne

Uwielbia mówić, ale głównie o muzyce

Nie ma z kim rozmawiać o swej pasji

Marzy, aby być dziennikarzem muzycznym

Jako przewodnik dużo mówi w pracy

Żyje tylko pracą, na co dzień jest wyciszona, jej mówienie to praktycznie powtarzanie słów, a nie gadatliwość

Osoba inteligentna, świadoma siebie i świata

Tabela 2. Interpretacje gadulstwa

Właściwie już w tym momencie należałoby porzucić ideę znalezienia cechy w tak prostym układzie współrzędnych. Nie można w końcu zostawić takiej dowolności w określeniu cechy.

Co w takim razie zrobić? Pozostaje cieszyć się tym, co można jednak z tego wykresu wyczytać. Przede wszystkim z całą pewnością można stwierdzić, że:

mamy do czynienia z osobą świadomą,

nie za często korzysta ona ze swej cechy,

są lub były momenty, kiedy miała możliwość ukazywania gadatliwości.

Dla równowagi podam kilka podstawowych wad tego układu współrzędnych:

Nie odnotowuje pracy nad sobą (cecha może zostać wypracowana przez szereg lat, a może też być naturalna, wrodzona).

Możemy dziedziczyć po rodzicach cechy sprzeczne.

Jak oznaczać zmianę cechy na skutek wydarzeń?

Są cechy, o których mamy pojęcie, ale nie zostały przez nas przeżyte (mówiąc o swojej niezłomności, nie mamy na ogół świadomości osób maltretowanych w okresie inkwizycji).

Cechy są zależne od mniej czy bardziej bogatej wyobraźni opisującego.

Są ludzie aktywni poznawczo w różnym stopniu.

Pewnych spraw nie rozumiemy i się nad nimi nie zastanawiamy.

Niedoskonałości jest, jak widać, znacznie więcej. Nic nie wiemy na przykład z tego wykresu o powstaniu cechy czy powodach jej aktywności.

Dla badaczy osobowości nie jest ważne, że ktoś dziennie wypija cztery piwa, ale co powoduje, że te cztery piwa lądują w jego żołądku.

Pierwszą rzeczą, którą powinniśmy zatem zrobić, jest zmiana układu współrzędnych. Żaden matematyk nie potraktuje poważnie układu, w którym nie ma wartości ujemnych.

Mamy przed sobą dwa cele. Pierwszy to nakreślenie osi przeciwnych do założonych. Drugi to znalezienie wartości liczbowych, które pozwolą nam określić konkretne zmienne. Dotyczyć to musi wszystkich osi: dziedziczności, doświadczeń i poznania.

Zacznijmy jednak spokojnie. Odłóżmy wartości liczbowe na potem, bo utrudniłyby nam opis.

Jeszcze jedno: dla potrzeb tego opracowania nazwijmy moją teorię BRYŁOWĄ TEORIĄ RÓWNOWAGI.

DZIEDZICZNOŚĆ

Większość psychologów opisujących konkretną cechę człowieka rozpatruje ją w kontekście tej cechy i jej przeciwieństwa. Czyli ktoś jest albo delikatny, albo brutalny, w różnym oczywiście stopniu. Jeśli jest delikatny, to w jakim stopniu? Jeśli jest brutalny, to jak mocno?

Podstawowym założeniem bryłowej teorii równowagi jest to, że człowiek ma zarówno cechę, jak i jej przeciwieństwo (w potocznym znaczeniu). Każdy z nas cechą zostaje obdarowany dziedzicznie, ale często z niej rezygnuje, a czasem wręcz dochodzi do jej całkowitego odrzucenia.

Mówiąc prosto, każdy z nas jest delikatny i brutalny. Chodzi tylko o to, że nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Nie łudźmy się ‒ tysiące afrykańskich emigrantów tonących w Morzu Śródziemnych to oznaka brutalności każdego Europejczyka. Z drugiej strony czy Hitler głaskający chłopaków z Hitlerjugend to dowód na delikatność? Przy rozpatrywaniu osobowości chodzi o sposób tłumaczenia takich faktów, a nie rzeczywiste znaczenie słów „brutalny” i „delikatny”.

Jakże często słyszymy, że ktoś bardzo spokojny w okrutny sposób kogoś zamordował. Ta właśnie osoba okrucieństwa będącego w niej nie ukazywała. Było ono w... ZANIECHANIU. Każdy ma wiele takich cech, które są ukryte i mogą się uaktywnić w sytuacjach wyjątkowych. Na osi zostanie to zaznaczone jako antygenetyczność. Czyli mamy do czynienia z osią: cecha – zaniechanie cechy, gdzie zero jest brakiem cechy lub jej zaniechania. W naszym układzie współrzędnych powstaje pierwsza oś:dziedziczność – antygenetyczność

***

Każdy z nas ukrywa wiele cech. Milczymy, mimo że lubimy mówić, przy cioci Basi, za którą nie przepadamy. Specjalnie nie wygrywamy z synem w warcaby, mimo że jesteśmy ambitni. Nie mówimy szczerze szefowi, że jest starym durniem, bo nas zwolni z pracy. Nie okazujemy żonie, jak ją kochamy, mimo że kochamy, bo nas naciągnie na nowy pierścionek itd. Czyli przeciwieństwem cechy jest jej zaniechanie. Może się więc zdarzyć, że ktoś dziedzicznie brutalny jest w życiu dość łagodny tylko dlatego, że udało mu się tę cechę utrzymać w ryzach. Oby trwało to całe życie, ale przecież wiemy, że tak być nie musi.

Oto kilka przykładów cechy i jej zaniechania.

Szczerość:

całkowite zaniechanie w stosunkach z teściową (chłodne, obowiązkowe kontakty),

pełna w relacjach z synem (wpajanie zasad mocnej więzi ojciec–syn),

umiarkowana z żoną (nie wszystko jej można mówić),

częściowe zaniechanie w rozmowach z kolegami (podbarwianie rzeczywistości),

średnie z sąsiadem (trzeba mu pokazać, kto lepiej żyje),

duże z mamą (jest chora, nie można jej martwić problemami),

średnie zaniechanie z córką (musi znać swoje miejsce w relacjach kobieta–mężczyzna),

zmienne (cecha i zaniechanie) w relacji z ojcem (szczerość o sytuacji w rodzinie, zaniechanie odnośnie do układów w pracy).

Kultura osobista:

duża w pracy (jako agent muszę być uprzejmy),

zaniechanie w domu (po 15 latach małżeństwa już nie trzeba),

średnia w oficjalnych relacjach rodzinnych (ojciec wciąż musi dawać dobry przykład),

duże zaniechanie jako kierowca (sam przestrzegam przepisów, to od innych też tego wymagam, dlatego w niektórych przypadkach nie ustępuję nikomu),

małe zaniechanie z kumplami (prawdziwy mężczyzna musi być trochę niekulturalny),

umiarkowana w sytuacjach oficjalnych (rozmowa z nauczycielem).

Można podać dość dużo przykładów. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że wiele naszych cech nie ujrzy światła dziennego. Jak sprawdzić zdolności przywódcze człowieka, który prowadzi z żoną gospodarstwo rolne na odludziu? Władza w rodzinie nie ma wiele wspólnego z władzą nad pracownikiem, a co dopiero z władzą nad miastem czy państwem. Niemniej może się zdarzyć coś, co te zdolności wydobędzie: wojna, przeprowadzka, rozwód czy nowa miłość.

Naturalnie osoby z zewnątrz nie są w stanie poznać czy odtworzyć czyichś cech i jej zaniechań. Tym bardziej że sami nie mamy ich świadomości. Jeśli jesteśmy przesadnie despotyczni, nie zawsze to widzimy. Ileż to razy ktoś musi nami wstrząsnąć, np. słowami:

– Ty! Co ty mną tak pomiatasz? Nie jestem twoją żoną!

Chciałem zwrócić uwagę na fakt, że nie używamy tu pojęć zła i dobra. Dla osobowości nie jest istotne, czy jestem kulturalny, czy nie. Chodzi o zauważenie tej cechy. Kulturalne zachowanie w pewnych sytuacjach jest żałosne i śmieszne. Jeśli wszyscy się dobrze bawią, śpiewając nieprzyzwoite piosenki, osoba upominająca, dbająca o poziom kultury, staje się postacią negatywną. Naturalnie określenie „nieprzyzwoite piosenki” też nic nie znaczy. W każdym razie proszę odruchowo nie próbować myśleć kategoriami dobry–zły, bo prowadzi to w ślepą uliczkę.

Każdy z nas jest postacią negatywną, bo osobowość, jak i życie, wymaga racjonalności. Dlatego właśnie nie robimy zbyt wiele, by znikli bezdomni (jeśli ktoś ma wątpliwości, to proszę dać nocleg któremuś z nich), nie dajemy dzieciom nieograniczonej ilości słodyczy (dajemy im przez to powód do smutku), pozwalamy na jedzenie mięsa (ile zwierząt ginie z ręki człowieka), pozwalamy na śmierć głodową w XXI wieku (każdy z nas za to odpowiada).

Proszę nie rozpatrywać siebie w kategoriach człowieka dobrego, a raczej osoby, która racjonalnie wykorzystuje pojęcie dobra.

Wprost idealni

Znali się ze studiów. Nikt z nich nie miał jakichś obciążających ich korzeni typu babcia arystokratka, mama członek partii, wujek mienszewik czy ciocia burdelmama. Zresztą może i miał, ale nikt o tym nie mówił, bo nikt aż tak bardzo nie dociekał prawdy o rodzinie.

Sześcioro przyjaciół z uczelni. To nie tak, że byli w grupie na studiach sami. Liczyła ona osiemnaście osób, ale tylko oni tworzyli paczkę. Nie wiadomo, kto rzucił propozycję, żeby wziąć trzy śluby. Trzech facetów, trzy kobiety, trzy śluby, potem może po trójce dzieci. On poszedł nawet dalej: chciał, by każda z kobiet urodziła dziecko z każdym z nich. Owinęliby się siatką powiązań matczyno-ojcowskich i wujowsko-ciotczynych. Jak łatwo można się domyślić, mężczyźni byli za, a kobiety, jak to kobiety, grały na zwłokę. Stanęło na tym, że pierwsze dziecko będzie małżeńskie, a potem się zobaczy.

Gadania było tyle, a w efekcie żadna para nie doczekała się maleństwa. Powód był prosty. Już po roku doszli do wniosku, że tak naprawdę źle dobrali się w pary. On powinien się ożenić z Tą, Jam z Oną, a Ty z Ją. Ich prosty dobór według imion, czyli On i Ona, Jam i Ja, Ty i Ta, okazał się klapą na całej długości. Jeszcze raz język się nie sprawdził, bo nie tylko zbieżność imion, ale i słowa typu: kocham, na zawsze, tęsknię czy tylko razem, okazały się pustymi, przypadkowymi, wyrwanymi z kontekstu beknięciami pożądania i magii młodości. Potem okazało się, że każdy z nich używał tych samych słów w stosunku do aktualnego partnera i partnerki. Wniosek był prosty – gadanie jest dla gadania, a nie dla przekazywania informacji.

Nikt z nich, mimo wszystko, nie żałował tego wspólnego roku, bo ich małżeństwa nie były niewypałami druzgocącymi ich członki i osobowość, tylko sprawa dalszego życia stała się otwarta. Proste rozwiązanie – zamiana żon – nie zostało jednak przez kobiety zaakceptowane, bo wielkie oczy mężczyzn, łatwo zauważalne, wskazywały na to, że dojdzie do trzeciej zamiany za rok. Jam, co prawda, zagrał va banque i powiedział: Bo sobie znajdziemy inny trójkąt!,ale tą groźbą pogorszył tylko sytuację mężczyzn. Dziewczyny włożyły swoje najseksowniejsze ciuchy i wybyły na dwudniowy weekend w góry. Trzy opustoszone z kobiecych feromonów mieszkania ziały grozą i ostrzeżeniem, że mimo wszystko należy się liczyć ze słowami, bo o ile ze słowa kocham, nawet jak się nie kocha, da się jakoś wybrnąć, to ze słowa trójkąt, nawet jak się nie myśli o trójkącie, nie wybrnie się w żaden sposób.

Ta nauczka spowodowała, że żaden z mężczyzn nie rzucał już spontanicznych pomysłów. To nie rozwiązywało jednak sprawy – przyszłość nie została zarysowana. Musimy jeszcze dodać, że nasi bohaterowie studiowali na kierunku iście nowatorskim, który zresztą nie przetrwał próby czasu i został zamknięty – empiryczność w językoznawstwie. Nie ma się co dziwić, że młodzi ludzie lubili eksperymenty. Co prawda zderzenie rzeczywistości z wyobrażeniem zawsze jest bolesne, ale w końcu takie obijania wychodzą ludziom na dobre.

– Jestem rozczarowana życiem – rozpoczęła rozmowę Ja.

– Znowu te pretensje. – Jam wywrócił oczami.

– Nie bój się, nie o tobie mówię, ale o samym życiu. W końcu nie było tak źle. Te kwiaty, które przynosiłeś, te gorące kolacje, gdy wracałam...

– Robił ci kolacje? – ożywiła się Ta.

– No, i to wspaniałe. Czasem specjalnie czekałam w samochodzie, gdy widziałam, że jeszcze nie skończył. Tak bardzo się cieszyłeś, gdy ci wyszło...

– Lubię gotować – powiedział Jam.

– To dlaczego się rozchodzicie?

– Facet powinien być facetem. On wszystkiego się boi. Do lasu nie, bo kleszcze, na koncert nie, bo nas zadepczą, na narty nie, bo za mało śniegu...

– Trzeba uważać. Zresztą z tymi twoimi kłamstewkami to już nie dało się wytrzymać – odparował Jam.

– Gdy ktoś jest przesadnie zazdrosny, to trzeba kłamać. Prosta samoobrona.

– Jak się spóźniasz...

– Uspokójcie się – krzyknęła Ta. – Każdy ma jakiś żal do drugiego.

– Mnie wkurzał u ciebie ten brak zorganizowania – zwrócił się do żony Ty. – Ona jest wciąż wyluzowana. Nie ma obiadu. Nie chciało mi się robić. Ten uśmiech już znacie. Mój żołądek potrzebuje kalorii, a nie wdzięku. Zachowujesz się jak dziecko, które...

– Cóż, musisz wybrać! Wdzięk oprawiony w kobiece ciałko albo robot domowy, emocje albo maska – przerwała Ta i dała próbkę swej kobiecości.

– Jeszcze wy – zwróciła się do ostatniej pary.

– Ona nie jest dla mnie czuła. Gdy ją chwycę za rękę, zaraz ją odpycha. Zasypiamy od razu...

– Nie przesadzaj...

– Czasem szybki seks i zasypiamy.

– Wiesz dlaczego... A ty nie masz poczucia humoru. U mojej siostry nie umiesz dzieci zabawić nawet przez kilka minut.

– Boję się dzieci. To takie małe...

– Fakt, że On nie jest zbyt rozmowny, a na kawał reaguje ostatni.

– A co ze mną? – spytał Ty.

– Jesteś cholernym domatorem, bez pomysłu na przyszłość. Tylko sport, piwo i telewizor.

– To, jak sama powiedziałaś, mam trzy pomysły.

Dyskusja zaczynała nabierać tempa, ale Ja nie chciała brnąć w gołosłowie.

– To poprawmy się! Zgodnie z tym, co słyszymy od naszych byłych, choć jeszcze aktualnych.

– Tylko to musi być taka poprawa totalna – dodał On. – Żadna tam szczerość pozorna typu: Mam ochotę na seks. Jeśli już, to prosto z serca: Przeleciałbym cię na umywalce, w kiblu, podczas meczu Stany Zjednoczone–Rosja...

– W czasie rzutów karnych – dodał Ty.

– Razem z sąsiadem – wciągnęła się Ona.

– Nie róbcie sobie jaj... – rzuciła Ja, ale została zakrzyczana.

– Może macie jakiś inny sposób, by przestawić nasze życie na właściwe tory?

Nic nie znaleźli. Plan postanowili wprowadzić w życie, do czego przyczynił się zapewne pełny barek Ty, mającego ambicję, by mieć pełny barek.

***

Następnego dnia nasza szóstka wybrała się do knajpki nad jeziorem. Pogoda była na tyle ciekawa, że większość ciał klientów była ochoczo roznegliżowana, co pobudziło gości do wzrokowego obmacywania się nawzajem. W normalnych warunkach przyjaciele zajęliby się rozmowami na temat wakacyjnych wyborów aktywnego nieróbstwa, teraz jednak każdy miał cel – walkę ze swoimi słabościami. Przy okazji chcieli sprawdzić, czy każda okazja się do tego nadaje. Choćby ta.

Pierwsza uaktywniła się Ta. Zanim pozwoliła wszystkim usiąść, poprosiła kelnera o dokładne wytarcie stolika, na którym zauważyła ślady po muszych kupach albo po pyłku z pobliskiej topoli. Sam rytuał siadania trwał pięć minut i spowodował wrogość całej obsługi kawiarenki i klientów.

– A badania sanepidu, mam nadzieję, macie aktualne? – niszczyła resztkę sympatii kelnerki Ta.

– Tak, choć nie ma pewności, że przed chwilą na teren kawiarenki nie wleciał komar zarażony malarią, który przedostał się tu z poprzednimi klientami wracającymi z Kenii.

Kelnerka odeszła pospiesznie, rzucając na stół cztery menu.

– Zanim zaczniemy zamawiać – dodała Ta – z tego, co widzę, jest jedna ubikacja. Jeśli ktoś potrzebuje, niech idzie, bo może się zdarzyć, że nagle zacznie się chcieć dwóm osobom i będzie kłopot...

Wszyscy przyjęli to ze zrozumieniem, mając nadzieję, niestety nieuzasadnioną, że wreszcie Ta się zamknie. Zanim zagłębili się w płaskość menu, wstał Jam i upewniwszy się, że usłyszą go wszyscy klienci, powiedział na cały głos:

– Nie lubię tego małego ch..., który teraz rządzi naszym krajem.

W tym momencie klientela podzieliła się na trzy, mniej więcej, części, z których jedna go polubiła, druga znienawidziła, a trzecia nie miała zdania.

– Co ty robisz? – spytała Ona.

– Wypowiadam swoje zdanie. Zresztą jest to zgodne z tym, co czuję.

– Większość myślących tak sądzi, ale po co to ogłaszać? – Jeszcze nie domyślał się On, bo zawsze zaskakiwał jako ostatni.

– Próbuje być odważny – wytłumaczyła to Ja.

Ciszę kobiety zagłuszyły nerwowym przeglądaniem kartek menu. Każdy wybrał coś piwno-lodowego z wyjątkiem Ona, który zamówił deser lodowy Wesoły Penis. W normalnych warunkach coś takiego wzbudziłoby w nim pusty śmiech, ale teraz postanowił zbadać zjawisko pełnego śmiechu. Ona, widząc wjeżdżający na stół deser z parasolką wetkniętą w żołądź penisa wyrzeźbionego z masy truskawkowej, chciała wyjść, ale On przytrzymał ją za rękę i zaśmiał się. Włożył w to cały swój brak poczucia humoru. Rzeźba ta, do końca wieczoru, straszyła okoliczny świat bezguściem.

Trzy osoby poczyniły już kroki w kierunku pracy nad sobą i zadowolone zrzuciły z barków obowiązek myślenia, jak mają pracować nad sobą. Tylko Ta wciąż była w roli. Układała równo serwetki, odganiała muchy i nie pozwalała mężczyznom wyciągać nóg, by nie blokowali przejść. Wkładała w to cały swój brak wdzięku, jaki miała, co było dość trudne.

W czasie tych czynności dwa stoliki dalej usiadł przystojny młody mężczyzna. Zanim ktoś z pozostałej piątki go zauważył, Ja wstała i usiadła przy nim.

– Podoba mi się pan...

– To możliwe – nie zdziwił się mężczyzna.

– Czy nie uważa pan, że ta szczerość jest zbyt nachalna?

– Mnie to nie przeszkadza, ale mojej dziewczynie... – spojrzał w górę i spotkał się wzrokiem z piękną młodą kobietą przyobleczoną w chmurę złości.

– Zostawić cię na dwie minuty i zaraz jakaś franca się do ciebie przylepi.

Jej wzrok wbił się jadem w twarz Ja, potem obniżył się w kierunku piersi tejże. Uspokoiła się. Ja nigdy nie miała tu wiele do powiedzenia. Jadowite dziewczę zrobiło ironiczną minę i syknęło. Było to na tyle jednoznaczne, że Ja powiedziała tylko: Do widzenia, i znikła z pola widzenia kobiety.

Nastrój stawał się sztywny, choć mógł być jeszcze uratowany, ale nie wiadomo dlaczego, nikt nie zamówił większej ilości alkoholu. To ciekawe, że przy tylu akcjach przygodowych, dodajmy: nieudanych, humor siadł. Ożywił się dopiero wtedy, gdy Ona podeszła do dużego psa, który posłusznie czekał na swego pana, dopijającego piwo. Po krótkiej rozmowie właściciel użyczył sierść psa do głaskania i czochrania. Piękna to była scena. Widząc to, Ty wyjął smartfon i zrobił zdjęcie tej parze.

– To owczarek kaukaski, na ogół niechętny ludziom, ale pan mówi, że jego Bert nie zjada ludzi – powiedziała Ona.

– Piękny. Spytaj go, czy nie pozwoli ci na małą sesję zdjęciową. Ty ci ją zrobi – powiedziała Ja.

Skończyło się na dziesięciominutowej sesji na pobliskiej polanie z Oną i Bertem w roli głównej. Zabawa była przednia, choć suknia Onej nadawała się po niej do nieużywania, bo Bert zaciągnął ją w trzech miejscach. Do tego znalazł jakąś błotną pułapkę, którą ochoczo wykorzystał do prac plastycznych na białej tkaninie przypominającej godzinę wcześniej modny ciuch, a teraz dzieło przypadku.

Wieczór miał się ku końcowi. Jam nie mówił już nic o rządzie, bo podczas wizyty w ubikacji spotkał się z muszlą klozetową na dłużej. Ktoś go zamknął w kabinie i dopiero po piętnastu minutach wyciągnął go stamtąd On. Kobiety straciły ochotę na lody na najbliższy miesiąc, a Ja dostała liścik od przystojniaka, który zaprosił ją na party pod tytułem Topless bez les. Do tego nikt nie lubił już Tej, która była na ogół gwiazdą imprez, a teraz zamieniła się w mierniczego porządku. W każdym razie pierwsze kroki uczynili wszyscy, choć wiedzieli, że czeka ich jeszcze długa droga.

JA

Ja próbowała pracować nad szczerością niecały tydzień. W pracy wymagało to od niej donoszenia na koleżanki, które nagminnie spóźniały się piętnaście minut. Ponadto powiedziała szefowi, że jego nowy image polegający na chwaleniu się zegarkami wartymi tyle, co jej półroczne zarobki, produkuje rzesze nielojalnych pracowników. Jednym słowem – w pracy była spalona. Na szczęście każda kobieta może się wyłgać z tego typu dziwactw.

– Pewnie ma okres. Choć trochę przydługi.

– Znowu ją pewnie Jam zaniedbuje.

– Kobieta zmienną jest, jak mówił poeta...

Z sąsiadami nie było lepiej. Gdy zwróciła Onim uwagę, by nie rzucali niedopałków na chodnik, wrzucili jej na trawnik psie kupy. Gdy chciała zadzwonić na policję, bo samiec Wy pieścił swoją samicę w sposób kompletnie nierozumiany przez prawo powszechne, dowiedziała się, że jej dom może się spalić. O dziwo, samica Wy też stała się jej wrogiem.

Próby umówienia się na randkę z dwoma pozostałymi sąsiadami, których traktowała jako potencjalnych naprawiaczy jej samopoczucia, zakończyły się połowicznym sukcesem. Jeden grzecznie odmówił, drugi przyszedł do niej po wielkiej ilości alkoholu i próbował ją zasypać komplementami, ale skończyło się na zasypianiu w stanie kompletnego upojenia.

Zebrała się jeszcze w sobie i powiedziała w końcu matce, by wreszcie odeszła od ojca, ale spowodowała tym tylko potok jej łez. Tacie nic nie powiedziała, bo zawsze z nim była szczera – mówiła mu, że jest starym draniem.

JAM

Jam traktował odwagę w sposób zbyt dosłowny, i to go chyba zgubiło. Dwa dni po opisanej wizycie w kawiarni nad jeziorem jechał sobie drogą. Spokojnie, bo tak lubił. Zbliżał się do skrzyżowania, aż tu nagle z piskiem opon, przejeżdżając po liniach ciągłych, zebrach i wysepkach, zajechał mu drogę duży ford. Jam wysiadł i zastukał w dach bezczelnego auta. Otworzyło się czworo drzwi i ze środka wysiadło czteroosobowe plemię rzeźbiarzy swego ciała. Rozmowa nie była długa, jeśli uważać za rozmowę jedno wypowiedziane przez niego słowo: Wydaje... Złamany nos, kilka wgnieceń w karoserii ciała Jama i sprawa byłaby do zapomnienia. Lekarze znaleźli jednak powód do położenia go w szpitalu z powodu obitego płuca.

Jam próbował jeszcze wziąć się na odwagę i docenić pielęgniarki za ich pracę, bo zawsze był ostrożny w wyrażaniu pochwał.

– Pięknie pani wygląda w tym fartuchu – wybełkotał.

– Panie Jamie! Niech pan przestanie z takim tanimi komplementami. I tak panu nie pozwolę zapalić na sali.– Ale ja nie palę. Ja tak z serca!

– Za długo pracuję w tym zawodzie, żebym uwierzyła.

Ta krótka rozmowa z jednoosobowym personelem utwierdziła go tylko w przekonaniu, że po powrocie do domu zrobi pizzę i odważnie doda do niej tabasco, czego zawsze się bał.

ON

On nigdy nie uważał się za osobę bez poczucia humoru. Miał je specyficzne, to mógł zaakceptować, coś między Monty Pythonem a czarnym humorem. Nigdy się też nie zastanawiał, jak rozwijać poczucie humoru. Czytać więcej kawałów? Oglądać idiotyczne filmiki na YouTubie i próbować się z nich śmiać? Poświęcił na to nawet parę godzin, ale czuł z każdą minutą, że jego zwoje mózgowe zaczynają przypominać stringi naciągane na zbyt dużą czaszkę pośladków.

Przygnębienie, jakie go pochłonęło, nie pozwoliło mu spać ani myśleć. Postanowił, że zrobi kawał Onej, bo w końcu to z jej ust padło oskarżenie. Początkowo myślał o pinezce położonej na stołku jej toaletki, ale po numerze z Wesołym Penisem bał się spontanicznego poczucia humoru.

Postanowił napisać serenadę i wieczorem zaśpiewać ją Onej pod balkonem. Trochę na gitarze grał, dlatego musiał tylko ułożyć odpowiednie słowa. Wesołe, ale nie banalne. Proste, ale nie płytkie. Dosłowne, ale z przesłaniem. Wymyślił.

To ja, Romeo // eo eo Neo Neo Neo

Śpiewam ci, Julio // ti di ti Trinity

O swej miłości // Romeo Neo Neo

O swej radości // Julio Trinity

W naszym małżeńskim Miksie //

Jak w Matriksie //

Neo Neo Trinity

Onemu, gdy pisał, wydawało się to niezmiernie dowcipne. Połączenie Szekspira i Wachowskich skupione w miłości romantycznej i nieziemskiej. Odczuł nawet radość twórczą, ale z każdą godziną realizacji planu, jak to zaśpiewać, przechodziła mu ochota do działania.

Podczas gdy Ona była w pracy, a On dekorował balkon kwiatami i mieczami (podświetlonymi), zebrał się wokół jego domu niezły tłum gapiów.

– Sąsiedzie, czyżby teściowa pana odwiedzała?

– Panowie, zajmijcie się swoimi sprawami!

– A gdzie zapalnik?

– Dzieci wasze chcą się bawić...

– Musimy wszystko oglądać, by potem na policji zeznawać zgodnie z prawdą.

– To nie jest śmieszne.

– Wiemy. Pan to raczej poważny człowiek.

Nic nie mogło go bardziej zdołować. Teraz, kiedy chce zabłysnąć humorem, sąsiedzi mu wypominają jego brak.

– Ja wiem, że pan, sąsiedzie, po flaszce może śpiewać wszystko, ale ja to robię z oprawą...

– Pan z oprawą, ja z zaprawą. Spirytusową.

Nie było sensu rozmawiać o twórczości inspirowanej beczką piwa. On wszedł do domu, a tłumek się rozszedł. Tylko pozornie, bo każdy pilnował i czekał na sygnał, by pojawić się w roli widza. Trwało to chyba dwie godziny, zanim On postawił Oną na balkonie, wziął gitarę i odśpiewał swą pieśń.

Ogólnie nie było najgorzej, ale jeszcze tego dnia Ona zwolniła go z obowiązku udowodnienia, że jest wesołym facetem.

ONA

Ćwiczenie czułości bez dzieci czy zwierzęcia ssakopodobnego nie jest łatwe. Najlepiej byłoby pracować nad nią na osobie kochanej. Ona jednak nie kochała Onego i problem był dość duży. Na początek zaprzyjaźniła się ze wszystkimi kotami i psami (małymi!) z okolicy, ale nie czuła się spełniona.

Postanowiła, bo czytała o tym w internecie, że zastosuje metodę ocierania. Już w tramwaju odniosło to skutek, bo jakiś sapiący sześćdziesięciolatek nie odlepiał od niej wzroku, gdy piersią przesunęła po jego łokciu. Postanowiła zmienić sposób zachowania. Normalnie po wejściu do autobusu zagłębiała się w jakiejś książce, a teraz czule rozglądała się po pokładzie pojazdu. Spotkała uśmiech malucha siedzącego w wózku, zauważyła zbyt głęboki dekolt jakiejś trzynastoletniej dziewczynki i jeszcze raz spojrzała na ciężko oddychającego pasażera, którego zaszczyciła tak intymnym dotykiem. Było co oglądać, bo nagle mężczyzna złapał się za serce i zaczął rzęzić. Usiadł ciężko i szukał czegoś w kieszeniach. Zaraz pojawiła się przy nim kobieta.

– Tatusiu! Co się stało? Gdzie masz te tabletki?

Po chwili nerwowych poszukiwań znalazły się i dzięki wodzie z butelki znalazły się w ustach, a potem w żołądku sześćdziesięciolatka. Ona musiała wysiąść. Rzuciła ostatnie spojrzenie w jego stronę. Zorientowała się, że gdyby usiadła obok niego i oparła się na nim znowu, jego krwiobieg zamieniłby się w szamoczącego węża ogrodowego.

Postanowiła, że w pracy będzie podczas witania podawała rękę albo po koleżeńsku klepała ludzi po ramieniu. Potem dodała obejmowanie i przybijanie piątki. Po trzydniowym zdziwieniu przyzwyczajono się do tego nowego zwyczaju, tłumacząc to udanym seksem w domu. Wtedy zaczął się koszmar. Tamten podszedł do niej kiedyś od tyłu i klepnął ją w pośladek. W ostatniej chwili się powstrzymała, by nie zdzielić go w twarz. Sprośny uśmiech obleśnego mężczyzny przypomniał jej dzieciństwo i branie na kolana przez wujka, kolegę taty, który pijackim oddechem obłapywał każdy kawałek jej ciała. Na szczęście ręce miał grzeczne. Tymczasem Ona objęła za ramię Tamtego, jakby go chciała zdzielić pocałunkiem, stanęła jak bocianica na jednej nodze i kolanem drugiej wymierzyła mu cios w jego klejnoty. Pomruk bólu pomieszał się z odgłosem zbierania się w całość części biżuterii seksualnej. Ona myślała, że ta przygoda nauczy tych mało bystrych, że czułość to niekoniecznie gra, ale kiedy Ten też nie umiał trzymać łap przy sobie, zawiesiła czułe powitania, pozbywając się czułości innych. O psie jednak wciąż myślała.

TY

Ty zawsze kochał fotografowanie. Na każdym wyjeździe robił dużo więcej zdjęć niż jego koledzy. Pstrykał intuicyjnie. Nie miał planu. O, ptaszek! O, jak ładnie obrośnięty dom! Ale zapijaczona morda! Słońce! Chrząszcz! Potem siadał do komputera i obrabiał zdjęcia. Jak miał czas. Opanował metodę dopieszczania kolorów i obróbkę niedorobionych twarzy. Niestety nie miał bodźca do większej aktywności, bo nie miał widowni. Kumple chcieli oglądać zdjęcia z jego podróży, a nie z jego sposobu widzenia świata.

Teraz miał wolną rękę. Będzie miał widownię, bo za tydzień mieli się spotkać i mówić o sukcesach. Postanowił najpierw sfotografować swoją dzielnicę. Już dawno korciło go fotografowanie drzew, które rosły tu od stuleci. Tylko dlatego developer dostał pozwolenie na budowę osiedla. Warunkiem było zachowanie starych drzew. Znał wszystkie ciekawe okazy, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, że widok faceta robiącego zdjęcia na ulicy wzbudza negatywne emocje.

– Wy... stąd!

– Paparazzi! Zmień miejsce!

– Jeszcze raz cię tu zobaczę, śmieciu...

Nie ryzykował. Wsiadł do auta i odjechał. Usłyszał, jak od maski odbijają się kasztany czy kamienie. Przyspieszył. Kiedy w domu przeglądał zrobione zdjęcia, zwrócił uwagę na drugie plany. W jednym zobaczył rozebraną czarną kobietę. Nie przypominał sobie sąsiadów o takim kolorze skóry. Przy bramie zobaczył samochód z rejestracją z innego stanu. W ogrodzie dwa domy dalej zobaczył faceta z nożem w dłoni, śpiącego w hamaku obok sterty butelek. Już rozumiał, co się dzieje.

Następnego dnia pojechał do miasta. Postanowił zająć się architekturą. Nie wzbudzał już zainteresowania, choć całujący się ludzie niekoniecznie byli oficjalnymi parami. Mimo wszystko ludzie, a nie mury i przyroda ogarnięta ludzką ręką pociągali go bardziej. Gdyby tak Tą wkomponować w miasto... W tej sukni w paski... Późną jesienią... Ty tracił kontakt z rzeczywistością.

TA

Ta zawsze chciała pokazać Temu, że bałagan w ich życiu to efekt jego lenistwa, a nie braku jej zorganizowania. Z wielką przyjemnością wprowadziła zasady życia rodzinnego. Na dwóch wielkich arkuszach z pudła po telewizorze, który akurat kupili, napisała 10 przykazań domowych.

Każdy sprząta po sobie.

Buty nie chodzą, trzeba je odstawiać.

Segregacja śmieci to sprawa męska.

Nie ma seksu na żądanie.

Mandaty płacimy nie ze wspólnych pieniędzy.

Nie gapimy się na opalającą się w ogrodzie obok Tamtą.

Na świecie istnieją kwiaciarnie.

Słowo „k...” używamy tylko na widok polityków w TV.

Leżenie brzuchem do góry zwalnia z jakości podawane posiłki.

Próbujemy się kochać do grobowej deski.

Zasady były omawiane już wcześniej, ale teraz dopiero je spisała i pilnowała ich przestrzegania.

Najgorszy dla Tego był punkt pierwszy, bo w nim zawierało się największe niebezpieczeństwo. Uwielbiał przychodzić do domu i walnąć się na łóżko. A tu kłopot! Wypada rozebrać się, umyć i ogarnąć ranny nieporządek, który codziennie nabierał postaci cętkowanego bałaganu wytwarzanego metodą fru, jakoś to będzie.

Ta bawiłaby się świetnie, widząc Tego w tak kłopotliwych sytuacjach, ale niestety nie widziała tego, bo Ty wciąż biegał z aparatem i robił zdjęcia, a o fotografowaniu w przykazaniach domowych nie było ani słowa.

***

Ta sama knajpka, to samo jeziorko, nawet ta sama kelnerka. Mało tego: tacy sami oni, ale jednak inni. Wystarczył tydzień, by przestała istnieć wiara w starodawny papirus zawierający ponadczasowe mądrości o prostych rozwiązaniach życia we dwoje, a może w szóstkę.

Ta przyniosła sobie dodatkowe krzesło i bez skrupułów położyła na nim nogi.

– Czyżby pan się spotkał z naszym małym władcą? – zapytała kelnerka, widząc obandażowanego Jama.

– Z tym ch... to bym sobie poradził – powiedział Jam.

– Wiem! To koledzy tego małego ch... – mrugając okiem, zakończyła rozmowę kelnerka. – À propos, pan te lody co zawsze? – zwróciła się do Onego.

– Broń Boże!

– Nie ma sprawy, nasz cukiernik takie przygotuje. On lubi tak wymagające nazwy. Broń Boże, a może broń boża?

– Niech pani poda sześć piw, a potem się zastanowimy, co do zjedzenia.

Wieczór ciągnął się, zapominając o czasie, a oni doszli do wniosku, że powinni dać sobie jeszcze jedną szansę. Chociaż On i Ja patrzyli na siebie z utwierdzoną wiedzą, że przydałoby się zorganizować rozwód, a raczej dwa rozwody i dwa małżeństwa. W końcu Jam i Ona mogliby się poświęcić, a już sprawdzili empirycznie, że nie ma idealnych cech, a nawet ludzi, choćby się wszyscy nie wiem jak bardzo starali.

Mamy tu przykład na to, jak naiwne są nasze starania rozwijania cechy, choćby była ona najlepsza. Człowiek dobry (dobry oznacza cechę powszechnie znaną, ale niezdefiniowaną) stanie się po jakimś czasie naiwny. Ktoś z poczuciem humoru może się stać żałosnym wesołkiem. Przesadna odwaga skończy się wcześniej czy później śmiercią lub kalectwem.

Do analizy wybrałem cechy powszechnie uważane za najważniejsze w testach psychologicznych (o jakości internetowej). Niezależnie od bałaganu w nazewnictwie (nie ma cechy „pasjonowanie się”) łatwo możemy się zorientować, że rozwój cechy w stronę zwiększania jej wartości prowadzi do wypaczenia osobowości. Z tego powodu tylko działanie Tego miało sens, ale on akurat nie rozwijał cechy. Dlatego każdy z nas musi się zastanowić, w jakim miejscu zatrzymać rozwój cechy, by nie znaleźć się w ślepej uliczce z napisem STRES.

Inna sprawa, że nasza szóstka stała się o wiele bardziej świadoma swoich osobowości, bo rozpoczęła nad nimi pracę. Dlatego warto podejmować takie wyzwania, zamiast tłamsić w sobie żal do innych.

DOŚWIADCZENIE

Każdy z nas wie, że niezależnie od cech genetycznych kształtuje nas życie, a raczej doświadczenia w nim zaistniałe. Jest do drugi podstawowy czynnik budujący naszą osobowość.

Wszyscy też jednak wiemy, że nie tylko własne doświadczenia ją kształtują. Gdyby tak było, nie wystarczyłoby powiedzieć dziecku: Nie idź się kąpać na głęboką wodę, tylko należałoby je doprowadzić do wody, popchnąć i... iść w krzaki z kołem ratunkowym, by czekać, aż nabierze doświadczeń. Aby tego uniknąć, stosujemy wychowanie, które polega głównie na mówieniu, a nie stawianiu dziecka w sytuacjach, w których samo się przekona, jak postąpić (nabierze doświadczeń).

Dlatego rozwój osobowości kształtują zarówno doświadczenia, jak i wydumania.

Wydumaniem nazwiemy wyobrażenie człowieka, które zmienia osobowość.

Nie należy mylić wydumania z wyobrażeniem. Nie traktujmy tych słów słownikowo.

Wydumanie to rodzaj mobilizacji osobowości i prób jej zmiany. Wyobrażenie to tylko marzenie, bez żadnych kroków w kierunku jego realizacji.

W naszym układzie współrzędnych powstaje druga oś: doświadczenie – wydumanie.

***

Jeśli weźmiemy pod uwagę marzenie dziewczyny: POCAŁOWANIE ZNANEGO PIŁKARZA, to może ono tkwić w niej bez konsekwencji i stanie się tylko wyobrażeniem. Jakże wiele dziewcząt tkwi w takim stanie całe życie.

Może też być traktowane jako wyzwanie zmieniające ją (wiara w siebie, dbałość o wygląd, próba zaimponowania piłkarzowi, choćby w innej dziedzinie sportu niż on uprawia) i wtedy buduje jej osobowość. Jest wtedy wydumaniem, przez co wpływa na wiele cech dziewczyny.

Wróćmy do naszej cechy przewodniej – gadulstwa. Dziewczyna może ją kształtować nie tylko poprzez kontakt z rodziną, dla której temat przewodni to, gdzie, kto i ile wypił, ale poprzez marzenie o rozmowie z owym znanym piłkarzem. Przygotowuje się do tego, czytając książki i ucząc się języka. Dzięki temu jej osobowość się zmienia. Inna sprawa, czy piłkarz nie chciałby pogadać z nią o tym, gdzie, kto i ile wypił. Najważniejsze jednak, że zmieniają się niektóre jej cechy, a utrwalają inne − poprzez pracę nad sobą.

Kilka przykładów wydumań i wyobrażeń wraz z ich konsekwencjami.

WYDUMANIE + DZIAŁANIE

WYOBRAŻENIE + BRAK DZIAŁANIA

Jadę za granicę. / Organizuję na to pieniądze.

Jadę za granicę. / Tata mi to sfinansuje.

Chciałbym ją poznać. / Podejdę do niej na imprezie.

Muszę się z nią zapoznać. / Jeśli będzie miała profil na Facebooku, to spróbuję.

Pomogę rodzicom. / Jutro zadzwonię.

Pomogę rodzicom, jak zadzwonią.

Nikomu już nie pożyczę pieniędzy.

Nie pożyczę nikomu więcej pieniędzy. / Chyba że ktoś będzie w bardzo złej sytuacji.

Zostanę fizykiem. / Idę na studia.

Idę na studia. / Może być fizyka.

Muszę się usamodzielnić, sam się utrzymam. / Rodzice zapłacą tylko za szkołę.

Jak tylko ukończę szkołę, to się usamodzielnię.

W sklepie obok nie ma ochrony. / Okradnę ten sklep.

Jeśli się nadarzy okazja, to okradnę ten sklep.

Pomarańczowe światło jest do jechania.

Pomarańczowe światło jest niebezpieczne.

Wojny na świecie będą zawsze. / Zostanę żołnierzem.

Jak mnie wezmą na wojnę, to będę się martwił.

Na świecie rządzą źli ludzie. / Trzeba chodzić na wybory, by do tego nie dopuścić.

Na świecie rządzą źli ludzie. / Nie da się tego zmienić.

Tabela 3. Wydumanie a wyobrażenie

Nie należy dzielić wydumań i wyobrażeń na dobre i złe. Bandyta, tak jak lekarz, musiał poczynić wydumanie odnośnie do swej przyszłości. Wypada tylko się zasmucić, że bandyta nie wyobraził sobie lepszego przyszłego zawodu.

Wychowanie – główny sposób oddziaływania w kierunku wydumań − obejmuje między innymi:

wychowanie w rodzinie,

wychowanie w szkole,

oddziaływanie poprzez telewizję,

wpływ kultury,

kursy i warsztaty.

Naturalnie każdy ma swoje bardzo indywidualne wydumania poczynione w różnych sytuacjach.

Dziadek zawsze na moich urodzinach mówił, że w nocy pająki mówią.

Sąsiad wciąż nas straszy Niemcami, więc się ich boimy.

Mikołaj powiedział, że jak będę grzeczna, to dostanę w przyszłym roku rower.

W sąsiednim bloku na balkonie, po kłótni z mężem, siedzi rozebrana kobieta. – Tak kończy się dzień, jak kobieta nie zrobi mężowi obiadu – stwierdził brat.

Do wydumań należy również klasyczne wychowanie szkolno-akademickie poprzez... słowo, dominujące we współczesnym społeczeństwie. Założenie jest takie: ludzie siedzący obok siebie i patrzący na wykładowcę mają sobie wydumać pewne sprawy pod wpływem wykładu. O ile matematyka może się sprawdzić w takich warunkach, to uczenie tym systemem tak ważnej cechy jak odpowiedzialność jest tylko pozorna i odnosi się głównie do... podejścia do nauki. Obóz harcerski mógłby wspaniale tę cechę rozwinąć dzięki doświadczeniu tam nabywanemu, bo w wychowaniu rodzinnym rozwija się ona bardzo różnie.

POZNANIE

Osobowość człowieka bez poznania kształtowałaby się za pomocą odruchów. Trochę jak u zwierząt. Dlatego świadome budowanie osobowości odbywa się poprzez poznanie nie tylko świata, ale i siebie samego. Wierność żonie nie musi być wymuszona strachem (choć w niektórych krajach brak wierności jest karalna), ale celami wyższymi (uczciwość wobec innego człowieka, poczucie grzechu, który będzie już nam towarzyszył do końca życia). Poznanie odbywa się na różnym poziomie świadomości, z uwzględnieniem warunków kulturowych. Próby poznania nie zawsze, a nawet rzadko, są potrzebne przeciętnemu człowiekowi.

Największym zaskoczeniem na pierwszych zajęciach aktorskich była dla mnie informacja, że każdy człowiek umie śpiewać. Wzbudzało to uśmiech u większości kursantów. Już po tygodniu pracy okazywało się, że to prawda. Trzeba tylko w odpowiedni sposób podejść do tematu. Jeśli śpiew kojarzy się nam z tenorem i altem, a w głowie mamy panią z nutami przy fortepianie, to rzeczywiście może to być problem. Jeśli śpiewanie określimy jako sposób używania głosu, to nie jest już dar, tylko powszechna umiejętność, która w niebywały sposób może ożywić nasze życie (piosenki biesiadne, kołysanki, piosenki marszowo-spacerowe, karaoke itd.).

Dlatego poznanie najczęściej odbywa się nie poprzez zrozumienie świata, ale... dopasowanie. W ten sposób dostosowujemy się do sytuacji bez pracy nad sobą. Zrzuca to z naszych barków wszelkie wątpliwości i jest bardzo wygodne. W ten sposób człowiek tworzy postawy, które pozwalają pozbyć się konieczności poznania siebie czy świata. Szerszy opis pojęcia „poznanie” nie ma sensu, bo jego ujęcie na osi nie biegnie tym trybem myślenia. W naszym układzie współrzędnych powstaje trzecia oś: poznanie – dopasowanie.

***

Postawy stosujemy zdecydowanie częściej niż próby poznania motywów zachowania swojego czy innych. Jeśli koleżanka z pracy popełniła samobójstwo, łatwiej wytłumaczyć to jej głupotą. Po co mamy szukać winny w sobie? Po co rozpamiętywać jej rozpaczliwe próby zwrócenia na siebie uwagi (zawsze dbała, by w biurze były świeże kwiaty, brała wszystkie dodatkowe godziny w wolne soboty, dziwnie się zachowywała na imprezach firmowych − najpierw była duszą towarzystwa, a potem upijała się na smutno). Nikt nie zwracał na to uwagi? Cóż, nie każdy umie powiedzieć o swoich kłopotach publicznie.

Problem w tym, że nikt nie zadał sobie trudu poznania tej osoby, szufladkując ją jako dziwaczkę.

Usprawiedliwić nas może fakt, że poznanie świata i siebie jest sprawą tak trudną, że chyba nikt nie sądzi, że kiedyś się to nam w pełni uda.

Najcenniejsze swoje talenty i możliwości, ja przynajmniej, poznałem przypadkowo, dzięki mojej determinacji i pracy. Nawet z pobieżnych obserwacji wiemy, że nie ma wystarczającego parcia w tym kierunku ani w szkolnictwie, ani w rodzinie, ani w mediach.

Dodajmy jeszcze, że podstawowym elementem dopasowania jest wiara. Skuteczność jej (pozwala praktycznie wszystko wytłumaczyć − największe zło i dobro) widzimy na wszystkich kontynentach, niezależnie od poziomu cywilizacji i nazwy Boga. Każda kultura wykształciła jakąś wiarę. To nie przypadek, to próba równoważenia osobowości. W cywilizacjach rozwiniętych widoczna jest jednak tendencja do osłabiania wiary. Wiele tajemnic udało się już rozwiązać, co wpływa na inny sposób równoważenia osobowości − poprzez zrozumienie, czyli poznanie.

Dygresja 2. Po prostu

Gdy spytamy kogoś tak po prostu:

Co wpływa na to, jaki jest człowiek?, odpowiedź kręci się wokół genów i tego, co przeżył. Czyli wyłapuje się dwa czynniki z sześciu. A jeśli próbujemy rozwiązać problem naukowo, napotykamy na tak wiele pojęć, że od razu znika zainteresowanie odpowiedzią. Czy w takim razie ułatwiać, czy utrudniać zrozumienie tego tematu? Zacznijmy od początku. Jeśli chcemy rozwiązać problem, starajmy się to zrobić najprostszymi metodami.

GENY

To wielka tajemnica, jak człowiek może być zaprogramowany genetycznie. Trudno to wytłumaczyć nawet w części. Mój ojciec i ja jednakowo kaszlemy, prawie identycznym tembrem głosu. Zawsze mnie denerwował jego kaszel, teraz ja go mam. Jak to się dzieje? Podobnie jak ojciec łatwo wpadam w złość. Różnica jest taka, że ojciec nie do końca nad tym panował, a ja przeciwnie, łatwo mogę te stany wywoływać i z nich wychodzić. Identycznie jak matka mam skłonności do robienia słownych złośliwości i tak samo jak ona nie potrafię się relaksować poprzez nudzenie się dłużej niż kwadrans. Dowiedziałem się, że ojciec lubił pisać beznadziejne wierszyki, jakimi i ja zamęczałem kumpli w młodości. O szczegółach budowy ciała czy defektach przenoszonych genetycznie nie wspomnę.

Nie to mnie jednak intryguje, a coś innego. Od czasu do czasu trafia do mnie na zajęcia aktorskie dziecko z niebywałym talentem. Może ono wystąpić na scenie każdego teatru następnego dnia po pojawieniu się na zajęciach. Po roku pracy z nim... nie widać większych postępów.

Pewnych ćwiczeń, wcale nietrudnych, to dziecko nie potrafi wykonać, słabo rozwija swój warsztat twórczy, staje się leniwe. Wiele mniej zdolnych osób dogania je w rozwoju aktorskim. Jak to się dzieje?

To jednak nie wszystko. Dzieci mają tak nieprawdopodobne umiejętności abstrakcji, że przewyższają one często w tym zakresie swoich rodziców (u dzieci, o których piszę i które znam, z całą pewnością tak jest).

Pytanie, skąd się to u nich bierze. Może to sprawa dziadków czy dalszej rodziny, choć ja jestem skłonny twierdzić, że to geny, które nie są przekazane z pierwszego czy drugiego pokolenia. Mogą one pochodzić nawet od osób żyjących dziesięć pokoleń wcześniej. Jeśli mogę porozmawiać bardziej abstrakcyjnie z dzieckiem sześcioletnim niż ze studentem, to racjonalność myślenia ponosi sromotną klęskę. Często takie dzieci nie wiedzą, dlaczego wchodzą w taką abstrakcję, ale to robią. Czują się z tym wspaniale. Naturalnie ten talent najczęściej ginie z czasem, gdy nie do końca jest potrzebny. Zresztą ile to zdolności w nas ginie? Tak naprawdę tylko o niektórych wiemy.

DOŚWIADCZENIA

Dość łatwo tłumimy w sobie zdolność do pracy nad sobą mimo naszych osobistych doświadczeń. Weźmy pod uwagę zdolnego dzieciaka, który coś osiągnął, oczywiście na miarę swoich możliwości. Wygrał konkurs piosenki, turniej szachowy, zagrał w prawdziwym teatrze. Zamiast próbować zrozumieć jego wyjątkowość, bagatelizujemy ją, tłumacząc to na kilka sposobów:

– Ma bogatych rodziców, to mu łatwiej.

– Taki to zawsze ma szczęście.

– Pewnie zaczął od kradzieży.

– Taki się już urodził.

Nikt nie próbuje połączyć w logiczną całość faktów. Po co, skoro wynik tych przemyśleń obciążałby właśnie nas, czyli nasze nieróbstwo? O wiele łatwiej jest się dowartościować, widząc niedoskonałość, zdziwaczenie lub głupotę innych.

− Co się mnie czepiasz? Jedni mają umysł ścisły, inni artystyczny.

– Tak się starał i zmarł po pięćdziesiątce.

– Nie będę się głodziła jak Wiktoria, jedzenie sprawia mi przyjemność.

– Taki był mądry, a zabił się podczas rajdu.

To główne przyczyny tego, że się nie zmieniamy. Doświadczenia są marnotrawione w sposób przedziwny. Dostrzegamy głupotę sąsiada, który nie potrafi złożyć pergoli w ogródku, a nie widzimy swojej, gdy alkohol wygrywa z naszym życiem. Każdy uważa siebie za kogoś lepszego od innych. Zamiast usunąć belkę z własnego oka, szukamy źdźbła w oku innego. Doświadczenia świetnie mogą kreować człowieka, niestety tego nie robią.

Po co więc mówić o innych czynnikach wpływających na osobowość, skoro te dwa podstawowe nie spełniają swego zadania? Dlatego w odniesieniu do ogółu nie starajmy się mącić ludziom w głowie. Tłumaczmy im, jak wykorzystywać przesłanie w genach i doświadczenia. To wystarczy. Normalnemu człowiekowi nie są potrzebne pojęcia „neuroprzekaźnik”, „sangwinik” czy „układ limbiczny”. Jemu wystarczy prosty sygnał do pracy nad sobą. Staraj się poznać swe zdolności i próbuj wyciągać logiczne wnioski z doświadczeń. Ażeby to zrealizować, wystarczy rozmawiać, rozmawiać i... rozmawiać. Z najbliższymi, z nieznajomymi i z mądrymi ludźmi. Tylko to pozwoli nam zrozumieć siebie. Potem przyjdzie czas na inne czynniki budujące osobowość, a pojawią się one same, bo dobrze rozwijająca się osobowość zacznie je dostrzegać.

WYKRES BRYŁY OSOBOWOŚCI

W ten oto sposób nasz układ współrzędnych został udoskonalony. Nasze osie zostały zmienione, mają już dwa kierunki i są oznaczone jako:

dziedziczność – antygenetyczność (DZI – ANT),

doświadczenia – wydumania (DOŚ – WYD),

poznanie – dopasowanie (POZ – DOP).

Wystarczy nanieść wartości cechy. Niedoskonałość oznaczenia punktowego (jedna wartość) dotyczącego konkretnej cechy jest dość łatwo zauważalna. Głównym powodem jest to, że praktycznie nikt z nas nie ma cechy określonej w postaci punktu. Nasze gadulstwo może być diametralnie różne, np.:

duża wartość w towarzystwie kumpli w pubie,

malutka przy żonie,

średnia w pracy,

dość duża po spożyciu alkoholu,

wysokie zaniechanie przy teściowej,

średnie zaniechanie przy koleżankach żony,

małe zaniechanie przy szefie

Ponadto kształtowało się ono poprzez:

przegadane z kolegą w młodości noce,dobrą polonistkę umiejącą bardzo ciekawie opowiadać,