Zostaw troski-żyj w harmonii - Anselm Grün - ebook
Opis

Zostaw troski! Nie staraj się wszystkiego udźwignąć. Nie zamartwiaj się na zapas, tylko uśmiech warto magazynować...

Zostaw troski! Pewnie nie wszystkie odejdą, ale niektóre się Tobą znudzą.

Skup się na pięknie i radości życia, tylko one warte są Twojej uwagi...

Zamiast mówić: „Mam problem!”, powiedz mi, co pięknego Cię dzisiaj spotkało...

Anselm Grün ur. w 1945 r., doktor teologii, benedyktyn, zarządza opactwem w Münsterschwarzach. Jako znany doradca duchowy prowadzi kursy medytacji uwzględniające psychoterapie, kontemplacje i post. Autor licznych publikacji.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 92

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


An­selm Grün

Zo­staw tro­ski – żyj w har­mo­nii

Ty­tuł ory­gi­na­łu:Lass die Sor­gen – sei im Ein­klang Ein­fach le­ben

Co­py­ri­ght © Ver­lag Her­der Fre­iburg im Bre­is­gau 2006

© Co­py­ri­ght for the Po­lish edi­tion by Wy­daw­nic­twoJed­ność, Kiel­ce 2008

Tłu­ma­cze­nie

Ewa Pia­sta

Re­dak­cja i ko­rek­ta

Bar­ba­ra Or­licz

Re­dak­cja tech­nicz­na

Wik­tor Idzik

Pro­jekt okład­ki

Ju­sty­na Ku­ła­ga-Wy­trych

ISBN 978-83-7660-529-6

Wy­daw­nic­twoJed­ność

25-013 Kiel­ce, ul. Jana Paw­ła II nr 4

Dział sprze­da­ży: tel. 041 349 50 50

Re­dak­cja: tel. 041 368 11 10

www.jed­nosc.com.pl

e-mail: jed­[email protected]­nosc.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Przed­mo­wa

Cze­go po­trze­bu­je­my, żeby stać się na­praw­dę szczę­śli­wy­mi? Nie­wie­le, stwier­dza ży­dow­ski fi­lo­zof re­li­gii, Abra­ham J. He­schel (1907-1972). Wła­ści­wie ni­cze­go, co od daw­na by już nie ist­nia­ło. „Li­czy się tyl­ko Bóg, du­sza i chwi­la. Te trzy są za­wsze obec­ne. Ży­cie chwi­lą obec­ną jest bło­go­sła­wień­stwem, ży­cie w pro­sto­cie jest świę­te”. Abra­ham He­schel był nie tyl­ko wiel­kim uczo­nym. Był rów­nież mą­drym na­uczy­cie­lem ży­cia, któ­ry zro­zu­mia­łym i pra­wie po­etyc­kim ję­zy­kiem po­tra­fił wy­ra­zić traf­nie to, co naj­waż­niej­sze. Był prze­ko­na­ny, że tyl­ko te trzy „rze­czy” de­cy­du­ją o sen­sow­nym ży­ciu. Ni­cze­go wię­cej nie po­trze­ba.

W tej ksią­żecz­ce chciał­bym za­jąć się je­dy­nie trze­ma spra­wa­mi. Wie­rzę, że będą one po­moc­ne w ży­ciu i spra­wią, iż moż­na je bę­dzie na­zwać bar­dziej uda­nym. A cho­dzi o uwol­nie­nie się od trosk, ży­cie w har­mo­nii z sa­mym sobą oraz ży­cie w pro­sto­cie. Łą­czą się one ze sobą i moc­no wza­jem­nie się wa­run­ku­ją.

Abym mógł żyć w har­mo­nii z sa­mym sobą, mu­szę po­zo­sta­wić tro­ski, po­nie­waż mają one to do sie­bie, że wy­wie­ra­ją na czło­wie­ka zły wpływ, mę­czą mnie. Roz­dzie­ra­ją we­wnętrz­nie, prze­szka­dza­ją mi w we­wnętrz­nej in­te­gra­cji. Mu­szę się od nich uwol­nić, od­rzu­cić je od sie­bie, osią­gnąć har­mo­nię i pro­sto­tę. Cho­dzi tu o sztu­kę po­łą­cze­nia wie­lu to­nów w jed­no­li­ty dźwięk, o zhar­mo­ni­zo­wa­nie ich. Kto po­łą­czy w so­bie te tak róż­ne tony, ten sta­nie się pro­sty i skrom­ny, i to w taki spo­sób, w jaki ro­zu­mie­li tę skrom­ność oj­co­wie Ko­ścio­ła. Bę­dzie osta­tecz­nie jed­no­ścią z „pra­dź­wię­kiem”, osią­gnie jed­ność z Bo­giem – po­cząt­kiem i źró­dłem wszel­kie­go ist­nie­nia. I z głę­bi tej jed­no­ści bę­dzie czer­pał ży­cie, jako czło­wiek cał­ko­wi­cie zin­te­gro­wa­ny i pe­łen pro­sto­ty, gdyż stał się czy­sty i przej­rzy­sty tak, iż uka­zu­je sobą Je­dy­ne­go.

Abra­ham He­schel mówi, że „by­cie w chwi­li obec­nej” jest bło­go­sła­wień­stwem. Co on przez to ro­zu­mie? Praw­do­po­dob­nie rzecz na­stę­pu­ją­cą: Kto żyje chwi­lą obec­ną i jest na niej w peł­ni skon­cen­tro­wa­ny, ten sta­je się bło­go­sła­wień­stwem dla tych lu­dzi, z któ­ry­mi się spo­ty­ka. W trud­nych sy­tu­acjach nie musi wca­le ro­bić dla lu­dzi ni­cze­go szcze­gól­ne­go. On po pro­stu jest obec­ny przy tym, kto po­trze­bu­je tej obec­no­ści, przy cho­rym, któ­ry jest zda­ny na dru­gie­go. Jest kimś, obok któ­re­go się wy­trzy­mu­je bez wy­po­wia­da­nia po­boż­nych słów i pra­gnie­nia, aby wy­tłu­ma­czyć swo­ją cho­ro­bę ja­ki­miś sen­ten­cja­mi czy afo­ry­zma­mi. Bę­dzie trwał przy czło­wie­ku bę­dą­cym w ża­ło­bie, któ­re­go nie moż­na po­cie­szyć i któ­ry nie zniósł­by ja­kich­kol­wiek po­cie­sza­ją­cych słów. Kto jest zroz­pa­czo­ny, chciał­by mieć u swo­je­go boku ko­goś, kto by mu po pro­stu to­wa­rzy­szył, nic nie mó­wiąc, nie wy­ja­śnia­jąc, bez pre­sji ocze­ki­wa­nia, że smu­tek musi ustą­pić.

Kto po pro­stu jest, bez in­te­re­sów skie­ro­wa­nych na kon­kret­ny cel, ten sta­no­wi rów­nież bło­go­sła­wień­stwo dla stwo­rzeń, gdyż żyje z nimi w har­mo­nii. Nie bę­dzie ich wy­zy­ski­wał czy wy­ko­rzy­sty­wał dla sie­bie. Bę­dzie po pro­stu trwał ze stwo­rze­niem i w jed­no­ści z nim. Bę­dąc cząst­ką na­tu­ry, roz­kwit­nie rów­nież jako czło­wiek nie­po­wta­rzal­ny. Sta­nie się bło­go­sła­wień­stwem dla swo­je­go oto­cze­nia. Abra­ham He­schel przy­pi­su­je ży­ciu w pro­sto­cie jesz­cze inną ja­kość, któ­ra z po­cząt­ku brzmi może dla nas obco: świę­tość. Ży­cie ci­che, pro­ste i skrom­ne jest czymś świę­tym. Je­śli przyj­rzy­my się bli­żej temu sło­wu i jego zna­cze­niu, le­piej zro­zu­mie­my, co kry­je się w jego głę­bi. Nie­miec­kie sło­wo „he­ilig” – świę­ty – po­cho­dzi od „heil” – cały, nie­usz­ko­dzo­ny, bez szwan­ku. Kto żyje pro­sto i zwy­czaj­nie, nie jest roz­dar­ty, ale zin­te­gro­wa­ny. Po­go­dził się z tym, kim jest. Żyje ja­kąś peł­nią. Ła­ciń­skie sło­wo „sanc­tus” to świę­ty. Po­cho­dzi ono od „sanc­ti­re” – od­dzie­lać, od­su­nąć od świa­ta. Świę­te jest tym, co zo­sta­ło od­su­nię­te od świa­ta, nad czym świat nie ma wła­dzy. Kto żyje w pro­sto­cie, jest cał­kiem u sie­bie. Świat nim nie kie­ru­je. Na­le­ży do sa­me­go sie­bie i do Boga. Grec­kie sło­wo „ha­gios” ma po­dob­ne zna­cze­nie. Od nie­go po­cho­dzi nie­miec­kie sło­wo „Ge­he­ge” – za­gro­da, re­wir i „be­ha­glich” – bło­go, przy­jem­nie, przy­tul­nie. W świę­tym miej­scu czu­ję się przy­jem­nie i wiem, że je­stem bez­piecz­ny. Zwy­czaj­ne i skrom­ne ży­cie jest świę­te. To zda­nie ozna­cza dla mnie ży­cie chwi­lą obec­ną, peł­ne skon­cen­tro­wa­nie na niej, za­nu­rze­nie w Bogu. To czy­ni mnie świę­tym, uwal­nia od wła­dzy świa­ta, od wła­dzy na­mięt­no­ści i in­stynk­tów, od wła­dzy nie­po­ha­mo­wa­nej żą­dzy uzna­nia i suk­ce­su. To skrom­ne i pro­ste ży­cie speł­nia się w od­dzie­le­niu, w Bo­żym schro­nie­niu, gdzie jest przy­jem­nie i przy­tul­nie. Tam czu­ję się u sie­bie.

He­in­rich Spa­emann zwra­ca uwa­gę na to, że w Bi­blii sło­wo świę­ty po­ja­wia się po raz pierw­szy w związ­ku z siód­mym dniem stwo­rze­nia. Bóg uświę­ca dzień siód­my. „Wte­dy Bóg po­bło­go­sła­wił ów siód­my dzień i uczy­nił go świę­tym; w tym bo­wiem dniu od­po­czął po ca­łej swej pra­cy, któ­rą wy­ko­nał, stwa­rza­jąc” (Rdz 2,3). Świę­tość siód­me­go dnia ma swój naj­głęb­szy sens w od­po­czyn­ku Boga. Jest to od­po­czy­nek od wy­ko­na­nych dzieł. Ten spo­kój jest świę­ty. W nim je­stem wol­ny od pre­sji zdo­by­wa­nia osią­gnięć. Mogę cie­szyć się sa­mym ist­nie­niem. Po pro­stu żyję. To jest świę­te. Je­śli po pro­stu tyl­ko ży­je­my, mamy udział w ci­szy sza­ba­tu Boga. Je­ste­śmy wte­dy wol­ni od wszel­kich trosk. Two­rzy­my har­mo­nię ze sobą sa­mym, z Bo­giem i z chwi­lą obec­ną. Po­rzu­ce­nie trosk wpro­wa­dza nas w ci­szę sza­ba­tu Boga, w ży­cie w har­mo­nii z na­szym naj­głęb­szym ja, w peł­nię obec­no­ści w chwi­li obec­nej, co wła­śnie jest świę­to­ścią. Ser­ce szu­ka tej ci­szy i we­wnętrz­ne­go za­do­wo­le­nia. A czym­że in­nym jest szczę­ście, jak nie tym po­ko­jem ser­ca?

Zo­staw tro­ski

Nie martw się – żyj w pro­sto­cie

Język jest skon­den­so­wa­nym do­świad­cze­niem. Każ­dy na­ród ujął i wy­ra­ził w ję­zy­ku swo­je do­świad­cze­nia. Je­śli wsłu­cha­my się w ję­zyk, usły­szy­my tak­że, ja­kie stru­ny drga­ją jesz­cze w sło­wie „tro­ska”. Grec­kim od­po­wied­ni­kiem tego sło­wa jest „me­rim­na”, co ozna­cza za­tro­ska­ne ob­cho­dze­nie się z czymś, trwoż­li­we ocze­ki­wa­nie na coś, strach o coś. Tro­ska od­no­si się więc do przy­szło­ści i jest zwią­za­na z oba­wą przed tym, co może na­stą­pić. Czło­wiek ze stra­chu sta­je się pe­łen trosk. Nie­miec­kie sło­wo tro­ska „Sor­ge” wzię­ło swo­je pod­sta­wo­we zna­cze­nie od zmar­twie­nia, zgry­zo­ty („Kum­mer” lub „Gram”). Jest spo­krew­nio­ne z rdze­niem „serg”, któ­ry ozna­cza rów­nież cho­ro­bę. Je­śli ja­kaś mat­ka mówi, że mar­twi się o syna, jest wte­dy peł­na tro­ski, zgry­zo­ty. Cza­sa­mi mogą stać się one po­wo­dem cho­ro­by.

Jak mo­że­my ustrzec się od trosk mo­gą­cych wy­wo­łać cho­ro­bę? Ist­nie­je zda­nie, któ­re w na­szym spo­łe­czeń­stwie, gdzie tak bar­dzo li­czą się wszel­kie ubez­pie­cze­nia i za­bez­pie­cze­nia, może od­dzia­ły­wać pro­wo­ku­ją­co: (…) „Nie mar­tw­cie się o swo­je ży­cie, o to, co ma­cie jeść i pić, ani o swo­je cia­ło, czym się ma­cie przy­odziać” (Mt 6,25). Je­zus wy­po­wia­da to zda­nie w Ka­za­niu na Gó­rze. Wska­zu­je na pta­ki na nie­bie i na li­lie na polu, o któ­re trosz­czy się sam Bóg. Co to ozna­cza w spo­łe­czeń­stwie, któ­re samo sie­bie na­zy­wa „spo­łe­czeń­stwem ry­zy­ka” i w któ­rym bran­ża ubez­pie­cze­nio­wa prze­ży­wa nie­by­wa­ły roz­kwit. Czy wszyst­ko nie jest kwe­stią od­po­wie­dzial­no­ści? Oj­ciec ro­dzi­ny musi trosz­czyć się o swo­ją ro­dzi­nę, żeby dzie­ci mo­gły stu­dio­wać i otrzy­mać wy­kształ­ce­nie. Każ­dy musi za­dbać o swo­ją sta­rość. Czy we­zwa­nie Je­zu­sa jest więc czymś nie­re­al­nym? Je­zus z pew­no­ścią nie chce, aby­śmy żyli tyl­ko dniem dzi­siej­szym i nie bra­li od­po­wie­dzial­no­ści za na­sze ży­cie. On za­chę­ca nas do in­ne­go spo­so­bu pa­trze­nia, kie­dy mówi, że­by­śmy byli peł­ni wdzięcz­no­ści i za­ufa­nia, że Bóg się o nas trosz­czy. Jako po­wód po­da­je: „Kto z was, mar­twiąc się, może choć­by jed­ną chwi­lę do­ło­żyć do wie­ku swe­go ży­cia?” (Mt 6,27). Żyj w har­mo­nii ze sobą i z Bo­giem, a wte­dy two­je ży­cie bę­dzie uda­ne.

Gdzie leży pro­blem?

Wew­nętrz­ny nie­po­kój jest naj­głęb­szym po­wo­dem tro­ski, a nie tyl­ko jej zja­wi­skiem to­wa­rzy­szą­cym. Dla­te­go fi­lo­zo­fia sto­ic­ka dą­ży­ła ku temu, aby pro­wa­dzić lu­dzi do we­wnętrz­ne­go po­ko­ju. Chcia­ła uwol­nić czło­wie­ka od nie­po­trzeb­nych zmar­twień. Epik­tet, przed­sta­wi­ciel fi­lo­zo­fii sto­ic­kiej, któ­re­go chęt­nie cy­to­wa­li daw­ni mni­si, twier­dził: „To, co nas, lu­dzi, nie­po­koi, to nie spra­wy, ale na­sze sądy o nich”. Mar­twi­my się na przy­kład tym, czy aby nie bę­dzie pa­da­ło ju­tro w cza­sie wy­ciecz­ki. Deszcz nie musi nas jed­nak nie­po­ko­ić. Cho­dzi tu­taj o na­sze zda­nie na te­mat desz­czu. Je­śli spoj­rzy­my na nie­go po­zy­tyw­nie, wte­dy rów­nież w cza­sie desz­czu wy­ciecz­ka bę­dzie uda­na. Nie­po­ko­imy się też cza­sa­mi, czy pod­ję­ta przez nas de­cy­zja była słusz­na. Jed­nak nie sama de­cy­zja sta­no­wi pro­blem, ale na­sza in­ter­pre­ta­cja jej. Je­śli de­fi­niu­je­my się z po­zy­cji ja­kie­goś ide­ału, a mia­no­wi­cie, że na­sze de­cy­zje mu­szą za­wsze być ab­so­lut­nie pra­wi­dło­we, to wte­dy cią­gle je­ste­śmy peł­ni trosk i obaw. Je­śli jed­nak z do­brą in­ten­cją zro­bi­my wszyst­ko, co w na­szej mocy i po­zo­sta­wi­my to Bogu, zmar­twie­nia i tro­ski znik­ną.

Przez dziur­kę od klu­cza

Tłu­mie­nie z re­gu­ły w ni­czym nie po­ma­ga. Moż­na wpraw­dzie spró­bo­wać za­mknąć drzwi za pro­ble­ma­mi, ale to na nic się przy­da. Jo­hann Wol­fgang von Go­ethe (1749-1832), nie­miec­ki po­eta i pi­sarz, wi­dział to bar­dzo wy­raź­nie: „Tro­ska wkra­da się przez dziur­kę od klu­cza”. Nie jest tak ła­two strzec się przed zmar­twie­nia­mi. Mogę spró­bo­wać za po­mo­cą ro­zu­mu po­zbyć się tro­ski o przy­ja­cie­la bę­dą­ce­go w po­dró­ży. Mogę po­zwo­lić dzie­ciom na ja­kieś przed­się­wzię­cie i pró­bo­wać się nie mar­twić. Jed­nak zmar­twie­nia nie daje się tak ła­two wy­ma­zać. Je­śli uwa­żam, że drzwi mo­je­go domu ży­cia do­brze za­mkną­łem przed zmar­twie­nia­mi, wśli­zną się one przez dziur­kę od klu­cza. Wie­czo­rem po­wie­rzam tro­ski Bogu. Kie­dy bu­dzę się rano, tro­ska zja­wia się z po­wro­tem. Być może za­kra­dła się w cza­sie, gdy spa­łem. Ist­nie­ją ta­kie miej­sca, ta­kie „dziur­ki od klu­cza”, któ­re sta­no­wią do­stęp i jak­by drzwi do na­szej du­szy. Nie je­stem w sta­nie raz na za­wsze za­mknąć się przed zmar­twie­niem. Mu­szę je cią­gle od nowa pro­sić, aby opu­ści­ło mój dom. Jed­nak wiem, że nig­dy się go cał­ko­wi­cie nie po­zbę­dę. Być może ja­kąś po­mo­cą bę­dzie zmia­na per­spek­ty­wy?

Go­ethe uka­zu­je w na­stę­pu­ją­cym dwu­wer­sie inny spo­sób pa­trze­nia na tro­skę:

„Je­śli nie chcesz mnie opu­ścić,

tro­sko, uczyń mnie więc mą­drym”.

Za tymi sło­wa­mi kry­je się do­świad­cze­nie, że tro­ska nie po­zwa­la mi cie­szyć się szczę­ściem. Po­nie­waż nie je­stem w sta­nie cał­kiem po­zbyć się jej z domu mo­jej du­szy, po­win­na przy­najm­niej wy­ko­nać po­zy­tyw­ne za­da­nie w moim wnę­trzu, czy­li ob­da­rzyć mnie mą­dro­ścią. Zmar­twie­nie może mnie na­uczyć ostroż­no­ści, aby nie zo­sta­ło znisz­czo­ne szczę­ście w moim ży­ciu. Je­śli tro­ska do­pro­wa­dzi­ła mnie do mą­dro­ści, wów­czas wy­peł­ni­ła swo­je za­da­nie. Przy­po­mi­na mi o ko­niecz­no­ści bu­do­wa­nia domu mo­je­go ży­cia na moc­nym i twar­dym grun­cie, a nie na pia­sku ilu­zji. Taki jest we­dług Je­zu­sa sens mą­dro­ści. Czło­wiek mą­dry bu­du­je swój dom na ska­le, a nie na pia­sku. Tro­ska była dla Go­ethe­go naj­wy­raź­niej mi­strzy­nią i na­uczy­ciel­ką mą­dro­ści. Mo­że­my uczyć się od nie­go, je­śli zmar­twie­nie po­ja­wi się przed na­szy­mi drzwia­mi lub sta­nie po­środ­ku na­sze­go domu.

Do­mo­fon

Strach