Wydawca: Amber Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 267 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zostań ze mną. Tom 2 - J. Lynn

Calla wraca tam, gdzie wszystko się zaczęło. Gdzie najbliższa jej osoba, własna matka, najboleśniej ją skrzywdziła. Zdradziła...

Jest jednak Jax, nieziemsko przystojny chłopak, który potrafi oswajać lęki i patrzy głębiej, niż można sądzić.

Muszą stawić czoło nie tylko własnej przeszłości. Grozi im realne niebezpieczeństwo. Czy ich miłość przetrwa najtrudniejszą próbę – poświęcenia i odwagi?

Opinie o ebooku Zostań ze mną. Tom 2 - J. Lynn

Fragment ebooka Zostań ze mną. Tom 2 - J. Lynn

Korekta

Halina Lisińska

Ewa Szaniawska

Projekt graficzny okładki

Małgorzata Cebo-Foniok

Zdjęcie na okładce

© Famke Backx/Vetta/Getty Images

Tytuł oryginału

Stay With Me

STAY WITH ME Copyright © 2014 by Jennifer L. Armentrout.

Published by arrangement with the Author.

All rights reserved.

For the Polish edition

Copyright © 2015 by Wydawnictwo Amber Sp. z o.o.

ISBN 978-83-241-5413-5

Warszawa 2015. Wydanie I

Wydawnictwo AMBER Sp. z o.o.

02-952 Warszawa, ul. Wiertnicza 63

tel. 620 40 13, 620 81 62

www.wydawnictwoamber.pl

Konwersja do wydania elektronicznego

Rozdział 1

Nie wierzę, zostaniemy rozjechani na miazgę pośrodku najparszywszej dzielnicy miasta, w której szukaliśmy mojej durnej matki!

SUV był tak blisko, że mogłam dotknąć logo na masce. Czułam smród spalin. Zaparło mi dech w piersi, a serce tłukło się o żebra.

I nagle Jax wkroczył do akcji.

W jednej chwili obejmował mnie za ramiona, a w następnej złapał mnie w talii i porwał w górę. Lecieliśmy, w każdym razie tak mi się wydawało, bo znajdowałam się w powietrzu, i to lecieliśmy szybko.

Przedarliśmy się przez jakieś suche krzaki. Małe, ostre gałązki pocięły mi ramiona i wplątały mi się we włosy z rozsypanego koczka. W ostatniej chwili Jax rzucił się na ziemię, a kiedy upadliśmy, wylądowałam na nim. Rąbnęliśmy mocno, aż stęknęłam. Otworzyłam szeroko oczy.

Jax przeturlał się i odwrócił mnie na plecy. Usiadł i mnie zasłonił, a jednocześnie wyciągnął prawą rękę. Trzymał w niej jakiś niewielki czarny przedmiot.

SUV zawrócił w miejscu na chodniku, wpadł z powrotem na jezdnię i z piskiem opon ruszył przed siebie, zostawiając kłęby białego dymu. Jax podniósł się i odprowadzał wzrokiem szybko oddalającego się SUV-a.

A ja leżałam, do połowy w krzakach, do połowy na placku żółtej, wypalonej trawy, kompletnie osłupiała. W sumie możliwe, że w Filadelfii nastąpił gwałtowny wysyp nieudolnych kierowców, ale jeśli jednak nie, to znaczy, że ktoś chciał nas zabić. A Jax miał pistolet. Nie tylko teraz trzymał go w ręce, ale miał go przy sobie cały czas. Zresztą przypomniałam sobie, że jak wychodził z domu, obciągał koszulkę z tyłu. Mało tego – jeśli to jeszcze nie były powody usprawiedliwiające szok – przeturlał się po ziemi i poderwał się jak zawodowiec, a pistolet trzymał tak, jakby świetnie wiedział, co robi.

Potem odwrócił się do mnie i nagle przede mną klęczał i kładł mi dłonie na ramionach. Drżały.

– Wszystko w porządku?

– Tak.

Był blady, a twarz miał napiętą.

– Na pewno?

Pokiwałam głową, bo w sercu kłuło mnie z innego powodu. Był przerażony. Spanikowany.

– Naprawdę, nic mi nie jest.

Na moment zamknął oczy.

– Jak zobaczyłem ten samochód… – Pokręcił głową. – Tej miny przydrożnej też nigdy nie zobaczyliśmy.

– Boże – szepnęłam.

Kiedy otworzył oczy, były bardzo ciemne.

– Na moment spanikowałem.

– Nic dziwnego. Ale już w porządku?

Pokiwał głową, wracały mu kolory. Zaklął pod nosem, gdy drzwi kamienicy się otworzyły i ktoś zaczął wrzeszczeć. Brzmiało to jak Ritchey, utyskujący na ściąganie kłopotów na jego próg, ale ja patrzyłam tylko na Jaxa.

On też na mnie patrzył.

– Czy ja cię znam? – spytałam.

Uniósł jedną brew i sięgnął ręką za plecy, a kiedy przeniósł ją znów do przodu, pistoletu nie było.

– Znasz.

Starałam się usiąść.

– To było niezłe. No wiesz, cała ta akcja.

– Mam cholernie dużą praktykę w babraniu się w gównie, kotku.

No tak. Był w wojsku. Jasne.

– A pistolet?

– To na okoliczność pracy U Mony. Spotykam tam ludzi, z którymi znacznie przyjemniej mi się rozmawia ze świadomością, że mam broń. – Wyciągnął do mnie ręce i pomógł mi wstać. – Poza tym posiadanie broni i strzelanie to dla mnie nic dziwnego.

Jasne po raz drugi. Był w wojsku.

– Jak myślisz, o co chodziło?

Drzwi, prawdopodobnie do mieszkania Ritche’a, zatrzasnęły się.

– Zapewne to nic dobrego. – Dotknął mojego policzka i odchylił mi głowę w tył. – Na pewno nic ci się nie stało? – spytał jeszcze raz.

Westchnęłam i pokiwałam głową. Poza tym, że trochę się potłukłam i śmiertelnie się przeraziłam, wszystko było w porządku.

– Ktoś chciał nas przejechać.

– Chciał, ale mu się nie udało – sprostował.

– Ale chciał. – I wtedy to do mnie dotarło. Ktoś naprawdę chciał nas zabić, Jax miał pistolet z powodu baru U Mony, a raczej, co bardziej prawdopodobne, z powodu samej Mony, a teraz ktoś chciał nam zrobić krzywdę.

Nogi zaczęły mi się trząść. Zrobiło mi się słabo, ale nic dziwnego, w końcu jakkolwiek szalone czy tragiczne było do tej pory moje życie, jeszcze nigdy w ciągu niecałych dwudziestu czterech godzin nie miałam noża na gardle i nikt nie chciał mnie przejechać. Wszystko razem było trochę straszne.

– Cholera – powiedział Jax, a potem przyciągnął mnie do piersi. Przylgnęłam do niego i objęłam go w pasie.

– Kotku…

Zamknęłam oczy i chłonęłam jego ciepło i siłę.

Po tej całej akcji nie było już drzemek ani orgazmów. Co niezbyt mi się podobało, z różnych powodów. Poza tym, że orgazm to super sprawa, naprawdę chętnie bym się zdrzemnęła po tym poranku i popołudniu, jakie miałam za sobą.

Jak tylko wsiedliśmy do pick-upa i zabraliśmy się stamtąd, Jax zadzwonił do Reece’a. Skończyło się na tym, że złożyliśmy doniesienie policjantowi, którego nigdy wcześniej nie widziałam, starszemu panu o ciemnej skórze i zmęczonych oczach, ale o ciepłym uśmiechu. Nazywał się Dornell Jackson i chyba dobrze wiedział, o co chodzi, bo nie zadawał wielu pytań dotyczących mojej mamy, Macka, a nawet Isaiaha. Potem spotkaliśmy się z Reece’em i Jax powiedział mu, co się działo. Reece nie wyglądał na zadowolonego, szczególnie po tym, jak wróciliśmy do domu i chłopcy zauważyli kilka drobnych – to znaczy niegroźnych – zadrapań na moim ramieniu.

W rezultacie prawie zaciągnęli mnie na dół, żebym się umyła, a potem wyjęli wodę utlenioną i obmywali moją rękę, tak jakby groziła odpadnięciem.

Doszli do wniosku, że ktoś obserwował dom Ritche’a, pewnie głównie na ewentualność przybycia Mony, ale i tak nie było wiadomo, dlaczego chciał przejechać nas. Jeśli można zakładać, że doprowadzę do znalezienia mamy albo wiem, gdzie ona jest, czemu ktoś chciałby mnie i Jaxa przy okazji wykończyć?

Na to pytanie nikt nie umiał odpowiedzieć.

Przed rozpoczęciem naszej zmiany Jax zawiózł mnie do domu, żebym się przygotowała. Nie zostawił mnie, był tam cały czas. W którymś momencie podjął decyzję, że będę z nim jeździła do i z pracy.

– To nie jest konieczne – powiedziałam.

Usiadł na kanapie i uniósł brwi.

– Chcę, żebyś była bezpieczna. A tu się dzieją brzydkie rzeczy. Więc będę cię pilnował. Pracujemy dokładnie na tych samych zmianach, więc możesz oszczędzić na paliwie.

Na to nie miałam kontrargumentu.

– Spakuj jakieś ciuchy, zostaniesz dzisiaj u mnie – dodał, a mnie opadła szczęka. – Też ze względu na twoje bezpieczeństwo. Zresztą, mój dom jest fajniejszy. Nie obraź się, ale mam w kuchni więcej niż tylko zupki w proszku, a poza tym mam kablówkę.

No dobra. Prawdziwe jedzenie i kablówka to faktycznie coś.

– Ale to zbyt wiele. Mieszkanie z tobą jest…

– Dobre? – wtrącił się z uśmiechem. – Fajne? Lepsze niż siedzenie tutaj?

Zacisnęłam usta i zmrużyłam oczy.

Pochylił się do przodu, położył dłonie na udach i westchnął.

– Słuchaj, dopóki to wszystko się jakoś nie ułoży, chcę być pewien, że jesteś bezpieczna, a tu nie jest bezpiecznie. Do mnie nikt nie przyjdzie, ale tutaj? Może się zdarzyć wszystko.

Zatrzymałam się w drzwiach do sypialni. Nie mogłam zaprzeczyć, miał rację. Ten dom był ryzykownym miejscem. U niego będzie bezpieczniej, ale u niego to u niego, a mieszkanie w jego domu coś oznaczało i…

Cholera.

No tak, coś oznaczało. Jasne, po raz trzeci dzisiaj. Jax chciał, żebym mieszkała u niego, bo to oznaczało coś dla niego i dla nas. Dla tego naszego czegoś.

– Widzę, że do ciebie dociera – uśmiechnął się rozkosznie.

Odwróciłam się w jego stronę.

– Cicho!

Śmiał się, kiedy wychodziłam z pokoju. Przebrałam się w granatowe dżinsy, bardzo obcisłe, włożyłam śliczne balerinki, prosty czarny top, a na to cienką, luźną koszulkę, która spadała mi z jednego ramienia, ale nie odsłaniała blizn. Potem zajęłam się włosami. Ponieważ cały dzień były spięte w koczek, same ułożyły się w fale, więc tylko je wysuszyłam. Na koniec sięgnęłam po purpurową kosmetyczkę.

Spojrzałam w lustro. Zanim się przebrałam, umyłam twarz i była teraz czysta i świeża. Czułam się lekka, jak zawsze bez makijażu.

Zacisnęłam wargi i popatrzyłam na tubkę podkładu. Całe rano i popołudnie przeżyłam bez choćby grama make-upu i nikt, nawet małe dzieci, które łatwo przestraszyć, nie uciekły na mój widok z wrzaskiem. Nikt się nawet nie patrzył. A ja, prawdę mówiąc, w ogóle o tym nie myślałam. Co prawda nie wykluczam, że myśli miałam zajęte spotkaniem z Ritcheyem, a potem byciem prawie przejechaną, ale mimo wszystko.

Lekko mnie ścisnęło w żołądku.

Pewnie większość ludzi by tego nie zrozumiała, ale dla mnie to wielka rzecz, odłożyć tubkę do kosmetyczki, bez użycia. Makijaż był jak tarcza. Jak maska, dosłownie.

Ściskało mnie w gardle i ręce trochę mi się trzęsły, kiedy sięgałam po drugi make-up, jakiego używałam, lekki krem BB, który trochę rozjaśniał cerę, ale nie dawał pokrycia. Nałożyłam go i rozsmarowałam po lekko wypukłej bliźnie. Zanim zabrałam się do makijażu oczu, musiałam kilka razy zamrugać. Zrobiłam sobie smokey eyes, adekwatne do pracy w barze. Na usta nałożyłam błyszczyk i to było wszystko.

Powoli odeszłam od lustra.

Odetchnęłam głęboko, wyszłam z łazienki i zgarnęłam z łóżka torbę. Gdy weszłam do salonu, Jax podniósł wzrok, a potem przesunął się kawałek do przodu na kanapie i przekrzywił głowę. Spod lekko opuszczonych powiek przyjrzał się leniwie mojej twarzy.

I uśmiechnął się.

Serce mi zatrzepotało. I to nie trochę, tylko całkiem porządnie.

Wieści o morderczym SUV-ie i wojennej ścieżce, na którą wkroczył Mack, rozniosły się z prędkością błyskawicy.

Clyde porwał mnie w ramiona, gdy weszłam do kuchni, żeby się z nim przywitać, i obdarzył mnie swoim niedźwiedzim uściskiem.

– Maleńka! Jax co prawda mówił, że będziecie szukać twojej mamy, ale bardzo mi się to nie podoba.

Mnie też się nie podobało, ale do czwartku zostało już niewiele czasu i po prostu musieliśmy ją znaleźć.

– To mógł być przypadek – wymamrotałam wciśnięta w jego imponującą pierś.

– Nie ma czegoś takiego jak przypadek. – Uścisnął mnie jeszcze raz i gdybym była zabawką, musiałabym zapiszczeć. – Nie chcę, żeby coś ci się stało.

Wyglądało co prawda na to, że coś mogło mi się stać, nawet gdybym nie zaczęła szukać mamy, ale tego już nie powiedziałam.

– Nic mi nie będzie, obiecuję.

Odsunął się i podrapał się po głowie.

– Wiesz, maleńka, cieszę się, że znów tu jesteś i znów się uśmiechasz.

Znów się uśmiechałam? A w ogóle przestałam? No tak, kiedy mieszkałam tu poprzednio, nie miałam wielu powodów do uśmiechu.

– Ale jeśli dla własnego bezpieczeństwa powinnaś wrócić do szkoły, to zdecydowanie wybieram twoje bezpieczeństwo.

– Nie mogę teraz wrócić – powiedziałam i się uśmiechnęłam. – Przecież wiesz. – Nie dodałam, że Mack groził, że znajdą mnie nawet tam. – Wszystko będzie dobrze.

Miał stroskaną minę i wiem, że mi nie wierzył. Odwrócił się, sięgnął po drewnianą łychę, a drugą ręką potarł swoją pierś. Skierowałam się do podwójnych drzwi i żałowałam, że nie mogę zrobić nic, żeby trochę przestał się martwić. Mogłam najwyżej dbać o swoje bezpieczeństwo.

Powrót do baru nie uwolnił mnie od wyrazów troski i niepokoju. Jak tylko Nick przyszedł na swoją zmianę, zaoferował, że może mnie wozić swoim autem, co mnie cholernie zaskoczyło, ale zostało błyskawicznie stłumione jednym spojrzeniem Jaxa. Ale i tak, kiedy nie było go akurat na sali, Nick się ode mnie nie oddalał.

Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Prawie się nie znaliśmy, a jego zachowanie mnie wzruszało i roztkliwiało.

Roxy też się martwiła i zaproponowała, żebym zamieszkała u niej, ale tę propozycję także storpedował Jax, który tuż przed zniknięciem w magazynie oznajmił, że mieszkam u niego.

– Mieszkasz u Jaxa?! – spytała, kiedy stałyśmy w wąskim korytarzyku. – Wprowadziłaś się?

– Na to wygląda… Na dzisiejszy wieczór. – Zamilkłam i zmarszczyłam brwi. – Wczorajszy też…

Jej oczy za szkłami okularów wydawały mi się wielkie.

– Nocowałaś u niego wczoraj? A jeszcze poprzedniego wieczoru zdjął ci alkoholowy wianek?

– No tak…

Uśmiechnęła się szeroko.

– Jesteście razem?

Nie odpowiedziałam, bo Jax właśnie wyszedł ze składziku z alkoholem. Niósł kilka butelek. Mijając nas, zmrużył oczy, ale uśmiechnął się lekko i mrugnął.

Zatrzepotało mi w żołądku, bo mój żołądek też był durny.

– On jest naprawdę świetnym gościem – powiedziała, jakbym jeszcze się nie zorientowała. – Zawsze służy pomocą. W zeszłym roku Reece… – Po wymówieniu jego imienia zamilkła na moment, a ja uniosłam brwi. – …brał udział w strzelaninie. Wszystko legalnie i w świetle prawa, ale jednak zabicie kogoś może zmasakrować psychikę. Jax bardzo mu pomógł.

Moje brwi sięgały już chyba linii włosów. Cholera. Nie wiedziałam, co na to powiedzieć.

Wzięła mnie za rękę i wciągnęła do biura.

– No więc jesteście razem.

– Nie. To znaczy nie wiem. – Zamknęłam oczy i odetchnęłam głęboko. – Chyba trochę tak. W pewnym sensie.

– W pewnym sensie? – Jej brwi wyjrzały zza czarnej oprawki okularów. – Chyba raczej jesteście. Razem, na wyłączność.

– Wyłączność?

– To znaczy, że nie spotykacie się już z nikim innym.

Aha. Jasne. Czwarte „jasne” dzisiejszego dnia.

– Nie rozmawialiśmy o tym.

– Czyli jesteście przyjaciółmi do łóżka? – spytała, mrużąc oczy.

Policzki mi zapłonęły.

– Chyba też nie. – A może jednak? W ogóle nic nie ustalaliśmy ani nie rozmawialiśmy o takich sprawach.

– No dobra. – Roxy poklepała mnie po ręce, a ja przestałam analizować kwestię przyjaciół do łóżka. – Widzę, że przyjaciele do łóżka to nie twoja bajka. Więc wychodzi na to, że jesteście razem, umawiacie się i zobaczycie, co z tego będzie?

– Tak, to chyba najbardziej pasuje. Jutro idziemy na randkę do Apolla.

Klasnęła.

– Super, zajebiste miejsce! Mają genialne steki.

– Tak słyszałam – mruknęłam.

– Przyjaciele do łóżka nie chodzą do Apolla. – Lekko wykrzywiła usta. – Przychodzą do Mony. Zaufaj mi, wiem coś o tym.

Zauważyłam, że zmarszczyła czoło, ale mówiła dalej.

– Randka w Apollu to poważna sprawa. Na tym etapie powinniście już wiedzieć, jaką kawę lubicie rano. Apollo robi wrażenie. I ma genialne steki, wspominałam już?

Nagle zapragnęłam pogadać z Teresą. Chciałam jej opowiedzieć, co się dzieje, bo miałam wrażenie, że sama w zasadzie nie wiem. Ale było już późno, a poza tym Teresa była z Jase’em nad morzem. Spojrzałam na Roxy, zagryzłam wargę i nie wiedziałam, czy dobrze robię, ale… Dobra, cholera, trudno.

– Nigdy nie miałam chłopaka.

Roxy powoli zamrugała i cofnęła się o krok. Podniosła palec, podeszła do drzwi, zamknęła je i wróciła do mnie.

– Nigdy?

Pokręciłam głową.

– A przyjaciela do łóżka?

Ponownie zaprzeczyłam.

Oparła się o drzwi.

– Czyli rozumiem, że rozmowa o zdejmowaniu wianka jest ciągle aktualna?

– No tak. – Usiadłam na biurku i skrzyżowałam kostki. – Wianek wciąż na miejscu.

– Wow – mruknęła.

Zmarszczyłam brwi.

– No co?

– Nie wiem. Ale dwudziestojednoletnia dziewica jest jak Yeti.

Skuliłam ramiona.

– Aha. Dzięki…

– No wiesz. – Przesunęła okulary na czubek głowy. – Wszyscy o nim słyszeli, ale nikt nigdy nie widział. Tak samo jest z dwudziestojednoletnimi dziewicami.

Zaczynałam żałować, że postanowiłam się jej zwierzyć.

– Czemu? – spytała, a ja uniosłam brwi. – Czemu nie miałaś chłopaka?

Przekrzywiłam głowę i popatrzyłam na nią.

– No błagam cię.

– Nie błagaj, tylko powiedz.

Skrzyżowałam ramiona.

– Przecież masz okulary i dobrze przez nie widzisz.

Zmrużyła oczy i zmarszczyła nos.

– Widzę. Że jesteś naprawdę ładna. Musisz być też bystra, żeby studiować pielęgniarstwo, więc o co chodzi?

– Ładna? – wymamrotałam.

Ona mrugnęła, odepchnęła się od drzwi i podeszła.

– Już rozumiem. Chodzi ci o tę bliznę? Ale ona w ogóle nie wpływa na twoją urodę! Musisz to zrozumieć. Chciałam o tym powiedzieć już wcześniej, ale pomyślałam, że to może być niefajne. Ale dziś wyglądasz ślicznie. Widzę, że nie masz dużo makijażu. Wcześniej też wyglądałaś świetnie, ale dzisiaj jest wyjątkowo.

Dermablend to ciężki kaliber, gruba warstwa daje pełne krycie i wiedziałam, że rzuca się w oczy. Ale mimo wszystko uważałam, że w nim jest mi lepiej.

– Zabiłabym, żeby mieć twoje usta – mówiła dalej, a ja popatrzyłam na jej wargi. Były ładne. Wygięte w łuk. – I dałabym się torturować za twoje cycki. Zakrywasz je, ale wiem, że tam są i że są piękne.

– Nie są – wypaliłam, zanim zdążyłam się powstrzymać.

Zdziwiła się.

– Jak to? To znaczy, że masz najbardziej zajebisty stanik w historii bieliźniarstwa? Jeśli tak, to daj znać, gdzie go kupiłaś. – Położyła ręce na swojej płaskiej piersi. – Bo te laleczki chętnie by skorzystały.

Uśmiechnęłam się lekko.

– Nie, to nie stanik. Przykro mi.

– Cholera. – Wydęła usta. – No to w czym rzecz?

Nigdy z nikim nie rozmawiałam o tym, jak wyglądam nago, więc trudno mi było znaleźć słowa.

– Ta blizna na twarzy to nic w porównaniu z resztą ciała. Tam jest marnie. Naprawdę.

Roxy otworzyła usta, ale widziałam, że nie wie, co powiedzieć, więc kontynuowałam.

– Nie mam doświadczenia z chłopakami, więc wydaje mi się tylko, że się spotykamy, ale… Podoba mi się to.

– On ci się podoba – poprawiła mnie delikatnie.

Westchnęłam i pokiwałam głową.

– Tak. Lubię go. Ale wiem, że to durne.

– Wcale nie.

Mówiłam dalej, jakbym jej nie słyszała.

– Jest przystojny i do tego miły. Idealne połączenie. Ale biorąc pod uwagę tę całą akcję z moją mamą, pewnie nie jest najmądrzejszą rzeczą angażować się teraz w związek.

– No tak, z twoją mamą jest przerąbane. – Przeniosła ciężar ciała, choć niewielki, z jednej nogi na drugą. – I to ostro. Ale to nie ma nic wspólnego z Jaxem. To dwa różne światy.

Tak, też to tak widziałam.

– W sierpniu zamierzam wrócić do szkoły.

– No i co z tego? Shepherd jest trzy godziny drogi stąd. Wielkie rzeczy. Możecie się cały czas spotykać. I nawet nie musicie dojeżdżać autem, bo nie wiem, czy wiesz, ale jest taki miły wynalazek jak pociąg.

Roześmiałam się.

– A tak, obiło mi się o uszy.

– On cię lubi – stwierdziła, a potem jeszcze pokiwała głową. – Jax cię lubi. Zaufaj mi, wiem takie rzeczy.

– Tak?

Pokiwała znów głową, ale zanim zdołała coś dodać, drzwi się otworzyły i do środka zajrzał Nick.

– Jeśli już skończyłyście sabat, może przyszłybyście na salę? Przyda się pomoc.

Zerknęłam na Roxy, a ona wywróciła oczami.

– Faceci… – powiedziała i obróciła się na pięcie. – Co by bez nas zrobili?

Nie odpowiedziałam, ale miałam ochotę się roześmiać ze spojrzenia, jakie posłał jej Nick. Bar faktycznie był pełen. Jax mnie zatrzymał, zawiązał mi fartuch, a przy okazji dał mi potajemnego klapsa w pupę. Potem mnie wypchnął na salę.

– Nie wiem, co się tu dzisiaj dzieje, ale zrobił się dom wariatów – powiedziała Pearl, kiedy brałam notatnik.

I miała rację.

Bar wypełniali młodsi i starsi, a kiedy tylko Melvin mnie zauważył, przywołał mnie zakrzywionym palcem. Nie był sam, siedział z nim facet w podobnym wieku.

– Doszły mnie słuchy, że ktoś chciał dzisiaj przejechać ciebie i Jacksona? – spytał, a ja po raz kolejny uświadomiłam sobie, w jakim tempie roznoszą się tu wieści.

Zerknęłam na jego kolegę. Nie wiedziałam, co powiedzieć.

– To jest Artur. – Melvin wskazał na przyjaciela ruchem głowy. – A to córka Mony.

Artur zmarszczył jeszcze bardziej już i tak pomarszczoną twarz i spojrzał na mnie ciemnymi oczami.

– Miło cię poznać, skarbie.

Pomachałam mu szybko i niepewnie, a potem przyznałam, że faktycznie, niewiele brakowało do przejechania, ale żeby ich nie martwić, zrzuciłam to na karb niedoświadczonego kierowcy. Melvin nie wyglądał na przekonanego, ale poklepał mnie po ramieniu i nakazał, żebym była ostrożna.

Z upływem czasu tłum wcale się nie zmniejszał, a kiedy zmieniłam Nicka, żeby mógł pójść na przerwę, cieszyłam się, że jestem za barem, a nie latam po sali jak opętana.

Robiłam właśnie dwie jägerbomby, kiedy podniosłam na moment wzrok i zobaczyłam ich. Najpierw jego i prawie wypadła mi z ręki szklanka.

Był ogromny. Większy i potężniejszy niż Jax. I chyba nawet wyższy. Miał na sobie czarną koszulkę, która rozciągała się na muskularnej piersi i na ramionach. Brązowe włosy były podgolone na bokach, a na czubku dłuższe, dłuższe niż u Jaxa, i postawione na sztorc. Miał ostre rysy i wyglądał na Hiszpana. Ciemna gładka skóra okrywała wysokie kości policzkowe, a gęste brązowe rzęsy okalały ciemne oczy. Pod lewym okiem miał bliznę w kształcie półksiężyca, drugą na brodzie, skąd zachodziła na dolną wargę.

Wyglądał na drania, ale na drania w pozytywnym znaczeniu.

Dziewczyna, która szła krok za nim, przypominała Britney Spears. Britney z katolickiej szkoły. Jasne pofalowane włosy idealnie podkreślały jej buzię w kształcie serca. Miała pełne usta, duże brązowe oczy i ładne ciało. Skąd wiedziałam? Bo prawie całe miała na wierzchu.

Ubrana była w top na ramiączkach, odsłaniający smukłą talię, i krótką dżinsową spódniczkę, która podkreślała piękne, opalone nogi. Za jej cycki można by zabić i ogólnie była zachwycająca.

Nie zwracała uwagi na tego wielkiego, przystojnego faceta obok. Patrzyła w stronę baru. Nie na mnie. Nie na Roxy. Jej brązowe oczy spoczywały daleko od nas.

Patrzyła na Jaxa.

Nie tylko patrzyła.

– Wiesz, kto to jest? – spytała Roxy, nakładając lód. – Ten seksowny koleś, o tam?

Przeniosłam wzrok z dziewczyny na niego.

– Jak mogłabym nie zauważyć? – Z uśmiechem wydałam jägerbomby i wzięłam pieniądze. – Kto to? – spytałam, chociaż bardziej mnie interesowało, kim jest ona i dlaczego patrzy na Jaxa, jakby chciała go zjeść na kolację.

– To Brock – odparła Roxy i zaczęła się wachlować. – Ten Brock.

– Aha? Czyli który? – spytałam i odwróciłam się do chłopaka, studenta. – Co podać?

– To Brock „Bestia” Mitchell – powiedział, zamiast złożyć zamówienie, a potem zamrugał. – Nie znasz?

Spojrzałam na Bestię i pokręciłam głową.

– A powinnam?

Chłopak parsknął.

– Startuje w MMA. To nie byle co. A w każdym razie niedługo będzie nie byle co. – Spojrzał przez ramię i na jego twarzy odmalował się zachwyt. – Jezu, nie chciałbym z nim mieć na pieńku. Nie wiedziałem, że jest w mieście. W każdym razie poproszę budweisera.

Wzięłam piwo i spojrzałam na Brocka. Wiedziałam, co to jest MMA: mieszane sztuki walki. Domyślałam się, że „nie byle co” oznacza te zawody wysokiej rangi, na punkcie których szaleli Cam i Jase. Wiedziałam na pewno, że on nie jest stąd. Zapamiętałabym taką twarz, nawet jeśli w czasach liceum wyglądałby trochę mniej okazale.

– Super – mruknęłam i podałam piwo.

Chłopak natychmiast zapomniał o moim istnieniu, tylko wziął butelkę i wpatrzył się w Brocka, jakby był do niego przyklejony.

– O cholera. – Roxy się wyprostowała i widziałam, że patrzy teraz na dziewczynę. Obróciła się na pięcie i popatrzyła na Jaxa. – Cholera!

– Co? – Serce zaczęło mi bić szybciej.

Odwróciła się z powrotem do mnie, wykrzywiona, jakby skosztowała czegoś obrzydliwego.

– To Aimee. Aimee przez „i” i dwa „e”.

– Aha… – No dobra. Nic nie rozumiałam.

– Nie mam pojęcia, co robi z Brockiem. To znaczy, dobra, miałabym może parę pomysłów, ale nie wiem, co z nim robi tutaj.

Teraz zaczęłam mieć naprawdę złe przeczucia. Zwłaszcza kiedy kilku kolesi otoczyło Brocka, a Aimee przez dwa „e” nawet nie zwróciła na to uwagi. Zaczęła się przepychać przez tłum.

Roxy wyglądała, jakby weszła w pajęczynę i miała się właśnie zacząć oganiać rękami, a przecież miałyśmy kolejnych klientów do obsłużenia. Patrzyłam na Aimee, a kiedy pokonała już połowę drogi, spojrzałam na Jaxa.

Opierał się o bar i podawał drinki grupce rozchichotanych dziewczyn. Potem się wyprostował i rozejrzał. Początkowo obojętnie przesunął wzrokiem po Aimee (przez „i”), ale potem się cofnął. Mrugnął i wyprostował się gwałtownie, jakby ktoś go złapał za tyłek, a mnie ścisnęło w żołądku.

O nie.

– O nie – powiedziała Roxy jak echo.

Aimee przez dwa „e” wepchnęła się między chichoczące dziewczyny i starszego mężczyznę, położyła dłonie na barze i wyprostowała się, a jej fantastyczne cycki naparły na materiał koszulki.

Potem przemówiła głębokim, gardłowym głosem:

– Jax, skarbie! Tęskniłam za tobą!

Rozdział 2

Jax (skarb), przez chwilę patrzył na Aimee, a potem uśmiechnął się półgębkiem. Nie, nie półgębkiem: uniósł jeden kącik, a mnie wykręciło wnętrzności.

Odwróciłam się i skupiłam się na klientach czekających na drinki. Nie byłam pewna, ile czasu minęło, ale nawet nie próbowałam się powstrzymywać od zerkania. Cały czas rozmawiali.

Pff, nic takiego.

Rozejrzałam się za Brockiem, ale nigdzie go nie było. Spora grupa otaczała jednak stoły do bilardu, więc stwierdziłam, że jest tam.

Czułam się dziwnie. Jakbym przedawkowała tabletki pobudzające. Obsługiwałam klientów przesadnie uśmiechnięta i radosna, a kiedy wrócił Nick, od razu się zwinęłam i minęłam Roxy, która patrzyła na mnie wzrokiem mówiącym: „musimy pogadać”. Spojrzałam na nią z informacją „nie, nie musimy”.

Śpieszyłam się do wyjścia, wpatrzona w Pearl, której jasne kosmyki wymykały się z koczka, kiedy nagle ktoś mnie złapał w talii i odciągnął. Wydałam stłumione piśnięcie i znalazłam się między Jaxem a końcem baru, twarzą do Aimee.

Aha.

Aimee wyglądała na równie skołowaną, jak ja się czułam. Patrzyła to na Jaxa, to na mnie, a potem zauważyła jego rękę na mojej talii.

– Aimee, nie wiem, czy znasz Callę – powiedział Jax, a jego ręka obejmowała mnie jak obręcz. – Jest stąd, ale wyjechała do college’u. Wróciła na…

– Wiem, kim jest – przerwała mu Aimee, ale nie mówiła zimno ani wrednie, ani w ogóle w żaden określony sposób.

Uniosłam brwi. Nie miałam pojęcia, kim jest ona, a podejrzewałam, że nie zapomniałabym jej tak łatwo.

Aimee się uśmiechnęła i przerzuciła włosy przez ramię.

– Pewnie mnie nie pamiętasz. Znałyśmy się milion lat temu.

Jax trochę zmienił pozycję i przywierał teraz do mnie całym bokiem ciała.

– Skąd się znałyście? Przecież jesteś z sąsiedniego hrabstwa.

Nie obchodziło mnie, w jakim hrabstwie wychowała się Aimee przez dwa „e”.

– To było dawno temu – powtórzyła i podniosła głos, bo od strony stołów bilardowych rozległy się głośne wiwaty. – Startowałyśmy razem w konkursach piękności.

Nie wierzę.

Wpatrywałam się w nią w napięciu. Aimee… Aimee…

– Aimee Grant?!

Uśmiechnęła się szeroko i oszałamiająco. Miała obłędnie doskonałe zęby, jakby wciąż nosiła nakładki.