Znaj swoją wartość. O pieniądzach, kobietach i uczciwym wynagradzaniu - Mika Brzezinski - ebook
Opis

Mika Brzezinski, znakomita dziennikarka, gwiazda telewizji NBC, córka prof. Zbigniewa Brzezinskiego odziedziczyła po ojcu inteligencję, niebywałą trafność ocen i styl. Dlatego w ostatnio wydanej książce "Znaj swoją wartość" pisze lekko, z polotem, nieco autoironicznie, bazując na własnych doświadczeniach o roli i miejscu kobiet w życiu zawodowym. Próbuje dociec, dlaczego kobiety w pracy czują się (i często są) niedowartościowane, zdecydowanie gorzej wynagradzane, pomijane przy awansach. Jak niwelować różnice między kobietą a mężczyzną (funkcje, stanowiska, płace), aby wreszcie dostrzec fakt, że współczesna kobieta musi godzić karierę zawodową z zarządzaniem gospodarstwem domowym. Autorka dochodzi do ciekawych wniosków i formuje szereg cennych rad kierowanych do żeńskiej części świata pracy wspierana przez znane, zajmujące wysokie szczeble w amerykańskiej hierarchii społecznej amerykanki, takie z pierwszych stron gazet.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 197

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność

Podobne


Ty­tuł ory­gi­na­łu: Kno­wing Your Va­lue

Prze­kład: Da­riusz Ba­ka­larz

Pro­jekt okład­ki pol­skiej wer­sji: Łu­kasz Paw­lak

Re­dak­tor: Han­na Ja­wo­row­ska-Błoń­ska

Re­dak­tor tech­nicz­ny: Pa­weł Żuk

Co­py­ri­ght © 2011 Mika Brze­ziń­ski

First pu­bli­shed in the Uni­ted Sta­tes by We­in­ste­in Bo­oks, a mem­ber of the Per­seus Bo­oks Gro­up

Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Stu­dio EMKA, War­sza­wa 2012

Wszel­kich in­for­ma­cji udzie­la:

Wy­daw­nic­two Stu­dio EMKA

ul. Kró­lo­wej Al­do­ny 6, 03-928 War­sza­wa

tel./fax 22 628 08 38, 616 00 67

wy­daw­nic­[email protected]­dio­em­ka.com.pl

www.stu­dio­em­ka.com.pl

ISBN 978-83-62304-49-3

Wszel­kie pra­wa, włącz­nie z pra­wem do re­pro­duk­cji tek­stów i ilu­stra­cji w ca­ło­ści lub w czę­ści, w ja­kiej­kol­wiek for­mie – za­strze­żo­ne.

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.

Moim cór­kom,

Emi­lie i Car­lie:

Oby­ście za­wsze zna­ły swo­ją war­tość.

Z ca­łe­go ser­ca,

wa­sza sza­lo­na Mama.

WSTĘP DO WYDANIA POLSKIEGO

Poczu­cie wła­snej war­to­ści to klucz do wszel­kie­go roz­wo­ju – oso­bi­ste­go i za­wo­do­we­go, do utrzy­ma­nia zdro­wia i osią­gnię­cia za­do­wo­le­nia z ży­cia.

Kno­wing Your Va­lue Miki Brze­zin­ski prze­czy­ta­łam je­sie­nią 2011 roku. Przy­ja­ciół­ka wła­śnie wró­ci­ła ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych i spre­zen­to­wa­ła mi świe­żo wy­da­ną tam książ­kę o ko­bie­cym po­czu­ciu wła­snej war­to­ści oraz po­strze­ga­niu świa­ta ko­biet i męż­czyzn w za­kre­sie moż­li­wo­ści awan­su i roz­wo­ju pro­fe­sjo­nal­ne­go. Te­mat był fa­scy­nu­ją­cy. Opo­wia­da­łam o książ­ce w róż­nych miej­scach, wy­ko­rzy­sty­wa­łam za­czerp­nię­te po­my­sły we wła­snym ży­ciu i w ra­mach co­achin­gu. Po kil­ku mie­sią­cach zde­cy­do­wa­li­śmy, że De­lo­it­te zo­sta­nie spon­so­rem jej pol­skie­go wy­da­nia – Znaj swo­ją war­tość.

Dla­cze­go po­czu­cie wła­snej war­to­ści jest tak istot­ne? Dr Ewa Woy­dył­ło, wy­bit­ny psy­cho­log i psy­cho­te­ra­peu­ta, na spo­tka­niu za­ło­żo­ne­go przez De­lo­it­te klu­bu dla ko­biet biz­ne­su She­XO stwier­dzi­ła, że bu­do­wa­nie po­czu­cia wła­snej war­to­ści jest naj­bar­dziej efek­tyw­nym na­rzę­dziem pra­cy nad sobą i osią­ga­nia ce­lów, a tak­że pod­sta­wą do zbu­do­wa­nia wszel­kich in­nych cech oraz kom­pe­ten­cji po­trzeb­nych do szczę­ścia i roz­wo­ju.

Czy po­czu­cie wła­snej war­to­ści ma wy­miar ko­bie­cy? W książ­ce Miki Brze­zin­ski zde­cy­do­wa­nie tak.

Znaj swo­ją war­tość przed­sta­wia dro­gę au­tor­ki w bu­do­wa­niu po­czu­cia wła­snej war­to­ści w opar­ciu o do­świad­cze­nia Miki, a tak­że in­nych ame­ry­kań­skich ko­biet ze świa­ta biz­ne­su i po­li­ty­ki. Uświa­da­mia ko­bie­tom, jak za­dbać o sie­bie i wziąć od­po­wie­dzial­ność za wła­sne ży­cie.

Dr Chri­stia­ne Nor­th­rup w książ­ce Cia­ło ko­bie­ty, mą­drość ko­bie­ty zwra­ca uwa­gę, że ży­je­my w kul­tu­rze, któ­ra każe ko­bie­tom sta­wiać po­trze­by in­nych po­nad wła­sny­mi po­trze­ba­mi. W dzie­ciń­stwie więk­szość z nas uczo­no, że swo­je praw­dzi­we uczu­cia na­le­ży skry­wać pod ma­ską „by­cia miłą”. Mika Brze­zin­ski po­ka­zu­je, jak moż­na to zmie­nić, jak prze­stać być miłą dziew­czyn­ką i za­dbać o wła­sne za­rob­ki, a w kon­se­kwen­cji, w jaki spo­sób od­wa­żyć się się­gać po cele, któ­re chce­my uzy­skać.

Znaj swo­ją war­tość uczy bra­nia za sie­bie od­po­wie­dzial­no­ści! Tak jak w przy­pad­ku każ­dej war­to­ścio­wej książ­ki (czy­li ta­kiej, któ­ra do­pro­wa­dza do na­szej trans­for­ma­cji) war­to wejść mię­dzy rady, ja­kich udzie­la Mika Brze­zin­ski i iść da­lej wła­sną dro­gą do spo­tka­nia sa­mej sie­bie. Na­peł­nia nas tak­że wia­rą, że bio­rąc od­po­wie­dzial­ność we wła­sne ręce mo­że­my osią­gnąć na­sze cele i ma­rze­nia. Jest to książ­ka in­spi­ru­ją­ca do za­ję­cia po­sta­wy opar­tej o na­sze we­wnętrz­ne cen­trum do­wo­dze­nia, do po­zna­nia sie­bie i swo­jej war­to­ści, nie­za­leż­nie od opi­nii ze­wnętrz­ne­go oto­cze­nia. Otrzy­ma­li­śmy świet­ny przy­kład o sa­mo­sta­no­wie­niu.

Iwo­na Geo­r­gi­jew

part­ner De­lo­it­te, co­ach, kie­ru­je klu­bem dla ko­biet biz­ne­su

She­XO i we­wnętrz­nym pro­gra­mem Di­ver­si­ty

PODZIĘKOWANIA

Po pierw­sze z ca­łe­go ser­ca dzię­ku­ję wszyst­kim ko­bie­tom (i męż­czy­znom), z któ­ry­mi mia­łam za­szczyt prze­pro­wa­dzić wy­wia­dy, za to, że po­świę­ci­li mi swój cen­ny czas i po­dzie­li­li się ze mną swo­imi spo­strze­że­nia­mi.

Dzię­ku­ję Ja­net Kle­in za po­moc przy po­wsta­wa­niu książ­ki, za wkład w jej kon­cep­cję i treść. Jako ko­bie­ty pra­gną­ce po­znać swo­ją war­tość, mu­sia­ły­śmy ją na­pi­sać.

Po­skła­da­nie w ca­łość ze­bra­nych ma­te­ria­łów było po­ucza­ją­cym do­świad­cze­niem dla wszyst­kich bio­rą­cych udział w tym przed­się­wzię­ciu. W szcze­gól­no­ści dzię­ku­ję Aman­dzie Mur­ray, Da­nie Hal­ler i Lau­ren Skow­ron­ski za re­dak­tor­skie wspar­cie w do­pro­wa­dze­niu pro­jek­tu do mety. Je­ste­ście wspa­nia­ły­mi ko­bie­ta­mi, ale świat po­zna wa­szą war­tość do­pie­ro wów­czas, gdy mu o tym po­wie­cie. Nie zwle­kaj­cie z tym.

Mel Ber­ger i Judy Hot­ten­sen pra­ca spra­wia­ła wiel­ką ra­dość. Dzię­ku­ję, że znów by­ły­ście ze mną.

A naj­bar­dziej dzię­ku­ję mo­je­mu mę­żo­wi, któ­ry wspie­rał mnie każ­de­go dnia. To mało po­wie­dzia­ne – Jim, masz aniel­ską cier­pli­wość, a na­sze cór­ki to praw­dzi­we szczę­ścia­ry, że mają ta­kie­go ojca i men­to­ra.

I jesz­cze dwa naj­waż­niej­sze po­wo­dy na­pi­sa­nia tej książ­ki: moje cór­ki. Dzię­ku­ję im, że każ­de­go dnia mo­ty­wo­wa­ły mnie, abym zwró­ci­ła się do ko­biet z jej prze­sła­niem. Emi­lie i Car­lie, chcia­ła­bym, żeby nie było w wa­szym ży­ciu rze­czy nie­moż­li­wych do osią­gnię­cia. Wiem, ile je­ste­ście war­te. Mama to wie.

WSTĘPSukces i porażka, wszystko naraz

LUTY 2008

Sie­dzia­łam z Joem Scar­bo­ro­ughem w prze­szklo­nej ka­wiar­ni na dole Roc­ke­fel­ler Cen­ter. Na dwo­rze gro­ma­da łyż­wia­rzy zma­ga­ła się na lo­do­wi­sku z zi­mo­wym wia­trem. Joe, ja i resz­ta eki­py Mor­ning Joe wła­śnie wró­ci­li­śmy z cięż­kiej trzy­ty­go­dnio­wej po­dró­ży, pod­czas któ­rej re­la­cjo­no­wa­li­śmy hi­sto­rycz­ne pra­wy­bo­ry pre­zy­denc­kie 2008 roku. Był to bar­dzo eks­cy­tu­ją­cy okres przy­go­to­wy­wa­nia pu­bli­cy­stycz­nych talk­show.

Po kil­ku mie­sią­cach wy­tę­żo­nej pra­cy Mor­ning Joe sta­wa­ło się miej­scem, w któ­rym moż­na było wy­słu­chać kan­dy­da­tów. Wo­kół pro­gra­mu ro­bi­ło się co­raz wię­cej szu­mu, ro­sła oglą­dal­ność, wie­le się o nas mó­wi­ło. Po­win­ni­śmy try­skać ra­do­ścią. Ale Joe nic nie mó­wił, sie­dział na prze­ciw­ko mnie i słu­chał mo­ich wy­ja­śnień do­ty­czą­cych re­zy­gna­cji.

To była bo­le­sna de­cy­zja. Jed­nak po pra­wie 20 la­tach pra­cy w pro­gra­mach in­for­ma­cyj­nych i po wie­lo­krot­nych zmia­nach miej­sca pra­cy by­łam wy­koń­czo­na. By­łam też roz­cza­ro­wa­na – i nie dla­te­go, że nie lu­bi­łam swo­jej pra­cy. Wła­ści­wie ją ko­cha­łam. Ża­den inny pro­gram nie roz­nie­cał we mnie tyle ener­gii i za­pa­łu. Jed­nak w ten smut­ny zi­mo­wy po­ra­nek tłu­ma­czy­łam Jo­emu, że nie mogę dłu­żej pra­co­wać dla te­le­wi­zji, któ­ra mnie nie do­ce­nia. Trwa­ło to wpraw­dzie 40 lat, ale w koń­cu zda­łam so­bie spra­wę, że wszyst­ko trze­ba ro­bić albo do­brze, albo wca­le.

Cho­ciaż mia­łam do­świad­cze­nie za­wo­do­we, pra­co­wa­łam po 15 go­dzin dzien­nie i przy­czy­ni­łam się do suk­ce­su no­we­go pro­gra­mu, te­le­wi­zja MSNBC nie chcia­ła pła­cić mi tyle, ile by­łam war­ta. Cho­dzi­ło nie tyl­ko o to, że za­ra­bia­łam mniej niż ko­le­dzy, ale na­praw­dę z tru­dem wią­za­łam ko­niec z koń­cem. Po zli­cze­niu kosz­tów opie­ki nad dzieć­mi, stro­jów po­trzeb­nych do wy­stę­pów na an­te­nie, ma­ki­ja­żu, po­dró­ży i róż­nych in­nych wy­dat­ków, któ­re mu­szą po­no­sić ko­bie­ty w tej bran­ży, sumy wy­da­wa­ne w związ­ku z pra­cą prze­wyż­sza­ły za­rob­ki. Bra­ko­wa­ło mi na opła­ce­nie ra­chun­ków, a co gor­sze w lu­strze nie mo­głam spoj­rzeć so­bie w oczy, gdy po­my­śla­łam, jaki przy­kład daję swo­im na­sto­let­nim – 12 i 14 lat – cór­kom. Wszy­scy męż­czyź­ni, moi ko­le­dzy w pra­cy, za­ra­bia­li znacz­nie wię­cej ode mnie. Na­sze pen­sje trud­no na­wet po­rów­nać.

Po­wiedz­my so­bie ja­sno: Joe nie­wąt­pli­wie bar­dziej niż kto­kol­wiek inny przy­czy­nił się do suk­ce­su pro­gra­mu i na­le­ża­ło mu się więk­sze wy­na­gro­dze­nie. Ale czy na­praw­dę aż 14 razy więk­sze od mo­je­go?

To praw­da, Joe i ja roz­po­czy­na­li­śmy pra­cę nad Mor­ning Joe zu­peł­nie z in­nych po­zy­cji. Joe stwo­rzył ten pro­gram i dzię­ki jego de­ter­mi­na­cji uka­zał się na an­te­nie. Pro­wa­dził w tej te­le­wi­zji wła­sny talk-show w cza­sie naj­wyż­szej oglą­dal­no­ści i za­ra­biał sumy po­rów­ny­wal­ne z in­ny­mi oso­ba­mi pro­wa­dzą­cy­mi po­dob­ne pro­gra­my. Ale MSNBC prze­cho­dzi­ła po­waż­ną re­struk­tu­ry­za­cję fi­nan­so­wą i żeby prze­trwać cięż­kie cza­sy, mu­sia­ła de­cy­do­wać się na bo­le­sne cię­cia per­so­nal­ne.

Gdy Joe za­trud­niał mnie jako współ­pro­wa­dzą­cą, wy­ko­ny­wa­łam dla MSNBC nie­zbyt waż­ną pra­cę w nie­peł­nym wy­mia­rze go­dzin, a pod­ję­łam ją tyl­ko dla­te­go, żeby po­zo­stać w bran­ży po tym, jak rok wcze­śniej stra­ci­łam sta­no­wi­sko pro­wa­dzą­cej w CBS Eve­ning News. Na suk­ces Mor­ning Joe pra­co­wa­łam cięż­ko, moja ka­rie­ra za­wo­do­wa znów to­czy­ła się w do­brym kie­run­ku, więc dla­cze­go chcia­łam ją na­ra­żać? Po­nie­waż nie by­łam wy­na­gra­dza­na sto­sow­nie do swo­jej war­to­ści. I dla­te­go, że osta­tecz­nie mo­głam wi­nić za to tyl­ko sie­bie.

Sie­dzia­łam więc przy śnia­da­niu na­prze­ciw Jo­ego i wy­ja­śnia­łam, że osią­gnę­łam punkt kry­tycz­ny. Chcia­łam po­wie­dzieć mu o tym oso­bi­ście i po­dzię­ko­wać za po­moc przy po­wro­cie do ka­rie­ry za­wo­do­wej. Ale nie­rów­no­ści pła­co­we mnie za­bi­ja­ły i uwa­ża­łam, że w efek­cie za­szko­dzi to pro­gra­mo­wi. By­łam go­to­wa do odej­ścia.

Joe nie cze­kał koń­ca mo­ich wy­ja­śnień, po­wie­dział: „Nie mo­żesz odejść”.

Zda­wał so­bie spra­wę, że otrzy­mu­ję mniej niż je­stem war­ta i cały czas wy­kłó­cał się o moje za­rob­ki, lecz póki co jego wy­sił­ki oka­zy­wa­ły się da­rem­ne. Te­raz po­pro­sił o kil­ka do­dat­ko­wych dni. Jak zwy­kle miał pe­wien plan.

Jako były kon­gres­men zda­wał so­bie spra­wę, że stwo­rzy­li­śmy w te­le­wi­zji pro­gram, ja­kie­go nig­dy jesz­cze nie było. Że po­mię­dzy nim, mną i Wil­liem Ge­istem pa­nu­je wi­docz­na na ekra­nie do­bra che­mia. Że na­sze pro­wa­dzo­ne na żywo de­ba­ty od­bi­ja­ją się sze­ro­kim echem i przy­cią­ga­ją uwa­gę po­li­ty­ków, de­cy­den­tów i me­diów. Wie­dział też le­piej niż kto­kol­wiek inny, że przy­czy­ni­łam się do tego suk­ce­su. Wszyst­kim do­ko­ła roz­po­wia­dał, że je­śli jego nowy pro­gram od­nie­sie suk­ces, to tyl­ko dzię­ki współ­pro­wa­dzą­cej. Wku­rzał się na sze­fo­stwo NBC tak samo jak ja. Ale naj­gor­sze w tym wszyst­kim było moje prze­ko­na­nie, że to ja po­no­si­łam winę za ten stan rze­czy. Po­zwo­li­łam, żeby do­szło do ta­kiej sy­tu­acji. Sys­te­ma­tycz­nie pro­si­łam o pod­wyż­kę i sys­te­ma­tycz­nie spo­ty­ka­łam się z od­mo­wą. Rzecz w tym, że – jak więk­szość ko­biet – nie do­ce­nia­łam swo­jej war­to­ści, a na­wet gdy­bym do­ce­nia­ła, to i tak nie po­tra­fi­ła­bym tego wy­ko­rzy­stać.

Z per­spek­ty­wy cza­su wi­dzia­łam, że za­wsze przy sto­le ne­go­cja­cyj­nym naj­gor­szym moim wro­giem by­łam ja sama. Do­bie­ra­ne sło­wa i stra­te­gie w grun­cie rze­czy sa­bo­to­wa­ły mój cel. Za moje trud­ne po­ło­że­nie nie od­po­wia­dał ża­den me­ne­dżer ani dy­rek­tor te­le­wi­zji. Za każ­dym ra­zem za brak sku­tecz­niej ko­mu­ni­ka­cji ja po­no­si­łam winę.

Spo­tka­nie z Joem sta­no­wi­ło kul­mi­na­cję pro­ble­mów na­ra­sta­ją­cych od wie­lu lat. Prze­cho­dzi­łam z pra­cy do pra­cy i go­dzi­łam się na mało atrak­cyj­ne wy­na­gro­dze­nie, bo czu­łam się szczę­śli­wa, że w ogó­le mnie przy­ję­to. Wma­wia­łam so­bie, że je­śli będę cięż­ko pra­co­wać, brać do­dat­ko­we zle­ce­nia i do­star­czać wie­lu ma­te­ria­łów, to w koń­cu spraw­dzę się i sze­fo­wie da­dzą mi pod­wyż­kę oraz awans. Czę­sto za­pra­co­wu­jąc się w na­dziei na wyż­sze wy­na­gro­dze­nie od­kry­wa­łam, że moi ko­le­dzy za­ra­bia­ją wię­cej ode mnie. Nie wi­ni­łam ich za to, mia­łam pre­ten­sje do sie­bie, że nie zdo­by­wam do­sta­tecz­ne­go uzna­nia (i pod­wyż­ki) u sze­fów. Po­tem za­czy­na­łam się czuć nie­do­ce­nia­na, roz­po­czy­na­łam roz­mo­wy z in­ny­mi sta­cja­mi te­le­wi­zyj­ny­mi, prze­no­si­łam się do no­wej pra­cy i po­wta­rzał się ten sam sche­mat. Moje po­stę­po­wa­nie naj­wy­raź­niej pro­wa­dzi­ło do­ni­kąd.

Dla­cze­go cały czas by­łam nie­do­ce­nia­na i nie­do­sta­tecz­nie wy­na­gra­dza­na? Dla­te­go, że je­stem ko­bie­tą? Nie. Są ko­bie­ty w tej bran­ży, któ­re otrzy­mu­ją so­wi­te wy­na­gro­dze­nia. Tak samo jak w moim przy­pad­ku, ich umie­jęt­no­ści są to­wa­rem na sprze­daż. Ale zna­ją swo­ją war­tość i po­tra­fią sto­sow­nie do niej za­ra­biać. W czym więc ich po­stę­po­wa­nie róż­ni­ło się od mo­je­go?

Przez wie­le mie­się­cy ob­ser­wo­wa­łam, jak Joe z ła­two­ścią otrzy­mu­je od dy­rek­cji to, cze­go chce. Ja też umia­łam po­dej­mo­wać dla pro­gra­mu wiel­kie wy­sił­ki i ro­bić wiel­kie rze­czy, jed­nak gdy przy­cho­dzi­ło wal­czyć o swo­je, ogar­niał mnie pa­ra­liż. Za­czę­łam za­da­wać so­bie py­ta­nie, czy nie je­stem naj­więk­szą idiot­ką na po­wierzch­ni zie­mi. Gra­łam rolę sil­nej ko­bie­ty suk­ce­su, któ­ra zaj­mu­je się spra­wa­mi po­li­tycz­ny­mi i po­tra­fi trzy­mać fa­ce­tów w ry­zach. Mimo to za­ra­bia­łam tyle samo, co 15 czy 20 lat temu. Wy­na­gro­dze­nie zu­peł­nie nie pa­so­wa­ło do mo­je­go wie­ku i za­wo­do­we­go do­świad­cze­nia.

Za­sta­na­wia­łam się, co po­wstrzy­mu­je mnie i inne ko­bie­ty. W ga­ze­tach sta­le czy­ta­łam ar­ty­ku­ły o osią­gnię­ciach ko­biet. Prze­kra­cza­ły wszel­kie gra­ni­ce. Hil­la­ry Clin­ton ubie­ga­ła się na­wet o urząd pre­zy­den­ta. Mimo to nie za­ra­bia­ły tyle, co męż­czyź­ni – za­wsze mniej.

„Czy to praw­do­po­dob­ne? – roz­wa­ża­łam. – Czyż­bym nie była sama? Czy moż­li­we, że inne ko­bie­ty suk­ce­su też mają ta­kie pro­ble­my? A może jed­nak do­ty­czy to tyl­ko mnie?”. Za­czę­łam roz­ma­wiać na ten te­mat z tymi wspa­nia­ły­mi ko­bie­ta­mi, a one mó­wi­ły mi: „Nie, nie, nie tyl­ko ty je­steś w ta­kiej sy­tu­acji”. Jed­na z nich na­wet przy­szła do mnie po radę, gdy zmie­nia­ła pra­cę, i wte­dy uświa­do­mi­łam so­bie, że po­stę­pu­je zu­peł­nie tak samo jak ja. Sama sie­bie sa­bo­tu­je. Sama so­bie szko­dzi. Sama sie­bie nie do­ce­nia.

Oko­ło rok temu, w pe­wien pięk­ny, wio­sen­ny dzień by­łam w Bia­łym Domu i we­szłam do ga­bi­ne­tu do­rad­czy­ni pre­zy­den­ta, Va­le­rie Jar­rett, żeby się przy­wi­tać. Roz­ma­wia­ły­śmy o utrzy­my­wa­niu rów­no­wa­gi po­mię­dzy ży­ciem za­wo­do­wym a oso­bi­stym. Z za­pa­łem dys­ku­to­wa­ły­śmy o moż­li­wo­ściach i wy­zwa­niach sto­ją­cych przed ko­bie­ta­mi. Dla Va­le­rie wy­zwa­niem było sa­mo­dziel­ne wy­cho­wa­nie cór­ki, po­ru­sza­nie się w naj­wyż­szych krę­gach biz­ne­su i po­li­ty­ki oraz po­ma­ga­nie pierw­sze­mu Afro­ame­ry­ka­ni­no­wi na sta­no­wi­sku pre­zy­den­ta. Dla mnie utrzy­ma­nie mał­żeń­stwa i wy­cho­wy­wa­nie có­rek na wspa­nia­łe oso­by, przy jed­no­cze­snych po­dró­żach po kra­ju i opi­sy­wa­niu pre­zy­den­tu­ry Oba­my.

Mó­wi­ły­śmy o kosz­tach do­ko­ny­wa­nych wy­bo­rów. O po­świę­ce­niu i de­ter­mi­na­cji, któ­re są po­trzeb­ne, aby spro­stać przyj­mo­wa­nym wy­zwa­niom. Skoń­czy­łam wła­śnie spi­sy­wa­nie wspo­mnień i na­po­mknę­łam, że mam po­mysł na nową książ­kę, ale oba­wiam się, że na jej na­pi­sa­nie za­brak­nie mi sił. Mało cza­su spę­dza­łam z ro­dzi­ną. Wa­ha­łam się, czy zde­cy­do­wać się na re­ali­za­cję tego pro­jek­tu, bo z żad­ne­go ze swo­ich za­dań nie mo­gła­bym wy­wią­zać się do­sta­tecz­nie do­brze.

Va­le­rie za­py­ta­ła o po­mysł książ­ki, wiec przed­sta­wi­łam jej swo­je teo­rie na te­mat ko­biet i ich nie­do­war­to­ścio­wa­nia. Od razu za­uwa­ży­łam, że tra­fi­łam w sed­no. „Na­pisz tę książ­kę – po­wie­dzia­ła. – To waż­ne spra­wy, trze­ba o nich mó­wić. A ta książ­ka już w to­bie sie­dzi. Ko­niecz­nie mu­sisz ją na­pi­sać”. Póź­niej opo­wie­dzia­ła mi o dzia­ła­ją­cej przy Bia­łym Domu Ra­dzie ds. Ko­biet i Dziew­cząt (Whi­te Ho­use Co­un­cil on Wo­men and Girls), o Ogól­no­kra­jo­wym Dniu Rów­nych Płac (Na­tio­nal Equ­al Pay Day), o na­pi­sa­nej przez Lil­ly Led­bet­ter Usta­wie o uczci­wym wy­na­gro­dze­niu (Pay­check Fa­ir­ness Act) i o swo­ich ba­da­niach do­ty­czą­cych tej te­ma­ty­ki. Wspo­mnia­ła, że na każ­dym szcze­blu ad­mi­ni­stra­cyj­nym dzia­ła­ją oso­by zaj­mu­ją­ce się spra­wa­mi ko­biet, tak­że ich do­stę­pu do ka­pi­ta­łu i róż­nic w wy­na­gro­dze­niach. Nie tyl­ko na­ma­wia­ła mnie do na­pi­sa­nia książ­ki, ale rów­nież za­pro­po­no­wa­ła: „Po­mo­gę ci. Co mogę zro­bić? Za­szły­śmy da­le­ko. Ko­bie­ty rzą­dzą świa­tem. Ale nie są wy­na­gra­dza­ne sto­sow­nie do war­to­ści”.

Va­le­rie za­in­spi­ro­wa­ła mnie i po­dzia­ła­ła na mój pro­jekt jak ka­ta­li­za­tor. Przy­pad­ko­wa wi­zy­ta oka­za­ła się punk­tem zwrot­nym i wy­cho­dząc z jej ga­bi­ne­tu już wie­dzia­łam, że na­pi­szę tę książ­kę. Zda­łam so­bie spra­wę, że sko­ro zdo­ła­łam prze­mó­wić do Va­le­rie, to po­tra­fię prze­mó­wić tak­że do in­nych.

Szczę­śli­wym tra­fem Mor­ning Joe to pro­gram, do któ­re­go przy­cho­dzą waż­ne oso­by za­bie­ra­ją­ce głos w naj­istot­niej­szych spra­wach ogól­no­na­ro­do­wych. Nie mu­sia­łam więc da­le­ko szu­kać, by zna­leźć ko­bie­ty, któ­re zgo­dzą się na wy­wiad do­ty­czą­cy do­ce­nia­nia sie­bie sa­mej. Roz­ma­wia­łam z ko­bie­ta­mi wpły­wo­wy­mi w rzą­dzie – Bro­ok­sley Born, She­ilą Bair i Eli­za­beth War­ren; spe­cja­list­ką ds. fi­nan­sów oso­bi­stych, Suze Or­man; zna­ją­cy­mi się na me­diach – Arian­ną Huf­fing­ton i Tiną Brown; re­dak­tor­ka­mi na­czel­ny­mi – Le­sley Jane Sey­mo­ur z „More” i Kate Whi­te z „Co­smo­po­li­tan”. Na roz­mo­wę zgo­dzi­ły się: Nora Eph­ron, Joy Be­har i Su­sie Es­sman. Zro­bi­łam wy­wia­dy z naj­waż­niej­szy­mi ba­dacz­ka­mi kwe­stii płci i ne­go­cja­cji, na przy­kład z Han­nah Ri­ley Bow­les z Ha­rvar­du. Dla rów­no­wa­gi, aby po­znać mę­ską per­spek­ty­wę, po­roz­ma­wia­łam z Do­nal­dem Trum­pem, Jac­kiem We­lchem i Don­nym Deut­schem. Nie­któ­re z roz­mów zo­sta­ły przed­sta­wio­ne na an­te­nie, inne moim zda­niem po­win­ny zna­leźć się na ekra­nie, na przy­kład z She­ryl Sand­berg, dy­rek­tor­ką wy­ko­naw­czą Fa­ce­bo­oka, a tak­że Ca­rol Bartz, dy­rek­tor­ką ge­ne­ral­ną Yahoo.

Roz­ma­wia­łam z ko­bie­ta­mi, któ­re za­rzą­dza­ły przed­się­bior­stwa­mi war­ty­mi mi­liar­dy do­la­rów, kie­ro­wa­ły rzą­da­mi i pro­wa­dzi­ły ba­da­nia go­spo­dar­ki. Wszyst­kie na co dzień spo­ty­ka­ją się z wy­zwa­nia­mi o wy­mia­rze ogól­no­na­ro­do­wym, ale ze zdu­mie­niem stwier­dzi­łam, że mają po­dob­ne do­świad­cze­nia w miej­scu pra­cy. Wy­da­wa­ło mi się, że ta­kie ko­bie­ty suk­ce­su mą­drzej pod­cho­dzą do swo­ich ka­rier i pie­nię­dzy. Nie­moż­li­we, że­by­śmy wszyst­kie po­peł­nia­ły te same błę­dy. Jed­nak gdy opo­wia­da­łam o swo­ich pro­ble­mach ko­bie­tom z róż­nych dzie­dzin ży­cia, wie­le z nich od­wdzię­cza­ło się opo­wie­ścia­mi o ich kło­po­tach z uzy­ska­niem pod­wyż­ki, awan­su, a na­wet z przed­sta­wie­niem po­my­słów na sali kon­fe­ren­cyj­nej. Dla­cze­go to, co dla wie­lu męż­czyzn jest zu­peł­nie pro­ste, ko­bie­tom spra­wia tak wie­le trud­no­ści? Dla­cze­go, czę­sto już od po­cząt­ku, same so­bie szko­dzi­my?

Z do­świad­czeń mo­ich i licz­nych ko­biet suk­ce­su, z któ­ry­mi roz­ma­wia­łam pod­czas pi­sa­nia tej książ­ki, moż­na wie­le się na­uczyć.

W jaki spo­sób uda­wa­ło im się osią­gać wy­na­gro­dze­nie sto­sow­ne do swo­jej war­to­ści? Co ro­bi­ły źle, a co wła­ści­wie? Udzie­la­ły za­ska­ku­ją­co szcze­rych i wie­le tłu­ma­czą­cych od­po­wie­dzi. Ewi­dent­nie żad­na z nich nie gra­ła we­dług ta­kich sa­mych re­guł co męż­czyź­ni. Otrzy­ma­łam waż­ne lek­cje na te­mat tego, jak sta­wiać na swo­im, roz­ma­wiać ze zwierzch­ni­ka­mi, ne­go­cjo­wać z po­zy­cji siły, a nie stra­chu, ko­rzy­stać ze swo­je­go suk­ce­su i – co chy­ba naj­waż­niej­sze – jak uzy­skać wy­na­gro­dze­nie, na któ­re za­słu­gu­ję.

Lek­cje te do­ty­czy­ły pie­nię­dzy. Ale moż­na za­sto­so­wać je do każ­de­go in­ne­go aspek­tu ży­cia. W tej książ­ce pie­nią­dze są tyl­ko me­ta­fo­rą – cho­dzi o by­cie do­ce­nia­ną w pra­cy i nie tyl­ko. Każ­da z za­pre­zen­to­wa­nych lek­cji może od­no­sić się do re­la­cji z ludź­mi, wy­cho­wa­nia dzie­ci, mał­żeń­stwa, po­zy­cji w za­wo­dzie czy w bran­ży, zmia­ny pra­cy… wszyst­kie­go. Bo je­śli nie żą­dasz tyle, ile je­steś war­ta, i je­śli nie po­tra­fisz tego ja­sno za­ko­mu­ni­ko­wać, nie bę­dziesz trak­to­wa­na spra­wie­dli­wie i w koń­cu doj­dzie do ze­rwa­nia re­la­cji. I je­śli nie pro­sisz o to, na co za­słu­gu­jesz, na­wet nie po­znasz do­brze sie­bie sa­mej i nie do­wiesz się, na co cię stać. Po­nie­cha­nie na­uki me­tod osią­ga­nia tego to szko­dze­nie sa­me­mu so­bie. Trze­ba wie­dzieć, jak ko­rzy­stać ze słów, ro­zu­mu, gło­su, sty­lu, po­dej­ścia, fi­ne­zji i wszyst­kie­go, czym dys­po­nu­jesz, aby do­stać to, na co za­słu­gu­jesz.

Na­le­ży mó­wić o swo­ich po­trze­bach i pra­gnie­niach. Bo je­śli masz zwią­zać się z ja­kąś pra­cą, to mu­sisz dzię­ki niej te po­trze­by i pra­gnie­nia za­spo­ka­jać. W prze­ciw­nym ra­zie tyl­ko da­jesz, da­jesz i da­jesz, i koń­czysz z ni­czym. Zu­peł­nie z ni­czym.

W koń­cu MSNBC syp­nę­ła mi pie­niędz­mi. Otrzy­ma­łam znacz­ną pod­wyż­kę, ale do­szło do tego w zu­peł­nie inny spo­sób, niż się spo­dzie­wa­łam. Było to po­dej­ście dość nie­kon­wen­cjo­nal­ne i nie po­le­cam go. Wię­cej opo­wiem o tym w dal­szej czę­ści książ­ki.

Trze­ba przy­znać, że MSNBC nie tyl­ko za­cho­wa­ła się do­brze, ale też do­brze na tym wy­szła. Po pod­pi­sa­niu umo­wy na tę książ­kę po­szłam do na­sze­go sze­fa Phi­la Grif­fi­na, jed­ne­go z jej bo­ha­te­rów i czło­wie­ka, któ­ry blo­ko­wał moją pod­wyż­kę aż do chwi­li, gdy po­tra­fi­łam sku­tecz­nie przed­sta­wić swo­ją war­tość. Po­wie­dzia­łam: „Słu­chaj, mam umo­wę na książ­kę. Za­mie­rzam opi­sać w niej po­peł­nio­ne prze­ze mnie błę­dy. Tak­że błę­dy w re­la­cjach z tobą”. Dłuż­szą chwi­lę się za­sta­na­wiał, a w koń­cu stwier­dził: „Oczy­wi­ście”.

Po­tem pod­niósł po­przecz­kę wy­żej i za­pro­po­no­wał pój­ście o krok da­lej – za­czę­li­śmy roz­ma­wiać o tym, jak mo­gli­by­śmy przed­sta­wić tę pro­ble­ma­ty­kę w pro­gra­mie, a w re­zul­ta­cie MSNBC prze­pro­wa­dzi­ła in­ter­ne­to­wą an­kie­tę, któ­rej wy­ni­ki zo­sta­ły wy­ko­rzy­sta­ne w książ­ce (szcze­gó­ły na stro­nie re­dak­cyj­nej). Na­tych­miast po prze­czy­ta­niu pierw­szej wer­sji Phil stał się wiel­kim fa­nem książ­ki. Wie­dział, że opi­sa­ne spra­wy zy­ska­ją roz­głos i… będą się sprze­da­wać. W koń­cu kwe­sta rów­no­ści płac i uświa­da­mia­nia so­bie wła­snej war­to­ści do­ty­czą wszyst­kich ko­biet. A w dzi­siej­szych cza­sach, gdy co­raz wię­cej męż­czyzn tra­ci pra­cę i cię­żar utrzy­ma­nia ro­dzi­ny spa­da na ko­bie­ty, spra­wa rów­no­ści płac jest bar­dziej ak­tu­al­na niż kie­dy­kol­wiek i do­ty­czy na­praw­dę wszyst­kich.

Ko­bie­ty za­ra­bia­ją mniej od męż­czyzn z wie­lu po­wo­dów. Nie­któ­re są bar­dzo skom­pli­ko­wa­ne, a cza­sa­mi na­wet nie­zro­zu­mia­łe. Mam jed­nak na­dzie­ję, że przed­sta­wia­jąc te po­ucza­ją­ce opo­wie­ści i hi­sto­rie oso­bi­stych zwy­cięstw, wy­ni­ki ba­dań oraz ży­cio­we przy­kła­dy, po­mo­gę ko­bie­tom iść wła­sną dro­gą. Nie twier­dzę, że uda się zli­kwi­do­wać nie­rów­ność wy­na­gro­dzeń. Ale mo­że­my wie­le zro­bić dla sie­bie i po­ka­zać stra­te­gie, któ­re przy­słu­żą się na­stęp­nym po­ko­le­niom. Tego, cze­go na­uczy­łam się od ko­biet, z któ­ry­mi pro­wa­dzi­łam wy­wia­dy, nikt mi nie od­bie­rze. Chcę tą wie­dzą po­dzie­lić się z cór­ka­mi, a za po­śred­nic­twem tej książ­ki, tak­że z każ­dą jej czy­tel­nicz­ką.

ROZDZIAŁ 1.MOJA HISTORIAJak to się zaczęło

PO­WRÓT DO KA­RIE­RY,NIE DO PO­CZU­CIA WAR­TO­ŚCI

Idąc w 2007 roku do pra­cy w MSNBC, za­czy­na­łam wszyst­ko od nowa.

Mi­jał już rok, od­kąd stra­ci­łam sta­no­wi­sko pro­wa­dzą­cej wia­do­mo­ści CBS w week­en­dy i współ­twór­czy­ni pro­gra­mu 60 Mi­nu­tes. Po skan­da­lu, któ­ry wstrzą­snął dy­rek­cją, wy­wo­ła­nym ma­te­ria­łem o Geo­r­ge’u Bu­shu w 60 Mi­nu­tes, od­cho­dzi­łam bez żad­nych per­spek­tyw i z ni­kłym za­bez­pie­cze­niem fi­nan­so­wym.

Przez cały czas szu­ka­łam za­trud­nie­nia za po­śred­nic­twem agen­ta, któ­ry or­ga­ni­zo­wał dla mnie spo­tka­nia kwa­li­fi­ka­cyj­ne z dy­rek­cja­mi róż­nych te­le­wi­zji i sie­ci ka­blo­wych. Co mie­siąc moje szan­se spa­da­ły. Po­cząt­ko­wo agent uma­wiał mnie z pre­ze­sa­mi. Póź­niej z wi­ce­pre­ze­sa­mi, a w koń­cu z przed­sta­wi­cie­la­mi dzia­łów ka­dro­wych. Po pew­nym cza­sie już pra­wie z ni­kim się nie spo­ty­ka­łam. Mia­łam na­mie­sza­ne w ży­ciu za­wo­do­wym i do­bie­ga­łam czter­dziest­ki – krót­ko mó­wiąc by­łam za sta­ra. Wy­da­wa­ło się, że naj­lep­sze dni mam za sobą i nie ucho­dzi­łam za zbyt do­brą in­we­sty­cję.

Po mie­sią­cach bez­owoc­nych po­szu­ki­wań do­szłam do wnio­sku, że naj­lep­szym wyj­ściem bę­dzie za­cząć wszyst­ko od zera. Na po­cząt­ku ka­rie­ry pra­co­wa­łam krót­ko w NBC i miło wspo­mi­na­łam ten czas. Do­brze wy­ko­ny­wa­łam swe obo­wiąz­ki i mia­łam tam dużo zna­jo­mych. Za­dzwo­ni­łam więc do MSNBC i bła­ga­łam o pra­cę. I nie taką, w któ­rej mo­gła­bym wy­ko­rzy­stać swo­je do­świad­cze­nie, czy któ­ra by mi się po­do­ba­ła, lecz taką, jaką aku­rat mie­li. W koń­cu pre­zes NBC News po­wie­dział mi, z pew­ny­mi opo­ra­mi, że zwal­nia się sta­no­wi­sko lek­to­ra wia­do­mo­ści, to zna­czy ko­goś, kto w MSNBC trzy razy wie­czo­rem czy­ta pół­mi­nu­to­we ak­tu­ali­za­cje wia­do­mo­ści, zwa­ne wy­da­rze­nia­mi w skró­cie. Było to sła­bo płat­ne za­ję­cie do­ryw­cze, ale chwy­ci­łam je ni­czym ostat­nią de­skę ra­tu­ją­cą moje roz­pa­da­ją­ce się ży­cie za­wo­do­we.

Z punk­tu wi­dze­nia mo­je­go CV, po sta­no­wi­sku waż­ne­go ko­re­spon­den­ta w CBS, ta pra­ca sta­no­wi­ła krok wstecz. Był to na­wet krok do tyłu w sto­sun­ku do mo­jej po­przed­niej pra­cy w MSNBC. W 40 uro­dzi­ny przy­go­to­wa­łam wy­da­rze­nia w skró­cie, ale by­łam za­do­wo­lo­na. Pra­co­wa­łam, co na­pa­wa­ło mnie dum­ną. Cór­ki wie­dzia­ły, że mama, aby przy­nieść do domu wy­pła­tę, cofa się w ka­rie­rze. W tym cza­sie jed­nak tego ro­dza­ju pra­ca była dla mnie rów­nie war­to­ścio­wa jak lu­kra­tyw­ny kon­trakt z CBS na 60 Mi­nu­tes. Wszyst­ko mia­ło być do­brze. I dla mnie, i có­rek.

Przez rok sie­dzia­łam z nimi w domu i nie prze­le­wa­ło nam się pod wzglę­dem fi­nan­so­wym, więc cie­szy­ły się, że wra­cam do pra­cy. Po­dob­nie jak mój mąż, Jim. Przy­zwy­cza­ili się, że je­stem mamą pra­cu­ją­cą i wie­dzie­li, że przy­no­si mi to za­do­wo­le­nie. Pra­ca do­da­wa­ła mi za­pa­łu, a pen­sja sta­no­wi­ła mój wkład w utrzy­ma­nie domu. Znacz­nie le­piej za­ra­bia­łam pie­nią­dze niż go­to­wa­łam obia­dy. Czy­ta­nie skró­to­wych wia­do­mo­ści to dla mnie ła­twi­zna, a pra­ca do­ryw­cza jest lep­sza niż brak pra­cy. Mu­sia­łam re­ali­stycz­nie spoj­rzeć na swo­ją ów­cze­sną war­tość ryn­ko­wą.

Wpraw­dzie ża­łu­ję, że nie zda­wa­łam so­bie spra­wy, ja­kie wy­na­gro­dze­nie mo­głam i po­win­nam otrzy­my­wać w róż­nych waż­nych okre­sach mo­je­go ży­cia za­wo­do­we­go, jed­nak z per­spek­ty­wy cza­su o przy­ję­ciu tej mało płat­nej po­sa­dy my­ślę z dumą. Znać swo­ją war­tość to mię­dzy in­ny­mi znać ją w trud­nych chwi­lach, gdy na­le­ży pod­jąć kro­ki w celu jej od­zy­ska­nia. Dla mnie naj­więk­szy pro­blem po­le­gał na roz­po­zna­niu, kie­dy moje ak­cje idą w górę.

Przez pierw­sze mie­sią­ce w MSNBC pra­co­wa­łam czte­ry go­dzi­ny dzien­nie. Po­mię­dzy 30-se­kun­do­wy­mi wej­ścia­mi na an­te­nę i czy­ta­niem wia­do­mo­ści pła­ci­łam ra­chun­ki i słu­cha­łam przez te­le­fon, jak moje dziew­czyn­ki ćwi­czą grę na for­te­pia­nie. Po roku bez­ro­bo­cia taka pra­ca mi się po­do­ba­ła. Była prze­wi­dy­wal­na, ko­rzy­sta­ły na tym moje dzie­ci i wró­ci­łam do gry. Z tym, że była nud­na. Pie­kiel­nie nud­na. Wie­dzia­łam że mam ta­lent, ale na tym sta­no­wi­sku mo­głam go wy­ko­rzy­stać tyl­ko w nie­wiel­kim stop­niu.

Wkrót­ce je­den z pro­du­cen­tów pro­gra­mu in­for­ma­cyj­ne­go przy­jął mnie na za­stęp­stwo do pro­wa­dze­nia go­dzin­nych wia­do­mo­ści nada­wa­nych w cią­gu dnia. Przez kil­ka ty­go­dni pro­wa­dzi­łam za­rów­no pół­mi­nu­to­we wia­do­mo­ści wie­czor­ne, jak i go­dzin­ne wia­do­mo­ści nada­wa­ne o pięt­na­stej w week­en­dy. Stop­nio­wo do­sta­wa­łam od NBC i MSNBC wię­cej zle­ceń i moje dni w pra­cy sta­wa­ły się co­raz dłuż­sze i cie­kaw­sze.

Nie zaj­mo­wa­łam tak waż­nych sta­no­wisk jak sie­dem lat wcze­śniej w MSNBC, gdy wraz z Ash­le­igh Ban­field i Giną Ga­ston pro­wa­dzi­łam skie­ro­wa­ny do ko­biet pro­gram Ho­me­Pa­ge. Ani tak od­po­wie­dzial­nych, jak pod­czas re­la­cjo­no­wa­nia wy­bo­rów pre­zy­denc­kich w 2000 roku. Ale pra­co­wa­łam w bran­ży, któ­rą ko­cham.

Po pierw­szym za­stęp­stwie w go­dzin­nych wia­do­mo­ściach ko­le­dzy, któ­rzy wie­dzie­li o moim dłu­gim do­świad­cze­niu w bran­ży, pod­cho­dzi­li na ko­ry­ta­rzu i ści­ska­li mi dłoń ze sło­wa­mi: „No re­we­la­cja! Je­steś na­praw­dę do­bra!”.

W tej bran­ży po­ziom two­ich osią­gnięć mie­rzy się po­zio­mem ostat­nie­go ma­te­ria­łu. A dla ko­goś, kto wy­stę­pu­je na żywo, po­zio­mem ostat­niej mi­nu­ty na an­te­nie.

Pew­ne­go dnia Brian Wil­liams nie mógł po­pro­wa­dzić NBC News Spe­cial Re­port, a po­nie­waż aku­rat nie było ko­goś in­ne­go, kto mógł­by go za­stą­pić, po­wie­rzo­no to mnie. Wy­pa­dłam bez­błęd­nie i znów nowi ko­le­dzy byli miło za­sko­cze­ni. Dużo osób nie pa­mię­ta­ło albo nie wie­dzia­ło, że w CBS News pro­wa­dzi­łam po­dob­ne pro­gra­my dzie­siąt­ki razy. Na­gle sta­łam się więc znów obie­cu­ją­cą no­wi­cjusz­ką.

Od­bie­ra­łam kom­ple­men­ty z uśmie­chem. Cie­szy­łam się, że mogę po­ka­zać pro­du­cen­tom, na co mnie stać. Te­le­wi­zja zro­zu­mia­ła moją przy­dat­ność i by­łam pew­na, że wcze­śniej czy póź­niej do­sta­nę od­po­wied­nie dla sie­bie za­ję­cie. Na­stą­pi­ło to trzy mie­sią­ce po­tem.

W maju 2007 roku z an­te­ny zo­stał zdję­ty Don Imus, za wy­gło­sze­nie w po­ran­nym pro­gra­mie, któ­ry pro­wa­dził, ob­raź­li­wych uwag pod ad­re­sem ko­szy­ka­rek Rut­gers. I na­gle w ra­mów­ce MSNBC po­wsta­ła trzy­go­dzin­na luka. Pa­mię­tam, że po­my­śla­łam wów­czas: „Ale pa­skud­ny ob­rót spraw, mam na­dzie­ję, że nie mnie za­trud­nią do wy­peł­nie­nia tego cza­su czy­ta­niem wia­do­mo­ści”.

Nie zda­wa­łam so­bie spra­wy, jak wie­le mę­skich oso­bo­wo­ści te­le­wi­zyj­nych ma chrap­kę na ten czas an­te­no­wy. Za­ję­cie miej­sca po Imu­sie to była wiel­ka rzecz.

Kil­ka dni po jego wy­rzu­ce­niu na­tknę­łam się na Jo­ego Scar­bo­ro­ugha, pro­wa­dzą­ce­go talk-show w go­dzi­nach naj­więk­szej oglą­dal­no­ści i by­łe­go kon­gres­me­na z Flo­ry­dy. Pra­co­wał w stu­dio Pen­sa­co­la na Flo­ry­dzie, a przy­je­chał do No­we­go Jor­ku na roz­mo­wy w spra­wie prze­ję­cia miej­sca po Imu­sie. Nie zna­li­śmy się wcze­śniej, roz­po­zna­łam go tyl­ko dla­te­go, że co wie­czór po od­czy­ta­niu swo­ich 30-se­kun­do­wych uak­tu­al­nień, za­po­wia­da­łam pro­gram Scar­bo­ro­ugh Co­un­try i wte­dy jego twarz po­ja­wia­ła się na sto­ją­cym na­prze­ciw mnie ekra­nie. Mó­wi­łam: „To już ko­niec wia­do­mo­ści, te­raz wra­ca­my do Scar­bo­ro­ugh Co­un­try”. Sa­me­go pro­gra­mu nig­dy nie oglą­da­łam, bo po odłą­cze­niu mi­kro­fo­nu na­tych­miast bie­głam, by wy­ko­rzy­stać parę chwil wol­ne­go.

Joe