Zmienny smak miłości - Piotr Głowacki - ebook
Opis

"Anna energicznie otworzyła wejście i wpadliśmy do środka mieszkania. Zamek ponownie został zaryglowany. Nawet nie wiedziałem, kiedy staliśmy w objęciach i gorączkowo całowaliśmy się. To już nie były zwykłe pocałunki. To było istne szaleństwo z obu stron, to była już gra wstępna. Nasze ręce oplatały nasze ciała i przytulały nas do siebie. Po chwili znalazły się pod ubraniem. Ja chyba śnię – niedowierzałem. Ale to nie był sen. To czysta jawa. Na potwierdzenie tego trzymałem w rękach jej dorodne piersi. W tym momencie były moje – zdobywałem je.
Co za radość i podniecenie. Pieściłem je jak szalony. Dotykałem językiem i całowałem. Coraz mniej ubrań mieliśmy na sobie. W końcu poczułem jej owłosiony kwiatuszek. Moje serce waliło jak młotem. Jej noga oplotła mnie w udzie, a ręka trzymała za moją pełną męskość. W lekkim półmroku dotarliśmy do łóżka."

***

"To, co zrobiła teraz u księdza, przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Matka i żona spędza noc na plebanii z księdzem i zabawia się z nim. Brak słów na to dziadostwo. Okryłem się hańbą i wstydem, jakiego jeszcze w swoim życiu nie zaznałem."

***

Zaletą książki jest zrozumiały język, który bez żadnych podtekstów dociera bezpośrednio do czytelnika, rozpala zmysły i wyobraźnię. Książkę czyta się lekko, wciąga od pierwszych stron, oferując przyjemne doznania. Może stanowić podstawę scenariusza do filmu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 400

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


OD AUTORA

Szanowni Czytelnicy, książkę swą dedykuję wszystkim ludziom, którzy gdzieś w swoim życiu zbłądzili i znajdują się w trudnej sytuacji społecznej, materialnej i psychicznej. Ta historia niech będzie ostrzeżeniem przed głupotą i perfidią ludzką. Zagubionym w życiu doda sił i wskaże określony, dobry kierunek działania. Życie nie zawsze nam wszystko odbiera. Jeśli będziemy wierzyć w dziesięć przykazań i ufać Bogu, jeśli będziemy wysyłać do ludzi dobro i miłość, to kiedyś wróci to do nas i w odpowiednim czasie pokrzepi nas. Pamiętajmy też o przeszłości, o tym, że to, co posialiśmy w życiu na tym świecie złego, wróci do nas ze zwiększoną siłą. Pamiętajmy, dobro zwycięża zło, a dla tych niby straconych ludzi zaświeci kiedyś słonko.

WSPOMNIENIE

Każdego dnia, kiedy budzę się rano, mój wzrok krąży po pustym pokoju.

Moje myśli drążą duszę moją, która najwyraźniej cierpi.

Czuję pustkę, czuję ciepło łez spływających po policzku. Moje życie staje mi przed oczyma. Patrzę na nie i różne mi się nasuwają myśli. Nie ucieknę od nich, od siebie. Jesteśmy sam na sam. Dobrze mi.

Myślę o swoim dzieciństwie – siostrze, którą kochałem, której już nie ma na tym świecie, która zawsze była ze mną w takich chwilach i wspierała mnie. Była, odkąd pamiętam. Teraz jestem sam. Brak mi jej.

– Boże, dlaczego ją zabrałeś? – szepnąłem cichutko.

Myślę o minionych gorących latach, mroźnych zimach, wietrznych jesieniach i pachnących kwiatem wiosnach. O pierwszych dziewczynach, niewinnych miłościach i przyjaźni na śmierć i życie – brak mi tego bardzo.

Jestem tu, gdzieś na wygnaniu… Zadaję sobie pytanie.

– Co ja tu robię? Przecież tu mnie nie chcą! Tu mi się nie układa! To nie moja bajka – stwierdzam dobitnie.

Tęsknię za moją młodością, ziemią, którą opuściłem dawno. To kara za jej zdradę, za to, że ją opuściłem! – przemknęła mi taka myśl. Chcę to naprawić! Chcę uciec z tego miejsca! Tak postanowiłem. Chcę w końcu pokochać dziewczynę z moich stron i wrócić tam jak marnotrawny syn na ukochaną ziemię swą – chcę przeprosić… Pragnę tego. Tam czuję się doskonale, oddycham pełną piersią.

Nie mogę już myśleć normalnie, emocje biorą górę. Myśli kłębią się po głowie, dziwny żal drąży moją potarganą duszę, moje wnętrze. Czuję, jak zaciska mi się gardło, a łzy płyną potokiem. To jest silniejsze ode mnie. Teraz jestem tym małym chłopcem z przeszłości, któremu ktoś zrobił krzywdę. Myślę odruchowo o mamie, o jej matczynej miłości. Uciekam do niej. Chcę schronić się w jej ciepłych objęciach. Jestem bezradny. Oddycham głęboko – dyszę. Zamykam wilgotne oczy. Przez jakiś czas leżę i o niczym nie myślę. Błogi stan ogarnia moje ciało i moją duszę. Biorę się w garść, muszę być silny! Czeka mnie następny dzień, dzień z wiarą na lepszą przyszłość i na miłość. Wracam do rzeczywistości, powracam do siebie. Słowa piosenki Maryli Rodowicz: „Ale to już było i nie wróci więcej” – napawają mnie radością.

– Boże, daj mi siłę! – wyszeptałem.

Wstaję, cieszę się, że żyję, że jestem. Jeszcze tyle dobrych chwil przede mną, jeszcze tyle wspaniałych spraw może się zdarzyć, życie skrywa w sobie wiele niespodzianek, których jeszcze nie odkryliśmy – pomyślałem i uśmiechnąłem się na dzień dobry.

MAGDA

Magdę poznałem jeszcze na studiach. Ja byłem na drugim roku, a ona dopiero zaczynała przygodę ze studiami. Byliśmy jeszcze bardzo młodzi i tak naprawdę to jeszczenie znaliśmy tego prawdziwego życia.Niedoświadczenie biło od nas na odległość, ale młodość, która w nas tkwiła, pozwalała na przezwyciężanie różnych problemów. Zrodzona dopiero później miłość między nami była na tyle silna, że przetrwała różnego rodzaju rozłąki, jakie nas wtedy młodych ludzi trapiły. Magda pochodziła z Elbląga. Musiała mieszkać w akademiku. Ja natomiast przyjechałem z niewielkiego miasta Lipna. W tym czasie z mojej miejscowości i okolic w Wyższej Szkole Wojsk Rakietowych i Artylerii na różnych rocznikach studiowało kilku chłopaków. Dobrze było mieć starszych ziomków ze swoich stron. Mogliśmy od nich czerpać wiedzę i doświadczenie. Z Magdą los połączył nas w Toruniu. Miasto to jest bardzo piękne, urokliwe, znajduje się tam wiele zabytków, tętni życie studenckie. To właśnie życie postanowiło pewnego listopadowego wieczoru poznać nas ze sobą na największej studenckiej dyskotece w klubie „Odnowa”. Tego wieczoru, dla nas, wszystkie dziewczęta tańczące na parkiecie były piękne i powabne. Być może to zasługa wypitego przez nas wcześniej wina. Niektóre dziewczęta zachowywały się jak zerwane z uwięzi rodzicielskiej. Miały wolność i swobodę, której w domu nie było. Wabiły swymi wdziękami napalonych i wygłodniałych chłopaków z mojej szkoły. Od razu wytłumaczę się z takiego zachowania. Byliśmy studentami, podchorążymi Wyższej Szkoły Oficerskiej w Toruniu. Nie mogliśmy sobie pozwolić na normalne spotkania towarzyskie z dziewczynami. Byliśmy ograniczani gotowością bojową, jaka obowiązywała w wojsku. Robiliśmy różne sztuczki, żeby wyrwać się choć na parę chwil z koszar i uatrakcyjnić nasze życie. Często kończyło się to różnymi karami dyscyplinarnymi. To studenckie życie na mieście było nieraz silniejsze od tej pieprzonej gotowości bojowej, którą mieliśmy czasami w nosie. Interesowały nas dziewczyny, dyskoteki, kawiarnie, koncerty zespołów, których to w Polsce w latach osiemdziesiątych było sporo. Chcieliśmy, jak inni młodzi ludzie w cywilu, wyrwać się i poszaleć w dobrym towarzystwie. Brakowało nam tego.

Zwróciłem swoją uwagę i ciekawość na Magdę. Zwłaszcza na zgrabny tyłeczek, który wirował w różne strony świata z jej drobnym ciałem. Długie blond włosy podkreślały dziewczęcy urok. Kusiła mnie bardzo. Chciałem ją złapać za ten wirujący tyłeczek i z całą mocą przygarnąć do siebie. W otoczeniu pojawiła się jeszcze jedna atrakcyjna studentka. Tak jak Magda, wzbudzała zainteresowanie chłopaków, bo była atrakcyjną dziewczyną. Mój plan był bardzo prosty. Albo Magda, albo jej koleżanka… Najpierw zacznę od Magdy, a później spróbuję z jej koleżanką – postanowiłem. Poprosiłem ją do tańca. Powirowaliśmy w rytm dyskotekowej muzyki. O mało co nie wkręciłem jej w parkiet. Byłem niezłym tancerzem i radziłem sobie w tańcu. Było wspaniale. Jej powabny tyłeczek sprawił, że już tak przetańczyliśmy do końca dyskoteki. Mój misterny plan legł w gruzach – śmiałem się w duchu. Ranek zbliżał się nieuchronnie, a z nim koniec przepustki i powrót do gotowości bojowej. Odprowadziłem Magdę do akademika. Stanęliśmy przed budynkiem i trochę rozmawialiśmy. Na koniec spotkania śmiało pocałowałem ją w usta. Nie protestowała, co wzmogło moją odwagę. Nie zapomnę do końca życia tego, co wtedy poczułem. To był pocałunek, na który długo czekałem. Od dłuższego czasu nie miałem dziewczyny, a gotowość bojowa nie sprzyjała częstym kontaktom z płcią piękną. Byłem spragniony kobiety. Podniecający zapach jej ciała przeszył moje nozdrza. Uwalniał moje myśli. Chciałem zanurzyć się w to jej pachnące i delikatne ciało, przytulić z całych sił i pieścić do końca życia. Naprawdę wspaniałe uczucie. Odczuł to nawet mój członek, który zaczął rozrastać się w cywilnych spodniach, jakie miałem na sobie. Nie pomógł nawet brom dodawany w stołówce żołnierskiej do herbaty na obniżenie potencji. Natura tak łatwo nie dała się oszukać. Młodość i silny pociąg do kobiety wziął górę. Nie chciałem przestać, chciałem, żeby ta piękna chwila trwała jak najdłużej.

To, co dobre, musiało się skończyć. Wróciłem do szkoły i położyłem się do łóżka. Zasnąłem, myśląc o słodkiej Magdzie, o jej wirującym tyłeczku i pachnących włosach. Czułem się wspaniale. Chociaż w niedzielę pobudka była o siódmej rano, to nie spałem długo.

 

– Bateria, pobudka, pobudka, wstać! – rozległ się głos podoficera dyżurnego.

Poranna pobudka przywróciła mnie do rzeczywistości.

– O, kurwa! Znowu to samo. Dobrze, że to niedziela – wybełkotałem zaspany.

W niedzielę budzenie baterii wyglądało trochę delikatniej niż na co dzień. Nie było porannej zaprawy ani ponaglających komend podoficera – znikają buty z korytarza lub czas do porannej zaprawy sześć minut, pospieszyć się, przygotować łóżka i salę do wietrzenia. W tym określonym czasie trzeba było wstać, zabrać obuwie z korytarza, ubrać się do zaprawy, pościelić łóżko do przewietrzenia i stanąć na zbiórce plutonu. Wszystko to było wykonywane w określonym tempie i czasie. Który pluton nie wyrobił się czasowo, ten po południu w wolnym terminie trenował pod okiem dowódcy wstawanie z łóżka i cały rytuał pobudki. Pluton tak długo wykonywał te czynności, aż zmieścił się w wymaganym czasie. Zwaliłem się z łóżka i poszedłem do umywalni.

 

– Jedenasty pluton myje się! – Usłyszałem komendę podoficera.

Gdy mój pluton robił toaletę poranną, to pozostałe dwa plutony ścieliły łóżka, zabierały obuwie z korytarza i robiły przed śniadaniem porządki w izbach żołnierskich. Rzeczywistość wróciła ponownie do mojego życia. Byłem rozdarty wewnętrznie. To życie na zewnątrz koszar najwyraźniej bardziej mi się podobało. Nie tylko mi, bo przecież tam w normalnym życiu było nas kilku chłopaków. Każdy z nas miał podobne odczucia. Następny wypad w miasto może będzie za tydzień lub za dwa. Wszystko zależy od sytuacji w szkole, no i gotowości bojowej. W radosnych nastrojach poszliśmy na śniadanie. W trakcie przemarszu żartowaliśmy, śmialiśmy się z siebie i wspominaliśmy nasz sobotni wypad poza koszary. To, że nie wyspaliśmy się, nie miało wpływu na nasz dobry humor. Takie zarwane nocki to sama przyjemność i nie nowość w służbie. Była w nas młodość, siła i niestraszne nam były takie nocne wypady. Byliśmy jak takie byczki trzymane na uwięzi, co tylko czekały na spuszczenie, i to nie tylko z łańcucha… Myśleliśmy ciągle o kobietach, o tym, żeby spędzać z nimi czas, pieścić je i kochać się. Nasza młodość rządziła się właśnie takimi naturalnymi prawami. Bawić się i kochać kobiety. To było naszym celem, pragnieniem zapisanym w naszym instynkcie przetrwania gatunku ludzkiego. Po wielu latach stwierdzam, że były to prawidłowe odruchy młodych, zdrowych i silnych mężczyzn, i nie widzę w tym nic nagannego. To normalne podejście do życia.

W każdej wolnej chwili myślałem o Magdzie i jej fajnym tyłeczku, który wirował we wszystkie strony świata. Och, jak bardzo chciałbym zacisnąć na nim moje dłonie. Marzyłem o spotkaniu i wspólnym spacerze na toruńskim deptaku. Myślałem, żeby ją objąć i pocałować. Te myśli stale chodziły mi po głowie. Miałem zadzwonić do akademika i umówić się z Magdą. Ale jak tu umówić się z dziewczyną, kiedy do soboty było jeszcze kilka dni, i nie wiadomo, czy w ogóle będą jakieś wyjścia. To była właśnie armia, tu nie można było nic zaplanować. Liczył się czas teraźniejszy, czyli tu i teraz. W środku tygodnia mieliśmy wyjście kulturalne do auli UMK. Była projekcja filmu „Przeminęło z wiatrem”. Zapisałem się z kumplami, to piękny film o miłości. Wolałem być na mieście niż siedzieć na baterii. Zaplanowaliśmy, że po filmie skoczymy na jakieś dobre winko do „Grubej Maryny”. W Toruniu takich winiarni nie brakowało. Wszędzie w takich miejscach można było zastać podchorążych z różnych roczników. Uwielbiali takie klimaty. Lubili bawić się i rozkoszować życiem. Ja też już w tym siedziałem i lubiłem dobrą zabawę. Takie nastawienie do życia sprawiało, że z byle powodu lub przez jakąś dziewczynę podchorążowie bili się ze studentami lub jakimiś cywilami. Dawaliśmy sobie radę. Jak coś się zaczęło, to pierwszy rocznik aż po czwarty łączyły się wspólnie w bitwie i z reguły wygrywaliśmy. Dopiero na najbliższym rozprowadzeniu szkoły komendant grzmiał, że podchorążowie wdali się w jakieś awantury ze studentami.

Aula na UMK wypełniła się po brzegi. Na jednym z krzeseł zobaczyłem Magdę. Siedziała tam razem z koleżankami. Uśmiechała się i rozmawiała. Podobała mi się wtedy bardzo. Była taka swobodna i piękna. Nie, nie wierzę. Czy to sen, czy co?

 

– To chyba ona? – Pokazałem ją Wieśkowi.

Tak, to była ona. Nasz wzrok się skrzyżował. Uśmiechnęła się i odruchowo pomachała mi ręką na powitanie. Cieszyłem się, że mnie rozpoznała. Odpowiedziałem na powitanie. Moje serce nagle zabiło mocniej. Jakie spotkało mnie szczęście – pomyślałem. Nigdy bym się tu jej nie spodziewał. Zaraz po filmie pójdę do niej – postanowiłem. Teraz było już za późno. Wszyscy siedzieliśmy wygodnie na swoich miejscach i czekaliśmy na projekcję. Światła przygasły, a po chwili ukazały się napisy. To był przepiękny film, opowiadający o miłości, wojnie secesyjnej w Ameryce i niewolnictwie. Wspaniałe kreacje Vivien Leigh w roli Scarlett O’Hary i Clarka Gable’a jako Rhetta Butlera. Było na co patrzeć, ich pocałunki przeszły do historii kina jako niezwykłe i bardzo romantyczne. Sceny tych czułych pocałunków uruchamiały moją bujną wyobraźnię. Ja byłem Rhettem, a w miejscu Scarlett podstawiałem sobie powabną Magdę. Ta odskocznia najwyraźniej bawiła mnie i sprawiała mi przyjemność. Film naprawdę był nieprzeciętny i mógł się podobać. Za swą nieprzeciętność został nagrodzony dziesięcioma Oscarami. W takiej nastrojowej atmosferze doczekałem się końca, napisy „The end” zakończyły projekcję filmu. Ludzie powstali z miejsc i zrobiło się niezłe zamieszanie. Nawet nie wiem, kiedy Magda wyszła ze swoimi koleżankami. Szukałem jej wszędzie wzrokiem, ale nie znalazłem.

– Cholera jasna, zgubiłem ją! – powiedziałem do stojącego obok mnie Wieśka.

– Nie rozpaczaj, znajdzie się! – odpowiedział, pocieszając mnie.

Tak, znalazła się, ale dopiero w autobusie. Jechała do akademika.

Teraz to już cię nie zgubię – pomyślałem. Na przystanku, kiedy wysiadła, podszedłem do niej i przywitałem się. Moje szczęście było bezgraniczne. Byłem zadowolony z siebie. Odprowadziłem Magdę do akademika i umówiłem się z nią na kolację w najbliższą sobotę. Teraz pozostało mi tylko dotrzymać terminu. A była to niełatwa sprawa. Taka randka działała bardzo motywująco na postępy w nauce i dyscyplinie. Nie mogłem przez ten czas dostać żadnej oceny niedostatecznej i podpaść dyscyplinarnie. Jeśli coś takiego się zdarzyło, trzeba było natychmiast poprawić złą ocenę na konsultacjach prowadzonych przez wykładowców. Nie było to takie proste. Podchorążowie jakoś sobie radzili. Jeśli wykładowca wyrzucił cię drzwiami, to „właziłeś oknem” i poprawiałeś ocenę. Oczywiście to przenośnia, ale tak było. Zadowoleni byli i wykładowcy, i podchorążowie. Tak to działało. Jeśli chciałeś dostać przepustkę, to nie mogłeś mieć żadnej oceny niedostatecznej. Szczęśliwie doczekałem się soboty. Dostałem upragnioną przepustkę stałą. Jeden element z mojego planu został zrealizowany. Teraz tylko „rejony”, czyli wielkie sprzątanie na baterii i wyskok. Dosłownie wyskok. Przebrałem się w cywilne ubranie i czekałem na sygnał. Koledzy sprawdzili teren za płotem, czy nikt nie idzie z kadry.

– Teren czysty, możesz skakać – usłyszałem.

Poprowadzony przez kolegów przeskoczyłem szkolny płot. To były sekundy i byłem po drugiej stronie płotu. Poczułem wolność. Wiatr hulał w moich uszach i chłodził rozgorączkowaną głowę. Zawsze przy takiej akcji towarzyszył jakiś stres, żeby nie podpaść przełożonym i nie zostać złapanym. Na drugim roku nie mogliśmy jeszcze mieć i korzystać z ubrań cywilnych. Taki przywilej podchorążowie mieli dopiero na trzecim roku. Na miasto lepiej było wychodzić w cywilu. Człowiek nie rzucał się tak w oczy patrolom WSW. Legalne wyjście w mundurze przez biuro przepustek wiązało się z możliwością cofnięcia podchorążego w celu usunięcia braków w wyglądzie lub regulaminów. To była czysta złośliwość kadry pełniącej służbę. Niektórzy byli tak przećwiczeni, że w akcie desperacji rezygnowali z wyjścia. Ale to mi nie mogło się zdarzyć, nie dziś. Musiałem dotrzeć na miejsce spotkania. W tym momencie było to dla mnie najważniejsze. Zaopatrzony w gotówkę, dotarłem na czas. Umówiliśmy się w urokliwej restauracji „Staromiejska”, na zabytkowym rynku Torunia. Gdy już tam wszedłem, ujrzałem znajome i uradowane twarze kolegów. Byli już po kilku kolejkach wina. Wołali mnie do siebie. Mówiłem, że jestem umówiony i nie dotrzymam im towarzystwa. Znalazłem wolny stolik, co nie było łatwym zadaniem. Usiadłem i czekałem na Magdę. Po kilku minutach ujrzałem jej uśmiechniętą twarz. Natychmiast wstałem i zaprosiłem ją do stolika. Byłem bardzo szczęśliwy – moje marzenie spełniło się. Kiedy już swobodnie siedzieliśmy, zaproponowałem po kieliszku wina. Kelnerka przyniosła dwa słodkie wermuty. Złocisty kolor i aromatyczny zapach ziół sprawiły, że dość szybko uporaliśmy się z podaną porcją tego dobrego trunku. Zamówiłem po następnej lampce. Rozmowa sprawiała nam przyjemność. Ja w duchu podziwiałem urodę Magdy. Marzyłem, żeby ją przytulać i kochać to piękne ciałko. Chyba ja też się jej podobam? – pomyślałem. Czułem to. Wtedy kobieta wysyła z siebie taką dziwną energię skierowaną do mężczyzny. W miarę upływu czasu czułem to wyraźnie. Uśmiechała się, była miła i powabna. Czasami czerwieniła się, kiedy rozmawialiśmy. Nawet była trochę stremowana całą tą naszą randką. Było bardzo dobrze. Atmosfera wspaniała. Oboje byliśmy sobą zachwyceni. Cały ten zachwyt sobą przerwało niecodzienne wydarzenie. Magda przypadkowo wylała na mnie wino, które stało na stole. Poczuła się bardzo niezręcznie.

– Nic się nie stało – powiedziałem spokojnie.

– Przepraszam – odpowiedziała.

Wstałem od stolika. Widziałem na jej twarzy zmieszanie. Czerwień pokryła jej policzki. Wyglądała jeszcze piękniej. Jaka ty piękna jesteś – przemknęła mi taka myśl.

– Proszę, poczekaj, zaraz to załatwię…

Po chwili zjawiła się kelnerka. Zrobiła porządek i przyniosła wino. Sytuacja została opanowana. Wróciliśmy spokojnie do rozmowy. Śmialiśmy się z całego tego niezręcznego wydarzenia. Postanowiłem przejść do konkretów i ugruntować naszą znajomość. Albo teraz, albo nigdy.

– Mogę z tobą poważnie porozmawiać? – zacząłem trochę nieśmiało.

– Tak – odpowiedziała zachęcająco.

– Magdo, jesteś piękną dziewczyną i bardzo mi się podobasz – wyznałem.

– Ty, Radku, też mi się podobasz, jesteś niczego sobie…

– Chciałbym spotykać się z tobą. Masz kogoś? – wydusiłem to z siebie.

To było bardzo ważne pytanie. Czekałem na odpowiedź, która padła po chwili namysłu.

– Tak, spotykam się z kimś.

– Czy to poważna sprawa?

– Nie, to chłopak z mojej miejscowości – odparła stanowczo.

Czekałem z niecierpliwością na dalszą część odpowiedzi. Patrzyłem prosto w jej oczy, które wpatrzone były we mnie. Nastała chwila ciszy. Zrobiło się poważnie.

Magda podała mi swoją rękę. Poczułem jej delikatną dłoń i niesamowite ciepło, które z niej biło.

– Myślę, Radku, że możemy się spotykać. Jestem tobą zainteresowana i bardzo chciałabym cię bliżej poznać. Jesteś chłopakiem, który mi odpowiada – wyznała po chwili namysłu.

Poczułem, jak jakiś ciężar opuszcza moje ciało. Byłem zadowolony z tej miłej odpowiedzi. Szczęście dopisało mi, taka fajna laska… – pomyślałem. Uśmiechnąłem się i mocniej ścisnąłem jej delikatną dłoń.

 

Od tej pory, pomału, stawaliśmy się parą.

Zawsze marzyłem, żeby mieć taką dziewczynę jak Magda. Chciałem wykrzyczeć głośno i pochwalić się nią.

– Patrzcie, ludzie, to jest moja piękna dziewczyna! Moja Magda! Jestem taki szczęśliwy…

Przed Magdą miałem kilka przygód miłosnych. Spotykałem się z Anną. Była młodą mężatką po trzydziestce. Anię poznałem na dancingu w klubie nocnym „Wodnik”. Była tam sama, to znaczy bez męża. Bawiła się w gronie swoich koleżanek. Na początku nie zwracałem na nią uwagi, bo wydawała mi się za stara jak dla mnie. Ja chciałem dziewczyny wolnej i w moim wieku, żeby można było swobodnie z nią przebywać. Nie myślałem o jakichś mężatkach, i to jeszcze starszych ode mnie. W tym momencie nie była ona obiektem moich zainteresowań. Oczywiście Ani nie brakowało niczego z urody i wdzięku. Miała zgrabną i szczupłą sylwetkę. Jej dorodne piersi podkreślały seksapil emanujący z jej ciała. Wszechstronny uśmiech i wesołe nastawienie, jakie miała, sprawiało, że starsi faceci dosłownie ślinili się na jej widok. Urodą mogła przygasić niejedną młódkę. Była modnie ubrana i pięknie pachniała perfumami z peweksu. Nic takiego nie zapowiadało się na naszą znajomość. Kilkakrotnie nasze spojrzenia skrzyżowały się. Oceniły nasze postaci. Podczas tej wymiany spojrzeń nastąpiła wymiana uśmiechu – bardziej grzecznościowa z mojej strony niż uwodzicielska, i nic poza tym. Zresztą wokół niej krążyło kilku facetów i gdzież tam ja, do tego wszystkiego… Po prostu nie byłem zainteresowany. Siedziałem przy stoliku i popijając drinka, oglądałem wideoklipy na ekranach monitorów. Chciałem trochę odpocząć i posiedzieć sobie przez chwilę. Chłopaki z plutonu ruszyli w tany. Wywijali, jak kto umiał. Kolorowe światła dyskoteki robiły nastrój i świeciły po zadowolonych i spoconych twarzach. Nagle nastąpiła zmiana muzyki dyskotekowej na powolne i romantyczne kawałki. Parkiet zapełniał się tańczącymi parami. Miła melodia utworów wtapiała się w moje uszy. Zrobiło się nastrojowo. Przede mną stanęła ta dziewczyna, a raczej kobieta, z którą niedawno wymieniałem się uśmiechem. Nie spodziewałem się tego. Czego ona tu chce? – pomyślałem. Wśród tej nastrojowej muzyki dotarły do mnie jej słowa:

– Zatańczysz?

Już nawet nie odpowiadałem. Wstałem energicznie i wziąłem ją za rękę. Poszliśmy na środek parkietu. Przez chwilę nie mogłem wydusić słowa. Wyraźnie zaskoczyło mnie to niecodzienne zdarzenie. Czułem tylko jej uwodzicielski zapach i dwie piersi przylegające do mojej klatki piersiowej. Było nawet miło. Dlaczego akurat ja? – pomyślałem. Przecież jest tu tylu facetów.

– Jak masz na imię? – spytała.

– Radek – odpowiedziałem.

Wraz z tą odpowiedzią mijał szok, jaki doznałem. Stawałem się coraz pewniejszy. Tańcząc, patrzyliśmy sobie prosto w oczy i spokojnie uśmiechaliśmy się do siebie.

– A ty jak masz na imię? – wydusiłem z siebie.

– Ania.

– Ania… – powtórzyłem cicho. – Powiedz, Aniu, dlaczego właśnie mnie poprosiłaś do tańca? Masz tu tylu adoratorów. Dlaczego ja? Nie jestem przyzwyczajony do tego, że kobiety proszą mnie do tańca. To miłe z twojej strony.

– To proste, Radku. Podobasz się mi. Jesteś przystojnym facetem i na dodatek widzę, że można z tobą porozmawiać. To takie ważne dla kobiety. Lubimy, jak mężczyźni czasami słuchają nas, zaskakują rozmową, ale cierpimy, jak nie interesują się nami. Obserwowałam cię. Uśmiechałam się do ciebie, ale ty nie zwracałeś na mnie uwagi. Trochę mnie to poruszyło i tym bardziej postanowiłam zatańczyć z tobą. Na pewno dziewczyny latają za tobą i dlatego nie zwracasz uwagi na trochę starsze kobiety.

– Nie, to nie tak jak myślisz. Muszę się przyznać, że trochę zaskoczyłaś mnie tym wszystkim. Kobiety nie mają zwyczaju prosić mężczyzn do tańca. Ale jak jest fajna zabawa, to co innego.

 

Generalnie nie czułem się jakimś zajebistym facetem, macho, łamaczem serc niewieścich. Byłem normalnym chłopakiem. Tak mi się wydawało. Może faktycznie podobam się dziewczynom. Co one we mnie widzą? Nie wiem – odpowiedziałem sobie i zostawiłem ten problem kobietom. Ten wieczór, a raczej noc spędziłem już z Anią. Tańczyliśmy ze sobą już do końca imprezy. Ania obejmowała mnie za szyję. Wtuliła się we mnie jak mała dziewczynka w objęcia mamy. Ręka, która była w okolicy karku, delikatnie muskała ostrymi paznokciami moją krótką, wojskową fryzurę na głowie. Czułem się wspaniale. Ania wiedziała doskonale, co robić z takim młodzieńcem. Prowadziła mnie przepiękną dróżką do ziemskiego raju. Ja z kolei przytulałem się do jej piersi i byłem dumny, że to właśnie ja obejmuję najlepszą laskę w dyskotece. Nie przeszkadzało mi, że jest starsza ode mnie. Wpatrywałem się w jej śliczne piersi. Wspaniałe atrybuty kobiecości. Kiedy trzymałem ją za rękę, zauważyłem złotą obrączkę, którą miała osadzoną na palcu.

– Jesteś mężatką?

– Tak – usłyszałem.

– Dlaczego nie jesteś z mężem? – ciągnąłem dalej rozmowę.

– Teraz jestem sama. Mój mąż jest marynarzem i od ponad pięciu miesięcy przebywa w rejsie.

– Rozumiem… – przytaknąłem.

– To nie jest tak dokładnie… To nie jest takie proste, życie z marynarzem. Większość moich znajomych zazdrości mi tego, co mam. Masz mieszkanie, samochód i pieniądze – wyliczają. Myślą, że to już wszystko na tym świecie. A ja w gruncie rzeczy jestem samotną kobietą. Nie mogę liczyć na swojego męża, kiedy go potrzebuję. Nie rozmawiam z nim, nie adoruje mnie codziennie, nie całuje, nie dotyka i nie pieści. Tego właśnie potrzebuję. Jestem jeszcze młodą kobietą, a czasami czuję się jak na uczuciowej emeryturze. Nikt tego nie widzi, jak samotnie płaczę w nocy do poduszki, jak moje ciało domaga się mężczyzny, jego pieszczot, zapachu i pocałunków. To takie naturalne. Tęsknię za tym, bo tego nie mam. Marzę za zwykłym spacerem pod rękę.

Bardzo poważnie podszedłem do tego otwarcia się Anny. Nie spotkałem się z tym. Było mi jej żal. Taka piękna kobieta, tylu wokół niej mężczyzn, a wylewa łzy tęsknoty i samotności do poduszki. To nie jest normalne – podsumowałem.

– Aniu, zaraz po zabawie, jeśli pozwolisz, odprowadzę cię do domu. Chciałbym, żebyś w moim towarzystwie poczuła się trochę lepiej. Żeby twoje marzenia choć na moment spełniły się. Powiem ci, że ujęłaś mnie swoją historią. Patrzę na ciebie, uśmiechasz się, a w głębi duszy jesteś bardzo nieszczęśliwa.

– Dobrze to ująłeś, Radku. Mężczyźni, którzy są wokół mnie, którzy rzekomo mnie adorują, myślą tylko o jednym. Żeby pochwalić się przed kolegami zdobyczą, jaką jest atrakcyjna kobieta. Potem już ich nie ma. Obierają sobie następny cel. Tacy są właśnie mężczyźni. Nawet nie mają pojęcia, że z kobietą trzeba porozmawiać, wysłuchać jej, okazać szacunek i nie być takim nachalnym. Kobieta sama wie, kiedy zaprosić mężczyznę do łóżka. Dla jednych może to być rok albo dłużej, dla innych może tylko jeden wieczór, a dla jeszcze innych niedościgniony cel.

Wpadliśmy w bardzo poważny temat, jak na pierwsze spotkanie. Rozumiałem Anię, o czym mówi i czego tak naprawdę pragnie.

– Aniu, chciałbym jakoś ci pomóc. Ale za bardzo nie wiem, jak w takiej sytuacji postępować i nie urazić cię.

– Już mi pomogłeś. – Spojrzała mi w oczy i uśmiechnęła się.

Popatrzyłem na nią, przytuliłem mocno do siebie i delikatnie pocałowałem ją w policzek.

– O! Jakie to miłe, Radku. Nie dosyć, że przystojny, to jeszcze bardzo uroczy. Dziękuję!

– Staram się, Aniu. Nie chcę zepsuć tego wyjątkowego spotkania.

Nie wiem, dlaczego, ale zrobiłem to. Pocałowałem Annę. Wyszło to z głębi mojej osobowości. Jakaś instynktowna siła kazała mi to zrobić. Nie żałuję tego, bo to było wspaniałe odczucie, i dla mnie, i dla Anny.

Zabawa zbliżała się do końca. Ostatnie minuty na parkiecie to wolne tańce. Kto miał z kimś tańczyć, to zostawał w sali. Pozostali powoli opuszczali lokal. Ania pomachała ręką na pożegnanie do swoich koleżanek. To był wyraźny znak, że nie będą wracać razem.

– Aniu, jeżeli chcesz, to z miłą chęcią odprowadzę cię do domu – ponowiłem propozycję.

– Tak, poproszę cię, żebyś mnie odprowadził – potwierdziła. – Mieszkam tu niedaleko i spokojnie spacerkiem możemy się przejść.

Wyszliśmy z lokalu. Było jeszcze ciemno. Z przyjemnością wdychaliśmy świeże i chłodne powietrze, które wiało nam w twarze bezpośrednio z nurtu Wisły. Cóż za przyjemne odczucie. Nabieraliśmy to świeże, wiosenne powietrze pełnią swoich płuc. Wziąłem Annę za rękę i poszliśmy w kierunku Starówki. Widziałem i czułem to, że Ania czuje się doskonale w moim towarzystwie.

– Przy tobie, Radku, czuję się znakomicie – wyznała i jakby potwierdziła moje domysły. – Idziemy tak sobie, rozmawiamy tak, jakbym cię znała od wielu lat. Przy tobie jestem taka spokojna i odprężona. Nie przeżyłam tego nawet z moim mężem. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Nigdy tak się nie zachowywałam.

Powolnym spacerkiem dotarliśmy pod pomnik Kopernika.

– Jesteśmy w połowie drogi – poinformowała mnie Ania.

Ja chciałem, żeby ten spacer trwał jak najdłużej i nie kończył się. Było naprawdę bardzo miło i romantycznie. Uroku dodawała oświetlona Starówka, jej zabytkowe domy i uliczki. Ja opowiadałem o sobie. Ania słuchała. Co pewien czas zatrzymywaliśmy się i gorąco całowaliśmy się jak jakieś małolaty. Bawiliśmy się pocałunkami. Nasze zęby wgryzały się delikatnie w wargi, czasami szyję, policzek lub nos. Smakowaliśmy nasze ciała.

– Czym zajmuje się twój mąż? – spytałem.

– Jest oficerem na statku handlowym. Jest ode mnie starszy o dwa lata. Zapewnia mi dobrobyt. Ale myśli, że jak już mnie zdobył i daje pieniądze, to już wszystko załatwia z jego strony. Nie chcę tak dalej żyć. Jesteśmy kilka lat po ślubie i nie mamy dziecka. Pragnę je mieć.

Nawet nie wiadomo, kiedy doszliśmy pod dom Anny.

– To tu mieszkam. Jestem sama. Wejdziesz? – zaproponowała.

Oczywiście chętnie zgodziłem się. Prowadzony za rękę, jak mały chłopiec przez przejście dla pieszych, dotarłem na pierwsze piętro starego budynku. Ania otworzyła drzwi. Stuknięcie zamka rozeszło się po pustym korytarzu. Anna energicznie otworzyła wejście i wpadliśmy do środka mieszkania. Zamek ponownie został zaryglowany. Nawet nie wiedziałem, kiedy staliśmy w objęciach i gorączkowo całowaliśmy się. To już nie były zwykłe pocałunki. To było istne szaleństwo z obu stron, to była już gra wstępna. Nasze ręce oplatały nasze ciała i przytulały nas do siebie. Po chwili znalazły się pod ubraniem. Ja chyba śnię – niedowierzałem. Ale to nie był sen. To czysta jawa. Na potwierdzenie tego trzymałem w rękach jej dorodne piersi. W tym momencie były moje – zdobywałem je. Co za radość i podniecenie. Pieściłem je jak szalony. Dotykałem językiem i całowałem. Coraz mniej ubrań mieliśmy na sobie. W końcu poczułem jej owłosiony kwiatuszek. Moje serce waliło jak młotem. Jej noga oplotła mnie w udzie, a ręka trzymała za moją pełną męskość. W lekkim półmroku dotarliśmy do łóżka. Spleceni sobą runęliśmy na jego środek. Materac ugiął się pod nami. Nasze ciała dosłownie zakotłowały się we wszystkie strony łóżka. Raz Anna była pode mną, a raz na mnie. Jej oplecione nogi dociskały mnie do jej piersi i wspaniałego, rozgrzanego ciała. Starannie upleciona fryzura straciła ład. Teraz te długie, piękne i pachnące blond włosy wizualnie wprowadziły mnie w dziką namiętność. Rozpuszczone, z seksownym nieładem zakrywały piersi i twarz. Co rusz były odchylane i odsłaniały namiętny grymas na twarzy. Wirowały razem z nabrzmiałymi piersiami lub wisiały niczym parasol nad moją głową. Głębokie oddechy zwiastowały zbliżający się orgazm. Dysząc głęboko i prawie w tym samym czasie wyrzuciliśmy z siebie okrzyki rozkoszy. To było spontaniczne i niesłychane przeżycie. Uwolniona energia i emocje przyhamowały lekko nasz zapał. Spowodowały, że już teraz spokojnie, ale nadal spleceni, leżeliśmy obok siebie i pieściliśmy nasze ciała. Sprawiało nam to przyjemność. Po takich doniosłych przeżyciach w końcu zasnęliśmy. Po kilku godzinach snu obudziła mnie Anna. Trzymała mnie ręką w objęciu i patrzyła na mnie z góry. Ja leżałem spokojnie. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, jak przygląda mi się uważnie. Nasz wzrok skrzyżował się, zajrzeliśmy sobie prosto w nasze dusze. Nie mogłem uwierzyć, z jej oczu leciały duże łzy. Płynęły po policzkach i kapały na mój tors.

– Co się, Aniu, stało, że płaczesz?

– A, jaka piękna i niezapomniana noc mi się zdarzyła. Przeżyłam z tobą coś wspaniałego. Otworzyłam się. To była noc, o której marzyłam od dawna, będąc już mężatką. To, co się stało między nami, to nagroda za moje cierpienie. Moje życie nie jest sielanką. Chociaż na zewnątrz wydaje się bardzo poprawne. Mój mąż to despota i tyran. Nie szanuje mnie i nie liczy się z moim zdaniem. Potrafi uderzyć mnie w twarz z byle powodu. Bezpodstawnie oskarżał mnie o zdrady. To ja siedziałam w domu i czekałam na niego. Mam dość pieniędzy, majątku i jego. Chcę normalnej miłości i normalnego mężczyzny, przy którym będę czuła się w stu procentach kobietą. Do tej pory nigdy go nie zdradziłam i nie miałam innego mężczyzny. Dopiero z tobą zobaczyłam, że może być inaczej, lepiej i wspaniale. Byłam jeszcze młoda, kiedy poznałam Adama. Był taki męski, zadbany, zwiedzał różne kraje, dobrze wychowany i imponował niezależnością finansową. Kupował mi, co chciałam. Nawet nie wiem kiedy uzależniłam się od niego. Był moim pierwszym mężczyzną. Seks, który uprawialiśmy, nie sprawiał mi przyjemności. Czasami brał mnie na siłę. Przez jakiś czas myślałam, że tak musi być, że się może poprawi, coś zmieni. Ale nic takiego się nie stało. Coraz częściej myślałam o innym życiu, o innym mężczyźnie. Dość miałam takiego życia.

Patrzyłem na Annę i nie mogłem uwierzyć w to, co mówiła. To była jak jakaś historia z niedobrego filmu, z innej bajki. W końcu ta emocjonalna bomba, która była w Ani, pękła i się rozlała. Teraz trzeba to wszystko poskładać i pomóc dziewczynie dojść do siebie. Może to być bardzo trudne, a w skutkach małżeńskich jeszcze bardziej. Postanowiłem wesprzeć ją tak, jak umiałem.

Spotykaliśmy się co jakiś czas, najczęściej, kiedy Adam był w rejsie. Anna na tych spotkaniach była radosną kobietą. Odzyskała pewną radość z życia. Nie płakała już do poduszki. Mówiła, że daję jej nadzieję na lepsze życie duchowe. Była silniejsza. Cieszyły mnie te słowa. Cieszyłem się, że Ania zmieniła się pod wpływem mojej osoby i naszej znajomości. Zdawałem sobie sprawę, że na dłuższą metę z tego naszego związku nic nie będzie. Oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Rozmawialiśmy o tym, ale postanowiliśmy nie kończyć tej znajomości. Było nam ze sobą bardzo dobrze. Rozumieliśmy się znakomicie, a seks sprawiał nam szczególną radość. Nasze spotkania były coraz bardziej ryzykowne. Istniało niebezpieczeństwo, że zostanie odkryty przez Adama lub zwyczajnie ktoś mu powie o nas. Trwało to ponad pół roku, do pewnego zdarzenia. Któregoś popołudnia do telefonu zawołał mnie podoficer dyżurny:

– Chodź do telefonu, jakiś oficer do ciebie dzwoni – poinformował mnie.

– Dzięki, już idę – odpowiedziałem.

Kto to może dzwonić do mnie i to jeszcze jakiś oficer? – pomyślałem.

– Starszy kapral podchorąży Rodak – przedstawiłem się.

W słuchawce usłyszałem poważny głos mężczyzny.

– Nazywam się Adam Muskała. Jestem mężem Anny. Dzwonię do ciebie, bo musimy poważnie porozmawiać. Wiem o waszym związku i w tej sprawie dzwonię. Proponuję spotkać się gdzieś koło szkoły.

– Jutro o osiemnastej w „Małpim Gaju”, na placu Zachodnim. To przyszkolny plac ćwiczeń – wyjaśniłem.

– Wiem, gdzie to jest, będę tam!

Adam Muskała potwierdził, że jutro będzie w umówionym miejscu.

Ale numer, dowiedział się o nas. Byłem zaskoczony tym, ale z drugiej strony pomyślałem, że tak bezkarnie nie da się ciągnąć tego w nieskończoność. Widocznie przyszła pora rozliczyć się z tego. Nie mogłem nie przyjść na to spotkanie. To byłoby tchórzostwo z mojej strony. Ucieczka od problemu i zostawienie Anny na pożarcie temu wilkowi morskiemu. Nie mogłem do tego dopuścić. Musiałem się z tym zmierzyć. Jak ja bym wyglądał przed sobą, Anią i tym człowiekiem, należało mu się wyjaśnienie. Ale jak to będzie, nie miałem jeszcze zielonego pojęcia. Pierwszy raz byłem w takiej sytuacji. Nie winiłem siebie i Ani do końca, bo tak naprawdę, żeby nie jego postawa, to być może nie byłoby całej tej sprawy. Nie było już odwrotu i poszedłem na to spotkanie. Stałem na placu w widocznym miejscu. Na horyzoncie pojawił się jakiś brodaty mężczyzna. To ten wilk morski – pomyślałem. Mężczyzna szybkim krokiem zbliżał się w moją stronę. Podszedł do mnie i spytał:

– To ty jesteś Radek?

– Tak! – odpowiedziałem.

– Ja jestem Adam Muskała – przedstawił się.

Znienacka, zaraz po przedstawieniu się pociągnął mnie z główki. Dostałem prosto w nos. Poczułem ból, odskoczyłem i aż przysiadłem na trawie. Zaskoczył mnie tym podejściem do sprawy. Złapałem się za nos. Poczułem wilgoć i ciepło. Spojrzałem na rękę, była cała zakrwawiona.

– O, kurwa! – wrzasnąłem. – Nie daruję ci tego!

Szybko wstałem na nogi, wziąłem głęboki oddech, zacisnąłem pięści i doskoczyłem do napastnika. Myślał może, że już nie wstanę, bo widziałem jego zdziwienie na tej brodatej gębie. Z całej siły walnąłem go w twarz. Rozległ się głuchy plask. Upadł natychmiast na trawę. Skoczyłem na niego i przydusiłem do ziemi. Zacząłem okładać go pięściami.

– Co ty, kurwa, sobie wyobrażasz, myślisz, że możesz mnie tak walnąć jak swoją żonę!? Ty debilu pierdolony, ty gnoju, nie szanujesz swojej żony. Myślisz, że dasz pieniądze i wszystko załatwisz. Zadbaj o tę wspaniałą kobietę, bo jest warta miłości. Nie widzisz tego, ślepy jesteś?! – wrzeszczałem do niego i okładałem pięściami.

– Stop! Przestań! – wołał i klepał ręką po trawie. – Pogadajmy spokojnie.

Słowa te dotarły do mnie.

– Tylko już bez żadnych numerów! – ostrzegłem.

– Daję słowo! – zapewnił.

Zszedłem z niego i obserwowałem, co robi. Usiadł na barierce i wycierał krew. Ja stałem przed nim i też wycierałem krew z nosa. Wyglądaliśmy jak takie poranione zwierzęta – liżące rany samce, które biły się o samicę w czasie godów.

– Przepraszam za to. To nie było porządku. Zazdrość przysłoniła mi myślenie. Byłem wściekły na ciebie i na Anię. Ugodziliście moje ego.

– Nie pomyślałeś, że Ania potrzebuje cię na co dzień, że chce mieć z tobą dziecko i prawdziwą, ciepłą, kochającą się rodzinę. Jest młodą kobietą i ma swoje marzenia. Nie można jej tak przedmiotowo traktować. To wspaniała dziewczyna. Z tego, co wiem, to nie zdradzała cię, a była o to oskarżana. Tak nie można. To, co się stało między nami, to był jej akt desperacji, nie mogła wytrzymać tego, jak ją traktujesz. Jeśli chcesz utrzymać ją przy sobie, jeśli zależy ci na niej, to musisz się zmienić, bo zostawi cię. Dajcie sobie szansę. Nie jest jeszcze za późno. Ja usunę się i już nigdy nie spotkam się z nią. Jej życie to nie jest moja bajka, ja pragnę czegoś innego. Ania wie o tym, bo rozmawialiśmy na ten temat.

– Nie widziałem tego. Byłem ślepy. Zaślepiony różnymi błahymi sprawami – tłumaczył się dalej. – Chciałbym to zmienić i naprawić. Gdy dowiedziałem się o was, poczułem, że tracę kogoś fajnego, pięknego, kogoś, na kim mi zależy. Zacząłem sobie zdawać sprawę z mojego postępowania. Dobrze, że spotkaliśmy się. Uzmysłowiłeś mi pewne proste sprawy. Dzięki.

Adam wstał z barierki, na której siedział, podał mi rękę, spojrzał głęboko w moje oczy i po chwili bez słowa odszedł. W jego oczach widziałem żal za dotychczasowe życie. Wyglądał, jakby coś ważnego umknęło mu z tego życia. Jednocześnie widziałem w nim innego człowieka, odmienionego, z przebłyskiem i poczuciem naprawy swojego losu. Postanowiłem, że już więcej nie spotkam się z Anną. Los jednak zadrwił z mojego postanowienia. Po jakimś czasie od tego zdarzenia spotkałem Annę, przypadkowo na Starym Mieście. Przez chwilę staliśmy naprzeciw siebie i rozmawialiśmy. Patrzyłem na nią bardzo uważnie. Była piękna i bardziej dojrzała. Wydawała się szczęśliwą i spełnioną kobietą. Przyznała, że Adam znacznie poprawił się, że opowiadał jej o naszym spotkaniu pod szkołą. Z radością przyznała się, że jest w ciąży. Te słowa mocno mnie dotknęły. Sprawiły, że doznałem gwałtownego przebudzenia. Być może to moje dziecko? Przeszła mi taka myśl po głowie.

– Aniu, czy to moje dziecko? – spytałem.

Nie dostałem jasnej odpowiedzi. Przemilczała to. Ania tylko uwodzicielsko uśmiechnęła się i odeszła. Nie zatrzymywałem jej, nie nalegałem na odpowiedź. Widziałem, jak oddala się i znika w tłumie przechodniów. Od tamtej pory już jej nie widziałem. Czasami zastanawiałem się nad tym wszystkim, po co to było i dlaczego? Dlaczego doszło do spotkania w takim właśnie momencie? Nie żałowałem niczego. Warto było przeżyć taką przygodę. Została moim radosnym i pięknym wspomnieniem, którego nie zapomnę do końca życia. Cieszyłem się, że ułożyła sobie życie i jest szczęśliwa. Ja już miałem swoje życie i inne problemy, które mnie nurtowały. Nie w głowie były mi pieluchy i dziecko. Jeszcze nie dorosłem do tego, byłem za młody. Świat był piękny i stał przede mną otworem. Kusił swoimi przygodami. Spotykałem się z Magdą i nie myślałem o innych kobietach. Każdą wolną chwilę, kiedy mogłem wyjść na przepustkę, spędzałem ze swą ukochaną. Umawialiśmy się w akademiku lub na mieście. Chodziliśmy na długie, romantyczne spacery po Starym Mieście i nad Wisłą, smaczne kolacje w restauracjach i oczywiście na dyskoteki w klubach. Często robiliśmy imprezy okolicznościowe w akademiku. Po takiej imprezie nieraz zostawałem na noc. Spałem z Magdą w jej łóżku. Kiedy ciemność i cisza nocna wypełniły pokój, a kołderka okryła nasze młode ciała, przytulaliśmy się do siebie i całowaliśmy się. Ja oczywiście, jak to młody mężczyzna, chciałem czegoś więcej niż tylko przytulania i całowania. Pragnąłem kochać się z Magdą. Miałem ochotę pieścić jej świeży kwiatuszek i wejść w nią, jak przystało na mężczyznę. Moja męskość zawsze wtedy pęczniała, wypełniała slipy i wyrywała się do ataku. Niestety moje wysiłki napotykały wyraźny mur i sprzeciw. Magda mówiła zdecydowanie stop i zdejmowała moje ręce ze swej osłoniętej koronowymi majteczkami pupy. Myślałem, że zwariuję. Leżeć z prawie nagą i atrakcyjną dziewczyną w łóżku i nic z tego… Niechętnie, ale musiałem się do tego przyzwyczaić. Okazało się, że Magda nie jest taka bardzo wyrywna do seksu jak inne dziewczyny. Nie było to budujące dla mojej młodzieńczej potencji, nie mogłem sobie z tym poradzić. Zależało mi na niej i to sprawiało, że jakoś radziłem sobie z tym problemem. Musiałem się z tym pogodzić i uszanować jej decyzję. Prawie po roku znajomości pojechaliśmy razem na kemping. Oczywiście spaliśmy w jednym łóżku. Całowaliśmy się namiętnie i pieściliśmy, ale to było wszystko. Jej kwiatuszek był nadal niezdobyty. Co ja nie robiłem w tej sprawie, żeby ją zdobyć… Wszystkie moje zabiegi na nic się zdały. Magda była stanowcza i nie oddała mi się. Dopiero prawie po dwóch latach naszej znajomości sprawy zaczęły posuwać się dalej. Przyjechałem do Magdy, kiedy była na letniej praktyce wakacyjnej pod Toruniem. Nocowałem tam. Zanim położyliśmy się spać, braliśmy razem wspólny prysznic. To tam ujrzałem Magdę taką, jaką Bóg ją stworzył. Była całkiem naga, bez żadnych majteczek na okrągłej i mało opalonej pupie. Wyglądała bardzo seksownie. Piersi, które już znałem, sterczały niczym górskie szczyty. Nie były duże, ale za to twarde, jędrne i bardzo wyraźne. W końcu odsłoniła swój kwiatuszek. Ujrzałem ciemną, owłosioną pręgę, którą chowała przede mną prawie przez dwa lata. W końcu doczekałem się. To był naprawdę piękny widok. Teraz mogłem zbliżyć się do niej i dotknąć ten odsłonięty kwiat miłości i pożądania. Moje ręce ujęły Magdę za okrągłości pupy. Przytuliłem ją do siebie. Moja męskość spoczęła na jej ciele, wyczuwała puszyste owłosione łono. Namiętnie całowaliśmy się. Nasze ręce oplatały nasze ciała. To był zwariowany miłosny taniec. Ciepłe krople wody pryskały po naszych głowach i ramionach. Było bardzo przyjemnie. Chciałem kochać się. Magda pochwyciła moją naprężoną męskość w dłoń, która podążała w kierunku tej słodkiej upragnionej dziurki.

– Madziu, chcę się z tobą kochać.

– Radku, jeszcze nie. Proszę, poczekajmy jeszcze.

Nie były to słowa, które chciałem słyszeć. Ale szanowałem ten wybór. Wziąłem mydło do ręki i zacząłem mydlić jej ciało. Moje rączki delikatnie krążyły po opalonych w słońcu plecach i okrągłej i nieco bledszej pupie. Sprawne ręce dotarły do nabrzmiałych i jędrnych piersi Magdy, dotykały delikatne, sterczące sutki. Po chwili mydliłem jej owłosione łono. Palce przesuwały się po czarnej grzywie łona. Niczym sztylety zanurzały się w różne strony w tej gęstwinie włosów. Delikatnie czesały ją. Byłem wniebowzięty, sprawiało mi to radość i niewątpliwą przyjemność z tego, co robiliśmy razem z naszymi ciałami. Niesamowite doznanie. Magda nie była nic dłużna. Myła mi plecy i wysportowany owłosiony tors. Po chwili mydliła mi członka, który stał sztywno jak gwóźdź w ścianie w pachnącej mydlanej pianie. Jej delikatne dłonie poruszały się instynktownie, ale nie do końca wiedziały, co robić z takim nabrzmiałym członkiem. Widać, że nie miała doświadczenia w tych ważnych sprawach. Niesamowita przyjemność ogarnęła moje ciało. Chciałem, żeby to trwało bardzo długo i nie kończyło się, ale wszystko, co dobre, kiedyś musi się skończyć. Ta chwila właśnie nadeszła. Ciepła, przyjemna struga prysznicowa przestała lecieć z góry. Zaczęliśmy się wspólnie wycierać. Poszliśmy spać. Wczesnym rankiem musiałem wracać do szkoły. Byłem szczęśliwy, że spędziłem z Magdą niezapomniane chwile. Jednocześnie nurtowało mnie pytanie, kiedy będę się z nią kochał? Czułem pewien niedosyt w tym związku. Chciałem już ją mieć. Zachęcałem ją, jak tylko mogłem, słowem i czynem. Ale nic z tego. Moja duma męska była trochę podrażniona. Chodziliśmy ze sobą prawie dwa lata i Magda w pełni nie oddała mi się. Było to trochę dziwne. Ja czułem gorący popęd do niej, a ona na chłodno odsuwała tę upragnioną chwilę. Różne myśli przychodziły mi do głowy. Może robię coś nie tak? Może to z Magdą są jakieś problemy, może ma jakiś uraz? – zastanawiałem się.

Po zdanych egzaminach w sesji letniej i po promocji czwartego rocznika mój cały stary trzeci, a już nowy czwarty rocznik udał się na zasłużony i oczekiwany urlop. Dopiero po nominacji ostatniego rocznika i zdaniu egzaminów mogliśmy nazywać się czwartym rocznikiem. Mianowanie następowało zazwyczaj w pierwszą niedzielę września dla uczczenia wybuchu drugiej wojny światowej. Następnego dnia po uroczystości odbywało się przyjmowanie młodego rocznika podchorążych. Cały wrzesień był wolny. Upragnione trzydzieści dni urlopu. Po urlopie zaczynał się dla mnie czwarty i ostatni rok studiów. Najważniejszy rok. Rok z marzeń młodego podchorążego. Jako młody kanonier podchorąży pierwszego roku z zazdrością patrzyłem na chłopaków z czwartego rocznika, na szerokie, cztery białe paski na rękawach i nadane stopnie wojskowe. Byłem dumny z siebie, że dotrwałem do tej pięknej chwili. To teraz ja miałem cztery szerokie, białe paski i stopień plutonowego podchorążego. Mieszkałem w internacie i jadłem posiłki w kasynie wojskowym. Marzenia się spełniają. Od połowy października miałem zacząć półroczną praktykę dowódczą w jednostce wojskowej. Miałem pojechać do brygady artylerii na zachodzie Polski. Taki dostałem przydział. Kilku chłopakom poszczęściło się i zostali w Toruniu. Dostali przydział do brygady artylerii, która mieściła się koło naszego poligonu.

Zabrałem Magdę do mojego domu. Mieliśmy tu zostać kilka dni i pojechać do jej rodziny na południe Polski. Magda znała moich rodziców. Byliśmy u nich kilka razy na parę godzin i zaraz wracaliśmy do Torunia. Moi rodzice sceptycznie podchodzili do Magdy, do jej urody, do jej zachowania. Nie słuchałem tych spostrzeżeń, bo Magda w tamtym momencie była dla mnie najlepsza, najładniejsza oraz najukochańsza. Uwagi te zbywałem i nic sobie z tego nie robiłem. Wieczorem pościeliłem dwa łóżka. Jedno było dla mnie, a drugie dla Magdy. Gdy już przyszła pora do spania, zablokowałem moim łóżkiem drzwi pokojowe, żeby nikt nie mógł wejść do środka. Ukradkiem, pod osłoną nocy przedostałem się do sąsiedniego pokoju, gdzie spała Magda. Delikatnie wsunąłem się do jej łóżka. Od razu poczułem ciepło jej ciała i zapach, jaki roztaczała wokół siebie. Magda jeszcze nie spała.

– Jesteś…? – wyszeptała, przerywając nocną ciszę.

– Tak, jestem i chcę się do ciebie przytulić – odpowiedziałem cichutko.

Nasze ciała zbliżyły się do siebie. Teraz jeszcze wyraźniej poczułem zapach i ciepło, jakie biło z jej ciała spod mięciutkiej koszuli nocnej. Odsłoniłem koszulę ponad jej tyłeczek i o dziwo nie napotkałem żadnych majteczek ani też jakiegoś sprzeciwu. Byłem trochę zaskoczony tym, ale nie przestawałem. Moje podniecenie sięgało szczytu, gdy Magda złapała moje slipy i pociągnęła je w dół na kolana. Co się dzieje? – pomyślałem. Jednym, sprytnym ruchem nogi zwaliłem krępujące slipki. Byłem już nagi i gotowy do ataku. Moja oswobodzona noga była już między jej nogami i wyraźnie czuła ciepły kwiatuszek. Nie przestawaliśmy się całować. Nasze ciała wirowały jak krokodyl tańczący ze swoją ofiarą. Kiedy była już na mnie, ściągnąłem z niej koszulę nocną. W ciemnościach nocy i przy delikatnej poświacie księżyca oraz z pomocą wyobraźni doskonale widziałem jej piersi, które pieściłem swymi dłońmi. Byliśmy pełni fascynacji tym, co robiliśmy i tym, co przeżywaliśmy w tym momencie. Nie mówiliśmy nic. Mowa ciała wyrażała nasze wszystkie uczucia, napięcia i pragnienia. Klęczeliśmy oboje na łóżku i poznawaliśmy nasze sekrety. Magda ujęła mnie za członka, położyła się na poduszce i pociągnęła mnie do siebie. Wdychałem jej zapach, całowałem nabrzmiałe piersi i świadomie przesuwałem się w dół do samego źródełka miłości. Chciałem poczuć zapach i smak tego, co najlepsze. Mój język nieustannie wibrował w płatkach jej kwiatuszka i wprawiał Magdę w szał namiętności. Jej delikatne ciało wyginało się i drżało. Nocna cisza została przerwana przez głębokie oddechy i pojękiwania. Gęsia skórka na jej ciele i stłumiony okrzyk rozkoszy zwiastował zbliżający się orgazm. Uniosłem się do góry. Spleciony rękoma i nogami poczułem, jak moja męskość wypełnia ten rozpalony, ciepły i wilgotny kwiatuszek namiętności. Popłynęliśmy w tym miłosnym uścisku. Chwilę później to ja byłem już na poduszce, a Magda wbiła się we mnie i posuwistymi ruchami ujeżdżała mnie aż do pełnego wspólnego orgazmu. Niesamowita energia i uczucie przeszyło moje ciało. Poczułem wytrysk, wbite paznokcie w barki, szybki oddech i urocze pomrukiwanie. Napięcie, które miałem w sobie od tylu miesięcy, zeszło ze mnie. Jakby gdzieś uwolniło się z mojego ciała. Poczułem wyczerpanie, spokój i błogi stan, jaki mnie ogarnął. To było wielkie, miłosne uniesienie. Coś pięknego. Magda też była wyczerpana. Teraz już leżeliśmy spokojnie, wtuleni w siebie i próbowaliśmy zasnąć. Po jakimś czasie ponowiliśmy próbę i tak było aż do rana. Kochaliśmy się, odpoczywaliśmy i znów kochaliśmy się.

Rano, kiedy Magda musiała wyjść z pokoju, odruchowo przyszła mi taka głupia myśl do głowy. Taki jakiś zwariowany, męski pomysł, męski konik. Szybko sprawdziłem prześcieradło i szukałem dowodu jej dziewictwa. Niczego nie mogłem znaleźć. Szukałem nerwowo po całym łóżku, sprawdzałem prześcieradło od stóp do głów, od boku do boku, ale nic z tego. Żadnych śladów. Co jest? Czyżby ktoś inny był przede mną, inny facet? – zastanawiałem się i szukałem odpowiedzi. Czułem się trochę zawiedziony, bo wszystko wskazywało na to, że jest cnotliwa. Cały czas myślałem, że jest dziewicą, że czeka na ten pierwszy raz. Najwyraźniej myliłem się. Bardzo mnie to nurtowało i nie dawało spokoju. Postanowiłem zapytać się jej, jak wróci do łóżka.

– Miałaś kogoś przede mną? – zapytałem.

– Tak – odpowiedziała szczerze.

– Kto to był? – ciągnąłem dalej.

– To był chłopak z mojej miejscowości. Ja miałam szesnaście lat. On był trochę starszy ode mnie. Nie wiem, czemu to zrobiłam. Zrobiłam to jeden raz w życiu i to właśnie z nim. Nie było między nami wielkiej miłości. To była tylko znajomość. Wstydzę się tego, co zrobiłam. On imponował mi, bo był starszy i już pracował, a ja byłam jeszcze niedojrzałą smarkulą. Chciałam też zaimponować mu swoją dorosłością. Byłam też ciekawa, jak to jest. Nie przeżyłam wtedy nic ciekawego. Nie było w tym uczucia. Zawiodłam się. Poczułam psychiczny niesmak i trochę bólu. Ot, po prostu, zrobił swoje i koniec. Uważam, że to był głupi młodzieńczy wybryk. Żałuję tego. Od tamtej pory postanowiłam, że zrobię to tylko z moim ukochanym chłopakiem. Jak będę pewna, że zależy mu na mnie. Teraz dopiero zrozumiałam, jak to jest, kochać się z kimś, kogo naprawdę się kocha. Było wspaniale. Doznałam wielkiego uczucia i przyjemności, jaki sprawia seks.

– Jesteś kochana. To nic nie zmieni między nami – zapewniłem.

Ta szczera odpowiedź wzruszyła mnie. Trochę w tym wszystkim czułem jakiś niedosyt z męskiego punktu widzenia. To moje męskie ego było nadszarpnięte tym, że moja ukochana nie była dziewicą. W sumie to nie mogłem mieć jakiegoś większego żalu do niej, bo sam już byłem po pewnych przejściach z różnymi kobietami i nie byłem już jakimś prawiczkiem. Zresztą kochałem Magdę i w dalszej perspektywie nie miało to znaczenia. Teraz dopiero zrozumiałem wcześniejsze zachowanie Magdy. Dotarło do mnie, jakie miała podejście do tych spraw. Jak dojrzała wewnętrznie przez te lata. Nie mogę jej obwiniać za to, że trzymała mnie na dystans.

Poranne słońce i śpiew ptaków na dobre zawitały do naszego pokoju. Byliśmy szczęśliwi i w dobrych nastrojach po tak upojnej nocy. Udany seks sprawił, że chciało nam się żyć. Ta noc zmieniła relacje między nami, jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie. Nasz związek scementował się i wszedł jakby na inny, wyższy poziom. Był bardziej dojrzały. Teraz byliśmy pełnowartościową, stuprocentową parą. Tak ja to odczuwałem i starałem się temu podołać. Nie tylko ja to widziałem. Widzieli to też inni. Kiedy byliśmy u rodziny Magdy na południu Polski, pierwszym tego objawem było nasze przenocowanie. Nikt nie urządzał nam oddzielnego posłania do spania. Traktowano nas poważnie jak parę. Spaliśmy razem w jednym łóżku. Zastanawiałem się nad tym problemem. W głębi mojego wnętrza odczuwałem, że im silniejszy jest nasz związek, tym bardziej maleją moje swobody kawalerskie. Dojrzały związek to taka smyczka na szyję. Chociaż starałem się nie zawieść w moim postępowaniu, to jeszcze gdzieś tam na dnie mojej duszy grały kawalerskie nuty wolności. Szybko dojrzewałem emocjonalnie. To zasługa Magdy. Miałem wtedy dwadzieścia trzy lata, byłem jeszcze młody i nie wszystko widziałem w swoim życiu. Ta sprawa targała mną między kawalerskim życiem bez większych trosk a dojrzałością, w którą najwyraźniej już wszedłem. Czasami chciało się zaszaleć z chłopakami na jakieś dobrej imprezie.

Nasz udany urlop zbliżał się do końca. Od października zaczął się rok akademicki. Magda już była na trzecim roku, a ja na czwartym. Teraz czekał mnie kurs, szkolenie przed praktyką i wyjazd do jednostki liniowej na sześć miesięcy. To była próba czasu, jaką mieliśmy przeżyć bez siebie. Ta rozłąka miała pokazać, czy nasz związek przetrwa. Praktyka w jednostce wojskowej w innym miejscu i daleko od ukochanej mogła wiele zmienić w relacjach między kochankami. Bywało tak, że na praktykę wyjeżdżał rozjuszony kawaler, a wracał poskromiony już żonaty i okiełznany człowiek. Nie było to dość rzadkie zdarzenie, odosobniony przypadek.

Noc przed samym wyjazdem spędziłem z Magdą. Byłem u niej w akademiku. Była sama. Położyliśmy się razem do łóżka i długo rozmawialiśmy. Potem bez żadnych zabezpieczeń kochaliśmy się i tak do samego rana. Następnego dnia razem z kolegami, ubrani w mundury wyjściowe, wieczornym pociągiem relacji Gdańsk–Wrocław ruszyliśmy na praktykę. Odprowadzały nas nasze dziewczyny. Magda była ze mną. Ja, tak jak inni chłopacy, cieszyłem się z wyjazdu. Nowe miejsce, nowe przyjaźnie, nowe przygody. Właśnie tak to też traktowaliśmy. Po praktyce Święta Wielkanocne, cztery miesiące zajęć, egzaminy, próby do promocji i upragniona promocja. Praktyka miała też wykazać, czy nadajemy się do dowodzenia żołnierzami. Czy nadajemy się do tej pracy i nie ma co się okłamywać, trudnej i zwariowanej służby wojskowej. Miała ona sprawdzić nasze dotychczasowe umiejętności i wiedzę zdobytą w szkole. Pożegnałem się z Magdą. Widziałem w jej twarzy jakiś smutek i żal, że zostawiam ją tu samą na miejscu. Przez te ostatnie miesiące bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Często bywaliśmy razem przez dzień i noc. Teraz będzie nam smutno bez siebie. Będziemy tęsknić. Niebieskie oczy Magdy przeszkliły się łzami. Z rancików oczek poleciały drobne łezki.

– Nie płacz, przecież nie jadę na koniec świata – pocieszałem ją.

– Jak będziesz już na miejscu, to, proszę, napisz do mnie i podaj swój adres – poprosiła Magda.

– Tak, jak się rozlokuję, to zaraz napiszę do ciebie. Podam ci adres i telefon – odpowiedziałem, wskakując do pociągu.

Zatłoczony pociąg na