Złoty pociąg - Katarzyna Mól - ebook
Opis

Niezwykle wciągająca historia młodej kobiety, uwikłanej w tajemniczą sprawę. Książka pełna zagadek i zaskakujących zwrotów akcji, obok której nie sposób przejść obojętnie. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników kryminałów!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 89

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Katarzyna Mól

Złoty pociąg

© Katarzyna Mól, 2018

[…] Kiedy tak siedziała w ciemności wpatrzona w ścianę nagle dopadło ją dziwne uczucie, że ktoś ją obserwuje. Rozejrzała się w poszukiwaniu wpatrzonych w nią kocich ślepi ale wszystkie koty spały grzecznie na swoim kocim domku. Wiedziona przeczuciem wstała ostrożnie z kanapy i podeszła do okna. Omal nie dostała zawału kiedy zobaczyła mężczyznę stojącego przy furtce i wpatrującego się w ciemne okna jej domu. […]

ISBN 978-83-8126-956-8

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Nie możesz zmienić przeszłości, ale przeszłość zawsze powraca, żeby zmienić Ciebie. Zarówno twoją teraźniejszość jak i przyszłość.

Jonathan Carroll

1

— Rany Boskie!

Katarzyna stanęła jak wryta w drzwiach swojego biura. Był poniedziałek, dochodziła ósma rano. Katarzyna jak zwykle przyszła do pracy przed czasem, żeby porozmawiać ze swoją przyjaciółką Eweliną, zanim wpadną w wir hotelowych obowiązków.

— Jestem kioskiem — odpowiedziała jej jak zawsze Ewelina. Od kiedy pracowały razem miały poranny rytuał picia wspólnej kawy w biurze Katarzyny. Jak to określały — taką „nową świecką tradycję”. Katarzyna pracowała jako dyrektor małego trzygwiazdkowego hotelu na Jurze Krakowsko — Częstochowskiej o uroczej nazwie Amonit. Ewelina w tymże hotelu piastowała stanowisko kierowniczki recepcji. Polubiły się od pierwszego spotkania dwa lata temu i rozumiały już bezbłędnie.

Do Amonita trafiły tego samego dnia. Zobaczyły się już na rozmowie kwalifikacyjnej i początkowo podeszły do siebie z dystansem, myśląc że aplikują na to samo stanowisko. Kiedy kilka dni później spotkały się ponownie zrozumiały początkową pomyłkę i nawiązały bliższą relację, która z czasem przemieniła się w prawdziwą babską przyjaźń. Razem radziły sobie z brakami personalnymi, jakie w pewnym czasie miała na recepcji Ewelina, razem rozwiązywały problemy z „trudnymi” gośćmi hotelu, w końcu razem zaczęły też spędzać czas wolny. Lubiły podobną muzykę, obie kochały zwierzęta a co najważniejsze, obie uwielbiały swoją pracę.

Nie zdawały sobie sprawy, że ten poniedziałkowy poranek będzie zupełnie odmienny od wszystkich innych a one same znajdą się w samym sercu kryminalnej afery. Oto bowiem po otwarciu drzwi biura ich oczom ukazał się niecodzienny widok — na środku pomieszczenia, twarzą do dołu leżał trup. Trup nie dość, że był zimny to na dodatek znajomy.

— O matko! — wykrzyknęła przerażona Ewelina, która dopiero teraz dostrzegła makabryczną ozdobę w biurze Katarzyny — Przecież to trup!

— I to całkiem martwy…

— Skąd on się tutaj wziął? I co to w ogóle za człowiek? Znasz go? — Ewelina powoli wpadała w panikę. Zdecydowanie nie spodziewała się takiego widoku w poniedziałkowy poranek. Co prawda w jej głowie od razu pojawiły się procedury jakie stosuje się w przypadku znalezienia zwłok w hotelu ale z wrażenia nie była w stanie ruszyć się zmiejsca aby zacząć je wdrażać.

— Znałam ale dawno… jeszcze w poprzednim życiu… Skąd on się tutaj wziął?

— Już o to pytałam.

— Może wejdę i sprawdzę czy na pewno jest martwy? Może nie i trzeba mu udzielić pomocy? Nie mam pojęcia co się robi w takich sytuacjach a nie chciałabym trafić do więzienia. — zastanawiała się na głos Katarzyna.

— Przecież nie ty go zabiłaś. — autentycznie zdziwiła się Ewelina.

— Ale za nieudzielenie pomocy można pójść siedzieć a nie jestem lekarzem, żeby stwierdzić, że to z całą pewnością nieboszczyk. — odpowiedziała zdenerwowana Katarzyna.

— Ja trupa nie dotknę! Nawet do niego nie podejdę! — zastrzegła Ewelina.

— A jeśli okaże się, że on jeszcze żyje? Wejdę i sprawdzę, ty zostań w drzwiach żeby nie zadeptać jakichś śladów czy czegoś. — rozporządziła Katarzyna. — Myślę, że na pewno będziemy musiały wezwać jakąś pomoc, nie wiem tylko czy nie najpierw karetkę. — dodała podchodząc ostrożnie do leżącego mężczyzny.

— Ewelka, gdzie najlepiej powinien być wyczuwalny puls? Bo mnie się wydaje, że na tętnicy szyjnej, tak kojarzę z książek. — zapytała dotykając ostrożnie szyi mężczyzny. — Nie mogę nic wyczuć.

— Weź lusterko. — odpowiedziała jej Ewelina nerwowo rozglądając się wkoło.

— Skąd niby mamci wziąć to lusterko? I po co? Jak nie będzie jego odbicia znaczy, że jest wampirem? Z tego co kojarzę wampiry nie są ani martwe ani żywe a na kota Schroedingera to on mi nie wygląda.

— Za dużo czytasz i to chyba nie tego co trzeba albo ze stresu zlasował ci się mózg. — oparła nie dowierzając w wypowiedzianą przez przyjaciółkę kwestię Ewelina.- Masz — podała jej małe okrągłe lusterko wyciągnięte właśnie z torebki. — Przyłóż mu je pod nos, jak nie zaparuje znaczy, że nie oddycha i nie żyje.

— Nie wiem czy faktycznie mózg mi się nie zlasował. — powiedziała Katarzyna odbierając lusterko od przyjaciółki. — bo chodzi mi po głowie myśl, że można nie oddychać a i tak żyć.

— Jak sama powiedziałaś, lekarzem nie jesteś żeby jednoznacznie stwierdzić, że ten tutaj osobnik to zimny trup ale będziesz miała przynajmniej świadomość, że próbowałaś człowiekowi pomóc. Masz też na to świadka w postaci mnie.

— Lusterko nie paruje… — odpowiedziała na to Katarzyna.

— Czyli nie masz możliwości mu już pomóc. Dzwonię na policję — postanowiła Ewelina i skierowała się w stronę recepcji. Katarzyna zamknęła ostrożnie drzwi do biura i ruszyła za nią.

Policjanci przyjechali po około dwudziestu minutach. Nie od razu udali się do biura tylko zaczęli od przesłuchania kobiet, które znalazły zwłoki. Musiały opowiedzieć o której godzinie otworzyły drzwi, czy wchodziły do pomieszczenia i jak dużo czasu minęło od makabrycznego odkrycia do zawiadomienia Policji. Rozmawiał z nimi młody, pryszczaty i niezwykle chudy policjant. Nie wzbudził ich sympatii. Co innego prokurator, którego poznały, kiedy młody człowiek skończył zadawać pytania i poprowadził je z powrotem do biura Katarzyny. Tam krzątała się już ekipa śledcza rodem z amerykańskich seriali — robili zdjęcia, zaznaczali ślady, ściągali odciski palców. A wszystkie te działania nadzorował niezwykle przystojny mężczyzna, na oko około czterdziestoletni. Na palcu nie miał obrączki, co Katarzyna zauważyła całkowicie mimowolnie i poza udziałem świadomości.

— Prokurator Rafał Sokolski — przedstawił się szarmancko na co obie podały swoje nazwiska.

— Widzę, że ciekawą mają panie pracę…

— Zdecydowanie nie można się nudzić — odpowiedziała Katarzyna.

— Z tego, co zrozumiałem to jest Pani biuro — Katarzyna kiwnęła potakująco głową. — I ostatni raz była Pani tutaj w piątek.

— Tak, wyszłam kilka minut po osiemnastej, bo robiłam jeszcze ofertę do przetargu na organizację cyklu szkoleń dla dużej firmy. Później już tu nie wracałam, dopiero dzisiaj rano.

— Rozumiem, że zamknęła Pani drzwi na klucz, miała go Pani cały czas przy sobie?

— Tak, noszę klucz w torebce, w osobnej zamykanej kieszonce, żeby później nie stać tutaj przez piętnaście minut szukając go w czeluściach torebki.

— Może gdzieś Pani wychodziła, zostawiała torebkę?

— Pyta Pan, czy ktoś mógłby mi ten klucz ukraść?

Prokurator Sokolski uśmiechnął się i pokiwał potakująco głową.

— Nie było takiej możliwości, cały weekend spędziłam w domu nadrabiając zaległości w lekturze nowych przepisów. Mieszkam sama a żadni goście mnie nie nawiedzali.

— A czy ktoś poza Panią ma jeszcze klucz do tego pomieszczenia?

— Wredna Monika! — wykrzyknęła Ewelina. Prokurator spojrzał na nią z nieskrywanym zaskoczeniem

— Kto taki?

— Nasza pokojowa, za którą jak Pan się pewnie zdołał już domyślić, nie przepadamy.

Prokurator tylko pokiwał głową.

— Czyli rozumiem, że poza panią — tu wskazał na Katarzynę. — oraz wspomnianą panią Moniką nikt nie posiada kluczy do tego pomieszczenia?

— Jest jeszcze jeden klucz. — po chwili zastanowienia dodała Katarzyna. W pierwszej chwili nie była pewna, czy chce w całą sprawę mieszać osobę, u której wspomniany klucz się znajdował. Po chwili uświadomiła sobie jednak, że telefon do właściciela obiektu i tak w zaistniałej sytuacji jej nie ominie. — Ma go właściciel hotelu. Ale bywa tutaj niezmiernie rzadko. Większość spraw załatwiamy telefonicznie lub mailowo.

— Rozumiem. Jak pani się domyśla tak czy inaczej musielibyśmy się z nim skontaktować. Poproszę od Pani namiary na właściciela.

— Mogę do niego zadzwonić od razu. Sama również muszę go poinformować o tym zdarzeniu a przyznam, że wolałabym to zrobić przed policją czy panem. Mogę? — zapytała wyciągając telefon z torebki.

— Oczywiście, proszę. — odpowiedział szarmancko prokurator. — Jeszcze jedno — dodał po chwili, kiedy Katarzyna odblokowywała swój telefon. — Czy znała Pani tego człowieka?

— Tak, to Krzysztof Proksa — odpowiedziała bez wahania.

— Skąd Pani go znała? — prokurator próbował ukryć zdziwienie.

— Był dyrektorem poprzedniego hotelu, w którym pracowałam. Od razu zaznaczę, że nie darzyliśmy się sympatią. Dzięki niemu postanowiłam zmienić pracę i przeprowadzić się tutaj.

— Rozumiem… Na ten moment bardzo paniom dziękuję. Nasza ekipa dokończy pracę ale jeszcze przez jakiś czas nie będzie Pani mogła korzystać z biura. Zaprosimy Panią także na komendę w celu zaprotokołowania zeznań. — prokurator Sokolski zwrócił się do Katarzyny. — Czy coś z tego pomieszczenia jest Pani niezbędne do pracy?

— Jedynie te cztery czarne segregatory, laptopa nie zostawiam w biurze.

Jeden z policjantów podał Katarzynie wspomniane segregatory a prokurator zajął się rozmową z policyjnym patologiem.

Katarzyna tymczasem odeszła kawałek od biura i wykonała telefon do właściciela hotelu. Odebrał od razu a ona streściła mu zwięźle przebieg dzisiejszego poranka. Jak zwykle stwierdził, że w kwestiach prowadzenia hotelu ma do niej pełne zaufanie. Dodał także, że oczywiście może przekazać jego numer telefonu prokuratorowi i że będzie z nim w pełni współpracował. Zakończywszy rozmowę Katarzyna podeszła do prokuratora Sokolskiego.

— Tak? — zapytał kiedy zbliżyła się do drzwi biura, w którym nadal krzątali się policjanci.

— Rozmawiałam z właścicielem. Prosi, żeby przekazać panu jego numer telefonu. Jest teraz na szkoleniu w Szwajcarii ale obiecał być w miarę możliwości dostępny pod telefonem. Odpowie na wszystkie pana pytania. — Katarzyna wyciągnęła wizytownik i podała mu biały kartonik z logo hotelu i wykaligrafowanymi na złoto literami.

— Andrzej Kopicki. — przeczytał prokurator. — Jeśli dobrze kojarzę pan Andrzej jest prezesem tego dużego koncernu kosmetycznego?

— Doskonale pan kojarzy. — odpowiedziała przyzwyczajona do tego typu uwag Katarzyna. — Czy będzie nas pan jeszcze potrzebować?

— Na te chwilę dziękuję ale jak już wspominałem, zaproszę panie jeszcze na komisariat. — skinął im głową i wszedł do biura.

Katarzyna z Eweliną, widząc, że nic tu po nich ruszyły w stronę recepcji. Nie widziały jak prokurator obraca się jeszcze za nimi. Pomyślał, że to będzie dziwna sprawa a odchodzące kobiety znacznie się do tej dziwności przyczynią. Sam fakt odnalezienia zwłok faceta mieszkającego na drugim końcu Polski w zamkniętym biurze dyrektor hotelu, bez żadnych śladów walki był zastanawiający. Dziwności dodał mu fakt, że denat znał osobę, u której w biurze się znalazł, ta natomiast twierdziła, że go tutaj nie wpuszczała. Zdziwiło go też, że Katarzyna od razu przyznała się do sporej niechęci, jaką żywiła do tego człowieka. Czyżby próbowała w ten sposób odsunąć od siebie podejrzenia? Znaczyło by to, że jest świetną aktorką, bo w prokuratorze od samego początku wzbudziła pozytywne odczucia.

— Trzeba będzie sprawdzić nagrania z monitoringu. — odezwał się do młodego pryszczatego policjanta.- Widziałem kamery wokół hotelu i w lobby.

— A tutaj nie ma.- odpowiedział młody.

— Faktycznie. — prokurator rozejrzał się po korytarzu prowadzącym do biura Katarzyny. Najbliższą kamerę zobaczył dopiero kilka metrów dalej. Skierowana była w stronę recepcji, o czym zajmująca biuro musiała dobrze wiedzieć. Czyżby jednak to ona zwabiła tutaj swojego byłego szefa i, przypadkiem bądź nie, sprawiła, że odszedł z tego świata… — Sprawdź mi też, czy da się dostać do biura z jakiejś innej strony. I oczy wiście czy są tam kamery — dodał.

— Się robi.

2

— A nie pomyślałaś, że to może mieć związek z tymi tajemniczymi przesyłkami? Przecież ten cały dyrektor idiota też pochodził z Twoich stron, znaliście się… — rozważała na głos Ewelina, kiedy kilka godzin później jadły obiad w kuchni socjalnej.

Policjanci zdążyli już skończyć oględziny biura, zabrać nagrania z monitoringu z całego weekendu, które nagrała im Ewelina i odjechać. Zwłoki dyrektora wyjechały z hotelu prawie godzinę wcześniej. Biuro Katarzyny jako miejsce zdarzenia zostało przez prokuratora zamknięte a drzwi zabezpieczone i oklejone policyjną taśmą. Klucz Katarzyny oraz klucz wrednej Moniki, która nie omieszkała mizdrzyć się swoim sposobem do rozmawiającego z nią prokuratora Sokolskiego kiedy poprosił ją na rozmowę, zostały skonfiskowane przez policję. Po całym incydencie hotel aż huczał od plotek a prym w plotkowaniu wiodła oczywiście wredna Monika insynuując, że to Katarzyna zamordowała w biurze jednego ze swoich licznych (według niej) kochanków. Tożsamość denat nie została bowiem ujawniona a dziewczyny zobligowały się zachować w tej kwestii milczenie.

— Nie wiem, nie sądzę… Niechęć była wyczuwalna nie tylko z mojej strony… — odpowiedziała na insynuacje Eweliny Katarzyna. — Wysyłałabyś takie rzeczy komuś, kogo nie lubisz? Zresztą niewiele osób z mojego poprzedniego życia wie dokąd wyjechałam…

— Nie wiem… Ale mnie się to jakoś łączy, mam przeczucie.

Przeczuciami Eweliny Katarzyna postanowiła się zbytnio nie przejmować po tysiącu pomysłów jakie prezentowała (popartych oczywiście przeczuciami) w kwestii tajemniczych przesyłek. Zaczęło się to kilka tygodni wcześniej. Pewnego dnia pojawiła się pierwsza paczka zaadresowana na nazwisko Katarzyny ale na adres hotelu. Nie było to dla nikogo zaskoczeniem — często grupy, które robiły szkolenia czy konferencje w hotelu przesyłały w ten sposób materiały czy odsyłały umowy. Dziwne było to, że nie podano żadnego adresata ani zwrotnego adresu a koperta była bąbelkowa. A jeszcze dziwniejsza okazała się zawartość — złoty pierścionek wyglądający na bardzo stary, bez żadnego listu czy informacji. Początkowo Katarzyna uznała, że musiała to być pomyłka jednak niecały tydzień później przyszła do niej identyczna przesyłka bez nadawcy za to ze srebrną ozdobną broszką w środku. Wtedy Katarzyna zaczęła się zastanawiać skąd i od kogo mogą pochodzić te przesyłki. Podświadomie zdawała sobie sprawę z tego, że najlepiej było by całą sprawę zgłosić na policję, jednak żywiła głęboką niechęć do jeżdżenia po komisariatach czy ewentualnych sądach, więc odłożyła zgłoszenie tego na bliżej nieokreślone „później, kiedy będę miała czas”. Kiedy po paru następnych dniach przyszła kolejna przesyłka postanowiła jednak działać i zwołała babskie posiedzenie. Jednym słowem ze swoimi dwoma przyjaciółkami Eweliną i Sawą przy butelce białego półsłodkiego wina zastanawiały się nad pochodzeniem przesyłek i celem ich wysłania akurat do Katarzyny.

Sawa była przyjaciółką z jej przeszłości, kiedy jeszcze mieszkała z rodzicami w Katowicach a jej życie było spokojne i beztroskie. Poznały się pierwszego września, kiedy to stanęły w parze wyczytane przez ich nową wychowawczynię. Razem też usiadły w ławce i tak trzymały się przez całą pierwszą klasę. Później, kiedy Katarzyna musiała się przeprowadzić często do siebie dzwoniły i pisały listy a kiedy dorosły odwiedzały się wzajemnie tak często, jak tylko to było możliwe. Dlatego na babskim zebraniu poza Eweliną znalazła się także i ona.

Propozycje w kwestii tajemniczych przesyłek padały przeróżne, poparte przeczuciami (Ewelina) oraz doświadczeniem (Sawa). Między innymi: że to tajemniczy, bardzo bogaty wielbiciel (być może jakiś prezes jednej z firm, dla których Katarzyna organizowała imprezy) wysyła jej skromne podarunki, żeby ją zmiękczyć i zaprosić na rejs dookoła świata swoim ogromnym jachtem. Albo, że to afera szpiegowska, przemycanie skradzionej biżuterii czy inne machlojstwa. Padł także pomysł, że to Wredna Monika podsyła Katarzynie swoje skarby rodowe, żeby potem oskarżyć ją o kradzież.

Pojawiła się również opcja kosmitów przesyłających artefakty, po zgromadzeniu których Katarzyna będzie mogła połączyć się z obcą cywilizacją ale pora była już późna a kilka pustych butelek stało pod stolikiem na tarasie, gdzie siedziały. Ostatecznie dziewczyny dały spokój dywagacjom na temat przesyłek, ponieważ od mniej więcej tygodnia przestały się pojawiać.

— Ewelinka, nie gniewaj się ale Twoje przeczucia jakoś do mnie nie przemawiają. Zastanawiam się bardziej nad tym, skąd dyrektor idiota wziął się w moim biurze i jak się tam dostał…

— I po co w ogóle wchodził?

— I kto go wykończył?

— Za dużo pytań a za mało odpowiedzi… Trzeba by się w jakiś sposób dowiedzieć więcej…

W tym momencie usłyszały dzwonek telefonu. Był to prokurator Sokolski, który zapraszał Katarzynę następnego dnia do komisariatu.

— Myślę, że powinnaś mu powiedzieć o tych przesyłkach… — stwierdziła Ewelina, kiedy Katarzyna skończyła rozmowę. — Myślę, że policja najszybciej stwierdzi czy sprawy się łączą czy nie a od wezwań i rozmów i tak już się nie wywiniesz.

— Co racja to racja… Czas wracać do pracy, samo się nie zrobi. Co do informowania prokuratora zdecyduję na miejscu. Zależy jak potoczy się rozmowa.

3

Prokurator