Złote spinki Jeffreya Banksa - Marcin Brzostowski - ebook
Opis

Złote spinki Jeffreya Banksa” – to powieść gangsterska (kryminał), której akcja rozgrywa się we współczesnym Londynie. Ukazuje perypetie trzech głównych bohaterów: ministra spraw wewnętrznych, Jeffreya Banksa, szefa londyńskiego podziemia, Ezekiela Horna oraz jednego z jego wiernych żołnierzy, Frankiego Turbo. Pierwszy z nich gubi złote spinki będące prezentem od żony, drugi zmuszony jest potwierdzić swoją dominację nad bossem rosyjskiej mafii, natomiast przed Frankiem Turbo stoi zadanie polegające na tym, aby w bezpieczny sposób przetransportować dwadzieścia kilogramów kolumbijskiej kokainy. Z każdą upływającą godziną sprawy coraz bardziej się komplikują, a to dopiero początek prawdziwych kłopotów trójki Londyńczyków. Co faktycznie łączy naszych bohaterów, do kogo machała Królowa i do czego jest zdolna dziwka, Piękna Sara Lou, niech przekona się sam Czytelnik.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 120

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Marcin Brzostowski

ZŁOTE SPINKI JEFFREYA BANKSA

© Copyright by

Marcin Brzostowski & e-bookowo

Projekt okładki: Michał Olejarski

 

Korekta: Zuzanna Błońska

 

ISBN e-book: 978-83-7859-584-7

 

 

 

 

 

Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

www.e-bookowo.pl

Kontakt: [email protected]

 

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości

bez zgody wydawcy zabronione

WydanieI2015

 

 

Wszelkie podobieństwo bohaterów tej książki

do jakichkolwiek osób jest przypadkowe

inie zamierzone przez autora.

Konwersja do epub A3M Agencja Internetowa

Jeśli przyszło wam kiedyś do głowy, że mieliście pecha, to jesteście w błędzie. O braku fartu, ale i o kosmicznym szczęściu, dowiedzieli się pod koniec czerwca minister spraw wewnętrznych Banks, jego kumpel Oxford oraz mięśniak Frankie Turbo. Na skutek splotu nieoczekiwanych wydarzeń jedynymi wygranymi w tej historii okazali się dziwka, Piękna Sara Lou oraz kolorowy ptak z Soho, Bernard Hawk. Jednak zacznijmy wszystko od początku…

Uśpione demony

King’s Road, Londyn, godzina 5.00

Frankie Reed, zwany w półświatku stolicy Frankiem Turbo, był prawą ręką swojego bossa, Ezekiela Horna, którego wszyscy zainteresowani nazywali od zawsze Oxfordem. Frankie miał dwadzieścia cztery lata, gruby kark ćwiczony godzinami na siłowni oraz nerwy ze stali, dzięki czemu był odpowiedzialny za realizację najbardziej trefnych i niebezpiecznych interesów. Poza tym uwielbiał szybką jazdę samochodem, stąd przydomek Turbo, oraz tryskał testosteronem, podkreślając na każdym kroku swoją męskość. Ci, którzy próbowali zakwestionować jego samczą dominację w stadzie, trafiali zazwyczaj na ostry dyżur miejscowego szpitala albo lądowali martwi na dnie Tamizy. Chłopaki z ferajny wiedzieli, że z kim jak z kim, alez Frankiem Turbo po prostu nie warto zadzierać.

Tego ranka Frankie miał przetransportować ze swojego mieszkania do baru Spokojnego Simona kilka drogocennych paczek. Zlecenie szefa nie wydawało się trudne, tym bardziej że droga z King’s Road do Walpole Street była prosta jak stół, a jej pokonanie z rana, przy dopiero zapełniających się ulicach Londynu, mogło zabrać najwyżej pół godziny. Frankie wiedział jednak, że gdy załaduje do bagażnika „beemki” dziesięć oklejonych przezroczystą taśmą paczek, po dwa kilogramy każda, już tylko on będzie odpowiedzialny za los dwudziestu kilogramów kokainy, o wartości rynkowej nawet dwóch milionów funtów. W praktyce oznaczało to, że dopóki Spokojny Simon nie zamknie w kasie pancernej rzeczonych dziesięciu paczek koksu, dupa Frankiego Turbo wraz z wszystkimi przynależnościami będzie należeć do Ezekiela Horna, który najbardziej na świecie nienawidził słów: „strata”, „wpadka” oraz zdania: „Sorry, szefie, ale gliny przejęły wszystkie fanty”.

Frankie zdawał sobie sprawę z tego, że nie może zawieść bossa, dlatego nastawił budzik na godzinę piątą zero zero. Gdy tylko się rozdzwonił, Reed natychmiast otworzył oczy i wyrzucił z siebie to, co zwykł mówić na dobry początek dnia:

– O kurwa! O kurwa, ja pierdolę!

Pokrzepiony na duchu zwlókł się z łóżka, poprawił szortyi jak co dzień spojrzał w okno przeciwległego budynku, a dokładnie do mieszkania niejakiej Betty, miejscowej dziwki i jednocześnie właścicielki najpiękniejszej pary piersi po tej stronie Tamizy. Frankie nie miał pojęcia, co jest tego przyczyną, ale gdy podchodził do okna i zaczynał prężyć muskuły, po drugiej stronie ulicy pojawiała się zawsze blond piękność, która rewanżowała się godowym tańcem wymierzonym prosto w jego serce. Wystarczyło, że napiął jeden ze swoich bicepsów, a na podłodze sypialni dziewczyny od razu lądował jej atłasowy szlafroczek. Potem Frankie zaczynał napinać mięśnie klaty i falować nimi na przemian z tępym karkiem, a Betty wpadała w przedziwny trans i miotała się wzdłuż okna jak dzikie zwierzę. Erotyczny seans kończył się zawsze tak samo. Po kilku minutach nieokiełznanej orgii zmysłów blondynka rozkwaszała nos na framudze okna albo traciła nagle oddech i mdlała.

Tego dnia Betty miała szczęście i zaliczyła jedynie niegroźny upadek. Kiedy osunęła się na podłogę sypialni i zniknęła Frankiemuz oczu, ten bez zmrużenia oka przymknął żaluzje i podszedł pewnym krokiem do stołu. Zanim usiadł, sięgnął do stojącej na półce puszki z napisem „cukier puder” i wyjął z niej niewielką foliową torebkę. Otworzył ją, po czym wysypał część jej zawartości na blat stołu. Dopiero wtedy spoczął na krześle i zwyczajem londyńskiego gangstera, za pomocą karty abonamentowej do Royal Opera House, utworzył z kupki białego proszku trzy równiutkie ścieżki. Nie czekając, aż ktoś zgarnie mu sprzed nosa najlepszy towar w mieście, zaczął wciągać pierwszorzędną, kolumbijską kokę. Nie robił tego jednak bezmyślnie. Pierwsza kreseczka była za mamusię, druga za Ezekiela Horna, a trzecia za jego niespełnioną miłość, czyli za Be… Ale o tym później.

Kiedy Frankie wciągnął poranną dawkę koksu, zrobił porządek na stole i nieco spokojniejszy ruszył w stronę łazienki. Wziął szybki prysznic oraz dokładnie wyszczotkował idealnie białe zęby. Po chwili wrócił do salonu, pełniącego jednocześnie funkcję sypialni oraz kuchni, i włożył na grzbiet opięty do granic możliwości T-shirt z podobizną Gandhiego. Następnie wskoczył w ulubiony dres, włożył buty i mocno już wyluzowanym krokiem podszedł do wiszącego na ścianie lustra. Zanim upewnił się, że jego gangsterski wizerunek jest bliski ideału, zdjął z ramy złoty łańcuch i założył go na byczą szyję. Dla dodania sobie animuszu wklepał w niemal łysą czachę solidną porcję żelu, po czym stanął przed zwierciadełkiem i zaczął podziwiać swoje boskie oblicze.

Zadowolonyz tego, co zobaczył, zbliżył się do kanapy i wyjął spod poduszki ukrytą tam książkę. Żeby nikt go nie nakrył podczas tej niewytłumaczalnej dla postronnych czynności, opuścił żaluzje i w lekkim półmroku oddał się lekturze podręcznika o dziwnie brzmiącym tytule: Jak być mężczyzną od dziecka aż po grób. Czytanie nie było jego najmocniejszą stroną, dlatego Frankie z dużym trudem składał literki i w ten sposób odcyfrowywał zdanie po zdaniu. Kiedy stracił cierpliwość, odłożył książkę, po czym podszedł do flippera stojącego przy lodówce i zapuścił pierwszą kulę do gry. Przypatrując się latającej od ściany do ściany metalowej kulce, układał w głowie plan na najbliższe godziny i postanowił, że to będzie kolejny zwycięski dzień w jego mozolnej wędrówce na sam szczyt hierarchii gangsterskiego świata.

Plaża Gold

Petyward Street, Londyn, godzina 5.30

Małżeństwo Banksów, tak jak każde tradycyjne stadło, składało się z dwóch osób. Czynnik kobiecy w tym związku był reprezentowany przez Elizabeth Banks, z domu Young, wnuczkę słynnego admirała Attyli Younga II, który wsławił się tym, że podczas lądowania aliantów w Normandii w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym dowodził łodzią patrolową, która jako pierwsza dobiła do brzegu plaży Gold. To zdarzenie zaważyło na dalszej karierze admirała oraz na losach całej rodziny Youngów. Tuż przed zakończeniem drugiej wojny światowej sir Attyla Young II został mianowany na stanowisko głównodowodzącego marynarki wojennej, co ostatecznie ugruntowało jego pozycję, nie tylko zawodową, a także zdeterminowało życiowe wybory jego syna, Attyli Younga III. Latorośl admirała również zasiliła szeregi marynarki wojennej, natomiast jego wnuczka, Elizabeth, została skazana już w dniu swoich urodzin na odbycie studiów humanistycznych w szacownym Oxfordzie.

Właśnie tam panna Young poznała swojego przyszłego męża, Jeffreya Banksa, i to w okolicznościach, którymi ciężko było się pochwalić publicznie, nawet podczas corocznego rodzinnego zjazdu we Francji, odbywającego się na plaży Gold.

W Oxfordzie Elizabeth Young nie wyróżniała się niczym szczególnym, a zwłaszcza urodą, na tle innych zakompleksionych i przygrubych panien z dobrych domów. Posiadała jednak bezcenne przymioty ducha, takie jak wyrozumiałość oraz cierpliwość. Dlatego doczekała się swojego księcia z bajki, który niespodziewanie pojawił się pewnej nocy w sypialni i sprawdził kondycję jej mięśni Kegla. Dopiero nad ranem trzeźwiejący Jeffrey Banks uświadomił sobie, że pomylił okno w akademiku i spędził noc z kompletnie nieznaną mu dziewczyną. Chcąc wyjść z twarzą z tej niezręcznej sytuacji, zaczął wić się jak piskorz i stworzył na poczekaniu jakąś zupełnie nieprawdopodobną historię o zabarwieniu miłosnym. Ku jego zdumieniu panna Young wzięła za dobrą monetę żałosne wyjaśnienia i jak gdyby nigdy nic oddała mu się raz jeszcze.

Kiedy Jeffrey Banks opuszczał pokój Elizabeth, nie miał pojęcia, że jego los właśnie się wypełnił. Niespełna dwa miesiące po nieszczęsnej randce panna Young odszukała go w jednym ze studenckich pubów, gdzie zabawiał się w towarzystwie przyjaciela, Ezekiela Horna, z poznanymi właśnie studentkami matematyki. Nie chcąc psuć im zabawy, usiadła przy stoliku, zamówiła szklankę mleka i w samotności doczekała wyjścia ostatniego gościa. Dopiero wtedy podeszła do oblubieńca, upewniła się, że łapie kontakt z rzeczywistością, po czym z uśmiechem na ustach obwieściła:

– Jestem w ciąży, Jeffrey. I jestem taka szczęśliwa!

Kompletnie zaskoczony Jeffrey Banks nie miał okazji odnieść się do jej słów, gdyż Elizabeth, nie płacąc rachunku za mleko, natychmiast wyszła z baru, i tyle ją widzieli. Zdruzgotany spojrzał na przyjaciela, który cały w skowronkach rzucił mu się na szyję i w kilku zdaniach wyjaśnił, jak nazywa się jego przyszła żona, kto jest jej ojcem oraz dziadkiem, a także jak bardzo w ciągu tej jednej nocy się wzbogacił. Kiedy doszło do niego, że jest ustawiony do końca życia, a jego studencki kredyt został już w zasadzie spłacony, rzucił się w wir zabawy i nie trzeźwiał prawie przez tydzień.

Któregoś dnia zebrał się w sobie, ubrał w garnitur i z duszą na ramieniu poszedł na spotkanie z Elizabeth. Nie spodziewał się, że dziewczyna ugości go filiżanką herbaty i nie pytając o przyczynę tygodniowej absencji, przedstawi koleżankom, po czym spokojnym i rzeczowym tonem uraczy opowieścią o trwających przygotowaniach do ślubu. Kiedy Jeffrey przełknął tę wiadomość i bezwiednie omiótł wzrokiem twarze wpatrzonych w niego maszkaronów, doszedł do wniosku, że mimo wszystko zrobił najlepszy w swoim życiu interes, gdyż ceną za majątek rodziny Youngów oraz dającą się łatwo przewidzieć ścieżkę zawodowej kariery była jedynie jego gładka buźka oraz wrodzony urok osobisty. A to, jak sam słusznie uznał, było w zasadzie jedynym jego kapitałem na życie.

Tego ranka Jeffrey Banks obudził się w doskonałym nastroju i zanim budzik postawił domowników do pionu, podniósł się z łóżka, po czym ruszył w kierunku łazienki. Chcąc umilić sobie początek dnia, porzucił myśl o zwykłym, szybkim prysznicu i zdecydował się na długą, gorącą kąpiel. Zrelaksowany, odkręcił kran z zimną, następnie z ciepłą wodą i pozbywszy się uprzednio piżamy w złote prążki, wszedł do wanny. Kiedy poczuł, że woda zaczyna go usypiać, sięgnął po stojącą na półeczce gumową kaczuszkę z napisem: „Jestem twoją pieprzoną Walentynką”, będącą prezentem od którejś z licznych kochanek, i opuścił ją na taflę wody. Kaczuszka zakołysała się i rozpoczęła morderczą batalię o utrzymanie się na powierzchni. W pewnym momencie zaryła dziubkiem w wodę, ukazując całemu światu gumowy kuperek, na którym widniały dwa proste słowa: „Zerżnij mnie!”.

Jeffrey Banks natychmiast przypomniał sobie, od kogo dostał maskotkę i jakiego rodzaju relacje łączyły go z darczyńcą, dlatego w ułamku sekundy poczuł, jak jego ciało zaczyna reagować na to śmiałe wyzwanie. Nie mogąc zapanować nad swoimi myślami oraz budzącym się do życia ulubionym organem, wyskoczył z wanny i ile sił w nogach wystartował w stronę sypialni. Kiedy przekroczył jej próg, zobaczył żonę, która z uśmiechem na ustach zwróciła się do niego:

– O, Jeffrey! Tylko spójrz, jaki piękny poranek!

Kompletnie nagi Jeffrey Banks zignorował słowa małżonki i zakrywając rękoma przyrodzenie, wskoczył do łóżka. Po chwili przyjrzał się Elizabeth i gdy doszło do niego, jakie skarby kryją się pod powierzchnią jej flanelowej piżamy, jego organizm nagle zwolnił i pozwolił nad sobą zapanować. Dopiero wtedy odchrząknął, położył ręce na kołdrze i zapytał:

– Czy pamiętasz, jaki mamy dzień?

– Chyba czwartek.

– Nie, piątek.

– Przepraszam, misiu.

– Ja się pytam, co to za dzień.

– Nie mam pojęcia, mój drogi. A co się stało?

Zbity z tropu, jeszcze raz spojrzał w kierunku małżonki i gdy miał ponowić pytanie, Elizabeth klasnęła w dłonie i niemal wykrzyczała:

– Psikus, psikus, psikus! Oczywiście, że wiem, co to za dzień!

– Naprawdę?

– Jak mogłabym zapomnieć o rocznicy naszego ślubu! Chciałam tylko sprawdzić, czy ty też pamiętasz!

Rozpromieniona Elizabeth Banks rzuciła się w stronę męża i po chwili zaparkowała swoje niemal stukilogramowe ciało tuż obok niego. Pocałowała go w usta i zaczęła wspominać:

– To już dwadzieścia lat odkąd jesteśmy małżeństwem, Jeffrey.

– Aha.

– Czy wiesz, że nadal cię kocham?

– Wiem.

– Nigdy nie sądziłam, że spotka mnie taka miłość. Czy ty też mnie kochasz, robaczku?

– Tak.

– A pamiętasz, jak wiało podczas naszego ślubu? – Nagle zachichotała.

– Pamiętam.

– Miałam wrażenie, że naszych gości wiatr zepchnie do morza. Ale wiesz – wzniosła oczy ku górze – dziadunio uparł się, że nasz ślub musi się odbyć na plaży Gold.

– Tak jak każda uroczystość w tej rodzinie.

– Oprócz Wigilii, dziubasku, oprócz Wigilii!

– Aha.

– Za to nikt z naszych znajomych nie może się poszczycić tym, że w chwili jego zaślubin sama królowa patrzyła w jego stronę.

– Myślisz, że to prawda?