Złap i ukręć łeb. Szpiedzy, kłamstwa i zmowa milczenia wokół gwałcicieli - Ronan Farrow - ebook

Złap i ukręć łeb. Szpiedzy, kłamstwa i zmowa milczenia wokół gwałcicieli ebook

Ronan Farrow

4,3

27 osób interesuje się tą książką

Opis

W 2017 roku Ronan Farrow, syn słynnej hollywoodzkiej pary, Mii Farrow i Woody’ego Allena, prowadził dziennikarskie śledztwo w związku z przemocą seksualną w Hollywood. Sprawa dotyczyła producenta filmowego Harveya Weinsteina, jednej z najbardziej wpływowych osób w branży. Farrow poznawał kolejne ofiary Weinstaina, jednak to nie ich liczba zbulwersowała dziennikarza – najbardziej szokujące było to, jak wielu ludzi od lat wiedziało o całym procederze i uczestniczyło w jego tuszowaniu lub tolerowało go w milczeniu.

Wkrótce okazało się, że wpływy Weinstaina sięgają daleko poza granice jego filmowego imperium. Telewizja NBC, dla której pracował Farrow, zaczęła rzucać mu kłody pod nogi, a w końcu nakazała przerwanie prac nad reportażem. Dziennikarz i świadkowie, którzy zdecydowali się z nim rozmawiać, byli zastraszani przez prawników producenta i inwigilowani przez zatrudnionych przez niego detektywów oraz agencje szpiegowskie. A kiedy wreszcie reportaż ujrzał światło dzienne, wyszło na jaw, że sprawa Weinsteina to tylko wierzchołek góry lodowej – podobnych do niego było więcej, a sieć powiązań między światem polityki, biznesu i mediów przez lata zapewniała im bezkarność.

Za ujawnienie sprawy Weinsteina Ronan Farrow wspólnie z redakcjami „New Yorkera” i „New York Timesa” otrzymał w 2018 roku Nagrodę Pulitzera.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 505

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




SERIA AMERYKAŃSKA

Geert Mak Śladami Steinbecka. W poszukiwaniu Ameryki

Johnny Cash Cash. Autobiografia

William S. Burroughs Jack Kerouac A hipopotamy żywcem się ugotowały

S. C. Gwynne Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów

David Ritz Respect. Życie Arethy Franklin

Alysia Abbott Tęczowe San Francisco. Wspomnienia o moim ojcu

Jon Krakauer Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija

Kim Gordon Dziewczyna z zespołu

Dennis Covington Zbawienie na Sand Mountain. Nabożeństwa z wężami w południowych Appalachach

Scott Carney Śmierć na Diamentowej Górze. Amerykańska droga do oświecenia

Hampton Sides Krew i burza. Historia z Dzikiego Zachodu

James Grissom Szaleństwa Boga. Tennessee Williams i kobiety z mgły

Patti Smith Pociąg linii M

Billie Holiday William Dufty Lady Day śpiewa bluesa

Dan Baum Dziewięć twarzy Nowego Orleanu

Jill Leovy Wszyscy wiedzą. O zabójstwach czarnych w Ameryce

Brendan I. Koerner Niebo jest nasze. Miłość i terror w złotym wieku piractwa powietrznego

Hampton Sides Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę

Paul Theroux Głębokie Południe. Cztery pory roku na głuchej prowincji

S. C. Gwynne Wrzask rebeliantów. Historia geniusza wojny secesyjnej

Jon Krakauer Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim

James McBride Załatw publikę i spadaj. W poszukiwaniu Jamesa Browna, amerykańskiej duszy i muzyki soul

Dan Baum Wolność i spluwa. Podróż przez uzbrojoną Amerykę

Legs McNeil Gillian McCain Please kill me. Punkowa historia punka

David McCullough Bracia Wright

Lawrence Wright Wyniosłe wieże. Al-Kaida i atak na Amerykę

Linda Polman Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci

Jan Błaszczak The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side

Charlie LeDuff Detroit. Sekcja zwłok Ameryki (wyd. 3)

Charlie LeDuff Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje

Tom Clavin Bob Drury Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów (wyd. 2)

Andrew Smith Księżycowy pył. W poszukiwaniu ludzi, którzy spadli na Ziemię

Nikki Meredith Ludzkie potwory. Kobiety Mansona i banalność zła

Nick Bilton Król darknetu. Polowanie na genialnego cyberprzestępcę

Patti Smith Rok Małpy

Magda Działoszyńska-Kossow San Francisco. Dziki brzeg wolności

David Treuer Witajcie w rezerwacie. Indianin w podróży przez ziemie amerykańskich plemion

Sam Quinones Dreamland. Opiatowa epidemia w USA (wyd. 2)

RONAN FARROW

ZŁAP I UKRĘĆ ŁEB

Szpiedzy, kłamstwa i zmowa milczenia wokół gwałcicieli

Przełożyli Anna Dzierzgowska, Sławomir Królak

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Tytuł oryginału angielskiego Catch and Kill. Lies, Spies and a Conspiracy to Protect Predators

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Stephanie Keith / Getty Images

Copyright © 2019 by Ronan Farrow

All rights reserved

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Czarne, 2020

Copyright © for the Polish translation by Anna Dzierzgowska i Sławomir Królak, 2020

Opieka redakcyjna Tomasz Zając

Redakcja Ewa Polańska

Korekta Gabriela Niemiec, Jadwiga Makowiec

Skład Robert Oleś / d2d.pl

ISBN 978-83-8191-099-6

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

Dla Jonathana

​Od autora

Książka Złap i ukręć łeb to efekt dwóch lat reporterskiej pracy. Powstała na podstawie wywiadów z ponad dwustoma informatorami, a także lektur setek stron umów, maili i SMS-ów oraz dziesiątek godzin nagrań. Fakty podlegały weryfikacji wedle standardów stosowanych w przypadku publikowanych w „New Yorkerze” reportaży, na których niniejsza książka jest oparta.

Wszystkie zawarte tu dialogi pochodzą bezpośrednio z relacji i nagrań. Ponieważ jest to opowieść o inwigilacji, osoby trzecie często były świadkami rozmów lub potajemnie je nagrywały, a ja w niektórych przypadkach zdołałem uzyskać od nich zeznania i zapisy. Kiedy sam nagrywałem, przestrzegałem norm prawnych i etycznych.

Większość osób, które na tych stronach pojawiają się jako źródła informacji, zgodziła się, bym podał ich imiona i nazwiska. Niektóre z nich jednak nadal nie mogą tego zrobić w obawie przed konsekwencjami prawnymi lub w związku z zagrożeniem, jakie stanowiłoby to dla ich fizycznego bezpieczeństwa. W takich przypadkach informatorom i informatorkom nadałem w książce pseudonimy, takie same, jakich używałem w stosunku do nich w trakcie zbierania materiałów. Przed publikacją skontaktowałem się ze wszystkimi kluczowymi postaciami pojawiającymi się na stronach Złap i ukręć łeb i zaoferowałem im możliwość ustosunkowania się do stawianych im zarzutów. Jeśli zgadzały się zabrać głos, narracja odzwierciedla ich odpowiedzi. Jeśli nie, w dobrej wierze podjęto starania, aby w tekście uwzględnić istniejące oświadczenia publiczne.

W przypadku źródeł pisanych, cytowanych w niniejszej książce, zachowano ich oryginalny język, w tym błędy ortograficzne i inne. Wydarzenia opisane w Złap i ukręć łeb rozgrywają się między końcem 2016 a początkiem 2019 roku. Publikacja zawiera opisy przemocy seksualnej, które dla części czytelniczek i czytelników mogą być stresujące lub raniące.

​Prolog

Dwaj mężczyźni zasiedli w kącie w Nargis Cafe, uzbecko-rosyjskiej restauracji w Sheepshead Bay na Brooklynie. Był zimny dzień pod koniec 2016 roku. Wnętrze udekorowano najróżniejszymi cackami, przedmiotami wyrabianymi na stepach, talerzami, na których przedstawiono sceny z wiejskiego życia – babuszki w chustach, pasterzy z owcami.

Jeden z mężczyzn był Rosjaninem, drugi Ukraińcem, ta różnica nie miała jednak większego znaczenia – obydwaj byli dziećmi byłego Związku Radzieckiego. Na oko obydwaj mieli po trzydzieści parę lat. Rosjanin Roman Khaykin był niski, chudy i łysy, miał zadziorny zadarty nos i ciemne oczy. Poza tym wszystko w nim było blade: ledwie zaznaczone brwi, bezkrwista twarz, łysa błyszcząca czaszka. Pochodził z Kisłowodzka, miasta, którego nazwa znaczy „kwaśne wody”. Obrzucał całe pomieszczenie szybkimi spojrzeniami, z jego oczu nie znikała podejrzliwość.

Igor Ostrovskiy, Ukrainiec, był wyższy i grubawy. Miał kręcone włosy, które jeśli nie ścinał ich regularnie, stawały się niesforne. Wraz z rodziną uciekł do Stanów w latach dziewięćdziesiątych. Podobnie jak Khaykin, zawsze rozglądał się uważnie. Był też ciekawski, nawet wścibski. Jeszcze w liceum, kiedy zaczął podejrzewać, że kilka osób z jego klasy sprzedaje numery skradzionych kart kredytowych, zbadał sprawę, znalazł dowody, po czym pomógł policji położyć kres tym operacjom.

Khaykin i Ostrovskiy rozmawiali po angielsku, z silnym wschodnioeuropejskim akcentem, obydwaj też okraszali rozmowę licznymi rosyjskimi idiomami. „Krasawczik!” – rzucił Khaykin (co dosłownie znaczy „przystojny”, ale w praktyce służy do chwalenia talentu czy dobrze wykonanej pracy). Obaj pracowali w branży inwigilacji i podstępów. Kiedy w 2011 roku Ostrovskiy chciał się zatrudnić jako prywatny detektyw, wpisał w Google hasło „rosyjscy prywatni detektywi”, po czym wysłał maila bezpośrednio do Khaykina z pytaniem, czy miałby dla niego zajęcie. Khaykin, któremu spodobała się taka hucpa, zaczął zatrudniać Ostrovskiego do inwigilacji. Później jednak posprzeczali się o metody stosowane przez Khaykina i rozdzielili.

Kiedy pojawiły się talerze z kebabem, Khaykin opowiadał, co nowego udało mu się osiągnąć od czasu, kiedy pracowali razem. Miał nowego zagadkowego klienta, przedsiębiorstwo, którego nazwy nie mógł wymienić, a które wykorzystywało go jako podwykonawcę. Zajmował się poważnymi interesami.

„Babrzę się w naprawdę fajnym gównie – powiedział. – Sporo ciemnych spraw”.

Używał też nowych metod. Zyskał dostęp do wyciągów bankowych i nieautoryzowanych raportów kredytowych. Miał sposoby na uzyskanie danych geolokalizacyjnych telefonu, co pozwalało śledzić niczego niepodejrzewające cele. Opisał, ile kosztuje przechwycenie telefonu: kilka tysięcy dolarów za zwykłe podejście do problemu, z tańszymi opcjami w przypadku łatwowiernych celów i droższymi w przypadku tych śledzonych osób, które okazały się nieuchwytne. Opowiedział, że już z powodzeniem zastosował tę taktykę, kiedy jeden z członków pewnej rodziny zatrudnił go, by znalazł innego.

Ostrovskiy doszedł do wniosku, że Khaykin chrzani. Ale potrzebował pracy. A Khaykin, jak się okazało, szukał ludzi dla swojego tajemniczego nowego patrona.

Zanim się rozdzielili, Ostrovskiy jeszcze raz zgłosił wątpliwość w sprawie namierzania telefonów.

„Czy to jest legalne?” – spytał.

„Ekhm…” – odpowiedział Khaykin.

Z boku, z wykafelkowanej ściany, patrzyło na nich zawieszone na sznurku błękitno-białe oko ochronnego amuletu.

CZĘŚĆ IZatruta dolina

1Taśma

– Jak to nie pójdzie jutro? – Moje słowa popłynęły nad opustoszałym newsroomem na trzecim piętrze 30 Rockefeller Plaza, w budynku Comcastu, tym samym, który wcześniej był budynkiem GE, a jeszcze wcześniej RCA. Na drugim końcu linii głos Richa McHugh, mojego producenta w NBC News, próbował przebić się przez coś, co brzmiało jak bombardowanie Drezna, a w rzeczywistości było naturalnymi odgłosami domu, w którym mieszkają dwie pary bliźniąt.

– Właśnie zadzwonili, że… Nie, Izzy, musisz się podzielić… Jackie, nie gryź jej, proszę… Tatuś rozmawia przez telefon.

– Ale to najmocniejszy materiał w całej serii – powiedziałem. – Może nie najlepsze nagranie, ale najlepsza historia.

– Powiedzieli, że mamy przesunąć. To fakakt – oświadczył McHugh, opuszczając ostatnią literę (miał nawyk wtrącania słów w jidysz, co z reguły nie wychodziło mu za dobrze).

Nadanie jednego po drugim całej serii materiałów takich jak ten, zawierających wyniki dochodzeń, wymagało od McHugh i ode mnie podjęcia kolejnych ściśle określonych działań. Każda historia oznaczała długie, męczące dni spędzone w montażowni. Zmiana terminu emisji choćby jednej była poważną sprawą.

– Przesunąć na kiedy? – spytałem.

Na drugim końcu linii rozległ się stłumiony trzask, po którym nastąpiło kilka wybuchów śmiechu.

– Oddzwonię – powiedział McHugh.

McHugh był weteranem telewizji, pracował już dla Fox, MSNBC, a także, przez prawie dziesięć lat, dla Good Morning America. Miał beczkowatą klatkę piersiową, rude włosy, czerwoną cerę i uwielbiał kraciaste robocze koszule. Obdarzony umiejętnością wyrażania się lakonicznie i wprost, bez trudu przebijał się przez pasywno-agresywną paplaninę korporacyjnej biurokracji.

– Wygląda jak farmer – powiedział mi rok wcześniej szef działu śledczego, który kazał nam razem pracować. – I w sumie też mówi jak farmer. Nie pasujecie do siebie kompletnie.

– To skąd ten przydział? – spytałem.

– Będzie wam razem dobrze – odpowiedział, wzruszając ramionami.

McHugh wydawał się sceptyczny. Nie byłem miłośnikiem opowiadania o swojej rodzinie, ale większość ludzi i tak sporo o mnie wiedziała: moja matka Mia Farrow była aktorką, mój ojciec Woody Allen – reżyserem. Całe moje dzieciństwo obsmarowano w tabloidach, odkąd moja siedmioletnia siostra Dylan oskarżyła Allena o molestowanie, a on mniej więcej w tym samym czasie zaczął uprawiać seks z inną moją siostrą, Soon-Yi, z którą się później ożenił. Na pierwsze strony trafiłem ponownie, kiedy w nietypowo młodym wieku poszedłem do college’u i kiedy pojechałem do Afganistanu i Pakistanu jako młodszy urzędnik Departamentu Stanu. W 2013 roku podpisałem pięcioletni kontrakt z NBCUniversal – przez pierwszy rok miałem prowadzić program na kanale informacyjnym MSNBC, w paśmie w środku dnia. Marzyłem o tym, że będzie poważny i oparty na faktach, a pod koniec byłem dumny z tego, że choć pora była mało obiecująca, udało mi się wyemitować materiały ze śledztw dziennikarskich. Program zebrał parę kiepskich recenzji na początku, parę dobrych, kiedy się kończył, i miał niewielu widzów w trakcie. Zdjęcie go z anteny przeszło niemal niezauważone; jeszcze kilka lat później znajomi na imprezach powtarzali, że bardzo lubią mój program i oglądają go codziennie. „Jak miło, że mi to mówisz” – odpowiadałem zwykle.

Przeszedłem do sieci, żeby pracować jako korespondent śledczy. Z punktu widzenia McHugh byłem młodym przeciętniakiem ze sławnym nazwiskiem, szukającym jakiegokolwiek punktu zaczepienia, ponieważ mój kontrakt z telewizją był dłuższy niż mój program. Mógłbym powiedzieć, że sceptycyzm był obopólny, ale prawda jest taka, że chciałem, żeby wszyscy mnie lubili.

Praca z producentem podczas wyjazdów oznaczała, że spędzaliśmy razem dużo czasu w samolotach i wynajętych autach. Podczas naszych kilku pierwszych wyjazdów zdjęciowych, gdy za oknem samochodu przelatywały barierki na autostradzie, zapadała między nami cisza, którą starałem się niekiedy zapełnić mówieniem o sobie, zwykle uzyskując w odpowiedzi tylko sporadyczny pomruk.

Nasza współpraca zaczęła jednak owocować mocnymi historiami nadawanymi później w mojej serii dochodzeniowej w Today oraz w Nightly News, a wraz z tym powoli zaczął się rodzić wzajemny szacunek. McHugh był równie dobry w tym, co robił, jak wszyscy, których spotykałem w biznesie informacyjnym, a także był surowym redaktorem scenariuszy. No i obaj kochaliśmy mocne historie.

Po jego telefonie wpatrywałem się w nagłówki stacyjne na jednym z redakcyjnych ekranów, po czym napisałem SMS-a: „Boją się przestępstw seksualnych?”. Materiał, o którego przesunięcie nas poproszono, dotyczył uczelni partaczących dochodzenia w sprawie napaści seksualnych na kampusach. Rozmawialiśmy zarówno z ofiarami, jak i z oskarżonymi, nasze rozmówczynie i rozmówcy czasem płakali, niekiedy trzeba było zaciemniać ich twarze. Był to reportaż tego rodzaju, że gdyby został zgodnie z planem wyemitowany o ósmej rano, Matt Lauer musiałby zmarszczyć brwi, wyrazić szczere zaniepokojenie i dopiero potem płynnie przejść do kolejnego pasma o tym, jak gwiazdy dbają o cerę.

McHugh odpisał: „Tak. Tylko Trump, potem napaść seksualna”.

Była sobota rano, początek października 2016 roku. Dzień wcześniej, w piątek, w „Washington Post” ukazał się artykuł zatytułowany rozważnie Trump Recorded Having Extremely Lewd Conversation About Women in 2005 [Nagranie skrajnie wulgarnych rozmów Trumpa o kobietach w 2005]1. Artykułowi towarzyszył filmik w rodzaju tych, o których mówi się: „nie oglądaj w pracy”. W rozmowie, zarejestrowanej przy okazji kręcenia programu o celebrytach Access Hollywood, Trump peroruje na temat łapania kobiet „za cipki”. „Próbowałem ją wydymać, chociaż była mężatką – powiedział. – Dziś ma wielkie sztuczne cycki i wszystko inne”2.

Rozmówcą Trumpa był Billy Bush, gospodarz Access Hollywood. Bush to niski mężczyzna ze świetną fryzurą. Możesz posadzić go obok dowolnej gwiazdy, a efektem będzie seria niewartych zapamiętania, ale od czasu do czasu niepokojących żarcików prosto z czerwonego dywanu. „Jak to jest mieć taki tyłek?” – spytał kiedyś Jennifer Lopez, a gdy ona, najwyraźniej zakłopotana, powiedziała: „Żartujesz sobie? Nie pytasz na serio?”, odpowiedział błyskotliwie: „Owszem, serio”3.

Kiedy więc Trump opisywał swoje wyczyny, Bush piszczał i parskał z aprobatą. „Tak jest! Donald zaliczył!”

Access Hollywood należał do NBCUniversal. Po piątkowym artykule w „Washington Post” platformy NBC rzuciły się do nadawania własnych wersji. Access, wypuszczając swoje taśmy, wyciął kilka najpikantniejszych uwag Busha. Część krytyków zaczęła pytać, czy szefowie NBC wiedzieli o istnieniu taśm i czy świadomie je ukryli4. Wyciekały różne zeznania, różnie przedstawiające kolejność wydarzeń5. W „wyjaśniających” rozmowach telefonicznych z dziennikarzami niektórzy szefowie NBC twierdzili, że materiał po prostu nie był jeszcze gotowy i wymagał dodatkowej oceny prawnej (po jednym z takich telefonów dziennikarz „Washington Post” zauważył cierpko: „Kierownik nie wiedział nic o żadnych konkretnych kwestiach prawnych związanych z wyemitowaniem zrobionego jedenaście lat wcześniej nagrania z obecnym kandydatem na prezydenta, który najwyraźniej wiedział, że jest nagrywany”6). Dwie prawniczki NBC, Kim Harris i Susan Weiner, oceniły nagranie i zatwierdziły jego emisję, NBC jednak się zawahała i straciła jeden z najważniejszych materiałów wyborczych w tym pokoleniu.

Był jeszcze jeden problem: Today właśnie kupiło Billy’ego Busha do swojego zespołu prezenterów. Niespełna dwa miesiące wcześniej wyemitowano filmik Got to Know Billy [Poznaj Billy’ego], uzupełniony zdjęciami, na których Bush poddaje się na antenie depilacji owłosienia na klatce piersiowej7.

Wraz z McHugh przygotowywaliśmy i weryfikowaliśmy pod względem prawnym naszą serię od tygodni. Problem pojawił się, kiedy tylko zacząłem promować ją w mediach społecznościowych. „Zobaczcie, jak #BillyBush przeprasza, zobaczcie, jak #RonanFarrow wyjaśnia, że trzeba przeprosić” – skomentował jeden z widzów na Twitterze.

„No jasne, że przenieśli nam napaści seksualne – napisałem w SMS-ie do McHugh godzinę później. – Billy Bush będzie pewnie przepraszać za gadki o łapaniu za cipkę mniej więcej w naszym czasie antenowym”.

Billy Bush nie przeprosił. Kiedy następnego dnia czekałem w skrzydle Studia 1A, przeglądając scenariusz, Savannah Guthrie oznajmiła: „Aż do czasu dalszego zbadania sprawy NBC zawiesiła Billy’ego Busha, gospodarza trzeciej godziny Today, z uwagi na rolę, jaką odegrał w rozmowie z Donaldem Trumpem”8. A potem nastąpiły przeskok do gotowania, jeszcze więcej sztucznego śmiechu i mój materiał o nadużywaniu adderallu na kampusach, który zastąpił ten o napaściach na tle seksualnym.

Kilka lat przed ukazaniem się taśmy z Access Hollywood ponownie pojawiły się oskarżenia o napaści na tle seksualnym skierowane pod adresem Billa Cosby’ego. W lipcu 2016 roku Gretchen Carlson, była komentatorka Fox News, wniosła oskarżenie o molestowanie przeciw szefowi sieci Rogerowi Ailesowi9. Wkrótce po wyemitowaniu nagrania rozmowy Busha z Trumpem w przynajmniej piętnastu miastach kobiety zorganizowały protesty i marsze przed budynkami Trumpa, skandując emancypacyjne hasła i używając wizerunków odwołujących się do odzyskanej w ten sposób „cipki” jako znaku rozpoznawczego: pussy cats, wyjące lub wygięte w łuk koty, z hasłem Pussy grabs back [Cipka kontratakuje]10. Cztery kobiety publicznie oświadczyły, że Trump obmacywał je lub całował bez ich zgody, tak jak miał w zwyczaju, wedle tego, co mówił Billy’emu Bushowi. Szefowie kampanii Trumpa uznali, że zmyślają. Hashtag, upowszechniony przez komentatorkę Liz Plank, wyjaśniał, dlaczego #WomenDontReport (kobiety nie zgłaszają)11: „Adwokatka od spraw kryminalnych powiedziała, że ponieważ w filmie miałam scenę seksu, nigdy nie wygram z szefem studia – napisała na Twitterze aktorka Rose McGowan. – Ponieważ w Hollywood/mediach to tajemnica poliszynela, mnie potępiali, a mojemu gwałcicielowi schlebiali – dodała. – Czas na trochę cholernej szczerości w tym świecie”12.

2Ugryzienie

Od chwili założenia pierwszych studiów filmowych niewielu producentów było tak dominujących, czy wręcz despotycznych, jak ten, o którym wspomniała McGowan. Harvey Weinstein, współzałożyciel Miramaxa oraz Weinstein Company, przyczynił się do stworzenia nowego modelu produkcji i dystrybucji filmów niezależnych, dzięki któremu mogły pojawić się takie tytuły jak Seks, kłamstwa i kasety wideo, Pulp Fiction czy Zakochany Szekspir13. Jego filmy zdobyły ponad trzysta nominacji do Oscarów, a podczas dorocznych ceremonii wręczania nagród dziękowano mu częściej niż niemal wszystkim innym postaciom w historii kina: zajmował pozycję tuż za Stevenem Spielbergiem i kilka miejsc przed Bogiem14. Niekiedy wydawało się zresztą, że różnica jest nieznaczna: pewnego razu Meryl Streep żartobliwie określiła Weinsteina jako Boga.

Weinstein mierzył ponad metr osiemdziesiąt i był potężnie zbudowany. Miał lekko wykrzywioną twarz, małe oczy, jedno zazwyczaj zmrużone. Zwykł ubierać się w zbyt obszerne koszulki i opadające jeansy, przez co wydawał się jeszcze większy. Weinstein, syn szlifierza diamentów, wychował się w Queens. Jako nastolatek wraz z młodszym bratem zawędrował do kina studyjnego. Wybrali 400 batów, licząc na „film o seksie”15. Tak oto Harvey Weinstein natknął się na François Truffauta i w ten sposób rozkwitła jego miłość do ambitnego kina. Zapisał się na Uniwersytet Stanowy Nowego Jorku w Bufallo po części z uwagi na liczne w tym mieście kina. Kiedy miał osiemnaście lat, razem z przyjacielem Corkym Burgerem publikowali felietony w studenckiej gazecie „Spectrum”, wprowadzając postać „Denny’ego Hustlera”, który zastraszał kobiety, by wymusić na nich posłuszeństwo. „»Denny Hustler« nie przyjmuje odmowy – pisali w jednym z felietonów. – Jego podejście opiera się na psychologii dowodzenia, czy też, mówiąc w kategoriach laickich, na »Spójrz, kotku, jestem pewnie najprzystojniejszym i najbardziej podniecającym osobnikiem, jakiego kiedykolwiek możesz chcieć poznać – a jeśli nie zgodzisz się ze mną zatańczyć, prawdopodobnie rozbiję ci tę butelkę Schmidta na głowie«”16.

Weinstein rzucił college, żeby razem ze swoim bratem Bobem i z Burgerem założyć własną firmę. Początkowo działali pod szyldem Harvey and Corky Productions i specjalizowali się w promocji koncertów. Równocześnie Harvey Weinstein nabył kino w Buffalo, aby wyświetlać tam filmy zagraniczne i niezależne, swoją nową miłość. Później wraz z Bobem założyli Miramax, nazwany tak na cześć ich rodziców, Miriam i Maxa, i zaczęli kupować zagraniczne filmy krótkometrażowe. Weinstein odnalazł w sobie smykałkę do zamieniania kolejnych filmów w wydarzenia. Zaczęli też otrzymywać nagrody, na przykład niespodziewaną Złotą Palmę w Cannes za Seks, kłamstwa i kasety wideo. Na początku lat dziewięćdziesiątych Miramax został kupiony przez Disneya. Kolejne dziesięć lat Weinstein spędził w roli kury znoszącej jedno złote jajo za drugim. Po czym na początku pierwszej dekady XXI wieku, kiedy stosunki z Disneyem pogorszyły się, bracia założyli nowe przedsiębiorstwo, Weinstein Company, i szybko zebrali fundusze rzędu setek milionów dolarów17. Dni wielkiej chwały Harveya Weinsteina nie powróciły w pełni, udało mu się jednak zdobyć, jeden po drugim, dwa Oscary za najlepszy film – za Jak zostać królem w 2010 i za Artystę w 2011 roku. Pnąc się w górę, ożenił się ze swoją asystentką, rozwiódł się, a następnie poślubił ambitną aktorkę, którą zaczął obsadzać w niewielkich rolach.

Słynął z brutalnego, nawet tyrańskiego sposobu prowadzenia interesów. Zachowywał pozory, a jednocześnie potrafił szybko przejść do zastraszania, rozdymając się momentalnie jak kolcobrzuch. Przysuwał się do rywali lub podwładnych, stając z nimi nos w nos, z zaczerwienioną twarzą. „Pewnego dnia siedziałam przy biurku i wydawało mi się, że nastąpiło trzęsienie ziemi – powiedziała dziennikarzowi Donna Gigliotti, która wraz z Weinsteinem otrzymała Oscara za produkcję Zakochanego Szekspira. – Ściana zadrżała. Wstałam. Dowiedziałam się, że [Weinstein] właśnie rzucił marmurową popielniczką w ścianę”18.

Były też opowieści, powtarzane najczęściej szeptem, mroczne opowieści o różnych rodzajach przemocy wobec kobiet i o staraniach podejmowanych, by zamknąć ofiarom usta. Co kilka lat jakiś dziennikarz, zaalarmowany plotkami, zaczynał węszyć, sprawdzając, czy ten dym może oznaczać ogień.

Jeśli chodzi o Weinsteina, w miesiącach poprzedzających wybory prezydenckie w 2016 roku zajmował się jak zwykle swoimi sprawami. Przyszedł na przyjęcie koktajlowe Williama J. Brattona, byłego komisarza nowojorskiej policji19. Pojawił się w towarzystwie Jaya-Z, śmiał się razem z nim, po czym ogłosił zawarcie z raperem umowy na film i program telewizyjny20. Zajmował się także pogłębianiem swoich pielęgnowanych od dłuższego czasu więzi z politykami Partii Demokratycznej, dla których od dawna był jedną z najważniejszych osób pomagających zbierać fundusze.

Przez cały rok należał do trustu mózgów zebranego wokół Hillary Clinton. „Zapewne powtarzam tylko to, co już i tak wiecie, ale trzeba to wyciszyć” – napisał w mailu do ludzi ze sztabu Clinton, dotyczącym komunikatów wysyłanych w ramach konkurencyjnej kampanii Berniego Sandersa do latynoskich i afroamerykańskich wyborców. „W tym artykule znajdziecie wszystko, o czym z wami wczoraj rozmawiałem” – pisał w innej wiadomości, przesyłając krytyczny wobec Sandersa felieton i kładąc nacisk na konieczność poprowadzenia kampanii negatywnej. „Zamierzam pójść w coś twórczego. Biorę twój pomysł w ciemno” – odpowiedział menedżer kampanii Clinton21. Do końca roku Weinstein zebrał na rzecz Clinton setki tysięcy dolarów22.

W październiku, kilka dni po tweetach McGowan, Weinstein znajdował się w St. James Theatre w Nowym Jorku na wystawnej imprezie fundraisingowej, którą współorganizował dla Clinton i dzięki której udało się sypnąć kolejne dwa miliony dolarów do jej kampanijnej skarbonki. Sara Bareilles, wokalistka i kompozytorka, siedziała skąpana w fioletowym świetle, śpiewając: „to długie milczenie ci nie pomoże / niech twoje słowa nie będą już puste / czemu nie powiesz prawdy?” – co brzmi aż nazbyt doskonale, żeby mogło być prawdziwe, ale tak właśnie było23.

Wpływy Weinsteina zmniejszyły się nieco w ciągu ostatnich kilku lat, wciąż jednak jeszcze były wystarczające, by zachować publiczne uznanie elit. Kiedy owej jesieni rozpoczął się kolejny sezon nagród, Stephen Galloway, krytyk filmowy piszący dla „Hollywood Reporter”, opublikował artykuł Harvey Weinstein, The Comeback Kid [Harvey Weinstein, chłopak nie do zdarcia] z nagłówkiem „Jest wiele powodów, żeby mu kibicować, zwłaszcza teraz”24.

Mniej więcej w tym samym czasie Harvey Weinstein wysłał maila do swoich prawników, w tym do Davida Boiesa, wysokiej klasy adwokata, który w 2000 roku reprezentował Ala Gore’a w czasie sporu na temat wyborów prezydenckich i przed Sądem Najwyższym bronił równości małżeńskiej25. Boies od lat reprezentował Weinsteina. W tym czasie zbliżał się do osiemdziesiątki, był wciąż zadbany, a zmarszczki na jego twarzy sprawiały, że wydawał się łagodny i przyjazny. „Ludzie z izraelskiego Black Cube skontaktowali się ze mną przez Ehuda Baraka – napisał Weinstein. – Są strategami i twierdzą, że twoja firma już z nich korzystała. Napisz do mnie, jak będziesz miał okazję”26.

Barak, były premier Izraela, był szefem sztabu generalnego izraelskiej armii. Black Cube, firma, którą zarekomendował Weinsteinowi, prowadzona była w znacznej mierze przez byłych członków Mossadu i innych izraelskich agencji wywiadowczych. Miała oddziały w Tel Awiwie, Londynie i Paryżu i w swoich materiałach reklamowała się tym, że oferuje klientom umiejętności agentów „wysoce doświadczonych i wyszkolonych w elitarnych jednostkach wojskowych i rządowych wywiadu Izraela”27.

Jeszcze w tym samym miesiącu firma Boiesa podpisała z Black Cube poufny kontrakt, a koledzy Boiesa przesłali sto tysięcy dolarów przeznaczonych na początkowy okres prac. W dokumentach związanych z tym zleceniem często ukrywano tożsamość Weinsteina. Mówi się o nim per „końcowy klient” albo „Pan X”. Wymienianie Weinsteina z imienia i nazwiska, jak napisał agent Black Cube, „wprawi go w niepomierną wściekłość”.

Wyglądało na to, że Weinstein jest podniecony tą pracą. Podczas spotkania pod koniec listopada naciskał na Black Cube, żeby nie przerywali. Przesłano jeszcze więcej pieniędzy, agencja wdrożyła agresywne działania operacyjne, określane jako „Faza 2A” i „Faza 2B”.

Wkrótce potem reporter Ben Wallace odebrał telefon z nieznanego numeru, z kierunkowym Wielkiej Brytanii. Wallace zbliżał się do pięćdziesiątki, nosił profesorskie okulary w cienkich oprawkach. Kilka lat wcześniej opublikował Billionaire’s Vinegar [Ocet milionera], historię najdroższej na świecie butelki wina. Ostatnimi czasy pisywał do magazynu „New York”, przy czym kilka poprzednich tygodni spędził na rozmowach z różnymi osobami o plotkach krążących wokół Weinsteina.

„Może pan nazywać mnie Anną. – Usłyszał w telefonie głos mówiący z delikatnym europejskim akcentem. Po ukończeniu college’u Wallace mieszkał przez kilka lat w Czechach i na Węgrzech. Miał ucho do akcentów, tego konkretnego nie potrafił jednak umiejscowić. Domyślał się, że rozmówczyni mogła być Niemką. – Dostałam pana telefon od przyjaciela – mówiła dalej kobieta i wyjaśniła, że wie, że Wallace pracuje właśnie nad materiałem o przemyśle rozrywkowym. On zaczął się zastanawiać, kto z jego znajomych mógł przedstawić go w ten sposób. Niewiele osób wiedziało, że ma taki przydział. – Mam coś, co może się okazać dla pana ważne” – mówiła dalej kobieta. Kiedy Wallace zaczął się domagać informacji, zawahała się. Powiedziała, że informacje dotyczą drażliwych kwestii i że musi się z nim spotkać. Wallace przez chwilę się wahał. Później pomyślał: „Co mam do stracenia?”. Szukał jakiegoś mocnego akcentu do swojego tekstu. Może ona mogłaby mu czegoś dostarczyć.

Rankiem w następny poniedziałek Wallace siedział w kawiarni w SoHo, starając się rozszyfrować tajemniczą kobietę. Na oko była nieco po trzydziestce, miała długie blond włosy, ciemne oczy, wysokie kości policzkowe i rzymski nos. Nosiła converse’y, a do tego złotą biżuterię. „Anna” oświadczyła, że nie czuje się jeszcze dość pewnie, by podać swoje prawdziwe imię. Była wystraszona, długo zmagała się ze sobą, zanim postanowiła się ujawnić. Wallace już wcześniej, kontaktując się z innymi źródłami, dostrzegł ten problem. Powiedział jej, że nie musi się śpieszyć.

Na następne spotkanie wkrótce potem wybrała bar hotelowy w tej samej okolicy. Kiedy Wallace się zjawił, uśmiechnęła się do niego zachęcająco, nawet uwodzicielsko. Zamówiła już kieliszek wina. „Nie ugryzę cię – zaczęła, poklepując siedzenie obok siebie. – Chodź, usiądź przy mnie”. Wallace powiedział, że jest zaziębiony, i zamówił herbatę. Dodał, że jeśli mają razem pracować, musi dowiedzieć się czegoś więcej. W tym momencie Anna się załamała, a jej twarz wykrzywił wyraz udręki. Gdy zaczęła opisywać swoje kontakty z Weinsteinem, wydawało się, że powstrzymuje łzy. To, że miała za sobą jakieś doświadczenia, intymne, a zarazem wytrącające z równowagi, było oczywiste, ale jeśli chodzi o detale, mówiła wymijająco. Chciała dowiedzieć się więcej, zanim miałaby odpowiedzieć na wszystkie pytania Wallace’a. Spytała, co go zmotywowało do podjęcia tego konkretnego tematu i jakiego rodzaju wpływ chciałby wywrzeć. Gdy odpowiedział, Anna pochyliła się, demonstracyjnie wyciągając w jego stronę nadgarstek.

Dla Wallace’a praca nad tym tematem stała się dziwnym, pełnym napięcia doświadczeniem. Miał do czynienia z pewnym poziomem szumu, z żywym zainteresowaniem z zewnątrz, do czego nie był przyzwyczajony. Odzywali się do niego nawet inni dziennikarze: Seth Freedman, Anglik pisujący do „Guardiana”, skontaktował się z nim, sugerując, że słyszał plotki o tym, nad czym Wallace pracuje, i że chce pomóc.

3Brud

W pierwszym tygodniu listopada 2016 roku, tuż przed wyborami, Dylan Howard, redaktor naczelny „National Enquirera”, wydał członkom swojego personelu nietypowe polecenie. „Musimy wyciągnąć wszystko z sejfu – powiedział – a następnie znieść tam niszczarkę”. Howard pochodził z południowo-wschodniej Australii. Miał okrągłą twarz, otoczoną kępkami rudych włosów jak trolle zabawki, nosił okulary ze szkłami grubymi jak denka butelek coca-coli i długie krawaty. Tego dnia wyglądał na spanikowanego. Do „Enquirera” zadzwoniono właśnie z „Wall Street Journal”, prosząc o komentarz na temat informacji dotyczących Howarda i Davida Peckera, prezesa spółki matki „Enquirera” American Media Inc. Podobno AMI miało na żądanie Donalda Trumpa zgodzić się na poufne porozumienie i pójść tropem jego spraw nie po to, by cokolwiek opublikować, ale by sprawić, żeby temat zniknął28.

Pracownicy otworzyli sejf, wyciągnęli stertę dokumentów i próbowali zamknąć go ponownie. Później reporterzy opowiadali tę historię tak, jak gdyby chodziło o magazyn, w którym w Indiana Jonesie ukryto Arkę Przymierza, w rzeczywistości jednak w redakcji znajdował się po prostu mały, tani i stary sejf. Stał w gabinecie, który przez lata należał do doświadczonego naczelnego Barry’ego Levine’a. Trochę się zacinał.

Potrzeba było kilku prób oraz telekonferencji z najbliższymi członków zespołu, zanim udało się sejf porządnie zamknąć. Później tego samego dnia, jak powiedziała jedna z osób zatrudnionych w redakcji, serwis sprzątający zebrał i wyniósł zdecydowanie większą niż zwykle ilość śmieci. Wyciągnięte z ukrycia dokumenty związane z Trumpem, podobnie jak inne znajdujące się w posiadaniu „Enquirera”, zostały przemielone w niszczarce.

W czerwcu 2016 roku Howard sporządził listę brudów na temat Trumpa, zgromadzonych w archiwach AMI, które sięgały kilku dekad wstecz. Po wyborach prawnik Trumpa, Michael Cohen, zażądał wszystkich materiałów na temat nowego prezydenta będących w posiadaniu tabloidowego imperium. Rozpoczęła się wewnętrzna debata: część decydentów zdała sobie sprawę, że przekazanie tych dokumentów pozostawi problematyczny z punktu widzenia prawa ślad w papierach, i zaczęła się sprzeciwiać. Niemniej jednak Howard i kadra kierownicza zażyczyli sobie, żeby te materiały reporterskie, które jeszcze nie znalazły się w małym sejfie, wydobyć ze skrzyń w magazynach na Florydzie i wysłać do centrali AMI. W centrali papiery najpierw trafiły do małego sejfu, a później, gdy temperatura polityczna wokół związków czasopisma z prezydentem gwałtownie wzrosła, przeniesiono je do większego, znajdującego się w gabinecie szefa działu zasobów ludzkich Daniela Rotsteina (jedna z osób dobrze znających „Enquirera” z udawanym zaskoczeniem stwierdziła, że biuro HR spółki matki nie znajduje się jednak, o dziwo, w barze ze striptizem!). Dopiero później, gdy jeden ze sceptycznie nastawionych pracowników, zaniepokojony, zaczął rzecz sprawdzać, okazało się, że coś jest nie tak: lista brudów Trumpa nie zgadzała się z fizycznie dostępnymi teczkami. Część materiału zaginęła. Howard przysięgał kolegom, że nic nigdy nie zostało zniszczone – i do dziś podtrzymuje to twierdzenie.

Z jednej strony niszczenie dokumentów pasowało do nadużyć, które od lat stanowiły podstawę działań „Enquirera” i jego spółki macierzystej. „Zawsze działamy na granicy tego, co prawnie dozwolone – powiedział mi jeden z wyższych rangą pracowników AMI. – To naprawdę podniecające”. Do standardowych chwytów czasopisma należało potajemne zdobywanie dokumentacji medycznej29. „Enquirer” dbał o to, by mieć krety w większych szpitalach. Jeden z tych informatorów, który niezauważony wyniósł dokumentację medyczną Britney Spears, Farrah Fawcett i innych z UCLA Medical Center, ostatecznie przyznał się do stawianych mu zarzutów.

AMI rutynowo zajmowało się czymś, co kolejni pracownicy nazywali „szantażem” – wycofywaniem się z publikowania informacji mogących komuś przynieść poważne szkody w zamian za wskazówki lub materiały na wyłączność. Pracownicy szeptali też o jeszcze mroczniejszych aspektach działań AMI, obejmujących sieć podwykonawców, których niekiedy dla uniknięcia lustracji opłacano za pomocą bardzo kreatywnych metod przekazywania pieniędzy i którzy z kolei nieraz działali bardzo bezpośrednio i nachalnie.

Z drugiej strony jednak w biurach AMI w dzielnicy finansowej Manhattanu działo się coś zupełnie nowego. Pecker znał Donalda Trumpa od kilku dekad. Kiedy pewien reporter powiedział Peckerowi po wyborach, że krytykowanie Trumpa nie jest równoznaczne z krytykowaniem AMI, Pecker odparł: „Dla mnie jest. Ten facet jest moim osobistym przyjacielem”30. Przez lata obydwaj odnosili korzyści z sojuszu, jaki zawarli. Pecker, siwiejący były księgowy z Bronxu, z obfitym wąsem, zbliżył się dzięki temu do władzy i zyskał dostęp do licznych dodatkowych korzyści, jakie Trump mu zapewniał. „Pecker latał prywatnym samolotem Trumpa” – powiedziała Maxine Page, która z przerwami pracowała dla AMI w latach 2002–2012, w tym przez pewien czas jako redaktorka naczelna jednej ze stron internetowych. Także Howard cieszył się względami Trumpa. W przeddzień inauguracji nowego prezydenta w 2017 roku wysyłał pełne podniecenia teksty do przyjaciół i kolegów z pracy ze zdjęciami pokazującymi, że ma wstęp na uroczystości.

Dla Trumpa owoce tego związku miały jeszcze większe znaczenie. Inny były redaktor, Jerry George, szacował, że w okresie jego dwudziestoośmioletniej pracy dla „Enquirera” Pecker wyciszył prawdopodobnie dziesięć w pełni opracowanych reportersko historii na temat Trumpa i wyrażał sprzeciw wobec podejmowania wielu innych potencjalnych tropów31.

Kiedy Trump zaczął przygotowywać swój start w wyborach, sojusz najwyraźniej zmienił się i pogłębił. Nagle „Enquirer” formalnie poparł Trumpa i zarówno z niego, jak i z innych wydawnictw AMI zaczęły się wylewać pochlebcze nagłówki. „Nie zadzieraj z Donaldem Trumpem!” – oznajmiał jeden z numerów „Globe”. „Jak zwycięży Trump!” – dodawał „Enquirer”. Kiedy „Enquirer” wyliczał „pokrętne tajemnice kandydatów”, rewelacją brukowca na temat Trumpa było to, że „cieszy się on większą popularnością i większym poparciem, niż sam przyznaje!”32. W tym samym czasie normą stały się wrzeszczące z okładek nagłówki na temat rzekomych zdrad i podupadającego zdrowia Hillary Clinton. „UJAWNIONO POUFNĄ PSYCHIATRYCZNĄ DOKUMENTACJĘ »SOCJOPATKI« HILLARY CLINTON – ryczał »Enquirer« i dodawał: – HILLARY: SKORUMPOWANA! RASISTKA! KRYMINALISTKA!” Opatrzone wykrzyknikami nagłówki wyglądały jak tytuły tanich musicali. Ulubionym wątkiem pobocznym była nieuchronnie nadciągająca śmierć Clinton (która, wbrew prognozom brukowców, przez cały okres wyborów cudownym sposobem trzymała się nieźle, mimo że jakoby była bliska śmierci). Tuż przed tym, gdy wyborcy ruszyli do urn, Howard kazał kolegom zebrać dla Peckera cały stos okładek, które następnie Pecker sprezentował Trumpowi.

W czasie kampanii współpracownicy Trumpa, w tym Michael Cohen, dzwonili do Peckera i Howarda. Inny współpracownik kandydata na prezydenta Roger Stone podsunął brukowcowi całą serię artykułów dotyczących Teda Cruza, konkurenta Trumpa w republikańskich prawyborach, w której zawarto teorię spiskową, jakoby ojciec Cruza był powiązany z zamachem na JFK. Howard skontaktował się nawet z Alexem Jonesem, prezenterem radiowym, maniakiem, którego teorie spiskowe pomogły wzmocnić kandydaturę Trumpa, i w pewnym momencie sam wziął udział w programie Jonesa33. Niekiedy pracownikom AMI kazano nie tylko porzucać tropy, które mogłyby prowadzić do ujawnienia czegoś niepochlebnego na temat ulubionego kandydata czasopisma, ale też wyszukiwać informacje, aby następnie pogrzebać je na wieki w podziemiach firmy. „To pieprzony absurd – powiedział mi później jeden nich. – Całe przedsięwzięcie zaczęło przypominać »Prawdę«”.

Pakt z Trumpem nie był jedynym sojuszem, jaki Howard i Pecker podtrzymywali. W 2015 roku AMI zawarło umowę na produkcję z Harveyem Weinsteinem34. Formalnie umowa umożliwiała AMI – mimo spadających nakładów – przekształcenie strony internetowej Radar Online w program telewizyjny. Związek z Weinsteinem miał jednak jeszcze inny wymiar. Tego roku Howard i Weinstein zbliżyli się do siebie. Kiedy pewna modelka zgłosiła się na policję, twierdząc, że Weinstein ją obmacywał, Howard zakazał swoim pracownikom informować o tej sprawie – a później badał możliwość wykupienia praw do historii modelki w zamian za podpisanie przez nią umowy o zachowaniu poufności. Kiedy aktorka Ashley Judd oświadczyła, że molestował ją pewien szef studia, pośrednio, ale dość jasno wskazując na Weinsteina, reporterom AMI nakazano zbieranie materiałów o jej pobycie na odwyku, stawiających ją w złym świetle35. Jeden ze współpracowników Howarda zapamiętał, że kiedy wypłynęły oskarżenia McGowan, Howard powiedział: „Chcę brudów na temat tej suki”.

Pod koniec 2016 roku związek się pogłębił. W jednym z maili Howard z dumą przesyłał Weinsteinowi najnowsze dzieło pewnego podwykonawcy AMI – potajemnie uzyskane nagrania kobiety, którą ów podwykonawca namówił do wygłoszenia oświadczeń mogących zaszkodzić McGowan. „Mam coś NIESAMOWITEGO” – pisał Howard. Ta kobieta „miała naprawdę sporo na Rose”.

„To będzie dobry cios – odpisał Weinstein. – Zwłaszcza jeśli nie ma tam moich odcisków palców”.

„Nie ma – pisał Howard. – A rozmowa, mówiąc między nami, została NAGRANA”36. W innym mailu Howard przesłał listę dalszych kontaktów, które miały zostać potraktowane w podobny sposób. „Omówmy kolejny krok w każdym przypadku” – napisał.

„National Enquirer” był brukowcem ściekiem, do którego spływała ostatecznie większość najpaskudniejszych plotek w Ameryce. Historie, porzucone lub skutecznie pogrzebane z rozkazu wpływowych przyjaciół AMI, składano na wieczny spoczynek w archiwach „Enquirera”, w teczkach, które część pracowników nazywała „aktami śmierci”. W miarę pogłębiania współpracy z Weinsteinem Howard analizował to historyczne repozytorium. Pewnego dnia tamtej jesieni, jak opowiadali jego koledzy z pracy, zażądał wyciągnięcia konkretnej teczki, związanej z prezenterem jednej z sieci telewizyjnych.

4Guzik

Matt Lauer usiadł ze skrzyżowanymi nogami: prawe kolano nad lewym, lekko nachylony do przodu, prawa ręka na prawej goleni. Nawet w swobodnej rozmowie wyglądał tak, jakby bez wysiłku mógł w każdej chwili ogłosić przerwę na reklamę. Kiedy starałem się na antenie naśladować jego sposób siedzenia, pozę w stylu „zrelaksowany i opanowany”, wyglądałem jak ktoś, kto dopiero zaczyna próbować swoich sił w jodze.

Był grudzień 2016 roku. Siedzieliśmy w gabinecie Lauera, na drugim piętrze budynku NBC w 30 Rockefeller Plaza. Lauer zasiadł za przykrytym szkłem biurkiem. Ja – na kanapie naprzeciwko. Z półek i z gabloty spoglądały nagrody Emmy. Lauer, który zaczynał w lokalnej telewizji w Wirginii Zachodniej, wypracował sobie pozycję jednej z najbardziej rozpoznawalnych i najpopularniejszych postaci w ogólnokrajowej sieci telewizyjnej37. NBC płaciła mu ponad dwadzieścia milionów dolarów rocznie i woziła go helikopterem z jego domu w Hamptons38do pracy i z powrotem.

– To naprawdę dobry materiał – powiedział Lauer, odnosząc się do najnowszej historii z mojej serii dochodzeniowej. Głowę miał ogoloną niemal do zera, z czym wyglądał bardzo dobrze, choć efekt psuły nieco kępki stalowosiwych włosów na twarzy. – Ta nieszczelna elektrownia atomowa, gdzie to było…

– W stanie Waszyngton – powiedziałem.

– Stan Waszyngton. Tak jest. I ten facet, który tam jest gubernatorem, pocący się jak mysz. – Pokręcił głową i zachichotał.

Materiał dotyczył zakładów atomowych w Hanford, w których rząd Stanów Zjednoczonych pogrzebał odpady atomowe objętości kilku basenów olimpijskich, pozostałość projektu Manhattan. Odpady opryskiwały robotników z alarmującą częstotliwością.

– Tego właśnie potrzebujemy więcej w programie – powiedział Lauer. Dużo rozmawialiśmy o jego wierze w dziennikarstwo śledcze. – Dobrze wygląda na planie. I liczy się do ocen – mówił dalej. – Co masz następnego?

Zerknąłem na kartkę, którą ze sobą przyniosłem.

– Mam coś o Dow i Shell zasypujących kalifornijskie tereny rolnicze toksycznymi chemikaliami. – Lauer, który z uznaniem kiwał głową, założył okulary w rogowych oprawkach i zwrócił się do ekranu komputera. – Jest też seria o uzależnieniach, materiał o reformach zwiększających bezpieczeństwo ciężarówek blokowanych przez lobbystów – mówiłem dalej. – I materiał o molestowaniu seksualnym w Hollywood. – Znów spojrzał na mnie. Nie byłem pewien, który z tematów przykuł jego uwagę. – To do serii o ukrytych historiach Hollywood – powiedziałem. – Pedofilia, rasizm, molestowanie…

Lauer nosił dobrze skrojony garnitur w szarą dużą kratę i granatowy krawat w pasy. Wygładził go i znów skoncentrował się na mojej osobie.

– Brzmi fantastycznie. – Wpatrywał się we mnie z aprobatą. – Gdzie widzisz siebie za kilka lat? – spytał.

Minęły mniej więcej dwa lata, odkąd MSNBC wygasiło mój program w telewizji kablowej. „Ronan Farrow przenosi się zza biurka prowadzącego do boksu” – głosił ostatnio nagłówek w „Page Six”39. Okazało się, że moje biurko znalazło się na zdjęciu stanowiącym tło dla codziennych wiadomości w MSNBC. Oto byłem tam, stukając w klawiaturę za plecami Tamron Hall, rozmawiając przez telefon zza Aliego Velshiego. Byłem dumny z tego, co robiłem dla Today. Ale ze wszystkich sił starałem się znaleźć dla siebie niszę. Rozważałem wszelkie opcje, nawet radio. Tej jesieni byłem na spotkaniu w Sirius XM Satellite Radio. Melissa Lonner, jego wiceprezeska, odeszła z Today kilka lat wcześniej. Próbując brzmieć pewnie, powiedziałem jej, że uznałem, że Today będzie w sumie stanowiło lepszą platformę dla dziennikarstwa śledczego niż telewizja kablowa. „Tak – powiedziała Lonner z bladym uśmiechem. – Uwielbiałam to u nich”. Tak naprawdę jednak moja przyszłość rysowała się niepewnie i sam fakt, że Lauer poświęcał mi czas, dużo dla mnie znaczył.

Zastanowiłem się nad jego pytaniem dotyczącym przyszłości i powiedziałem:

– Chciałbym znów kiedyś poprowadzić program.

– Wiem, wiem – powiedział. – W każdym razie myślisz, że tego chcesz. – Otworzyłem usta. Przerwał mi. – Szukasz czegoś. – Zsunął okulary i zaczął je uważnie oglądać. – I być może to znajdziesz. Ale musisz sam to wykombinować. Co cię naprawdę obchodzi? – Uśmiechnął się. – Podekscytowany tym, co ma być w przyszłym tygodniu?

Wyznaczono mi zastępstwo na czas, kiedy on i inni prowadzący wyjeżdżali na święta.

– O tak! – odpowiedziałem.

– Pamiętaj, jesteś nowym facetem na planie. Najważniejsza jest interakcja. Przygotuj sobie na Orange Room własne fiszki z zahaczkami do rozmowy. – Orange Room był tą częścią programu Today, w której z jakiegoś powodu pokazywaliśmy na ekranie posty z Facebooka. – Nadaj scenariuszowi osobistą nutę. Gdyby chodziło o mnie, wspomniałbym o swoich dzieciach. Łapiesz, o co chodzi.

Zrobiłem trochę notatek, podziękowałem i ruszyłem do wyjścia.

Kiedy stanąłem w drzwiach, powiedział cierpko:

– Nie zawiedź nas. Będę patrzył.

– Czy mam zamknąć? – spytałem.

– Już to robię – powiedział.

Wcisnął guzik na biurku. Drzwi się zatrzasnęły.

Wkrótce potem wysłałem Lauerowi na adres domowy w Hamptons egzemplarz książki Mózg nastolatka. Jak przetrwać dorastanie własnych dzieci. Na antenie gorliwie starałem się postępować tak, jak mi radził. Sterczałem na placu przed studiem Today i próbowałem emanować świątecznym nastrojem, podczas gdy mój oddech zamieniał się w parę wodną. Siedziałem na półkolistej kanapie w Studiu 1A wraz z pozostałymi rezerwowymi, robiąc wejścia i wyjścia, kładłem dłoń na nodze i w ogóle nie przypominałem Matta Lauera.

Pewnego ranka zamknęliśmy program serią odrzutów z planu i wpadek z poprzedniego roku. Wszyscy już mieliśmy okazję obejrzeć ten filmik: był wcześniej emitowany na antenie, pokazano go też na bezwyznaniowej imprezie świątecznej stacji. Kiedy taśma ruszyła, a w studiu przygasły światła, większość ekipy rozeszła się lub zaczęła sprawdzać telefony. Tylko jedna ze starszych rangą redaktorek Today siedziała nadal przed monitorem, oczarowana. Była jedną z najciężej harujących osób, które spotkałem w telewizji. Wypracowała sobie obecną pozycję, zaczynając od lokalnych wiadomości.

– Nie zazdroszczę ci – powiedziałem – tego, że musisz to oglądać kolejny raz.

– Nie – powiedziała ze wzrokiem wciąż wbitym w ekran. – Ja to uwielbiam. To praca moich marzeń.

Z zaskoczeniem dostrzegłem, że ma łzy w oczach.

Kilka tygodni po mojej rozmowie z Mattem Lauerem tuż obok, w biurach kierownictwa NBC News, usiadłem naprzeciwko dyrektora wykonawczego programu Today Noaha Oppenheima. Tego dnia wieżowiec Rockefeller Plaza, zwykle widoczny z jego narożnego biura, zasłaniały mgła i mżawka. Towarzyszyli mi McHugh i Jackie Levin, starsza producentka nadzorująca naszą kolejną miniserię śledczą, o której opowiadałem Lauerowi, dotyczącą Hollywood.

– No więc co macie? – spytał Oppenheim, przechylając się do tyłu na sofie, a ja przygotowałem się, żeby opowiedzieć mu o naszych najnowszych dokonaniach.

Oppenheim, podobnie jak Lauer, popierał poważne wiadomości. Kiedy pozyskano go do prowadzenia Today, przyszedł do mnie, zanim jeszcze dostał własne biurko, i powiedział, żebym rozmawiał tylko z nim, a nie z pozostałymi redaktorami programu. Częściej umieszczał mnie w Today i dawał zielone światło moim coraz ambitniejszym dochodzeniom. Kiedy „Ronan Farrow Codziennie” zamienił się w „Ronan Farrow Czasami”, właśnie Oppenheim postanowił, że zostanę w sieci i nadal będę robić swoją serię programów w ramach Today. Zbliżał się do czterdziestki, miał przyjazne, chłopięce rysy, jego ciało wydawało się stale lekko przygarbione, jakby czekał, aż nachylisz się ku niemu. Miał pewną cechę, której mi brakowało i której mu zazdrościłem, a mianowicie: był nonszalancki, wyluzowany, fajny. Brał narkotyki, miał sarnie oczy i wydawał się tak wyluzowany, że trudno uwierzyć, by mógł kiedykolwiek zachować się ostro. Śmialiśmy się z jego opowieści o upalaniu się i zamawianiu do domu całego menu z tajskiej knajpy i planowaliśmy, że kiedyś spotkamy się i zjemy coś razem.

Oppenheim był bystrzakiem z Ivy League. Na początku kampanii prezydenckiej w 2000 roku Chris Matthews, szycha z MSNBC, i jego producent wykonawczy Phil Griffin, który prowadził ten kanał kablowy, w trakcie jazdy z New Hampshire do Nowego Jorku trafili na burzę śnieżną i zatrzymali się w Harvardzie. Tej nocy Griffin i jego kolega znaleźli Oppenheima, studenta ostatniego roku, który pisywał do „Harvard Crimson”, pijanego gdzieś w kącie. Ostatecznie zaproponowali mu, że wprowadzą go do telewizji. „Zatrzymali się na chwilę na Harvard Square i zaczęli rozmawiać z jakimiś studentkami w barze – opowiadał później pewnemu dziennikarzowi Oppenheim. – Poszli z nimi na nocną imprezę do siedziby gazety, gdzie jeden z nich znalazł jakiś egzemplarz i przeczytał mój artykuł o wyborach prezydenckich”40.

To przypadkowe spotkanie ostatecznie pozwoliło Oppenheimowi przejść od pisania konserwatywnych komentarzy eksperckich do kierowania produkcją w MSNBC, a następnie do bycia starszym producentem w Today. Miał jednak jeszcze większe ambicje. Jest współautorem serii poradników The Intellectual Devotional [Oddany intelektualista] („Zaskocz przyjaciół, wyjaśniając platońską alegorię jaskini, przypraw rozmowę na przyjęciu kilkoma fachowymi pojęciami z dziedziny opery” – można przeczytać na okładce) i chwalił się, że Steven Spielberg rozdawał je w charakterze świątecznych prezentów. „Teraz więc mogę umrzeć szczęśliwy”41 – stwierdził. W 2008 roku opuścił sieć i przeniósł się z rodziną do Santa Monica, aby rozpocząć karierę w Hollywood. Odnosząc się do dziennikarstwa, powiedział: „Miałem fantastyczne doświadczenia, kiedy się tym zajmowałem jakoś w okolicach dwudziestki, ale zawsze uwielbiałem branżę filmową, filmy, dramaty”. Przez krótki czas pracował dla dziedziczki medialnego imperium Elisabeth Murdoch, w jej królestwie reality TV, po czym przerzucił się na pisanie scenariuszy. „Zająłem się tym – mówił o reality TV – ale zaczęło mnie to drażnić, bo nie zbliżało mnie to do mojej prawdziwej miłości: scenariuszy dramatycznych”.

Oppenheim na każdej ze ścieżek swojej kariery jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki szybował w górę. Swój pierwszy scenariusz, Jackie, posępną filmową biografię skupiającą się na dniach między zabójstwem Kennedy’ego a jego pogrzebem, wysłał do kierownika studia, który był jego przyjacielem na Harvardzie. „Mija niecały tydzień i już siedzę ze Stevenem Spielbergiem w jego gabinecie w Universalu” – wspominał później42. Film, w którym znalazło się wiele pozbawionych dialogów, długich ujęć głównej bohaterki chodzącej nerwowo tam i z powrotem ze śladami rozmazanego od łez, spływającego tuszu, spotkał się z uznaniem krytyków, choć, jak się zorientowałem, mniej spodobał się publiczności.

– Przypomnij mi: co to był za film, ten, który zrobił? – spytał McHugh, gdy szliśmy na spotkanie.

– Jackie.

– Uch.

Oppenheim był też współscenarzystą adaptacji postapokaliptycznej przygodowej książki dla nastolatków Więzień labiryntu, która przyniosła niezłe zyski, oraz sequelu serii filmowej Niezgodna, który zarobił niewiele.

Lata między odejściem Oppenheima z Rockefeller Plaza a jego powrotem przyniosły Today liczne wyzwania. Zwolniono Ann Curry, prowadzącą uwielbianą przez publiczność, ale nie przez Matta Lauera. Wskaźniki oglądalności spadły i program przestał wyprzedzać konkurencję, czyli dostarczający silniejszego kofeinowego kopa Good Morning America. Z punktu widzenia NBC gra toczyła się o wysoką stawkę: program Today przynosił pół miliarda dolarów przychodu z reklam rocznie. W 2015 roku NBC sprowadziła Oppenheima z powrotem, aby przeprowadził akcję ratunkową.

W czerwcu 2016 roku dostałem od Oppenheima zielone światło dla serii, którą zgodnie z manierą telewizji śniadaniowej nazwałem The Dark Side of Hollywood? [Mroczna strona Hollywood?], jednak uzyskanie akceptacji konkretnych tematów sprawiało pewne trudności. Pierwsza prezentacja, jaką wysłałem szefostwu, dotyczyła zarzutów o niewłaściwe zachowania seksualne wobec nieletnich (w tym spraw opisanych ostatecznie przez „Atlantic”43), wniesionych przeciwko reżyserowi Bryanowi Singerowi, który od dawna im zaprzeczał, a także oskarżeń o pedofilię wniesionych przez aktora Coreya Feldmana. Wywiad z Feldmanem przeszedł: Matt Zimmerman, odpowiedzialny w Today za zapraszanie gości, zawarł umowę, na mocy której dawny dziecięcy gwiazdor miał wykonać piosenkę i pozostać w studiu, by odpowiedzieć na moje pytania. Zimmerman zadzwonił jednak później, by powiedzieć, że Oppenheim uznał wątek pedofilii za „zbyt mroczny”, i zmieniliśmy plany.

Z historiami, które zaproponowałem jako zamienniki, wiązały się inne przeszkody. Levin, starsza producentka, oświadczyła McHugh i mnie, że opowieść o gwiazdach występujących dla dyktatorów, w której nawiązujemy do siedmiocyfrowego koncertu Jennifer Lopez dla Gurbanguly’ego Berdimuhamedowa, totalitarnego przywódcy Turkmenistanu, była bez szans, biorąc pod uwagę związki sieci z Lopez. Wydawało się, że nikt nie chce nawet przyjrzeć się mojej historii o dyskryminacji rasowej w Hollywood. Oppenheim powiedział w końcu, chichocząc:

– Słuchaj, ja mam „świadomość”, czy jak to tam się mówi, tylko widzisz, po prostu uważam, że nasi widzowie nie chcą oglądać, jak Will Smith opowiada, jak mu ciężko.

Sieć telewizyjna jest medium komercyjnym. Rozmowy o tym, czy dana historia okaże się smakowita, są na porządku dziennym. Musisz wybierać, o co zawalczysz, a żaden z tych materiałów nie był wart walki. Odłożyliśmy serię o Hollywood na kilka miesięcy, po czym ożywiliśmy ją pod koniec roku z myślą o wyemitowaniu jej w okolicach sezonu oscarowego, na początku następnego roku.

Siedząc w styczniu w biurze Oppenheima, zastanawialiśmy się nad innymi potencjalnymi tematami, w tym nad tematem dotyczącym chirurgii plastycznej. Później powróciłem do jednej z moich propozycji, której do tej pory nie udało się zaistnieć w żadnych planach: materiału o hollywoodzkiej „kanapie castingowej” – o aktorkach i aktorach, których molestowano lub którym proponowano seks w zamian za pracę.

– Robimy stały postęp – oznajmiłem. Zacząłem już rozmawiać z kilkoma aktorkami, które twierdziły, że mają coś do powiedzenia na ten temat.

– Powinieneś przyjrzeć się Rose McGowan, napisała na Twitterze coś na temat szefa studia – zasugerował Oppenheim.

– Nie widziałem tego – odparłem. Wyciągnąłem telefon i otworzyłem artykuł z „Variety”. Tweety aktorki zaczęły przesuwać się pod moim kciukiem. – Może będzie mówić. Przyjrzę się temu.

Oppenheim wzruszył ramionami z nadzieją.

5Kandahar

Kilka dni później Harvey Weinstein był w Los Angeles na spotkaniu z agentami Black Cube. Poinformowali go, że poczynili postępy i osaczają uzgodnione cele44. Prawnicy Weinsteina, którzy szybko pokryli ostatnią płatność za fazę 2A, z płatnością za fazę 2B zalegali ponad miesiąc45. Trzeba było kilku pełnych napięcia rozmów, zanim poszedł kolejny przelew i mógł się rozpocząć następny, wzmożony i bardziej ryzykowny etap operacji.

Nasza reporterska praca dla NBC także stawała się coraz intensywniejsza. W styczniu seria o Hollywood nabrała kształtów. Przygotowywałem reportaż o kampaniach prowadzących do ustawiania nagród, kolejny o seksistowskich praktykach dotyczących zatrudniania rozgrywających się poza kamerami i jeszcze jeden o wpływie Chin na amerykańskie hity (w Czerwonym świcie wrogowie w postprodukcji zmienili się w Koreańczyków z Korei Północnej; Iron Mana uratowali lekarze w Pekinie, popijając mleko marki Yili).

Materiał na temat molestowania seksualnego okazał się wyzwaniem organizacyjnym. Aktorki jedna po drugiej wycofywały się, często kiedy już zaangażowani byli w to wybitni publicyści. „Po prostu to nie jest temat, o którym chcę rozmawiać” – brzmiała typowa odpowiedź. Jednak kolejne telefony w tej sprawie powodowały poruszenie i kiedy zbieraliśmy materiały, raz za razem wypływało nazwisko Harveya Weinsteina.

Pewna producentka, Dede Nickerson, przyszła do 30 Rock na wywiad dotyczący materiału o Chinach. Siedzieliśmy w nijakiej sali konferencyjnej, którą widywaliście setki razy w Dateline, upiększonej roślinami w doniczkach i kolorowymi światłami. Po zakończeniu wywiadu, kiedy McHugh i ekipa poskładali sprzęt, a Nickerson skierowała się do wind, ruszyłem za nią.

– Chciałem cię spytać jeszcze o jedną sprawę – powiedziałem, doganiając ją. – Robimy materiał o molestowaniu seksualnym w branży. Pracowałaś dla Harveya Weinsteina, prawda?

Uśmiech Nickerson zbladł.

– Przepraszam – powiedziała. – Nie mogę ci pomóc.

Dotarliśmy do wind.

– Jasne, dobrze. Jeśli jest ktoś, z kim według ciebie powinienem porozmawiać…

– Muszę złapać samolot – odparła. Gdy weszła do windy, zatrzymała się i dodała: – Tylko… bądź ostrożny.

Kilka dni później garbiłem się nad biurkiem w jednej ze szklanych kostek przeznaczonych na prywatne rozmowy na obrzeżach newsroomu, dzwoniąc do Rose McGowan, z którą skontaktowałem się przez Twittera. Spotkaliśmy się wcześniej raz, w 2010 roku, kiedy pracowałem w Departamencie Stanu. Urzędnicy z Pentagonu ogłosili, że nas odwiedzi, i spytali, czy nie przyłączyłbym się do nich podczas lunchu – zachowywali się tak, jakby szukali specjalisty od języków, i doszli do wniosku, że mówię płynnie po aktorsku. McGowan spotykała się z urzędnikami w ramach swojej trasy dla United Service Organizations. Na zdjęciach można ją było zobaczyć na lotniskach w Kandaharze lub Kabulu, w neonowych, głęboko wyciętych koszulkach i w obcisłych dżinsach, z długimi włosami rozwianymi na wietrze46. „Wyglądałam jak stylizowana bomba” – wspominała później47. McGowan w całej serii swoich najwcześniejszych filmów – Stracone pokolenie, Cukiereczek, Krzyk – ujawniała na ekranie charyzmę, ostry dowcip i cięte poczucie humoru, przez co stała się ulubienicą kina niezależnego. Jednak w ostatnich latach występowała rzadziej i grała tandetniejsze role. Kiedy się poznaliśmy, jej ostatnią główną rolą była ta w Grindhouse. Planet Terror, filmie stanowiącym hołd dla kina klasy B, reżyserowanym przez jej ówczesnego chłopaka Roberta Rodrigueza. Zagrała striptizerkę Cherry Darling, ze sztuczną nogą z karabinu maszynowego.

Podczas tamtego lunchu w 2010 roku McGowan i ja dogadywaliśmy się znakomicie. Ona szeptem rzucała cytaty z filmu Legenda telewizji, a ja odpowiadałem jej tym samym. Wiedziała, że dorastałem w hollywoodzkiej rodzinie. Mówiła o aktorstwie: o rolach zabawnych, ale też o seksistowskich lub takich, w których wykorzystywano aktorki – te ostatnie występy stanowiły większość. Jasno dała do zrozumienia, że ma już dość tego biznesu i jego opresyjnie ciasnych poglądów na temat kobiet. Następnego dnia wysłała mi maila: „Jeśli w przyszłości będę mogła coś zrobić, jestem do dyspozycji. Nie wahaj się pytać”.

W 2017 roku McGowan odebrała mój telefon z redakcji. Dawało się zauważyć, że nadal ma kontrkulturowe ciągoty. Opowiedziała, że Roy Price, szef powstającego właśnie studia filmowego i telewizyjnego Amazona, dał jej zielone światło na stworzenie surrealistycznego programu na temat kultów. Przewidziała bitwę wokół patriarchalnych struktur władzy w Hollywood i poza nim.

– Żadne media nie zajęły się tym, co przegrana Hillary oznacza dla kobiet – powiedziała. – Wojna z kobietami toczy się naprawdę. Siedzimy na gruzach po wybuchu bomby. – Opowiadała, nieugięcie i znacznie bardziej szczegółowo niż w tweetach, o tym, że Weinstein ją zgwałcił.

– Wymieniłabyś go z imienia i nazwiska przed kamerą? – spytałam.

– Pomyślę o tym – powiedziała. Pracowała nad książką i zastanawiała się, ile ujawnić na jej stronach. Ale była też otwarta na to, żeby jeszcze przed publikacją zacząć opowiadać swoją historię.

Media, jak powiedziała McGowan, odrzuciły ją, a ona odrzuciła media.

– To dlaczego rozmawiasz ze mną? – spytałem.

– Bo ty też tam byłeś – odparła. – Czytałam to, co napisałeś.

Jakiś rok wcześniej „Hollywood Reporter” opublikował artykuł-laurkę na temat mojego ojca, Woody’ego Allena, z zaledwie krótką wzmianką o zarzutach dotyczących wykorzystywania seksualnego, skierowanych przeciwko niemu przez moją siostrę Dylan. Tekst wywołał ostrą krytykę, z którą Janice Min, ówczesna redaktorka „Hollywood Reporter”, postanowiła zmierzyć się bezpośrednio i poprosiła mnie o pisemny komentarz.

Prawda jest taka, że większość życia spędziłem, unikając odnoszenia się do zarzutów mojej siostry – i to nie tylko publicznie. Nie chciałem być definiowany przez swoich rodziców ani przez najgorsze lata życia mojej matki, a zarazem najgorsze lata życia mojej siostry i najgorszy czas mojego dzieciństwa. Mia Farrow jest jedną z wielkich aktorek swojego pokolenia i cudowną mamą, która wiele poświęciła dla własnych dzieci. Zarazem jednak jej talent i reputacja zostały w ogromnej mierze zniszczone przez mężczyzn, których spotkała na swojej drodze, co mnie z kolei nauczyło pragnąć samodzielności, dążyć do tego, żeby być znanym przede wszystkim ze swojej pracy, czymkolwiek by ona była. Wszystko, co wydarzyło się w domu w czasach mojego dzieciństwa, pozostało zastygłe, jak w bursztynie, trwało w starych tabloidach i nieustannych wątpliwościach – nierozwiązanych, nierozwiązywalnych.

Postanowiłem więc po raz pierwszy przeprowadzić z siostrą szczegółowy wywiad o tym, co się wydarzyło. I zakopałem się w aktach sądowych i wszelkich innych dokumentach, które byłem w stanie znaleźć. Według zeznania, które Dylan złożyła, gdy miała siedem lat, i które odtąd powtarzała, Allen zabrał ją na poddasze w należącym do naszej rodziny domu w Connecticut i penetrował ją palcem. Poskarżyła się wcześniej terapeucie, że Allen niewłaściwie jej dotyka (terapeuta, wynajęty przez Allena, nie ujawnił tej informacji od razu, zrobił to dopiero w sądzie). Bezpośrednio przed tym, kiedy miało dojść do wykorzystania Dylan, opiekunka widziała Allena z twarzą na kolanach Dylan. Kiedy pediatra ostatecznie przekazał oskarżenie władzom, Allen, wykorzystując całą sieć pełnomocników i pośredników, zatrudnił przynajmniej dziesięciu prywatnych detektywów – jak szacował jeden z jego adwokatów48. Śledzili funkcjonariuszy organów ścigania, szukając dowodów na to, że mają problemy z piciem lub hazardem. Prokurator z Connecticut Frank Maco opisał później „kampanię, która miała zakłócać pracę śledczych”, a jego koledzy twierdzili, że był wytrącony z równowagi. Maco, który zrezygnował ostatecznie z oskarżenia Allena, przypisał tę decyzję chęci oszczędzenia Dylan traumy procesu, podkreślając zarazem, że sprawa miała „dobre podstawy”.

Powiedziałem Min, że napiszę artykuł. Nie próbowałem przedstawiać się jako bezstronny arbiter historii swojej siostry – troszczyłem się o nią i wspierałem ją. Argumentowałem natomiast, że to, co mówiła, należało do kategorii wiarygodnych zarzutów dotyczących wykorzystywania seksualnego, zarzutów zbyt często ignorowanych zarówno przez hollywoodzkie serwisy branżowe, jak i generalnie przez media informacyjne. „Ten rodzaj milczenia nie jest po prostu błędem. Jest groźny – napisałem. – Przesyła ofiarom wiadomość, że nie warto narażać się na udrękę związaną z ujawnieniem tego, co się stało. Wysyła wiadomość o tym, kim jesteśmy jako społeczeństwo, co przeoczamy, kogo ignorujemy, kto jest ważny, a kto nie”49. Miałem nadzieję, że będzie to moja pierwsza i ostatnia wypowiedź w tej sprawie.

– Poproszono mnie, żebym coś powiedział. Tak zrobiłem – wyjaśniłem McGowan, próbując zamknąć temat. – To koniec.

Zaśmiała się gorzko.

– To się nigdy nie kończy.

Nie byłem jedynym dziennikarzem próbującym dotrzeć do McGowan. Seth Freedman, ten sam, który pisywał do „Guardiana” i który zadzwonił do Bena Wallace’a, oferując mu pomoc w jego reportażu, słał maile do HarperaCollinsa, wydawcy książki McGowan. Freedman był uparty: wielokrotnie starał się wyrazić swoje poparcie i zarazem nalegał na rozmowę. Kiedy zadzwonił do Lacy Lynch, agentki literackiej doradzającej McGowan, bardzo niejasno tłumaczył, nad czym pracuje. Mówił, że razem z grupą dziennikarzy przygotowują materiał na temat Hollywood. Nie powiedział, czy wiąże się to z jakąś konkretną publikacją. Lynch powiedziała jednak McGowan, że ma wrażenie, że dziennikarz jest niegroźny, i że wydaje się to interesującą okazją.

Krótko po rozmowie ze mną McGowan odbyła przez telefon kolejną, tym razem z Freedmanem. Powiedział jej, że jest na farmie należącej do jego rodziny na angielskiej wsi i musi mówić cicho, aby nikogo nie obudzić. „O czym chciał pan ze mną rozmawiać?” – zapytała McGowan. „Chcemy zrobić migawki na temat tego, jak wygląda życie ludzi z Hollywood w sezonie 2016/2017” – wyjaśnił. Przywołał kwestię krytyki Donalda Trumpa i zasugerował, że dla McGowan może to być szansa na „rodzaj spin-offu” na temat jej aktywizmu. Wyglądało na to, że Freedman dysponuje realnymi zasobami. Wielokrotnie wspominał o innych, niewymienionych z nazwiska dziennikarzach, którzy pomagali mu zbierać informacje.

McGowan miała już do czynienia z ponadprzeciętną porcją zdrad i wykorzystywania i zwykle była bardzo ostrożna. Ale Freedman był ciepły, szczery, a nawet skłonny do zwierzeń. Kilka razy wspominał o żonie i ich powiększającej się rodzinie. Powoli McGowan zaczęła traktować go przyjaźnie, opowiedziała mu historię swojego życia, w pewnym momencie nawet się rozpłakała. Ona pozbywała się kolejnych elementów swojego pancerza, a on coraz bardziej interesował się szczegółami. „Oczywiście wszystko to jest nieoficjalne, ale rozmawiałem z osobami pracującymi, no wiesz, załóżmy, dla Miramaxa, które tłumaczyły: »Mam umowę o zachowaniu poufności«, i nie mogły mówić o wszystkim, co im się przydarzyło, ale desperacko chciały powiedzieć: »Osoba X mnie wykorzystała« lub »X zamieniła moje życie w piekło«”.

„W książce zajmuję się wieloma takimi sprawami” – powiedziała McGowan.

Freedman wydawał się bardzo zainteresowany jej książką i tym, co zamierzała w niej powiedzieć. „Jak chcesz nakłonić wydawcę, żeby to opublikował?” – zapytał, odnosząc się do jej zarzutów.

„Mam podpisany dokument – powiedziała. – Podpisany dokument, z czasu napaści”.

Ale jakie mogą być konsekwencje, zastanawiał się Freedman, gdyby powiedziała za dużo? „Większość ludzi, z którymi rozmawiam w Hollywood, mówi: »Wiesz, nie wolno mi tego upublicznić«” – powiedział.

„Ponieważ za bardzo się boją” – odparła McGowan.

„A jeśli cokolwiek powiedzą – kontynuował Freedman – nigdy więcej nie dostaną pracy albo nigdy…” – Ale nie powiedział nic więcej, a rozgadana McGowan od razu przeszła do następnego punktu.

Raz, dwa, trzy razy Freedman dopytywał, z kim z mediów McGowan zamierzała rozmawiać przed wydaniem książki i ile chciała powiedzieć. „Kto mógłby ci teraz zapewnić idealną platformę do tego, co masz do przekazania? – zapytał. – Czy chodzi o to, że trzymasz nazwisko w tajemnicy przed prasą, ponieważ byś ucierpiała? – mówił, ponownie nawiązując do możliwych konsekwencji. – Jeśli podasz nazwisko, ktoś później weźmie się do ciebie?”

„Nie wiem. Zobaczę, jak się będę czuła” – powiedziała McGowan.

Freedman sprawiał wrażenie człowieka pełnego empatii, sojusznika. „A więc co mogłoby cię zachęcić, żebyś zrezygnowała?” – zapytał.

6Kontynentalne

– Walczyli o to od lat – powiedziałem.

Tydzień po rozmowie z McGowan siedziałem przy stole prowadzącego w Studiu 1A przed kamerami programu Today. Właśnie komentowałem pasmo poświęcone batalii zwolenników bezpieczeństwa z przemysłem ciężarówek, dotyczącej tego, czy należy wymagać, by przyczepy ciężarówek miały boczne osłony zapobiegające wślizgiwaniu się pod nie samochodów. Zwolennicy bezpieczeństwa twierdzili, że taki ruch uratuje niejedno życie. Lobbyści natomiast orzekli, że byłoby to zbyt drogie.

– Ronan, świetna robota – powiedział Matt Lauer i energicznie przeszedł do następnego pasma. – Naprawdę mocne – dodał, schodząc z planu podczas kolejnej przerwy reklamowej, kiedy asystenci produkcji roili się wokół niego, wręczając mu płaszcz, rękawiczki, strony scenariuszy. – Właściwe zaangażowanie, to sprawia, że ludzie zaczynają mówić.

– Dzięki – powiedziałem.

Podszedł bliżej.

– Hej, a jak tam te inne tematy?

Nie byłem pewien, które z nich miał na myśli.

– Mam dużą rzecz dotyczącą skażonych ziem uprawnych w Kalifornii. Myślę, że to cię może zainteresować.

– Jasne, jasne – powiedział.

Na chwilę zapadła cisza.

– Będę się kręcił przy Oscarach w związku z tym materiałem hollywoodzkim, o którym wspomniałem – spróbowałem niepewnie.

Zmarszczył lekko brwi. Potem jego uśmiech wrócił.

– Świetnie – powiedział i klepnął mnie po plecach. Idąc w kierunku wyjścia, obejrzał się przez ramię i dodał: – Jeśli czegokolwiek potrzebujesz, przychodzisz do mnie, okej?

Patrzyłem, jak przechodzi przez drzwi obrotowe, wkraczając na plac. Powitały go tam okrzyki fanów, czekających na zewnątrz na zimnie.

Był początek lutego 2017 roku. McHugh i ja ugrzęźliśmy na spotkaniach z ludźmi z działu prawnego i ekspertami od standardów sieci, którzy analizowali każdy element mających się niedługo ukazać materiałów o Hollywood. Nadzór redakcyjny przypadł weteranowi NBC Richardowi Greenbergowi, który został niedawno mianowany tymczasowym szefem jednostki dochodzeniowej sieci. Greenberg ubierał się w zmięte tweedy i nosił okulary do czytania. Spędził prawie siedemnaście lat w NBC, dziesięć z nich jako producent Dateline, a kilka kolejnych jako weryfikator materiałów w dziale standardów. Był cichy i był typem biurokraty. Miał jednak silne przekonania moralne. Na swoim blogu producenta Dateline nazwał przestępców seksualnych „zboczeńcami” i „potworami”. Po współpracy z Chrisem Hansenem z To Catch a Predator [Schwytać drapieżcę] nad materiałem przygotowywanym między innymi w burdelu w Kambodży Greenberg napisał: „Często, gdy leżę w łóżku w nocy, nawiedzają mnie twarze widzianych tam przez nas dziewcząt, tych, których nie uratowano i które nadal są gwałcone”50. Prawnikiem oceniającym serię był Steve Chung, staranny i poważny absolwent Harvardu.

Tamtego tygodnia w lutym McHugh i ja siedzieliśmy z Greenbergiem w jego biurze w pobliżu newsroomu na trzecim piętrze i przedstawialiśmy nasz plan zdjęć na następny tydzień. Mieliśmy między innymi nagrywać wywiady z osobami, które prosiły o zasłonięcie twarzy. Stanowiło to częstą praktykę w mojej pracy dochodzeniowej, nie tylko w mojej zresztą, podobnie było w przypadku wielu materiałów dla Dateline przygotowywanych przez Greenberga. Skinął głową z aprobatą.

– A rozmawiałeś już z Chungiem? – spytał. Potwierdziłem. Greenberg zwrócił się w stronę monitora i otworzył przeglądarkę. – Chcę tylko sprawdzić drugi raz…

Wpisał nazwiska moich rodziców i Weinsteina.

– Dobry pomysł – powiedziałem. – Nie pomyślałem o tym.

Wyniki wyszukiwania były takie, jakich się spodziewaliśmy: podobnie jak większość szefów studia Weinstein miał do czynienia z filmami, nad którymi pracowali moi rodzice. W latach dziewięćdziesiątych rozpowszechniał kilka filmów Woody’ego Allena, ostatnio w pierwszej dekadzie XXI wieku, kilka z udziałem mojej matki. Dystrybucja filmów to interes, w którym poszczególne strony działają niezależnie od siebie: nigdy nie słyszałem nazwiska Weinsteina od żadnego z rodziców.

– Wygląda dobrze – powiedział Greenberg, przewijając kilka artykułów. – Po prostu sprawdzam jeszcze raz, by upewnić się, że nie ma żadnych ukrytych motywów, żadnego podwójnego dna. Najwyraźniej nie.

– Poza tym, że problem mnie obchodzi, nie – powiedziałem.

Polubiłem Weinsteina, kiedy spotkałem go ten jeden raz na imprezie, której gospodarzem był prowadzący CBS News Charlie Rose.

Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.

​Przypisy

CZĘŚĆ I ZATRUTA DOLINA

1 Taśma

1 D. A. Fahrenthold, Trump Recorded Having Extremely Lewd Conversation about Women in 2005, „Washington Post”, 8.10.2016.

2 Billy Bush, nagranie z udziałem Donalda Trumpa, Access Hollywood, 2005.

3 Billy Bush, wywiad z Jennifer Lopez, Access Hollywood, 2002.

4 J. Shafer, Why DidNBCNews Sit on the Trump Tape for So Long?, „Politico Magazine”, 10.10.2016.

5NBCPlanned to Use Trump Audio to Influence Debate, Election, TMZ, 12.10.2016.

6 P. Farhi, NBCWaited for Green Light from Lawyers before Airing Trump Video, „Washington Post”, 8.10.2016.

7Get to Know Billy Bush – from Billy Himself, as His Parents Send Special Wishes, Today, 22.08.2016.

8Here’s How the Today Show Addressed Billy Bush’s Suspension On-Air, Entertainment Tonight, 10.10.2016.

9 M. M. Grynbaum, J. Koblin, Gretchen Carlson of Fox News Files Harassment Suit against Roger Ailes, „New York Times”, 6.07.2016.

10 E. Helmore, Anti-Trump Protests Continue AcrossUSas 10,000 March in New York, „Guardian”, 12.11.2016.

11 E. Grinberg, These Tweets Show Why Women Don’t Report Sexual Assault, CNN, 13.10.2016.

12 R. McGowan, cyt. w: G. Maddaus, Rose McGowan Says a Studio Executive Raped Her, „Variety”, 14.10.2016.

2 Ugryzienie

13 R. Farrow, From Aggressive Overtures to Sexual Assault. Harvey Weinstein’s Accusers Tell Their Stories, „The New Yorker”, 10.10.2017. Do informacji zawartych w tym artykule odwołuję się również w kolejnych rozdziałach.

14 C. Shoard, They Know Him as God, but You Can Call Him Harvey Weinstein, „Guardian”, 23.02.2012.

15 K. Auletta, Beauty and the Beast, „The New Yorker”, 8.12.2002.

16 H. Weinstein, cyt. w: M. Sullivan, At 18, Harvey Weinstein Penned Tales of an Aggressive Creep. It Sure Sounds Familiar Now, „Washington Post”, 17.10.2017.

17 E. J. Epstein, The Great Illusionist, „Slate”, 10.10.2005.

18 D. Gigliotti, cyt. w: K. Auletta, Beauty and the Beast, „The New Yorker”, 8.12.2002.

19 L. Kim, A Night Out withNYC’s Former Police Commissioner, „Town & Country”, 30.10.2016.

20 A. Lee, Weinstein Co. Sets Exclusive Film andTVFirst-Look Deal with Jay Z, „Hollywood Reporter”, 29.09.2016.

21 H. Weinstein, cyt. w: Z. Jilani, Harvey Weinstein Urged Clinton Campaign to Silence Sanders’s Black Lives Matter Message, „Intercept”, 7.10.2016.

22 A. Lee, Harvey Weinstein, Jordan Roth Set Star-Studded Broadway Fundraiser for Hillary Clinton, „Hollywood Reporter”, 30.09.2016.

23 R. Viagas, Highlights of Monday’s All-Star Hillary Clinton Broadway Fundraiser, „Playbill”, 18.10.2016.

24 S. Galloway, Harvey Weinstein, the Comeback Kid, „Hollywood Reporter”, 19.09.2016.

25 J. B. Stewart, David Boies Pleads Not Guilty, „New York Times”, 21.09.2018.

26 Mail od Harveya Weinsteina, 16.10.2016.

27 Strona internetowa Black Cube, What Makes Us Unique, w: Cutting-Edge Analytical Skills.

3 Brud

28 J. Palazzolo, M. Rothfeld, L. I. Alpert, “National Enquirer” Shielded Donald Trump from Playboy Model’s Affair Allegation, „Wall Street Journal”, 4.11.2016.

29Cedars Sinai Fires Six over Patient Privacy Breaches after Kardashian Gives Birth