Wydawca: Wydawnictwo Miasto Nocą Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 108

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opis ebooka Zimna Wojna - Marcin Grota

 

 Polska znów krajem komunistycznym. Wydaje wojnę Wielkiej Brytanii. Podbija dawnych partnerów z Układu Warszawskiego i w Czechach, Słowacji, Węgrzech znowu powraca komunizm. Jaki związek z tym ma Kloszard, dawny mieszkaniec Dworca Centralnego? Czy Jan Zapomniały okaże się prawdziwym Polakiem i zdobędzie serce policjantki Zuzy? Czy japońscy naukowcy zminiaturyzują żubra? Czy perfumy o nazwie „Pot robotnika” podbiją świat mody? Na te i na inne pytania odnajdziesz odpowiedź w szalonej powieści Marcina Groty, najzabawniejszej książce 2014 roku.

 

Opinie o ebooku Zimna Wojna - Marcin Grota

Fragment ebooka Zimna Wojna - Marcin Grota

MarcinGrota
Zimna wojna
Wydawnictwo Miasto Nocą

Projekt okładki: MARCIN GROTA

Copyright © 2014 Marcin Grota

All rights reserved

© Copyright by Wydawnictwo Miasto Nocą 2014

ISBN EPUB: 978-83-63082-00-0

ISBN MOBI: 978-83-63082-04-8

Wydawnictwo Miasto Nocą

Email: teatromiasto@teatromiasto.pl

Tel. 795 975 875

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl

ZIMNA WOJNA

Wchodził właśnie do salonu Jaguara, gdy nagle potknął się i upadł. Nikt nie podszedł, by pomóc mu się podnieść – mimo że wstawał z wyraźnym trudem – ponieważ... wyglądał jak Kloszard.

– Jeśli szuka pan pomocy, proszę iść gdzie indziej – powiedział do niego młody pracownik salonu o wyglądzie boksera i manierach francuskiej damy.

– Nie szukam pomocy. Chcę kupić samochód – odpowiedział i wreszcie stanął na nogach.

– Czy pan wie, ile kosztuje Jaguar? – nie dawał za wygraną sprzedawca.

– Tyle? – zapytał Kloszard i otworzył wypchaną pieniędzmi reklamówkę. Sprzedawca nieufnie przyjrzał się pieniądzom.

– Jeśli tylko nie są kradzione...

– Nie są.

Sprzedawca przepuścił Kloszarda. Ten pewnym krokiem skierował się w stronę samochodów. Poklepał poufale najdroższy model.

– To model sportowy, kosztuje 230 000 złotych.

– Świetnie – powiedział Kloszard i otworzył drzwiczki wozu.

– Niech pan poczeka, przyniosę coś do położenia na siedzenie – zdenerwował się subiekt, patrząc na brudne spodnie gościa zbliżające się nieubłaganie do tapicerki samochodu.

– Mamusiu, dlaczego ten pan jest taki brudny? – zapytało dziecko eleganckiej pani, siedzącej przy jednym ze stanowisk obsługi klienta.

– Nie zwracaj na niego uwagi, synku – dama spłoszyła się, bojąc się reakcji oberwańca.

Zniecierpliwiony Kloszard zbliżył się do tego właśnie stanowiska.

– Proszę pani, chcę zobaczyć samochód, dlaczego to tyle trwa?

– Proszę się nie niecierpliwić, kolega zaraz wróci – odparła sprzedawczyni.

Gdy kończyła wypowiadać te słowa, zza rogu wyłonił się sprzedawca, niosąc fartuch roboczy, chroniący siedzenie samochodu.

– Proszę, niech pan wejdzie do samochodu – powiedział, otwierając drzwi Jaguara.

***

Rurociąg wygląda jak gigantyczny karaluch. W miarę, jak brnie przez typowo polski krajobraz – widać Wisłę, wierzby płaczące, w tle brzmi muzyka Chopina – drzewa usychają, ludzie płaczą. Rozorywa ziemię. Rurociąg – karaluch śpiewa Kalinkę: klasyczną pieśń rosyjską.

Jan już wie. To rosyjski rurociąg gazowy, który przeprowadzany jest przez Polskę. Nagle karaluch unosi się na tylnych nogach i mówi po polsku, ale z widocznym rosyjskim akcentem:

– To ty jesteś winien, że polska ziemia umiera. Zniszczę ją. I ciebie.

Jan budzi się zlany zimnym potem. Co za koszmarny sen. Przypomniał sobie, że wczoraj w wiadomościach telewizyjnych podawano informację, że Polska zgodziła się na darmowe przeprowadzenie rosyjskiego rurociągu gazowego przez swoje terytorium. Skandal.

Wstał, umył zęby, zjadł coś i jak zwykle zasiadł do notowań giełdowych. Nad Warszawą, którą widział z lotu ptaka z okien swojego apartamentu, rozpętała się burza. Wśród błysków przejrzał zmiany kursów.

Robił to odruchowo, ponieważ od dawna już nie grał i żył, trzeba to przyznać, na wysokiej stopie ze zgromadzonego w wyniku inwestycji giełdowych kapitału.

Zatrzymał się zdegustowany. W nazwie jednej ze spółek pojawił się błąd. Natychmiast otworzył program pocztowy i wysłał list do redakcji serwisu.

Kolejny skandal.

***

Kloszard powoli sunął w swoim Jaguarze ulicami Warszawy. W centrum trwały demonstracje, związane z ostatnią decyzją rządu o bezpłatnym tranzycie rosyjskiego rurociągu gazowego przez Polskę. Dalej wyglądał... jak Kloszard.

Zatrzymał się przy ulicznej kwiaciarce.

– Ile chce pani za wszystkie te kwiaty? – zapytał.

– Trzysta – odpowiedziała z refleksem kwiaciarka.

Odliczył czterysta i podał jej przez okno samochodu. Kwiaciarka spojrzała na niego spojrzeniem pełnym nienawiści.

– Takiemu to się powodzi... – skomentowała.

Z kwiatami na tylnym siedzeniu samochodu ruszył w stronę demonstrujących. Jechał na czele poruszającej się ludzkiej kolumny i rzucał kwiaty pod nogi wolno poruszających się ludzi.

„Nie chcemy rosyjskiego rurociągu!”, „Nie będziemy wspierać Rosji” – wznosili głośne okrzyki demonstranci. Na czele jechał lśniący, sportowy Jaguar. Nagle Kloszard najechał niechcący na stopę jednego z protestujących. Ten zaczął krzyczeć: „Morderca!” Kolumna zatrzymała się. W stronę Jaguara poleciały wyzwiska i kamienie.

***

Jan w eleganckim, nienagannym garniturze wszedł do windy swojego apartamentowca w centrum Warszawy. W środku natknął się na mężczyznę o wyglądzie Kloszarda. „Będzie źle” – pomyślał, czując charakterystyczny zapach. Zastanowił się, jak ktoś taki przedarł się przez ochronę. Jan uwielbiał porządek i porządnych ludzi. Zawsze zachowywał się w sposób racjonalny, uporządkowany, zawsze miał świeże koszule i tego samego oczekiwał od swojego otoczenia.

– Pan na które? – zapytał.

– Na szóste – odparł Kloszard. Jan mieszkał na szóstym. Przez chwilę przeszła mu przez głowę myśl, że Kloszard idzie go zamordować. Nie miał przy sobie nic, co mogłoby mu posłużyć do obrony. Poczuł się źle.

Winda jechała potwornie wolno. Wreszcie stanęła na szóstym. Jan wysiadł i zmierzał w stronę drzwi. Za nim szedł Kloszard.

Pomyślał, co by było, gdyby nie udało mu się w życiu i wyglądałby dziś tak, jak ten człowiek. Wzdrygnął się. W tym momencie usłyszał zgrzyt klucza w zamku. Kloszard otwierał drzwi wolnego od dłuższego czasu mieszkania w bezpośrednim sąsiedztwie Jana. Nowy lokator?

***

Jan szedł z parasolem ulicą Marszałkowską. Dokładnie co dwa kroki stukał iglicą w chodnik i delektował się regularnością tego zajęcia. Zawsze tak robił. Odkąd tylko zaczął chodzić z parasolami. Od dwudziestu lat.

Przyzwyczaił się, że ludzie traktują go z szacunkiem lub z niechęcią, czy też nawet z nienawiścią. Był bogaty i jednym się to podobało, a drugim nie. Dlatego postanowił nie zwracać zbyt wiele uwagi na otoczenie.

Padał deszcz i jeden z samochodów ochlapał wodą z kałuży jego nienagannie białą koszulę. Postanowił ją zmienić. Wszedł do sklepu, kupił nową i przebrał się natychmiast.

Wrócił na ulicę. Nagle wpadła na niego starsza kobieta i z płaczem wtuliła się w jego koszulę.

– Zamach stanu! Straciliśmy wolność!

– Przepraszam, czy my się znamy? – zapytał.

Zapłakana kobieta spojrzała na niego sperlonymi od łez oczami.

– Polska... Wolność...

Jan uśmiechnął się grzecznie i przeszedł na drugą stronę chodnika, oddalając się od kobiety. Kolejna koszula była brudna.

Kolejny skandal.

***

– Kto tam? – zapytał głos w domofonie.

– Sean Connery – powiedział Kloszard. Brzęknął zamek. Wszedł na podwórze podwarszawskiej willi, skrytej za murowanym ogrodzeniem. Właściciele dbali o intymność. Z zewnątrz widać było tylko mur.

Podbiegł do niego pies i zaczął głośno szczekać. Kloszard, nie namyślając się długo, kopnął go, aż ten zawył.

– Przepraszam, co panu zrobił ten pies? – zapytał mężczyzna, który pojawił się w drzwiach domu.

– Szczekał na mnie – odpowiedział Kloszard.

Weszli do środka. Mężczyzna zapalił światło w korytarzu wiodącym do piwnicy. Zeszli na dół. W pomieszczeniu na końcu korytarza panowała sterylna biel. Błyszczały lampy nad stołem operacyjnym. Czekała już pielęgniarka i anestezjolog.

– Niech pan powie, dlaczego zdecydował się pan na wygląd Seana Connery? Każdy zapamięta pana z taką twarzą. – zapytał mężczyzna, chirurg plastyczny.

– Lubię Bonda – odparł Kloszard.

***

Tym razem śnił mu się olbrzymi, plastelinowy ludek w dwóch kolorach: czerwonym i białym. Ludek słaniał się z braku sił, chwiał niebezpiecznie i w końcu przewrócił. Dwóch typów o wyglądzie generała Jaruzelskiego stanęło na ciele ludka i prowadziło po rosyjsku rozmowy telefoniczne. „Prijezżajtie! Prijezżajtie” – powtarzali bez przerwy.

Znów obudził się zlany zimnym potem. Od razu przypomniał sobie, że wczoraj w Polsce miał miejsce zamach stanu i panuje stan wojenny. Niewiele obchodziła go polityka, ale dlaczego spokojny dotąd premier we współpracy z prezydentem robią zamach stanu? W dodatku zaciął się przy goleniu. Wszystko dlatego, że był zupełnie niewyspany.

Skandal.

***

Jan nie lubił towarzyskich okazji i pojawiał się na nich rzadko. Ale tym razem, znękany koszmarnymi snami, z nie wiadomych dla siebie względów lgnął do ludzi. Więc poszedł.

– To skandal! Straciliśmy demokrację! – mówił wykładowca na uniwersytecie.

– Kto by pomyślał. Ten premier wyglądał na tak spokojnego – mówiła żona neurologa – Kto by przypuścił, że poprze pucz wojskowy!

– Kochani, zbliża się dziewiąta. Czas wracać do domów, godzina policyjna – powiedziała gospodyni.

– A ja, od czasu, gdy zaczęły dziać się te wszystkie dziwne rzeczy, źle sypiam – niespodziewanie dla siebie samego powiedział Jan.

– Współczuję panu. Widocznie jest pan dobrym Polakiem – powiedziała gospodyni.

– Polska mnie nie interesuje. Interesuje mnie tylko mój sen – powiedział Jan i przy stole zapadła niezręczna cisza.

Wracał do domu w złym nastroju. Potrzebował towarzystwa, a zepsuł sobie opinię zbytnią szczerością. Kiedy wjechał już na swoje szóste piętro, przed jego drzwiami stał jakiś obcy człowiek i siusiał na jego wycieraczkę.

– Co pan robi? – zapytał oburzony.

– Przepraszam, zamyśliłem się – powiedział człowiek przy drzwiach i odwrócił się. Wyglądał jak Sean Connery. Jan nie posiadał się z oburzenia.

– Zapłacę panu – powiedział intruz.

– Pieniądze nic tu nie załatwią – dumnie odpowiedział Jan – Jak pan tu wszedł?

– Mieszkam tu obok. Jestem pana sąsiadem – odpowiedział intruz i wskazał na drzwi mieszkania, do którego wprowadził się niedawno człowiek o wyglądzie Kloszarda.

– Dlaczego nie skorzystał pan ze swojej toalety? – zapytał Jan.

– Mówiłem już panu, zamyśliłem się – odparł tamten.

***

Jan postanowił udać się do supermarketu i kupić nowy telewizor. Prześladowała go absurdalna myśl, że może kiedy zmieni odbiornik telewizyjny, zmienią się też nadawane w nim wiadomości. Coraz bardziej dramatyczne, choć przekazywane w formie oficjalnej, rządowej propagandy.

W supermarkecie, na dziesiątkach telewizorów, widać było protestujących ludzi. Protesty krwawo tłumiło wojsko. Jan poczuł się osaczony: unikał tych rejonów Warszawy, gdzie toczyły się uliczne starcia, ale i tak dopadały go te obrazy, więziły, niepokoiły...

Kupił nieduży telewizor i udał się w stronę samochodu. Przez dłuższy czas nie mógł go znaleźć na podziemnym parkingu, w końcu z trudem rozpoznał swój samochód pod maskującymi barwami. Ktoś pomalował jego auto! Za wycieraczką znalazł kartkę, na której było napisane: „Broń się”. Kiedy otworzył drzwi, znalazł na przednim siedzeniu pistolet na wodę. Ktoś bez problemu otworzył jego dobrze zabezpieczone pojazd!

Skandal. Skandal.

***

Udał się na policję.

– Proszę pana, mamy teraz ważniejsze sprawy – odpowiedział niegrzecznie sierżant policji.

– Ale ktoś włamał się do mojego samochodu i przemalował go bez mojej zgody! – poskarżył się złamany.

– Proszę, ta pani pana przesłucha, jeśli pan nalega. Ale nie sądzę, byśmy mogli panu pomóc – uciął rozmowę policjant. Jan poszedł za młodą funkcjonariuszką do obskurnego pokoju, gdzie zasiadła za komputerem pamiętającym I wojnę światową.

– Chwileczkę, zawiesił się – powiedziała funkcjonariuszka i zaczęło się czekanie. Trzydzieści sekund, minuta, dwie... tak musi wyglądać piekło. Piekło to bezsensowne czekanie w takim jak ten obskurnym pokoju, z kobietą w pół drogi między pięknem a brzydotą, wpatrzoną w ekran zawieszonego komputera.

Zaczął liczyć. Kiedyś pomagało mu się to uspokoić. Dziesięć, dwanaście, dwadzieścia... padały kolejne cyfry, a czas wlókł się niemiłosiernie.

– Już – bezbarwnie powiedziała funkcjonariuszka – Imię?

– Jan – odparł szybko z ulgą.

– Jan jak?

– Jan Zapomniały – dodał.

– Narodowość? – padło kolejne pytanie.

– Polska – odpowiedział.

– Narodowość? – powtórzyła funkcjonariuszka.

– Już powiedziałem, polska – odparł.

– Jest pan pewien? – zapytała kobieta, wpatrując się w niego wnikliwie.

– Jestem – odpowiedział.

– Czy to nie pan na pewnym przyjęciu powiedział, że losy Polski nic pana nie interesują?

– Skąd pani wie? – zapytał zdruzgotany.

– Ja wszystko wiem – powiedziała funkcjonariuszka – Proszę się rozebrać.

– Ale po co? Chodzi przecież o mój samochód – odparł.

– Chodzi o Polskę, rozumie pan? O Polskę! – krzyknęła i przyłożyła mu gumową pałką.

Rozebrał się. Do majtek.

– Od lat myśli pan tylko o sobie. Wzbogacił się pan na giełdzie i żyje wyłącznie spełniając własne zachcianki. Czy tak postępuje dobry obywatel? – oskarżycielsko wycelowała palcem w jego pierś.

– A więc przemalowano mi samochód, pokryty został barwami maskującymi... – próbował jej przerwać.

– Dlaczego nie ma pan żony? – zapytała policjantka.

– Poza tym podrzucono na przednim siedzeniu pistolet na wodę... – kontynuował.

– Nie był pan też od pięciu lat na grobie matki – ciągnęła policjantka.

– Poza tym ktoś siusiał na moją wycieraczkę! – Jan był już bliski łez.

– Baczność! Jest pan elementem egoistycznym i całkowicie wynarodowionym. Gdyby nie to, że grał pan kiedyś na giełdzie, nie interesowałby się pan w ogóle życiem polskiego społeczeństwa – wyrzuciła z siebie policjantka.

– To prawda, ale płacę podatki! Płacę podatki! Płacę podatki! – Jan rzucił się na ziemię i szlochał jak dziecko.

– Egoista – wysyczała nad nim funkcjonariuszka.

***

Kiedy się obudził, na głowę kapała mu woda. Zamknięto go w jakiejś piwnicy, ciemnej i wilgotnej. Jego śnieżnobiała koszula była z pewnością brudna. Gdzieś zniknęła droga marynarka.

– Ratunku! – krzyknął. Nikt nie odpowiedział.

– No więc znany jestem z tego, że zastałem Polskę drewnianą, a zostawiłem murowaną. Nazywam się Kazimierz Wielki – powiedział Głos.

– Co się stało z moim samochodem? – wyjęczał Jan.

– Mniejsza o samochód, liczy się Polska! – odparł król.

– A kto za panem stoi? – zapytał.

– To Władysław Jagiełło – odpowiedział król.

– Dlaczego on nic nie mówi? – zapytał Jan, lecz nie otrzymał odpowiedzi.

W tym momencie przez pomieszczenie zaczęły maszerować potężne dęby. Chór młodzieży szkolnej śpiewał wysokimi głosami: Bartek... Bartek... Jan zrozumiał, że chodzi o dąb Bartek. Gdzieś pod sufitem zaczęły kłębić się bociany, które lecąc klekotały: Wawel... Wawel... Wawel... Jan pomyślał, jak bardzo oddalił się od Wawelu, Krakowa... inwestował w Tokio, w Nowym Jorku, w Warszawie, a tak dawno nie był w stolicy Małopolski.

– A kim pan jest? – zapytał mężczyzny z kuszą.

– Ja jestem Wilhelm Tell – odparł mężczyzna.

– Co pan tu robi? – dopytywał się Jan.

– Tak wpadłem, po znajomości – powiedział Wilhelm Tell i zdzielił go rękojeścią kuszy.

Jan stracił przytomność.

***

Jan po cichu, na palcach – strasznie wstydził się swojego brudnego ubrania – skradał się przez korytarz w stronę swojego mieszkania. I tu nowy cios: na jego drzwiach ktoś wyrył nożem zdanie: „Kocham Krysię” i opatrzył wielkim sercem przebitym strzałą. Zdenerwowany, tknięty złym przeczuciem Jan ruszył w stronę drzwi Seana Connery. Zadzwonił. I znów zaczęło się czekanie... za drzwiami słychać było jakieś szuranie, pokasływania, ale nikt nie otwierał... nagle zaczął mieć poczucie, że uczestniczy w biegu na tysiąc metrów, wszyscy ruszyli, a on stoi, oni biegną, a on jest nieruchomy... Wreszcie Connery otworzył.

– Słucham? – tym razem miał głos Kaczora Donalda. Ale twarz Seana Connery.

– Czy to pan? – zapytał bez ogródek.

– Nie ja – odparł Sean Connery i zamknął drzwi.

Jan nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Nie wiadomo dlaczego bał się wejść do własnego mieszkania. Pomyślał, że przebierze się za stracha na wróble i spędzi noc stojąc na jednej nodze na korytarzu. Pomysł spodobał mu się na tyle, że szybko otworzył drzwi swojego apartamentu, wbiegł do środka, wyciągnął z szafy stary płaszcz i kapelusz i wrócił na korytarz. Przebrał się i stanął.

Jak długo wytrzyma na jednej nodze? Nie wiedział. Noc była długa.

***

Kloszard, teraz wyglądający jak Sean Connery, szedł z wolna Alejami Jerozolimskimi. Przed nim pędziła grupka siedmiu, może ośmiu psów z puszkami przywiązanymi do ogonów. Kloszard śmiał się ohydnie za każdym razem, kiedy sznurki z puszkami plątały się, a psy przewracały się, albo zaczepiały o uliczne latarnie.

To był zły człowiek. Bez wątpienia.