Wydawca: Pascal Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 63 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zezia i wszystkie problemy świata - Agniszka Chylińska

Zezia czuje, że spadają jej na głowę wszystkie problemy świata, ale wierzy, że wszystko dobrze się skończy.
Trudno być jednocześnie gwiazdą sportu, szkolną prymuską i jeszcze znaleźć czas, by zająć się rodziną, szczególnie dorosłymi już przecież rodzicami! Kto ma sobie z tym wszystkim poradzić, jeżeli nie jedenastoletnia Zezia? Przepraszam – Zuzanna?
Ciepła opowieść o tym, że rzeczy dobre są czasem blisko nas, tylko trzeba się pilnie rozglądać. A poranki, szczególnie te świąteczne, to czas cudów.

Opinie o ebooku Zezia i wszystkie problemy świata - Agniszka Chylińska

Fragment ebooka Zezia i wszystkie problemy świata - Agniszka Chylińska

Copyright for the text © Agnieszka Chylińska

Copyright for this edition © Wydawnictwo Pascal

Redakcja: Agnieszka Hetnał

Korekta: Katarzyna Zioła-Zemczak

Ilustracje i projekt graficzny: Suren Vardanian

Redaktor techniczny: Jarosław Jabłoński

Redaktor prowadząca: Martyna Góra

Wydawnictwo Pascal sp. z o.o.

ul. Zapora 25

43-382 Bielsko-Biała

www.pascal.pl

Bielsko-Biała 2015

ISBN 978-83-7642-650-1

eBook maîtrisé parAtelier Du Châteaux

Joasi

Pechowe wakacje

A mia­ło być tak wspa­nia­le! Ze­zia opa­la­ła się na ja­snym kocu. Przez przy­mru­żo­ne oczy pró­bo­wa­ła pa­trzeć na ogrom­ne słoń­ce i ide­al­nie nie­bie­skie nie­bo bez jed­nej chmur­ki.

Był czas wa­ka­cji. Ze­zia z po­wo­dze­niem i bez naj­mniej­sze­go pro­ble­mu zda­ła do pią­tej kla­sy i te­raz z uśmie­chem cie­szy­ła się pięk­nym la­tem na wsi. Ja­dła du­uuże bor­do­we cze­re­śnie i na­wet bzy­czą­ce wo­kół psz­czo­ły nie stra­szy­ły jej ja­koś bar­dzo.

Ze­zia mia­ła przy so­bie ulu­bio­ną książ­kę pod ty­tu­łem „Nie­bez­piecz­ne wy­pad­ki”. Był to po­rad­nik dla dzie­ci i mło­dzie­ży z in­for­ma­cja­mi, jak się za­cho­wać, gdy na przy­kład się ska­le­czy­my, albo co zro­bić, by nie użą­dli­ła nas osa. I tam wła­śnie prze­czy­ta­ła, żeby na świe­żym po­wie­trzu ra­czej nie pić słod­kich so­ków ani nie jeść słod­kich owo­ców. Je­śli jed­nak nie mo­że­my wy­trzy­mać i osa lub psz­czo­ła krą­żą nie­bez­piecz­nie bli­sko nas, trze­ba za­cho­wać spo­kój i nie ma­chać ner­wo­wo rę­ka­mi. Le­piej de­li­kat­nie ze­brać słod­kie przy­sma­ki, umyć bu­zię i ręce i cze­kać, aż bzy­czą­cy owad sam so­bie od­le­ci. Ze­zia wie­dzia­ła więc, jak się za­cho­wać.

Wie­dzia­ła też na pew­no, że chce zo­stać le­kar­ką. Uwa­ża­ła od ja­kie­goś cza­su, że zna­ko­mi­cie na­da­je się do tego za­wo­du. Dla­te­go wła­śnie z oka­zji uro­dzin do­sta­ła od swo­ich Ro­dzi­ców tę prze­pięk­ną książ­kę o nie­bez­piecz­nych wy­pad­kach i o tym, jak ra­to­wać lu­dzi, któ­rzy po­trze­bu­ją po­mo­cy.

Ze­zia była więc od razu go­to­wa do po­mo­cy, kie­dy naj­pierw za­dzwo­nił te­le­fon, a po chwi­li Mama wy­bie­gła za­pła­ka­na. Po­wie­dzia­ła, że wszy­­­­­scy mają się na­tych­miast pa­ko­wać i wra­cać do domu. Ze­zia nie wie­dzia­ła tyl­ko jesz­cze, komu po­móc ani dla­cze­go tak pięk­ne wa­ka­cje u Wuja Rol­ni­ka mają się skoń­czyć już w lip­cu. Oka­za­ło się, że cho­dzi­ło o Dziad­ka Zezi. O je­dy­ne­go Dziad­ka Zezi, Tatę Mamy Zezi. Był bar­dzo po­waż­nie cho­ry. Kie­dy Mama się tro­chę uspo­ko­iła i po­zwo­li­ła dojść do gło­su Ta­cie, obo­je zde­cy­do­wa­li, że Ze­zia i Fra­nek wró­cą ra­zem z nimi do Ma­li­nów­ki, a Gi­ler zo­sta­nie u Wuja. Ro­dzi­ce szyb­ko spa­ko­wa­li tor­by, po­że­gna­li się z Wu­jo­stwem i po­mknę­li jak naj­szyb­ciej.

Po­dróż do domu mi­nę­ła w cał­ko­wi­tym mil­cze­niu. Ze­zia czu­ła całą sobą, że dzie­je coś bar­dzo nie­przy­jem­ne­go i smut­ne­go. Mama mil­cza­ła, ukrad­kiem ocie­ra­jąc łzy, a Tata zbyt ostro brał za­krę­ty. Co ja­kiś czas po ca­łym sa­mo­cho­dzie prze­ta­cza­ły się róż­ne przed­mio­ty, łącz­nie z ulu­bio­ny­mi za­baw­ka­mi Fran­ka-Ocza­ka, któ­ry jako je­dy­ny za­cho­wy­wał po­god­ny spo­kój.

Naj­młod­sze dziec­ko Pań­stwa Ze­zi­ków mia­ło dwa lata i sie­dem mie­się­cy. Fra­nek cho­wał się bar­dzo zdro­wo, mó­wił bar­dzo dużo i bar­dzo się wszyst­kim eks­cy­to­wał.

Ostat­nio ogrom­nym za­in­te­re­so­wa­niem Fran­ka cie­szył się kret. Zwie­rząt­ko za­do­mo­wi­ło się na po­dwór­ku ro­dzi­ny Ze­zi­ków i nie da­wa­ło się stam­tąd wy­ku­rzyć. Fra­nek wraz z Ze­zią i Gi­le­rem co­dzien­nie za­glą­da­li do spe­cjal­nej pu­łap­ki, któ­rą Pan Ze­zik oso­bi­ście przy­go­to­wał na nie­pro­szo­ne­go go­ścia. Nie­ste­ty, kret ani my­ślał się w nią zła­pać. Po­dwór­ko z każ­dym dniem wy­glą­da­ło go­rzej, zry­te i wy­brzu­szo­ne kil­ku­na­sto­ma spo­ry­mi kop­czy­ka­mi. Fra­nek za­wzię­cie ki­bi­co­wał kre­to­wi, a jed­no­cze­śnie bar­dzo chciał go zo­ba­czyć. Mama w koń­cu zli­to­wa­ła się nad młod­szym syn­kiem. Gdy pe­łen na­dziei Fra­nek któ­re­goś dnia zno­wu pod­biegł do pu­łap­ki, zna­lazł w niej... plu­szo­we­go kre­ta, któ­re­go Mama ku­pi­ła w skle­pie z za­baw­ka­mi. Fra­nek był ogrom­nie szczę­śli­wy.

Od­tąd plu­szo­wy kret stał się jego naj­uko­chań­szą za­baw­ką. Oczak się z nim po pro­stu nie roz­sta­wał. Te­raz, gdy zde­ner­wo­wa­ni Ro­dzi­ce je­cha­li do Ma­li­nów­ki, nie­świa­do­my smut­nej wia­do­mo­ści o cho­ro­bie Dziad­ka Fra­nek ra­do­śnie ma­chał swo­im plu­szo­wym kre­tem. Pró­bo­wał w ten spo­sób za­ra­zić we­so­łym na­stro­jem resz­tę ro­dzi­ny. Ze­zia tym­cza­sem pa­trzy­ła przez okno po le­wej stro­nie. Sie­dzia­ła tuż za Tatą, któ­ry pro­wa­dził auto.

Już od wio­sny źle się czu­ła z tym, że naj­bliż­si ko­le­dzy i ko­le­żan­ki z kla­sy mó­wią do niej „Ze­zia”. Ze­zia nie chcia­ła już dłu­żej być Ze­zią. Chcia­ła być Zu­zan­ną! Czu­ła, że jest już pra­wie do­ro­sła i ani „Ze­zia”, ani oku­la­ry zu­peł­nie już do niej nie pa­su­ją. Mama obie­ca­ła jej więc, że wraz z no­wym ro­kiem szkol­nym Ze­zia, to zna­czy Zu­zia, pój­dzie z Mamą do oku­li­sty. On zde­cy­du­je, czy Zu­zia jest go­to­wa na szkła kon­tak­to­we. Zu­zia my­śla­ła o tym wszyst­kim w dro­dze do domu. Mar­twi­ła się o Dziad­ka, ale za­sta­na­wia­ła się jed­no­cze­śnie, co da­lej z wa­ka­cja­mi. Gdy wie­czo­rem sa­mo­chód Pań­stwa Ze­zi­ków za­par­ko­wał przed do­mem w Ma­li­nów­ce, Fra­nek spał głę­bo­ooookim snem. Zo­stał de­li­kat­nie wy­ję­ty przez Tatę z fo­te­li­ka i za­nie­sio­ny do swo­je­go po­ko­ju. Zu­zia po­mo­gła Ma­mie w no­sze­niu to­reb i wa­li­zek. Po ko­la­cji, któ­rą Zu­zia zja­dła tyl­ko z Tatą, bo Mama roz­ma­wia­ła ci­cho przez te­le­fon z Bab­cią Ciem­no­wło­są, każ­dy po­szedł do sie­bie.

Ze­zia, to zna­czy Zu­zia, za­wsze gdy było jej smut­no, my­śla­ła o tym, że wraz z ko­lej­nym dniem i ko­lej­nym wscho­dem słoń­ca NA PEW­NO przy­da­rzy się coś lep­sze­go. NA PEW­NO wszyst­kie pro­ble­my się skoń­czą. Rano tuż po prze­bu­dze­niu Zu­zia po­czu­ła na so­bie cie­pły cię­żar zwi­nię­tej w kul­kę kot­ki Idź­stąd, któ­ra spa­ła na Zu­zi­nej po­ście­li, spo­koj­nie od­dy­cha­jąc. Dziew­czyn­ka po­czu­ła, że bar­dzo chce po­móc Ro­dzi­com. Wy­sko­czy­ła z łóż­ka, za­sia­dła do swo­je­go biur­ka, chwy­ci­ła ko­lo­ro­we fla­ma­stry i czy­sty ar­kusz blo­ku tech­nicz­ne­go. „Roz­kład dnia” – na­pi­sa­ła czer­wo­nym fla­ma­strem.

Zu­zia po­my­śla­ła, że zaj­mie się Ocza­kiem, bę­dzie pa­mię­tać o zmy­wa­niu na­czyń, sprzą­ta­niu swo­je­go po­ko­ju i o wie­lu in­nych obo­wiąz­kach. Do po­ko­ju wszedł jed­nak Tata i oznaj­mił, że Mama wy­jeż­dża wraz z Ocza­kiem do Dziad­ka i Bab­ci Ciem­no­wło­sej. Dziew­czyn­ka wy­raź­nie po­smut­nia­ła. Po Mamę mia­ła przy­je­chać Bab­cia Ciem­no­wło­sa, któ­ra ufar­bo­wa­ła so­bie ostat­nio wło­sy na rudo. Może też więc nad­szedł czas, by na­zy­wać ją Bab­cią Ru­do­wło­są.

Zu­zia mia­ła zo­stać z Tatą i cze­kać na dal­szy roz­wój wy­pad­ków.

Samotne lato

Sier­pień przy­niósł ogrom­ne upa­ły. Ze­zia, to zna­czy Zu­zia, bar­dzo chcia­ła spo­tkać się z kimś ze swo­ich ko­le­ża­nek i ko­le­gów. To umi­li­ło­by czas do koń­ca wa­ka­cji, któ­ry zu­peł­nie nie­ocze­ki­wa­nie przy­szło jej spę­dzić w Ma­li­nów­ce. Nie­ste­ty, An­dże­li­ka Owsian­ka – ulu­bio­na ko­le­żan­ka z kla­sy Zuzi – była na ko­lo­niach. Aga­ta Ku­biak, któ­ra miesz­ka­ła w ma­łym dom­ku obok domu Zuzi, też wy­je­cha­ła do swo­jej Bab­ci i mia­ła wró­cić w ostat­nich dniach sierp­nia. Na­wet Ma­rio­la, cór­ka Pań­stwa Zbu­ków, spę­dza­ła wa­ka­cje gdzieś z dala od domu i wiecz­nie nie­za­do­wo­lo­ne­go Pana Zbu­ka. Na po­cząt­ku Zu­zia dość moc­no się nu­dzi­ła. Sa­mot­ne spa­ce­ry po oko­li­cy i za­ba­wy na po­dwór­ku były do­bre przez pierw­sze dni. Po­tem już nie cie­szy­ło jej nic.

– Ra­dość to dzie­le­nie się z in­ny­mi – po­wie­dział Tata, gdy Zu­zia sie­dzia­ła zre­zy­gno­wa­na na ta­ra­sie. Po raz szes­na­sty ob­wią­zy­wa­ła ban­da­żem gło­wę mi­sia. Skwar był wy­jąt­ko­wo do­tkli­wy. Tata zde­cy­do­wał, że pora na na­dmu­cha­nie ba­se­nu ogro­do­we­go. Gdy ba­sen na­peł­nił się wodą, Zu­zia wsko­czy­ła do nie­go bez więk­sze­go en­tu­zja­zmu. Tata za­ło­żył słom­ko­wy ka­pe­lusz i usiadł nie­opo­dal na ogro­do­wym fo­te­lu.

Jak cu­dow­nie by było za­pro­sić te­raz do za­ba­wy Aga­tę lub są­sia­da Zuzi, Kry­stia­na! Kry­stian jed­nak spę­dzał wa­ka­cje za gra­ni­cą u swo­jej Mamy, któ­ra bar­dzo dużo pra­co­wa­ła i bar­dzo dużo po­dró­żo­wa­ła. Za­ra­bia­ła w ten spo­sób pie­nią­dze dla swo­je­go syna, ale rzad­ko go od­wie­dza­ła.

„Do szczę­ścia jest po­trzeb­ny przy­ja­ciel” – po­my­śla­ła Zu­zia, pa­trząc na duży ba­sen. Tata Zuzi, któ­ry świet­nie znał wszyst­kie swo­je dzie­ci, wy­czuł smu­tek je­dy­nej cór­ki.

– Po­wiedz mi pro­szę, czy lu­bisz Dziad­ka – za­gad­nął Zu­zię. Dziew­czyn­ka za­sta­no­wi­ła się chwil­kę. Dzia­dek był sze­ro­ko uśmiech­nię­tym Star­szym Pa­nem. Gdy już spo­ty­kał się z wnucz­ką, po­świę­cał jej cały swój czas. Pro­blem w tym, że Dziad­ka naj­czę­ściej nie było w ro­dzin­nym domu Pani Ze­zik. Zu­zia bar­dzo go lu­bi­ła, ale trud­no po­wie­dzieć, żeby go zna­ła. Dzia­dek po pro­stu nie da­wał się do­brze po­znać. Gdy miał do­bry hu­mor, wy­cią­gał z kie­sze­ni spodni har­mo­nij­kę ust­ną i grał na niej pięk­ne, skocz­ne me­lo­die. Bab­cia uśmie­cha­ła się wte­dy pra­wie nie­zau­wa­żal­nie i ro­bi­ło się nad­zwy­czaj przy­jem­nie i ra­do­śnie.

Dzia­dek naj­bar­dziej lu­bił to­wa­rzy­stwo Gi­le­ra. Na­zy­wał go „śluj­kiem” i cho­dził z nim na dłu­gie spa­ce­ry.

O czym roz­ma­wia­li? Tego nie wie­dział nikt. Gi­ler prze­cież nie mó­wił zbyt wy­raź­nie. Pew­ne jed­nak było, że uwiel­bia to­wa­rzy­stwo Dziad­ka i bar­dzo, ba­aaaar­dzo lubi z nim prze­by­wać. Dzia­dek no­sił be­ret w ko­lo­rze kawy z mle­kiem i pa­ra­sol, któ­re­go koń­ców­kę ostrzył ostrzał­ką do noży. Pa­nicz­nie bał się ban­dy­tów i prze­chwa­lał się, że tym wła­śnie pa­ra­so­lem ni­czym sza­blą po­ko­na każ­de­go ło­bu­za.

Kie­dyś Bab­cia wy­jąt­ko­wo dłu­go, a we­dług niej zde­cy­do­wa­nie zbyt dłu­go cze­ka­ła na Dziad­ka i po­sta­no­wi­ła zro­bić mu psi­ku­sa. W ciem­nym ko­ry­ta­rzu ka­mie­ni­cy, w któ­rej miesz­ka­li, usta­wi­ła mio­tłę, a na nią na­ło­ży­ła wiel­kie bia­łe prze­ście­ra­dło. W nie­oświe­tlo­nym za­uł­ku tuż przy krę­co­nych skrzy­pią­cych scho­dach ca­łość wy­glą­da­ła dość upior­nie. Dzia­dek, któ­ry prze­cież miał wal­czyć swo­im pa­ra­so­lem z całą zgra­ją zło­czyń­ców, na wi­dok bia­łej zja­wy uciekł z krzy­kiem w wiel­kiej pa­ni­ce.

Dzia­dek uwiel­biał roz­mo­wy o po­li­ty­ce z Tatą Zuzi. Pa­no­wie mo­gli ca­ły­mi go­dzi­na­mi opo­wia­dać o hi­sto­rii, geo­gra­fii i dzie­jach świa­ta w ogó­le. Ale Dziad­ka tak na­praw­dę nikt do­brze nie znał. Poza Bab­cią, któ­ra oczy­wi­ście zna­ła go naj­dłu­żej. No i Mamą Zuzi, któ­ra była za­wsze bar­dzo szczę­śli­wa, gdy za­sta­wa­ła Dziad­ka w domu, i bar­dzo, bar­dzo nie­szczę­śli­wa, gdy Dziad­ka jed­nak nie było w sta­rej ka­mie­ni­cy.

– Lu­bię Dziad­ka, Ta­tu­siu – od­par­ła po dłuż­szej chwi­li Zu­zia. – Ale nie znam go zbyt do­brze – do­da­ła.

– To tak jak my wszy­scy – rzekł Tata Zuzi. Nie było wia­do­mo, czy mó­wił do niej, czy do sie­bie, bo głos miał ci­chy i smut­ny.

Zu­zia moc­no ko­cha­ła swo­je­go Tatę i wie­dzia­ła, że ZA­WSZE, ZA­AAAAW­SZE bę­dzie przy niej. Dziew­czyn­ka ni­g­dy nie chcia­ła do­sta­wać od Ro­dzi­ców żad­nych przed­mio­tów. Wie­dzia­ła jed­nak do­sko­na­le, że Ro­dzi­ce uwiel­bia­ją da­wać pre­zen­ty i są bar­dzo szczę­śli­wi, gdy dzie­ci cie­szą się z tych upo­min­ków. Pa­trząc te­raz na stra­pio­ne­go Tatę, Zu­zia spró­bo­wa­ła go roz­ch­mu­rzyć.

– Wiesz, Tato, w skle­pie z upo­min­ka­mi były ta­kie ślicz­ne tur­ku­so­we oku­la­ry prze­ciw­sło­necz­ne, my­ślisz, że mo­gli­by­śmy je ra­zem obej­rzeć?

Tata spoj­rzał na cór­kę z uśmie­chem:

– Je­śli tyl­ko spra­wi ci to przy­jem­ność, Zu­zan­no...

Zu­zia pro­si­ła ostat­nio Ro­dzi­ców, by zwra­ca­li się do niej wła­śnie w ten spo­sób. Było jej bar­dzo, ba­aaar­dzo miło, gdy obo­je o tym pa­mię­ta­li. Czu­ła wte­dy, że Ro­dzi­ce ak­cep­tu­ją fakt, że Zu­zan­na Ze­zik da­aaaw­no skoń­czy­ła je­de­na­ście lat i jest już pra­wie do­ro­sła.

Do cen­trum Ma­li­nów­ki Tata i Zu­zia po­je­cha­li na ro­we­rach. Oku­la­ry były prze­pięk­ne i Tata chęt­nie ku­pił je swo­jej cór­ce. Po­tem jesz­cze pod­je­cha­li do…

…(fragment)…

.

.

.

Całość dostępna w wersji pełnej

Powrót do codzienności

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Pechowy początek roku szkolnego

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Zuzia i sport

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Turniej

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Co się tam dzieje?

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Na ratunek!

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

A więc to tak?

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Rozlane mleko

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej

Wesołych Świąt!

(fragment)…

.

.

.

Rozdział dostępny w wersji pełnej