Zdrowie po ciąży - Oscar Serrallach - ebook

16 osób właśnie czyta

Opis

Zrób prezent sobie i swojemu dziecku. Odzyskaj zdrowie i dobre samopoczucie po ciąży!

Czujesz się wyczerpana? Masz wszystkiego dość? Nie czujesz się sobą i jesteś ciągle rozdrażniona?

To książka dla Ciebie. Dzięki niej dowiesz się, jak dbać o siebie po ciąży, odzyskać energię i wrócić do zdrowia.

Każda z nas po urodzeniu dziecka powinna zadbać o siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wyczerpanie po ciążowe dotyka wszystkich kobiet i może trwać nawet do siedmiu lat po porodzie.

Doktor Serrallach wyjaśnia, jak dieta, ruch czy sposób myślenia wpływają na zdrowie i samopoczucie mam. Dzięki prostym poradom i wprowadzeniu odpowiednich nawyków skutecznie zregenerujesz swoje ciało i odzyskasz energię.

Doktor Oscar Serrallach, abolwent studiów medycznych Uniwersytetu w Auckland (Nowa Zelandia). Specjalista w położnictwie i ziołolecznictwie. W 2011 roku założył Integracyjne Centrum Medyczne w Mullumbimby w Australii, gdzie pomaga kobietom w odzyskaniu zdrowia w okresie poporodowym.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 354

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału: The Postnatal Depletion Cure

Redakcja: Agnieszka Niegowska

Projekt okładki: Pola Rusiłowicz KAV Studio

Zdjęcia na okładce: © eveleen / Shutterstock.com

Korekta: Beata Wójcik, Katarzyna Rojek

Copyright © 2018 by Oscar Serrallach

Copyright for the Polish translation © by Marta Klimek-Lewandowska, 2019

Copyright for the Polish edition © by Wydawnictwo Czarna Owca, 2019

This edition published by arrangement with Grand Central Life & Style, New York, New York, USA. All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark).

Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku.

Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.

Wydanie I

ISBN: 978-83-8143-108-8

Wydawnictwo Czarna Owca Sp. z o.o. ul. Wspólna 35 lok. 5, 00-519 Warszawa www.czarnaowca.pl Redakcja: tel. 22 616 29 20; e-mail: redakcja@czarnaowca.pl Dział handlowy: tel. 22 616 29 36; e-mail: handel@czarnaowca.pl Sklep internetowy: tel. 22 616 12 72; e-mail: sklep@czarnaowca.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Tę książkę dedykuję wszystkim kobietom cierpiącym i borykającym się z rzeczywistością w rolach altruistycznych opiekunek, często pozbawionych bezwarunkowego wsparcia i mądrości, które powinny niejako z definicji otrzymywać od swoich kręgów kulturowych, społeczeństw i rodzin. To Wasza siła inspirowała mnie i wskazywała drogę podczas pisania tej książki.

Dobrostan matek to materia, z której utkana jest przyszłość naszego społeczeństwa

dr Oscar Serrallach

Wstęp

Napisałem tę książkę, aby odpowiedzieć na pytanie, tak często stawiane przez wiele kobiet: „Jak teraz, gdy zostałam matką, odzyskać dawną siebie i swoje dawne życie?”. Skąd wziąć siłę, by zawalczyć o swoje potrzeby, gdy całe społeczeństwo powtarza ci, że masz się całkowicie skupić na dziecku i nie wychylać się z cienia przeznaczonej ci roli? Ta koncentracja na dziecku to zjawisko, które często obserwuję w swojej praktyce lekarskiej, a także jako ojciec, przyglądając się codziennym zmaganiom mojej nadzwyczajnej partnerki, Caroline, po narodzinach naszych dzieci. Niemal wszystkie mamy, z którymi rozmawiałem, stale do tego nawiązywały – czy to w kontekście energii, chorób, zarządzania czasem, czy wiary w siebie.

W naszym postrzeganiu i traktowaniu świeżo upieczonych matek istnieje ogromna luka. A co gorsza, luka ta wciąż się powiększa, ponieważ nikt jej nie analizuje z medycznego punktu widzenia. Depresję poporodową owszem. Ale wyczerpanie po urodzeniu dziecka? Co takiego? To pojęcie nie doczekało się nawet rzetelnego dialogu, nie mówiąc już o konkretnej wiedzy i świadomości społecznej.

Co nie mniej istotne, a może nawet bardziej, wyczerpanie po urodzeniu dziecka nie dotyczy tylko matek tuż po porodzie – dotyczy wszystkich matek. Jeśli świeżo upieczona mama nie będzie miała szansy zregenerować się w pełni po wysiłkach związanych z ciążą i porodem, skutki mogą utrzymywać się latami. Leczyłem już kobiety, które dziesięć lat po przyjściu na świat dzieci nadal cierpiały z powodu wyczerpania. A jeśli wziąć pod uwagę stres i bezsenne noce towarzyszące wychowaniu malców, później nastolatków, do kompletu z okołomenopauzalnymi i menopauzalnymi zaburzeniami hormonalnymi, gdy matki nie mają realnego wsparcia i możliwości regeneracji, okazuje się, że może to być naprawdę ciernista droga.

Wiem, że to jest realny problem, i wiem też, że nie musicie tak cierpieć. Tymczasem w podświadomości matek niemal kwestią honoru jest radzić sobie z macierzyństwem i opieką nad dzieckiem, a przy tym jak tylko się da najszybciej wrócić do pracy. Nasza zachodnia kultura wyświadczyła matkom niedźwiedzią przysługę, nie wspierając ich na drodze do regeneracji i nie dając czasu na przystosowanie się do tej życiowej rewolucji. To się musi zmienić! Mam wielką nadzieję, że będę mógł przyczynić się do tego, by zmienił się sposób myślenia o opiece poporodowej. Sprawa jest pilna! Do zaangażowania się w tę misję popchnęła mnie potrzeba, by pomóc wrócić do zdrowia mojej ukochanej Caroline. Tymczasem ona pomogła mi odkryć przyczyny, dla których matki są tak wyczerpane, oraz pokazała, co można zrobić, aby znów optymalnie funkcjonowały.

MOJA HISTORIA

Nimbin to osobliwe małe australijskie miasteczko mniej więcej godzinę jazdy samochodem w głąb lądu od Byron Bay, najbardziej wysuniętego na wschód punktu Nowej Południowej Walii. W 2003 roku przeprowadziłem się tam, czując się niespełniony jako lekarz i poszukując jakiejś odmiany, która wytrąciłaby mnie z zawodowej rutyny. Do tego momentu byłem medycznym najemnikiem, uganiającym się od miasta do miasta za robotą, zajmującym się wszystkim – od leczenia uzależnień przez medycynę ludową i psychiatrię po pracę na oddziale ratunkowym w nadmorskim mieście Ballina.

W przeciwieństwie do innych dziedzin medycyna ratunkowa jest niezwykle prosta: pacjenci przybywają ze specyficznymi problemami, które jesteśmy w stanie rozwiązać na miejscu. Naprawdę dobrze się czułem w koleżeńskiej atmosferze oddziału, a mój grafik zostawiał mi czas na naukę surfowania, doskonalenie gry na gitarze i trenowanie zawodników w lokalnym klubie piłkarskim. Ale po pewnym czasie głęboki niepokój i frustracja zawiodły mnie do Nimbin, miasteczka znanego w moim kraju jako centrum kontrkultury – wprawdzie nie porwał mnie przesadnie osławiony hipisowski etos wolnej miłości i narkotyków, ale wszedłem głęboko w świadomość ekologiczną, jeden z integralnych elementów życia w tym miejscu. Poznałem wielu inspirujących ludzi i pobudzające do myślenia idee. I to tam zaczęła się moja lekarska ewolucja.

W roku 2003 na festiwalu muzycznym spotkałem Caroline Cowley, która wkrótce stała się moją towarzyszką życia. Choć urodzona i wychowana w wielkim mieście – Melbourne – i wysoko mierząca w sferze zawodowej, dała się przekonać do życia w sennym Nimbin. Głęboko zakochani, uwierzyliśmy w romantyczną i idealistyczną wizję samowystarczalności. Stworzyliśmy bujny ogród i spędzaliśmy tam mnóstwo czasu na pracy fizycznej. Szybko stało się jasne, że w tym naszym idyllicznym scenariuszu nadszedł czas na powiększenie rodziny, wobec czego zaangażowaliśmy się w działalność lokalnej społeczności skupionej wokół idei porodów domowych.

Dla mnie, przedstawiciela medycyny akademickiej, myśl, że nasze pierwsze dziecko miałoby przyjść na świat poza szpitalem, nie była łatwa do zaakceptowania. Musiałem odbyć wiele spotkań z mamami mającymi za sobą porody domowe, doświadczonymi położnymi i lekarzami, których własne dzieci też rodziły się w domu. Otrzymałem ogromne wsparcie i masę informacji o opiece przed- i poporodowej – z książek, zajęć i od poznanych matek. Jednym z najwspanialszych doświadczeń była „ceremonia błogosławieństwa” dla Caroline – tradycja zaczerpnięta z kultury Indian amerykańskich – podczas której matki siedzą w kręgu i opowiadają różne historie mające dodać ducha kobiecie, która wkrótce ma rodzić. Ja jako przyszły ojciec w celu uhonorowania mojej nowej życiowej roli zostałem zaproszony przez mojego aborygeńskiego przyjaciela na uroczystą wędrówkę do świętego miejsca. To też było przepiękne doświadczenie, które pozwoliło mi poczuć się częścią długiej, pradawnej historii pokoleń dających życie nowym pokoleniom. A jednak nie mogłem się powstrzymać przed sporządzeniem bardzo szczegółowego planu porodu – tak na wypadek, gdybyśmy mimo wszystko musieli pojechać do szpitala!

Caroline i ja mieliśmy szczęście: domowe narodziny naszego pierwszego dziecka, Felixa, przebiegły wspaniale i całkowicie bezproblemowo, w otoczeniu rodziny i innych bliskich osób. Sąsiedzki krąg zorganizował nawet dla nas grafik zaopatrzenia w posiłki na całe dwa tygodnie, żebyśmy my, niewyspani i dopiero przystosowujący się do naszego cudownego maleństwa, nie musieli dodatkowo głowić się, co też tu ugotować. Nagle wrzuceni na głębokie wody rodzicielstwa czuliśmy się przytłoczeni koniecznością podejmowania niezliczonych decyzji. Czy mamy używać pieluch wielo- czy jednorazowych? Czy powinniśmy dawać dziecku smoczek? Jak długo Caroline ma karmić piersią? Dlaczego dzieciak płacze? Każdy rodzic może potwierdzić: gdy tylko znajdziesz odpowiedź na jedno pytanie, zaraz pojawia się następne – a wraz z nimi opinie i krytyczne uwagi (naturalnie wygłaszane w jak najlepszych intencjach) przyjaciół, krewnych i oczywiście tych wszystkich kompletnie obcych „życzliwych”.

Podobny schemat powtórzył się przy dwójce kolejnych dzieci, Maximie i Olivii. Caroline była za każdym razem coraz bardziej wyczerpana, a po urodzeniu naszej najmłodszej, Olivii, dotarliśmy do punktu krytycznego. Caroline zawodziła pamięć, traciła zdolność koncentracji. Zdawało jej się, że tonie pod naporem rzeczy, nad którymi nie panuje, że w głowie ma ciągłą pustkę. Dręczyły ją niepewność i poczucie osamotnienia. Nie była w stanie sobie pomóc. Czuła się skrajnie zmęczona, niespokojna, płytki sen nie dawał ukojenia i w głębi serca bała się, że to już nigdy nie minie.

Z każdym dniem coraz bardziej się o nią martwiłem, aż przypomniałem sobie pacjentkę z początków mojej pracy w Nimbin Medical Centre – wymizerowaną młodą matkę imieniem Susan. Ta dwudziestoparoletnia kobieta miała już pięcioro dzieci, nic więc dziwnego, że czuła się wyczerpana i z trudem sobie radziła. Podczas wizyty zachowywała się bardzo niespokojnie, ale nie umiała określić, co właściwie jej dolega i jak się czuje, poza tym że jest ogólnie zestresowana i krańcowo zmęczona. Było mi jej żal i chciałem zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby jej pomóc. Zleciłem badania krwi, aby wykluczyć anemię, i przeprowadziłem test przesiewowy w kierunku depresji poporodowej. Zorganizowałem jej wizytę domową pracownika socjalnego i pielęgniarki środowiskowej. Wyniki badań laboratoryjnych wykazały niski poziom żelaza, co mogło się przyczyniać do jej zmęczenia. Omówiliśmy sposoby zwiększenia zawartości żelaza w posiłkach, a niezależnie od tego przepisałem jej preparat suplementujący. Gdy Susan przyszła na kolejną wizytę, delikatnie zasugerowałem, że dobrze by jej zrobiła konsultacja psychologiczna. Już miałem w myślach sam siebie poklepać po plecach za dobrze wykonane zadanie, za ten ekstra wysiłek, by pomóc komuś będącemu w tak ewidentnej potrzebie – zwłaszcza że Susan spędzała u mnie raczej trzy kwadranse niż przepisowe 20 minut przewidziane na jednego pacjenta – gdy nagle ona zerwała się z miejsca ze słowami: „Boże, muszę lecieć”, porwała torebkę i wybiegła, zanim zdążyłem się odezwać.

W następnym tygodniu rozmawiałem z pielęgniarką środowiskową, która była u niej w domu. Powiedziała, że Susan czuje się trochę lepiej i nie życzy sobie dalszej pomocy. Bardzo mnie to zdziwiło. Wciąż miałem ją przed oczami – roztrzęsioną, ciągnącą resztkami sił.

Minęło niemal półtora roku, zanim zobaczyłem ją ponownie – tym razem na oddziale ratunkowym naszego lokalnego szpitala, gdzie trafiła z ciężkim zapaleniem płuc. Zdążyła już urodzić kolejne dziecko i sprawiała wrażenie tak samo wyczerpanej i zestresowanej jak wówczas, gdy ją poznałem. Wczesnym rankiem przyjąłem ją do szpitala i zleciłem dożylne antybiotyki, tymczasem już po południu Susan stwierdziła, że czuje się lepiej, i uparła się, że musi wracać do domu. Ponieważ leki dopiero zaczynały działać, została wypisana na własne życzenie, wbrew zaleceniom lekarskim. Nie udało mi się już później dowiedzieć, co się dalej stało z nią i jej rodziną – do dziś często się nad tym zastanawiam i martwię się o nią.

Desperacko pragnąc pomóc Caroline wrócić do zdrowia, zacząłem robić szczegółowe notatki na temat swoich pacjentek. Analizowałem sytuację innych matek, które badałem – nie wszystkie były w aż tak fatalnym stanie jak Susan, ale problemy miały podobne. Takie jak moja partnerka – bynajmniej, jak sobie wtedy uzmysłowiłem, nieodosobniona w swoim cierpieniu. Te mamy kochały swoje dzieci, a jednak były nieszczęśliwe i kompletnie pozbawione sił. Przestały czuć się sobą i straciły nadzieję, że kiedykolwiek odzyskają dawną witalność. A gdyby tak uznać, że wszystkie moje pacjentki z podobnymi nawracającymi objawami cierpią na jedno schorzenie? Gdyby uznać, że uszczuplenie sił fizycznych spowodowane ciążą zapoczątkowało kaskadę zjawisk, których efektem końcowym jest stan wyczerpania, lęku i rozpaczy?

Ożywiony koncepcją zespołu wyczerpania pociążowego, zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście istnieje pewien wzorzec, który mógłbym zbadać. Zacząłem przekopywać się przez literaturę medyczną i podręczniki – i jakież było moje zdumienie, gdy przekonałem się, że na ten tak niewiarygodnie ważny temat nie napisano niemal niczego. Natrafiałem jedynie na wzmianki o depresji poporodowej i doniesienia o badaniach na małą skalę dotyczących zmęczenia u kobiet po porodzie. Dominowały kwestie związane z opieką nad dzieckiem. Zupełnie zignorowano fakt, że aby zapewnić dzieciom najlepszą opiekę, matki same potrzebują opieki, w rezultacie czego temat wyczerpania pociążowego w ogóle nie zaistniał.

To był moment oświecenia. Zacząłem szukać pomysłów, jak lepiej zaspokoić potrzeby matki po urodzeniu dziecka, poza obrzeżami medycyny zachodniej. Czytałem o starodawnej mądrości kultur z różnych zakątków świata, w których czas na pełną regenerację matki po porodzie był bezwzględnie szanowany i stanowił nieodłączną część życia społecznego. W tym czasie młode matki otrzymywały wsparcie innych członków społeczności; pozwalano im odzyskiwać siły, odpoczywać, wracać do zdrowia i zarazem spokojnie kształtować więź z dzieckiem. Tymczasem w naszym społeczeństwie typowy dialog dotyczył zwykle tego, kiedy kobieta zamierza wrócić do pracy – i to właściwie wszystko.

Nie wątpię, że niemal wszystkie mamy – bez względu na to, kiedy urodziły – są w stanie w pełni wydobrzeć z wyczerpania po ciąży i porodzie, zregenerować swoje zdrowie i kondycję, a co więcej, osiągnąć formę lepszą niż kiedykolwiek przedtem. Widziałem to na własne oczy. Mam nadzieję, że ta książka stanie się narzędziem, które pomoże wam odzyskać energię i dobre samopoczucie.

JAK KORZYSTAĆ Z TEJ KSIĄŻKI

Książka składa się z czterech części, którymi łatwo się posługiwać.

W części I, zatytułowanej „Zespół wyczerpania pociążowego – od A do Z”, opisuję przyczyny wyczerpania i szczegółowo przedstawiam związane z nim zaburzenia fizyczne, psychiczne i emocjonalne, a także omawiam, jak powstają te dolegliwości i dlaczego ciąża, a następnie poród mogą je nasilać. Wskazuję również charakterystyczne objawy wyczerpania pociążowego i objaśniam, z medycznego punktu widzenia, skąd bierze się ta ospałość i poczucie, że nie jest się sobą. Ponadto opisuję, jak podchodzi się do okresu bezpośrednio po porodzie w kulturach innych niż zachodnia. Z tego, jak postrzegane są tam i wspierane młode matki, można zaczerpnąć mnóstwo wspaniałej mądrości.

W części II, „Sto dni regeneracji – odbudowa dobrostanu fizycznego”, opisuję, jak uzupełniać niedobory ważnych i tak potrzebnych organizmowi mikro- i makroskładników odżywczych. Przedstawiam też sposoby na odbudowanie równowagi hormonalnej i energii oraz zapewnienie sobie głębokiego, krzepiącego i tak bardzo, bardzo potrzebnego snu.

W części III, „Drugi i trzeci trymestr – dopełnienie regeneracji fizycznej”, podaję dokładne zalecenia, co i kiedy jeść, aby optymalnie odżywić organizm. To nie tylko pomoże wydobyć się ze stanu wyczerpania, ale jeśli kobieta karmi piersią, przyniesie także wielorakie korzyści dziecku. Oprócz planu żywienia proponuję również plan ćwiczeń/zdrowego ruchu – jest on przyjazny i prosty, a w dodatku nic nie kosztuje. Nawet nie zauważysz, kiedy realizacja tych planów pozwoli ci w najzdrowszy możliwy sposób pozbyć się pozostałej po ciąży nadwagi.

W części IV, ostatniej – „Odzyskać siebie” – pokazuję, jak zatroszczyć się o swój emocjonalny dobrostan, odzyskać libido i naprawić wszystkie ważne relacje. Uczę też, jak zorganizować swój dom i otoczenie, tak aby maksymalnie i trwale służyły zdrowiu.

W załącznikach znajdują się: plan przyspieszonej regeneracji dla osób, które szybko muszą wrócić do pracy, a także przepisy, plany posiłków i źródła, z których korzystałem.

Moje doświadczenia osobiste jako ojca i męża oraz zawodowe z pracy w dziedzinie medycyny integracyjnej sprawiły, że poświęciłem się leczeniu wyczerpania pociążowego. Tę książkę napisałem po blisko dziesięciu latach od chwili, gdy zacząłem poważnie zgłębiać to zagadnienie, aby wyposażyć wszystkie mamy (i ich bliskich) w wiedzę niezbędną do zrozumienia, co się dzieje z ciałem, umysłem i duszą przed porodem, w jego trakcie i potem. Mój cel to dać wam nadzieję i wsparcie, na jakie zasługujecie, ukoić wasze troski – szczególnie jeśli czujecie się tak fatalnie, jak kiedyś moja partnerka. Daję wam narzędzia, dzięki którym zaczniecie szybciej wracać do zdrowia, poczujecie się silniejsze, szczęśliwsze i będziecie mogły w pełni zaangażować się w relację z dzieckiem i wszystkimi ważnymi osobami w swoim życiu. Wasze ciała stworzyły cud. Pozwólcie, że teraz pomogę wam odnaleźć drogę do całkowitego ozdrowienia.

CZĘŚĆ I

Zespół wyczerpania pociążowego – od A do Z

Rozdział 1

Czym jest wyczerpanie pociążowe

Urodzenie dziecka jest jedną z największych radości, jakich może doświadczyć kobieta. Wydać na świat nowe życie to cud, całkowita przemiana, wielka rzecz. Gdy matka po raz pierwszy widzi twarz swojego maleństwa, doznaje wspaniałego uczucia nieporównywalnej z niczym miłości.

Lecz ta magiczna odmiana całego życia może też wywołać najprawdziwszą burzę destabilizującą psychikę kobiety. Ileż to razy obserwowałem, jak doskonale funkcjonujące, podróżujące po całym świecie, szczęśliwie realizujące swoje ambicje, zadowolone z życia, zrównoważone emocjonalnie, wysoce kompetentne i zorganizowane profesjonalistki praktycznie w ciągu jednej nocy przeradzały się w przypominające zombie automaty do zmieniania pieluch i dostarczania mleka. Jak wszyscy wiemy, fizyczny akt „wyhodowania” we własnym ciele dziecka wymaga ogromnego nakładu zasobów. Organizm kobiety jest przystosowany, by do czasu porodu zaspokajać wszystkie potrzeby tej nowej istoty – często kosztem matki. Jest to możliwe dzięki nieprawdopodobnym właściwościom łożyska, które w niepojęty sposób poprzez skomplikowane mechanizmy czerpie od niej i przekazuje dziecku to, czego mu trzeba.

A potem, gdy przychodzi czas narodzin, sam poród także wiele kobietę kosztuje – to ciężka fizyczna praca! Być może nie wszyscy wiedzą, że w trakcie niepowikłanego porodu siłami natury bardzo często dochodzi do utraty krwi w ilości średnio dwóch szklanek – to blisko pół litra! – a to nawet więcej, niż można jednorazowo oddać w stacjach krwiodawstwa. Przeciętna utrata krwi podczas niepowikłanego cesarskiego cięcia wynosi mniej więcej dwa razy tyle – prawie litr!

Karmienie piersią może być źródłem głębokiej satysfakcji, zwłaszcza dzięki świadomości, że dziecko jest właściwie odżywiane, ale może być także obciążające, choćby z powodu specyficznych wymagań kalorycznych i pokarmowych, którym ciało musi sprostać, by wyprodukować mleko. Dodajmy do tego ciągłe niewyspanie, wdrukowane w świadomość kobiety przez społecznie uwarunkowane oczekiwanie samowystarczalności („Dam sobie radę”, „Moje dziecko nie będzie płakać”), niekończące się i monotonne obowiązki, poczucie nieodwracalnej zmiany w ciele, pospieszne jedzenie i całkowity zwrot kierunku życia.

Gdy dołożyć jeszcze do tego powodowane dobrymi intencjami, ale zupełnie nietrafione komentarze, uwagi i niekończące się porównania z dziećmi znajomych czy krewnych – idealnych słodkich śpiochów, bezstresowo przysysających się do piersi, podczas gdy twoje brodawki bolą tak okrutnie, jakby miały za chwilę pęknąć – wczesny etap macierzyństwa zaczyna wyglądać bardziej na śmiertelny bój niż radosne i satysfakcjonujące przeżycie.

NA CZYM POLEGA WYCZERPANIE POCIĄŻOWE

Wyczerpanie pociążowe to konstelacja dolegliwości obejmujących wszystkie sfery życia matki po urodzeniu dziecka. Dolegliwości te są skutkiem problemów fizycznych, zmian hormonalnych oraz rozprzężenia rytmu dobowego snu i czuwania, na co nakładają się liczne obciążenia psychologiczne, psychiczne i emocjonalne.

Wyobraź sobie swoje ciało jako plastikowy pojemnik z wodą. Im bardziej jest wypełniony, tym lepiej się czujesz i lepiej funkcjonujesz. Każdy dzień ciąży, poród, każda bezsenna noc, każdy długi dzień karmienia piersią to jakby drobniutkie nakłucie tej plastikowej powłoki. Dziurki można załatać, ale to wymaga czasu. Jeśli nakłuć jest niewiele, ubytek wody także jest niewielki. Problem zaczyna się wówczas, gdy otworów przybywa tak szybko, że nie nadążasz z ich reperowaniem. Tak zachowuje się organizm po porodzie: stresorów jest zbyt wiele, a czasu na regenerację za mało, skutkiem czego zasoby zostają uszczuplone. Przy odpowiednio głębokim deficycie okres dochodzenia do siebie po porodzie może rozciągnąć się na lata – powłoka jest tak podziurawiona, że aż tyle potrwa naprawa i ponowne napełnienie pojemnika. W najgorszych scenariuszach widywałem objawy wyczerpania pociążowego nawet po dziesiątkach lat od porodu! Nikt nie powinien cierpieć tak długo!

W swojej istocie wyczerpanie pociążowe jest logiczną konsekwencją licznych obciążeń, które w sumie negatywnie wpływają na dobrostan kobiety w wielu aspektach. Główną rolę odgrywają tu trzy czynniki:

Ogromna ilość substancji odżywczych, które matka inwestuje w swoje dziecko w procesie zapłodnienia, w jego życiu wewnątrzmacicznym i podczas porodu, a także potem, jeśli karmi piersią.

Obezwładniające zmęczenie będące skutkiem niewyspania – niemożności przespania choćby jednej nocy nieprzerwanym krzepiącym snem.

Drastyczna zmiana roli życiowej po urodzeniu dziecka, której często towarzyszy społeczna izolacja, mogąca mieć fatalny wpływ na psychikę.

Wyczerpanie pociążowe jako zespół

W ciągu wielu lat badań nad wyczerpaniem pociążowym znalazłem zaskakująco mało literatury na ten temat. Ważne jest, by zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, ponieważ jeśli zależy nam na optymalnym leczeniu, musimy się nauczyć myśleć niestandardowo – tak jak ja musiałem.

Wyczerpanie pociążowe widzę jako pewne spektrum na skali od niewielkiego stopnia poprzez umiarkowany do ciężkiego. Depresję poporodową uważam za odrębne schorzenie, ale z dużą częścią problemów i objawów wspólnych z wyczerpaniem. Stany te różnią się w dwóch istotnych punktach. Depresja poporodowa ma cechy klinicznej wszechogarniającej depresji i charakteryzuje ją także anhedonia, czyli niezdolność do doświadczania przyjemności, radości w sytuacji, która uprzednio wywoływałaby takie uczucia. (Urodzenie upragnionego dziecka bez wątpienia zalicza się do tej kategorii). Depresja poporodowa stanowi zagrożenie życia i musi być leczona przez wykwalifikowanych i kompetentnych specjalistów.

W obliczu wyczerpania pociążowego uświadomiłem sobie, że muszę wyjść poza ramy mojego akademickiego wykształcenia medycznego i znaleźć coś lepszego niż model myślenia linearnego, ponieważ moje pacjentki doświadczały cierpienia, a wyuczone metody lecznicze nie działały. Myślenie linearne, na którym opiera się cała współczesna medycyna, zakłada, że przyczyna A prowadzi do skutku B – według tego modelu skutek B może być spowodowany jedynie przyczyną A. Nie ma innego wyjaśnienia. Doświadczył tego każdy, kto kiedykolwiek poszedł do lekarza z określonymi dolegliwościami, które zostały zlekceważone, ponieważ nie były „typowe”.

Spróbuj wyobrazić sobie zestaw objawów i dolegliwości, których człowiek zazwyczaj doznaje w chorobie czy generalnie w stanach zaburzenia zdrowia, jako wyposażenie pokoju. Jeśli do tego pokoju prowadzą tylko jedne drzwi (przyczyna A prowadząca do skutku B; dajmy na to masz nadciśnienie, które niszczy twoje tętnice poprzez gromadzenie się w nich blaszek miażdżycowych, a skutkiem jest zwiększone ryzyko udaru i zawału), określamy go jako „chorobę”. Współczesna medycyna doskonale sobie radzi z chorobami. Z kolei „zespół” to zbiór często występujących objawów, u podłoża których może znajdować się wiele różnych czynników – to tak, jakby do pokoju prowadziło wiele drzwi i nie od razu było jasne, którymi z nich ktoś wszedł do środka.

Lekarze medycyny Zachodu nie bardzo lubią mieć do czynienia z zespołami, ponieważ w tym przypadku myślenie linearne – jako zbyt upraszczające rzeczywistość – nie sprawdza się w poszukiwaniu skutecznych metod leczenia. A wyczerpanie pociążowe to właśnie ten przypadek.

Wyczerpanie pociążowe charakteryzuje się również obniżeniem poziomu wielu minerałów, witamin i innych składników odżywczych; w chorobie tymczasem zwykle mamy bezwzględny niedobór. Ważne jest, by zrozumieć różnicę między tymi dwoma stanami. W pierwszym przypadku poziom składnika mineralnego, witaminy czy innej substancji odżywczej nie jest jeszcze tak niski, by kwalifikował się jako patologiczny, ale nie jest też optymalny. Inaczej mówiąc, człowiek nie jest chory, ale komórki i narządy jego organizmu nie są zdolne do prawidłowego funkcjonowania. A to już może wystarczyć, by czuć się fatalnie.

CZYNNIKI WPŁYWAJĄCE NA WYCZERPANIE POCIĄŻOWE

Zanim typowa współczesna kobieta zostanie matką, prowadzi zwykle życie tak pracowite i intensywne, że już jest bardzo blisko maksymalnego obciążenia, jakie może udźwignąć. Poczęcie dziecka i ciąża pochłaniają ogromne zasoby energii, pozostałe rezerwy sił fizycznych uszczupla zaś poród (czy to naturalny, czy przez cesarskie cięcie) – a to dopiero pierwszy dzień macierzyństwa! Karmienie piersią, ale także butelką, wymaga kolejnych pokładów cennych sił; przeciętne dziecko, zanim będzie zdolne do samodzielności, potrzebuje pożywienia dostarczającego około miliona kalorii! Dorzućmy jeszcze do tego niewyspanie, a widać jasno, że młode mamy mają wszelkie powody, by czuć się przytłoczone, przepracowane, przestymulowane, słowem: wyczerpane.

W naszym społeczeństwie wymagania, jakie stawia kobiecie macierzyństwo pod względem nakładu czasu i sił, są większe niż kiedykolwiek. A, niestety, rodzice mają coraz mniejsze możliwości korzystania z innej niż płatna pomocy w opiece nad dziećmi – ze strony rodziny czy lokalnej społeczności. Ta dysproporcja pomiędzy oczekiwaniami a możliwościami, nałożona na wyczerpujące się rezerwy witalności, niechybnie prowadzi u świeżo upieczonych mam do poczucia bezradności. Ich biologia nie jest zaprogramowana na znoszenie tak wygórowanych, a przy tym nieustających roszczeń – i nie ma powodu, by tego od nich wymagać.

Do mojej lecznicy nie przychodzą matki, które sobie nie radzą albo niewystarczająco się starają – są to kobiety fizycznie i emocjonalnie wyczerpane, przemęczone i zestresowane. Sięgnęły granic wytrzymałości i nie widzą szans na wytchnienie.

Przyjrzyjmy się zatem czterem głównych kategoriom czynników sprawczych wyczerpania pociążowego.

Czynniki związane ze stresem

Jako współczesna mama – żyjąca w małżeństwie, związku partnerskim czy w pojedynkę – o stresie wiesz pewnie wszystko. Być może przez całe lata pracowałaś na swoją pozycję zawodową, do tego jeszcze – nawet jeśli twój partner w tym uczestniczy – robisz zakupy, gotujesz, sprzątasz, spinasz budżet i załatwiasz wymianę tłumika. Musisz znaleźć czas dla znajomych i najbliższych, a zarazem codziennie marzysz o kilku minutach tylko dla siebie. Niewykluczone, że długo odkładałaś plany macierzyńskie z powodu pracy czy warunków finansowych – to stosunkowo nowy trend; średni wiek, w którym Australijka rodzi swoje pierwsze dziecko, wynosi 30,9 lat [w Polsce według danych Eurostatu za rok 2017 ten wiek to średnio 27,3 lat (przyp. tłum.)]. I jak tu nie czuć się niekomfortowo? Być może twoje środowisko zawodowe nie jest zbyt przyjazne rodzinie, może przysługuje ci nie więcej niż kilka tygodni urlopu macierzyńskiego i już się zamartwiasz, skąd weźmiesz pieniądze na opiekunkę. Jasne, że jesteś zestresowana… i na to wszystko przychodzi dziecko!

Macierzyństwo to brudna robota. Niekończące się zmiany pieluch i raz za razem spieranie z ulubionej bluzki dziecięcych wymiocin czy efektów ciągłego ulewania są dołujące. Jak możesz nie czuć się zestresowana, jeśli maluch wisi przy piersi 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu, a ty od miesiąca nie zaznałaś porządnego snu? Do tego dochodzą obciążenia czysto fizyczne – twoje ciało jest udręczone ciążą i porodem, karmieniem piersią, bezsennymi nocami i wszystkimi obowiązkami związanymi z opieką nad tą nową istotą. A jeśli do tego twoje macierzyństwo przypadło na późniejszy wiek, może ci być jeszcze trudniej – po prostu twoje przyzwyczajenia są silniejsze, jako że kształtowały się przez dłuższy czas, i teraz maleństwo wywraca wszystko do góry nogami.

Czynniki społeczne

Z medycznego punktu widzenia opieka poporodowa niemal zawsze koncentruje się na dziecku, nie na matce – chyba że matka przejawia cechy ciężkiej depresji poporodowej.

Obserwuję to wszędzie – w instytucjach medycznych, w których pracuję, na spotkaniach grup rodzicielskich, w placówkach opieki nad dziećmi, u znajomych, w rodzinach znajomych, generalnie: w społeczeństwie. Jednym z najbardziej zadziwiających zjawisk jest dla mnie jednak cicha rywalizacja – nie tyle napędzana przez świeżo upieczonych rodziców, ile stanowiąca ogólne nastawienie społeczne.

Weźmy choćby same narodziny. Po trudach porodu w świat idzie komunikat ogłaszający pojawienie się dziecka oraz długość porodu, zastosowane (lub nie) farmaceutyki, wagę i płeć noworodka. (Jeśli masz szczęście, powiedzą ci także, ile ma punktów w skali Apgar!) „Matka i dziecko czują się dobrze” – oto typowy przekaz. I to jest ostatni raz, kiedy „matka” pojawia się w tym samym zdaniu co „dziecko”. Dalej zaczyna się potencjalnie szkodliwy dialog, w którym intensywnej koncentracji na dziecku towarzyszy zdecydowany deficyt praktycznego i emocjonalnego wsparcia dla jego matki.

Realia życia współczesnych rodziców są takie, że pierwszą okazję do zajmowania się małym dzieckiem mają dopiero wówczas, gdy rodzi się ich własne. Jest to zjawisko tak powszechne, że w ogóle się nad tym nie zastanawiamy, ale to przecież szaleństwo! To tak jakby ktoś pierwszy raz w życiu usiadł za kierownicą samochodu w godzinie szczytu, nie mając prawa jazdy, nawet nie biorąc wcześniej żadnych lekcji i bez mapy drogowej. Dla wielu ludzi rodzicielstwo jest pojęciem zupełnie abstrakcyjnym – aż tu nagle jest trzecia nad ranem, a oni noszą na rękach najprawdziwsze wrzeszczące niemowlę, które za nic nie chce się uspokoić, i ze zmęczenia są bliscy obłędu. Z perspektywy społecznej jedyne wsparcie, na jakie może liczyć świeżo upieczona matka, to odwołania do wartości kulturowych, rywalizacja i sprzeczne rady innych „kierowców” – niezawodny przepis na utratę wiary w siebie i lękowe nastawienie do rodzicielstwa.

Brak wiary w siebie często przejawia się w czymś, co nazywam zjawiskiem przeciążenia możliwościami. Większość rodziców chce dla swoich dzieci wszystkiego co najlepsze, to zaś czyni ich po prostu wymarzonymi klientami. Który wózek jest najdoskonalszy? Czy dopuszczalne jest kupienie takiego fotelika samochodowego, na jaki mnie stać, zamiast tego na szczycie rankingu? Czy jeśli nie kupię markowych nawilżanych chusteczek i ocieplacza do nich, to maleństwo będzie mieć odparzoną pupę? A co z kołyską? Witajcie w nowym wspaniałym świecie rodzicielskiego konsumpcjonizmu, w którym presja na posiadanie „najlepszych” produktów i prowadzenie „idealnego” życia czyni ludzi kalekami.

Ciąża to ekscytujący, ale i stresujący okres w życiu – szczególnie dla tych kobiet, które musiały się o nią długo starać. Im trudniejsze to było, tym bardziej boli, gdy macierzyństwo okazuje się udręką. Wiele matek zamartwia się, że jeśli nie jest ono dla nich nieustającą radością, jeśli nie udaje im się instynktownie i natychmiastowo zaspokajać wszystkich potrzeb dziecka, to znaczy, że się do tego nie nadają. Do tego należy dodać obawy, że w pewien sposób zawodzą osoby, którymi były wcześniej, i że są nieprzygotowane do zadań, które mają przed sobą teraz – ich poczucie własnej nieudolności staje się niemal namacalne. Krucha psychika początkującej mamy bywa także narażona na wygłaszane w dobrej wierze uwagi osób z bliskiego kręgu, w którym mogą się znajdować inne znajome matki, teściowa, siostry, ciotki, dalsi krewni, sąsiedzi, przyjaciele i współpracownicy. Dziecko nie przybiera na wadze albo jest niejadkiem? Zapewne mama robi coś źle. Kto jest winien, jeśli maluch mało śpi albo ma kolki? Oczywiście mama. Takie oceny nie zawsze wypowiada się na głos, ale sugeruje wymownym milczeniem, subtelnym wzniesieniem oczu ku górze lub zasypywaniem radami, które pomogły innym.

Tego typu podkopywanie wiary w siebie załamuje szczególnie, jeśli robi to ukochany mężczyzna. A gdy kobieta jest zraniona i wyczerpana, może dojść do nieodwracalnego pogorszenia sytuacji. Zmiana dynamiki niegdyś szczęśliwej i ustabilizowanej relacji zepchnęła już niejedną świetną i zgraną parę na równię pochyłą. (Więcej na ten temat dowiesz się w rozdziale trzynastym).

Upokarzanie – obojętne czy jawne, czy bardziej subtelne – prowadzi do katastrofalnych następstw. To jeszcze jeden ważny powód, dla którego debiutujący w tej roli rodzice potrzebują tak wiele wsparcia, a my wszyscy powinniśmy zapoczątkować uczciwy dialog na temat faktycznych możliwości spełnienia ich oczekiwań.

Fizyczne czynniki predysponujące – na pierwszym miejscu: zapalenie

Czynniki związane ze zdrowiem fizycznym i psychicznym także zwiększają podatność na wyczerpanie pociążowe. Takim czynnikiem jest na przykład wiek matki, co wynika wprost z fizjologii – im kobieta starsza, tym więcej czasu potrzebuje na regenerację po dużym obciążeniu, jakim jest poród, tym wrażliwsza jest na negatywne skutki deficytu snu i tym trudniej jej wrócić do równowagi hormonalnej.

Z punktu widzenia fizjologii kluczowym elementem i konsekwencją wyczerpania pociążowego jest zapalenie. Nasila ono, a czasem wręcz wywołuje typowe objawy wyczerpania oraz utrwala problem. Innymi słowy: zapalenie powoduje zapalenie.

Jest wiele rodzajów zapalenia, ale wspólnym ich mianownikiem jest to, że występują wówczas, gdy w organizmie zachodzą procesy naprawcze lub procesy przebudowy albo ma miejsce nadprodukcja prooksydantów. Prooksydanty są szkodliwymi produktami ubocznymi przemian metabolicznych, jak zużywanie tlenu czy oczyszczanie organizmu z toksycznych substancji, na przykład pestycydów czy kosmetyków. Prooksydanty spełniają też pożyteczną funkcję, stymulując układ odpornościowy i mechanizmy odtruwające ciało – cały problem w równowadze. Wyobrażam sobie prooksydanty jako coś w rodzaju rachunku, długu, a antyoksydanty jako pozwalające je spłacić gotówkę lub czek. W świecie finansów wiadomo, że w prawidłowo funkcjonującej gospodarce musi istnieć zdrowa równowaga między kupowaniem a sprzedawaniem i że jej rozchwianie przyczynia się do inflacji. W organizmie „inflacja” prowadzi do zapalenia. Zapalenie samo w sobie nie jest wyłącznie złe, ale na większą skalę już tak – podobnie jak społeczeństwu szkodzi wysoki stopień inflacji, organizmowi szkodzi nadmiar reakcji zapalnych.

Główne ich źródło znajduje się w jelitach. Nie bez przyczyny to jelita określa się obecnie mianem „drugiego mózgu”. Są one jednym z najważniejszych regulatorów zapalenia w organizmie – jeśli nie najważniejszym. Mikrobiom, czyli pożyteczne i szkodliwe bakterie przetwarzające spożyty pokarm, może człowieka wzmocnić (i zachować w zdrowiu), ale może też złamać (wpędzić w chorobę).

Czynniki środowiskowe

Do najważniejszych czynników predysponujących do wyczerpania pociążowego należą toksyny środowiskowe. „Toksyny” to jedno z tych modnych określeń rzucanych lekko przez ludzi, którzy często nawet nie wiedzą, co właściwie ono oznacza. Toksyna jest w swojej istocie substancją wywołującą szkodliwą reakcję jakiejś części organizmu. Zasadniczo toksyny są produktem organizmów żywych, ale tutaj stosuję ten termin szerzej – jako synonim trucizny – mając na myśli także inne substancje, takie jak metale ciężkie, zanieczyszczenie powietrza z powodu ruchu samochodowego i niektóre produkty higieny osobistej. Być może zdziwi was informacja, że większość toksyn produkujemy sami; wytwarzają je nasze ciała – takie toksyny nazywamy endogennymi. Powstają one przy okazji procesów trawienia, a także wówczas, gdy organizm zużywa tlen do produkcji energii. Te produkty uboczne utleniania są niestabilnymi cząsteczkami, które nazywamy wolnymi rodnikami. Ów samodzielny wyrób toksyn jest najzupełniej normalnym zjawiskiem i ciało jest zaprogramowane, by sobie z nimi radzić, a zatem mu nie szkodzą. Więcej nawet: są ciału niezbędne, by je budzić i stymulować działanie układów antyoksydacyjnych oraz mechanizmów oczyszczających organizm.

Problem natomiast stanowi obciążenie toksynami egzogennymi, czyli powstającymi poza organizmem, i ich potencjalny szkodliwy wpływ na ciało. Toksyny egzogenne dostają się do jego wnętrza, gdy je zjadamy lub wypijamy (na przykład produkty spożywcze zawierające pestycydy czy herbicydy) albo absorbujemy w inny sposób (na przykład promieniowanie kosmiczne, promieniowanie słoneczne czy produkty chemii gospodarczej lub higieny osobistej).

Nasze ciała dobrze sobie radzą z przetwarzaniem i wydalaniem toksyn endogennych, ale są mniej skuteczne w pozbywaniu się toksyn egzogennych, co wymaga zwykle dużego nakładu energii i zasobów organizmu.

Jeśli dopuścimy do przeciążenia systemu odtruwania, proces ten może trwać godzinami – dlatego człowiek może czuć się całkiem dobrze po niewielkiej ilości alkoholu, ale spożycie ilości większej, niż ciało jest w stanie przetworzyć, skutkuje straszliwym kacem. Organizm nieustająco produkuje toksyny, toteż niewielkie epizody podobne do kaca mogą nam się zdarzać w ciągu całego dnia i nocy… Skutkiem jest tak zwana mgła mózgowa, nadmierna senność, bóle mięśni, łaknienie słodyczy i zaburzenia snu.

Im większa ekspozycja na toksyny, tym więcej wywołają one reakcji zapalnych, co oznacza dłuższy czas regeneracji z powodu znacznie mniejszej odporności na stres. Jeśli dawniej po źle przespanej nocy wracałaś do formy względnie szybko, gdy cierpisz na zapalenie będące skutkiem wyczerpania pociążowego, będzie ci o wiele trudniej.

Rozwijający się płód jest bardzo wrażliwy na toksyny. Dlatego właśnie twój położnik zapewne odradzał ci robienie pewnych rzeczy i spożywanie określonych produktów. Na liście toksyn znajdują się papierosy, alkohol, sery wytworzone z surowego mleka, potrawy z ryb o wysokiej zawartości rtęci (na przykład sushi z tuńczyka czy miecznika), a także wysoka temperatura (sauna, jacuzzi). Informacje o tym, jak ekspozycja na toksyny może wpłynąć na maleństwo, często wprawiają przyszłe mamy w panikę. Już tyle matek zwierzało mi się z głębokiego poczucia winy, wstydu i zmartwienia, że mogły lekkomyślnie narazić swój skarb – a również własne ciało – na potencjalnie destrukcyjne oddziaływanie zanieczyszczeń i toksyn. Problem w tym, że ograniczenia, które doradzamy, nie opierają się na ścisłej wiedzy, lecz na zdrowym rozsądku. Po prostu nie mamy na ten temat pewnych danych, a to głównie dlatego, że prowadzenie na kobietach w ciąży badań, które pozwoliłyby zweryfikować nasze hipotezy, jest ze względów etycznych niemożliwe – nie można na przykład przeprowadzić eksperymentu, w którym badana grupa ciężarnych zjadałaby znamiennie dużo tuńczyka, co mogłoby im zaszkodzić.

W mojej praktyce często spotykam kobiety, które zaczynają kwestionować sygnały pochodzące z własnego ciała, swoją intuicję, wybory żywieniowe, przyzwyczajenia (i te dobre, i te złe), a nawet rzetelność informacji uzyskiwanych z różnych źródeł – w części znakomitych, w części kłamliwych i szkodliwych. W połączeniu z dojmującym zmęczeniem i amnezją ciążową, którą często określa się ironicznie jako odpieluszkowe zapalenie mózgu, to prosta droga do równi pochyłej. Prowadzi ona do poczucia ciągłego przytłoczenia i ma destrukcyjny wpływ na wszystkie aspekty funkcjonowania i samopoczucia.

DLACZEGO W KULTURZE ZACHODU WYCZERPANIE POCIĄŻOWE JEST TAK CZĘSTE

Gdy zacząłem badania nad wyczerpaniem pociążowym, chcąc zrozumieć, jak i dlaczego dotyka ono tylu moich pacjentek, wiedziałem, że muszę wyjść poza lekturę podręczników medycznych. Wyczerpanie pociążowe to nie tylko problem fizjologii – to także kwestia braku wsparcia społecznego i emocjonalnego dla matek właśnie wtedy, kiedy najbardziej go potrzebują. Jak to się dzieje i dlaczego?

Poszukując socjologicznych tropów, które mogłyby doprowadzić mnie do jakichś wyjaśnień, zacząłem zgłębiać obyczaje innych kultur. Czy wyczerpanie pociążowe jest rzeczywiście zjawiskiem ograniczonym do naszej, zachodniej kultury? Im więcej czytałem, tym wyraźniej uświadamiałem sobie, że w wielu innych społeczeństwach występują zdumiewające podobieństwa w opiece nad kobietami po porodzie. Co najmniej od początku pisanej historii w tkaninę tradycji różnych kultur świata wplecione było bogactwo świadomych praktyk, rytuałów i ceremonii – a przy tym wsparcie i szacunek dla matek w czasie ich rekonwalescencji po porodzie. Istniał wspólny standard opieki nad położnicami, który nowoczesna kultura Zachodu zatraciła.

Myślę, że warto przyjrzeć się mądrości niektórych z tych obyczajów i spróbować wprowadzić je do swojego życia – na ile tylko się da. W wielu kulturach praktykuje się dietę połogową – matka jest karmiona pożywieniem bogatym w tłuszcze, o wysokiej zawartości substancji odżywczych i lekkostrawnym. A co jeszcze istotniejsze, gotowaniem i zakupami zajmuje się kto inny! Dzięki całej armii pomocników ona może się wyspać i wypocząć. Ma jej kto pokazać, jak najlepiej zajmować się dzieckiem – karmić, przewijać, myć. Ma kojącą świadomość, że znajduje się w bezpiecznym opiekuńczym środowisku, wśród ludzi, którzy chcą wszystkiego co najlepsze dla niej i dla jej nowo narodzonego maleństwa.

W tych społeczeństwach kultywuje się także tradycję okresu ochronnego – niekiedy określanego mianem połogu, którego istotą jest zapewnienie matce intymności, szacunku i opieki – który przy wsparciu otoczenia pozwoli kobiecie w pełni zregenerować się po urodzeniu dziecka. W czasach studenckich robiłem sobie żarty z jednego ze skrótów używanych na kartach ciąży, które kobiety przynosiły ze sobą na wizyty u położnych lub lekarzy. Zamiast PTP – przewidywanego terminu porodu – pisałem PTWW: przewidywany termin wykonania wyroku. W czasach studenckich droczyliśmy się ze sobą, mówiąc, że ciąża to trochę jak wyrok pozbawienia wolności i że z naszymi ambicjami zawodowymi powinniśmy pozostać bezdzietni, w przeciwnym razie (co za koszmar!) będziemy zmuszeni się z naszą wolnością pożegnać.

Te żarty dawno już wywietrzały mi z pamięci, gdy moja dobra znajoma od trzydziestu lat mieszkająca w Ladakh w indyjskich Himalajach opowiedziała mi, w jaki sposób w tamtejszej tradycyjnej kulturze wspiera się nowo narodzone istoty. Gdy dziecko przychodzi na świat, wyznacza się dziesięcioro dorosłych, którzy mają je wspomagać w różnych aspektach życia – zarówno w okresie noworodkowym, jak i później, przez całe dzieciństwo. Pomyśl tylko, jak by to było, gdybyśmy mieli taką formę pomocy w naszym społeczeństwie!

Opowiem teraz o wybranych tradycjach, które poznałem dzięki studiom nad obyczajami związanymi z narodzinami. Pozwoli ci to zrozumieć, jak skomplikowane bywają doświadczenia okresu poporodowego i jak rozmaite bywają normy kulturowe – może znajdziesz wśród nich coś, co wyda ci się pociągające i możliwe do wprowadzenia w twoim życiu?

PRZYKŁADY OPIEKI POPORODOWEJ W RÓŻNYCH KULTURACH

Chiny

W Chinach praktykuje się zuo, co oznacza dosłownie „siedzenie przez miesiąc” lub „siedzenie z Księżycem”. Następuje on po narodzinach dziecka. Zgodnie z tradycją w tym czasie matka nie powinna nawet opuszczać domu – jej jedynym zadaniem jest karmienie piersią. To jej teściowa nadzoruje większość spraw związanych z pielęgnacją i zajmuje się przygotowaniem posiłków oraz pracami domowymi. Młoda matka ma zapewnione ciepło, odosobnienie i odpoczynek. Trwa to od czterech do pięciu tygodni – stąd też nazwa: „siedzenie przez miesiąc” (czyli jeden cykl Księżyca).

W skład typowej diety położnicy wchodzą specjalne potrawy z kurczaka, zupy i dużo jajek oraz mleka. Innych niż mleko surowych i chłodnych pokarmów raczej się unika. Chińczycy z Hongkongu za szczególnie pożywne dla młodych matek uważają także świńskie nóżki z octem imbirowym, podawane z herbatą ziołową o nazwie sheng hua tang, jakoby zwiększającą energię i uwalniającą od zmęczenia.

Ten system obyczajów i praktyk dietetycznych stanowił fundamentalną część chińskiej kultury od co najmniej tysiąca lat. Dom traktowany był jak kokon chroniący przed gośćmi. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak niesamowita więź między matką a niemowlęciem powstaje w takich warunkach.

Korea

W Korei w większości tradycyjnych rodzin nadal przestrzega się san-ho-jori, rytuału połogowego trwającego zwykle dwadzieścia jeden dni po porodzie. W tym czasie matka tylko śpi, je i karmi dziecko. Serwuje się jej dużo gorącej herbaty oraz bogatej w wapń i żelazo zupy z wodorostów, uważanej za środek pobudzający produkcję mleka. Podobnie jak w Chinach odradza się młodym matkom pokarmy surowe i chłodne.

Indie

W północnych regionach Indii często spotyka się ciekawy obyczaj zwany „ogrzewaniem matki”, polegający na tym, że przez dziesięć do czterdziestu dni po porodzie matkę ogrzewa się ogniem rozpalonym przez jej męża w progu domu, w którym dziecko przyszło na świat. Ogień podtrzymuje się przy użyciu specjalnego rodzaju gorczycy i plew; poza tym że zapewnia on kobiecie ciepło, ma jakoby odstraszać bhut, czyli demony. W stanie Pendżab matkę karmi się pożywnymi rozgrzewającymi ciało potrawami na bazie migdałów i pistacji. Na południowych terenach nadmorskich stosuje się specjalną uzdrawiającą dietę marunta – przez pierwsze dwanaście dni po porodzie kobieta spożywa wyłącznie rybę zwaną kudipu meen, gotowaną z imbirem, pieprzem, koperkiem i białym czosnkiem, także pożywną i rozgrzewającą.

Nepal

W tradycyjnej społeczności nepalskiej pierwsze jedenaście dni po porodzie kobieta spędza z dzieckiem, w spokoju, w zaciemnionym cichym pomieszczeniu. Jedenastego dnia zaprasza się ją do wyjścia na ceremonię nadania dziecku imienia. W czasie odosobnienia kobieta spożywa potrawy bogate w produkty wysokoenergetyczne, między innymi specjalne masło ghee, utwardzaną melasę i zupę kminkową.

Tybet

W kulturze tybetańskiej nie ma formalnej funkcji położnej czy innej osoby asystującej przy porodzie. Pomocą służą w każdej chwili kobiety z rodziny i mąż rodzącej. Po rozwiązaniu młoda mama otrzymuje pożywne jedzenie, w tym mleko, mięsny gulasz i rosół na kościach. Podczas całej ciąży i później pija regularnie herbatę z solą i masłem, dzięki czemu niemowlę spożywa wraz z mlekiem matki dużo energetycznych tłuszczów. Dla kobiet w ciąży i karmiących szczególnie ceniona jest odżywcza potrawa mocy przyrządzana z małych rybek z jeziora Manasarovar u podnóża świętej góry Kajlas.

Hmongowie z Azji Południowo-Wschodniej

W kulturze Hmongów praktykuje się odosobnienie zwane nyob nruab hlis, trwające od trzydziestu do czterdziestu dni. Przez ten czas matka przebywa w osobnej części domu, bez kontaktu ze światem zewnętrznym, pod opieką niezamężnej kobiety ze swojej rodziny. Przez pierwsze trzy dni śpi przy ogniu na specjalnym posłaniu ze słomy. Po tym czasie posłanie się pali, ale matka nadal pozostaje w pobliżu ognia. Pierwszym posiłkiem po porodzie jest kurze jajko w koszulce z dodatkiem białego pieprzu, a przez kolejne dziesięć dni położnica je tylko gorący ryż i zupę z kurczaka z dużą ilością zieleniny i przypraw – tę zieleninę o nazwie tshuaj qaib uważa się za bardzo ważną dla jej rekonwalescencji. Po tym czasie do jadłospisu można włączyć wieprzowinę i ryby, a warzywa wprowadza się dopiero po dwudziestu dniach od porodu. Nie wolno spożywać niczego surowego!

Świeżo upieczonej matce nie pozwala się także w pierwszych dziesięciu dniach wykonywać żadnej pracy, a potem jedynie lekką. Musi też unikać zimna i przez cały okres odosobnienia nie może uprawiać seksu.

Malawi

W tradycji Malawi okres połogu trwa miesiąc, podczas którego kobieta śpi na innej macie niż jej mąż, by mogła się jak najlepiej wyspać. Tylko nieliczni członkowie rodziny mają prawo trzymać noworodka. Po zakończeniu połogu matka może się wymyć w specjalnej ziołowej kąpieli, po czym wyrzuca ubrania, które nosiła do tej pory. Dziecka nie uważa się jeszcze za osobę przez co najmniej kolejny miesiąc (czasem dłużej) – dopiero po tym czasie kąpie się je w leczniczych ziołach i nadaje mu imię.

Zimbabwe

W tradycyjnej kulturze Zimbabwe praktykuje się tak zwaną kusungira. W trzecim trymestrze ciąży kobieta przenosi się do domu rodziców, a do męża wraca wkrótce po porodzie. Przez miesiąc do trzech przebywa w odosobnieniu pod opieką jednej ze swoich krewnych i tradycyjnej towarzyszki porodu, w którym to czasie wszystkie prace domowe wykonywane są za nią.

Aborygeńska Australia

W Australii określenie „aborygeński” ma znaczenie analogiczne do słowa „europejski” w Europie – odnosi się do obszaru geograficznego, ale niekoniecznie do jakiejś kulturowej wspólnoty między tubylczymi plemionami. Kultura aborygeńska jest w rzeczywistości niezwykle zróżnicowana, w dużej mierze tak jak kultura Indian amerykańskich.

Istnieje jednak pewien przepełniony głębokimi znaczeniami obyczaj wspólny niemal wszystkim społecznościom aborygeńskim, mianowicie ceremonia okadzania, której celem jest wzmocnienie zarówno kobiety, jak i jej dziecka oraz pobudzenie produkcji mleka w piersiach młodej matki. Aby ceremonię tę przeprowadzić, wykopuje się dziurę w ziemi i przygotowuje ognisko ze specjalnego rodzaju drewna. Do ognia dorzuca się fragmenty mrowiska czerwonych mrówek. Gdy ogień wygaśnie, a mrowisko obróci się w popiół, matka z owiniętym w koc dzieckiem w ramionach kuca nad dziurą. A gdy poczuje żar, oddaje na popiół mocz i wciąż trzymając dziecko, czeka, aż owionie je para. Potem, już bez dziecka, kuca nad dziurą jeszcze przez 15–20minut. Jest to ceremonia powtarzana zazwyczaj przez trzy lub cztery kolejne noce.

Rdzenni Amerykanie

Najczęściej praktykowanym obyczajem jest „czas leżenia”, w którym inne kobiety usługują świeżo upieczonej matce z noworodkiem, dogadzając jej specjalnymi potrawami, pielęgnując ją, kąpiąc, przygotowując parówki w „szałasie potu” i masaże. U Szaunisów czas ten wynosi dziesięć dni, u Indian z Picuris Pueblo – trzydzieści. Rytuał oczyszczający Indian Hopi przewiduje dwadzieścia jeden dni leżenia, kiedy to matka nie może dopuścić, by padło na nią światło słoneczne. Na zakończenie dziewiętnastego dnia przygotowuje się wielką ucztę, a dziecko naciera popiołem. O świcie ojciec ogłasza, że słońce już wstało. Gdy jego promienie po raz pierwszy musną twarz niemowlęcia, babka wybiera mu imię. Następnie matka udaje się do „szałasu potu”, by dokończyć oczyszczenie. W tradycji Indian San Juan Paiute ona i jej mąż przez pierwsze trzydzieści dni muszą przestrzegać pewnych ograniczeń, takich jak zakaz jedzenia mięsa w jakiejkolwiek postaci, unikanie soli i zimnej wody. Nie mogą też dotykać swoich włosów i twarzy rękami, tylko patykiem. Po tym czasie oboje kąpią się w zimnej wodzie, podcinają końcówki włosów i malują twarze czerwoną ochrą.

CZY CIERPISZ NA WYCZERPANIE POCIĄŻOWE?

Moim życiowym celem jest zapewnienie wszystkim matkom dostępu do wiedzy, która pomoże im nie tylko ustrzec się przed wyczerpaniem, ale także podźwignąć się z niego, jeśli ono jednak wystąpi. Jeżeli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo, musimy mieć w nim zdrowe wspólnoty. Jeżeli chcemy zdrowych wspólnot, musimy zacząć od zdrowia rodzin. Jeżeli zaś pragniemy zdrowej rodziny, musimy zrobić wszystko, co możliwe, by matka była w jak najlepszej formie fizycznej, emocjonalnej, psychicznej i duchowej. Ja zaś chcę ci pomóc pozamykać drzwi do wyczerpania pociążowego – jedne po drugich – a pierwszym krokiem na tej drodze jest zrozumienie, jak bardzo może ono zaważyć na twoim życiu.

Oto kwestionariusz opracowany specjalnie, by pomóc ci w identyfikacji objawów, które mogą wskazywać na wyczerpanie pociążowe. Mam nadzieję, że okaże się precyzyjny i przydatny. Przy odpowiedniej pomocy można pozbyć się dolegliwości i na nowo zacząć być sobą!

Nie 0

Czasami 1

Często 2

Zawsze 3

Czy podczas ciąży albo zaraz po chorowałaś?

Czy odczuwasz związane z układem trawiennym dolegliwości, które od czasu urodzenia dziecka się nasiliły? Mogą się do nich zaliczać zaparcia/biegunki, wzdęcia i bóle brzucha i/lub senność po posiłku.

Czy zdarza ci się odczuwać skrajne zmęczenie?

Czy budzisz się wyczerpana?

Czy kładąc dziecko spać, sama bezwiednie zasypiasz?

Czy cierpisz na nadwrażliwość na ostre światło (albo powtarzające się dźwięki) i łatwo cię przestraszyć?

Czy doświadczasz stanów lękowych znacznie intensywniejszych niż te, które cię nachodziły kiedykolwiek wcześniej?

Czy twój sen jest na tyle płytki, że częściowo zachowujesz świadomość?

Czy odczuwasz popęd seksualny?

Czy doświadczasz stanów głębokiej „mgły mózgowej”?

Czy musisz walczyć ze sobą, by utrzymać elementarny poziom dbałości o siebie – brać prysznic, czesać się i przygotowywać sobie posiłki?

Czy odczuwasz znaczący spadek pewności siebie i samooceny?

Czy masz poczucie osamotnienia i braku wsparcia?

Czy czujesz, że nie masz w ogóle czasu dla siebie?

Czy czujesz, że jesteś przeciążona i że sobie nie radzisz?

Czy myślisz, że nie sprawdzasz się w roli matki, masz poczucie winy, upokorzenia?

20 punktów lub więcej – wielce prawdopodobne wyczerpanie pociążowe.

15–19 punktów – prawdopodobne wyczerpanie pociążowe.

Poniżej 15 punktów – małe prawdopodobieństwo wyczerpania pociążowego.

Rozdział 2

Problemy fizyczne – dlaczego jest coraz gorzej

Ciąża, jak wiadomo, jest dla organizmu gigantycznym wysiłkiem. Na zewnątrz widać tylko, jak rośnie ci brzuch, tymczasem wewnątrz ciało podlega niesłychanym przeobrażeniom i stresowi – wszystko po to, by stworzyć rozwijającemu się płodowi jak najlepsze warunki. Pewnie dobrze już znasz poranne nudności, spadki energii, zachcianki pokarmowe, kłopoty z włosami – jednego dnia gęstymi i lśniącymi, a następnego wypadającymi garściami – tłustą cerę z nagłymi wysypami trądziku i obrzmiałe kostki. Ale może miałaś to szczęście, że przeszłaś przez ciążę jak burza, czując się lepiej i radośniej niż kiedykolwiek przedtem.

Bez względu na to, czy i jakie masz dolegliwości oraz czy odczuwasz skutki związanego z ciążą stresu fizycznego, czy też nie, twój organizm doznaje uszczerbku, ponieważ rozwijający się płód potrzebuje mnóstwo pokarmu. W tym rozdziale przyjrzymy się mechanizmom powstawania fizycznego wyczerpania i niektórym jego najczęstszym objawom (objawy wyczerpania emocjonalnego, takie jak lęk czy niepokój i amnezja ciążowa, omawiam w następnym rozdziale).

POCZĄTEK FIZYCZNEGO WYCZERPANIA POCIĄŻOWEGO

Jedną z najbardziej zdumiewających struktur ludzkiego ciała jest łożysko. Bez niego żaden płód nie byłby zdolny do przeżycia. Ale łożysko jest też źródłem fizycznych dolegliwości związanych z wyczerpaniem.

Łacińska nazwa łożyska placenta wywodzi się od greckiego słowa oznaczającego talerz lub dysk. Bo też łożysko rzeczywiście przypomina duży talerz bądź dysk, przytwierdzony do ściany macicy z wychodzącą z niego pępowiną biegnącą do ciała dziecka.

Fizyczne objawy wyczerpania pociążowego

Oto najczęstsze fizyczne objawy wyczerpania pociążowego – jeśli cierpisz na wyczerpanie, to, że doświadczasz któregoś z nich, a może nawet wszystkich, jest absolutnie normalne:

amnezja ciążowa, zaburzenia myślenia (tak zwane odpieluszkowe zapalenie mózgu),znużenie, często obezwładniające,bezsenność, zaburzenia snu lub sen niedający wypoczynku,utrata elastyczności skóry, jej suchość, łamliwość paznokci, wypadanie włosów, odwapnienie, cofające się dziąsła powodujące odsłanianie szyjek zębów, podatność na siniaki,nadwrażliwość na światło i dźwięki.

Ukształtowanie zdrowego łożyska jest dla płodu formującego się z zapłodnionego jaja kwestią kluczową.

Po co nam łożysko

Łożysko odgrywa kilka ważnych ról. Między innymi stanowi platformę wymiany „informacji” przepływających z organizmu matki do dziecka i z powrotem – to bardzo skomplikowana i wyjątkowa funkcja, w ramach której:

poprzez pępowinę działa jako filtr – z tego, co napływa od matki, przepuszcza wszystko, co jest dobre i służy prawidłowemu rozwojowi płodu, zatrzymuje zaś toksyny,

służy jako czujnik – wykrywa, czego płód obecnie potrzebuje, i reguluje wchłanianie dosłownie wszystkiego: od aminokwasów przez witaminy, tłuszcze i inne składniki odżywcze aż po tlen,

stanowi fabrykę hormonów – produkujec duże ilości między innymi estrogenów, progesteronu i kortyzolu, służących zarówno dziecku, jak i matce.

Co ciekawe, łożysko rozwija się w tym samym czasie co podwzgórze u płodu. Podwzgórze to najważniejszy gruczoł dokrewny mózgu. Wiele hormonów wytwarzanych przez łożysko wykazuje strukturalne podobieństwo do hormonów produkowanych w mózgu matki, innymi słowy łożysko zaczyna wywierać wpływ na mózg matki – w ten sposób uruchamia się proces „przeprogramowania”, czyli wprowadzenia do macierzyństwa. Ujmując to jeszcze inaczej: hormony łożyskowe zaczynają zmieniać schemat połączeń mózgowych matki, czyniąc ją bardziej uwrażliwioną, zainteresowaną i świadomą potrzeb rozwijającego się w jej łonie dziecka. Najważniejsza dewiza to: „Płód potrzebuje – matka realizuje”.

Choć nie ma na ten temat zbyt wielu danych naukowych, wydaje się, że ośrodki węchu i smaku w mózgu kobiety ciężarnej zyskują dodatkowy potencjał, co może w dużym stopniu tłumaczyć nudności typowe dla wczesnej ciąży czy osławione dziwaczne zachcianki. Ewolucję przechodzą także ośrodki emocji, co wpływa i na uczucia, i na rozumowanie, inteligencję oraz wrażliwość. Wszystkie te zmiany służą kształtowaniu więzi z noworodkiem i umiejętności trafnego odczytywania jego mniej lub bardziej subtelnych komunikatów, ale dla kobiet mniej świadomych i nieprzygotowanych na zjawiska zachodzące w ciąży mogą być one nieco niepokojące.

Błona śluzowa łożyska

Błona śluzowa łożyska jest jednym z najbardziej intrygujących wytworów biologii – jest jedyna w swoim rodzaju. Ma miliony palczastych wypustek (dla zainteresowanych anatomią: zwanych kosmkami kosmówki), które wnikają w błonę śluzową wyściełającą macicę. Warstwę zewnętrzną kosmków tworzy tak zwany syncytiotrofoblast, wyglądem przypominający plastikową folię do pakowania. Nie ma wewnętrznych przegród, ma grubość jednej komórki i zasadniczo jest jedną komórką wyposażoną w tysiące jąder. Otacza swym płaszczem nie tylko łożysko, ale również całe rozwijające się w macicy dziecko – można go sobie wyobrazić jako balon stanowiący granicę między ciałem dziecka a ciałem matki.

Macica jako część systemu łożyskowego umożliwia przesączanie się krwi matki do przestrzeni między własną błoną śluzową a syncytiotrofoblastycznym balonem, w którym znajduje się dziecko – nosi ona nazwę przestrzeni międzykosmkowej. Płód potrzebuje tej krwi, bo właśnie stąd czerpie pożywienie.

Rodzaj łożyska i jego znaczenie

W przyrodzie występują dwa rodzaje łożysk. U większości ssaków łożysko przypomina dwie splecione palcami ręce – jedna to matka, druga to dziecko. Tymczasem ludzie – tak samo jak reszta hominidów, czyli człowiekowatych – mają inne łożysko, starszego pochodzenia, zwane łożyskiem hemochorialnym, czyli krwio-kosmówkowym, które można porównać raczej do ręki obejmującej zaciśniętą pięść lub do różyczki brokułu. Korzyść, jaką daje ludziom ten typ łożyska, wynika z nieprawdopodobnie dużej powierzchni wymiany, umożliwiającej znaczne zwiększenie dostaw substancji odżywczych z organizmu matki do ciała płodu w ostatnim trymestrze ciąży. Jego wadą natomiast jest to, że w razie stanu zapalnego czy zakażenia u matki trudniej zapobiec przeniesieniu go na dziecko. To jedna z przyczyn powikłań ciąży takich jak choćby stan przedrzucawkowy.

Zadajesz sobie pytanie, jakie to ma znaczenie? Pozwól, że wyjaśnię. Łożysko ludzkie jest narządem znacznie bardziej inwazyjnym niż jakiekolwiek inne występujące w przyrodzie, a to w tym sensie, że wrasta dalej, głębiej w błonę śluzową macicy. Jest to spowodowane ogromnym zapotrzebowaniem ludzkiego płodu na substancje odżywcze i energię. Sam wzrost i zasilanie nowo powstałego mózgu pochłaniają mnóstwo zasobów – w procesie jego rozwoju zostaje wykorzystanych aż 60 procent związków odżywczych, które organizm matki wydatkuje na potrzeby ciąży (u innych ssaków to tylko około 20 procent). Co więcej, w późniejszych stadiach ciąży przez powierzchnię na styku macicy i łożyska powinno przechodzić nawet do 7 gramów tłuszczu na dobę – takie wartości, choćby przybliżone, nie występują u żadnego innego zwierzęcia.

Dlaczego to jest tak ważne? Ponieważ staliśmy się w procesie ewolucji tym, czym jesteśmy obecnie, dzięki nieproporcjonalnie dużemu mózgowi. Jako że mózg zbudowany jest ze związków tłuszczowych – i dlatego żadna niskotłuszczowa dieta nie będzie mu służyć! – dysponowanie skutecznym mechanizmem dostarczania rozwijającemu się płodowi tłuszczu jest dla niego niezbędne do życia.

Dobrze, ale co te wszystkie informacje mają wspólnego z wyczerpaniem pociążowym? Cóż, jeśli przez matczyno-płodową powierzchnię łożyska ma codziennie przechodzić 7 gramów tłuszczu dla dziecka, ta powierzchnia musi być naprawdę ogromna. Ma to pewien istotny minus. Na takiej powierzchni łatwo może dochodzić do mikrokrwawień z mikroskopijnych uszkodzeń syncytiotrofoblastu. Skutki? Nieszczelność łożyska, która może powodować i pogłębiać wiele patologii występujących podczas ciąży i po porodzie. Jednym z zagrażających życiu powikłań, których związek z nieszczelnością łożyska potwierdzili naukowcy, jest właśnie stan przedrzucawkowy, wciąż jednak nie wiadomo, jak istotna może być ta nieszczelność w rozwoju innych schorzeń. Istnieją dane wskazujące, że może przyczyniać się do chorób autoimmunologicznych matki – i to zarówno w czasie ciąży, jak i później.

Ten związek stanowi główny fragment układanki, jaką jest zrozumienie, jak, dlaczego i gdzie zaczyna się wyczerpanie pociążowe. A z tego, co już wiemy o właściwościach łożyska, wynika, że wszystko da się sprowadzić do zapalenia.

ROLA ZAPALENIA W ROZWOJU WYCZERPANIA POCIĄŻOWEGO

Fizjologiczna ciąża wiąże się z łagodnym układowym odczynem zapalnym. Jest on niewielki i kontrolowany przez złożone współzależności zachodzące między matką a płodem. To normalne zjawisko, jedno z wielu, jakie występują, gdy w łonie kobiety rośnie i rozwija się dziecko. Myśląc o zapaleniu, wyobrażamy sobie zaczerwienienie, podwyższoną temperaturę i obrzęk, tak często towarzyszące zakażeniu czy urazowi, które organizm stara się zwalczyć lub wyleczyć. Ale istnieją różne rodzaje zapalenia. W ciąży jest to zdrowy i prawidłowy element całego procesu.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki