Zbrodnia niedoskonała - Katarzyna Bonda, Bogdan Lach - ebook + książka

Zbrodnia niedoskonała ebook

Katarzyna Bonda, Bogdan Lach

4,4

Opis

"Zbrodnia niedoskonała" to książka oparta na autentycznych sprawach, przydatna zarówno dla profesjonalistów, jak i dla szerszego grona czytelników. Pytanie: „Czy istnieje zbrodnia doskonała” zadają sobie od wieków kryminolodzy, wiktymolodzy, psychologowie, policjanci, a nawet autorzy powieści kryminalnych.

Katarzyna Bonda i Bogdan Lach udowadniają, że zbrodnia doskonała nie istnieje. Są tylko nieskutecznie działające organy ścigania, popełniający błędy lub bezsilni policjanci, prokuratorzy i sędziowie oraz źle zabezpieczone dowody. Każda sprawa, nawet ta sprzed lat, ma szansę znaleźć swój finał w sądzie. A jeśli na początku śledztwa zaangażuje się do niej profilera, wyjaśnienie jest niemal gwarantowane. Bogdan Lach jest jednym z najlepszych polskich specjalistów w tej dziedzinie. Razem z dziennikarką Katarzyną Bondą stworzyli fascynującą opowieść o poszukiwaniu śladów niedoskonałości zbrodni. Szczegółowe opisy przypadków, w których polski profiler sporządzał portrety psychologiczne nieznanych zabójców, znakomicie ilustrują prezentowaną przez niego wiedzę teoretyczną.

Mamy nadzieję, że poznawanie procesu tworzenia profilu, śledzenie toku myślenia eksperta podczas analizy dowodów i tropów zainteresuje wielu czytelników. Zapraszamy do lektury. Poznajcie największe zagadki kryminalne ostatnich lat rozwiązane przez polskiego profilera.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 404

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (190 ocen)
106
55
23
5
1

Popularność




Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadzący: Sławomira Gibka

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Zespół

Zdjęcie na okładce:

© JPagetRFPhotos/Shutterstock

© Katarzyna Bonda, Bogdan Lach

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-0175-5

MUZA SA

Warszawa 2015

Wydanie I

FRAGMENT

Książkę dedykujemy wszystkim profilującym i policjantom

WSTĘP

Czy istnieje zbrodnia doskonała? To pytanie zadają sobie od wieków kryminolodzy, wiktymolodzy, psychologowie, policjanci, a nawet autorzy powieści kryminalnych.

Ja także się nad tym głowiłam. Pracując jako sprawozdawca sądowy w jednym z ogólnopolskich dzienników, a potem przygotowując kryminalne cover story do różnych pism, badałam akta spraw wielu przestępców. Spędziłam mnóstwo czasu na rozmowach z zabójcami, oszustami, sprawcami przestępstw seksualnych. Dziś z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć: zbrodnia doskonała nie istnieje. Są tylko nieskutecznie działające organy ścigania, popełniający błędy lub bezsilni policjanci, prokuratorzy i sędziowie oraz źle zabezpieczone dowody. Każda sprawa, nawet ta sprzed lat, ma szansę znaleźć swój finał w sądzie. A jeśli na początku śledztwa zaangażuje się do niej profilera, wyjaśnienie jest niemal gwarantowane.

Kim jest profiler? Tym obco brzmiącym słowem, pochodzącym z języka angielskiego, określa się psychologa policyjnego, który zajmuje się tworzeniem psychologicznego portretu nieznanego sprawcy, tzw. profilu. W Polsce są już tacy nieliczni eksperci. Jednym z pionierów, którzy przecierali szlak w tej dziedzinie wiedzy, jest – bodaj jedyny w Polsce zatrudniony na etacie w pionie kryminalnym policji – nadkomisarz Bogdan Lach z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. O pomoc w najtrudniejszych sprawach zwracają się do niego policjanci z całej Polski. Jego praca jest po prostu skuteczna. Wynika to z wieloletniego doświadczenia eksperta oraz setek profili, które wykonał. A profilowanie jest dziedziną, w której wiedzę zdobywa się właśnie przez doświadczenie. Nadkomisarz Lach – oprócz profilowania – przygotowuje taktyki przesłuchań, analizuje dane o ofiarach, występuje jako biegły sądowy oraz służy pomocą psychologiczną poszkodowanym i policjantom. Miałam zaszczyt poznać go kilka lat temu.

Przygotowywałam wówczas reportaż o zbrodni popełnionej na młodej kobiecie z Rawicza. Pojechałam na miejsce, rozmawiałam z jej rodzicami. Oglądałam zdjęcia ślicznej blondynki i nie mogłam przestać myśleć o tym, że miała przed sobą całe życie, a zupełny przypadek sprawił, że skończyło się tak tragicznie.

Marzena była uczciwa i dzielna. Należała do Ochotniczej Straży Pożarnej. Wychowywała się we wspaniałej rodzinie, całkowicie pozbawionej cech patologicznych. Po śmierci córki ci spokojni, mili ludzie wyrzucali sobie, że nie nauczyli dziewczyny agresji.

Losy Marzeny i jej oprawcy skrzyżowały się w przydrożnym sklepiku na obrzeżach Rawicza, gdzie dziewczyna dorabiała sobie podczas wakacji. On wszedł po piwo. Ona stała za ladą. On zażądał pieniędzy z kasy. Ona się sprzeciwiła. On chwycił nóż do krojenia chleba. Ona się broniła, krzyczała, wzywała pomocy. Bezskutecznie. Zadał jej siedemnaście ciosów. Nie miała szans, by przeżyć. Potem on przez kilka godzin siedział z jej zwłokami w sklepie, a w końcu wymknął się niezauważony.

To brutalne i bezsensowne morderstwo poruszyło mieszkańców miasteczka. Zbrodniarza szukali policjanci, strażnicy miejscy, strażacy zawodowi i ochotnicy – na znak solidarności z koleżanką. Zawiązano patrole społeczne, wyznaczono nagrodę. Rysopis sprawcy zawisł na wszystkich słupach ogłoszeniowych. Sprawdzano każdy trop, każdą – nawet najbardziej nieprawdopodobną – poszlakę. Niestety, mijały tygodnie, miesiące, a śledztwo nie posuwało się do przodu. Komendant policji obiecał ludziom, że znajdzie zbrodniarza, choćby miał go wytropić osobiście. W desperacji wezwał jasnowidza, co jednak tylko sprowadziło dochodzenie na ślepe tory. Z czasem o zabójstwie Marzeny mówiono coraz mniej, w końcu sprawa ucichła na dobre. Chyba tylko jej rodzice nie przestali wierzyć, że zabójca kiedyś zostanie ujęty.

Mniej więcej pół roku od tragedii w regionalnej gazecie znalazłam niewielką notatkę wciśniętą w szpaltę z „kryminałkami”. Sprawca został ujęty i przyznał się do zbrodni. Właśnie skierowano do sądu akt oskarżenia. Okazało się, że mężczyzna zabił nie tylko Marzenę, ale jeszcze trzy inne osoby. Dziewczyna padła ofiarą seryjnego mordercy. Był zaledwie o rok starszy od niej. Od dzieciństwa funkcjonował w patologii: ojciec alkoholik dotkliwie bił jego, rodzeństwo i matkę. Dorastał w atmosferze krzyków, domu pełnym przemocy i ubóstwie.

Już następnego dnia siedziałam w gabinecie komendanta policji w Rawiczu. Moje pytanie brzmiało: „Jak go złapaliście?”. I wtedy po raz pierwszy w życiu usłyszałam słowo: „profiler”.

Chociaż określenie brzmi enigmatycznie, każdy z was z pewnością miał okazję poznać charakter jego pracy – choćby oglądając Milczenie owiec, Czerwonego Smoka, czy Miasteczko Twin Peaks. Tyle że fabuły filmów i ich bohaterowie – agenci FBI: Clarise Starling, Will Graham lub Dale Cooper – są wpisani w realia amerykańskie. W USA psycholog policyjny jest jak guru. Ściśle współpracuje z detektywami, podsuwając im wskazówki, w jakim kierunku powinno iść dochodzenie. Zupełnie inaczej niż w Polsce. Komendant z Rawicza przekonywał mnie, że nie jestem jedyną osobą, która nie ma pojęcia, że i u nas pracują tacy eksperci. Pocieszał, że nawet policjanci wydziałów kryminalnych nie spotkali się z terminami: profil, profiler, profilowanie, a co dopiero laik, na dodatek kobieta.

Opuściłam Rawicz z numerem telefonu psychologa śledczego, jak się potem okazało nadkomisarza Bogdana Lacha. I choć z ciekawości aż mnie skręcało, tak bardzo chciałam poznać tego człowieka, długo zwlekałam, by zadzwonić i poprosić go o wywiad. Postanowiłam najpierw dobrze się do tej rozmowy przygotować. Zaczęłam szukać informacji na temat profilowania – książek, artykułów w prasie psychologicznej, lecz okazało się, że zgromadzenie nawet podstawowej wiedzy jest bardzo trudne. Po prostu z tej dziedziny nie ukazało się w naszym kraju zbyt wiele publikacji. Nie miałam wyjścia – pojechałam do Katowic uzbrojona jedynie w dyktafon, dwie przeczytane książki, kilka stereotypów i głowę pełną pytań.

Kiedy policjant mnie zobaczył, oświadczył, że jest bardzo zajęty i nie ma czasu na pogaduszki z dziennikarzami – może mi poświęcić jedynie pół godziny. Drugie tyle udało mi się wynegocjować na zrobienie zdjęć do materiału. Dziś – kiedy wiem, jak bardzo zarzucany jest aktami niewykrytych zbrodni – rozumiem jego niechęć. Ale wtedy byłam wściekła. Postanowiłam maksymalnie wykorzystać „ofiarowany” czas i zaczęliśmy rozmawiać. Chyba udało mi się przekonać profilera, że odróżniam podejrzanego od oskarżonego i że tematyka zbrodni nie jest mi obca, bo nie zakończył rozmowy po półgodzinie. Ja też zmieniłam swój stosunek do policjanta. Okazało się, że da się lubić, a dziedzina, którą się zajmuje, jest po prostu fascynująca. Ostatecznie nasze pierwsze spotkanie trwało kilka godzin.

I choć wtedy Bogdan Lach zdążył uchylić zaledwie rąbka tajemnicy swojego zawodu, zaszczepił mi bakcyla psychologii śledczej. Dwa lata później to właśnie profilera uczyniłam bohaterem mojego literackiego debiutu – powieści kryminalnej pt. Sprawa Niny Frank. Po kolejnych dwóch latach postanowiliśmy wspólnie napisać książkę o profilowaniu.

Zbrodnia niedoskonała to pierwsza pozycja nienaukowa w języku polskim oparta na autentycznych sprawach. Wszystkie elementy związane ze sposobem „dojścia” do przestępcy są prawdziwe. Jednak ze względu na dobro ofiar, świadków i rodzin zamordowanych w niektórych sprawach zmieniliśmy personalia i okoliczności opisywanych zbrodni. Pozostałe – zakończone prawomocnymi wyrokami – są prawdziwe.

Książka jest wynikiem moich wielogodzinnych rozmów z polskim profilerem o jego pracy. Wszystkie fragmenty zapisane kursywą to przytoczone jego wypowiedzi.

Opisywane sprawy podzieliliśmy ze względu na motyw wiodący. Psychologia śledcza dawno już odeszła od definicji motywu, która funkcjonuje w prawie. Prawnik musi zaklasyfikować daną sprawę pod określony paragraf. Odpowiada sobie na jedno pytanie: „Dlaczego ten człowiek zabił?”. Nie ma tu miejsca na wnikliwe rozważania i analizowanie hipotez. Psycholog zastanawia się nad odpowiedziami na wiele pytań i rozpatruje wiele wątków, zanim wskaże, „co pchało tego człowieka do popełnienia zbrodni, jakie okoliczności przesądziły o tym, że zabił”. Profiler bada proces polimotywacyjny, czyli grupę motywów z motywem wiodącym na czele.

Największe kryminalne zagadki ostatnich lat rozwiązane przez polskiego profilera starałam się opisać rzetelnie i bez emocji. Każdy z rozdziałów jest opatrzony komentarzem, w którym opisuję charakterystyczne cechy ofiar i sprawców zbrodni z danego motywu, a także typowe okoliczności i przebieg tych przestępstw.

Mam nadzieję, że książka wzbudzi Wasz autentyczny podziw dla pracy profilera, zachwyci Was umysł człowieka, który z wydawałoby się niewiele znaczących szczegółów potrafi wyciągnąć wnioski, pozwalające bezbłędnie wskazać zabójcę w tłumie podejrzanych. Wierzę, że poznawanie procesu tworzenia profilu, śledzenie toku myślenia eksperta podczas analizy dowodów i tropów okaże się niezwykłym przeżyciem. Zapraszam do lektury. Przekonajcie się sami, dlaczego zbrodnia nie jest doskonała.

Katarzyna Bonda

ROZDZIAŁ I HISTORIA PROFILOWANIA

STAŃ ZE SPRAWCĄ TWARZĄ W TWARZ

Czy Kuba Rozpruwacz był lekarzem? – Co łączy „Szalonego Bombiarza” i „Dusiciela z Bostonu”? – Szukajcie rudego Irlandczyka. Będzie miał na sobie dwurzędowy garnitur – Quantico Center

Bond kontra Kuba Rozpruwacz

Za pierwszy psychologiczny portret nieznanego sprawcy uważa się profil seryjnego zabójcy, działającego w londyńskiej dzielnicy Whitechapel, znanego jako Kuba Rozpruwacz. Zabójca ten pomiędzy 31 sierpnia a 9 listopada 1888 roku zamordował pięć kobiet trudniących się nierządem: czterdziestotrzyletnią Mary Ann Nichols, zwaną „Polly”, czterdziestosiedmioletnią Annie Chapman, zwaną „Dark Annie”, czterdziestopięcioletnią Elizabeth Stride, zwaną „Long Liz”, czterdziestosześcioletnią Catherine Eddowes, zwaną „Kate Kelly” lub „Mary Ann Kelly” (od nazwiska jej klienta, a potem męża Johna Kelly’ego) oraz dwudziestopięcioletnią Mary Jane Kelly, zwaną „Ginger”. Potem przypisywano mu jeszcze wiele innych przestępstw, jednak badacze uważają, że Kuba miał na swoim koncie tylko te pięć ofiar.

W śledztwie w sprawie najsłynniejszego seryjnego zabójcy uczestniczył amerykański psychiatra i chirurg, dr Thomas Bond. W przygotowanym profilu wskazywał na zaburzenia mordercy, zwłaszcza w sferze seksualnej. Zrobił analizę tego, gdzie Kuba Rozpruwacz może mieszkać, w jakim środowisku przebywać i jaki może być jego status społeczny. Te informacje wyraźnie zawężały krąg podejrzanych oraz nadawały kierunek śledztwu. Była to pierwsza precyzyjna opinia zawierająca opis cech psychofizycznych poszukiwanego.

Bond twierdził, że zabójstwa Kuby Rozpruwacza mają charakter seksualny. Wskazywał, że zachowania dewiacyjne wiązały się z jego urazem do kobiet, bo w przeszłości został źle potraktowany przez jedną z nich (do tego grona należy także matka, zaś relację z nią należy zaliczyć do tzw. toksycznych). Dziś, gdy wiedza psychologiczna jest ogromna, teza ta wydaje się truizmem, jednak w tamtych czasach było to rewolucyjne odkrycie.

Sprawcy nadano przydomek „Rozpruwacz”, ponieważ wytrzewiał ciała mordowanych kobiet: wyjmował żeńskie narządy płciowe i pozostawiał je w widocznym miejscu. Były to bardzo brutalne zbrodnie. Na przykład jednej z ofiar – Mary Kelly – morderca nie tylko poderżnął gardło, ale też obciął piersi, usunął skórę i mięśnie brzucha oraz ud. Płaty odciętego ciała ułożył na stole przy łóżku. Wyjął też wszystkie wnętrzności, które rozmieścił na posłaniu dookoła zwłok. Zmasakrował ofierze twarz, zamieniając ją w masę krwawej tkanki. Nigdy nie odnaleziono serca kobiety. Przypuszcza się, że Rozpruwacz zabrał je jako trofeum lub spalił w kominku, gdzie odkryto ślady dużego ognia.

Dziś psychologowie potwierdzają, że taki sposób zabijania świadczył o jego nienawiści do kobiet. Uważał, że wszystkie przedstawicielki płci pięknej są zimne emocjonalnie, roszczeniowe, wyrachowane i wykorzystują mężczyzn do własnych celów. Niczym prostytutki.

Mimo zaangażowanego śledztwa zabójca nie został schwytany. Nigdy nie udało się ustalić jego tożsamości. Zresztą wkrótce po przygotowaniu profilu przez Thomasa Bonda Kuba Rozpruwacz przestał zabijać. Do dziś trwa dyskusja, kim mógł być.

Korzystając z dzisiejszej wiedzy z dziedziny psychologii śledczej, można zrobić kilka założeń. Jedno z nich wydaje się bardzo prawdopodobne, że był to lekarz lub osoba zaznajomiona z anatomią. Niestety, nie przeprowadzono dokładnej analizy obrażeń – medycyna sądowa była wówczas w powijakach. Prawdopodobnie większość ran zadał, kiedy ofiara jeszcze żyła. Wytrzewianie zwłok wynikało z dewiacji seksualnych. Sprawcę podniecał sam proces umierania ofiary. Wyraźnie koncentrował się na sferach seksualnych (wycinał macice i pochwy), ale nie gwałcił. Prawdopodobnie nie dochodziło do stosunku, ewentualnie wykorzystywał do tego celu przedmioty. Podniecało go zadawanie bólu, gdyż zaspokajało potrzeby seksualne i było substytutem stosunku. Pierwszorzędną potrzebą sprawcy była jednak potrzeba kontroli, władzy i dominowania nad ofiarą. Zabijając, utwierdzał się w przekonaniu: „Jestem Bogiem!”.

Ta niedoskonała, lecz przełomowa analiza jest uznawana za pierwszy psychologiczny portret sprawcy. Potem oczywiście podejmowano różne próby profilowania, ale dość nieudolne i nieskuteczne. Nie są warte tego, by o nich wspominać.

Sylwetka psychologiczna Hitlera

Na początku dwudziestego wieku wzrosło zainteresowanie profilowaniem. W czasie drugiej wojny światowej wykonano wiele analiz cech psychofizycznych zbrodniarzy wojennych. Niestety, nie zachowały się w archiwach. Istnieje za to niezwykle ciekawy „portret” wykonany na zlecenie biur strategicznych Stanów Zjednoczonych. Przygotował go William Langer, znany amerykański psychiatra i doktor psychologii, wieloletni pracownik jednego z nowojorskich uniwersytetów, który zdobył sławę dzięki pracy nad psychoanalizą. Stworzył on ekspertyzę psychologiczną Adolfa Hitlera.

Langer skupiał się na tych elementach zachowania niemieckiego przywódcy, które pomogłyby go zidentyfikować, gdyby nag­le zniknął – np. wyjechał do innego kraju lub zmienił image. Kontrwywiad potrzebował tych informacji, żeby w takiej sytuacji go odnaleźć. Langer szukał wyłącznie charakterystycznych zachowań Hitlera. Analizował treści zawarte w jego książce Mein Kampf oraz upodobania, zainteresowania, sposób ubierania się i przedmioty, którymi lubił się otaczać. Ponieważ Hitler popełnił samobójstwo i nie było potrzeby, aby go szukać, materiału nie wykorzystano.

James Brussel – ojciec profilowania

Początki profesjonalnego profilowania datuje się na lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte dwudziestego wieku, kiedy zaangażowano najlepszych psychologów i psychiatrów do pracy przy głośnych sprawach w Stanach Zjednoczonych: Dusiciela z Bostonu czy Szalonego Bombiarza (zwanego też Bombiarzem z Chicago). Uczestniczył w nich między innymi amerykański psychiatra, stosujący w swojej pracy metody psychoanalityczne – James Brussel, uważany za prekursora i ojca profilowania.

W latach 1940 do 1956 na terenie Chicago nieznany sprawca podłożył trzydzieści trzy ładunki wybuchowe. Zaatakował między innymi Grand Central Terminal, Pennsylvania Station, Radio City Music Hall oraz kilkanaście innych obiektów użyteczności publicznej. Spośród podłożonych ładunków aż dwadzieścia dwa eksplodowały, raniąc piętnaście osób. Szalonego Bombiarza szukało ponad dwadzieścia tysięcy policjantów. Bezskutecznie. Kiedy po trzecim, czwartym ataku sprawca nie został ujęty, zaczęły „lecieć głowy” – posadę stracili komendant, burmistrz i kilku innych miejskich włodarzy. Śledztwo nadal stało w miejscu, zaś sprawca pozostał nieuchwytny przez szesnaście lat.

Dopiero w 1956 roku zwrócono się o pomoc do psychologa. Dla organów ścigania była to ostatnia deska ratunku. James Brussel charakteryzował poszukiwanego na podstawie akt sprawy, dokumentacji fotograficznej, którą zgromadzono z miejsc zdarzeń i listów, w których sprawca wyśmiewał nieudolność organów ścigania w jego wykryciu.

Na podstawie dokumentów, relacji świadków, ludzi, którzy widzieli lub byli tam, gdzie wybuchały bomby, Brussel wykonał zwięzłą charakterystykę, o której dziś można powiedzieć, że była pierwszym profilem terrorysty. Oto jego fragment: „Szukajcie mocno zbudowanego mężczyzny, w średnim wieku, katolika, cudzoziemca, mieszkającego na terenie Connecticut, New Hampshire lub Maine. Najprawdopodobniej Irlandczyka, mieszkającego z bratem lub przyrodnią siostrą. A gdy go znajdziecie, będzie ubrany w dwurzędowy garnitur”.

Brussel przygotował profil w trzy tygodnie. Pół roku zajęło policjantom ujęcie Szalonego Bombiarza – George’a Metesky. W dniu zatrzymania, podejrzany faktycznie miał na sobie dwurzędową marynarkę. Zarówno wtedy, jak i dziś, wielu doświadczonych funkcjonariuszy nie pojmuje, na jakiej podstawie psycholog był w stanie to przewidzieć? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba podkreślić, że psycholog miał do zanalizowania wiele udokumentowanych przypadków działania sprawcy. W takiej sytuacji jest dużo łatwiej profilować, niż kiedy ma się do czynienia z jednym zdarzeniem. Kilka dokonanych przestępstw przez jednego sprawcę daje wiele wskazówek dotyczących jego zachowania i funkcjonowania. Podstawą zaś pracy profilera jest analiza tzw. śladów behawioralnych. Dlatego też zatrzymany George Metesky odpowiadał wiernie profilowi, który nakreślił Brussel. Włącznie z dwurzędowym garniturem. Profilowanie w żaden sposób nie jest spokrewnione z magią, lecz sięga do różnego rodzaju trendów, które funkcjonują w danej społeczności i które profilujący musi znać. Szalony Bombiarz atakował urzędy. Świadkowie mówili o tym, że nie zauważyli niczego, co by ich zainteresowało, wzbudziło lęk i co nie pasowałoby do tego miejsca. Podejrzany skutecznie wtapiał się w tłum pracowników biur. Musiał więc stosować sztuczki kamuflażu.Przed wydaniem opinii Brussel obserwował pracowników wchodzących do tych instytucji i ich zachowanie podczas kontroli. Sprawdzał, jak można wychwycić osoby, które do tego obrazu nie pasują. W tym czasie najmodniejszym strojem urzędniczym była dwurzędówka. I dlatego profiler uznał, że sprawca – by pozostać niezauważonym – nosił się podobnie.

Skąd psycholog wiedział, że przestępca jest cudzoziemcem? Tutaj przydała się analiza językowa i merytoryczna listów wysyłanych do policji, w których sprawca posługiwał się sformułowaniami niepasującymi do żargonu amerykańskiego. Wskazywały na człowieka, który wprawdzie posługuje się językiem angielskim, lecz używa zwrotów typowych dla obcokrajowca. Kiedy Brussel już wiedział, że ma do czynienia z cudzoziemcem, przeanalizował specyficzne naleciałości dla każdej z nacji, które występowały w korespondencji. Lata pięćdziesiąte to masowa emigracja Irlandczyków do Stanów Zjednoczonych. Wniosek nasuwał się sam. Dlaczego psycholog dodał, że sprawca jest rudy? Tutaj także hipoteza nie opierała się na przypuszczeniach, lecz rachunku prawdopodobieństwa. Większość irlandzkich emigrantów miała rude włosy.

Kolejna kwestia – zamieszkiwanie z bratem lub siostrą. Brussel prześledził, jak cudzoziemcy aklimatyzują się w nowych warunkach. W tym czasie niemal każdy, kto przyjeżdżał do Ameryki, mieszkał u rodziny, która przybyła tu wcześniej i była dość dobrze zakotwiczona w społeczeństwie. Dlaczego akurat z bratem lub siostrą, a nie na przykład z matką? Otóż kontekst słowa „my” w listach Bombiarza wskazywał, że mówi o osobie równej mu wiekiem – czyli bracie lub siostrze tej samej narodowości.

Choć Brussel wskazał tylko kilka cech, jego profil był niezwykle dokładny. I każda wskazana cecha się potwierdziła. Trzeba jeszcze zaznaczyć, że psycholog nie wiedział nic o działaniach operacyjnych policji. Nie widział listy podejrzanych, nie rozmawiał o nich ze śledczymi. Mimo to stworzył profil, dzięki któremu w ciągu zaledwie trzech tygodni policjantom udało się zawęzić grono podejrzanych z ponad tysiąca osób do trzech. I wobec tej trójki podjęto stosowne działania. Do dziś profil ma właśnie takie znaczenie: zawęzić grono podejrzanych. To policja ma w swoich kartotekach dane osób związanych ze sprawą. Profil może ich z niej wykluczyć bądź potwierdzić ich udział w przestępstwie.

Portret Szalonego Bombiarza był wielkim przełomem w nauce profilowania. Ujawnił śledczym, że warto współpracować z psychologiem, który potrafi określić cechy znamienne dla potencjalnego sprawcy, bo ta wiedza pozwala dojść do tej konkretnej osoby.

Dusiciel z Bostonu

Kilka lat później ponownie zwrócono się o pomoc do Brussela. Od czerwca 1962 do stycznia 1964 roku na terenie Bostonu w podobny sposób zamordowano i zgwałcono trzynaście samotnie mieszkających kobiet. Przy tej sprawie pracował specjalny zespół bostońskiej policji. Zamówiono kilka opinii na temat przyczyn popełniania zbrodni, lecz jedyne, co udało się ustalić, to motyw – przestępstwa zostały dokonane na tle seksualnym. Ofiary różniło wszystko. Kobiety miały od dziewiętnastu do osiemdziesięciu pięciu lat, nie były do siebie podobne. Tylko sposób zadania śmierci łączył te sprawy, dlatego też dziennikarze opisujący je w mediach nadali seryjnemu zabójcy przydomek „Dusiciela z Bostonu” (Boston Strangler).

By złapać przestępcę, powołano komitet medyczno-psychiatryczny, w którego skład wchodzili najznamienitsi psychiatrzy i psychologowie kliniczni. Początkowo składał się on z czternastu osób, w miarę postępowania prac ulegał zmniejszeniu. Brussel miał być w nim jedynie doradcą. Poszczególni członkowie komitetu analizowali informacje związane z funkcjonowaniem ofiar, próbowali przewidzieć, jaki będzie kolejny ruch sprawcy, skupiali się na jego pochodzeniu oraz związku z ofiarami. Wykonano również analizę prawdopodobnego przemieszczania się sprawcy.

Podstawowym zagadnieniem, nad którym zastanawiali się eksperci, było to, czy sprawca działa sam, czy też zabójców jest kilku. Morderstwa łączyła wyłącznie płeć ofiar. Poza tym każda zbrodnia została dokonana inaczej, a ofiary były w różnym wieku i miały odmienne życiorysy. Powołani psychologowie zakładali, że zabójców jest dwóch lub trzech. Tylko Brussel przekonywał, że mamy do czynienia z jednym człowiekiem, ponieważ każdej zbrodni dokonano w starannie wybranym miejscu.

Prace nad sprawą trwały około pół roku. W gronie ekspertów dochodziło do poważnych kłótni. Jeden z psychiatrów odszedł z komitetu śmiertelnie obrażony – nie był w stanie zaakceptować hipotezy Brussela, że zabójstw dokonuje ten sam człowiek.

Przygotowany przez psychiatrów i psychologów portret okazał się przydatny w typowaniu sprawcy i pokrywał się z opisanymi cechami. Brussel ustalił, że zabójca pochodzi z terenu, na którym dokonuje zbrodni – zna go bardzo dobrze, mieszka tu lub pracuje. Jest po trzydziestce, żyje w związku małżeńskim, choć nie daje mu on satysfakcji. Ofiary wybiera w sposób przypadkowy, pod wpływem chwili. Przed podjęciem działań przez krótki czas je obserwuje. Wybiera mieszkające samotnie – to stanowi główne kryterium doboru. Eksperci określili rejon jego zamieszkania. Dalej sprawę przejęli śledczy.

Sprawcą okazał się Albert Henry DeSalvo urodzony trzeciego września 1931 roku. Przyznał się do zbrodni w 1965 roku (po prawie półtora roku od ostatniego morderstwa) podczas przesłuchania w związku z podejrzeniem o molestowanie seksualne. Nie udało się ustalić przyczyn rozpoczęcia serii zbrodni ani powodów rezygnacji mordercy z jej kontynuowania. Sam Dusiciel z Bostonu zeznał, że zrezygnował z zabijania, ponieważ purytańska żona stała się dla niego milsza. Pytany, dlaczego popełniał zabójstwa w weekendy, odpowiedział: „W soboty zawsze mogłem wyrwać się z domu, mówiąc żonie, że idę do pracy”. Wyjaśnił także tajemnicę swojej nieuchwytności: „Nigdy nie miałem pojęcia, dokąd jadę. Nie wiedziałem, co zrobię i dlatego nigdy mnie nie przygwoździliście. Skoro ja nie miałem pojęcia, gdzie uderzę, to i wy nie mogliście tego przewidzieć”. Niestety, DeSalvo nie udało się udowodnić przed sądem wszystkich zarzucanych czynów. Spędził osiem lat, aż do śmierci dwudziestego piątego listopada 1973 roku, w tymczasowym areszcie. Nigdy nie został postawiony w stan oskarżenia. Był to bodaj najdłuższy areszt w historii Stanów Zjednoczonych.

Quantico Center

Mimo wspomnianych sukcesów profilowanie do lat siedemdziesiątych było sporadyczne. Dopiero w 1978 roku Wydział Badań nad Zachowaniem Akademii FBI w Quantico wprowadził Program Profilowania Psychologicznego, stworzony przez Johna Douglasa i Roberta Resslera, agentów FBI. W ciągu dziesięciu lat przeprowadzili oni wywiady z osiemdziesięcioma sześcioma najbardziej niebezpiecznymi seryjnymi przestępcami osadzonymi w amerykańskich więzieniach oraz z trzydziestoma sześcioma, którzy popełnili zbrodnie na tle seksualnym. Wśród badanych byli: Charles Manson[1], Arthur Bremer[2], David Berkowitz[3], zwany Synem Sama, Ted Bundy[4] i inni. Douglas studiował ich życiorysy, sposób zabijania i motywy, jakie nimi kierowały. Wszystko po to, by stykając się z kolejną brutalną sprawą, wiedzieć, dlaczego dochodzi do zbrodni, i móc określić, kim może być morderca. Tak powstał system profilowania oso­bowości nieznanych sprawców, stosowany do dziś na całym świecie.

Mistrzowie profilowania

W Quantico Center pracowali najlepsi amerykańscy psychologowie z wiedzą detektywów, a późniejsze sławy profilowania. Każdy z nich w czymś się specjalizował.

Robert Ressler

Emerytowany pułkownik FBI. Specjalizował się w analizie przestępstw brutalnych. Zapoczątkował funkcjonowanie katedry Centrum Analizy Przestępstw Brutalnych w Quantico (NCAVC – National Center Analisist Violent Criminal) i jest jednym z twórców metody profilowania nieznanych sprawców – VICAP – Violent Criminal Apprehension Program. Podstawą były rozmowy z zabójcami oraz analiza akt, co pozwalało na weryfikowanie wiarygodności relacji. Przesłuchania były prowadzone w sposób dokładny i analityczny. Jedna rozmowa trwała osiem do dziewięciu godzin. Potem weryfikowano uzyskane informacje, klasyfikowano je i wprowadzano do kwestionariusza. W 1984 roku została zbudowana baza danych oraz kwestionariusz liczący siedemdziesiąt stron. Stanowił on fundament nowoczesnego systemu profilowania. Ressler jest także jednym z twórców katedry na Uniwersytecie w Quantico, która zajmuje się kształceniem agentów policyjnych, zajmujących się tworzeniem profili.

John Douglas

Agent specjalny FBI, współautor książek i scenariuszy filmowych o profilowaniu, przez wiele lat pracował jako profiler. Podczas rozmów z najsłynniejszymi amerykańskimi zbrodniarzami kierował się zasadą: jeśli zrozumie się motyw, można rozwikłać tajemnicę zbrodni. Przekonywał, że każda zbrodnia ma motyw, a jeśli profilerowi uda się odkryć, co działo się w umyśle przestępców, którzy ją popełniali, będzie w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie: kto zabił. Dzięki jego pomocy udało się ująć wielu najgroźniejszych przestępców w USA: „Szalonego Bombiarza”, Davida Berkowitza, zwanego Synem Sama, snajpera-zamachowca Josepha Paula Franklina, który atakował czarnoskórych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, Charlesa Josepha Whitmana, zwanego „Snajperem z wieży”, zabójcę Gianniego Versacego, a także Jamesa Lewisa, którego media nazwały „Trucicielem z Chicago”, ponieważ zatruwał na chybił trafił sprzedawane w supermarketach lekarstwa, i wielu innych.

David Canter

Profesor psychologii związany z Uniwersytetem w Liverpoolu, gdzie pracuje w katedrze psychologii behawioralnej i założyciel Instytutu Psychologii Śledczej w Huddersfield. Twórca profilowania geograficznego. Stworzył kwestionariusz, który jest używany i funkcjonuje w centralnej bazie danych behawioralnych, czyli związanych z zachowaniami sprawców o nazwie Pytia 4. Do dziś każdy prowadzący dochodzenie policjant w Stanach odpowiada na pytania ułożone w 1981 roku przez Cantera, choć oczywiście zmodyfikowane. Wpisuje między innymi: „sprawca układa ciała pod drzewami”, „zostawia czerwone wstążki albo żółte kwiatki”. Potem dane te trafiają do komputera i są dostępne w każdej jednostce policji. Amerykanie dysponują programem komputerowym, ułatwiającym profilowanie. Załóżmy, że policjanci pracują nad sprawą zabójstwa, w której sprawca skrępował ofiarę sznurkiem. Tego samego dnia, kiedy odkryli zwłoki, mogą sprawdzić w komputerze wszystkich zarejestrowanych w bazie komputerowej podejrzanych i skazanych, którzy wykazywali tego typu zachowania. Jeśli wpiszą dziesięć cech typu „wiąże ofiary sznurkiem”, opiszą miejsca, w których sprawca działa, w jaki sposób pozostawia ofiary, jakie zadaje im rany, na ekranie wyskakuje określona lista podejrzanych. Komputer typuje potencjalnych sprawców, co bardzo ułatwia pracę policjantom i oszczędza czas. Ten system zaczął działać w Stanach Zjedno­czonych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

W ramach współpracy pomiędzy policjantami państw Unii Europejskiej funkcjonuje dziś system komputerowy VICLAS (Violent Crime Linkage Analysis System). Kolejne litery nazwy oznaczają V – brutalność, C – przestępstwo, L – powiązania, A – analiza, S – system.

Ułatwia on policjantom znajdowanie powiązań przestępczych w różnych sprawach. Kiedy policjanci mają do czynienia z brutalnym zabójstwem, wpisują do komputera podstawowe dane: gdzie dokonano zbrodni, w jaki sposób, jakiego użyto narzędzia, prawdopodobny motyw, jak pozostawiono miejsce zdarzenia itd. Specjalny program komputerowy wyszukuje podobieństwa w innych wprowadzonych wcześniej do systemu sprawach, a następnie wskazuje osoby w bazach policyjnych, które mogą być brane pod uwagę jako podejrzani. Można powiedzieć, że system komputerowy ułatwia pracę śledczym, a dzięki niemu profiler jest angażowany tylko do spraw niezwykle trudnych.

W 1996 roku Amerykanie zaproponowali udostępnienie podobnego programu komputerowego na potrzeby polskiej policji. Aby jednak nasi śledczy mogli z niego korzystać, trzeba wprowadzić do niego setki tysięcy danych, co wymaga czasu i nakładu środków.

* * *

koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji

[1] Większość życia spędził w więzieniu, skazywany za drobne przestępstwa (kradzieże, wyłudzenia), a w 1970 na dożywocie za namawianie do morderstwa Sharon Tate. Nigdy nie udowodniono mu zabójstw.

[2] Niedoszły zabójca Richarda Nixona.

[3] Przyznał się do zabicia sześciu osób i ranienia kilku innych w Nowym Jorku. Pierwszego ataku dokonał w wigilię 1975. Do czasu aresztowania 10 sierpnia 1977 zabił 6 osób w wieku od 16 do 26 lat, za co został skazany na sześciokrotne dożywocie. Słyszał głosy, które kazały mu zabijać. Już jako dziecko bardzo podniecał się widokiem ciał wynoszonych z płonącego budynku. Często jako dziecko podkładał ogień. Opisywał swoją pierwszą udaną zbrodnię: „Dwie kobiety siedziały w samochodzie. Czułem, że muszę je dorwać. Strzeliłem przez szybę. Potem naciskałem spust, nawet po tym, jak skończyły się naboje. Nie mogłem oderwać oczu od rozpryskującej się szyby”. Po dokonaniu morderstwa poszedł do domu i położył się do łóżka. Z telewizji dowiedział się, że zabił Donnę Laurie. Wyobrażał sobie potem, że zakochał się w Laurie i duchy zaaranżowały małżeństwo między nim a jej duszą.

[4] Teodor Bundy, niedoszły absolwent prawa. Czarujący z wyglądu. Zwabiał kobiety do samochodu. Żeby sprawiać wrażenie niegroźnej osoby, zawijał sobie ręce bandażem. Bił kobiety do nieprzytomności, gwałcił je, odgryzał im sutki, a potem zabijał. Zamordował 28 kobiet. Wpadł na przypadkowej kradzieży. Przypisuje mu się około 100 zabójstw. Przyznał się do 29, podczas procesu zrezygnował z pomocy adwokata i bronił się sam. Jego mowa końcowa zrobiła duże wrażenie na ławie przysięgłych. Wykonano na nim wyrok śmierci.

MUZA SA

ul. Marszałkowska 8

00-590 Warszawa

tel. 22 6211775

e-mail: [email protected]

Dział zamówień: 22 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz