Wydawca: Muza Kategoria: Literatura faktu, reportaże, biografie Język: polski Rok wydania: 2015

Zbrodnia niedoskonała ebook

Katarzyna Bonda   Bogdan Lach  

4.21276595744681 (47)
Bestseller

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 404 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zbrodnia niedoskonała - Katarzyna Bonda, Bogdan Lach

Zbrodnia niedoskonała to książka oparta na autentycznych sprawach, przydatna zarówno dla profesjonalistów, jak i dla szerszego grona czytelników.


Pytanie: "Czy istnieje zbrodnia doskonała" zadają sobie od wieków kryminolodzy, wiktymolodzy, psychologowie, policjanci, a nawet autorzy powieści kryminalnych. Katarzyna Bonda i Bogdan Lach udowadniają, że zbrodnia doskonała nie istnieje. Są tylko nieskutecznie działające organy ścigania, popełniający błędy lub bezsilni policjanci, prokuratorzy i sędziowie oraz źle zabezpieczone dowody. Każda sprawa, nawet ta sprzed lat, ma szansę znaleźć swój finał w sądzie. A jeśli na początku śledztwa zaangażuje się do niejprofilera, wyjaśnienie jest niemal gwarantowane. Bogdan Lach jest jednym z najlepszych polskich specjalistów w tej dziedzinie. Razem z dziennikarką Katarzyną Bondą stworzyli fascynującą opowieść o poszukiwaniu śladów niedoskonałości zbrodni. Szczegółowe opisy przypadków, w których polski profiler sporządzał portrety psychologiczne nieznanych zabójców, znakomicie ilustrują prezentowaną przez niego wiedzę teoretyczną. Mamy nadzieję, że poznawanie procesu tworzenia profilu, śledzenie toku myślenia eksperta podczas analizy dowodów i tropów zainteresuje wielu czytelników. Zapraszamy do lektury.
Największe zagadki kryminalne ostatnich lat rozwiązane przez polskiego profilera.

Opinie o ebooku Zbrodnia niedoskonała - Katarzyna Bonda, Bogdan Lach

Cytaty z ebooka Zbrodnia niedoskonała - Katarzyna Bonda, Bogdan Lach

Sprawca W osiemdziesięciu procentach przypadków [15] ofiara nie jest przypadkowa, a nawet znała swojego zabójcę. Może kiedyś chodzili razem do szkoły, byli parą, mieli wspólnych znajomych. Może to być człowiek, który zaczął interesować się ofiarą, bo mu się podobała, a został odrzucony. Może ją śledził, podglądał, próbował zdobyć informacje na temat jej życia i w jego fantazjach odgrywała ona wielką rolę. Ofiara zawsze jest powiązana ze sprawcą „w jakikolwiek sposób”. Bardzo rzadko się zdarza, że jest dla zabójcy zupełnie obcą osobą. Tak jednak było w przypadku Wampira z Zagłębia.
godzinie będzie wracać. A to z kolei może oznaczać, że sprawca ją znał i to zdecydowanie zawęża grono podejrzanych. Profiler musi zbadać ostatnie podróże ofiary przed śmiercią. Poznać miejsca, w których była w ostatnim czasie, bo tam sprawca mógł ją poznać. Jest nawet zapis matematyczny [20] , z którego wynika, że jeśli ktoś dużo podróżuje, ryzyko, że zostanie ofiarą, wzrasta. Taktyka przesłuchania
prowadzą jej sąsiedzi. Zastanawiało mnie, dlaczego nie było słychać krzyków starszej pani. Czy znała swoich zabójców? Czy mogła ich wpuścić do mieszkania pod pozorem pożyczenia szklanki mąki? Czy to jest jeden z jej sąsiadów? Była osobą niezwykle ostrożną. Wiedziała, jakie zagrożenie niesie za sobą trzymanie gotówki i cennych przedmiotów w mieszkaniu. Uznałem jednak, że gdyby to był ktoś jej dobrze znany, bliski lub choćby sąsiad, wybrałby porę o wiele dogodniejszą niż północ. Możliwe, że przyszedłby dokonać kradzieży, kiedy w mieszkaniu nikogo nie było – bo wiedziałby o tym. Stąd wniosek, że zabójcy nie znali rozkładu dnia Głowackiej. Wiedzieli natomiast, że jest zamożna i będzie co rabować. Stwierdziłem, że mam do czynienia z „zawodowcami”. A oni wchodzą na skuteczną legendę, czyli udają fachowców – z gazowni, elektrowni, mistrza kominiarskiego lub hydraulika. Do tego odpowiedni kombinezon, uwiarygodniający tę tezę, oraz skórzane torby, w których zamiast kluczy są narzędzia zbrodni, a potem zrabowany łup. Tę wersję potwierdzili świadkowie. Kilku sąsiadów widziało robotników opuszczających blok. Kobieta mieszkająca obok pani Leokadii przyznała, że zdziwiła się, dlaczego robotnicy przychodzą o takiej porze, jednak zaraz to sobie wytłumaczyła: „Przecież awarie nie znają dnia ani godziny”. To częsty mechanizm myślenia. Intuicja podpowiada nam: „Tu

Fragment ebooka Zbrodnia niedoskonała - Katarzyna Bonda, Bogdan Lach

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadzący: Sławomira Gibka

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta:Zespół

Zdjęcie na okładce:

© JPagetRFPhotos/Shutterstock

© Katarzyna Bonda, Bogdan Lach

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-0175-5

MUZA SA

Warszawa 2015

Wydanie I

Książkę dedykujemy wszystkim profilującym i policjantom

WSTĘP

Czy istnieje zbrodnia doskonała? To pytanie zadają sobie od wieków kryminolodzy, wiktymolodzy, psychologowie, policjanci, a nawet autorzy powieści kryminalnych.

Ja także się nad tym głowiłam. Pracując jako sprawozdawca sądowy w jednym z ogólnopolskich dzienników, a potem przygotowując kryminalne cover story do różnych pism, badałam akta spraw wielu przestępców. Spędziłam mnóstwo czasu na rozmowach z zabójcami, oszustami, sprawcami przestępstw seksualnych. Dziś z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć: zbrodnia doskonała nie istnieje. Są tylko nieskutecznie działające organy ścigania, popełniający błędy lub bezsilni policjanci, prokuratorzy i sędziowie oraz źle zabezpieczone dowody. Każda sprawa, nawet ta sprzed lat, ma szansę znaleźć swój finał w sądzie. A jeśli na początku śledztwa zaangażuje się do niej profilera, wyjaśnienie jest niemal gwarantowane.

Kim jest profiler? Tym obco brzmiącym słowem, pochodzącym z języka angielskiego, określa się psychologa policyjnego, który zajmuje się tworzeniem psychologicznego portretu nieznanego sprawcy, tzw. profilu. W Polsce są już tacy nieliczni eksperci. Jednym z pionierów, którzy przecierali szlak w tej dziedzinie wiedzy, jest – bodaj jedyny w Polsce zatrudniony na etacie w pionie kryminalnym policji – nadkomisarz Bogdan Lach z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. O pomoc w najtrudniejszych sprawach zwracają się do niego policjanci z całej Polski. Jego praca jest po prostu skuteczna. Wynika to z wieloletniego doświadczenia eksperta oraz setek profili, które wykonał. A profilowanie jest dziedziną, w której wiedzę zdobywa się właśnie przez doświadczenie. Nadkomisarz Lach – oprócz profilowania – przygotowuje taktyki przesłuchań, analizuje dane o ofiarach, występuje jako biegły sądowy oraz służy pomocą psychologiczną poszkodowanym i policjantom. Miałam zaszczyt poznać go kilka lat temu.

Przygotowywałam wówczas reportaż o zbrodni popełnionej na młodej kobiecie z Rawicza. Pojechałam na miejsce, rozmawiałam z jej rodzicami. Oglądałam zdjęcia ślicznej blondynki i nie mogłam przestać myśleć o tym, że miała przed sobą całe życie, a zupełny przypadek sprawił, że skończyło się tak tragicznie.

Marzena była uczciwa i dzielna. Należała do Ochotniczej Straży Pożarnej. Wychowywała się we wspaniałej rodzinie, całkowicie pozbawionej cech patologicznych. Po śmierci córki ci spokojni, mili ludzie wyrzucali sobie, że nie nauczyli dziewczyny agresji.

Losy Marzeny i jej oprawcy skrzyżowały się w przydrożnym sklepiku na obrzeżach Rawicza, gdzie dziewczyna dorabiała sobie podczas wakacji. On wszedł po piwo. Ona stała za ladą. On zażądał pieniędzy z kasy. Ona się sprzeciwiła. On chwycił nóż do krojenia chleba. Ona się broniła, krzyczała, wzywała pomocy. Bezskutecznie. Zadał jej siedemnaście ciosów. Nie miała szans, by przeżyć. Potem on przez kilka godzin siedział z jej zwłokami w sklepie, a w końcu wymknął się niezauważony.

To brutalne i bezsensowne morderstwo poruszyło mieszkańców miasteczka. Zbrodniarza szukali policjanci, strażnicy miejscy, strażacy zawodowi i ochotnicy – na znak solidarności z koleżanką. Zawiązano patrole społeczne, wyznaczono nagrodę. Rysopis sprawcy zawisł na wszystkich słupach ogłoszeniowych. Sprawdzano każdy trop, każdą – nawet najbardziej nieprawdopodobną – poszlakę. Niestety, mijały tygodnie, miesiące, a śledztwo nie posuwało się do przodu. Komendant policji obiecał ludziom, że znajdzie zbrodniarza, choćby miał go wytropić osobiście. W desperacji wezwał jasnowidza, co jednak tylko sprowadziło dochodzenie na ślepe tory. Z czasem o zabójstwie Marzeny mówiono coraz mniej, w końcu sprawa ucichła na dobre. Chyba tylko jej rodzice nie przestali wierzyć, że zabójca kiedyś zostanie ujęty.

Mniej więcej pół roku od tragedii w regionalnej gazecie znalazłam niewielką notatkę wciśniętą w szpaltę z „kryminałkami”. Sprawca został ujęty i przyznał się do zbrodni. Właśnie skierowano do sądu akt oskarżenia. Okazało się, że mężczyzna zabił nie tylko Marzenę, ale jeszcze trzy inne osoby. Dziewczyna padła ofiarą seryjnego mordercy. Był zaledwie o rok starszy od niej. Od dzieciństwa funkcjonował w patologii: ojciec alkoholik dotkliwie bił jego, rodzeństwo i matkę. Dorastał w atmosferze krzyków, domu pełnym przemocy i ubóstwie.

Już następnego dnia siedziałam w gabinecie komendanta policji w Rawiczu. Moje pytanie brzmiało: „Jak go złapaliście?”. I wtedy po raz pierwszy w życiu usłyszałam słowo: „profiler”.

Chociaż określenie brzmi enigmatycznie, każdy z was z pewnością miał okazję poznać charakter jego pracy – choćby oglądając Milczenie owiec, Czerwonego Smoka, czyMiasteczko Twin Peaks. Tyle że fabuły filmów i ich bohaterowie – agenci FBI: Clarise Starling, Will Graham lub Dale Cooper – są wpisani w realia amerykańskie. W USA psycholog policyjny jest jak guru. Ściśle współpracuje z detektywami, podsuwając im wskazówki, w jakim kierunku powinno iść dochodzenie. Zupełnie inaczej niż w Polsce. Komendant z Rawicza przekonywał mnie, że nie jestem jedyną osobą, która nie ma pojęcia, że i u nas pracują tacy eksperci. Pocieszał, że nawet policjanci wydziałów kryminalnych nie spotkali się z terminami: profil, profiler, profilowanie, a co dopiero laik, na dodatek kobieta.

Opuściłam Rawicz z numerem telefonu psychologa śledczego, jak się potem okazało nadkomisarza Bogdana Lacha. I choć z ciekawości aż mnie skręcało, tak bardzo chciałam poznać tego człowieka, długo zwlekałam, by zadzwonić i poprosić go o wywiad. Postanowiłam najpierw dobrze się do tej rozmowy przygotować. Zaczęłam szukać informacji na temat profilowania – książek, artykułów w prasie psychologicznej, lecz okazało się, że zgromadzenie nawet podstawowej wiedzy jest bardzo trudne. Po prostu z tej dziedziny nie ukazało się w naszym kraju zbyt wiele publikacji. Nie miałam wyjścia – pojechałam do Katowic uzbrojona jedynie w dyktafon, dwie przeczytane książki, kilka stereotypów i głowę pełną pytań.

Kiedy policjant mnie zobaczył, oświadczył, że jest bardzo zajęty i nie ma czasu na pogaduszki z dziennikarzami – może mi poświęcić jedynie pół godziny. Drugie tyle udało mi się wynegocjować na zrobienie zdjęć do materiału. Dziś – kiedy wiem, jak bardzo zarzucany jest aktami niewykrytych zbrodni – rozumiem jego niechęć. Ale wtedy byłam wściekła. Postanowiłam maksymalnie wykorzystać „ofiarowany” czas i zaczęliśmy rozmawiać. Chyba udało mi się przekonać profilera, że odróżniam podejrzanego od oskarżonego i że tematyka zbrodni nie jest mi obca, bo nie zakończył rozmowy po półgodzinie. Ja też zmieniłam swój stosunek do policjanta. Okazało się, że da się lubić, a dziedzina, którą się zajmuje, jest po prostu fascynująca. Ostatecznie nasze pierwsze spotkanie trwało kilka godzin.

I choć wtedy Bogdan Lach zdążył uchylić zaledwie rąbka tajemnicy swojego zawodu, zaszczepił mi bakcyla psychologii śledczej. Dwa lata później to właśnie profilera uczyniłam bohaterem mojego literackiego debiutu – powieści kryminalnej pt. Sprawa Niny Frank. Po kolejnych dwóch latach postanowiliśmy wspólnie napisać książkę o profilowaniu.

Zbrodnia niedoskonała to pierwsza pozycja nienaukowa w języku polskim oparta na autentycznych sprawach. Wszystkie elementy związane ze sposobem „dojścia” do przestępcy są prawdziwe. Jednak ze względu na dobro ofiar, świadków i rodzin zamordowanych w niektórych sprawach zmieniliśmy personalia i okoliczności opisywanych zbrodni. Pozostałe – zakończone prawomocnymi wyrokami – są prawdziwe.

Książka jest wynikiem moich wielogodzinnych rozmów z polskim profilerem o jego pracy. Wszystkie fragmenty zapisane kursywą to przytoczone jego wypowiedzi.

Opisywane sprawy podzieliliśmy ze względu na motyw wiodący. Psychologia śledcza dawno już odeszła od definicji motywu, która funkcjonuje w prawie. Prawnik musi zaklasyfikować daną sprawę pod określony paragraf. Odpowiada sobie na jedno pytanie: „Dlaczego ten człowiek zabił?”. Nie ma tu miejsca na wnikliwe rozważania i analizowanie hipotez. Psycholog zastanawia się nad odpowiedziami na wiele pytań i rozpatruje wiele wątków, zanim wskaże, „co pchało tego człowieka do popełnienia zbrodni, jakie okoliczności przesądziły o tym, że zabił”. Profiler bada proces polimotywacyjny, czyli grupę motywów z motywem wiodącym na czele.

Największe kryminalne zagadki ostatnich lat rozwiązane przez polskiego profilera starałam się opisać rzetelnie i bez emocji. Każdy z rozdziałów jest opatrzony komentarzem, w którym opisuję charakterystyczne cechy ofiar i sprawców zbrodni z danego motywu, a także typowe okoliczności i przebieg tych przestępstw.

Mam nadzieję, że książka wzbudzi Wasz autentyczny podziw dla pracy profilera, zachwyci Was umysł człowieka, który z wydawałoby się niewiele znaczących szczegółów potrafi wyciągnąć wnioski, pozwalające bezbłędnie wskazać zabójcę w tłumie podejrzanych. Wierzę, że poznawanie procesu tworzenia profilu, śledzenie toku myślenia eksperta podczas analizy dowodów i tropów okaże się niezwykłym przeżyciem. Zapraszam do lektury. Przekonajcie się sami, dlaczego zbrodnia nie jest doskonała.

Katarzyna Bonda

ROZDZIAŁ I HISTORIA PROFILOWANIA

STAŃ ZE SPRAWCĄ TWARZĄ W TWARZ

Czy Kuba Rozpruwacz był lekarzem? – Co łączy „Szalonego Bombiarza” i „Dusiciela z Bostonu”? – Szukajcie rudego Irlandczyka. Będzie miał na sobie dwurzędowy garnitur – Quantico Center

Bond kontra Kuba Rozpruwacz

Za pierwszy psychologiczny portret nieznanego sprawcy uważa się profil seryjnego zabójcy, działającego w londyńskiej dzielnicy Whitechapel, znanego jako Kuba Rozpruwacz. Zabójca ten pomiędzy 31 sierpnia a 9 listopada 1888 roku zamordował pięć kobiet trudniących się nierządem: czterdziestotrzyletnią Mary Ann Nichols, zwaną „Polly”, czterdziestosiedmioletnią Annie Chapman, zwaną „Dark Annie”, czterdziestopięcioletnią Elizabeth Stride, zwaną „Long Liz”, czterdziestosześcioletnią Catherine Eddowes, zwaną „Kate Kelly” lub „Mary Ann Kelly” (od nazwiska jej klienta, a potem męża Johna Kelly’ego) oraz dwudziestopięcioletnią Mary Jane Kelly, zwaną „Ginger”. Potem przypisywano mu jeszcze wiele innych przestępstw, jednak badacze uważają, że Kuba miał na swoim koncie tylko te pięć ofiar.

W śledztwie w sprawie najsłynniejszego seryjnego zabójcy uczestniczył amerykański psychiatra i chirurg, dr Thomas Bond. W przygotowanym profilu wskazywał na zaburzenia mordercy, zwłaszcza w sferze seksualnej. Zrobił analizę tego, gdzie Kuba Rozpruwacz może mieszkać, w jakim środowisku przebywać i jaki może być jego status społeczny. Te informacje wyraźnie zawężały krąg podejrzanych oraz nadawały kierunek śledztwu. Była to pierwsza precyzyjna opinia zawierająca opis cech psychofizycznych poszukiwanego.

Bond twierdził, że zabójstwa Kuby Rozpruwacza mają charakter seksualny. Wskazywał, że zachowania dewiacyjne wiązały się z jego urazem do kobiet, bo w przeszłości został źle potraktowany przez jedną z nich (do tego grona należy także matka, zaś relację z nią należy zaliczyć do tzw. toksycznych). Dziś, gdy wiedza psychologiczna jest ogromna, teza ta wydaje się truizmem, jednak w tamtych czasach było to rewolucyjne odkrycie.

Sprawcy nadano przydomek „Rozpruwacz”, ponieważ wytrzewiał ciała mordowanych kobiet: wyjmował żeńskie narządy płciowe i pozostawiał je w widocznym miejscu. Były to bardzo brutalne zbrodnie. Na przykład jednej z ofiar – Mary Kelly – morderca nie tylko poderżnął gardło, ale też obciął piersi, usunął skórę i mięśnie brzucha oraz ud. Płaty odciętego ciała ułożył na stole przy łóżku. Wyjął też wszystkie wnętrzności, które rozmieścił na posłaniu dookoła zwłok. Zmasakrował ofierze twarz, zamieniając ją w masę krwawej tkanki. Nigdy nie odnaleziono serca kobiety. Przypuszcza się, że Rozpruwacz zabrał je jako trofeum lub spalił w kominku, gdzie odkryto ślady dużego ognia.

Dziś psychologowie potwierdzają, że taki sposób zabijania świadczył o jego nienawiści do kobiet. Uważał, że wszystkie przedstawicielki płci pięknej są zimne emocjonalnie, roszczeniowe, wyrachowane i wykorzystują mężczyzn do własnych celów. Niczym prostytutki.

Mimo zaangażowanego śledztwa zabójca nie został schwytany. Nigdy nie udało się ustalić jego tożsamości. Zresztą wkrótce po przygotowaniu profilu przez Thomasa Bonda Kuba Rozpruwacz przestał zabijać. Do dziś trwa dyskusja, kim mógł być.

Korzystając z dzisiejszej wiedzy z dziedziny psychologii śledczej, można zrobić kilka założeń. Jedno z nich wydaje się bardzo prawdopodobne, że był to lekarz lub osoba zaznajomiona z anatomią. Niestety, nie przeprowadzono dokładnej analizy obrażeń – medycyna sądowa była wówczas w powijakach. Prawdopodobnie większość ran zadał, kiedy ofiara jeszcze żyła. Wytrzewianie zwłok wynikało z dewiacji seksualnych. Sprawcę podniecał sam proces umierania ofiary. Wyraźnie koncentrował się na sferach seksualnych (wycinał macice i pochwy), ale nie gwałcił. Prawdopodobnie nie dochodziło do stosunku, ewentualnie wykorzystywał do tego celu przedmioty. Podniecało go zadawanie bólu, gdyż zaspokajało potrzeby seksualne i było substytutem stosunku. Pierwszorzędną potrzebą sprawcy była jednak potrzeba kontroli, władzy i dominowania nad ofiarą. Zabijając, utwierdzał się w przekonaniu: „Jestem Bogiem!”.

Ta niedoskonała, lecz przełomowa analiza jest uznawana za pierwszy psychologiczny portret sprawcy. Potem oczywiście podejmowano różne próby profilowania, ale dość nieudolne i nieskuteczne. Nie są warte tego, by o nich wspominać.

Sylwetka psychologiczna Hitlera

Na początku dwudziestego wieku wzrosło zainteresowanie profilowaniem. W czasie drugiej wojny światowej wykonano wiele analiz cech psychofizycznych zbrodniarzy wojennych. Niestety, nie zachowały się w archiwach. Istnieje za to niezwykle ciekawy „portret” wykonany na zlecenie biur strategicznych Stanów Zjednoczonych. Przygotował go William Langer, znany amerykański psychiatra i doktor psychologii, wieloletni pracownik jednego z nowojorskich uniwersytetów, który zdobył sławę dzięki pracy nad psychoanalizą. Stworzył on ekspertyzę psychologiczną Adolfa Hitlera.

Langer skupiał się na tych elementach zachowania niemieckiego przywódcy, które pomogłyby go zidentyfikować, gdyby nag­le zniknął – np. wyjechał do innego kraju lub zmienił image. Kontrwywiad potrzebował tych informacji, żeby w takiej sytuacji go odnaleźć. Langer szukał wyłącznie charakterystycznych zachowań Hitlera. Analizował treści zawarte w jego książce Mein Kampf oraz upodobania, zainteresowania, sposób ubierania się i przedmioty, którymi lubił się otaczać. Ponieważ Hitler popełnił samobójstwo i nie było potrzeby, aby go szukać, materiału nie wykorzystano.

James Brussel – ojciec profilowania

Początki profesjonalnego profilowania datuje się na lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte dwudziestego wieku, kiedy zaangażowano najlepszych psychologów i psychiatrów do pracy przy głośnych sprawach w Stanach Zjednoczonych: Dusiciela z Bostonu czy Szalonego Bombiarza (zwanego też Bombiarzem z Chicago). Uczestniczył w nich między innymi amerykański psychiatra, stosujący w swojej pracy metody psychoanalityczne – James Brussel, uważany za prekursora i ojca profilowania.

W latach 1940 do 1956 na terenie Chicago nieznany sprawca podłożył trzydzieści trzy ładunki wybuchowe. Zaatakował między innymi Grand Central Terminal, Pennsylvania Station, Radio City Music Hall oraz kilkanaście innych obiektów użyteczności publicznej. Spośród podłożonych ładunków aż dwadzieścia dwa eksplodowały, raniąc piętnaście osób. Szalonego Bombiarza szukało ponad dwadzieścia tysięcy policjantów. Bezskutecznie. Kiedy po trzecim, czwartym ataku sprawca nie został ujęty, zaczęły „lecieć głowy” – posadę stracili komendant, burmistrz i kilku innych miejskich włodarzy. Śledztwo nadal stało w miejscu, zaś sprawca pozostał nieuchwytny przez szesnaście lat.

Dopiero w 1956 roku zwrócono się o pomoc do psychologa. Dla organów ścigania była to ostatnia deska ratunku. James Brussel charakteryzował poszukiwanego na podstawie akt sprawy, dokumentacji fotograficznej, którą zgromadzono z miejsc zdarzeń i listów, w których sprawca wyśmiewał nieudolność organów ścigania w jego wykryciu.

Na podstawie dokumentów, relacji świadków, ludzi, którzy widzieli lub byli tam, gdzie wybuchały bomby, Brussel wykonał zwięzłą charakterystykę, o której dziś można powiedzieć, że była pierwszym profilem terrorysty. Oto jego fragment: „Szukajcie mocno zbudowanego mężczyzny, w średnim wieku, katolika, cudzoziemca, mieszkającego na terenie Connecticut, New Hampshire lub Maine. Najprawdopodobniej Irlandczyka, mieszkającego z bratem lub przyrodnią siostrą. A gdy go znajdziecie, będzie ubrany w dwurzędowy garnitur”.

Brussel przygotował profil w trzy tygodnie. Pół roku zajęło policjantom ujęcie Szalonego Bombiarza – George’a Metesky. W dniu zatrzymania, podejrzany faktycznie miał na sobie dwurzędową marynarkę. Zarówno wtedy, jak i dziś, wielu doświadczonych funkcjonariuszy nie pojmuje, na jakiej podstawie psycholog był w stanie to przewidzieć? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba podkreślić, że psycholog miał do zanalizowania wiele udokumentowanych przypadków działania sprawcy. W takiej sytuacji jest dużo łatwiej profilować, niż kiedy ma się do czynienia z jednym zdarzeniem. Kilka dokonanych przestępstw przez jednego sprawcę daje wiele wskazówek dotyczących jego zachowania i funkcjonowania. Podstawą zaś pracy profilera jest analiza tzw. śladów behawioralnych. Dlatego też zatrzymany George Metesky odpowiadał wiernie profilowi, który nakreślił Brussel. Włącznie z dwurzędowym garniturem. Profilowanie w żaden sposób nie jest spokrewnione z magią, lecz sięga do różnego rodzaju trendów, które funkcjonują w danej społeczności i które profilujący musi znać. Szalony Bombiarz atakował urzędy. Świadkowie mówili o tym, że nie zauważyli niczego, co by ich zainteresowało, wzbudziło lęk i co nie pasowałoby do tego miejsca. Podejrzany skutecznie wtapiał się w tłum pracowników biur. Musiał więc stosować sztuczki kamuflażu.Przed wydaniem opinii Brussel obserwował pracowników wchodzących do tych instytucji i ich zachowanie podczas kontroli. Sprawdzał, jak można wychwycić osoby, które do tego obrazu nie pasują. W tym czasie najmodniejszym strojem urzędniczym była dwurzędówka. I dlatego profiler uznał, że sprawca – by pozostać niezauważonym – nosił się podobnie.

Skąd psycholog wiedział, że przestępca jest cudzoziemcem? Tutaj przydała się analiza językowa i merytoryczna listów wysyłanych do policji, w których sprawca posługiwał się sformułowaniami niepasującymi do żargonu amerykańskiego. Wskazywały na człowieka, który wprawdzie posługuje się językiem angielskim, lecz używa zwrotów typowych dla obcokrajowca. Kiedy Brussel już wiedział, że ma do czynienia z cudzoziemcem, przeanalizował specyficzne naleciałości dla każdej z nacji, które występowały w korespondencji. Lata pięćdziesiąte to masowa emigracja Irlandczyków do Stanów Zjednoczonych. Wniosek nasuwał się sam. Dlaczego psycholog dodał, że sprawca jest rudy? Tutaj także hipoteza nie opierała się na przypuszczeniach, lecz rachunku prawdopodobieństwa. Większość irlandzkich emigrantów miała rude włosy.

Kolejna kwestia – zamieszkiwanie z bratem lub siostrą. Brussel prześledził, jak cudzoziemcy aklimatyzują się w nowych warunkach. W tym czasie niemal każdy, kto przyjeżdżał do Ameryki, mieszkał u rodziny, która przybyła tu wcześniej i była dość dobrze zakotwiczona w społeczeństwie. Dlaczego akurat z bratem lub siostrą, a nie na przykład z matką? Otóż kontekst słowa „my” w listach Bombiarza wskazywał, że mówi o osobie równej mu wiekiem – czyli bracie lub siostrze tej samej narodowości.

Choć Brussel wskazał tylko kilka cech, jego profil był niezwykle dokładny. I każda wskazana cecha się potwierdziła. Trzeba jeszcze zaznaczyć, że psycholog nie wiedział nic o działaniach operacyjnych policji. Nie widział listy podejrzanych, nie rozmawiał o nich ze śledczymi. Mimo to stworzył profil, dzięki któremu w ciągu zaledwie trzech tygodni policjantom udało się zawęzić grono podejrzanych z ponad tysiąca osób do trzech. I wobec tej trójki podjęto stosowne działania. Do dziś profil ma właśnie takie znaczenie: zawęzić grono podejrzanych. To policja ma w swoich kartotekach dane osób związanych ze sprawą. Profil może ich z niej wykluczyć bądź potwierdzić ich udział w przestępstwie.

Portret Szalonego Bombiarza był wielkim przełomem w nauce profilowania. Ujawnił śledczym, że warto współpracować z psychologiem, który potrafi określić cechy znamienne dla potencjalnego sprawcy, bo ta wiedza pozwala dojść do tej konkretnej osoby.

Dusiciel z Bostonu

Kilka lat później ponownie zwrócono się o pomoc do Brussela. Od czerwca 1962 do stycznia 1964 roku na terenie Bostonu w podobny sposób zamordowano i zgwałcono trzynaście samotnie mieszkających kobiet. Przy tej sprawie pracował specjalny zespół bostońskiej policji. Zamówiono kilka opinii na temat przyczyn popełniania zbrodni, lecz jedyne, co udało się ustalić, to motyw – przestępstwa zostały dokonane na tle seksualnym. Ofiary różniło wszystko. Kobiety miały od dziewiętnastu do osiemdziesięciu pięciu lat, nie były do siebie podobne. Tylko sposób zadania śmierci łączył te sprawy, dlatego też dziennikarze opisujący je w mediach nadali seryjnemu zabójcy przydomek „Dusiciela z Bostonu” (Boston Strangler).

By złapać przestępcę, powołano komitet medyczno-psychiatryczny, w którego skład wchodzili najznamienitsi psychiatrzy i psychologowie kliniczni. Początkowo składał się on z czternastu osób, w miarę postępowania prac ulegał zmniejszeniu. Brussel miał być w nim jedynie doradcą. Poszczególni członkowie komitetu analizowali informacje związane z funkcjonowaniem ofiar, próbowali przewidzieć, jaki będzie kolejny ruch sprawcy, skupiali się na jego pochodzeniu oraz związku z ofiarami. Wykonano również analizę prawdopodobnego przemieszczania się sprawcy.

Podstawowym zagadnieniem, nad którym zastanawiali się eksperci, było to, czy sprawca działa sam, czy też zabójców jest kilku. Morderstwa łączyła wyłącznie płeć ofiar. Poza tym każda zbrodnia została dokonana inaczej, a ofiary były w różnym wieku i miały odmienne życiorysy. Powołani psychologowie zakładali, że zabójców jest dwóch lub trzech. Tylko Brussel przekonywał, że mamy do czynienia z jednym człowiekiem, ponieważ każdej zbrodni dokonano w starannie wybranym miejscu.

Prace nad sprawą trwały około pół roku. W gronie ekspertów dochodziło do poważnych kłótni. Jeden z psychiatrów odszedł z komitetu śmiertelnie obrażony – nie był w stanie zaakceptować hipotezy Brussela, że zabójstw dokonuje ten sam człowiek.

Przygotowany przez psychiatrów i psychologów portret okazał się przydatny w typowaniu sprawcy i pokrywał się z opisanymi cechami. Brussel ustalił, że zabójca pochodzi z terenu, na którym dokonuje zbrodni – zna go bardzo dobrze, mieszka tu lub pracuje. Jest po trzydziestce, żyje w związku małżeńskim, choć nie daje mu on satysfakcji. Ofiary wybiera w sposób przypadkowy, pod wpływem chwili. Przed podjęciem działań przez krótki czas je obserwuje. Wybiera mieszkające samotnie – to stanowi główne kryterium doboru. Eksperci określili rejon jego zamieszkania. Dalej sprawę przejęli śledczy.

Sprawcą okazał się Albert Henry DeSalvo urodzony trzeciego września 1931 roku. Przyznał się do zbrodni w 1965 roku (po prawie półtora roku od ostatniego morderstwa) podczas przesłuchania w związku z podejrzeniem o molestowanie seksualne. Nie udało się ustalić przyczyn rozpoczęcia serii zbrodni ani powodów rezygnacji mordercy z jej kontynuowania. Sam Dusiciel z Bostonu zeznał, że zrezygnował z zabijania, ponieważ purytańska żona stała się dla niego milsza. Pytany, dlaczego popełniał zabójstwa w weekendy, odpowiedział: „W soboty zawsze mogłem wyrwać się z domu, mówiąc żonie, że idę do pracy”. Wyjaśnił także tajemnicę swojej nieuchwytności: „Nigdy nie miałem pojęcia, dokąd jadę. Nie wiedziałem, co zrobię i dlatego nigdy mnie nie przygwoździliście. Skoro ja nie miałem pojęcia, gdzie uderzę, to i wy nie mogliście tego przewidzieć”. Niestety, DeSalvo nie udało się udowodnić przed sądem wszystkich zarzucanych czynów. Spędził osiem lat, aż do śmierci dwudziestego piątego listopada 1973 roku, w tymczasowym areszcie. Nigdy nie został postawiony w stan oskarżenia. Był to bodaj najdłuższy areszt w historii Stanów Zjednoczonych.

Quantico Center

Mimo wspomnianych sukcesów profilowanie do lat siedemdziesiątych było sporadyczne. Dopiero w 1978 roku Wydział Badań nad Zachowaniem Akademii FBI w Quantico wprowadził Program Profilowania Psychologicznego, stworzony przez Johna Douglasa i Roberta Resslera, agentów FBI. W ciągu dziesięciu lat przeprowadzili oni wywiady z osiemdziesięcioma sześcioma najbardziej niebezpiecznymi seryjnymi przestępcami osadzonymi w amerykańskich więzieniach oraz z trzydziestoma sześcioma, którzy popełnili zbrodnie na tle seksualnym. Wśród badanych byli: Charles Manson[1], Arthur Bremer[2], David Berkowitz[3], zwany Synem Sama, Ted Bundy[4] i inni. Douglas studiował ich życiorysy, sposób zabijania i motywy, jakie nimi kierowały. Wszystko po to, by stykając się z kolejną brutalną sprawą, wiedzieć, dlaczego dochodzi do zbrodni, i móc określić, kim może być morderca. Tak powstał system profilowania oso­bowości nieznanych sprawców, stosowany do dziś na całym świecie.

Mistrzowie profilowania

W Quantico Center pracowali najlepsi amerykańscy psychologowie z wiedzą detektywów, a późniejsze sławy profilowania. Każdy z nich w czymś się specjalizował.

Robert Ressler

Emerytowany pułkownik FBI. Specjalizował się w analizie przestępstw brutalnych. Zapoczątkował funkcjonowanie katedry Centrum Analizy Przestępstw Brutalnych w Quantico (NCAVC – National Center Analisist Violent Criminal) i jest jednym z twórców metody profilowania nieznanych sprawców – VICAP – Violent Criminal Apprehension Program. Podstawą były rozmowy z zabójcami oraz analiza akt, co pozwalało na weryfikowanie wiarygodności relacji. Przesłuchania były prowadzone w sposób dokładny i analityczny. Jedna rozmowa trwała osiem do dziewięciu godzin. Potem weryfikowano uzyskane informacje, klasyfikowano je i wprowadzano do kwestionariusza. W 1984 roku została zbudowana baza danych oraz kwestionariusz liczący siedemdziesiąt stron. Stanowił on fundament nowoczesnego systemu profilowania. Ressler jest także jednym z twórców katedry na Uniwersytecie w Quantico, która zajmuje się kształceniem agentów policyjnych, zajmujących się tworzeniem profili.

John Douglas

Agent specjalny FBI, współautor książek i scenariuszy filmowych o profilowaniu, przez wiele lat pracował jako profiler. Podczas rozmów z najsłynniejszymi amerykańskimi zbrodniarzami kierował się zasadą: jeśli zrozumie się motyw, można rozwikłać tajemnicę zbrodni. Przekonywał, że każda zbrodnia ma motyw, a jeśli profilerowi uda się odkryć, co działo się w umyśle przestępców, którzy ją popełniali, będzie w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie: kto zabił. Dzięki jego pomocy udało się ująć wielu najgroźniejszych przestępców w USA: „Szalonego Bombiarza”, Davida Berkowitza, zwanego Synem Sama, snajpera-zamachowca Josepha Paula Franklina, który atakował czarnoskórych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, Charlesa Josepha Whitmana, zwanego „Snajperem z wieży”, zabójcę Gianniego Versacego, a także Jamesa Lewisa, którego media nazwały „Trucicielem z Chicago”, ponieważ zatruwał na chybił trafił sprzedawane w supermarketach lekarstwa, i wielu innych.

David Canter

Profesor psychologii związany z Uniwersytetem w Liverpoolu, gdzie pracuje w katedrze psychologii behawioralnej i założyciel Instytutu Psychologii Śledczej w Huddersfield. Twórca profilowania geograficznego. Stworzył kwestionariusz, który jest używany i funkcjonuje w centralnej bazie danych behawioralnych, czyli związanych z zachowaniami sprawców o nazwie Pytia 4. Do dziś każdy prowadzący dochodzenie policjant w Stanach odpowiada na pytania ułożone w 1981 roku przez Cantera, choć oczywiście zmodyfikowane. Wpisuje między innymi: „sprawca układa ciała pod drzewami”, „zostawia czerwone wstążki albo żółte kwiatki”. Potem dane te trafiają do komputera i są dostępne w każdej jednostce policji. Amerykanie dysponują programem komputerowym, ułatwiającym profilowanie. Załóżmy, że policjanci pracują nad sprawą zabójstwa, w której sprawca skrępował ofiarę sznurkiem. Tego samego dnia, kiedy odkryli zwłoki, mogą sprawdzić w komputerze wszystkich zarejestrowanych w bazie komputerowej podejrzanych i skazanych, którzy wykazywali tego typu zachowania. Jeśli wpiszą dziesięć cech typu „wiąże ofiary sznurkiem”, opiszą miejsca, w których sprawca działa, w jaki sposób pozostawia ofiary, jakie zadaje im rany, na ekranie wyskakuje określona lista podejrzanych. Komputer typuje potencjalnych sprawców, co bardzo ułatwia pracę policjantom i oszczędza czas. Ten system zaczął działać w Stanach Zjedno­czonych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

W ramach współpracy pomiędzy policjantami państw Unii Europejskiej funkcjonuje dziś system komputerowy VICLAS (Violent Crime Linkage Analysis System). Kolejne litery nazwy oznaczają V – brutalność, C – przestępstwo, L – powiązania, A – analiza, S – system.

Ułatwia on policjantom znajdowanie powiązań przestępczych w różnych sprawach. Kiedy policjanci mają do czynienia z brutalnym zabójstwem, wpisują do komputera podstawowe dane: gdzie dokonano zbrodni, w jaki sposób, jakiego użyto narzędzia, prawdopodobny motyw, jak pozostawiono miejsce zdarzenia itd. Specjalny program komputerowy wyszukuje podobieństwa w innych wprowadzonych wcześniej do systemu sprawach, a następnie wskazuje osoby w bazach policyjnych, które mogą być brane pod uwagę jako podejrzani. Można powiedzieć, że system komputerowy ułatwia pracę śledczym, a dzięki niemu profiler jest angażowany tylko do spraw niezwykle trudnych.

W 1996 roku Amerykanie zaproponowali udostępnienie podobnego programu komputerowego na potrzeby polskiej policji. Aby jednak nasi śledczy mogli z niego korzystać, trzeba wprowadzić do niego setki tysięcy danych, co wymaga czasu i nakładu środków.

ROZDZIAŁ II PSYCHOLOGICZNY PORTRET NIEZNANEGO SPRAWCY (PROFIL)

TRUDNO UŁOŻYĆ UKŁADANKĘ, JEŚLI BRAKUJE W NIEJ ELEMENTÓW

Mapy mentalne – Jak wciągnął ją w swój psychologiczny rewir działania – Trupy pod osiką – Fotografowanie cebulkowe – Rytuały sprawcy – Gra w szachy z podejrzanym

Profil

To rodzaj krótkiej charakterystyki stworzonej na podstawie zostawionych przez zabójcę śladów behawioralnych, czyli śladów jego zachowania przed zbrodnią, w trakcie i po. Są one inne niż ślady typu odciski palców, pot czy włosy zostawione na miejscu zdarzenia. Załóżmy, że w pokoju, w którym dokonano zbrodni, panuje wielki nieład. Profilujący zastanawia się, które przedmioty mogły być porozrzucane jako pierwsze, a które potem, i stara się odpowiedzieć na pytanie, jak przebiegało spotkanie sprawcy z ofiarą.

Ślad behawioralny jest śladem indywidualnym, typowym tylko dla tej jednej poszukiwanej osoby. Jest także śladem dynamicznym. Co to znaczy? Na przykład, jeśli sprawca próbował zetrzeć swoje odciski palców z pistoletu lub zmył krew z noża, profiler z tych zachowań wywnioskuje wiele o cechach jego osobowości.

Profil wykonuje się, ponieważ:

• Znacznie ogranicza liczbę podejrzanych. Wobec kilku osób policjantom łatwiej prowadzić czynności operacyjne niż wobec setki czy tysiąca.

• Pozwala nadać właściwy kierunek śledztwu. Zdarza się dość często, że sprawcy pozorują motyw zbrodni. Chcą, by śledztwo poszło w zupełnie innym kierunku. Liczą na to, że śledczy będą penetrować inne środowisko niż to, w którym oni funkcjonują. Dzięki temu mają czas, żeby pozacierać ślady, upłynnić fanty (skradzione przedmioty), załatwić sobie alibi i psychologicznie poradzić ze świadomością, że jest się zabójcą.

• Potwierdza lub nie motyw narzucający się w pierwszej chwili.

• Pozwala oszczędzić czas. Dzięki tej analizie policjanci nie podejmują niepotrzebnych działań. To ważne, bo prawdopodobieństwo wykrycia sprawcy jest największe w ciągu pierwszych 48 godzin po zdarzeniu.

• Pomaga zlokalizować miejsce zamieszkania lub miejsce pracy poszukiwanej osoby.

• Pomaga w identyfikacji indywidualnych cech sprawcy. W charakterystyce policjanci otrzymują informacje o przedziale wiekowym sprawcy, jego wykształceniu, wyglądzie zewnętrznym czy wzroście, bo profiler jest w stanie takie informacje podać.

Profil jest szczegółową analizą nieznanego sprawcy z psychologicznego punktu widzenia. W każdym portrecie policjanci otrzymują przeanalizowane pod kątem psychologicznym wszystkie zgromadzone dowody, argumenty, hipotezy i przesłanki, które wiążą się z poszukiwanym sprawcą. Nie ma żadnej innej analizy, gdzie w pigułce policjanci mieliby pełen obraz danych. Znajdą tam informacje, ilu było sprawców, jaki był motyw wiodący oraz szczegółową charakterystykę osobowości poszukiwanej osoby lub osób. Psycholog wskazuje w niej na najistotniejsze cechy sprawcy, rzadko spotykane i indywidualne w populacji, a czasami typowe tylko dla jednej poszukiwanej osoby. Na przykład w profilu jest zawarta informacja, że sprawca sprawnie posługuje się nożem, bo w swoim życiu trudnił się ubojem zwierząt. Jest to cecha niezwykle ograniczająca grupę podejrzanych. Ta informacja jest dużo bardziej istotna niż podanie, że osoba ta ma inteligencję przeciętną.

Profil jest istotnym elementem śledztwa, lecz wskazania profilera nie stanowią w nim dowodu.

Nauka o profilowaniu

Profilowanie ma własną metodologię, choć korzysta ze zdobyczy wielu innych dziedzin: wiktymologii[5], kryminalistyki[6], kryminologii[7] – zwłaszcza u tych sprawców, którzy pozostawiają na miejscu zbrodni kartę wizytową[8], jakby mówili: „Patrzcie, właśnie dlatego to zrobiłem”. To nie jest oczywiście wizytówka: nazywam się Jan Kowalski oraz jego adres, telefon, e-mail. Choć i tak się zdarza. Kiedyś Bogdan Lach pracował nad sprawą, w której technicy zabezpieczyli na miejscu zbrodni dokument ze wszystkimi danymi pewnego mężczyzny. Było tam jego imię, nazwisko, data urodzenia, nawet lista przebytych chorób. I choć sprawca natrudził się, by ukryć ciało ofiary, wpadł w ręce organów ścigania, bo zgubił zaświadczenie lekarskie, w którym były wszystkie dotyczące go dane. Ale nie o takiej karcie wizytowej mowa.

„Wizytówkę”, którą posługuje się sprawca, profiler opisuje na podstawie swojej wiedzy i zgromadzonych dowodów, które interpretuje na potrzeby śledztwa. Pewien seryjny morderca z Meksyku po zabójstwie układał ciała ofiar pod drzewami. Nie musiał tego robić, bo już wprowadził je w swój psychologiczny rewir działania, czyli miejsce bezpieczne z jego punktu widzenia – kojarzące się z jego miłymi wspomnieniami oraz oceniane przez niego jako wygodne do anonimowego działania. Z jakichś jednak przyczyn było to dla niego ważne, więc zadał sobie więcej trudu, choć ryzykował w ten sposób szybsze złapanie i zidentyfikowanie. To była niezwykle ciekawa informacja dla psychologa: „dlaczego miał w sobie taki wewnętrzny przymus?”. Ani wybór drzewa, ani sposób pozostawiania zwłok nie były przypadkowe. Po pierwsze, sprawca czuł się najbezpieczniej na zadrzewionym terenie. Po drugie, gatunek drzewa był specjalnie dobrany. Sprawca przemieszczał i zostawiał ciała nie pod jakimkolwiek drzewem, tylko pod osiką. Profiler uznał, że przestępca musiał dużo wiedzieć o gatunkach drzew, bo osika rodzi owoce tylko rodzaju żeńskiego, a to z kolei symbolizowało uraz sprawcy do kobiet.

Zabójca okazał się leśnikiem. W lesie czuł się najbezpieczniej. Udowodniono mu trzy zbrodnie. Trwają czynności, by tego człowieka powiązać z innymi sprawami i doprowadzić do tego, by się przyznał. Sprawa jest w toku.

Profiler zawsze sprawdza dokładnie miejsce zdarzenia i poszukuje wszelkiego rodzaju informacji na jego temat. Sprawcy przestępstw nie działają na terenach, które są dla nich trudne i niebezpieczne. Przeciwnie. Zazwyczaj dokonują przestępstw w miejscach sobie znanych, które odzwierciedlają ich mapy mentalne. Każdy z nas je ma. Czy nie jest przypadkiem tak, że na piwo do ulubionej knajpy zawsze chodzimy tą samą drogą? Jest ona typowa jedynie dla tej jednej osoby: może spotkać na niej znajomych, może jest najkrótsza lub prowadzi przez takie miejsca, które budzą ciepłe uczucia, kojarzą się z miłymi wspomnieniami. Ta trasa zmienia się tylko pod wpływem wyjątkowych okoliczności. Mapy mentalne to powielane elementy naszego funkcjonowania w życiu, np. pokonywania odległości. Schematy działania, do których nie przywiązujemy wagi. Są tak głęboko w nas, że nie zastanawiamy się, dlaczego postępujemy w taki, a nie inny sposób. Są one względnie trwałe i rzadko ulegają zmianie. Na zasadzie przetartych szlaków.

Profiler korzysta rzecz jasna z kryminalistyki[9], ponieważ ta dziedzina gromadzi dowody. A kwestia zabezpieczenia śladów i umiejętnego ich czytania umożliwia powiązanie zabójcy ze zdarzeniem. Jeśli na jego miejscu zabezpieczono dowody: odciski palców sprawcy, ślady biologiczne, naskórek, czerwień wargowa – to mamy pewność, że one zwiążą go z tym zdarzeniem. I jeśli nie będzie potrafił w żaden racjonalny sposób wyjaśnić, jak się tam znalazły, nie uniknie odpowiedzialności. Wiele spraw nie zostało nigdy wykrytych, ponieważ dowody były nieczytelne lub nieumiejętnie zabezpieczone. Najtrudniejsze do wykrycia są sprawy, gdzie tych ewidentnych śladów nie ma. Zwłaszcza wtedy przydaje się psycholog śledczy, który przygotuje właściwą taktykę przesłuchania[10].

Psycholog w śledztwie

Psycholog zbiera informacje zupełnie inaczej niż policjanci. Aby wykonać analizę, musi bardzo dokładnie zapoznać się z aktami sprawy oraz osobiście zebrać informacje na temat ofiary, świadków i okoliczności zdarzenia.

Nadkomisarz Lach wspomina, że kilka lat temu odwiedził go kolega ze Stanów Zjednoczonych, też profiler. I właśnie tego wieczoru zamordowano taksówkarza. Lach musiał jechać do pracy, więc Amerykanin zaproponował, że pojedzie razem z nim. Kiedy dotarli na miejsce zdarzenia, okazało się, że sprawca po zabójstwie wywlókł zwłoki z auta i zostawił je obok. Amerykanin ukląkł przy ofierze i zadawał na głos pytania: „Kto ci to zrobił? Jak ci to zrobił? Dlaczego ci to zrobił?”. Technicy zabezpieczający miejsce zbrodni obserwowali to z daleka i stukali się w głowę: „Zwariował facet, rozmawia z trupem”. Ale Lach wiedział, że byli w błędzie. Jeśli profiler widzi brutalne zabójstwo, myśli o wielu rzeczach. Zobaczy jakiś porzucony przedmiot, specyficzne ułożenie ciała, coś mu przychodzi do głowy w związku z obrażeniami. Rejestruje wszystkie dane i zastanawia się nad ich kontekstem psychologicznym. Te pytania zadawane ofierze na głos służą tak zwanej systematyzacji danych. Nie można odpowiedzieć jednocześnie na wszystkie pytania, trzeba to zrobić w określonej kolejności. Trzeba usystematyzować pytania, które w wyniku przeżywanych emocji cisną się człowiekowi do głowy.

Policjanci, którzy byli wtedy przy zdarzeniu, nie wiedzieli, dlaczego i po co się tak robi. Nic dziwnego. Podczas oględzin każdy z członków ekipy śledczej ma zupełnie inny cel. Technik kryminalistyki myśli: „Co zrobić, żeby zabezpieczyć jak największą ilość śladów?”. Prowadzący oględziny: „Co zrobić, żeby szybko złapać sprawcę? Kogo przeszukać, kogo będziemy brać pod uwagę?”. A psycholog: „Jak to najlepiej opisać? Jak wyłonić cechy indywidualne sprawcy?”. I dlatego na bieżąco systematyzuje zebrane informacje. Jakie tej zbrodni towarzyszyły mechanizmy psychologiczne? Jak te ślady z miejsca zdarzenia zinterpretować lub jeśli podjęto próbę ich zatarcia, z czego to wynikało? Próbuje wniknąć w umysł konkretnej osoby, by odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie: „Dlaczego sprawca zachował się w taki sposób?”. Bo przecież mógł zachować się zupełnie inaczej. Mógł zabić daną osobę w domu położonym na pustkowiu – tam jego działanie byłoby bardziej anonimowe niż w parku, gdzie tej zbrodni dokonał.

Tym wszystkim ludziom, którzy spotykają się na miejscu zdarzenia, przyświecają zupełnie inne cele. W tym samym momencie każdy z nich myśli o czymś innym i inaczej zbiera materiał do sprawy. Po jakimś czasie z tych klocków powstaje interesująca budowla. Choć pozornie mogłoby się to wydawać niedorzeczne, każdy z nich ma inny pomysł na to, jak tę sprawę rozpracować. Każdy swoimi drogami zdąża do jednego celu – wykrycia sprawcy.

Analiza akt

Jeśli do sprawy jest powołany profiler, zanim ekspert zrobi jakikolwiek ruch, musi zapoznać się z całością akt sprawy. Nawet jeśli tę weryfikuje się ponownie[11], powinien wszystko analizować od początku, wziąć pod uwagę cały materiał, a nie tylko nowe aspekty. Zachowanie człowieka stanowi pewną ciągłość i jeśli pojawia się nowa informacja, zmienia się kontekst pozostałych danych.

Kiedyś policjanci poprosili Lacha o wykonanie portretu sprawcy zabójstwa, a trzy miesiące później – kilkadziesiąt metrów dalej – znaleziono w zagajniku siekierę. Wykonano badania i okazało się, że ślady biologiczne pasują do ofiary. Ustalono bezdyskusyjnie, że to sprawca ją tam pozostawił. W obliczu takiej wiedzy profiler już nie zakłada, że sprawca użył przedmiotu tępokrawędzistego, tylko dokładnie wie, jakiego – tej konkretnej siekiery. A ona sama, jej obuch i trzonek „mówią” profilerowi bardzo wiele: czy była używana i jak długo, czy też była nowa, a sprawca nabył ją w określonym celu? W tym wypadku zabójca wykorzystał siekierę, która była używana w gospodarstwie. To z kolei pozwoliło postawić hipotezę, że mieszka we wsi, w której się to stało. Dopiero kiedy psycholog znalazł jeszcze kilka innych cech sprawcy, wskazujących, że może on mieszkać w danej wsi, napisał profil.

Miejsce zdarzenia

Najważniejszą bazą informacji dla psychologa jest miejsce zbrodni, ponieważ odzwierciedla jego mapy mentalne. Czasem policjanci, czytając opinię, dziwią się: „Jak to? Napisane jest, że to dla niego miejsce bezpieczne, a przecież zaatakował w parku, po południu, kiedy w okolicy jest najwięcej ludzi. Była ogromna szansa, że zostanie odkryty”. Wtedy psycholog odpowiada, że prawdopodobnie ten człowiek potrzebuje wzrostu adrenaliny, dodatkowych bodźców, stymulatorów, dzięki którym ostatnie blokady psychiczne puszczają i jest w stanie dokonać zbrodni.

Profiler patrzy na zdarzenie oczami sprawcy. I choćby większość ludzi uważała, że najlepszym miejscem na dokonanie zbrodni jest pustkowie, to zabójca może myśleć zupełnie inaczej. Wybór miejsca do ataku jest subiektywny. Wpływa nań indywidualne doświadczenie zabójcy, jego zdolności postrzegania oraz cel, jaki chce osiągnąć. Park jest miejscem niebezpiecznym z punktu widzenia policjanta, ale może nie być takim z perspektywy sprawcy.

Ponieważ profiler patrzy na miejsce zbrodni również oczami ofiary – zastanawia się, jak dane miejsce postrzegała ofiara. Odtwarza jej tok myślenia. Zabójcę i ofiarę łączy pewna komplementarność. Dlatego dopiero kiedy profiler zdobędzie wiedzę z obu stron – sprawcy i ofiary – może stworzyć miarodajną ekspertyzę.

Ideałem jest, by psycholog był osobiście na każdym „ciepłym” (zbrodni dokonano w niedalekiej przeszłości) miejscu zdarzenia. Czasem jednak jest to niemożliwe choćby ze względu na natłok dziejących się spraw. Na przykład w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach jest tylko jeden profiler, tymczasem rocznie w województwie śląskim ma miejsce sto czterdzieści zbrodni. Z prostego wyliczenia wynika, że co drugi dzień profiler musiałby być na miejscu zabójstwa. To niewykonalne! Dlatego Bogdan Lach ustalił kryteria, według których policjanci powinni go wezwać na miejsce zdarzenia. Oto dwa z nich, dla przykładu:

• Jeśli na miejscu zbrodni są ewidentne ślady wskazujące na patologiczne działania sprawcy. Zadana duża ilość ran, czyli taka, która przekracza znacznie ich liczbę konieczną do pozbawienia ofiary życia. Miejsce i charakter obrażeń wskazują na zaburzenia psychiczne, np. wytrzewione zwłoki kobiety, ślady pastwienia się nad ciałem.

• Jeśli sprawca przemieścił ciało. Miejsce zbrodni jest inne niż miejsce odkrycia zwłok.

Dlaczego profiler powinien na własne oczy zobaczyć miejsce zbrodni?

W trudnych sprawach psycholog nie tylko musi obejrzeć sam miejsce zbrodni (nawet jeśli minął już jakiś czas od zdarzenia), ale także jego otoczenie. Musi wiedzieć, jak usytuowane jest mieszkanie ofiary w stosunku do miejsca zbrodni. W jaki sposób ofiara dotarła do tego miejsca, gdzie została zaatakowana? Po co wyszła lub jak to się stało, że wpuściła zabójcę do swojego domu? Tych informacji nie znajdzie w aktach, bo policjanci ich nie zbierają. Nie są im potrzebne do wykonywania dalszych czynności. Zresztą, nie mają na to czasu. Dla nich liczą się tylko „twarde dane”: ślady biologiczne, daktyloskopijne, narzędzie zbrodni, DNA. Tylko to, co ma wartość procesową, a więc pozwoli na postawienie zarzutów podejrzanemu i udowodnienie winy oskarżonego przed sądem.

Profiler sam musi zadbać o zdobycie danych behawioralnych i tylko on może fragmenty układanki ułożyć w całość. Profiler, będąc osobiście na miejscu zdarzenia, bada umiejscowienie szpitali, jednostek wojskowych, zakładów karnych, ośrodków użyteczności publicznej i innych wielkich instytucji w pobliżu miejsca zbrodni. Wszystkie te informacje zaznacza na tzw. mapach okolicy. Zwraca szczególną uwagę na duże skupiska ludzi, które zapewniają sprawcy anonimowość działania. Zabójca chce się czuć jednym z kilkudziesięciu, kilkuset, bo to daje mu swoiste poczucie bezpieczeństwa. Dlatego psycholog ustala, jak daleko i w jakiej odległości znajdują się powyższe instytucje, ponieważ sprawca może pochodzić właśnie z tych miejsc. Na przykład wyszedł ze szpitala psychiatrycznego podczas remisji choroby, odbywa służbę wojskową lub siedzi w więzieniu, a kolejnych zbrodni dokonuje, będąc na przepustce.

Psycholog zbiera też informacje o innych czynach na danym terenie, bo zdarza się, że sprawca dokonywał do tej pory gwałtów, a w następnym przypadku na miejscu zdarzenia doszło do eskalacji agresji i ofiara nie przeżyła ataku.

Wiele spraw nigdy nie zostałoby wykrytych, gdyby profiler nie pojechał na miejsce zdarzenia. Pewnych okoliczności i szczegółów dotyczących okolicy nawet najzdolniejszy i obdarzony największą intuicją psycholog nie jest w stanie przewidzieć, jeśli ich nie zobaczy.

Kiedyś pracowałem nad sprawą zabójstwa, w której żaden ze świadków nic nie widział ani nie słyszał. Zdziwiło mnie to, więc pojechałem do tej miejscowości, mimo iż od zbrodni minęło już pół roku. Zbrodnia miała miejsce w zimę stulecia, kiedy po obu stronach drogi leżały dwumetrowe pryzmy śniegu. Zabójca wykorzystał je jako kamuflaż. Ten przypadek pokazuje, jak ważne jest zobaczenie na własne oczy okolicy. Nawet dzielnicowy nie zna swojego terenu na tyle dobrze, by opisać każdą dziurę.

Dokumentacja fotograficzna

Jeśli profiler nie może być na miejscu zdarzenia zaraz po zabójstwie, musi mu wystarczyć dokumentacja fotograficzna lub nagranie. To jest również istotne narzędzie do zbierania danych wiktymologicznych[12].

Do niedawna normą była wyłącznie dokumentacja fotograficzna. Niezwykle rzadko rejestrowano oględziny na filmie, co dla psychologa jest bardzo pomocne w trakcie pracy nad portretem nieznanego sprawcy. Zdjęcie jest jedynie fragmentem rzeczywistości. Nie odzwierciedla kontekstu, w jakim ślad został pozostawiony. Powiedzmy, że mamy sfotografowaną puszkę po piwie, którą sprawca zostawił na miejscu zdarzenia. Mamy puszkę, ale nie mamy informacji, w jakiej odległości znajdowała się od ciała, w jakiej konfiguracji, czy niedaleko była droga, czy porzucił ją w zagajniku, czy była na odsłoniętym terenie, czy raczej ukryta. Taki ślad jest dla profilera trudny do interpretacji, bo nie można go z niczym powiązać.

Pamiętam, że do tej sprawy dostałem cały plik zdjęć. Nie tylko tej jednej puszki, ale też innych przedmiotów. Układałem je w różne konfiguracje, próbowałem z nich stworzyć obraz miejsca zbrodni, ale nie mogłem. Wciąż coś mi nie pasowało. W końcu idę do technika, pytam, czy coś tu nie gra, czy mi się tylko wydaje. A on na to: – Panie, ja od tej pory byłem na dziesięciu zdarzeniach. Co pan myśli, że ja pamiętam takie szczegóły? Żebym to ja wiedział, gdzie leżała jakaś puszka.

I to są istotne braki, które powodują, że profil może być obarczony błędem. Profiler działa, jakby układał puzzle. Trudno jest je ułożyć, jeśli brakuje poszczególnych elementów.

Dlatego, kiedy taka sytuacja się powtórzyła, Bogdan Lach przekonał komendanta śląskiej policji, żeby oględziny z miejsca zbrodni nagrywać kamerą. Ponadto wiedza, w jakim kontekście pozostawiono ślad, przydaje się nie tylko profilerowi, lecz także prowadzącemu dochodzenie, prokuratorowi, a potem sędziemu podczas procesu. Film można odtworzyć w każdym momencie, podczas gdy ludzka pamięć jest zawodna. Ludzie awansują, zmieniają stanowiska, a ich następcy, którzy dostają sprawę do prowadzenia, są pozbawieni najistotniejszych informacji.

Od tej pory w województwie śląskim z każdych oględzin zwłok powstaje film, który pozostaje w aktach. Policjanci, którzy pracują w komendach innych województw, a zwracali się o pomoc do śląskiego profilera, również zaczęli stosować tę technikę.

Drugą – nie mniej istotną – skarbnicą wiedzy są fotografie z nienaruszonego miejsca przestępstwa, wykonane metodą cebulkową. To metoda zapożyczona od agentów FBI. Technik kryminalistyki wykonuje plik zdjęć. Najpierw ofiara z daleka, w szerszym planie, a potem coraz bliżej, aż do istotnych szczegółów – kolejnych części garderoby, rozdartej bluzki czy dziury w rajstopach. Ten sposób fotografowania pozwala dostrzec, w jakim ładzie bądź nieładzie jest odzież ofiary oraz gdzie pozostawiono i zabezpieczono narzędzie zbrodni lub ślady biologiczne. Także to, jak sprawca pozostawił zwłoki – co dla psychologa jest niezwykle cenną informacją.

Oględziny na miejscu zbrodni są czynnością niepowtarzalną. Nie da się ich powtórzyć i jest to często jedyne źródło danych, jak doszło do odkrycia zwłok oraz jak ofiara wtedy wyglądała. Ten sposób fotografowania jest pomocny zwłaszcza w przypadku przestępstw dokonanych na otwartej przestrzeni.

Jeśli takie zdjęcia nie powstaną, za jakiś czas technik kryminalistyki, który był na miejscu zdarzenia i wykonywał te fotografie, nie będzie pamiętał szczegółów. Ciało trafia do prosektorium i już nigdy nie dowiemy się, czy ofiara miała podarte pończochy, czy ciosy zadawano, zadzierając ubranie, czy też nie. A może sprawca ubrał ofiarę po śmierci?

Mapa śmierci

Nawet jeśli dokumentacje fotograficzna i filmowa są wykonane na wysokim poziomie, profiler zawsze tworzy mapę śmierci. Zaznacza na niej, gdzie doszło do zbrodni (w kuchni, pokoju, na klatce schodowej, w piwnicy), gdzie znaleziono zwłoki ofiary, gdzie odnaleziono ślady sprawcy. Z takiej mapy odczytuje, czy atak nastąpił znienacka, czy sprawca zastraszał ofiarę, pastwił się nad nią, panował nad nią, czy ofiara powoli wchodziła w sytuację lękową, a może nagle znieruchomiała i przyjęła bierną postawę? Jaka była interakcja między sprawcą a ofiarą? Czy przebieg zbrodni był szybki, czy długi? Czy w innych pomieszczeniach są porozrzucane przedmioty, co by wskazywało na to, że ofiara np. uciekała. Czy ofiara podjęła jakąkolwiek obronę? Czy na miejscu zdarzenia zostały ślady biologiczne (włosy, ślina, sperma, fragmenty skóry za paznokciami).

Każda z wymienianych okoliczności pomaga udzielić odpowiedzi na pytanie, czy sprawca znał ofiarę, a jeśli tak – jaki był między nimi związek.

Profiler to nie wróżka i musi wskazać wiele przesłanek potwierdzających daną hipotezę. Każdą z nich poddaje weryfikacji. Dlatego oprócz mapy śmierci robi też szkice miejsca zbrodni, czyli zaznacza umiejscowienie przedmiotów wokół ofiary oraz zastanawia się nad ich znaczeniem. Głównym celem takich szkiców jest określenie, co działo się pomiędzy ofiarą a sprawcą. Jeśli w odległości dziewięćdziesięciu metrów od miejsca odkrycia zwłok znaleziono puszkę po piwie, dla psychologa jest ewidentne, że sprawca opuszczający miejsce zdarzenia był pod wpływem silnych emocji. Wypił piwo, ponieważ chciał zminimalizować stres. To bardzo ważny element, bo pozwala na indywidualną identyfikację sprawcy. W takiej sytuacji można też analizować markę piwa. Czy to rzadka marka, regionalna, ekskluzywna, czy też tania lub popularna w określonych kręgach bądź dostępna w pobliskim sklepie? Profiler zastanawia się, czy ofiara również piła z tej samej puszki. A może są na niej jakieś ślady? Miejsce porzucenia puszki może wskazywać także, w którym kierunku sprawca się oddalił. Z tej jednej puszki profiler „czyta” bardzo wiele.

Ofiara

Aby dobrze wykonać opinię, profiler powinien poznać osobowość ofiary. Ważna jest każda informacja: zwyczaje ofiary, jej nawyki, ambicje, marzenia. Tę wiedzę gromadzi sam. Bardzo rzadko takie dane są w aktach. Policjanci, jeśli w ogóle rozmawiają z rodzinami ofiar, zadają im głównie pytania dotyczące okoliczności poprzedzających zdarzenie. Bywa też i tak, że nie pozwalają bliskim na swobodną wypowiedź, nie przykładają wagi do ich emocji, do tego, co ci ludzie czują, myślą, w jakim są położeniu. Zbierają tylko fakty, które wiążą się bezpośrednio ze sprawą. Pozostałe informacje z ich perspektywy nie mają większego znaczenia dla śledztwa.

W efekcie wizerunek ofiary zawarty w aktach bywa zniekształcony lub go w ogóle nie ma, a w efekcie psycholog nie potrafi jej sobie wyobrazić, nie mówiąc o postawieniu hipotez, jak sprawca „wszedł w jej posiadanie”, czy znał jej rytuały i przyzwyczajenia, dlaczego i w jakich okolicznościach zaatakował.

Dlatego zanim psycholog przystąpi do wykonania profilu, odwiedza rodzinę ofiary. Rozmowa z ludźmi, którzy w tragicznych okolicznościach stracili bliską osobę, jest niezwykle trudna i podobnie jak oględziny jest to czynność niepowtarzalna. Dlatego zanim profiler przystąpi do zbierania danych, skupia się na odczuciach bliskich, wrażeniach i emocjach, które wiążą się ze stratą. Takiego zainteresowania prawie nikt im nie daje. Prowadzących sprawę obchodzi wyłącznie szukanie zabójcy, a nie snucie rozważań jak czują się bliscy i jak wspominają ofiarę.

Ja także nie mam czasu na przeprowadzanie długoterminowych terapii, jednak przynajmniej w jakimś stopniu staram się im zapewnić to emocjonalne wsparcie. Czasem nasza rozmowa przeciąga się do kilku bądź kilkunastu godzin. To przynosi efekty nie tylko dla rodzin ofiar, ale i owocuje bardzo pozytywną współpracą w kwestii śledztwa. Działa tutaj reguła wzajemności[13]: jeśli ja jestem do kogoś dobrze nastawiony, to temu komuś nie wypada traktować mnie źle.

Choćby jednak rodzina była kopalnią informacji o ofierze, z punktu widzenia psychologa równie ważne jest zbieranie danych z różnych źródeł: sąsiadów, kolegów, dalszych znajomych. Psycholog potrzebuje całego spektrum informacji o ofierze, a nie ckliwych wspominek. Konieczne jest ustalenie obiektywnej wiedzy, jak dana osoba była postrzegana w różnych rodzajach kontaktów. Psycholog weryfikuje, na ile obraz ofiary różni się z punktu widzenia osób, które znały ją bliżej, a jak pobieżniej. Załóżmy, że mamy do czynienia z opinią rodziny, iż dziewczyna była niezwykle cnotliwa, nieśmiała, stroniła od mężczyzn. Z kolei jej dalsi znajomi mówią, że była to największa puszczalska w okolicy. Mamy tutaj do czynienia z olbrzymią rozbieżnością. Wtedy profiler zadaje sobie pytanie, czym spowodowane są tak odmienne opinie. Następnie powinien ustalić, gdzie leży prawda. Czy na przykład zamordowana kobieta nie zwabiła sprawcy do swojego życia poprzez swoje zachowanie? Jeżeli natomiast pojawiają się przesłanki, że jej losy były zwichrowane, to psycholog musi mieć pewność, że faktycznie tak było, a nie opierać się na plotkach.

Prowadziłem sprawę zamordowanej studentki z bardzo dobrej rodziny. Bliscy przekonywali, że nigdzie nie wychodziła, nie miała chłopaka. Tymczasem okazało się, że miała opinię „łatwej” i prawie wszyscy koledzy uprawiali z nią seks. Ktoś stwierdził, że jeśli nie odbyła trzech, czterech stosunków seksualnych tygodniowo, była zgryźliwa, nieprzyjemna i nie do życia. Jakie więc mamy dane? Właściwie dwie twarze tej samej osoby. Z jednej strony dbałość dziewczyny o swój nieskazitelny wizerunek w domu, z drugiej – seksualne wybryki, które starała się zachować w tajemnicy. Można z tego wyciągnąć wniosek, że seks i mężczyźni, z którymi go uprawiała, odgrywał znaczącą rolę w jej życiu. I być może właśnie w tej grupie osób należy poszukiwać sprawcy.

Na podstawie tak zdobytej wiedzy psycholog tworzy portret wiktymologiczny[14]. Znajdują się w nim informacje na temat osobowości, charakteru i stylu życia ofiary, stanu cywilnego, rodzaju i liczby przyjaciół, przeszłości kryminalnej. Psycholog sprawdza, czy w ostatnim czasie w życiu ofiary nie nas­tąpiły jakieś zmiany. Jest to niezwykle istotne, bo każda zmiana w naszym życiu z czegoś wynika i profiler powinien odpowiedzieć na pytanie, czy poszukiwany sprawca nie funkcjonuje jako osoba ważna dla ofiary. A może to właśnie on był bodźcem do zmiany?

Ustala także, czy przed śmiercią ofiary miały miejsce jakieś ważne zdarzenia: śmierć członka rodziny, rozwód, zwolnienie z pracy, porzucenie przez kochanka, przeprowadzka. Czy nastąpiły zmiany w dochodach, ruchy na kontach bankowych. Sprawdza, czy nie cierpiała na tzw. syndrom ofiary – zachowywała się tak, że była dla sprawcy „łatwym celem”. Czy wreszcie ostatnio dużo schudła bądź przytyła. Wahania wagi są jedną z ważniejszych przesłanek, że ofiara mogła cierpieć na depresję, przeżywać stres etc., a to z kolei spowodowało, że stała się łatwym łupem, gdyż sprawca stwierdził, że chętnie i stosunkowo łatwo może wejść w jej „posiadanie”.

Profiler stara się poznać historię zatrudnienia zamordowanej osoby, ponieważ sprawca może wywodzić się z tego środowiska. Ważne jest także, jakie ofiara ma wykształcenie, do jakich chodziła szkół, ponieważ zdarza się, że sprawca znał ją z dawnych lat, choćby z podstawówki. Ustala też, czym się przemieszczała. Jeździła autem czy środkami komunikacji miejskiej? Psycholog określa rodzaje barów, restauracji i ogólnie miejsc, do których chodziła, w których bywała. Jeśli na przykład stwierdza, że była widziana w barze „Narcyz”, a rodzina zapewnia, że dziewczyna po barach nie chodziła, to jest to niezwykle istotna informacja. Zastanawia się: Dlaczego nagle zaczęła tam bywać? Szuka informacji: Z kim tam przesiadywała?

Oczywiście w portrecie wiktymologicznym nie może zabraknąć danych o wyglądzie i rozwoju fizycznym ofiary. Dlatego profiler zawsze prosi rodzinę o jej zdjęcia. Fotografia dostarcza kolejnych informacji. Istotne jest, czy osoba była atrakcyjna, jaki miała styl ubierania się, jak była postrzegana. Czy miała jakieś ułomności (np. kulała), bo jeśli została ofiarą przestępcy seksualnego, to właśnie ten fakt mógł zadecydować o tym, że wybrał ją spośród wielu potencjalnych osób. Człowiek, fotografując się, wybiera stosowne miejsca odzwierciedlające jego osobowość i sposób życia. Większość ludzi nie zrobiłaby sobie zdjęcia w garażu albo piwnicy czy z człowiekiem, który jest brudny. Raczej instynktownie szukamy przestrzeni jasnych, czystych, ale są ludzie, którym to nie przeszkadza. I to też stanowi cenną wskazówkę.

W aktach znajduje się wiele informacji na temat ofiary, które są zniekształcone, ponieważ w naszej kulturze funkcjonuje stereotyp, że o zmarłym nie mówi się źle. Jeśli osoba została zamordowana, nikt nie odważy się o niej powiedzieć ani jednego krytycznego słowa. Taka osoba niemal zawsze jest idealizowana. Tymczasem fotografie zrobione przed śmiercią ofiary pozwolą psychologowi wyobrazić sobie, jaką osobą była naprawdę. Profiler sam musi zebrać powyższe dane, choćby od zabójstwa minęło kilka dni czy nawet tygodni. Ogląda otoczenie ofiary, dowiaduje się, w jakich warunkach mieszkała, co było dla niej ważne, w jakiej okolicy funkcjonowała i z jakimi ludźmi się stykała. Ta wiedza pozwoli mu ustalić rytuały