Zatrzymać czas - Anna Sakowicz - ebook + audiobook

Zatrzymać czas ebook i audiobook

Anna Sakowicz

4,5

Opis

 

Agata rodzi synka i ma plan na życie: wyjść za mąż za Emila i schudnąć. Nie jest jednak pewna swoich emocji i kiedy wreszcie postanowi być bardziej zdecydowana w swoich wyborach, pojawią się kłopoty…

 

Życie mocno da się we znaki również Poli, młodszej z sióstr Żółtaszek, która zaczyna myśleć o dziecku. Jako osoba z niepełnosprawnością zdaje sobie sprawę z zagrożenia, nie spodziewa się jednak, że relacje ze Sławkiem mocno się skomplikują, kiedy mężczyzna zabierze ją do ośrodka adopcyjnego.

 

Akcja książki obfituje w zabawne, ale i wzruszające momenty. Są aresztowania, seanse uzdrawiające, pogoń za wychowanką domu dziecka, rozstania i powroty… Agata i Pola próbują żyć po swojemu, chcą być szczęśliwe i spełnione, ale oczywiście nigdy nic nie dzieje według planu. Najlepiej więc byłoby Zatrzymać czas, kiedy wreszcie zaczęło się układać…

 

Zatrzymać czas to trzecia część Planu Agaty, kontynuacja losów dwóch sióstr Żółtaszek.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 347

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 29 min

Lektor: Gabriela Całun

Popularność




1

Agata rozejrzała się po wnętrzu. Dział z damską bielizną znajdował się po prawej stronie. Na wieszakach kusiły seksowne koronki. Gacie à la Bridget Jones upchane zostały celowo na samym dole, by nie przypominać nikomu o porażce poniesionej w walce z łakomstwem i grawitacją. Taką bieliznę kupowało się i nosiło w sekrecie. Agata najchętniej ukryłaby to sama przed sobą, ale nie miała wyjścia. Potrzebowała majtek spłaszczających brzuch. Najlepiej takich, które wcisnęłyby niepotrzebne fałdki w otchłań trzewi. Tymek rozepchał jej skórę w newralgicznym miejscu i Agata czuła, jakby ciągle była w ciąży. A podobno, gdy karmi się piersią, brzuch spłaszcza się niemalże samoistnie. Może… U niej jednak to nie zadziałało.

Podeszła do stojaka z jedwabnymi koszulkami. Nie spoglądała na cenę i rozmiar. Miała tylko nacieszyć wzrok. W myślach powtarzała, że kiedy już schudnie, w nagrodę kupi sobie najbardziej krwistoczerwoną koszulkę z koronkami i będzie w niej chełpliwie przechadzać się po mieszkaniu tam i z powrotem, nie szczędząc oczom Emila tego seksownego widoku, sparafrazowała w myślach Trupięgi Leśmiana. Pasowały do jej wyobrażenia. Na stopy włożyła jeszcze wirtualne szpilki i było idealnie.

Westchnęła, wracając do rzeczywistości, a potem schyliła się do półki z bielizną wyszczuplającą. Znalazła odpowiedni rozmiar i przeszła do kasy. Akurat razem z nią pojawił się tu mężczyzna trzymający w dłoni kąpielówki w jaskrawych kolorach. Ominął Agatę, trącając ją w ramię. Nawet nie przeprosił, i kiedy ona szykowała się do tego, by zwrócić mu uwagę, bezczelny facet nonszalanckim tonem odezwał się do ekspedientki:

– Chciałbym, by mi pani doradziła, czy dobrze wyglądam – powiedział. – Chcę to przymierzyć. – Rozłożył przed dziewczyną kąpielówki, by nie miała wątpliwości, co chce jej pokazać.

– Przymierzalnie są tam. – Młoda kobieta wskazała kierunek, a potem grzecznie wyjaśniła, że nie udziela rad klientom, że każdy sam powinien zdecydować.

Agata z ciekawością przysłuchiwała się rozmowie. Uwielbiała takie sytuacje. Były źródłem natchnienia w jej dziennikarsko-blogerskiej karierze. Zauważyła, że ekspedientka zaczerwieniła się. Nerwowo przestąpiła z nogi na nogę, bo nie była pewna, czy faktycznie może odmówić klientowi. Tego Agata nie mogła wiedzieć, ale dziewczyna pracowała w tym sklepie dopiero od miesiąca. A to był pierwszy raz, gdy ktoś prosił o taką przysługę. Gdyby chodziło o kobietę, pewnie by się nie zawahała, ale oglądanie faceta w skąpych kąpielówkach trochę ją krępowało.

Ty w piętkę golony typie, pomyślała Agata i poczekała na rozwój wydarzeń.

Mężczyzna wyglądał na takiego, który nie miał zamiaru odpuścić. Dziewczyna stojąca za ladą bardzo mu się spodobała. Miała oliwkową skórę, ciemne włosy i ładną twarz. Wydała się mu niezwykle symetryczna. Fachowo ocenił jej profil. Potem przeniósł spojrzenie na dekolt, który był seksowną zachętą do snucia wyobrażeń co do reszty ciała. Uśmiechnął się lubieżnie.

– Śmiem twierdzić, że pani obowiązkiem jest doradzenie klientowi – dodał, nie spuszczając wzroku z kobiety. – Pani… Kasiu… – przeczytał jej imię z plakietki.

– Przepraszam – odezwała się Agata. – Ta pani jest od przyjmowania zapłaty za towar, ale ja bardzo chętnie panu doradzę. Znam się na tym, proszę mi wierzyć.

Mężczyzna spojrzał krytycznym wzrokiem na Agatę. Od razu minęło mu podniecenie. Ta kobieta była za stara jak na jego wymagania. Gustował w dwudziestoparolatkach, a nie starych czterdziestkach. Z niechęcią coś mruknął pod nosem, co tylko rozjuszyło Agatę.

Noż, kurza morda, zaklęła w myślach po swojemu. Już ja temu piździelcowi pokażę.

Mrugnęła porozumiewawczo w stronę zszokowanej ekspedientki, która nie bardzo wiedziała, co się wyrabia w sklepie. Kilka innych osób, przeglądających towar, też zerkało na Agatę i podstarzałego playboya.

– Może jednak to nie jest najlepszy po… – zająknął się.

– Nie ma sprawy – Agata weszła mu w słowo. – Doradzę panu. Proszę mi wierzyć, że wyjdzie pan ze sklepu w pełni usatysfakcjonowany. – Uśmiechnęła się do niego zachęcająco. Potem zalotnie poprawiła włosy. Mężczyzna stwierdził w myślach, że z braku laku lepszy kit. Na upartego kobieta nie wyglądała najgorzej, a ewidentnie była chętna, więc należało skorzystać. A młoda siksa za ladą niech się uczy!

Ruszył w stronę przymierzalni, a Agata szła krok w krok za nim. Swoje majty à la Bridget Jones wcisnęła na pierwszą lepszą półkę. Potem po nie wróci. Teraz udawała pracownicę sklepu.

Mężczyzna zasunął kotarę i zniknął w przymierzalni.

– I jak panu idzie? – spytała Agata sympatycznym głosem. – Wybrał pan naprawdę wspaniały model, widać od razu konesera mody – zachwalała, a w stronę stojącej z rozdziawionymi ustami ekspedientki wyciągnęła kciuk, pokazując, że wszystko ma pod kontrolą. Pozostali klienci wciąż spoglądali w kierunku przymierzalni. Sytuacja z pewnością była nietypowa. Niektórzy nawet podejrzewali, że to taki chwyt marketingowy producenta kąpielówek. – Mogę zajrzeć? Jest pan gotowy?

Agata usłyszała niewyraźną zgodę na odsłonięcie wnętrza przymierzalni. Zrobiła więc to zamaszystym ruchem, jakby odsuwała kurtynę przed występem teatralnym. Tylko aktor nie wyglądał na zachwyconego. Natychmiast jednak przyjął pozycję pozwalającą w jak najlepszy sposób zaprezentować swoje wdzięki. Agata miała wrażenie, że bierze udział w wyborach mistera roku. Facet miał całkiem niezłe ciało. Gorzej było z manierami.

– I jest super! – zawołała z entuzjazmem. Potem odwróciła się w stronę ekspedientki. – Pani Kasiu, musi to pani zobaczyć. Prawie idealnie!

Dziewczyna spojrzała na nią w panice. Co, do cholery, działo się w tym sklepie i kim byli ci wariaci? Uśmiechnęła się nieśmiało i już miała wezwać ochronę, gdy nagle Agata machnęła do niej, by podeszła, lecz dziewczyna postanowiła zostać na swoim miejscu.

– Naprawdę? – spytał zadowolony mężczyzna i jeszcze bardziej napiął mięśnie.

– Naprawdę! No… prawie idealnie. – Agata schyliła się, by wszyscy mieli pewność, że spogląda na kąpielówki. Facet uśmiechnął się mile połechtany i pomyślał, że całkiem atrakcyjna ta czterdziestka. Przynajmniej wie, co mówi, bo ma doświadczenie. – Dokupi pan sobie jeszcze wkładki push up i będzie doskonale, bo teraz te dwa groszki mogą czuć się niepewnie przy takim przeroście ego. Pani Kasiu, mamy wkładki powiększające penisa?! – krzyknęła na cały sklep. Kobiety przy wieszaku z bielizną zachichotały.

– Tak, oczywiście – odezwała się ekspedientka, która wreszcie odzyskała mowę. Uśmiechnęła się do Agaty i szybko podeszła do półki z wkładkami. – Podam w takim razie największe, by efekt był widoczny – dodała.

– Wypraszam sobie! – fuknął facet i szybko zasunął kotarę. Agata zachichotała i wróciła do lady.

– Dziękuję – szepnęła ekspedientka. A po chwili razem z Agatą obserwowały, jak ośmieszony mężczyzna wybiega z przymierzalni. Dwie klientki zaklaskały w dłonie.

– Cała przyjemność po mojej stronie – dodała Agata z uśmiechem. – Od razu lepiej się czuję. Jestem świeżo upieczoną matką i jedyna moja rozrywka to kolor kupki mojego synka. A tu taka okazja! Żal było zmarnować.

2

– Jesteś w domu?

– Tak, pracuję – odparła Pola, nie odrywając wzroku od monitora. – A co tam, siostra?

– Idę do ciebie.

– Z Tymkiem? – spytała ożywionym głosem. Pokochała swojego siostrzeńca od pierwszego wejrzenia. Miała wrażenie, że wraz z jego przyjściem na świat pojawiła się też jej potrzeba macierzyństwa. Nie mówiła tego jednak głośno. Nieraz słyszała od swoich koleżanek poruszających się na wózkach, jak takie marzenia się kończyły. Poronienie za poronieniem. A tego nie chciała przeżywać. Zresztą… Pewnie rodzina by ją wyśmiała. Powinna cieszyć się z tego, że znalazła faceta, który w dodatku myśli o niej poważnie. Westchnęła chyba zbyt głośno w słuchawkę, bo Agata zaraz się zainteresowała, co się dzieje. – Nic – powiedziała spokojnie. – Jestem zapracowana.

– Tymek u babci i dziadka, a ja korzystam z wolności.

– To wpadaj.

Agata rozłączyła się i wcisnęła telefon do torebki. Szła szybkim krokiem, aż dostała zadyszki, co od razu przypomniało jej, że czuje się jak słoń. A wydawało się jej jeszcze rok temu, że plan schudnięcia będzie zdecydowanie łatwiejszy do zrealizowania niż znalezienie kandydata na męża i urodzenie dziecka. Zaczęła od końca. Dziecko już miała. Potem okazało się, że jego ojciec jest całkiem dobrym partnerem i warto się z nim związać, choć wcześniej kręciła nosem i nie brała go pod uwagę. Los jednak chciał inaczej. Przywołał ją do porządku. A dziś Emil był wspaniałym ojcem, który w dodatku włożył na jej palec pierścionek zaręczynowy.

– Co się stało? – spytała Pola na widok zdyszanej siostry. – Biegłaś?

– Nie, ale się zasapałam. Moja kondycja równa się kondycji leniwca, choć pewnie ten i tak jest lepszy ode mnie, bo żeby wisieć na drzewie godzinami, musi mieć silne mięśnie – dodała w swoim stylu. Młodsza siostra uśmiechała się pod nosem. Cała Agata. Marudzi, stęka, a niewiele robi.

– Czas ruszyć tyłek na siłownię.

– Nie cierpię siłowni ani żadnego fitnessu.

– No to polub siebie w takiej wersji i nie stękaj – odparła Pola nieco już poirytowana marudzeniem Agaty.

– Niewykonalne. Przecież mam schudnąć, bo przegram zakład! Zapomniałaś? Miałam być jak Bridget Jones, ale ta w trzeciej części – dodała, a Pola parsknęła śmiechem.

– Dwa złote już zarobiłaś, więc nie jest źle. Z trzech punktów nie zrealizowałaś tylko jednego – skomentowała młodsza siostra.

Agata dumnie wypięła pierś.

Jestem niesamowita, pomyślała. Mam dziecko i mam faceta. Może jeszcze nie męża, ale wszystko było na dobrej drodze, w końcu przecież Emil się oświadczył.

Pola otworzyła szufladę biurka i wyjęła niewielki portfel. Wyłuskała z niego dwie monety jednozłotowe i podała siostrze, która od razu z zadowoleniem chuchnęła na nie i schowała je do kieszeni. Nie pamiętała, czy siostra nie wypłaciła przypadkiem już wcześniej tej nagrody, ale pomyślała, że z powodu podwójnej wypłaty nie zbiednieje. Teraz musiała jeszcze zrealizować ostatni punkt zakładu. Najtrudniejszy. Nie na darmo się mówiło, że zanim gruby schudnie, chudy kilka razy kopnie w kalendarz. Uśmiechnęła się pod nosem.

– Na szczęście – dodała. – Przyda mi się w gubieniu kilogramów, bo czarno to widzę.

– Rany, Agata! Jak można tak stękać i nic nie robić? Ty myślisz, że od takiego gadania to spalają się kalorie?

– A nie? – uśmiechnęła się przekornie.

– Nie. Weź się w garść. Kiedyś byłaś bardziej zdecydowana i zdeterminowana. Pamiętam, jak w liceum…

– No właśnie – odparła kobieta. – To były czasy dinozaurów.

Agata usiadła w fotelu i przyglądała się siostrze. Miała rację. Od jakiegoś czasu stała się rozlazła jak wyżęta i zużyta ścierka. Wahała się, analizowała, a potem bardzo często wycofywała. Podobnie było z Emilem. Najpierw wydał się jej fajny, zostali parą, potem ją znudził, więc się rozstali, żeby spotkać się po latach. I niby powtarzała sobie, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale przypadkowo po dużej dawce alkoholu pojawiła się ciąża. A potem okazało się, że Agata jest o Emila zazdrosna. Zakochała się. Jakby nie można było od początku trzymać się chłopaka, rozwijać związek, rodzić dzieci i być po prostu szczęśliwą. To byłoby pewnie zbyt proste. Trzeba było komplikacji dla lepszego smaczku.

Pola popukała się w czoło i z politowaniem spojrzała na siostrę.

– Masz trzydzieści osiem lat z hakiem. Czas najwyższy dorosnąć.

– I kto to mówi? – parsknęła.

– Agata, zdecyduj się, czego chcesz od życia. Jak ja jeszcze raz usłyszę twoje jęki, to nie ręczę za siebie – powiedziała zdecydowanym tonem. – Ustaliliście datę ślubu?

– Nie, bo jeszcze się waham…

– Boże! – Pola wywróciła oczami. – O czym ja przed chwilą mówiłam?

– Nie krzycz na mnie. – Agata wyprostowała się w fotelu i popatrzyła na Polę. – Trudno mi podejmować decyzje, wiem, ale odkąd miałaś wypadek, zawsze pięćdziesiąt razy analizowałam wszystkie wybory, bo bałam się, że coś się stanie i… rodzicom pękną serca. Bałam się, nie rozumiesz?

– Nie. Czyli to może moja wina?

– Nie… Nie chcę, abyś to tak odbierała. Bałam się po prostu o rodziców, a może o siebie, ciebie… Nie mam pojęcia. Coś mnie zablokowało, a potem weszło mi w krew.

– To zrób coś z tym czymś.

– Masz rację – powiedziała spokojnie. – Czas najwyższy wziąć się za siebie… Tylko że to nie jest takie łatwe.

Pola uśmiechnęła się i poklepała siostrę po kolanie.

– Kiedy kupujesz karnet na siłownię?

Agata westchnęła. Nieźle ją Pola podeszła. Teraz nie miała wyjścia. Zapisze się na tę cholerną siłownię i wyciśnie na niej z siebie cały tłuszcz. Koniec z niezdecydowaną Agatą! Teraz jest matką, będzie żoną, więc jej życie ma być konkretne, ma płynąć do jasno określonego celu. Jakiego, Agata jeszcze nie wiedziała, ale to było mało istotne. Ważne, żeby płynąć z Emilem i Tymkiem. A żeby płynąć i nie zatopić ich rodzinnej łajby, trzeba się odchudzić, bo inaczej jako balast pociągnie ich na dno.

– Jutro – odparła pokornie.

– Jutro to będzie futro i znając życie, coś ci wypadnie, Tymka zaboli brzuszek albo będziesz musiała ze Stefką pojechać do weta. Już ja cię znam.

– Złośliwa jesteś. Co cię dzisiaj ugryzło?

– Nic. – Pola wzruszyła ramionami. – Mówię samą prawdę. Jeżeli nie załatwisz tego od ręki, to zapomnij.

– Ty to potrafisz człowieka zmotywować – mruknęła niezadowolona Agata. – A pójdziesz ze mną na siłownię?

Pola odwróciła się do niej i z entuzjazmem stwierdziła, że bardzo chętnie. Miała teraz krótką przerwę w treningach koszykówki, więc z przyjemnością poćwiczy na siłowni, by nie stracić kondycji.

– O której odbierasz Tymka od rodziców? – spytała.

– Za dwie godziny.

– To poczekaj kilka minut, skończę ten projekt i jedziemy po karnety.

– Ale…

– Muszę go skończyć w ciszy – dodała Pola i dała znak Agacie, żeby się nie odzywała. Przy takim postawieniu sprawy starsza siostra zamilkła. Wygodnie rozpostarła się w fotelu i czekała na znak, kiedy może się znów odezwać. W myślach analizowała swoją decyzję. Zgodziła się na siłownię, ale nie zaplanowała, co zrobi z Tymkiem. Musiała przecież uzgodnić to z mamą albo… Może czas najwyższy wynająć jakąś opiekunkę na kilka godzin? Mogłaby znów zacząć pisać.

3

Gdy Agata siedziała w ciszy przerywanej jedynie kliknięciami w klawiaturę i pomrukiwaniem Poli, nagle zadzwonił telefon. Zobaczyła na wyświetlaczu, że to mama, i od razu serce jej przyspieszyło. Odebrała natychmiast.

– Coś się stało? – spytała, prostując się w fotelu. Spięła wszystkie mięśnie w gotowości, by pędzić na ratunek dziecku.

– Musisz przyjechać. Tymuś cały czas płacze, ja nie wiem, co mu jest – powiedziała Wanda, która wydawała się bliska płaczu. – Noszę go, przewijam, próbuję zabawiać, ale nic nie pomaga.

Agata poderwała się z miejsca. Położyła Poli rękę na ramieniu i kończąc rozmowę z mamą, powiedziała do siostry:

– Muszę jednak jechać, bo Tymek płacze!

– Wiedziałam… – westchnęła Pola, ale zaraz dodała, że nie jest obrażona, przecież nie miała o co. Kazała jej jechać jak najszybciej do dziecka. Karnet na siłownię mogą kupić jutro.

Agata cmoknęła Polę w policzek i niemalże natychmiast wybiegła z mieszkania. Pędziła do samochodu, o mało nie łamiąc sobie nogi. Nie zauważyła różnicy poziomów na chodniku i potknęła się. Na szczęście obok przechodziła jakaś kobieta, chwyciła ją mocno pod ramię i pomogła odzyskać równowagę.

Agata wsiadła do auta i ruszyła z piskiem opon. Przed domem rodziców zaparkowała dwadzieścia minut później. Popchnęła furtkę, która znajomo zazgrzytała. Rzuciła jeszcze okiem na wgłębienie w skrzynce. Zrobiła je w dzieciństwie. Na samą myśl o swojej przygodzie z przeszłości poczuła ciarki na plecach. Oby Tymkowi nic się nie stało!

– Mamo! – krzyknęła od progu, a Wanda pojawiła się w przedpokoju niemal natychmiast.

– Cicho!

– Co?

– Cicho bądź – szepnęła matka. – Obudzisz Tymka.

– To on śpi? – zdziwiła się Agata, a w tej samej chwili u jej nóg pojawiła się szczęśliwa Stefka. Merdała ogonem i dopominała się uwagi. Właścicielka wzięła ją na ręce i pozwoliła polizać się po policzku. – Mówiłaś przecież…

– Mówiłam – żachnęła się Wanda Żółtaszek. – Mówiłam, ale co zrobić, jak po rozmowie z tobą nagle ucichł i zasnął. Nie dzwoniłam już, bo wiedziałam, że jesteś w drodze.

Agata odstawiła psa i przeszła do pokoju, w którym spało jej dziecko. Uchyliła lekko drzwi, a jej oczom ukazał się najsłodszy widok świata. Jej synek przyłożył sobie piąstkę do twarzy. Wyglądał tak bezbronnie. Miała ochotę podejść i go przytulić, ale mama położyła jej dłoń na przedramieniu.

– Nie obudź go, błagam cię, bo łeb mi pęka – szepnęła, po czym obie wycofały się do kuchni. – Zaparzę kawę, co?

– Usiądź, ja zrobię – powiedziała Agata. Poczuła ulgę, że nic złego się nie stało. Po telefonie mamy przez jej wyobraźnię przelewały się obrazy tragedii, których głównymi bohaterami były dzieci.

Na szczęście nic się nie stało, odetchnęła.

Przypomniała sobie, że nie kupiła karnetu na siłownię i Pola znów będzie się z niej naśmiewała. Pomyśli, że Tymek był tylko wymówką. Postanowiła więc, że kiedy synek się wyśpi, zapakuje swoją ferajnę do samochodu i podjedzie do siłowni po karnety dla siebie i siostry. Zrobi jej niespodziankę i pokaże, jaka jest zdecydowana. Nikt nie będzie jej mówić, że jest ogarnięta jak kupka gnoju. O, nie! Od dziś koniec z niezdecydowaniem. Wieczorem przyciśnie Emila, by wreszcie ustalili konkretną datę ślubu! Taki był plan!

4

Pola wyłączyła komputer i się przeciągnęła. Zdrętwiał jej kark, ale czuła satysfakcję, że udało się jej skończyć ważny projekt. Może jutro zrobi kilka kosmetycznych poprawek i odeśle zleceniodawcy? Ziewnęła i znów wyprostowała ręce, a potem rozmasowała szyję.

Sławek nie wrócił jeszcze ze służby. Była sama i choć wydawało się jej, że ma to oswojone, poczuła się samotnie. Spojrzała na swoje świeżo odmalowane cztery ściany. Na krześle pod oknem leżała koszulka Sławka. Pola podjechała bliżej i wzięła ją do ręki. Od razu przytuliła do niej twarz i wciągnęła zapach. Przymknęła też oczy, bo znajoma woń zaprowadziła ją w objęcia ukochanego. Potem spojrzała na zegarek.

Powinien zaraz wrócić, pomyślała. Postanowiła więc nie marnować czasu na czekanie i wpatrywanie się w ściany. Pojechała do łazienki, by spokojnie wziąć prysznic. Zablokuje przecież łazienkę na długo. Z wprawą przesiadła się na siedzisko pod dyszą, zapięła się pasem, jakby miała wystartować rakietą w kosmos, i dopiero wtedy odkręciła wodę. Oparła głowę o ścianę i przymknęła oczy. Przez chwilę siedziała nieruchomo, pozwalając, by krople ją opłukiwały. Lubiła ich dotyk. Cząsteczki wody rozbijały się o ciało i rozpływały cienkimi strużkami, robiąc miejsce następnym.

– Jesteś?! – usłyszała głośne pukanie do drzwi łazienki. Uśmiechnęła się pod nosem. Już chciała zażartować, że nie ma jej, że to tylko sąsiad wpadł na prysznic, ale nie zdążyła, bo mężczyzna w kilka sekund był już przy niej.

– Wariacie! – krzyknęła, gdy wszedł w służbowej koszuli pod natrysk i klęknął przy Poli, by mieć jej usta na wysokości swoich. – Będziesz… Już jesteś cały mokry – poprawiła się i z przyjemnością oddała się pocałunkom. Woda próbowała wdzierać się pomiędzy nich dwoje niewielkimi kroplami, ale to nie zakłóciło ich powitania.

– Stęskniłem się.

– Ja też. Ale chyba powinieneś zdjąć ubranie.

Sławek zrzucił z siebie mokre spodnie i koszulę. Nie miał jednak zamiaru wychodzić spod prysznica. Nałożył na dłoń myjkę. Potem wycisnął na nią mydło i zaczął nacierać ciało Poli. Poddała się tej czułości, choć potrafiła umyć się samodzielnie. Jednak takie niewielkie i spontaniczne gesty ze strony Sławka uwielbiała najbardziej. Przy nim nie czuła się niepełnosprawna. Była po prostu kobietą.

– Kochasz mnie? – spytała.

– Oczywiście, jak stąd do Toronto. – Mężczyzna zaśmiał się i cmoknął Polę w usta.

– To ja ciebie jeszcze dalej.

– A kiedy przekształcimy Żółtaszka w Wasilewską? – spytał. A Pola wysoko podniosła kąciki ust. Przygadywała siostrze, że nie zna daty swojego ślubu, a sama jeszcze tego nie ustaliła ze Sławkiem.

– Hm… – zamyśliła się. – Co pan sierżant powie na lipiec?

– Biorąc pod uwagę, że mamy koniec maja, jestem za.

Pola zastanowiła się, czy trochę zbyt pochopnie wybrała ten miesiąc, bo przecież może nie być wolnych terminów. Spodziewała się jednak, że urzędy stanu cywilnego nie są tak oblegane jak kościoły, więc może się im uda. Nie chciała ślubu kościelnego z całym tym cyrkiem, na który obecnie jest moda. Żadnych przedstawień. To ma być ich dzień.

– Jutro mam wolne, więc pojedziemy ustalić konkrety. Co ty na to?

– Tak jest, panie sierżancie! – Zasalutowała, dotykając dwoma palcami czoła. – A teraz chodźmy stąd, bo zaraz rozmięknę i będziesz musiał się ożenić z ciasteczkowym plastusiem.

– Podoba mi się. – Sławek znów się zaśmiał. – Ciasteczkowy plastusiu, idealny do schrupania.

– Do dziamdziania – poprawiła. – Bo rozmiękły.

– Brzmi wyśmienicie.

5

W tym samym czasie Agata nosiła Tymka na rękach, czekając, aż mu się odbije. Położyła sobie pieluchę na ramieniu i chodziła z dzieckiem po mieszkaniu, delikatnie poklepując go po pleckach.

– Beknij sobie jak stary – szeptała do niego. A z kuchni dochodziły do niej odgłosy stukających naczyń. Emil miotał się po pomieszczeniu i nieudolnie próbował zrobić kolację. Był zdenerwowany, bo miał kiepski dzień w pracy i wszystko leciało mu z rąk.

– Przyjdziesz?! – krzyknął do Agaty. Ta od razu poszła za źródłem głosu. Zatrzymała się w progu i przez chwilę patrzyła na armagedon, który ogarnął jej kuchnię. Za to na stoliku na talerzach dumnie prezentowały się kolorowe kanapki.

– Borze szumiący – jęknęła. – Naprawdę trzeba było robić taką demolkę podczas przygotowania pięciu kanapek?

– Zaraz to ogarnę.

Tymkowi odbiło się głośno, więc na chwilę uwaga Agaty została odciągnięta od bałaganu. Pocałowała synka i zaniosła go do łóżeczka. Ułożyła go wygodnie. Pogłaskała po główce i przykryła lekkim kocykiem. Chłopiec sennie mrużył oczka, więc po cichu wyszła, zostawiając go, by zasnął.

– Śpi – westchnęła, siadając przy stole. – Ale ogarnij to, bardzo cię proszę.

Stefka na dźwięk głosu swojej pani co chwilę podrywała się, podchodziła do niej i trącała ją mordką. Agata zauważyła, że piesek ma pustą miskę, więc znów się podniosła i uzupełniła naczynie suchą karmą.

– Miałem kiepski dzień, przepraszam – powiedział Emil i starł okruchy ze stołu. Potem usiadł naprzeciwko Agaty. Spojrzał na nią z niepokojem, bo miał wrażenie, że było w niej dzisiaj coś innego, coś, czego chyba jeszcze do tej pory nie widział. – A tobie jak minął?

– Kiedy ślub? – spytała nagle, zaskakując tym i Emila, i siebie. Nie chciała przecież, by to pytanie zabrzmiało ostro. Miała ochotę przywalić sobie w łepetynę, ale było już za późno. Słowa poleciały. Zderzyły się pewnie z Emilem i z hukiem opadły na podłogę.

– Nasz?

– No – odparła. – Myślę, że powinniśmy wreszcie ustalić konkrety. Wóz albo przewóz.

– Racja. Moja mama suszy mi o to głowę, ale bałem się zapytać.

– Bałeś się?

– Tak – powiedział cicho. – Mam jednak nadzieję, że jesteś pewna i chcesz być ze mną.

– Chcę. Naprawdę chcę – dodała, sama lekko zdziwiona, jak łatwo jej przyszło wypowiedzenie tych słów. Może wreszcie była pewna?! I zdecydowana!, dodała w myślach.

– Kościelny?

Agata się zamyśliła. Kiedyś wyobrażała sobie swój ślub. Chciała mieć białą suknię i welon. Chciała, by dziewczynki sypały kwiatki, a tata poprowadził ją do ołtarza jak na amerykańskich filmach. Ale wtedy liczyła siedemnaście lat. Teraz zbliżała się do czterdziestki, miała dziecko, a wianek straciła już wieki temu, więc biała suknia byłaby nietaktem. Westchnęła, wracając do rzeczywistości.

– Tak – odparła. – Bo wiem, że ty pewnie tego chcesz. I nasi rodzice. I babcie… Tylko myślę, że suknia nie powinna być biała. – Uśmiechnęła się. A Emil złapał ją za dłoń. Pogłaskał po palcach. Dotknął pierścionka zaręczynowego.

– Dla mnie najważniejsze, abym mógł być z tobą i z Tymkiem. Jesteście tym, co najlepsze w moim życiu. Spadliście mi z nieba. Boję się jednak, że to wszystko to sen, że zaraz się obudzę i będzie po wszystkim. Mam dziwne przeczucia, dlatego bałem się mówić o dacie. Myślałem, że będziesz odwlekać to w czasie.

Agata nachyliła się nad stołem i pocałowała go w policzek. Miała wrażenie, że Emilów było dwóch. Jeden to ten dawny, spokojny, bardzo ułożony i nieśmiały, a drugi konkretny, świeżo upieczony biznesmen, który wie, czego chce. Obie te wersje ścierały się ze sobą, raz wygrywała jedna, innym razem druga, jakby Emil nie mógł się zdecydować, kim tak naprawdę jest. A jedyne, czego była pewna Agata, to jego uczucia wobec Tymka. Miała tylko nadzieję, że nie była do nich dodatkiem. Nie wiedziała, że Emil myślał dokładnie to samo o swojej narzeczonej. Obawiał się, że potrzebny był jej jedynie do roli ojca.

Nagle zadzwonił telefon. Agata szybko odebrała, bo zauważyła na wyświetlaczu nazwisko naczelnej.

– Przepraszam, że dzwonię o tej porze – powiedziała szefowa. – Ale mam dla ciebie nowe tematy. Wysłałam ci e-mailem. Wiem, że jesteś na urlopie macierzyńskim, ale przy okazji może je nam zrobisz. Nie są na cito – dodała.

Agata ucieszyła się, że wreszcie będzie miała odskocznię od zmieniania pieluszek. Powiedziała Emilowi, kto dzwonił, i poszła po laptopa do pokoju. Gdy wróciła do kuchni, jej narzeczony kończył właśnie swoje kanapki.

– O rany – westchnęła. – Wiesz, co oni mi zaproponowali? – spytała rozczarowana. – Mama w wielkim mieście. Kobieta niepełnosprawna w wielkim mieście – przeczytała. – Mam zrobić ranking miejsc przyjaznych. Wyobrażasz sobie? Brakuje jeszcze psa w wielkim mieście.

Emil spojrzał na nią z ciekawością. Wiedział, że takie tematy były poniżej ambicji Agaty, ale on nie dostrzegł w nich nic złego. Takie też mogą wzbudzać zainteresowanie, a ponadto będą przydatne. Powiedział o tym Agacie, a jako dodatkowego argumentu użył ich synka.

– Będziesz musiała zabierać go na to testowanie miasta – zaśmiał się. – Pospacerujecie i jeszcze na tym zarobisz.

– To jest jakiś plus – westchnęła. – Gorzej będzie z Polą, bo ona raczej nie da się wyprowadzić na spacer. A chciałam napisać o szowinistach przedmiotowo traktujących ekspedientki w sklepach – dodała, a potem opowiedziała Emilowi o zdarzeniu w sklepie z bielizną. Parsknął śmiechem.

– Teraz ten człowiek się załamie i popadnie w depresję – zażartował, ale po chwili pochwalił swoją narzeczoną. Według niego postąpiła słusznie. On też nie cierpiał szowinistycznych i seksistowskich zachowań.

Nieco później Agata weszła na stronę gazety. Przeczytała nagłówki ostatnich artykułów. Niektóre wydały się jej ciekawe. Zatrzymywała na nich wzrok, potem spoglądała na następne. I nagle zaklęła pod nosem.

– Noż kurczę jego w dupę cara Mikołaja, podżegacza, imperialisty mać!

6

Pola miała wrażenie, że serce za chwilę wyskoczy jej z piersi. Nie myślała, że tak się zdenerwuje wizytą w urzędzie stanu cywilnego. A więc miała wyjść za mąż! To naprawdę się działo! Spojrzała w dół, tam ciągle były buty Sławka. Szedł za nią, nie zniknął, nie rozpłynął się w powietrzu niczym senna mara. Natychmiast jednak pomyślała o Pawle. Od jakiegoś czasu nie czuła jego obecności. Jego zdjęcie nadal miała w szufladzie biurka. Nie schowała go do albumu i nie wcisnęła pomiędzy inne woluminy na półkę. Sławek o nim wiedział, nigdy nie nalegał, by pozbyła się pamięci o pierwszej miłości, która doprowadziła ją na wózek inwalidzki. A jednak… Przestała go czuć. Koniecznie musi pojechać na cmentarz!

– I co teraz? – spytał Sławek. – Idziemy uczcić naszą datę?

– Trzeba będzie też w jakiejś knajpie zarezerwować miejsce na obiad – powiedziała. – Nie puścimy gości głodnych, chyba aż tacy źli nie będziemy, co?

Sławek nachylił się nad Polą i cmoknął ją w głowę. Kochał tę dziewczynę niemal od pierwszego wejrzenia. Uczucie wybuchło w nim nagle i w zupełnie niekontrolowany sposób. Myślał, że takie rzeczy się zdarzają jedynie w filmach, a tu taka niespodzianka. Jakby Pola przyłożyła mu obuchem w głowę, a ona tylko wbiła gwóźdź w oponę byłego faceta koleżanki.

– Ale to nie dziś – odpowiedział. – Na spokojnie się zastanowimy. Teraz idziemy uczcić to dobrym obiadem albo ciachem. Na co masz ochotę?

– Na obiad – odparła. W przeciwieństwie do Agaty, gdy miała wybór słone czy słodkie, zawsze wybierała to pierwsze. Dopiero po zjedzeniu czegoś konkretnego mogła zagryźć deserem.

Wsiedli do samochodu. Tym razem kierowcą był Sławek. Nie pytał narzeczonej, dokąd jechać. Chciał jej zrobić niespodziankę. Długo szukał romantycznego miejsca, które mogłoby się spodobać Poli.

– Masz tabliczkę? – spytał, a dziewczyna dopiero po chwili domyśliła się, o co chodzi. Wyjęła ją z torby. Zawsze jedną miała w swoim samochodzie, drugą przy sobie, bo zdarzało się, że woziła ją Agata. Parkowanie na miejscach przeznaczonych dla inwalidów było w jej przypadku konieczne. Potrzebowała więcej przestrzeni, by swobodnie przesiąść się na wózek, ale też zawsze mogła podjechać bliżej celu. Podała więc granatową kartę ze znakiem Sławkowi i przygotowała się do wysiadania, bo mężczyzna właśnie ustawiał auto.

– Paderewskiego? – zdziwiła się.

– Zabiorę cię do tajemniczego ogrodu.

– W centrum miasta? – zaśmiała się.

Jednak gdy Sławek przejął kontrolę nad wózkiem i wprowadził ją do niezwykle klimatycznej knajpki, prawie zaniemówiła. Nigdy tu nie była. A wnętrze było cudowne! Ukwiecone! Przypominało włoskie lub francuskie domy znane jej ze zdjęć oglądanych w internecie. W powietrzu oprócz zapachu jedzenia czuć było lawendę i zioła. Pola spojrzała na brązową terakotę i artystycznie nierówne ściany. A gdy okazało się, że Sławek zrobił wcześniej rezerwację, czuła, jak serce jej przyspiesza. Wybrał stolik w najpiękniejszym miejscu. Kelnerka natychmiast przesunęła donicę z juką, by zrobić więcej przestrzeni dla Poli. Odsunęła też krzesło.

– Cudnie tu – szepnęła Pola. – Tyle kwiatów! I słońce wpadające do środka w jakiś magiczny sposób…

– Cieszę się, że ci się podoba.

Dotknęła dłonią drewna blatu. Wydało się jej bardzo stare. Szpary pomiędzy deskami świadczyły o naprawdę upływającym czasie, nie udawały.

Kelnerka położyła przed nimi karty i zapaliła świecę.

– Czy podać na początek napoje?

– Jakiś sok wyciskany? – spytała Pola, a dziewczyna od razu zaproponowała specjalność restauracji. Sok składający się z jabłka, limonki, cytryny i mięty. Pola z entuzjazmem zdecydowała się właśnie na taki napój, natomiast Sławek nie skusił się na żadne eksperymenty i poprosił o zwyczajną amerykańską colę. Za to z przyjemnością spoglądał na uśmiechniętą narzeczoną. Złapał ją za dłoń i pogładził po skórze.

– Uwielbiam cię taką.

– Czyli jaką?

– Radosną.

Pola zaśmiała się.

Chyba tak właśnie wygląda szczęście, pomyślała.

Musiało być bardzo chudziutkie, delikatne niczym piórko, bo kobieta nie czuła w sobie żadnego ciężaru. Jakby połknęła chmurę, a ona rozpłynęła się w jej ciele, unosząc ją lekko nad ziemią. Nawet z wózkiem dawała radę! Teraz więc mogłaby zatrzymać czas i wołać „chwilo, trwaj!”.

– Dwudziesty pierwszy lipca to już niedługo – powiedziała.

– I całe szczęście, bo nie ma co czekać.

– Nie boisz się?

– Czego?

– No… – Wzruszyła ramionami. – Wszystkiego… Tego, co nas czeka.

– Nie – odparł zdecydowanym głosem, a Pola chwyciła się tej pewności. – Choć wiem, że problemy pewnie będą.

– No właśnie – westchnęła. – A co…? – zawahała się. Jednak po chwili spytała wprost: – Jakie problemy masz na myśli? Chcesz mieć dzieci?

– Jasne – odparł i zobaczył, jak Pola nagle posmutniała. – Ale nic na siłę. Uda się, to będzie dziecko. Nie uda się, to będziemy my. Tylko my i też będzie pięknie, bo nie będę musiał się tobą dzielić. Zresztą możemy też adoptować jakiegoś malucha. I byłbym chyba bardziej za tą drugą opcją, bo nie chcę cię w żadnym wypadku narażać na niebezpieczeństwo.

Pola spojrzała na Sławka. Widziała w jego oczach dobro. To w nim utonęła kilka miesięcy temu. Zdziwił ją jednak chęcią adoptowania dziecka. Niby szlachetnie, ale… Zastanowiła się nad tym, co powiedział. Ogarnął ją smutek, bo to przez nią pewnie nigdy nie będą naturalnymi rodzicami.

W tym momencie kelnerka wróciła do stolika z pytaniem, czy coś wybrali. Sławek przeprosił i od razu z Polą zanurzyli nosy w menu. Po chwili oboje zdecydowali. Pola wybrała makaron z krewetkami na palonym maśle. Do tej pory myślała, że masła palić nie należy, więc z chęcią się przekona, jak z tym masłem jest naprawdę. Za to Sławek jako tradycjonalista zdecydował się na stek wołowy, który idealnie pasował mu do coca-coli. Gdy złożyli zamówienie, spojrzeli na siebie i od razu każde z nich podniosło kąciki ust.

– Chciałabym urodzić dziecko – powiedziała. – Ale nie wiem, czy to będzie możliwe.

– Masz coś przeciwko adopcji? – spytał nagle.

– Nie – odparła. – Jasne, że nie.

– To możemy tak to zrobić. – Nachylił się nad stolikiem i ściszył głos. – Nie chcę cię w żaden sposób narażać – powtórzył. – Rozumiesz? Nic na siłę. Za bardzo cię kocham.

Pola z trudem przełknęła ślinę. Ogromna gula w gardle nie pozwoliła jej na wyduszenie z siebie żadnego słowa. Na szczęście w tym momencie zadzwonił telefon. Musiała odebrać, choćby to był jakiś telemarketer próbujący jej wcisnąć najnowszy model butów do biegania.

– Słucham? – rzuciła do aparatu, odzyskując mowę.

– Pola! Nie uwierzysz! – usłyszała głos Agaty. – Borze szumiący! Świat zszedł na psy!

– Co się stało? Nic nie rozumiem! Kupiłaś karnet na siłownię? – zażartowała i puściła oko do Sławka.

– Ale śmieszne – prychnęła. – Gdzie ty w ogóle jesteś? Stoję pod twoimi drzwiami i się dobijam… – Nagle Agata się rozpłakała, a Pola nadal nie rozumiała, o co jej chodzi.

– Jestem na randce z narzeczonym – odparła, uśmiechając się do Sławka. Napięcie wynikające z rozmowy o dzieciach opadło, za to pojawiło się nowe. Jej siostra ryczała w słuchawkę. – Mów, o co chodzi, bo nie wiem, czy ty się śmiejesz, czy płaczesz.

– To nie na telefon – rzuciła nagle Agata, pociągając nosem. – Przyjedź potem do mnie! Potrzebuję twojego rękawa do wypłakania.

– Emil nie wystarczy? – zaśmiała się.

– Ma za krótkie rękawy! Przyjedziesz?

– Tak… – Pola westchnęła w słuchawkę. Wiedziała już, że na pewno nic się nie stało Tymkowi, bo Agata powiedziałaby od razu. Podejrzewała więc albo kolejne sercowe rozterki, albo sprzeczkę z Emilem.

Albo brak cukru w cukiernicy, dodała w myślach trochę złośliwie.

7

Agata ułożyła Tymka w łóżeczku. Nie mogła jednak wycofać się do drugiego pokoju. Widok dziecka ją zahipnotyzował. Pojawił się w jej życiu tak niespodziewanie i wszystko wywrócił do góry nogami. A może jednak naprostował? Przecież gdyby nie ten mały człowieczek, Emil nie wróciłby do jej życia. A gdyby nie wrócił…? Co by teraz robiła? Biegała na randki czy siedziała z nosem przed komputerem i tylko marzyła o miłości? Odgoniła od siebie wszystkie wątpliwości. Tymek był najlepszą odpowiedzią. Nie żałowała ani jednej sekundy swojego życia z tym maluszkiem.

Nachyliła się nad synkiem, aby pocałować go w czółko. Pięknie pachniał. Ciepło jego skóry połaskotało ją w wargi. Wyprostowała się z trudem i wyszła z pokoju, zabierając ze sobą Stefkę, bo maltańczyk cały czas za nią dreptał, domagając się uwagi. Potem spojrzała na zegarek. Emil był w pracy, a Pola ciągle jeszcze nie przyjechała. Denerwowała się. Koniecznie musiała z nią pogadać. Znów zerknęła na wskazówki, ale miała wrażenie, że stoją w miejscu. Nawet ta najdłuższa wydała się dzisiaj uśpiona.

Gdy usłyszała pukanie do drzwi, poderwała się natychmiast. A po chwili do jej mieszkania wjechała Pola z białym pudełkiem na kolanach. Stefka momentalnie rzuciła się do powitania gościa. Podskakiwała i domagała się pieszczot.

– Tort przywiozłaś? – zdziwiła się Agata.

– Nie, ale jesteś blisko. Słodkie.

– Coś świętujemy czy zajadamy kłopoty? Bo u mnie zapowiada się wyłącznie to drugie.

Pola przełożyła pudełko na stół i wzięła na kolana Stefkę. Potarmosiła ją po białym łebku i dała się polizać po twarzy, dopiero po tych czułościach odsunęła krzesło i wcisnęła się z wózkiem pod blat. Poprosiła o hektolitry kawy. Agata przyjrzała się jej uśmiechniętej twarzy. Odniosła wrażenie, że siostra za chwilę eksploduje. Miała zaróżowione policzki i widać było, że jest niezwykle podekscytowana. Agata zdziwiła się, bo to, co zaraz przekaże siostrze, na pewno jej nie ucieszy.

– Mów, bo widzę, że promieniejesz.

– Dwudziesty pierwszy lipca – powiedziała z radością w głosie.

Agata jeszcze raz spojrzała na siostrę.

– Co? – nie dowierzała. – Masz już datę?

– Tak – odparła z dumą. – I bierz ze mnie przykład. Oczywiście, jeżeli jesteś pewna, że tego chcesz. Bo chcesz prawda?

– No tak.

– Zła odpowiedź.

– Chcę przecież.

– Agata, masz wątpliwości?

– Przecież to u mnie ponoć normalne – zażartowała. – Jeżeli przestanę je mieć, to przestanę być sobą.

– Przestań świrować. Mów, co się stało.

– Po pierwsze, ciągle nie mam karnetu do siłowni. A po drugie, nie uwierzysz. – Agata usiadła naprzeciwko Poli. Podsunęła siostrze kubek z kawą. W swoim zanurzyła usta, by stopniować napięcie. Wreszcie spojrzała na Polę i dodała: – Hubert wrócił.

Dziewczyna parsknęła śmiechem. No, tego to się nie spodziewała po Agacie. Wiadomo było, że szambo zawsze wypływało na wierzch, więc to, że Hubert wróci, było pewne jak dwa razy dwa. Nie myślała tylko, że tak szybko i że tak to wyprowadzi z równowagi jej siostrę.

– I w czym problem? – spytała.

– Wziął najlepsze tematy. Zatrudnili go na etat, bo podobno wypadł jeden z dziennikarzy. Za chwilę mnie wykurzy. Ten facet idzie po trupach do celu.

– Ty, jak się nie mylę, jesteś na macierzyńskim.

– Tak, ale przecież to nie przeszkadza w pisaniu. – Agata wyraźnie się poirytowała. – Zresztą w lipcu kończy mi się urlop, a nie chcę iść na rodzicielski. W tym czasie skurczybyk skosił najfajniejsze tematy, a wiesz, co mnie wcisnęli? Mama w wielkim mieście. Niepełnosprawna w wielkim mieście.

Pola znów się zaśmiała.

– Niepełnosprawna ty?

– Wiedzą, że mam ciebie, nie? Tak więc czeka cię kilka spacerów z siostrą.

– Spoko, dasz radę – powiedziała Pola wesołym głosem. – O! – nagle się ożywiła. – Koniecznie napisz, że w urzędach i w niektórych bankach są biurka zabudowane od zewnątrz i nie można podjechać wózkiem.

− Że co? – zdziwiła się Agata.

− Logiczne tak? Kiedy biurko jest zabudowane, muszę albo ustawić się bokiem, albo jestem ponad metr od urzędnika i krzyczę o tym, co chcę załatwić. Tak jakbym mówiła przez mikrofon.

– No, dobra – odparła. – Zapiszę to sobie. Ale i tak nie zmienia to faktu, że to nuuuuda!

– A o czym ty byś chciała pisać?

– Śledztwo dziennikarskie mi się marzy – westchnęła. Jednak po chwili dodała, że wie, że dopóki Tymek jest malutki, dopóty nie ma szans, by latać po mieście albo jakichś wertepach z maluchem na plecach i śledzić podejrzanych typów. – Dobra… – Machnęła wreszcie ręką. – Wiem, że przesadzam, ale z Hubertem mogą być problemy.

– Damy mu radę – odpowiedziała Pola. – Nie panikuj.

– Ty! – zawołała nagle Agata innym tonem głosu. – My musimy ci przecież zorganizować panieński! Byku z plastiku! Imprezka!

Pola po raz kolejny parsknęła śmiechem. Czuła, że w Agacie szaleją hormony, bo dawno nie widziała jej takiej chaotycznej. Przeskakiwała z tematu na temat. Panikowała w sprawie Huberta, choć na pewno miała podstawy podejrzewać, że facet coś wywinie. Hejtował ją, gdy starali się oboje o stanowisko w redakcji. A tacy ludzie zdolni byli do wszystkiego. Dzisiaj hejt, a jutro nie wiadomo co wymyśli, by dać upust swojej frustracji. Pola pamiętała też, jak Hubert ją potraktował. Zaliczył, odhaczył i spuścił na drzewo. Sama nie wiązała z nim żadnych nadziei na randki i czułe słówka, też potraktowała go przedmiotowo, ale chyba zrobiła to z większą klasą niż on.

– Żadnych wieczorów panieńskich! I żadnego cyrku – dodała. – Będzie tylko ślub cywilny, a po nim obiad i koniec.

– Widzę, że przemyślałaś wszystko.

– Na szczęście jesteśmy ze Sławkiem zgodni w tej kwestii.

Agata próbowała się uśmiechnąć. Nerwowym ruchem poprawiła włosy. Nie miała pewności, czy ona z Emilem też byli jednomyślni w tej sprawie. Nie chciała jednak powiedzieć tego głośno. I tak Pola w ostatnim czasie ciągle jej dogadywała na temat niezdecydowania. A przecież nie chciała taka być. Zastanowiła się przez moment, bo jeszcze rok temu pragnęła być jak Bridget Jones, a ona raczej goniła za własnym rozumem i też nie należała do zdecydowanych ani konkretnych. Jednak szalały za nią kobiety na całym świecie. Stała się ikoną popkultury. Infantylny rozczochraniec, ze słabościami, z nadprogramowymi kilogramami, a jednak… wzbudzał sympatię. Czego więc ta Pola się jej czepiała? Ona też była sympatycznym czupiradłem z nadwagą.

– Będziesz moją świadkową? – spytała po chwili młodsza siostra.

– Jasne! – Agata od razu podeszła do niej i mocno ją uściskała. – To będzie piękny dzień. A jako świadkowa jestem zobowiązana do zorganizowania imprezki. A kto będzie świadkiem?

− Kuzyn Sławka.

− Do jasnej jarzeniówki! – Zatarła dłonie z radości. – Będzie bal!

– Dobra. – Pola poddała się. – Idźmy na kompromis. Niech będzie impreza, ale bez żadnego cudowania. Po prostu posiedźmy, napijmy się i pogadajmy, co? Bez wygłupów, striptizów itepe.

– Przyrzekam! – Agata podniosła dwa palce. – Striptiz nie w moim klimacie. Zrobimy imprezę w gronie przyjaciół w klubokawiarni Emila, co ty na to?

– Jestem za. Aha – dodała nagle. – I zróbmy to wcześniej, żebym podczas ślubu nie wyglądała jak zombie.

Agata znów uściskała siostrę i zapewniła ją, że będzie tak, jak zechce. W końcu to ma być jej dzień. Powoli narastała w niej radość z powodu szczęścia siostry. Kiedyś wiele by dała, by móc zobaczyć Polę w ślubnej sukni. Nikt w rodzinie głośno o tym nie mówił, ale też nikt za bardzo nie wierzył w to, żeby znalazł się mężczyzna, któremu nie będzie przeszkadzał wózek inwalidzki.

– A są kwestie, w których nie zgadzacie się ze Sławkiem? – spytała. Pola zawahała się, natomiast Agata zauważyła w jej oczach panikę. Spięła się i chyba wycofała za szklaną ścianę. Szturchnęła więc siostrę w ramię. – Ej… co się dzieje?

– Nic. – Pola wzruszyła ramionami. – Wszystko okej. Tylko…

– Tylko co?

– Myślisz, że będę mogła mieć dzieci? – spytała tak cicho, że Agata w pierwszej chwili nie zrozumiała jej słów. Kiedy sobie je uświadomiła, poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku.

– Jasne! – odpowiedziała, siląc się na zdecydowany ton głosu. – Na pewno. – Pogłaskała siostrę po głowie. Odgarnęła jej grzywkę z czoła. – I cały czas będę przy tobie. Rodzice też. No i Sławek… Chyba jakiś pieprzony wózek nie stanie na drodze twojego macierzyństwa, nie?

Pola drgnęła. Poczuła wibracje swojego telefonu. Przeprosiła siostrę i odebrała, bo na wyświetlaczu zobaczyła imię Anety, swojej najlepszej koleżanki z koszykówki.

– Cześć, Pola! Żyjesz? Dlaczego nie przychodzisz na treningi?

– Od przyszłego tygodnia pewnie wrócę – odpowiedziała z uśmiechem. Aneta zadzwoniła w samą porę. Nie musiała kontynuować rozmowy o swoim strachu. Werbalizowanie uczuć nie należało do najprzyjemniejszych. – A co tam słychać?

– Nie uwierzysz! Jest akcja – dodała Aneta, a Pola rozpoznała to podekscytowanie. Ostatnio jej koleżanka nakręciła się tak, kiedy wymyśliła zemstę na swoim byłym chłopaku, a potem razem z Polą przedziurawiały opony w samochodzie Michała. Dzięki temu poznała Sławka, więc teraz uśmiechnęła się do telefonu. Lubiła, gdy się coś działo! To właśnie wtedy czuła, że żyje.

– Mów!

– To nie na telefon. Musimy się spotkać, bo to gruba afera. Trzeba zebrać siły. Ale powiem ci, że idziemy na wojnę!

8

Agata stanęła przed wagą i przez chwilę rozważała, czy powinna psuć sobie dzień. Wiedziała, że liczba, którą zobaczy, spowoduje ból głowy. A karnetu na siłownię jak nie miała, tak nie ma.

– Będziesz miła? – spytała, jednak w myślach usłyszała złośliwy głos urządzenia, które stwierdziło z satysfakcją, że na pewno gacie Agaty wykonane są z ołowiu, więc nie ma co liczyć na łaskawość. – Raz się żyje.

Agata zamknęła oczy i zrobiła niewielki krok naprzód. Pod stopami poczuła zimną szklaną taflę. Stała tak przez chwilę, próbując uspokoić oddech. Nie miała pojęcia, dlaczego tak się stresowała. Przecież wiedziała, że jest gruba, i odczyt na wadze niczego nie zmieni. A jednak bała się, że za chwilę dostanie zawału serca, gdy spojrzy na wyświetlacz. Nieśmiało otworzyła jedno oko, potem drugie, by dokładniej przyjrzeć się cyfrom.

– Do jasnej ciasnej! – zaklęła i natychmiast zeskoczyła z wagi. – Cholera, cholera, cholera!

Wsunęła szybko urządzenie pod szafkę. Miała ochotę je tam wkopać.

Złośliwa zdradziecka małpa!, krzyknęła w myślach.

Potem jednak spojrzała w lustro i złapała się za fałdkę na brzuchu.

Koło ratunkowe, pomyślała.

Stanęła bokiem. Dobrze, że tylko koło, bez kamizelki. Potem potrząsnęła skórą. Najlepiej byłoby wyciąć albo pozbyć się tego w jakiś magiczny sposób. Wiedziała jednak, że magicznych sposobów nie ma. Musi zacząć ćwiczyć. Zastanowiła się przez chwilę nad przyrządem, który nie pozwoli jej wypluć płuc z wysiłku, a mimo wszystko będzie zbijał tkankę tłuszczową. I nagle doznała olśnienia. Narzuciła na siebie szlafrok i poszła do pokoju. Szybko włączyła laptopa, jednak w tym momencie obudził się Tymek. Musiała pójść najpierw do synka.

– Co, maluszku? Masz mokro czy jesteś głodny?

Tymuś nie przestał jednak płakać. Nie odpowiedział też matce, co mu dolega. Zaciskał piąstki zdenerwowany, że kobieta nic nie rozumie i nie przynosi natychmiastowej ulgi.

Agata położyła go na przewijaku i wyciągnęła mu spod pupy napęczniałą pieluchę. Dokładnie wytarła skórę dziecka i pocałowała w goły brzuszek.

– No i cio, mój maluśku – zaszczebiotała. – Jak się ciujemy? Lepiej? – zaśmiała się. – Wiem, idiotycznie się odzywam. Obiecuję, że więcej nie będę.

Pocałowała synka w stópki. A potem założyła świeżą pieluszkę. Chłopiec uspokoił się i z ciekawością wodził wzrokiem za mamą. Pewnie głowił się, dlaczego jego matka sepleniła.

– To teraz jemy, nie? – Agata wygodnie usiadła w fotelu i przystawiła synka do piersi. A kiedy chłopiec przestał kwilić i zaczął ciągnąć pierś, ona jedną ręką próbowała sprawdzić w telefonie, ile kosztuje porządne hula-hoop. Potem zamówiła największe, z wypustkami, i zadowolona pogłaskała synka po prawie łysej główce. – No, teraz to mama będzie laska. Idzie do nas pogromca kół ratunkowych. – Uśmiechnęła się do maluszka, który już zmrużył oczka. Próbowała zabrać mu sutek, ale chłopiec od razu się obudził i po omacku szukał cycka. Musiała się poddać i pozwolić mu na chwilę pieszczot. Potem już dobrze śpiącego synka ponownie ułożyła w łóżeczku. Miała ochotę zadzwonić też do Emila. Nocował u rodziców, bo jego mama źle się poczuła i nie chciał ojca zostawiać samego. Po chwili Agata postanowiła napisać esemesa.

I jak sytuacja? Opanowana?

Odpowiedź przyszła piętnaście minut później.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki