Zapomnij o mnie - K. N. Haner - ebook
lub
Opis

Pierwszy gorący tytuł New Adult od bestsellerowej autorki K. N. Haner!

Przeprowadzka do Nowego Jorku jest dla 28-letniego Marshalla szansą na odcięcie się od dawnego życia i błędów, które popełniał w młodości. Nowa praca, nowe miejsce, nowe życie. Kiedy Marshall dowiaduje się, że para studentów szuka współlokatora, nie zastanawia się długo i w ten sposób poznaje piękną Sarę.

Dziewczyny nie odstraszają tatuaże i groźny wygląd Marshalla, wręcz przeciwnie, zaczyna go prowokować i budzić w nim uczucia, których nie wzbudziła w nim dotąd żadna kobieta. Okazuje się jednak, że Sara skrywa wiele sekretów i że wkrótce wciągnie Marshalla w niebezpieczną grę.

Odkrywając kolejne tajemnice Sary, chłopak szybko zrozumie, że dziewczyna jest na krawędzi i że potrzebuje pomocy. Jednak w tej grze pozorów i sekretów nie będą sami.

Czy dziewczyna, która rozpaliła jego ciało, zdobędzie też jego serce?

__

O autorce

K. N. Haner to młoda i niezwykle utalentowana polska autorka erotyków, której nazwisko powoli staje się legendą. Każda jej kolejna książka zbiera coraz lepsze recenzje i bije nowe rekordy sprzedaży. W jej książkach nie brakuje bardzo pikantnych scen i zaskakujących zwrotów akcji. Nazywana Królową Dramatów oferuje czytelnikom relacje pełne skrajnych emocji, a każda jej książka trzyma w napięciu do samego końca. Urodziła się 21 października 1988 roku w Ciechanowie i do tej pory wydała 9 tytułów, a w planach ma już kolejne.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 474

Popularność


Dla Dominiki, bo ta historia jest tak bardzo Twoja

Rozdział 1

Nienawidziłem swojego życia, odkąd zacząłem dojrzewać. Buzujące we mnie hormony dały nieźle popalić mnie i mojej rodzinie. Zaczęło się od drobnych kradzieży, palenia trawki, a skończyło na włamaniu do sklepu ze sprzętem komputerowym i poprawczaku. Nigdy nie chciałem być złym chłopcem. Wręcz przeciwnie. Miałem wyobrażenia o tym, jak mogłoby wyglądać moje życie, ale to wszystko ogromnie różniło się od rzeczywistości. Gdy przyklei się do kogoś łatka „tego złego”, to ciężko jest potem wszystko wyprostować. Każde moje słowo było ważone dwa razy, każdy gest czujnie obserwowany, a najmniejsze potknięcia wytykane i wypominane po stokroć. To nie było fajne. Kurwa! To naprawdę nie było fajne. Jako nastolatek buntowałem się przeciwko całemu światu. Nic mi nie odpowiadało. Zupełnie nic. Potrafiłem wyzwać rodzoną matkę od beznadziejnych kurew, które nie potrafią robić niczego oprócz przytakiwania mężowi. Potrafiłem uderzyć ojca. Te słowa i gesty zabijały mnie od środka. Pragnąłem zrozumienia, a zostałem odrzucony. Wyrażałem emocje poprzez gniew. Mściłem się, choć nie miałem za co. Rodzice przecież chcieli mi pomóc, ale nie znali sposobu, by do mnie dotrzeć.

Nie chciałem jednak zapominać o tamtym okresie mojego życia. Bo nie chodziło o to, by zapomnieć. Chodziło o to, by mimo wszystko żyć dalej i uczyć się na błędach. Tyle razy zawiodłem rodziców. Tyle razy zawiodłem też samego siebie, dlatego dałem sobie ostatnią szansę, by żyć. Nie chciałem wegetować. Nie chciałem zamieniać się w zimny kamień. Bałem się, że umrę na pustyni obojętności i nigdy nie będę w stanie normalnie funkcjonować. To mnie przerażało. Empatia, dobroć, miłość, przyjaźń – te pojęcia znałem tylko z teorii. W praktyce nie obchodził mnie los innych ludzi, miłości się bałem, a przyjaźnią gardziłem. Wybudowałem wokół siebie mur, który zaczął mnie przytłaczać. Czułem jego ciężar i chłód. Chłód zimnej, nasiąkniętej nienawiścią cegły, która zamiast się kruszyć, rosła w siłę. Błądziłem. Szukałem światła, ale nie było wokół mnie osób, które przeprowadziłyby mnie przez gęstą mgłę. Byłem sam. Zupełnie sam. To zajebiście chujowe uczucie.

Przeprowadzka do innego miasta była ucieczką. Tak. Nie próbowałem wymyślać wymówek. Doskonale wiedziałem, że uciekam, ale tego właśnie potrzebowałem. Gdzieś głęboko chciałem wierzyć, że nowe miejsce okaże się właściwą zmianą. Miałem dość bycia dziwadłem. Wytatuowany, ubrany na czarno satanista. Tak mnie określano, a w Nowym Jorku nikt nie zwracał na to uwagi. Po ulicach chodziły większe dziwadła, a ja w końcu mogłem odetchnąć. Pierwszy raz od piętnastu lat nie czułem się jak outsider. To było naprawdę fajne uczucie. Ludzie na ulicy nie oglądali się za mną tylko dlatego, że mam tatuaże i wygoloną po bokach głowę. Nie przeszkadzało im, że mało mówię, bo Nowy Jork jest tak pędzącym miastem, że nikt nie zwraca na nikogo uwagi. Mogłem przebiec nago przez Time Square i uwagę zwróciliby na mnie jedynie turyści i kamery miejskiego monitoringu. Przez pierwszych kilka dni żyłem na walizkach. Tanie motele szybko jednak okazały się i tak zbyt kosztowne jak na moje skromne fundusze i wtedy postanowiłem, że muszę wynająć coś na stałe. O pracę nie było trudno, a przez pierwszy w moim życiu łut szczęścia zatrudniłem się w posterunku straży pożarnej jako porządkowy. Myłem auta, dbałem o porządek i sprzęt. Płacili nieźle, a jeden ze strażaków pomógł mi znaleźć namiary na niedrogie mieszkanie w pobliżu. Było to mieszkanie typowo studenckie, ale stwierdziłem, że warto zaryzykować. Jeśli nie spodobałby mi się imprezowy tryb życia współlokatorów, to zawszę przecież mogłem się wyprowadzić.

– Tu masz namiar na Matta. To kumpel mojego brata i raczej się dogadacie. Richardowie to spokojne dzieciaki, a szukają kogoś, by zmniejszyć koszty utrzymania – powiedział Ash. Strażak, z którym o dziwo nawet dobrze mi się rozmawiało. Był w moim wieku. Miał żonę i małą córeczkę, które poznałem już pierwszego dnia pracy. Missy, żona Asha, codziennie przynosiła mu obiad, gdy miał dzienną zmianę. Któregoś razu przyniosła obiad również mnie. Było to dla mnie niezrozumiałe, sprawiło, że poczułem się dziwnie. Drobne gesty przywracały mi wiarę w ludzkie dobro, którego we mnie nie było ani krzty.

– Mnie też zależy na spokoju i kasie, więc brzmi nieźle – odpowiedziałem.

– Zadzwoń do niego wieczorem, bo teraz pewnie jest na uczelni.

– Okej. Aha, Ash… – spojrzałem na niego – nie podziękowałem twojej żonie za obiad. – Było mi głupio z tego powodu, a domowy makaron z kulkami mięsa był naprawdę pyszny.

– Missy wystarczyło to, że widziała, jak zajadałeś się nim cichcem w szatni. – Ash zaśmiał się głośno. Tak. Było dokładnie tak, jak mówił.

– Chyba fajnie mieć taką żonę, co? – zapytałem nagle. Nie wiem, skąd wzięła się we mnie chęć poznania lepiej tego człowieka. Ash był strażakiem i wiódł normalne życie. Miał rodzinę, którą kochał, i codziennie ryzykował dla niej w pracy swoje zdrowie i życie. Dobrze patrzyło mu z brązowych oczu. Miałem dziwne wrażenie, że może mógłbym się z nim nawet zaprzyjaźnić, ale przeszkodą było to, że przecież nie wierzyłem w przyjaźń.

– Pewnie, że fajnie. Znamy się z Missy od trzech lat, od dwóch jesteśmy małżeństwem, a od kilku miesięcy rodzicami. To najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu przytrafiła.

– Małżeństwo czy rodzicielstwo? – zapytałem.

– Cały pakiet. Małżeństwo niewiele zmienia, jeśli naprawdę się kogoś kocha, ale narodziny dziecka to totalny Armagedon. Nieprzespane noce, stres, obrzygane koszulki, kolki, kupy śmierdzące tak, że nie masz pojęcia, ale to jest, kurwa, takie piękne, że nie zamieniłbym tego na nic innego.

Odpowiedź Asha wcale mnie nie zdziwiła. Domyślałem się, że tak mogło wyglądać normalne życie, ale ja przecież tego nie doświadczyłem. Nie umiałem. Nie byłem gotowy. Zazdrościłem mu tego, że on umiał i że doświadczał tych wspaniałych rzeczy. Kiwnąłem tylko głową i wziąłem od niego karteczkę z numerem telefonu, a następnie wsunąłem ją w kieszeń kombinezonu ochronnego i wróciłem do mycia przedniej szyby jednego z wozów strażackich.

Było tuż po ósmej wieczorem, gdy wyszedłem spod prysznica i wróciłem do szatni, by ubrać się i zadzwonić do chłopaka, do którego namiary dał mi Ash. Włożyłem na siebie czarną koszulkę, skórzaną kurtkę i wyszedłem z budynku, kierując się na przystanek autobusowy. Najpierw musiałem zapalić, bo w pracy nie było wolno. Oczywiście i tak każdy łamał zakaz, nałóg przecież zawsze wygrywa. Stanąłem pod wiatą przystanku, bo akurat zaczęło padać. Byłem zmęczony fizycznie, ale moja psychika w końcu zaczęła odpoczywać. Zapaliłem papierosa i zaciągnąłem się dymem. Odetchnąłem głęboko. Byłem samotny, ale pierwszy raz w życiu nabrałem nadziei, że zaczynam kroczyć dobrą ścieżką. Że wyjdę z mgły i przestanę walić głową o mur, który wokół siebie wybudowałem. To było fajne uczucie. Normalne. Praca. Kumple opowiadający popieprzone i zboczone żarty. Obowiązki. Monotonia. Tego potrzebowałem. Potrzebowałem także stałego miejsca zamieszkania, więc po chwili wyjąłem z kieszeni wymiętą karteczkę z numerem tego studencika. Miałem kilka obaw, ale już po chwili rozmowy wiedziałem, że może być w porządku. Umówiłem się z nim na następny dzień, by obejrzeć mieszkanie. Własny kąt. To był mój kolejny cel i bardzo chciałem go zrealizować.

Rozdział 2

Wszedłem do sporego mieszkania na poddaszu kamienicy na Brooklynie. Okolica wydawała się spokojna. Po drugiej stronie ulicy była szkoła, a zaraz obok posterunek policji. Chłopak, który mi otworzył, od razu wzbudził we mnie sympatię.

– Tam jest łazienka, a tu kuchnia. – Wskazał ręką, bym przeszedł dalej, i ruszył za mną. Całe to mieszkanie naprawdę mi się podobało i nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie, że może faktycznie znalazłem swoje miejsce na ziemi.

– A jak z czynszem? – zapytałem Matta. Był to wysoki, dość szczupły chłopak o blond włosach i niebieskich oczach. Najzwyklejszy ze zwykłych, ale dobrze patrzyło mu z oczu. Odkąd pamiętam, zawsze zwracałem uwagę na oczy ludzi, których poznawałem. Wydawało mi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Nieważne, czy małe, czy duże, musiało być w nich coś, co przykuwało uwagę, a jednocześnie dawało poczucie bezpieczeństwa. Matt miał to coś. Miał też w sobie pewien zadzior i byłem przekonany, że się dogadamy.

– No właśnie… – westchnął Matt. – Twój pokój jest najmniejszy, dlatego płaciłbyś mniej, ale… – Skrzywiłem się. Nie lubiłem problemów. – Czynsz płacimy raz na trzy miesiące, z góry.

– Spoko, jestem na to przygotowany. – Odetchnąłem z ulgą, a Matt uśmiechnął się szeroko.

– I jeszcze najważniejsza sprawa. – Podszedł do drzwi, które były naprzeciwko „mojego” pokoju, i otworzył je. – To jest pokój Sary, mojej siostry. Jeśli chcesz pomieszkać z nami dłużej, to są tylko dwa warunki: nie dotykaj jej rzeczy i nie wchodź do jej pokoju bez pozwolenia. Sara ma hopla na punkcie prywatności. Teraz jej nie ma, bo nie wróciła jeszcze z wakacji, ale jak zacznie się semestr, to wróci. Możemy robić syf w całym domu, ale jej pokój to zakazane terytorium, okej? – Matt spojrzał na mnie niepewnie.

– Nie wtrącam się w życie innych ludzi. Dla mnie nie ma problemu. – Wzruszyłem ramionami. Nie obchodziła mnie jakaś studentka z manią na temat swoich rzeczy i prywatności. Każdy ma przecież jakiś swój świat, a ja nie miałem zamiaru wtrącać się do kogokolwiek.

– W takim razie witam na pokładzie! – Matt wyciągnął do mnie dłoń. Bezwiednie uśmiechnąłem się i uścisnąłem ją pewnie. – Możesz się rozpakować – dodał, spoglądając na moją torbę stojącą w korytarzu.

– Liczyłem na to, że się uda.

– Ja też. Wydatki są spore, a nas nie stać na opłacanie całego mieszkania. Długo namawiałem Sarę, by zgodziła się na współlokatora… To była ciężka przeprawa – dodał ze śmiechem.

– Raczej nie będę kłopotliwy. Może wyglądam na psychola, ale to tylko pozory. Szukam spokoju – odpowiedziałem szczerze.

– A mnie się twoje dziary strasznie podobają. Laski na to lecą, co? – Matt się zaśmiał, a ja razem z nim.

– Nie obchodzą mnie laski.

– No w sumie racja, wolałbyś kobietę. Jesteś starszy ode mnie, prawda?

Spojrzałem na niego. Wyglądał młodo.

– Mam dwadzieścia osiem lat.

– No to będziesz robił za takiego starszego brata.

– Lubię gotować – wypaliłem nagle. Nawet nie wiem czemu. Tak po prostu.

– O serio?! My z Sarą nie gotujemy nawet wody na herbatę. Jeśli zrobisz chociaż jeden obiad w tygodniu, to mogę robić ci pranie. Całkiem poważnie!

Znowu zacząłem się śmiać. Od razu polubiłem tego dzieciaka.

– Obiad za pranie brudów? Jestem za.

– Umowa stoi! – Ponownie uścisnęliśmy sobie dłonie.

– W takim razie, jak wiesz, w korytarzu stoi moja torba z ciuchami. Większość jest do prania. Bierz się do roboty, a ja pomyślę, co zrobić na obiad, ale najpierw rozejrzę się po okolicy i zlokalizuję sklep.

– Umiesz robić spaghetti? – Oczy Matta zaświeciły się radośnie.

– Zobaczymy, co da się zrobić. – Pomachałem mu i ruszyłem do drzwi. Czułem, że to będzie fajny dzień. Wierzyłem, że to początek nowego życia. Nowego mnie. Potrzebowałem tego jak niczego innego w tamtym momencie.

***

Trzy tygodnie później…

Mieszkanie z kimś okazało się naprawdę fajną sprawą. Miałem szczęście, bo trafiłem na dobrego chłopaka, który faktycznie był trochę jak młodszy brat. Matt nie był wścibski i nie wypytywał mnie o nic. Mówiłem mu to, co chciałem, i nie czułem presji tłumaczenia się ze swojej przeszłości. Całymi dniami pracowałem, wieczorami relaksowałem się przez telewizorem z puszką piwa w ręku. Zacząłem prawie codziennie gotować, ku uciesze Matta, ale miałem za to czyste jak nigdy ubrania.

Tego dnia miałem wolne, a wieczorem obiecałem wpaść do Asha i jego żony na kolację. Zaprosili mnie, a ja nie potrafiłem odmówić. Nie lubiłem takich sytuacji, ale stwierdziłem, że to przecież nic złego. Uczyłem się takiego życia. To wszystko było dla mnie nowe, trochę przerażające, a jednocześnie takie normalne. Nikt mnie tu nie osądzał, nie wytykał palcami… Byłem sobą, a jednocześnie zupełnie kimś innym. Nie wiem, czy grałem, czy taki byłem naprawdę? Starałem się kontrolować, by nie zniechęcać do siebie przypadkowych ludzi. Nie musiałem się bronić, bo nikt mnie nie atakował. Ten komfort zaczął sprawiać, że powoli otwierałem się na świat. Po prostu żyłem.

Akurat wróciłem z treningu, gdy z łazienki dobiegły mnie dziwne odgłosy. Zacząłem się zastanawiać, czy to Matt się tam onanizuje, czy co? Lubiłem robić sobie z niego żarty, więc bez zastanowienia wparowałem do środka. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy zamiast mojego współlokatora ujrzałem kobiecy… Ładny kobiecy tyłek w samych majtkach.

– Matt, spodnie wpadły mi za pralkę! – odezwał się lekki i dźwięczny głos. Uniosłem brew i oparłem się o framugę drzwi. Milczałem chwilę, a przez głowę nagle przewinęło mi się mnóstwo zbereźnych myśli.

– Matt chyba wyszedł, ale ja jestem – odezwałem się. Dziewczyna podskoczyła i gwałtownie odwróciła się w moją stronę. W oczach miała panikę i nerwowo chwyciła z wieszaka szlafrok, by się zakryć.

– Cholera… Ty jesteś…? – Skrzywiła się, mierząc wzrokiem każdy widoczny skrawek mojej pokrytej tatuażami skóry.

– Mordercą? – wyprzedziłem jej myśli i zacząłem się śmiać. Ona westchnęła z ulgą i oparła się o pralkę.

– Zapomniałam, że ktoś miał się do nas wprowadzić. Dopiero wróciłam i…

Przyglądałem się jej. Była młoda, śliczna i wyglądała na miłą. Jeśli była choć odrobinę zwariowana, tak jak jej brat, to byłem pewny, że też się dogadamy.

– Jestem Marshall, ale wszyscy mówią mi Shall.

– A ja jestem Sara, to pewnie już wiesz.

Wyciągnąłem do niej dłoń, a ona ścisnęła ją dość mocno. Byłem zaskoczony, bo kobiety… W sumie nie wiedziałem, czy mogę określić ją jako kobietę. Zastanawiałem się, ile może mieć lat. Dwadzieścia? Może rok więcej? Kobiety raczej nie mają tak pewnego uścisku dłoni.

– Wiem też, że mam nie wchodzić do twojego pokoju i nie ruszać twoich rzeczy. Matt uprzedził mnie również, że w mieszkaniu są cienkie ściany, więc jeśli sprowadzę sobie kogoś na noc, to mnie zamordujesz, jeśli usłyszysz odgłosy dzikiego seksu.

Sara zaśmiała się głośno.

– Tak, na pewno co noc uprawiasz dziki i namiętny seks, jak z pornosów.

Drwiła ze mnie? Nie byłem pewny.

– Nie oglądam pornosów.

– Każdy facet ogląda.

– Nie mam komputera. – Mrugnąłem do niej i oboje roześmialiśmy się po raz kolejny.

– Ja ci swojego nie pożyczę – dodała bez złośliwości.

– Zawsze mogę robić to na kanapie w salonie. Z tego co zdążyłem się zorientować, macie tu wykupiony cały pakiet telewizyjny i programy z pornosami też tam są.

– Tylko potem sprzątnij po sobie brudny papier toaletowy i sztuczną waginę.

– Skąd wiesz, że taką mam? – dodałem poważnym tonem, ale tak naprawdę robiłem sobie żarty. Sara skrzywiła się, bo dała się nabrać.

– Mówiłam Mattowi, że lepiej byłoby, gdyby zamieszkała z nami jakaś dziewczyna – odpowiedziała. Tym razem ja dałem się nabrać, bo Sara po chwili się roześmiała. Następnie spojrzała na mnie, a ja nadal miałem te dziwne zbereźne myśli w głowie. Mieszkanie pod jednym dachem z atrakcyjną młodą kobietą wydawało mi się całkiem przyjemne.

Nie miałem określonego typu, na który zwracałem uwagę. Sara miała włosy w kolorze rudawego blondu, zadarty nos, piegi i szare oczy. Od razu mi się spodobała, ale tak naprawdę nie interesowały mnie relacje damsko-męskie. Niewiele wiedziałem na temat takich spraw, a swoje partnerki mogłem policzyć na palcach jednej ręki. Jednonocne przygody – to były moje dotychczasowe doświadczenia. Nic nadzwyczajnego. Po prostu seks. Raz lepszy, raz gorszy, ale nie taki, bym czuł się spełniony. Swoje napięcie kiedyś rozładowywałem złością, a teraz pracą i treningiem. To mi odpowiadało, ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wspólne mieszkanie z kobietą to wcale nie taka prosta sprawa. Byłem przecież tylko facetem, który raz na jakiś czas potrzebował się wyładować… Nie na worku treningowym, nie w pracy, a z kobietą. Poczuć bliskość, namiętność… To były dla mnie tak odległe uczucia, że byłem wręcz przekonany, że nigdy nie dam się temu zdominować. Od jakiegoś czasu panowałem nad swoim życiem i tego chciałem się trzymać.

Rozdział 3

Mieszkanie Asha mieściło się w odległości dwóch przystanków metrem od posterunku, więc umówiliśmy się, że przyjdę po niego, jak skończy zmianę, i razem po jedziemy na miejsce. Missy miała czekać na nas z kolacją, a ja kupiłem nawet kwiaty dla naszej gospodyni. Uważałem, że tak wypada, ale nie miało to związku z moim dobrym wychowaniem. Nie spodziewałem się też, że na miejscu oprócz żony Asha będzie także druga kobieta. 

– Sorry, to był jej pomysł – mruknął Ash, a do mnie od razu dotarło, że Missy chciała mnie zeswatać. Spojrzałem na zadowoloną z siebie Missy oraz na brunetkę z ustami wymalowanymi czerwoną szminką. Strasznie mnie to wkurwiło, bo od razu wiedziałem, że wyląduję z nią w łóżku. Jeślibym tego nie zrobił, to Ash nabijałby się ze mnie razem ze wszystkimi kumplami z pracy. Takie głupie męskie docinki były znośne, ale nie jeśli dotyczyły kobiet. Faceci przecież wiecznie w tym rywalizowali. To była po prostu przejebana sprawa. 

– Oberwie ci się, jeśli okaże się słaba! – odpowiedziałem groźnie, ale on doskonale wiedział, że żartuję. 

– To przyjaciółka Missy, bądź dla niej miły. – Ash puścił do mnie oko, a ja nie miałem wyjścia i musiałem się przedstawić. Synthia była atrakcyjną, bardzo bezpośrednią kobietą. Szczerze, to nie spodziewałem się, że od razu przejdzie do rzeczy, ale nowojorskie dziewczyny były bardziej wyzwolone od tych małomiasteczkowych szarych myszek, które wstydziły się powiedzieć, czego pragną. Ona się nie wstydziła. Już po chwili kleiła się do mnie, a przy stole kilka razy złapała mnie za udo. Normalny facet byłby wdzięczny kumplowi, że zapewnił mu łatwe i szybkie ruchanie, ale to nie było w moim stylu. Nie miałem nastroju na takie zabawy, a jednocześnie nie chciałem wyjść na dziwadło. Miałem dość tej plakietki, której powoli zaczynałem się pozbywać. 

– Mała się obudziła, Ash, pójdziesz do niej? – powiedziała Missy, gdy kończyliśmy jeść pyszną kolację. W tym towarzystwie czułbym się całkiem swobodnie, gdyby nie dłoń mojej towarzyszki, która nagle zawędrowała zbyt wysoko po moim udzie. 

– Jasne, kochanie, a ty zbierz talerze. – Ash mrugnął do mnie, dając do zrozumienia, że Synthia chciała jak najszybciej opuścić mieszkanie. Problem polegał na tym, że nie mogłem jej przecież zabrać do siebie. Znaczy mogłem, ale nie chciałem. Z różnych powodów. 

– Mieszkam tu niedaleko. Może ewakuujemy się i spędzimy resztę wieczoru tylko we dwoje? – zaproponowała sekundę po tym, jak Ash odszedł od stołu. Nie twierdzę, że mi się nie podobała, ale… No… Nie miałem nastroju. Facetom też się to zdarza, co jest trudne do uwierzenia, ale naprawdę tak bywa. 

– Mogę cię odprowadzić, ale nie obiecuję, że wejdę na górę. – Próbowałem jakoś delikatnie się wymigać. Zawsze przecież mogłem poczuć się źle w trakcie spaceru i odmówić spędzania dalszej części tej nocy we dwoje.

Nie wszystko poszło po mojej myśli. Synthia była bardziej zdesperowana, niż mi się wydawało. Wciągnęła mnie do klatki schodowej swojej kamienicy i zaczęła dobierać mi się do rozporka. Jej usta desperacko całowały moje, a gdy jej palce mocno zacisnęły się na moim kutasie, wszystko już było jasne. Sekundę później wylądowaliśmy w jej mieszkaniu, potem na kanapie, a skończyliśmy na dywanie. Dobrze wstawiona Synthia siłowała się z paskiem moich spodni, a ja dostrzegłem za głową wielkiego kota, co totalnie wybiło mnie z rytmu. Usiadłem, a ona znowu próbowała mnie całować.

– Nie lubię mieć widowni – stwierdziłem oschle, by ostudzić jej zapędy. Wolałem jej nie zaliczyć, niż rano żałować, że uległem pokusie. Po co miałem to robić? Męski orgazm nie trwa dłużej niż kilka chwil, a to nie było warte moralnego kaca, esemesów z prośbą o spotkanie i tłumaczeń, że nic więcej między nami nie będzie. 

– Zamknę go w łazience. Poczekaj chwilę! – Dziewczyna zerwała się z dywanu, ale potknęła się o własne nogi i wylądowała na tyłku. Dopiero teraz poczuła siłę pięciu lampek wina, które wypiła do kolacji. Może i była urocza, ale nie miałem zamiaru jej wykorzystać. Nawet jeśli tego chciała.

– Nie, to nie będzie potrzebne. – Wstałem i pomogłem jej wstać. Poprawiłem swoje spodnie, jej włosy i zaprowadziłem ją przed lustro w korytarzu. – Spójrz. – Wskazałem na jej odbicie. – Uwierz mi, że nie chcesz spędzić tej nocy ze mną. Szukasz miłości, zapewne rzucił cię facet albo okazało się, że cię zdradza i sama go zostawiłaś. Daj sobie czas, zmyj tę obrzydliwą czerwoną szminkę, wyśpij się, idź pobiegać i zajmij się stęsknionym kotem. A jeśli jutro nadal będziesz uważała, że jestem odpowiednim facetem do łóżka, to zadzwoń. Umówimy się do kina, pogadamy, a jak zaiskrzy, to będziemy się pieprzyć do rana.

– A dziś? Nie zaiskrzyło? – Dziewczyna zatoczyła się lekko. Zaśmiałem się.

– Nie, to tylko bałagan w twojej głowie. 

– Ash mówił, że jesteś inny, ale żeby aż tak… – Skrzywiła się. 

– Tak, aż tak. – Rozejrzałem się po mieszkaniu. Zlokalizowałem sypialnię, zaprowadziłem tam dziewczynę i położyłem do łóżka. Przebrałem w piżamę i żeby nie wyjść na totalnego dziwoląga, poczekałem chwilę, aż zaśnie. Nie chciałem, by zaczęła wymiotować, bo to mogło być niebezpieczne.

Koło dwunastej byłem już pod drzwiami swojego mieszkania. Niestety przez to wszystko musiałem zostawić klucze u Asha i czekałem jak idiota, aż któreś z moich współlokatorów się obudzi. Zapukałem raz, drugi… Nie chciałem dzwonić dzwonkiem, by nie obudzić połowy piętra. Na szczęście Sara nie spała i po chwili otworzyła mi drzwi.

– O… Miałeś randkę? – zapytała i zaśmiała się cicho. Wszedłem do mieszkania i dostrzegłem w lustrze swoje odbicie. Połowę twarzy miałem w czerwonej szmince Synthii.

– Powiedzmy, ale nieudaną. 

– Chcesz o tym porozmawiać? – Znowu ze mnie drwiła, a ja zmrużyłem oczy.

– Chcę pożyczyć jakiś kosmetyk, żeby zmyć ten okropny kolor z mojej twarzy. Masz te wszystkie babskie specyfiki? – zmieniłem temat i razem przeszliśmy do łazienki. Sara oparła się o pralkę i podała mi buteleczkę z niebieskim płynem oraz wacik.

– Czemu to ma dwie warstwy? – Przyglądałem się specyfikowi do demakijażu, który wyglądał jak dobry drink. Jedna warstwa była gęstsza i unosiła się na drugiej. 

– To dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust – wyjaśniła Sara.

– Powiedziałaś to jak w reklamie.

– Twoja cera będzie wyglądać po nim promiennie i świeżo. Wystarczy nanieść niewielką ilość płynu na wacik i zacząć delikatnie pocierać. – Zbliżyła się do mnie i sięgnęła po kolejny wacik, a następnie wylała na niego nieco tego specyfiku i zaczęła pocierać okolicę moich ust. Zaśmiałem się, nie wiem czemu. To było nowe doświadczenie i nie chodziło jedynie o korzystanie z damskich kosmetyków. Nieświadomie położyłem dłonie na biodrach Sary, by mogła swobodnie zmywać ze mnie ślady szminki.

– Ugryzła cię! – Sara nagle zaczęła się śmiać, a ja oblizałem usta i faktycznie poczułem na wardze smak krwi. 

– Krwawa pijawka! 

– Zaliczyłeś chociaż każdą bazę, czy dziewczyna nagle otrzeźwiała i wygnała cię z domu? – zapytała, nadal bardzo rozbawiona.

– Jeśli powiem ci prawdę, to i tak nie uwierzysz. 

– Okazała się facetem?

Uniosłem brew i wybuchnąłem niekontrolowanym śmiechem. 

– Nie.

– Więc co?

– To nieistotne, ale dzięki za pomoc. – Chwyciłem jej dłoń, by przestała pocierać wacikiem mój policz

– Zawsze jesteś taki tajemniczy? – zapytała. Patrzyła mi głęboko w oczy. To mnie sparaliżowało. Beztroska i zabawa prysły jak bańka mydlana. Nie rozumiałem tego, co się ze mną działo. Jakbym toczył wewnętrzną walkę o to, by być normalnym, a jednocześnie nadal tkwiłem w miejscu, które wypełniał jedynie strach przed normalnością.

– Tak, zawsze – odpowiedziałem i zrobiłem krok, by wyjść z łazienki. Sara jednak ani drgnęła, miałem wręcz wrażenie, że zagradza mi drogę. 

– Dwoje takich dziwolągów pod jednym dachem to o jednego za dużo – powiedziała nagle. Skrzywiłem się, bo w pierwszej chwili nie dotarło do mnie, o co jej chodziło. 

– Ja nie wtrącam się w twoje sprawy, więc ty nie wtrącaj się w moje – ostrzegłem ją. Nie chciałem, żeby się mnie bała, ale musiała mieć świadomość, że potrafiłem być niemiły. Odnosiłem wrażenie, że ona doskonale to wiedziała i chciała mnie sprowokować. Po co? Tego niestety nie byłem pewny. Sara westchnęła i odsunęła się. Spuściła wzrok, a ja nagle poczułem ten chłód… Doskonale znałem to uczucie. Chłód emocjonalnego muru, jakim się otaczaliśmy. I ona, i ja. Nie sądziłem, że spotkam kogoś, kto będzie miał ten sam problem. Każde z nas miało inny powód i choć dotąd nigdy nie interesowały mnie problemy innych osób, nagle zapragnąłem dowiedzieć się, co było powodem tego smutku, który nagle dostrzegłem w oczach Sary. Na pozór była przecież taką beztroską, zabawną, otwartą młodą kobietą, ale ja doskonale wiedziałem, że skrywała w sobie sekret, który zżerał ją od środka. Tak samo jak mnie. 

– Przepraszam, późno już i gadam głupoty. – Próbowała obrócić wszystko w żart, ale uśmiech nie docierał do jej oczu. To jednak nie była odpowiednia chwila, by drążyć temat.

– Nie szkodzi. Połóż się, a jutro opowiem ci o mojej nieudanej randce. – Uśmiechnąłem się do niej. 

– Okej! Dobranoc, Marshall. – Sara nagle podeszła i cmoknęła mnie w policzek. Zastygłem. Ona również. Była tak blisko. Poczułem jej zapach, ciepło jej oddechu. Kurwa! Nie rozumiałem swojego zachowania. Objąłem ją mocno i przyciągnąłem do siebie. Sara zaparła się dłońmi o moją pierś, ale nie próbowała się oddalić. Wręcz odwrotnie, uległa mi. Patrzyłem na jej pełne usta, a po chwili na oczy, które były przerażone, a jednocześnie zaintrygowane.

– Pocałuj mnie – zażądała bez wahania, a ja nawet nie miałem sekundy, by się zastanowić, bo jak na złość, ze swojego pokoju wylazł Matt. Był totalnie zaspany i niczego nie zauważył, ale Sara odskoczyła ode mnie gwałtownie i szybko uciekła do siebie.

– A ty co? Dopiero wróciłeś z kolacji? – Matt przetarł oczy i gestem dał do zrozumienia, że musi się odlać. 

– Taaa… – bąknąłem. Nie mogłem się skupić. Co to miało być, do kurwy nędzy?

– A ja wracam do wyra… Narka! – Matt po chwili również zniknął za drzwiami swojego pokoju. Ja jednak wiedziałem, że szybko nie zasnę. Poszedłem do siebie i usiadłem na łóżku. Przetarłem twarz dłonią i próbowałem uspokoić myśli. Serce mi waliło. Kurwa! Tego się nie spodziewałem, ale… Podobało mi się to. Postanowiłem, że jutro porozmawiam o tym z Sarą. Znałem ją raptem kilka godzin, ale mieliśmy przecież razem mieszkać, więc trzeba było ustalić pewne sprawy. W dodatku zaczęły przemawiać do mnie typowo męskie argumenty. Seks-współlokator? Czemu nie? Byłem przekonany, że Sarze nie będę w stanie odmówić.

Rozdział 4

Wstałem nad ranem, przed Sarą i Mattem, by iść do sklepu i przygotować śniadanie. Miałem zamiar porozmawiać z Sarą, gdy zostaniemy sami. Całą noc myślałem o niej. To było dla mnie nowe doświadczenie, ale nie potrafiłem ukryć przed samym sobą, że spodobało mi się to. Myśleć o kimś w taki sposób… Taki inny, i nie chodziło jedynie o to, że pociągała mnie fizycznie. Chodziło o ten mur, którym się odgradzała, o ten strach w oczach, a jednocześnie fascynację i tajemnicę. Intrygowała mnie.

To był pierwszy tak chłodny poranek od mojego przyjazdu do Nowego Jorku. Kwiecień zbliżał się wielkimi krokami, ale w powietrzu nadal było czuć ostrą i mroźną zimę, która długo nie chciała ustąpić miejsca wiośnie. Przyspieszyłem kroku, gdy zimny podmuch wiatru przyprawił mnie o gęsią skórkę. Wzdrygnąłem się i wbiegłem do kamienicy, a potem na górę, by się rozgrzać. Od niedawna trenowałem z chłopakami z pracy na strażackiej siłowni. Teoretycznie nie mogłem tego robić jako zwykły pracownik, ale Ash powiedział, że nie będzie z tym problemu. Dlatego też trzy razy w tygodniu miałem pełną swobodę w treningach i chciałem z tego korzystać. Trening był dobrym sposobem na rozładowanie emocji i zrelaksowanie się. Pasowało mi to.

Wchodząc do mieszkania, usłyszałem, że ktoś właśnie bierze prysznic. Zajrzałem do sypialni Matta, ale ten spał jeszcze jak zabity. Ucieszyło mnie to, bo okazja, by pogadać z Sarą, nadarzyła się szybciej, niż myślałem. Rozpakowałem w kuchni zakupy i zabrałem się do robienia śniadania. Tosty, kanapki i dużo kawy. Doskonale wiedziałem, że Sara i Matt do tej pory marnie się odżywali, a taka odmiana była dobra dla nas wszystkich. Oni zaczynali dzień od normalnego posiłku, a ja… czułem się potrzebny. Może to głupie, ale tak właśnie było.

– Czuję się jak w czasach podstawówki. Kanapeczki, zapach kawy… Jeszcze mi powiedz, że zapakujesz mi do szkoły jabłuszko i soczek, to parsknę śmiechem – usłyszałem nagle głos Sary. Odwróciłem się, a ona stała w progu kuchni, owinięta była jedynie ręcznikiem. Jej ciało nadal było mokre po prysznicu, a mnie aż zaschło w gardle. W co ona grała? Totalnie nie mogłem jej rozgryźć.

– To chyba miłe, gdy ktoś robi śniadanie. Czy jednak się mylę? – zapytałem. Nie wiedziałem, jaki był jej nastrój. Niczego o niej tak naprawdę nie wiedziałem.

– Śniadanie… – powtórzyła po mnie. – Kojarzy mi się z chwilami po upojnej nocy – dodała wymownie.

– Sara, kurwa, w co ty grasz? – zapytałem. Byłem już zirytowany. Nie wyglądała na intrygantkę, a tym bardziej na wredną sukę, a właśnie tak się zachowywała.

– W kotka i myszkę – odpowiedziała i podeszła do mnie. Bez wahania sięgnęła po kubek z kawą, a ręcznik zsunął się, odsłaniając cały tył jej ciała. Ujrzałem zarys kształtnych pośladków i na chwilę musiałem zamknąć oczy. Nie wierzyłem, że to działo się naprawdę.

– Czemu mnie prowokujesz? Co to miało być, wczoraj? – Odsunąłem się, ale tylko po to, by móc się jej lepiej przyjrzeć. Sara nie miała na sobie majtek, a ja nagle poczułem, że w spodniach zrobiło mi się nieco ciaśniej. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Starałem się nie przyznawać do tego, że jej pożądałem, ale oszukiwać mogłem jedynie ją, a nie samego siebie.

– Wyglądasz na faceta, który lubi prowokacje, Marshall. Nie podoba ci się to, co robię?

Uwodziła mnie. To wiedziałem na pewno. Nie miałem jednak pojęcia, po co to robiła. Nie wyglądała na uwodzicielkę, ale przecież nigdy nie powinno się oceniać człowieka po wyglądzie. Ja sam wiedziałem o tym najlepiej.

– A tobie co się podoba? Ja? Czy robisz sobie ze mnie żarty, co? Nie lubię gierek, Sara.

– Och… – Zaśmiała się drwiąco.

– Stąpasz po cienkim lodzie.

– Lubię zimę. Lubię chłód.

– Jesteś też zimną suką, czy tylko udajesz? – zapytałem wprost. Dłonie miałem spocone z emocji. To była najdziwniejsza rozmowa w moim życiu.

– Niczego nie udaję, Marshall.

– Więc bądź szczera. O co ci chodzi? – Zrobiłem krok w tył i oparłem się o szafkę. Skrzyżowałem dłonie na piersi. Nie potrafiłem przestać się na nią gapić. Sara była piękna w takim porannym wydaniu. Bez makijażu, nieskazitelna, ociekająca wodą. I ewidentnie czegoś ode mnie chciała, a ja czułem, że nie chodziło jedynie o te pieprzone, dziwaczne prowokacje.

– Jeśli upuszczę ręcznik, to co zrobisz? – Odstawiła kubek i stanęła dokładnie naprzeciwko mnie. Materiał zakrywał jedynie jej piersi i schodził ku udom, gdzie skrywał się najważniejszy skrawek kobiecego ciała. Przełknąłem ślinę. Nie byłem zbyt podatny na kobiecy urok, ale teraz wszystko we mnie drżało z podniecenia.

– Ucieknę jak mały chłopiec – rzuciłem z ironią.

– Naprawdę? – Sara zaśmiała się, bo doskonale wiedziała, że to kłamstwo. Nie miałem ochoty uciec, ale też nie chciałem ulegać pokusie w momencie, kiedy ona tego oczekiwała. Byłem facetem i jeśli już, to ja miałem dyktować warunki.

– Zrób to, a przekonasz się, co zrobię naprawdę. – Zmrużyłem oczy. Byłem już maksymalnie twardy i ledwo panowałem nad buzującym we mnie pragnieniem. Dobrze, że miałem na sobie luźne dresowe spodnie, dzięki temu mój kutas nie odznaczał się na nich zbyt wyraźnie. Nie spodziewałem się jednak, że Sara naprawdę zrzuci z siebie ręcznik.

– O kurwa… – mruknąłem bezwiednie.

Nagle w głowie pojawiły się mroczne myśli. Zerżnij ją, Marshall! – podpowiadało mi moje męskie ego. Co miałem do stracenia? Zupełnie nic, ale coś hamowało mnie przed tym, by przekroczyć tę cienką granicę.

– Podoba ci się to, co widzisz, Shall? – Sara pierwszy raz zdrobniła moje imię. Spodobało mi się, jak wypowiedziała to słowo. I podobało mi się to, co widziałem, i już nie miałem zamiaru tego ukrywać. Wymownie zjechałem wzrokiem z krągłych piersi na brzuch Sary i niżej, aż do wzgórka łonowego. Był wygolony, gładki, a ja zacząłem się zastanawiać, kiedy ostatnio widziałem nagą kobietę. To było tak dawno, że prawie tego nie pamiętałem.

– Mam zamerdać ogonkiem z zadowolenia? – Głos miałem ochrypły, ale pewny i męski. Właśnie taki chciałem być w jej oczach, chociaż w środku drżałem, właśnie jak mały chłopiec, który boi się emocji i intensywnych doznań.

– Lubisz mnie taką, Shall. Widzę to… – Nagle podeszła do mnie i bez wahania złapała mnie za krocze. Wciągnąłem powietrze przez zęby, ale nie odrywałem wzroku od jej twarzy.

– Ja też cię widzę… Całą. Co z tym zrobimy? – Starałem się trzymać ręce przy sobie. Nie chciałem jej dotknąć. Nie w tej chwili. Nie na jej warunkach. Byłem uparty, a w tym momencie uświadomiłem sobie, że przy niej muszę nad sobą panować bardziej niż przy innych.

– Ty jesteś facetem, zadecyduj. – Doskonale wiedziałem, czego oczekiwała, ale nie miałem zamiaru jej tego dać. Ująłem gwałtownie jej brodę i nachyliłem się, by spojrzeć jej prosto w twarz. Tym razem Sara zadrżała, a może drżała już wcześniej? Tego nie mogłem być pewny. Uniosłem kąciki ust, i był to uśmiech zwycięzcy. Ona nie miała już nic do powiedzenia.

– Ubierz się… A potem wylej wiadro zimnej wody na głowę i wróć na śniadanie, bo kawa ci wystygnie – powiedziałem pewnie i puściłem jej brodę, a następnie szybko wyszedłem z kuchni. Zamknąłem się w swoim pokoju, bo musiałem ochłonąć. Nadal miałem pełny wzwód, a to było wręcz bolesne. Położyłem się na chwilę i patrzyłem w sufit, by oczyścić głowę ze zbereźnych myśli. Słyszałem, jak Sara wraca do łazienki, i uśmiechnąłem się. Wiedziałem też, że to dopiero początek tej dziwnej sytuacji, ale postanowiłem dać się w to wciągnąć. Jej gra, ale moje zasady. Nie byłem gówniarzem. Mogłem robić, co chciałem i z kim chciałem, ale Sara za bardzo mnie wkurzyła, bym dał jej tak szybko to, czego oczekiwała. Naprawdę była taką wredną suką czy udawała kogoś innego i ukrywała w ten sposób swoje problemy?

Po półgodzinie wróciłem do kuchni, by dokończyć robienie śniadania, a Matt dołączył do mnie i zjedliśmy je razem. Sara do nas nie przyszła, a gdy zbierałem się do pracy, usłyszałem jedynie, jak wychodzi z mieszkania, ostentacyjnie zatrzaskując za sobą drzwi.

Rozdział 5

Cały dzień w pracy rozmyślałem o Sarze i sytuacji z dzisiejszego poranka. Nie miałem nawet jej numeru, by zadzwonić i umówić się na spotkanie. Nie chciałem też kolejny raz rozmawiać z nią w domu. To nie było neutralne terytorium. Potrzebowałem odpowiedniego miejsca na taką rozmowę. Akurat jadłem obiad, gdy Ash zaczynał zmianę. Spojrzał na mnie z głupim uśmiechem, a ja od razu wiedziałem, że Synthia „pochwaliła” się, że jej nie przeleciałem. Przysiadł się i patrzył, a ja miałem ochotę mu przypierdolić.

– Czego? – zapytałem i odłożyłem pudełko z jedzeniem na stół.

– Zrobiłeś wczoraj duże wrażenie na Synthii.

Spojrzałem na Asha.

– Taaa… zapewne.

– Nie wiem, co jej zrobiłeś, ale poprosiła mnie o twój numer. Nie chciałem go dawać bez twojej zgody.

Uniosłem brew. Czy on mówił poważnie?

– O to chodzi, że nic jej nie zrobiłem.

– Nie było bzykanka? – zapytał odrobinę zbyt głośno. Pokręciłem głową na jego niedyskrecję, ale Ash zaczął się śmiać.

– Nie, kot mnie rozproszył – powiedziałem, a Ash tym razem aż ryknął śmiechem.

– Jeśli nie chcesz, to nie dam jej numeru. Nie wyglądasz na zadowolonego po wczorajszym… – Przyglądał mi się uważnie.

– Miałem dziwny poranek… – Ugryzłem się w język, bo nagle przypomniało mi się, że Ash przecież zna Sarę i Matta.

– Opowiesz mi o tym na treningu, okej? Idę się przebrać, bo pora zacząć zmianę.

Nie chciałem gadać o tym z Ashem. Synthia to nie był mój problem. Właśnie też uświadomiłem sobie, że określiłem Sarę jako „problem”, a to już dużo znaczyło. Dokończyłem obiad i wróciłem do pracy. Dziś było naprawdę mnóstwo roboty i czas do wieczora zleciał mi szybko. Byłem padnięty, więc odpuściłem trening i pragnąłem jedynie wrócić do domu. Dostałem też swoją tygodniówkę. Wracając, postanowiłem kupić coś do jedzenia i zrobić kolację. Liczyłem na to, że zjemy ją we trójkę z Sarą i Mattem.

– Jestem! – krzyknąłem od progu i skierowałem się do kuchni, by rozpakować zakupy. Ze swojego pokoju wyjrzał Matt.

– Czy te siatki to zwiastun kolacji? – Wyszczerzył się szeroko.

– Chyba tak. Jest Sara? – zapytałem.

– Nie, wyszła rano i do tej pory jej nie ma. Dzwoniłem, ale nie odbierała, więc ma pewnie dużo zajęć na uczelni. Musi nadrobić zaległości z nieplanowanych wakacji.

Zerknąłem na zegarek na ścianie w kuchni. Było już dobrze po ósmej wieczorem.

– Zrobię więcej, to może zje, jak wróci. Za godzinę będzie kolacja – oznajmiłem i zabrałem się do robienia domowej chińszczyzny.

Tuż przed północą usłyszałem zgrzyt przekręcanego w zamku klucza. Podniosłem głowę i pod drzwiami pokoju zobaczyłem tylko cień przemykającej do swojego pokoju Sary. Nie zapaliła nawet światła, co oznaczało, że nie chciała, by ktoś wiedział, że dopiero wróciła. Ta godzina nie była odpowiednią porą na rozmowy, ale coś nie dawało mi spokoju. Wstałem z łóżka i wyszedłem na korytarz. Czekałem chwilę z nadzieją, że Sara również wyjdzie z pokoju. Zrobiła to, ale widząc mnie, odwróciła wzrok.

– Sara. – Podszedłem do niej. Zapaliłem światło, by móc na nią patrzeć.

– Dopiero wróciłam, jestem zmęczona – bąknęła, ale nie miałem zamiaru odpuścić. Chwyciłem ją za brodę i zastygłem, dostrzegając w jej oczach łzy. Ona wstydziła się łez. Chciała się odsunąć, ale jej na to nie pozwoliłem.

– Co się stało? – zapytałem. Pierwszy raz w życiu ruszyły mnie czyjeś łzy. To było naprawdę dziwne uczucie, bo do tej pory nie obchodziły mnie łzy nawet mojej matki.

– Mam po prostu zły dzień.

– I chcesz, by się skończył? – Musnąłem palcem jej policzek. Kolejna łza zmoczyła mój opuszek, a Sara w końcu spojrzała mi w oczy.

– Tak, chcę by się skończył… – odpowiedziała szeptem. Miałem wrażenie, że te słowa znaczyły zupełnie co innego. Widziałem, że ona nie chce rozmawiać, a jednocześnie nie chce, bym zostawił ją samą. Co miałem zrobić? Ta dziewczyna była dla mnie jedną wielką zagadką.

– Mam wrócić do siebie? – zapytałem po chwili. Nie oczekiwałem niczego. Po prostu chciałem, by była ze mną szczera.

– Nie… nie wiem – zawahała się. – O Boże, Marshall. Jestem taką idiotką. – Nagle zaniosła się płaczem. Zamurowało mnie, a Sara wtuliła się w moją pierś i łkała coraz mocniej. Objąłem ją lekko i nie wiedziałem, co mam zrobić. Nie chciałem, by Matt się obudził, więc zaprowadziłem Sarę do mojego pokoju. Posadziłem ją na łóżku i usiadłem obok. Czekałem chwilę, aż nieco się uspokoi. Na co liczyłem? Tego nie wiedziałem. Siedzieliśmy w milczeniu długą chwilę. Wsłuchiwałem się w jej ciche łkanie, a potem w każdy oddech, gdy próbowała się opanować. Była zawstydzona, a ja doskonale ją rozumiałem. Też nie lubiłem obnażać się emocjonalnie przed innymi.

– Już lepiej? – zapytałem.

– Nie, nic nie jest lepiej, Marshall. Ludzie żyją złudzeniami, okłamują samych siebie, dają się źle traktować, by spełnić oczekiwania innych. To bardzo chujowe uczucie – powiedziała. Niczego nie rozumiałem, a ona oczekiwała zrozumienia. Wiedziałem jednak, że nie odpowie na moje pytania.

– Wiem, jak to jest czuć się chujowo. Czuję się tak przez większość życia – odpowiedziałem szczerze, a Sara uśmiechnęła się z ironią.

– Może dlatego wydaje mi się, że jesteśmy do siebie podobni? – Spojrzała na mnie. Była już spokojna i nie płakała. Znowu dostrzegłem to coś w jej oczach, co najbardziej mnie intrygowało. Nagle zapragnąłem ją pocałować. Nie wiem czemu. Tym razem Sara mnie nie prowokowała i nie oczekiwała tego, i chyba właśnie dlatego to zrobiłem. Ująłem jej twarz, a ustami przywarłem do jej ust. Były miękkie, ciepłe i lekko rozchyliły się, dając znać, że mogę posunąć się dalej. Wsunąłem w nią język i poczułem słodki smak śliny. Objąłem Sarę, by czuć ją bliżej. Ona nie protestowała i również mnie objęła. Jęknęła cicho, gdy przytrzymałem jej głowę i pogłębiłem pocałunek. Naparłem na nią, a po chwili pchnąłem ją tak, że opadła plecami na materac. Podsunąłem się szybko, by mi nie uciekała. Nie mogłem nad sobą zapanować. Momentalnie znowu jej zapragnąłem, a każda sekunda potęgowała we mnie to uczucie.

– Jeśli mam przestać, to powiedz to teraz – wyszeptałem, sunąc dłonią do jej pośladków.

– Nie, nie przestawaj – wyjęczała w moje usta i przyciągnęła mnie do siebie. Wsunąłem dłoń pod jej pupę i ścisnąłem mocno, a Sara jęknęła ponownie. Wygięła się w łuk, eksponując przede mną swoje piersi, które w czarnej bluzeczce wyglądały bardzo zachęcająco. Wiedziałem, do czego to prowadzi, i nie mogłem przestać. To było jak trans. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego. Zdarłem z niej bluzkę i zacząłem całować dekolt. Po chwili zsunąłem ramiączka biustonosza i zatopiłem usta w jej piersiach. Były miękkie i krągłe, a sutki sterczały z podniecenia. Lizałem je na przemian, a dłonią sięgnąłem do paska jej spodni. Bez wahania wsunąłem rękę pod majtki i poczułem, jaka była gotowa. Gorąca i wilgotna, a to podnieciło mnie jeszcze bardziej.

– Sara… – jęknąłem. Najnormalniej w świecie wyjęczałem imię dziewczyny, pierwszy raz w życiu. Wsunąłem palce między jej wargi, a następnie odnalazłem łechtaczkę i zacząłem ją masować. Nie byłem ekspertem w tych sprawach. Nie uprawiałem regularnego seksu i nie miałem Bóg wie jakiego doświadczenia. Wszystko robiłem instynktownie, ale z wyczuciem. Nie chciałem posunąć się za daleko, chociaż już ten pocałunek był złamaniem wszystkich współlokatorskich zasad.

– Nie przestawaj… – Dyszała i zamknęła oczy. Rytmicznie poruszała biodrami, by dopasować się do ruchów moich palców. Jej wilgoć sprawiła, że zapragnąłem poczuć, jaka jest w środku. Przez sekundę wyobrażałem to sobie, a po chwili zatopiłem w niej dwa palce.

– O kurwa, Sara… – Znowu jęknąłem. Słodkie ciepło jej cipki, która zaciskała się mocno, otuliło moją dłoń.

– Tak, mocniej. – Nagle chwyciła mój nadgarstek, dając mi do zrozumienia, bym przyśpieszył. Pieściłem ją mocniej i szybciej, dołączyłem trzeci palec i pocałowałem namiętnie jej usta. Sara przygryzła moją wargę i zastygła. Zacisnęła rękę na moim nadgarstku, a ja poczułem, jak jej ciałem wstrząsa silny dreszcz. Jej cipka pulsowała, zrobiła się jeszcze bardziej mokra, a ja mogłem patrzeć na stan ekstazy, do jakiego doprowadziłem Sarę. Podobał mi się ten widok. Ona jęczała i wiła się, a ja pragnąłem więcej i już zacząłem ściągać swoje spodnie, gdy nagle zapaliło się światło w korytarzu.

– Sara? Sara, to ty? – usłyszeliśmy głos Matta. Zasłoniłem dłonią usta Sary, bo nadal wydawała z siebie erotyczne dźwięki.

– Cicho! – wyszeptałem i dostrzegłem rozbawienie w jej oczach. Również się uśmiechnąłem i wstałem powoli, pokazując jej, by nie ruszała się z miejsca. Zdjąłem koszulkę i uchyliłem drzwi od pokoju.

– Chyba jeszcze jej nie ma – powiedziałem, zerkając na zaspanego Matta.

– Byłem pewny, że ją słyszę.

– Przyśniło ci się.

Nagle poczułem na plecach jej dłonie. Aż podskoczyłem, ale Matt tego nie zauważył.

– Chyba tak… Wracam do wyra. Dobranoc!

Szybko zamknąłem drzwi i odwróciłem się. W moim pokoju było ciemno, ale od razu dostrzegłem, że Sara jest już zupełnie naga. Oblizałem usta. Kurwa. Nie potrafiłem się opanować. Podszedłem i podsadziłem ją na siebie. Opadliśmy na łóżko i zaczęliśmy się namiętnie całować. Po chwili nie miałem już na sobie spodni i tak niewiele brakowało do tego, bym poczuł ją dogłębnie, kiedy nagle w jej pokoju zaczęła dzwonić komórka.

– Cholera! – pisnęła Sara. Oboje wiedzieliśmy, że Matt też zaraz usłyszy ten dźwięk. Zerwaliśmy się z łóżka, a ona nago przebiegła do swojego pokoju. Zaraz potem na korytarz wyszedł Matt i zaczął rozmawiać z Sarą przez drzwi. Ja zostałem sam, z pełnym wzwodem, a moje łóżko pachniało nią do rana. Cały czas ją czułem, bo nie zmrużyłem oczu, ale Sara tej nocy już do mnie nie wróciła.

Rozdział 6

Przywaliłem z całej siły w worek treningowy. Zrobiłem to tak mocno, że Ash odskoczył w tył i spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem. Od trzech dni chodziłem nabuzowany, a kłębiące się we mnie emocje i myśli nie dawały mi spokoju.

– Co ty dziś taki narwany? – zapytał, podając mi butelkę z wodą.

Tak, byłem narwany. Dlaczego? Nie widziałem Sary od tamtej nocy. Unikała mnie. Nie wracała do domu albo wychodziła tak wcześnie, by mnie nie widzieć. Dziś rano specjalnie wstałem o świcie, by z nią porozmawiać, ale ona, jak na złość, siedziała ponad dwie godziny w łazience, a potem wykorzystała chwilę, gdy robiłem śniadanie, i pospiesznie wyszła z mieszkania. Nie wiedziałem, co się dzieje. Co zrobiłem źle? Uraziłem ją czymś tamtego wieczoru? Każda myśl o niej nie pozwalała mi normalnie funkcjonować. Wiedziałem, że coś było na rzeczy, ale nie mogłem przewidzieć, na co powinienem się przygotować.

– Nie wiem… – Spojrzałem na niego. – Pójdziemy po pracy na jakiegoś browara? – zaproponowałem. Odkąd pamiętam, nadużywałem alkoholu, ale przez ostatni rok byłem praktycznie abstynentem. Starałem się nad tym panować, jednak tego dnia musiałem się odprężyć.

– Yyy… Missy ma dziś wychodne, ale możemy iść do nas i wypić po piwie. Wiesz, ona siedzi w domu z małą i raz w miesiącu robi sobie wieczór z koleżankami, by nie stać się znudzoną kurą domową. – Głos Asha brzmiał tak, jakby się tłumaczył. Uśmiechnąłem się.

– Nie jesteś o nią zazdrosny? – zapytałem. Żona Asha była śliczną kobietą. Miała krągłości po ciąży, ale to dodawało jej uroku. Spory biust, biodra i wielkie oczy, w których zawsze był swojego rodzaju błysk. Oprócz tego otwartość i poczucie humoru wyróżniały ją spośród innych kobiet, które nie miały takiego dystansu do świata i do siebie.

– Pewnie, że jestem. To świetna laska. – Ash również się uśmiechnął. – Ale ufam jej, ona mi chyba też ufa. Wiesz, bez zaufania nie można budować związku, a tym bardziej małżeństwa. Mamy córkę, która wiele zmieniła między nami, i powiem ci szczerze – nachylił się bliżej – po ciąży i porodzie bałem się, że seks będzie chujowy, a jest o wiele lepiej. Missy jakby… Nie wiem, jak to określić? Zrobiła się bardziej pewna siebie.

– Nie wdawaj się w szczegóły, bo jestem wyposzczony – powiedziałem szczerze.

– No to trzeba było od razu mówić, w czym rzecz. Dziś piątek, a chłopaki co tydzień chodzą na podryw. Idź z nimi, a nie będziesz się męczył z zakochanym w żonie i córce nudnym tatuśkiem.

– Nie mam ochoty na podryw. Chcę się po prostu napić piwa.

– Kiedy ostatnio coś zaruchałeś? – zapytał, a ja parsknąłem śmiechem. Takie słownictwo totalnie do niego nie pasowało. Ash był spoko gościem, a ja naprawdę zaczynałem go lubić.

– Szczerze? Z rok temu? – Próbowałem sobie przypomnieć imię tamtej dziewczyny, którą przeleciałem na tyłach baru w miasteczku, gdzie mieszkali moi rodzice. Tamten bar był wtedy moim domem. Pracowałem tam, piłem za darmo, ćpałem, poznawałem dziwnych ludzi. To trwało zdecydowanie za długo i doprowadziło do tragedii, przez którą byłem teraz w Nowym Jorku i chciałem odciąć się od tamtego życia.

– Serio? Rok bez bzykanka? Ja bym nie wytrzymał… – Ash potrząsnął głową.

– Jakbym miał żonę, to też bym nie wytrzymał.

– Więc musimy znaleźć ci żonę.

Spojrzałem na niego.

– Do małżeństwa mi daleko, Ash, i skończmy pierdolić te głupoty, tylko zaraz po treningu jedźmy do was.

– Okej! Jeszcze po jednej rundzie i spadamy stąd! – Ash rzucił we mnie ręcznikiem i chwycił worek. Wytarłem twarz, napiłem się wody i znowu zacząłem okładać go z całej siły.

Wróciłem do domu nad ranem. Byłem totalnie pijany, ale w dobrym humorze. Nasz męski wieczór nieco się przedłużył, a Ash ze zwykłej gościnności nie potrafił mnie wyprosić. On wypił jedynie dwa piwa, a ja… chyba ze dwanaście. Missy dołączyła do nas koło pierwszej w nocy i dotrzymywała mi kroku. Nie sądziłem, że po alkoholu może być jeszcze bardziej urocza. Kleiła się do Asha i była bardziej rozluźniona niż zwykle. Ash miał z nas naprawdę niezły ubaw.

– Kurwa… – zakląłem, próbując trafić kluczem w zamek. Nie miałem pojęcia, czy ktoś był w mieszkaniu, a nawet jeśli, to nie chciałem nikogo budzić. Gdy w końcu udało mi się otworzyć drzwi, zrobiłem krok i potknąłem się o własną nogę. Byłem bardziej pijany, niż mi się wydawało. Narobiłem hałasu, a ze swojego pokoju nagle wyszła Sara.

– Mam przywidzenia czy naprawdę jesteś w domu? – wybełkotałem. Byłem zaskoczony, że Sara w końcu zaszczyciła mieszkanie swoją obecnością.

– Może i mąci ci się w głowie od nadmiaru wódy, ale tak, jestem w domu. – Podeszła do mnie, by pomóc mi wstać. Zerknąłem na drzwi pokoju Matta, były otwarte, a to oznaczało, że tym razem jego nie było.

– A gdzie byłaś przez te dni? – zapytałem i spojrzałem na nią. Znowu wydawała mi się taka śliczna. Zaspana, naturalna i słodko zdziwiona moim stanem.

– Miałam ważne sprawy. Wstawaj, Marshall, i połóż się spać, bo jesteś totalnie…

– Pijany? – Zaśmiałem się w głos.

– Tak.

– A ty jesteś manipulantką, wiesz o tym? – wypaliłem nagle. Nie myślałem trzeźwo i to nie była jedynie kwestia tych dwunastu wypitych piw. Sara uniosła brew i skrzywiła się lekko.

– Jeśli chcesz pogadać o tamtej nocy, to zróbmy to innym razem. Za trzy godziny muszę wstać i jechać na uczelnię – powiedziała niepewnie. Nagle zawstydziła się, a to dodało mi odwagi.

– Wykorzystałaś mnie.

– Co? Ja? – pisnęła.

– Nie jesteś niewiniątkiem i doskonale o tym wiesz. Czemu do mnie nie wróciłaś tamtej nocy? Mogło być miło – powiedziałem z wyrzutem.

– Nie muszę ci się tłumaczyć. – Sara spoważniała i odwróciła się. Już chciała iść do swojego pokoju, ale ja wstałem z podłogi i szybko do niej podszedłem. Zatrzasnąłem ręką drzwi, które otwierała, a ona odwróciła się do mnie gwałtownie.

– Mówiłem ci, że nie lubię gierek. Prowokujesz mnie, szczujesz jak psa, jęczysz jak suka, gdy robię ci dobrze, a potem znikasz na kilka dni. Zachowuj się jak dorosła kobieta, a nie gówniara.

– A ty zachowuj się jak facet, a nie napalony nastolatek, któremu… SUKA nie dała! – Podkreśliła wymownie to obraźliwe słowo. Może niepotrzebnie go użyłem, ale alkohol wcale nie pomagał mi racjonalnie myśleć.

– Nie to miałem na myśli – dodałem przepraszająco, widząc, że poczuła się urażona.

– A ja myślę, że właśnie to, i wiesz co? – Nagle odepchnęła mnie od siebie. – Lubiłam cię i fakt, prowokowałam i szczułam, ale chciałam, byś się zniechęcił i wyprowadził. – Te słowa zabrzmiały szczerze.

– Dlaczego miałbym się wyprowadzić? – zapytałem. Byłem zaskoczony.

– Nie pasujesz do nas, a ja źle się czuję, gdy jesteś w domu – odpowiedziała, ale to już nie zabrzmiało szczerze.

– Sara, co ty pieprzysz?

– Nic… – Nagle znowu odwróciła wzrok. – Wracam do siebie, Marshall, i chciałabym, żebyśmy się unikali i ignorowali. Tak będzie najlepiej – dodała niepewnie.

Totalnie nic z tego nie rozumiałem. O co jej chodziło?

– Najlepiej dla kogo? – zapytałem. Nie miałem zamiaru jej odpuścić.

– Dla mnie. Każdy niech się martwi o własny tyłek, okej?

– Spoko, można żyć myśląc tylko o sobie, ale to trochę słabe. Ja niczego od ciebie nie oczekuję i chcę tylko wyjaśnić kilka spraw. Nie musisz się tłumaczyć, ale w takim razie nie wciągaj mnie w coś, co jest popieprzone. Ja chcę tu po prostu tylko spokojnie mieszkać.

– Nikt nie pytał mnie o zdanie, czy ja chcę, byś akurat ty tu zamieszkał! – warknęła z agresją.

– A co ja ci zrobiłem?! – Cofnąłem się o krok.

– Już mówiłam, że źle się czuję, gdy jesteś w domu.

– Ja pierdolę, co ty pieprzysz, Sara? – Potrząsnąłem głową. – Boisz się tego napięcia, które sama zbudowałaś, czy co? Jeśli tak, to od razu powiem, że nie musisz się martwić, bo nie jestem napalonym desperatem.

– Świetnie, w takim razie wyjaśniliśmy sobie wszystko, a ja wracam do łóżka.

Milczałem. Nie miałem ochoty kontynuować tej bezsensownej rozmowy. Sara popatrzyła na mnie i bez słowa wróciła do swojego pokoju. Byłem wkurwiony, bo ona dalej prowadziła tę pierdoloną grę. Była małą pieprzoną manipulantką. I co najgorsze… zaczynało mi się to podobać.

Sobotni poranek na kacu to naprawdę koszmar. Prawie zapomniałem, jak to jest, ale zarzygana podłoga i smród w pokoju szybko mi przypomniały uroki takiego życia.

– O kurwa… Moja głowa – zawyłem, leżąc w łóżku. Nie miałem siły się podnieść i posprzątać wymiocin z podłogi. Nie miałem siły na nic. Przysnąłem i koło jedenastej zmusiłem się, by iść pod prysznic. Zrobiło mi się nieco lepiej, a w międzyczasie zadzwonił do mnie Ash i zapytał, jak się czuję. Po głosie poznał, że nie jest najlepiej, więc zaprosił mnie do nich na obiad. Nie chciałem jednak nadużywać gościnności Asha i Missy i tym razem odmówiłem. Ogarnąłem pokój, wmusiłem w siebie śniadanie i postanowiłem, że cały dzień spędzę przed telewizorem. Znowu przysnąłem, ale nagle obudziło mnie trzaskanie drzwiami. Nie wiedziałem, co się dzieje, i zerwałem się z sofy w salonie. Ukradkiem podejrzałem tylko, jak na drzwiach od jej pokoju buja się tabliczka z napisem: Wstęp wzbroniony. Od razu, bez pytania, wparowałem do środka.

– Możesz ciszej?! Mam kaca i każdy dźwięk to dla mnie jak kula w łeb! – warknąłem, ale zatrzymałem się w pół kroku. Ona znowu płakała. Kurwa! Czemu miałem do niej taką słabość?

– Myślałam, że nikogo nie ma. Przepraszam – odpowiedziała cicho. Była w bardzo złym stanie. Gorszym niż ostatnio.

– Masz problemy na uczelni? – zapytałem. Tylko to przyszło mi na myśl. Sara jednak siedziała na brzegu swojego łóżka z twarzą schowaną w dłoniach. Nie odpowiedziała, więc podszedłem.

– Sara… – Chwyciłem jej nadgarstek, by na mnie popatrzyła.

– Idź stąd, Marshall – wydusiła z siebie.

– Nie wyjdę, dopóki na mnie nie spojrzysz.

Znowu zapadła cisza. Sara uspokoiła się, otarła łzy i odgarnęła włosy z twarzy, a potem zwróciła wzrok na mnie. Odsunąłem się, widząc, że ma rozciętą wargę, opuchnięty policzek i oko.

– Co ci się, kurwa, stało? – zapytałem bezmyślnie.

– Uderzyłam się na treningu. To nic takiego. – Naprawdę starała się, by zabrzmiało to wiarygodnie. Prawie jej uwierzyłem.

– Co takiego niby trenujesz, że masz takie obrażenia?

– Mamy różne zajęcia na studiach. To akurat była samoobrona. Nieraz miałam już przez to siniaki. – Chociaż zabrzmiało to przekonująco, mnie nie przekonało. Wiedziałem jednak, że Sara niczego mi nie powie. A na pewno niczego, co chociażby ocierało się o prawdę.

– Chodź… – Złapałem ją za rękę. – Zrobię ci zimny okład i trzeba coś zrobić z tymi ustami. – Chwyciłem jej brodę i musnąłem palcem rozciętą wargę. Sara skrzywiła się, ale spojrzała na mnie znowu.

– Tak, zdecydowanie musisz coś z nimi zrobić – odpowiedziała i oblizała wargę. Chyba nie zrobiła tego celowo, a te słowa miały mieć zupełnie inny wydźwięk, ale ja znowu zapragnąłem ją pocałować. Ogarnęło mnie to dziwne uczucie, które skupiało się w głowie, ale promieniowało aż do kutasa. Objąłem Sarę i klęknąłem między jej udami.

– Marshall… Nie… – zaprotestowała, ale było to mało przekonujące.

– Tak. Właśnie, że tak, Saro. – Przyciągnąłem ją do siebie tak, że usiadła na moich biodrach. Agresywnie wdarłem się do jej ust. Poczułem smak krwi, ale również słodkość śliny. To mnie podnieciło. Nie potrzebowałem delikatnych pieszczot. Tym razem po prostu pragnąłem się z nią pieprzyć. Sara na szczęście była w spódniczce, więc z łatwością zerwałem z niej majtki. Sam szybko zsunąłem swoje dresy i chwyciłem w dłoń twardego i spragnionego kutasa. Nie myślałem o niczym. Tylko o tym, by znaleźć się w niej jak najprędzej. To trwało dosłownie sekundy. Otarłem główkę penisa o jej mokrą cipkę. Sara wciągnęła głęboko powietrze, a ja zamknąłem oczy. Byłem pewny, że chciała tego równie mocno jak ja. Pchnąłem i od razu poczułem opór. Sara krzyknęła i zacisnęła dłonie na moich barkach. Wtuliła się we mnie, bo jej rozum chciał czego innego niż jej ciało. Była spięta, ale tak napalona, że nie zwracała uwagi na ból. Wycofałem się więc, splunąłem na dłoń i nawilżyłem kutasa, a potem jej cipkę, by nieco się rozluźniła. Nic nie mówiliśmy, tylko dyszeliśmy ciężko i szybko. Po chwili znowu już w niej byłem. Cały. Do końca. I wtedy jęknąłem głośno.

– Sara… – W głowie zaczęło mi się kręcić. To, co czułem, było nie od opisania. Wiedziałem, że zaraz dojdę, ale miałem to gdzieś. To nie był czas na popisy czy seksmaraton. Nie tego w tym momencie pragnęliśmy. – Tabletki… Bierzesz? – zapytałem ochryple, bo przecież nie miałem na sobie prezerwatywy.

– Nie martw się o to – odpowiedziała i sama zaczęła się poruszać. Pchnęła mnie tak, że opadłem na plecy, a ona na mnie. Leżałem na dywanie i nic więcej nie musiałem robić. Ona doskonale wiedziała, co i jak. Zaczęła mnie ujeżdżać dziko i ostro. Patrzyłem na nią. Praktycznie się nie ruszałem. To było jak trans. Robiła to jak… profesjonalistka. Znała wszystkie sztuczki. Znała swoje ciało i wykorzystywała to. Chciałem zdjąć z niej bluzkę, ale gdy podniosłem ręce, Sara chwyciła je i przyszpiliła do dywanu. Pocałowała mnie, a ja wtedy zacząłem dochodzić. Krzyknąłem głośno, bo miałem wrażenie, że ból miesza się z rozkoszą. Jej cipka pulsowała mocno, co potęgowało moje doznanie. Siłowałem się z jej rękoma, by w końcu objąć ją mocno i docisnąć do siebie. I wtedy ona znowu wyjęczała moje imię. Wiedziałem, że jest blisko, więc poruszyłem się lekko. Wycofałem się i wszedłem znowu w to słodkie i mokre ciepło. Obłędna przyjemność. Sara zadrżała i uległa mi całkowicie. Opadła na mnie, a ja powolnymi pchnięciami doprowadziłem ją do orgazmu. Poczułem, jak osiągnęła spełnienie, i chciałem spojrzeć jej w oczy, ale ona wtuliła się w moje ramię. Wiedziałem, że nie chciała, bym na nią patrzył, i tym razem odpuściłem. Oboje dyszeliśmy ciężko. Było mi niewygodnie na tym pieprzonym dywanie i okropnie gorąco, ale leżeliśmy tam dłuższą chwilę.

– Wszystko w porządku? – zapytałem cicho. Sara w końcu podniosła głowę i spojrzała na mnie.

– Chwilowo tak. Dziękuję – odpowiedziała i pocałowała mnie czule. Pierwszy raz zrobiła to w taki sposób. Spodobało mi się to. Czułość była dla mnie odległym uczuciem, ale w jej wydaniu nabierała fajnych barw. Przestałem się tego bać. Chwilowo. Ale to już było naprawdę coś.