Wydawca: Burda Książki Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski

Zapomnieć o przeszłości ebook

Samantha Young  

4.40540540540541 (37)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 452 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zapomnieć o przeszłości - Samantha Young

Dla Alexy ojciec był ideałem mężczyzny. Jej świat się zawalił, gdy odkryła, że nie jest jego jedyną rodziną. Nie mogąc wybaczyć zdrady zrywa z nim wszelkie kontakty. Teraz stara się poskładać swoje życie i określić tożsamość, zniszczoną ponurymi sekretami z przeszłości.

Caine Carraway to mężczyzna, który ma szansę wypełnić jej przyszłość. Fascynuje i pociąga Alexę.

Czy pozwoli jej zbliżyć się do siebie?

Czy zakochaną kobietę można tak łatwo zniechęcić?

Czy oboje połączy namiętność?

Książka pełna tajemnic z przeszłości,  pasji, namiętności

Opinie o ebooku Zapomnieć o przeszłości - Samantha Young

Fragment ebooka Zapomnieć o przeszłości - Samantha Young

Tytuł oryginału: Hero

Copyright © 2014 by Samantha Young All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form. This edition published by arrangement with NAL Signet, a member of Penguin Group (USA) LLC, a Penguin Random House Company.

Copyright for the Polish Edition © 2015 by Burda Publishing Polska Sp. z o.o. Spółka Komandytowa 02-674 Warszawa, ul. Marynarska 15

Dział handlowy: tel. 22 360 38 41–42 faks 22 360 38 49

Sprzedaż wysyłkowa: Dział Obsługi Klienta, tel. 22 360 37 77

Redakcja: Małgorzata Grudnik-Zwolińska Korekta: Maria Talar Projekt okładki: Anna Angerman Zdjęcie na okładce: zhelobkov, fotolia.com Redakcja techniczna: Mariusz Teler Redaktor prowadząca: Agnieszka Koszałka

ISBN: 978-83-8053-035-5

Skład i łamanie: Beata Rukat/Katka

Wszelkie prawa zastrzeżone. Reprodukowanie, kopiowanie w urządzeniach przetwarzania danych, odtwarzanie w jakiejkolwiek formie oraz wykorzystywanie w wystąpieniach publicznych – również częściowe – tylko za wyłącznym zezwoleniem właściciela praw autorskich.

Skład wersji elektronicznej: pan@drewnianyrower.com

Heroizm to stan psychiki, nie rozumu, dlatego zawsze jest słuszny.

1

Boston, Massachusetts

To się nie dzieje naprawdę.

Nie może się dziać naprawdę.

Zacisnęłam dłonie, żeby powstrzymać ich drżenie, i przeszłam przez hol do otwartej obszernej części dziennej luksusowego apartamentu z wysoko sklepionymi sufitami i ścianą okien, za którymi rozciągał się duży balkon. Wody pobliskiego portu połyskiwały w słońcu, całe otoczenie budynku było niezwykle atrakcyjne, ale nie mogłam go podziwiać, ponieważ byłam skoncentrowana na poszukiwaniu wzrokiem jego.

Serce zabiło mi mocniej, gdy wreszcie go zobaczyłam. Stał na balkonie. Caine Carraway.

– Alexa!

Odwróciłam gwałtownie głowę w kierunku kuchni, gdzie rozlokował się mój szef, Benito, z laptopem i całym sprzętem niezbędnym do robienia zdjęć. Oczekiwał uśmiechu na powitanie i pełnej gotowości do wykonania jego poleceń, poprzedzonej pytaniem, czego oczekuje. Tymczasem ja skierowałam wzrok z powrotem na Caine’a. Sok pomarańczowy, który wypiłam rano, dał o sobie nieprzyjemnie znać w żołądku.

– Alexa! – przywołał mnie do porządku Benito, stając przede mną z nachmurzoną twarzą.

– Cześć – rzuciłam bezbarwnym głosem. – Słucham.

Benito przekrzywił głowę i popatrzył na mnie w taki sposób, że wbrew jego intencjom wyglądało to niemal komicznie. Mam metr siedemdziesiąt trzy wzrostu, Benito tylko metr sześćdziesiąt pięć, chociaż trzeba przyznać, że ten niedostatek wzrostu z nawiązką rekompensuje silną osobowością.

– Proszę, powiedz mi, że jesteś znowu dawną, normalną Alexą – powiedział, rzucając mi przeciągłe spojrzenie. – Nie mogę współpracować z rozbitą, rozkojarzoną Alexą z sesji poświęconej Dniowi Matki. Nie dzisiaj, gdy robię dla „Mogula” sesję zdjęciową do artykułu o mężczyznach, którzy sami doszli do majątku przed czterdziestką. Z Caine’em Carrawayem na okładce. – Wymownie spojrzał przez ramię na naszego modela. – Ten wybór jest oczywisty. – Uniósł znacząco brew. – Dzisiejsze zdjęcia są bardzo ważne. Gdybyś nie wiedziała, Caine Carraway w Bostonie stanowi najlepszą partię, jest prezesem…

– Carraway Financial Holdings – dokończyłam spokojnie. – Wiem.

– Dobrze. W takim razie wiesz również, że jest bajecznie bogaty i niezwykle wpływowy. A także bardzo zajęty i wymagający, co oznacza, że musimy wykonać pracę szybko i perfekcyjnie.

Przeniosłam spojrzenie z Benita na człowieka, który założył prywatny bank natychmiast po ukończeniu studiów. Po czym konsekwentnie go rozwijał, a dywersyfikując środki, z czasem doprowadził do powstania finansowego holdingu, w którego skład wchodziły bankowość korporacyjna, towarzystwa ubezpieczeniowe, fundusze powiernicze, obrót papierami wartościowymi, zarządzanie aktywami i temu podobne. Obecnie stał na czele liczącego się holdingu, w którego zarządzie zasiadali zamożni, wpływowi biznesmeni. Panowała powszechna opinia, że osiągnął to wszystko dzięki nieprzeciętnej determinacji, wnikliwej kontroli swoich przedsięwzięć i nienasyconej ambicji.

W tej chwili rozmawiał przez telefon, a Marie, nasza stylistka, wygładzała jego szyty na miarę, dizajnerski granatowy garnitur, w którym wyglądał świetnie. Caine był wysoki, metr osiemdziesiąt pięć, może nawet siedem centymetrów, proporcjonalnie zbudowany i ewidentnie dobrze umięśniony. Miał wyrazistą twarz z wysoko sklepionymi kośćmi policzkowymi, prosty, kształtny nos i gęste, prawie tak ciemne jak moje włosy. Właśnie niecierpliwym ruchem odsunął dłoń Marie, usiłującej wygładzić jakiś kosmyk. Zacisnął usta w wąską kreskę, ale oglądałam jego fotografie i wiedziałam, że są pełne i zmysłowe.

Rzeczywiście świetny model na okładkę.

I rzeczywiście nie warto było z nim zadzierać.

Przełknęłam ślinę, żeby rozluźnić gulę w gardle. Co za ironia losu, że musiałam stanąć naprzeciwko Caine’a akurat teraz, gdy śmierć mojej matki wciąż była świeżym wydarzeniem, a jej nagłość przypominała mi o czyjejś innej nagłej śmierci, jej okropnych okolicznościach i jego związku z tymi wydarzeniami.

Od sześciu lat pracowałam jako osobista asystentka Benita, jednego z najzdolniejszych i najbardziej wziętych fotografów w Bostonie. Był w pełni profesjonalny, nigdy nie wprowadzał nerwowej atmosfery w kontaktach z klientami, miałam z nim do czynienia tak długo, że powinnam czuć się całkowicie bezpieczna i zrelaksowana, a jednak nie byłam.

Uczciwie przyznaję, do niedawna mieliśmy dobre relacje. Ale trzy miesiące temu odeszła moja matka, a jej śmierć odnowiła rodzinne problemy i przypomniała o wydarzeniach, o których wolałabym nie pamiętać. Usiłowałam pracować normalnie, zachowując pokerową twarz, ale trudno o to, gdy straciło się kogoś z rodziców. W efekcie załamałam się nerwowo podczas sesji związanej tematycznie z Dniem Matki. Benito próbował okazać mi zrozumienie, chociaż był nieźle wkurzony. Nie zwolnił mnie, tylko wysłał na tak bardzo mi potrzebny urlop.

Ze świeżą opalenizną po szczodrym korzystaniu ze słońca na Hawajach przyszłam do pracy dzisiejszego ranka, nie wiedząc o czekającej mnie sesji ani o tym, kto będzie jej bohaterem. Benito zostawił mi tylko krótkiego maila z adresem, bez żadnych szczegółów. Byłam osobistą asystentką Benita, ale nie miałam pojęcia o tym, jaki projekt ostatnio realizuje. Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się dobrze.

Wprawdzie wyglądałam na wypoczętą, ale nie do końca uporządkowałam w głowie to wszystko, co dotyczyło mojej rodziny, w dodatku był powód, by martwić się, czy praca, której oddawałam się całym sercem przez ostatnie sześć lat, nie zostanie tylko wspomnieniem po wizycie w kosztownym penthousie.

Niepokój wzmógł się, gdy wyszłam z windy i zobaczyłam, jak dużo ludzi kręci się po holu i tłoczy w otwartych podwójnych drzwiach prowadzących do apartamentu. Ich liczba sugerowała, że to będą zdjęcia kogoś naprawdę ważnego. A potem przeżyłam moment prawdziwej paniki, gdy Sofie, nasza stażystka, poinformowała mnie, że chodzi o Caine’a Carrawaya.

Słysząc to nazwisko, zaczęłam drżeć. Dotąd mi to nie przeszło.

Caine skierował na mnie spojrzenie przenikliwych oczu, jakby wyczuł, że na niego patrzę. Przez moment spoglądaliśmy na siebie – ja za wszelką cenę starałam się nie okazać emocji – po czym Caine obrzucił mnie wzrokiem od stóp do głów.

Zdaniem Benita powinniśmy ubierać się do pracy jak najbardziej swobodnie, aby okazać celebrytom, że nie czujemy się onieśmieleni ich obecnością i że uważamy ich za równych sobie. Wierzył, że dzięki temu klienci będą go bardziej szanować. Według mnie była to tania filozofia, ale zatrzymałam tę opinię dla siebie, skoro dzięki temu mogłam się ubierać, jak chciałam. Zwykle wybierałam coś wygodnego, dzisiaj byłam w szortach i podkoszulku.

Caine Carraway patrzył na mnie tak, jakbym była naga.

Ramiona pokryły mi się gęsią skórką, dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa.

– Alexa – warknął Benito.

– Przepraszam – mruknęłam, starając się nie zwracać uwagi na palące spojrzenie Caine’a i uczucie bólu, które ścisnęło mi pierś.

– W porządku – powiedział mój szef, ale potrząsnął głową z irytacją. – Masz… – Wcisnął mi do ręki BlackBerry, który wyjeżdżając na urlop, zostawiłam dla zastępującej mnie tymczasowo sekretarki z agencji. W urządzeniu były zapisane: kontakty, maile, kalendarz, wszystko, co dotyczyło życia zawodowego Benita. Zobaczyłam piętnaście nieprzeczytanych maili, wysłanych do niego dzisiaj rano. – Dopilnuj, żeby ekipa była gotowa. Robimy zdjęcia na balkonie, z portem w tle, potem w penthousie, gdzie jest mniej światła. Ustaw wszystko.

Działałam automatycznie. Znałam swoją pracę na wylot i tylko dlatego byłam w stanie wykazać się kompetencją, mimo że głowę zaprzątało mi całkiem coś innego. Mężczyzna, na którego nie śmiałam spojrzeć, gdy kierowałam jednego z pracowników, aby ustawił aparat i laptop Benita na balkonie, i ściągałam oświetleniowców.

Caine Carraway.

Wiedziałam o nim więcej, niżbym chciała, bo przez kilka ostatnich miesięcy słuchałam uważnie, co o nim mówiono, i studiowałam wnikliwie wszelkie informacje, jakie się o nim ukazywały. Niezdrowa ciekawość, tak to się nazywa.

Osierocony w wieku trzynastu lat i wkręcony w machinę domów zastępczych, przezwyciężył wszelkie trudności, ukończył szkołę średnią jako celujący uczeń i podjął studia w Wharton Business School, gdzie dostał pełne stypendium. Niemal natychmiast po ukończeniu studiów założył bank, jego pierwsze przedsięwzięcie. Doprowadziło go ono do prezesury w Carraway Financial Holdings. W wieku dwudziestu dziewięciu lat osiągnął znaczny sukces w biznesie. Teraz miał trzydzieści trzy lata, był szanowany przez partnerów biznesowych, chętnie widziany na bostońskich salonach, pożądany na rynku matrymonialnym. Chociaż strzegł skrupulatnie swojej prywatności, fotografowano go często, zwłaszcza podczas towarzyskich spotkań. Pokazywał się na nich w asyście pięknych kobiet, rzadko zdarzało się, aby fotografowano go z tą samą przez kilka miesiący.

Wszystko to mówiło mi: żyjący sam, bardzo samotny, zamknięty w sobie.

Ucisk w piersi stał się silniejszy.

– Alexa, poznaj pana Carrawaya.

Oddech mi przyspieszył, odwróciłam się od Scotta, technika oświetleniowca, i starając się kontrolować emocje, podeszłam do Benita, stojącego obok finansowego potentata. Policzki zaczęły mnie piec pod spojrzeniem jego ciemnych oczu. Z bliska mogłam zauważyć, że są właściwie ciemnobrązowe, nie czarne. Twarz Caine’a zachowała nieprzenikniony wyraz, tylko w oczach odbijały się jakieś żywsze uczucia. Zadrżałam lekko, gdy obrzucił mnie spojrzeniem.

– Panie Carraway, to moja osobista asystentka, Alexa…

– Miło mi pana poznać – przerwałam szefowi, zanim zdążył wypowiedzieć moje nazwisko. – Jeśli będę potrzebna, proszę mnie wezwać.

Zanim któryś z nich zdążył cokolwiek powiedzieć, umknęłam z powrotem do Scotta. Obserwował ich obu ponad moim ramieniem, a gdy wrócił do mnie wzrokiem, poinformował mnie, że Benito nie sprawia wrażenia zachwyconego moją rejteradą.

– Co z tobą? – spytał.

Zbyłam go wzruszeniem ramion, nie wiedząc, jak mu wyjaśnić, dlaczego zachowuję się jak nastolatka. Za długo trzeba by tłumaczyć. I wchodzić w zbyt osobiste tematy. Bo to, co się ze mną działo, było konsekwencją odkrycia trzy miesiące temu, że to mój ojciec zniszczył dzieciństwo Caine’a Carrawaya.

A dzisiaj ten człowiek stał przede mną.

Benito wypowiedział, a raczej warknął moje imię, odwróciłam się i zobaczyłam, że gestem wzywa mnie na balkon. Zaczęliśmy sesję.

Stanęłam za plecami Benita i popatrując na zdjęcia w laptopie, przenosiłam wzrok na modela. W ten sposób mogłam bezkarnie przyjrzeć się lepiej Caine’owi. Ani razu się nie uśmiechnął. Patrzył chmurnie w obiektyw, a Benito nie śmiał mu zaproponować, aby zmienił nieco wyraz twarzy. Co najwyżej prosił go, aby przesunął się w tę tub tamtą stronę, przechylił głowę tak lub inaczej, co tak naprawdę niczego nie zmieniało.

– Grobowa mina go nie opuszcza – szepnęła mi do ucha Sofie, wręczając mi kawę. – Gdybym nie była zaręczona, spróbowałabym przywołać uśmiech na tę przystojną twarz. Jesteś singielką. Postaraj się. Jestem pewna, że ci się uda.

Zbladłam na myśl o jego reakcji, ale pokryłam to lekkim uśmieszkiem.

– Obawiam się, że nawet gdyby gimnastyczka z siostrą bliźniaczką stanęły na głowie, nie zdołałyby tego dokonać.

Zerknęłyśmy na siebie, z trudem utrzymując powagę, ale w końcu poddałyśmy się. Jaka ulga roześmiać się, nawet bezgłośnie, w tych okolicznościach. Niestety, zwróciło to uwagę Caine’a. Zorientowałam się natychmiast, gdy wokół zapadła cisza. Carraway przyglądał nam się z zaciekawieniem, a Benito… Gdyby wzrok mógł zabijać, obie z Sofie już byśmy nie żyły.

Sofie natychmiast umknęła, a mój szef westchnął i powiedział:

– Zróbmy przerwę. – Podszedł do laptopa i wycedził cicho przez zęby: – Przez cały ranek dziwnie się zachowujesz. Czy jest coś, o czym nie wiem?

– Nie – zaprzeczyłam, po czym patrząc na niego ze zdziwieniem, jakbym nie wiedziała, o co chodzi, spytałam: – Kawy?

Skinął głową, nawet nie wyglądał na rozzłoszczonego, raczej na rozczarowanego, co było jeszcze gorsze. Zrobiłam najmądrzejszą rzecz w tej sytuacji, to znaczy poszłam do łazienki. Chciałam opłukać twarz zimną wodą. Gdy podstawiłam złożone dłonie pod strumień wody z kranu, zauważyłam, że drżą.

– Cholera!

Nie radziłam sobie.

Znowu.

Wystarczy tego dobrego. Kolejne załamanie na widoku publicznym i mogę pożegnać się z pracą. Jest nieklawo, muszę się pozbierać i zachowywać profesjonalnie.

Zebrałam się w sobie, wyprostowałam plecy i wyszłam z łazienki. Prosto na filiżankę z kawą, trzymaną w dużej dłoni, należącej do Caine’a. Zagapiłam się na niego, całkiem oniemiała. Serce łomotało mi w piersi, nie byłam w stanie znaleźć odpowiednich słów. Caine uniósł brew i wyciągnął do mnie filiżankę. Wzięłam ją z wyrazem kompletnego zaskoczenia na twarzy.

– Gałązka oliwna – powiedział, a mnie dreszcz przebiegł na dźwięk głębokiego, niskiego głosu. – Sprawiasz wrażenie, jakbyś z jakiegoś absurdalnego powodu się mnie bała.

Nasze spojrzenia spotkały się i puls mi przyspieszył, tym razem z całkiem innego niż zdenerwowanie i rzeczywiście absurdalnego powodu.

– Czyżby jakieś nowe pogłoski o mnie?

Zapomniałam o wszystkim, zapatrzona w jego oczy.

– Różne rzeczy – odpowiedziałam cicho. – Wiele się o panu mówi.

Uśmiechnął się, zadając kłam moim przypuszczeniom – wcale nie potrzebował do tego gimnastyczki i jej siostry bliźniaczki.

– W takim razie masz nade mną przewagę. Ja o tobie nic nie wiem.

Zrobił krok w moją stronę i nagle ogarnęło mnie to wspaniałe uczucie, jakby mną całkiem owładnął. Rany Julek!

– Nie ma wiele do powiedzenia.

Caine pochylił głowę, spojrzenie ciemnobrązowych oczu wywołało gorąco między udami.

– Jakoś trudno mi w to uwierzyć. – Utkwił na moment wzrok w moich ustach, po czym znowu spojrzał mi w oczy. – Chciałbym wiedzieć o tobie coś więcej, Alexa.

Odchrząknęłam niepewnie, nagle przemknęło mi przez myśl znane powiedzenie: uważaj, czego pragniesz, bo może się to spełnić. Nie przyszło mu do głowy, że mogę być spanikowana, uznał, że staram się robić wrażenie tajemniczej.

– Nie wracam do zdjęć, dopóki mi czegoś o sobie nie powiesz – powiedział. – A czas to pieniądz – dorzucił z uśmieszkiem. – Masz obowiązek uszczęśliwiać swojego szefa.

O kim mówił? O sobie czy o Benicie? Wpatrywałam się w niego, wnętrze dłoni mi zwilgotniało, serce biło coraz mocniej, w miarę jak cisza się przedłużała. I wreszcie stało się. Wyprowadzona z równowagi jego nieoczekiwanym pojawieniem się w moim życiu, i to w momencie, gdy dowiedziałam się, że w dzieciństwie padł ofiarą niegodnych poczynań mojego ojca, wybuchnęłam:

– Znam cię… nie… to znaczy – zaczęłam nieskładnie i zrobiłam kilka kroków w bok, żeby odciągnąć go do miejsca, gdzie było stosunkowo pusto. Filiżanka z kawą drżała niebezpiecznie w mojej ręce. – Nazywam się Alexa Holland.

Niedowierzanie i szok w jego oczach. Nieprzyjemnie było na to patrzeć. Drgnął, jakbym go uderzyła, wpływowy człowiek sukcesu stał przede mną nagle pobladły.

– Moim ojcem jest Alistair Holland – brnęłam dalej. – Wiem, że miał romans z twoją matką i jak to się skończyło. Jest mi…

Stanowczym gestem ręki nakazał mi milczenie. Po szoku ani śladu, sądząc po wyrazie twarzy, ogarnęła go wściekłość, nozdrza mu zadrgały.

– Na twoim miejscu bym zamilkł – warknął.

Ale ja nie mogłam się już powstrzymać.

– Niedawno się dowiedziałam. Jeszcze trzy miesiące temu nie wiedziałam, że to ty. Nie wiedziałam nawet…

– Powiedziałem dość! – Zrobił krok do przodu, co mnie zmusiło do oparcia się o ścianę. – Nie chcę tego słuchać.

– Proszę, wysłuchaj mnie…

– Pogrywasz sobie ze mną? – Walnął dłonią w ścianę tuż koło mojej głowy i nagle przestałam w nim widzieć kulturalnego, nieposzlakowanego dżentelmena, a zobaczyłam mężczyznę znacznie bardziej niebezpiecznego, niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrażać. – Twój ojciec uwiódł moją matkę, uzależnił od narkotyków i zostawił w hotelowym pokoju, gdy przedawkowała, bo ratowanie jej oznaczało narażenie swojej pozycji i nadziei na spadek. – Zbliżył twarz do mojej, czułam jego gorący oddech, gdy wysyczał: – Zniszczył moją rodzinę. Nie chcę mieć z wami do czynienia. Ani przebywać z kimkolwiek z was w pobliżu.

Odepchnął się od ściany i pomaszerował zdecydowanym krokiem przez hol. Większość kobiet pewnie zalałaby się łzami po takim ataku, ale nie ja. Dorastałam, patrząc na matkę tłumiącą łzy przy każdej wymianie zdań z ojcem, i nienawidziłam tego. Kiedy była zła, płakała, zamiast okazać złość. Ja postanowiłam nigdy tak nie robić.

Teraz byłam wściekła na ojca, z którym zresztą nie utrzymywałam kontaktu, za to, że przez niego znalazłam się w takiej sytuacji i że na mnie spłynęła część jego winy.

– Cholera jasna… – mruknęłam, gdy wreszcie dotarł do mnie sens ostatniego zdania wypowiedzianego przez Caine’a, i niemal biegiem ruszyłam za nim.

Caine rozmawiał z Benitem. Żołądek podszedł mi do gardła, gdy zobaczyłam skrzywioną twarz mojego szefa. Rzucił mi druzgoczące spojrzenie, po czym zaczął coś tłumaczyć Caine’owi. Ten, nie słuchając, odwrócił się na pięcie i przebiegł wzrokiem po obecnych w pomieszczeniu. Zatrzymał spojrzenie na młodym mężczyźnie w dizajnerskim garniturze.

– Ethan, chcę innego fotografa. – Jego głos rozbrzmiał donośnie i wszyscy zastygli, zaskoczeni. – Albo nici z okładki.

– Natychmiast się tym zajmę – zapewnił go Ethan pospiesznie.

Spojrzałam z przerażeniem na Benita, usta miał półotwarte z szoku. Caine nie poświęcił mu większej uwagi, skierował się prosto do wyjścia, po drodze wyminął mnie, nawet nie spojrzawszy, jakbym była powietrzem.

Zrobiło mi się niedobrze. Kiedy Benito się do mnie odezwał, ton jego głosu był uprzejmy, słowa nie:

– Co ty do pieprzonej jasnej cholery zrobiłaś?

* * *

Rachel, moja przyjaciółka, przekładała swoje nadpobudliwe dziecko z jednego kolana na drugie.

– To dopiero pięć godzin. Uspokój się. Benito na pewno zadzwoni do ciebie, żeby wyjaśnić to nieporozumienie.

Obserwowałam jej córeczkę z wzrastającym niepokojem.

– Dlaczego buzia Maisy jest taka czerwona?

Rachel zrobiła zniecierpliwioną minę, niezadowolona, że zmieniam temat, i spojrzała na córkę.

– Maisy, przestań wstrzymywać oddech.

Mała patrzyła na nią uparcie.

– Ona… wciąż to robi – powiedziałam, nie rozumiejąc, dlaczego Rachel zupełnie to nie wzrusza.

– Nie dostaniesz zabawki, jeśli będziesz wstrzymywać oddech – zagroziła córce moja przyjaciółka.

Maisy wypuściła przedziwnie długi oddech i uśmiechnęła się do mnie z zadowoleniem.

– Ma diabła za skórą – mruknęłam, patrząc na nią podejrzliwie.

– Co ty powiesz. – Rachel wzruszyła ramionami. – W jej wieku sama stosowałam ten trik z powstrzymywaniem oddechu, żeby coś wymusić. Najwyraźniej ma to po mnie.

Spojrzałam na talerz ze zjedzonym do połowy lunchem.

– Możemy wyjść i przespacerować się po parku, jeśli to ją uspokoi.

– Na razie to jeszcze nie uspokoiłyśmy ciebie. – Rachel przywołała przechodzącego obok kelnera. – Dwie dietetyczne cole i sok pomarańczowy poproszę.

Nie oponowałam. Ze wszystkich moich przyjaciółek Rachel była najbardziej apodyktyczna i uparta. Być może właśnie dzięki tej ostatniej cesze z nią jedną spotykałam się regularnie. Na studiach trzymałyśmy się w cztery: ja, Rachel, Viv i Maggie. Ja jedna pozostałam niezamężna i nieobarczona dziećmi. Kontakt z Viv i Maggie całkiem się rozluźnił, Rachel widywałam co kilka tygodni. Zajęta pracą i udzielaniem się towarzysko wśród kolegów z pracy, nie nawiązałam żadnych nowych znajomości, a na podtrzymywanie starych brakowało czasu. Teraz czułam ucisk w żołądku na myśl, co będzie, jeśli Benito mnie zwolni. Przyszłość rysowała się ponuro – bez pieniędzy, ładnego mieszkania, życia towarzyskiego.

– Może powinnaś zamówić mi do tego wódkę – mruknęłam.

– Benito cię nie zwolni – oświadczyła Rachel, kręcąc głową. – Dobrze wie, jak ciężko dotąd dla niego tyrałaś. Mamusia mówi prawdę, co, skarbie? – Podrzuciła Maisy na kolanie.

Dziewczynka zachichotała i energicznie zaprzeczyła głową, jej ciemne kręcone włosy omiotły twarz Rachel.

– Super. Nawet trzylatka wie, że mam przepieprzone.

Moja przyjaciółka skrzywiła się.

– Nie możesz używać takich słów w obecności dziecka, Lex. – Podsunęła w moją stronę colę, którą przyniósł kelner. – Skończmy wreszcie z tobą i porozmawiajmy o mnie chociaż przez chwilę.

Uśmiechnęłam się, po raz pierwszy od kilku tygodni szczerze.

– Tylko jeśli mi po raz setny powtórzysz, że on mnie nie zwolni.

– Lex, Benito cię nie zwolni.

* * *

– Alexa, jesteś zwolniona. – Ledwie usłyszałam swoje imię, gdy zaczęłam odsłuchiwać wiadomość głosową, którą zostawił mi Benito, poczułam skurcz w żołądku. – Nie wiem, co się wydarzyło dzisiaj rano, ale jesteś skończona. Nie tylko u mnie! O nie! Tak rozsierdziłaś Caine’a Carrawaya, że straciłem nie tylko „Mogula”, ale i dwa inne czasopisma z tego samego koncernu medialnego. Moja zawodowa reputacja wisi na włosku, i to po tym, jak na nią ciężko pracowałem! Masz przepieprzone. – Zniżył głos i zrobiło to na mnie groźniejsze wrażenie niż jego krzyki. – Możesz być pewna, dopilnuję, żebyś nie dostała roboty w tej branży.

Ścisnęłam nasadę nosa i wzięłam z trudem głęboki oddech.

Było fatalnie.

Gorzej niż fatalnie.

2

Wpatrzyłam się w telefon i pociągnęłam duży łyk czerwonego wina.

– Nie.

Dziadek westchnął ciężko, w słuchawkach rozległy się potrzaskiwania.

– Chociaż raz nie unoś się dumą i pozwól sobie pomóc. Chyba nie chcesz stracić tego mieszkania, które tak lubisz?

Nie, nie chciałam. Zaharowywałam się, żeby było mnie stać na wynajem dwupokojowego mieszkania w Back Bay. Było wysokie z ogromnymi oknami, wychodzącymi na trzypasmową ulicę. Cieszyłam się jego wyjątkową lokalizacją – dwadzieścia minut spaceru dzieliło mnie od mojej ulubionej części miasta – z parkiem, Newbury Street, Charles Street. Przysłowiową wisienkę na torcie stanowiło to, że oprócz doskonałego położenia mieszkanie było ładne i przytulne. Takie, jakiego zawsze pragnęłam, i marzyłam, że któregoś dnia uzbieram wystarczająco dużo, żeby je sobie kupić. Albo podobne w okolicy.

Dobra materialne to oczywiście nie wszystko. Tyle że akurat teraz moje mieszkanie stało się naprawdę ważne. Bo czułam się w nim dobrze i świadomość, że je mam, była do jakiegoś stopnia pocieszająca. Tylko… czy na tyle, żebym zrezygnowała ze swoich zasad? Niestety, nie.

– Nie chcę twoich pieniędzy, dziadku.

Nie było w tym żadnej jego winy, że odziedziczył fortunę po rodzicach, a potem ją pomnożył, inwestując z sukcesem i dywersyfikując portfel akcji. Niemniej to jego majątek wypaczył charakter mojego ojca. Nie chciałam toksycznych pieniędzy.

– W takim razie porozmawiam z Benitem.

Edward Holland ukrywał przed resztą rodziny, że się ze mną kontaktuje. Dla świata nie byłam „tą Holland”. Mój ojciec z powodzeniem ukrywał fakt istnienia mojej matki, i w konsekwencji moich narodzin, przed całą rodziną, włączając w to dziadka, a ten z kolei nie powiadomił swoich bliskich, że nawiązał ze mną kontakt, gdy skończyłam dwadzieścia jeden lat. Rozumiałam oczywiście, że wywołałoby to niesnaski i przysporzyło kłopotów, niemniej trochę mnie to zabolało. Czasami wydawało mi się, że się mnie wstydzi. Nieważne, czy tak było naprawdę, ponieważ oprócz niego nie miałam w Bostonie nikogo i pokochałam go.

Stłumiłam uczucie zawodu i urazę.

– Nie możesz. Benito to papla. Rozpowie wszystkim, kim jestem.

– W takim razie co dalej? Znajdziesz inną pracę? Jako kto?

Każda inna praca oznaczała mniejsze zarobki. Jako asystentka znanego fotografa osiągałam niezłe dochody, ponaddwukrotnie wyższe niż zwykle na podobnym stanowisku. Przełknęłam łyk wina, rozglądając się po moim przyjemnie urządzonym ładnym mieszkaniu.

– Nawet mnie do tej pory nie przeprosił – powiedziałam właściwie do siebie.

– Słucham?!

– Nawet mnie do tej pory nie przeprosił – powtórzyłam. – Rzucił mi to wszystko w twarz i zrujnował mi życie. – Jęknęłam. – Nie musisz nic mówić. Dostrzegam w tym ironię losu. Moja rodzina zrujnowała jego życie. Wet za wet.

– To nie ty mu je zrujnowałaś – oświadczył dziadek z naciskiem, po czym odchrząknął z zakłopotaniem. – Ale trzeba przyznać, że zaskoczyłaś go, gdy niczego się nie spodziewał.

– To prawda – potwierdziłam z poczuciem winy.

– Poza tym mówiłem ci, że podejmowane przez mnie w przeszłości działania spaliły na panewce. To nie ty powinnaś przepraszać.

– No tak, wiem.

Oczywiście. Przecież nie poczułam się rozczarowana dlatego, że nie mogłam przeprosić za grzechy ojca. Tylko dlatego, że gdy Caine zrozumiał, kim jestem, zobaczyłam w jego oczach ból, który sama czułam. Co sprawiło, że dostrzegłam więź między nami. Oboje nas naznaczyło tragiczne, złe dziedzictwo. Z nikim nie mogłam o tym rozmawiać, ponieważ ze względu na dziadka musiałam dochować sekretu. Przez lata dźwigałam ciężar prawdy samotnie. Trzy miesiące temu umarła matka i w mojej pamięci ożyły tamte ohydne wydarzenia. Po długiej rozmowie, a właściwie monologu z mojej strony, dziadek wreszcie ugiął się i wyjawił mi, kim jest dziecko, które ucierpiało na skutek poczynań mojego ojca.

Caine Carraway. Jedyna osoba oprócz moich rodziców i dziadka, która znała prawdę. I jedyna, która mogła zrozumieć. Nie potrafiłabym wyjaśnić, dlaczego poczułam, że łączy nas coś na kształt pokrewieństwa dusz. Mimo to wiedziałam, że tylko on zrozumie naturę bólu, który mnie nękał i… chciałam mu w jakiś sposób pomóc. Jednak z uwagi na to, że go nie znałam, było to nonsensowne pragnienie. Racjonalizm nie miał tu nic do rzeczy, po prostu tak czułam.

Niedobrze mi się robiło na myśl, że stanowię dla niego problem. Jakbym była kimś, kogo powinien obwiniać. Nie podobało mi się to i nie chciałam, aby to była nasza ostatnia rozmowa. Nie chciałam być częścią jego złych wspomnień.

– Powinnam się z nim skontaktować i przeprosić, że tak go osaczyłam. Jednocześnie poprosić, aby to wszystko wyprostował. Wystarczyłby jeden telefon do Benita.

– Nie wydaje mi się to rozsądne…

Może i nie było, ale zależało mi na pracy i na tym, aby Caine zmienił o mnie zdanie.

– Od czasu, kiedy mama… Ja potrzebuję, żeby mnie wysłuchał. I nie widzę nic niestosownego w tym, żeby poprosić go o wstawienie się u Benita.

– Brzmi fatalnie. Jakby tobie było to bardzo potrzebne, a jemu wcale.

Fakt, ale nie będę się nad tym zastanawiała.

– Nie znasz Caine’a Carrawaya – powiedziałam. – Nie sprawia wrażenia człowieka, który wie, czego potrzebuje.

* * *

Recepcjonistka patrzyła na mnie jak na wariatkę.

– Chce pani widzieć pana Carrawaya, prezesa Carraway Financial Holdings, nie umówiwszy się przedtem na spotkanie?

Wiedziałam, że po wejściu do wielkiego biurowca obłożonego płytami różowego granitu nie zostanę natychmiast skierowana do biura Caine’a. Ale też recepcjonistka nie musiała zareagować, jakbym chciała spotkać się z samym prezydentem.

– Zgadza się. – Nasyciłam te dwa słowa sarkazmem, ale nie zrobiło to na niej wrażenia.

– Chwileczkę – powiedziała i westchnęła wymownie.

Zerknęłam na strażnika, który stał przy windach i wykrywaczach metalu. Oprócz Carraway Financial Holdings budynek mieścił biura jeszcze jednej kompanii, był naszpikowany kamerami. Zatrzymanie mnie nie było problemem. No właśnie. Czyli w porządku, jeśli to się stanie po tym, jak porozmawiam z Caine’em.

Zerknęłam na recepcjonistkę. Z zaciśniętymi ustami i zmarszczonym czołem wpatrywała się w swój paznokieć. Zrobiłam nonszalancką minę i poszłam w kierunku wind i kamer.

– Pani identyfikator. – Strażnik wyciągnął rękę, by mnie powstrzymać.

Spojrzałam na jego twarz, dostrzegłam brodę i czujne spojrzenie. Że też ja zawsze muszę mieć takie szczęście. Nie mogłam się natknąć na ochroniarza znudzonego pracą? Uśmiechnęłam się niewinnie.

– Pani w recepcji powiedziała, że właśnie skończyły im się identyfikatory.

Przyglądał mi się podejrzliwie. Pokazałam na nią gestem.

– Proszę spytać.

Wydmuchał z irytacją powietrze przez nos, a ja zrozumiałam, że chce wykrzyknąć pytanie do recepcjonistki, ponieważ nie może opuścić swojego posterunku. To mi dawało minimalną szansę. Prześliznęłam się obok niego i wykrywaczy metalu i dopadłam do windy prowadzącej do biur Caine’a Carrawaya. Usłyszałam krzyk strażnika, drzwi zamknęły się za mną, zanim zdążył wsunąć w nie stopę.

– Nie dałeś rady – mruknęłam do siebie. – Definitywnie przegrałeś. Trzeba było zdecydować się na terapię, kiedy ci ją proponowano.

Za moimi plecami ktoś parsknął śmiechem. Dzieliłam windę z mężczyzną, który uznał mnie za zabawną.

– To nie u wszystkich się sprawdza.

– Co? – spytałam niepewnie.

– Terapia – wyjaśnił. – Jednym pomaga, innym nie.

Miał elegancki garnitur i drogi zegarek. Przystojny, brązowe włosy i bystre jasnoniebieskie oczy, wystarczyło mi jedno spojrzenie, aby ocenić, że nosił swój dizajnerski garnitur z nonszalancją, świadczącą o pewności siebie. Jego twarz wydała mi się znajoma.

– Panu pomogła?

– Terapeutka mi pomogła. – Wzruszył ramionami z łobuzerskim uśmiechem, na co ja roześmiałam się głośno.

– No, to przynajmniej coś pan na tym skorzystał.

Uśmiechnął się szerzej i pokazał ruchem głowy na przyciski.

– Carraway Financial Holdings?

Potwierdziłam kiwnięciem, żołądek podskoczył mi na myśl, że znowu go zobaczę.

– Muszę porozmawiać z prezesem.

– Z Caine’em? – Uniósł brwi pytająco i obrzucił mnie wzrokiem. – Powinienem panią obezwładnić i przekazać ochronie?

– Panu Carrawayowi pewnie by się to spodobało, ale dla własnego dobra musi mnie wysłuchać.

– Aha. A kim pani jest?

Spojrzałam na niego z rezerwą.

– A pan?

– Przyjaciel. Idziemy razem na lunch.

Drzwi windy otworzyły się z krótkim brzęknięciem.

– Oddam panu serce w zamian za urwanie pięciu minut z tego lunchu.

Wysiadł z windy, a ja za nim. Otaksował mnie spojrzeniem. Czekałam, zerkając nerwowo na recepcjonistę, który wyglądał na niezwykle zestresowanego moim nagłym pojawieniem się.

– Wykrywacze metalu nie zadziałały, nic zresztą nie wskazuje na to, aby pani miała broń. – Pokazał na moje szorty z materiału i podkoszulek na ramiączkach. – Wprowadzę panią do Caine’a, ale – uciął machnięciem ręki moje podziękowania – będę pani towarzyszył. Jestem ciekaw, skąd Caine zna kogoś takiego jak pani. – Położył delikatnie dłoń na mojej łopatce i pokierował w stronę recepcji.

– Kogoś takiego jak ja? – spytałam z przekąsem, nie wiedząc, czy to komplement, czy wręcz przeciwnie.

– Panie Lexington. – Recepcjonista zerwał się z krzesła, w jego głosie brzmiały wysokie, nerwowe tony. – Ta kobieta zmyliła ochronę.

– W porządku, Dean. – Henry Lexington, jak teraz już wiedziałam, syn Randalla Lexingtona, jednego z biznesowych partnerów Caine’a, zbył młodego mężczyznę machnięciem ręki. – Daj znać, że przyszliśmy.

Niezbyt pewnym krokiem poszłam za Lexingtonem korytarzem prowadzącym do biur. Na końcu otwierał się na hol i biurko ze szkła, równie stylowe jak recepcjonisty, ustawione z boku dużych podwójnych drzwi. Tabliczka z brązu informowała, że mieści się za nimi biuro Caine’a Carrawaya, prezesa.

Po tej stronie biura nie było okien, co zapewniało Caine’owi całkowitą prywatność. Młody mężczyzna, którego pamiętałam z sesji zdjęciowej, wstał zza biurka. Skierował na mnie wzrok i źrenice mu się rozszerzyły, gdy mnie rozpoznał.

– Ale… panie Lexington…

– Jestem umówiony – rzucił mój przewodnik z beztroskim uśmiechem, który bardzo do niego pasował, i podszedł do drzwi.

– Ale….

Umilkł, gdy Lexington wprowadził mnie do środka. Okna zajmowały całą ścianę na wprost drzwi oraz po prawej stronie gabinetu. Światło wlewało się do minimalistycznego, nowocześnie urządzonego wnętrza. Ledwie je zauważyłam, bo skoncentrowałam wzrok na Cainie.

Równie wściekły, jak zaskoczony moim widokiem, zerwał się na równe nogi. Żołądek znowu mi się ścisnął, tym razem mocniej. Miałam już okazję poznać, jak silnie jego obecność oddziałuje na ludzi, mimo to znowu mnie to zdumiało.

– Henry, co to znaczy?

Obserwując reakcję Caine’a, Lexington zrobił dwuznaczną minę. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się złośliwie.

– Coraz bardziej ciekawi mnie, kim pani jest.

– Wynocha.

Oboje zwróciliśmy głowy w kierunku Caine’a, chociaż mówił tylko do mnie.

– Nie. – Zrobiłam krok w jego stronę, mimo że wyglądał naprawdę groźnie. – Musimy porozmawiać.

Mięśnie zagrały mu pod skórą twarzy. Byłam przestraszona, ale nie zamierzałam mu tego okazać.

– Jestem zajęty.

– Pan Lexington był uprzejmy ofiarować mi pięć minut z czasu, który poświęci pan na lunch z nim.

– Tak? – Caine posłał mu nieprzyjemne spojrzenie.

– Okazałem w ten sposób, że jestem dżentelmenem – odparł Lexington z uśmiechem.

– Henry, wyjdź – powiedział Caine cicho, ale z naciskiem.

– Pomyślałem…

– Już.

Najwyraźniej Henry znał Caine’a lepiej niż ja, bo kompletnie go to nie speszyło.

– Dobrze. – Roześmiał się i puścił do mnie oko w sposób nawet bardziej ujmujący niż jego czarujący uśmiech. – Powodzenia.

Poczekałam, aż zamknie za sobą drzwi, wzięłam głęboki oddech i przygotowałam się na starcie z Caine’em. Nie uszło mojej uwagi, że obrzucił wzrokiem moje nogi. Wzdrygnęłam się pod tym mrocznym spojrzeniem godnym księcia ciemności.

– Jeszcze dwie sekundy i znajdzie się pani za drzwiami.

Nie dopuść do tego, zmuś go, żeby cię wysłuchał, przemknęło mi przez głowę.

– Wyrzuci mnie pan, a ja za chwilę wrócę niczym bumerang.

– Nawet bumerangi nie wracają przez zamknięte na klucz drzwi, panno Holland.

– Zamknie pan drzwi, znajdę inne, bardziej kreatywne sposoby, żeby pana nękać. W tej chwili nie mam już nic do stracenia.

Westchnął ciężko z irytacją, ale powiedział:

– Daję pani minutę. Radzę ją mądrze wykorzystać.

Arogancki bydlak. Stłumiłam uczucie irytacji, przypominając sobie, po co tu przyszłam, kim on jest i przez co przeszedł.

– Dwie sprawy. Po pierwsze, straciłam pracę.

W odpowiedzi wzruszył ramionami i oparł się nonszalancko o biurko. Skrzyżował ramiona na piersi i nogi w kostkach, po czym rzucił lekkim tonem:

– No i….?

– No i, że to z powodu tego, co się wydarzyło podczas sesji.

– W takim razie doradzam bardziej profesjonalne zachowanie na przyszłość. Jestem umówiony na lunch. – Pokazał na drzwi.

– Proszę posłuchać. – Uniosłam ręce w geście poddania. – Przepraszam. To jest ta druga sprawa. Gorąco przepraszam za…

– Powiedz to, a natychmiast wylatujesz – zagroził.

– Przepraszam za to, że pana zaskoczyłam – dokończyłam pospiesznie i zobaczyłam, że lekko się odprężył. – Nie powinno do tego dojść. Nie wiedziałam, z kim jest sesja, i kiedy przyszłam, i nagle się okazało, że to pan, a ja wiele przeżyłam ostatnio, dlatego zareagowałam emocjonalnie, co było rzeczywiście nie fair wobec pana – wypowiedziałam słowa pospiesznie, a Caine nawet okiem nie mrugnął na ten wywód. – Więc przepraszam – zakończyłam niezręcznie.

– Dobra.

Zmienił pozycję, utkwił wzrok gdzieś ponad moim ramieniem, nie ukrywając zniecierpliwienia. Uznałam, że „dobra” oznacza zaakceptowanie moich przeprosin, i brnęłam dalej:

– Tylko że kara jest niewspółmierna do przestępstwa.

Usłyszałam kolejne wyrażające irytację westchnienie i odpowiedź:

– Istnieje jakiś powód, dla którego powinienem się przejmować, że córka człowieka, który naszprycował moją matkę kokainą ze śmiertelnym skutkiem, straciła pracę?

– Nie odpowiadam za czyny mojego ojca. – Skrzywiłam się.

– Jego krew płynie w pani żyłach.

Ta uwaga sprawiła, że przegrałam walkę o zachowanie spokoju.

– Tak? Czy w takim razie pan jest uzależniony od kokainy? – Pożałowałam tych słów, zanim jeszcze przebrzmiały.

– Wynocha! – padło wypowiedziane z ledwie wstrzymywaną furią.

– Nie, no, przyznaję – pospieszyłam załagodzić sytuację – okropnie to zabrzmiało. Bardzo przepraszam. Ale pańska sugestia, że wie pan, jaka jestem, ponieważ mam takiego a nie innego ojca, też była paskudna.

Tym razem nie padła żadna odpowiedź. Wobec czego zaryzykowałam ostrożny krok w kierunku ponurego biznesmena.

– Nie tylko ja straciłam pracę. Z powodu pańskiego gniewu mój szef stracił „Mogula” i dwóch innych klientów. A przez to wpisał mnie na czarną listę. Nie dostanę żadnej pracy w branży, chyba że pan to naprawi. Niech pan pozwoli Benitowi dokończyć tę sesję. Proszę.

Patrzyliśmy na siebie w pełnym napięcia milczeniu. Wydawało mi się, a przynajmniej taką miałam nadzieję, że Caine nic nie mówi, ponieważ rozważa moją prośbę. Ta przerwa dała mi możliwość nasycenia się jego surową męską urodą. Zastanawiałam się, jak to się dzieje, że dzisiaj wydał mi się jeszcze bardziej przystojny.

Miałam problem.

Moja matka była tak oszołomiona wyglądem ojca, że czuła się z tego powodu gorsza od niego. Jakby na niego nie zasługiwała i dlatego musiała się godzić na wszystko, byle był przy niej. Denerwowało mnie to i nie potrzebowałam psychoterapeuty, żeby wiedzieć, dlaczego zawsze spotykałam się z facetami, którzy byli atrakcyjni, ale nie powalający. Moi eks – nawiasem mówiąc, aż tak wielu ich nie było – zawsze podkreślali, że spotykanie się ze mną dodaje im splendoru, ponieważ nie gramy w tej samej lidze. Mnie akurat nie przeszkadzało, że jestem atrakcyjniejsza od moich partnerów. Nie chciałam się czuć gorsza od nich – jak moja matka.

Moja reakcja na Caine’a była czymś wyjątkowym. Mogłam przyznać, że facet jest ciacho, ale przecież zafiksowałam się tak, żeby nie reagować na ten typ mężczyzn. Mój mózg nie wysyłał żadnych sygnałów, nic, żadnych elektrycznych impulsów, które sprawiłyby, że byłabym uzależniona od nich. Z Caine’em rzecz wyglądała inaczej. Od pierwszej chwili, gdy go zobaczyłam, dopadły mnie niegrzeczne myśli na jego temat i czułam mrowienie, ilekroć mi się przyglądał.

– Nie.

Jak to nie?

– Co to znaczy?

Uniósł jedną brew, robiąc sarkastyczną minę.

– To powszechnie znane słowo. Dziwne, że ktoś, kto nie rozumie jego znaczenia, dał się zwolnić z pracy.

Zignorowałam uszczypliwość i odrzuciłam ruchem głowy włosy, co jak sądziłam, zostanie odczytane jako wyzwanie.

– Nie mogę zaakceptować odmowy.

Ciemnobrązowe oczy pociemniały z irytacji, niski głos zabrzmiał złowieszczo spokojnie:

– Zaakceptuje ją pani i wyjdzie, zanim będę zmuszony użyć siły.

Dreszcz mnie przeszedł na myśl o jego wielkich dłoniach na moim ciele. Szybko odsunęłam od siebie to wyobrażenie.

– Proszę, niech pan gra uczciwie.

Gniew, który z niego emanował, był prawie namacalny.

– Uczciwie? – spytał szorstko. – Wtargnięcie tutaj jest elementem uczciwej gry? Ostatni raz proszę, żeby pani wyszła. Albo zrobi to pani dobrowolnie, albo zostanie usunięta siłą.

Zacisnęłam powieki. Nie mogłam patrzeć w jego pełne bólu oczy, nie myśląc z nienawiścią o własnym ojcu. Przez jego słaby charakter i nieodpowiedzialność Caine Carraway stracił wszystko i niezależnie od panującej powszechnie opinii, że teraz niczego mu nie brakuje, wiedziałam, że to nieprawda.

– Wyjdę – prawie wyszeptałam. Otworzyłam oczy i natknęłam się na jego lodowaty wzrok. Serce mi się ścisnęło, gdy zrozumiałam, że to koniec. Nie zmienił o mnie zdania, wciąż byłam bezrobotna. – Proszę mi wybaczyć, że przyszłam. To dlatego że… jestem w kropce.

I to nie tylko z jednego powodu. Ujęłam klamkę, by ją nacisnąć, gdy zatrzymało mnie w pół ruchu jego wyrażające irytację westchnienie.

– Zadzwonię do pani szefa i powiem, żeby przyjął panią z powrotem.

Z uczuciem ulgi odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na niego przyjemnie zaskoczona.

– Naprawdę?

Odwrócił się do mnie plecami.

– Tak, ale zmienię zdanie, jeśli zostanie pani w moim biurze choćby pięć sekund dłużej.

Nie było mnie po trzech sekundach. Nie uzyskałam wszystkiego, czego chciałam, i prawdopodobnie dlatego, jadąc do domu, czułam coraz większe rozczarowanie. Caine nie dostrzegł tego, co ja – że pod pewnym względem byliśmy do siebie podobni.

Nie chciałam, aby mnie nienawidził. Ale było oczywiste, że on chce, bym zostawiła go w spokoju. Nie pozostało mi więc nic innego, jak zrobić to. Niezależnie od tego, jak bardzo nie miałam na to ochoty.

3

Przez półtora dnia szwendałam się po mieszkaniu i nie mogło być gorzej. Miałam dużo czasu i poważne zmartwienie, wobec czego moje myśli same zaczęły biec niewłaściwym torem. Mózg podsuwał mi same złe wspomnienia, także ten pamiętny moment sprzed siedmiu lat, kiedy odkryłam, dlaczego mój wiecznie nieobecny ojciec wreszcie przedłożył mieszkanie z nami nad karierę i podróżowanie po świecie. Nędzna wymówka mężczyzny, który musiał opuścić swoją poprzednią rodzinę po tym, jak nie wziął odpowiedzialności za kobietę, która przedawkowała w jego obecności. Potem zaczęłam rozmyślać o mojej relacji z matką i o tym, jak się pogorszyła przed jej śmiercią. Żeby nie wspominać tego, czego nie chciałam pamiętać, zaczęłam robić rachunki i analizować wciąż na nowo swoje finanse, kombinując, na jak długo starczy mi oszczędności. Wychodziło nieodmiennie, że bez dobrze płatnej pracy stać mnie będzie na obecne mieszkanie najwyżej przez pół roku. Jego utrata wydawała się nieunikniona.

To były myśli depresyjne.

W końcu rozciągnęłam się na dużym, wygodnym fotelu, który prawdopodobnie nie będzie pasował do nowego skromnego mieszkanka, i dyndając nogą, przewieszoną przez oparcie, popijałam cherry coke, wsłuchując się w rozbrzmiewający w słuchawkach głos Binga Crosby’ego, śpiewającego Brother, Can You Spare a Dime?, piosenkę z czasów Wielkiej Depresji.

– Sam widzisz, Bing. – Uniosłam szklankę w geście solidarności i omal nie rozlałam napoju, gdy przez słuchawki przedarł się Bruce Springsteen z Johnny 99 z mojej nastawionej na maksymalną głośność komórki.

No proszę, nawet w telefonie miałam kawałek odpowiadający mojej obecnej sytuacji życiowej.

Z mocno bijącym sercem i nadzieją, że na wyświetlaczu pojawi się imię Benita, przetoczyłam się przez fotel, w efekcie wylądowałam twardo na kolanach, a potem na podłodze, rozlewając colę. Zdusiłam cisnące mi się na usta przekleństwo i niemal szorując nosem po ścianie, podniosłam się na równe nogi. Dopadłam telefonu leżącego na kuchennym blacie. Skrzywiłam się z rozczarowaniem na widok nieznanego numeru na wyświetlaczu.

– Słucham – rzuciłam ponurym tonem.

– Dzień dobry. Ethan Rogers z biura pana Carrawaya. Czy rozmawiam z panią Alexą Holland?

Teraz dopiero serce zaczęło mi bić naprawdę mocno.

– Tak, to ja – potwierdziłam i wstrzymałam oddech.

– Pan Carraway pyta, czy pani spotka się z nim jutro w południe w jego biurze.

Spotkanie? Co do diabła…

– Czy powiedział, w jakiej sprawie?

– Nie, proszę pani, nie powiedział. Mogę potwierdzić, że przyjdzie pani?

Skąd do licha ta propozycja po tych wszystkich zapewnieniach, że nie chce mnie nigdy więcej widzieć? Co się wydarzyło po tym, jak wtargnęłam do jego biura? Żołądek zacisnął mi się ze zdenerwowania. Benito zgodził się czy nie? A może chodziło o coś innego? Co Caine może chcieć ode mnie?

No a czy to takie ważne? Chce mnie widzieć, a ja muszę sprawić, że zmieni o mnie zdanie.

– Oczywiście będę.

* * *

Ethan wprowadził mnie do gabinetu. Zdziwiłam się, że Caine nie siedzi za biurkiem, tylko stoi przy ścianie okien, wychodzących na High Street i Atlantic Avenue, i rozciągający się poza nimi port.

Był odwrócony do mnie plecami, wykorzystałam więc moment, aby go – niczego nieświadomego – ocenić. Wprawdzie nie widziałam twarzy, czyli tego, co w jego wyglądzie było najlepsze, ale z rękami wciśniętymi w kieszenie spodni i skrzyżowanymi nogami przedstawiał całkiem przyjemny widok. Składały się na niego wzrost, szerokie barki, no i wyeksponowany w tej pozie tyłek.

Naprawdę fantastyczny, kształtny męski tyłek.

Czas mijał, on trwał w bezruchu, a ja zaczęłam się czuć jak szkolna kretynka, wyczekująca, żeby kapitan drużyny futbolowej zwrócił na nią uwagę. A to już mi się znacznie mniej podobało niż widok jego tyłów.

– Chciał się pan ze mną zobaczyć?

Caine przekręcił lekko głowę.

– Rzeczywiście.

– Domyślam się, że z jakiegoś powodu.

Odwrócił się i poczułam lekkie podniecenie, gdy ogarnął mnie wzrokiem.

– Dobrze się pani domyśla. – Wypuścił głośno powietrze przez nos i podszedł do biurka, przez cały czas przyglądając mi się z namysłem. – Ma pani jakieś sukienki, buty na obcasach? – Przeniósł wzrok na moją twarz. – Nakłada pani makijaż?

Spojrzałam na swoje dżinsy. Byłam w swetrze i bez makijażu. Mam dobrą cerę o oliwkowym odcieniu, odziedziczyłam ją po matce, i mimo kilku ciemnych piegów na grzbiecie nosa, nieskazitelną. Rzadko stosuję podkład albo róż, a ponieważ moje oczy są jasne, a rzęsy czarne, tuszu używam od święta.

Wiem, że nie wyglądam olśniewająco, ale jestem podobna do mamy, a ona była bardzo ładna. Mam wysoko sklepione kości policzkowe, niebieskozielone oczy i ciemne włosy, nie zdarzyło mi się dotąd słyszeć utyskiwań na brak makijażu.

– Dziwne pytanie – powiedziałam nachmurzona.

Caine oparł się o biurko, stając w takiej samej pozie jak ostatnio, i z zaciśniętymi ustami przyglądał mi się powątpiewająco. Poczułam się, jakby osądził mój wygląd i doszedł do wniosku, że jest nieodpowiedni. Normalnie uznałabym takie zachowanie za obraźliwe, i tyle, tym razem sfrustrowało mnie dlatego, że oceny dokonywał ktoś wyglądający tak perfekcyjnie.

Dupek jeden seksowny.

– Nie udało mi się skłonić Benita do zmiany decyzji – poinformował mnie. – Drań nie zapomina urazy.

Gdyby nie przybiła mnie ta wiadomość, pewnie parsknęłabym śmiechem.

– Przemyślałem sprawę – kontynuował – i uznałem, że mogłaby pani spróbować pracować dla mnie. Ale musi pani zainwestować w odpowiednie ubrania.

Co takiego?! Czy on właśnie mi…

– Słucham?

– Benito oświadczył, że jakkolwiek mu przykro, nie może tak po prostu przywrócić pani do pracy po tym, jak pani zachowanie przyniosło mu ogromne straty. Sprawiła mu pani potworny zawód, ale zanim popadła pani w obłęd, była najlepszą osobistą asystentką, jaką miał. Niemniej rozczarowanie pani zachowaniem na planie sesji zdjęciowej, teraz cytuję, Złamało. Mu. Serce.

– Rzeczywiście brzmi to dramatycznie.

– Niezależnie od jego skłonności do uderzania w melodramatyczne tony wydaje się profesjonalistą przestrzegającym zasad etyki zawodowej i wyraźnie usiłował mnie przekonać, że zanim pani zaczęła się zachowywać jak osoba niespełna rozumu, była inteligentną, kompetentną i wydajną pracownicą.

– Niespełna rozumu? – Plus popadła w obłęd? To ma mnie określać?

Zignorował mój protest i mówił dalej:

– Potrzebuję osobistej asystentki. Ethan zastępuje moją dotychczasową asystentkę, która postanowiła nie wracać do pracy po urlopie macierzyńskim. Mam wakat i proponuję go pani.

Ogłupiała.

To było właściwe słowo, aby opisać, jak się czułam. Jakim cudem ten mężczyzna, który jeszcze przed chwilą nie chciał mnie nigdy więcej widzieć, teraz proponował mi zajęcie wymagające stałej obecności?

– Ale… sądziłam, że pan nie życzy sobie mojej obecności.

– Potrzebuję asystentki, która wypełni każde moje życzenie, i to natychmiast. Nie jest łatwo taką znaleźć, bo większość ludzi prowadzi jakieś życie towarzyskie. Pani jest zdesperowana, poza tym, ja przynajmniej tak to widzę, coś mi jest pani winna.

Otrzeźwiła mnie ta aluzja do przeszłości.

– Czyli to… rodzaj zemsty? Ta praca ma mnie wpędzić przedwcześnie do grobu?

– Można powiedzieć, że coś w tym rodzaju. – Uśmiechnął się lekko. – W każdym razie będzie to wypasiony grób.

Podał wysokość wynagrodzenia i omal nie przyprawił mnie o zawał. Wciągnęłam głęboko powietrze, rozchylając przy tym ze zdziwienia usta.

– Dla osobistej asystentki? Mówi to pan poważnie?

Zatrzymam mieszkanie. I samochód. Chrzanić to… Zaoszczędzę wystarczająco dużo, żeby wpłacić zaliczkę na mieszkanie.

Oczy Caine’a błysnęły triumfalnie. Uśmiechnął się łobuzersko, a ja wstrzymałam oddech na widok jego rozjaśnionej twarzy.

– Uprzedzam, że to ma swoją cenę. Trudno mnie zadowolić. I jestem bardzo zajętym człowiekiem. Ma pani robić, co ja chcę, a to nie zawsze jest przyjemne. Zważywszy na pani nazwisko, gwarantuję, że nigdy nie będzie przyjemnie.

Serce zabiło mi trochę trwożnie na to ostrzeżenie.

– Innymi słowy, zamierza pan uprzykrzyć mi życie?

– Jeśli praca kojarzy się pani z przykrością. – Przyglądaliśmy się sobie nawzajem i powoli na jego ustach znowu pojawił się ten przeklęty łobuzerski uśmieszek. – No więc? Jak bardzo jest pani zdesperowana?

Stał przede mną mężczyzna, który przywdział niewidzialną zbroję, w nadziei że nikt przez nią nie przeniknie. Można to nazwać intuicją albo uznać za pobożne życzenie, ale wierzyłam, że mnie się uda – tak jak udało mi się dostrzec emocje, które skrywał tak starannie. Gniew. Nieważne, na mojego ojca czy na mnie za to, że wtargnęłam w jego poukładane życie. Ta praca… to był jego sposób na przejęcie kontroli, odpłacenie mi za to, że wyprowadziłam go z równowagi. Nie miałam złudzeń, że jeśli ją przyjmę, przetestuje moją cierpliwość do granic wytrzymałości. Posiadałam tę cechę – gdybym nie była cierpliwa, nie byłabym w stanie pracować tyle lat dla kogoś takiego jak Benito. Tylko że… przy Cainie czułam się zupełnie inaczej.

Wycofana, przestraszona, podatna na zranienie.

W tej sytuacji wiele ryzykowałam, poddając się jego kontroli.

Mimo to byłam gotowa podjąć ryzyko. Nie tylko dlatego że zaoferował mi więcej pieniędzy, niż mogłabym zarobić gdziekolwiek indziej. I nie tylko dlatego, że praca u niego świetnie wyglądałaby w moim życiorysie. Chciałam zaryzykować, bo dawało mi to szansę na przekonie go, że nie jestem taka jak mój ojciec. Zależało mi, aby właśnie Caine zrozumiał, że nie jestem taka.

– Pracowałam dla Benita sześć lat. – Zadarłam dumnie podbródek. – Nie przestraszy mnie pan. – Na razie tylko mnie przeraziłeś, pomyślałam.

Caine przybrał na twarz swoją zwykłą, onieśmielającą maskę, wyrażającą obojętność i świadomość siły, i odepchnął się od biurka. Wstrzymałam oddech i poczułam mrowienie na skórze, gdy się do mnie zbliżał. Musiałam unieść głowę, aby spojrzeć mu w oczy, gdy zatrzymał się o centymetry ode mnie. Pachniał fantastycznie.

– To się okaże – powiedział.

Poczułam mrowienie także między udami.

Niedobrze.

– Przyjmuję tę pracę. – Wyciągnęłam rękę.

Caine spojrzał na nią, a ja pilnowałam się, żeby nie drżała, gdy zastanawiał się, czy ją uścisnąć. Przełknęłam upokorzenie spowodowane jego wahaniem i nie odwróciłam wzroku.

W końcu podał mi rękę. Gdy dotknął swoją wielką, trochę szorstką dłonią mojej, prąd przebiegł mi przez całe przedramię i podniecenie napięło mięśnie.

W moich i jego oczach pojawiło się zdziwienie. Caine gwałtownie cofnął dłoń i odwrócił się do mnie plecami.

– Zaczynasz w poniedziałek – mówił oschle, idąc do biurka. – Wpół do siódmej. Ethan zaznajomi cię szczegółowo z moim porannym rozkładem zajęć.

Wciąż drżąc po tym niespodziewanym zaiskrzeniu między nami, spytałam lekko ochryple:

– O wpół do siódmej?

Caine zerknął na mnie przez ramię, przekładając jakieś papiery na biurku.

– Jakiś problem?

– To wcześnie.

– Rzeczywiście.

Jego ton wykluczał dyskusję. Wpół do siódmej no to wpół do siódmej.

– I ubierz się odpowiednio.

Najeżyłam się, ale tylko skinęłam głową w odpowiedzi na jego rozkazujący ton.

– I zrób coś z włosami.

Tym razem nie wytrzymałam. Nachmurzona dotknęłam palcami kosmyka włosów. Były długie, lekko falujące. Nic złego się z nimi nie działo.

– To znaczy?

Caine odwrócił się do mnie ze zniecierpliwioną miną.

– To nie jest nocny klub. Oczekuję ubrań i fryzur stylowych, ale konserwatywnych. Od tej pory reprezentujesz tę firmę, a niechlujny styl kłóci się z jej wizerunkiem.

Stylowych i konserwatywnych? Niechlujny styl? Do jakiego stopnia potrafił być nadęty? Kompletnie nie czujesz bluesa, co koleś?

– Jutro dostaniesz umowę o pracę. – Patrzył na mnie gniewnie, jakby wiedział, co pomyślałam. – Od momentu, gdy ją podpiszesz, jestem twoim szefem. – Ponieważ milczałam, dodał: – Co oznacza, że będziesz postępowała w taki sposób, jak ja chcę. Co z kolei oznacza zero luzu i zabawy w dwadzieścia pytań.

– Mam też zrezygnować z własnej osobowości?

Nie rozbawiło go to. Wyraz jego oczu zrobił się drapieżny.

– Byłoby całkiem rozsądnie.

Przełknęłam ślinę, zastanawiając się, dlaczego uznałam za sprytne włażenie w paszczę lwa.

– Zapamiętam. – Wiedziałam już na sto procent, że mam przed sobą niełatwe zadanie, i musiałam sobie przypomnieć, co chcę uzyskać na końcu tej rozgrywki. – Rozumiem, że widzimy się w poniedziałek.

Usiadł za biurkiem, nawet na mnie nie patrząc.

– Ethan udzieli ci wszelkich informacji, zanim wyjdziesz.

– Świetnie.

– Aha i coś jeszcze, Alexa.

Zastygłam, puls mi przyspieszył. Nigdy dotąd nie wypowiedział mojego imienia.

Przyjemnie zabrzmiało w jego ustach. Bardzo przyjemnie.

– Tak? – spytałam cicho.

– Zwracasz się do mnie panie Carraway. I tylko panie Carraway.

Uh… to się nazywa pokazać komuś jego miejsce.

– Oczywiście. – Zrobiłam krok w kierunku drzwi. Zatrzymał mnie jego głos, brzmiący niebezpiecznie ponuro:

– I ostatnia rzecz. Nigdy więcej nie wspomnisz o swoim ojcu ani mojej matce.

Serce mi się ścisnęło, bo w tym ostatnim zdaniu zabrzmiał ból. Skinęłam ostrożnie głową i wymknęłam się z jego gabinetu. Wyprowadził mnie kompletnie z równowagi, mimo to byłam pewna, że podjęłam właściwą decyzję. Nie wiem dlaczego, ale miałam poczucie, że zmierzam w dobrym kierunku.

4

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

5

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

6

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

7

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

8

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

9

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

32

33

Epilog

Podziękowania

Od momentu, gdy Alexa i Caine zagościli w mojej głowie, zostałam całkowicie pochłonięta ideą opowiedzenia ich historii. Dlatego muszę przede wszystkim podziękować moim przyjaciołom i rodzinie za to, że dzielnie znosili moją nieobecność i roztargnienie – znacznie bardziej nasilone niż zwykle. Życie w innym świecie, którym jest się bez reszty pochłoniętym, może być frustrujące; wokół ma się ludzi, którzy nie bardzo to pojmują. Ale gdy ukończy się pracę i książka trafia do ich rąk, przyjemnie wrócić na ziemię, odprężyć się i móc powiedzieć: „Oto gdzie przebywałam przez ostatnie miesiące. Jestem pewna, że teraz rozumiecie?”. Zadziwiające i cudowne jest to, że moja rodzina i przyjaciele zawsze rozumieją. Kocham Was za to, że jesteście tacy tolerancyjni. Jestem szczęśliwa, że mam Was przy sobie.

Szczególnie chciałabym podziękować mojej przyjaciółce Shanine za towarzyszenie mi w podróży do Bostonu, gdzie zbierałam materiał do książki. Zakochałam się w tym mieście, które stało się domem moich dwojga bohaterów, Lexie i Caine’a, i mam nadzieję, że to uczucie przebija przez karty książki.

Jak zawsze dziękuję mojej wspaniałej agentce Lauren Abramo za to, że wierzy we mnie bardziej niż ja sama w siebie, za bezustanne wsparcie i dokładanie starań, aby moje powieści trafiły do rąk Czytelników. Gorące podziękowania składam także wydawcy, Kary Welsh, i Kerry Donovan, edytorowi, jak również całemu zespołowi New American Library – jestem Wam głęboko wdzięczna, bardziej niż możecie sobie to wyobrazić!

Dziękuję również Angeli Phillips Lovvorn, doświadczonej pielęgniarce i zagorzałej czytelniczce. Jej rady i sugestie okazały się nieocenione przy konstruowaniu postaci Lexie.

I wreszcie dziękuję moim Czytelnikom.

Jesteście moimi bohaterami.