Zapomniane narody Europy - Jerzy Strzelczyk - ebook
Opis

Były w Europie narody, które mocno zaznaczyły swoją obecność, ale wyginęły wytępione lub rozpłynęły się w innych dynamicznie rozwijających się społecznościach. W epoce między starożytnością a średniowieczem, w okresie wędrówek ludów, upadku imperiów, w latach wojen i zamętu, w czasie tworzenia się nowej mapy Europy ich dzieje były jednak tak intrygujące, że warto o nich pamiętać.

Na kartach tej książki poznajemy tajemniczy lud Wenetów, germańskich Swebów i Longobardów, skośnookich, stepowych Alanów i malujących się na niebiesko Piktów, Chazarów wyznających judaizm i zagadkowych Wiślan, wymarłe plemiona słowiańskie Obodrzyców i Drzewian połabskich oraz Jaćwięgów, do wyginięcia których przyczynili się Polacy. Ze strzępów przekazów, kronik i nielicznych pozostałości archeologicznych autor odtworzył fascynujące historie zapomnianych narodów Europy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 562

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Copyright © by Jerzy Strzelczyk, 2015

Copyright © by Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2015

Redaktor prowadzący: Filip Karpow

Redaktor merytoryczny: Bogumił Twardowski

Redakcja: Lidia Wrońska-Idziak

Korekta: Alicja Laskowska

Pro­jekt okład­ki: Dawid Czarczyński

Kon­wer­sja: Grze­gorz Ka­li­siak | Pracownia Liternictwa i Grafiki

Mapę wykonał: Mariusz Mamet

ISBN 978-83-7976-322-1

Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o.

ul. Fre­dry 8, 61-701 Po­znań

tel.: 61 853-99-10

fax: 61 853-80-75

re­dak­cja@wy­daw­nic­two­po­znan­skie.com

www.wy­daw­nic­two­po­znan­skie.com

Wstęp

Uczony biskup krakowski i wybitny humanista Piotr ­Tomicki (1464–1535) w trakcie licznych podróży nie ominął i Niemiec, studia swoje zresztą rozpoczął w Lipsku. Nie wiadomo dokładnie, co i gdzie skłoniło go do refleksji na temat dawnej ludności słowiańskiej w Niemczech, mieszkającej niegdyś — jak mniemał zresztą nie bez znacznej przesady — aż do Renu. Melancholijnej refleksji dał wyraz we własnoręcznej notatce na marginesie pewnej książki, która trafiła do jego biblioteki: „Oto, jak królestwa przechodzą od jednego narodu do drugiego, zmieniając swoje nazwy”.

W refleksji tej, na co trafnie zwrócił uwagę Stanisław Kot, nie ma ani śladu jakiejś wrogości wobec Niemców, którzy odebrali Słowianom ich dziedziny, ani tym bardziej jakiejkolwiek sugestii, by „naprawić błąd historii” i przywrócić dawny stan rzeczy. Widoczna jest jedynie filozoficzna zaduma nad zmiennością fortuny, skazującej jedne narody na przemijanie i zapomnienie, inne wynoszącej na scenę dziejową. Można w tym dostrzec echo postępującej dojrzałości elit intelektualnych polskiego odrodzenia, kiedy to dość szybko społeczeństwo polskie zdawało się nadrabiać dystans cywilizacyjny wobec przodujących rejonów Europy. Niestety, później dystans ten zaczął ponownie narastać, przyjmując niepokojące rozmiary, czego skutki dotkliwie dają się nam we znaki do dzisiaj.

W jednym z rozdziałów niniejszej książki przyjrzymy się ludowi, którego losy dały być może Tomickiemu okazję do przytoczonej refleksji. Zamysł książki jest nieskomplikowany. Zapragnąłem mianowicie przedstawić Czytelnikom kilka mniej znanych kart z dziejów naszego kontynentu. W dziesięciu szkicach przedstawiłem dziesięć ludów, które niegdyś odgrywały określoną, mniej lub bardziej ważną, ale zawsze godną uwagi rolę w dziejach Europy, później zaś zeszły ze sceny dziejowej, pozostawiając dość nikłe na ogół i nie zawsze łatwo dostrzegalne ślady swojego istnienia. Oczywiście, tych dziesięć ludów to tylko drobna cząstka tego, co można by określić jako „etniczna historia Europy”. Można by się nawet zastanawiać, czy nie były to przypadkiem mało ważne peryferie tej historii, jakieś oboczne jej nurty, i czy warto w ogóle się nimi zajmować u progu XXI w., w obliczu postępującego na naszych oczach procesu integracji czy globalizacji Europy i świata.

Uważam, że warto, a w obliczu wspomnianych procesów nawet szczególnie. Niezależnie bowiem od tego, z których stron wieją aktualnie modne wiatry i jak bardzo bylibyśmy zafascynowani nie zawsze aprobowaną teraźniejszością i rysującymi się, niekiedy co prawda dość mgliście, konturami — oby pomyślnej! — przyszłości, historia pozostaje i chyba pozostanie nie tylko skarbnicą wiedzy i doświadczeń, lecz także kluczem do zrozumienia teraźniejszości i przyszłości, a także — miejmy przynajmniej taką nadzieję — do rozumniejszego kształtowania tejże przyszłości. Truizmem chyba jest stwierdzenie, że bez znajomości dziejów Polski, Niemiec, Serbii, Albanii, Iraku czy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej szansa zrozumienia zawiłych problemów ich dnia dzisiejszego i podejmowania, gdy zachodzi taka potrzeba, racjonalnych decyzji nie jest zbyt wielka.

Dzieje Europy, na niej bowiem pragniemy się skupić, są dziejami narodów i państw. Tradycje narodowe i państwowe w zjednoczonej Europie będą miały, rzecz jasna, inną wagę i charakter niż w XIX i XX w., ale przecież nie staną się czymś obcym i zbędnym. Odwrotnie: wiele wskazuje na to, że korelatem (drugą stroną medalu) integracji i globalizacji — prowadzących przecież, czy się to komu podoba, czy nie, do pewnego ujednolicenia i spłycenia — swego rodzaju remedium na te nieuchronne, ale niekoniecznie i nie w całej rozciągłości pożądane procesy, jest nawrót sentymentów i myślenia regionalnego, zwrot ku „małym ojczyznom” i ich historycznemu dziedzictwu. Ma to mieć funkcję nie tyle rekompensacyjną, ile uzupełniającą, wzbogacającą osobowość człowieka i tożsamość grup społecznych zagrożonych globalizacją.

Ludy, narody, były przez wiele stuleci niejako wehikułem dziejów europejskich. Niektórym dane było, albo same sobie wykuły, doniosłe miejsce w dziejach, w podręcznikach dzieje te opisujących i w pamięci kolejnych pokoleń, aż do dnia dzisiejszego. Francuzi, Włosi, Hiszpanie, Anglicy, Rosjanie, Niemcy, Węgrzy, Szwedzi, Polacy — to tylko kilka ważniejszych. Ich dzieje, podobnie jak dzieje instytucji politycznych (zwłaszcza państw) przez nich powoływanych do życia, jakże przecież różne, niekiedy powikłane, stanowiły do niedawna, a w pewnej mierze stanowią także obecnie, główny wątek powszechnych dziejów naszego kontynentu. Większa część Europejczyków, zarówno mieszkających w Europie, jak i poza nią (dość wspomnieć chociażby Irlandczyków w USA), poczuwa się do duchowej więzi z noszącymi te miana mieszkańcami średniowiecznej Europy.

Ale ograniczenie historycznego pola widzenia do tych „szczęśliwców” byłoby istotnym tego pola zawężeniem i zubożeniem. Miroslav Hroch w niedużej, niedawno i w Polsce wydanej książce zwrócił uwagę na problem „małych narodów Europy”1. Do tej książki można Czytelnika tylko odesłać, choć nie wszystkie poglądy i tezy czeskiego autora można podzielić z jednakową gotowością. Książka Hrocha jak najbardziej zasługiwała na umieszczenie w serii „Zrozumieć Europę”. Ukazuje ona mechanizmy kształtowania się mniejszych narodów, różnorodność zjawisk kryjących się w tym pojęciu, oraz — choć ogólnie — ich miejsce w dziejach i aktualnym obliczu naszego kontynentu. Pomaga wypełnić istotną lukę w potocznej wiedzy o przeszłości i teraźniejszości Europy.

Miroslav Hroch pisał o narodach wprawdzie niekiedy ciężko doświadczonych przez historię, ale przecież w jakiś sposób tryumfujących, zwycięskich, na przekór bowiem wszelkim przeciwnościom zaistniały one, uformowały się i przetrwały, niekiedy uzyskując autonomię, niekiedy nawet w ramach własnych struktur politycznych, przez wieki im odmawianych, choćby nawet przykłady bałkańskie skłaniały do zadumy, czy istotnie zawsze wyszło im to na dobre. Baskowie, Katalończycy i Galisjanie w Hiszpanii, Bretończycy we Francji, Irlandczycy we własnym od pierwszej połowy XX w. państwie, Walijczycy i Szkoci w Wielkiej Brytanii, Flamandowie w Belgii, Białorusini i Ukraińcy, Litwini, Łotysze i Estończycy, Finowie, Węgrzy, na Bałkanach: Bułgarzy, Chorwaci, Macedończycy, Serbowie, Słoweńcy, dalej: Czesi i Słowacy, wreszcie Łużyczanie (Serbowie łużyccy) w Niemczech… Można by dyskutować z autorem, czy potraktowanie Norwegów, Greków i Węgrów jako „małe narody Europy” (choć Hroch podkreśla, że nie jest to w jego ujęciu równoznaczne z jakimkolwiek wartościowaniem czy rezultatem działań arytmetycznych) jest w pełni uzasadnione, ale myślę, że powyższa niekompletna wyliczanka daje już pewien pogląd na znaczenie problematyki odważnie i nowatorsko podjętej przez wspomnianego uczonego.

Hroch wychodzi od współczesności, a wywody historyczne służą jej objaśnieniu. Wszystkie uwzględnione przezeń narody istnieją obecnie i bez wątpienia mają wyraźne (bardziej lub mniej pomyślne — to już inna sprawa) szanse wpisania się w przyszłe dzieje Europy i świata. Zadaniem mojej książki jest dokonanie innego rozpoznania w europejskiej przeszłości. Żaden z dziesięciu uwzględnionych tu narodów już nie istnieje, stanowią zamknięte karty dziejów Europy, zawsze jednak odgrywały określoną, moim zdaniem godną pamięci, rolę w tych dziejach, choć dawno już znikły z mapy, a na ogół także z pamięci Europejczyków. Niemal nikt nie poczuwa się do następstwa po nich.

„Zapomniane narody Europy”… Było ich wiele, opowiem o dziesięciu. Sięgniemy do różnych rejonów kontynentu, ogarniemy wiele stuleci. Nie zaryzykujemy uogólnień, podjęta próba na pewno do nich nie upoważnia. Wnikliwy Czytelnik nie znajdzie teoretycznych rozważań typu: „co to jest naród?”, „od kiedy można mówić o narodzie?”, „co było przedtem, zanim powstały narody?”; próżno będzie szukał wyjaśnienia mechanizmów kształtowania się narodów. Pojęcie „naród” występuje w książce nie w ściśle zdefiniowanym (zresztą nader ciągle dyskusyjnym) sensie, lecz w potocznym, który, ściśle rzecz biorąc, należałoby może w języku polskim oddać innym terminem, na przykład „lud”, niekiedy „plemię”, „szczep”. Zarówno teoretyczna problematyka narodów w dawniejszych epokach, jak również sama odnośna terminologia należą do dziedzin żywo dyskutowanych w nauce światowej, nie tylko historycznej. Jej krytyczne zreferowanie byłoby bez wątpienia bardzo potrzebne, ale w ramach przedkładanej książki niemożliwe. Odsyłając w tym miejscu do trzech ważnych i obszernych monografii (w tym jednej polskiego uczonego), których nie sposób pominąć we wszelkich badaniach nad dawnymi narodami2 i z których wielokrotnie korzystałem także przy pisaniu niniejszej książki, pragnę przede wszystkim zaciekawić Czytelnika opisem kilku mniej znanych przypadków zawiłych dróg kształtowania się znanego nam oblicza etnicznego Europy. Nie zabraknie prawdziwych zagadek, będących rezultatem ułomności naszej wiedzy; prawdopodobnie w przyszłości, w miarę postępów nauki, niektóre z nich doczekają się wyjaśnienia, a niektóre elementy obrazu trzeba będzie zmienić. W doborze przykładów kierowałem się postulatem pewnej różnorodności, następnie dostępności z punktu widzenia polskiego Czytelnika, ale także stanem rozpoznania danego narodu w nauce, który z kolei w poważnym stopniu jest uzależniony od zachowania się odpowiedniej podstawy źródłowej. Dlatego z żalem zrezygnowałem z uwzględnienia niektórych ludów, co do których można domniemywać, że na miejsce w książce by zasługiwały, ale o których wiemy tak niewiele (albo — ściślej rzecz biorąc — o których sam autor książki wie zbyt mało), że nie sposób przedstawić ich w popularnonaukowym szkicu tak, by nie zatracić ich cech indywidualnych i w dodatku nie znużyć Czytelnika. I odwrotnie: pragnąc skupić się na ludach mniej znanych temu Czytelnikowi, zrezygnowałem z uwzględniania niektórych innych ludów, które doczekały się już stosunkowo obszernej literatury w języku polskim (np. Etruskowie czy Trakowie). Z tymi wszystkimi zastrzeżeniami trudno nie przyznać, że ostatecznie dokonany wybór ma wielce subiektywny charakter.

Postępować będziemy mniej więcej w porządku chronologicznym. Rozpoczniemy od starożytnych Wenetów — ludu, czy ludów, przypisywanych przez źródła wielu regionom świata starożytnego i wczesnego średniowiecza (w tym obszarom zbliżonym do dzisiejszej Polski), których początki w pełnym słowa tego znaczeniu gubią się w pomroce dziejów, a których — jako całości — nie sposób zidentyfikować z jakąkolwiek znaną z późniejszych czasów grupą etniczną w Europie. Także początki czterech innych (może nawet niektórych z pozostałych) ludów sięgają starożytności, ale ich dzieje w taki czy inny, lecz zawsze niewątpliwy sposób rozciągają się również na wczesne średniowiecze. Będą to dwa ludy germańskie — Swebowie i Longobardowie, jeden przedstawiciel irańskiej grupy językowej występujący w różnych rejonach europejskiej historii — Alanowie i jeden o niezupełnie wyjaśnionej genezie, ale z ewidentnymi nawiązaniami celtyckimi — Piktowie. Z pierwszym z nich będzie więcej kłopotów, gdyż denominacja swebska również występowała na tak rozległych obszarach Europy i tak rozmaicie jest wyjaśniana w nauce, że daleko jeszcze jesteśmy od uzyskania w pełni jasnego obrazu. Co do Longobardów, to wprawdzie początki i w tym przypadku są niezbyt jasne (uwaga ta jednak dotyczy w zasadzie wszystkich „bohaterów” książki), ale w późniejszym, najważniejszym z powszechnodziejowego punktu widzenia okresie losy ich zostały już ściśle zlokalizowane w Italii. Piktowie przez kilka stuleci stanowili główny czynnik etniczny i polityczny północnej Brytanii, później jednak — zobaczymy, kiedy i w jakich okolicznościach — rolę tę utracili i… zostali zapomniani. Trzykrotnie wyruszymy na wędrówkę po dziejach dawnych ludów słowiańskich. Za pierwszym razem wprost na ziemie obecnej południowej Polski, gdy będziemy śledzić losy i zagadki Wiślan, za drugim — poza Odrę, do Meklemburgii i Holsztynu, dawnego kraju połabskich Obodrzyców, za trzecim — nawet poza Łabę, na obszar, który do dziś nosi w nazwie pamiątkę historii Drzewian połabskich. Wraz z Chazarami odejdziemy znów daleko od ziem dzisiejszej Polski, tym razem na południowo-wschodnie stepowe peryferie Europy, a razem z Jaćwięgami ponownie się do nich zbliżymy.

Dziesięć jakże odmiennych losów dziejowych. Niektóre z tych ludów miały swoje rodzime struktury polityczne, swoje państwa, inne szczebla państwowego osiągnąć nie zdołały. Niektóre pozostawiły po sobie spory zasób informacji w źródłach pisanych, ale najczęściej były to źródła obce, a więc na ogół tym ludom niechętne. Rzutuje to, rzecz jasna, niekorzystnie na możliwości sprawiedliwej, wyważonej oceny ich roli dziejowej, historyk bowiem, chcąc nie chcąc, musi na dzieje tych ludów spoglądać jak gdyby na odbicie w krzywym zwierciadle. Jedynym właściwie z wymienionych narodów, który doczekał się utrwalenia rodzimej tradycji historycznej, byli Longobardowie.

Co po nich pozostało? Te strzępy, jakie mimo wszystko utrwaliły się dzięki kronikarzom i w innych zachowanych źródłach „pisanych” (także w inskrypcjach), ślady przeszłości zawarte w „skarbnicy ziemi”, wydobywane przez archeologów, badane przez językoznawców pozostałości języka danego ludu (o ile te zostały w ogóle w jakikolwiek sposób utrwalone)… Ich wykorzystanie, uporządkowanie, odczytanie i zinterpretowanie to sprawa historyka. Poza tym niemal po wszystkich omówionych w niniejszej książce narodach pozostały jedynie głuche echa historycznej pamięci, pozostające w różnym stopniu w związku z minioną rzeczywistością, niekiedy wykorzystywane w różnych, dobrych czy złych, ale z reguły pozanaukowych celach. Rzekoma wenecka przeszłość Polaków w Lilii Wenedzie Juliusza Słowackiego, nazwy krain Szwabia i Lombardia na dzisiejszych mapach, pogardliwy epitet „Szwab” w polskich ustach i Liga Lombardzka, proobodrzyckie sentymenty nowożytnych niemieckich książąt meklemburskich, nie tylko ściśle naukowe dyskusje na temat „chazarskiej perspektywy”, czyli roli chaganatu chazarskiego w genezie państwa staroruskiego, różnorakie pozostałości po Drzewianach połabskich na obszarze tzw. Hanowerskiego Wendlandu — oto niektóre przykłady różnych wcieleń późniejszej, niekiedy i dziś jeszcze żywotnej tradycji, u której podstaw legły rzeczywiste dzieje niezupełnie — jak widać — zapomnianych narodów. Na takie właśnie tradycje, niekiedy zgoła dziwaczne, inaczej mówiąc: na określone elementy „życia po życiu” opisywanych narodów, starałem się zwrócić baczną uwagę, choć, oczywiście, stanowi to jedynie wątek uboczny, poniekąd wręcz anegdotyczny, ale w pewnej mierze aktualizujący główną, bądź co bądź, odległą czasowo i mentalnie problematykę książki.

Jej nieco może ukrytą tendencją jest zwrócenie uwagi na wielowątkowość i wielopodmiotowość historii europejskiej oraz na to, że nie wszystkie wątki tej historii, nie wszystkie jej społeczne podmioty, miały równe szanse trwałości, co jednak — przynajmniej moim zdaniem — nie odbiera im ani walorów poznawczych (może nawet ich przydaje!), ani emocjonalnych. Jaćwięgi są wśród nas — zatytułował swą książkę polski felietonista i popularyzator3. W pewnym sensie wszystkie dawne narody, także te, które nie znalazły się w niniejszej książce, „są wśród nas”, choć każdy na swój niepowtarzalny sposób i nie zawsze w sposób najbardziej dziś dla nas czytelny. Jak bowiem napisał ktoś mądry, „także to, co przechodzi w substancję nadchodzącej historii, co przez nią «zostaje uchylone», co zostanie wmurowane w fundament budowli i po jej ukończeniu nie daje się już rozpoznać, dźwiga tę budowlę i współkształtuje przyszłe stulecia”.

W książce sporo miejsca użyczyłem źródłom, cytując w polskich przekładach4 co celniejsze (niekiedy dość obszerne) ich fragmenty. Książka ma charakter popularnonaukowy, nie dokumentuję więc w zasadzie wywodów, stosując w minimalnym zakresie przypisy. Natomiast na końcu książki zamieszczam wykaz ważniejszej, różnojęzycznej, ale ze szczególnym uwzględnieniem polskiej i polskojęzycznej, w zasadzie nowszej literatury przedmiotu, który być może pomoże bardziej wnikliwemu Czytelnikowi samodzielną lekturą pogłębić problematykę5.

Poznań, lipiec 2015 r.

1 M. Hroch, Małe narody Europy. Perspektywa historyczna, przeł. G. Pańko (seria: Zrozumieć Europę), Zakład Narodowy im. Ossolińskich — Wydawnictwo, Wrocław 2003.

2 A. Borst, Der Turmbau von Babel. Geschichte der Meinungen über Ursprung und Vielfalt der Sprachen und Völker,Bd. I-IV, Stuttgart 1957–1963; R. Wenskus, Stammesbildung und Verfassung. Das Werden der frühmittelalterlichen gentes,Köln-Graz 1961; B. Zientara, Świt narodów europejskich. Powstawanie świadomości narodowej na obszarze Europy pokarolińskiej, Warszawa 1985.

3 W. Giełżyński, Jaćwięgi są wśród nas,Warszawa 2001.

4 Tam, gdzie nie podaję nazwiska tłumacza, sam spróbowałem przekładu.

5 W stosunku do I wydania z 2004 r. niniejsze zostało rozszerzone o rozdziały o Alanach i Drzewianach połabskich.